Dodaj do ulubionych

przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacjentów]

17.09.05, 19:19
Uprzednio przeszukałam, nie znalazłam pokrewnego tematu, więc pozwalam sobie
na stworzenie.

Temat nakreślony - do dzieła :-).
Obserwuj wątek
    • Gość: kontaktowekonto Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.jmdi.pl 17.09.05, 19:36
      zwichnełam stope..jade na ostry dyzur - Szpital
      Brodnowski..kolejka ..przychodzi sanitariusz i krzyczy kto do zdjecia to
      kolejka ..staje posłusznie ..przychodzi moja kolej a on co jest? wiec mowie ze
      chodzic nie moge bo zwichnęłam stope o on a gdzie zwichnęłam?, a ja ze,
      stopę..a on dalej ale gdzie?? więc mówie: w mieszkaniu bo mam gres polerowany
      i sie poslizgnęłam a on to: trzeba było kupic matowy, polerowanych sie
      zachciało!!! a z zwichnieciem to do przychodni pani, głowy nie zawracaj, tutaj
      to tylko jak sie złamie, co pani sobie wyobraza, ze paluszek zwichniety i mamy
      przyjmowac tutaj jest SZPITAL!!!a ja dalej mowie, ze chodzic nie moge i boli..a
      on poboli i przestanie i nastepny krzyczy...
      i dlatego postanowiłam wykupic prywatne ubezpieczenie
      • zlotoslanos przychodzi baba do lekarza-perypetie pacjentów 17.09.05, 20:05
        Przyszłam raz obolała przed operacją pęcherzyka zółciowego z powodu
        kamyczka,który się pchał a musiałam poczekać aż odbuduje się krew przed
        zabiegiem(anemia i takie tam brak krwinek) i na koniec pytam -a L4? a pani
        doktor -a na co mam pani dać?-a ja jak ten przygłup-aaaa na brzuch i na krew:-)
        I wyobrażcie sobie,że dała.Do dziś nie wiem kto zachował się jak kretyn.Ja czy
        wyuczona pani doktor.A teraz kawał lecz kto wie czy gdzieś coś takiego nie
        miało miejsca :D
        Przychodzi baba do lekarza i mówi:- panie doktorze wszystko mnie wku..a. - a
        próbowała się pani rozlużnić np czytaniem książki?-tak ,ale po kilku kartkach
        rzucałam wku..ona.-a np spokojny relaks na łonie natury z przyjaciółmi? -tak
        panie doktorze nic z tego,wku..a mnie łażenie bez celu.-a czy w hmmm sexie
        szukała pani ukojenia?-W sexie?No nie panie dotorze-aaa to trza było tak od
        razu,pani się położy na kozetce i spróbujemy.
        Jadą, jadą,ona leży on stoi między jej nogami nagle ona mówi-Mógłby się pan
        zdecydować czy wkłada czy wyciąga bo mnie to już zaczyna wku..ać!!!!
        • calie1 :) n/t 20.09.05, 20:35

      • tut_ets Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 18.09.05, 09:00
        trzeba bylo powiedziec: - boli, chyba zkamana... ;)
        to by przyjal...
    • Gość: Lucy Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: 62.87.178.* 17.09.05, 23:35
      Dostałam skierowanie do onkologa.
      Pielęgniarka prosi do gabinetu,wchodzę.
      Ja - Dzień dobry.
      Lekarz nie patrząc nawet - Niech wejdzie za parawan i się rozbierze.
      Ja - Która z nas?
      Spojrzał,zrobiło mu się chyba trochę głupio.
    • Gość: Biolog Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.hsd1.tx.comcast.net 18.09.05, 00:43
      Wlasnie odkrylem watek. Ponizsze zamiescilem w watku "Sczeka mi opadla". Tutaj
      bardziej prawidlowe miejsce:
      Lat temu n, kiedy polonijna Pani Doktor tlumaczyla zonie, ze aby miec syna
      nalezy w CIAZY JESC OLIWKI.Wyglada na to, ze sama w to wierzyla.
      Hmmm, lekarz....
      Cos z embriologii i genetyki WIELKA DWOJA.
    • Gość: bazyliszek Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.chello.pl 18.09.05, 02:12
      parę lat temu miałem problem z krwawieniem z nosa. wystarczyło, że 2-3 razy
      mocniej kichnąłem i krwotok gotowy. zdarzało się to raz na tydzień-dwa, ale
      jakoś nie mogłem się zebrać by pójść specjalnie do lekarza. ponieważ jednak
      akurat odstałem swoje w kolejce po numerek w przychodni (ból gardła)
      postanowiłem załatwić przy okazji wizyty i tę sprawę. wyłuszczyłem wszystko
      grzecznie pani doktór, która z lekceważeniem powiedziała, że to żaden
      problem. "pewnie pękło panu jakieś naczynko w nosie - wytsraczy przypalić".
      trochę mnie to "przypalanie" zszokowało, zwłaszcza, że nie potrafiła jakoś tego
      zgrabnie wyjaśnić, więc wyobrażałem sobie Bóg wie co. siła sugestii musiała być
      jednak potężna, bo od tamtej pory krwotoki ustały bez żadnej ignerencji
      i "przypalania"...
      :)
      • Gość: ruda Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.devs.futuro.pl 03.11.05, 12:08
        wiesz, ze naczynka w nosie faktycznie sie przypala - tez mialam krwotoki z nosa
        i juz mialam skierowanie na to cale przypalanie ale moja mamusia je zgubila
        (HURA) i tez krwotoki same przeszly :)
    • Gość: rzarufka Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.05, 22:35
      HEH, to jest pszczółka w porównaniu do mojej wizyty na ostrym dyżurze: 9 godzin
      wicia się z bólu - raz po raz przychodził mnie obejrzeć jakiś nowy doktorek.
      1 doktorek - diagnoza: zapalenie wyrostka
      2 doktorek - diagnoza: zapalenie żołądka
      3 doktorek - diagnoza: zapalenie żołądka i jelit
      4 doktorek - diagnoza: zatrucie
      5 doktorek (megadebil)- diagnoza: ciąża pozamaciczna - buehehehe ! miał przed
      sobą wynik konsultacji ginekologa, który taką opcję kategorycznie wykluczył!
      6 doktorek - diagnoza: złogi w żołądku - rozwalił mi nos sondą - zupełnie
      niepotrzebnie.
      7 doktorek (geniusz)- diagnoza: a może to nerka cię dziecko boli, co?
      Po czym nastąpiło wręczenie mi recepty na No-spę ( wiadomo, recepty na to nie
      trzeba) i wykopanie mnie do domu.
      Historia ma swój tragiczny finał: wstąpiłam w szeregi służby zdrowia -
      pacjencie lecz się sam!
      • klymenystra hehe 18.09.05, 23:13
        sytuacja podobna
        bol brzucha i to z prawej strony, klymenystra sie zwija i ryczy.
        mamusia daje siemie lniane, nie pomaga, dzwonimy na pogotowie. karetki nie ma,
        niech se pani sama przyjdzie (dobrze, ze przychodnia 3 minuty na nogach...),
        diagnoza- wyrostek, do szpitala. ale karetki dalej nie ma, wiec niech se pani
        sama przejdzie. dobrze, ze szpital 10 minut na nogach. w szpitalu- 2 godziny
        czekania na lekarza. hmm... pewnie wyrostek, ale goraczki nie ma. wiec krew
        niech jej wezma. krew wzieta, czekam na wyniki, lekarz znow bierze do gabinetu,
        tam tlum praktykantow, musze sie rozbierac i pytanie "a moze ciaza? co,
        dziecko??' (mialam wtedy 17 lat). ugh. godziny mijaja, wyniki badan sa, okazuje
        sie, ze mam wiecej czegos tam niz ktos chory na bialaczke. ratunku. nie chce
        zostawac w szpitalu. hmm... a moze zapalenie drog moczowych? albo jelit?
        efekt- jedz sobie dziecko no-spe i przez 3 dni kleiki :))))
        kiedys zrobie z tego kabaret :>
        a juz wtedy wiedzialam, co mi bylo, tylko nikt nie sluchal :)
        • Gość: croyance Re: hehe IP: *.server.ntli.net 19.09.05, 17:08
          ja mialam gorzej niestety :-(((

          Goraczka 41 stopni, bol brzucha:

          1 doktorek (prywatne pogotowie): moze watroba? niech pani poczeka, zobaczymy,
          jak sie sprawa rozwinie.
          2 doktorek (normalne pogotowie): na pewno watroba! niech pani duzo pije (!)
          3 doktorek (szpital): zastrzyk na zbicie goraczki, wykop do domu
          ten sam doktorek, once more, druga wycieczka do szpitala: zapalenie nerki,
          prosze brac Furagin
          4 doktorek: a moze to jajniki?
          4 doktorek po dokladnym zbadaniu: Jezus Maria, zapalenie otrzewnej!

          ... trzy doby minely od pojawienia sie goraczki, 4 doktorek zatrzymal mnie w
          szpitalu tak, jak stalam i walnal mi antybiotyk w kroplowie w trybie
          natychmiastowym. Diagnoza: oste zapalenie przydatkow, ktore przeszlo w
          zapalenie otrzewnej.
    • Gość: Doki ech wy, pacjenci... IP: *.240.81.adsl.skynet.be 19.09.05, 20:15
      Oczywiscie nie widzicie, ze to nie jest ani smieszne, ani nie swiadczy o
      glupocie doktorkow. Oczywiscie u kazdego na stole stala na prominentnym miejscu
      szklana kula.

      O kant mozna potluc taki temat.

      Wasz rozgoryczony doktorek.
      • klymenystra Re: ech wy, pacjenci... 19.09.05, 23:30
        a to niech acan nie czyta, jak acan taki wrazliwy. mnie te historyjki smiesza,
        tak jak smiesza kabarety- z tym, ze tu nie trzeba specjalnie przeginac, bo
        satyra rowna sie rzeczywistosc.
        szklana kula szklaną kulą- ale nospa nie jest lekiem na wszystko ;>

        o- mialam kiedys taka pania pielegniarke we francji, co to na wszystko dawala
        eferalgan. "paniiii, jajniki mnie bola"- eferalgan. "paaniiii, glowa mnie boli"-
        eferalgan. "paaaani, mam powiekszony wezel chlonny"- eferalgan. "paaaaniiii,
        boli mnie zoladek, bo mam chorobe wrzodowa"- eferalgan- "ale na wrzody nie
        wolno" ee tam. (przyklady zebrane)
        a znow raz na obozie higienistka aplikowala wszystkim nacieranie spisrytusem.
        to byl kabaret :)

        niech acan wyluzuje i spojrzy troche z dystansu. to sie przydaje. ktory tu
        student czy uczen oburza sie za watek o najglupszych odpowiedziach, czu o
        humorze z zeszytow szkolnych?
        • destina lekarze... 20.09.05, 11:09
          lezałam w spzitalu, 5 doba po cc, gorączka 40,4 st. diagnoza 1 lekarza -
          zatrzymanie pokarmu w piersiach ( nie miałam pokarmu). Diagnoza 2 lekarza -
          endometrum trza czekać ( czekałam cały weekend nieprzytomna z gorączki i bólu )
          w poneidziałek obejrzał mnie ordynator - przebił dwoma igłami brzuch - oooo
          Pani ma ropę :) ściągniemy. Goraczka dalej, ból jak cholera. Czwartek -
          zrobienie posiewu z ropy - GORNKOWIEC ZŁOCISTY . Ooooo :( gdzie to załapane (
          szpital ) i dopiero leczenie antybiotykami odpowiednimi, izolatka i tydzień bez
          dziecka :( do dziś mam wszędzie blizny po kroplówkach. A co jeden lekarz to
          miał lepsze pomysły na moje wyleczenie.
        • Gość: Doki Re: ech wy, pacjenci... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.05, 11:26
          klymenystra napisała:

          > a to niech acan nie czyta, jak acan taki wrazliwy. mnie te historyjki smiesza,
          > tak jak smiesza kabarety- z tym, ze tu nie trzeba specjalnie przeginac, bo
          > satyra rowna sie rzeczywistosc.

          Nie czytac i nie reagowac to pozwolic wacpani tkwic w bledzie. To nie zadna
          satyra pytac 17- latke czy jest w ciazy, bo KAZDA kobieta od pierwszej do
          ostatniej miesiaczki jest uwazana za ciezarna dopoki nie zostanie udowodniona
          teza przeciwna. Wie to kazdy lekarz, ktory cos rozumie z izby przyjec i
          przypadkow naglych.

          Nie jest tez niczym zaskakujacym opowiesc o tym, ze dopiero szosty czy dziewiaty
          lekarz wpadl na wlasciwe rozpoznanie- bo z czasem wszystko sie wyjasnia, a ten,
          kto robi sekcje zwlok, ma najwiecej szans na ustalenie na co zmarl pacjent (czy
          to sie kwalifikuje jako czarny humor?)

          > niech acan wyluzuje i spojrzy troche z dystansu

          Nie moge. Ten watek juz teraz zamienia sie w wylewanie zalow na doktorkow, zalow
          w wiekszosci pewnie nieuzasadnionych...

          Humor zeszytow tym sie rozni od tego watku, ze smiejacy sie znaja i rozumieja
          zagadnienie, ktore ich tak bawi i smieja sie z wykoslawien. Tymczasem w tym
          watku wypowiedzieli sie ludzie, ktorzy chyba jednak nie do konca rozumieja
          dlaczego spotkal ich jakis absurd. Nie ich wina, pacjent zrozumie, gdy doktor mu
          wytlumaczy, a jak nie wytlumaczy, to pacjent sobie rozne rzeczy wyobraza i
          czasem zaklada niedorzeczne watki na Forum Humorum.
          • Gość: ann Re: ech wy, pacjenci... IP: *.chello.pl 20.09.05, 11:44
            > Humor zeszytow tym sie rozni od tego watku, ze smiejacy sie znaja i rozumieja
            > zagadnienie, ktore ich tak bawi i smieja sie z wykoslawien. Tymczasem w tym
            > watku wypowiedzieli sie ludzie, ktorzy chyba jednak nie do konca rozumieja
            > dlaczego spotkal ich jakis absurd. Nie ich wina, pacjent zrozumie, gdy doktor
            m
            > u
            > wytlumaczy, a jak nie wytlumaczy, to pacjent sobie rozne rzeczy wyobraza i
            > czasem zaklada niedorzeczne watki na Forum Humorum.

            panie Doki, kompletnie nietrafione porównianie:) bohaterami szkolnych anegdot
            są uczniowie, któryz stanowczo odmawiają "rozumienia zagadnień", rozmaitych
            zresztą.


            nie do końca rozumiem, dlaczego mnie spotkał taki oto absurd: kiedy w szpitalu
            bielańskim badało mnie kilku lekarzy z powodu okropnych bóli brzucha, pani
            ginekolog okropnie na mnie krzyczała, biła się rękami po udach (sić!) z tymi
            słowami: "ale ja jestem w trakcie operacji! ja jestem w trakcie operacji!"
            dodam, że "w trakccie tej samej operacji" odebrała komórkę i jeszce straszniej
            nakrzyczała na swojego syna, nastoletniego, jak można było się domyslić
            • Gość: Doki Re: ech wy, pacjenci... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.05, 13:16
              > panie Doki, kompletnie nietrafione porównianie:) bohaterami szkolnych anegdot
              > są uczniowie, któryz stanowczo odmawiają "rozumienia zagadnień", rozmaitych
              > zresztą.

              Uczniowie odmawiaja zrozumienia zagadnien, ktore sa zrozumiale dla wszystkich
              innych i to wlasnie rodzi komizm. Czyzbym nie dosc jasno napisal?
              Poza tym, jakie "porownanie"?

              > nie do końca rozumiem, dlaczego mnie spotkał taki oto absurd

              Kazdy by krzyczal, jakby mu co chwile dupe zawracali.
              • Gość: ann Re: ech wy, pacjenci... IP: *.chello.pl 20.09.05, 13:57
                Kazdy by krzyczal, jakby mu co chwile dupe zawracali.

                w trakcie operacji? no tak, w trakcie operacji ja też bym krzyczała...
                • tut_ets z innej beczki 20.09.05, 14:14
                  Nie, no takie przygody mnie nie spotkaly, ale babcie jak najbardziej... :)))

                  Nie jestem w Polsce, ale jak razu pewnego dostalam poteznego bolu brzucha (nie
                  moglam sie wyprostowac!!), przyjechala pani doktor, wypytala sie dokladnie o
                  wszystko, zbadala, dala silny srodek p/bolowy i powiedziala, ze jek nie
                  przejdzie to trza do szpitala.

                  Trzeba bylo i tak do szpitala. Tam po przejrzeniu notatki doktor 1.kontaktu
                  wrzucili mi jakies lekarstwo do kroplowki i kazali czekac, w miedzyczasie
                  robiac 2 inne badania. Wyniki byly ok, wiec wyslali do domu. Spoko byli.

                  Ale w Polsce nasluchalam sie czasami roznistych historii... Choc u nas takze
                  zdarzaja sie lekarze mili, ktorzy wiedza co robia i traktuja pacjentow z
                  godnoscia.
            • Gość: do_ann Re: ech wy, pacjenci... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.05, 00:03
              Bólów, nie bóli. To jak humor zeszytów właśnie.
              Co do wątku: to, co wydaje sie wam absurdalne, nie zawsze jest absurdalne, kochani. Lekarz to nie wróżka, nie stawia diagnozy z ręki. Mnóstwo chorób daje identyczne objawy, dopiero szczegółowe badania mogą coś wyjaśnić. Faktem jest, ze doprowadzenie do zapalenia otrzewnej to groza. Niestety, bywa.
              Jestem chirurgiem i wiem, co znaczy 70 pacjentów w ciągu nocy. Teraz uklad ostrych dyżurów trochę się zmienił, ale kiedyś był jeden szpital na ostrym chirurgicznym i jesli to była sobota, nie było czasu, żeby się wysikać. Większość problemów to głupstwa, szybkie sprawy, a to jakieś szycie, opatrywanie ran, ale trzeba było też i operować. Tui blok operacyjny, tu zwichnięcie na izbie przyjęć...Oszaleć można.

              Ale coś wam powiem: od mojej strony też bywa zabawnie...Czego to ludzie nie wymyślą! Ustawić sobie taborecik, na nim kilka encyklopedii, na tym jeszcze stołeczek wędkarski, taki płócienny i wleźć na to w celu upięcia firanek...Malowanie ząbków lakierem ( białym) do paznokci, niszczenie zbędnego owłosienia kwasem (żeby już nie odrastało...i nie odrasta...), wieszanie hamaka na dwóch gwoździkach...
              Teksty tez cudne: "jadąc tramwajem zakłuło mnie ...".
              I autentyczne jak z dowcipów: "gdzie panią zakłuło?" " "No, w tramwaju..."
          • klymenystra Re: ech wy, pacjenci... 20.09.05, 15:39
            iik... przeciez nie chodzilo o fakt, ze mnie pyta, czy jestem w ciazy w wieku
            17 lat. ratunku.
            co do rozpoznania- pardon, ale u mnie niczego nie rozpoznali... to juz jest
            niekompetencja.
            jesli watek jest zly, to zawsze mozna zglosic prosbe o wykasowanie. skad ten
            problem?
            pozdrawiam
            ps. lekarz ma obowiazek wytlumaczyc.
            • Gość: Doki Re: ech wy, pacjenci... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.05, 20:41
              > iik... przeciez nie chodzilo o fakt, ze mnie pyta, czy jestem w ciazy w wieku
              > 17 lat. ratunku

              A o co, o "dziecko"? A kimze jest, Twoim zdaniem, 17- letnia osoba gdy samemu
              17- latkiem bylo sie dawno (ale jeszcze sie to pamieta)?

              > co do rozpoznania- pardon, ale u mnie niczego nie rozpoznali... to juz jest
              > niekompetencja.

              Pardon- niekoniecznie.

              > jesli watek jest zly, to zawsze mozna zglosic prosbe o wykasowanie. skad ten
              > problem?

              Bez przesady- to by bylo strzelanie z armaty do muchy.

              > ps. lekarz ma obowiazek wytlumaczyc.

              No ma. Wiec ci tlumacze. :-P
              • klymenystra Re: ech wy, pacjenci... 20.09.05, 21:22
                eech...
                to nie ma byc tak, ze ja pytam lekarza. to on ma mi powiedziec. tak trudno to
                zrozumiec? a jak juz nie wie, to niech nie stawia durnych diagnoz, tylko bada
                lepiej :/
                jesli sie do osoby mowi dziecko pytajac ja przy tym o ciaze to troche
                karykaturalne. to tez jest skomplikowane, prawda?
                sam karmisz ten watek swoimi wpisami...

                uuuch
                • Gość: Doki Re: ech wy, pacjenci... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.05, 23:03
                  > jesli sie do osoby mowi dziecko pytajac ja przy tym o ciaze to troche
                  > karykaturalne

                  Dlaczego??? Jak swiat swiatem zdarzaja sie dzieci, ktore maja dzieci.

                  > a jak juz nie wie, to niech nie stawia durnych diagnoz, tylko bada
                  > lepiej :/

                  To nie sa "durne diagnozy" tylko hipotezy diagnostyczne. :-P

                  > sam karmisz ten watek swoimi wpisami...

                  Bo fajny sie zrobil. Dzieki Tobie.
                  • klymenystra Re: ech wy, pacjenci... 21.09.05, 11:09
                    ratunku...

                    moze juz skonczmy
                    jak chcesz pogadac to zapraszam na priva
                    nie lubie zasmiecania watkow
                    pozdrawiam
                    • Gość: stefan Re: ech wy, pacjenci... IP: *.chello.pl 22.09.05, 09:13
                      Klymenystra, daj mu spokój. Może to jeden z tych "lekarzy" z Łodzi, co
                      pavulonem leczył, a teraz jest wkur... bo wszystko się wydało?:>
                  • Gość: wawan Re: ech wy, pacjenci... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.05, 12:13
                    Ehh, Doki błagam, trochę samokrytyki ...
                    Sledze czasami twoje wypowiedzi na innych formach nt. zdrowia, z tego co
                    piszesz można wywnioskować, że jesteś wszechwiedzący. Znasz swoich kolegów po
                    fachu, a nawet ich rzeczywiste błedy nie są błędami, tylko "wyobraźnią"
                    chorych, a z tymi najlepiej do psychiatry. Bo tak najprościej. Po co szukać
                    przyczyny, zwłaszcza w tych poważniejszych przypadkach najlepiej zwalić na
                    nerwicę pacjenta.
                    Doki, nie jesteś obiektywny. Wg Ciebie to strasznie naturalne i normalne, że
                    lekarze kpią z pacjentów???
                    Niestety też jestem pacjentką, ale z troszkę poważniejszymi problemami
                    zdrowotnymi, które zostały wykryte (ich rzeczywista przyczyna) o kilka lat za
                    późno, aby prawdopodobieństwo całkowitego uleczenia było jak najwyższe.
                    I wiesz, o co mam do lekarzy największy żal? Nie o to, że takdługo trwała
                    diagnostyka ale to, że pierwszy lekarz rodzinny, któremu ufałam wówczas, niebył
                    łaskaw skierowac mnie do specjalisty, bo honor mu nie pozwalał powiedzieć, że
                    nie wie, co mi jest, że trzeba mnie skierować do kogoś mądrzejszego. Tak, tak...
                    Straciłam wiarę w sumienność lekarzy (pewnie zaraz będzie odzew, jak to mało
                    zarabiacie, i jak Wam źle), zarówno dotych na NFZ jak i w gabineach prywatnych.
                    Wydałam majątekna wizyty prywatne i badania. Ale trudno się mówi. W końcu
                    trafiłam do lekarza, który czasami makrytyczne podejście do swojego zawodu i
                    sam twierdzi, że nie wie wszystkiego o mojej chorobie (późna, zaniedbana
                    borelioza). Zaczynam odzyskiwać wiarę w lekarzy.

                    Więc, może to nie pora i miejsce na tym forum, ale Doki, trochę krytycyzmu jest
                    Wam wskazane. Nie głoście wszem i wobec, że tacy biedni jesteście, mało
                    zarabiacie itp. Bo chyba nie to w tym wszystkim jest istotne.
                    Trzeba umieć przyznać się do błędu i do swojejnie kompetencji.

                    P.s. Przepraszam za swój wywód.
          • Gość: pacjent angielski Re: ech wy, pacjenci... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.11.05, 10:10
            > To nie zadna satyra pytac 17- latke czy jest w ciazy, bo KAZDA kobieta od
            pierwszej do
            > ostatniej miesiaczki jest uwazana za ciezarna dopoki nie zostanie udowodniona
            > teza przeciwna.
            Doki, albo Ty masz chory pogląd, albo jeśli wszyscy lekarze tak myślą to cała
            słuzba zdrowia jest chora. W sądownictwie stosuje sie zasadę domniemania
            niewinności, natomiast w lecznictwie wyglada na to że trzeba udowodnic
            swoją "niewinność". To może wszystkich chorych na cokolwiek uważać od razu za
            zarażonych ptasią grypą? Czy Ty nigdy nie spotkałeś sie z dziwolągami w
            zachowaniach i diagnozach lekarzy? W takim razie współczuję, dużo straciłeś
          • Gość: Katarynka Re: ech wy, pacjenci... IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 29.11.05, 19:13
            W szkole miałam wypadek: paskudnie złamana ręka trzeba nastawić. Jestem już w gipsowni i lekarz mi zakłada opatrunek a że nie byłam chętna do współpracy;> jakiś pielęgniarz trzyma mnie za rękę i palce (drapałam)tak mnie ścisnął że od razu bez prześwietlenia wsadzily mi też dwa palce w gips...
            Na moje szczęście przy nastawianiu zemdlałam:)
        • margo.pf Re: ech wy, pacjenci... 21.09.05, 02:36
          A dlaczego nie poszlas do lekarza? No i chodzi chyba o pielegniarke szkolna lub
          wydzialowa na uczelni. I pisz co chcesz, nawet przy aktualnym braku personelu
          medycznego nie ma zadnego porownania pomiedzy tymi dwoma systemami ochrony
          zdrowia. Oczywiscie na korzysc Francji.
          • klymenystra Re: ech wy, pacjenci... 21.09.05, 11:12
            z czym? z bolacymi jajnikami? a po co? to sie zdarza raz w miesiacu i do
            lekarza nie ma sensu chodzic :/ poza tym- kiedy? jak lekcje od 8 do 18? poza
            tym- za co? jak wizyta u gastrologa kosztowala 100 frankow, a to byla jedna
            trzecia mojego stypendium?
            nikt nie atakuje systemu ochrony zdrowia we francji, gdzie Ty to widzisz? ja
            bylam zachwycona- tym, ze zwracaja kase, na przyklad.
            ale w szkolach normalnie jest tak, ze pielegniarki nie ma. u nas byla- tylko
            dlatego, ze szkola byla z internatem- czyli pielegniarka byla dla nas-
            "internes" i jej obowiazkiem bylo pomoc w razie potrzeby. a nie truc jeszcze
            bardziej.
        • stokrotka_102 Re: ech wy, pacjenci... 02.11.05, 18:37
          To u nas na obozie an wszytsko dostawało sie wapno- gorączka, bóle żołądka i
          menstruacyjne,nudności itp.., nawet w początkach ospy hehe
          Wielkim przełomem było kiedy kumpeli na jakies bóle kazała pić kawę zamaist
          wapna.... hehehe :-)
    • Gość: paulisek Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 11:42
      No sprawa nieprzyjemna - zatkało mi się ucho na basenie. Musiałam udać się do
      laryngologa, by je przepchał, ale skierowanie trzeba odebrać u ogólnego. Lekarz
      rodzinny grzebał mi długopisem (!) w uchu...
      Druga przygoda u onkologa. Czekam na wyniki biopsji, a lekarz z
      uśmiechem: "Niestety, trochę pani jeszcze pożyje."
    • nauma Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 20.09.05, 12:14
      Przygoda moja:
      Kilkanaście lat temu złamałem rękę w taki sposób, że dłoń przemieściła mi się w
      stosunku do kości przedramienia. Jestem biały na twarzy, wyję z bólu, jazda na
      pogotowie na Barskiej w Warszawie, lekarka szybko ogląda i natychmiast wydaje
      dyspozycję o silnych środkach znieczulających i o nastawianiu przemieszczenia.
      Dostaję zastrzyk, po chwili ból zostaje stłumiony, po kilkunastu minutach
      zostaję posadzony przy jakimś specjalnym urządzeniu (jakieś pętle, coś na
      kształt imadła do tego). Siedzę i... nikt nie przychodzi. Po półgodzinie
      przychodzą dwa wielgachne babiszcza, patrzą na mnie - "a, to ten do
      nastawiania" - i... zaczynają ploty. No i tak się zagadały, że... naciąganie
      było, gdy znieczulenie przestawało działać! Znowu wycie z bólu, a babiszczę
      jeszcze dogaduje: o, co pan taki potwornie spocony, biały i ogólnie krzykliwy!
      Ręka nb. po gipsie się źle zrosła. Mam przerwane parę nerwów, ograniczony ruch
      dłonią i dłoń potrafi mi (jak bark Gibsonowi w "Zabójczej broni") "wyskoczyć z
      zawiasów", co powoduje krótki ból i konieczność "wbicia" dłoni w odpowiednie
      miejsce. Dłoń oczywiście jest przemieszczona o ponad centymetr i do każdej
      czynności wymagającej odrobiny siły muszę ją obwiązywać bandażem. Dostałem
      jakieś skromne odszkodowanie i to wszystko... Aha, lekarze powiedzieli mi, że
      mogą mi wszystko łamać i składać od nowa, ale bez gwarancji, że będzie OK...
      Z kolei historia narzeczonej. Przez dłuższy czas walczyła z PCOS, do tego
      doszły bóle, stany zapalne i brak miesiączki. Pół roku korowód łażenia po
      ginekologach i endokrynologach oraz USG. Diagnozowano: ciążę pozamaciczną,
      zapalenie jajnika, stany zapalne umiejscowiane w masie miejsc, nawet
      brodawczaka. Trzeba było wybulić masę kasy, pójść do profesora (szefa jednej z
      klinik na Karowej), żeby ten od razu podjął decyzję o operacji i... wyciął
      torbiel wielkości mandarynki! Nb. grożącą w każdej chwili pęknięciem i masą
      wielce groźnych powikłań...
      • Gość: lilith18 Doki...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 21:36
        Tu autorka kontrowersyjnego (ach...) wątku.

        Nie wdając się w polemikę, nadmienię jedno.

        Pomysłodawca wątku?

        Własna matka.

        Matka lekarz, nomen omen.

        Czuję się rozgrzeszona ;).
        • Gość: Doki Re: Doki...? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 20.09.05, 23:01
          > Własna matka.
          >
          > Matka lekarz, nomen omen.

          Jestem pewien, ze "zna jeszcze lepsze". Ja zreszta tez.
    • Gość: bezzębna Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 22:22
      koncówka lat osiemdziesiątych. wakacje.
      ból zęba, na drugi dzień buzia jak balon. Biegnę do rejonowej dentystki -
      zamknięte, urlop. Jadę do zębologa przyjmującego w zastępstwie - wywiertał mi
      dziurę jak sto pięćdziesiąt i skwitował optymistycznym hasłem "ząbek do
      wyleczenia, otworzyłem kanał, przed każdym posiłkiem zatkać watą i po wypłukać,
      za dwa tygodnie zgłosić sie do swojej dentystki do zakończenia leczenia".
      Szczęśliwa, sumiennie wykonywałam zalecenia zębologa, zawitałam do swojej
      rejonówki i co?
      - ten ząb nadaje się tylko do usunięcia!
      - ale powiedziano mi, że do leczenia
      - jak była ropa to nie ma sensu.
      Na wyrwanie się nie zgodziłam, zębolog z zastępstwa nie chciał mnie przyjąć -
      masz swoją dentystkę. Wakacje się skończyły. Zapisałam sie do szkolnej dentystki
      (gabinet przy liceum) - ja tego nie zaczynałam - usłyszałam siedząc na fotelu.
      Na prywatnego speca nie miałam kasy. Przechodziłam rok z zębem wypełnionym
      watą, gdy uzbierałam kasę było już stanowczo za późno na leczenie zachowawcze.
      Od tego czasu mijam "darmowe zębologi"
      • Gość: gosha74 Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 23:52
        będąc w ciąży musiałam naprawić swóje ząby - rodzinna dentystka dwie godziny
        odbudowywała ścianke boczną ząba. Niestety po kilku dniach w nocy pojawił się
        ból. Ponieważ w Wawie nie ma ostrego dyżuru dentystycznego, musiałm skorzystać
        z usług prywatnej kliniki na Ludnej. I tu zaczął się koszmar- obrzydliwe babsko
        chciało podać znieczulenie (chociaż ciąża była widoczna), powstrzymała ją
        przytomna pomoc dentystyczna. Po tem pani doktor stwierdziła, że na pewno mam
        zgorzel- rozwierciła cały nowo odbudowany ząb, po czym stwierdziła- O nie
        śmierdzi, chyba jednak to nie jest zgorzel.
        Moja dentystka po dwuch dniach postawiła diagnozę bez użycia wiertła- miałam
        ostry stan zapalny dziąseł. Wystarczyło posmarować maścią.

        • Gość: zzz Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.chello.pl 22.09.05, 09:17
          W Wawie JEST ostry dyżur dentystyczny na ul. Lindleya!
          • Gość: gosha74 Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 18:07
            wtedy tam była tylko chirurgia szczękowa(rok 1996)- z bolącym zębem nie
            przyjmowali-byłam!!!!
            • amrin Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 29.09.05, 20:37
              proooszę zacznijcie opisywać śmieszne zdarzenia - albo przenieście na inne forum.
        • Gość: shms Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.dami.pl 03.11.05, 04:11
          znieczulenie dentystyczne nie szkodzi ciazy
    • Gość: misia-arnisia Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: 213.25.20.* 21.09.05, 07:15
      1. Chirurgia stomatologiczna, mam w pertspektywie dłutowanie ósemki, umawiam
      się lekarzem na termin, a ten nagle się pyta "A kiedy ma Pani miesiączkę?".
      Zdębiałam, bo niby co to ma do rzeczy.
      Widząc moją minę lekarz cierpliwie wytłumaczył, że owszem ma, bo wtedy jest
      zmnniejoszona krzepliwiśc krwi i nie powinno się robić żadnych zabegów.

      2. Miałam tajemnicze bóle brzucha. Chodziłam od lekarza do lekarza, w końcu
      któryś "mądry" pyta "A może ma Pani bóle owulacyjne" - przez trzy tygodnie?!!,
      a poza tym to i tak biore tabletki anty.

      Okazało się, że miałam zapelenie pęcherza.
    • pandora_ Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 21.09.05, 12:11
      Wchodzę do przychodni w B. Pani doktor siedzi z tępawą mina za biurkiem. Nasz
      dialog:
      - Dzień dobry, pani doktor.
      - ...
      - Chyba mam anginę (znam objawy doskonale)
      - ...
      - Pokzać gardło?
      - Proszę.
      - A rozebrać się do połowy?
      - Dobrze.
      [pani doktor ogląda gardło i słucha od niechcenia]
      - Angina. Wypiszę receptę. L4 też?
      - Poproszę. A co na tej recepcie?
      - Lekarstwo. Raz dziennie wieczorem przez tydzień.

      Już dalej o nic nie pytałam, wzięłam receptę, w aptece poprosiłam o zestaw
      anginowy na inne dolegliwości :) Ale teraz mam fajnego lekarza, który nawet
      zmusza mnie do wizyt u laryngologa, bo ja bardzo anginowa jestem (tak ze dwa
      razy w roku), a wyrwac sobie nic nie dam.
    • Gość: kati Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 15:08
      1 rok studiów, wizyta u ginekologa w przychodni studenckiej, akurat mam
      owulację:
      wywiad, proszę się położyć, itp., pani doktor zaczyna badanie, i zaraz do
      pielęgniarki:
      - Wiesiaaaa! Choć no zobacz jaka owulacja!
      Wiesia przyszła i zobaczyła.
    • janurper Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 21.09.05, 18:15
      Teraz cos o szpitalach w USA.
      Bylo to dobrych pare lat temu w Connecticut.Dostalem potwornych boli
      brzucha.Ledwo idac dotarlem do samochodu i jeczac po drodze w pol go-
      dziny dotarlem do szpitala.Jakos doczolgalem sie do izby przyjec i nie
      mogac wytrzymac zemdlalem,prawie pzy samym okienku.Po chwili zobaczylem
      nad soba pielegniarke i roslego facete z karetki pogotowia,ktory grzebal
      w moim portfelu,sprawdzajac kim jestem.
      Facet widzac ze sie ruszam stwierdzil-Polak na pewno pijany.Zlapal mnie
      ten baran za klapy kurtki,postawil na nogi(Myslalem ze umre z bolu)i zaczal
      obwachiwac.
      Kiedy zorientowal sie ze nie smierdze alkoholem malo mnie nie wypuscil.
      Narobil krzyku i wtedy wszyscy zaczeli biegac.blyskawicznie znalazly sie nosze
      dali mi srodek na bol.Tak skonczyla sie moja przygoda z kamieniami nerkowymi,
      ktore po kilku tygodniach rozbili mi w tym samym szpitalu.
      Pozdrowienia z huraganowej Florydy
      Janusz
    • amrin Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 21.09.05, 22:58
      Mam chyba jakieś spaczone poczucie humoru bo te historie coś mało śmieszne mi
      się wydały...
      • Gość: gocha500 Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.05, 10:28
        ten watek ne jest smieszny a tragiczny!!!o czym to swiadczy????ano o tym ze
        nasi lekarze sa albo niedouzeni albo mineli sie calkowicie z powolaniem-bo
        jesli lekarz olewa pacjenta ktory naprawde ma problem to albo ten lekarz chce
        lapowe albo po prostu zupenie nie ma wiedzy i nie przyzna sie do tego!!!
        ja chodzac do lekarzy najpierw sama sie musze dowiedziec o pewnych rzeczach
        zeby nie dac sie puscic w trabe prze lekarza!!!!bo naprawde dobrego
        lekarza,ktory chce wypisac jakies skierowanuia na badania,ktory doieka przycyny
        jakiejs choroby to ze swieca mozna szukac!!!

        przy dzisiejeszych lekarzach ttrzeba miec niesamowite zdrowie i wiedze medyczna
        zby sie leczyc!!!!!! i taka jest prawda!!!!
        • Gość: madzia Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.05, 10:42
          moja historia: Miałam chyba 17 lat, wymacałam w piersi bolącego guzka,
          powiedziałam mamie, poszłam z mamą do mojej pani ginekolog.... i nawet nie
          zostałam do niej wpuszczona, bo miła pani pielęgniarka poinformowała mnie że
          ginekolog nie jest od piersi.
          Przypadek mojej koleżanki: z podobnym guzkiem poszła do ginekologa a lekarka do
          niej "Ola bo ty za mały stanik nosisz!!!"
          wniosek; Chyba lepiej, że mnie pani doktor nawet obejżeć nie chciała, poszłam do
          onkologa i dowiedziałam się, że to tłuszczak a nie za mały stanik jest powodem
          bólu.....
        • Gość: mala Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.wiknet.pl 27.09.05, 19:24
          gocha, nie uogolniaj

          albo idz na medycyne - bedziesz sie sama mogla wyleczyc, rodzinke tez :P
          • Gość: dirgone Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 11:34
            Kilka lat temu mialam wypadek samochodowy (popsute pasy z tylu u kolegi w
            samochodzie,wypadlam przez okno). Przejechalam twarza po asfalcie,wiec
            wiadomo,jak wygladalam. Lezalam w szpitalu,oczywiscie lekarze niechetnie mi
            cokolwiek mowili (mama mi przekazywala okrojone wiesci).jedno oko mialam
            strasznie spuchniete i nic nie widzialam(wielki krwiak). Przychodz PAN PROFESOR
            ze studentami. Podchodzi do mnie,oglada i zaczyna wyklad (bez zadnego odezwania
            sie do mnie): "pacjentka CHYBA bedzie widziec,z twarza nic sie nie da
            zrobic,przeszczep-najprawdopodobniej z posladkow,ale nie wiadomo,czy sie
            przyjmie." i tak dalej w tym stylu. przezylam wtedy zalamanie totalne.
            skora mi odrosla normalnie, poza malutka blizna kolo oka nie ma sladu. Nie ma
            to jak dobre podejscie do pacjenta.

            Ale najgorsi tak naprawde byli inni pacjenci-moherowe wstretne monstra,nawet z
            innych oddzialow.przychodzily calymi grupami,stawaly w drzwiach i komentowaly
            (mialam wtedy 20 lat)"a,pewnie pijana byla,dlugo sie nie nazyla (jakbym juz
            umarla),juz ja wole moje hemoroidy" i tak dalej. Teraz wspominam to ze
            smiechem,ale wtedy bylo strasznie.

            • Gość: Cathe Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 17:31
              To moze ja cos z drugiej strony: moj ojciec jest gastroentrelogiem (znaczy ze
              sie zajmuje zalodkiem i jelitami ;)) jedno z badan to tzw. kolonoskopia - przez
              odbyt wsuwa sie taka rurke z kamera na koncu... ;P ble, wiem. W kazdym razie
              przyszla do niego taka starsza pani, wprowadzono ja do przebieralni i dano
              takie specjalne "majtki" jednorazowe z dziura w odpowiednim miejscu. Pacjentka
              je zalozyla, o nic nie pytajac ;) Dopiero po badaniu lekarz wyszedl, zeby mogla
              sie w spokoju przebrac. Ledwo zamknal za soba drzwi i slyszy, jak go staruszka
              wola ;)

              -Przepraszam, panie doktórze... a te majtki to pana doktóra są...?

              No i? Nie tylko lekarze nie grzesza inteligencja ;) jakos nigdy nie widzialam
              ojca, zeby lazil po domu w bokserkach z dziura na dupie ;)
              • yoma Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 28.09.05, 17:39
                Oj bo babcia WCALE nie myślała, że ta dziura ma być na odbytnicę...
              • Gość: Cathe Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 17:41
                Tez mnie zawsze denerwowalo to zwalanie winy na doktorow. Pewnie, ze sa
                niekompetentni, ale wielu zna sie na swoim zawodzie! Tylko o tych juz sie nie
                mowi... Pacjenci tez bywaja zabawni z tymi swoimi absurdalnymi pytaniami i
                swietym wierzeniem w "znachorow". A poza tym, w kazdym zawodzie trafiaja sie
                ludzie z powolaniem i nieudacznicy. Ludzie, nie wszyscy lekarze sa zli! Tak
                samo wkurzajace jest, ze kiedy chodzilam do szkoly, ludzie, ktorzy sie
                dowiedzieli, ze jestem z lekarskiej rodziny, mowia "a, to pewnie jestes
                bogata..." cholerne stereotypy. Czasami sa gorsze od nazizmu... ;/ Moj ojciec w
                pazdzierniku dostaje pensje za kwiecien i to jeszcze niecala. Musi pracowac na
                trzech etatach, zeby naszej 4osobowej rodzinie zapewnic jako takie zycie. Nie
                wszystko jest biale albo czarne.

                Ale czasami trafiaja sie tacy doktorkowie, o jakich mowicie. Np. dyrektor
                szpitala o nielubianym ginekologu (przepraszam za slownictwo, ale ja tylko
                cytuje ;)): Ten skur...syn? Niech spierd... te swoje cipki ogladac..."
                Tragedia. I potem sie dziwic, ze spoleczenstwo ma takie zdanie o polskiej
                sluzbie zdrowia.
                • Gość: Cathe Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.05, 17:43
                  He, dobre, Yoma ;) Widac bacia mimo wieku ma wciaz kosmate mysli ;)
            • Gość: croyance Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.server.ntli.net 28.09.05, 17:44
              Jak moja qzynka lezala na onkologii w sprawie wyciecia niezlosliwej torbieli,
              nasluchala sie od babc: oj, taka mloda, a juz rak (nie miala raka) ... taka
              ladna, no i prosze ...(z satysfakcja) ... o, wychodzi ... ale na pewno tu
              wroci, oj, wroci tu jeszcze ...
              A moja przygoda, dodatek do poprzedniego posta: leze w gabinecie gina w
              szpitalu, robi mi USG dopochwowe. Pytam: i co tam? Jakie wyniki? A on na to:
              nie powiem Pani, bo Pani i tak nie zrozumie.
              Po interwencji ojca doprosilam sie opisu USG ...
        • Gość: suanis Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.05, 15:45
          co się dziwicie - na studiach robili to, co większośc z was popiera - ściągali.
          Teraz macie coście chcieli...
    • bodomlake Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 29.09.05, 17:25
      rozcięłam sobie brode.Na drugi dzień, bo dopiero wtedy wróciłam do domu, ojciec
      pojechal ze mną do szpitala bo oboje z matką oczywiście zrobili wielką
      panikę.Matka sie na mnie wydarła żebym wyjęła agrafke z ucha bo "to wygląda
      ordynarnie i wtedy na pewno mnie nie przyjmą i jeszcze powiedzą żebym sobie tą
      rane spięła agrafką". Czekaliśmy 2 godziny aż łaskawy doktorek wyjrzał i
      powiedział że jednak nie będziemy zszywać bo 24 godziny po fakcie to juz sie
      nie opłaca.
      • Gość: lekarz ReBodomlake! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.05, 23:19
        bodomlake napisała:
        . Czekaliśmy 2 godziny aż łaskawy doktorek wyjrzał i
        > powiedział że jednak nie będziemy zszywać bo 24 godziny po fakcie to juz sie
        > nie opłaca.

        24 godziny po fakcie już się nie da, kochana. Rana ziarninuje, brzegi się nie zrosną, zostałaby dziura. Dobrze ci powiedział, czego chcesz? Po kiego było tyle czekać? Aż wytrzeźwiejesz, czy co?
    • bodomlake Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 29.09.05, 17:36
      jeszcze kilka rzeczy...
      1.gdy miałam ok.10 lat, rodzice ciągali mnie po różnych ortopedach.diagnozy
      były zupełnie różne:
      -doktorek 1:mam skrzywienie kręgosłupa
      -doktorek 2:jestem garbata ;)
      -doktorek 3:mam tylko płaskostopie!
      -doktorek 4:nie mam żadnej wady postawy, po co państwo ją tu przyprowadzili?

      2.Byłam kiedyś na oddziale psychiatrii(leczyłam sie na anoreksje).Byłam
      świadkiem jak pielęgniarka(typowy babochłop) pobiła pacjenta, bo nazwał ją
      k...,p..., itp.To akurat śmieszne nie było...:/ Lekarz z izby przyjęć natomiast
      zapytał mnie:"Czy coś ci cieknie z sutka?".
      • piegusek1 Z punktu widzenia lekarza:-) 30.09.05, 01:09
        Kuzyn - lekarz w więzieniu, więc z racji "wieku i urzędu;-)" na co dzień obcuje
        ze specyficzną grupą pacjentów. Raz przychodzi osadzony i na pytanie "co panu
        dolega?" z rozbrajającą szczerością odpowiada (przepraszam): "Panie doktorze,
        coś mnie tak w plecach j***e, że aż mnie w ch**u strzyka" :-)
    • Gość: szadoka Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: 212.160.172.* 02.11.05, 12:48
      Pytanie pacjeta (z tych bardzo madrych, typu ą, ę): Panie doktorze na prostate
      to czesciej choruja mezczyzni czy kobiety?
    • Gość: Ania Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.05, 13:48
      Zawsze byłam zdrowa jak byk, ale raz mnie zmogło. Miałam 18 lat, tuż przed
      maturą... Budzę się z wysoką gorączką i krostkami na rękach, ledwo zwlekam sie
      z lózka, biegnę do przychodni.
      Ja: Dzień dobry
      Pan Doktor: Proszę sie rozebrac.
      Posłusznie zdjełam bluzeczke.
      Pan Doktor: Proszę zdjąć spodnie i biustonosz.(!)
      Ja ubrana już tylko w kozaki(srodek zimy) i majteczki siadam na krzesle przed
      Panem Doktorem.
      Pan Doktor: Co Pani dolega?
      Ja: Mam wysoką gorączkę i wysypke.
      Pan Doktor obejżał ręke, kazał sie ubrać i stwierdził alergię lub różyczkę.
      Przpisał wapno i wit. C
      ...
      Tego samego dnia podreptałam do znajomej pediatry - spojżała na mnie i od razu
      zdiagnozowała ospę wieczną!!!
      • Gość: mimi Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: 87.207.208.* 02.11.05, 19:56
        mój 14-to letni syn skarzył sie, ze boli go kość ogonowa. Dostał skierowanie do
        ortopedy i poszedł - miał z nim być tata ale nie zdążył dojechać do przychodni
        kiedy syn wszedł sam do lekarza. lekarz nie oglądając go - bo już wychodził i
        nie miał czasu - powiedział że trzeba będzie tę kość upiłować operacyjnie i
        zeby przyszedł za dwa dni. Syn tak się wystraszył (my też), że kość przestała
        go boleć i już jest zdrowy.
      • koza16 Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 02.11.05, 22:39
        mam nadzieje ze ta ospa nie jest wieczna??????
      • miodowe Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 03.11.05, 08:58
        środek zimy i tuż przed maturą?
        • Gość: Ania Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.11.05, 11:11
          Czepiacie sie!
          To był marzec, śnieg po kolana a ja przygotowywałam się do matury... Pamiętam
          nieprzespane noce, paskudną ospę, po której pozostały mi ślady na wieki ;( i
          incydent z conajmniej dziwnym lekarzem.
          Pozdrawiam,
          Ania
      • Gość: hehe Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.11.05, 17:14
        no nie wiem, z kogo tu się bardziej śmiać :)))
    • Gość: Morelka Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.n.net.pl 02.11.05, 20:01
      To było 12 lat temu.Miałam jakieś 18 lat gdy "zwaliło mnie z nóg"
      Gorączka,dreszcze,łamanie w każdej kości i torsje - nikomu nie życzę takiego
      samopoczucia. Ponieważ leki p/bólowe i p/gorączkowe nie działaly pojechałam z
      Mamą na pogotowie. A tam jedna pańcia:"To na pewno zapalenia wyrostka i na pewno
      skomplikowane jak tak boli"(a bolało mnie rzeczywiście i to tak,że nie mogłam
      siedzieć na ławeczce tylko MUSIAŁAM się położyć). Jej zięć tak miał i mało nie
      umarł."Ale może jak taka młoda to nie będzie tak źle. Tylko operacja jest ciężka
      i często są komplikacje" Nie muszę chyba pisać jak mnie to podniosło na duchu i
      jak optymistyczne byłam nastawiona do diagnozy.Na szczęście okazalo się,że to
      była "grypa żołądkowa" ,notabene kiedyś mniej znana niż teraz.Teraz już nie
      choruję i wszystkim Wam życzę zdrowia. :)
      • Gość: mimi Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.chello.pl 29.11.05, 20:58
        kilka lat temu na działce pogryzły mnie pszczoły. Spuchła mi twarz więc kuzynka
        zawiozła mnie do lekarza, ten przepisał wapno i witaminę C. Poprosiłam go o
        jakąś "końską kurację" bo jestem z małymi dziećmi i muszę szybko wydobrzeć.
        Wtedy lekarz zapisał mi wapno i wit.C dożylnie i na skierowaniu napisał żeby
        powoli wtaczac to w żyłę bo mozna zasłabnąć. Mi się juz od tego zrobiło słabo,
        ale nic brnę dalej, sama tego chciałam. Poszłam do apteki wykupić leki. Kiedy
        zobaczyłam te naprawdę końskie dawki- nie wykupiłam ich i zaczęło mi się
        poprawiać. Od tej pory chwalę lekarzy z Pułtuska, ze wystarczy żeby przepisali
        leki i juz pacjantowi jest lepiej.
        Pozdrawiam lekarzy z Pułtuska, którzy parę razy udzielali pomocy moim dzieciom
        na wakacjach.
        • Gość: ehh Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 29.11.05, 22:15
          Będąc na obozie w zeszłym roku niechybnie uderzyłam głową w betonową podłogę. Ból szczęki niesamowity, nie mogę żadnego słowa wymówić więc ruszamy do szpitala. Chirurgia szczękowa nie wiedzieć czemu - zamknięta. No to kierujemy się do laryngologii dla dorosłych - nie przyjmiemy pani (powodu do tej pory nie znam). No to na laryngologię dziecięcą - proszę zrobić zdjęcie rentgenowskie. No to pocierpiałam sobie jeszcze w kolejce (te spojrzenia na mnie poturbowaną :P) ale o delikatności tej pani co robiła zdjęcia nie wspomnę.. :/ wykręcała moją głowę we wszystkie strony, ja się wręcz zwijałam z bólu a nawet nie mogę zaprotestować. Z powrotem do pana laryngologa - "ja tu nic nie widzę, zapraszam do neurologa". No to pani neurolog opukała mnie z każdej strony magicznym młoteczkiem, kazała podotykać palcami nosa, utrzymać się na jednej nodze, zamknąć oczy i wystawić ręce w bok...jednym słowiem: ćwiczenia nie do wykonania :P. Po stwierdzeniu, że ona nic tu nie widzi nadal nie wiedziałam co ma moja zdolność utrzymywania równowagi do mojej szczęki. Wróciłam z powrotem na obóz, noc nieprzespana z bólu. Następny dzień - w końcu otwarta chirurgia szczękowa. pan doktor nic nie zobaczył a ja nadal cierpię!! No to skwitował, ze złamanie może się ujawnić po tygodniu.... (zdębiałam). Tydzien jak z horroru, przyjeżdżam jeszcze raz...i znowu nic nie widać...faszerowałam się później lekami ale ból stopniowo ustępował choć do dzisiaj mam problemy z otwarciem szeroko buzi, śmianiem się czy z jedzeniem. Ale oczywiście nic mi nie dolegało.
          ://
          • justus2777 Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 30.11.05, 13:14
            Coraz śmieszniejszy wątek...hi hi ...nio dobra już to gdzieś pisałam, ale chyba
            nie tu. Tym razem z dentystą w roli głównej(to nie moja gafa tylko jego). Nio
            tak siedzę sobie (a raczej leżę, bo to kanałówka miała być, więc na siedząco
            się nie da) na foteliku, tłumaczą mi co będą robić, ja tylko przytakuję. Z
            jednej strony asystentka, z drugiej pan dr. Coś tam gada, spoko i tak nie
            słucham. Nagle...słyszę takie słowa, że mi będzie zakładać jakąś gumkę(oki
            niech sobie zakłada), a potem słyszę słowa pana dr: "Bo ja do kobiet to tylko Z
            GUMKAMI podchodzę..." Hi hi...Myślałam, że spadnę ze śmiechu z fotela. Za
            chwilę Pan dr się zorientował, co powiedział i mówi, że żadnej aluzji nie było
            i... śmieje. A ja się nawet ruszyć nie mogłam, a co dopiero o śmiechu mówić, bo
            za dużo sprzętu i ich palców w buzi miałam... Pozdro dla "sadystów" i
            Wszystkich na forum.
            Aha... jeśli chodzi o lekarzy , to ja mam świetną Panią dr(chyba jest jednym z
            tych wyjątkowych lekarzy z powołania), nawet się z nią "ściskałam", jak się
            okazało, że mi nic groźnego nie dolega...Trzymajcie się cieplutko... pa pa
            • Gość: ewa Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje IP: *.w82-124.abo.wanadoo.fr 30.11.05, 13:30
              gdy bylam mloda lekarka(pediatria),jeden z mlodocianych
              pacjentow mial problem;" nie wiem co mam zrobic, pani
              doktor, bo mi fujara staje"
    • rezurekcja przed narkoza 30.11.05, 13:53
      Znajoma opowiadala. MOge cos niedokaldnie powtorzyc. To bylo 20 lat temu.

      Znajoma miala wtedy 20 lat. Ostry atak wyrostka robaczkowego, wyladowala w
      szpitalu, przuygotowuja ja do operacji,lekarz mowi: prosze wyjac szczeke. WIec
      obolala pacjentak grzecznie zaczyna sie mocowac ze szczeka. Wlasną. Po kilku
      chwilach tego "wyjmowania" szczeki" lekarz lekarz sie pyta: co pani robi?
      - No szczeke wyjmuje - znajoma na to.

      A lekarzowi chodzilo o wyjecie _sztucznej_ szczeki przed narkoza. Standardowe
      postepowanie.
    • lilarose Re: przychodzi baba do lekarza...[perypetie pacje 30.11.05, 14:55
      Mój znajomy po pierwszym roku medycyny miał praktyki w szpitalu. Wykonywał
      typowo pielegniarskie czynności: robił zastrzyki, pobierał krew, mierzył
      ciśnienie itp. Czasem musiał wykonac pacjentowi lewatywę. Pewnego razu w
      trakcie robienia lewatywy pacjentce tak się zaaferował, że nie zauważył, że
      rurka wypadła z odbytu i jakos przekręciła sie tak, że woda lała się wprost do
      pochwy! Na szczęście pacjentka przytomnie zwróciła mu uwagę, że coś jest nie
      tak.



      Inna znajoma była u dentysty. Siedzi na fotelu, on boruje w jej zębie, w końcu
      pyta:
      - Boli?
      - Nie.
      Po chwili?
      - A teraz?
      - Też nie.
      - Kurde, człowiek się stara, a tu żadnej przyjemności z pracy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka