Dodaj do ulubionych

Ooooooooops! twoja najwieksza gafa

26.03.03, 11:47
Nie jestem pewien bo moze byl juz taki watek nie sprawdzalem, ale ostatnio
popelnilem niezla gafe i to nastroilo mnie do rozpoczecia tego watku .
A bylo to tak ,do jednej z moich przelozonych w czasie rozmowy pochwalilem
jej syna ....ktory na moje nieszczescie okazal sie byc jej mezem ,kobieta
delikatnie zwrocila mi uwage , ale chec do dalszej rozmowy minela
niestety!!!! No i co gafa jak cholera!!!!
Obserwuj wątek
    • wamal Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 26.03.03, 12:14
      Pracowałem w zamierzchłych czasach jako programista w ośrodku podległym tzw.
      Informatykowi Wojewódzkiemu (koniec lat 80-tych). Nie wiem czy chciał
      podtrzymać rozmowę, w każdym razie zadał pytanie: co sądzę o kobietach
      informatykach. Ponieważ akurat byłem po trzydniowej naprawie oprogramowania
      zoptymalizowanej przez gwiazdkę w spódnicy, więc skwitowałem, że przychodzą na
      studia znaleźć męża. Nie muszę dodawać, co studiował i gdzie poznał żonę??
      • ksionc Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 26.03.03, 15:37
        Pracownicy mojego działu ogladali zdjęcia z wycieczki w której brały udział też
        ich rodziny. Wiedziałem że to śliski grunt ale uległem i też zacząłem oglądać.
        Padły teksty o jakiejś bardzo brzydkiej babce na tej wycieczce z innego
        oddziału naszej firmy a ja oczywiście nie mysląc długo wskazałem na jedną z
        osób na zdjęciu, która przypadkowo akurat wyszła na nim nie najlepiej. Wiecie
        dalej co się okazało.... oczywiście była to żona jednego z nich...
        • Gość: Lilka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.02.05, 20:03
          Pracuję w służbie zdrowia. Mam wielu tzw. STAŁYCH BYWALCÓW, czyli dzieci, które
          kilka razy na miesiąc przychodzą do nas. Czasem jak usłyszę nazwisko to imię od
          razu mi się kojarzy i na odwrót. Pewnego dnia przyszła mama z dzieckiem mówi
          nazwisko a ja od razu pokojarzyłam z imieniem i zapytałam, czy to Kubuś jest
          chory. Ona dziwnie na mnie spojrzała a mnie w tej chwili serce niemal stanęło.
          Przypomniałam sobie. Kubuś zmarł kilka miesięcy wcześniej na białaczkę.
          Myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu. Teraz jak ktoś z mojego
          otoczenia palnie jakieś głupstwo, to pocieszam, że nic nie może się równać z
          moją gafą.
          • rudi_ruda Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 17.09.05, 14:39
            Gość portalu: Lilka napisał(a):

            > Pracuję w służbie zdrowia. Mam wielu tzw. STAŁYCH BYWALCÓW, czyli dzieci,
            które
            >
            > kilka razy na miesiąc przychodzą do nas. Czasem jak usłyszę nazwisko to imię
            od
            >
            > razu mi się kojarzy i na odwrót. Pewnego dnia przyszła mama z dzieckiem mówi
            > nazwisko a ja od razu pokojarzyłam z imieniem i zapytałam, czy to Kubuś jest
            > chory. Ona dziwnie na mnie spojrzała a mnie w tej chwili serce niemal
            stanęło.
            > Przypomniałam sobie. Kubuś zmarł kilka miesięcy wcześniej na białaczkę.
            > Myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu. Teraz jak ktoś z mojego
            > otoczenia palnie jakieś głupstwo, to pocieszam, że nic nie może się równać z
            > moją gafą.

            Ja miałam podobnie. Jestem pedagogiem. I kiedys na jakiejś wycieczce czy
            koloniach powiedziałam do podopiecznego z innej grupy - chłopak strasznie
            marudził nic mu się nie podobało, wszyscy be wszystko be itd - żeby następnym
            razem, skoro mu sie tutaj nie podoba, jechał sobie z mamą na wczasy. Chwile
            później mój kumpel a jego wychowawca odciągnął mnie na bok i powiedział, że
            jego mam przed wakacjami popełniła samobójstwo.....odebrało mi mowę
            • Gość: Matka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.07, 23:05
              Straszne. Malemu musialo byc przykro. A tak na marginesie jak
              wyksztalcony pedagog moze takie teksty rzucac dziecku? Chyba
              mieliscie na studiach psychologie? Nawet gdyby dziecko mialo matke
              to Pani tekst jest glupi!!! Trzeba dociekac przyczyny problemu, a
              nie w ciemno wydawac sądy.
              Mam nadzieje, ze moje dziecko nie trafi nigdy na takiego "pedagoga".
              Jestem zniesmaczona!
              • daggy4 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 30.08.07, 15:27
                ja tez sadzilam, ze posmieje sie czytajac ten watek, a skory gesiej
                sie nabawilam...
                niestety w szkolach wielu takich pedagogow mamy.
                • Gość: Tomiasz Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:54
                  Nie rozumiem państwa oburzenia. Przecież ktoś opowiada swoją najwiekszą gafę w
                  życiu. Tu nie ma co się bulwersowac, wszyscy popelniamy glupie błędy. Najlepszym
                  się zdarza
                  • Gość: incognito Musze sie ukrywac. Pomylilem Mosche z Muschi. IP: *.netcologne.de 05.07.08, 18:02
                    Musze sie ukrywac. Na ulicach Kolonii zbierano podpisy czy ludzie
                    zgadzaja sie na wybudowanie wielkiego meczetu ( Mosche )
                    Dla mieszkancow Kolonii to sprawa bardzo kontrowersyjna bo minarety
                    mialyby byc wyzsze niz wieze katolickiej katerdy z ktorej Kolonia
                    jest dumna! Na co ja moim niezbyt dobrym niemieckim odpowiedzialem
                    ze nie mam nic przeciwko, zeby ta wielka p...zde ( Muschi )
                    wybudowac. Na szczescie podpisy zbierali Niemcy i potraktowali mnie
                    wyrozumiale. Nie wiem, co by bylo gdyby podpisy zbierali Turcy...
                    • Gość: :-) Moja siostra otwarla masywne drzwi glowa niemowlec IP: *.netcologne.de 05.07.08, 21:09
                      Moja siostra, wysiadajac z windy, miala do pokonania masywne drzwi
                      od korytarza. Trzeba bylo uzyc duzej sily zeby je otworzyc. Jako, ze
                      trzymala dziecko na reku, majac rowniez w rekach torby, uznala, ze
                      najlepiej otworzyc drzwi glowa niemowlecia.
                      Kobiety bywaja roztargnione...
                    • mona817 Re: Musze sie ukrywac. Pomylilem Mosche z Muschi. 10.02.09, 09:45
                      "Muschi" to również muszla, lub mauż... ale przynajmniej wiemy w
                      jakich dzielnicach szlifujesz swój niemiecki.
                      To dopiero gafa ;)
                      • Gość: Yrene najpierw mowie potem mysle IP: *.187.250.133.ip.airbites.pl 27.04.09, 19:38
                        Dziś założyłam do pracy nowe kolczyki w kształcie mocno skręconych kółek.
                        Rano kolega (sympatyczny, ale niezbyt bliski) mnie zaczepia w kuchni przy czajniku:
                        - Ale ty jestes zakrecona, masz w uszach spirale"
                        A ja na to:
                        - Dobrze ze w uszach!
                        Dostał histerycznego ataku smiechu. Ja tez.

              • ranita_08 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 04.09.09, 13:52
                Może i tak, ale czy od razu musisz moralizować? Uważasz że nikomu
                nie może się trafić palnięcie czegoś głupiego? Kurcze ludzie co w
                was siedzi że zawsze musicie "osądzić".
      • Gość: hmmmm Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.telkonet.pl / *.telkonet.pl 22.02.06, 22:47
        Moją znajomą, niezbyt lubianą przeze mnie,rzucił chłopak. Zrobił to ponieważ
        nie chciała się z nim przespać. Mimo, że za nią nie przepadam zaczęłam ją
        pocieszać i mówię do niej, że wszystko będzie dobrze itd.Ona płakała, że jakby
        mu dała to byliby razem.Postanowiłam przeczytac jej horoskop, tak dla rozrywki.
        Powinnam go przeczytac wczesniej, boe pierwsze zdanie brzmiało "powinnaś zacząć
        dawać więcej z siebie innym"
      • silkworm_25 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 24.09.10, 10:08
        Ja będąc na pierwszym obiedzie u moich przyszłych teściów non stop jakieś gafy strzelałam. Jak zobaczyłam przyszłego teścia chciałam powiedzieć, że przypomina mi śp. teścia mojej siostry, na szczęście zreflektowałam się po 2 pierwszych słowach i zrozumiałam co zaraz nastąpi..:)jednakże mój Kochany przyszły mąż(faceci zawsze wiedzą jak wesprzeć w rozterkach:)mówi: nie krempuj się, mów dalej z szlemowskim uśmieszkiem!!!
        Kolejną gafą jaką zaliczyłam na obiadku była moja odpowiedź na słowa przyszłego tatusia(hahaha), który przepraszał mnie za nieład i nieporządek. ja mu na to: niech się Pan nie przejmuje widziałam gorsze mieszkania (tu zrobiłam się czerwona jak burak):) Chciałam pocieszyć, ale mi nie wyszło chyba z tych nerwów:)
    • Gość: nowy Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gliwice.pl 30.03.03, 00:50
      Bedac na studiach (chemia), razu pewnego na zajeciach
      laboratoryjnych dokuczalismy sobie nawzajem z kolezanka z
      roku. Wykonujac swiczenie, katem oka zauwazylem, iz ww
      kumpela przechodzi za moimi plecami. Nie zastanawiajac
      sie wiele, odepchnalem sie od blatu i trzasnalem ja
      tylkiem. Potem krzyknalem HAHAHA!!, odwrocilem sie z
      triumfem na twarzy i na wielkim, zeliwnym zlewie ujrzalem
      rozplaszczona .......pania profesor.
      • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 30.03.03, 01:22
        nowy dobre!!!!!!!
      • Gość: insultdog Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.04.03, 12:29
        Gość portalu: nowy napisał(a):

        > Bedac na studiach (chemia>
        > odepchnalem sie od blatu i trzasnalem ja
        > tylkiem.

        fajne studia
    • pstosia Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 31.03.03, 15:02
      na jednej z przerw w liceum wchodzimy z kolezanka do biblioteki, z ktorej
      wlasnie wychodzila psorka od polskiego. zapytala sie ona czy byl juz dzwonek.
      ja na to: dzisiaj? psorka odparła, ze dzisiaj, naturalnie i
      swtierdziła: "DObrze Malgoska, ze nie tylko ja jestem zakrecona". kolezanka
      caly dzien sie smiala z tego "dzisiaj"
      • hipotamica Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 28.02.06, 17:07
        Miałam w podstawówce młodego belfra od WF. Bardzo sympatyczny, ale świeży i
        jeszcze nieco zestresowany 1 rok w pracy i nasza pierwsza lekcja z nim. Nazywał
        sie Grzenda. Wszystkie panny usiadły sobie na rurze do ćwiczeń, a belfer
        sprawdzał chyba listę, więc było cicho. I nagle wpada jedna spóźniona i do tych
        siedzących panienek wali tekstem: "i co tak usiadłyście jak kury na grzędzie?!"
        Ale fajna cisza sie zrobiła;)
        • Gość: jacek226315 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.proxy.aol.com 28.11.07, 02:07
          w sredniej szkole(nie pamietam juz w kroej klasi) na lekcji fozyki
          spiewalismy profesorce sto lat,bo wlasnie byly jej imieniny,
          korytazem przechodzil zastepca dyrektora szkoly uslyszawszy jakies
          spiewy wszedl do klasy i zapytal co sie dziedzie,a ze profesorka
          byla starsza zdziwaczala pani,mowi ,ze nie wie po co myspiewamy,a
          dyrektor stanal twarza do klasy i wrzasnal tu wesolek nie ma
          miesjca,na co klasa wybuchla podwojnym smiechem,bo mielismy w kalsie
          kolezanke ktora nazywala sie Ewa Wesolek
      • Gość: Łukasz Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.generacja.pl 17.06.07, 22:30
        wku..łaś mnie w tym momencie
    • anahella gafy jezykowe 31.03.03, 22:34
      Wszystkie gafy zostaly popelnione w ojczyznie Moliera.

      pomylilam slowo "lezard" [czyt. lezar] z "laser" [czyt. lazer]. Chcialam
      powiedziec ze boje sie jaszczurek a wyszlo ze laserow. Moj rozmowca mial nieco
      zdziwiona mine, ze mowie cos o laserach i palcem wskazuje na kamienny mur, na
      ktorym wygrzewaly sie z zachodzacym sloncu stada jaszczurek.

      Nie pamietam teraz pisowni tych slow, ale namietnie mylilam slowa oznaczajace
      ogryzek i nektarynke:> Oczywiscie nie raz probowalam kupic kilogram ogryzkow:)

      zaslyszane:
      Jakas dziewczyna chciala powiedziec ze ma swoje zasady a wyszlo jej ze ma
      miesiaczke;) (slowo regles - oznacza zarowno zasady, reguly jak i menstruacje)
      • Gość: ja Re: gafy jezykowe IP: *.chello.pl 29.06.03, 21:56
        anahella napisała:

        > Wszystkie gafy zostaly popelnione w ojczyznie Moliera.
        >
        > pomylilam slowo "lezard" [czyt. lezar] z "laser" [czyt. lazer]. Chcialam
        > powiedziec ze boje sie jaszczurek a wyszlo ze laserow. Moj rozmowca mial
        nieco
        > zdziwiona mine, ze mowie cos o laserach i palcem wskazuje na kamienny mur, na
        > ktorym wygrzewaly sie z zachodzacym sloncu stada jaszczurek.
        >
        > Nie pamietam teraz pisowni tych slow, ale namietnie mylilam slowa oznaczajace
        > ogryzek i nektarynke:> Oczywiscie nie raz probowalam kupic kilogram ogryzkow
        > :)
        >
        > zaslyszane:
        > Jakas dziewczyna chciala powiedziec ze ma swoje zasady a wyszlo jej ze ma
        > miesiaczke;) (slowo regles - oznacza zarowno zasady, reguly jak i menstruacje)
        >

        tak, z francuskim rowniez mialem jakies wpadki. kiedys chcialem wytlumaczyc
        koledze francuzowi, ze je szynke. i nie rozumialem jego zdziwionej miny.
        dopiero pozniej uswiadomilem sobie, ze proponowalem mu noge (jambe i jambon, do
        tej pory nie wiem ktore co znaczy)
        • Gość: une jolie vache Re: gafy jezykowe IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 11.11.03, 18:27
          jambon to szynka,jambe nozka:)
          • dlugi_22 Re: gafy jezykowe 17.09.04, 09:52
            Ja jestem kiepski z francuza, ale beda w Brukseli poprosilem kolezanke zeby
            mnie pocalowala, a wyszlo, ze ja chce, zeby mnie pieprzyla (baise moi).
            Frankofoni wiedza o co chodzi...
            • dlugi_22 Re: Przygody jezykowe 17.09.04, 09:55
              Moj ojciec (nie zna kompletnie francuskiego), siedzial na przyjeciu i cos mu
              spadlo, wiec on glosno zaklal " O skur...", wszyscy zrozumieli "Na pomoc!".
            • elena76 Re: gafy jezykowe 07.01.07, 12:54
              kiedyś rozmawiałam z kolegą anglikiem o znakach zodiaku i zamiast virgo (panna)
              powiedziałam, że jestem virgin (dziewica) :))
              • Gość: eeeee Re: gafy jezykowe IP: *.wolfson.cam.ac.uk 04.03.07, 02:02
                ja ostatnio na uniwersytecie zamiast powiedziec, ze ma cos na 'forehead'
                uzylem 'foreskin'

                zorientowalem sie dopiero jak wszyscyu wybuchneli gromkim smiechem
          • Gość: ceesio Nic nie powiem o Znamyto, procz tego, ze jest ... IP: *.nopdr.pl / *.ip.nd.e-wro.net.pl 06.08.05, 01:05
            ...on w oczywisty sposob klonem Jozia. Ten post zrobilem tylko po to, by
            kretynowi pograc na nerwach.

            Serdecznosci, cees.
        • sol_bianca Re: gafy jezykowe 12.11.04, 20:54
          Taaak, francuski ma w sobie pułapki... Mój znajomy zgubił kiedyś namiot (a było
          to w ojczyźnie Moliera właśnie), więc chodził po kempingu i pytał wszystkich czy
          nie widzieli małej brązowej ciotki :)))
          • zieelona Re: gafy jezykowe 05.12.04, 08:15
            Nie znam francuskiego ale wiem jak bardzo męczę się z angielskim. Są dwa słowa,
            których używam wiele razy w ciągu dnia i za każdym razem z wielką
            obawą: "beach" i "pennies".
            • Gość: wasylu1 Re: gafy jezykowe IP: *.gorzow.mm.pl 02.01.05, 03:33
              Pewnego upalnego dnia z kumpelą szliśmy przez miasto i nabraliśmy chęci na
              pączki i kawę. Zaszliśmy do takiej lubianej przez nas lodziarnio-kawiarni (z
              klimą ;) ). Przy jednym ze stolików siedział facet. Zamówił lody. Były dwie
              panie: jedna sprzedawała, a druga robiła coś na zapleczu. Zaganiane były
              strasznie, bo było mnóstwo ludzi. Zaniepokojony tym zamieszaniem człowiek dość
              głośno zapytał: "Przepraszam, ale czy może mnie ktoś OBSŁUŻYĆ?". Sprzedawczyni
              krzyknęła na zaplecze: "HALINKO, ZROBISZ PANU LODA?" Cała kawiarnia ryczała.
            • viking2 Re: gafy jezykowe 30.04.05, 03:18
              Niepotrzebnie sie boisz drobniakow, "pennies" (wymawiane bardzo blisko do
              polskiego "penis") brzmia inaczej niz czesc ciala (angielski "penis" wymawiany
              mniej wiecej "pinas"). A plaza ma po prostu dluzsze "i" - i calkiem wyrazne jako
              "i", w odroznieniu od "bitch", gdzie "i" jest bardzo krotkie i prawie ze
              wymieszan e z "y". Jesli chcesz sie czuc bezpiecznie, wymawiaj plaze jak
              "biicz", a suke jak "bycz" (obydwa fonetycznie).
              • evamarija Re: gafy jezykowe 16.05.06, 16:54
                Do naszej knajpy przychodzil klient ktory nie chcial drobnych z powrotem. Jak
                pierwszy raz uslyszalam "no pennies" wmurowalo mnie. A potem przychodzil i
                zawsze powtarzal: "Do you remember "no pennies"? Z szerokim usmiechem
                odpowiadalam "Sure, sir".
            • Gość: eeeee Re: gafy jezykowe IP: *.wolfson.cam.ac.uk 04.03.07, 02:06
              musze Cie zmartwic, bo slow przy ktorych powienienes uwazac jest znacznie
              wiecej m.in. "can't" oraz "come"

              ja sie dluzsza chwile zastanawiam zanim ktoregos z nich uzyje, a i tak po
              usmiechach na twarzach interlokutorow wnioskuje, ze znowu je blednie
              wymowilem...

            • Gość: ulala Re: gafy jezykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 15:49
              Sęk tkwi w prawidłowej wymowie. Jeśli właściwie 'przeciągniesz' 'i' w słowie
              beach [biicz] (nie stosuje tu zapisu fonetycznego, tylko taki łopatologiczny
              ;-), a jeśli chodzi o wyraz pennies, to jego wymowa (oczywiście poprawna) b.
              wyraźnie różni się od wymowy słowa penis (penis a pinis- bez transkrypcji, to
              się nie da ;-/). Moja rada, to zajrzeć do słownika zawierającego transkrypcję
              fonetyczną.
            • Gość: Castorp Re: gafy jezykowe IP: 192.193.245.* 30.08.07, 15:28
              Moja koleżanka z Norwegii ucząc się ze mną w USA na końcu programu
              wymiany uczniowskiej przed całym gronem pedagogicznym powiedziała,
              że dziękuje wszystkim za "hostility" zamiast za "hospitality".
              Wcześniej na Ochronie Środowiska w referacie nt. klimatu
              powiedziała, że zależy on od "perspiration" zamiast "precipitation".
          • yabol428 Re: gafy jezykowe 25.11.07, 14:45
            sol_bianca napisała:

            > Taaak, francuski ma w sobie pułapki... Mój znajomy zgubił kiedyś namiot (a było
            > to w ojczyźnie Moliera właśnie), więc chodził po kempingu i pytał wszystkich cz
            > y
            > nie widzieli małej brązowej ciotki :)))

            Ta pułapka wynika z tego, że we francuskim są dwa rodzaje głoski "ą", zupełnie nie do odróżnienia dla Polaka. Dlatego takie słowa jak tente (namiot) i tante (ciotka) brzmią dla nas identycznie - "tąt". Tak samo jest np. ze słowami long (długi) i langue (język). Dla Francuzów brzmią inaczej, a dla nas jedno i drugie to "ląg". Też miałem nieraz z tym problemy w kontaktach z moimi francuskimi znajomymi.
          • Gość: Gaga Re: gafy jezykowe IP: *.noname.net.icm.edu.pl 27.04.12, 08:01
            ładne :-)
        • Gość: weirdoo Re: gafy jezykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.05, 23:15
          Odwiedziłem kiedyś kolegę który dorabiał na studiach pracą w szatni w niezłej
          kawiarni. Był listopad, albo jakiś inny śpiący mieiąc. Podchodzi turystka i pyta
          o drogę do troalety, a budynek zabytkowy, więc droga skomplikowana.
          Jak natchniony odpowiedziałem UPSTAIRS DOWN i po chwili zrozumiałem....:)
          • mamuska_samuska Re: gafy jezykowe 27.09.05, 21:54
            Mieszkanie zagranica przez pare lat sprzyja gafom jezykowym w obie strony ;)
            Ze nie wspomne o tak "popularnych" pomiedzy moimi znajomymi okresleniach
            jak "spedzanie pieniedzy", czy "braniu kursow", czy "mieszkaniu
            w 'bejsmencie'". Musze przyznaj, ze przez pierwsze lata wyrobilam sie w "grze w
            skojazenia", czyli jesli nie znalam danego wyrazu, probowala wytlumaczyc o co
            mi chodzi okrezna droga ;) Osobiscie nie przytrafily mi sie jakies straszne
            gafy pod tym wzgledem, a moze poprostu wyrzucilam je tak szybko z pamieci ;)
            Posluze sie wiec zaslyszanymi:
            - Rodzina mojego eksia bywala juz tutaj przed laty, miedzy innymi byli tutaj na
            slubie jego siostry. Wszyscy wystrojeni w drodze do kosciola. Towarzystwo
            mieszane polsko-kanadyjske. W pewnym momencie moj ex-tescio przygladnal sie
            swoim spodniom i zaczal na glos rozwazac "jakosc" ich kantow. Moja ex-
            szwagierka z lekka zczerwieniala. Kant po angielsku, jest niezbyt kulturalnym
            okresleniem na zenskie narzady plciowe ;)
            - Kumpel, irakijczyk, opowiadal mi kiedys swoje pierwsze doswiadczenie w
            sklepie. Przed jedna z pierwszych imprez w nowym mieszkaniu, kiedy ciagle mial
            braki w sprzecie kuchennym, wybral sie do sklepu po korkociag. Nie bardzo
            wiedzial jak ustrojstwo to sie nazywa po angielku, ale domyslil sie, ze musi to
            byc cos do korka (cork po angielsku). Po bezowocnym samodzielnym przeszukaniu
            sklepu zdecydowal sie poprosic o pomoc mloda panienke z obslugi. Energicznie,
            pomagajac sobie rekami tlumaczyl jej jak potrzebuje takie cos do nalozenia na i
            wyciagniecia ... no i tu, zamiast cork [kork] wymowil cock [kok]! Panienka sie
            zaczerwienila i zaprowadzila go do stoiska z ... prezerwatywami;) (cock, to
            skolei meski narzad plciowy)



            • Gość: easy Re: gafy jezykowe IP: *.chello.pl 01.04.07, 01:05
              > Mieszkanie zagranica przez pare lat sprzyja gafom jezykowym w obie strony ;)
              Musze przyznaj
              Rodzina mojego eksia (szkoda ze nie Reksia)
              moj ex-tescio (prawie jak Tesco)
              tlumaczyl jej jak potrzebuje (szkoda, że nie 'że')
              to skolei ( prawie jak z kolei)

              a poza tym pozdrawiam
        • nolwen58 Re: gafy jezykowe 10.07.06, 22:29
          jambon -szynka, jambe -noga pozdrawiam
      • Gość: wasylu1 Re: gafy jezykowe IP: *.gorzow.mm.pl 02.01.05, 03:04
        Mój brat kiedyś jeździł na stopa z koleżanką po Hiszpanii i zatrzymał (jak to
        stwierdził po "blachach") Anglików. Przejęzyczył się i zamiast słowa "as"
        powiedział "ass".Po przetłumaczeniu wyszło: "Czy zawiezie pan dupę nad morze?"
        • Gość: Brusek Re: gafy jezykowe IP: 193.109.212.* 17.02.05, 09:14
          Mglisty dzień w zimnym Londynie i co gorsza jeszcze dzdzy rzadki deszczyk.
          Weszłam do sklepu z parasolkami przy Covent Garden i z uprzejmym uśmiechem
          pytam panią ekspedientkę" Do you happen to have tartan parashoots?" proste
          skojarzenie logiczne parasol = parashoot (dla niewtajemniczonych parashoot to
          spadochron):))
          • joasia33 Re: gafy jezykowe 17.02.05, 19:46
            parachute, czyż nie?:-)
          • viking2 Re: gafy jezykowe 30.04.05, 03:22
            Za cholere bym nie skojarzyl. Spadochron to "parachute".
            Anglia zreszta troche dziwaczna, bo jeszcze jakis czas temu facet mogl zostac
            zaaresztowany w sklepie kupujac szelki. W amerykanskim angielskim, szelki to
            "suspenders". W Anglii, suspenders to nieodmiennie i nieodwolalnie damskie
            podwiazki do ponczoch (szelki to "braces").
            Teraz to juz by chyba policji nie wolali, ale z kolei pederasci by przejsc
            spokojnie nie dali...
            • Gość: macko Re: gafy jezykowe IP: *.osiedle.net.pl 16.08.06, 22:03
              skoro jestesmy przy angielskich przejezyczeniach :)

              pants
              Angielka przylatuje do stanow, szuka taksowki, po drodze wchodzi w kaluze i
              brudzi sobie jeansy. spotyka sie ze znajomymi i mowi: "I apologize.. my pants
              are dirty."
              pants: UK-spodnie US-majtki

              spank her fanny
              Brytyjka ma 5-letnia corke (tez Bryt.) ale mieszka w USA ze swoim narzeczonym
              Amerykaninem. Corka cos wydziwia, nagle nazeczony mowi ze "he will spank her
              fanny" hehe
              fanny US-tylek UK-cipka

              more funny(& fanny) stories at:
              us2uk.tripod.com/funny.htm
              • mala-izunia Re: gafy jezykowe 06.03.07, 16:03
                Pants w USA to spodnie. Majtki to panties, underwear, underpants etc.
                • aiczka Re: gafy jezykowe 19.06.07, 12:50
                  To może tłumaczmy to jako "gacie" - to w jednych rejonach znaczy raczej spodnie
                  a w innych raczej majtki - w ten sposób oddamy niejednoznaczność wyrazu ^_^.
              • there_she_is Re: gafy jezykowe 22.07.07, 11:03
                UK trousers - spodnie
                US panties - majtki

                ja tak to widzę
                • Gość: bkc Re: gafy jezykowe IP: *.att-inc.com 10.12.07, 07:48
                  USA: spodnie - trousers lub pants; majtki - panties.
          • gadery Re: gafy jezykowe 31.05.10, 13:30
            > skojarzenie logiczne parasol = parashoot (dla niewtajemniczonych\
            > parashoot to spadochron):))
            Parasol to nie jest tylko polskie słowo. W angielskim też istnieje:)
        • pasozyta Re: gafy jezykowe 17.07.05, 15:44
          zaliczenie z angielskiego na I roku studiow:
          kazdy mial opowiedziec o ksiazce ktora na te okazje mial sobie przeczytac;
          i chcac powiedziec ze zamordowana kobieta byla przykryta przescieradlem,
          zamiast "sheet" zrobilam za krotkie "i" :) konsternacja kobiety, ktora po tym
          nastapila jest nie do opisania :D
        • Gość: ulala Re: gafy jezykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.07, 15:55
          No chyba 'us', co? ;-)
      • viking2 Re: gafy jezykowe 30.04.05, 03:11
        Aha. Polscy kooperanci w Algerii (kraj tylez samo arabsko- co i
        francuskojezyczny) w latach 80-tych. Na miejscowym targu warzywno-zywnosciowym,
        gosc wola arabskiego przekupnia i chce kupic kilo zrenic (prunelle, zamiast
        sliwki suszone, prune). Drugiemu pomylila sie wymowa jajek (des oeufs) i oczu
        (des yeux). Trzydziesci oczu chcial kupic...
        Kilka odmian baraniny (viande de mouton) tez bylo. Zona jednego kooperanta
        chciala "guziczyny" (viande de bouton - mieso z guzika). Drugiej sie ze swinia
        pomylilo i o viande de cochon pytala, a arabscy przekupnie patrzyli na nia ze
        zgroza jak na samego diabla.
      • Gość: norsk_skogskatt Re: gafy jezykowe IP: *.w86-202.abo.wanadoo.fr 21.03.06, 18:11
        na słowo zasady użyłabym raczej principe (avoir des principes ? kierowań się zasadami, regle trzeba
        chyba użyć z dopełniaczem (honor czy inne takie). aby uniknąć nieporozumień.
        • aiczka Re: gafy jezykowe 19.06.07, 13:58
          Ale pewnie jak człowiek w panice szuka słowa, to "bierze" pierwsze, jakie mu się
          nawinie. Dlatego każde słowo należy sprawdzać w słowniczku "w dwie strony".
      • spinkamala Re: gafy jezykowe 20.06.06, 17:37
        u mnie na kursie ang kolega z francji chcial powiedzic zae ma mocny organizm (
        mowa byla o sportach ) to walna tekstem ze ma bardzo silny orgazm!!! ja
        wybuchal smiechem i nieumialam
        sie opanowac....:D
        • Gość: benio Re: gafy jezykowe - grecko-japońskie.. IP: 213.17.193.* 02.03.07, 11:57
          jakiś czas temu wróciłam z Grecji..
          tam ambitnie chciałam zobaczyc wszystko co ciekawe..wszędzie jeździłam sama
          uzywając kolei greckich..
          podeszłam do okienka i niczym nie zrażona powiedziałam:
          One ticket from Diakopto to Kalimera..
          Pan z kasy zaczła się tarzac ze śmiechu..
          bo mniej więcej powiedziałam ze chce kupic bilet z diakopto do dzień dobry :D,
          pomyliło mi sie kalimera (po grecku dzien dobry) z kalvrita (miejscowosc do
          ktorej chchialam jechac):D

          inna historia..
          pracuje w informacji turystycznej..bardzo podoba mi sie jak turysci ucza sie
          przynajmniej zwrotu po polsku "dzien dobry, czesc" i inne takie..
          jeden japończyk wszedł do punktu i od progo krzyczał kłaniając się "do
          widzenia!" ;) obsłużyliśmy go a ten nas pożegnał "dzień dobry!"
          :D
          • Gość: hubert Re: gafy jezykowe - grecko-japońskie.. IP: *.prokom.pl 30.08.07, 10:48
            Mój kolega sporo podróżuje i ma zwyczaj (ładny, nie powiem) uczyć
            się zwrotów w miejscowym języku. Kiedyś w Czechach (lub na Słowacji
            nie jestem pewien) chciał poprosić o hot-doga. Z "parki w rohliku"
            wyszła "parka w rychliku" czyli "parówka w pospiesznym".
      • Gość: hubert Re: gafy jezykowe IP: *.prokom.pl 30.08.07, 10:54
        Może to nie gafa ale na pewno zabawna historia.
        Miałem kiedyś na lektoracie z francuskiego osobliwego kolegę. Sporo
        miał zapału ale szło mu kiepsko. Nie czuł języka w ogóle. Kiedyś
        ćwiczyliśmy czytanie i tłumaczenie. Tekst był o tym, że pewna
        dziewczyna przymierza dżinsy i chce, żeby koleżanka ją oceniła, woła
        więc z przymieżalni: "Marrie, vien voir!" Co się oczywiście wykłada
        na "Marysia, chodź, zobacz!" A nasz bohater tłumaczy: "Mario,
        przybywaj zobaczyć!"
        • klymenystra Re: gafy jezykowe 30.08.07, 14:15
          srednie. "viens voir" to wlasnie "chodz zobaczyc".

          z jezykowych:
          kolega na portugalskim mial przetlumaczyc zdanie, akcja dziala sie
          rowniez w sklepie z ubraniami. kobitka wahala sie miedzy dwiema
          bluzkami i spytala "posso experimentar as duas?" czyli- czy moge
          przymierzyc obie?. wersja kolegi: "czy mozemy poeksperymentowac we
          dwie?" :)
        • Gość: Aga Re: gafy jezykowe IP: *.adsl.inetia.pl 25.10.09, 14:56
          O tak, niektórzy niby znają język, ale do tłumaczeń kompletnie nie mają zdolności...

          Studiowalam italianistykę, zaczynałam od najniższego poziomu (nie znalam
          włoskiego w ogóle). Bylam więc w najniższej językowo grupie. Na drugim roku
          częśc osób z naszej grupy, w tym mnie, przeniesiono do grupy średnio
          zaawansowanej. Osoby będące wcześniej w tej grupie bardzo się krzywiły i
          skarżyły profesorom, że my im będziemy poziom obniżać.

          Na jednych z pierwszych zajęc być tekst po włosku o tytule "Viva la pasta!". Nie
          trzeba nawet studiować włoskiego, aby domyśleć się, że poprawne tłumaczenie to
          "niech zyje makaron". Kazano nam tłumaczyć tekst, zdanie po zdaniu. Na pierwszy
          ogień poszła jedna z tych najwiekszych narzekaczek. Tłumaczenie tytułu w jej
          wykonaniu brzmiało... "żyją kluchy". My w śmiech, panienka nie wie o co chodzi,
          panią profesor porządnie wmurowało...
          • papapapa.poker.face Re: gafy jezykowe 27.05.10, 12:42
            OMG :D
      • pantercia Re: gafy jezykowe 07.02.09, 19:05
        Nie tylko. Można powiedzieć buster zamiast booster i już jest
        fajnie.
        Rozczulające jest jak na uprzejme pytanie "would you mind...." ( czy
        miałbyś coś naprzeciw..." ktoś entuzjastycznie odpowiada "yes, of
        course"
    • Gość: kiszon Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 195.117.142.* 01.04.03, 12:43
      opowieść kolegi co dorabiał w Szwecji: pracując w pewnym klubie, podrywał jakąś
      Szwedkę i w słowach ", że Polacy słyną z tego iż zawsze całują panie po rękach"
      fonetyczne nieszczęście zamiast "całować" wyszło "sikać", co bardzo wyraźnie
      zastanowiło nieznajomą...
      • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 01.04.03, 15:48
        Tego akurat nie przezylem tylko slyszalem ,ale warto to opowiedziec . Pewna
        kobieta ktora wyjechala do USA znajac juz troche jezyk angielski zaproszona
        na lody kilka dni po przyjezdzie postanowila sama zlozyc zamowienie i
        zaprezentowac swoj dobry akcet........powidziala zamiast ....peanuts ice
        cream ......penis ice cream , obsluga sklepu plus klientela podobno pokladala
        sie ze smiechu!!!!!!!
        • Gość: w Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.wsb / 10.1.3.* 01.04.03, 16:12
          Pamiętam że kiedyś na poczatku mojej nauki języka francuskiego tłumaczyłem
          rozmowę kolegi z pewna francuzką. a jako że było to na początku edukacji
          pomyliłem wymowę słówka jajka i oczy, które w tym języku brzmia podobnie.
          dziewczyna była nieco zdziwiona słysząc że ma ładne jajka...

          Później na studiach zrobiłem coś takiego. to były pierwsze ćwiczenia nie
          pamiętam z jakiego przedmiotu na których prowadzący zrobił nam test na
          kreatywność. polegało to na tym że jest do dyspozycji szkalana butelka i mamy
          napisać maksymalną liczę sposobów jej wykorzystania. ostatnia moja propozycja
          była trumna dla dla zdechłego pająka. były to pierwsze ćwiczenia i nie
          zorientowałem się jeszcze jak nazywał się prowadzący...
          jeśli czyta to dr Pająk przepraszam go postokroć. Nie zamierzałem...
          • anahella Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 02.04.03, 16:43
            Gość portalu: w napisał(a):

            > Pamiętam że kiedyś na poczatku mojej nauki języka francuskiego tłumaczyłem
            > rozmowę kolegi z pewna francuzką. a jako że było to na początku edukacji
            > pomyliłem wymowę słówka jajka i oczy, które w tym języku brzmia podobnie.
            > dziewczyna była nieco zdziwiona słysząc że ma ładne jajka...

            No coz - u nas mowi sie "jaja" ma meska czesc ciala,
            podczas gdy Francuzi nazywaja ja inaczej, w tym
            orzechami.:)
            • dlugi_22 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 17.09.04, 09:56
              jaja=bijoux
              • viking2 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 30.04.05, 03:32
                Tak, ale jak chcesz powiedziec o kims "chlop z jajami", to powiesz "il a des
                couilles"
            • 1warszawka1 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 04.09.09, 14:42
              a ja w markecie wypatrzyłam szynkę o nazwie "SZYNKA MAMUT" i co...
              prosząc Panią ekspedientkę powiedziałam "poproszę 10 plasterków
              szynki z mamuta"
          • isis! Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 19:07
            Gość portalu: w napisał(a):

            > była trumna dla dla zdechłego pająka. były to pierwsze ćwiczenia i nie
            > jeśli czyta to dr Pająk przepraszam go postokroć. Nie zamierzałem...

            Yesoooooo, uśmiałam się do łez!!!!!!!!!!1
            • uriel1 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 20:03
              No dobra.
              Podczas pobytu za granicą uparłem sie, że sa sobie poradzę bez
              pomocy "tubylców". Kwestie językowe opanowane miałem raczej średnio. Ale od
              czego słowniki i "rozmówki". Pewnego dnia zespuł nam się odkurzacz. Posłali
              mnie do dużego marketu technicznego po jaki jeden malutki element - bo sprzęt
              naprawić umielismy. Biore "rozmówki" - szukam słówka - nie ma. Sięgam po
              słownik - jest. Hurra. Powtarzam w głowie słówko kilka razy po czym wpadam do
              sklepu i radośnie, z ufnością - informuje panią za ladą, że nie mogę na żadnej
              z półek znależć łożyska. Kobietka - młoda - zrobiła sie czerwona, potem sina,
              potem otworzyła usta i wzwała na pomoc ochronę. Na szczęście udało mi się ich
              przekonać, że nie jestem zboczeńcem i na prawde potrzebuję takiego małego
              wichajstra z kółeczkami. Ale sie najadłem wstydu... Potem nieszczęsna kobietka
              musiała mnie obsłużyć - przyjmując pieniądze w kasie - w ogóle na mnie nie
              spojrzała. Nie wiem czemu...

              ps. W słowniku nie było rozróżnienia na łożysko techniczne i medyczne.
              • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 05.04.03, 00:22
                uriel1 napisał:

                >.....................
                >
                > ps. W słowniku nie było rozróżnienia na łożysko techniczne i medyczne.

                Naprawde swietne!!!!!!!!!!!!!
              • Gość: Mycha Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.04, 00:09
                uriel1 napisał:
                > ps. W słowniku nie było rozróżnienia na łożysko techniczne i medyczne.

                Może nei do końca w temacie, ale nie mogę się powstrzymać, taki dowcip mi się
                przypomniał:
                Gdzieś w Anglii wchodzi Polak do sklepu wielobranżowego i próbuje wytłumaczyć
                sprzedawcy słowo "piłka". W każdym razie pokazuje kształt okrągły, powołuje się
                na drużyny footballowe, aż po długich staraniach sprzedawca zrozumiał, że
                chodzi tu o "ball" Facet zadowolny mówi: - A teraz skup się pan - do cięcia
                metalu!
                • Gość: Wiesiek Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.10, 23:49
                  chyba dostałem przepukliny ze śmiechu a od łez nie widze monitora ale jazda
            • qczi Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 22:12
              a ja oplulam monitor ;DDDDDD
            • qczi Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 22:19
              pewnego razu zahulałyśmy z koleżankami z okazji zbliżających się świąt. O 7
              rano wyszlysmy z knajpy, na 8 szlysmy na seminarium licencjackie do bardzo
              groznej doktor Topolewskiej. grupa sie zrzucila na czekoladki i jakiegos
              mikolaja no i nietrudno bylo im znalezc jeleni (czyli mnie i Majeczke) do
              wreczenia podarkow.
              radosnie i baaaardzo elokwentnie (mialam jeszcze cos kolo promila) zlozylam
              piekne zyczenia pani doktor i wylewnie ucalowalam dubeltowo ja w paszczeke.
              pani niuchnęła, skrzywila sie i... majeczce juz tylko podala reke, a wlasciwie
              dwa paluszki. nie musze chyba tlumaczyc, jak pieknie pachnialysmy fajami i
              piwskiem.

              konsekwencji nie bylo ;P
              • Gość: gwiazdeczki Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 193.0.78.* 17.03.06, 19:38
                kwas jak nie wiem co
            • Gość: gosc Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.mynow.co.uk 11.06.07, 21:47
              przez tego pająka w butelce to oplulem sobie okulary.
          • Gość: Nutria Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.mok.waw.pl / *.waw.pl 01.03.04, 01:42
            Ojoj, az mi tusz sie rozmazal :))))
          • mammbika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 06.07.06, 19:45
            Haaaahaaaahaaaaa...no z tym "Pająkiem" to po prostu najlepszy numer jaki
            słyszałam!!! Nieżle się uśmiałam :-)))
        • Gość: ma Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.chello.pl 06.04.03, 13:39
          bolek71 napisał:

          > Tego akurat nie przezylem tylko slyszalem ,ale warto to opowiedziec . Pewna
          > kobieta ktora wyjechala do USA znajac juz troche jezyk angielski zaproszona
          > na lody kilka dni po przyjezdzie postanowila sama zlozyc zamowienie i
          > zaprezentowac swoj dobry akcet........powidziala zamiast ....peanuts ice
          > cream ......penis ice cream , obsluga sklepu plus klientela podobno
          pokladala
          > sie ze smiechu!!!!!!!
          >
          Bo taki luz mają Amerykanie, u nas raczej patrzyliby jak na idiotę.
        • Gość: Frodo Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.bsk.vectranet.pl 02.03.07, 11:23
          Ja też znam ze słyszenia. Włoch znający polski chciał kupić ser "Krówka
          Śmieszka". Pyta się ekspedientki: "Czy jest ser Ku.wa Śmieszka?"
        • Gość: Castorp Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 192.193.245.* 30.08.07, 15:35
          Kiedyś gościłem Dunkę w Polsce, która prawdę powiedziawszy miała
          lepszą znajomość i zasób naszego języka niż niejeden rodak. Ale..
          gdy poszliśmy na lody zamiast "zabaione" zamówiła "zaje*ane"
          • yabol428 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 26.05.10, 19:25
            W moim liceum przez pewien czas uczyła angielskiego rodowita Amerykanka, która
            miała w zwyczaju często mówić "oh shit", dosłownie używała tego jak przecinka.
            Polscy uczniowie szybko nauczyli ją polskiej wersji tego słowa, które w jej
            wykonaniu brzmiało mniej więcej "gufno" i od tego czasu wszędzie, również
            publicznie przy Polakach, ciągle powtarzała: "o gufno, o gufno" :)
      • sol_bianca Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 12.11.04, 20:56
        A ja z kolei w restauracji w Hiszpanii pochwaliwszy pyszne danie poprosiłam
        kelnera o przepis (zamiast o rachunek)
    • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 13:49
      to chyba nie jest gafa, ale ogólnie fajne:
      Rzym, sierpień, upał,postanowiliśmy zwiedzić Bazylikę Św.Piotra.Ojciec miał
      krótkie spodnie - niedozwolone.Mama zdjęła z ramion kolorowe pareo (piękne,
      turkusowe, malowane w wielkie arbuzy)i ojciec je sobie zawiązał wokół pasa,
      tak, że sięgało do ziemi.Wystartował do facetów, którzy pilnują barierek przed
      samą bazyliką (po angielsku)że to jego narodowy strój.Facet na to: Where are
      you from? Ojciec: From Kaszuby. Facet szeroko otworzył oczy.Ojciec: It's a
      small country in eastern Europe. A facet: Panie, daj pan spokój, ja z Kartuz
      jestem...
      • ignatz Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 20:52
        Moja mama miała coś podobnego. Była w NYC, i to pierwszy raz, więc emocje i w
        ogóle. I jej dwóch znajomych chciało sobie zrobić zdjęcie z otyłym czarnoskórym
        policjantem. Mówią do siebie więc "Chodź, zrobimy sobie zdjęcie z tym grubym
        murzynem", a na to murzyn czystą polszczyzną "spierrdalaj!"
        • rgjan Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 13.04.03, 23:49
          W czasach licealnych kolega był na OHP w dawnym NRD. Zrobili im wycieczkę do
          Berlina. Spacerując po niemieckiej stolicy zderzył się z murzynem.
          - Patrz jak chodzisz, bambusie !
          Na to murzyn:
          - Tylko nie bambusie.
          Kolegę zamurowało.
        • Gość: ja Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.chello.pl 29.06.03, 22:05
          ignatz napisał:

          > Moja mama miała coś podobnego. Była w NYC, i to pierwszy raz, więc emocje i w
          > ogóle. I jej dwóch znajomych chciało sobie zrobić zdjęcie z otyłym
          czarnoskórym
          >
          > policjantem. Mówią do siebie więc "Chodź, zrobimy sobie zdjęcie z tym grubym
          > murzynem", a na to murzyn czystą polszczyzną "spierrdalaj!"

          ja mialem podobna przygode na basenie we francji.
          siedzialem sobie w wodzie, przy brzegu i obserwowalem co sie dzieje na plazy. w
          pewnym momencie podszedl do mnie kolega a ja mu pokazuje na dwie panie, ok 40-
          stki, opalajace sie topless, na siedzaco, o jakies 3 metry ode mnie. mowie do
          niego podniesionym glosem, bo ruch byl spory: 'jezu, takim wielorybom to wogole
          powinni zabronic na basen przychodzic, a co dopiero staniki zdejmowac'. jakze
          wielkie moje zdziwienie bylo, gdy one zaczely wychwalac okolice slaska,
          oczywiscie po polsku :)
        • lilarose Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 07.07.05, 10:15
          BYłysmy z kumpela w Rzymie podczas zjazdu młodzieży z całego świata w celu
          spotkania sie z niezyjącym już Papieżem janem Pawłem II. Podchodzi do nas dwóch
          Włochów i próbują z nami nawiązać konwersację(po angielsku).

          Oni: Where are you from?
          My: From Poland.
          Oni(uradowanni, skandują po polsku): Zostań z nami! Zostań z nami!
          • xmadzialenkax Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 19.06.09, 20:55
            jak u mnie w szkole byli włosi na wymianie to pierwsze czego sie nauczyli
            "spadaj na bambus" :P:P
        • Gość: kaczor Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.08.06, 10:01
          zaje..., leje już 3 minuty
      • Gość: lucusiaa Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.05, 23:12
        Miałam podobne zdarzenie. Stała nas trójka pod wejście do Luwru, a mieliśmy tylko dwie wejściówki. Dyskutowaliśmy jak tu portiera obejśc, żeby wejść jakoś, bez stania w tej gigantycznej kolejce do kasy po brakujący bilet. Rozmawialiśmy sobie dość głosno i swobodnie, bo portierem był rosły, bardzo czarny murzyn. Po paru minutach pomachał do nas ręką i zawołał,: No dobra, wchodzcie. Nam szczena opadła chyba do kolan. Gość jak sie okazało studiował kiedyś w Polsce.
        • Gość: hubert Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.prokom.pl 30.08.07, 11:13
          > Miałam podobne zdarzenie. Stała nas trójka pod wejście do Luwru, a
          mieliśmy tyl
          > ko dwie wejściówki. Dyskutowaliśmy jak tu portiera obejśc, żeby
          wejść jakoś, be
          > z stania w tej gigantycznej kolejce do kasy po brakujący bilet.
          Rozmawialiśmy s
          > obie dość głosno i swobodnie, bo portierem był rosły, bardzo
          czarny murzyn. Po
          > paru minutach pomachał do nas ręką i zawołał,: No dobra,
          wchodzcie. Nam szczena
          > opadła chyba do kolan. Gość jak sie okazało studiował kiedyś w
          Polsce.

          No to bardzo mu się te studia przydały.
          • yabol428 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 18.09.11, 22:38
            > No to bardzo mu się te studia przydały.

            Nie wiadomo, do którego roku doszedł :)
        • Gość: oko. Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.nitka.net.pl 20.07.09, 20:11
          Jak byłam w Luwrze to też spotkałam Murzyna, który tam pracował i kiedyś studiwoać w Polsce. Może to ten sam xD
      • Gość: megi Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.06, 15:23
        loooooooool XD XD XD

        dobre!!!
    • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 14:16
      jeszcze mi się jedna historia przypomniała.Opowiedział mi to szef-jego kolega
      szkoli służby specjalne:
      Las, ćwiczenia ekipy ratunkowej z użyciem śmigłowca. Zadanie polega na
      odnalezieniu przecinki, w której czeka "zaginiony na terytorium
      nieprzyjaciela", opuszczeniu się na stosownym oprzyrządowaniu z tego śmigłowca,
      przypięciu faceta do siebie i pośpiesznej ewakuacji. Jest świt, więc niewiele
      widać, ale jest przecinka, gość czeka, więc na dół, przypinają klienta i
      odlatują. Po dłuższej chwili, wciąż nad ziemią, zauważono, że facet ma w ręku
      kosz z grzybami...Podobno obyło się bez zawału, ale za to wystąpiły wszelkie
      możliwe reakcje fizjologiczne. Potem okazało się, że to nie ta przecinka.
      • Gość: Dzidka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 02.04.03, 14:37
        Moniko, jestem spłakana. Wspaniale opowiadasz, proszę o jeszcze :-DDDD
        • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 15:05
          XXI wiek, Trójmiasto, przychodzi do redakcji największej pomorskiej gazety
          jegomość w średnim wieku i krzyczy, że sprzedajemy wybrakowane gazety. My do
          niego: Jak to wybrakowane? Facet: No, nie ma wszystkich stron! Ponieważ jest
          zdenerwowany, dostaje od razu nowy egzemplarz. Siada, ogląda, liczy strony:
          Pani sobie żarty ze mnie robi? Piszecie z przodu, że więcej na stronie
          internetowej, więc ja się pytam na razie spokojnie, która jest ta internetowa?
        • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 02.04.03, 15:35
          Znajomy był jakiś czas temu w czarnej Afryce.Postanowił zwiedzić miejscową
          atrakcję turystyczną - groty (wydaje mi się że to było w Zambii).Żeby
          tamtejszym tradycjom biurokratycznym stało się zadość, przed grotą siedzi
          umundurowany obywatel i wpuszcza pojedynczo po uprzednim wypełnieniu stosownych
          dokumentów.Znajomy po kilkuminutowym, uwieńczonym sukcesem, spellowaniu "ulica
          Piołunowa" dojeżdża wraz z urzędnikiem do rubryki "kraj", mówi "Poland".Facet
          się cieszy jak dziecko, rzuca się znajomemu serdecznie na szyje i krzyczy, że
          się bardzo cieszy widząc gości z tego kraju, bo jego brat jest w
          Amsterdamie.Mój znajomy tłumaczy grzecznie,że Polland leży niestety 1000
          kilometrów od Holland.Wzbudza to jeszcze większą radość - facet wyraża
          przekonanie, że to musi być w takim razie blisko Ameryki.Znajomy wyraża żal, że
          Ameryka jest kilka tysięcy kilometrów od jego domu. Facet go pociesza, że w
          takim razie musi mieć blisko do Australii, a tam podobno też jest ładnie.
          Znajomy mówi, że przystał na wersję z Polską na antypodach, bo było gorąco.
          • Gość: dokt0r HOLLAND IP: *.pth0603.pth.iprimus.net.au 22.03.04, 02:53
            Zdarza mi sie to bardzo czesto, chociaz zawsze naciskam na 'P' mowiac Poland.
            Kiedys rozmawialem z jakas ladna dziewczyna z poludniowej Holandii, bardzo sie
            ucieszyla ze rozmawia z "rodakiem" :) Nie poprawialem, tego samego dnia
            nauczylem sie paru slow po holendersku bo dzwonilem do niej wieczorem :)
            • Gość: yoss Re: HOLLAND IP: *.crowley.pl 20.09.05, 20:49
              bo nie trzeba naciskac na "P" tylko mowic (upraszczajac) "PoUland"
              zamiast "poland" (dla anglojezykowych :) brzmi to wlasnie jak "holand")

              przepraszam za wtret bardzo nie na temat, ale po ilus pomylkach postanowilem
              wreszcie sprawe osobiscie przebadac :)
              • aiczka Re: Holland 19.06.07, 14:09
                Mnie tylko zastanawia, skąd im przychodzi do głowy, że może chodzić o "Holland",
                skoro sami mówią "Netherlands"...
      • marijohanna Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 25.06.03, 20:50
        jezuuuu! *quik* ale dobre!
        • Gość: gość Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 06:26
          bujaj sie
      • Gość: Pendragon Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.03, 13:30
        Gość portalu: monika napisał(a):

        > jeszcze mi się jedna historia przypomniała.Opowiedział
        mi to szef-jego kolega
        > szkoli służby specjalne:
        > Las, ćwiczenia ekipy ratunkowej z użyciem śmigłowca.
        Zadanie polega na
        > odnalezieniu przecinki, w której czeka "zaginiony na
        terytorium
        > nieprzyjaciela", opuszczeniu się na stosownym
        oprzyrządowaniu z tego śmigłowca,
        >
        > przypięciu faceta do siebie i pośpiesznej ewakuacji.
        Jest świt, więc niewiele
        > widać, ale jest przecinka, gość czeka, więc na dół,
        przypinają klienta i
        > odlatują. Po dłuższej chwili, wciąż nad ziemią,
        zauważono, że facet ma w ręku
        > kosz z grzybami...Podobno obyło się bez zawału, ale za
        to wystąpiły wszelkie
        > możliwe reakcje fizjologiczne. Potem okazało się, że to
        nie ta przecinka.



        Monika niesamowite :-)))))))))))) hehehe
      • Gość: Józef Tkaczuk Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 195.217.253.* 27.06.03, 15:51
        Podobna historia, tyle, ze tragiczniejsza w skutkach, wygrala kiedys tzw.
        nagrode Darwina (na najglupsza smierc). Po pozarze lasu pracownicy strazy
        pozarnej znalezli spalonego pletwonurka. Okazalo sie, ze samolot gasniczy przy
        nabieraniu wody porwal kolesia i zrzucil go na plonacy las. Pomyslcie! Najpierw
        kolesia pozera jakis potwor a potem zrzuca go pewnie ze znacznej wysokosci na
        plonacy las. Nie zazdroszcze doznan.
        • Gość: agra Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.softex.com.pl 03.02.05, 11:39
          bzdura. niedawno na discovery w programie "Pogromcy mitów" zajęli się tą bujdą
          i wyszło na to, że jest to technicznie niemożliwe. Zresztą ta historyjak krąży
          od lat. I jakoś dziwnie często jest opowiadana przez "naocznych świadków", albo
          wręcz załogę samolotu gaśniczego.
          • aiczka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 19.06.07, 14:10
            W jednym filmie był też taki motyw, ale chodziło o zwłoki topielca.
            • Gość: iz Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.06.09, 14:47
              W Kryminalnych Zagadkach Las Vegas :)
      • Gość: Sceptic Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 195.205.8.* 27.04.04, 18:45
        Bzdura. Jak go przypięli? Jakim cudem nie zwiał, ani nie dał w żaden sposób
        znać, że nie pali się do "wejścia na pokład"? A na koniec- BUAHAHAHA-
        niezłe "służby specjalne", co mylą przecinki w lesie! Nie wiem, czy
        kiedykolwiek miałaś bliższą styczność z kimkolwiek, kto brałby udział w
        podobnych ćwiczeniach- pomylenie grzybiarza z uczestnikiem tychże jest
        ABSOLUTNIE NIEMOŻLIWE. Pozdr.
      • rigolotta Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 18.06.06, 23:18
        boskie! Nie no, czyli to moze sie kazdemu przydarzyc...
      • Gość: tmj Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 213.17.140.* 09.07.08, 11:33
        To ja mam podobną historię. Górnicy ze śląska wybrali się na grzyby na drugi
        koniec kraju autobusem, a że była to zbieranina z całej kopalni to nie wszyscy
        się znali. Po grzybobraniu wieczorem chcą wracać a tu jednego brakuje, poszli go
        szukać po chwili znaleźli oczywiście pijany jak bela. Wpakowali go do autobusu
        po dojechaniu do domu budzą go wstawaj już jesteśmy w domu a on na to a gdzie
        mój rower :P To był jakiś miejscowy......:P
        • uccello Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 09.07.08, 15:12
          TMJko ( lub TMJu) hmmmm, hmmmm jak by to powiedzieć: GAFA, to
          niezręczność , nietakt, a nie śmieszne zdarzenie funkcjonujące od
          lat jako Urban Legend.
    • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 12:14
      Monika to bylo naprawde dobre prosze jeszcze !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 03.04.03, 23:47
        Opowiedziała mi to koleżanka z pracy.
        W latach osiemdziesiątych jej rodzice weszli w jakieś spory finansowe z daleką
        rodziną rezydującą w USA. Ponieważ tamci nie chcieli oddać im pieniędzy,
        postanowiono namotać grubszą intrygę.Uradzili, że informacja o nagłej śmierci
        wspólnej prababci trafi do serc i sumień kuzynów (że niby będą się poczuwać do
        pokrycia części kosztów pogrzebu...). Żeby uwiarygodnić przekaz postanowili
        dołączyć dokumentację fotograficzną. Było to dość łatwe,bo sąsiad pracował w
        domu pogrzebowym i mógł wpuścić ich wieczorem do pomieszczenia z właściwym
        oprzyrządowaniem. Ubrali więc jak należy siebie i starszą panią, umieścili ją
        na katafalku itd. O umówionej godzinie przyszedł fotograf. Był obcy, więc mu
        nie mówili wcześniej, co jest naprawdę grane.Zrobił zdjęcia,ale zanim wyszedł
        zapytał teatralnym szeptem głowę rodziny ile ma być kompletów odbitek.Ten
        odparł, że jeden, na co słysząca to starsza pani odezwała się "i dla mnie
        jeden".Podobno fotograf tak uciekał, że zostawił sprzęt.
        • Gość: milicjant Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.07.03, 01:36
          Gość portalu: monika napisał(a):

          > Opowiedziała mi to koleżanka z pracy.
          > W latach osiemdziesiątych jej rodzice weszli w jakieś spory finansowe z
          daleką
          > rodziną rezydującą w USA. Ponieważ tamci nie chcieli oddać im pieniędzy,
          > postanowiono namotać grubszą intrygę.Uradzili, że informacja o nagłej śmierci
          > wspólnej prababci trafi do serc i sumień kuzynów (że niby będą się poczuwać
          do
          > pokrycia części kosztów pogrzebu...). Żeby uwiarygodnić przekaz postanowili
          > dołączyć dokumentację fotograficzną. Było to dość łatwe,bo sąsiad pracował w
          > domu pogrzebowym i mógł wpuścić ich wieczorem do pomieszczenia z właściwym
          > oprzyrządowaniem. Ubrali więc jak należy siebie i starszą panią, umieścili ją
          > na katafalku itd. O umówionej godzinie przyszedł fotograf. Był obcy, więc mu
          > nie mówili wcześniej, co jest naprawdę grane.Zrobił zdjęcia,ale zanim wyszedł
          > zapytał teatralnym szeptem głowę rodziny ile ma być kompletów odbitek.Ten
          > odparł, że jeden, na co słysząca to starsza pani odezwała się "i dla mnie
          > jeden".Podobno fotograf tak uciekał, że zostawił sprzęt.

          "Przestęca działa nocą"reż K.Szmagier
        • saralove Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 16.02.05, 10:40
          To było najlepsze...
        • amoray Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 16.08.06, 15:52
          Śmieszne, ale nie wydaje mi się prawdziwe. Tak samo jak ta opowieść o
          grzybiarzu na poligonie.
          • Gość: turzyca Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 134.245.115.* 03.09.10, 18:48
            amoray napisał:

            > Śmieszne, ale nie wydaje mi się prawdziwe. Tak samo jak ta opowieść o
            > grzybiarzu na poligonie.

            o, nie, nie, nie. Grzybiarze sa wrecz standardowym wyposazeniem poligonu, tam sa przeciez boskie
            grzyby. Miejscowi rozklad strzelan znaja na pamiec, wiec w przerwach udaja sie na zbieranie. Gorzej
            jak z jakichs wzgledow strzelanie odbywa sie w innym terminie i na dzwiek wystrzalow nagle
            wylatuje grupa ludnosci bardzo cywilnej...
      • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 00:29
        Mieliśmy chyba po 15 lat i spędzaliśmy weekend ze znajomymi (bez dorosłego
        nadzoru!!!)w domku kolegi, na wsi.Kolega uparł się, że sam ugotuje rosół.
        Wszedł w posiadanie kury (już bez głowy i oskubanej) drogą kupna - od sąsiada.
        Wyrzucił nas nad jezioro, a sam zabrał się do gotowania. Po jakimś czasie
        tryumfalnie oznajmił, że podano do stołu. Wszystko było OK, tylko rosół był
        niemożliwie mętny i smakował umiarkowanie. Ale uznaliśmy,prawdopodobnie wskutek
        głodu, że w sumie może być.Autor dowodził, że przyczyną zachwiania równowagi
        smakowej i małej klarowności jest nadmiar porów,których rzeczywiście było
        sporo.Tak, że mimo wszystko połowa garnka zniknęła. Jak już zjedliśmy, ktoś
        zapytał kolegę żartem czy wypatroszył kurę. Ten się obruszył, że to nie
        pierwszy rosół w jego życiu.Późnym wieczorem, kiedy wszyscy spali, kolega
        ośmielony większą ilością piwa powiedział do mnie "Tylko nic im nie mów czasem,
        ale co to właściwie znaczy wypatroszyć?"
      • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 01:02
        Jeszcze mi się coś takiego przypomniało (chociaż to znowu nie-gafa):
        Mój dziadek jest szefem koła łowieckiego. Co roku koło organizuje bal. W
        zeszłym roku na balu towarzyszyli dziadkom moi rodzice. Odbyła się loteria, w
        której mamie trafiła się główna nagroda - dzik (oczywiście w stanie
        upolowanym). Nad ranem wezwali taksówkę, rozbawione babcia z mamą wsiadły,
        zamknęły drzwi i czekają na panów. Mama mówi do babci "Ciekawe, czy się
        zmieści?" Taksówkarz na to "A na ile osób jeszcze czekamy?" Moja
        mama "Hi,hi,hi.Na dwóch żywych i jednego sztywnego!"
        Taksówkarz "Cha,cha,cha.Dobrze, że mam pusty bagażnik". Po chwili głównymi
        drzwiami eleganckiego pałacyku wyszli panowie niosąc za nogi dzika. Facet miał
        podobno fajną minę.
        • Gość: Michał N Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 194.29.176.* 14.11.03, 11:29
          moi starzy byli z Twoimi na tym balu ;)
      • Gość: monika jeszcze jedno IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 04.04.03, 02:01
        niestety przypominają mi się same nie-gafy :-( ale za to autentyki:
        Kilka lat temu zwiedzałam z narzeczonym hiszpański interior.Małe miasteczko,
        upał, sennie. Daleko od turystycznych szlaków, więc nikt nie mówi po angielsku.
        Znaleźliśmy bank, ale nie mogliśmy sobie poradzić z bankomatem. Narzeczonemu
        coś strzeliło, że oni tu napewno mówią po niemiecku. Nie znamy tego języka, ale
        on dzieckiem w kołysce ogladał Klossa. Więc mówi do panienki w okienku z
        niezachwianą pewnością siebie: "Bankomat kaputt!". Panienka popatrzyła jak na
        pomylonego, obejrzała kartę, zawołała koleżankę, odbyły konsylium,
        przeprowadziły jakieś testy z czytnikiem, w końcu robi tryumfalną minę, oddaje
        kartę i mówi: "Bankomat gut.KARTA KAPUTT!"
    • annika_vik Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 03.04.03, 13:21
      Jestem raczej ostrożna i rzadko popełniam gafy, ale jedna zdarzyła mi się
      straszna. Rozmawiam z moją siostrą i jej najbliższą koleżanką, którą dopiero
      poznałam i bardzo mi zależy, żeby mnie też polubiła. Mówimy o FCE, które moja
      siostra chce zdawać - ja, wiedząc z autopsji, że to dużo kosztuje i znając
      możliwości siostry, sugeruję, żeby najpierw się porządnie poduczyła, bo "To
      absolutnie nie ma sensu zdać FCE na jakieś marne C!". Na to koleżanka "JA mam
      FCE zdane na C".
      Zatkało mnie i nie wiedziałam już co powiedzieć...
      • Gość: Slav Gafa "anglojęzyczna" IP: *.solutions.net.pl 04.04.03, 08:41
        Sytuacja taka:
        Bardzo miła dziewczyna (światowa firma, nasz poważny dostawca z Holandii) , z
        którą znałem się tylko przez telefon, faxy i e-maile w końcu postanowiła
        przyjechać do Polski w objazd po klientach. Umówiliśmy się w Krakowie, w
        hotelu X, wszystko było dogadne; tematy rozmów zaakceptowane przez obie
        strony - tylko jechać i klepać kontrakt. Tuż przed spotkaniem któreś z nas się
        połapało że przecież nie znamy się z wyglądu i JAK MY SIĘ POZNAMY W TYM
        HOTELU ???
        Natalia mówi że ma rude krótkie włosy - dla mnie OK. W końcu ile jest tych
        rudych w krakowskich hotelach ?
        - "No dobrze, a jak ty wyglądasz Sławomir ?"
        a ja powiedziałem że mam krótkie czarne włosy i....

        MAŁEGO CZARNEGO PTAKA !!!!

        (nie wiem co dziewczyna sobie wyobraża jak teraz się kontaktujemy, ale jak
        mnie zobaczyła w tym hotelu - prychnęła strasznym śmiechem przez zaciśnięte
        zęby...) Ciekawe co sobie wyobrażała, że niby jak ja przyjdę ubrany? ;OPPP

        (dla niewtajemniczonych - "small black beard" (mała czarna bródka) i "small
        black bird(ptaszek)" niewiele się różnią w wymowie. Przynajmniej w moim
        wykonaniu, hue hue :o)
        • Gość: Kocia Re: Gafa "anglojęzyczna" IP: 217.153.22.* 03.06.04, 10:08
          Mnie spotkała podobna sytuacja.
          Kilka lat temu, przyjechał do mnie znajomy ze Stanów. Polskiego nie znał i
          troche sie na poczatku obawiał porusznia po Warszawie, wiec siedział w hotelu.
          Jednego dnia nie mogłam go odwiedzic, wiec poprosiłam koleżankę, aby kupiła mu
          jakieś żarło, bo biedactwo umrze z głodu.
          Koleżanka pojechała do hotelu i wręczając mu bochen chleba "jor old berd" –
          kolega, który był nota bene dużo starszy ode mnie i koleżanki, na szczęście nie
          wiedział, co w naszym sloganie znaczy berd, natomiast ona po wypowiedzeniu tych
          słów dostała ataku śmiechu.
          • sol_bianca Re: Gafa "anglojęzyczna" 12.11.04, 21:08
            Byłam z kumplem w Pradze (czeskiej), i oczywiście cały czas dogadywaliśmy się z
            Czechami mówiąc do nich po polsku (a oni do nas po czesku), spoko. Kumpel
            któregoś dnia postanowił odwiedzić swojego znajomego mieszkającego w Pradze.
            Pamiętał ulicę, numer bloku, tylko nie pamiętał numeru mieszkania. Uparł się, że
            zapyta któregoś z sąsiadów. No to wchodzimy na klatkę, ja mu jeszcze
            przypominam, żeby nie używał słowa szukać (co ponoć po czesku znaczy "pie***").
            Ale kolega był tak przejęty, że kiedy zapukał do pierwszych z brzegu drzwi i
            otworzyła mu jakaś starowinka, oczywiście powiedział: "szukam XX [tu nazwisko
            kumpla]".
            • Gość: pepe Re: Gafa "anglojęzyczna" IP: *.ip.krzyki.e-wro.net.pl 27.09.05, 13:54
              Ja miałam identyczną sytuację. Dwa lata temu pojechaliśmy na weekend majowy do
              Pragi, wszystko było zajęte, a my szukaliśmy noclegu w którymś
              hotelu/pensjonacie z kolei. Idąc do repcepcji, mówię do siebie: "Tylko nie
              mów 'szukam', tylko nie mów 'szukam'". I pierwsze, co poiwedziałam do babki w
              recepcji "Szukamy pokoju..." Ale jej reakcja na szczescie nie byla jaks
              negatywna.
              • capuccino_days Re: Gafa "anglojęzyczna" 11.07.06, 10:13
                moja szefowa - Słowaczka nadal dostaje napadów dzikiego śmiechu jak na polskich
                stronach www widzi napis "wyszukiwarka"
        • Gość: eeeee Re: Gafa "anglojęzyczna" IP: *.wolfson.cam.ac.uk 04.03.07, 02:29
          nie wydaje mi sie, zeby w jezyku angielskim 'ptaszek' mial takie samo znaczenie
          jak w polskim
          • Gość: mała mi Re: Gafa "anglojęzyczna" IP: *.customers.d1-online.com 10.02.09, 11:08
            Ale śmieszne pozostaje.
            Wyobraź sobie, że ktoś Ci powie mam małego czarnego ... (wpisz co
            chcesz, króliczka, zółwika) i sobie wyobraź jak z nim przychodzi na
            spotkanie biznesowe.
    • Gość: Mojo Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.makor.pl / 192.168.1.* 04.04.03, 11:18
      Parę lat temu, gdy zwiedzałem z moją dziewczyną Bazylikę Św. Piotra w Rzymie,
      pech chciał że nasz rezydent zapomniał uprzedzić o tym że można tam wejść tylko
      w długich spodniach. A że było około 40C ciepła miałem na sobie spodenki do
      kolan.....i elegancki pan który pilnował wejścia powiedział: You need long
      pants!!!, zastawiając mi jednocześnie drogę - nie tylko mnie zresztą - wiele
      osób nie miało długich spodni. Co robić??? Być w Rzymie i nie zwiedzić
      Bazyliki - profanacja!!! Nagle dziewczyna mnie uświadomiła że przed wejściem ma
      miejsce istny handel wymienny - wchodzący kupują od wychodzących lekkie,
      jednorazowe, prawie papierowe spodnie za symboliczne kwoty, po to tylko żeby
      wejść. Tak też zrobiłem i ja. Po 2h zwiedzania wychodzę na zewnątrz i widzę
      jakiegoś nieszczęśnika (po anglojęzycznym przewodniku w jego ręku domyśliłem
      się jakim językiem włada)..... pomyślałem że oddam mu te spodnie, niech ma.
      Podchodzę i mówię: Do you need my old socks ???..... Patrzę.....a on minę ma
      nietęgą....odwracam się, a moja dziewczyna kładzie się ze śmiechu po czym
      oddala się w tłum :-( Olałem więc gościa i poszedłem za nią. Myślałem że spalę
      się ze wstydu jak mi uświadomiła co powiedziałem do tego gościa-oczywiście
      znałem na tyle angielski żeby wiedzieć że chciałem mu oddać swoje stare
      skarpetki, zamiast spodni. Po przeanalizowaniu całego zajścia doszedłem do
      wniosku że mocno utkwiły mi w pamięci słowa ochroniarza "...long pants, pants,
      pants....old socks, socks !!!". W każdym razie od tamtego czasu ostro wziąłem
      się do nauki języka ;-))))))))
      • Gość: Pablito Londyńskie steki :) IP: *.payrollservice.pl / *.gazeta.pl 04.04.03, 15:41
        Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki. Angielski w
        normie, nie było specjalnych problemów, choć czasem oczywiście zdarzały się
        gafy. Najlepsza z nich dotyczy restauracji :)) Nieświadomy gafy kumpel zamówił
        w knajpie steka słowami: - May I have a bloody steak, please? :)) Ja czerwony,
        krztuszę się ze śmiechu a kelner, rodowity Anglik nic, twarz blacha, zanotował
        sobie w notesie i pyta: - Would you like to have it with some fucking potatoes,
        sir?

        (ang. bloody - cholerny, rough - krwawy, surowy)


        • Gość: gość Re: Londyńskie steki :) IP: *.biaman.pl 04.04.03, 21:47
          Moja mama stała na przystanku czekając na autobus.Kiedy przyjechał chcąc wejść
          doń chwyciła się za rurkę przy schodach.W pierwszej chwili wyczuła że jest ona
          trochę tak jakby za cienka, ale podciągając się weszła do środka.Okazało się że
          nie byłą to rurka która zazwyczaj jest przy wejściu, tylko laska niewidomego.
          Dobrze że nie widział jej miny.
          • Gość: irekk Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.03, 17:43
            ja kilkanaście lat temu jechałem z wujkiem autobusem, wiezlismy rurki do
            instalacji wodnych, na jednym z zakrętow patrze a za rurke trzymają 3 osoby.
            • kirkunia Re: Londyńskie steki :) 05.11.09, 21:04
              Przeżyliśmy to samo z drewnianym karniszem :) Kto wsiadał łapał
              mojego męża za karnisz...
        • Gość: ewkaewka to stary kawal drogi pablito n/t IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.04.03, 23:04
        • Gość: Lipa Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.04, 16:39
          szczerze, to poszczalam sie ze smiechu...^_^ wielkie thx autorowi ^_^
        • Gość: kaja Re: Londyńskie steki :) IP: *.core.lanet.net.pl 28.03.04, 18:36
          hahahaha
          nie moge, poplakalam sie!!
        • Gość: Z gróprza biorąc.. Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.04, 08:35
          Rough = szorstki, chropowaty, raw =surowy!
          Bloody language - to difficult for fucking foreigners?
          • katie_cutie Re: Londyńskie steki :) 24.04.04, 10:06
            Gość portalu: Z gróprza biorąc.. napisał(a):

            > Rough = szorstki, chropowaty, raw =surowy!
            > Bloody language - to difficult for fucking foreigners?

            definetely TOO difficult for some.... ;-))))

            a historia boska :D

            pzdr
            katie
            • ol69 Re: Londyńskie steki :) 11.05.04, 01:51
              katie_cutie napisała:


              > definetely TOO difficult for some.... ;-))))

              DEFINITELY too difficult... DEFINITELY...

              pzdr
              Ola
              • decitos Re: Londyńskie steki :) 24.02.05, 15:38
                DEFINATELY :)
                • Gość: limetka Re: Londyńskie steki :) IP: *.ols.vectranet.pl 16.05.06, 20:42
                  DEFINMITELY not DEFINATELY ;))))
            • Gość: juss Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 21:47
              a steak to jednak "rare" a a nie "raw" czy "rough"
            • Gość: lifter Re: Londyńskie steki :) IP: 195.94.215.* 13.10.06, 16:16
              A owe steczki to sa "rare" (nie pytajcie czemu, tak sie mowi i juz).

              Z przygod z angielszczyzna to mi sie trafilo pomylic angielskie slowa oznaczajace autostop i porwanie samolotu - wyszlo na to, ze zwiedzilem pol Europy za pomoca porwan samolotu w jedne wakacje :)

              A druga story - mam na imie Jerzy. W krajach anglojezycznych uzywam formy Jurek, a dokladniej Yurek, bo nie ludzie być potem Dżurkiem.

              Sytuacja byla taka, ze mialem przespejlowac recepcjonistce swe imie, wiec zaczynam z nacikiem Y-U-R... ona robi dziwna mine. No to ja jescze mocniej akcentuja Y-U=R... Panna ma w oczach lekka panike...

              No tak, Y-u-r brzmi praktycznie tak samo jak Why you are - wyobraz sobie co ona sobie mysli - pyta cudoziemca o imie a ten z dziwnym naciskiem mowi do niej DLACZEGO=TY-JESTES... DLACZEGO! TY! JESTES! - sam bym sie wystarszyl. :)

              • ragazza4 Re: Londyńskie steki :) 14.10.06, 13:44
                Kilka lat temu, będąc beztroską studentką prawa, spotykałam się z chłopakiem, który właśnie przeżył dość niespodziewaną śmierć swojego ojca. Pewnego razu zaczęliśmy rozmawiać o naszych studiach i wybieranych przez nas przedmiotach specjalizacyjnych. Pech chciał,że właśnie przechodziłam etap fascynacji kryminologią i..medycyną sądową. Z wypiekami na twarzy zaczęłam opowiadać mu o metodach wykrywania przyczyn zgonu...On uprzejmie zapytał, czy byłam już na sekcji zwłok. Ja na to, że nie, bo akurat w umówionym dniu ZABRAKŁO NIEBOSZCZYKÓW. W tym momencie uświadomiłam sobie, jak straszliwą gafę popełniłam.
              • Gość: jamjest Re: Genialne :D IP: *.sulechow.net 12.06.07, 18:39
                :D :D :D
        • Gość: kasia Re: Londyńskie steki :) IP: 195.136.30.* 19.07.04, 22:12
          aaaaaaa turlam sie po podlodze :D
        • Gość: Jo-jo Re: Londyńskie steki - kolejny mały kłamolek IP: 193.128.25.* 21.07.04, 11:18
          > Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki. Angielski
          w normie, nie było specjalnych problemów, choć czasem oczywiście zdarzały się
          > gafy. Najlepsza z nich dotyczy restauracji :)) Nieświadomy gafy kumpel
          zamówił
          > w knajpie steka słowami: - May I have a bloody steak, please? :)) Ja
          czerwony,
          > krztuszę się ze śmiechu a kelner, rodowity Anglik nic, twarz blacha,
          zanotował
          > sobie w notesie i pyta: - Would you like to have it with some fucking
          potatoes,

          Po raz pierwszy czytałam tę historyjkę w książce wydanej bodaj w latach 70-
          tych. Kolejny mały kłamolek, który przypisuje sobie cudze pomysły. Jak ja tego
          nie znoszę!
          • Gość: sIK Re: Londyńskie steki - kolejny mały kłamolek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.09.04, 21:59
            Gość portalu: Jo-jo napisał(a):

            > > Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki. Angie
            > lski
            > w normie, nie było specjalnych problemów, choć czasem oczywiście zdarzały się
            > > gafy. Najlepsza z nich dotyczy restauracji :)) Nieświadomy gafy kumpel
            > zamówił
            > > w knajpie steka słowami: - May I have a bloody steak, please? :)) Ja
            > czerwony,
            > > krztuszę się ze śmiechu a kelner, rodowity Anglik nic, twarz blacha,
            > zanotował
            > > sobie w notesie i pyta: - Would you like to have it with some fucking
            > potatoes,
            >
            > Po raz pierwszy czytałam tę historyjkę w książce wydanej bodaj w latach 70-
            > tych. Kolejny mały kłamolek, który przypisuje sobie cudze pomysły. Jak ja
            tego
            > nie znoszę!

            a jak ja nieznoszę ludzi którzy wszystko negują bo to się zdarzyło, albo ktoś
            to już opisal
            Wiele osób by tak mogło powiedzieć na 'krwisty', a kelnerzy może mają już
            gotową odpowiedź na 'bloody steak' (wysoce prawdopodobne, że wiele osób
            popełnia ten sam błąd, a kelnerzy subtelnie im sugerują że tak się nie mówi, a
            co najważniejsze ja w to wierze)
        • sierratequila Re: Londyńskie steki :) 31.01.05, 23:22
          hej ten text chodzi juz od paru lat jako dowcip....
          • xemxija Re: Londyńskie steki :) 01.02.05, 18:30
            www.joemonster.org

            tam jest tego duzo wiecej
        • viking2 Re: Londyńskie steki :) 30.04.05, 03:42
          Na takie surowe steki mowi sie "rare", w odroznieniu od "medium" (troche tylko
          rozowy w srodku) albo "well done" (czyli wysmazony jak zelowka)
        • Gość: Luc2000 Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.05, 18:59
          to stary kawał
        • karelka Re: Londyńskie steki :) 17.06.05, 01:41
          UAHAHAHAHA!!! :DDDDDDDDD....ŚWIETNE!!!
        • karelka Re: Londyńskie steki :) 17.06.05, 01:42
          UAHAHAHAHA!!!!!...świetne! :DDDDDDDD
        • Gość: Gosciuwa Re: Londyńskie steki :) IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 22.06.05, 17:37
          bloody to krwawy, steaki podaje sie bloody lub rare, medium , and well done
          • Gość: que Re: Londyńskie steki :) IP: *.zagiel.com.pl / 212.182.117.* 07.07.05, 14:29
            RARE to mogą być białe kruki najwyżej, steki są RAW, medium albo well-done
            • Gość: arkadia Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 19:52
              Zazwyczaj się nie mądruje, ale jak komuś się wydaje że wszystkie rozumy
              pozjadał to zabieram głos. Stek może być jak najbardziej "rare", a stopni
              smażenia jest nawet 5, przynajmniej tyle było w restauracji w której
              pracowałam. Jest spora różnica między językiem słownikowym a tym którgo się
              używa na codzień.A tu mały cytat ze słownika:
              rare » rzadki

              » niezwykły; nietypowy; osobliwy
              » (kulin.) krwisty; niedosmażony (np. befsztyk)
              » (br.a.) (pot.) ekstra; świetny; ekstra klasa
              • Gość: arkadia Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.06, 19:56
                Z tą różnicą w języku słownikowym chodziło mi oczywiście o to najbardziej znane
                tłumaczenie, bo jak widać w słownikach jest również tłumaczenie w znaczeniu
                kulinarnym
              • siara66 woda 09.03.06, 18:38
                Kiedyś na wsi jak byłam mała odwiedziła nas jakaś ciotka z Radomia. Byłam 6
                letnim umorusanym dzieciakiem i mama kazała mi się umyć na co ja, przy tej
                ciotce, gdzie jedziemy? że każesz mi się myć. Wszyscy poza mną poczuli się
                idiotycznie.
              • Gość: Brat Re: Londyńskie steki :) IP: *.centertel.pl 17.03.06, 10:45
                > Zazwyczaj się nie mądruje, ale jak komuś się wydaje że wszystkie rozumy
                > pozjadał to zabieram głos. Stek może być jak najbardziej "rare", a stopni
                > smażenia jest nawet 5, przynajmniej tyle było w restauracji w której
                > pracowałam. Jest spora różnica między językiem słownikowym a tym którgo się
                > używa na codzień.A tu mały cytat ze słownika:


                Pracowalem pare miesiecy w restauracji w Szkocji i najbardziej surowy stek
                nazywal sie BLUE, a RARE, byl nastepny w kolejnosci
            • viking2 Re: Londyńskie steki :) 05.03.06, 08:34
              > RARE to mogą być białe kruki najwyżej, steki są RAW, medium albo well-done


              Nie, kochany wlasnie "rare". Taki idiom.
            • asia23bb Re: Londyńskie steki :) 14.10.06, 15:32
              Myslisz sie. Steki wlasnie sa RARE
        • gwiezdna.matylda Re: Londyńskie steki :) 04.03.06, 21:21
          aaa, super!! :-)))
          typowy "angielski" kelner :-D
        • spacyja NAJlepsze 16.05.06, 13:01
          Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki. Angielski w
          >
          > normie, nie było specjalnych problemów, choć czasem oczywiście zdarzały się
          > gafy. Najlepsza z nich dotyczy restauracji :)) Nieświadomy gafy kumpel
          zamówił
          > w knajpie steka słowami: - May I have a bloody steak, please? :)) Ja
          czerwony,
          > krztuszę się ze śmiechu a kelner, rodowity Anglik nic, twarz blacha,
          zanotował
          > sobie w notesie i pyta: - Would you like to have it with some fucking
          potatoes,
          >
          > sir?
          >
          > (ang. bloody - cholerny, rough - krwawy, surowy)


          DOBRE DOBRE ;-)
          • Gość: misia Re: NAJlepsze IP: 194.246.124.* 14.07.06, 14:20
            raw - krwawy, surowy
            rough - twardy (np. facet), gruboskorny
        • sze Re: Londyńskie steki :) 17.10.06, 13:35
          > Ja i mój kumpel, wybraliśmy się na studiach do Londynu na praktyki....

          Taa, pewnie. Dowcip z taaaaką brodą. Na przykład tutaj:

          www.hahaha.de/witze/laender/allgemein/seite10.html
          browniemajere.livejournal.com/
          Może założymy wątek poświęcony przerabianiu dowcipów na pierwszą osobę...?
        • Gość: gosciowa Re: Londyńskie steki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.08, 22:12
          stek chyba "rare"? ;)
        • skyler-white Re: Londyńskie steki :) 23.01.17, 12:03
          O steku to RARE a nie rough
      • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 05.04.03, 00:14
        Monika powiedz skad ty to wszystko bierzesz, bo jesli z zycia to juz ci
        zazdroszcze.A i mnie przypomnialo sie pewne zdarzenie z mojego zycia ,ktore
        nie do konca moglo byc smieszne w jego skutkach.Bylo to tak w latach 80 -tych
        jako dziecko ciagle jezdzilem do szkoly autobusami ,ktore byly wiecznie
        przepelnione i dostac sie czasem do srodka bylo ciezko ,swego razu gdy autobus
        byl juz pelny po brzegi probowalem jeszcze sie zmiescic i w tym czasie
        kierowca nie widzac nic co dzieje sie z tyl zamknal drzwi , okazalo sie ze w
        autobusie jest tylko moja glowa i nia moge rozchylic drzwi zeby sie z tamtad
        wydostac ,i tak bieglem kilkanascie metrow zanim kierowca nie uslyszal krzyku
        ludzi ,ze cos jest nie tak .Moge powiedziec tylko ze juz nie pojechalem tym
        kursem bo wieksza czesc pasazerow plakala ze smiechu ,gdzie mnie wcale do
        niego nie bylo .
        • Gość: monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 06.04.03, 20:37
          Mnie się też przypomniała pewna makabreska. Opowiedziała mi to kiedyś kuzynka –
          wtedy studentka medycyny. Jej koleżanka, też przyszła lekarka, postanowiła
          sobie obejrzeć migdałki w lusterku. Nie wiedzieć czemu na leżąco. Żeby było
          lepiej widać przytrzymywała sobie język widelczykiem do ciasta. Jak wiadomo
          jest coś takiego jak odruch przełykania. Musiała dość głęboko manewrować tym
          widelcem (i z drugiej strony dość nonszalancko go trzymać) bo go „wessało”-
          kiedy leżysz, przełyk jest wyprostowany, więc wielkość i kształt narzędzia nie
          grały roli. Podobno panienka usiadła na tapczanie i mówi „Nie jestem pewna,ale
          wydaje mi się że połknęłam widelec”.Na szczęście z akademika było blisko do
          szpitala,ale dyżur miał facet, z którym wcześniej się zetknęli "naukowo", więc
          w pierwszej chwili nie bardzo chciał ich potraktować serio.
          • Gość: Małgosia Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.parczew.sdi.tpnet.pl 07.11.03, 16:28
            W pierwszej klasie liceum. Nie znałam jeszcze wszystkich nauczycieli . Na
            jednej z przerw schodziłam ze schodów a był dość duży tłok, bowiem wszyscy
            wychodzili z klas. Rozmawiałam w tym czasie ze swoją koleżanką , która miała
            krótkie blond włosy i była w czrwonym golfie. Zaczełam mówić do niej o nowym
            chłopaku, którego poznałam na dyskotece. Odruchowo klepnęłam ja w plecy i wtedy
            ona sie obróciła....... To była dyrektorka szkoły, która z tyłu była podobna do
            mojej koleżanki . Teraz jak zawsze mnie mija podejrzanie sie do mnie uśmiecha .
            • Gość: Byly UMCS Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.hsd1.tx.comcast.net 01.05.05, 19:36
              Lata 80'te. Po pierwszym wykladzie z prawa administracyjnego rozmowa z
              wykladowca na korytarzu. Wtedy bywalo cienko finansowo, no i ktos mowi" "Tylko
              brak pieniazkow, panie docencie". "Pieniedzy" - pan docent na to. Za chwile
              znow ktos cos o "pieniazkach", a pan docent znow poprawia na "pieniadze".
              Dopiero ktos sobie przypomnial, ze nazwisko pana docenta to doc. PIENIAZEK,
              Pozdrawiam, Panie Profesorze Pieniazek z Texasu - byly Panski student.
              • sze Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 17.10.06, 13:52
                Rozmawialiśmy kiedyś w większym gronie z przedstawicielem firmy Polkomtel czyli
                Plus GSM. Omawiając jakąś koncepcję, mój szef rzucił: "To doskonała idea!", na
                co tamten z wyrzutem: "Panie dyrektorze, bardzo proszę: 'pomysł', 'pomysł'...!"
            • Gość: Cipciakowa Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.chello.pl 06.07.08, 22:38
              Podobnie było z moja kumpelą. Pierwszy rok w liceum, spotkanie z nowym
              wychowawcą. Aśka szturcha łokciem w plecy kolesia stojacego najbliżej niej i
              mówi : - Ty ,młody, nie wiesz gdzie w tym burdelu jest spotkanie pierwszych
              klas? On na to : -W sali 165. śpotykamy sie tam wszyscy, do klasy wchodzi...
              koles, którego zaczepiła Asia i mówi : - Witam, nazywam sie Marcin B...., bedę
              waszym wychowawcą, i złosliwy uśmieszek do Aśki .
        • Gość: dzidzia Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.range86-135.btcentralplus.com 16.08.05, 21:25
          biedaczysko... mój kolega zrobił to samo, ale w odwrotną stronę, także głowa mu wystawała na zewnątrz autobusu, podczas gdy reszta została w środku. popłakałam się ze śmiechu, gdy mi to świadkowie (byli z nim znajomi, ale oni zdążyli wysiąść ;D) opowiadali. choć chłopakowi nie zazdroszczę.
          • kjs13 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 16.10.05, 18:48
            Zajmuje sie w jednej ze szkół na śląsku wypozyczaniem sprzetu rtv itp. I
            pewnego poniedziałku ( jak wiadomo najgorszy dzien tygodznia) o godz 7
            przychodzi na portiernie ( gdzie odpoczywałem po przyjsciu do pracy)
            nauczycielka j. niemieckiego, czy moge jej pozyczyc na lekcje magnetofon z
            odtwarzaczem CD. Wiec idziemy i w trakcie drogi Pani, nazwijmy ja Kowalska,
            pyta sie czy jakis nauczyciel pozycza czesciej niz ona magnetofon, wiec
            odpowiedam jej ze tak, pani Kowalska. No i ucichła rozmowa. Na drugirj lekcji
            przychodzi pani Nowak po magnetofon i rozmowa:
            Nowak: Dzien dobry, chiałam pozyczyc magnetofon
            Ja: Dzien dobry, a oddała Pani?
            N: A brałam?
            J: A nie?
            No i dobra, dałem jej ten magnetofon. Adzwonie na portiernie, kto to przyszedł
            rano po magnetofon---
        • mehundo Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 25.03.08, 11:38
          piekne.... poplakalam sie ze smiechu : ))))))))))))
    • Gość: Monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.zetorz.com.pl 05.04.03, 11:05
      Gafa nie moja ale zasłyszana "na żywo"
      Mój były szef jest Kanadyjczykiem polskiego pochodzenia, ma żonę Azjatkę, w
      Polsce założył swoją firmę.
      Pewnego razu odwiedził go pewien słynny polski piłkarz, teraz senator:), który
      zamieszkiwał w Kanadzie kilka lat.
      Rozmawiają sobie Panowie przy otwartych drzwiach o Kanadzie, jak tam się żyje
      itp, mój szef stwierdził, że najpiękniejsze kanadyjskie miasto to V. Na to
      piłkarz " E tam, za dużo żółtków jak dla mnie" Szef nie podjął tematu i szybko
      zmienił temat.
      Piłkarz miał nietęgą minę kiedy wychodząć z biura szef przedstawił mu swoją
      skośnooką żonę:)).

      • isis! Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 06.04.03, 13:24
        Gość portalu: Monika napisał(a):

        > Piłkarz miał nietęgą minę kiedy wychodząć z biura szef przedstawił mu swoją
        > skośnooką żonę:)).

        Monika, świetne te Twoje gafy :))))))))
        Ja miałam podobną jeśli chodzi o kolor skóry. Aż mi wstyd o tym pisać...
        W czasie pobytu na Sycylii jechałam z miasta Ragusa do Marina di Ragusa (nad
        morzem, ok. 30 km) autobusem z mężem. Przed nami na siedzeniu jechała pani ok.
        40 lat z niską dziewczynką Murzynką. Rozmawiały po włosku, choć kalecząc nieco
        język i z niewłoskim akcentem. Ponieważ we Włoszech jest moda na adoptowanie
        czarnych dzieci, mówię do męża (na głos, po polsku oczywiście): "a to małe
        czarne to pewnie adoptowane! Ile toto może mieć lat?" Mąż: "Nie wiem, jakieś
        10". Ja: "Eee, chyba więcej, bo już ma trądzik". I tak sobie gadaliśmy całą
        drogę. Przyjeżdżamy na miejsce, idziemy na plażę, wynajmujemy lettina i
        ombrellone, rozkładamy się, a te dwie podchodzą do nas, a mała Murzynka czystą
        polszczyzną mówi: "Przepraszam, czy mogliby państwo zerknąć na nasze rzeczy,
        chcemy poływać..."
        SZOK!!!!!!!!!!!!!!!!!
        To była największa gafa mojego życia. Okazało się, że Murzynka jest Polką z
        Krakowa, jest ode mnie o rok starsza (a miałam wtedy 25 lat) i ma już dziecko.
        Ta druga to była Greczynka. Potem zaprzyjaźniłam się z nimi i wsio było OK, ale
        do dziś czuję niesmak :(
        PS. Pozdrowienia dla M. jeśli to przypadkiem czyta :)
        • Gość: Monika Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.zetorz.com.pl 06.04.03, 17:08
          Małe sprostowanie, poprzednie opisane gafy były innej Moniki:) ja opowiedziałam
          tylko jedną:) mam słabą pamięć do wesołych rzeczy:)
          • Gość: aga Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.05, 17:02
            Jechalam autobusem miejskim w Oxfordzie.Bylam z kolezanka, droga strasznie nam
            sie dluzyla, wiec plotkowalysmy na temat ludzi w autobusie.W pewnym momencie
            przed nami usiadl chlopak, dobrze po dwudziestce.Siedzial do nas tylem, mial na
            sobie koszulke z krotkim rekawem.Przy szyi, spod koszulki widac bylo krecace
            sie wloski:)Kolezanka skwitowala:"W zyciu nie chcialabym faceta z tak
            owlosionymi plecami i szyja.Fuj".Na to odwraca sie chlopak i mowi"Mnie tez sie
            to nie podoba, ale co mam zrobic...".Kolezanka potwornie sie spalila, do konca
            podrozy nic juz nie powiedziala, a ja krztusilam sie ze smiechu!!
            • akami Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 16.08.06, 14:26
              W metrze w Londynie dwie dziewczyny rozmawiają po polsku o siedzącym
              naprzeciwko chłopaku - podsumowując jakby chciał to by mu nie odmówiły i dały o
              dowolnej porze dnia i nocy. Wyobraźcie sobie jaka gafa - wysiadając chłopak
              rzucił "Na razie dziewczyny, było miło" i nie skorzystał z propozycji. A
              dziewczynki naprawdę były niezłe.
    • Gość: Mysza Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 06.04.03, 22:12
      Przysięgam, że wszystkie te "wpadki" językowe są prawdziwe, mimo że są wręcz
      przysłowiowe.To, co udało nam się powiedzieć poprawnie ,podam w tłumaczeniu na
      polski,te wyrazy, na których "poległyśmy" w cudzysłowie, w brzmieniu
      fonetycznym.
      Gdy byłam nastolatką ( dawno temu, w 1978 r ), pojechałyśmy z mamą i dwoma jej
      znajomymi do Leningradu.Znajoma mamy dobrze znająca język mieszkała u jednej ze
      swoich znajomych i nastawiała się na załatwienie jakichś spraw rodzinnych. My
      we trzy mieszkałyśmy u innych państwa i zwiedzałyśmy zabytki.
      Od razu pierwszego dnia gdy zostałyśmy już we trzy sam na sam z gospodarzami,
      pani G powiedziała nam że znajoma mamy będzie spała na łóżku ( to udało nam
      się zrozumieć, mimo że łóżko to po rosyjsku "krawat' "), natomiast mama i ja na
      "dywanie".Osłupiałyśmy, mama zaczęła tłumaczyć, że nie możemy spać na dywanie,
      bo będzie nam przecież twardo. Pani G osłupiała. Potem pokazała nam ten "dywan"
      i okazało się, że to kanapa...
      Drugim razem oznajmiłyśmy naszej gospodyni, że idziemy do "sklepu" po owoce.
      Miała bardzo dziwną minę, dopiero póżniej, od tej pani znającej język
      dowiedziałyśmy się, że "sklep" to grobowiec.
      Ale najlepszy numer udało nam się uskutecznić trzecim razem. Znajoma mamy z
      którą zwiedzałyśmy miasto chciała kupić kawior. Wiedziała, że można go kupić w
      luksusowym hotelu, w sklepiku dla cudzoziemców.Poszłyśmy tam i powiedziałyśmy,
      że chcemy kupić "kawior". Młodziutka sprzedawczyni spojrzała na nas jakoś
      trochę dziwnie i bardzo uprzejmie wyjaśniła nam, że u nich nie można kupić
      "kawioru" i że w sklepie gdzie go można kupić na "kawior" trzeba się zapisywać
      na rok naprzód.Byłyśmy mocno zdumione, bo przecież żaden turysta nie przyjedzie
      po roku aby kupić słoiczek kawioru! Tak nas to zdumiało, że opowiedziałyśmy to
      tej znajomej znającej perfekt rosyjski. Wwtedy okazało się, że chciałyśmy w
      tym hotelu kupić dywan! ( " kawior" to dywan, powinnyśmy prosić o "ikrę").
      Nie muszę chyba dodawać, że do tego hotelu już nie poszłyśmy...
      Mysza
      • Gość: ICU RN Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.hsd1.tx.comcast.net 01.05.05, 19:43
        Rzecz sie dzieje w szpitalu w USA, gdzie dawno pracowalem. Ciezki dyzur,
        pacjentka splatana (COPD). Ok. 6 rano, gdzie pracy bylo od
        przyslowiowego "groma" po raz chyba 5 czy 6 wyrwala sobie kroplowke. Wsciekly,
        zabieram sie do kolejnego startu IV i mrucze PO POLSKU pod nosem "Juz mnie
        cholera bierze. Mam tego dosyc"... Na to babcia CZYSTA POLSZCZYZNA - " Ja tez".
        Dobrze, ze nie powiedzialem czegos innego.
      • Gość: adso Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.inter / *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.05, 21:15
        W swoim programie Kuba Wojewódzki pyta Korwina-Mikkego
        Wojewódzki: Co Pan sądzi o Michale Wiśniewskim?
        Korwin: O kim?
        W: No, o Michale Wiśniewskim?
        K: Nie kojarzę, kto to jest?
        W: No, ten z czerwonymi włosami!
        K: No, nie kojarzę nadal
        W: No, to ten z zespołu ICH TROJE. Nie słyszał Pan?
        K: No, nie słyszałem.
        W: To jest Pan szczęśliwym człowiekiem, że Pan nie słyszał!!!
        Na to Korwin z rozbrajającą szczerością:
        O Panu też wcześniej nie słyszałem!

    • Gość: Mysza Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.acn.pl / 10.72.7.* 06.04.03, 22:29
      A ta "wpadka" przydarzyła mi się parę lat temu. Gdy byliśmy z dziećmi na
      wakacjach w Kotlinie Kłodzkiej pojechaliśmy z biurem turystycznym na wycieczkę
      do morawskich jaskiń. Przewodnik uprzedzał nas, że w Czechach nie należy używać
      wyrazu "szukać" bo jest on po czesku odpowiednikiem polskiego piep...ć.
      Gdy potem jeżdziliśmy do Czech sami, zwiedzając zamki i inne ciekawe miejsca
      bardzo się pilnowaliśmy. Wszystko było OK do dnia, kiedy pojechaliśmy do
      skalnego miasta Adrspach.Staliśmy przy straganie przy wejściu i wybieraliśmy
      pocztówki. Gdy przyszło do płacenia, sprzedawca zaczął nam tłumaczyć, że będzie
      miał problem z wydaniem reszty. Mąż powiedział do mnie - "zobacz, czy nie masz
      drobnych", a ja na to odruchowo - "Już szukam!"
      I sprzedawca i kilkoro stojących koło nas Czechów też wybierających kartki
      natychmiast na mnie spojrzało.Myślę, że sprzedawca obsługujący mnóstwo Polaków
      wiedział, co ja naprawdę powiedziałam,ale wolę sobie nie myśleć, co pomyśleli o
      mnie pozostali... ;)
      Mysza
      • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 09.04.03, 09:19
        No to mamy gafe bo chyba kolargol tego zlosliwie nie zrobil , to grzeczny
        mis !!!!
        • Gość: kami Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.04, 13:31
          Bolek!
          Twoja przygoda z głową w autobusie sprawiła wybuch śmiechu do monitora,
          rozmazany makijaż i łzy. Idiotyczny chichot rozlegał się jeszcze kilkanaście
          minut po tym jak to przeczytałam w dziale.....
      • Gość: martynka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.lukowa7.waw.pl 23.04.03, 19:08
        Swego czasu uczyłam się w Pradze w szkole polskiej....Oczywiście wszystkie
        dzieci wiedziały , że "szukać" to pie...rdolić...moim kolegom wpadł do głowy
        jeszcze inny pomysł - po czesku pejoratywnie - prostytutka to "szczietka" -
        więc koledzy chodzili po korytarzu szkoły czeskiej i mówili że"szukają
        szczotki"...hmmmm
        Lepszy był mój tata, który się strasznie chciał czeskiego nauczyć. Gadał jak
        najęty , w sklepie - tylko on itd. Kiedyś w sklepie z nabiałem powiedział do
        sprzedawczyni "prosim ser" - co w dowolnym tłumaczeniu znaczy "proszę sraj"
        (tryb rozk. od "srat")
        • Gość: K2 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.stacje.agora.pl 18.07.03, 18:24
          Moja siostra była na praktykach w klinice czeskiej i przyjmowała tam też pacjentów (jest dentystką). Po kilku dniach
          podłapała słówka niezbędne, ale cos jej się pochrzaniło. I do siedzącej z otwartą buzią pacjentki powiedziała
          "splachnij se" (mysląc że to znaczy poplucz usta), co znaczyło "spusc wode w kiblu"
          • Gość: krzych Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.radom.vectranet.pl 20.10.08, 00:20
            o jezu, poplakalem sie:))))
    • Gość: kijana Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.atofina.com 10.04.03, 10:57
      Na rozmowie wstępnej do pracy, koleś zapytał sie mnie jak będę dojeżdżać do
      pracy, odpowiedziałam: "środkami telekomunikacji", a on na to " aha ,
      światłowodami?". I wtedy skumałam dopiero co powiedziałam, ale prace dostałam.

      Senkju wery macz za uwagę
      • Gość: Ernesto Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 195.245.213.* 10.04.03, 14:41
        To było ze dwa lata temu, sobotnio-niedzielny wypad do znajomych za miasto.
        Jedzonko smalone grillowym dymem , piwko w niemałych ilościach i jak to bywa
        opowieści z mchu i paproci. Ponieważ większość uczestników imprezy widziałem po
        raz pierwszy starałem sie zrobic jak najlepsze wrażenie, no wiecie...
        Opowiadałem anegdoty Karola Sztrasburgera ( czy jak mu tam , no ten od
        Familiady )zabawiałem panie znajomością serialowych bohaterów, panów wynikami
        ostatniej kolejki ekstraligi, słowem dusza towarzystwa - Wesoły Romek
        normalnie...
        Dodatkową atrakcją było coś w rodzaju festynu odbywającego się kilkanaście
        metrów od miejsca naszej biesiady. W miarę ubywania kolejnych puszek z
        browarkiem towarzystwo zaczęło sie rozluźniać i postanowiliśmy wyruszyć na
        "parkiet" bo i tańce przy okazji festynu sie odbywały.
        Nadal brylowalem ( tak mi się wydawało) oj Dana Hop Dziś Dziś, Tańce Hulanki
        Swawola... W akcie totalnego poczucia władzy nad światem zacząłem nawet krótki
        recital przyśpiewek ludowych, oczywiście ze sceny, na oczach połowy tamtejszej
        wioski.Zabawa trwała kilka godzin, jednak nadeszła godzina, kiedy pan z
        keyboardem musiał iść do domu... Wróciliśmy więc do siebie kontynuując miło
        rozpoczęty wieczór.Zrobiło się ciemno.
        Po jakimś czasie zaczęły się tzw. zajęcia w podgrupach - panie poszły do domu ,
        panowie toczyli dysputy na najbardziej aktualne tematy...
        Niestety nigdzie nie mogłem znaleźć mojej pani, rozpocząłem więc śledztwo -
        zajrzałem do środka , poszedłem do ogrodu... nie ma. Kurcze blade zgubiłem
        kobietę pomyślałem ze zgrozą, gdy w oddali, w miejscu gdzie jeszcze jakiś czas
        temu prowadziłem tanecznego węża, tuż obok boiska do siatkówki , na ławeczce
        siedzą dwie niewiasty. Ma luba i żona gospodarza. Wymyśliłem szatański plan, na
        zakończenie tak udanego dnia musiało być przecież coś specjalnego... Nie
        zastanawiając się wiele zacząłem biec w ich stronę. Plan polegał na odegraniu
        etiudy sportowej pod tytułem " Najlepszy siatkarski atak jaki świat widział ".
        Przyspieszałem... tuż przed siatką wybiłem się na wysokość o której mógł
        pomarzyć Marcin Nowak (reprezentant kadry - 216 cm)i wykonałem najładniejszą
        ŚCINKĘ jaką można sobie wyobrazić. Coś pięknego! Następnie zgodnie z wszystkimi
        zasadami wykonałem taniec radości, krzycząc, biegając w kółko i robiąc fikołki.
        Zasapany powoli podchodziłem do ławeczki oczekując należnych mi oklasków i słów
        uwielbienia. Im blizej byłem ławeczki tym bardziej czułem się nieswojo. Po
        takim występie należała mi sie odrobina nagrody...
        Cisza...

        Podchodzę bliżej...

        Oooooooops !

        Nie była to ani moja luba ani żona gospodarza.
        Co więcej jedną z pań był pan - organizator festynu...
        Nie będę opowiadał jaką mieli minę, a przede wszystkim jaką JA miałem minę
        ukłoniłem się tylko i spokojnym krokiem (Ludzie, jak ja wtedy chciałem uciec
        biegnąc) poszedłem w stronę domu.

        Niestety to nie wszystko...
        na drugi dzień obudzono mnie zaskakująco wcześnie. Okazało się że większości
        panów nie ma już w budynku ponieważ na boisku obok, odbywał się mecz piłki
        nożnej miejscowej drużyny, a gospodarz był w niej bramkarzem.
        Akurat była przerwa. Chcąc dodać otuchy koledze chciałem chyłkiem przemknąć
        przez środek boiska i zagrzać go do walki.
        Kiedy byłem mniej wiecej w połowie drogi znowu poczułem sie nieswojo. Jacyś
        obcy ludzie zaczynaja pokazywać mnie sobie palcami. Cos tu nie gra myślę sobie
        ale idę dalej. I w tym monencie zaczęło się...
        Na początku niesmiałe a z czasem burzliwe przeradzające się w owacje ...

        Oklaski...

        Jakiż ja wtedy byłem purpurowy...

        Organizator festynu, a zarazem sędzia meczu od rana opowiadał o swojej
        wieczorno-nocnej przygodzie wszystkim zawodnikom ale równiez licznie
        zgromadzonej publiczności. Od tamtej pory zna mnie chyba kazdy mieszkaniec tej
        miejscowości.


        pozdrawiam Ernesto Abril

        P.S.
        Sorry że sie tak rozpisałem



      • Gość: Aśka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 212.14.48.* 25.06.04, 16:23
        DOBRE!!!!!!!!!!
    • szymanka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 12.04.03, 03:07
      To raczej nie gafa, ale taka historyjka (myślę że pasująca klimatem) zasłyszana
      od koleżanki.
      Jej znajomy skręcił nogę tak nieszczęśliwie, że uruchomiono mu ją w gipsie na
      amen. Zmuszony był poruszać się wspomagając kulą. Zdarzyło mu się być w Pałacu
      Kultury i miał zamiar wjechać windą na taras widowkowy. Kuśtykając w kierunku
      windy, zobaczył że drzwi już się zamykają więc niewiele myśląc włożył do srodka
      kulę chcąc tę windę zatrzymać. Niestety drzwi się zamknęły, chłopak wyciągnął
      kulę ale wyciągając zostawił za drzwiami czarną gumową nasadkę z końca kuli.
      Cóż, winda nie była jedyna, więc zaczął zmierzać ku następnej gdy usłyszał za
      sobą krzyk jakiejś kobiety:
      Proszę pana, proszę pana ... GUMA panu z LASKI spadła!!!
    • Gość: Luki nieporozumienie jezykowe IP: *.223.122.131.admin4network.de 13.04.03, 03:30
      Moim znajomym zdarzyly sie w Niemczech dwa zabawne (dopiero po fakcie :-) )
      nieporozumienia jezykowe:

      Jedna rodzina tlumaczyla znajomym, ze dzieci maja alergie na pylki (Allergie
      gegen Pollen). Udalo im sie powiedziec, ze dzieci maja "Allergie gegen Polen" -
      czyli alergie na Polakow/Polske.

      A inna znajoma w sklepie chciala spytac sie sprzedawczyni, czy ma papierowe
      torby (Papiertüten). Zamiast tego spytala sie: "Haben Sie Papiertitten?", czyli
      o papierowe... hmm, cycki.

      :-) Luki
      • Gość: Dzidka Re: nieporozumienie jezykowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.03, 09:23
        Podczas pobytu w Niemczech bywało różnie :-)
        Najweselej wtedy, kiedy w markecie poprosiłam o gaśnicę zamiast o
        zapalniczkę ;-)
        A drugi raz, kiedy na budowie uparcie umawiałam się z niemieckim polierem
        (takim majstrem) na dostarczenie mi OPISU MAGLA. Takiego magla, w którym
        magluje się prześcieradła. Co prawda nikt nie mial wątpliwości, ze chodzi mi o
        OPIS USTEREK (drobna róznica w wymowie), ale radość mieli - no tak, baba na
        budowie...
        Alergia na Polaków baaardzo mi się spodobała :-)
    • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 13.04.03, 19:25
      Monika co z toba !!!nie masz juz nic w repertuarze!!!
      Czekam z niecierpliwoscia!!!!
      • Gość: Dzidka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 13.04.03, 19:27
        bolek71 napisał:

        > Monika co z toba !!!nie masz juz nic w repertuarze!!!
        > Czekam z niecierpliwoscia!!!!

        Litości, limity gaf też są wyczerpywalne. Inne ci się nie podobają? Buuu... :-(
        • bolek71 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 13.04.03, 19:31
          Gość portalu: Dzidka napisał(a):

          > bolek71 napisał:
          >
          > > Monika co z toba !!!nie masz juz nic w repertuarze!!!
          > > Czekam z niecierpliwoscia!!!!
          >
          > Litości, limity gaf też są wyczerpywalne. Inne ci się nie podobają?
          Buuu... :-(


          Dzidka twoja gafa tez byla zabawna !!!!nie gniewaj sie ale Monika byla the
          best!!!!A co do gaf to popelniamy je ciagle i popelniac bedziemy!!!!
    • Gość: raczek Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 11:16
      Super tamat!!!!
      • Gość: lustro Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 213.76.143.* 14.04.03, 13:06
        Trochę mi głupio ale niech tam
        Dawno temu jak chodziłam jeszcze do szkoły,w szkole była przerwa, ale
        zostaliśmy w klasie i ja sobie siedziałam, a nogi położyłam na krześle przede
        mną. Kolega tak stukał nogą w to krzesło, że się przesuwało, a ja na to
        "nie pchaj, bo mi nogi spadną", po czym cała klasa ryczała ze smiechu, a ja
        strzeliłam buraka :)
        • Gość: Maria Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.04.03, 21:34
          Nie wiem, czy to gafa, ale było śmiesznie. W czasach studenckich chciałam
          zarobić trochę pieniędzy na godziwe spędzenie wakacji. Udało mi się popracować
          w wiejskim "zielonym przedszkolu", zorganizowanym w czasie trwania
          najintensywniejszych prac polowych. Dzieci były sympatyczne, starałam się
          organizować im czas jak najlepiej. Często czytałam bajki. Któregoś dnia,
          podczas czytania bajki, 4-letnia dziewczynka podniosła grzecznie paluszek do
          góry i spytała się, czy może puścić bąka. Przyznam się, że zaskoczyło mnie to
          pytanie, ale pomyślałam sobie, że dziecko zapewne ma kłopoty żołądkowe, jest
          dobrze wychowane i stąd to pytanie. Odpowiedziałam, że może, ale poprosiłam,
          żeby odeszła na bok. Dziewczynka grzecznie odeszła na bok, wzięła bąka do ręki
          (zabawkę) i zaczęła się nim bawić.
          Śmieszną sytuację miał mój brat w latach 70-ych. Jechał do swojego przyjaciela
          na ślub. Brat mój mieszka w Bielsku-Białej, przyjaciel - w Warszawie. Prezentem
          ślubnym był wiklinowy fotel bujany. Prezent ten wieziony był przez pół Polski
          na dachu malucha!!!. Udało się. Niestety, w Warszawie ten bagaż większy od
          samochodu wzbudził zainteresowanie policji. Przy Rotundzie pani policjantka
          kazała zjechać na rondo. Czegóż można było się spodziewać? Mandatu?. Nie,
          policjantka spytała się po prostu, gdzie brat kupił ten fotel.
        • sze Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 17.10.06, 14:05
          Śmieszne, choć sam już nie pamiętam, czy sam to usłyszałem, czy od kogoś...

          Tak jak z chłopakami, którzy siedzieli w klasie w ostatniej ławce, przed nimi
          dziewczyny, no i normalnie jak to w podstawówce, energia roznosi człowieka,
          psocili im się na różne sposoby. Na przykład kładli nogi na poprzeczkach ich
          krzeseł i popychali im te krzesła. W końcu któraś z dziewczyn zniecierpliwiona
          podniosła rękę i naskarżyła na cały głos: "Proszę panią, a Paweł mnie posuwa od
          tyłu!"
          • Gość: Castorp Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 192.193.245.* 30.08.07, 15:50
            W banku kiedy jeszcze pracowałem jako pracownik obsługę klienta,
            siedzący obok mnie kolega tłumaczył klientowi dlaczego transakcja
            dokonana kartą jeszcze nie jest widoczna na koncie. Zamiast
            powiedzieć, że "usługodawca jescze nie obciążył Pana rachunku",
            powiedział; "usługodawca jeszcze Panu nie obciągnął". Wszyscy wokół
            zaczęli się głupio chichotać.
    • Gość: monika wszystkie gafy są super! IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 15.04.03, 16:16
      bolek - merci za wyróżnienie - fajnie, że taki wątek założyłeś, bo tu ludzie
      naprawdę piękne rzeczy piszą :-)))))

      przypominają mi się jeszcze następujące historie:

      1.Chyba w piątej klasie podstawówki strasznie rozrabialiśmy z kolegą na lekcji.
      Wychowawczyni poprosiła nas o dzienniczki,ale wpisując uwagi pomyliła je. W
      rezultacie mieliśmy z kolegą następujące nieco surrealistyczne dialogi w
      dzienniczkach:
      wpis wychowawczyni - Córka przeszkadzała na lekcji matematyki.
      wpis mamy kolegi - Piotruś?
      wpis wychowawczyni - Piotruś.Przepraszam, pomyliłam go z Moniką.
      wpis mamy kolegi - Odbyliśmy rozmowę z Piotrusiem.

      A u mnie:
      wpis wychowawczyni - Syn przeszkadzał na matematyce.
      wpis mojej mamy - Przykro mi. Ale czyj syn?
      wpis wychowawczyni - Państwa Marcinkowskich,ale to nieporozumienie.
      Chodziło o córkę.
      bezczelny wpis mojej mamy - Oni nie mają córki.

      (dodam, że moja mama uważała szkołę za instytucję opresyjną i brała zawsze
      stronę swoich dzieci. Kiedyś zresztą pod inną uwagą napisała "widocznie lekcja
      była nieciekawa" niezależnie od tego, że mi się dostało w domu. Kiedy indziej
      odbyła się na wywiadówce dyskusja, bo wpisano mi do dzienniczka "córka wystawia
      krzesło za okno",a moja mama dowodziła, że to bardzo szlachetnie, bo chciałam
      pomóc koleżance, która nie dawała rady wejść przez to okno i reszta rodziców ją
      poparła zresztą)

      2.Mój matematyk z liceum miał zwyczaj (cudowny!)przed klasówkami rozdawać nam
      skserowane zestawy zadań do poćwiczenia okraszone różnymi zabawnymi cytatami a
      propos. Pewnego razu były to cytaty z Biblii, a zestaw kończył się zdaniem "Tam
      będzie płacz i zgrzytanie zębów". Koleżanka przeczytała, powiedziała "Też
      coś!", wstała, podeszła do tablicy i napisała: PAN DA MOC SWOJEMU LUDOWI.

      Zresztą ten sam profesor poprowadził kiedyś ku powszechnemu rozbawieniu całą
      lekcję szeptem, kiedy zauważył, że nasza koleżanka (kompletna noga z matmy)
      zasnęła po 5 min. od dzwonka.

      3.Jechałam kiedyś nocą z kolegą na imprezę w dzielnicy,którą słabo znamy.
      Gospodyni powiedziała nam, że mamy się kierować na kościół (że z daleka widać
      podświetlany krzyż)bo ona mieszka vis a vis. Nie mogliśmy tego krzyża dojrzeć,
      więc zajechaliśmy drogę pijaczkowi z pieskiem, kolega opuścił szybę i
      zapytał "przepraszam pana, gdzie tu jest kościół?". Pijaczek zerknął do wnętrza
      samochodu, zobaczył mnie z bukietem kwiatów i w jasnej sukience, uśmiechnął się
      i mówi "Panie! prawie północ, kościół zamknięty.Konsumuj pan bez ślubu!"

      4.Mój nastoletni brat stojąc niedawno w sklepie przy zgrzewkach z wodą
      mineralną i wpatrując się właśnie w tą wodę zapytał przechodzącą
      ekspedientkę "Żywiec jest?". Ta przyjrzała mu się bacznie i pyta
      podejrzliwie "Dowodzik jest?".

      5.Wychowawczyni mojego brata molestowana o wycieczkę, zaczęła swoje
      przemówienie po głęgokim namyśle tak: "Zorganizowanie wycieczki w tym roku
      bedzie bardzo trudne...Po pierwsze dlatego, że jest to niemożliwe." Podobno tak
      ryknęli śmiechem, że próby prowadzenia dalszej części lekcji okazały się
      nieskuteczne.

      6.Pagina w gazecie codziennej (dla niewtajemniczonych: tekst na samej górze,
      najczęściej obok numeru strony, np. <w kraju>, <gospodarka>, <nasz gość> itd.)
      czasem jest zmienna i wpisywana na ostatnią chwilę. Kiedyś przychodzę rano na
      tzw.planowanie, mój szef czyta gazetę (dodam,że była to gazeta w powszechnym
      odbiorze prokościelna), nagle wybucha śmiechem, zaglądam mu przez ramię a tam
      wywiad z dwiema poważnymi kobietami. Mówi "patrz na paginę!", patrzę, a
      tam "zbliżenia"...

      7.Przed laty podczas wakacji w NRD opowiadano mi o największej aferze w
      historii prasy w tym kraju. Otóż pewna gazeta w mieście Schwerin na pierwszej
      stronie opublikowała 2 zdjęcia. Na jednym był rolnik z krową, na drugim
      miejscowy sekretarz partii z małżonką. Przygotowano podpisy pod nie "Sekretarz
      jakiśtam ze swą małżonką" oraz "Herr jakiśtam ze swoją najwydajniejszą krową".
      Drukarze robili sobie żarty przestawiając podpisy, tyle że zapomnieli je potem
      właściwie ustawić...

      Więcej grzechów na razie nie pamiętam, ale jak sobie przypomnę, to obiecuję, że
      dopiszę.
      pozdrawiam wszystkich :-)


      • Gość: m o, jednak mi się coś jeszcze przypomniało IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.03, 21:50
        Mój kuzyn, jak miał siedem lat, został raz sam w domu. Postanowił udać się na
        podwórko. Ale wiedział, że ciocia nie ma klucza. Dlatego też wywiesił na
        drzwiach wyrwaną z zeszytu kartkę z pracowicie wykaligrafowanym
        tekstem: "MAMUSIU! KLUCZ JEST POD WYCIERACZKĄ." Na szczęście ciocia przyszła
        niebawem.
        • Gość: Luki Re: o, jednak mi się coś jeszcze przypomniało IP: 213.158.197.* 26.06.03, 18:17
          Gość portalu: m napisał(a):

          > Mój kuzyn, jak miał siedem lat, został raz sam w domu. Postanowił udać się na
          > podwórko. Ale wiedział, że ciocia nie ma klucza. Dlatego też wywiesił na
          > drzwiach wyrwaną z zeszytu kartkę z pracowicie wykaligrafowanym
          > tekstem: "MAMUSIU! KLUCZ JEST POD WYCIERACZKĄ." Na szczęście ciocia przyszła
          > niebawem.

          będąc małym brzdącem zrobiłem taki sam numer :-)

          Pozdrawiam
          • Gość: nova Re: o, jednak mi się coś jeszcze przypomniało IP: *.klc.vectranet.pl / 195.85.229.* 01.05.05, 16:48
            to ja zaliczyłam odwrotny numer.
            z kumpelą zrobiłyśmy sobie wycieczkę rowerową. z nieba lał się ukrop i po
            jakimś czasie skończyły nam się napoje. ponieważ niedaleko mieszkał nasz kolega
            postanowiłyśmy do niego zajechać.
            podjeżdżamy umęczone pod dom szczęśliwe, że zaraz dostaniemy coś zimnego do
            picia i trochę odpoczniemy, a tu kicha nikogo nie ma, drzwi zamknięte...
            jak zwykle w takich wypadkach włączyło się u mnie poczucie (czarnego) humoru.
            mówię: ha, ha, nikogo nie ma to same się obsłużymy. klucz pewnie jest pod
            wycieraczką.
            koleżanka na to podniosła wycieraczkę, a tu niespodzianka - klucz.
            nie wiele myśląc otworzyłyśmy drzwi, napełniśmy bidony wodą, ochlapałyśmy się
            wodą w łazience i ruszyłyśmy w dalszą drogę. oczywiście po zatarciu śladów
            naszej obecności ;>
        • Gość: B. Re: o, jednak mi się coś jeszcze przypomniało IP: *.rasserver.net 03.01.04, 23:27
          Ja zrobilam cos wrecz przeciwnego. Mianowicie, po wyjsciu z domu i zamknieciu
          drzwi na klucz, ukrylam tenze starannie w stodole stojacej obok, tuz za
          drzwiami, powiesiwszy go na gwozdziu. Poniewaz nie bylo to miejsce, w ktorym
          zwykle przechowywalismy klucz, zostawilam rodzicom notatke z dokladnym opisem
          miejsca jego ukrycia. Problem w tym, ze te notke zostawilam... wewnatrz, w
          domu.
        • lakomy_l Re: o, jednak mi się coś jeszcze przypomniało 22.03.04, 22:09
          Ja to nawet strzalke narysowalem, zeby nie szukac za dlugo...
          • Gość: re Re: o, jednak mi się coś jeszcze przypomniało IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.06, 07:54
            reaktyw
      • Gość: Luki Re: wszystkie gafy są super! IP: 141.63.88.* 17.04.03, 15:48
        Super! Co do mnie, to tez na ktoras-tam z rzedu uwage w dzienniczku typu "Syn
        nie uwaza na lekcji historii" rodzice odpisali: "widocznie lekcja byla malo
        interesujaca" (co zreszta bylo prawda). Nauczycielka sie zdenerwowala i wezwala
        rodzicow na dywanik...

        W liceum mielismy wspanialego nauczyciela fizyki. Byl doskonaly, mial mnostwo
        olimpijczykow - jesli ktos chcial sluchac, to sie duzo mogl nauczyc i po prostu
        dowiedziec. A jak ktos nie chcial, to siedzial cicho i tez zdawal z klasy do do
        klasy, niewiele umiejac. Gdy jednak zdenerwowalismy go, to potrafil byc grozny -
        kiedys za brak zadania i/lub zeszytu (no bo kto mial zeszyt z fizyki, nie
        mowiac juz o odrobionym zadaniu) wstawil calej klasie jedynki do dziennika - za
        pomoca linijki, zeby bylo sprawniej. Rok wyzej kolega (jeden ze zdolniejszych)
        przeszkadzal na lekcji, wiec pan zaczal go odpytywac:
        - Powtorz, co powiedzialem przed chwilka.
        - Nie wiem.
        - Jedynka. Dokoncz rozwiazywac to zadanie.
        - A moze powtorzyc Pan tresc?
        - Nie uwazales? Jedynka. Pokaz zeszyt.
        - Nie mam.
        - Jedynka. Odrobiles zadanie domowe? Pokaz.
        - Jak moge pokazac, skoro nie mam zeszytu?
        - Nie odrobiles? Jedynka.
        itd. Kolega uzbieral dziewiec jedynek w czasie paru minut. Ale na polrocze (czy
        koniec roku) i tak mial szostke. Pamietam tez taka scenke z wystawiania ocen na
        koniec roku u nas w klasie:
        - Wojtek, co by Ci tu postawic... trojke czy czworke?
        - Czworke, panie profesorze.
        - Czworke mowisz? Ale nie masz najlepszych ocen... No dobrze, masz te czworke
        na koniec roku, ale zeby bylo sprawiedliwie, to dopisze Ci jeszcze dwie jedynki
        z kartkowek.
        I rzeczywiscie - dopisal mu dwie jedynki z kartkowek, ale na koniec wystawil
        czworke.

        :-) Luki
        • Gość: uczennica XIV LO Re: wszystkie gafy są super! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.03.07, 04:16
          Czy to nie byl profesor Marian B. z XIV LO we Wro?? ;]
      • Gość: Tmp Re: wszystkie gafy są super! IP: 195.117.30.* 10.02.04, 19:58
        > 6.Pagina w gazecie codziennej (dla niewtajemniczonych: tekst na samej górze,
        > najczęściej obok numeru strony, np. <w kraju>, <gospodarka>, <na
        > sz gość> itd.)
        > czasem jest zmienna i wpisywana na ostatnią chwilę. Kiedyś przychodzę rano na
        > tzw.planowanie, mój szef czyta gazetę (dodam,że była to gazeta w powszechnym
        > odbiorze prokościelna), nagle wybucha śmiechem, zaglądam mu przez ramię a tam
        > wywiad z dwiema poważnymi kobietami. Mówi "patrz na paginę!", patrzę, a
        > tam "zbliżenia"...
        >
        No, juz myślałem, że niczym sie nie pochwalę, ale czytając o gazecie
        przypomniało mi się jaki numer zdarzył się w mojej redakcji, z podobnym motywem.
        Otóż był kiedyś taki cykl "tak czy nie". Był artykuł na jakiś kontrowersyjny
        temat i ludzie mieli dzwonić na "tak" albo "nie" i potem zliczało się te głosy.
        Artykuł był oddzielnie, a obok ramka z zasadami głosowania, numery telefonów,
        opinie z poprzedniego tematu. Pewnego razu wywiad na całą stronę z wielką
        polityczną szychą na temat "czy Polska wyjdzie z kryzysu", miał być takim
        podlizywactwem - ów polityk przed wyborami chciał sobie zrobić kampanię i
        naopowiadał jakie to ma dalekosiężne plany, więc naprawdę niewiele potrzeba aby
        uzdrowić całą gospodarkę itd. w domyśle - tylko mnie wybierzcie. Oczywiście
        głosy miały być wszystkie na "tak" i bezstronne opinie w rodzaju: pan X wie co
        robić, pozwólmy mu działać. I wszystko byłoby pięknie, wywiad świetny, bohater
        energiczny i fachowy, zdjęcie podrasowane. A obok ramka z przypomnieniem zasad
        cyklu, numerami telefonów "tak" i "nie" i prośbą o opinie: "Czy sądzą Państwo,
        że jest możliwy kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi?" Bo składacz zostawił
        bez zmian ramkę z poprzedniego numeru.
        Cała redakcja lała, biedny składacz trząsł się ze strachu, ale na szczęście
        nasz boss miał wtedy dobry humor i też się uśmiał. Poszedł drugi wywiad jakby
        nigdy nic, pokazujący kolejne zalety naszego bohatera... Tym razem wszystko
        zgodnie z planem.
    • frog.wita Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa 17.04.03, 19:54
      W minioną środę złozyłem życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych mojemu
      klientowi. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że on wyznaje wiarę
      Jechowy. Nim sobie przypomniałem powiedziałem mu tylko, że on chyba nie
      obchodzi z "nami" tego świeta :-))) smiałem sie przez kolejne 20 minut,
      oczywiście sam do siebie.

      pozdrawiam i życze pogodnych świąt wszystkim bez wyjatków :-)
    • Gość: xyz2000 Moja gafa IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 18.04.03, 21:42
      Majstrowałem raz w mieszkaniu pewnej starszej pani przy segmencie, bo zawiasy
      jej nie działały. Towarzyszyła mi jej wnuczka, a moja koleżanka. W pewnym
      momencie potrzebne mi były śrubokręty i chciałem o nie zapytać, ale w cholerę
      nie wiem czemu zapytałem się, "gdzie twoja babcia trzyma pieniądze". Koleżanką
      odtąd cały czas stała mi za plecami, hi, hi...
      • isis! Re: Moja gafa 19.04.03, 01:12
        Gość portalu: xyz2000 napisał(a):

        > nie wiem czemu zapytałem się, "gdzie twoja babcia trzyma pieniądze".

        Hehehehehehehe, przepona mnie boli od śmiacia :)))))))))))))))))))))
      • Gość: Dzidka Berecik z antenką IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.04.03, 08:58
        Szłam z koleżanką z przystanku tramwajowego. Jak to licealistki, chichoczemy,
        wygłupiamy się... W pewnym momencie z jakiegoś sklepu wyszła Przed nas starsza
        pani w bereciku z antenką, niziutka, szczuplutka... Trąciłam koleżankę łokciem
        i sięgnęłam ręką - oczywiście dla zgrywu - nad głowę kobiety, jakbym chciała
        zdjąć jej beret. Kolezanka spojrzała, złapala się za usta i wysyczała
        przenikliwym szeptem: "To jest moja babcia!!!!"
        Resztę drogi odbyłyśmy razem z babcią, ktora okazała się przefajną kobietką -
        ale jakoś trudno było nam z koleżanką patrzeć na siebie ;-)))
    • Gość: ksia78 Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.04.03, 09:50
      Opowiesc znajomego.
      Niemcy, stacja benzynowa.
      Znajomy zatankowal, chce zaplacic i jeszcze cos kupuje w sklepie, sprzedawca,
      Murzyn, rusza sie niemrawo. Zniecierpliwiony znajomy mruczy pod nosem:
      - No ruszaj sie, Bambo...
      I slyszy odpowiedz:
      - A dlaciego ty tak bzidko mowic o Muzin? Ja studiowac w Polska...

      Nie wiem, czy zaplacil, czy zwial od razu...

      pozdrawiam sobotnio-jajecznie
      ksia
      • Gość: Dzidka Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.04.03, 10:29
        Joanna Chmielewska wspomina, jak podczas pracy w Danii miala znajomego Polaka,
        pracującego w tym samym budynku. Często przychodził do niej na pogawędkę.
        Pewnego dnia przyprowadził ze sobą Murzyna - wyjątkowo, nawet jak a
        Afrykańczyka, czarnego. Chmielewska dla jaj w pewnej chwili spytała:
        - A ten pan, co? Też mówi po polsku?
        A Murzyn na to najczystszą polszczyzną:
        - A dlaczego mam nie mówić, proszę pani?
        • Gość: Lena Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 213.216.82.* 19.04.03, 21:09
          Mój ojciec raz w życiu był na zebraniu w szkole. Akurat w mojej. Koniec
          pierwszej klasy szkoły średniej. Wychowawczyni /denna niemiłosiernie/ narzekała
          na nas jacy to jesteśmy beznadziejni i w ogóle ona sobie z nami nie radzi. Mój
          ojciec wstał i spokojnym ojcowskim tonem pouczył ją, że on sam gdyby zdawał
          sobie sprawę z tego,że w pracy sobie nie radzi to by sie zwolnił i poszukał
          sobie mniej odpowiedzialnej pracy. Nie muszę dodawać, że gdy opowiedział mamie
          o tym jaką mam beznadziejną wychowawczynię i może trzeba by znaleźć mi nową
          szkołę - mama więcej ojca na zebranie szkolne nie puściła.
          Moja córka w szkole podstawowej przychodzi ze szkoły z wypisem ocen i uwagami z
          zachowania. Jest jedna uwaga: bardzo źle zachowywała sie na lekcji religii.
          Ponieważ córka nie wie o co chodzi i sama jest oburzona do pani katechetki
          wybrał się mąż /akurat miał czas/. Pani katechetka również zaskoczona, nie ma
          uwag do zachowania naszej córki. Mąż w dzienniczku córki pisze uwagę do
          wychowawczyni: "Po rozmowie z panią katechetką, która nie ma zastrzeżeń do
          zachowania naszej córki proszę o wyjaśnienie powyższej uwagi." Pani
          odpisuje "Po rozmowie z klasą dowiedziałam się, że Państwa córka na jednej z
          lekcji religii cały czas przeszkadzała i chodziła po klasie". Na to odpisał mój
          mąż: "Nie dociekając w którym dniu miało miejsce takie zachowanie naszej
          cóeki /zdaniem klasy/ proszę przy wypisywaniu ocen i uwag odpowiednią adnotację
          czy jest to ocena bądź uwaga kierunkowego nauczyciela, wychowawcy czy też
          klasy. Z góry dziękuję." Nie muszę dodawać, że takich wpisów nie było.
    • Gość: monika 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcze 1 IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.03, 20:08
      1.Chyba w okolicach szóstej klasy wykombinowałam "dowcip" na okoliczność
      pierwszego kwietnia. Nad drzwiami do klasy, wewnątrz, wisiała metalowa kratka,
      w której tkwiła doniczka z paprotką. Skonstruowaliśmy specjalne urządzenie
      składające się z pudełka po Vibovicie (pełnego confetti) i sznurka.
      Pociągnięcie za sznurek otwierało klapkę w dnie pudełka i uwalniało confetti.

      Przywiązaliśmy tą niespodziankę do owej kratki z paprotką. Plan był taki: stoję
      na krześle przy wejściu, wchodzi wychowawczyni, pociągam za sznurek, confetti
      ląduje na jej głowie. Niestety podczas przerwy zachciało się nam jeszcze
      walczyć z kolegami wręcz na korytarzu. W efekcie drzwi do klasy - nie wiem jak
      to zwerbalizować - jakby uległy rozwarstwieniu. W każdym razie były w
      częściach, choć na pierwszy rzut oka wyglądały OK. Więc ustawiliśmy je we
      framudze tak, jakby były normalnie zamknięte i siedzimy cicho.

      Przychodzi wychowawczyni, łapie za klamkę, drzwi się na nią przewracają, kolega
      bezczelnie krzyczy "O rany! Rozwaliła pani drzwi!", wychowawczyni w gniewie
      (może trochę w szoku?) wpada krzycząc do klasy, ja z pośpiechu i emocji za
      mocno pociągam za sznurek, confetti owszem spada, ale razem z paprotką. Tuż
      obok głowy wychowawczyni.

      Po kilku minutach zamieszania i wpisów do dzienniczków odbyła się normalna
      lekcja, ale kolega w pierwszej ławce, pewnie wskutek emocji, cały czas nerwowo
      pstrykał tą częścią długopisu, którą się go wyłącza. Na prośby wychowawczyni,
      żeby przestał, oświadczył, ze przecież nikomu nie robi krzywdy. Po kwadransie
      długopis skapitulował, razem z tą częścią wyskoczyła sprężynka i trafiła panią
      w oko. Ponieważ była to ostatnia lekcja tego dnia, kazano się nam wynosić grubo
      przed dzwonkiem.

      2.Znajoma uczy chemii w szkole specjalnej. Pewnego razu demonstrowała
      doświadczenie trzymając nad ogniem próbówkę w takich specjalnych drewnianych
      szczypcach. Zagapiła się i podpaliła te szczypce. Jeden z uczniów nie
      namyślając się wiele otworzył gaśnicę (pożar był oczywiście rozmiarów
      świeczki). Nie znam się na gaśnicach i nie wiem czy to typowe, ale nie można
      było sprawić, żeby piana przestała się z niej wydobywac. Ogólny popłoch i
      zamieszanie, wszyscy biegają w kółko bez sensu. Kiedy wszystko w klasie było
      już w pianie, znajoma wpadła na błyskotliwy pomysł, żeby lać za okno. Tak
      też "strażak" zrobił. Po opróżnieniu całej zawartości gaśnicy znajoma wyjrzała
      za to okno, a tam niespodzianka! Pod warstwą piany samochód dyrektora.

      3.Moja przyjaciółka pracowała do niedawna w banku. Ponieważ jest prawnikiem, do
      jej obowiązków należało dogranie rezultatów konkursu dla posiadaczy którejś z
      kart. Spotkała się z facetem, który wygrał konkurs - bilety lotnicze do Nowego
      Jorku. Wypełnili, co trzeba, podpisali. Na koniec pyta go, czy może ujawnić
      jego dane osobowe (nazwisko) bo muszą to gdzieśtam, chyba w necie, opublikować.
      Facetowi rzednie mina, myśli, myśli, nagle się szelmowsko uśmiecha i mówi "Albo
      dobra! Ale wie pani co? Nie może pani napisać, że to dla dwóch osób..."

      4.Miałam wtedy 25 lat i jako żywo na tyle wyglądałam. Mój 15 letni wówczas brat
      robiąc porządki natknął się na stary pistolet na wodę. Napełnił go więc wodą i
      robił przez okno ludziom "lany poniedziałek". Nie był to poniedziałek, ale było
      lato, więc mała tragedia. Nawet mnie to (przyznaję się bez bicia) rozbawiło,
      więc z innego okna obserwowałam potencjalne ofiary i podpowiadałam, kiedy lać.

      Problem w tym, że w moim domu była firma prawnicza i oblaliśmy im klieta, a
      zwłaszcza jego papiery. Facecik się pofatygował do nas, mój brat wskoczył pod
      łóżko tchórzliwie (potem tłumaczył, że myślał, że to policja), więc ja musiałam
      wystąpić jako reprezentant. Ponieważ czułam się współwinna, wysłuchałam z
      należytą pokorą reprymendy. Facecik cały czas mówił do mnie "dziecko", miał
      okulary ze szkłami jak denka od butelek, pewnie ze 20 dioptrii. Na koniec
      przyrzał się mi jeszcze bacznie i mówi "Dlatego właśnie powinnaś się wstydzić.
      Bo przecież ty, dziewczynko, już chyba do liceum chodzisz."
      • bolek71 Re: 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcz 21.04.03, 06:42
        Moooooooooooooonika i znowu ubawilas mnie do lez!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • Gość: elka.od.smoka Re: 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcz IP: 62.65.141.* 21.04.03, 17:40
          moj brat do swietych nie nalezal i w szkole sredniej czesto wymyslal jakies
          glupoty. pewnego razu z kilkoma kolegami z klasy wyglupiali sie na lekcji
          biologii. jeden z nich zaczal glosno bekac. nauczycielka stwierdzila, ze to moj
          brat wydaje takie odglosy i do dziennika wpisala mu nastepujaca uwage "warknal
          odbytem na lekcji biologii"

          moja gafa, tez z liceum. bylo to w pierwszej klasie, gdzies pod koniec I
          polrocza. po szkole nie wolno bylo chodzic zima w kurtkach, albo z kurtkami.
          ale do szatni od sali gimnastycznej mozna bylo sobie przeniesc kurtke, jezeli w-
          f byl ostatnia lekcja. jednak trzeba bylo z tymi kurtkami przejsc przez cala
          dlugosc dolnego korytarza. idziemy z kolezankami z kurtkami. ja pierwsza. nagle
          ktos lapie za moja kurtke i mowi: a panienki gdzie z tymi kurtkami?. patrze, a
          to jakas dziewczyna niewieksza ode mnie (a jestem niska i szczupla), wiec mowie
          jej: spadaj, ja nie zdaze na autobus. od polrocza zaczal nam sie nowy
          przedmiot. do klasy wchodzi nauczycielka - ta, ktorej kazalam spadac. zalapalam
          buraka, ale na szczescie chyba mnie nie zapamietala.

          ta nauczycielka w ogole miala przechlapane, bo byla malutka, szczuplutka i
          wygladala jak pierwszoklasistka. kiedys kolezanka biegla po korytarzu i z calym
          rozpedem przez przypadek uderzyla wlasnie w nia. nauczycielka do niej UWAZAJ!,
          kolezanka spojrzala na nia z gory i odwalila phi, to ty uwazaj.
        • Gość: logan Re: 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcz IP: 62.233.185.* 01.08.04, 18:19
          rzecz dziła sie w szkole gastronomicznej, do której chodziłem; mój kumpel
          marcin, wstawiał na gaz 30 l gar z ziemniakami; palnik był zapalony (piec
          gazowy jaki stał na kuchni był kwadratowy, jakieś 150x150 cm, z czterema
          palnikami); podczas wstawiania zapalił mu się od dołu fartuch i gdy odszedł od
          pieca dolny brzeg fartucha palił się lekkim płomieniem, wtedy krzyknołem do
          niego, że sie pali, on myślał że robie sobie z niego jaja; dopiero gdy
          zapłoneła połowa fartucha zaczął po wariacku bić po płonącym fartuchu na torsie
          i brzuchu, po czym zaczął biegać dookoła wyżej wspomnianego pieca, za nim
          zaczeła biec kierowniczka praktyk żeby go ugasić a ja leżałem na kafelkach i
          zwijałem się ze śmiechu bo widok był boski; mój kumpel latał i darł się "pale
          się, palę się..." za nim kierowniczka krzyczała żeby przestał biegać tylko
          rzucić się na podłogę i tarzać; Wszystko skończyło się dobrze, co prawda kumpel
          miał przepalony fartuch i kitel, ale daliśmy radę go w końcu ugasić;
      • lilarose Re: 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcz 07.07.05, 10:42
        Moje rodzeńswto cioteczne mieszkało na osiedlu wysokich bloków. Jak byliśmy
        mali, czasem bawilismy robilismy ludziom kawały. Na kazdej klatce był domofon.
        Stawało się pod drzwiami, naciskało kilka na raz guzików domofonu i czekalo na
        wyniki. Wychodziły czasem śmieszne nieporozumienia.

        Domofon 1: Halo?
        Domofon 2: Kto tam?
        Domofon 3 (w tle słychac ujadanie psa)
        Domofon 1: Halinka, czy to ty?
        Domofon 2: Nie, to pies!
        • Gość: ...zZz... Re: 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcz IP: *.chello.pl 24.07.05, 01:06
          Mój kolega wymyślił kiedyś podobną zabawę z domofonami. Dzwonił i rozmowy
          zawsze wyglądały podobnie:

          Domofon 1 : Halo?
          Kolega : Czy jest u Państwa ciepła woda?
          Domofon 1 : (chwila przerwy) Yyyyyy... jest!
          Kolega : To prosze napuścić do wanny. Zaraz przyjde sie wykąpać.

          :)
      • pasozyta Re: 2 historyjki szkolne, 1 o niewiernym i jeszcz 17.07.05, 17:11
        hehehe, dobre, tez mi sie cos ze szkoly przypomnialo

        w podstawowce jeszcze to bylo - uczyl tam historii pewien pan, ktory byl
        niesamowicie fajny a jednoczesnie wzbudzal respekt zarowno swoja posturą jak i
        osobą, i tak potrafil postresowac jak nikt;
        rzecz sie dziala na sprawdzianie, bardzo waznym zreszta, pan nasz z gory juz
        nam zapowiedzial, ze nie radzi nikomu szmerac ani gmerac; no i pisze, grobowa
        cisza wokol, spada mi dlugopis...Jeeezu...
        juz chcialam go tam zostawic i sie nie przyznawac, no ale innego nie mialam;
        pominawszy piorunujace spojrzenia schylam sie pospiesznie, pan sie powoli
        ugłaskuje, ja sie pospiesznie prostuje i w tej ciszy kurna ryp głową w spód
        wystającej gabloty...Wierzcie mi, zaden zestresowany dzieciak sie nie
        rozesmial, ze mna na czele oczywiscie. Na szczescie skonczylo sie na tym ze pan
        z podejrzliwą mina zapytal tylko co ja kombinuję.
    • Gość: MK Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 80.51.255.* 22.04.03, 11:01
      Pewnego dnia wysłałam emailem aplikację do pewnej niemieckiej firmy, która
      szukała młodych ludzi do pracy na całym świecie, warunkiem była znajomość
      jednego obcego języka.
      W odpowiedzi dostałam kwestionariusz w języku niemieckim (którego nie znałam).
      Odpisałam po angielsku czy mogą mi przysłać kwestionariusz w języku angielskim
      a oni mi na to, że w takim razie nie mogę się ubiegać o tą pracę bo wymagana
      jest też znajomość j. niemieckiego ( o czym nie było mowy w ogłoszeniu).
      Rozśwcieczona chciałam przesłałać ich email swojej zagranicznej koleżance, z
      niewybrednym komentarzem typu "those fucking germans, they dont know what they
      want" etc:-)
      Niestety później zauważyłam, że zamiast ikonki "forward" nacisnełam "reply" :-)
      Było mi niezmiernie głupio...
      • Gość: Anni Re: Ooooooooops! twoja najwieksza gafa IP: 217.11.141.* 24.04.03, 14:42
        ooo tak!! ja tez mialam taka gafe zamiast forward ncisnelam reply , Do angoli u
        ktorych niestety pracuja Polacy i przetlumaczyli im tekst z polskiego, w ktorym
        obgadalam ich do kolegi z pracy z niewybrednym tekstem - niech spadaja cioty
        jedne ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka