Gość: ally Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.77.classcom.pl 30.01.05, 01:28 Kiedyś pojechałam z narzeczonym do pana który naprawił sprzęt elektroniczny. My zawieźliśmy video. Pan obejrzał i stwierdził,że nie jest zepsute, tylko że ma jakiś tam punkt rosy i nie może stać na podłodze. Zadowoleni wsiedliśmy do samochodu, jedziemy kawałek i nagle słychać straszliwy łomot. Patrzymy do tyłu a tam biedne video leży w kawałkach na kaministej drodze...Pan od naprawy mało się nie posikał!!! Odpowiedz Link Zgłoś
woyopol Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 30.01.05, 02:03 Kilka lat temu podczas studiów "smaliłem cholewki" do mojej obecnej ex. Tak więc przychodzę pewnego razu do jej pokoju w akademiku - pamiętam że miałem coś kupić w sklepie dla niej i dla jej współspaczki. Chciałem pokazać się z dobrej strony i nie pozwolić im zwrócić pieniędzy za zakupy. Chciałem powiedzieć: "Nie mówcie przy mnie o pieniądzach" a wyszło "Nie mówcie o mnie przy pieniądzach" ;-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
woyopol Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 30.01.05, 02:21 Aaaa przypomniało mi się jeszcze jedno. Pracuję w szkole językowej. 2 lata temu prowadziliśmy razem z kolegą dwie równorzędne grupy przygotowujące się do egzaminu, a jako że ja jestem odpowiedzialny za owe przygotowanie to wszystkie wątpliwości mój kolega konsultuje ze mną. Niestety owej sytuacji nie widziałem sam - opowiadali mi o niej uczniowie z grupy, którą on uczył. Otóż pod koniec zajęć mój kolega nie był pewien który temat wypracowania zadać swojej grupie i postanowił przejść do sali w której ja miałem zajęcia. Tak więc pewnym krokiem podszedł do drzwi swojej sali....zapukał w nie od wewnątrz... i otworzył zdumiony że to nie moja sala ale wyjście na korytarz... Nie muszę dodawać, że studenty padły ze śmiechu.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Nie moje, mamy :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.02.05, 08:49 Gadk: Ja :- Mamo pojutrze jest tłusty czwartek Mama: -Kiedy? Ja: - W CZWARTEK ^.^ !! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kotek oj, moje, moje :) IP: *.kom / *.kom-net.pl 02.02.05, 11:08 któregoś pięknego dnia udało mi sie po długich przedimprezowych przygotowaniach wreszcie wyjść z domku. szłam sobie, szłam i coś mi strasznie nie pasowało... dopiero kiedy nie mogłam odczytać nazwy ulicy, na której impreza się odbywała, zrozumiałam! miałam szkła kontaktowe mojej mamy:))) gwoli wyjaśnienia... ona ma -3, ja mam -6.. jakim cudem się wcześniej nie zorientowałam??? Odpowiedz Link Zgłoś
moniq_c Re: oj, moje, moje :) 02.02.05, 12:53 heh, i jak Ty ześ się na tą imprezę wyszykowała nie widząc się w lustrze :))) ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kotek Re: oj, moje, moje :) IP: *.kom / *.kom-net.pl 03.02.05, 11:53 ano :))) widać bardzo blisko lustra stałam... albo musiałam dość ciekawie wyglądać:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Joanna Re: oj, moje, moje :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 12:42 Też imprezowo Zostaliśmy zaproszonie na przyjęcie. Bardzo ważne dla mojego męża i w eleganckim towarztstwie. Spraw tego dnia mnóstwo. Spóźnić się nie wypada. Ubieram się, maluję. Dzieci mają oczywiście mnóstwo spraw do obgadania ze mną przed wyjściem, telefon dzwoni bez przerwy, ja też dzwonię bo babci, która ma zostać z dziećmi i ciągle jej nie ma, mąż nie może sobie poradzić z krawatem, skarpetki w szufladzie same nie do pary... W końcu wychodzimy,taksówka na dole, dojechaliśmy. Przyjęcie takie sobie, towarzystwo napuszone, prawie nikogo nie znam, czasem ktoś do mnie zagada, ja coś odpowiem, mój mąż załatwia jakieś swoje sprawy. Zastanawia mnie dlaczego panie przyglądają się z większą uwagą niż zazwyczaj. Może im się kiecka podoba bo nowa. Długo to nie trwało, mąż załatwił interesy , przyjęcie nudne, wracamy do domu. Idę ja sobie do łazienki aby się umyć i rozmalować, patrzę w lustro i cóż me piękne oczy widzą - Jedno oko umalowane, a drugie nie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 00:32 ja moze nic strasznego, ale pomalowałam lakierem paznokcie tlkyo u jednej ręki (w oóle sie nie zorientowalam ):) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziura Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dialog.net.pl 11.09.09, 17:26 ja kiedys zamiast paznokcia caly palec pomalowalam ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
czaruda Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.02.05, 16:27 no muszę się dopisać:)) muszę... nie o mnie wprawdzie ale o mojej kochanej siostrze która nie miała sobie równych w takich zagrywkach;)) wchodzę do mieszkania i ....biało... wszystko zadymione i zaparowane...na kuchence widzę wariujący czajnik, a raczej to co z niego zostało i kłęby pary. zaparowane jest okno a Ala siedzi i czyta książkę. jeszcze zdjęła okulary i przecierała bo jej zaparowały. wpadła do kuchni jakiś czas temu zrobić sobie kafy ;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
czaruda Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.02.05, 16:36 przypomniało mi sie 5 historii o zapominaniu psa z różnych miejsc:) ale nie o tym bedzie.. ja i ta sama siostra Ala. pojechałam po nia na dworzec odebrać i przywieźć do domu. spotkałam Alę, pogadałysmy na parkingu, zapaliłysmy papieroska i Ala stwierdział że jeszcze skoczy do kiosku. na co ja wsiadłam w samochód i ..pojechałam do domu:) jakże wielkie było moje zdziwienie kiedy mijając kiosk zobaczyłam tam..moją siostrę! ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aedo Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.sieradz.mediaclub.pl 10.02.05, 23:06 1. Często idę po coś do drugiego pokoju i gdy już tam jestem, zastanawiam się po co w ogóle tu przyszłam. 2. Wczoraj czytałam wcześniejsze wpisy w tym wątku i mój chłopak poprosił, abym wpisała w google "kamienny świat". Beztrosko zminimalizowałam stronę gazety, otworzyłam nową i wpisałam "kamienny świat" w miejsce adresu strony (i w dodatku ze spacją:)). 3. Pojechaliśmy kiedyś do Częstochowy. Już na miejscu postanowiliśmy dowiedzieć się, kiedy będzie pociąg powrotny. Mój chłopak podchodzi do kasy i pyta: - Kiedy odchodzi pociąg do Częstochowy? Pani kasjerka miała niezłą minę:) 4. Kiedyś w jakiejś knajpce mój mężczyzna postanowił mnie wyręczyć i posolić mi frytki. Nie zastanawiając się wiele, złapał pierwszą lepszą przyprawę jaka stała na stole... Dopiero po degustacji okazało się, że był to pieprz (wprawdzie biały). Frytki z pieprzem nie są już takie dobre:( 5. Mój chłopak chciał jechać z Krakowa do Dębicy. Miał przy sobie pieniądze odliczone na bilet. Gdy już stał przy kasie, zapowiadano pociąg do Rzeszowa, więc poprosił o bilet do Rzeszowa. Zorientował się dopiero, gdy kasjerka poprosiła o wyższą kwotę, niż miał... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: loleus Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.is.net.pl / 217.144.192.* 11.02.05, 11:46 4. Kiedyś w jakiejś knajpce mój mężczyzna postanowił mnie wyręczyć i posolić mi > > frytki. Nie zastanawiając się wiele, złapał pierwszą lepszą przyprawę jaka > stała na stole... Dopiero po degustacji okazało się, że był to pieprz > (wprawdzie biały). Frytki z pieprzem nie są już takie dobre:( No właśnie - kto to widział, żeby pieprzyć FRYTKĘ !!!! ;-ppppppp Odpowiedz Link Zgłoś
istota_rzeczy Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.02.05, 10:49 w sklepie:mialam kupic 10 jajek, przede mna ktos kupowal kilogram ziemniakow wiec ja oczywiscie -poprosze kilogram jajek...zdziwienie i smiech a ja cegla:/ pozna imprezowa noc na wyjezdzie ja z mezczyzna mila rozmowa moja kumpela wpada do pokoju z krzykiem ze ona teraz koniecznie musi zjesc zupke chinska!!no to czekamy az zje i sie wyniesie dalej balowac rozmawiamy nie zwracajac na nia uwagi po chwili slyszymy:KUR to jest twarde(miala na mysli makaron)fru z zupa do kosza i od nowa zaczyna zalewac kolejna zupke woda przykrywa talerzem i czeka po chwili znow krzyk ze to jest twarde....no mysle juz dosyc ide sie dowiedziec co ona wymlodzila no tak zalewala ta zupke zimna woda bo nie wlaczyla czajnika do kontaktu smiechu bylo mnostwo... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosciowa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.plus.com 14.02.05, 17:32 Chowanie rzeczy tak aby nie zapomniec to normalka, klucze o mieszkania to klasyk, jako ze pierwsza wracam sie z roboty, zawsze przed drzwiami okazuje sie ze nie mam kluczy, juz slysze jak pies krzyzuje nogi za drzwiami i wywalam wszystko co mam w torebce(rachunki, drobne, zeszloroczny kalendazyk, szukalam juz go dwa razy, kosmetyki w wiekszosci przeterminowane, ksiazke, kluczyki do pracy , i to dwa komplety??/) Dzwonie do meza, czy moze wczesniej przyjechac, nie wczesniej niz 2 i pol godziny, dzwonie do szwagra, nie ma szans na dostanie sie o domu przed 21, sprawdzam czy aby wszystkie okna sa zamkniete,eh sa... siadam na schodku i mysle co moge zrobic z czasem, pub, zakupy, a moze znajomi i siegam po telefon do kieszreni,a tam kluczyki. I tak dwa - trzy razy w miesiacu. Zupy sie jada u nas na slodko, dlatego ze ciagle mi sie myli cukier z sola. (cukru nie uzywam). No i zawsze odcedzam zupe do zlewu, zostaja ziemniaki. Dzwoni telefon stacjonarny, odbieram, w tej samej chwili dzwoni komorka, odbieram, w serialu telewizyjnym dzwoni telefon, obieram pilota i zastanawiam sie gdzie go przylozyc, przeciez nie mam trzech uszu. Moj maz juz padl. Witaminkami w proszku dla psa czesto zabielam kawe, prawie tak samo wygladaja jak mleko w proszku. Robiac jajecznice skoprupki laduje na patelni a jaja w smietniku.I szczyt:pomylily mi sie godziny z AM i PM, spoznilam sie na samolot o 12 godzin, moj maz za to wsiadl w miedzynarodowy autokar 24 godziny wczesniej, kierowca sie kapnal ze daty nie te jak braklo miejsca dla pasazerow w Bytomiu, daty mu sie pomylily i niestety byl zmuszony wysiasc i czekac na swoja kolej nastepnego dnia, na szczescie mial gdzie nocowac. aaa i jeszcze odlaczyli mi prad, jako ze nie placilam rachunkow, przeciez placilam, tylko zamiast firmie energetycznej to sobie, w obrebie jednego konta, i ze niezauwazylam ze mam wiecej pieniedzy???? trwalo to trzy miesiace. Pozdrowienia Roztrzepana Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: baba Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.acn.waw.pl 14.02.05, 18:57 sZKODA, ZE SIE NIE ZNAMY, moglybysmy sitcom nakrecic :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 14.02.05, 19:13 > aaa i jeszcze odlaczyli mi > prad, jako ze nie placilam rachunkow, przeciez placilam, tylko zamiast firmie > energetycznej to sobie, w obrebie jednego konta, UMARŁAM :-))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ga Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 193.151.68.* 19.06.05, 14:44 extra! Odpowiedz Link Zgłoś
ramm.stein Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 01.03.05, 12:09 Gościówa, zostałaś moim idolem! :-))))))))))) Posmarkałam się ze śmiechu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosciuwa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.dsl.in-addr.zen.co.uk 01.04.05, 16:17 dzwoniac do Polski albo do tesciowej albo do dziadkow zawsze trafiam na zakonniczki i rozsiewam panike wsrod siostr gdy sie pytam czy moge rozmawiac z mama albo babcia. Kombinacja dwuch numerow do rodziny zawsze trafia na biedne siostry. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yoma Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.crowley.pl 01.04.05, 16:42 Autentyk - kumpel z szefem firmę remontowali i trzeba było przewód przepchnąć przez ścianę. - Panie Jarku, niech pan ciągnie! - Panie Zbyszku, ale w którą stronę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Derris Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.bas502.dsl.esat.net 14.02.05, 20:44 Hmm ze ze dwa razy zdarzylo mi sie zostawic plecak w szkole i raz w domu....skojarzylam to w szkole po jakis 20 minutach spacerku do domu jak kolezanka zwrocila uwage gdzie mam go, a ten w domu to jakos mi sie dziwnie leko zrobilo w autobusie do szkoly...a raz wracalam z uczelni do upragnionego domku....jechalam z kolezanka, bo ciezko mialam i mi pomagala i w kolejce grzecznie stanelam na dworcu, szukam pieniazkow na bilet, a tu nagle we mnie uderzylo ze torebka zostala w tramwaju...ale jak to mowia glupi to ma szczescie i pani mnie znalazla by mi ja oddac.... pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
saavage Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 14.02.05, 21:49 Wczoraj byłam na basenie. Mam karnet imienny, a do tego wymagają dokumentu potwierdzającego tożsamość. Przygotowałam obie rzeczy już wcześniej i z dumą wręczyłam pani wpuszczającej. Pani dłuższą chwilę ogląda oba papierki, czyta nazwisko, patrzy na zdjęcie w prawku i po chwili wzdycha:" Oj, chyba coś nie tak..." Patrzę.. i widzę prawko mojego ojca (co one tam robiło???) Choćbym nie wiem jak chciała, to nie jestem aż tak podobna do ojca, no i nosimy inne imiona ;) Odpowiedz Link Zgłoś
eszir Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.02.05, 20:25 moja wspaniala siostra ma niezwykle szczescie co do zwierzatek domowych... szkoda ze owe zwierzatka nie maja takiego szczescia do niej... ;))) kiedys mialysmy chomika, no i siostrunia miala mu wymienic trocinki, a ze wczesniej jeszcze latala z odkurzaczem po domku to wpadla na wspanialy pomysl ze zaoszczedzi czas i powyciaga trociny odkurzaczem i nasypie nowych.. no wiec wsadzila rure do terarium, zadowolona mela tam w prawo w lewo nagle FLUP!!! CHOMIKA WCIAGLO!!!!zaraz akcja worek z odkurzacza rozbebeszamy a tam trzesaca sie zakurzona kulka. O dziwo chomik przezyl ale przez pare dni byl w ciezkim szoku... Innym razaem kiedy siostra mieszkala juz ze swoim obecnym mezem. On pracowal ona nie no i postanowila ze zrobi mu niespodzianke i wymieni wode rybkom w akwarium. Szwagier mial hopla na tym punkcie, mial cos ponad 60 rybek. Siostra wziela duzy sloj nalala ZIMNEJ WODY PROSTO Z KRANU, wrzucila tam rybki wylowiwszy je siatka i zaczela malym wiaderkiem wybierac wode z akwarium i zaczela z nim kursowac do lazienki. Gdy akwarium bylo juz w 3/4 puste zauwazyla ze rybki w sloju plywaja do gory brzuchami. Siostra w panice wlala je do resztek wody w akw. i jak dokladnie sama powiedziala:"zaczela je reanimowac naciskajac kazda rybke kilka razy palcem...". Szwagier przezyl szok. Jak wrocil z pracy w jego akwarium plywalo dokladnie 5 rybek. Tyle siostrze udalo sie zreanimowac... ;))))))) nie przyszlo jej do glowy ze rybkom moze zaszkodzic zimna woda - "przeciez w rzekach tez jakos zyja" ;))))) pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyza Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.zgora.dialog.net.pl 22.09.05, 01:52 zalalam klawiature, poplakalam sie ze smiechu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.piotrkow.pl / *.internet.piotrkow.pl 19.02.05, 00:47 Pojechałam do pracy (w szkole) zeszłorocznym planem lekcji. Zapłaciłam dwa razy ten sam rachunek za światło - raz przelewem z konta, a raz normalnie w kasie. Omal nie pozbawiono mnie prądu, chociaż w sumie była nadpłata. Zostawiłam pęk kluczy w skrytce pocztowej. Zorientowałam się dopiero na drugi dzień. Były to klucze od trzech mieszkań i od szkoły. Mój syn pytał na poczcie, co ma zrobić z listem, który trzyma w ręku. Dzwonił też na informację PKP, żeby dowiedzieć się, która godzina. O kapciach i śmieciach nie wspomnę. Poleciał w kapciach i ze śmieciami do sklepu. Osiedlowego na szczęście. Zapewnił też kierowcę PKS, że ma bilet zastępczy. Moja siostra przyszła do mnie bez spódnicy, tylko w czarnej półhalce. Było lato. Pomagała mi w jakimś wielkim sprzątaniu. Po akcji obszukałyśmy całe mieszkanie - spódnicy nie było. Spokojnie wisiała u niej w domu na wieszaku. W stanie wojennym, pod koniec stycznia, pojechałam do Krakowa bez przepustki, bez dowodu, bez ŻADNEGO dokumentu. Brak stwierdziłam w hotelu, po wyżebraniu miejsca. Wracałam w panice, bo w torbie miałam notatki po francusku. BIBUŁA! Zanim się zorientują, to mnie zamnkną. Wszystkie dokumenty zostawiłam w drugiej torebce. W hotelu Vitoria w Warszawie udało mi się zjechać windą na basen w pełnym zimowym rynsztunku - kożuch, czapa, szal, kozaki... Produkty spożywcze zwykle chowam do łazienki zamiast do lodówki. Dotarłszy zimową porą o 7 rano na przystanek autobusowy, mówię znajomym "Dobry wieczór". Potrzebny był mi numer telefonu pewnej agencji towarzyskiej. Chcąc go zdobyć, zadzwoniłam do nieznanej mi zupełnie osoby, która mieszka przy tej samej ulicy, gdzie mieści się agencja. Osoba numeru nie znała. W Łodzi na Dworcu Fabrycznym lump przyatakował mnie prośbą o dołożenie mu dwóch złotych na bilet. Stwierdziłam spokojnie, że ja też nie mam biletu. Omal nie pojechałam do pracy w niedzielę, w dodatku przerażona, że się spóźnię, bo zaspałam. Mój syn stawia czajnik elektryczny na gazie. Jako drugie śniadanie zabrałam do pracy zamiast kanapki raz kawał pieczonego schabu, a drugi raz pół kilo białego sera. Swemu synowi (małemu jeszcze) dałam zamiast kanapki kawał polędwicy. Rzecz miała miejsce w przychodni, gdzie były duże kolejki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: moni Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.Grzegod / 62.121.129.* 19.02.05, 21:31 W przerwie między wykładami, na studiach zastanawialiśmy się ze znajomymi w jakie dni tygodnia wypadaj Święta Wielkanocne (czyli dni wolne od zajęć :) ), długo to wszystko bardzo skomplikowanie obliczaliśmy poczym ze skonstatowaliśmy ze zmartwieniem, że znowu wypadają w weekend. Dopiero na następnej przerwie kogoś oświeciło, że zawsze są w weekend (Wielki Piątek itd.) Umówiłam się z dawno nie widzianą znajomą po zajęciach w jednej z moich ulubionych knajpek. Poczym kompletnie o tym zapomniałam ale traf chciał, że w terminie tego umówionego spotkania byłam w tamtej knajpce z inna koleżanką. Nagle wchodzi Małgosia a ja ją wołam radośnie zaskoczona „Małgosiu co ty tu robisz?!”, na to Małgosia kompletnie zdziwiona „Umówiłam się tu z tobą...” Poza tym nauczona doświadczeniem jak nie mogę znaleźć telefonu to sprawdzam w lodówce :) Odpowiedz Link Zgłoś
ksionc Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 21.02.05, 09:03 Notorycznie zapominam gasić światło gdy wychodzę z kibla...;P Odpowiedz Link Zgłoś
evaww Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.02.05, 00:33 Nie moje, ale byłam świadkiem. Pytam na lekcji z jakiś dyrdymał, trwa to trochę, niestety delikwent wyraźnie się męczy, a co bardziej wyrywni uczniowie z chęcią by go zastąpili.W końcu wstawiam do dziennika jedynkę. Na co wstaje Tomek i krzyczy: "Ja też chcę jedynkę!" Ten sam Tomek, gdy zwróciłam mu uwagę, bo rozmawiał i przeszkadzał na lekcji oznajmił z pretensją w głosie: "Ja nie jestem Tomek!". Pozdrawiam Tomka, którego bardzo lubię i jego niepowtarzalną klasę - poszli już w świat... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ka Kalesony :)) IP: *.crowley.pl 25.02.05, 19:33 Forum jest niesamowite, dawno sie tak nie usmialam :))) Choc mnie nie zdarzaja sie takie rzeczy, chyba ze najblachsze typu zapomnienie komorki, same nieciekawe, to jednak znam trzy dobre przypadki z mojego najblizszego otoczenia: *moj wujek lat dziesiat temu, bedac juz malzonkiem z dluuugim stazem, wrocil kiedys do domu mocno podpity po hucznej imprezie z kolegami; juz od progu wita go ciotka, bardzo wyrozumiala i wesola kobieta, pomaga mu dojsc do kuchni i sadza na najblizszym krzesle, po czym zdejmuje mu buty; wujek ledwo na oczy patrzy, mgliscie widzi co sie dzieje i mowi: "Psze pani... psze pani... czy my sie skads znamy?..." *drugi krotki: u mnie w pracy ciagle jest komplet praktykantow, ktorzy dostaja najnudniejsze zadania typu adresowanie kopert; raz zdarzyl nam sie taki okaz, ktory na kopercie wypisal bardzo wyraznie "Jan Kowalski, tel. 0600 123 456" (imie i nazwisko adresata zmienione, do wiadomosci redakcji :)) *i moje ulubione: moj maz, wielki fan basenu, poszedl kiedys na basen, poplywal, wymeczyl sie i wraca do domu caly przejety: okazalo sie, ze jakies dziecko podczas przebierania w szatni meskiej (scisk byl, cala szatnia pelna dzieciakow) przez pomylke podwedzilo mu kalesony ze slipami w srodku!!!! Wracal w samych spodniach... :)) Najbardziej sie usmialam z tej mamy, ktora wypakowywala pozniej z woreczka synka obce majtasy... Roztargnieni, jestescie super! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: H Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.05, 22:27 Po prostu cudowne!!! - powtórzę to, co wielu przede mną - dawno się tak nie usmiałem! A teraz coś ode mnie (niestety nie o mnie - jakos mi się nie zdarza) ale o rodzinie i znajonych: 1. Kiedy urodziła się moja babcia (w 1908) była bardzo słabiutka - akuszerka orzekła, ze trzeba dziecko jak najszybciej ochrzcić, bo nie pożyje długo. Pradziadek z rodziną mieszkał wtedy w Adelinie - to taka wieś w Lubelskiem. Parafialny koscioł w Chodlu był parę kilometrów od ich domu - więc zaprzęgli konie i pojechali. Kiedy dotarli do Chodla, okazało się, że nie ma żadnego księdza, bo wszyscy pojechali na odpust do Bełżyc (miasteczko kilkanaście kilometrów od Chodla). Pojechali więc do Bełżyć, ochrzcili dziecko i poszli do karczmy uczcić ten fakt, po czym po krótkiej biesiadzie - bo już było późno - pojechali do domu. Dopiero we Wzgórzu (wieś kilka kilometrów od Bełżyc, obecnie część miasta) zorientowali się, ze nie ma dziecka... Zawrócili i dokładnie oglądali całą drogę - myśleli, ze dziecko wypadło gdzieś po drodze. Dojechali w ten sposób do karczmy - okazało się, że zostawili dziecko na stole... Babcia zawsze lubiła alkohol - w rodzinie śmiano się, ze to z tego powodu. A najzabawniejsze - i najszczęśliwsze zarazem - jest to, ze moja babcioa, która, jak to wtedy mawiano "miała się nie chować" (tj. szybko umrzeć) dożyła sędziwego wieku 93 lat! 2. W zeszłym roku mieliśmy (studenci historii sztuki) praktykę inwentaryzacyjną. Apogeum roztargnienia okazał się dzień wyjazdu - ja jechałem z moją dziewczyną i przyjaciółką dzień później, bo odwoziliśmy część uczelnianego sprzętu, wiec obserwowałem wszystko na spokojnie. Zaczeło sie od tego, że jeden kolega zostawił spodnie i parę innych rzeczy. Potem koleżanki w Krakowie wsiadły do złego pociągu (do Łodzi zamiast do Lublina) i zorientowały się dopiero za Częstochową, a na dodatek okazło się, ze jedna z nich nie ma ze sobą dokumentów!. Ale najlepsze było to, ze franciszkanin, który jest u nas na roku zapomniał wziąć swojego habitu! Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: H Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.05, 22:45 Jeszcze jedno - pewna moja koleżanka kiedyś wyjechała samochodem z garażu nie zamykając przedtem drzwi w samochodzie... Oczywiście drzwi urwała... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koko Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.05, 15:44 :))) Tak się zastanawiam H czy my się czasem nie znamy ;)) Jeśli jednak nie pisałeś o mnie...to mi ulżyło, że jeszcze ktoś inny wyjeżdżał z garażu w ten sposób :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.igo.wroc.pl 23.11.05, 13:32 moja mama wyjeżdżała tak dwa razy.... wydawało jej sie że silnik dziwnie pracuje i chciała posłuchać w czasie ruszania... po powrocie od blacharza, który drzwi nagiął tak, zeby się chociaż zamykały, stwierdziła, że silnik naprawdę dziwne odgłosy wydaje i postanowiła to jeszcze raz sprawdzić, wyjeżdżajac z garazu... znajomy blacharz tarzał sie ze śmiechu... ja zresztą też :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !K Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.hr.hr.cox.net 19.02.10, 00:12 Jezu ja tez. i to w dniu kiedy po raz pierwszy wyjechalam na droge SAMA ze swiezutkim prawem jazdy. samochodem tatusia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hr. Cour de Molle Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.07.05, 15:31 A moja znajoma była na pogrzebie gdzie ksiądz się przejęzyczył i powiedział "... złóżmy to ciele... Wszyscy, którzy mieli smutną mine tylko dlatego że tak wypada, nie zdolali jej utrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: H Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.05, 23:04 Jeszcze dwa: Kiedyś w Krakowie pewien mój kolega zamiawiał przez komórkę taksówkę i za cholerę nie mógł wytłumaczyć operatorce gdzie jest - bo nie zgadzały sie nazwy ulic. W końcu zrozpaczona kobieta kazała mu opisać miejsce gdzie się znajduje. Kidy zaczął: Widzę stąd Wisłę... - przerwała mu zdziwiona - Wisłę? W Lublinie? Okazało się, ze dzwonił do Lublina. A teraz o mnie. Kiedyś po całym dniu zajęc przychodzę do samochodu, staję przed nim i szukam kluczy w kieszeni. Nie ma! Patrzę do środka - a klucze zostały na cały dzień w stacyjce otwartego samochodu... Prawie w centrum miasta... Parę razy zdarzyło mi się zapomnieć gdzie zaparkowałem samochód - to były trochę denerwujące spacery... Odpowiedz Link Zgłoś
zorka7 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 27.02.05, 10:56 Moja teściowa chciała ugotować wieczorem jajka na twardo. AWstawiła je do wody, podpaliła pod gazem. Eksplodowały nad ranem. :) Kuzynka przygotowywała się do egazminu z lit. średniowiecznej na polonistyce. Zakuwała ostro. Dzwoni sąsiad do drzwi. Ola otwiera i nieprzytomnym głosem mówi": Niechaj będzie pochwalony przenajswiętrzy sakrament"... :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kukułą Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.05, 11:26 Mam dwóch kolegów, jeden jest żonaty, a drugi nie. Ostatnio, byłem dość wykonczony po całym dniu spraw, podchodzę do jednego z nich, i mówię całkiem poważnie: -"O własnie spotkałem przed chwila twoją żonę." Nie trafiłem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: beata5 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.05, 18:14 Jeszcze jedno.Jak bylam w liceum profesor od gegry skladal nam (klasa zenska) zyczenia z okazji dnia kobiet, odpowiedzialysmy mu ,,nawzajem"-obrazil sie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: beata5 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.05, 18:10 Co do ksiezy, ja w mojwj szkole do ksiedza zwrocilam sie ,,prosze siostry " na co ksiadz:mam podniesc sukienke? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: !K Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.hr.hr.cox.net 19.02.10, 00:18 no, my (cala rodzina, 100km od domu) zatrzasnelismy raz w samochodzie i kluczyki i psa. na jednym fotelu kluczyki, na drugim zwierz. boze jak mysmy sie do bestii modlili... Odpowiedz Link Zgłoś
roxana_br Zakupy 28.02.05, 05:47 Umieściłam już to w wątku "Co Wam ginie?", ale wydaje mi się, że tu bardziej pasuje :-). Poszłam do sklepu i wyszłam z niego z dwoma siatkami, naładowanymi do granic wytrzymałości i ciężkimi jak łyżka gwiazdy neutrunowej. Wychodząc ze sklepu spotkałam koleżankę, która zaczęła iść ze mną (do naszych domów od spożywczaka szło się w tym samym kierunku). Bezwiednie jednak zboczyłyśmy z toru właściwego i wylądowałam w mieszkaniu koleżanki. Zakupy odstawiłam na bok, rozebrałam się, zabawiłam u niej godzinę, ale wyszłam z jedną li tylko siatką. Wchodząc do swojej klatki natknęłam się na sąsiadkę, która "koniecznie musiałam mi coś pokazać", pomyślałam, że kilka minut w tą czy drugą nie zrobi już żadnej różnicy, jak poprzednio siatkę odłożyłam (ale jeszcze się nie zorientowałam, że jedną zgubiłam!), zrzuciłam kurtkę i buty i przy hektolitrach soku pomarańczowego i domowym cieście siedziałam u sąsiadki trzy kwadranse. Do domu wróciłam z kawałkiem ciasta od dobrej sąsiadeczki, ale bez zakupów własnych, bez kurtki i kluczy. Dobrze, że mama, biedulka, zamartwiała się i nie mogła spać, bo nie wiem, kto inny mógłby mi otworzyć drzwi o wpół do dwunastej. A na powitanie zgromiła mnie, taką uradowaną, wzrokiem i rzuciła wiązankę, jak to się martwiła, jak prawie dzwoniła na policję... Ale ciasto zjadała ze smakiem. Zakupy sąsiadka przyniosła kilka chwil później,, po te zostawione u koleżanki mama puściła mnie dopiero następnego dnia. Odpowiedz Link Zgłoś
orlando10 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 28.02.05, 17:03 1. Założyłam kiedyś płaszcz razem z wieszakiem i potem dziwiłam się, dlaczego mnie tak strasznie plecy bolą. 2. Koleżanka przywitała się ze mną słowami: "To na razie!" 3. Wyszłam z muzeum w filcowych kapciach. 4. Wynajęłam kiedyś na wakacje mieszkanie od pani, która miała na nazwisko KOWALCZYK. Pani na wakacje pojechała do swojego domu w Babicach pod Wawą. Pewnego dnia rano dzwoni telefon. Pora była pogańska - około 9 - więc podniosłam słuchawkę, zupełnie nieprzytomna. Rozmowa przebiegła następująco: - Dzień dobry, czy mogę mówić z panią KOWALSKĄ? - Nie, pani Kowalska jest w Babicach. _ Jak to w Babicach?! - No tak, ona tam zawsze jeździ na wakacje... Facet był wstrząśnięty nowym, nieznanym faktem z życia pani Kowalskiej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hahahhahahahah Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.zagorze.net.pl 28.02.05, 20:02 Od dawien dawna kupowałam na zimę kozaczki na obcsie ,ale tego roku postanowiłam kupiś sobie na płaskim na tzw "słonince".Tak więc zaprzęgłam swojego męża, mimo wiecznych oporów z jego strony namówiłam go na to aby mi towarzyszył i wygłosił ewentualną opinię czy są ok itp.Upatrzyłam sobie jeden model, pięęękne, skórzaane, pod samo kolanko...tak takier chcę!!Przmierzam w pierwszym sklepie swój rozmiar..pasują.Ale jakoś tak prawa cholewka na wysokości kostki mnie pije.Pytam o inną parę otrzymuję odp że to ostatnia w tym rozmiarze. Trudno ocieram łzy postanawiam iśc do kolejnego sklepu( mąż stopień kqrzenia średni)Trafiamy do drugiego sklepu z obówiem, proszę o swój rozmaiar są..ostatnia para.Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu sytuacja się powtarza, pije mnie prawy but w kostkę.Trudno namasiam sprzedawcę aby sprowadził mi jeszcze jedną parę bo jest jakoś chyba kiepsko skrojona czy cuś...Udaje się. Otzrymałam obietnicę że będą za dwa dni. Wyciągam więc męża za dwa dni na powtórkę wyprawy krzyżowej. Jadę na z nim na drugi koniec miasta, prznierzam buty sytuacja się powtarz. W tym momencie puściły mi już nerwy!!Czy ja jakaś krzywa jestem?! Tupnęłam nogą i stał się cud przestało mnie pić:)Okazało się że każdy prawy bucik pił mie ponieważ miałam łąńcuszek na kostce o którym na śmierć zapomniałam (stopień wqrzenia męża nieznany- uciekłam ze sklepu...ale buty mi kupił Odpowiedz Link Zgłoś
bylasobie Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 28.02.05, 21:51 Jak to dobrze wiedzieć, że są również roztargnieni jak ja, a listę mam długą. Zostawiłam walizkę na peronie ( w środku była cała pensja), a za chwilę dowiedziałam się że to nie mój pociąg. Stał sobie obok żołnierz i pytam się go: "Co ja mam zrobić, to nie mój pociąg i walizka została. A on :" A głowy pani nie zgubiła?". Mogłabym tak pisać i pisać, bo tych historii jest duużo. Zaakceptowałam to, ale najbliżsi tracą cierpliwość. Odpowiedz Link Zgłoś
misblekitny Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 01.03.05, 10:44 Moj znajomy kiedys, a bylo to jeszcze w czasach kiedy istniały PEWEXy - wybrał się wraz z 5-6 letnia corka do takiego własnie Pewexu zeby zakupic modna wtedy wieże Hi-Fi. tak sie przejął tym kupowaniem, po godzinie dokladnego ogladania, dyskutowania ze sprzedawca,wyszedł z pudłami, wsiadł w samochód , wrocil do domupodniecony, otwiera pudła, cała rodzina sie patrzy ze zdumieniem i pytaja gdzie jest dziecko? dziecko został w Pewexie, znajomy przejety wieza, zapomnial o dziecku Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tartar Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.05, 13:50 Kilka przypadków z życia mojej rodziny. Przyczyna - roztargnienie niejako wakacyjne. *** Lipiec 2004 nad morzem. Pogoda średnia: wiatr, deszcz. Idziemy na spacer na plażę. W swetrach, kurtkach przeciwdeszczowych itd. Ludzi sporo - odzianych tak samo. Idę z wiatrem, wiatr co chwila podnosi mi kaptur kurtki. Nierówno ułożony jest ten kaptur, więc się wzdyma. Nagle na całą plażę rozlega się okrzyk mojej troskliwej żony, która chce poprawić nieposłuszną część kurtki: - STAŃ, TO CI OBCIĄGNĘ!!! Uciechy spacerowiczów nie muszę opisywać... *** ...podobnie jak miny dziewczęcia, sprzedającego pamiątki w Gąskach pod latarnią morską. Skończył mi się film w aparacie - w rodzinie zwany od pokoleń "błoną filmową" (spuścizna języka lat 50-tych). Małżonka zwróciła się do sprzedawczyni: "Przepraszam, czy ma pani błonę?" *** Mielno. Rynek. Różne starocie-duperele-pamiątki. Żona zachwyca się blaszanym kubkiem. - Piękny - mówi. - Co za technika! Specjalnie spatynowany! Wygląda na stary i brudny... - TO MÓJ - obrusza się straganiarz. *** Od morza wieje, pora przedkolacyjna. Dziecko powinno coś zjeść i załoyć sweterek. Nie chce ani tego, ani tego. Żona cierpliwie powtarza: - Zjedz coś...Załóż sweterek... No co chcesz zjeść?.... Załóż ten swterek... Kulminacja po kwadransie; patrząc na widoczny na horyzoncie statek żona powtarza: - No, zjedz sweterek!... A do wakacji coraz bliżej!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gosciuwa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.plus.com 02.03.05, 15:43 Przypomnialo mi sie jeszcze pare z dziecinstwa, bylam w przedszkolu, o godzinie 15.30 odbieral mnie ktorys z rodzicow, pare razy zapomnieli i siedzialam tam do pozniego wieczora, raz nawet przedszkolanka dzwonila na wtedy jeszcze milicje, czy przypadkiem nic sie niestalo w mojej rodzinie. Dobrze to pamietam, i pamietam ze do domu z przedszkola mialam bardzo blisko, i sama bym sie wrocila, sasiadka miala klucze, tak ze roztargnienie mam na pewno po rodzicach. Notorycznie zapominam nart. Przyzwyczajona ze maz zawsze przypina narty do bagaznika, jezdzac sama,zapominam o nich wsiadajac do auta. przypominam sobie o nich juz w domu, i wiadomo, zpowrotem na wyciag, juz raz ich nie odnalazlam. Teraz maz kaze mi dzwonic jak wsiadam o9 samochodu i przypomina mi. KOszyki ze sklepow wynosze bardzo czesto, dwa zachowalam, przydaja sie w piwnicy. Koszyk na kolkal mialam juz pod domem i zastanawialam sie jak zawsze zchodzilam po schodach z tym wozkiem. Dawno temu na obozowisku zostawilam zapakowany plecak w namiocie, a powinien byc na nysce. I tak wrocilam do domu z Gasek do Zakopanego , bez dobytku. Mama sie poplakala ( to byl komunizm). Moja Babcia stala w kolejce po karpie przed Wigilia, kupila zywe, a poniewaz zywe nie podaja w worku z woda, trzeba je szybko przetransportowac do domu, i do miski albo wanny. No wiec babcia polozyla karpie na goracym piecu, aby nalac wody do miski. Karpie nie przezyly. A piliscie kompot z gruszek w occie. Nie polecam. Przygoda z wczoraj. Dzwonie do meza aby zadzwonil do mnie ze stacji powrotnej, to po niego wyjde, a mialam ochote na spacer z psem. Maz zadzwonil zpod drzwi domu,z pytaniem Co mial kupic??? A jeszcze jedno z pradem, Jadac na urlop wylaczam wszystkie kontakty ( w UK sa takie kontakty z pstryczkami ) po powrocie nie ma pradu, wiec sprawdzam czy rachunki tym razem placilam,placilam, zapytalam sasiadow czy nie ma awarii, nie ma, po czym maz wlaczyl komurke do kontaktu, pstryknal guzik, i dzwoni do elektrowni. Na szczescie ja zauwazylam, ze skoro laduje to musi byc prad. Wszystko sie wyjasnilo. Jeszcze tego jest sporo, ale teraz musze chwilke popracowac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yoma Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.crowley.pl 31.03.05, 19:41 Gość portalu: Gosciuwa napisał(a): > Przygoda z wczoraj. Dzwonie do meza aby zadzwonil do mnie ze stacji powrotnej, > to po niego wyjde, a mialam ochote na spacer z psem. Maz zadzwonil zpod drzwi > domu,z pytaniem Co mial kupic??? Jaa nie mooogę...ale kino... gościuwa masz cos jeszcze? Odpowiedz Link Zgłoś