Dodaj do ulubionych

żenująca historia sylwestrowa

31.12.07, 21:58
Rozpoczynam konkurs na najbardziej żenującą historię sylwestrową :)
Każdy kto przeżywa podobne rozterki niechaj opowie swoją.

Uwaga, zaczynam:

Nie spędzam Sylwestra z moim Chłopakiem, gdyż On woli spędzić go ze
swoją Mamusią.

Koniec.

<myślałam że mi ulży, ale nic z tego.. pozdrawiam Forumowiczów i
życzę wszystkim udanej zabawy Sylwestrowej:)>

Karola
Obserwuj wątek
    • Gość: Marek Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.dip.t-dialin.net 31.12.07, 22:23
      Miałem to samo w zeszłym roku ;)

      Nie martw sie.

      :*
      • bogdanekb Re: żenująca historia sylwestrowa 03.01.08, 06:55
        Gość portalu: Marek napisał(a):

        > Miałem to samo w zeszłym roku ;)
        >
        > Nie martw sie.

        Tzn. Tobie takze nie dane bylo spedzic sylw, ze swoim chlopakiem ?
        • ruta.dl Re: żenująca historia sylwestrowa 03.01.08, 14:50
          albo to byl ten sam facet.... :)
        • Gość: Marek Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.dip.t-dialin.net 04.01.08, 01:08
          Z dziewczyną oczywiscie.

          Byłą.
    • petshopgirl Re: żenująca historia sylwestrowa 31.12.07, 23:43
      nici
      nawet opisywać mi się nie chce
      idę spać
    • Gość: jaija Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.01.08, 16:53
      Karolla, kopnij w dupę maminsynka i w tym roku znajdź sobie normalnego faceta :) Powodzenia :)
    • Gość: princessofbabylon Re: żenująca historia sylwestrowa IP: 81.210.3.* 04.01.08, 11:14
      wiem że to nie jest śmieszne ale parknęłam śmiechem jak to
      przeczytałam.;) fajnie to napisałaś :)

      potwierdzam slowa użytkownika "jaija"


      • Gość: jaija Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.01.08, 16:32
        :D
    • alonso6 Re: żenująca historia sylwestrowa 04.01.08, 12:28
      Z jednej strony rozumiem Ciebie, a z drugiej chłopaka.
      Próbowałaś zrozumieć dlaczego tak się dzieje?
      1. nie jesteś tą "jedyną", matkę ma się jedną, a dziewczynę nie.
      2. jego matka jest samotna, może to jakaś ich tradycja, że spędzają razem.

      Rozwiązanie=kompromis: mogliście go spędzić we trójke, może to by Ci pomogło
      zrozumieć o co chodzi.
      • barbie4 Re: żenująca historia sylwestrowa 04.01.08, 12:57
        nawalił sie jak swinia o godz. 22.00,
        kłócilismy sie do godz. 1.00,
        a potem doprawił sie i padł.

        dodam ze bylismy za granica i zostałam sama z obcymi ludzmi ;/
        cały Nowy Rok przepłakałam.
        meczyłam sie jeszcze 2 mies. bleeeeeeeee....
        gnój i tyle.
      • Gość: jaija Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.01.08, 16:31
        Wiesz, alonso, zazwyczaj jest tak, że matki (te mądre), same wypychają dorosłe bądź dorastające dzieci, coby się pobawiły w gronie rówieśników. Jak mamusia nie chce wypuścić synusia do dziewczyny, to coś trochę nie teges. Nie znamy, oczywiście, całej sprawy, ale w większości przypadków tego typu to albo koleś kręci, zwalając winę na mamusię, że takiej biednej samej by nie zostawił, albo zostaje z mamą, bo ma słaby charakter, zaś ona nim manipuluje. I argumenty "matkę ma się jedną, a dziewczyn (żon) można mieć wiele" zniszczyły już niejeden związek, w tym małżeński.
        Rozwiązanie: mógł wczesniej o tym powiedzieć Karolli, a nie postawić ją przed faktem dokonanym. Skąd wiesz, może dziewczyna nawet by się ugięła i spędziła go razem z nim i jego mamusią?
        ;)
    • l-l-l Re: żenująca historia sylwestrowa 04.01.08, 17:48
      hmm... zdarzylo mi sie pracowac w te oststnia noc sylwestrowa. i
      kiedy ja sie zbieralam wieczorem do roboty wpadl moj (przysiagam,
      niebawem juz byly) malzonek z malym bagazem podrecznym. wyciagnal
      szczoteczke do zebow, maszynke do golenia i udal sie pod prysznic.
      nastepnie wyciagnal ulubiony swoj bialy garnitur i zelazko.
      Skorzystal z mojej pianki do wlosow i poprosil o klucz do mojego
      mieszkania, bo po pijaku w srodku nocy nie bedzie mu sie chcialo po
      miescie jezdzic. zdziwil sie mocno gdy po swoim pytaniu czy lepiej
      wyglada z wylozonym kolnierzykiem... wystawilam go za drzwi.
      bardziej fatalnego nastroju w noc sylwestrowa w zyciu nie mialam.
      • Gość: I-I-I Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.chello.pl 05.01.08, 06:40
        o kurcze, mocne ;)))
      • Gość: abc Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.aster.pl 05.01.08, 14:01
        I-I-I, niezła historia!
        Sylwester ileś lat temu z ówczesnym chłopakiem. Pojechałam do niego
        (150 km). Na miejscu niemiła niespodzianka- okazało się, że zamiast
        niego na dworzec przyszedł nasz wspólny kolega, bo mój chłopak miał
        coś do załatwienia (to już była era komórek, mógł uprzedzić).
        Mieliśmy iść we trójkę na imprezę do znajomych kolegi, ale spotkać
        mieliśmy się dopiero na miejscu. Nie przyszedł, bo, jak tłumaczył
        nazajutrz, nie mógł zostawić mamusi samej. Obiecał, że zadzwoni o
        północy z życzeniami (zbytek łaski), ale oczywiście tego nie zrobił
        i na wszelki wypadek nie odbierał telefonu. Całą noc siedziałam z
        kompletnie obcymi ludźmi, a niedługo potem zerwałam z tym palantem.
        • heca7 Re: żenująca historia sylwestrowa 05.01.08, 17:03
          W latach bardzo szczenięcych mój obecny mąż był na imprezie sylw. u
          kolegi. Odbywała się ona na piętrze w części domu należącej do
          kolegi, reszta łącznie z parterem jego rodziców i w trakcie wieczoru
          odbył sie wyjad do rygi, łazienka zajęta więc mąż niewiele:) myśląc
          wystawił głowę przez okienko i sruuu. Niestety zawartośc żołądka
          trafiła na ścianę brudząc ją prawie całą od góry do dołu. I tu
          pojawił się problem, siarczysty mróz do rana wszysto przymarzło do
          ściany. Mróz jak na złość trzymał bardzo długo. Pozakręcana była
          woda na zewnątrz domu i tak paw przetrwał sobie prawie do wiosny. Do
          dziś kolega mu to wypomina ze śmiechem jak musieli żyć w obrzyganym
          domu:)))
          • Gość: rzygulec Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.smstv.pl 05.01.08, 17:46
            Heco - nomen omen - ale akademiki nie takie cyrki widywać zwykły, ta niezmienna
            tradycja, z tego co widzę, jest kultywowana dla potomnych..
    • Gość: orliczanka Re: żenująca historia sylwestrowa IP: *.chello.pl 05.01.08, 17:45
      Historia z tego sylwestra:
      Mialam spedzic go ze znajomymi i z facetem, ktory bardzo za mna tesknil, gdy
      wyjechalam na swieta i nie mogl sie doczekac mojego powrotu, wiec oczywiscie
      bardzo bylam szczesliwa,ze bedziemy sie razem bawic. Dzien przed sylwestrem
      zadzownil,ze zle sie czuje, chory jest i nie pojdzie ze mna tylko ze swoim
      kumplem, bo jest blizej i nie zmarznie... Spotkalismy sie wczoraj i dowiedzialam
      sie, ze przespal sie z inna laska. I ze wlasciwie nie mozemy byc razem....
      To sie nazywa poczatek roku...
      A ja glupia placze...
      • princessofbabylon Re: żenująca historia sylwestrowa 06.01.08, 18:37

        eeeee tam, palant jest i tle, i na pewno nie wart Ciebie i Twoich
        łez.nie wiem jak długo byliście razem i wiem że łątwo się mówi ale
        takiego szmaciarza tylko olać. przecież to on stracił a nie Ty. nie
        martw się, uszy do góry. on zostanie sam, a Ty znajdziesz innego
        który na Ciebie zasługuje. a jak pustakowi się odmieni i bedzie
        chcial wrócic to mu powiesz że " właściwie nie możecie byc razem ".


        będzie dobrze, h*j z nim




    • yabol428 Sylwester z dresami 06.01.08, 18:21
      Autentyczny opis sylwestra 2004/2005 - cytat z maila od znajomego:

      "impreza u kuzynki sie już rozchodziła, ale na północ zdążyłem. Kilka minut
      pózniej przyszli dresiarze z sąsiedniej imprezy, niby złożyć życzenia - najpierw
      zapytali czy jesteśmy za wisłą kraków, oczywiście zaprzeczyliśmy i
      powiedzieliśmy że jesteśmy za kuntakinte urugwaj, oni chyba nie zrozumieli
      zaczepki bo zwrócili się do nas z tymi słowy: "no to życzę ci ku.rwa,
      szczęśliwego ku.rwa nowego roku" no i widać znali angielski bo pożyczyli nam
      również "happy new york" i stali się bardziej wylewni jeszcze, nawet poskarżyli
      się mimochodem, że na ich imprezie "już nie mają co ru.chać" i zaczęli się
      przytulać do mojej kuzynki, bo "wporzo z niej suczka" więc z facetem kuzynki
      wywaliliśmy tych koli na korytarz (na szczęscie ledwo się trzymali na nogach i
      nawet bejzbola gdzieś przepili) i powiedzieliśmy im "happy chicago". Potem
      wyszliśmy na balkon i część szampana wylaliśmy starym obyczajem "dla bogów" a
      potem wzniesliśmy toast "za trupy" oraz "zdrowie trupów" a potem skandowaliśmy
      "niech żyją trupy". Tym akcentem ucziwszy amerykańskie ofiary tsunami, do 4 rano
      kontynuowaliśmy bardzo przyjemną imprezę, podczas której opracowaliśmy
      szczegółowy plan likwidacji bezrobocia w polsce: część bezrobotnych wycinałaby
      innym bezrobotnym nerki, wątroby, serca itp. potrzebne rzeczy. automatycznie
      eksport by wzrósł no i lawinowo spadałaby liczba bezrobotnych. Po jakimś czasie
      nawet pojawił by się ruch imigracyjny - anglicy masowo zaczęli by przyjeżdżać do
      nas do pracy.
      Rano hałas za oknem przykuł naszą uwagę - to pijane dresy wyszły na parking
      przed blokiem i jeden z nich chciał pokazać swój kunszt za kierownicą, podczas
      których to manewrów wprawdzie ani nie przestawił latarni, ani innych samochodów,
      ale za to przejechał jedną ze swoich koleżanek, (to znaczy, chyba "to" było "to
      coś", "co" się nie nadawało kilka godzin wcześniej do ru.chania) - o dziwo to
      zauważył, wpakowali ją do samochodu i gdzies pojechali. Stwierdziliśmy, że to
      pewnie dla niej nic nowego, bo pewnie przed północą, (kiedy się jeszcze
      nadawała), każdy z nich ją już parę razy przejechał.
      Przepraszam za ten niezbyt inteligentny i smaczny opis, ale czułem wewnętrzną
      potrzebę przybliżenia tych wydarzeń z życia dresiarza i jego suczki.
      O Wielki Krasnoludzie, dziekuję Ci, że stworzyłeś stworzenia z ubiorami z
      paskami, lub z napisem "najki", bez nich życie nie miało by interesujących
      zwrotów akcji"
    • stara_dominikowa Re: żenująca historia sylwestrowa 06.01.08, 18:55
      dwa lata temu z osobistym chłopem trochę z chęci, bardziej z konieczności
      (potomstwo) zarządziliśmy sylwestra we dwoje, szampanik, patrzenie w oczki i to
      co z tego patrzenia zwykle wynika w przypadku znajomości damsko-męskiej mocno
      zaangażowanej.
      koło godziny 21 obraziłam się po sprzeczce o bzdurę i poszłam do sypialni się
      dąsać. głęboko przekonana że mój dąs jest uzasadniony czekałam na przeprosiny.
      chłop oczywiście nie miał zamiaru przepraszać, bo i za co. nie wyszłam o
      północy, nie złożyliśmy sobie życzeń, o 3 rano jakoś natknęliśmy się na siebie,
      przeprosiłam i w pełnej harmonii poszliśmy spać.
      tłumaczy mnie jedynie zaburzona gospodarka hormonalna związana z karmieniem
      piersią. żenada na całej linii.
      • Gość: mam czkawke Re: żenująca historia sylwestrowa IP: 170.252.96.* 07.01.08, 11:37
        no wiec dolacze do grona szczesliwcow...moj sylwester zapowiadal sie
        calkiem interesujaco:) zaplacilismy z mezem z miesiecznym
        wyprzedzeniem za wiejska impreze sylwestrowa i jeszcze wciagnelismy
        tam moja siostre na towarzyszke dla kolegi meza, bo nie mial
        pary ... po czym moj maz sie przeziebil na tyle skutecznie ze
        musielismy sobie odmowic tej imprezy ale w koncu wpadlismy tam na
        poczatek zeby dodac otuchy mojej siostrze.. i co mnie urzeklo to
        kopy ziemniakow wnoszone przez kelnerki " na poczatek" oczywiscie do
        schabowego :) ale juz pomijajac jadlo , sala wygladala jak puszka z
        sardynkami i wszyscy sie wciaz nokautowali i do tego gdy zapytalam
        sasiadow przy stole czy napoje sa tez w cenie ( bo nie bylismy do
        konca pewni czy stojaca coca cola nalezy do menu , obok niej staly
        jakies tanie oranzady z biedronki) nasz sasiad ( dodam ze jest
        naszym znajomym z osiedla)ostentacyjnie schowal pod stol cole z
        odpowiedzia ze to jego ... :) usmailam sie do lez po czym
        opuscilismy potupajke zyczac siostrze udanej imprezy ... wrocilismy
        do domu aby z tesciami podziwiac petardy wypuszczane z piaskownicy
        pod blokiem ( oczywiscie troche sie poklocilismy) niestety okolo 1 w
        nocy musielismy wpasc po siostre bo chyba na odwage wypilo jej sie
        za duzo .... wybralam sie po jej plaszcz do szatni hahaha a tam zonk!
        brak swiatla i 160 plaszczy na wieszakach oczywiscie po kilka na
        jednym wieszaku hahahahah boze jak to wspominam to jeszcze sie
        smieje no w kazdym badz razie w przyszlym roku jedziemy w gory ! mam
        nadzieje ze moj przyszly sylwester jak i wszytkich tu zgromadzonych
        bedzie wieczorem godnym wspomnien .. ale takich milszych:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka