Dodaj do ulubionych

Zatajone wybryki z dziecinstwa.

    • xiaoo Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. 29.09.07, 22:44
      w wieku 4 lat potrafiłem rozpłakać się i rzucać na środku ulicy, wzbudzając konsternacje wsród przechodniów. Także w tamtych dobrych latach lubiałem wsadzać śrubokręty do kontaktu, efektem był placz i krzyk taty który się budził przez moje nowe doświadczenia. Pewnego dnia postanowiłem też naładować baterie wsadzając do kontaktu odpowiednio przylutowane kabelki do baterii ( nie wiedzialem o istnieniu akumulatorów ) ... stopki wybiłem i lekko bateria była nabrzmiała, prawie boom by było ... Również przypominam sobie sytuacje w której miedzy dwoma balkonami ( moim i sąsiada ) osiedliły się pszczółki, małe gniazdko zrobiły. Rodzice nie mogli poradzic sobie z nimi wiec, postanowiłem sprawe zabrać w swoje ręce i wraz z przyjacielem ( pozdrawiam Cię Karol !! ) wrzuciłem gazety, oblałem spirytusem i wrzuciłem zapałke ... ogień był niesamowity a jeszcze ciekawszy był dym unoszący się na całe mieszkanie ... gdy wróciła mama pochwalilem się czynem ... ze srednim entuzjazmem przyjeła moją pomyslowość, była zajęta wietrzeniem mieszkania ... pszczół już nie było :)
    • Gość: patefon Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.07, 22:51
      Pamiętam, że miałem takiego fajnego dużego misia. Od czasu do czasu
      uznawałem, że misio jest chory i go leczyłem. Przy pomocy strzykawki
      aplikowałem jemu leki czyli wodę albo poiłem go łyżeczką. Efekt był
      taki, że wskutek kuracji misio zaczął gnić od środka.:)
      • Gość: Natka A ja IP: *.swidnica.mm.pl 29.09.07, 23:40
        Siedząc z kuzynką na podwórku przy tonie jeszcze nie zwalonego do
        piwnicy węgla, postanowiłam spróbować jaki ów węgiel ma smak. O
        dziwo był całkiem słodki, ale niestety kuzynka nie dała się namówić
        na wspólne jedzenie. Traf chciał, że podczas mojej konsumpcji
        zawołała mnie nagle mama. Podeszłam grzecznie pytając o co chodzi.
        Jakież było moje zdziwienie, gdy mama ni z tego, ni z owego z
        gniewną miną spytała czy jadłam węgiel. Nie mieściło mi się w głowie
        skąd jej to w ogóle przyszło do głowy i uparcie zarzekałam się, że
        nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła... Niestety nie wzięłam pd
        uwagę faktu, że całą twarz wokół ust miałam usmoloną na czarno:D
    • Gość: agatka Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.szc.vectranet.pl 29.09.07, 23:05
      mama uwazala, ze 5 lat to zbyt mody wiek, by chodzic do fryzjera.
      Postanowilam liczyc na sama siebie i przycielam sobie grzywke
      posrodku krocej o jakies 3 centymetry niz po bokach. Do tej pory
      jest to fryzura awangardowa do tego stopnia, ze jeszcze nie ma jej
      na wybiegach.Mama zmarla ze smiechu po owrocie z pracy
    • white.falcon Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. 29.09.07, 23:09
      Ja siebie bym określiła jako dziecko z wyobraźnią.
      1) W wieku lat sześciu z przyjaciółką Lilką wybrałam się nad
      sadzawkę. Była wczesna jesień, a jej i moi opiekunowie (Dziadkowie
      moi i jej rodzice) pojechali na jakiś targ. Postanowiłyśmy pohuśtać
      się na kładce na tej sadzawce. Działało to jak trampolina, więc gdy
      obydwie zaczęłyśmy w rytm skakać, kładka nagle obróciła się i
      wylądowałyśmy w wodzie z jakąś pioruńską rzęsą i trawami wodnymi,
      trochę tego nałykałyśmy się i byłyśmy ubabrane nieziemsko. Nie
      wydało się to, bo szybko poleciałyśmy do mojego domu i wysuszyłyśmy
      ubrania na piecu, a same umyłyśmy się. Dopiero w wieku 20 lat o tym
      opowiedziałam i, oczywiście, bury za zaprzeszłe czyny nie dostałam.
      A mogłyśmy utopić się, gdybyśmy wylądowały w głębszej części
      sadzawki. Brrrr! :-(
      2) Strzelił mi do głowy kretyński pomysł, zalążkiem którego było to,
      że podczas świniobicia mnie nakarmiono świeżym mięskiem z patelni.
      Zasmakowało to mi, więc stwierdziłam w lecie (nie wiem, w wieku 5
      lub 6 lat), że urządzę wraz z Lilką i kolegą Wiktorkiem świniobicie,
      połączone ze smażeniem mięska na ognisku. Oczywiście, zaopatrzyliśmy
      się najpierw w niezbędne narzędzia. Wyjęłam w tym celu sześć
      widelców i sześć noży z najlepszego świątecznego serwisu i zabrałam
      z domu zapałki wraz z bochenkiem chleba. Próba złapania świni w
      zagrodzie spełzła na niczym, ale nie zrażeni tym stwierdziliśmy, że
      świniobicie poczeka, a my w tym czasie zrobimy ognisko. Co nas
      tknęło, by wywędrować pod stodołę z suchym sianem - nie wiem, ale
      nazbieraliśmy patyków, dołożyliśmy siana i buchnęło. Ale jak! Lato
      było suche, a stodoła stara, więc zajęła się. Stodoła stała na
      pagórku, więc do pożaru cała wieś zleciała się. Chowając się po
      krzakach pogubiliśmy sztućce (później w czasie Świąt Babcia nie
      mogła pojąć, gdzie część sztuććów podziała się), ale jakoś
      przytomnie, gdy nadbiegli ludzie do gaszenia, dołączyliśmy do nich.
      Podejrzenie o sfajczenie stodoły z sianem na nas nie padło, a
      milczeliśmy jak grób. Też się przyznaliśmy dopiero w wieku mocno
      dorosłym. A ludzie stwierdzili, że musiało siano przegrzać się i
      nastąpił samozapłon.
      • fleischwolf Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. 29.09.07, 23:42
        4 lata:
        -spijanie resztek z kieliszków jak rodzice odprowadzali gości do drzwi

        5 lat: rozciąganie żyłki i podglądanie z krzaków, jak się o nią potykają oraz
        wyzywanie ludzi z ukrycia

        6 lat:
        -nie zdążyłam na kibelek i zrobiłam kupę w przedpokoju. winą obarczony został
        owczarek niemiecki.
        -dostałam kiedyś rarytas jak na lata 80te - lalkę bobasa ze śpioszkami, butelką
        itp. od zamożnych i dystyngowanych krewnych z Niemiec. wlazłam z lalą pod stół,
        ukręciłam jej głowę i rączkę i bawiłam się, że głowa jest butelką, a ręka
        kieliszkiem. Mięciutkie wnętrze lali teatralnie rozsypałam z balkonu,
        przyprószając nim niczym śniegiem, machających mi na pożegnanie krewnych...

        7 lat: uwielbiałam wchodzić na dachy, jak raz wdrapałyśmy się z kumpelką na
        stromy dach domku letniskowego sąsiadów, to nie mogłyśmy zejść. dodatkowo
        zachciało nam się siku. siku zleciało więc na taras sąsiadów.

        - grzebanie w śmietnikach
        - podbieranie jaj kurom gospodarza, u którego mieszkaliśmy

        14 lat: odchudzałam się, rodzina wiedziała, że jestem na diecie, a ja nie mogłam
        wytrzymać i piątego dnia zeżarłam całą pasztetówkę. Rodzina nie miała nic na
        kolację, a wina spadła na dziadka-cukrzyka, co miewał napady głodu...
    • Gość: lena Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.acn.waw.pl 29.09.07, 23:27
      Ja pamiętam, jak ojciec opowiadał ze mając kilka lat nie potrafił z kumplami
      nauczyć sie odczytywać czas z zegara. Poza tym w kamienicy tylko sąsiadka, stara
      niedowidząca babunia miała porządny zegar z dużymi cyframi a nie jakimiś
      rzymskimi wygibasami. Więc postanowili pożyczyć zegar (antyk) tłumacząc, ze
      niedowidząca babcia i tak go nie potrzebuje. Ale żeby się nie wydało, namalowali
      podobny zegar na ścianie. Ponoć babcia pół roku narzekała że się zegar zepsuł,
      bo kukułka nie kuka.
    • Gość: yyy Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.07, 23:53
      dobry typ na tym zdjeciu...

      ta mu laske pod stołem robi, a on ją po łbie książką pierze :]
    • Gość: margolka Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.jgora.dialog.net.pl 29.09.07, 23:57
      -zjadłam opakowanie kredek świecówek,w czasach, kiedy ich kupno było cudem, potem wymiotowałam "tęczowo"-w wieku ok.3 lat
      -chciałam stworzyć świąteczny nastrój pod nieobecnośc rodziców i pozawieszałam na sztucznej choince zimne ognie, okazały się mocno ciepłe i choinka stanęła w płomieniach. Zacząłam gasić poduszkami i chojak oparł się na firankach , oczywiście spaliłam pół pokoju, zanim przybiegli sąsiedzi i ugasili całkiem pokaźny pożar i wyciągnęli mnie wystraszoną zza fotela-jakieś 7 lat
      -słyszałam, że benzyna jest łatwopalna, więc trzeba było to potwierdzić, wzięłam ojca bezynę w buteleczce, była taka przeźroczysta chyba do czyszczenia ubrań czy coś taskiego, nalałamm toto do muszli klozetowej i zapaliłam zapałkę. Nawet nie musiałam jej wrzucać, bo wucecik razem z płomieniem fruwał pod sufitem. Efekt, całkwicie spalone brwi i rzęsy, nadpalona grzywka ,kupa strachu , no..i cała rodzina nie miała gdzie się załatwiać, bo gdzie dostać w czsach komuny nowy kibelek -jakieś 9 czy 10 lat
      -potem były jeszcze próby z wrzucaniem do ogniska wszystkiego co popadnie, fajnie strzelały opakowania po aerozolach ! Jednak najlepiej , jak buchnęłam wujkowi-zawodowy żołnierz-jakieś walające się u niego naboje. Trochę ślepaków, ale było kilka ostrych. Pięęękna kanonada była. Jednak zbyt szybko podeszłam , żeby sprawdzić w ognisku czy wszystkie strzeliły i jeden wystrzelił prosto we mnie. Na szczęście osłaniałam twarz ręką przed żarem ognia i trafiło w łokieć.Do dziś mam dziurę w tym łokciu, po "ranie postrzałowej"-jakieś 13 lat
      Jeeeezu, jak ja miałabym takie dziecko, to osiwiałabym w wieku 35 lat !A to jest tyllko drobny wycinek moich zabaw z dzieciństwa.
      -No, jeszcze puściłam z prądem wody podpaloną kukłę Marzannę na dzień wiosny, niestety zatrzymała się na filarku mostku-drewnianego i powoli ten mostek też się poważnie nadpalił.
      -W szkole z wierną ekipą wykradaliśmy odczynniki z gabinetu chemii i robiliśmy własne doświadczenia na podwórku. Niektóre dawały naprawdę ciekawe efekty.
      -Z innej beczki- Babcia miała sklep. Wykradłam garść banknotów z kasy i rozdawałam "biednym". Babcia potem się dziwiła , skąd tylu lumpów miało tego dnia kasę na wina. Potem znów dociekała , skąd ma takie braki w kasie. Nie wie do dziś.
      -pod nieobecność rodziców, wpuściłam do mieszkania "biegną starszukę". Pani się najadła i była tak mocno wdzięczna, że wychodząc zabrała z regału złoty łańcuszerk i kolczyki mamuśki.
      -Ze szkoły wracałam jakieś 3 godziny. Mimo, że szłam do niej 15 minut. Główną rozrywką było: kładzenie przeróżnych przedmiotów na tory, gdy nadjeżdzał pociąg, albo rzucanie kamieniami w okna wagonów. Hm, dziś tego wyczynu chyba najbardziej się wstydzę.
      -Uwielbiałam bawić się na budowanch, skakać po płytach żelbetowych ustawianych w kolumny, całe labirynty tego były. raz spadłam i paskudnie rozcięłam sobie brzuch. Do dziś mam bliznę jak po operacji.


      • Gość: margolka Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.jgora.dialog.net.pl 30.09.07, 00:22
        -Uwielbiałam spędzać wszystkie wolne dni , ferie i wakacje u Babci, na wiosce. Oczywiście, byłam tam "sławna", jako upiorne dziewuszysko. Stworzyłam paczkę podobnie upiornych dzieciaków i bawiliśmy się świetnie. Latem kradliśmy wszystkie owoce , chociaż w sadzie babci było ich pod dostatkiem. No, ale kradzione były o niebo smaczniejsze. Wykradaliśmy jajka z kurnika sąsiadki i rzucaliśmy nimi w jej okna. Nikt babska nie lubił. Raz zakradliśmy się do jej chlewika i wypuściliśmy na wioskę kilka świń. Ale miały loszki radochę ! Sąsiadka mniejszą, jak usiłowała je "pozbierać". Zimą jeździliśmy na wszystkim , co tylko złapało poślizg. Mieszkam w górach, więc jazda ma worku po nawozie z góry stromej jak cholera, była samą rozkoszą. Łaziliśmy po zamarzniętej rzece i kiedyś lód pęk, cud, że się nie potopiliśmy. Nie baliśmy się jednak o to, a co powiemy rodzicom. Robiliśmy sobie broń z drewna i strzelaliśmy metalowymi bolcami. Kilka szyb "pękło" . Poglądaliśmy jak po dyskotece w Klubie, parki migdalą się pobliskim parku. Kiedyś jeden wyrywny młodzieniec gonił nas, bandę dzieciaków przez pół wsi z oczywistym zamiarem skopania nam tyłków, jak jeden z kumpli cichcem buchnął staniczek jego dziewczynie. Zamiast odrzucić fant, co może przerwałoby pogoń, Robson biegł co sił wymachując białą flagą. Uwielibailśmy skakać po sianie. Kiedyś skakaliśmy na stryszku w kolegi, aż poszły leciwe belki stropowe i wszyscy razem z kopą siana wylądowaliśmy w oborze, na parterze. Lądowanie było miękkie, bo jego ojciec rzadko zmieniał ściółkę krówkom.Za to te ostatnie w panice wybiegły z obórki razem z drzwiczkami- takiej samej jakości starocie jak i te belki.
    • nijakiemianoinnepozajmowano Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. 29.09.07, 23:58
      Ja od wieku 4 czy 5 lat miałem problemy z wiarą, ustawiałem pułapki na Św.
      Mikołaja, system linek na końcu, których coś miało brzęczeć,ba nawet spadać po
      pociągnięciu za klamkę, raz założyłem nawet wnyki pasków od szlafroków.....
      Nie złapał się dziad... i się domyśliłem, że oszust jest w domu, przeszperałem
      wszystko i znalazłem list wtedy jeszcze hieroglifowy z namalowanym tym co chce
      dostać....
      Uświadomiłem też trochę dzieci z podwórka i brata w końcu miałem niezbite dowody
      :-) W ogóle super było w wieku 6 lat, jak koleżanka mamy przychodziła i mówiła,
      że jej syn ma jakieś dziwne zachowania, bo mu w książce o tajemnicach ciała
      pokazałem, że są implanty siusiaka :-)

      Hmm jeszcze kiedyś złapałem kota i jakoś ta jego niezależność mi się nie
      podobała i z nią walczyłem, ale ta historia nie ma wesołego końca...
    • Gość: mydełeczko_ef Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.man.sealnet.kluczbork.net 30.09.07, 00:25
      Miałam z jakieś osiem miesięcy i już sobie człapałam...mieszkaliśmy wtedy w
      starym budownictwie i mieliśmy wieeelki piec kaflowy. Moja dwuletnia wtedy
      siostra, stwierdziła z troską, że jest mi pewnie zimno (bo to tuż przed zimą
      było) i postanowiła mnie "ogrzać"-przystawiła mnie pleckami do pieca i trzymała,
      cobym nie uciekła. Mój zrobiony przez ciocię sweterek zaczął się już kopcić, no
      ale w samą porę zainterweniowała mama, udaremniając dobre intencje mojej
      siostrzyczki...KOCHAM ŻYCIE!!!
      • Gość: Hubertus Chomik, bomba, prąd rower IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 30.09.07, 01:09
        jak miałem 6-7 lat była mania zwierzaka w domu
        uczyłem chomika pływać na desce w płytkiej kałuzy jak wpadł kilka
        razy to sie zorientował ze jest płytko i potem juz po chwili jak
        sarenka skakał do wody i chyc na brzeg, na wigilie moj chomik złaził
        z choinki właziłem najwyzej jak sie dało i chomika myk na choinke
        potem czekałme na dole aż mu sie nie udało - kolega na stojego
        chomika poszczał po drugiej stronie choinki - zawody który pierwszy
        zejdzeiu były cudowne, stare kable od lampek choinkowych sie
        rozlatywały wiec jak były łaczone na skretke to je rozłaczałem i myk
        do chomika - smiesznie skakał porażony 24V - zawody chomika na
        firance który szybciej wejdzie na góre i potem spadnie
        na podóriwku podrzucaliśmy chomiki - ja oczywiscie najwyżez - raz
        sie nie udało i chomik z wysokosci 2 pietra walna o chodnik -
        zemdlał na kilka chwili - spanikowałem ze go zabiłem ale było z nim
        potem ok - choć to doswiadczenie spowodowało ze zaprzestaliśmy
        podrzucania chomikami.
        jedys była mania na osiedli pirotechników - zabawa ze srudą saletra
        i siarka - dziura w chodniku z asfaltu wycisnieta ta sruda zasypana
        chemią a potem sruba zatykała otwór i odpowiedni kamien rzucony na
        srube - wybuch wyrywał dziure na 10 -15 cm w asfalcie
        saletra tak mi sie spodobała ze gdy zostałem chory sam w domu
        postanowiłem spróbowac
        słoik przygotowałem itp podpalam ale nie ma efektów - wrzucułem
        zapałke do słoika i juz miałem to wszyztko wywalic w kubeł gdy sie
        nagle zajeło
        reakcja była błyskawiczna pokój pełen dymu - słoik pekł i czesc
        mieszaniny spadło na łożko dziura ogronma - zaszyłem i wymienieł
        pościel - spalona wywaliłem do kubła - gorzej było ze stołem -
        dziura sie wypaliła - 20 cm srednicy - paier scierny nie
        zaretuszował sprawy wiec wziołem serwete i przykryłem - temat nie
        wydał sie przez 4 miesiace - matka wkoncu postanowiła zmienic
        serwerke z motywem wielkanocnym na inna :) - ale przez 4 miesiace
        dziwiła sie ze tak lubie te serwetke - choć do tej pory byłem
        przeciwnikiem wszelkich zakryc stołu

        z pradem miałem mało doswiadczeń - kolejna miała do zasilacza typowa
        wtyczke 220V - zwykle podpinałem ja do torów i z zasilacza szło 9
        czy 12 V ale podpieta do 220V zpowodowała ciekawe efekty na kocie
        który gwałtownie podskoczycł i wywołał spiecie - dobrze ze
        lokomotywy nie postawiłem na torach bo nie było by zabawy :)
        do tego wszystkiego wywaliło korki - nie przyznałem sie i nigdy sie
        nie wydało - ale zabawy z pradem uznałem za nie ciekawe
        rower za to dostarczył mojej rodzinie mnustwo emocji
        mieszkam 50 km pod wrocławiem - majac lat 11 stwierdziłęm ze wraz z
        kolega odwiedze moja mame w szpitalu we wrocłąwiu - nie była
        zaskoczona moim widokeim bo miałem przyjechac z ojcem pociagiem -
        ojciec juz co prawda był ale sadziła ze jeszcze nie pojechał a ja
        sie gdzie zapłatałem - jaki było jej zdziwienie gdy zobaczyła mój
        rower oraz kolege na swoim - truchlała od 13 do 21 - gdy dotarłem do
        domu zasnełem zaraz po tym jak usiadłem na stołku
        innym razem zaraz po szkole pojechałem w góry z kolegami
        wracajac byłem tam zmeczony ze zatrzymałem sie u jednego z ze
        znajomych - poprosiłem aby odwiózł mnie do domu po czym zasnełem -
        znajomy sadził ze przyszedłem do niego pijany albo nacpany
        sprawa sie jedna wyjasniła, gdyz po 40 minutowej zdrzemce ocknołem
        sie i pojechałem do domu :)
        innym razem zjerzajac z gór jakims jarem koledze spadł z kierownicy
        swetr i zaplatał sie w kola - wyleciał przez kierownice i zemdlał -
        ja jechałem za nim wiec jeszcze po nim przejechałem - ponieważ nie
        dawał znaku zyciua zjechałem jekiem 8 km na dół poiformowałem ze był
        wypadek poczy wróciłem - od wciaż nie przytomny traciłe sporo krwi
        gdyz jak sie potem przyjrzałem rozdał sobie policzek i mocno krwał
        czego nie widziałem wczesniej - zatamowem swoja koszula krwotk jak
        umiałem po którkiej chwili bylo juz pogotowie
        kolega przezył choc ma szrame na twarzy jak to bójce z terminatorem
        mama nigdy sie nie dowiedziała o tym zdarzeniu - pytała tylko gdzie
        koszulke zgubiłem
    • Gość: kuba podpaliłem las IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 00:47
      no niestety... tak sie konczy na wsi wypalanie trawy - na polanie w srodku
      lasu!!! - ładny kawał spłonął... nikt nie wie... :)
      • mtv_fan Nożyczki+kontakt 30.09.07, 01:27
        Jak miałam z osiem lat włożyłam nożyczki do kontaktu bo w dziurkach
        były takie klapki które się otwierało i ja chciałam zobaczyć co tam
        jest... Nożyczki naszczęście miały plastikowy koniec ale w całym
        mieszkaniu korki wywaliło. Tak się rozpłakałam ze strachu e rodzicom
        aż szkoda było mnie karać ;))
    • johnny-kalesony Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. 30.09.07, 00:56
      W wieku około 9-10 lat namówiłem mojego młodszego kuzyna, żeby położył się na
      sporej wielkości mrowisku w środku lasu.
      Dzisiaj pracuję w reklamie.


      Pozdrawiam
      Keep Rockin'
    • Gość: zaspany zabawa w doktora IP: 80.48.225.* 30.09.07, 02:10
      a ja namietnie bawilem sie w doktora :)
      • Gość: lodzianka Re: zabawa w doktora IP: *.toya.net.pl 30.09.07, 03:21
        A ja w rezysera pornofilmow.Dzieci z przedszkola symulowaly stosunek
        (oczywiscie prawie wszystko bylo w ubraniach, a doswiadczenie
        czerpalismy z Czterech pancernych, czyli zabawa w Janki i
        Marusie).Ja sie bawic nie chcialam, wolalam rezyserowac czyli w
        sumie rozkazywac...
    • Gość: Tommy Boy Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.b-ras1.cld.dublin.eircom.net 30.09.07, 02:28
      Wraz z przyjacielem postanowiliśmy udać się do kina. Na Terminatora. Wiedząc, że
      nasze mamy nie puszczą na na taki krwawy film, poszliśmy bez wiedzy rodziców. Do
      dziś pamiętam tę, adrenalinę i słowa... I'll be back ;)
    • juzti87 TO sa wspomnienia :) 30.09.07, 09:51
      -Gdy bylam mala mialam mniej niz 3 lata z siostra,ktora byla starsza
      o 9 lat czesto przebywalam na dworze. Pewnego pieknego dnia nie
      moglam jej znalesc wiec weszlam do pierwszej lepszej klatki i
      zaczelam wchodzic na gore w jej poszukiwaniu. CO sie okazało?? Ze
      zasnelam na schodach na 4 pietrze i cale osiedle mnie szukalo.
      Przyprowadzila mnie pewna pani.
      - podobna sytuacja. Siostra poszla do sklepu i mnie zosatwila pod
      opieka koelznaki. kolezanka jak to kolezanka mna sie nie zajmowala a
      ja chcac odnalesc siostre poszlam w jej kierunku. Kiedy nie moglam
      jej znalesc stanelam na srodku ulicy. Gdy siostra przyszla i
      zobaczyla ze mnie nie ma zaczela szukac. Przyprowadzila mnie
      koezanka mamy
      - kiedys chcialam sobie zakrecic wlosy. MOja mama byla w pracy a ja
      wzielam od niej szpikulec i miedzy zabki zaczelam wkrecac wlosy.
      jakie bylo moje zaskoczenie gdy chcilam odkrecic. okazalo sie ze
      wlosy nie wchodza w te same zabki. BYlam tak zdesperowana ze
      chcilalam obcinac wlosy,ale metadą prob i bledow udalo sie :)
      -Z bratem wymyslislismy zabawe kto dorzuci skarpetki na żyrandol
      (żarówki sie świecily i byly bez oslonek) gdy juz zrobilo sie ciemno
      cos zaczelo smierdziec :) kilka skarpetek sie stopilo :P
      • avio_netka Moje wybryki 30.09.07, 11:10
        1. Paliłam ognisko w pokoju (do dziś uwielbiam różne zabawy z
        ogniem, ale może już nie tak ekstremalne). Żeby dywan się nie
        zapalił (ha! wiedziałam, że to się może wydarzyć!) pod ognisko
        podłożyłam gazetę.
        2. Paliłam w pokoju świeczki, w otwartej szufladzie biurka (biurko
        było częściowo drewniane a częściowo z płyty, takie komplety z lat
        70tych i 80tych były wtedy wszędzie), moja czujna mama wchodziła do
        pokoju a ja zamykałam szufladę. Na szczęście mama ma wyczulony węch,
        inaczej nie wiem, czy bym to jeszcze mogła pisać...
        3. Nie wierzyłam, że pies potrafi pływać tylko, że tego nie lubi,
        więc wzięłam go na smycz, chodziłam po pomoście a pies musiał wzdłuż
        niego pływać. Faktycznie potrafił i teraz się nie dziwię, że tego
        nie lubił...
        4. Rodzice zabrali mnie do swojego znajomego, mieszkał na wsi i
        hodował kaczki. Miał też takie śliczne, malutkie. Tak mi się jedna
        spodobała, że ją zabrałam ze sobą, a że w aucie zaczęła piszczeć, to
        ją "lekko" uciszyłam. Pochowałam ją pod blokiem, z wszelkimi
        należnymi kaczce (sic!) szykanami.
        5. Kiedyś usłyszałam, że znaleziono genialnego chłopca, który
        potrafi wyginać łyżki. Nikt mi nie powiedział, że robi
        to "bezdotykowo" i nie rozumiałam, dlaczego tak się dorośli
        wkurzają, że pozginałam kilka aluminiowych łyżek...
        6. Zawsze uwielbiałam łazić po drzewach, więc nie było problemu,
        żeby podczas spaceru z rodzicami kolega namówił mnie na wejście na
        sporą sosnę. To była naprawdę duża wysokość. Dziwne, z zejściem było
        dużo więcej problemów niż z wejściem, zwłaszcza, że towarzyszył nam
        wrzask przerażonych rodziców.
        7. Regularnie stawałam z tyłu huśtawki, żeby rozbujać koleżankę.
        Kiedyś, przy ruchu wznoszącym, po prostu spadłam i glebnęłam o
        ziemię. Na chwilę straciłam kontakt z realem. Po jego odzyskaniu po
        prostu wstałam i poszłam do domu.
        8. Już jako nastolatka, na obozie narciarskim będąc, nie pokochałam
        nazbyt kelnera. Zabierając talerze po posiłku, zawsze wkładał dość
        szybko i hałaśliwie jeden talerz w drugi. Jakież było jego
        zdziwienie, kiedy zastał tak już poukładane talerze.. Ale większe
        było, gdy za nie chwycił - w talerzu na spodzie była pozostawiona
        (nie wiedzieć przez kogo, oczywiście) zupa, która wylądowała na jego
        spodniach.
        9. Na tym samym obozie, cała grupa została przeze mnie namówiona na
        działaność dywersyjną. Pod koniec wyjazdu wszystkie widelce, któe
        przeszły przez nasze ręce miały ząbki poustawiane przeciwstawnie.
        10. To był w ogóle fajny obóz. Koledzy skakali sobie z chodnika
        schroniska w śnieg (schronisko było położone na samym szczycie góry,
        a śnieg był aż do wysokości chodnika właśnie). Jeden rozdarł sobie
        kurtkę, wtedy się okazało, że wokół całego schroniska poumieszczane
        są pale/żerdzie. Aż mi dreszcz po plecah przechodzi, jak pomyślę, że
        mógł kręgosłupem trafić w taki pal!
        Właśnie oczekuję córki (poród w grudniu) i, naprawdę, mam nadzieję,
        że będzie mniej pomysłowa ode mnie.
    • przegrzmot Kogut rasy Leghorn. 30.09.07, 11:08
      Tez mialem stadko kaczek - probowalem je zagonic do kurnika...
      - Ale dwie cwane byly i... do (usranej mogily)- sie nie przyznaja.

      Wybaczcie Rodacy,wypadek przy pracy,a wystarczylo stuc jajo!!!
    • Gość: mała33 Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 11:28
      Kocica miała małe a moja mama powiedziała ze trzeba je
      uśmiercić,podać..aviomarin Tabletki zgniotłam,wymieszałam z mlekiem i kocięta
      wypiły Efekt był zupełnie inny...naćpały sie ,przewracały i przerażliwie
      miauczały!Rano biegały radośnie jakby nigdy nic ;) Najlepsza historia
      przytrafiła mi się kiedy pojechałam za miasto na spotkanie w spr.pracy;))Do
      miejsca spotkania prowadziła okrężna droga,ok 4km,ale na skróty przez
      kukurydziane pole ok 1km.Spotkanie przeciągało się,w tym czasie przeszła potężna
      burza i nadal padało Zeby nie zmoknąć,zdecydowałam że wrócę krótszą drogą
      wiodącą przez to pole(za mną i przede mną szło kilka osób) Niestety,z wydeptanej
      szerokiej ścieżki po deszczu zrobiło się potężne błoto!!Moje klapki oblepiły się
      ziemią,wyglądały jak buty na koturnie To błoto wyłaziło mi między
      palcami...Dotarłam do ulicy,elegancko ubrana w ubłoconych klapkach!Nie było
      żadnego miejsca w którym mogłam doprowadzić się do porządku..Ludzie którzy mnie
      mijali od razu patrzyli na stopy i się śmiali!Po drodze znalazłam Auto
      myjnię,weszłam i zapytałam ile koszt.umycie auta,Pani odp.że 10zł Zapytałam czy
      mogę..umyć nogi ;))oczywiście wywołałam ogólną radochę Stanęłam pod ścianą i
      pracownik mył mi klapki i nogi wodą pod ciśnieniem Jednak to nie dawało
      rezultatu,pobiegł po wielką szczotę do mycia samochodu i zupełnie poważnie
      zapytał;Umyć??Za usługę zapłaciłam 5zł Do dziś jest mi tak wstyd!!Ale jest się z
      czego pośmiać:))
      • xnw4 Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. 30.09.07, 12:45
        Mialas szczescie, w Anglii
        uslyszalabys "we do not do it".
        • Gość: kot Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.zwm.punkt.pl 30.09.07, 18:02
          Mieszkaliśmy kiedyś w krakowskiej kamienicy, w oficynie. Na górze były strychy
          na których gnieździły się gołębie. To były lata 70-te. Pewnego dnia postanowiłam
          wysiedzieć gołębie jaja i mieć potem swoje pisklęta w domu.Kilka jaj włożyłam do
          czapki ze sztucznego futra. Była to zimowa czapka mojej mamy.Miałam szczere
          chęci dochowania się piskląt, ale zapomniałam o zawartości czapki na... długi
          czas. Mama znalazła później swoją czapkę wypełnioną zieloną śmierdzącą mazią i
          resztkami skorupek...Czapka nadawała się tylko do wyrzucenia.
    • Gość: rezoon Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.acn.waw.pl 30.09.07, 11:35
      kiedyś w przedszkolu bawiłem się metalowimi sztućcami ... złamałem łyżkę i
      zostałem strasznie zbesztany przez wychowawczynię. Było mi wstyd i bardzo bałem
      się powiedzieć o tym rodzicom. Jak nauczycielka zaczęła tłumaczyć moje straszne
      przestępstwo to moja mama zaczęła się śmiać ... do tej pory to pamiętam.
    • Gość: jagoda Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.range81-152.btcentralplus.com 30.09.07, 11:47
      ja jak bylam mala(mialam podobno 3 lata) bylam bardzo zaborcza.dostalam od ukochanego dziadka wozek dla lalek, a ze siostr chciala sie pobawic-nie wchodzilo to w gre...no wiec ugryzlam ja z zemsty w pupe!!przez rajstopki a i tak krwawila..do dzis ma slad na posladku...wiemy tylko o tym ja i ona i jej maz :)
    • Gość: Isabelle Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.07, 11:52
      jak miałam 9 lat to z kolegą poznanym na wakacjach (to było w
      niemczech - kolega niemiec ale mówił po polsku ;p) Zrobiliśmi mini
      miotacz ognia - przykleiliśmy zapalniczkę do nowego dezodorantu
      (drogiego!) mamy kumpla i zaczęliśmy łazić z tym po jego mieszkani-
      naszczęście niec nie stało się :)
      potem z tym samym kumplem rzucalismy czymś w sufit (już nie pamiętam
      po co) - nie chciało się odkleić,a że mieszkanie było wysokie
      musielśmy to wedko zdejmować <LOL>
    • Gość: badvilbel woreczki z wodą IP: *.as.kn.pl 30.09.07, 12:01
      w 5 klasie podstawówki rzucaliśmy z kolegą woreczkami śniadaniowymi,
      napełnionymi wodą, z balkonu w przechodniów. rzut z 4 piętra 3 litrowym
      woreczkiem przysparzał nam wiele radości. codziennie po szkole, zanim rodzice
      wrócili. sezon rzucania trwał jakieś 2 miesiące. woreczki stawały się coraz
      większe, woda bardziej kolorowa. sąsiedzi nas namierzyli, skończyło się na
      niespodziewanej wizycie dzielnicowego w moim domu i jego reprymendzie.
      bilans zabawy: 2 rannych, kilku mokrych, kilku zabrudzonych i kilku
      wystraszonych... no i dwóch zadowolonych :D
    • Gość: elle Nożyczki i pomysł ... IP: *.centertel.pl 30.09.07, 12:09
      Będąc małą dziewczynką - bawiłam się lalkami. Najpiękniejsze były te
      z długimi włosami i rzęsami. Po jakimś czasie skracałam je - tak dla
      odmiany. Najgorsze w tym było to, że te włosy/rzęsy im nie
      odrastały ;( Pewnego dnia, po powrocie ze szkoły wpadłam na
      Genialny pomysł - "obetnę sobie rzęsy" - przy pomocy małych nożyczek
      do paznokci. Mama po powrocie z pracy - była lekko zszokowana. Całe
      szczęscie, że po jakimś czasie odzyskały swoją długość ... UFFF
    • przegrzmot Jezuuuuuuuuuuuu !!!!!!!!!!! 30.09.07, 12:57
      - Jacy jestescie prymitywni i bez wyobrazni i bez poczucia humoru...
      Ciagle palacie bajkami,miast wziac sie do roboty...
    • Gość: mona Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.edata.net.pl 30.09.07, 13:06
      W czasie jednej z bitw z bratem ,rzucilam w niego szczotką do
      ubrań,miala na końcu haczyk,przebilam mu policzek.Gdy rodzice
      wrócili z pracy,wybłagałam u brata ,zeby zełgał ,że zachaczyl się o
      drut w płocie.Do dziś jestem mu wdzięczna-pojechalismy razem do
      lekarza,było zszywanie i wiele łez.Na wakacjach rodzinnych w
      Bieszczadach/wczasy pracownicze/,w nocy;wypuscilismy z całą
      dzieciarnią do rzeki San,jakiemuś badaczowi-
      wędkarzowi ,piękny ,malutki,unikatowy narybek pstrąga albo cos
      innego-to była wielka akcja na rzecz wypuszczania zwierząt z
      niewoli.:)Byla afera,zimne poty oblewały mnie na stołówce w czasie
      tzw. śledztwa,nikt pary z gęby nie puscil,więc naukowiec uznał,że
      pewnie to była kradzież jakiejs konkurencji.Rybki miały byc
      przewiezione do Wa-wy,jako cos bardzo cennego.Do dzis pamietam ,ze
      mieliśmy wielką satysfakcję,że uratowalismy rybki z niewoli!
      • Gość: mała gosposia ;) Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.07, 14:58
        Miałam wtedy chyba z 5 lat.Odwiedziła nas kuzynka z rodzicami.
        Dorośli zajęli się sobą, a ja chciałam zachować się jak prawdziwa
        gospodyni i zrobić herbatę dla siebie i kuzynki. Obsługa kuchenki
        gazowej okazała się (na szczęście!) zbyt skąplikowana, więc uzyłam
        elektrycznej grzałki. Podłączyłam ją do kontaktu w swoim pokoju i
        poszłam nalać wody do ganuszka. Zanim znalazłam odpowiedni
        garnuszek, a rodzice wyczuli dziwny swąd, palił się parkiet i obicie
        od wersalki...
    • Gość: aga-r5 Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: 217.98.25.* 30.09.07, 15:07
      w przedszkolu chciałam dostać dolewkę kompociku, nie dostałam...wybryk?
      Zamknęłam się w toalecie, zamek się zatrzasnął, przez kilka godzin nie chciałam
      wyjść a przekonała mnie do tego babcia z woreczkiem cukierasów...wyciągali mnie
      oknem ;P
    • Gość: kazio Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.ppp.tiscali.fr 30.09.07, 15:29
      1. majac 7 lat rysowalem potluczonym szklem lakier samochodow na parkingu z kolega
      2. kiedys z tym samym kolega zrywalismy marchewke z czyjegos pola dopoki
      wlasciciele nie zauwazyli nas ze swojego domu i nie zaczeli gonic maluchem,
      kolega przelezal wtedy w zbozu 2h)
      • Gość: gryf Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: 83.168.75.* 30.09.07, 15:54
        Ogólnie jestem grzeczny (wz z zachowania) ale miałem parę epizodów
        :)
        1. Wicedyrektorka biegła przez szkolny korytarz akurat wtedy, kiedy
        ja rozstawiłem ręcę w geście ,,nie wiem". Cóż dostała ,,lepa"...
        2.Dawałem dzieciakom z podwórka pudełko po kliszy z octem i sodą,
        ale tak by się nie zmieszało i kazałem wstrząsnąć. Po tym incydencie
        jeden z oblanych gonił mnie pół godziny aż podstawiłem mu nogę i
        wpadł w pokrzywy.
        3.Niedaleko domu kolegi ciągną się dwie wielkie rury.Skakaliśmy po
        rurach aż wpadło mi między nie 2 złote z kieszeni. Więc wszedłem
        między te rury i nie mogłem wyjść. Po półgodzinie cudem się
        uratowałem.
      • Gość: kazio Re: Zatajone wybryki z dziecinstwa. IP: *.ppp.tiscali.fr 30.09.07, 15:58
        zapomnialem jeszcze o rzucaniu jajkami po oknach na osiedlu i o ataku na balkon
        kolegi ktory mieszkal kilka blokow dalej. rzucalismy razem z 5 osobowa grupa w
        jego balkon zza krzakow mimo ze cala jego rodzinka byla w domu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka