Gość: Moskva
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
22.04.05, 19:56
Zakładam wątek, bo jestem wrażliwa na cierpienie egaminowanych.
Wiadomo, czasem pozytywny wynik egzaminu wiąże się z różnymi gusłami,
pomocami naukowymi, współpracą towarzyszy niedoli lub pobłażliwością
egzaminatora. Wpisujcie posty o Waszych (lub zasłyszanych) najgorszych,
najśmieszniejszych, i innych naj... egzaminach i sprawdzianach. Piszcie o
kombinatorstwie, stresie a może i cudach ;-)
Ze swojej dłuższej styczności z placówkami oświaty, szczególnie
humorystycznie zapamiętałam jak na ustnym gadałam z egzaminatorem 1,5 godziny
o wszystkim tylko nie o tematyce przedmiotu. Poniekąd, bardzo miły człowiek
tylko musiał się wygadać - jak to na ustnym.