Dodaj do ulubionych

Żargony zawodowe

08.12.07, 06:54
Znacie jakieś ciekawe wyrażenia z żargonów zawodowych?
Mnie podobają się
- przebitki z ludzi (żargon telewizyjny)
- solówa (mała ciężarówka ze sztywnym połączeniem naczepa - ciągnik)
- bękart - wystający wiersz (drukarskie)

I jeszcze takie ciekawe zdarzenie. Pracowałem kiedyś w lokalnym radio. Jako że
duża część słuchaczy mieszkała na wsi, jednym z elementów poranka był skup cen
żywca, zwany przez nas "świniami". Zaraz po tym następował wywiad z gościem
poranka. Tamtego dnia gościem był pewien polityk prawicowy z Warszawy,
wprowadzany przez lokalnego działacza partii. Spóźnili sie nieco, wiec ramówka
się posypała.Wywiad prowadziłem Ja. Siedziałem więc z gośćmi w gabinecie
czekałem na dyspozycje wydawcy. W pewnym momencie do gabinetu wpada
serwisantka, widać, że czymś podenerwowana i stojąc w drzwiach pyta: Robert,
te świnie wchodzą teraz czy później? Ale się musiałem tłumaczyć...
Obserwuj wątek
    • nurse_manager Re: Żargony zawodowe 08.12.07, 07:48
      Popularny angielski skrot SOB to "Son of bitch".
      Medycznie to "Shortness of Breath" (uzywany nawet i w pismiennictwie
      fachowym).
      Zdarzylo sie, ze ktos zawolal przez PA: "Potrzebuje transport dla
      SOB pod 14". Podobno musial wiac, przed rozwscieczona rodzinka.
      Inny - "Cabbage" (kapusta)od CABG (Coronary Artery Bypass Graft).
      Zdarzylo sie, ze sekretarka w "gosciach" slyszac "CABG" napisala
      fonetycznie: "CABBAGE".
      • Gość: mycha Re: Żargony zawodowe IP: *.chello.pl 08.12.07, 23:47
        A w Polsce bywa - HGW (H. Go Wie - przy nieznanej jednostce
        chorobowej) i autentyk z historii choroby z odziału chirurgicznego -
        ZBCC - Z..bisty Ból Całego Ciała.
    • naprawdetrzezwy Julian Tuwim "Ślusarz" 08.12.07, 11:58
      W łazience co się zatkało, rura chrapała przeraźliwie, aż do przeciągłego wycia, woda kapała ciurkiem. Po wypróbowaniu kilku domowych środków zaradczych (dłubanie w rurze szczoteczką do zębów, dmuchanie w otwór, ustna perswazja etc.) - sprowadziłem ślusarza.
      Ślusarz był chudy, wysoki, z siwą szczeciną na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzył spode łba wielkiemi niebieskiemi oczyma, jakimś załzawionym wzrokiem. Wszedł do łazienki, pokręcił krany na wszystkie strony, stuknął młotkiem w rurę i powiedział:
      - Ferszlus trzeba roztrajbować.
      Szybka ta diagnoza zaimponowała mi wprawdzie, nie mrugnąłem jednak i zapytałem:
      - A dlaczego?
      Ślusarz był zaskoczony moją ciekawocią, ale po pierwszym odruchu zdziwienia, które wyraziło się w spojrzeniu sponad okularów, chrząknął i rzekł:
      - Bo droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje.
      - Aha, - powiedziałem - rozumiem! Więc gdyby droselklapa była w swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowała by teraz i roztrajbowanie ferszlusu byłoby zbyteczne?
      - Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochować, czyli dać mu szprajc, żeby tender udychtować.
      Trzy razy stuknąłem młotkiem w kran, pokiwałem głową i stwierdziłem:
      - Nawet słychać.
      Ślusarz spojrzał doć zdumiony:
      - Co słychać?
      - Słychać, że tender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, że gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie zablindowana, nie będzie już więcej ryksztosować i, co za tym idzie ferszlus będzie roztrajbowany.
      I zmierzyłem ślusarza zimnem, bezczelnem spojrzeniem. Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jaką sypałem zasłyszanemi poraz pierwszy w życiu terminami, zbiła z tropu ascetycznego ślusarza. Poczuł, że musi mi czem zaimponować.
      - Ale teraz nie zrobię, bo holajzy nie zabrałem. A kosztować będzie reperacja - wyczekał chwilę, by zmiażdżyć mnie efektem ceny - kosztować będzie... 7 złotych 85 groszy.
      - To niedużo, - odrzekłem spokojnie - myślałem, że co najmniej dwa razy tyle. Co się za tyczy holajzy, to doprawdy nie widzę potrzeby, aby pan miał fatygować się po nią do domu. Spróbujemy bez holajzy.
      Ślusarz był blady i nienawidził mnie. Umiechnął się drwiąco i powiedział:
      - Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel kryptować? Żeby trychter był na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobię.
      - No wie pan, - zawołałem, rozkładając ręce - czegoś podobnego nie spodziewałem się po panu! Więc ten trychter według pana nie jest zrobiony na szoner? Ha, ha, ha! Pusty miech mnie bierze! Gdzież on na litoć Boga jest krajcowany?
      - Jak to, gdzie? - warknął ślusarz - Przecież ma kajlę na uberlaufie!
      Zarumieniłem się po uszy i szepnąłem wstydliwie:
      - Rzeczywicie. Nie zauważyłem, że na uberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez holajzy ani rusz.
      I poszedł po holajzę. Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter rzeczywicie robiony był na szoner, nie za krajcowany, i bez holajzy w żaden sposób nie udałoby się zakryptować lochbajtel w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie tendra, aby roztrajbować ferszlus, który źle działa, że droselklapę tandetnie zablindowano i teraz ryksztosuje.


      -
      • kicior99 Re: Julian Tuwim "Ślusarz" 08.12.07, 12:02
        Stary świetny Tuwim... Jak miałem 13 lat, ten tekst zrobił na mnie takie
        wrażenie, że nauczyłem się go na pamięć... Dzięki za przypomnienie :)
        • kicior99 Re: Julian Tuwim "Ślusarz" 08.12.07, 12:04
          ten drugi - nie mam pojęcia :(
          BTW bardzo często, gdy ktoś opuszczał pokój, w moim towarzystwie mówiło się: "I
          poszedł po holajzę".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka