Dodaj do ulubionych

Wasze szczególne przypadki roztargnienia :)

    • Gość: dzidka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.bas502.dsl.esat.net 07.05.09, 01:18
      Kiedys robiłam studium zaocznie w dość odległym miescie, zwykle
      wszystkie weekendy jezdziłam tam pociagiem o 5 rano ( ten pociag
      jezdzil tylko w weekendy i swieta). W tygodniu praca, wieczorami
      spotkania z chłopakiem. Ogólnie byłam dosc zmeczona. Któregos dnia
      zamiast o 8 do pracy polecialam 0 4.30 rano na stacje kolejowa i
      daremnie czekalam na moj weekendowy pociag. 0 5.30 zorientowalam sie
      ze jest srodek tygodnia, wrocilam do domu, pospalam kolejna godzine
      poszlam do pracy na 8. Moj powrot ze stacji widzial sasiad ktory
      potem opowiadal o ktorej to wracam do domu po imprezach!!
      • uprowadzona_agata Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 07.05.09, 12:24
        :D :))) Świetny wątek, chowam się za monitor, żeby szefowa nie
        widziała, że płaczę ze śmiechu ;D
        Mój najlepszy numer:
        swego czasu pomyliłam klej do protez z pastą do zębów. Po kilku
        ruchach szczoteczka do zębów zaczęła mi się przyklejać do zębów i
        ciężko było mi rozewrzeć paszczę, przypomniał mi się Matrix i scena
        z zanikaniem ust Neo, więc zaczęłam harczeć z przerażenia i miotać
        się w łazience. Wszyscy się obudzili i przybiegli zobaczyć, co się
        dzieje. Pośmiali się, poszli spać, a ja jeszcze trzy godziny
        siedziałam usiłując pozbyć się tego kleju z jamy ustnej :)

        Zamówiłam kiedyś kuriera do firmy. Facet przyjechał, stanął przede
        mną, ale go nie poznałam, myślałam że to jakiś interesant i nie
        reaguję w ogóle. No więc dzwonię do niego i pytam, gdzie się u licha
        podziewa, a on gada do mnie o czymś tam nie zdradzając, że stoi
        przede mną. Czekał, kiedy się zorientuję :) Zorientowałam się, jak
        koleżanka płacząc ze śmiechu zaczęła we mnie rzucać temperówką i
        pokazywać palcem na faceta (ze śmiechu nie mogła mówić).

        Mama kiedyś poprosiła mnie, żebym zrobiła jej ciasto do pracy.
        Zrobiłam murzynka, posypałam cukrem pudrem, mama go zabrała. Wraca
        wieczorem i mówi, że dobre to ciasto było, jak już zeskrobali mąkę
        ziemniaczaną i posypali sobie cukrem pudrem.

        Moja siostra odkurzała kiedyś z godzinę czasu jeden pokój takim
        starym odkurzaczem. W końcu rzuciła wściekła rurę od odkurzacza,
        stwierdziła że się zepsuł, bo zamiast wciągać śmieci, to on je
        zdmuchuje i teraz mamy wszystkie syfy pod kanapą. Tata wstał,
        popatrzył na odkurzacz, wyjął rurę z odkurzacza i włożył ją w jego
        drugi koniec i nagle się okazało, że odkurzacz jednak odkurza.
        Siostra prawie się popłakała z wściekłości, że tyle czasu straciła.
      • uprowadzona_agata I jeszcze 07.05.09, 14:29
        Przypomniało mi się, jak ciotka kiedyś wlazła pod prysznic w
        piżamie,szlafroku i kapciach. Zorientowała się dopiero jak była cała
        mokra i chciała się namydlić.

        Swego czasu współlokatorka, która bardzo wcześnie wstawała, miała
        mnie obudzić na zajęcia. Owszem obudziła mnie, ogarnęłam się
        pojechałam, w międzyczasie spoglądąłam kilka razy na zegarek.
        Wchodzę do sali, a tam obca grupa, wszyscy się na mnie gapią
        włącznie z prowadzącym.Przeprosiłam nieśmiało, wycofałam się, patrzę
        na zegarek - no tak, moje zajęcie zaczynały się dopiero za godzinę.

        Ciotka dała mi kiedyś garnek z obiadem, żebym zabrała sobie do domu.
        Postawiłam garnek na dachu samochodu i pojechałam... Daleko nie
        zajechałam, bo jacyś faceci prawie mi na drogę wybiegli, żeby mnie o
        tym powiadomić.

        Też mi się zdarza szukać samochodu, ale najlepszy numer zrobiłam,
        jak pojechałam z centrum Wawy na Pragę, po czym stanęłam jak wryta,
        bo autka nie było. Przypomniało mi się, że przecież zostawiłam go na
        Ursynowie, gdy dzwoniłam z płaczem do faceta, że mi samochód
        ukradli.
        • Gość: Bakemono Re: I jeszcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.05.09, 16:13
          po kilku dniach intensywnej pracy na kompie rozsypałam na podłodze wykałaczki,
          po czym instynktownie szukałam gdzieś w okolicy ikonki "undo" :)
          • Gość: ultra75 Re: I jeszcze IP: 94.254.181.* 08.05.09, 14:53
            Ostatnio udało mi sie wyprać w pralce razem z poszewkami...
            poduszkę :-). Na szczeście po wysuszeniu działa bez zarzutu :-).
            • Gość: gość Re: I jeszcze IP: *.adsl.inetia.pl 23.07.09, 14:56
              Wyjeżdżam w weekend w Tatry, w pracy zwróciłam się z prośbą pożyczenie kurtki
              wiatrówki, Prezes mówi że mi pożyczy tylko mam mu przypomnieć sms-em, tego dnia
              zapomniałam zabrać z pracy swoją komóreczkę więc piszę z telefonu męża i wysyłam
              wiadomość pod zapisany w kontaktach numer telefonu przypisany nazwie Prezes -
              treść brzmi
              "Proszę pamiętaj o wiatróweczce, miłego wieczoru ", dostaję odpowiedź , kim
              jesteś , myślę sobie mój szef nie ma zapisanego numeru telefonu mojego męża ,
              piszę drugiego sms-a. " Zwidą cesorzu, to ja Twoja najlepsza pracownica
              Eduarda." ( jesteśmy w bardzo dobrych wesołych relacjach w pracy) Rano
              przychodzę do pracy i pytam się szefa czy wziął wiatrówkę a on mi że mu nie
              przypomniałam a ja jak to przecież pisłam dwa sms-y a on mi pokazuje swój
              telefon zero ode mnie wiadomości dzwonię do męża i się pytam kogo ma wpiasanego
              pod Prezes a on mi że to numer jego szefa - mąż pracuje w Banku.
              • uccello Re: I jeszcze 23.07.09, 15:42
                Eduardo! Buzi- buzi! Boskaś!
        • Gość: Asik Re: I jeszcze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.09, 12:53
          Zostawiłam samochód pod dworcem kolejowym i w dalszą drogę pojechałam pociągiem.
          Kiedy wróciłam nie mogłam uruchomić auta. Zachowywało się tak jakby brakło
          benzyny, ale ona na 100% była.
          Zadzwoniłam po brata, żeby zaciągnął moje spore auto swoim małym. Specjalnie
          wcześniej urwał się z pracy, ciągnie mnie i ciągnie i nic.
          Postanowił więc zadzwonić do swojego kolegi mechanika, żeby zapytać co może się
          dziać z tym samochodem i w momencie, w którym się połączył nagle go olśniło i
          zapytał mnie, czy przypadkiem nie odcięłam dawki paliwa takim ukrytym
          przełącznikiem (w celu zabezpieczenia przed złodziejami mojego 18-letniego
          samochodu ;-).
          Oczywiście sama odcięłam ten dopływ paliwa ;-)
          • jicky7 Re: I jeszcze 09.06.09, 22:00
            Jestem typowym nocnym markiem i rano baaardzo długo bywam mało
            przytomna. Dzwoni budzik. Wstaję. Idę do kuchni nakarmić koty. Oczy
            zaspane, prawie nic nie widzę. Nakładam kotom whiskas na miseczki,
            po czym sięgam do szafki po średni talerz, nakładam solidną porcję
            owego whiskasa i idę do sypialni zanieść mężowi śniadanie do łóżka...
            W ostatniej chwili oprzytomniałam :)
            • guru211 Re: I jeszcze 28.06.09, 21:12
              Super!!! A co pomyslalas kiedy oprzytomnialas? Przypomnialas sobie, ze jestes
              emancypantka, czy tez naszykowalas i podalas temu facetowi w lozku przyzwoite
              sniadanie? Cos czuje, ze to drugie :) Koszule tez uprasowalas?
          • jicky7 Re: I jeszcze 14.06.09, 13:32
            Nie należy. Naprawdę nie należy procesu mielenia cukru na cukier
            puder przeprowadzać w młynku bez nałożonego wieczka ( młynek starego
            typu "nasadzany" na wierzch miksera ). Efekt niezapomniany.
            Wczoraj. Mąż. :)
    • Gość: chichi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.byss.pl 08.05.09, 15:28
      dobre:)
    • Gość: A Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.05.09, 15:42
      Mój syn miał jechać w poniedziałek do Włoch na obóz narciarski.
      Wyjazd był ustalony na godz. 22 spod szkoły (szkołę mamy 30 minut
      jazdy od domu). W związku z tym zaplanowałam na poniedziałek urlop,
      aby spokojnie go spakować, nabyć eurasy i ewentualnie mieć czas,
      żeby coś dokupić w razie braku. Plan był perfekcyjny i byłam z
      siebie dumna, bo zwykle wszystko robię na ostatnią chwilę.
      W niedzielę poprzedzającą wyjazd o godz. 22.20 zadzwonił telefon.
      Ktoś pyta: za ile bedziecie, bo czekamy tylko na was?
      Umarłam...
      Okazało się, że ten poniedziałek mi się ubrdał, a wyjazd był
      zaplanowany na niedzielę.

      Spakowałam dziecko w 15 minut - ciuchy, dokumenty, kosmetyki i
      sprzęt:) wsiadłam w samochód, pojechałam zatankować, wróciłam, bo
      Młody zapomniał komórki, znowu wsiadłam i dogoniłam wycieczkę w
      Cieszynie przed samą granicą. 159 kilometrów zrobiłam w godzinę i 13
      minut. Jedyna strata to lichwiarski kurs euro na stacji benzynowej w
      Cieszynie, ale o północy nie miałam dużego wyboru:D
      • hottee Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.05.09, 18:28
        piękne:))
    • inguszetia_2006 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.05.09, 17:20
      Witam,
      Kupiłam kwiatki w plastikowych doniczkach, żeby je na ogródku
      posadzić. Wyrzuciłam kwiatki do kosza i zaniosłam na ogródek
      doniczki.Zapomniałam, po co mi te doniczki były i poszłam do domu.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • Gość: aniana Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.09, 17:58
        haha, kocham ten wątek ;)

        ja notorycznie chowam czajnik bezprzewodowy do szafki z kubkami, a talerze
        wynoszę do prysznica, dzwonienie pilotem to też normalka ;)

        kiedyś siedzę u siebie w pokoju i słyszę że mama mnie woła, wybiegam więc z
        pokoju i wreszczę "halo, kto mówi?"

        Ale i tak najlepszy numer wywinął mój kumpel, od 3 lat siedzi w irlandii , miał
        przyjechać na święta do Polski, wszystko załatwił kupił bilet, tylko w dzień
        odlotu zupełnie o tym zapomniał... no i cóz nie przyjechał ;)
        • zazuzi2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 11.05.09, 22:56
          Jechałam pociągiem do Gdańska na konferencję nomen - omen, o
          chorobie Alzheimera dla lekarzy. Poszłam do Warsu, i kurde, i nie
          mogłam znaleźć swojego wagonu. Myślałam, że na postoju odczepili czy
          jak. Przypomniałam, że mijałam wagon z konduktorami. Więc jak
          zobaczyłam jednego, mówię: Jadę do Gdańska na konferencję o chorobie
          Alzheimera, nie wie pan z której strony przyszłam, bo zapomniałam.
          Spojrzał na mnie z troską: Tędy pani szła...Ale jak będzie problem,
          prosze przyjść.
          • Gość: boberek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.ip.netia.com.pl 16.05.09, 19:32
            nie moje...ale znajomego....
            czesto z rodziną jeździ na wycieczki rowerowe....spod samego domu
            wyjeżdza samochodem z rowerami dachu. W lesie z samochodu rodzina
            przesiada sie na rowery....ostatnio wracajac z wycieczki, odstawił
            (a własciwie próbował odstawic) samochód do garazu...ale zapomniał,
            że na dachu są rowery..nie zmieścił się..samochód wylądował w
            warszacie...rowerów niestety nie udało sie uratowac
            • ew_81290 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.05.09, 01:31
              parę dobrych lat temu, jak jeszcze musiałam chodzić do kościoła…
              na mszy byłam już tak znudzona, że nie wiedziałam, co się dzieje, gapiłam się w
              jedno miejsce i w zamyśleniu nie zwróciłam uwagi, jak wszyscy klęczą. gdy się
              skapnęłam, że tylko ja stoję, żwawo dałam pół kroku do przodu (było bardzo mało
              miejsca) i uklęknęłam. niechcący postawiłam nogę na kiecce jakiejś starszej
              baby, oni za chwilę wstali…i kieca spadła jej prawie do kolan, przed oczami
              miałam tylko wyblaknięte niebieskie gacie. myślałam, że zapadnę się pod ziemię…

              innej niedzieli również stałam niezwykle znudzona, nagle…szybko się odwróciłam i
              niechcący do koleżanki, która stała dość daleko ode mnie krzyknęłam `za ile
              dzwonek?! wszystko mi się pomieszało, myślałam, że jestem w szkole. ludzie
              patrzyli na mnie jakbym była nienormalna.

              albo…z babcią poszłam do kościoła w dzień M.B. Zielnej. oczywiście babcia
              zrobiła mi bukiecik z przeróżnym `zielskiem, była tam też marchewka (czysta, bo
              widziałam jak ją myła w domu) jak tak siedziałam w ławce, zachciało mi się tej
              marchewki, więc ugryzłam. nie zauważyłam jednak, że babcia wpakowała tam jakiś
              kłujący liść i jasne, że się ukłułam, wydarłam japę na pół kościoła `aaałaaa`.
              znowu patrzyli na mnie, jak…noo, dość dziwnie.

              może dlatego nie chodzę teraz do kościoła :D

              któregoś dnia wyszłam ze szkoły, zadowolona, że to już koniec; wychodziła akurat
              moja wychowawczyni, więc poszłam z nią. szłyśmy, gadałyśmy i jak doszłyśmy do
              przystanku spojrzała się dziwnie i `ewelina, gdzie ty masz plecak?! i z powrotem
              do szkoły. innym razem zostawiłam go pod szkołą i przypomniałam sobie dopiero
              wieczorem. zresztą naprawdę duużo innych rzeczy też zawsze zostawiałam gdzie
              popadnie, np. kurtkę na zawodach jakieś 25km od domu; bezrękawnik; telefon,
              pierścionki, torebkę, buty się nawet raz udało.

              raz dałam prezent mojej mamie ze skarpetką w torebce, brudną skarpetką, wpadła
              jakoś.

              Nie mówię już o tym, że jak byłam mała wyszłam z łóżka, nasikałam pod biurko i
              poszłam dalej smacznie spać. mama musiała być zdziwiona.
    • pilotkaxxxx Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.05.09, 07:17
      kiedyś poszłam na randkę w swetrze na lewej stronie...
      • madziejka1 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.05.09, 08:43
        Kiedyś chciałam upiec ciasto. Robię to dość często, zazwyczaj mi
        wychodzi całkiem nieźle, ale tego dnia coś było nie tak jak
        powinno... Padło na ciasto "błyskawiczne" tzn. robione za pomocą
        robota kuchennego, bez kremów, z owocami na wierzchu.
        Wsypałam/wlałam składniki do robota, odczekałam aż się wymieszają. W
        międzyczasie przygotowałam tortownicę (nie wiem co mi strzeliło do
        głowy) - na szczęście wyłożyłam ją papierem do pieczenia. Ciasto
        przełożyłam do tortownicy. I nagle olśnienie - proszek do
        pieczenia!!! "Zeskrobałam" ciasto z papieru do pieczenia, włożyłam
        do robota kuchennego, dosypałam proszku, odczekałam, ciasto wróciło
        do tortownicy, tortownica poszła do piekarnika. Rozejrzałam się po
        kuchni i ze zdziwieniem stwierdziłam, że owoce nadal stoją na
        blacie. Zajrzałam do piekarnika, a tam gołe ciasto. Ciasto wyjechało
        z piekarnika, dołożyłam owoce. Tym razem przemyślałam dokładnie czy
        to już wszystko i stwierdziłam, że tak. Zadowolona szłam z ciastem,
        żeby wreszie je upiec, ale niestety tortownica odmówiła
        posłuszeństwa... Dno razem z całą zawartością radośnie upadło na
        podłogę, rozpryskując się nieco na boki.... Całe szczęście, że
        użyłam papieru do pieczenia... Ciasto, ktorego przygotowanie
        normalnie zabiera mi 10 minut (+pieczenie) tym razem robiłam przez
        ponad godzinę.
      • zazuzi2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.06.09, 11:42
        Nie moje. Przeczytane na www.O-Qrde.pl

        Miałam męczący tydzień. W piątek, mój organizm się zbuntował. Nie
        usłyszałam budzika. Kiedy otworzyłam oczy i zobaczyłam godzinę,
        wystrzeliłam z łóżka jak rakieta i rzuciłam się pod prysznic. Po
        paru minutach zorientowałam się, że woda dziwnie klei mi się do
        skóry. A to, kurde, była piżama...
        • babilo Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.09.09, 20:53
          Ale tam się dzieje!! O muszą być autentyczne historie, bo nikt by takich sam nie
          wymyślił
    • nurse_manager Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.05.09, 19:41
      Piore sluzbowe garniturki.
      Na dnie pralki jakis dziwny kluczyk. Co to jest, mysle sobie, zaden z moich
      kluczy nie ma takiej fioletowej koncowki.
      Wtem olsnienie. To kluczyk od pompy dozujacej narkotyki (uzywanej przez
      pacjenta, wiec blokowanej i programowanej).
      Jak to zostalo w mojej kieszeni, nie wiem. Szczegolnie ze pobiera sie ten
      kluczyk ze skomputeryzowanej "apteczki" podajac do tego nazwisko pacjenta
      (inaczej i tak nie wyda).
      Najsmieszniejsze bylo pozniej. Przychodze (dzien wolny) na oddzial, mowie co i
      jak, wszyscy w smiech (a NIKT sie nie zorientowal przy dwukrotnym w ciagu dnia
      liczeniu narkotykow, te kluczyki tez sie liczy), chce oddac do maszyny, a tu
      klops, pacjent wypisany. Szczescie, ze znalazl sie na innym oddziale i kluczyk
      wrocil na swoje miejsce.
      Ufff.
    • Gość: Bolepełk Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.cust.tele2.de 25.05.09, 20:31
      W sklepie, dzisiaj... kolejka do kasy byla jakos tak... na konu niezdefiniowana, tak ze przeszedlem od jednej strony, przeprosilem kogos zeby mnie przepuscił, i ustawilem sie tam gdzie moim zdaniem byl koniec. Przy samej kasie jakis facet zwraca mi uwage, ze on mnie przedtem przepuscil a teraz ja sie pcham... a ja na to ze bylem pierwszy. I ide przodem. Jakies 2 minuty pozniej do mnie dotarło, ze on rzeczywiscie mnie przepuscił...
    • Gość: hihi Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 77.236.0.* 26.05.09, 22:30
      Chcąc kupić bilet u kierowcy autobusu schyliłam się i powiedziałam "
      Pall malle lighty prosze" - mina kierowcy bezcenna.
      Otwieranie nieswojego samochodu to u mnie norma.
      Zapomniałam zgasić palnika w kuchence, a że mam dosyć słoneczną
      kuchnie to płomienia w dzień nie widać. Zorientowałam sie dopiero
      jak chciałam wytrzeć to co mi tradycyjnie wykipiało i się poparzyłam.
      Ubrałam pończochy samonośne do pracy w dwóch różnych kolorach.
      Czasami zapominam ubrac majtek albo stanika.
      Zapominam wziąć zakupy ze sklepu.
      Czasami myje włosy żelem pod prysznic a ciało szamponem.
      Mój facet mniał kiedyś pretensje że się szampon nie pieni - mył
      włosy żelem do higieny intymnej współlokatorki.
      Czasami myje zęby cudzą szczoteczką - jakoś nie moge zapamietać
      jakiego koloru jest moja.
      Prawie przez rok miałam w portfelu OC samochodu ojca - zorientowałam
      sie dopiero jak mi ukradli portfel i miły złodziej po opróznieniu z
      dokumentów i kart go odesłał właśnie wraz z OC. Widocznie nie było
      mu potrzebne.Ale skąd to Oc się zwięło to nie wiem, bo samochodem
      ojca nie jeżdże.
      Często zdarza mi się nie poznac siebie w lustrach w sklepach lub w
      witrynach sklepowych - wydaje mi się że mignął mi ktos znajpomy
      odwracam się żeby się upewnić i wtedy widze że to tylko ja:)
      • Gość: jaija Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 78.8.26.* 26.05.09, 22:41
        He, he, ludziska, jesteście świetni :D

        To i ja się wpiszę, bo z wiekiem coraz bardziej taka jakaś roztargniona się
        robię. Może ten Niemiec na A., co to wszystko chowa i ludzi w pociągu zawraca,
        już mi miesza, nie wiem.

        Ostatnio bardzo mi się chciało mleka acidofilnego. Jak silne miałam pragnienie,
        przypomniałam sobie "już" nazajutrz po zakupie, gdy w swoim plecaku, z którego
        dochodził podejrzanie słodko-kwaśny zapach, odnalazłam płynną breję w kolorze
        truskawkowym, podwójnie ukwaszoną :/ Mleczko zdążyło samo się otworzyć, ach te
        niekulturalne kultury bakterii...
        • Gość: Maruda Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.autocom.pl 08.06.09, 22:03
          Po bodajże 2 tygodniach od wprowadzenia się do teściów mąż uświadomił mnie, że
          myję zęby szczoteczką należącą do jego matki. W dniu, w którym się wprowadziłam,
          okazało się, że zapomniałam swojej zabrać z rodzinnego domu i mąż kupił mi nową.
          Pamiętałam że była niebieska, a taka właśnie znajdowała się w kubeczku na
          umywalce. Potem się okazało, że mąż nasz "wspólny" kubeczek umieścił w szafeczce
          pod umywalką i rzekomo mówił mi o tym pięć razy... a ja i tak przez kilkanaście
          dni myłam paszczę szczoteczką jego matki... Fujjjj...
          • dziubek29 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 09.06.09, 16:25
            Podsłuchane na lotnisku: grupa, najwyraźniej z jakiegoś biura podróży, czeka na
            lot. Jedna z pań rozmawia przez telefon: Tak, czekamy, już wszyscy są, tylko
            jeden pan nie leci, bo zamiast paszportu wziął z domu kartę pojazdu!
            (dla niewtajemniczonych: karta pojazdu to mała czerwona książeczka, no, można
            się pomylić :))
      • Gość: zaspana Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.171.16.192.static.crowley.pl 13.06.09, 22:29
        przypadków wkładania kubeczka po jogurcie do zlewozmywaka, a łyżeczki do kosza
        nie zliczę.
        kiedyś, jeszcze w liceum, wstawałam o 5 rano: ciemno wszędzie, głucho wszędzie..
        na drugiej lekcji okazało się, że mam na stopach dwa różne buty. strasznie mi
        było głupio.
        gdy ktoś zadzwoni do mnie rano/w nocy - nieprzytomna zgadzam się na wszystko. w
        ten sposób przenocowało u mnie sporo znajomych, odbyło się parę imprez, i ..
        dostałam kotka :)
        na święta jechałam do domu - sprawdzałam więc, czy w mieszkaniu zostawiam
        wszystko ok. i tak wracałam zakręcić gaz (zaczęłam grzać wodę na herbatę...)
        wracałam znów, by zamknąć okna. wróciłam trzeci raz po torebkę. autobus uciekł,
        a po świętach okazało się, że przez cały ten czas w mieszkaniu paliło się światło :P
        bardzo często rozmawiając przez tel, 'macam' się po kieszeniach spodni, torebki,
        płaszcza szukając w popłochu ... komórki oczywiście :)
    • Gość: Malinka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.09, 13:13
      W czasach, gdy jeszcze były czeki, poszłam do banku wziąć kasę z
      własnego konta. Kasjerka podsunęła mi czek do podpisu, podpisałam
      się i dłuższą chwilę wpatrywałam w czek. Zastanawiałam się po
      prostu, kim jest osoba, której imię i nazwisko napisałam. Kobieta w
      kasie nabrała podejrzeń:))
    • anutek115 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 16.06.09, 15:23
      Skończyłam czytac wątek, na przemian popadając w osłupienie i chcichocząc
      opętańczo, ja tam was ni pobiję, ale co tam, dopiszę się.

      Bedąc młodą panienką nocowałam ci ja u kumpeli, i wieczorem umyłam włosy jej
      płynem do higieny intymnej. Bardzo byłam zdegustowana, że taki dziwny ten
      szampon, nie pieni się, włosy po nim tragicznie wyglądają, nie układają się za
      cholerę, i w ogóle, no ale darowanemu koniowi, sami wiecie. Dzień później
      poznałam mojego męża, który do dziś wspomina, jakie ja na nim piorunujące
      wrażenie zrobiłam, jak się zachwycił, słucham tego i usmiecham się, machając
      rzęsami, ciągle mając te źle ułożone włosy w pamięci.

      Jakiś czas później, mąż już był mężem, postanowiliśmy zjeść pizzę na obiad, mąż
      poleciał kupować, ja czekałam w samochodzie, mąż wrócił, ruszylismy, i jakis
      czas później zorientowalismy się, że pół miasta do nas macha i głupie miny robi.
      Okazało się otóż, że mąż postawił pudełko z pizzą na dachu samochodu i tak sobie
      podróżował obiadek z fasonem.

      Moja najdroższa siostra jeszcze mi się przypomniała. Stanowiła ona obiekt
      dobrodusznych kpin całej rodziny, jako osoba niezdolna do uczynienia herbatki. A
      to sypała listki w kubeczki i wody nie wstawiała, a to wlewała wrzątek do
      pustych kubków, a najczęściej proszona o wstawienie wody zapominała w drodze do
      kuchni, o co ją proszono. Pewnego dnia, gdy miała dobrodusznych kpin dość,
      spięła się w sobie. Gdy czajnik zaczął gwizdać, a my robić krotochwilne miny,
      wyprowadzona z równowagi wrzasnęła: "Cicho!!! Wiem, wiem, sama wiem!!!!", po
      czym wstała, ujęła czajnik i calutki opróżniła do zlewu na oczach osłupiałych
      widzów...
      • Gość: ciri_la Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.echostar.pl 18.06.09, 23:07
        ja szukam w kieszeni komórki, przez którą rozmawiam. w dodatku zdarzyło mi sie powiedzieć do osoby, z którą gadałam "czekaj chwile..."zeby tego telefonu w spokoju poszukać
        • Gość: Azorek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.09, 10:57
          Kilka dni temu znalazłam w skrzynce awizo na list polecony. Włożyłam je do torebki, wbijając sobie w pamięć konieczność wizyty na poczcie. Nie jestem wielbicielką poczty...
          Załatwiałam różne sprawy na drugim końcu miasta, natrafiłam na pocztę, dużej kolejki nie było, tylko kilka osób, ucieszyłam się, odstałam co trzeba i bez żadnej refleksji na temat lokalizacji urzędu- wręczyłam w okienku awizo...Pani się ubawiła...
          Opowiedziałam to potem mężowi, ale nic w tym nadzwyczaknego nie widział - sam też tak kiedyś zrobił :)
          • guru211 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 04.07.09, 21:35
            Moja "specjalnoscia" jest gubienie rzeczy i to tych dosc waznych jak dowod,
            paszport czy komorka, ale dziwnym przypadkiem czesto je odnajduje. Kiedys
            wracalam z zagranicy, pociagiem z Wa-wy na Lodz-Fabryczna. Wysiadlam z pociagu z
            walizka, zatrzymalam przy kiosku, chcialam cos kupic i nagle zauwazylam, ze
            torebke zostawilam w przedziale!!! Tym razem dalam rade zgubic wszystko na raz -
            paszport, dowod, dwie komorki, karte bankowa i spora sume pieniedzy, nie mowiac
            o wszystkich absolutnie niezbednych "bambetlach" jakie baba nosi w torebce.
            Biegiem wrocilam do pociagu, po drodze dwie mile panie (siedzialy ze mna w
            przedziale), poinformowaly mnie, ze moja torebke oddaly kierownikowi pociagu,
            bylam tak zdenerwowana, ze rzucilam tylko grzecznosciowe -dziekuje! a powinnam
            byla calowac po rekach:) Znowu skonczylo sie szczesliwie i jeszcze pare razy
            pozniej w drobniejszych przypadkach, ale jak dlugo bedzie dopisywalo mi szczescie?
            • uccello Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.07.09, 09:43
              wczoraj chciałm się ochłodzić mgiełką z wody termalnej, stoję tak, z
              lubością zamykam oczy, naciskam ów aplikator, naciskam, naciskam,
              skończyło się czy jak? okazuje się ,że wyciskałam z niemal
              identycznego pojemnika krem nawilżający, na ubranie, podłogę, buty...
              • uccello Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 21.07.09, 14:20
                roztargniony mąż zabrał oba komplety kluczy, węc pilną przesyłkę
                kurierska ekspediowałam przez okno( reklamówka i kłębek włóczki) z
                pierwszego piętra, kolejno spuszczając kopertę, wciągając druczek do
                podpisania, odsyłając kopię. A najfajniejsze było to ,że kurierowi
                nie drnęła powieka, nie spełzła z twarzy pokerowa mina przez cały
                czas trwania operacji.
                • dzidzia_bojowa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.07.09, 19:10
                  Moja teściowa za dwa dni ma imieniny. Mieszka daleko więc oprócz
                  życzeń przez telefon we własciwym dniu postanowiłam wysłać kartkę.
                  Wybrałam piękną, kolorową. Wycyzelowałam życzenia, zapakowałam do
                  koperty, napisałam adres, nakleiłam znaczki, wrzuciłam do skrzynki
                  na listy na poczcie. Wracam dzisiaj z pracy, wyciągam korespondencję
                  z własnej skrzynki i patrzę: znajoma koperta! Ki diabeł?! Przyglądam
                  się i nie rozumiem jakim cudem list wrócił skoro nie było adresu
                  zwrotnego? Otóż, proszę państwa, na kopercie napisałam własny adres
                  i siebie jako odbiorcę. Wysłałam sobie życzenia imieninowe!
                • ewaamam Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.08.09, 15:37
                  popłakałam się!!!!!!!!!!!!!!!
                • ewaamam Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.08.09, 15:38
                  tu to poprostu masakra dobre!!!!!!!!!!!!!!!!
    • 2_good_2_b_true Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 22.07.09, 23:19
      Ja dwukrotnie już dotarłam do domu pchając przed sobą wózek z supermarketu. Za
      każdym razem złorzeczyłam w duchu, że tak ciężko wjeżdża się na krawężniki... :-)
      • Gość: aaaa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 195.137.246.* 23.07.09, 11:19
        Mój brat kiedyś mył głowę (jakieś 30 lat temu - nie mieliśmy wtedy
        łazienki)w misce. Nie zamoczył głowy tylko szoruje te włosy na
        sucho. Co jest, Pytamy się. No przecież to szampon do włosów
        suchych :)
        • Gość: fussilla Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 83.142.203.* 23.07.09, 14:47
          Wprowadzenie: Mamy bardzo zdezelowany samochód i specjalnie o niego
          nie dbamy. Żeby zamknąć drzwi trzeba trzasnąć z całej pary, rdza
          zżera błotniki, porysowana karoseria... ale póki jeździ to go
          dociskamy. Ponieważ felgi nie są w idelanym stanie to co jakis czas
          z któregoś z kół uchodzi powietrze. Zawsze zanim wsiądziemy to
          oglądamy wszystkie koła czy nie ma przypadkiem gumy.
          Niedawno zostawiliśmy nasz dyliżans pod sklepem. Potem jak
          zrobiliśmy zakupy dochodzimy do samochodu tzn ja dochodzę bo patrzę
          że mężu zatrzymał się gdzieś z tyłu. Oglądam się co on robi i ...
          załamka.
          Widzę jak mój chłop przez pomyłkę dochodzi do cudzego auta i wali z
          kopa w błotnik coby się naprostował. Tak mnie zatkało, że nie
          zdążyłam go poinformować, że kopie nie nasze auto tylko cudze. Zanim
          go uświadomiłam, zdążył jeszcze naciskać butem, a właściwie stanąć
          na wszystkiech oponach by sprawdzić czy dużo powietrza mają:)
          Dobrze, że właściciela nie było w pobliżu.

          Kiedyś po wizycie gości zaczęłam sprzątać ze stołu. Ponieważ na
          stole stały cztery szklanki z fusami po harbacie (takie bez
          uchwytów) to szybko przeliczyłam, że mając dwie dłonie wszystkich na
          raz nie zabiorę. Wsadziłam dwie szklanki do środka dwóch pozostałych
          szklanek i w ten sposób miałam już tylko jakby dwie rzeczy do
          wzięcia. Idąc do kuchni korytarzem z tymi szklankami i przechodząć
          koło toalety stwierdziłam, że fusy ze szklanek wywalę najpierw do
          wc. Jak podeszłam do wc i przechyliłam szklanki, żeby fusy wyleciały
          to do kibelka wywaliłam przy okazji te dwie górne szklanki, które
          niczego się nie trzymały. W ten sposób mieliśmy w kibelku pełno
          szkła i nie potrafiłam wyjaśnieć mężowi dlaczego szklanki wrzuciłam
          do muszli klozetowej...

          • Gość: myszka_211 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.retsat1.com.pl 23.07.09, 19:48
            wczoraj postanowiłam poodkurzać w mieszkaniu wykładziny. Gorąco jak cholera, pot
            się leje, przykładam się bardzo, robię to dokładnie miejsce przy ,miejscu,
            pokój, przedpokój, sypialnie łazienkę, kuchnię itd. trochę mnie zdziwiło że
            odkurzacz zaczął się dziwnie nagrzewać, ale pomyślałam że może tak ma na ten
            upał. Zaczęło trochę dziwnie pachnieć ale na szczęście nie spalenizną,
            zobaczyłam że ma uchyloną klapkę jedną, więc zamknęłam i jadę dalej....
            nagle mnie olśniło...zapomniałam włożyć wszystkich filtrów i co najważniejsze
            worka....
            cała robota w pi...u. dziś zaczynam od początku
    • Gość: onna Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.09, 10:44
      rano zaspana wlazłam do wanny sięgam żel do kapieli i no
      nie pieni się (?) a ja lubię jak sie pieni no to wlałam
      jeszcze troszkę myśląc ,że firma zlazła na tzw.psy i więcej juz
      tego gówna nie kupię , szokda kasy ale jak przy zwiększonej
      dawce zelu nie pieniło sie to oprzytomniałam ,że to wcale nie
      żel do kapieli tylko balsam do ciała :D
      • Gość: mama Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.09, 19:17
        Mając małe dzieci bywałam niewyspana i zdarzyło się zasnąć w pracy ( podczas
        lekcji )
        • Gość: mony Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 15.08.09, 23:48
          Moja mama:
          - za wychodzącym z domu moim bratem wołała: "ej, ej, człowieku!
          wyrzuć śmieci!" - nie jest w stanie zapamiętać jak progrnitura ma na
          imię.
          - poszła do pracy w płaszczu, ale bez spódnicy i pożyczała fartuch
          od sprzątaczki (była wtedy dyrektorem szkoły).
          - poszła do pracy w swetrze na lewą stronę i na uwagę sekretarki z
          pełnym przekonaniem odpowiedziała, że to taki szew.
          - o drugiej w nocy latała pod blokiem w nocnej koszuli, żeby
          sprawdzić, w jakiej kwadrze jest dziś księżyc
          - wstawała rano po dzwonku budzika, pościeliła łóżko, szła się umyć,
          po czym wracała, rozścieliła łóżko i szła spać w przekonaniu, że to
          była wieczorna toaleta,
          - po trzech miesiącach współużywania mojego samochodu zorientowała
          się, że to jednak peugeot nie toyota (bo dziwiła się, że mam lwa na
          kierownicy). Sama nie wie skąd jej się wzięła ta toyotaa.
          - notorycznie zachwyca się moim "nowym" ciuchem, który sama mi
          podarowała rok wcześniej i widziała mnie w tym 30 razy.
          Wreszcie wiem po kim mam, to, że na myśl o konieczności zatankowania
          poszłam na stację benzynową na piechotę, bo to tak blisko, że nie
          opłaca się odpalać auta...







          0
          • Gość: suka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 16.08.09, 01:33
            Odebrałam telefon mojego kochanka (mieliśmy takie same aparaty),
            kiedy dzwoniła jego żona przekonana, że chłopina jest w delegacji.
            Po usłyszeniu mojego głosu grzecznie przeprosiła za pomyłkę...
            • Gość: gość Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.09, 19:34
              No akurat nie masz się czym chwalić. Współczuję żonie.
          • Gość: miaumiau Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.29.71-86.rev.gaoland.net 02.10.09, 20:41
            > na myśl o konieczności zatankowania
            > poszłam na stację benzynową na piechotę, bo to tak blisko, że nie
            > opłaca się odpalać auta...

            Piekne :D
          • sea.sea Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.10.11, 01:35
            Matka Mojego jakiś czas temu robiła prawo jazdy. Mój jej pomagał, odpytywał, douczał itp.
            Pewnego dnia wracali skądś tam opłotkami piechotą do domu. I jak jeden mąż odruchowo poleźli dłuższą trasą, ponieważ uliczka będąca początkiem trasy na skróty miała jak byk na początku ustawiony znak zakazu wjazdu...
    • Gość: dezyderata Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.hsd1.il.comcast.net 24.08.09, 02:47
      Lecac linami AirIndia z moja mama wcisneli nas do klasy business
      (wow),lot byl nocy wiec w miare szybko usnelysmy, po przebudzeniu
      stewardessa podaje mamie szczypcami goracy recznik do twarzy i rak,
      a moja mama probuje go ugryzc ;) myslac ze to jakies danie kuchni
      indyjskiej ;) ze takie rarytasy w business klasie :) nie widzialam
      tego zdarzenia bo siedzialam ciutke dalej, ale matula sie przyznala
      pozniej.
      Niezly obiach.
      • blondteaser Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 24.08.09, 03:47
        Ja raz myslalam ze zgubilam telefon, w poplochu przeszukuje
        torbe...Boze, przeciez ja wlasnie trzymam go w rece i na dodatek
        rozmawiam z kolezanka! x
      • ewaamam Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.08.09, 15:43
        pozdrów mamę...też bym próbowała ugryźć
    • ewaamam Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.08.09, 16:14
      W pracy (nauczycielka przedszkola) jem rosół i jednocześnie omawiam
      coś z koleżanką, pilnuję dzieci, spieszę się do domu itp...

      Rosołek jak to w przedszkolu bez przypraw więc odruchowo
      dosalam...odruchowo czyli łyżka do cukiernicy i sru... cukier do
      rosołu, zamiąchałam jem ale nadal niesłone...więc znowu sru łyżkę
      cukru - i w stronę dzieci - Jasu nie kołysz się na krześle!!!!!!
      znowu jem no jekieś to naprawde mdłe dzisiaj...sru trzecią łyżkę
      cukru...
      a koleżanka obok nadaje co dyrekcjii znow do głowy przyszło, że ona
      to już jelenia nie da z siebie zrobć itd...U mnie rosół ohydny więc
      w końcu mówię...Co one dziś w tej kuchni takie błędne że zupy
      doprawić nie mogą, no taki słodki ten rosłół!
      Monia na to "mój dobry", Aśka "mój też, dosól sobie sięgnąć ci sól".

      NAjlepsze jest to że żadna z trzech biesiadniczek nie zauważyła jak
      ładuję trzy stołowe łyżki cukru do talerzyka rosołku.
      • ewaamam Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.08.09, 17:03
        przedszkolne jeszcze

        Pewnego razu koleżanka (nauczycielka) bawiła się z dziewczynkami w
        fryzjerki. Tzn pani była klientką a one ją czesały.

        Pięciolatki wykazały się ogromną kreatywnością, zużyły cały zapas
        spinek, gumek, grzebyków itp z kącika fryzjerskiego Barbii, jeszcze
        troche swoich biedronek i motylków ...było pięknie.

        Koleżanka pochodziła w tym żeby dzieciom zrobić przyjemność, że tak
        ślicznie...godziny pracy się kończyły gdy przypomiało się biedulce,
        że dziś musi wyjść wcześniej bo coś trzeba załatwić. Biegiem do
        autobusu, zakupy, załatwienie sprawy, dziwnie patrzący się ludzie
        wokół, powrót do domu, lustro i.............widok fryzury autorstwa
        siedmiu pięcioletnich niewyżytych fruzjerek.

        • Gość: Azorek Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.09, 23:03
          ewaamam napisała:

          > przedszkolne jeszcze
          >
          > Pewnego razu koleżanka (nauczycielka) bawiła się z dziewczynkami w
          > fryzjerki. Tzn pani była klientką a one ją czesały.

          Sama sobie wykonałam takie kuku. Miałam średniej długości włosy, takie denerwujące ni to ni sio, ziązać się za bardzi nie dały, ale na twarz już leciały. Robiłam porządki w łazience i związałam sobie taką palemkę na czubku głowy rajstopami, a grzywkę dodatkowo idiotycznie podpięłam spinką z żabką. Przyznam się od razu, że spinka była moja, kupiłam kiedyś,żeby podpinać grzywkę do mycia mordki. Tylko takie były sensownej długości.Co za różnica we własnej łazince, zresztą.
          Zadzownił mąż, obwieścił mi, że dwie godziny będzie razem z panem X, zaproszonym na kolację spontanicznie. Runęłam do samochodu, wzięłam tylko torebkę i włożyłam buty. O fryzurze zapomniałam. Pojechałam sobie do Tesco, bo względnie najbliżej...Zakupy zrobiłam, cała w nerwach, wróciłam i spojrzałam w lustro dopiero w domu. Aż mnie poty oblały.
          Ludzi w tym Tesco nie było dużo, pora dość późna, ale jednak byli. Nie widziałam czy ktoś na mnie patrzył, ale kasjerka właśnie starała się nie patrzeć i robiła wrażenie rozbawionej. Przede mną w kolejce stała bardzo umalowana starsza dama i jakoś mi przyszło do głowy, że to ona ubawiła personel. Mnie ubawiła.

          Nie umarłam od tego. Kiedy opowiedziałam o tym mężowi zapytał czy mój majestat bardzo ucierpiał, bo on w ogóle nie widzi problemu. Już kiedyś pisałam dlaczego. Nosił czapeczkę w żółwiki i też nie umarł. I ciepło mu było...

          Wyszłam też kiedyś z wałkiem na głowie. W młodości.

          Dwa razy wyszłam w swetrze i rajstopach. Miałam taką spódnicę, wszystko do niej lazło, szczególnie kłaki zwierząt, wkładałam więc ją tuż przed nałożeniem płaszcza. Nawet kozaki miałam na nogach wcześniej. Latałam tak w swetrze i kozakach, a to łyk kawy a to wieczne szukanie czegoś, płaszcz z wieszaka i wio. Raz tak poszłam na zakupy (gorąco było, bo nie mogłam się rozpiąć), a raz do biblioteki. Wtedy zawróciłam.

    • me-lissa Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.08.09, 21:54
      Czasy liceum, zima. Budzę się, mało przytomna jak to po
      przebudzeniu, wlączam radio w kuchni, ide sie myć. Wracam do kuchni,
      zaczynam przygotowywać śniadanie ale ciągle zastanawia mnie czemu w
      radiu taka dziwna muzyka, same wolne instrumentalne utwory. I nic
      nie mówią. Dopiero po mniej więcej pół godziny zorientowałam się że
      jest trzecia w nocy.
    • Gość: p-a-d Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chello.pl 25.08.09, 22:37
      zdarzyło mi się parę razy wrzucić do kosza na śmieci dopiero co odpakowanego loda na patyku, papierek ostawał się w ręce
    • princess_of_babylon Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 26.08.09, 00:13

      Zawsze jak chodzę po mieście słucham mp3. Jak wchodzę do sklepu to
      wyjmuję słuchawki z uszu i zwieszam na szyi, a mp3 wyłączam. Kiedyś
      po wyjściu ze sklepu chciałam włączyć z powrotem. No i włączam,
      duszę 'play' i nic, cisza. Myślę sobie, że pewnie bateria siadła.
      No, ale przecież nowa jest. Pewnie znowu jakieś dziadostwo kupiłam.
      Ale patrzę na wyświetlacz, działa. Włączona jest i piosenka leci do
      tego. No to myślę - słuchawki się zepsuły, kabel nie łączy. Dociskam
      wszędzie gdzie można i nic. Wściekam się jak nie wiem. Po naprawdę
      dłuższej chwili uświadamiam sobie, że słuchawki wiszą i przez to nic
      nie słyszę.

      Parę dni temu chciałam siknąc sobie podpachy lakierem do włosów.

      Kilka razy mi się zdarzyło usiąść gołym tyłkiem na klapę od kibelka.
      Dopiero jak poczułam coś zimnego, to się zorientowałam co robię.

      Miałam lat 15 czy 16 i byłam na wakacjach pod namiotem. Pod natryski
      trzeba było z pola dojść kawałek. Kiedyś w tej całej łazience
      zostawiłam na wieszaku bluzkę i stanik. No i poszłam. Na drugi dzień
      rano wracam umyć się i patrzę, wisi czyjś stanik. Zaczęłam się
      śmiać, że któraś stanik zostawiła. Dopiero po chwili się
      zorientowałam, że to mój, a bluzkę ktoś sobie zabrał. Rzecz jasna
      nie zobaczyłam jej już więcej. W ten sam dzień idę tam znów i widzę
      czyjąś pastę i szczoteczkę na umywalce. Oczywiście to moje było.
      Rano zostawiłam i przeleżało tam pół dnia... :|

      • Gość: Ziutka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 13:19
        Poszłam do mieszkania kuzynki podlać kwiatki w czasie jej urlopu.
        Zaraz po wejściu musiałam skorzystać z toalety. Skorzystałam i
        zabrałam się za obowiązki. A że kwiatków dużo, to postanowiłam sobie
        włączyć telewizor, żeby mi coś grało w tym pustym mieszkaniu.
        Naciskam pilota, ale nic nie działa, myślę - pewnie nie ma prądu,
        faktycznie pstrykam wlacznikeim w kuchni i nic. No trudno nie będzie
        tv. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że przecież byłam w
        łazience i światło było, a już byłam przekonana, że kuzynka
        wyłaczyła korki przed wyjazdem. (na tv był bardzo dobrze zamaskowany
        guziczek od zasilania, którego nie odkryłam od razu.)

        Drugi przypadek mojego roztargnienia i efektu zamyślania się przy
        różnych czynnościach był dosyć intymny, więc może nie powinnam
        opisywać, ale co tam.
        Otóż kiedyś byłam tak zamyślona w czasie wykonywania czynności
        higienicznych, że zaaplikowałam sobie tampon, nie usuwając
        poprzedniego. Zorientowałam się dopiero przy następnej wizycie w
        toalecie, jak zobaczyłam, że mam dwa sznureczki :)

        I jeszcze nie moje, z czasów podstawówki. Wychodziłyśmy z
        przyjaciólką i naszymi psami na spacer i przyjaciółka wyszła w dwóch
        różnych butach. Zorientowałyśmy się dopiero w parku. Ale nie chiało
        nam się szybko wracać, więc spacerowałyśmy głównie w wysokiej
        trawie :)
        • Gość: Ziutka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 13:30
          Jeszcze mi się przypomniało z czasów wczesno-szkolnych.
          Pisałam wypracowanie, a gdzieś z telewizora czy z radia dobiegało
          mnie jakieś gadanie o muzyce. Wobecz czego napisałam w swoim
          wypracowaniu: "Ula bardzo kochała swoją płytę". Oczywiście miało
          być "mamę" :)
          • Gość: Ziutka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.09, 15:42
            A mój kolega, który uczył się pływać dopiero jako dorosły facet,
            wszedł do basenu w klapkach :)
        • princess_of_babylon Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 27.08.09, 13:34

          > Otóż kiedyś byłam tak zamyślona w czasie wykonywania czynności
          > higienicznych, że zaaplikowałam sobie tampon, nie usuwając
          > poprzedniego. Zorientowałam się dopiero przy następnej wizycie w
          > toalecie, jak zobaczyłam, że mam dwa sznureczki :)

          Dobrze, że dalej nie popchnęłaś tamtego starego ;)

          --
          Nie korzystam z gazetowej poczty.
      • the_dzidka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.10.09, 12:53
        > Parę dni temu chciałam siknąc sobie podpachy lakierem do włosów.

        Ja psiknęłam.

        > Kilka razy mi się zdarzyło usiąść gołym tyłkiem na klapę od
        kibelka.
        > Dopiero jak poczułam coś zimnego, to się zorientowałam co robię.

        Ja niestety się zorientowałam, gdy poczułam coś CIEPŁEGO. ;)
    • wlodzimierz.ilicz Wychodzę wieczorem ze sklepu z zakupami 27.08.09, 17:46
      (był już zmierzch) podchodzę do samochodu z kluczykami i szok: na
      błotniku olbrzymie wgniecenie...
      Zgorzałem: Gdzie mogłem po drodze tak przywalić?
      Aż tu patrzę - mój samochód stoi nieco dalej a ten choć tej samej
      marki i koloru - nie należy do mnie...
      • tradycja1 Re: 28.08.09, 01:27
        Kolezanka wybrala sie do pralni miejskiej.
        Zeby sobie czas umilic wydzwaniala po znajomych , gadu gadu czas
        leci, jedna pralka, druga i tak gada gada...przypomniala sobie ze do
        recznikow chciala wlac wybielacz no to siup otwarla jedna z pralek i
        wlala troche wybielacza jak sie okazalo machnela sie o jedna pralke
        i komus obcemu pieknie zniszczyla pewnie pranie, uciekala ponoc w
        poplochu :)
        • Gość: blondteaser Re: IP: *.dyn.iinet.net.au 28.08.09, 06:42
          Jejku, coraz gorzej ze mna. Przed chwila chcialam sobie odpalic
          papierosa myszka od komputera
          • kukuleczka01 Re: 28.08.09, 18:33
            Wyjechałam nad morzem z przyjaciółką,l jako że mieszkaliśmy w naprawdej małej
            wsi, do dojeżdżaliśmy do większych miasteczek PKS, wcelu zapewnienia sobie
            wiecej atrakcji i tak: stacja Stegna, czekamy na autobus i się koleżanka pyta,
            oczekujaca panią obok: Przeraszam, czy ten autobus dojeżdza do Stegny? Dodam
            jeszcze że jeszcze zdjązyła się z 3 razy tak zapytać, innych ludzi
            oczekujących(było opóznienie), kierowców autobusów, i w końcu przy kupnie
            biletu: poprosze do stEgny;))) Dodam, że jechałyśmy do tejże stegny ze stacji
            Mikoszewo, prosiła bilet do mikoszewa;)
            Ja z kolei zapoznaję się z chłopakami i to wyglądam mniej wiecej tak:
            - Cześć, jestem Elwira <uroczy uśmiech)
            - Czesć XXX iYYY
            i podając sobie ręce: dziękuje;))
            Nie wiem co chciałam wyraziź moja koleznaka zaczeła się brechtać, a oni o co
            chodzi;))) Dodam że wiele razy miałam tak;))
            A i poskarże się: przez te roztargnienia, mam słabe wyniki z matmy, bo to
            przepisując działanie napisze 3 zamiast 1/3, pomijając że raz podzieliłam jedną
            strone równania przez x2 a drugą podzieliłam;////
          • yabol428 Re: 21.06.10, 16:11
            Gość portalu: blondteaser napisał(a):

            > Jejku, coraz gorzej ze mna. Przed chwila chcialam sobie odpalic
            > papierosa myszka od komputera

            Próbowałem to sobie wyobrazić i już czuję że Cię lubię :) (chociaż sam nie palę)
    • bumbula Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.09.09, 20:57
      Podjechałam pod pawilon targowy, gdzie miałam 4 godziny pracować na stoisku. Po
      skończeniu pracy podchodzę do samochodu, w torbie nie mogę znaleźć kluczyków. A
      one są w stacyjce, silnik pracuje, drzwi zatrzaśnięte!!!! Zapasowe daleko w domu...
    • nuova Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 13.10.09, 12:31
      Zapomniałam wysiąść z autobusu na "moim" przystanku. Przypomniałam sobie o tym,
      kiedy ów stanął na czerwonym świetle. Grzecznie poprosiłam kierowcę czy otworzy
      mi drzwi, bo zapomniałam wysiąść. Uśmiechnął sie i zrobił to, o co poprosiłam :)
      • jerzynka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 21.10.09, 01:41
        Zapomniałam zgasić światła w samochodzie na noc- oczywiście akumulator
        rozładował się. Po naładowaniu niestety alarm sie też załadował i wył oraz nie
        pozwolił odpalić. (alarm nieużywany od 8 lat)Pilot dawno zgubiony. Głos dało się
        wyłączyć, ciągnięcie p inny samochód i próby zapalenia nie dały efektu. W pewnym
        momcie, kiedy zastanwiamy się, co zrobic, samochód nagle zamyka centralny zamek-
        z jedynymi kluczykami w środku, w stacyjce. Próby otworzenia za pomoca
        drucianego wieszaka nie udały się, ściągaliśmy "włamywacza" po nocy, samochód
        otworzył, alarmu nie naprawił. nastepnego dnia przyjechal pan od alarmu,
        odłaczyl wszytko, dodakowo z instalacja gazowa- mozna tylko na benzynę jezdzic
        teraz...
    • tylko-nie-rybka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 08.12.09, 00:36
      Kiedys jechalam z Gdańska do Elbląga i Elbląg o 100km przejechalam. Nie
      wiem jak to sie stalo ; ]
    • zoofka Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 15.12.09, 23:34
      zgubiłam się na klatce schodowej w supermarkecie. Winda coś długo
      jechała, stwierdziłam że pójdę schodami. Zeszłam jak mi się wydawało
      piętro niżej, szarpię za klamkę - drzwi na sklep zamknięte. Wchodzę
      z powrotem - nie ma drzwi! przerażona lecę na dół szarpię -
      zamknięte! usiadłam na schodach bliska płaczu. Dopiero po kilku
      minutach dotarło do mnie, że powinnam wejść dwa piętra w górę. I tak
      szczęśliwa trafiłam do punktu wyjścia.
      Nie pytajcie mnie jak ja mogłam takiego zaćmienia doznać.

      Zgubiłam się też na porodówce. Po porodzie dostałam salę w której
      leżałam sama. Kiedy w miarę doszłam do siebie, postanowiłam iść pod
      prysznic. A później nie wiedziałam jaki mam numer pokoju. Otwierałam
      wszystkie po kolei i z przerażeniem stwierdzałam że to nie mój
      pokój. Słabo mi się zrobiło, bo noworodek sobie smacznie spał a ja
      nie wiedziałam gdzie.
      Strasznie mi głupio było pytać pielęgniarkę gdzie leżę :D
    • kaetchen Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 16.12.09, 10:16
      Super historie!:)

      Ja zwykle się pilnuję, żeby nie robić gaf, ale i tak zdarzają mi się wpadki:)

      1) Któregoś razu chodząc z moim mężem po centrum handlowym podeszłam do wystawy
      i przyglądałam się zegarkowi w gablotce. Chcąc się mu lepiej przyjrzeć zbliżyłam
      się bardziej i jakież było moje zdziwienie, kiedy czołem przywaliłam w szybę!:)
      Okazało się, że zupełnie zapomniałam, że między gablotką a mną była szyba od
      wystawy:)
      2) Któregoś pięknego poranka wychodzę z metra i tak się zamyśliłam, że chciałam
      wyjść przez bramkę używając karty miejskiej... Byłam bardzo zdziwiona, kiedy się
      okazało, że karta nie działa. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co jest
      grane, kiedy za mną usłyszałam dziwne śmiechy:) Oczywiście sama też niemalże nie
      usiadłam ze śmiechu;) Żeby było śmieszniej - kolejnym razem, mając na względzie
      wcześniejszą wpadkę, mówiłam sobie w myśli 'Żebym tylko tej gafy nie
      powtórzyła!'... i tak się skupiłam na tym, żeby tego nie powtórzyć... że
      ponownie użyłam karty przy wyjściu przez bramki:)
      3) Skoro już jesteśmy przy metrze - mam zwyczaj przy wychodzeniu z windy mówić
      'Dziękuję, do widzenia!'. A w windzie - jak to w windzie - drzwi się rozsuwają,
      ja wysiadam i mówię swoje. Któregoś razu w metrze, będąc mocno zmęczoną - pociąg
      zatrzymuje się na stacji, drzwi się rozsuwają, a ja do ludzi 'Dziękuję, do
      widzenia!' :)
      4) Kilka lat temu, na początku mojej przygody z jazdą samochodem (jestem
      stosunkowo świeżym kierowcą), mieliśmy jechać gdzieś i mąż pyta, czy mam ochotę
      prowadzić. Więc oczywiście - jak najbardziej byłam chętna:) Przejęta i nieco
      podekscytowana, wzięłam kluczyki, zeszliśmy do garażu, otworzyłam samochód... i
      usiadłam na miejscu pasażera:) Mąż do mnie 'Wiesz, kierowanie z miejsca pasażera
      jest dość niewygodne' :))) Uśmiałam się niesamowicie:)
      5) Przed centrum handlowym często kręcą się panowie, którzy chętnie odwiozą
      wózek (oczywiście dla 1 lub 2 zł, które są w środku). Któregoś pięknego
      sobotniego poranka, o bardzo wczesnej porze, miałam odwieźć wózek po zrobionych
      zakupach i widzę jakiegoś pana, mocno potarganego, nieco zarośniętego, idącego w
      moim kierunku - a byłam już przy samym zadaszeniu. Więc kieruję wózek w jego
      stronę i mówię 'jeśli Pan chce, to może odstawić wózek'. Pan się na mnie dziwnie
      popatrzył, pytając, czy wygląda na żebraka, a ja zrozumiałam swój błąd, kiedy
      zauważyłam, że szedł z całą swoją rodziną:) Oj.. jak mi głupio było:)
      6) Kolejna wpadka była za czasów liceum. Jechałam z koleżanką autobusem, po czym
      na którymś przystanku wsiadł mój dobry kolega. No to chcę zapoznać koleżankę i
      kolegę i mówię 'To jest Gosia, a to jest....' - okazało się, że nijak nie mogę
      sobie przypomnieć imienia kolegi!:) A kolega tak dla zabawy nie chciał mnie
      uratować z opresji... Przejechaliśmy jeszcze kilka przystanków, koleżanka
      wysiadła, my jeszcze z dobre pół godziny przegadaliśmy i dopiero jak się
      rozstawialiśmy, to przypomniałam sobie jego imię:)
      7) Zdarza mi się zapomnieć włączyć czajnik i dziwić się, że strasznie długo
      czekam na zagotowanie się wody.
      8) Czasem chcąc nałożyć piankę na mokre włosy biorę lakier, który ma podobne
      opakowanie.. i dziwię się, że coś pianka nie chce urosnąć..:)
      9) Byłam kiedyś w Stanach i ufarbowałam włosy. I jakoś ubzdurało mi się, że
      dołączony do farby środek jest szamponem. Dziwiłam się przez kilka dni, że jakoś
      mało się pieni. Okazało się po wykończeniu saszetki, że to była odżywka:)
      10) Zdarza mi się wejść pod prysznic, zamyślić się do tego stopnia, ze wychodzę
      spod niego bez umycia się:)
      11) Kiedy ktoś ziewa, zamiast 'dobranoc', mówię dla zabawy 'śpiącego'. Z tego
      wszystkiego, kiedy ktoś kicha zamiast mówić 'na zdrowie', mówię 'smacznego' :)
      • Gość: I jeszcze jedno Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: 217.154.243.* 16.12.09, 17:12
        Pamiętam jak miałam 7 lat i pani w szkole kazała nam przynieść pietruszkę.
        Oczywiście całkiem o tym zapomniałam i rano przed wyjściem do szkoły
        przypomniałam sobie. No ale pojawił się problem - jaka pietruszka? Nać, czy
        korzeń...? Ja niestety nie mogłam za chiny ludowe przypomnieć sobie po co mi ta
        pietruszka. Ostatecznie mama dała mi nać, bo jakoś tak mi lepiej się podobało.
        Okazało się to błędem, ponieważ miał być korzeń, a my mieliśmy... robić
        stempelki:) Natkę ostatecznie zjadłam:)
      • princessofbabylon Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 20.02.10, 18:45
        kaetchen napisała:

        > 9) Byłam kiedyś w Stanach i ufarbowałam włosy. I jakoś ubzdurało mi się, że
        > dołączony do farby środek jest szamponem. Dziwiłam się przez kilka dni, że jako
        > ś
        > mało się pieni. Okazało się po wykończeniu saszetki, że to była odżywka:)

        Tak samo zrobiłam. Wyjechałam gdzieś na kilka dni i kupiłam sobie szampon (tak
        myślałam). Za każdym razem jak myłam głowę dziwiłam się czemu się nie pieni, ale
        był taki "miły" w dotyku więc w sumie ok ;) Dopiero jak wróciłam zobaczyłam, że
        to jest odżywka.
        • Gość: kinder Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.10, 19:08
          Moja koleżanka kiedyś po całym dniu nauki weszła do pokoju rodziców
          i mówi:
          -czuję sie jak frankenstein.
          Wszyscy spojrzeli na siebie i zaczeli sie śmiać. Po chwili
          poprawiła sie, że chodziło jej o einsteina...
    • lopresolja Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 20.02.10, 18:05
      zdarzylo mi sie wejsc do zlego autobusu nie patrzac na numer bo byl o czasie heh :)
      • lopresolja Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 20.02.10, 18:19
        No i jeszcze pojsc z koszem na smieci do sklepu, zalozyc ubranie na lewa strone,
        zalozyc noowa bluzke nie zdejmujac z niej przyczepionej z tylu ceny...
        • kirke18 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 25.02.10, 14:10
          Któregoś piątkowego popołudnia zrobiliśmy z mężem dość duże zakupy i
          poszliśmy do znajomego baru na jedno piwo. Potem okazało się, że nie
          jedno, graliśmy w lotki, czas płynął. Torbę wypchaną zakupami
          postawiliśmy obok stolika. Kiedy wieczorem wróciliśmy do domu,
          okazało się, że żadne z nas nie pamiętało o torbie z zakupami :D. Na
          drugi dzień poszliśmy do baru, ale okazało się, że naszej torby nie
          ma. Po dwóch dniach zadzwoniła koleżanka z baru, że nasze zakupy się
          znalazły. Jeden gość, też po paru piwach, wychodząc zabrał naszą
          torbę jeszcze przed naszym wyjściem :), teraz oddał. Mięso nie
          nadawało się do spożycia.
          Oboje z mężem jesteśmy kierowcami, więc jeździmy zamiennie, jak
          pasuje, kto chce. Czasem nikt nie chce-oboje podchodzimy do auta od
          strony pasażera, albo oboje kierujemy się na miejsce kierowcy.
          Ostatnio jeżdżę pożyczonym autem. Miewam chwile paniki szukając
          mojego samochodu na parkingu: ukradli? Aaaa, jest ten pożyczony
          fiacik!
          Postawiłam fiacika na parkingu, wróciłam po godzinie sprytnie mając
          w pamięci, że jeżdżę szarym fiatem. Próbowałm się włamać do
          samochodu obok. Kluczyk nie pasował, napsikałam odmrażacza, nic.
          Patrzę, a obok stoi fiacik szary, włamuję się do srebrnej mazdy :D
          • Gość: ciemna blondynka koniec świata... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.10, 23:54
            Zazwyczaj nie rozumiem, jak ktokolwiek może być roztargniony, bo ja nie
            bywam. Zdarza mi się jednak od czasu do czasu zrobić coś śmiesznego z
            powodu zmęczenia czy przytłoczenia obowiązkami.

            Oto co mi się ostatnio przydarzyło...

            Miałam tego dnia mnóstwo spraw do załatwienia na mieście, a chciałam
            zdążyć na autobus do domu (ostatni) o 19:23. I tak biegałam po tym
            mieście, biegałam, na koniec wpadłam jeszcze do marketu, biegiem
            obskoczyłam półki z których coś mi było potrzebne, biegiem do kasy, bo
            późno się robi, jeszcze w kasie stres, bo złą cenę nabiłam na jabłka (?) i
            kasjerka chciała weryfikować, a ja patrzę na zegarek, a tu już dwanaście
            po, a droga z marketu do przystanku zajmuje mi osiem minut, a jeszcze
            torby muszę zabrać z depozytu, więc rezygnuję z bólem serca z jabłek,
            płącę, biegnę do depozytu po pozostałe torby, zerkam na zegarek, już
            piętnaście po, więc "na styk", i biegnę z tymi ciężkimi torbami na ten
            przystanek... a będąc w połowie drogi słyszę nagle bicie dzwonów
            kościelnych. I to z kilku co najmniej kościołów. Patrzę na zegarek:
            dziewiętnaście po. ??? A dzwony dzwonią i dzwonią. Myślę sobie, B16 umarł.
            Teraz wybiorą czarnoskórego na papieża i spełni się proroctwo, i nastąpi
            koniec świata. Dobiegam na przystanek, mam minutę do odjazdu autobusu,
            więc wygrzebuję komórkę i sms-uję kumpelę: co się stało, że tak dzwonią w
            kościołach? (Myślałam, że pewnie ogląda telewizję - a przynajmniej włączy
            po moim sms-ie - i potwierdzi moją teorię o końcu świata.) Kumpela
            odpisuje: "u mnie nie dzwonią". To ja do niej: "jak to nie dzwonią,
            przecież stoję na przystanku dwieście metrów od ciebie w linii prostej, i
            dzwonią!" To ona mi: "no to pewnie na wieczorną mszę". To ja jej
            piszę: "Ale gdzie tam, zobacz która godzina, kompletenie nie pasuje". I
            tak sms-ujemy, ja wciąż wypatruję autobusu, ale on nie nadjeżdża.
            Nadjeżdża za to jakiś inny numer, i wszyscy współczekający wsiadają do
            niego. Zostaję na przystanku sama, co nie jest normalne, bo zwykle "moim"
            numerem jedzie co najmniej kilka osób z tego przystanku. Ale myślę sobie:
            cóż, zima, drogi ośnieżone, może spóźnia się po prostu ten mój, zobaczę,
            czy i ten co właśnie przejechał się spóźnił, bo wtedy mogę się spodziewać
            i spóźnienia mojego. A na rozkładzie tego numeru o 19:30 (bo właśnie taka
            była godzina) nie ma. Ani o 19:25. Ani o 19:20 (choć to byłoby już całe 10
            minut spóźnienia na "przestrzeni" zaledwie dwóch przystanków). Gapię się
            na ten rozkład i widzę, że taki numer jeździ o 18:30. O OSIEMNASTEJ
            trzydzieści. Patrzę na zegarek: OSIEMNASTA TRZYDZIEŚCI. Jak ta idiotka
            przyleciałam na przystanek o godzinę za wcześnie...

            No więc te dzwony to były na wieczorną mszę o 18:15, Benek nie umarł i
            końca świata nie będzie :)
            • yabol428 Re: koniec świata... 21.06.10, 16:10
              To tak samo mojej (nieżyjącej już dawno) babci dzwony o nietypowej porze
              kojarzyły się tylko i wyłącznie ze śmiercią papieża. W ten sposób Jana Pawła II
              "uśmierciła" chyba kilkanaście razy, bo zapomniała sobie, że w kościele akurat
              jest jakieś wieczorne nabożeństwo :)
              • Gość: sylwia Re: koniec świata... IP: *.ds3.agh.edu.pl 21.06.10, 22:04
                kilka dobrych lat temu jechałam z mamą z rzeszowa,gdzie mieszkamy,do rodziny w
                łodzi.ponieważ mama była świeżo upieczonym,zestresowanym kierowcą mnie przypadła
                funkcja operowania mapą i pilotowania.jedziemy już dobre kilka godzin,wjeżdżamy
                do miasta.dzwonię do cioci że już dojeżdżamy,będziemy za kilkanaście minut.
                niestety,nie wiedziałyśmy jak trafić na osiedle gdzie ciocia mieszka.mama
                zatrzymała samochód i pyta jakąś przypadkową babinę "przepraszam,którędy na
                retkinię?" babina skonfundowana,odpowiada że tu nie ma czegoś takiego.mama
                jeszcze bardziej zdziwiona,jak to nie ma,to my nie jesteśmy w łodzi?
                "nie proszę panią,to jest częstochowa"...
                • Gość: Azorek Re: koniec świata... IP: *.chello.pl 22.06.10, 11:18
                  Jechałam na wieś po psa...Pies był umówiony, że tak powiem, internetowo zamówiony, obgadany itd. Był dla mojej mamy i miał być niespodzianką. Wieś miała być mała, ze zdjęć, które właściciele szczeniaka mi przysyłali wnioskowałam, że to taki bardziej miejski dom, ot, mieszczuchy uciekły na wieś. Zabłądziłam dość szybko, GPSa nie miałam , pogapiłam się w atlas i znalazłszy rzeczoną wieś pojechałam wskazaną drogą. Jechałam bardzo długo. Wszędzie pola, zero zabudowań, zero ludzi, miałam wrażenie, że świat się skończył, a ja ten fakt przegapiłam i zostałam zupełnie sama. Próbowałam dzwonić do tych od psa, ale nie było zasięgu, jak pragnę zdrowia...
                  Nazwa wsi oczywiście wyleciała mi z pamięci. Wiedziałam tylko, że jest od słowa "grab" i że mam znaleźć dom 11... Do tego zerwał się wiatr, niebo zaczęło się robić granatowe, burza się zbliżała wielkimi krokami. Lubię wiatr, burzę i takie niebo, ale nie wtedy, kiedy nie wiem gdzie jestem.Paniki dostałam jak trzeba, bo boję się zgubić, ale nagle widzę tablicę Grabowice 2 i strzałka w pola. Droga potworna, taka polna, jakieś drzewa kładą mi się pod samochód, leje, grzmi, ale wreszcie są te Grabowice. Dom nr 11 okazuje się wiejską chałupą. Wysiadam w strugach deszczu, wpadam na podwórko, jakieś psisko uwiązane przy budzie, drzwi do chałupy otwarte, więc pukam w futrynę i włażę. Z jakiegoś pomieszczenia wychodzi kobita, z innego mężczyzna w podkoszulku a ja obwieszczam radośnie: Iksińska, ja po pieska...
                  Grabce, do których miałam jechać leżały na szczęście niedaleko...Ludzie od których miałam zabrać szczeniola sympatyczni, posiedziałam sobie u nich aż nieprzyzwoicie, do dziś mamy kontakt kumpelski :)

                  Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia - ludzie z tej pierwszej wsi, usłyszawszy, że ja po psa - próbowali mi sprzedać tego biedaka na łańcuchu...I żałuję, że go nie kupiłam, nie wyglądało, że miał tam dobrze...
                  • zawsze_m1 Re: koniec świata... 15.08.10, 23:53
                    kiedys wróciliśmy od lekarza wieczorem, dziecko zmęczone jak diabli. szykuje mu
                    kąpiel i czekam..... i czekam.....i czekam. coś słabe ciśnienie dzisiaj, czy co?
                    - zapomniałam zatkać odpływ w wannie aż cała gorąca woda z bojlera wyleciała!
                  • zawsze_m1 Re: koniec świata... 16.08.10, 00:14
                    przypadki wesołego krótkowidza:
                    A. lata licealne. wychodzę z domu zaspana jak diabli. na pierwszej lekcji
                    klasówka u kobiety, która nikomu nie odpuszczała. wloke się o nieludzkiej
                    godzinie 7.1o i po drodze dołącza do mnie koleżanka. ja zaczynam ględzić, że
                    dzień do bani, wcześnie, klasówka i taka cholerna mgła! koleżanka zdziwiona;
                    jaka mgła? słońce zaczyna pięknie świecić (okolice maja były)!!! - kurcze
                    zapomniałam okularów! ( a mam -3,5 dioptrii )- i w dodatku byłam w kapciach!

                    B.kilka lat później. po studiach, szykuję się do pracy. muszę dojechać do
                    centrum. mam taki głupi zwyczaj, że ubierając się, czy malując zostawiam okulary
                    gdzie popadnie, nastepnie szukam ich jak Pan Hilary, bo ... ich nie widzę
                    (zazwyczaj druciane lub bez oprawek). no i usiadłam na nie. okulary szlag
                    trafił, a ja ślepa i w dodatku pracowałam jako lejktor. znając siebie nie
                    wyrobiłabym kilku godzin do póżnego wieczora próbując czytać i odróżnić twarze
                    słuchaczy! no nic, biorę okulary do torebki, planując po drodze wizytę u optyka.
                    czekam na autobus, ale o tej samej godzinie maja przyjechać 2 udające się w
                    zgoła różnych kierunkach. pytam sie faceta na przystanku, czy jechała 12-tka. on
                    na to: nie, ja własnie czekam. no to myslę sobie, że potraktuję go jak
                    przewodnika. nadjeżdża autobus, ja SIUP za facetem do środka. automatycznie
                    wyciągam książkę i się pogrążam. dosłownie! bo wsiadłam w 4-kę, która wywiozła
                    mnie na peryferie po całkiem innej stronie miasta, w pobliże cmentarza
                    komunalnego, a nie do ścisłego centrum! zorientowałam sie, gdy kierowca
                    obwieścił dotarcie do pętli! no i nie dotarłam do optyka, nie zdążyłam do pracy
                    i drałowałam kilka kilometrów na piechte!
        • akle2 Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 16.10.10, 21:32
          lopresolja napisała:

          > No i jeszcze pojsc z koszem na smieci do sklepu, zalozyc ubranie na lewa strone,
          > zalozyc noowa bluzke nie zdejmujac z niej przyczepionej z tylu ceny...
          >

          Och, ja założyłam bluzę dresową z przypiętym spinaczem bieliźnianym. I poszłam tak do szkoły.
    • Gość: ireth Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) IP: *.chello.pl 17.07.10, 09:39
      2 lata temu byłam nad morzem na wakacjach z jeszcze wtedy narzeczonym. Pokój
      wynajmowaliśmy w prywatnym domu starszego małżeństwa, którzy w ten sposób
      dorabiali sobie do emerytury. Gdy już spakowaliśmy wszystkie rzeczy do
      samochodu, poszłam sprawdzić czy na pewno wszystko z pokoju zabrane. Nic nie
      znalazłam, zamknęłam pokój na klucz i klucz siup do torebki. Pomyślałam, że
      powiem "do widzenia" gospodarzom. Poszłam do nich na pięterko: "ach dziękuję,
      było bardzo miło, do widzenia ble ble ble", zaczynam schodzić na dół do
      samochodu. Wsiadając do samochodu, uświadamiam sobie, że klucz od pokoju mam
      przecież w torebce! Lece na górę "hahaha, prawie zapomniałam klucza oddać,
      przepraszam, oczywiście już oddaję". Fajnie. Jedziemy przez całą Polskę,
      dojeżdżamy do Krakowa, pod blok, zaczynam szukać kluczy do mieszkania w torebce
      i co znajduję? Oczywiście. Klucz do pokoju nad morzem. Kluczy do mieszkania
      brak, zapewne Pani Gospodyni usiłuje nim właśnie otworzyć drzwi do pokoju dla
      letników. Na szczęście moja mama nie mieszka daleko i miała zapasowy klucz do
      mojego mieszkania. A Państwo z nad morza nie odezwali się w sprawie klucza to i
      ja milczę do dziś, ale myślę sobie, że ładne musieli mieć o mnie zdanie :)
      • agulha Re: Wasze szczególne przypadki roztargnienia :) 17.07.10, 23:42
        No faktycznie, dziwna z Ciebie osoba. Czy nie mogłaś porozumieć się listownie
        lub telefonicznie i umówić się na przesłanie kluczy jednych i drugich kurierem
        lub pocztą, albo chociaż przeprosić i zaproponować pokrycie przelewem lub
        przekazem kosztów dorobienia klucza? Byłoby oczywiście miło ze strony tych
        ludzi, gdyby powiedzieli, że nie trzeba, bo to mała suma, ale jednak.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka