Dodaj do ulubionych

Legendy autostopu

IP: *.bmts.com 01.05.04, 17:04
W 2. polowie 20. wieku duzo jezdzilem po Polsce autostopem i slyszalem wiele
wstrzasajacych opowiesci. Kilka z nich powtarzalo sie w roznych wariantach i
prawie zawsze zdarzyly sie opowiadaczowi.

Opowiesc kierowcy:
Panie, zabralem kiedys dwoje, chlopaka i dziewczyne na tyl ciezarowki.
Wiozlem beczki z kapusta*, marmolada*, dzemem*, maslem*. Jechali tam przez
pare godzin, w koncu panie, wysiedli. Gdy zajechalem na miejsce i sprawdzilem
ladunek, szlag mnie trafil, panie. Jedna beczke otworzyli i zeby chociaz
panie tylko cos z niej zjedli. Panie, oni mi do tej beczki nas…ali.
(* - w roznych wersjach opowiadania zawartosc beczek byla rozna).

Opowiesc autostopowicza:
Stalismy z kumplem na drodze pare godzin i bez skutku lapalismy. Ruch byl
maly, nikt sie nie chcial zatrzymac. W pewnej chwili ciezarowka zwolnila
przed nami, my lecimy do niej, a ten kierowca*, pomocnik* pokazal nam wala*,
zawolal cos obelzywego*, pokazal palcami na szybie zebysmy szli na piechote*,
oplul nas*. My stoimy wku…wieni a on pojechal dalej. Za pare minut zlapalismy
woz i pojechalismy. Kilka kilometrow dalej patrzymy, a tam ten samochod,
ktory nam pokazal wala, lezy w rowie do gory kolami*, stoi rozbity na
slupie*, pali sie*, stoi zderzony z druga ciezarowka*.

(* - w roznych wersjach opowiadania dzialo sie inaczej)

Znacie inne legendy?
Obserwuj wątek
    • Gość: q Re: Legendy autostopu IP: *.bmts.com 05.05.04, 06:02
      Widze, ze nie ma odzewu. Nie to pokolenie, czy co?

      Odpowiadam sam sobie za pomoca "legendy o Plotach":

      Gdzies na trasie ze Szczecina do Gdanska, i vice versa jest miejscowosc Ploty.
      Chyba znacznie blizej Szczecina. Legenda glosila, zeby nie zatrzymywac sie w
      Plotach, bo stamtad wyjechac sie nie da. Ludzie stali tam po 2-3 dni, a co
      bardziej extremalni bajerzy to nawet i tydzien. Te straszna legende slyszalem
      wiele razy. Do dzis nie wiem, skad sie to wzielo. Bylem tam raz przejazdem,
      kazalem sie wysadzic i po kilku kwadransach znow bylem w drodze.
      Specyficzny trojkat plotnicki.
      Auto-stop!
    • Gość: emeryt Re: Legendy autostopu IP: *.home.cgocable.net 05.05.04, 06:37
      w 78 jak policzylem kalkulatorem zrobilem autostopem 2600 km.wroclaw -szczeci-
      swinoujscie-koszalin-gdansk-krynica -bieszczady i e22 do domciu.Dziwne,ale w
      Plotach mielismy przygode.Kierowcy w ZUKU kolo przdnie trzymalo sie na dobra
      sprawe na dwoch szpilkach.Wysadzil nas w deszczu ale nie sadze zebysmy stali
      dluzej jak 2-3 godz.Sporo kierowcow bralo tylko tych prawdziwych z ksiazeczkami
      i kuponami.To byly czasy....i LATO z radiem w tranzystorku..ehhhh
      • piotr_c Re: Legendy autostopu 05.05.04, 16:41
        Jeśli idzie o książeczki to byłem chyba jednym z ostatnich autostopowiczów z
        książeczką. Na początku lat 90 zrobiłem sobie pętlę Warszawa Poznań Szczecin
        Gdańsk Toruń. Fajna wycieczka była.
        Sporo było wesołych momentów . Na trasie do Kołobrzegu cały dzień sie mijałem z
        dwiema dziewczynami, jak ja jechałe to akurat one stały :). W końcu sobie już
        nawet machaliśmy :) Aż w końcu złapaliśmy szambiarki, które wszystkie skręcały
        w tym samym miejscu. Wysiadam z mojej szambiarki i mówię do dziwczyn ,ze jak
        chcemy dalej jechać razem to potrzebny nam jest autobus. A tu dziewczyny w
        śmiech i potrzą się za mnie. Oglądam sie a tam stoi z otwartymi drzwiami
        PKS ,jadacy gdzieś do bazy. Po prostu superuprzejmy kierowca przeczytał co
        miałem na plecaku i sie sam zatrzymał zanim zdążyliśmy poprosić.
    • Gość: Jazon Re: Legendy autostopu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.04, 07:47
      Już kilka razy słyszałem opowieśc o furgonetce której kierowca zobaczył w rowie
      śpiącego pijaczka z rowerem. Zatrzymał się, zapakował jego i rower, przewiózł
      ze 100 kilometrów a potem wysadził w innym rowie- ot, tak dla zabawy:)
    • Gość: equus_ka Legendy autostopu IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 05.05.04, 09:05
      Ja tez najezdzilam sie za szczeniecych lat stopem i po kraju naszym pieknym i
      dalej. I sama odkrylam, ze z Olsztyna nie da sie wyjachac autem na olszytnskich
      numerach. Owszem, zatrzymuja sie kierowcy, ale nigdy ci miejscowi. Dziwne
      troche, ale moze mieli tam jakiegos autostopowicza-wampira i teraz sie boja?
    • wedrowiec2 Re: Legendy autostopu 05.05.04, 15:30
      Płoty nic złego mi nie zrobiły, ale w 1976 roku, jadąc z Warszawy w Bieszczady,
      zmarnowałam prawie dwie doby usiłując wydostać się ze Stalowej Woli. W końcu
      zabrała nas zatłuszczona pomoc techniczna i przewiozła 20 km. Po kilku minutach
      kolejnego stania i wymachiwania książeczkami stopu, zabraliśmy się samochodem
      aż do Leska:)
    • Gość: Ethlinn Re: Legendy autostopu IP: *.cbgnet.pl 05.05.04, 20:21
      Nie legendy a z życia wzięte (mojego;-)
      1. Zboczona kobieta-kierowca całą drogę powtarzająca mi żeby "zawsze w
      osłonkach"
      2. Kiedyś zabrał nas koleś który zapakował nas na tylne siedzenie gdzie
      siedzieliśmy z jakimś ogromniastym bębenem;-))))
      3. Będąc w Turcji zgarnął nas z ulicy jakiś Turek do swojego samochodziku
      terenowego, po czym zaprosił do siebie na taką jakby farmę na 3 dni. Mieliśmy
      za darmo nocleg, jedzenie, a jak chcieliśmy się odwdzięczyć powiedział żebyśmy
      nakarmili wielbłądy;-))))
      Trochę tego było;-)
    • Gość: korektorka Re: Legendy autostopu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.04, 03:19
      Ja nie mam legendy, bo za młoda jestem (to kiedyś były KSIĄŻECZKI na
      autostop???? jak to działało????), ale że zdarza mi się jeździć stopem na
      krótkie dystanse - do, powiedzmy, 15 km - to mam i historyjkę. Ostrzegam, zbyt
      wesoła to ona nie jest...
      Zacznę od tego, że wszystkie znajome, które wiedzą, że czasem jak mi autobus
      ucieknie, to zatrzymuję samochody, uważają, że brak mi którejś klepki -
      przecież ci wszyscy psychopaci, gwałciciele, itepe... Ja jednak od dziecka mam
      jakieś takie przekonanie, że kiedy jestem "w trasie" to wszyscy napotkani
      ludzie są zawsze mili i chętnie służą pomocą, i w ogóle wszystko mi się zawsze
      udaje, nie gubię się w obcych miastach, znajduję noclegi choćbym do miasta-
      atrakcji turystycznej jechała w ciemno w środku sezonu... No i właśnie nie tak
      dawno temu poszłam sobie na stopa i jakoś nikt nie chciał się zatrzymać.
      Zaczęłam się zastanawiać, czy to czasy się takie chamskie zrobiły ;) czy też
      może zaczyna mnie opuszczać moje podróżnicze szczęście... i myśleć, że może
      powinnam usiąść jak przyzwoity człowiek na przystanku i poczekać z godzinkę na
      PKS... aż tu zatrzymuje się auto. Uzgadniam z kierowcą, że on jedzie dokładnie
      tam, gdzie ja chcę dotrzeć. Wsiadam. Ruszamy. Od razu wyczuwam dziwną aurę
      panującą w samochodzie. Mężczyzna jest wyjątkowo milczący i zamknięty w sobie.
      Zagaduję na temat pogody, żeby przynajmniej usłyszeć ludzki głos i zagłuszyć
      rosnące obawy. Facet odburkuje coś. Wgapia się w drogę przed nami, a ja coraz
      wyraźniej wyczuwam to mrożące krew w żyłach odium czegoś tragicznego. Zaczynam
      gorączkowo badać wzrokiem drzwi, żeby sprawdzić, gdzie w tym typie klamka, i
      zastanawiać się, jaką przyjąć taktykę na wypadek ataku ze strony kierowcy. Nie
      sądziłam, że mógłby mi coś zrobić prowadząc auto, ale dojeżdżaliśmy właśnie do
      jakiegoś lasku. Obiecywałam sobie w myślach, że to koniec z autostopem. Że
      przetrwam to, co ma się stać, ale już nigdy przenigdy nie wsiądę do obcego
      samochodu. Postanowiłam jednak, że nie dam się ot, tak, i usiłowałam skłonić
      mężczyznę do rozmowy. W końcu tak właśnie wytrącają broń z ręki psychopatom
      filmowi policjanci. A może po prostu już naprawdę nie mogłam znieść ciszy w
      aucie. Znów zaczęłam coś mówić o pogodzie: że tak się nagle zrobiło ciepło,
      choć niebo zachmurzone, że w zasadzie to upał jak na tę porę roku... Wtedy
      facet wreszcie powiedział coś, co wyglądało na logiczną reakcję:
      - A ja tam zmarzłem. W kościele było zimno. Jadę z pogrzebu.
      O matko! z jednej strony ucieszyłam się, że powiedział coś, co można
      było uznać za wkład do rozmowy, ale z drugiej nie bardzo wiedziałam, jak dalej
      tę rozmowę ciągnąć. Przecież nie mogłam spytać: o, a kto panu umarł? W końcu
      powiedziałam, że mam wrażenie, iż przy takiej wiosennej pogodzie pogrzeb wydaje
      się jeszcze trudniejszy do zaakceptowania, i że pamiętam, jak kiedyś w maju
      przy ślicznej pogodzie chowaliśmy mojego nagle zmarłego 22-letniego kolegę, i
      że śmierć wydawała się wtedy taka nie na miejscu... Na co kierowca:
      - No, ja właśnie z pogrzebu młodego człowieka. Też kolegi. I też nagła
      śmierć. Wypadek. Zderzenie czołowe. Trzy osoby zabite na miejscu. Znałem
      wszystkich trzech, pracowaliśmy razem.
      Wtedy przypomniałam sobie, że kilka dni wcześniej zdarzył się zaledwie
      kilometr od mojego miejsca zamieszkania straszny wypadek, w którym na miejscu
      zginęło trzech młodych mężczyzn. Zderzyły się dwa samochody, bo jeden z nich
      wpadł w poślizg. Jednym autem trzech mężczyzn jechało do pracy, drugim z tego
      samego zakładu pięciu wracało ze zmiany. Tak więc "mój" kierowca rzeczywiście
      mógł ich wszystkich znać. To wyjaśniało, dlaczego był taki "dziwny" i z
      początku nieskory do rozmowy. Kiedy już wiedziałam o co chodzi, zaczęliśmy
      rozmawiać o bezpieczeństwie na drodze i o tragedii rodzin tych młodych
      mężczyzn, i choć temat był naprawdę przygnębiający, wiedziałam już
      przynajmniej, że ze strony "mojego" kierowcy nie muszę się niczego obawiać.
      Wysiadając przypomniałam mu, żeby prowadził uważnie - i to wcale nie była tylko
      taka kurtuazja. Przez kwadrans byłam naprawdę blisko tragedii, którą tego dnia
      przeżywał, i było mi go naprawdę żal. To naprawdę zadziwiające, jak blisko
      zupełnie obcej osoby można się poczuć, kiedy pod wpływem jakiegoś niezwykłego
      bodźca obnaży ona przed nami swoje najdelikatniejsze uczucia.
      • wedrowiec2 Re: Legendy autostopu 07.05.04, 16:04
        Gość portalu: korektorka napisał(a):

        > Ja nie mam legendy, bo za młoda jestem (to kiedyś były KSIĄŻECZKI na
        > autostop???? jak to działało????),

        Jestem za stara, by pamietać szczegóły:) Książeczki kupowało sie za niewielka
        opłata chyba w PTTK, albo w PZMot. Opłata obejmowała ubezpieczenie od wypadków
        i jeszcze coś, ale co? W książeczce były kupony na określoną ilość kilometrów.
        Mozna było nimi "płacić" kierowcy, jeśłi oczywiście on chciał. Na koniec sezonu
        kierowcy, którzy uzyskali najwięcej punktów brali udział w losowaniu nagród.
        Może ktoś pamieta więcej?
    • lahliq Re: Legendy autostopu 06.05.04, 14:16
      Wielokrotnie zasłyszane:

      - Moja znajoma (czyli opowiadającego) jechała autostopem z jakimś mężczyzną.
      bardzo burkliwy, nieprzyjemny. Podczas wysiadania pomyliła torby, zabrała
      kierowcy. Gdy otworzyła znalazła w niej zakrwawaioną siekierę, łanćuch i sznur.

      - Moja znajoma (j.w.) jechała autostopem. W samochodzi zimno, nieprzyjemnie,
      kierowca zamyślony, nie odzywał się ani słowem. Po kilku dniach dowaduje się,
      że w miejscu gdzie wsiadła zdarzył się śmiertelny wypadek identycznego
      samochodu jakim jechała, w gazecie jest zdjęcie zmarłego - oczywiście wiadomo
      kogo rozpoznaje.

      Obie historie oczywiście dłuższe i opowiadane z dużym zaanagażowaniem. ;)
    • kaaarolinkaa Re: Legendy autostopu 07.05.04, 21:54
      jechalismy kiedys z Augustowa do Gib-30 km cały czas prosta droga w slońcu.
      Zamiast jak normalni ludzie wsiasc do autobusu, ja i moj były postanowilismy
      przebyć tę drogę stopem. I wiecie jak to jest-troche sie idzie, aby ujsc choc
      kawalek i przyblizyć sie do celu, a troche sie jedzie, bo zyczliwi podwiozą.
      Więc tak troche szlismy, a troche jechalismy i nie byłoby nic w tym nie tak,
      gdyby nie to, że wczesniej tą samą drogą jechała szambiarka i 'popuszczała'.
      No, kuuuuzwa nie dalo wytrzymać!Capiło i capiło! . Ale doszlismy-dojechalismy.
      W ogóle autostop tylko na Mazurach!
      • wolfgang87 Re: Legendy autostopu 10.05.04, 03:18
        Na Mazurach ? Przenigdy ! Tam sie wlasnie podrozuje tak jak napisalas:
        idzie,jedzie,idzie,idzie,idzie,jedzie....pks,idzie,jedzie,pks,pks,idzie,jedzie....
        No ale klimat jest :) Najpiekniejszy !
    • Gość: anna_geras Re: Legendy autostopu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.04, 18:19
    • marta_i Re: Legendy autostopu 08.05.04, 21:20
      swego czasu 3 razy w tygodniu jeździłam stopem z Olsztyna do Wa-wy i z
      powrotem;
      pewnego razu w Wawie zatrzymał się człowiek, który kiedy usłyszał w jakim
      kierunku zamierzamy z siostrą się udać, stwierdził lakonicznie "daleko. wsiadać"
      no to wsiadłyśmy z myślą, że gość jedzie do któregoś z miasteczek znajdującyh
      się na trasie; mijamy pierwsze - nic, kolejne - dalej nic, w końcu dojeżdżamy
      do Olsztyna, a gość pyta dokąd nas podrzucić...
      natychmiast stwierdziłyśmy z siostrą, że coś jest nie halo i czym prędzej
      podziękowałyśmy panu za podwiezienie;
      wysiadłyśmy z fury, a kierowca jak gdyby nigdy nic, zawrócił na skrzyżowaniu i
      pojechał w kierunku Wawy...
      dodam tylko, że wyjechałyśmy z Wawy o 6 rano i lał tak niesamowity deszcz, że
      stwierdziłyśmy iż należy odmówić modły, żeby coś się zatrzymało; i tym sposobem
      wymodliłyśmy sobie anioła stróża ;-))) dodam, że jeszcze paru takich
      spotkałyśmy w różnych miejscach...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka