Dodaj do ulubionych

mam synka ale...

29.11.06, 21:17


Mam cudownego synka, ma na imię Adaś ale gdybym teraz była w ciąży usunęłabym
ją, dlaczego? a dlatego że jestem samotna mamą, na drugie dziecko nie było by
mnie stać. Mieszkam sama, studiuję i pracuję. Mam mieszkanie, samochód ale
kolejne dziecko? nie...
Długo nie mogłam zajść w ciążę, leki, badania i diagnoza guz przysadki...
dalej leczenie... Rozstanie z miłością mojego życia, potem romans i ciąża.
Pomimo tego, że kocham dzieci usunęłabym każda kolejną.
Jestem zdania, że dziecko musi być "chciane".
Zadaję sobie pytanie, jeśli kościół uważa, że zygota jest dzieckiem, dlaczego
nie chowa tych maleńkich stworzeń, maleńkich fasolek? Dlaczego nie łączy ich
z Bogiem?
Pytanie chyba do samego Boga...
Aga
Obserwuj wątek
    • patrycja855 Re: mam synka ale... 30.11.06, 21:08
      > Mam cudownego synka,
      Na czym polega cudownosc Adasia. Moze kazde dziecko jest tak cudowne

      > ją, dlaczego? a dlatego że jestem samotna mamą, na drugie dziecko nie było by
      > mnie stać
      Nie ciebie tylko Was, a gdzie tatus

      > Pomimo tego, że kocham dzieci
      To wygoda kocham bardziej

      > Zadaję sobie pytanie, jeśli kościół uważa, że zygota jest dzieckiem, dlaczego
      > nie chowa tych maleńkich stworzeń, maleńkich fasolek?
      Bo nikt nie przynosi tych dzieci i nie prosi o pochuwek, prostymi pytaniami
      nie "zawracaj glowe Bogu"

      • sir.vimes Re: mam synka ale... 01.12.06, 21:27
        > Mam cudownego synka,
        Na czym polega cudownosc Adasia. Moze kazde dziecko jest tak cudowne

        Z całą pewnością nigdy nie zrozumiesz na czym polega cudowność Adasia dla jego
        mamy. Dla ciebie cudowne są tylko zygoty, a najlepiej embriony. Są takie słodkie
        - każde dziecko się przy nich może schować.
        • patrycja855 Re: mam synka ale... 02.12.06, 09:28
          > Z całą pewnością nigdy nie zrozumiesz na czym polega cudowność Adasia dla jego
          > mamy. Dla ciebie cudowne są tylko zygoty, a najlepiej embriony. Są takie >
          >słodki
          wlasnie chodzi o to ze wszystkie dzieci sa mile. A ta pani jest nieobiektywna
          poniewaz pdochodzi do swego Adasia inaczej jak do innych dzieci. Wiele
          znajomych wspomina jak wraz z pojawieniem sie kolejnego dziecka spostrzegly jak
          byly nieobiektywne gdy mialy tylko jedno dziecko
          • sir.vimes Każda matka jest nieobiektywna 02.12.06, 09:56
            o ile jest normalna. I każda swoje dzieci ceni o niebo wyżej niż cudze.
            Odróżnianie swoich dzieci od cudzych i zachwycanie się niby nie jest bynajmniej
            zastrzeżone dla matek jedynaków czy jedynaczek. Nawet mając 10 dzieci widzi się
            ich cudowność i indywidualność.

            Zrozumienie tego prostego faktu zanika, gdy zaczyna się traktować kobietę jak
            żywy inkubator a dziecko jako ważne do czasu... narodzin.
            • patrycja855 Re: Każda matka jest nieobiektywna 08.12.06, 21:01
              Wiele kobiet swojego jedynaka uważa za znacznie lepszego od dzieci z rodzin
              wielodzietnych,
              • sir.vimes Re: Każda matka jest nieobiektywna 09.12.06, 13:05
                Normalna kobieta uważa swoje dziecko za wspanialsze od cudzych.
    • aguska27 Re: mam synka ale... 11.12.06, 20:47
      Ja nie rozumiem o co ta cała dyskusja...
      Zdecydowałam, że będę miała tylko jedno dziecko, które obecnie wychowuję
      samotnie. Zostałam sama z moim maluszkiem jak byłam w 8 miesiącu ciąży.

      Nie jest moja fanaberią, że chcę mieć jedynaka. Nie chodzi tu o wygodę a o to,
      że jak by pojawiło się kolejne dziecko to nie miałabym co do "gara włożyć"...
      Fanie by było temu Maluszkowi i Adasiowi, prawda??? Pełnia szczęścia!!! I dla
      mnie cierpiącej i patrzącej na swoją bezradność wobec tej maleńkiej Istotki,
      złamane życie synka Adasia, który pewnie wylądował by na ulicy itd. Jaka
      przyszłość mogłabym im zapewnić? Czy zastanowiłyście się nad tym?? Urodzić to
      nie wszystko! Trzeba przyjąć pełną odpowiedzialność za drugiego człowieka, co
      czynię w stosunku do syna. No i wcale nie stawiam go na piedestale.

      Wychowuję Adasia surowo, choć nie szczędzę mu pieszczot, ciepłych słów,
      przytulenia, nawet postanowiłam, że będę karmiła go piersią do 3 roku życia i
      to nie z wygody by nie wstawać w nocy po butlę tylko po to by czuł mnie, że
      jestem dla niego, czuł moją miłość... Muszę ofiarować mu jej dwa razy
      więcej...Za siebie i za jego tatę...
      Niestety nie widzę w naszym życiu miejsca dla kolejnego dziecka, nie dzisiaj...
      Nie wiem czy ktoś mnie tu zrozumie...
      Aga
      • wzr1 Re: mam synka ale... 11.12.06, 21:53
        >Pełnia szczęścia!!! I dla
        > mnie cierpiącej i patrzącej na swoją bezradność wobec tej maleńkiej Istotki,
        > złamane życie synka Adasia, który pewnie wylądował by na ulicy

        Dlaczego miałby wylądować na ulicy,
        > Jaka przyszłość mogłabym im zapewnić
        Przyszłość to dziecko musi sobie samo zapewnić i jeszcze opiekę nad stara matką.

        > Trzeba przyjąć pełną odpowiedzialność za drugiego człowieka, co
        > czynię w stosunku do syna
        Pełna odpowiedzialność to znaczy nie tylko zapewnienie środków materialnych ale
        dbanie o właściwy rozwój emocjonalny, nie ma wątpliwości że syn bedąć
        jedynakiem nie będzie doświadczał uczuć braterstwa co w jakiś sposób też na
        niego wpłynie w przysłości

        > Niestety nie widzę w naszym życiu miejsca dla kolejnego dziecka, nie
        dzisiaj...
        Tam mi się wydaje ża następnym członkiem rodziny który może sie pojawić jest
        mąż. Jeżeli żyjesz tylko z synem to skąd ma być drugie dziecko. I to jest
        zrozumiałe.
        A o pieniądze ścigać tatusia Adaśka niech płaci
      • nati1011 Re: mam synka ale... 12.12.06, 10:06
        Czy zastanowiłyście się nad tym?? Urodzić to
        > nie wszystko! Trzeba przyjąć pełną odpowiedzialność za drugiego człowieka, co
        > czynię w stosunku do syna.

        Trzeba przyjąć pełną odpowiedzialność za drugiego człowieka.

        Dobrze napisane. Człowiek jest dorosły jak umie ponosić za SIEBIE i INNYCH
        odpowiedzialność. Ale ta odpowiedzialnośc nie ogranicza się do
        odpowiedzialności za urodzone dziecko. Oznacza odpowiedzialny wybór partnera.
        Odpowiedzialne podejście do współżycia.

        Nie chodzi tu o wygodę a o to,
        > że jak by pojawiło się kolejne dziecko to nie miałabym co do "gara włożyć"...

        Przepraszam, ale mając jedno dziecko wiesz już chyba skąd biorą się dzieci?
        Ciąża to nie grypa i nie łapie się jej w przeciągu. Już raz wybrałaś na
        partnera faceta, który się nie sprawdził. Dzisiaj jesteś sama. Niczego cię to
        nie nauczyło? A może następnym razem, zanim pójdziesz z facetem do łóżka to
        sprawdzisz, czy nadaje się na męża i ojca? Dałaś się chyba nabrać na największe
        kłamstwo feministek. Na kobiety wyzwolone seksualnie. Kiedyś facet jak chciał
        sobie poużywać to musiał za to zapłacić: ożenić się z kobietą, utzymywac ją,
        być mężem a potem ojcem. Dzisiaj dzięki "postępowi" może dupczyć do woli, a
        konsekwencje ponosi jedynie kobieta i jej dzieci. Wiem, że to brzmi brutalnie,
        ale taka jestnasza postępowa rzeczywistość.
        • sir.vimes A kiedy to było? 12.12.06, 12:33
          Kiedyś facet jak chciał
          > sobie poużywać to musiał za to zapłacić: ożenić się z kobietą, utzymywac ją,
          > być mężem a potem ojcem.

          Bo np. kodeks cywilny Napoleona ZABRANIAŁ dochodzić ojcostwa nawet w przypadku
          gwałtów itp, właśnie po to by mężczyzna ŻADNYCH konsekwencji ponosić nie musiał .
          • para30 Re: A kiedy to było? 13.12.06, 10:40
            Sir.vimes, nie masz czasami wrazenia, ze czytamy tu jakas 19-wieczna francuska
            proze w odcinkach? (czasami to i poezja sie trafi ,tzw-poematy
            okolicznosciowe). Moze to nie temat na ten watek, ale moja corka (jest
            psychiatra) wlasnie oplakuje smierc jednej ze swoich pacjentek. Kobieta
            podpalila sie wraz z corka w zabarykadowanym domu. Corka miala 3 lata i
            byla "owocem gwaltu"-jak to sie ladnie mowi. Nie chce mi sie za bardzo o tym
            pisac bo temat ponury, ale co na to nasi moralnie nieomylni?
            Ta kobieta nie usunela ciazy chociaz miala wybor, ale nie udzwignela tego
            ciezaru.
            A prawdfopodobnie zawazyla glupota: mala poszla do przedszkola i opiekunki
            stwierdzily w rozmowie, ze nie podobna do mamy, pewnie podobna do tatusia.
            • sir.vimes Re: A kiedy to było? 13.12.06, 20:49
              > Sir.vimes, nie masz czasami wrazenia, ze czytamy tu jakas 19-wieczna francuska
              > proze w odcinkach? (czasami to i poezja sie trafi ,tzw-poematy
              > okolicznosciowe).

              No, mam, mam. Ale gdyby chociaż one były XIX wieczne , te poematy i prozy...
              Mniej żenujące by to było.

              A co do historii z twojego postu... Nic nie napiszę, nie mogę. Zapalę świeczkę
              za tę kobietę i jej dziecko.
              • 87lnbv nie kumam 13.12.06, 21:53
                a przecież może będzie inaczej, znajdziesz tatusia dla Adasia, finanse się
                poprawią i będziecie rodzinką i może przyjdzie pora na drugiego dzidziusia...
                po cóż przesądzać o czymś czego jeszcze nie ma, a jak się bzykać to z
                rozmysłem, bo co "usuwać" - to też duże ryzyko dla samej siebie...
                a gdyby...napisz do mnie, to wezmę tę fasolkę
                • sir.vimes Re: nie kumam 14.12.06, 11:53
                  Nie rozumiem dlaczego posiadanie więcej niż jednego dziecka jest takie
                  oczywiste... Ja mam jedno - zaplanowane i chciane dziecko, nie wiem w jakim celu
                  miałabym poczynać następne?????

                  Dlaczego matkom jedynaków wmawia się , że BEDĄ CHCIEĆ kolejnych dzieci,
                  niezależnie od ich chęci i możliwości. No, i oczywiście, ilość dzieci nie
                  powinna zależeć jedynie od finansów - dlaczego jedyną "akceptowalną" "wymówką"
                  rodziców 2+1 jest sytuacja ekonomiczna? Wiele osób stać na drugie (3, 4, 5)
                  dziecko ale po prostu nie chcą. Czy jedno dziecko jest jakieś gorsze????

                  Wiem, że pisze nie na temat forum (nic o aborcji) ale ciekawa jestem co o tym
                  sądzicie?
                  • para30 Re: nie kumam 15.12.06, 07:59
                    Ja mam tego spora gromadke, ale jakos nie przemawia do mnie ze jedynacy sa
                    egoistami, pieszczochami itd. Znam paru jedynakow, ktorzy calkiem dobrze sobie
                    radza "spolecznie" i paru obdarzonych rodzenstwem egoistow, wiec ten argument
                    nie przemawia:P
                    Fakt, ze jak sie czlowiek starzeje, to jest swiadomosc oparcia w rodzenstwie,
                    chocby wobec straty rodzicow ( przerabialam- byloby jeszcze ciezej, gdyby nie
                    siostra), ale to tez mozna zakwestionowac, bo przeciez miewa sie przyjaciol.
                    Wiec tak wlasciwie to nie bardzo rozumiem. Chyba jakos tak sie upieksza to
                    macierzynstwo i zaklada odgornie, ze kobieta to nic tylko rodzic by chciala i
                    pielegnowac, a juz jak raz sprobuje, to tak jej sie to podoba, ze sie
                    powstrzymac nie moze. Przesadzam, i wiem ze mnie tu zaraz zakrzycza, ale to
                    jest chyba jakas wypadkowa tradycji, polityki demograficznej, trendow
                    spolecznych i obrazkow z opowiastek dla dzieci.
                    Ja chcialam dwoje, bo nas bylo dwie i u maz tez mial brata. Model 2+2 jakis
                    taki bliski sie wydawal i to byl jedyny argument za "2". Maz jeszcze twierdzil
                    ze jedno miejsce w samochodzie sie marnuje :D. No a potem sie okazalo, ze
                    jezdzimy pic-upem a i to , pies sie nie miesci...
                    • sir.vimes Re: nie kumam 15.12.06, 08:53
                      "kobieta to nic tylko rodzic by chciala i
                      pielegnowac, a juz jak raz sprobuje, to tak jej sie to podoba, ze sie
                      powstrzymac nie moze. Przesadzam, i wiem ze mnie tu zaraz zakrzycza, ale to
                      jest chyba jakas wypadkowa tradycji, polityki demograficznej, trendow
                      spolecznych i obrazkow z opowiastek dla dzieci."

                      O, i to słusznie zauważyłaś - prawie nie istnieją czytanki i bajki dla dzieci z
                      jedynakiem. No, Śnieżka jest jedynaczką:)) i część innych księżniczek z bajek -
                      i tu jedynactwo ma podkreślić ich wyjątkowość, to, że rodzice długo czekali na
                      dziecko i bardzo chcieli je mieć.
                      A tak - szczególnie w podręcznikach - mama w fartuszku uwija się wokół Inki,
                      Dorotki i chłopczyka (zapomniałam jak mu tam).
                      Myślę, że ilość rodzeństwa jest zaledwie jednym z bardzo wielu czynników
                      decydujących o charakterze - znam egoistów z rodzin wielodzietnych , więc
                      stereotyp jedynaka-samoluba mnie śmieszy.
                      • skp110 Re: nie kumam 15.12.06, 18:16
                        > stereotyp jedynaka-samoluba mnie śmieszy.
                        Jest to stereotyp który nie zawsze jest zgodny z prawdą. Ale owiele gorszym
                        stereotypem jest przekonanie że ograniczenie się do jedynaka jest wyrazem
                        miłości rodzicielskiej, ża jak będzie jeden to będzie 4 razy lepszy od tych
                        których jest więcej w domu
                        • sir.vimes Re: nie kumam 15.12.06, 18:40
                          Nie ma sensu porównywać własnych dzieci do cudzych, bo cudze zawsze w porównaniu
                          wypadają dość blado, niezależnie od ich liczby.


                          > Jest to stereotyp który nie zawsze jest zgodny z prawdą. Ale owiele gorszym
                          > stereotypem jest przekonanie że ograniczenie się do jedynaka

                          Nie rozumiem czemu o wiele gorszym? Raczej lepszym, bo nikomu nie szkodzi a
                          uważanie kogoś za samoluba itp TYLKO dlatego, że nie ma rodzeństwa temu komuś
                          szkodzi, można go bardzo skrzywdzić.
                          • wzr1 Re: nie kumam 17.12.06, 10:26
                            > Nie rozumiem czemu o wiele gorszym? Raczej lepszym, bo nikomu nie szkodzi a
                            > uważanie kogoś za samoluba itp TYLKO dlatego, że nie ma rodzeństwa temu komuś
                            > szkodzi, można go bardzo skrzywdzić.

                            Bo właśnie takie podejście powoduje że wyrasta samolóba,
                            Rodzice powinni obiektywnie oceniać swoje dzieci, nawet jak będą widzieć jego
                            wady nie zaczy to że mają go niekochać, kocha się mimo wad. Jeżeli "miłość"
                            prowadzi do nieobiektywizmu to krzywdzi się dziecko, a samemu jest się egoistą
                            • sir.vimes Re: nie kumam 17.12.06, 11:20
                              Strasznie chrzanisz.

                              Co ciekawe, widać, ze , nienawidzisz dzieci. Może to jest właśnie główny problem
                              wielbicieli zygot - nienawiść do dzieci, żywych, prawdziwych dzieci?
                              • wzr1 Re: nie kumam 19.12.06, 01:24
                                > Strasznie chrzanisz.
                                >
                                > Co ciekawe, widać, ze , nienawidzisz dzieci. Może to jest właśnie główny
                                proble
                                > m
                                > wielbicieli zygot - nienawiść do dzieci, żywych, prawdziwych dzieci?

                                Jeżeli już to nielubię nieobiektywnych rodziców. Znam parę przypadków że panie
                                uważają siebie i swoje dziecko najmądrzejsze na świecie tylko z tego powodu że
                                żrą piguły
                                • para30 Re: nie kumam 19.12.06, 08:12
                                  Sluchaj, a moze by to leczyc? Moze na poczatek psychoterapia? Nie boj sie.
                                  Terapeauta ci wyjasni ze ludzie wykonuja nie tylko ruchy frykcyjne ale i pare
                                  innych a swiat oprocz czlonkow i vagin sklada sie z roznych innych zjawisk. Jak
                                  to nie pomoze, no to trzeba by chyba jakos farmakologicznie...
                                  Moze nawet dojdziesz do tego ze cos czasami przeczytasz drukowanego, ksiazke
                                  jakas, film sobie obejrzysz, muzyki posluchasz. Powodzenia
                                • sir.vimes Re: nie kumam 19.12.06, 10:15
                                  Dzieci żrą piguły??? Złotko, to pewnie aviomarin, by powstrzymać mdłości na twój
                                  widok.
                          • skp110 Re: nie kumam 17.12.06, 15:14
                            > Nie rozumiem czemu o wiele gorszym? Raczej lepszym, bo nikomu nie szkodzi a
                            > uważanie kogoś za samoluba itp TYLKO dlatego, że nie ma rodzeństwa temu komuś
                            > szkodzi, można go bardzo skrzywdzić

                            Szkodzi zwłaszcz jedynakom ponieważ cząsto opinia o ich samolubności jest
                            budowane przez rodziców którzy widzą w swoim dziecku tylko zalety, i to oni
                            swymi słowami tworzą niemiłą atmosferkę koło dziecka, a dziecko na tym cierpi
                            • sir.vimes Re: nie kumam 17.12.06, 20:21
                              Szkodzi zwłaszcz jedynakom

                              No, o tym właśnie piszę.
                              Normalny rodzic widzi zalety i wady swojego dziecka, co nie przeszkadza mu
                              widzieć w dziecku cudu świata- wychowanie nie polega na niekochaniu i
                              umniejszaniu dziecka (a tym właśnie byłoby zwracanie uwagi jedynie na wady).
                              Niezależnie czy ma jedno dziecko czy dziesięcioro.
                              Obcy, często prymitywni ludzie lubią oceniać cudze dzieci po tym czy mają
                              rodzeństow, albo czy są rude - i przypisują im kompletnie zmyślone cechy.
                              • skp110 Re: nie kumam 19.12.06, 21:29
                                > Normalny rodzic widzi zalety i wady swojego dziecka, co nie przeszkadza mu
                                > widzieć w dziecku cudu świata
                                Ja myślę że normalny rodzić nie widzi w dzieciach cud świata ale mino to kocha
                                je wszystkie najbardziej na świecie
                                > umniejszaniu dziecka (a tym właśnie byłoby zwracanie uwagi jedynie na wady).
                                Ale częst udają rodzice że żadnych wad nie ma
                                • sir.vimes Re: nie kumam 19.12.06, 22:21
                                  No to już kwestia chwytów retorycznych . Podejrzewam, że sens ten sam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka