Dodaj do ulubionych

Czeski błąd św. Fechina...

13.09.06, 01:34
Fechin

>Kościół Katolicki był już nawet bardzo blisko beatyfikacji onanii wtedy,
kiedy wprowadzał celibat i beatyfikował czeskiego świętego Fechina.

>Ten pobożny młodzian podczas świątobliwej wędrówki wprost z rodzinnego miasta
w świat, pewną gospodynię poprosiwszy o skopek mleka, otrzymał zgodę na
wypicie dowolnej jego ilości, o ile sam sobie udoi.

>Wziął więc skopek i poszedł na pastwisko. Wybrał dorodne zwierzę i posiłkując
się modłami o sukces, zaczął doić, a po dłuższych wysiłkach rzeczywiście, choć
niewiele, to udoił.

>A było to w późnym średniowieczu, kiedy kwestie płci objęte zostały
chrześcijańskim tabu i chłopiec z miasta nie orientował się, że mleko otrzymał
od byka (…po prostu zrobił tak zwany czeski błąd…).
Dlatego Kościół Święty beatyfikował Fechina – jako patrona dojarek, samotnych
juhasów na hali, dyrektorów w gabinetach, żołnierzy na warcie oraz polucjantów
na patrolu – a uzasadnił to twierdzeniem,
że Fechin potrafił z sukcesem nie tylko z dowolnego członka, ale nawet z
kamienia cenne ciecze wyciskać…
Obecnie, z powodu wprowadzenia dojarek automatycznych, kult świętego Fechina
nie jest już taki powszechny – ale jeszcze utrzymuje się w armii, jak ją Głódź
najdzie, oraz w lepszych górskich ośrodkach wypoczynkowych, czego ślady można
odnaleźć również w poezji ludowej.

>Oto takie ślady:

>Jak święty Fechin: biedna góralka z Ustronia
>By ich wydoić – turystom wali konia.

>Spracowanymi dłońmi,
>Tak się zajmuje końmi,

> …Że – aż ma odciski na dłoniach..!


…Jak bardzo spracowane dłonie musiał mieć czeski święty, Fechin?

…Chyba należała mu się ta beatyfikacja.

…I właśnie obecnie dlatego oraz dla dobra całej, zbyt gęstej już ludzkości,
katecheci w szkołach, a misjonarze na całej Ziemi – mułom też by nie
zaszkodziło – powinni odnowić i intensywnie szerzyć kult czeskiego świętego,
Fechina.



Przywrócić by można przy okazji przepiękną, nastrojową pieśń nabożną na cześć
tego świętego, niestety nieco zapomnianą i obecnie nuconą jedynie czasami na
harcerskich obozach – zresztą w formach zlaicyzowanych, pozbawionych znacznej
części ekspresji i pozytywnego ładunku uczuciowego.


Zaczyna się ona od słów:







Płonie ognisko i szumią knieje.
Święty Fechin jest wśród nas.




…Coś tam …coś tam dalej… – i refren:





…Każda twarz się uniesieniem płoni
Każdy laskę krzepko dzierży w dłoni…

Aż dokoła wiatr szumny się robi
I dębowy dudni las!


. . .
By dopełnić wiedzy o bożej lasce (miłości po czesku) nie sposób jednak pominąć
problemu, dotyczącego więcej niż połowy ludzkości…



…Płeć Boga..? – …tej kwestii Mojżesz nie dopracował.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka