racingismylife
11.11.04, 18:27
Felieton Stanisława Tyma z "Rzeczpospolitej"
"(...) Z szacunku dla samego siebie wybrałem się do
pobliskiego straganu po czereśnie. A tu słyszę, za moimi
plecami rozmowa. Dwóch młodych opowiada sobie zdarzenie, jak to
jeden z nich chciał jakiegoś przechodnia zabić (pobić?) ławką,
bo ten przechodzień mu się nie podobał. I czekał, żeby tylko
ten przechodzień spojrzał na niego, to już będzie pretekst,
żeby go tą ławką... Słów używali wulgarnych i obscenicznych, a
przy tym słownik mieli ograniczony do 40, no może 50 wyrazów.
Nie cytuję, choć może pod koniec opowieści się odważę. Ogólnie
byłem zdenerwowany i bałem się odwrócić. Spojrzę na niego, to
uzna za pretekst i mi ławką na przykład dopier...i. A stała
ławka obok akurat. Bardzo nie na rękę mi było tego dnia umr zeć
zabity ławką, bo jeszcze chciałem pieski nakarmić. Ale ci z
tyłu czuli się coraz lepiej i wiedziałem, że wyjścia nie mam.
Odwróciłem się. Obaj o pół głowy wyżsi ode mnie, łapska grube
jak końskie nogi. - Panowie, zlitujcie się! - zacząłem -
przecież tu ludzie młodzi dokoła, dzieci, kobiety. Jakich wy
słów używacie? Jak wam nie wstyd? Opanujcie się trochę...
Przerwałem. Patrzyli na mnie zdumieni i nagle jeden ryknął: -
Miś, ( wulgaryzm !! wrrry.. ) twoja mać w dupę je..y, to ty? Ale farta mamy!
Mietek! Dawaj, foto rób mnie z nim! Miś, ( wulgaryzm !! wrrry.. )! Ja
pie..!
Wziął mnie w swoje ręce, jakby brał gazetę albo puszkę piwa,
trzymał mnie jak w dybach, kazał się uśmiechnąć, zrobił sobie
ze mną kilka zdjęć, potem się zamienili i cały czas radośnie
bili mnie po karku, mówiąc, że w dupe je..y w porzo jesteś!
Potem poszli.(...)"