Dodaj do ulubionych

Upierdliwi sąsiedzi:)

26.07.04, 18:35
Nie ma to jak kochani sąsiedzi. W piątek a raczej już w sobotę położyłem sie
do łóżeczka koło godziny 3:00 z myślą:" jutro sobota to sie wyśpię".
Niestety. Zamiast spodziewanego obudzenia się koło południa obudziłem się o
8:30, bo mój kochany sąsiad przypomniał sobie, że ma remont. Nie byłoby
oczywiście nic w tym złego, gdyby na przykład malował. Niestety nic z tych
rzeczy. Obudził mnie ryk wiertary, który nie pozwolił mi zasmąć bo pan sąsiad
był uprzejmy wiercić przez najbliższą godzinę(grrrrrrr). Pobudził wszystkich
u mnie w domu. Wiem że cisza nocna jest do 6:00, ale żeby w weekend chamsko
wiertarą ujeżdżać!! Już mógł poczekać chociaż do 12:00:)
*<:)<=<
Obserwuj wątek
    • Gość: Denis Kabaty IP: 195.136.112.* 26.07.04, 21:46
      Ja mieszkam na Kabatach w Warszawie (dla ludzi spoza W-wy małe wyjaśnienie: to
      taka dzielnica, w której występuje nadreprezentacja - jak to mówią moi znajomi -
      tłuków giełdowych: pracownicy banków i wszelkich firm kręcących się wokół
      finansów, generalnie łatwiej dowiesz się u mnie na osiedlu czy droższy jest
      dolar nowozelandzki czy australijski, niż np. co było wcześniej: renesans czy
      pozytywizm). No i jest z nimi, tymi tłukami, jeden zasadniczy problem: imprezy
      weekendowe. Baaaardzo często niewyszukana muza dudni prawie do rana. Do tego
      dochodzą z balkonów odgłosy dyskusji na różne życiowe tematy: głupi szef, nowa
      ładowarka do Nokii, modne kluby, dvd itd.
      • Gość: kika Re: Kabaty IP: *.bumerang.univcomp.waw.pl 02.08.04, 13:25
        Oj, wiem coś o tym też mieszkam na Kabatach. U mnie balkony na parterze są
        prawie na poziomie chodnika a podwórko w formie kwadratu bez jednego boku, więc
        jak jest imprezka na parterze to towarzystwo już wstawione rozłazi się poza
        balkon jakby to był prywatny ogród i garden-party całonocne sobie urzadzają,
        muza dudni, tematy rozmów wysokich lotów itp. Uwielbiam to...
      • tarra4 Re: Kabaty 02.08.04, 18:00
        u mnie takie kabaty są na podworku przed blokiem , na to sie nic nie poradzi,
        jak cos smierdzi to trzeba to obejść , w razie czego zawsze mozesz tu
        zaglądnąć .
    • Gość: mańka A w blokowiskach? :) IP: *.zgora.dialog.net.pl 26.07.04, 22:56
      Mieszkam w wieżowcu, a moje mieszkanie jest tak nieszczęsliwie położone, że
      sąsiaduje od jednej strony z innym przez bardzo cienką ścianę, tak że można by
      usłyszeć rozmowę sąsiadów, gdyby była prowadzona odpowiednio głośno :)
      A tu raz, w sobotę, tuż przed ósmą rano, sąsiedzi odpalają z wieży jakiś
      kawałek techno (którego nie trafi nikt z domowników) tak głośno, że słychać go
      wyraźnie nawet w drugim końcu mieszkania, słowo w słowo, tak jakby to grało tuż
      obok mnie. Mało tego, kawałek tak się podobał, że puszczano go w kółko, bez
      przerwy przez jakieś pół godziny. Brrr...

      Chociaż taki układ architektoniczny ma też swoje dobre strony. Czasami w dni
      powszednie, przed południem (gdy wszyscy w pracy lub szkole, więc generalnie
      panuje cisza i spokój) można usłyszeć, jak ktoś z góry gra na trąbce. I to
      ładnie gra :)
      • uncledonken Re: A w blokowiskach? :) 26.07.04, 23:15
        A ja bym chciał mieć sąsiada perkusiste. Uwielbiam grę solo na perkusji.
        • Gość: 7 Re: A w blokowiskach? :) IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 29.07.04, 18:08
          wierz mi, nie chcialbys - moj brat gra na perkusji i ja juz mam serdecznie dosc tego sprzedtu
          (zwlaszcza ze drzwi u nas w hausie sa troche spartolone i nie blokuja dzwiekow prawie w ogole)
          • Gość: Skalar Re: A w blokowiskach? :) IP: *.aster.pl 29.07.04, 19:43
            Ja też gram na dętym (już cztery lata) , ale specjalnie chodze ćwiczyć do
            pokoju nie sąsiadującego przez ściany z sąsiadami. Jedynie ci z góry mogą się
            skarżyć (z dołu nie ma kto, bo mieszkam na parterze), ale staram się grać tylko
            w godzinach popołudniowych, przestrzegając oczywiście ciszy nocnej. Jak na
            razie w rury walili tylko raz - gdy zapomniałem, że po dziesiątej się nie
            gra ;-)
            • Gość: ilecka Re: A w blokowiskach? :) IP: *.cust.tele2.it 11.08.04, 15:22
              a ja gram na pianinie, no i kiedys, jak jeszcze przychodzila maestra :) na
              lekcje, w sobote o 8 rano, zaczynaly sie walenia w rury. i ogolnie u mnie w
              bloku tak bylo. ktos mial waty do kogos, to walil w rury, tak jest do tej pory,
              to taki sposob na uciszenie...
              ale tego walenia w sobote rano nie rozumialam, przeciez ladnie gralam, na
              serio!!!! i nie tylko rano walili, o ktorej godzinie bym nie grala... jacys
              amuzykalni
              • Gość: 7 Re: A w blokowiskach? :) IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 12.08.04, 18:53
                > ale tego walenia w sobote rano nie rozumialam, przeciez ladnie gralam, na
                > serio!!!! i nie tylko rano walili, o ktorej godzinie bym nie grala... jacys
                > amuzykalni

                ale tekst, no nie moge:)) moze i dla ciebie i twojej rodziny to bylo ladne, ale inni moga wolec np
                rock, pop, hip hop itd, niekoniecznie musi im lezec pianino! gdyby mnie ktos gral pianinem to
                bym dostal szalu - polecam dzien swira i fragment o koncercie muzyki powaznej.
      • renpul Re: A w blokowiskach? :) 09.08.04, 19:21
        Też mieszkałam kiedyś w takim wynalazku jak blok. O zgrozo! Mieliśmy nad nami
        piętro wyżej sąsiada, który nadużywał alkoholu i często robił awantury, rzucał
        meblami i czym popadło a czwórka dzieci, razem z Maryśką, chowała się po
        kątach. Pewnego, późnego już wieczoru przyszedł pan pod drzwi a Maryśka nie
        chce wpuścić. Oho, postukał w drzwi, powalił, pokopał i zszedł na dół. Po
        jakimś czasi wrócił (może przyniósł coś cięższego)i dawaj dobijać się. Drzwi
        się otwierają i co? W drzwiach nie stoi jego chuda Maryśka tylko moja mama
        (baba jak się patrzy) w samej bieliźnie - w postawie "wypięta do przodu, w
        lekkim rozkroku - skąd my to znamy?". Sąsiad chyba zaraz wytrzeźwiał bo
        natychmiast się zwinął. Oczywiście nie muszę dodawać, że pomylił piętra. Na
        drugi dzień rozrabiaka przyszedł przepraszać - po tym twierdzę, żę wytrzeźwiał
        wczorajszej nocy bo inaczej by jak zwykle niczego nie pamiętał ;-)
        Pozdrawiam
    • Gość: Jazon Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 08:27
      Jeden z moich sąsiadów zaczął dzis bawic sie wiertarą o 7:40. Teraz próbuję
      dowiedzieć sie który...:-/ Dla niektórych smierc jest za dobra...
      Moja dziewczyna z kolei miała za sąsiadki jakies studentki, które lubiły budzic
      sie z rana głosna muzyka (wieża z timerem), doprowadzając do pasji wszystkich
      sąsiadów. W końcu kiedy wyjechały na ferie wszyscy mieli nadzieje ze wyśpia się
      chociaż wtedy. Nic bardziej błednego- wieża została:-/ Makabra!
      • energeia Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 27.07.04, 10:08
        Ech, ci sasiedzi...

        Moi sasiedzi to "uroczy" ludzie majacy wiecznie pretensje ze za glosno chodzimy z mezem po
        mieszkaniu (to ciekawe - bo sa przyglusi i bardzo czesto ktos sie do nich dlugo musi dobijac, zeby
        uslyszeli i otworzyli drzwi - moze rozregulowane aparaty sluchowe?).

        Zala sie wszystkim dokola, jacy sa biedni i chorzy, a ci z gory okropnie im tupia... Najlepsze jest to, ze
        ci biedni ludzie maja zdrowie na to, zeby urzadzac balangi trwajace czasem nawet od pieciu do siedmiu
        dob, bez przerwy (to nie zarty). No ale po takich imprezach to nawet stapanie kotka po dywanie byloby
        porownywalne z lupaniem kafara o beton;) Wyobrazam sobie kaca po takich imprezkach...

        W ostatnia sobote okolo dziewiatej wieczorem nasi sasiedzi wlaczyli muzyke typu "umcy-umcy" dosyc
        glosno. Po paru minutach przyszla sasiadka obrazonym tonem informujac nas, ze synus ma urodziny (i
        tu zaprezentowala sennie wygladajacego pieciolatka czepiajacego sie jej spodnicy), wiec bedzie
        "troszke" muzyki.
        "Troszke" okazalo sie trwac do piatej rano. Do tego bylo tak glosno, ze wszelkie puby i dyskoteki zdaja
        sie miejscem cichym i spokojnym. Halas byl taki, ze nawet zatyczki do uszu nie pomagaly...

        O polnocy zastukalismy do drzwi naszych uroczych bliznich i poprosilismy o sciszenie muzyki - nic to
        nie dalo.
        O drugiej doprowadzeni do bialej goraczki wezwalismy gliny, o trzeciej ponownie dzwonilismy na
        policje, bo nikt sie nie pojawil (no jasne, bo po co?..). Po drugim telefonie panowie sie pojawili na 5
        minut, na ktore to muzyka ucichla. Po ich odjezdzie impreza zaczela sie na nowo i trwala do piatej...
        Dziecie, ktorego urodziny tak radosnie i ochoczo swietowano od okolo pierwszej zanosilo sie
        rozpaczliwym wyciem - najwyrazniej tez chcialo wreszcie zaznac snu. :(

        Wkrotce sie wynosimy. Wierzcie mi, nie moge sie juz tego doczekac.
        • frred Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 04.08.04, 13:54
          Najkrótsza rada na takich sąsiadów:

          9 - 9 - 7

          Wyrazy współczucia i gratulacje z okazji wyprowadzki
      • Gość: atra1 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.kalisz.mm.pl 09.08.04, 19:26
        Jak w Poznaniu - uhmm-to przepraszam, parę lat temu ne weekend nie wyłączyło mi
        się jakby tak z lekka wieży. Wspóllokatorki też mnie sklęły.

        pa
        a.
    • cazioo Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 27.07.04, 17:52
      Jeszcze jedno mi sie przypomniało: na początku studiów moja koleżanka nie miała
      jeszce telewizora u siebie w mieszkaniu. Miała za to cienkie ściany a sąsiedzi
      uwielbiali polskie seriale:)... co tu dużo gadać w dziedzinie"Moda na sukces"
      i "Klan" stała sie ekspertem. Ponadto, ci ludzie mieli też w zwyczaju bardzo
      głośno sie komunikować, tak więc przez około miesiąc, który tam zabawiła, była
      uczestnikem smutków, radości i codziennych trosk Państwa Spod 3:).
      *<:)<=<
    • braineater Zwycięska wojna:) 27.07.04, 18:47
      Wakacje, niedziela, człowiek zmęczony więc lubi spać do 11 albo i dłużej. A tu
      nic z tego - podwórko mojej kamienicy (klasycznego familoka ze studnią)
      opanowane przez sąsiadów, którzy zaczynają strategiczne przygotowania do
      rozstawienia grilla, by radosne weekendowe wczesne popołudnie spędzić przy
      krupnioku i grze w skata - ich prawo, niech się bawią i nawet palcem bym nie
      ruszył gdyby nie jeden obyczaj - otóż krupniok, skat i piwo chodzą nieodłacznie
      w parze z radiem, nastawionym na wiekopomną audycję "Śląska Fala" -
      niezorientowanym tłumaczę już, że jest to zjawisko oparte na klasycznej
      śląskiej przeplatance mówiono spiewanej, przy czym partie wokalne wykonywane są
      przy akompaniamencie klasycznego śląskiego instrumentarium, czyli organków
      Casio, oraz akordeonu tudzież perkusji automatycznej nastawionej nieodmiennie
      na 4/4 - do tego dochodzą tradycyjne folkowe teksty o tym jak 'przi piecu
      stoła, krupnioki grzoła a łon jom majt, majt, majt a łona sie śmioła" - i tak
      przez 5 godzin jednym setem. Wraz ze spożywanym piwem sąsiedzi dzielnie
      włączali się chóralne śpiewy a podwórko typu studnia ma nader dobre
      własciwości akustyczne. Wytrzymałem tydzień, wytrzymałem drugi, trzeciego juz
      nie wytrzymałem. Zebrawszy się w sobie, przesunąłem 2 180 watowe kolumny w
      pobliże bezpośrednie okna, zapodałem w wieży zestaw płyt rozrywkowych autorstwa
      Diamandy Galas - pani z kilkuoktawową skalą głosu, uwielbiająca wydobywać z
      siebie potępieńcze wycie na kilku skalach przez np 10 minut ciągle,
      oraz "Kristalnacht" Johna Zorna, na której głowny utwór trwa jakieś 20 kilka
      minut i składa się jedynie z dźwięków tłuczonego szkła (na płycie zresztą jest
      wyraźne ostrzeżenie, że głośne słuchanie może uszkodzić słuch) i odkręciwszy
      wieżę na połowę mocy, pojechałem na długi rowerowy spacer. Zadziałało - od tego
      czasu grają w skata w parku a do mnie w kamienicy nie odzywa się żaden sąsiad -
      i chwała im za to...
      Pozdrowienia:)
    • Gość: fantomm Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 18:50
      Mój sąsiad nie jest upierdliwy, ale stanowi niesamowity obiekt do polewki....
      Ostatnio pokłócił sie ze swoją żoną, wyszedł na ogród( jesteśmy sąsiadami przez
      płot, więc wszystko widzę) i siedział tam cały dzień. Pił sobie kawę i zagryzał
      (UWAGA) zielonym ogórkiem prosto z krzaka.....
      Chłop ma 6letniego synka - raz słyszałem jak go straszył: "Nie wychodź, bo cię
      porwie jastrząb!"
      Facet mieszka razem z teściami -on i jego tesciowie palą, więc wysyłają synka
      ( 6 lat!) do domu po papierosy. Jego dziadek mówi"Damian, a pokaż dziadkowi jak
      się pali" No i mały bierze fajke do ust, podpala i podaje dziadkowi.

      A najlepsze:ja mieszkam nad nimi, centralnie piętro wyżej, no i raz na wakacje
      przyjechała do mnie narzeczona. Jest około 23, między nami ładne łóżkowe akcje,
      jakieś westchnienia i nawet ciche jęki. nagle moja ukochana z przerazeniem w
      głosie mówi"Słyszysz...." a ja" o co chodzi?" nasłuchuję, a pietro niżej ( moi
      sąsiedzi) słychać jęki, zawodzenia, westchnienia.Ukochana mówi, że za głośno
      sie zachowywaliśmy i oni w ten sposób dają nam do zrozumienia, żebysmy byli
      cicho. Musiałem jej uswiadomić, że jest sobota, a oni całą sobote gazują i
      mniej więcej o tej porze zaczynają śpiewać.....
      • trishika Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 29.07.04, 18:28
        Wprowadzili się nowi sąsiedzi do klatki obok. Remont mieszkania trwał ok 6
        miesięcy. Tyle stukania i wiercenia igdy nie słyszałam. W domu śmialiśmy się że
        tapetę przywiercają do ścian.
        Często zdarzało sie tak że wiercenie rozpoczynało sie ok. 19 i trwało do 22.
        • Gość: beldin Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 18:41
          A ja cholera nie mam na co sie poskarzyc. Wszyscy moi sasiedzi sa wspanialymi
          ludzmi.
          • Gość: t Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.07.04, 22:07
            Od roku , też mamy upierdliwych sąsiadów . Mieszkanie też remontowali ok. pół
            roku . Teraz bez przerwy coś im przeszkadza . A to deszcz zacinający zmoczył
            ścianę i mają zacieki , a to woda z rynny na naszym balkonie , chlapie im po
            drzwiach balkonowych , a to lodówka w nocy głośno chodzi .
            Nie do wyrzymania .
      • Gość: Denis No tak... IP: 195.136.112.* 31.07.04, 13:03
        > Facet mieszka razem z teściami -on i jego tesciowie palą, więc wysyłają synka
        >
        > ( 6 lat!) do domu po papierosy. Jego dziadek mówi"Damian, a pokaż dziadkowi
        jak
        >
        > się pali" No i mały bierze fajke do ust, podpala i podaje dziadkowi.

        Jak to czytam, to przypomina mi się ciekawa wypowiedż mojego kuzyna, który
        skomentował jakieś karygodne zachowanie rodzica w stosunku do dziecka: "Żeby
        zostać nauczycielem, czyli zajmować się dziećmi przez maksymalnie osiem godzin
        dziennie, trzeba skończyć podstawówkę, szkołę średnią i pięć lat studiów. Żeby
        zostać rodzicem, czyli zajmować się dzieckiem nawet 24 godziny na dobę,
        wystarczy bzyknąć żonę w nocy."
    • Gość: mycha Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 22:46
      A ja kiedyś mieszkałam w lokalu tak akustycznym, że kiedy sąsiedzi z mojej
      prawej strny włączali telewizor za głośno (a często im się to zdarzało), to
      sąsiedzi z mojej lewej stukali w moją ścianę, wtedy ci z prawej ściszali sprzęt.
      Włączając to, że z okna miałam widok na czyjś telewizor w budynku na przeciwko,
      to mój telewizor nie był potrzebny, tylko był problem, żeby się zsynchronizowali
      - wizja z głosem. Najczęściej się udawało - program I.
      Któregoś dnia wzięłam sobie gitarę (było koło 20 godz) i zaczęłam sobie cichutko
      grać. Jestem z tych, co "nie umiem, ale bardzo lubię", więc cichutko (naprawdę
      cichutko) grałam i coś sobie nuciłam. Zaraz łomot w ścianę. Akurat u sąsiadów z
      prawej telewizor nie grał, więc to chyba do mnie. Chwila przerwy, gram dalej.
      Znowu stukanie. W końcu się zdenerwowałam i mówię dość głośno "wiem, że nie
      nastrojona, ale lepiej nie umiem". Więcej nie pukali
    • Gość: orka Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: 62.233.233.* 29.07.04, 23:24
      Mieszkam w starej kamienicy, niezbyt akustycznej w sumie. Ale sąsiadka pode mną do 2 nad ranem dzień w dzień słucha na cały regulator telewizora aż zasypia! Kiedy dookoła panuje cisza, to my możemy słowa rozróżnić, tak to się niesie. A dziś obudziła nas o 4:30, bo głośno się kłóciła...sama ze sobą. Szok! Teraz (23:20) szyje na maszynie! Ale potrafi przyjść z awanturą, że wyrzuciliśmy peta przez okno i zapałił się jej chodniczek - a u nas nikt nie pali...Normalnie wariatka!
    • emusia Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 30.07.04, 00:16
      pode mną mieszxka zul, jadący tylko i wyłącznie na tanich winach i piwie książ.
      Żeby mieć za co kupić w/w produkty zbiera o 5 rano puszki z okolicznych
      smietnikow, po czym o 6 rano wychodzi na balkon i zaczyna młotem 'rozpłaszczać'
      te puszki, żeby mniej miejsca zajmowały. łomot jest potężny. ostatnio w rewanżu
      o 2 w nocy kozłowałam sobie piłką do kosza. pomogło na 3 dni.
      a wieczorem, kiedy żul po ciężkim dniu wychodzi na balkonik zapalic papieroska
      marki męskie albo fajranty w ilości nieograniczonej, trzeba siedziec przy
      zamkniętych wszystkich oknach i drzwiach balkonowych, bo woni tych papierosów
      zniesc sie nie da.
      noi oczywiście zdażało się czestgo że do drzwi dobijały anm sie inne menele z
      okrzykiem 'jest józek???'. na odpowiedz, że józek piętro niżej, walą mocniej z
      okrzykiem 'nie pierdol jozek ze cie nie ma bo jestes'. nie zycze nikomu taskich
      sasiadow.
      • fassolka Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 31.07.04, 09:23
        W blokowisku miezkam całe zycie, temat SASIEDZI to Amazonka, Nil i Missisippi w
        jednym. Uraczę was zaledwie ułamkiem moich przezyć :)
        Kilka długich lat mieszkali nad nami ludzie z córką pianistką. To była ich
        jedyna dobra strona bo dziewcze grało cudnie (wygrywało konkursy) choć czasem
        poźno w noc, ale nikt jej nie miał za złe. Natomiast poza tym: wszyscy latali
        po domu w drewniakach po gołym parkiecie, dorastająca córka imprezowała co
        weekend przy akompaniamencie młotów pneumatycznych, państwi starsi uprawiali
        terapię małżeńską w formie wrzasków i obelg wzajemnych, na ogół na podłożu
        finansowym, głównie słychać było jej potok, wyższe dźwięki bardziej się niosą :
        (( Najgorszy jednak był pies - zwykły, mały jamnik. Pomijam juz fakt, ze kazdy
        dzwonek do drzwi czy hałas na podwórku okraszał kilkuminutowym ciągiem
        wściekłego szczekania. Ten gad wył jak potępiony, kiedy tylko zostawał sam w
        domu. A zostawał często. Nieraz na noc. Moi rodzice to byli ludzie łagodni i
        tolerancyjni, więc kończyło sie na narzekaniu. Wypada jeszcze wspomnieć, ze
        nieszczęsny jamnior nienawidził mojego psa, miskowatego kundla. Kiedy oba
        znalazły się na balkonach, trzeba było naszego wyrzucać do domu, bo hałas był
        nie do opisania. Jamnik przeniósł swą nienawiść do mojego psa na wszystkich
        domowników. Jeśli spotkałam na klatce sąsiadów (szłam sama) ta mała świnia
        rzucała sie na mnie i łapała zębami za nogawkę, tak samo atakował moich
        rodziców i mojego wtedy jeszcze chłopaka (dzis męża) Dla rozrywki mój tato
        wymyślał sposoby na tego czarnego potwora. Pamiętam, ze kiedyś wycelował w jego
        nos (który jazgocąc wciskał w strone naszego balkonu) strumieniem wody
        kolonskiej ze strzykawki. Pomogło, ale na krótko...
        Któregoś razu do sąsiadów zawitała rodzinka, zdaje się siostra sąsiadki.
        Popijawa rychło przerodziła się we wściekłą awanturę, goście z hukiem opuscili
        przyjęcie, przetaczając sie pod moimi drzwiami, ale prawdziwy show rozegrał sie
        dopiero na trawniku. Sąsiad ze szwagrem odbyli pojedynek na pięści, siostra
        wykrzykiwała obrazowe inwektywy, a sasiadka skakał wokół całej trójki jak pudel
        i szarpała, co sie da. W tej stosunkowo cichej klatce schodowej ci ludzie byli
        istnym kuriozum... Wyobraźcie sobie ulgę wszystkich wokół kiedy sie wreszcie
        wynieśli...
        [ale mi ulżyło, no proszę]
        • Gość: Denis Świetny pies IP: 195.136.112.* 31.07.04, 12:58
          Najgorszy jednak był pies - zwykły, mały jamnik. Pomijam juz fakt, ze kazdy
          > dzwonek do drzwi czy hałas na podwórku okraszał kilkuminutowym ciągiem
          > wściekłego szczekania. Ten gad wył jak potępiony, kiedy tylko zostawał sam w
          > domu. A zostawał często. Nieraz na noc. Moi rodzice to byli ludzie łagodni i
          > tolerancyjni, więc kończyło sie na narzekaniu. Wypada jeszcze wspomnieć, ze
          > nieszczęsny jamnior nienawidził mojego psa, miskowatego kundla. Kiedy oba
          > znalazły się na balkonach, trzeba było naszego wyrzucać do domu, bo hałas był
          > nie do opisania. Jamnik przeniósł swą nienawiść do mojego psa na wszystkich
          > domowników. Jeśli spotkałam na klatce sąsiadów (szłam sama) ta mała świnia
          > rzucała sie na mnie i łapała zębami za nogawkę, tak samo atakował moich
          > rodziców i mojego wtedy jeszcze chłopaka (dzis męża) Dla rozrywki mój tato
          > wymyślał sposoby na tego czarnego potwora. Pamiętam, ze kiedyś wycelował w
          jego
          >
          > nos (który jazgocąc wciskał w strone naszego balkonu) strumieniem wody
          > kolonskiej ze strzykawki. Pomogło, ale na krótko...

          Uwielbiam tego psa!!! Naprawdę, nie żartuję. Po prostu ja bardzo lubię psy,
          szczególnie jamniki, a jeszcze szczególniej jamniki zadziorne. I w ogóle mi nie
          przeszkadza, jak mnie atakują (pod warunkiem, że nie pogryzą). Wydaje mi się
          nawet, że spokojny jamnik, to nie jamnik...
          • fassolka Do Denisa :-) 31.07.04, 14:30
            Hmm, ja też lubię psy, ale tamten egzemplarz wykańczał mnie psychicznie. Do
            tego był tchórzem, kiedy namierzył mnie np na ulicy, to potrafił cicho podbiec
            od tyły i caps! za nogę. Nie skaleczył nikogo, to fakt, ale niefrasobliwość
            sąsiadów pod tym względem była irytująca. Aaa, pewnego dnia znalazłam na moich
            drzwiach kartke z listem od sąsiadów, żeby uciszyć psa wyjącego po nocach, bez
            podpisu. Sęk w tym, ze MOJ pies był cicho, a ta kartka była przylepiona do
            moich drzwi ... na dużą grudę masła. Podziwiam ich inwencję!
            I jeszcze Ci powiem, że w historii tego czarnego spasionego szczekliwego
            utrapieńca był jeden wspaniały moment satysfakcji. Kiedy zaczęłam się spotykac
            ze swoim przyszłym mężem, często razem spacerowaliśmy, ja z moim kudłatym
            misiakiem a on ze swym wilczurem (spacer z psem był doskonałym pretekstem do
            częstych randek, mieszkalismy obok siebie) Zarówno nas jak i nasze psy
            połączyła głęboka namiętność, psia była platoniczna oczywiście. Ale za to kiedy
            na horyzoncie pojawiał się czarny wrzaskliwy kurdupel i z jazgotem szarżował w
            moją stronę, wystarczyło że wilczur podbiegał i cicho zawarczał, czarny zmywał
            się natychmiast i tylko z odpowiedniej odległości się odgrażał, ale to już
            nikomu nie przeszkadzało :-)
            A czy wspominałam, że sąsiedzi na tyle rzadko wyprowadzali tego stwora, że
            często schody były ozdobione żółtym strumyczkiem , pies biegł na dół i lał
            jednocześnie :-(((
            I dlatego własnie nie lubie jamników!
            • Gość: Denis Re: Do Denisa :-) IP: 195.136.112.* 31.07.04, 19:41
              kiedy
              >
              > na horyzoncie pojawiał się czarny wrzaskliwy kurdupel i z jazgotem szarżował
              w
              > moją stronę, wystarczyło że wilczur podbiegał i cicho zawarczał, czarny
              zmywał
              > się natychmiast i tylko z odpowiedniej odległości się odgrażał,

              Kurde, lubię go jeszcze bardziej! To jest właśnie takie jamnicze...
              • Gość: Alek Re: sąsiedzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.04, 20:14
                Mnie sąsiad tak zdenerwował trzaskaniem drzwiami od windy, że nazwałem psa jego
                nazwiskiem. Doprowadziło go to do szału i się wyprowadzić, teraz mam psa
                Świtalskiego.
      • Gość: emer Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: 213.241.67.* 03.08.04, 11:17
        > noi oczywiście zdażało się czestgo że do drzwi dobijały anm sie inne menele z
        > okrzykiem 'jest józek???'. na odpowiedz, że józek piętro niżej, walą mocniej
        z okrzykiem 'nie pierdol jozek ze cie nie ma bo jestes'. nie zycze nikomu
        taskich
        > sasiadow.

        hehe...
        kiedys z kumplami umuwiliśmy się na mecz u kolegi Kuby; wszyscy zjawili sie
        punktualnie oprócz kolegi P. który gdzies się zaplątał, bo wcześniej cos sobie
        chlapnął; pech chciał, że pomylił pietra i zapukał do gościa jedno niżej; facet
        otworzył i troszkę sie zdziwił, ze w jego drzwiach stoi typ w szaliku ( dość
        spory musze przyznać ) i pyta sie: "gdzie Kuba" i włazi mu do mieszkania i
        zagląda we wszystkie katy ;)
        pzdr
    • rasia1 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 31.07.04, 21:55
      a mam tu takich piętro niżej. oboje ok.30-tki, dwójka małych dzieci. pani
      niepracująca, więc od rana przez 7 dni w tygodniu(7:30)odkurzacz, walenie
      tłuczkiem w kotlety na obiad i wrzaski na dzieci w stylu "kurwaaaaaaaa!!! Ola
      zostaw toooooooo!!!". Pani dba bardzo o linię (to jej dobrze idzie - paskudna
      jest, aż wyschnięta taka ;)))) więc codziennie po południu muzyka "aerobicowa"
      na full ze szczególnym uwzględnieniem hitu dyskomulskiego tych
      wakacji "Dragostea din tei", którym moi domownicy już rzygają... Pan za to do
      południa śpi bo całą noc wozi chłodnią mięcho do sklepów, więc nie hałasuje,
      ale za to jak sie wyśpi to ho,ho! przegląd całej muzu popowej w stylu 80's -
      wczesne DM, nick kershaw, kim wilde i w tym stylu. oczywiście BARDZO GŁOŚNO. aż
      mi się podłoga rusza. Państwo oboje, jak na weekend zżenią dzieciaki do jakiejś
      babci urządzają impreze, która zazwyczaj kończy się awanturą i mordobiciem (nie
      bardzo wiadomo, kto kogo leje, w każdym razie biegają po mieszkaniu, szarpią
      sie i rzucają sobą o ściany ;))) werbalnie bardziej agresywna jest pani np. ty
      huju, ty jebany daunie, wypierdalaj itd, itp. i może tak długo - jak zacznie
      morde drzeć ok północy to kończy ok 4:00, chyba że chłop ją wcześniej uciszy
      skutecznie za pomocą mocnego strzała w pysk (dziękuję panie Krzyśku ;)
      a potem pan jeszcze puści kilka pawi, które dzięki właściwościom akustycznym
      architektury okresu późnogierkowskiego słychać bardzo wyraźnie i mamy spokój
      (względny) do następnej imprezy ;)
      pozdrawiam i łączę się w bolu z resztą posiadaczy upierdliwych sąsiadow


      --a tu zdjęcia naszej córki Werki :
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=12375931&a=12375931
      • eboniet Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 16:32
        rasia1 napisała:

        > a mam tu takich piętro niżej. oboje ok.30-tki, dwójka małych dzieci. pani
        > niepracująca, więc od rana przez 7 dni w tygodniu(7:30)odkurzacz, walenie
        > tłuczkiem w kotlety na obiad i wrzaski na dzieci w stylu "kurwaaaaaaaa!!! Ola
        > zostaw toooooooo!!!". Pani dba bardzo o linię (to jej dobrze idzie - paskudna
        > jest, aż wyschnięta taka ;)))) więc codziennie po południu
        muzyka "aerobicowa"
        > na full ze szczególnym uwzględnieniem hitu dyskomulskiego tych
        > wakacji "Dragostea din tei", którym moi domownicy już rzygają... Pan za to do
        > południa śpi bo całą noc wozi chłodnią mięcho do sklepów, więc nie hałasuje,
        > ale za to jak sie wyśpi to ho,ho! przegląd całej muzu popowej w stylu 80's -
        > wczesne DM, nick kershaw, kim wilde i w tym stylu. oczywiście BARDZO GŁOŚNO.

        >
        > mi się podłoga rusza. Państwo oboje, jak na weekend zżenią dzieciaki do
        jakiejś
        >
        > babci urządzają impreze, która zazwyczaj kończy się awanturą i mordobiciem
        (nie
        >
        > bardzo wiadomo, kto kogo leje, w każdym razie biegają po mieszkaniu, szarpią
        > sie i rzucają sobą o ściany ;))) werbalnie bardziej agresywna jest pani np.
        ty
        > huju, ty jebany daunie, wypierdalaj itd, itp. i może tak długo - jak zacznie
        > morde drzeć ok północy to kończy ok 4:00, chyba że chłop ją wcześniej uciszy
        > skutecznie za pomocą mocnego strzała w pysk (dziękuję panie Krzyśku ;)
        > a potem pan jeszcze puści kilka pawi, które dzięki właściwościom akustycznym
        > architektury okresu późnogierkowskiego słychać bardzo wyraźnie i mamy spokój
        > (względny) do następnej imprezy ;)
        > pozdrawiam i łączę się w bolu z resztą posiadaczy upierdliwych sąsiadow
        >
        >
        > --a tu zdjęcia naszej córki Werki :
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=12375931&a=12375931

        Brzmi zupelnie jak moi byli sasiedzi z Zoliborza... Na szczescie to ja sie
        wynioslam...

        E.
    • kamaoka Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 01.08.04, 10:47
      hehe, a oto co dostalismy ze spoldzielni: (moze jeszcze tylko opisze
      okolilcznosci tego pisma, a mianowicie mieszkam w bloku wybudowanym 18lat temu,
      wielka plyta, i do mojego bloku jest "doczepiony" drugi blok, tak ze tworzy to
      kat prosty, ja mieszkam na brzegu mojego bloku, a ten drugi blok wydawalo mi
      sie ze wspolna ma minimalna ilosc sciany z moim, tak jakby "styknely" sie tylko
      brzegiem, ale okazuje sie ze nie, gdyz przyszla raz jednego dnia pewna pani do
      nas, sasiadka z tego przylegajacego bloku i powiedziala ze ona zyczylaby sobie
      zebysmy kapali sie przed 22, gdyz jej te halasy dochodzace z naszej lazienki
      nie pozwalaja spac, a ona ma lozko od strony naszej lazienki, hmmm, u nas
      rodzina jest "bardzo czysta" i kazdy z nas kapie sie wieczorem (no i myje z
      rana), musze przyznac ze cos jest chyba z rurami nie tak od roku, bo im wiecej
      cieplej wody sie spuszcza tym sa glosniejsze, ale co ja na to poradzic moge?
      przeciez to dzialka spoldzielni, aha, chyba jak oni budowalil te bloki to
      uszczelniali sciany wata szklana (bosh, chyba tak to sie nazywa:P) ktora z
      biegiem lat po prostu zanika, i coz, 18 lat to duzo czasu:P, ale wracajc do
      naszych kapieli, coz, tata wraca pozno, ok 21 do domu, chce najpierw na chwile
      sie polozyc, odpoczac, a potem idzie cos zjesc i sie umyc, ja tez prowadze dosc
      nocne zycie, gdyz, najlepiej mi sie uczy w nocy, przy komie tez siedze do
      poznych godzin wieczornych, mama jako jedyna z calego towaryztswa kapie sie
      przed 21, gdyz ona z kolei jest osoba ktora musi isc wczesnie spac, ale za to
      wczesnie wstaje, ot taki skowronek:), a brat to roznie juz:P, takze mimo
      naszych szczerych checi ciezko nam jest wykapac sie pzred 22, a oto pismo:)
      <<Miedzyzakldaowa Spoldzielnia Mieskzniowa w S. w zwiazku z prosba o
      interwencje Pani, ktorej pokoj sasziaduje z Panstwa lazienka, prosi o
      zachowanie ciszy nocnej po godz. 22.00 "..... z powodu glosnych kapieli,
      czestego lania wody i stukania roznymi przedmiotami" (cytat z pisma sasiadow)>>
      heh, no coz, lazienka jest dosc specyficznym miejscem w kotym leje sie wode,
      zazywa kapieli i stuka roznymiprzedmiotami (ale cholera, jakimi?! gabka?
      mydlem?), pani wydaje nam sie ze jest dosc znerwicowana, stad jej problemy z
      zasnieciem, moja mama, kobieta ktora rowniez ma problemy z zasnieciem, rowniez
      sasiaduje swoim pokojem z nasza lazienka, ale coz, ona jakos sie przyzwyczaila,
      to sa bloki, my tez wysluchujemy roznych odglosow sasiadow, ale zeby latac z
      tym do spoldzielni, zeby np. zakazali im klotni malzenskich bo nam wtedy
      nieprzyjemnie?! czemu ta pani nie pojdzie do spoldzielni zeby uszczelnili jej
      sciany, czemu wreszcie nie zmieni pokoju w ktorym sypia?! tak, az sie
      zdenerwowalam:P
      • pauli7 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 01.08.04, 12:54
        ja tez kiedys mialam trudne sasiadki - nad soba; byly to dwie panie - jedna
        kolo 60tki i jej matka (pewnie osiemdziesiat pare lat)
        na poczatku bylo tylko tluczenie czyms w nocy, przez ktore nie mogalam spac;
        okazalo sie, ze pani pisze na maszynie (wiecie, taka stara, w ktorej trzeba w
        kazdy klawisz solidnie przywalic) a noca dobrze sie rozchodzilo po cichym
        budynku...
        potem zrobilo sie gorzej, bo owa matka - schorowana osoba - zaczela krzyczec po
        nocach... jak pierwszy raz rozdarla sie "maaaaaamoooooo" (do swojej corki...)
        to moja mama malo nie dostala zawalu, bo wyrawana ze snu pomysla, ze to ja
        wolam i mnie co najmniej morduja... krzyczala tez tak zwyczajnie "aaaaaaaaaa"...
        na szczescie juz tam nie mieszkam...
    • abra_macabra Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 02.08.04, 12:38
      mój sąsiad przebił odrobine twojego, wiertara ok. 7:00 w niedziele!!! i to pare
      godzin trwało...
      niezły był też pan stróż z parkigu pod moim blokiem, kosił trawke taką malutką
      ale niezwykle głośną, burczącą kosiarą (malutką jak w Dniu Świra) o 5:30!!!
      no ale wybaczmy mu - to juz nie była niedziela:)
      • Gość: kolorka2 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 02.08.04, 13:56
        A ja mam sąsiadów rodzinnych :) W moim wieku, koło 30 lat, dwójka dzieci,
        trzecie w drodze, wykształceni. I UWIELBIAJĄ swoje dzieci - do tego stopnia, że
        pozwalają im dosłownie na wszystko. Poranne wyjście dzieciorów do przedszkola
        jest dla mnie sygnałem do niechcianej pobudki - przekonane o swojej
        wyjątkowości pociechy drą pardon mordy na całą klatkę, śpiewają, wrzescząc
        zadają analityczne pytania w stylu "a bedzie buuudyń?" itd. A zachwycona
        mamusia razem z nimi wrzeszczy, śpiewa, i ogólnie dobre samopoczucie jej nie
        opuszcza :/
        • impala29 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 02.08.04, 14:11
          Jakieś 2 lata wstecz sasiedzi z pietra wyżej wynajeli mieszkanie dziewczynom w
          liczbie 2 , pozniej dołaczył jakiś osobnik rodzaju męskiego. W upalne lato
          wyprawiłam rodziców na długie zagraniczne wczasy i sama spokojnie zajełam sie
          przygotowaniem do ważnych egzaminów. Pewniego wieczora usłyszałam na klatce
          schodowej okropny hałas- wktos spadł ze schodów, krzyki, wyzwiska- uzbrojona w
          miotacz gazu wyjrzałam. I co widzę?? Jakaś panienka ubliża mojej sąsiadce.....
          hmmm nie przebierajac w słowach kazała sie panience wynosić. Chwile trwało
          zanim do niej dotarło ale sobie poszła. Sprawdziły sie moje przypuszczenia ze
          panienki uprawiaja najstarszy zawód świata.... - włascicielka mieszkania
          twierdziła, ze dziewczyny piora dywany w biurach w porze nocnej-koszmar. Acha i
          moi sasiedzi wszystko widza i wiedza najlepiej ....... szpiego mania jednym
          słowem
          • Gość: marta Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.04, 14:57
            Moi sąsiedzi obawiam się biją wszytskich Waszych sąsiadów. Mianowicie w
            jednopokojowym mieszkanu mieszka wdowa (ok. 40 lat, mąż zapił się na śmierć, 2
            dzieci w dd), prowadząca bujne towarzyskie życie nocne. Mieszkanie jest
            własnościowe (po rodzicach męża), nie ma w nim prądu, gazu ani żadnych wygód.
            Melina po prostu. Tym bardziej że z czasem wszystko tam niszczeje. Mieszkam tu
            od 7 lat i niejedno widziałam. Przytaczam
            - 4 czy 5 styczeń zeszłego roku. Mróz jak cholera. Panowie z administracji
            przychodzą malować ściany, wcześniej drapią starą farbę. Scenka: Pan na
            drabinie skrobie farbę a centralnie pod drabiną leży jakiś menel i śpi, drapana
            farba spada mu prosto na pysk, co nie przeszkadza mu we śnie.
            - 2 czy 3 lata temu, lato. Wychodząc z domu konotuję że drzwi obok są otwartę
            do połowy. Sytuacja się powtarza na drugi i trzeci dzień. Trzeciego dnia
            wzywamy policję - mieszkanie jest zupełnie puste. Właścicielka zabalowała...
            - od zimy mają psa - pies wyje zawsze
            - zimą przebywa tam kilkanaście osób - przy świeczce..
            - Ździskowi zawsze myli się przycisk domofonu z moim, musi usluszeć kilka razy:
            spier""j żeby palec wrócił na swój przycisk. Ździsek jest narzeczonym Beatki
            (wdowy) i wyzywa ją od kurew jak tylko się napije czyli zawsze.
            - smród z mieszkania jest nie do opisania - niemyte lumpy, wińsko i papierochy

            I wiele, wiele innych.
            Wkrótce się wyprowadzamy...
            • Gość: mika Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neutron-it.com 02.08.04, 17:53
              Moi sąsiedzi pobijają wszystkich. To Bardzo Tajni Agenci Bardzo Tajnej
              Agencji "Sasiedzi dobrze poinformowani", całymi dniami zajmujacy się
              podgladaniem ludzi mieszkających w bloku na przeciwko oraz inwigilacją sąsiadów
              z góry i z dołu. Bardzo Tajni Agenci we wszystkich oknach z wyjątkiem jednego
              cały czas maja opuszczone żaluzje,te jedno okno z opuszczoną do połowy żaluzją
              służy Agentom do obserwacji otoczenia. Bez żadnej krempacji używają do
              obserwacji lornetki i lunety. Co do mojej skromnej osoby to zawsze są lepiej
              poiformowani o moich planach niż ja sama.Dopełnieniem obrazka tej Super
              Rodzinki jest synek w wieku do 40-stki, który wciąz mieszka z rodzicami i ma
              wygląd (określenie mojej siostry)Wiecznego Onanisty oraz jego mamusia, która co
              jakiś czas nachalnie próbuje dostać się do naszego mieszkania by stręczyć mojej
              Mamie jakiś peruwiański korzeń który działa na wszystkie przypadłości.
              Ostatnio pobili wszelkie rekordy.Aby mieć najświeższe informacje o tym co się
              dzieje w moim domu wykręcili (!!!!!!!!!!!!!)dziurę w swoim suficie a mojej
              podłodze akurat między rurami od kaloryfera które idą przez cały pion. Któregoś
              dnia odkurzałam to miejsce i zobaczyłam światełko od "miłych sąsiadów". Czym
              prędzej zaklajstrowałam to miejsce pianką izolacyjną i od tego czasu sąsiedzi
              nie odzywają się do mnie i patrzą z pretensą. Ciekawe czemu.
    • kraciak Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 03.08.04, 01:30
      a mój chłopak ma dziwnych sąsiadów. Kiedy się narąbią, wyzywają się i tłuką
      nawzajem, obrywało się też jej córce. Natomiast kiedy panuje pogoda w
      szczęśliwym stadle małżeńskim, uporczywością jest ich....sex. Baba podobno DRZE
      się, jakby była właśnie gwałcona rurą od odkurzacza. Następuje to ok. 3 w nocy.
      Kiedy wychodzą, zostaje ich cholerny pies, który wyje w przedziwny sposób,
      czasem po kilka godzin, zanim państwo nie wrócą.
      • kraciak Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 03.08.04, 01:37
        jeszcze dodam coś ze swojego dośwaidczenia. Miałam "zarąbistych" sąsiadów,
        facet chlał, był obleśny, ponoć ganiał swoja żonę po całym mieszkaniu, itp.
        Niestety(?)zmarło mu się z powodów wątrobowych, co dziwne nie było, a jego
        zahukana, sporo młodsza żonka 2 tyg. później odżyła!!!! Imprezy codziennie,
        zawsze od 21, a hitem mieszkania stał się kawałek Ich Trojga, Wstań itd...Na
        całą parę. Widać bardzo musiała się cieszyć, że umarł....nawet znalazła sobie
        pocieszyciela w nieutulonym żalu...szkoda nam było tylko ich kilkuletniej
        córeczki. Dzieciak na pewno bardzo się cieszył z tego wszystkiego....tatuś nie
        żyje, a mamusia baluje....Na szczęście się wyprowadzili, a na ich miejsce
        przyszli normalni ludzie:)
        • Gość: motomo Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: 212.122.214.* 03.08.04, 09:27
          heh ja to mam sasiada koles wyuczony <nauczyciel w szkole sredniej> kolesiowi
          tak odbilo ze zbiera i znoci d odomu kartony butelki i koles jest o tyle
          upierdliwy ze robi wszystko w nocy ostatnio pilowal dzwi na klatce o 2 w nocy
          jeszcze kiedys targal wielka szafe ktora nie zmiesila by sie do windy wiec
          targal ja po schodach a ze mieszka mna 10 pietrze i on tez to mial co robic
          halas okropny w domu to jak kret ma sciezki porobione z kartonow po obu bokach
          kartony i jakiez smieci i nad glowa smieci wyobrazcie sobie np taki schemat lat
          o30 stopni celsjusza a on idzie w kozuchu szok !!! ja bym w nim splona
          czasem bywa tak ze wystawia sie na klatce schodowej i to tak ze prawie z domu
          wyjsc nie moge musze d owindy isc bokiem to jest straszne !!!!!!!!!1
      • frred Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 09.08.04, 13:29
        kraciak napisała:

        > Baba podobno DRZE
        > się, jakby była właśnie gwałcona rurą od odkurzacza. Następuje to ok. 3 w
        nocy.
        >
        > Kiedy wychodzą, zostaje ich cholerny pies, który wyje w przedziwny sposób,
        > czasem po kilka godzin, zanim państwo nie wrócą.

        Może pies się w tym czasie gwałci rurą od odkurzacza?
    • benia30 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 03.08.04, 10:02
      Nie mogę się oprzeć, by czegoś tu nie dopisać... Muszę koniecznie pochwalić się
      i moimi sąsiadami, którzy od kilku lat umilają nam życie w bloku.
      Dzisiejszy poranek, godzina 7:30, pracownicy administracji w pocie czoła
      wykaszają trawnik znajdujący się tuż przed oknami, otwiera się okno
      mieszkającego piętro wyżej sąsiada, który zaczyna ryczeć histerycznie swym
      przepitym basem: "SPIERDALAĆ, SPIERDALAĆ!!!" (przepraszam, musiałam tu użyć
      tego niecenzuralnego słowa by przekazać dramatyzm sytuacji)
      Głośne dyskusje przez okno i zaczepianie ludzi przechodzących chodnikiem to
      ulubiona rozrywka mojego sąsiada. Musimy wtedy szczelnie zamykać wszystkie okna
      by moje dziecię nie miało możliwości nasłuchiwania tych bzdur i kodowania
      łaciny podwórkowej.
      Kilka lat temu sąsiad upodobał sobie mojego męża i regularnie, dwa razy w
      miesiącu, zawsze w porze nocnej, przychodził z ranami ciętymi, złamaniami lub
      innymi obrażeniami ciała, by natychmiast wieźć go na pogotowie. Mąż wstawał,
      ubierł się, jechał z delikwentem na pogotowie i siedział tam z nim przez całą
      noc, a potem troskliwie odprowadzał do domu. Nie wiem dlaczego, ale dowożenie
      sąsiada na pogotowie mieliśmy uważać za wielki zaszczyt.
      Pewnego dnia przyszedł zgłosić że możemy zawieźć na pogotowie jego poszkodowaną
      mamusię, ale mąż był jeszcze w pracy i nie widomo było o której wróci. Wówczas
      sąsiad obraził się śmiertelnie i od tej pory zaszczyt ten przypadł na innych
      sąsiadów...
      Nocne awantury, wyzwiska, wrzaski, rąbanie młotkiem w nasz sufit gdy tylko ktoś
      nas odwiedza, rzucanie petard na klatkę schodową o dwunastej w nocy - to u nas
      normalka...

      No, też mi trochę ulżyło...
      Pozdrawiam wszystkich upierdliwych sąsiadów i tych co muszą ich znosić...
      b.30
    • nauma Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 03.08.04, 11:54
      W moim starym mieszkaniu atrakcje miałem dzięki sąsiadom z mieszkania pod 40.
      Najpierw mieszkała tam rodzinka, w której oboje rodzice codziennie łazili
      nawaleni na maxa, dyskutując o sobie z wykorzystaniem całej mocy strum
      głosowych (dwa głosy a'la Himilsbach), a mniej więcej co tydzień urządzali
      sobie bijatykę, po której wzywaliśmy policję, która z kolei odwoziła tychże
      rodziców do izby wytrzeźwień. Jak podrosły ich dzieci, zrobiło się jeszcze
      zabawniej - synek bił się z tatusiem (raz wypadli szczepieni na klatkę schodową
      razem z drzwiami wejściowymi), zaś córeczka w chwilach spokoju zaczęła dorabiać
      jako panienka. Wyprowadzili się po kilku latach i niestety na ich miejsce
      przyszła inna rodzinka. Facet - hydraulik - codziennie wracał z pracy bardziej
      zalany, niż rury, które łatał, i dobijał się żeby "pożyczyć 5zł". Na dodatek
      sprawili sobie dobermana, wyjącego praktycznie non stop...
      Po przeprowadzce nie tyle mam wielce uciążliwych sąsiadów, ile czasami
      denerwujących. Nade mną ludzie łażą w chodakach, na szczęście przestali robić
      imprezy, jak o 1 w nocy polazłem zrobić awanturę, ale za to uporczywie w taki
      sposób podlewają kwiatki, że mam zalany balkon i wszystko, co się na nim
      znajduje. Z kolei w bloku obok mieszka jakiś dres, który non-stop słucha na
      full muzyki umcyk-umcyk albo eski...
      Najgorsze jest to, że mam pod oknami (I piętro) plac zabaw, na który schodzi
      się cała okolica. Latem do 21.00 dzieciaki drą się na maxa (najgorsze są
      przeraźliwe piski chuśtających się 12-latek) tak, że skutecznie zagłuszają mi
      telewizor. Potem następuje zmiana warty i do północy - pierwszej na ławeczkach
      przesiadują albo okoliczne męty, albo smarkacze i drą ryja. Tyle razy wzywałem
      już policję, że w końcu przestali przyjeżdżać... Spółdzielnia nie chce ani
      skasować ławeczek, ani zamykać placu zabaw na noc - a o policji otwarcie mówią,
      że boją się interweniować...
    • Gość: haga Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.lubelskie.pl / 212.182.119.* 03.08.04, 12:48
      Moi za to wiedza wszystko lepiej szczególnie na moj temat.
      I za kazdym razem jak wracam w nocy to sasiad wyprowadza psa. Zeby lepiej
      widziec czy wracam aby napewno sama.
      I oczywiscie donosi mojemu konkubentowi o której kiedy i w jakim stanie
      wróciłam.
      horror. ostatnio zelepiam gumą do rzucia ich wizjer i od rana jest afera.....
    • crazy.berserker Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 03.08.04, 12:53
      Ja co prawda nie mieszkam w bloku(domek jednorodzinny), ale wierzcie mi
      kochani, moi sąsiedzi w niczym nie ustępują waszym. Po pierwsze - cwaniaki
      samodzielnie oczyszczają podwórkowe szambo(jakiś dziwaczny przyrząd sobie
      kupili), co sobota, około 10.00 rano. Smród jest taki że nie można okien ani
      drzwi otwierać żeby trochę świeżego powietrza do domu wpuścić, co ja plotę-
      smrodliwego, obrzydliwego powietrza, aż rzygać się chce. Bata na sąsiadów
      żadnego nie ma, nasyłaliśmy już na nich kilka razy sanepid ale się juchy
      zwiedziały i nikogo nie było w domu...
      Po drugie - sąsiad lubi sobie od czasu do czasu postrzelać z wiatrówki - na
      razie nikomu krzywdy nie zrobił ale do czasu, do czasu
      Po trzecie - sąsiadka z córkami jak jest ładna pogoda lubią się opalać i robią
      to przy siatce oddzielające nasze posesje. Niby nic złego w tym nie ma, ale
      gdybyście je zobaczyli to przysięgam zrozumielibyście co oznacza słowo
      kaszalot. Zupełnie babsztyli nie rozumiem, dlaczego się sprzysięgły opalać pod
      naszą siatką - ja jestem płci żeńskiej, mama i siostra raczej się ich wdziękami
      nie interesują, tata ma z babami "na pieńku".
      Moje ciche marzenie to wyprowadzka milusich sąsiadów, ale raczej się ono nie
      ziści w najbliższym czasie, pozostaje mi zacisnąć zęby i cierpieć w milczeniu
      albo kupić sobie duży rzeżnicki nóż i...
      • fassolka Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 03.08.04, 18:23
        To znowu ja :-) Traktuję ten wątek terapeutycznie, nareszcie gdzies sie mogę
        wygadac o moich przezyciach! Wracam do opisanych przeze mnie włascicieli
        wściekłego jamniora :-) Otóż bardzo czesto wieczorami rozlegał sie z góry
        bardzo dziwny dźwięk. Trwał nawet dwie godziny non stop. Wielokrotnie
        przysłuchiwaliśmy sie temu z tatą i nijak nie mogliśmy tego zidentyfikowac.
        Dźwięk przypominał mozolne mielenie czegoś, kojarzył mi się z żarnami, takie
        monotonne warczenie, brrrum, brrrrum, niby to nie przeszkadzało zbytnio (w
        porównaniu z innymi osiągnięciami w/wym sąsiadów było to wręcz przyjemne) ale
        nie dawało nam spokoju. Po kilku miesiącach nie wytrzymałam i zagadnęłam ich
        córkę. Dziewczyna była w moim wieku i wymieniałyśmy na klatce zdawkowe 'Cześć'.
        Reszta familii sie do nas nie odzywała, nawet stanąwszy twarzą w twarz na
        korytarzu. No i wiecie co to było? Artykuł zbytku, coś, czego w moim domu nie
        znano. Po prostu stacjonarny rower do ćwiczeń :DDD
        • Gość: Aga Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.04, 14:30
          Do naszych sąsiadów przyleciał sąsad z dołu i zaczął oliwić drzwi, bo mu
          skrzypiały.
    • zsa-zsa Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 04.08.04, 14:37
      Moim sasiedzi mają "cudowny" zwyczaj wystawiania smieci przed swoje drzwi. Do
      podziwiania dla pozostalych współmieszkańców. Chyba w końcu kiedys im cos
      powiem.
      • annika_vik nie upierdliwi sasiedzi 04.08.04, 15:59
        Hm, ja mialam kiedys dziwna przygode, odwrotna od tych tutaj.

        Wprowadzilam sie do mieszkania - wynajmowanego - ktore zawieralo pianino.
        Kiedy sie wprowadzalam, z drzwi obok wybuchla (nie da sie tego inaczej
        okreslic) sasiadka ok. 60 lat, i zaczela krzyczec, ze ma byc cichusienko i tak
        dalej. Pomyslalam sobie: Oho! beda problemy!.
        Czest odwiedzala mnie moja siostra, absolwentka szkoly muzycznej, ktora - mimo
        moich zakazow - nie mogla sie oprzec pokusie i kiedy mnie nie bylo, calymi
        dniami grala na pianinie.
        Odwiedzal mnie tez kolega, studiujacy w konserwatorium, ktory tez sie nie mogl
        oprzec i kiedys, kiedy poszlam do sklepu, mimo - znowu! - moich zakazów, zagral
        tak, ze go slyszalam na ulicy.
        Nie bylam w stanie walczyc. Nagle okazalo sie, ze polowa moich znajomych gra na
        pianinie i w ogole wszyscy pokonczyli szkoly muzyczne, przynajmiej pierwszego
        stopnia.

        Martwilam sie bardzo sasiadka, ale ani razu nie zaprotestowala. Z drugiej
        strony sama nie wiedzialam, ze podczas mojej nieobecnosci to pianino ciagle gra!

        Kiedy dwa lata pozniej wyprowadzalam sie, sasiadka wyszla z drzwi i omal sie
        nie rozplakala! Powiedziala: "Pani sie wyprowadza?! A pani tak pieknie grala!".
        Nie musze dodawac, ze opadla mi szczeka!
    • szczyro_prawda Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 02:56
      to teraz ja sie pochwale :P
      sasiedzi z gory - kiedys bezdzietne malzenstwo - pan mietek ciagle nawalony tak
      ze pozal sie Boze, wieczne awantury, kurwy i inne kwiatki polszczyzny :P, za to
      do mojej mamy mowil "pani kierowniczko" :) aha! i wiecznie kumple pukajacy do
      drzwi z haslem "mietek! otwieraj!" :P
      na szczescie sie to zakonczylo, uczciwie musze powiedziec ze sasiad nie pije i
      w ogole sporzadnial :)
      na nieszczescie dorobili sie dziecka (grrrrrrrr)
      od okolo 2 roku zycia gdzies do 5 dziecko to regularnie bawilo sie o 5 rano
      (!!!!!!) stukajac w podloge nad moim lozkiem
      to bylo niesamowite taki dzwiek z rana :P
      puk puk puk puk
      co jak co ale regularnosci odmowic mu nie moge :) czasami jak sie mocno
      wkur**** to krzyczalam na caly glos "cholera jasna" czasami jak nikogo w domu
      nie bylo "kurwa mac", przy okazji budzac wszystkich sasiadow w bloku ale
      na "puk puk" pomagalo - dzieciak sie uspokajal :P

      myslalam ze na tym koniec ale gdzieeeee taaaam :) kolo 5 roku zycia dzieciak
      przezywal fascynacje ich trojgiem grrrrr "wstan powiedz nie jestem
      sam", "zawsze pojde w twoja strone", wszystko oczywiscie w wykonaniu dzieciaka
      ktory ze tak powiem ma glos hmmm "charakterystyczny" + pan michal wisniewski w
      tle grrr myslalam ze zwariuje :| jak bylo cieplo to na podworko wynoszony byl
      magnetofon i dawaj od nowa jazda tylko ze tym razem w wykonaniu dla calego
      osiedla :) to nic ze ja akurat wtedy mialam mature :/ z kumplem robilismy jazdy
      ze puszczalismy na caly regulator punk-rocka koniecznie z niecenzuralnymi
      slowami i wiecie co?? pomagalo :P

      za to teraz jestem swiadkiem uroczych dialogow miedzy mamusia a synkiem (7
      lat) :/ zaznaczam mieszkam pod nimi, teraz sa wakacje wiec chce sie wyspac
      chyba mam do tego prawo nie? ja rozumiem jak ktos ma remont czy cos ale jak
      ktos drze morde przez okno: "sciagnij sobie sweterek", "nie za cieplo
      ci?", "gdzie tam leziesz?", "odejdzcie od tego auta!", "czemu go bijesz?", "nie
      baw sie z nimi", "pilnuj rowera!", "przyjdz na obiad" i jeszcze ta pani ma taki
      hmmm specyficzny glos :/ u nich to chyba rodzinne :P
      hyhyhy szczytem byl dialog miedzy pania marysia a panem mietkiem:
      -mieeeteeek!!! slyszysz? no slyszysz??
      po 5 min takich wrzaskow
      - no co?
      -mietek kup kilogram pomidorow!
      -kilogram ogorkow?
      myslalam ze sie posikam ze smiechu

      albo dialog miedzy dzieciakiem a jego kolega (niedziela rano):
      -fiiliiip!! fiiiiiliiiiiiip!!
      na co filipek
      -ja tu jeszcze w pizamie chodze a tu od rana filip i filp :P
      • szczyro_prawda Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 03:01
        a w ogole to mam piaskownice pod blokiem wiec zlazi sie do tego cale mnostwo
        bahorstwa z mamuskami z osiedla:
        "nie syp piaskiem", "nie biegaj", "to nie twoje zabawki", "widzisz? dziewczynka
        placze przez ciebie"
        popoludniem piaskownice okupuja starsze dzieci wlasnie odkrywajace ile w jezyku
        polskim jest fajnych przeklenstw :P
        a wieczory i noce to zuleria wszelkiej masci i albo wyzwiska, albo durne
        rechotanie, albo dyskusje w stylu "co tam panie w polityce" :/
        czasami mam ochote czyms rzucic :P
        • Gość: mimi Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.08.04, 04:32
          powiedziałem sobie, co cię to obchodzi, mieszkasz spokojnie w domku, spokój,
          cisza, daj se na wstrzymanie
          ale jednak wspomnę sąsiadów spod siódemki
          dziwne ludziska byli, dziwne jakieś
          klatka była dwudziestomieszkaniowa z przewagą klasy średniej, elementu
          niewiele, nieszkodliwego w założeniu
          najgorsi byli wojskowi (co najmniej pułkownik), co balowali, więc raz poszedłem
          uciszyć, przestali się odzywać, więc ja tym bardziej i jak najgrzeczniej dzień
          dobry, jak zdrówko, no, jakie mieli wyjście, otwarli w końcu mordki
          ale do rzeczy
          przez ścianę graniczyli nieszkodliwi z pozoru ... działkowicze
          znosili te swoje produkty, całe kosze i wiadra, i .... byli cicho, ok,
          kontaktów zero, dzień dobry i tyle
          aż ... wyjechaliśmy na jakiś czas, po czym żona z dziećmi przyjechała pierwsza
          trzeba było widzieć tych spod siódemki
          ze skóry wyłazili, by żonie pomóc, a satysfakcję mieli nietęgą (mało ukrywali,
          zresztą nie potrafiliby), jak to się stało, że mąż panią opuścił ???
          wreszcie ... zjawiłem się
          koniec przyjaźni i oferty pomocy, no bo jak to? tak oszukać niewinnych?
          aż pomarli z tej rozpaczy!
          znaczy, naprawdę zaraz pomarli, ale nie wiem dlaczego
          od kilku lat nie mieszkamy już tam, ale Wdowińskich (cześć ich pamięci) od
          czasu do czasu wspomnimy
    • swaq Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 09:55
      Mieszkam na 3-cim piętrze a pode mną ;-> mieszka upierdliwa sąsiadka.Oto
      jej "przeboje":
      1)Pierwszy dzień świąt bożego narodzenia,po śniadaniu siedzimy całą rodzinką
      przy stole,żartujemy,byczymy się itp.Wtem ostry dzwonek do drzwi (jakby policja
      czy komornik...)wszyscy popatrzyli na siebie pytająco:"Czy kogoś
      zapraszaliśmy?".Otoż nie!Przed drzwiami stoi sąsiadka z synem (duży chłop).Tata
      mój otwiera i pyta się "co panią sprowadza?". ona:"zalał mi pan mieszkanie!cały
      mój pokój tonie!".Pokój? Przecież rury idą w kuchni,toalecie i łazience-pokój?
      Weszła z impetem do tego samego pokoju,ale piętro wyżej.Sucho...;) To był mój
      pokój,gdzie też mam szafę i ona wskazuje ten róg,gdzie mam szafę...Tata
      parsknął:"Czy nic ci się w szafie nie wylało?" i zagląda...jej też pokazał.No i
      wyszli.Okazało się,że w klatce obok mają kuchnię za moją ścianą i im się z rury
      ulało...
      Inna sąsiadka,nie wiem która...:
      2)na strychu wieszają wszyscy (prawie) pranie.Wiszą tam sznurki i
      ciuchy.Pewnego razu 2-3 sznurki się zerwały.Moja mama oczywiście kupiła nowe i
      powiesiła,bo też korzysta ze strychu.Na drugi dzień jednak jej sznurek leży na
      ziemi,odcięty a na tym miejscu wisi inny...cuda jakieś.Sąsiadce się chyba kolor
      nie podobał czy co?Co to za różnica?
      3)Moja mama wychodzac z domu zapala papierosa na klatce.Wiem,że to świńskie,ale
      reakcja sąsiadki z dołu jest wszystkiego warta.
      Pani z dołu (ta od zalewania) wywiesiła ładne kartki,napisane komputerowo (dała
      komuś do napisania??)o treści:"Zakaz palenia na klatce schodowej".Inna
      sąsiadka,mieszkająca naprzeciwko zostawiała przed drzwiami worki ze śmieciami i
      zostawały one czasem całą noc.Dopiero rano mąż zabierał ten worek i tak prawie
      codzień.
      Mama zostawiła na każdej kartce,która przyklejona była na każdym oknie, na
      każdym półpietrze,napis:"i nie zostawiać śmieci śmierdzących".
      W sumie napis brzmiał:"Zakaz palenia na klatce schodowej i nie zostawiać śmieci
      śmierdzących".Na razie cisza...
      • p-iotr Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 10:32
        swaq napisała:

        > 3)Moja mama wychodzac z domu zapala papierosa na klatce.Wiem,że to
        świńskie,ale reakcja sąsiadki z dołu jest wszystkiego warta.

        To nie tylko swinskie, ale i chamskie do bolu. Tepimy takich smierdzieli w
        naszej klatce (a jest ich paru). Dlaczego nie zapala sobie w domu, skoro to
        taka przyjemnosc?
        A w windzie Twoja dowcipna Mamusia tez pali?

        :-/

        • swaq Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 10:59
          W windzie nie pali...bo nie mamy windy w bloku.Ale gyby yła to ona na 100% by
          tam paliła.Jest niereformowalna.Ja nienawidze fajek i zawsze się z nią o to
          kłócę.Ona tylko jak wychodzi gdzies z domu i schodząc na dół to zapala papier.a
          jak jest w domu to pali na balkonie (nad nami jest tylko strych).No smoke!
          • Gość: mimi Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.08.04, 16:07
            nie ma ludzi niereformowalnych, sa tylko zle pouczeni
            ciekaw jestem, co by robila, gdyby madat za takie palenie wynosil 5000 zlotych
            i zostal choc raz wyegzekwowany
    • martikaa Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 05.08.04, 16:42
      cazioo napisał:

      > Nie ma to jak kochani sąsiedzi. W piątek a raczej już w sobotę położyłem sie
      > do łóżeczka koło godziny 3:00 z myślą:" jutro sobota to sie wyśpię".
      > Niestety. Zamiast spodziewanego obudzenia się koło południa obudziłem się o
      > 8:30, bo mój kochany sąsiad przypomniał sobie, że ma remont. Nie byłoby
      > oczywiście nic w tym złego, gdyby na przykład malował. Niestety nic z tych
      > rzeczy. Obudził mnie ryk wiertary, który nie pozwolił mi zasmąć bo pan sąsiad
      > był uprzejmy wiercić przez najbliższą godzinę(grrrrrrr). Pobudził wszystkich
      > u mnie w domu. Wiem że cisza nocna jest do 6:00, ale żeby w weekend chamsko
      > wiertarą ujeżdżać!! Już mógł poczekać chociaż do 12:00:)
      > *<:)<=<
      wydarzyło mi sie identycznie to samo tylko tydzien temu w czwartek , wróciłam o
      6 clubu potanczyłam wiec byłam padnieta, umyłam sie połozyłam wiec było juz
      koło 7 jak zasnełam a o 8. 30 zaczeli wiercić koszmar poprostu ale co zrobić.
      Wole to niż jak moja sasiadka wyjmuje radio na balkon i spiewa :), ta wiertarka
      przynajmniej wydaje dzwieki do których jest stworzona i nie mozna jej za to
      winić:):):)
      • Gość: Denis Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: 195.136.112.* 09.08.04, 17:41
        >wróciłam o
        > 6 clubu potanczyłam wiec byłam padnieta, umyłam sie połozyłam wiec było juz
        > koło 7 jak zasnełam a o 8. 30 zaczeli wiercić koszmar poprostu

        No nie. Ja bym z nimi pogadał na Twoim miejscu. Powinni wiercić między 22 a 6
        rano, akurat jak jesteś w klubie, przepraszam: clubie. Jak się nie zgodzą to
        donieś na nich do administracji, że zachowują się skandalicznie.
        • Gość: Kropka Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: 195.136.126.* 11.08.04, 17:33
          Ha, a u mojej koleżanki w bloku jest taka akustyka, że gdy jej ojciec się
          przeziębił i często chodził siusiu (do normalnej ubikacji), to po trzech dniach
          sąsiadka przyszła z pretensją, że co to za obyczaje i jak to tak można po
          nocach do wiadra! sikać. Tak to się ładnie w nocy niosło :)
          --
          "The best is yet to come"
    • Gość: spider Re: Upierdliwi sąsiedzi:) IP: *.icpnet.pl 12.08.04, 13:55
      Myślę, ze to bedzie trudno przebić
      w moim bloku wiekszość mieszkań jest wynajmowanych. Do dzisiaj nie wiem kto był
      przyczyną zajść, które zaraz opiszę.
      Pewnego dnia o 5:30 rano zostałem obudzony przez walenie w rury. Centralnie
      ktoś walił chyba młotkiem w rury o 5:30 rano !!!.Pomyślałem sobie może jakaś
      awaria czy coś. Wszystko było by ok gdyby nie fakt,ze następnego dnia to się
      powtórzyło ; 5:30 - walenie młotkiem w rury. Trzeciego dnia zaniepokiłem się
      słysząc to samo... i tak przez tydzień i następny. Gość był tak podstępny, że
      trwało to z 30 s. tak więc nie było się w stanie rozbudzić, wyskoczyć z łóżka i
      zlokalizować źródło. Po jakiś trzech tychodniach wpadłem w osłupienie. Na
      stukanie ktoś odpowiedział stukaniem z dołu, później ktoś na górze, ktoś
      jeszcze wyżej. Na to gość odpowiadał jeszcze mocniejszym waleniem w rury. Na co
      tamci tez odpowiadali. Wszystko to o 5:30 rano.... pół bloku miało młotki w
      rękach i waliło w kaloryfery czy rury od wody ;-) Na szczęście po tym zdarzeniu
      uspokoiło się. Może się wyprowadził ? Ciekawe jak to szatańskie myśli kłębią
      sie w głowie takiego delikwenta.
    • kawka74 Re: Upierdliwi sąsiedzi:) 12.08.04, 18:05
      oo, mnie się udało o tyle, że dance macabre z sąsiadami miałam tylko 10 dni - na kwaterze w Międzyzdrojach (zachciało mi się, kurczę, luksusu). kilka dni po naszym przyjeździe w trzech wolnych pokojach zakwaterowała się polsko-niemiecka familia. Nic to, że miast udać się na plażę, siedzieli całymi dniami na tarasie z widokiem na budowę. Drzwi do wszystkich trzech pokoi stały 'na wciąż otwarte', a familia rozmawiała, a raczej darła pyski - po polsku, ze śląskim akcentem. Obie z przyjaciółką - jako że wracałyśmy z rozmaitych imprez nad ranem - gniłyśmy w wyrach ile się dało, słuchając brzęku sztućców, trzaskania drzwi łazienki oraz opowieści o życiu prywatnym familii. Dowiedziałyśmy się, że Alojzik nie może zrobić kupki (Alojzik miał jakieś 70 lat), Helmut ma kłopoty z wątrobą, Hubercik (lat 1) zwalił się w pieluchę, a fryzjer, psiajucha, wziął 40 ojro za samo strzyżenie. Któregoś razu przyjaciółka nie wytrzymała, w piżamie wymaszerowała na korytarz i bardzo spokojnie powiedziała: 'być może jest to dla państwa krępujące, że u nas słychać każde słowo, ponieważ rozmawiają państwo o dość intymnych problemach'. Podziałało.
    • Gość: stinger Re: Niedoroby IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.08.04, 11:32
      a moi (byli) sąsiedzi to prawdziwe debile i kretyni. Biegają, drą mordy na
      full, kłócą się, chleją i tym podobne rzeczy. Ostatnio nawet zapier...... rower
      mojemu starszemu, a raz to nawet po kłótni u nich z drzwi z hukiem wyleciała
      wieża Sony'ego, zgroza! Pod balkonem robią sobie śmietnik, jest tam nawet
      rozwalona kolumna i szczury, okropieństwo po prostu. Jeszcze na dodatek ci
      sąsiedzi to chamy i odludki, jak ktoś do nich puka/dzwoni nie odbierają
      oczywiście. Gazetki reklamowe to leżą przed ich drzwiami tak długo dopóki ktoś
      ich nie zabierze. Menele i wieśniaki! To tyle co można o nich powiedzieć.

      Pzdr
      • miczu Re: Niedoroby 15.08.04, 12:06
        Heh wesoly watek.Ja mam jednego bardzo osobliwego sasiada...Otoz jest on zapalonym kibicem sportowym...Wielki kibic Malysza gdy tylko zaczyna sie sezon skokow narciarskich zaczyna sie rowniez fiesta u niego w domu.Zona zagonionna do drugiego pokoju w ciszy slucha jak Adas skacze.A odbywa sie to mniej wiecej tak.Pierwsza seria skokow muzyka na maxa(a wspomne ze sasiad ma bardzo dobry i i bardzo glosny sprzet audio)gdy na rozbiego pojawia sie Adas cisza jak makiem zasial....Lec qrwa lec...gdy skok udany muza jeszcze glosniej gdy slaby awantura murowana...
        Z innej beczki dzis rano nasi siatklarze grali w atenach od 8 z Serbia i Czarnogora...od 7.30 pobudka muzyczna i rozgrzewka przed meczem nawet skads sasiad skombinowal sobie Piesn o malym rycerzu...Ale dzieki niemu zawsze jestem na biezaco...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka