30.01.03, 05:19
Rozmówki, tylko tyle. Choć proszę / ostrzegam / zalecam (potrzebnego nie
skreślać), by był to swoisty, raczej nietypowy rodzaj humoru. Ze swej strony
podrzucę coś co kilka dni. Zapraszam.
Dziś dwie pierwsze.

Zoo-rozmówki

Normalny stan

- Spóźniłeś się, Śledziu - rzekł słodko Ryba.
- Znów - dodał Wieloryb.
- Nie spóźniłem się. Autobus się spóźnił - rzekł Śledź patrząc nigdzie.
- Jak mówisz do mnie, to patrz na mnie - pouczył go Ryba.
- Albo na nas - uzupełnił Wieloryb.
- Jak mogę patrzeć na Was obu jednocześnie, gdy stoicie po dwóch różnych
stronach - spytał Śledź.
- Chociaż się staraj.
- Trenuj.
- Może nie dostaniesz zeza.
- Ani katarakty.
- Katarakta to jest na Nilu - rzekł Śledź i posmutniał.
- Daj spokój krokodylom. Co ci jest? - zaciekawił się Ryba.
- Nic mi nie jest, nabijacie się ze mnie.
- No to co, Śledź jest od nabijania …
- … w słoik. - Wieloryb wpadł Rybie w słowo - Czuj się nabity,…
- … bo to będzie od dzisiaj twój normalny stan - dokończył Ryba.
Obserwuj wątek
    • germanus Re: Rozmówki - Brudno 30.01.03, 05:21
      Rozmówki profesjonalne

      Brudno

      - Nieco tu brudno - rzekł Szczota, jak zawsze zatroskany.
      - Rzeczywiście, czysto nie jest - potwierdził Szmata.
      - Przyniosę wodę - zaofiarował się szybko Wiadro.
      - Czyś ty oszalał - skoczył Szmata - zrobisz raz, będziesz robił zawsze.
      - Będziesz robił - potwierdził Szczota.
      - Ale ja lubię czystość! - rzekł Wiadro lekko zdziwiony. I dodał po chwili - i
      lubię robić…
      - Takiemu nie wytłumaczysz - zaczął Szmata.
      - Nie wytłumaczysz - potwierdził Szczota.
      - Musi pogrążyć nas i siebie…
      - Pal diabli siebie…
      - …ale nas?
      - …za jakie grzechy?
      - No właśnie - wpadł in w słowo Wiadro - wy przecież nie zgrzeszyliście, a ja
      mogę posprzątać.
      - A mówiłem, takiemu nie wytłumaczysz…
      - Mówiłeś - potwierdził Szmata.
      - I masz, miałem rację…
      - …miałeś. Nie wytłumaczyłeś…
      - …a chodzi tylko o to, by tego nie widzieć…
      - …nawet jeśli chodzić jest nieco trudno…
      - …zwłaszcza jeśli…
      - …można przecież przeskoczyć…
      - …tylko trzeba uważać…
      - …by nie wskoczyć w wiadro…
      - …z wodą…
      - …bo ktoś się uparł…
      - …że posprząta - zakończył Szczota, jak zawsze zatroskany.
      • germanus Re: Rozmówki - Odpowiedz 02.02.03, 04:44
        Zoo-rozmówki

        Odpowiedź

        - Grunt to dobra odpowiedź - powiedział Daniel.
        - Jaka odpowiedź? - zaciekawił się Sarna.
        - Przecież powiedział, że dobra - Łoś od razu wykorzystał sytuację, by skoczyć
        na Sarnę.
        - Bo jak nie jest dobra, to jest zła - dodał Daniel, ale nie udało im się
        zrazić Sarny.
        - Może być częściowo dobra…
        - Częściowo dobra nie jest dobra, czyli zła - Daniel zaczął sędziowanie.
        - Tak jak coś prawie zrobione, nie jest zrobione - ciągnął Łoś
        - I odpowiedź nie może być zrobiona…
        - Musi być udzielona…
        - I musi być dobra…
        - Niekoniecznie, można udzielić złej odpowiedzi - wreszcie Sarna doszedł do
        głosu.
        - Prawie wszystko można - zgodził się spokojnie Łoś, szykując kolejną pułapkę.
        - Pozornie wydaje się, że wszystko - potwierdził Daniel
        - A tu okazuje się, że nie wszystko. Nie mozna włożyć ręki do kieszeni w
        spodniach bez kieszeni.
        - I to właśnie jest typowa zła odpowiedź - skomentował Daniel.
        - Co? - lekko zdziwił się Sarna.
        - Bo zawiera wewnętrzną sprzeczność - wyjaśnił Łoś.
        - W ten sposób można każdego zrobić! - rozpaczliwie zawył Sarna.
        - Ale nie odpowiedź...
        - Bo odpowiedzi się nie robi…
        - ...to akurat już ci mówiliśmy…
        - ...a dobra odpowiedź to grunt!
        - I znów całkiem przypadkowo wyszło na to, że nie znasz dobrej odpowiedzi -
        dobrym wnioskiem Łoś zakończył dobrą dyskusję.
        • germanus Re: Rozmówki - Miasto na B 06.02.03, 05:22
          Rozmówki turystyczne

          Miasto na B.

          - Lubię pojeździć sobie - rzekł Turysta patrząc powyżej ramienia Sąsiada.
          Sąsiad podążył za jego wzrokiem i dojrzał kardynała siedzącego w połowie gałęzi.
          - Ten czerwony kolor przypomina mi, jak szukałem pizzerii.
          - Przecież pizzerie są co krok - Sąsiad dał się wciągnąć w wymianę poglądów.
          - Tak, to się bardzo rozpleniło - Kumpel nie mógł być gorszy.
          - Wystarczyło stanąć i wejść - dalej wciągał się Sąsiad.
          - Pizza pizzy nierówna… - zauważył dziwnie cicho Turysta.
          - Duża konkurencja... zawsze można coś wybrać.
          - Pozornie tak się wydaje...
          - Dlaczego pozornie? Wystarczy stanąć i wejść - upierał się wciągnięty Sąsiad.
          - ...bo nieraz idzie się dość długo...
          - No no, ciekawie zaczynasz...
          - ...po uliczkach...
          - Nooo...
          - ...przez most i rynek...
          - Wygląda nieźle...
          - ...wreszcie się pyta...
          - Słyszę, ale nie wierzę...
          - ...nikt nie wie...
          - ??
          - ...a właściwie wie jakieś dziewczę...
          - Na dziewczyny zawsze można liczyć.
          - ...ale źle...
          - Bo nie umiesz rozmawiać... - Sąsiad o dziewczynach wiedział wszystko.
          - ...wreszcie znajduje się, bardzo dobrze schowaną... - Turysta całkowicie
          ignorował Sąsiada.
          - Lokalizacja, wiadomo...
          - ...zamawia, podają...
          - Smacznego!
          - ...przecież mówiłem, że pizza pizzy nierówna...
          - Coś mi świta - rzekł nagle Sąsiad - a w rynku fara.
          - A w rynku fara - potwierdził Turysta.
          - Ładne miasto... - od niechcenia wtrącił Kumpel.
          - ...na B. A znak pizzerii czerwony - Turysta nie pozostawił najmniejszej
          wątpliwości.
    • Gość: Tamara Re: Rozmówki IP: *.komputerswiat.pl 06.02.03, 13:30
      Germanus, sam ze sobą gadasz? Żałosne te twoje "rozmówki"
      • germanus Re: Rozmówki (Zgnieciony) 09.02.03, 19:42
        A dzięki, dzięki. Lepsza taka opinia, niż żadna. Mam tylko nadzieję, że nie
        jesteś Karpiową...

        Zoo-rozmówki

        Zgnieciony

        Ryba miał minę szprotki z puszki.
        - Masz dziwnie zgniecioną minę - Wieloryb zawsze wiedział, jak podchodzić Rybę.
        - Minąłem się z Karpiową - wyjaśnił Ryba.
        - Ja też - rzekł Śledź, który nie lubił być gorszy - ale to było dawno - dodał
        widząc nieprzejednane spojrzenie Ryby.
        - Zwyczajna sprawa - Wieloryb nie widział problemu.
        - W drzwiach…- Ryba cedził informacje.
        - Nie musiałeś się pchać.
        - Podwójnych - dodał Ryba - i wcale się nie pchałem.
        - Mogłeś przepuścić - Wieloryb miał niezłą zabawę pouczając Rybę - Panie zawsze
        pierwsze!
        - Przepuściłem… Na korytarzu też nie było dość miejsca - dopowiedział resztę
        Ryba.
        - Taaak… - zaciągnął Wieloryb - podobno Karpiowa zrobiła się pulchna.
        - Albo puszysta - dodał Śledź.
        - Podobno?!?! - wrzasnął zwykle opanowany Ryba.
        - Tak słyszałem…
        - I co to za eufenizm? Puszysta?!
        - A jakbyś powiedział? Gruba? Fe, nieładnie.
        - Przecież ona jest bardzo gruba!
        - To nie w tym rzecz, co czym jest, ale jak się na to mówi - Wieloryb wyraźnie
        ucieszył się ze swej złotej myśli.
        - A ty byś powiedział “szczupła inaczej” - Śledź szybko podrzucił Wieloryba.
        - Ja bym powiedział prawdę - zastrzegł się Wieloryb.
        - Ach, jaka przyjemna jest prawda - westchnął Ryba co nieco się odreagowując.

        • tezgucio Re: Rozmówki (Zgnieciony) 10.02.03, 23:25
          A mnie się podoba. Nie tak jak piloci. Inaczej. Bardzo przypomina wątki na
          zwykłym forum.
        • Gość: maiku Re: Rozmówki (Zgnieciony) IP: *.torun.mm.pl 11.02.03, 00:59
          Wiesz, niezłe, ale ja już przysypiam, więc przyzwoita opinia rano. Ale mimo
          wszystko mnie to się podoba. Takie jak z wczesnego Mrożka.
          • germanus Re: Rozmówki (Zadane) 13.02.03, 03:16
            Miło mi. Kolejne propozycje nastąpią.

            Zoo-rozmówki

            Zadane

            - Lwiątko, czy lekcje zrobione? - zapytała Lwica z takim spokojem, jakby koniec
            świata nigdy nie miał nastąpić.
            - Nie mam nic zadane - zadeklarowało Lwiątko po mniej więcej minucie.
            - W tym czasie sprawdziłeś notatki, prawda? - Lew podniósł głowę znad gazety.
            - Tak to można nazwać - starało się nie skłamać Lwiątko.
            - Czyli sprawdzałeś w pamięci - domyśliła się Lwica.
            - Ale dobrze sprawdziłem - Lwiątko wyraźnie próbowało wygrać tę kartę.
            - Umówmy się tak - Lwica na wszystko miała umowy - pójdziesz do swego pokoju i
            sprawdzisz. Jeśli nie miałeś racji, możesz od razu zabrać się do roboty.
            - A jeśli miałem rację? - Lwiątko ciągle ani drgnęło, chociaż coś mu mówiło, że
            chyba jednak nie miał.
            - To się rozstrzygnie, jak wrócisz ze swego pokoju - Lew już widział Lwiątko
            ślęczące nad książkami.
            Lwiątko wróciło po dwudziestu sekundach.
            - Miałem rację, nie mam nic zadane! - zatriumfowało tak, że pewnie w Afryce
            było go słychać.
            Rozsiadło się na fotelu i sięgnąło po pilota. Lew lekko obniżył gazetę i
            spojrzał dziwnie wiercąco.
            - Ostanim razem, gdy nie miałeś nic zadane, do pierwszej w nocy kończyłeś
            zaległy projekt geograficzny.
            - Ojejku! To chyba koniec świata! - wrzask Lwiątka i głośny trzask pilota o
            stolik rozległy się niemal równocześnie.
            Lwiątko pobiegło na górę. Zatrzymało się na ostatnim stopniu i zawyło:
            - To nie mogliście mi wcześniej przypomnieć? - i nie czekawszy odpowiedzi
            trzasnęło drzwiami.
            - Mogliśmy - cicho przyznał mu rację Lew - ale tak jest większy efekt.
            • Gość: maiku Re: Rozmówki (Zadane) IP: *.torun.mm.pl 13.02.03, 13:17
              Samo życie!
              • Gość: zet Re: Rozmówki (Zadane) IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 14.02.03, 16:05
                mi tez sie podobaja;)
                • germanus Re: Rozmówki (Swiatło) 15.02.03, 05:13
                  Zoo-rozmówki

                  Światło

                  - Uwielbiam chodzić… - zaczął Ryba.
                  - Ja też - dodał Wieloryb od niechcenia.
                  - Ja też - dodał szybko Śledź, który nie lubił być gorszy.
                  - …po czerwonych światłach - dokończył Ryba.
                  - Dużo ryzykujesz - zawyrokował Śledź.
                  - Przez samochody? - upewniał się Wieloryb.
                  - Przez puste czerwone - wyjaśnił Ryba. I dodał: - To taki prywatny odwet.
                  - Co? Czy ja dobrze słyszę? Odwet na światłach? Za co? - Śledź rzucał pytania
                  seriami.
                  - To mi się dziwnie nie zgadza - Wieloryb wydawał zgadzać się ze Śledziem.
                  - Na policji. Za dawne czasy - Ryba ciągle pozostawał tajemniczy.
                  - Acha - domyślił się Wieloryb - na policji za milicję.
                  - Można to tak nazwać - rzekł Ryba - bo dawniej nie pozwalali, a teraz nie mogą.
                  - Zara, zara - wpadł Śledź w ton - nie widzę tego tak prosto.
                  Ryba spojrzał na Śledzia i dojrzał zwykłą łuskowatą masę. Postanowił mu to
                  wyjaśnić.
                  - Dawniej nie było przestępców, to oni nie mieli co robić, więc stali na każdym
                  rogu i pisali mandaty - Ryba wyrzucał z siebie to wyznanie z dziwną, jak na
                  niego, szybkością.
                  - No niby tak… - Śledź zaryzykował małe potwierdzenie.
                  - Nie niby, tylko wiem, co mówię - walił ostro Ryba - a teraz, to jest tyle
                  przestępców…
                  - Bo jest lepiej - dodał Śledź, ale został pokazowo zignorowany.
                  - …że oni na nic więcej nie mają czasu, tylko ganiają ich ze stadionu na pociąg
                  lub odwrotnie.
                  - Nawet kieszonkowców ścigają - wpadł mu słowo Śledź, jak zwykle nadgorliwy,
                  ale Ryba zignorował go ponownie.
                  - A ja jestem uczciwy człowiek - ciągnął Ryba.
                  - Ciągle jesteś - potwierdził Wieloryb - choć nie wiadomo dlaczego.
                  - …i nie robię przekrętów…
                  - A nie robisz? - spytał Śledź.
                  - …ani przewał…
                  - Bo nie umiesz - wtrącił Śledź, ale dostrzegł spojrzenie Wieloryba i zamilkł.
                  - …nie kradnę, nie zabijam, nie cudzołożę, nie kłamię, nie oszukuję…
                  - A co to ma wspólnego ze światłami? - pogubił się Śledź.
                  - …to chociaż z całą premedytacją, jak nic nie jedzie, przejdę na czerwonym
                  świetle.
          • mihal_04 Re: Rozmówki (Zgnieciony) 22.08.03, 16:00
            Gość portalu: maiku napisał(a):

            > Takie jak z wczesnego Mrożka.

            móglbys nie orbazac Mrozka :|
    • germanus Re: Rozmówki 18.02.03, 01:19
      Zoo-rozmówki

      Mucha

      - Lwiątku, nie machaj łapką nad gazetą tatusia - zamruczała Lwica.
      - Chcę się bawić - odmruczało Lwiątko.
      - Bo tatuś czyta - dodał Lew - baw się sam.
      - Sam już się bawiłem.
      - To baw się zabawką - Lew nie spojrzał nawet.
      - Albo rób cokolwiek.
      - Cokolwiek już robiłem - upierało się Lwiątko.
      - Łap muchy.
      - Tak, tak, wyłap wszystkie.
      - Nie lubię łapać much. I nie umiem.
      - To się naucz. Taki duży lew, jak ty musi umieć łapać muchy.
      - Uczyłem się wczoraj. Chcę się bawić z tatusiem.
      - Tatuś musi odpocząć. Chyba widzisz.
      - To ty baw się ze mną.
      - Ja zmywam naczynia po obiedzie. Ktoś musi pozmywać. Przecież ty nie pozmywasz.
      Lwiątko w duchu przyznało dziecięco uczciwie, że nie pozmywa. I dodało głośno:
      - Chcę się bawić…
      - Ty znowu swoje? Nie rozumiesz?
      - …bo mi nudno. Tatuś nigdy nie bawi się ze mną.
      - Tatuś pracuje - powiedział Lew, po czym odłożył gazetę i przymknął oczy.
      Nad nosem Lwa przeleciała mucha, zawróciła, jak to mucha, i leciała z powrotem.
      - Mogę złapać muchę? - zapytało grzecznie Lwiątko.
      - Ależ, oczywiście, możesz - powiedziała znad garów Lwica.
      Lwiątko machnęło łapką. Mucha odleciała.
      A potem, gdy już się wszyscy uspokoili, stanowczy zakazano Lwiątku polowania na
      muchy.
      • aga_11 Re: Rozmówki 18.02.03, 11:29
        A to było niezłe.
        :)
        A to jest pełen łaskawości uśmiech od...

        ...Agi
    • Gość: Arkadiusz Re: Rozmówki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.02.03, 12:06
      Nie no, Panie Kolego, tak to my się nigdy nie dogadamy...
      Nie wiem o co tu chodzi, w tych rozmówkach, ale tych co się przy tym dobrze
      bawią pozdrawiam
      • germanus Re: Rozmówki 19.02.03, 05:09
        Zoo-rozmówki

        Piesek

        Lwiątko wróciło dziwnie rozpromienione. Zamiast jednak, jak zwykle, od drzwi
        wywrzeszczeć nowinę, usiadło spokojnie na fotelu, utkwiło oczy w panoramicznym
        oknie i ważyło tajemnicze myśli. Lew i Lwica niczego, oczywiście, nie widzieli.
        - Kupię sobie psa - rzekło wreszcie niby od niechcenia.
        Komentarz był zerowy. Coś wisiało i nie spadało, więc Lwiątko brnęło dalej.
        - Oni mają psa. Jaki śliczny! Ja też chcę.
        Lwica jednego była pewien - coś trzeba powiedzieć. Lew był pewien drugiego -
        nie chciał psa w domu.
        - A starczy ci pieniędzy po kupieniu gier - spróbowała pomacać grunt Lwica.
        - Nie chcę już gier, przynajmniej na razie. Jaki on śliczny! - Lwiątko
        oddeklarowało elektronikę, a zadeklarowało podziw dla obcego czworonoga.
        - Tak… - rzekł Lew powściągliwie.
        - To kiedy kupujesz? - Lwica przeszła do konkretów widząc w tym najprostszą
        drogę do celu.
        - Właściwie to wolałbym go dostać w prezencie. I to mógłby być pies nas
        wszystkich - Lwiątko wykazało się nie lada pomysłowością.
        - Ja już kiedyś miałem psa - rzekł ostrożnie Lew - i na razie nie chcę mieć
        innego. Jeśli będziemy mieli w domu psa, to nie będzie to mój pies.
        Lwiątko już wiedziało, że ojca teraz nic nie przekona. Jedyny ratunek w mamie.
        - Będziemy mieli psa, prawda? Będziemy się z nim bawić! - agitowało trochę za
        głośno.
        - Ja też się będę z nim bawić - powiedział niespodziewanie Lew - ja tylko nie
        będę nic przy nim robić. Będziesz musiał wszystko zrobić sam. No, może nieraz z
        pomocą mamy. Jeśli się zgodzi.
        - Wszystko? - jęknęło Lwiątko.
        - Wszystko! - nie pozostawił cienia wątpliwości Lew - nakarmić, wykąpać,
        posprzątać, wreszcie wyprowadzić na spacer bez względu na pogodę, chęć i
        wszelkie inne okoliczności. A z doświadczenia wiem, że często nie jest to łatwe.
        Lwiątku nagle perspetywa posiadania pieska wydała się bardziej odległa niż Alfa
        Centauri. Mimo to postanowił:
        - To ja wszystko zrobię. Naprawdę! - dodał widząc nieco niepewną minę ojca.
        - I nawet zostaniesz z nim w domu, gdy my pojedziemy na wakacje? - spytał Lew.
        - Przecież są psie hotele!
        - Lub zapłacisz za hotel?
        Z wszystkich rzeczy na świecie Lwiątko było pewne tych dwóch. Za nic na świecie
        nie opuści takich fantastycznych wakacji, jakie ma co roku z rodzicami. I na
        razie nie będzie go stać na opłacenie psiego hotelu.
        - Kupicie mi później, dobrze? Może na gwiazdkę - zamruczało potulnie Lwiątko.
        - Może tak, może nie - powiedział Lew - jeśli będzie temat, to będzie i decyzja.
        • germanus Re: Rozmówki (Piórnik) 19.02.03, 05:13
          Pisek był dla Agi, a Piórnik jest dla ... niezdecydowanych. Bo to jest o
          niczym. A tak naprawdę, to do ponabijania się. Ze wszystkiego. Jeden warunek -
          ma być nietypowo. Podr

          Zoo-rozmówki

          Piórnik

          - Masz ołówek? - spytał Daniel Sarnę.
          - W piórniku - odpowiedział szczerze Sarna. A węsząc podstęp dodał - Chyba
          wolno, nie?
          - Ty znowu swoje - wtrącił Łoś - zupełnie nie możesz się odreagować.
          - Mam się odreagować na własny piórnik?
          - Nie na piórnik, tylko na pytania - cierpliwie tłumaczył Daniel.
          - Przecież piórnik o nic nie pytał - kontynuował Sarna.
          - No jasne, nie może przecież - wtrącił szybko Łoś.
          - U ciebie raz nie może, raz może. Zadnej stałości. I u ciebie też - zwrócił
          się do Daniela.
          - Ołówek nie jest gazem - zaczął Daniel…
          - ani cieczą - ciągnął Łoś
          - …to dopowiedz sobie, kto tu jest niestały
          - …bo wychodzi na to, że nie ołówek.
          - Piórnik też nie - żachnął się Sarna.
          - No to co, że nie. Nikt nic nie chce od twojego piórnika. Może sobie być, jaki
          chce.
          - Miałem rację! - wrzasnął Sarna - Przedtem nie mógł, a teraz może. Wy tak
          zawsze!
          - Jeśli my tak zawsze, to powiedz, czy masz pióro?
          Sarna uspokoił się od razu.
          - Mam, w piórniku - minę miał całkiem pewną siebie.
          - A ja myślałem, że w ołówniku - zdziwił się nieszczerze Łoś.
          Ale Sarna tego nie wyczuł, a Daniel zajęty był przekładaniem gumek z piórnika
          do gumnika.
          • germanus Re: Rozmówki (Kasztanowiec) 23.02.03, 02:19
            Zoo-rozmówki

            Kasztanowiec

            - Wypatrzyłem całkiem fajny kasztanowiec - wyznał Kaczka.
            - Nie ma kasztanowców, są kasztany… - rzekł Kura.
            - Wierzgał? - spytał Indyk.
            - Drzewo, nie koń - zdążył rzec Kaczka.
            - …tak jak nie ma jabłek, tylko jabłonki - ciągnął swoje Kura.
            - Jabłonka nie może być koniem - bardzo autorytatywnie stwierdził Kaczka.
            - Jak Baśka może, to Jabłonka tym bardziej - rzekł Indyk.
            - Ja bym nazwał konia dostojniej, niż Baśka - głośno przyznał się Kaczka.
            - Jakbyś miał konia - spokojnie zauważył Kura.
            - Ale od kasztanowca do Kasztana daleka droga… - dodał Indyk.
            - …choć wydaje się, że wystarczy się schylić…
            - …i podnieść kasztany…
            - …i nazwać je baziami - ciągnął Kura.
            - A może to była wierzba, a nie kasztan? - wyskoczył niespodzianie Indyk.
            - Przecież mówię, że kasztanowiec. Chyba odróżniam - Kaczka wyraźnie nie
            zamierzał się poddać.
            - Chyba jednak nie odróżniasz…
            - …bo nazywasz bazie kasztanami…
            - …albo odwrotnie…
            - …i to jest mylący znak …
            - …ale nas nie zmyliłeś…
            - …bo co tu pomylić? Jabłonkę z wierzbą?
            - …albo wierzbę z koniem?
            - Nie, kochany, żebyś nawet bardziej się starał, nie wmówisz nam, że jabłonka…
            - …którą właśnie wypatrzyłeś…
            - …wierzgała - zakończył Indyk i wyjął kasztana z kieszeni.
            • Gość: curry Re: Rozmówki (Kasztanowiec) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.03, 13:59
              REWELACJA!!!
              • germanus Re: Rozmówki (Budzik) 08.03.03, 05:46
                Zoo-rozmówki

                Budzik

                Budzik w pokoju Lwiątka dzwonił od pięciu minut. Wreszcie spod kołdry wysunęła
                się długa łapa i uśmierciła gada.
                - Lwiątko, wstawaj - powiedziała Lwica najsłodziej jak umiała wchodząc do
                pokoju.
                Lwiątko ani drgnęło.
                - Lwiątko, już po siódmej, budzik dzwonił.
                Lwiątko być może drgnęło. Jednakże dalsza obserwacja wypadła negatywnie.
                - Lwiątko, nie śpij. Trzeba wstawać.
                - Trzeba wstawać, nie śpij - dodała Lwica po dłuższej chwili.
                - Musisz iść do szkoły - dodała po następnej.
                - Wstawaj, nie możesz się spóźnić.
                - A jeszcze musisz się wykąpać - to po dalszej chwili.
                - Lwiątko, nie śpij, otwórz oczki - przekonywała Lwica.
                - Lwiątko, pokaż mi swoje oczki. Jakie oczki ma Lwiątko? No jakie? Niebieskie,
                taaak? - Lwica ciągle nie traciła nadziei, że Lwiątko ruszy choć jedną powieką.
                Lwiątko naciągnęło poduszkę na głowę.
                - O! - ucieszyła się Lwica - Lwiątko żyje! Lwiątko ożyło!
                Budzik znowu zadzwonił.
                - Lwiątko, patrz, już minęło pięć minut. Nie zdążysz do szkoły - nie wyłączając
                budzika Lwica spróbowała innej melodii.
                Długachna łapa przywaliła budzikowi.
                - To co, Lwiątko, już wstajesz? - Lwica dzielnie kontynuowała swą ranną piosnkę.
                Lwiątko znów ruszyło ręką, a może nawet nogą.
                - Lwiątko, teraz usiądź. Możesz zamknąć oczy, ale usiądź - powiedziała
                spokojnie Lwica, choć wiedziała, że jeszcze nie widziała otwartych oczu Lwiątka.
                Kawałek Lwiątkowego ciałka wysunął się spod kołdry. Lwica nie ukrywała zachwytu.
                - Super, Lwiątko, teraz sobie posiedź, odpocznij, a za chwilę idź się wykąpać.
                Lwiątko z ogromnym ociąganiem usiadło bokiem. W Lwicę wstąpił nowy duch.
                - Tak ci niewygodnie, lepiej spuść nóżki na dół, podeprzyj sobie główkę, by ci
                nie spadła na podłogę, tak, rączkami, bardzo dobrze. Jak tylko się wykąpiesz,
                śniadanko będzie czekało. Co ci zrobić na śniadanko? Jajeczko, chlebek, jedno i
                drugie. A z czym chlebek? Jajeczko ugotować? Jak ugotować? Na twardo? Lubisz na
                twardo, zjesz na pewno…
                Lwiątko wolniutko zwlokło się z łóżka i jeszcze wolniej powlokło się do
                łazienki. Po chwili rozległ się ogłos wody z natrysku. Lwica odetchnęła
                głęboko. Jeszcze tylko jakieś piętnaście lat i będzie go budzić jego żona.
                • Gość: lolyta Re: Rozmówki (Budzik) IP: *.dialup.mindspring.com 09.03.03, 03:02
                  Fajne to. Przypomina mi to "Karuzele" i "Nie tylko dla orlow" i w ogole dawne
                  dobre czasy....
    • Gość: bozena Re: Rozmówki IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 09.03.03, 11:51
      wszystko przemija,nawet najdluzsza zmija.
      • germanus Re: Rozmówki (Zelazo) 10.03.03, 07:36
        Zoo-rozmówki

        Żelazo

        - Lwiątko, jedz ładnie - zamruczała Lwica.
        - Nie chcę już jeść - wcale nie odmruczało Lwiątko.
        - Trzeba jeść - rzekł Lew.
        - Już się najadłem.
        - Przecież nic nie zjadłeś - Lew spojrzał, ale jakoś wysoko.
        - Zjadłem ziemniaki…
        - Masz pełny talerz - Lew ciągle patrzył wysoko.
        - … i prawie całe mięso.
        - Sałaty nie ruszyłeś - wtrąciła Lwica.
        - Nie lubię sałaty - naiwnie przyznało Lwiątko.
        - Sałata najlepsza - uczenie wyjaśnił Lew.
        - Same witaminy - Lwica dzielnie wspierała Lwa.
        - I żelazo. Potrzebujesz dużo żelaza - perorował Lew.
        Lwiątko przy chwilę wpatrywało się w żelazo.
        - Jedz, bo nie urośniesz - Lew nie wypadał z roli.
        Lwica poczuła świeży wiatr.
        - Musisz urosnąć duży. Jak tatuś. Żeby się opiekować mamusią.
        Lwiątko kochało mamusię. I chciało się nią opiekować. Wolno nakłuło listek
        sałaty na widelec i jeszcze wolniej niosło go do ust.
        - Jak można tak wolno jeść - zdziwił się Lew.
        Lwiątko żuło, przeżuwało.
        - Przecież to raz, dwa. Pogryzione, połknięte.
        - Już się najadłem - powiedziało Lwiątko z pełną buzią.
        - Na dziś niech będzie, ale jutro masz jeść porządnie. A sałata najważniejsza.
        Zrozumiano? - Lew zakończył miły, rodzinny obiadek.
    • aard W skale 13.03.03, 11:29
      Rozmówki - W skale

      - Spadnie, czy nie spadnie? - powiedział Sokół.
      - Chyba nie utrzyma, a jeszcze ma dwa przechwyty do restu - skonstatował Brzoza.
      - A mnie się wydaje, że jak nie złapie telegrafu, to utrzyma - nie dawał za
      wygraną Sokół.
      - Eee, tam, zobacz, już nadaje do cioci Wiesi - żachnął się Brzoza.
      - Zamknęlibyście wreszcie kłapaczki?! - sapnął Siwy i sięgnął po linę - a ty
      asekuruj porządnie, luzuuuuuuu!!
      Sokół pośpiesznie wypuścił ze dwa metry z kubka, podczas gdy Siwy milimetr po
      milimetrze zmierzał ręką do wysięgowej wpinki.
      - Patrz, znów telegrafuje - powierział Brzoza.
      - Daj mu spokój, ciszej. Dawaaaaj! - podtrzymywał kolegę na duchu Sokół.
      - Wybieraj! - Siwy wrzasnął jakby zobaczył przesionek piekła i wydupił.
      - O kurwa... - wyrwało się Brzozie, ale żaden z nich go nie usłyszał, Siwy
      leżał na Sokole i ciężko dyszał.
      - O kurwa - powiedział odkrywczo - nieźle dupnąłem - wstał i spojrzał na
      Sokoła - No, panowie, idziemy na bronka, ja już dziś nie łoję - i pokuśtykał w
      kierunku namiotu. Sokół odetchnął z głębi piersi.
      • germanus Rozmówki - Przeciąg 14.03.03, 16:41
        Niezłe, niezłe. Udało się, jest pierwszy zainspirowany.
        I dzięki za zaproszenie, wpadnę przy okazji. Rozejrzę się.
        Na razie coś weekendowego, ze wskazaniem na konieczność nieprzeciągania się...

        Zoo-rozmówki

        Przeciąg

        Ryba spojrzał przeciągle na Śledzia.
        - Śledziu, coś mi się ciągniesz w oczach - rzekł może i ostrzegawczo.
        - To nie patrz przeciągle - odrzekł Śledź.
        - Z ciągnących się rzeczy dwie są najgorsze: guma i widok - podsumował szybko
        Wieloryb.
        - Guma jest najlepsza - zaprotestował Śledź - najgorszy jest teatr.
        - Dobry teatr nie jest zły - Ryba wiedział lepiej - szczególnie od fasady.
        Najgorsze są węgorze.
        Wszyscy się zgodzili, że węgorze ciągną się zbyt ciągliwie.
        - A ja nie jestem węgorzem. Wniosek jest prosty - nie ciągnę się.
        Śledź cały szczęśliwy z wygłoszonej właśnie trafnej obrony oczekiwał zgodnego
        aplauzu.
        - Właściwie to wszystko jedno, to śliskie i to śliskie - nieoczekiwanie
        powiedział Wieloryb, a Ryba z podziwem pomyślał, skąd w nim tyle niepotrzebnej
        inwencji.
        - Ależ ja nie jestem śliski - Śledź starał się nie tracić gruntu, ale było już
        za późno.
        - Jak się tak wijesz, to jesteś jak węgorz - powiedział spokojnie Ryba.
        - … ciągniesz się, choć nie chcesz - dodał Wieloryb.
        - … a już zupelnie najgorsze jest to…
        - … że choć nie chcesz, jak deklarujesz,…
        - … to przeciągniesz się tak przez życie - zakończył Ryba i przeciągnął się
        znudzony tematem.
        • germanus Re: Rozmówki - Krawatka 17.03.03, 03:16
          Zoo-rozmówki

          Krawatka

          - Patrzcie, co mam - zagadnął Śledź.
          - Masz szczerbę - odparł Wieloryb - zawsze miałeś.
          - Ale teraz mam większą - rzekł Śledź patrząc z ukosa.
          - Patrz prosto - pouczył go Ryba.
          - Bo z ukosa to tnie się krawaty - uzupełnił Wieloryb.
          - Bez szczerby, oczywiście, chyba nie musimy ci tego tłumaczyć.
          - Chociaż raz postaraj się zrozumieć - nie ma szczerb w krawatach.
          - Ani w muchach.
          - Ani tym bardziej w krawatkach.
          - Wniosek - ze szczerbą, nawet tak dużą, nie możesz robić za krawatkę.
          - Ależ ja nie chcę - rzekł Śledź.
          - Proste, bo nie możesz. Daj spokój. Po co się szarpać - uspokajał go Ryba.
          - Ależ ja się nie szarpię. Ja tylko mówię, że nie chcę.
          - Widzisz - rzekł ponurawo Wieloryb - z tobą tak zawsze. Szarpiesz się, że
          chcesz. Szarpiesz się, że nie chcesz.
          - Wychodzi na to, że nie wiesz, czego chcesz.
          - I się szarpiesz…
          - …choć nie chcesz..
          - …to po co się szarpać. Lepiej już udawaj sobie tę krawatkę.
          - Bez szczerby, oczywiście - zakończył spokojnie Ryba.

    • aard Germanusie, ja chcę więcej!! 25.03.03, 11:44
      Codziennie tu zaglądam, a tu ostatnio taka cisza... Twój wątek jest jedynym,
      który mnie zainteresował na FH, nie pozwól mu umrzeć (ja póki co nie mam weny).

      A z innej beczki: na jakich Forach można Cię jeszcze spotkać?
      • germanus Rozmówki - Palce 26.03.03, 04:44
        Na takie dictum mogę odpowiedzieć tylko wzmożoną wydajnością.
        Postaram się częściej coś podrzucić. Dzięki za słówko otuchy.
        Miłej lekturki.

        Zoo-rozmówki

        Palce

        Indyk był absolutnie pewien, że jeszcze nie widział Kaczki w tak złym humorze.
        Kaczka przerzucał spojrzenie z Indyka na Kurę i odwrotnie, i bębnił palcami w
        nogę stolika. Metalowy, choć nieco stłumiony regularny dźwięk denerwował Kurę.
        I Kura zaczął, dla odmiany, stukać w blat stolika.
        - Ciekawie wymieniacie poglądy - rzekł Indyk patrząc dokładnie między nich -
        znam lepsze sposoby.
        - Ja też - potwierdził Kura i spojrzał znacząco na Kaczkę.
        - Ja też - niezdecydowanie potwierdził Kaczka - ale przychodzą mi na myśl same
        trudno cenzurowalne słowa.
        - To lepiej nic nie mów - poradził Indyk.
        - Bo my jesteśmy delikatni - dodał Kura.
        - Nawet bardzo.
        - Przecież nic nie mówię - Kaczka bardzo starał się, by się nie zaperzyć.
        - W tym rzecz, że mówisz - spokojnie zauważył Kura.
        - Palcami … - dodał Indyk.
        - To ma nawet swoją nazwę …- zaczął Kura.
        - Stukanie palcami ma swoją nazwę!? - wykrzyknął pytanie Kaczka - nie
        denerwujcie mnie!
        - Nie zmierzamy…
        - Bo już jesteś wystarczająco nagrzany… - Indyk postanowił powiedzieć mu prawdę.
        - A to się nazywa mowa ciała - Kura cierpliwie edukował Kaczkę.
        - Co znaczy, że w różnych sytuacjach różnymi gestami i zachowaniami
        przekazujemy swoje myśli, stany lub chociaż znaki - dokończył Indyk nie bardzo
        świadom tego, że Kura szczerze go podziwiał za zwięzłą wypowiedź.
        - Lepiej powiedz, Kaczka, dlaczego jesteś taki wnerwiony - spytał Kura, by
        ukryć podziw dla Indyka.
        - Pokazał mi palec … - zaczął Kaczka, ale już nie skończył, bo Indyk rzekł
        szybko:
        - No widzisz, że podstawowe słowa znasz bardzo dobrze!
        • germanus Re: Rozmówki - Jeleń 26.03.03, 04:51
          Wiersze
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10032&w=3644504Proza
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10032&w=4076735Rozmówki
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10032&w=3736831
          Zoo-rozmówki

          Jeleń

          - Widziałem jelenia - tajemniczo zaczął Daniel.
          - Jak wyglądał? - zaciekawił się Sarna.
          - Jak jeleń!
          - Ha, ha, ha! - uśmiał się Łoś - pewnie miał rogi.
          - Miał. I nie tylko rogi - Daniel wyraźnie starał się podtrzymać
          zainteresowanie tematem.
          - Dwa rogi - sarkastycznie dodał Sarna.
          - Tak…
          - … i jedną głowę…
          - No…
          - … stojące uszy…
          - Oczywiście…
          - …i krótki ogonek…
          - Hmm…
          - …i cztery nogi… - ciągnął Sarna
          - Taak…
          - …a na nich kopytka…
          - No, no…
          - i biały krawacik… Chwilę stał, potem zastrzygł uszkami i szybko pobiegł w
          gęstwinę, czy tak? - dopytał do końca Sarna pewny swego.
          - Tak - krótko potwiedził Daniel - i mogłeś od razu powidzieć, że też go
          widziałeś, to nie musiałbym ci opowiadać tylu szczegółów.
          - Nie widziałem. Tak po prostu wyglada jeleń - Sarna walił na pewniaka.
          - A mówią, że jeleń jeleniowi nierówny - zadumał się Daniel.
          - I jak tu wierzyć ludziom? - wtrącił Łoś po dłuższej przerwie.
          - I dlaczego wszyscy w tym samym dniu chodzą do Zoo? - spytał Daniel nie
          spuszczając oczu z Sarny.
          • germanus Re: Adresy 26.03.03, 04:54
            Miało być tak, może teraz się uda.
            - Wiersze
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10032&w=3644504

            - Proza
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10032&w=4076735

            - Rozmówki
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10032&w=3736831
            • germanus Re: Rozmówki - Demokratka 01.04.03, 05:17
              Zoo-rozmówki

              Demokratka

              - Troskasz się czymś, Śledziu - zagadnął Ryba na przywitanie.
              - Przynajmniej tak wyglądasz - wyjaśnił krótko Wieloryb.
              - Jak? - Śledź chciał wiedzieć, jak wygląda.
              - Zatroskany - dowiedział się od Wieloryba.
              - Idę na urodziny… - zaczął Śledź dając za wygraną.
              - Proste - palnął Ryba - bierzesz Martini i jesteś zdrów.
              - …do Rekina - dokończył Śledź.
              - U-uhu-hu, niedobrze - sapnął Wieloryb.
              - To cię szarpnie - dodał Ryba.
              - To nie chodzi o koszty - rzekł niespokojnie Śledź.
              - A o co? - zdziwił się Ryba niezbyt szczerze.
              - Przecież on ma wszystko! - wyrzucił z siebie Śledź.
              - Co fakt, to fakt - przyznał Wieloryb.
              - I na wszystko go stać!
              - Też fakt.
              - Pomysł - westchnął Śledź - trzeba mieć pomysł.
              - Ano trzeba - przywestchnął Wieloryb.
              - Mam - wyrwał się Ryba - to będzie bomba.
              - Co będzie?
              - Mój pomysł, a twój prezent.
              - No co? no co? - pytali Śledź i Wieloryb na zmianę.
              - Owieczka! Kup mu czarno-białą owieczkę.
              - Może i coś w tym jest - zaczął niepewnie Śledź.
              - Może i jest - przytupnął Wieloryb.
              - Właściwe niezłe, zaczyna mi się podobać.
              - Niezłe jest - dalej potakiwał Wieloryb.
              - Dobre, bardzo dobre - ucieszył się szczerze Śledź.
              - I nazwij ją “Demokratka” - dopowiedział Ryba.
              - Jak? “Demokratka”? Dlaczego? - niezbyt dowierzająco bąkał Śledź.
              - Jaki system, takie imię - rzekł krótko i wymijająco Ryba.
              Śledź i Wieloryb milcząco przytaknęli.
              - Imię też dobre - zgodził się Śledź.
              - A poza tym Wałęsa tak właśnie nazwał swoją owieczkę - dodał Ryba.
              - Patrzcie - podsumował poważnie Śledź - niby prezydent, a nie potrafi być
              oryginalny.
              • Gość: hippa Re: Rozmówki IP: *.ht.pl 02.04.03, 11:53
                Rozmówki z Lwiątkiem są mega :)) wiecej, wiecej! :))
                • germanus Re: Rozmówki - Kanał 03.04.03, 06:04
                  Zoo-rozmówki

                  Kanał

                  - Lwiątko, dość już telewizji - zadźwięczała Lwica.
                  - Jeszcze nie zacząłem oglądać - Lwiątko zrobiło duży wysiłek, by oddźwięczeć
                  jak najgodniej.
                  - To już trzy godziny - dodźwięczał Lew.
                  - A mówiłem, że jeszcze nie zacząłem - triumfowało Lwiątko.
                  - Przecież umawialiśmy się na godzinę dziennie - Lwica starała się przypomnieć
                  ubiegłotygodniowe deklaracje.
                  - Ja się z nikim nie umawiałem - Lwiątko próbowało znaleźć słaby punkt.
                  - Umawialiśmy się z tobą, Lwiątko. Zdeklarowałeś się - wyraźniej przypomniała
                  Lwica.
                  - Najwyżej godzina dziennie - Lew przybijał ponad wszelką wątpliwość.
                  - Zgodziłeś się, że masz za mało ruchu…
                  - … i że brakuje ci czasu na lekcje…
                  - i inne zajęcia…
                  - więc będziesz mniej oglądać w ogóle…
                  - a już na pewno opuścisz wszystkie powtórki…
                  - a na ponowne powtórki nawet nie spojrzysz…
                  - a o trójkątnych powtórkach nawet nie pomyślisz.
                  Lwiątko w duchu przyznało lwom rację, ale głośno rzekło:
                  - Ale to było na ubiegły tydzień …
                  - Ty znowu swoje? - Lwica nie chciała stracić cierpliwości, z czego słynęła. -
                  Spróbuj Lego.
                  - Tak, najlepiej Lego. To rozwija - szybko dodał Lew, po czym wskazał
                  niedwuznacznie na schodki do góry.
                  - Mógłbyś się z nim pobawić od czasu do czasu - powiedział Lwica z lekkim
                  wyrzutem, gdy Lwiątko zniknęło za drzwiami pokoju z klockami.
                  - Mógłbym - przyznał jej rację Lew i złapał pierwszy z góry kolorowy tygodnik.
                  • germanus Re: Rozmówki - Lego 06.04.03, 22:18
                    Zoo-rozmówki

                    Lego

                    Lwiątko postało chwilę na schodach, a potem zeszło na dół. Ale nie samo. Za
                    Lwiątkiem zeszło Lego. Dość szybko i niezbyt cicho.
                    - O-ho - Lwica czuła, że powinna umotywować.
                    Lwiątko ostentacyjnie otworzyło wielki karton. Wysypało część klocków i zaczęło
                    je dopasowywać.
                    - A mówiłem, że Lego najlepsze - Lew dźwięczał znad gazety.
                    - Bardzo rozwija - wtórowała Lwica.
                    - Działa na wyobraźnię.
                    Lwiątko przyczepiło kolejny klocek.
                    - Przestrzenną, najbardziej przestrzenną – Lew byłby chory, gdyby tego nie
                    rzekł.
                    Lwiątko wyłowiło ze stosiku kilka kolejnych kształtów i próbowało połączeń.
                    - Bardzo uczy planować - Lwica nie mogła być gorsza.
                    - Jak się dobrze zaplanuje, to reszta już leci.
                    Od budowli odpadł klocek.
                    - Uczy też solidności. To na przyszłość jak znalazł - Lwica dalej motywowała.
                    Mostek między wieżyczkami spadł na dół.
                    - Można sobie wyrobić poczucie odległości i przestrzeni – nie wiadomo, czy Lew
                    przekonywał Lwicę, czy siebie.
                    Mimo wysiłków Lwiątka wieżyczka spadła pociagając za sobą kilka gorzej
                    umocowanych elementów...
                    - Wizja, trzeba mieć wizję - szybko, nawet jakby za szybko powiedział Lew.
                    - Zgadza się, bez wizji klapa.
                    Nagle padł mur. Lwiątko podniosło kawał muru i próbowało go umocować w całości.
                    - I wytrwałość. Trzeba dużo wytrwałości - rzuciła niby w powietrze, a jednak
                    zerkając na mur Lwica.
                    Mur się nie przymocował. Złamał się na kilka części, a siłą rozpędu ściął drugą
                    ścianę.
                    - Oczywiście z czasem nabiera się wprawy – ratował sytuację Lew.
                    Ale było już za późno. Lwiątko bowiem trzymało w rękach kontroler PS2. Ekran
                    rozbłysnął i niskoszybujący potwór przeleciał koło głowy Lwa. Lew się
                    odruchowo uchylił, zaś Lwiątko mruknęło:
                    - A PS2 wyrabia refleks.
    • aard Ap! Żeby Germanus nie musiałszukać, jak tu wróci 11.04.03, 15:01
      :-))))))))))
      • germanus Re: Rozmówki - Szkoła 12.04.03, 04:05
        Zoo-rozmówki

        Szkoła

        - Jak było w szkole, Lwiątko? - zapytała przymilnie Lwica, gdy Lwiątko walnęło
        plecak na środku korytarzyka.
        - Ok - niby powiedziało, ale bardziej odburknęło Lwiątko zrzucając adidaski.
        - Zjesz coś teraz? - Lwica już wyobrażała sobie góry kanapek.
        - Eh, zobaczę - Lwiątko starało się być miłe, więc wbiegło do kuchni porzucając
        plecak i adidaski.
        - Coś sobie zrobisz - domyśliła się Lwica - w miseczce jest świeżo podpieczony
        boczek - podpowiadała.
        - Może się nada na jajecznicę - Lwiątko już sięgnęło po patelnię - a gdzie są
        jajka?
        - Nikt ich przenosił w inne miejsce od poprzedniej okazji - relacjonowała Lwica
        bez najmniejszej emocji.
        - A wystarczy dla mnie? - Lwiątko pytało dalej.
        - Rozstrzygnij sam. A może trzeba dokupić? - Lew niechętnie odwrócił głowę od
        komputera.
        - O nie! Na pewno wystarczy! - zatriumfowało Lwiątko zanim otworzyło lodówkę.
        Magiczny zapach rozszedł się po kuchni. Lwiątko rozsiadło się na krześle i z
        nabożeństwem zaspakajało głód.
        - Więc jak w tej szkole? - podjął temat Lew.
        - Wszystko ok – już mniej burkliwie stwierdziło Lwiątko po przełknięciu
        kolejnego kęsa.
        - A dają w tej szkole jakieś stopnie? - okrążał, ale nie ponaglał Lew, bo
        Lwiątko ciągle bardziej jadło, niż rozmawiało.
        - Jak są klasówki, to dają - dość cicho, bez wyraźnej chęci przyznało Lwiątko.
        - Interesujące - z namysłem stwierdziła Lwica - wychodzi na to, że od początku
        roku nie miałeś ani jednej klasówki.
        - No, tego bym nie powiedział - najswobodniej, jak umiało zaprotestowało
        Lwiątko.
        - Ale na to wychodzi - Lew poparł Lwicę.
        - Na przykład dziś miałem klasówkę - z jakimś dziwnym odcieniem głosu
        stwierdziło Lwiątko.
        - No i jak poszło? - Lwica narzuciła sobie spokój.
        - Tak sobie - Lwiątko było nad wyraz szczere.
        - Czy to znaczy, że słabo? - upewniał się Lew.
        - O słabo nie ma mowy - obruszyło się Lwiątko - nie najlepiej i tyle.
        - To co się stało? - Lwica była nie tylko spokojna, ale i zaniepokojona
        jednocześnie.
        - Pomyliłem się w jednym zadaniu - przyznało już nie tak cicho. - Przez własną
        głupotę.
        Lwiątko zerwało się z krzesła, rzuciło naczynia na kuchenny kontuar i
        skierowało się na górę. W drodze do schodków potknęło się o adidaski, a ratując
        się od upadku wpadło na plecak. Zarzuciło go ramię i wbiegło po schodach.
        - Jak myślisz - Lew zaryzykował pytanie, gdy na górze trzasnęły drzwi - daje
        sobie radę?
        - Chyba tak - Lwica wolała być ostrożna - ale trzeba częściej rozmawiać.
        - Ano trzeba - potwierdził Lew i wrócił do komputera.
        • germanus Re: Rozmówki - Czysto 12.04.03, 04:24
          ... ciąg dalszy Brudno.

          Rozmówki profesjonalne

          Czysto

          - Och, jak pięknie, jak czysto - zachwycił się Wiadro.
          - Rzeczywiście, brudno nie jest - potwierdził Szczota.
          - Ktoś się przyłożył - domyślił się Szmata.
          - Na to wygląda.
          - I na co to ludziom?
          - Ach, jak czysto! - dalej zachwycał się Wiadro.
          - Zaczynam coś rozumieć - zaczął powoli Szmata.
          - Rozumieć, że nie wytłumaczyłeś - stwierdził Szczota jakby jeszcze spokojniej
          niż zwykle.
          - Nie dało się...
          - Teraz widzisz, że ludzie mają pomysły…
          - ...i je realizują...
          - ...i próbują innych przekonać...
          - ... a to już trąca propagandą...
          - Pierwszy raz słyszę o propagandzie czystości - wpadł im w słowo Wiadro.
          - A ja nie. Był już jeden taki...
          - Ano był - potwierdził Szmata.
          - Ależ ja nie o tym - próbował tłumaczyć Wiadro.
          - Każdy tak się tłumaczy po fakcie - jakoś niby spokojnie zauważył Szczota.
          - Przecież tu chodzi tylko o to, by widzieć... - zaczął Wiadro z pełnym
          przekonaniem.
          - A tak się starałeś - Szczota mówił innym językiem.
          - ...widzieć i reagować…
          - A on nie posłuchał - zgodził się Szmata.
          - ...reagować na zło...
          - Przecież jeszcze było gdzie stopę postawić…
          - ...i na brudno...
          - Bez rozgarniania śmieci - zakończył Szczota wyjątkowo zaniepokojony.
    • aard A ja czekam i czekam i czekam... 17.04.03, 10:59
      Heh, Germanusie, zajrzyjże na Forum Łódź i Wątek Neosurrealistyczny. Może
      znajdziesz coś dla siebie? A na pewno będzie nam miło Cię poczytać.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=4279584
    • nauma "CHŁOPI" 17.04.03, 23:10
      Pewnego dnia N. spotkał znajomego i postanowił opowiedzieć mu o jeszcze innej
      znajomej, która akurat przygotowywała się do matury.
      - Ta dziewczyna na cały weekend potrzebowała "Chłopów" - zagaił z uśmiechem na
      obu policzkach.
      - A co, nie miała ich wielu w swoim życiu? - odrzekł znajomy z uśmiechem tylko
      na prawym policzku (należał do LPR).
      - Powiedziałem "Chłopów", a nie chłopów, matole!
      - Nie słyszę różnicy. Kapuję tylko tyle, że babie zachciało się chłopów.
      Ciekawe, ilu? I na cały łikend? (Znajomy był również piewcą piękna polskiego
      języka, z zasady nie używał "makaronizmów", chyba że z parmezanem.)
      - Powiedziałem: chłopów w cudzysłowie!
      - Aaa, było tak od razu, chodzi o transwestytów!!!
      - Powiedziałem to także z wielkiej litery!!!!!!
      - Czyli że ma dla nich ogromny szacunek... (Znajomy też dla nich miał - zawsze
      się szanował.)
      N. zaprzestał dialogowania i poszedł się napić. Do dzisiaj nie
      trzeźwieje. Znajomy zaś zrobił ogromną karierę. Jest zawiadowcą stacji w
      Lipcach. Reymontowskich zresztą.

      Uwaga na marginesie: Boki można zerwać ze śmiechu! Jak świeże wiśnie...
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - wstęp 17.04.03, 23:12

      N. ma kobietę. Ma ją od roku, więc zdążył się już przyzwyczaić. Co prawda
      czasem o tym zapomina, ale zdarza mu się to najwyżej raz w tygodniu. Z reguły
      ma to miejsce w jego przytulnym, romantycznie skrzypiącym łóżku, gdy N. budzi
      się w południe i ze zdziwieniem zauważa, że jakieś cuś zajmuje mu połowę
      przestrzeni przeznaczonej na relaksację mózgu. Dokonuje wtedy energicznego
      wymachu lewej nogi i precyzyjnym uderzeniem posyła ciało partnerki w kąt
      pokoju. Po czym przypomina sobie co trzeba i mamrocze przeprosiny, płoniąc się
      przy tym jak dziewica. Jego kobieta nie robi na szczęście z tego wydarzenia
      powodu do głośniejszej wymiany poglądów na inteligencję swego faceta. Z
      przyzwyczajenia śpi bowiem w zbroi. I ma wystarczającą satysfakcję z widoku
      opuchniętej stopy kopacza.
      Niewykluczone, iż owe częste spania razem były przyczyną, dla której N.
      i jego kobieta popadli ostatnio w nerwową drżączkę.
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - dzień pierwszy 17.04.03, 23:13
      - Cholera, N., spóźnia mi się okres!!!
      - Ile? - zapytał N. odrywając się od gazety.
      - Pięć dni.
      - Aha... Patrz, Legia kupiła dwóch Burkina Fasów!
      - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Pięć dni!!!
      - Chłopiec czy dziewczynka? - N. starał się ją udobruchać. Złożył gazetę na pół
      i odłożył z powrotem do kubła na śmieci. - Odwiozę cię do domu, okiej?
      - Spadaj! - I kobieta pojechała do siebie, zaś wychodząc trzasnęła drzwiami. N.
      melancholijnie popatrzył się na cegłę wypadłą znad framugi.
      - Te kobiety...
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - dzień drugi 17.04.03, 23:14
      - Dźbry! Czy zastałem Maryśkę?
      - Tak, już proszę. Mańka, znowu ten twój głupek!
      - Maryś? To ja, twój głupek...
      - Spadaj!
      - Powtarzasz się, kochanie.
      - To poczekaj chwilę - (kobieta N. podchodzi do gramofonu z wielką tubą i
      zmienia płytę) - Spieprzaj!
      - Ooo, tak lepiej. Słuchaj, co ty właściwie wczoraj mówiłaś o pierwiastkach?
      - ???
      - Noo, o układzie okresowym.
      - Mówiłam o okresie, dupku!
      - Twoim? - N. dla bezpieczeństwa bębenków, ślimaka i kowadełka przykrył
      słuchawkę poduszką. Ale i tak usłyszał.
      - Taaaaak!!!
      - No i co?
      - A to, że spóźnia się już sześć dni!!!!!!
      N. z wrażenia zemdlał. Oprzytomniał sekundę później. Wylał sobie na głowę
      trzymane w ręku wiadro z benzyną i nerwowo zapalił papierosa. Budynkiem
      wstrząsnęła eksplozja.
      - Znowu się zesrałeś - stwierdziła z wyrzutem kobieta N.
      - Blisko, ale nie całkiem - wykrztusił z wysiłkiem N. - jasny gwint, moja
      peruka! Olaboga, a moja szczęka! (Tu notka edytorska: palenie NAPRAWDĘ szkodzi
      zdrowiu!) Więc mówisz, sześć dni? Przyjadę jutro, musimy poważnie pogadać!
      - Nie, spotkajmy się gdzieś na mieście...
      - Dobra, najlepiej na Centralnym. Mam pociąg do tego miejsca.
      - To cześć, pierdoło! - I bęc słuchawką.
      Przez resztę dnia N. nerwowo obgryzał paznokcie. Z tego powodu wybuchła
      nawet mała awantura. Sęk w tym, że były to paznokcie sąsiada...
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - dzień trzeci 17.04.03, 23:15
      W przytulnej atmosferze warszawskiego dworca N. zawsze odczuwał
      błogość. Ten rozkoszny bełkot komunikatów, ci kieszonkowcy o gracji
      primaballerin, te cudowne wyziewy ze studzienek kanalizacyjnych, ten śliczny
      łomot pociągów i rozjechane głowy pechowych pasażerów... Taaak, pięknie,
      swojsko i bezpiecznie... Z peronowej arkadii wyrwał go wreszcie stukot chodaków
      Mańki. N. z rozpaczą rzucił się jej na szyję.
      - Cieknie!!!?
      - Cichooo!!! Czy cały dworzec musi nas słyszeć?
      - A czy to ważne?
      - Aha - uspokoiła się dziewczyna - to wyciągaj megafon.
      Dalszą rozmowę prowadzili z siłą około 90 decybeli.
      - Kotku, ja chcę urodzić to dziecko...
      - Nieee! Nie mamy na to warunków! Nie mamy pracy, domu, jesteśmy małymi
      dziećmi, a ja mam na głowie mamę rencistkę i pięcioro dzieci!
      - Cooo?
      - Cicho, cicho - zmitygował się N. - zawsze tak się mówi. Naprawdę chcesz?
      - Tak. Miałam objawienie. A skrobanki są be!
      - Possssłuchaj! - zasyczał N. wywalając język do pasa - albo ja, albo ono!
      - Co przez to rozumiesz? - z zainteresowaniem oglądała jego wytrzeszczone oczy.
      - Albo je zatłukę, albo powieszę się na tej trakcji!
      - Na tych drutach co pociągają pociągi?
      - Tak!
      - Ależ to będzie atrakcja!!! - Mańce zaświeciły się oczy, jakby sama dotknęła
      przewodów - poczekaj, zbiorę ci frekwencję!
      - Ja mówię poważnie!
      - Nie doskoczysz, kurduplu!
      - Doskoczę! - N. wybił się w powietrze jak startująca gęś i z łomotem opadł na
      jakiegoś faceta - przepraszam najmocniej, ale nie doskoczyłem...
      Zwiesił z rezygnacją głowę na plecy i trwał tak długo i z wyczuciem. Rzekłbym:
      namiętnie. Jego kobieta z satysfakcją poturlała się ze śmiechu. Wreszcie N.
      uznał, że dosyć ma oglądania swych półdupków. Wtedy to przyszedł mu do głowy
      genialny pomysł:
      - Na pewno nie urodzisz!
      - A właśnie że tak!!!
      - Nie. A wiesz dlaczego? Wyobraź sobie takiego drugiego mnie, tyle że
      mniejszego. I jak pierzesz mu pieluchy! I opowiadasz ulubioną bajkę o Kubie
      Rozpruwaczu!
      - Istotnie, to jest argument... - Mańka aż zatrzęsła się z obrzydzenia. - To co
      robimy?
      - Nic, czekamy...
      - A nie będziesz się już wieszał?
      - Nie.
      - Szkoda...
      I poszli oboje, objęci w pasie (strażackim, pożyczonym od znajomego),
      wycierając sobie nawzajem załzawione oczy kawałkiem prześcieradła...
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - dzień czwarty 17.04.03, 23:15
      N. wpadł jak bomba do budynku politechniki, w którym studiowała jego
      kobieta. Z wrażenia nie zauważył nawet, że przytrzasnął sobie w drzwiach lont.
      Dopadł dziewczyny i wyszeptał konfidencjonalnie, aż zatrzęsły się mury:
      - Szybko, do kibla!
      Zbaraniała Mańka dała się poprowadzić jak krowa do rzeźni. Zaintrygowały ją
      rzeczy trzymane przez N.: słoik i malutka paczuszka.
      - Co to jest?
      - Słoik i malutka paczuszka, nie widać? Co, nadal nic?
      - Nic. A skąd wiesz?
      - Bo podpaski zawsze wystają ci z majtek, a ja nic nie widzę.
      - Faktycznie. Co to będzie?
      - To będzie: bierz słoik i natychmiast oddaj do niego mocz!
      - Nie oddam!!!
      - Nawet za pieniądze?
      - A, to co innego.
      Przysłuchująca się temu dialogowi babcia klozetowa z oburzeniem wyszeptała:
      - Burżuje, z własnym kiblem chodzą!
      Nie zwracając na to uwagi Mańka nasiusiała do słoika.
      - Na co ci to? Chce ci się pić?
      - Kobieto, w takich sytuacjach podaję ci kubek! - zasapał z wyrzutem N.
      - Noo tak - zawstydziła się jego kobieta.
      N. odwinął malutką paczuszkę i wyciągnął z niej test ciążowy. Wykonał
      kilka skomplikowanych czynności, po czym zamarł trzymając test w zaciśniętych
      dłoniach. Mańka obserwowała go z rosnącym zainteresowaniem. Po pięciu minutach
      rozwarł ręce i zaklął siarczyście.
      - Szit!
      - Będzie dzidziuś?
      - Nie wiem!!!
      - Eee, do dupy z tym testem. To co ty wiesz?
      - A, bo to takie angielskie gówno. Postąpiłem zgodnie z instrukcją: nabrałem
      pięć kropli do pipety, zapuściłem je gdzie trzeba, odczekałem pięć minut i nic!
      - Nic?
      - Nic!!!
      - Może przeterminowany?
      - Chyba nie... O, cholera!
      - Co?
      - Dałem dupy jak lord! Ale ze mnie przydupas!!!
      - To nic nowego. Co znowu schrzaniłeś, matole?
      - Z zaaferowania pomyliły mi się badania i zakropliłem sobie zawartość pipety
      do oczu! Pięć kropli! Tyle się zmarnowało... Ale nic, mam nowy pomysł. Jutro
      pójdziemy do ginekologa!
      - Dobra, śpieszę się na zajęcia. Cześć!
      N. stał przez chwilę przeżuwając klęskę i kawałek papieru toaletowego. Ocknął
      się dopiero minutę później i wariacko pognał za swoją kobietą. Dogonił ją
      dopiero przy wejściu na salę wykładową.
      - Mańka!
      - Czego?
      - Zapomniałaś podciągnąć spódnicę!
      - Aaa, to już wiem dlaczego co krok się wywracam!
      ...w okolicach północy (i trochę na zachód) N. złowróżbnie dzwoniąc
      zębami dobijał się do sąsiada. A ten z niepokojem obserwował wstrząsaną
      rytmicznie barykadę...
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - dzień piąty 17.04.03, 23:16
      Pani doktor Kwasiżur z zainteresowaniem popatrzyła na pacjentów. On -
      biały jak ściana w lekarskiej ubikacji; ona - blada jak deska sedesowa w tymże
      pomieszczeniu; oboje - nieśmiało zaczerwienieni.
      - Pierwszy raz do ginekologa, hę?
      - Nie... - wycedzili przez przednie zęby - Mamy problem...
      - Proszę usiąść na fotelu... Zara, nie pan!
      N. zrezygnowany usiadł na podłodze. W tym momencie Mańka nagle złapała się za
      krocze.
      - O rany... chyba... nie... tak! Leci!!! Przepraszamy, już nie trzeba!
      Złapała zgłupiałego (jak zwykle) partnera i wybiegła z gabinetu.
      - Ach, ta dzisiejsza młodzież! - z dezaprobatą rzuciła pani ginekolog. -
      Następny, wlazł!
      Nasi bohaterowie dopadli toalety.
      - Patrz! - krzyknęła dziewczyna triumfalnie zdejmując majtki.
      - Rzeczywiście! Super!!! Daj pyska!!!
      - No to problem mamy z głowy!!!!!
      - Do następnego razu! - mściwie zgrzytnął rozczarowany plemnik zamaszyście
      kręcąc ogonkiem - nu pagadi!!!
      Ale młodzi już tego nie dosłyszeli. Pochłonął ich nieskrępowany już
      jakimkolwiek lękiem sex...
    • nauma "Pięć dni nerwowego wyczekiwania" - zakończenie 17.04.03, 23:17
      Nie ma to żadnego związku z powyższą historią, ale można się z tego
      pośmiać. Tego samego dnia, tyle że wieczorem, N. odbył ciekawy dialog. Siedział
      u Mańki i wspólnie oglądali w Polonii1 ulubiony serial pt.: "Maria". Oddawali
      się temu pouczającemu zajęciu w towarzystwie szwagierki i teściowej. W pewnym
      momencie zadzwonił telefon i żadnej z bab nie chciało się ruszyć tyłka. N.
      zrobił przepraszającą minę i podniósł słuchawkę.
      - Dzień dobry! - zagaił na dobry początek.
      Cisza.
      - Halo??? - zaniepokoił się nagle.
      - To chyba pomyłka... - niepewnie zagruchał wyraźnie damski baryton.
      - Nie, zaraz, momencik! Czy pani dzwoni do rodziny Pietruszków???
      Teściowa popatrzyła na córkę z ledwie tłumioną satysfakcją:
      - A nie mówiłam, że to głupek!?

      PS. Późną nocą sąsiad złapał się za głowę. Słysząc dobiegające zza ściany
      spokojne chrapanie (skrzyżowanie piły tarczowej ze zdychającą kozą) pomyślał z
      rozpaczą: "Po jaką cholerę dałem sobie amputować wszystkie palce!!!"
    • nauma wyjaśnienie 17.04.03, 23:18
      Napisałem te bzdurki sześć-siedem lat temu. Mam jeszcze kilka, ale są dużo
      mniej "rozmówkowe". Wstawiać?
      • germanus Rozmówki - Patelnia 18.04.03, 17:35
        Tu każdy może pisać, co chce. Takie są zasady. Ja jako pisarczyk (te i inne
        moje rzeczy były wielokrotnie drukowane, choć nie są ogólnie znane) z reguły
        nie komentuję wysiłków innych twórców.
        Na wspomniane łódzkie zajrzałem ze dwa-trzy razy. Na razie zajrzałem.
        Wesołych Swiąt. Dużo uśmiechu i słońca. Pozdrawiam serdecznie.

        Zoo-rozmówki

        Patelnia

        Lwiątko wyglądało dziwnie zdecydowane.
        - Zrobię sobie jajecznicę - rzekło niby znienacka.
        - Może ci pomóc - Lwica nie miała nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie.
        - Nie, poradzę sobie - zadeklarowało Lwiątko.
        - Wszystko wiesz? - upewniała się Lwica.
        - Tak… - rzekło Lwiątko cierpliwie.
        Lwica zeszła do piwnicy, a gdy po chwili wróciła, rzuciła okiem na kontuar i
        zadowolona stwierdziła, że jajka opuściły już lodówkę. Lwiątko stało
        niepokojąco nieporuszenie.
        - Coś się stało? - dopytywała się Lwica.
        - Nie, nie - opędzało się Lwiątko, ale potem dodało - wybieram patelnię.
        Dopiero teraz Lwica zauważyła, że szafka z garami jest otwarta i nieporuszony
        wzrok Lwiątka wbity jest w wysoki stos patelni. Udając obojętność Lwica oddała
        się porządkowaniu stolika.
        - Chyba wezmę jedną z nich - przyznało po krótkim namyśle.
        - A masz lepszy pomysł? - Lwica nie podniosła nawet głowy.
        - Najchętniej smażyłbym od razu na talerzu - zaczęło Lwiątko.
        - Jakiś pomysł to jest - przyznała Lwica.
        - …ale nie wiem, jak go trzymać.
        - I dlatego istnieją patelnie z rączkami - Lwicy wydało się. że rozmowa jest
        bliska końca.
        - To już wiem, bo właśnie patrzę na nie.
        - A z ilu jajek ta jajecznica? - Lwica zdecydowała się na pytanie pomocnicze.
        - Jeszcze nie wiem, z trzech lub czterech.
        Lwica już miała powiedzieć, że “czas najwyższy, by wiedzieć”, ale zamiast tego
        spokojnie wyznała:
        - Jeśli z jednego lub dwóch, to wystarczy ta najmniejsza, a jeśli z więcej, to
        ta nieco większa.
        Lwiątko wytargało z samego dołu największą patelnię.
        - Będzie dobra, prawda - upewniło się niepewnie.
        - Dobra - cicho przyznała mu rację Lwica - a nawet za duża.
        - Chyba wezmę nieco mniejszą - zdecydowało Lwiątko.
        - Dlaczego tylko nieco mniejszą, weź dużo mniejszą - poradziła Lwica niemal
        wbrew swej woli.
        - Racja - skoczyło Lwiątko - wezmę najmniejszą.
        - To na dwa jajka zaledwie - powtórzyła się Lwica - a na trzy lub cztery weź
        drugą co do wielkości.
        Lwiątko porozdzielało patelnie, wyjęło jedną, resztę ułożyło w słupek i
        schowało.
        - No widzisz, jakie to proste - zachwyciła się Lwica.
        - Od razu chciałem tak zrobić - zamruczało Lwiątko - ale mi zamieszałaś swoimi
        radami.

        • germanus Re: Rozmówki - Cytryna 28.04.03, 04:49
          Zoo-rozmówki

          Cytryna

          - Chcesz jabłko? - spytał Daniel Sarnę podając mu gruszkę.
          - Przecież to gruszka!?
          - Możesz nie wziąć - wtrącił się Łoś.
          - I o co się zaraz obrażać? To owoc i to owoc…
          - Jak ananas…
          - albo banan…
          - Banana bym wziął - wtrącił szybko Sarna.
          - Bananowiec się znalazł! A marchewkę nie łaska.
          - Przyniosę kij - zaoferował się Łoś.
          - Marchewka nie owoc - żachnął się Sarna.
          - No to co, też rośnie. Zresztą, możesz nie brać. Chciałem dobrze.
          - On zawsze chce dobrze - dodał Łoś - chyba, że chce źle. Ale wtedy ci nie
          powie.
          - Wtedy wycisnę - niemal szepnął Daniel - jak cytrynę.
          - To daj już tę gruszkę.
          - To jabłko - poprawił go Daniel.
          - Przecież on chciał banana - zdziwił się Łoś.
          - Ale już nie chce, tak nisko upadł.
          - Jak skórka…
          - …od truskawki…
          - albo cytryny.
          - A mówiłem, weź jabłko - zaśmiał się Daniel i wyrzucił gruszkę do kosza.
          • germanus Re: Rozmówki - Spojrzenia 06.05.03, 05:08
            Zoo-rozmówki

            Spojrzenia

            Daniel spojrzał na Łosia, Łoś na Sarnę, a Sarna na Daniela.
            - Nie podoba mi się to patrzenie - rzekł Daniel.
            - Mi też nie - zawtórował Łoś.
            - Ani mi - zatrójkował Sarna.
            Zamilkli na chwilę.
            - A właściwie, co jest złego w patrzeniu? - spytał Sarna.
            - W patrzeniu nic - Daniel jak zwykle wszystko wiedział - w tym patrzeniu jest
            coś złego.
            - Jak co? - dopytywał uparcie Sarna.
            Daniel spojrzał wymownie na Łosia.
            - Powiedz mu…
            - Widzisz - zaczął przeciągle Łoś.
            - Przecież tylko patrzyliśmy.
            - No…
            - Jeden na drugiego.
            - Taaak…
            - To co w tym złego?
            - Normalnie nic - Łoś wrócił do myśli Daniela.
            - No właśnie, tak mi się wydawało - konkludował już bliski zwycięstwa Sarna.
            - Tyle tylko, że ci się wydawało - odbił Łoś - bo nie powinieneś…
            - …patrzeć na mnie, jak na kobietę - dobił Daniel.
            I spojrzał na Sarnę, jak na świnię. Łoś spojrzał na Daniela, jak na mężczynę, a
            Sarna spojrzał na siebie, jak na swego przyjaciela.
    • aard Podbijam, bo czekam 07.05.03, 09:42
      Chyba sam już nie będę próbował, jakoś nie wychodzi mi ten styl, ale -
      Germanusie - pamiętaj o swoim wiernym czytelniku :-)
      • germanus Rozmówki - Buty 09.05.03, 04:55
        Zoo-rozmówki

        Buty

        - Kupiłem sobie buty - przyznał się Kaczka.
        - Na twoje kulasy? - nie wytrzymał i spytał Kura.
        - Na kwakasy. Kulasy to może ma kura - z godnością odparował Kaczka. - A poza
        tym nie pokazuję wam tego, byście krytykowali moje nogi, lecz podziwiali moje
        buty.
        - Na twoich kulasach - wtrącił Indyk.
        - Kwakasach - ostro zaprotestował Kaczka - to jest podstawowa różnica.
        - Jaka różnica?
        - Między kulasem, a kwakasem.
        - To wiemy, ale jaka? - nie dawał się Indyk.
        - Podstawowa… - zaczął Kaczka.
        - I pewnie duża - wpadł mu w słowo Kura.
        - I ogromna - dorzucił Indyk
        - i nie do opowiedzenia…
        - i nie do opisania…
        - tak podstawowa…
        - … tak duża
        - i tak ogromna - zakończył Kura.
        Kaczka przez chwilę szykował ripostę.
        - A tymczasem sami musieliśmy ustalić, że jedno i drugie służy po prostu do
        noszenia obuwia - podjął Indyk.
        - Więc już się nie stawiaj…
        - i nie odmawiaj…
        - i dłużej nie zwlekaj…
        - tylko po prostu…
        - pokaż nam te kulasy...
        - w nowych butach - poprosili grzecznie Indyk i Kura.
        • germanus Re: Rozmówki - Skarpetki 10.05.03, 05:37
          Zoo-rozmówki

          Skarpetki

          - Te skarpetki ci nie pasują - stwierdził Kura sucho.
          - Wygladają jak podkolanówki - rzekł Indyk.
          - To nieważne, jak moje skarpetki wyglądają - powiedział Kaczka od niechcenia.
          - Podkolanówki byłyby lepsze.
          - Ważne, jak się w nich czuję - kontynuował Kaczka.
          - Podkolanówki mają przewagę nad skarpetkami.
          - A czuję się dobrze.
          - Podkolanówki są cieplejsze - przekonywał Indyk.
          - Skarpetki zapewniają wprost znakomite samopoczucie - Kaczka znów swoje.
          - I podkolanówki zakrywają więcej kulasów - upierał się Indyk.
          - Kwakasów - poprawił Kaczka - i podchodzą świetnie pod kolor.
          - Kulasów. I podkolanówki można opuścić…
          - Kwakasów. Czyli świetnie mi pasują…
          - …a skarpetek nie można podciągnąć na kulasach - dokończył Indyk.
          - …do nowych butów na kwakasach - dokończył Kaczka. I dodał - Wbrew temu, co
          mówileś.
          - Ja nic nie mówiłem - zaklął się Indyk.
          - Nie? A kto mi wpierał podkolanówki? - Kaczka przeszedł do ataku.
          - Wpierał? To jest oczywiste, że…
          - Te skarpetki ci nie pasują - stwierdził Kura jakby nieco bardziej sucho.
          • germanus Re: Rozmówki - Pończoszki 11.05.03, 04:08
            Zoo-rozmówki

            Pończoszki

            - Ładne mam podkolanówki, prawda? - pochwalił się Kaczka.
            - Już lepsze niż skarpetki - przyznał Indyk.
            - Ale gorsze niż pończoszki - powiedział Kura z zaangażowaniem.
            - Mówiliście, że podkolanówki byłyby lepsze - bronił się Kaczka zdziwiony mocą
            deklaracji.
            - Przesłyszałeś się - odparował Indyk.
            - Właściwie to przemyślałeś się - dodał Kura
            - Co? co zrobiłem? - Kaczyka nie mógł uwierzyć uszom.
            - Za dużo myślałeś, ot co…
            - Nie wszyscy dają sobie dobrze radę z dużym myśleniem - przekonywał Indyk -
            bywa.
            - Mówiliście! - Kaczka znów swoje.
            - Że podkolanówki lepsze od skarpetek - potwierdził Indyk.
            - No właśnie, lepsze - zachwycił się Kaczka - i dlatego mam podkolanówki…
            - Ale nie lepsze od pończoszek…
            - Bo pończoszki świetnie wprost pasują do krótkich nóg. Świetnie…
            - I można je jeszcze wyżej podciągnąć…
            - …albo jeszcze niżej spuścić.
            - A jaki mają połysk…
            - I można imponować szewkiem - dodawał Indyk.
            - Nie mówiliście nic o pończoszkach! - niemal z rozpaczą krzyknął Kaczka.
            - A bo to pytałeś? - stwierdził Kura.
            - Jakbyś zapytał, to byśmy ci powiedzieli - Indyk uznał temat za wyczerpany.
            • germanus Re: Rozmówki - Spodnie 13.05.03, 04:08
              Zoo-rozmówki

              Spodnie

              - Co tak patrzysz na mnie?
              - ???
              - Jakbym miał cztery głowy - zagadnął Kaczka.
              - Dostałeś postrzał? - spytał Kura.
              - Albo zastrzał - dorzucił Indyk.
              - albo klej cię skleił…
              - albo nitka cię zszyła..
              - albo sznurek cię związał…
              - albo chociaż dostałeś lumbago…
              - Może kolano ci nawala…
              - albo biodro i strzyka w dół…
              - Już wiem - domyślił się Kura - obie kostki ci wysiadły. Mówiłem, nie biegaj
              po asfalcie…
              - ani po betonie…
              - ani po kamieniach…
              - tylko po trawie …
              - … albo piasku. To zdrowo dla kości…
              - i chrząstek …
              - i wiązadeł…
              - a najlepiej nie noś już tych spodni - sprecyzował Indyk
              - … bo wyglądasz jak bez jaj - podsumował Kura.
    • aard W górę!! 15.05.03, 14:54
      Czytelnictwo rozmówek nie zamiera. A co z piśmiennictwem?
      • germanus Rozmówki - Szaliczka 16.05.03, 06:18
        Zoo-rozmówki

        Szaliczka

        Wiatr uniósł poziomo jasno-zieloną szaliczkę przeczepioną do szyi Kaczki.
        - Imponująca, prawda? - Kaczka nie krył dumy - A jaki kolorek!
        - Jakby przyjasny - ocenił szybko Kura.
        - Jakby przyciemny - miał inne zdanie Indyk.
        - Przecież w sam raz! - upierał się Kaczka.
        - Może i w sam raz, ale za niebieski ten raz - wrzucił Indyk - niebieski jest
        przyciemny.
        - Tu mi raczej przebija jasność - kontynuował Kura, nie słuchając nikogo - bo
        żółty jest przyjasny.
        - I jakby za szeroka - dorzucił Indyk - za szeroka nie wygląda powabnie.
        - Jest za wąska - Kura ledwie spojrzał - a wąskiej brak godności.
        - Co wy, chłopaki - zdumiał się Kaczka - szerokość jest, jak trzeba. Tak teraz
        modnie. Tak tajemniczo…
        - Za wąska - to znów Kura - i za długa… To kwestia proporcji.
        - Zgadzam się - poparł Indyk - proporcja rzecz święta. Jest za krótka. Traci na
        prostocie.
        - Tak, prostota to podstawa - ciągnął Kura - i, oczywiście, materiał. Ten jest
        mało elastyczny.
        - Co ty mówisz? - Kaczka wyraźnie poczuł się w obowiązku bronić - najlepsza
        bawełenka, mięciutka, milutka…
        - Właśnie to miałem na myśli - rzekł spokojnie Indyk - za bardzo się ciągnie.
        Leje się, przelewa…
        - Szczęściarz z ciebie, Kaczka, - znacząco spojrzał Kura - bo wychodzi na to,
        że jest to najbardziej imponująca szaliczka na świecie.
        • germanus Re: Rozmówki - Promocja 18.05.03, 05:53
          Zoo-rozmówki

          Promocja

          Nic nie wskazywało na to, że Lwiątko wróci do domu tak późno. Ale Lwiątko było
          uśmiechnięte, rozradowane, lekko zziajane, i na takie drobiazgi jak czas, nie
          zwracało uwagi. Za to od progu wrzasnęło:
          - Mamo! Mogę iść do Mateuszka?
          - Teraz? - zapytała Lwica z dziwnym przeczuciem, że w ciągu trzech ostatnich
          godzin Lwiątko wydoroślało ponad wszelkie oczekiwania - o jedenastej w nocy?
          - Ale wszyscy idą! - Lwiątko spróbowało najprostszej argumentacji.
          - Tańczyłeś? - Lwica zupełnie zmieniła podejście do tematu.
          - Nie!?! - odpowiedź Lwiątka zdumionego i pytaniem i podejściem była krótka.
          - To gdzie się tak upociłeś?
          - Biegłem do domu, by powiedzieć, że idę do Mateuszka - odparło Lwiątko zgodnie
          z prawdą, ale jednocześnie tak zręcznie, że sytuacja wróciła do punktu wyjścia.
          Mimo to Lwica postanowiła kontynuować rozmowę w swoim stylu.
          - Zabawa skończyła się o dziesiątej.
          - Ale rozmawialiśmy…
          - Kto rozmawiał?
          - Wszyscy! Damian, Janusz, Mateuszek i Szczepan…
          - Rozmawialiście o balu?
          - Nooo… - przyznało Lwiątko z wahaniem - o balu też. I o nagrodach. I o
          imprezie…
          - I co się okazało? - ciągnęła Lwica dziwiąc się, że tak gładko poszlo i mając
          coraz większą nadzieję na pozostanie Lwiątka w domu.
          - Że wszystko było OK, tylko pokaz slajdów był za długi… - na wpół odkrzyknęło
          Lwiątko, bo już biegło po schodach na górę. Za chwilę też ukazało się z
          powrotem z plastykowym woreczkiem w ręku. Lwica poznało woreczek.
          - Po co ci kąpielówki? - zapytała poznawczo i naiwnie jednocześnie.
          - Mama, co ty! To jest przyjęcie na basenie. Wszyscy muszą być!
          - Rodzice Mateuszka oczywiście będą z wami - naiwnie dopytywała Lwica.
          - Raczej nie. Mateuszek coś wspominał, że oni już śpią.
          - Do kiedy to potrwa? - Lwica pytała dalej, mimo iż czuła się postawiona przed
          faktem dokonanym.
          - Tego właśnie nie wiemy
          - To kiedy wrócisz do domu?
          - Proste! Jak się skończy - odkrzyknęło Lwiątko z progu. Zatrzymało się na
          chwilkę i dodało - wziąłem klucze. Nie czekajcie na mnie…
          • Gość: rybak Re: Rozmówki - Promocja IP: *.ip.WRO.Korbank.PL 18.05.03, 16:14
            Germanus, znakomite są Twoje scenki i bardzo dobrze napisane. Czytałem z wielką
            przyjemnością. Dziękuję i pozdrawiam
            • germanus Re: Rozmówki - Bzy 21.05.03, 05:37
              A dzięki, miło mi. Niezmiennie zapraszam do ekranu.

              Zoo-rozmówki

              Bzy

              - Widzę, że targasz coś białego – niewinnie zaczął Łoś.
              - I fioletowego – dodał Daniel.
              - To zwykłe bzy – odparł jak zwykle i bez uśmiechu Sarna.
              - Białe jak bezy – ocenił Łoś.
              - I fioletowe jak fiołki – dorzucił Daniel.
              - To nie są bezy, ani fiołki. To zwykłe bzy.
              - Jak bezy z fiołkami.
              - Nie ma bezów z fiołkami.
              - Albo jak fiołki z bezami.
              - Nie ma fiołków z bezami.
              Łoś i Daniel spojrzeli na siebie i westchnęli jednocześnie:
              - Znowu nie słucha.
              - Czego nie słucham?
              - Tego, co mówimy – rzekł szybko Daniel.
              - Bo nie mówimy, że istnieją – dodał równie szybko Łoś.
              - ...bezy z fiołkami...
              - ...ani fiołki z bezami...
              - Mówiliście – zaczął Sarna, ale jakby mniej pewnie, bo zamilkł pod ich
              spojrzeniami.
              - Mówiliśmy, że to, co masz, jest jak ...
              - ...bezy z fiołkami...
              - ...albo fiołki z bezami – prawie dokończył Łoś.
              Prawie, bo Daniel nagle uznał za stosowne dodać:
              - A tak w ogóle – spojrzał jakby nieco cieplej na Sarnę – to ładne te twoje bzy.
              - Zupełnie jak bezy z fiołkami? – spytał znacząco Sarna, a Łoś nie po raz
              pierwszy doszedł do wniosku, że Sarna rzeczywiście nie czuje bzów.
              • germanus Re: Rozmówki - Deszczy 22.05.03, 02:15
                Zoo-rozmówki

                Deszczy

                - Deszczy... – zaczął Śledź z wyraźną dezaprobatą.
                - Pada deszcz – ni to rzekł, ni to poprawił Ryba.
                - Ze śnieżenia przechodzi w deszczenie – Śledź znów swoje.
                - No..., śnieżyło... – Wieloryb ostrożnie macał grunt.
                - Czyli padał śnieg – tłumaczył Ryba.
                - Właśnie, śnieżyło, teraz deszczy – uściślał Śledź – nie lubię takiej pogody.
                - Najbardziej nie lubię, jak mgli – Wieloryb rzekł, czego nie lubi.
                - Nie lubisz mgły? – niby zapytał Ryba.
                - A ja nie lubię mżenia.
                - Jak mży – szybko i tym razem już wyraźnie poprawił go Ryba.
                - Że też to tak może deszczyć, jak mgli... – Śledź wyglądał na niezmiernie
                zdziwionego.
                - Jest wiosna, to deszczy - wymądrzył się Wieloryb zerkając na Rybę.
                - A mgli, bo są różnice temperatur - Śledź też miał gotową receptę na dobicie
                Ryby.
                - Najgorzej jest, jak mgli z mżeniem – zdecydował się Śledź.
                - Jak mży w czasie mgły – niemal wykrzyknął Ryba.
                - A najbardziej lubię, jak świeci słońce – cicho rozmarzył się Śledź.
                - Jak słoneczni... – pośpieszył Ryba z poprawką.
                Ale zaraz zamilkł. Wieloryb i Śledź też milczeli. Ale spojrzenia mieli zupełnie
                inne...
                • germanus Re: Rozmówki - Flaczki 27.05.03, 04:03
                  Zoo-rozmówki

                  Flaczki

                  Nie zamierzone, więc nieco delikatne, jednakże nie uniknione siorbanie
                  rozlegało się raz po raz. Jak to przy flaczkach.
                  - Dobre flaczki - siorbnął Sarna.
                  - Za twarde – odsiorbął Łoś.
                  - Za miękkie – dosiorbnął Daniel.
                  - Ja gotowałem flaczki, to wiem. Są w sam raz – usiorbnął Sarna.
                  - Mniej siorbaj – zasiorbnął Daniel.
                  - Ty też siorbasz! – obsiorbnął się Sarna.
                  - Ja to robię delikatniej. I mam pozwolenie.
                  - Ma! Sam widziałem – przesiorbnął Daniel.
                  - No chyba, że tak - wsiorbnął Sarna - chociaż pierwszy raz słyszę o pozwoleniu
                  na siorbanie.
                  - On ma pozwolenie na broń – posiorbnął Daniel za Łosia, który uparcie
                  wsiorbywał długachnego flaczka.
                  Przez chwilę rozlegało się tylko przytłumione siorbanie. Nagle Łoś siobnął
                  głośniej, mocniej, wręcz demonstracyjnie. Sarna spojrzał na Łosia sarnim
                  zwyczajem w nadziei, że załatwi go tym spojrzeniem.
                  - Ja mam pozwolenie – resiorbnął Łoś.
                  Sarnie opadły ręce. Dosłownie, bo opadając trąciły miseczkę i flaczki
                  wysiorbały się na spodnie.
                  - A mówiłem, mniej siorbaj – Daniel zsiorbnął resztkę flaczków wprost z
                  miseczki.
                  - To jest właśnie Sarna – Łoś wysiobnął w odległą przestrzeń – gotował flaczki,
                  a nie załatwił sobie pozwolenia.
                  • Gość: JA Re: Rozmówki - Flaczki IP: *.eltur.com.pl 27.05.03, 12:44
                    Dolej trochę oleju do tych flaków - będą takie jak Ty!
    • Gość: a Re: Rozmówki IP: *.*.*.* 27.05.03, 13:01
      a
      • aard Rozmówki - Ajpi (znów próbuję swoich sił) 27.05.03, 13:48
        Zoo-rozmówki - Ajpi

        - Co to jest ipe? - zamruczał Jeż nie odrywając wzroku od ekranu?
        - Nie ipe, tylko ajpi - poprawił Borsuk, stukając po raz któryś z rzędu eskejp -
        czy ten cholerny komputer musi się wciąż zawieszać?!
        - Nie przeklinaj - upomniał go spokojnie Kuna spoglądając z napięciem na
        banner "Ferma drobiu - sprzedaż hurtowa i detaliczna".
        - Dlaczego nie, skoro to świństwo ciągle wisi? - odburknął Borsuk.
        - Bo to niezgodne z netykietą - wymamrotał Kuna zapisując na kartce adres fermy.
        - Więc co to jest to ajpi?! - nie dawał za wygraną coraz bardziej
        zniecierpliwiony Jeż - dlaczego mam tu napisane: ajpi lodz kropka tepenet
        kropka esdei kropka gwiazdka?
        - To jest numer komputera w sieci - warknał Borsuk i walnął pięścią w
        klawiaturę - mam dość! A już była prawie moja! Dwie godziny czatowania i teraz
        to!!
        - Co było Twoje? - zapytał niedowierzająco Kuna.
        - Ta borsuczka z drugiego wybiegu - zniechęcony wysapał Borsuk.
        - Eee tam - powiedział Jeż - na pewno by Ci zwiała jak zwykle. A do czego jest
        ten numer ajpi?
        - Do wyszukiwania... - zaczął Kuna, ale Borsuk się obruszył:
        - Jak to zwiała jak zwykle? Przecież ona jest tu dopiero od dwóch dni?!
        - ... miejsca w którym komputer jest podłączony do sieci - dokończył Kuna jak
        gdyby nigdy nic.
        - Więc jak to jak zwykle?! - Borsuk był coraz bardziej zacietrzewiony.
        - Aha, to teraz ją znajdę bez problemu - rozpromienił się Jeż.
        - Jak najbardziej - potwierdził Kuna i zaczął się oblizywać na myśl o kurach z
        fermy.
      • Gość: ja Re: Rozmówki IP: *.eltur.com.pl 28.05.03, 07:55
        Gość portalu: a napisał(a):

        > a
        A nie mówiłem!
    • aard W górę! Rozmówki górą!!! /nt 04.06.03, 12:33

      • gregmi Re: W górę! Rozmówki górą!!! /nt 09.06.03, 18:46
        No to jak, nie bedzie wiecej??
        A tak powazniej, to ja prosze jeszcze.
        To sie po prostu dobrze czyta.
        Jak komu, ale mi to wystarczy.
        Prosze jeszcze.
        • germanus Re: Rozmówki - Strasznie 09.06.03, 23:07
          Zoo-rozmówki

          Strasznie

          - Strasznie się bałem - Śledź zdobył się na wyznanie godne prezydenta.
          - Ja też - Wieloryb poczuł, że powód musi wart potwierdzenia.
          - Gdybym ja się bał... - Ryba popatrzył na Śledzia bez entuzjazmu – to bałbym
          się bardzo.
          - Ja raczej też - rzekł asekuracyjnie Wieloryb.
          - Najważniejsze jest, że się bałem - Śledź spróbował odwrócić ich uwagę.
          Ryba udał, że mu wierzy.
          - A czego tak się stasznie przestraszyłeś? - zapytał przymilnie.
          - Wcale się nie przestraszyłem - odciął się szybko, niemal wykrzyknął Śledź.
          - To może ktoś cię przestraszył? – niemniej przymilnie kontynuował Ryba.
          - Strasznie zresztą - dodał Wieloryb.
          - Nie ktoś, tylko coś - wydusił z siebie Śledź.
          - Ahaa... - z tego przymilania Rybie wyszło to nieco zbyt przeciągle.
          - I nie było to jednorazowe. Cały weekend strasznie się bałem.
          - A jaki był powód tego strachu?
          - Pogoda.
          - ??? - przymilnie jak zwykle spytał Ryba.
          - Że jak będzie ładna pogoda, to będę musiał paszport wyrabiać - wreszcie
          strasznie otwarcie przyznał Śledź.
          - ??? - Ryba czuł, że przymilność zaraz mu się skończy. A Wieloryb dodał:
          - Możesz to jakoś uzasadnić?
          - Bo jak będzie pogoda, to wszyscy pojadą na zieloną trawkę, zapomną wrócić na
          czas i zagłosować, nie wejdziemy do Unii, to i będę musiał paszport wyrabiać,
          bo jadę na saksy – zakończył Śledź swe wyznanie ze straszną miną godną
          prezydenta.
          • germanus Re: Rozmówki - Olej 13.06.03, 03:53
            Zoo-rozmówki

            Olej

            - Kupiłem olej - Śledź uznał za zasadne pochwalić się swoim wyczynem.
            - Jaki olej? - głos Ryba był prawdziwie znużony.
            - Ciemnożółty.
            - Taak - powiedział Wieloryb cokolwiek przeciągle - i jeszcze jaki.
            - Przezroczysty – dopowiedział chętnie Śledź.
            - A ten olej - spytał w dalszym ciągu znużony Ryba - to mniej więcej do czego?
            - Do smażenia. A ty myślałeś, że do czego?
            - Że do silnika oczywiście - odrzekł jeszcze bardziej znużony Ryba.
            - Chyba się nie pomylisz - niewinnie zauważył Wieloryb.
            - A gdzie tu można się pomylić? - jak zwykle naiwny Śledź pakował się w pułapkę.
            - Chodzi o to, by nie jeździć na jadalnym...
            - Ani nie smażyć na silnikowym...
            - Ani nawet nie próbować...
            - Konsekwencja mogą być nieciekawe... - znużenie Ryby nie miało wprost granic.
            - A nie lubimy, jak jesteś po konsekwencjach - wyznał Wieloryb.
            - Na razie nie jestem - jednoznacznie uspokoił ich Śledź.
            - Bo udało nam się cię ostrzec...
            - A co byście pomyśleli, gdybym kupił silnikowy?
            - Że bardziej przydałby ci się olej do głowy...
            - Którego jednak nie można nigdzie kupić - zakończył Ryba z takim znużeniem, że
            Wieloryb pomyślał, iż być może Rybie brakuje oleju dobrego wychowania.
            • aard Germanus znów w świetnej formie :-))) 13.06.03, 12:28
              Po kilku słabszych - moim zdaniem - rozmówkach, znów błysnąłeś. Z
              niecierpliwością czekam na następne, jak na poranną kawę :-))
              • germanus Rozmówki - Zmartwienie 14.06.03, 07:42
                Rozmówki turystyczne

                Zmartwienie

                - To się można poważnie zmartwić - zagadał Kumpel zagadkowo.
                - ... taką dłuższą nieobecnnością - dokończył Sąsiad.
                - Czyżby jakaś delegacja?
                - Irak!? - Sąsiad wykrzyczał swój niepokój.
                - Nic z tych rzeczy - zaczął spokojnie Turysta.
                - Już wiem - nagle domyślił się Kumpel - zwiedzałeś coś!
                - Zwiedzałem - przyznał Turysta.
                - Chwilę ci to zajęło.
                - Długo i dużo zwiedzałeś - podziwiał Kumpel.
                - Długo tak, dużo nie - potwierdził i zaprzeczył Turysta.
                - Przecież nie powiesz, że spędziłeś kilka miesięcy z jednym miejscu.
                - A właśnie, że powiem.
                - A jak duże było to miejsce? - Sąsiad jakby zaczął coś przeczuwać.
                - Całkiem nieduże, przeważnie jeden pokój - Turysta nie zamierzał fantazjować.
                - I dzieliłeś ten pokój z kilkoma innymi, takimi jak ty? - domyślnie dopytywał
                Sąsiad.
                - Ano dzieliłem.
                - A jak do tego doszło? - Kumpel dopiero teraz zaskoczył.
                - Dresierze pobili i zgwałcili moją żonę - bardzo spokojnie powiedział Turysta.
                - Przykre.
                - Dobrze chociaż, że siedzą - pocieszył się Sąsiad.
                - Nie siedzieli i nie siedzą - w dalszym ciągu dziwnie spokojnie zarzeczył
                Turysta.
                - Czyli będą odpowiedać z wolnej stopy? - upewniał się Kumpel.
                - Nie wiadomo, prokurator się zastanawia.
                - Ale co to ma wspólnego z twoim zwiedzaniem? - nagle przypomniał sobie Sąsiad.
                - Dostałem pół roku za nieudzielenie pomocy.
    • aard Podbijam gwoli niezapomnienia 23.06.03, 10:12
      Bo szkoda by było.
    • dwoch_mezczyzn W górę 27.06.03, 13:45
      Podpisano: wierni czytelnicy
      • germanus Rozmówki - Podmokło 28.06.03, 22:52
        Zoo-rozmówki

        Podmokło

        - Byłem na campingu - przyznał Sarna.
        - Teraz? - nie wytrzymał Daniel - w czerwcu?
        - Musiało ci się coś pomerdać - nie oszczędził go Łoś.
        - Ale nie wjechałem, tylko wszedłem… - kontynuował Sarna.
        - On zawsze robi wszystko nietypowo - Daniel musiał się wymądrzyć.
        - Daj spokój - rzekł niespodzianie Łoś - ciekawie się zaczyna.
        - …więc nie musiałem płacić…
        - Chytrus! - z nieukrywaną zazdrością wtrącił Daniel.
        - …a tu karteczka, że jest podmokło, więc nie zwracają pieniędzy.
        - I było podmokło?
        - Jeszcze jak! Niemal wszędzie woda, na działeczkach, koło ścieżek, w rowach,
        na łące…
        - To nie było suchych miejsc - upewniał się Daniel.
        - Suche też były, przecież mówię, że niemal - Sarna spojrzał im zwycięsko w
        twarze. I dodał:
        - A najciekawsze, że rzeczywiście nie oddali pieniędzy…
        - Co?! - zdziwił się Łoś wbrew swoim zwyczajom.
        - …tak, jak napisali…
        - Przecież mówiłeś, że nie płaciłeś.
        - …bo wchodziłem pieszo.
        - …więc co ci mieli oddać?
        - No, pieniędze. Bo było mokro.
        - Ale nie płaciłeś, więc nie było co oddać.
        - I nie oddali, a czy ja mówię co innego - zakończył Sarna już nie żałując, że
        nie wjeżdżając samochodem na camping musiał iść do plaży całe pięć minut mocno
        podmokłą ścieżką.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka