Dodaj do ulubionych

Zabawne przypadki na rowerze

IP: *.centertel.pl 30.07.09, 12:36
Nie znalazłem takiego wątku, więc zakładam. Co dziwnego/zabawnego/głupiego
zdarzyło się Wam zrobić na rowerze?

Ja kiedyś jadąc o zmierzchu staranowałem zamknięty szlaban oddzielający dwie
części parkingu. Jeździłem tam wcześniej dziesiątki razy, ale tym razem jakoś
się zamyśliłem i ocknąłem się sekundę przed kolizją. Na hamowanie było za
późno (jechałem dość szybko) i z potwornym łomotem wpakowałem się w stalową
rurę. Z boku musiało to wyglądać idiotycznie, jakbym jechał na bani. Stłukłem
sobie palce lewej ręki (szlaban idealnie na wysokości kierownicy) i wpakowałem
brzuchem w kierownicę. Poszła też lampka na kierownicy.
Obserwuj wątek
    • Gość: rowerzystka Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.radom.vectranet.pl 30.07.09, 13:03
      Jechałam z dość dużą prędkością, kiedy uczynny kolega wrzucił mi na
      plecy młodego kota. Mój pasażer na gapę próbując za wszelką cenę
      utrzymać się na mnie, wbił mi ostre pazurki w kark.Wynikiem tego
      było ostre hamowanie i dłuuugi lot przez kierownicę...
      • Gość: rowerzystka Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: 213.172.181.* 30.07.09, 14:48
        Jadąc rowerem wymusiłam na rondzie pierwszeństwo przejazdu :( i zderzyłam się z
        kloszardem wiozącym na swoim rowerze całą torbę zaszperanych szklanych butelek -
        efekt .... kupa szkła, wygięty błotnik, kloszard cały, ja z purpurowym od
        uderzenia udem i równie purpurową gębą (to od zawstydzenia sytuacją).
        • turbo_wesz Re: Zabawne przypadki na rowerze 10.08.09, 08:31
          jadę sobie jadę, patrzę przede mną kładą jakieś kable w ziemi. dziury,
          robotnicy, nieopodal jeszcze plac zabaw wypełniony dziećmi, to zwolniłem. przede
          mną leży sobie plastikowa rura na światłowody, czy inne cholerstwo. Ja, pewien
          że nic mi się przy tak powolnej prędkości nic nie stanie, wjeżdżam na ową rurę
          trzymając kierownicę jedną ręką a drugą drapiąc się po nosie, po czym przednie
          koło w sposób wysoce magiczny z rury się ześlizguje, powodując moją glebę
          pyskiem w pyszną glebę. nagrodzono mnie gromkimi brawami :)
    • Gość: gapa Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.olsztyn.mm.pl 30.07.09, 15:01
      Będąc kiedyś na pobliskich działkach nazbierała sobie kwiatów. Oczywiście na
      działki udałam sie rowerem. wracając jechałam z jedna ręka na kierownicy bo w
      drugiej trzymałam kwiatki. na ostrym zakręcie zachwiałam się i złapałam
      wywrotkę, tyle ze zamiast ratować siebie ja ratowałam kwiatki które bardzo
      ładnie wylądowały na ziemi, ja sama zaś spadlam na placka na rower z
      wyciągniętymi przed siebie rękoma, tak, jak wywraca się małe dziecko które ma
      jeszcze problemy z koordynacją
      • Gość: jaija Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.ssp.dialog.net.pl 30.07.09, 18:18
        Prowadziłam sobie rower i tak ni z gruchy, ni z pietruchy wywaliłam się na
        jezdni. Wszystkiemu przyglądał się koleś, któremu niegdyś dałam kosza. Chyba źle
        mi życzył :P
        • Gość: Azorek Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.07.09, 11:17
          Wjechałam na lipę. Mam na to kilkunastu świadków. :)
          Uczyłam się dopiero jeździć, widać jeszcze nie umiałam hamować. Na drodze stanęło mi drzewo. Miało piękną łukowatą podstawę z korzeni. I tymi korzeniami wjechałam przednim kołem na lipę.
          NIE MA takiego spędu rodzinnego, na którym by mi tego nie przypomniano.
          • o-kurde.pl Re: Zabawne przypadki na rowerze 31.07.09, 11:39
            Założyłam bluzeczkę z gołymi plecami, wiązaną na karku żeby się
            nieco opalić. Przejeżdżam właśnie przez skrzyżowanie, prawdę mówiąc
            jestem na środku, gdy czuję, jak mi się rozwiązuje węzeł od bluzki
            na karku. Bluzeczka OPADA, a ja zostaję z gołym biustem na środku
            skrzyżowania! O kurde, faceci zaczynają trąbić, a ja zap... z
            powiewającym biustem jak najszybciej, bo nie umiem kierować jedną
            ręką! Ale wstyd!
            • Gość: jaija Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.07.09, 13:24
              Hehehe, dobre :D
            • chantal10 Re: Zabawne przypadki na rowerze 31.07.09, 19:20
              Jak dla mnie to to jest Nr 1 normalnie :D
              Powiewający biust, hehe;-)
              • Gość: afroamerykanka Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.09, 20:59
                .... a jak mi się kiedyś ( po upojnej nocy zapomniałam o bieliźnie )
                clitoris wkręciła w łańcuch.... ! No to "śmiechu było"....
                • Gość: m Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: 213.134.191.* 09.08.09, 16:18
                  Masz długą clitoris.
                  • turbo_wesz Re: Zabawne przypadki na rowerze 10.08.09, 08:23
                    zapewne to hiena
            • princessofbabylon Re: Zabawne przypadki na rowerze 31.07.09, 20:52

              Koncówka historii mnie powaliła :D
          • Gość: ernesta Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.cdma.centertel.pl 10.08.09, 10:57
            Moja o wiele lat młodsza siostra wjechała na drzewo mając 6 lat.
            Nosiła wtedy okulary, które się w wyniku uderzenia stłukły i
            rozcięły jej łuk brwiowy. Wyglądała jakby straciła oko, cała była
            zalana krwią... i parę szwów trzeba było założyć.
          • Gość: 3,14-Roman Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl 08.09.09, 00:15
            "Gościu, wjedź na mój korzeń, a odpocznij sobie!
            Rodzina się ucieszy, przyrzekam ja Tobie.
            Koło się najwyższej wzbije, a jego promienie
            Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie."
    • Gość: Maura Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.09, 21:35
      W koszu na bagażniku wiozłam pomidory. Rower podskoczył na większym kamieniu,
      pomidory spadły i zamieniły się w sok pomidorowy a ja wpadłam tyłkiem w ten sok.
    • zoofka Re: Zabawne przypadki na rowerze 31.07.09, 22:16
      jak byłam dzieckiem, sprzedawałam szklane butelki po piwie na swoje
      małe dziecięce wydatki. Często wieszałam siatkę (albo i dwie) z
      butelkami na kierownicy roweru i jechałam do skupu.

      Jadąc z dwiema siatkami mijałam kapliczkę, i postanowiłam się
      przeżegnać. Skutek łatwy do przewidzenia - ani butelek, ani
      pieniędzy :)

      drugie wspomnienie też wiaże się z dzieciństwem. Wakacje spędzałam u
      dziadka na wsi. Dziadek miał duży tower z ramą. Siedząc na ramie
      (ałć) sięgałam do pedałów, ale siadając na siodełku brakowało mi
      trochę stopy do padałów. Pewnego razu rozpędziłam się z górki i
      siadłam na siodełku. Kiedy zorientowałam się że nie sięgam do
      pedałów i nie mam jak zachamować, musiałam wyłącznie wjechac w coś
      co mnie zamortyzuje. Pech chciał że były to osty sięgające mi do
      pasa. AŁA
      • zoofka zahamować 31.07.09, 22:19
        ajmsory :)
    • Gość: Emi Re: Od tej pory nie jeżdżę bez trzymanki IP: *.aster.pl 01.08.09, 01:38
      Na koloniach w NRD (ja -jakieś 12 lat) jedną z atrakcji były krótkie wycieczki
      rowerowe poboczem drogi. Korzystając z okazji, że z przodu i z tyłu kolumna
      rowerów się rozwinęła, zaczęłam ćwiczyć jazdę bez trzymanki. Oczywiście
      wywaliłam się i natychmiast poczułam, że z moją ręką coś jest nie tak.
      Postanowiłam jednak nie psuć sobie i innym wycieczki. Następnego dnia ręka
      spuchła jak bania, ale trzymałam się dzielnie. Po paru dniach opuchlizna trochę
      przeszła i już tak nie bolało, ale ręka była... jakaś taka krzywa. Cóż,
      domyśliłam się, że to albo złamanie albo zwichnięcie. Do końca kolonii zostało
      jednak tylko jakieś 10 dni, a przed nami była wycieczka do Berlina. Potem
      zrobiła się piękna pogoda, więc doszłam do wniosku, że muszę wybierać - albo
      gips (czy jakiś tam bandaż) albo... basen. Wybrałam basen. Trochę trudno mi było
      pływać, a jeszcze trudniej tańczyć na pierwszych w życiu dyskotekach w parach,
      ale...dałam radę. Generalnie nikt nic nie zauważył. Maskowałam się sweterkami.
      Półtora dnia po powrocie do Polski rodzice zawlekli mnie do szpitala, gdzie pod
      narkozą złamano mi krzywo zrośniętą w rękę (złamanie w dwóch miejscach z
      przemieszczeniem). Resztę wakacji spędziłam z gipsem niemalże po pachę.
      • croyance Re: Od tej pory nie jeżdżę bez trzymanki 02.08.09, 14:05
        Ja sie kiedys podczas odobnego wyjazdu nie przyznalam do zlamanego
        zebra.
        • croyance Re: Od tej pory nie jeżdżę bez trzymanki 02.08.09, 14:06
          'podobnego'
    • Gość: m. Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: 217.116.104.* 02.08.09, 13:30
      Jeszcze jeden mój:
      chciałem przejechać w lesie dość niepozornie wyglądający strumień przecinający
      drogę. Woda przy brzegu była przezroczysta i widać było, że jest ok. 10 cm. Ale
      w połowie drogi przednie koło nagle zapadło się po oś, a ja chciałem się
      podeprzeć lewą nogą - niestety, nie sięgałem dna. W prawej kieszeni miałem
      komórkę, którą koniecznie chciałem uratować przed zamoczeniem. Poleciałem więc w
      lewo i wpadłem niemal do pasa, rozwaliłem sobie prawą łydkę o pedał, ale komórki
      nie zamoczyłem. Wracałem potem przez wieś mokry i z zakrwawioną łydką, rozoraną
      na długości ok. 15 cm. Krew mieszała się z wodą i rozprzestrzeniała po nodze,
      przez co wyglądałem jak po jakiejś walce.
    • croyance Re: Zabawne przypadki na rowerze 02.08.09, 14:09
      Jak mialam 18 lat, jechalam sobie na rowerze z gorki, i nagle
      postanowilam, tak dla jaj, zalozyc nogi na kierownice. Zalozylam,
      owszem, ale zdjac juz nie moglam, i tak pedzilam w dol zawiazana w
      supel i wrzeszczalam wnieboglosy :-D Na szczescie udalo mi sie
      wyswobodzic w pore jedna noge, wiec upadek nie byl az tak nieprzyjemny,
      jak moglby byc.
    • Gość: grenzoid Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.chello.pl 03.08.09, 15:21
      A ja raz na bani chciałem wypróbować rower kolegi. Działo się to w nocy, w
      kompletnie pustym parku, na ogromniastym oświetlonym trawniku (udostępnionym do
      sportów, zabaw itd), po którym wykonałem kółko średnicy dwudziestu metrów.
      Zostałem zatrzymany przez policję, wyniosło mnie to łącznie 1200 PLN, dwuletni
      zakaz prowadzenia pojazdów i karę pozbawienia wolności w zawieszeniu :p
    • alefajnie Re: Zabawne przypadki na rowerze 03.08.09, 15:53
      Mój pierwszy raz z noskami:
      Dojechałem do przejścia do pieszych, stanąłem i zapomniałem, że mam
      nogi w noskach. Jednak zauważyłem, że obok jest przystanek autobusowy i
      ludzie mnie obserwują, więc po prostu wstałem i udawałem, że tak miało
      być.
      Mój drugi raz z noskami:
      Świrowaliśmy sobie z kolegą na Starówce na Warszawie i podjeżdżałem pod
      krawężnik. Coś źle wymierzyłem i koło mi opadło idelnie przed
      krawężnikiem zamiast na nim, a ręka zacisnęła się na przednim hamulcu.
      Nogi w noskach. Kurczę, to był lot...
      • Gość: adasq Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.09, 13:25
        podobnie wyglądał mój pierwszy raz w spd-ach. radości było co
        niemiara - śmiali się wszyscy co widzieli jak powoli padam jak
        podcięte drzewo.
        potem było jeszcze kilka takich...
        najbardziej zapamiętałem wyjazd z sakwami nad morze. jechaliśmy tlko
        we dwuch więc to tylko kolega miał ubaw. rower załadowany całym
        dobytkiem na 10 dni (garnki, butelki i inne różności które dzwoniły
        na wybojach) kolega się zatrzymał, ja też tyle tylko, że wypiąłem
        nie tą nogę. cały ten majdan pociągną mnie w odwrotną stronę niż
        wyswobodzona z zapięcia noga.
        zakończyło się niewielkimi potłuczeniami i 10 minutową głupawką.
        teraz zawsze przy okazji wyjazdów słyszę "a pamiętasz..."
        • Gość: dizii Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.09, 14:11
          jechalam sobie po chodniku obok dosc ruchliwej ulicy wraz z
          mezem.Zauwazyl nas w pewnym momencie jego kolego ktory zaczal
          trabic, oczywiecie moja ciekawosc zapragnela sie obrucic za autkiem
          aby zobaczyc ktory to kolega i nie zauwazylam zatoczki na kanal.
          wjechalam w nia, przelecialam przez kierownice i zatrzymalam sie
          na ... biuscie:P nic mi sie nie stalo, wstalam wzielam rower,
          przeszlam przez ulice w strone dzialek na ktore sie kierowlismy i
          jak juz nie bylo swiadkow rozplakalam sie :D
          • Gość: lans armstrong Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.09, 15:12
            A ja się wywaliłem na ryj, o!
        • Gość: Nutter Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: 82.153.193.* 09.08.09, 23:36
          Gość portalu: adasq napisał(a):

          > podobnie wyglądał mój pierwszy raz w spd-ach. radości było co
          > niemiara - śmiali się wszyscy co widzieli jak powoli padam jak
          > podcięte drzewo.
          > potem było jeszcze kilka takich...
          > najbardziej zapamiętałem wyjazd z sakwami nad morze. jechaliśmy tlko
          > we dwuch więc to tylko kolega miał ubaw. rower załadowany całym
          > dobytkiem na 10 dni (garnki, butelki i inne różności które dzwoniły
          > na wybojach) kolega się zatrzymał, ja też tyle tylko, że wypiąłem
          > nie tą nogę. cały ten majdan pociągną mnie w odwrotną stronę niż
          > wyswobodzona z zapięcia noga.
          > zakończyło się niewielkimi potłuczeniami i 10 minutową głupawką.
          > teraz zawsze przy okazji wyjazdów słyszę "a pamiętasz..."


          Kiedy ja zaczalem jezdzic w spd-ach, nigdy nie zapomnialem sie z nich wypiac. Od
          razu weszlo mi to w nawyk i stalo sie druga natura. Smieszne co?
      • zoofka Re: Zabawne przypadki na rowerze 06.09.09, 15:56
        "po prostu wstałem i udawałem, że tak miało być." BOSKIE :D
    • Gość: kobietka Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.toya.net.pl 05.08.09, 19:25
      Miałam jakieś 10 lat i byłam na wakacjach na wsi. Wzięłam sobie
      jakiś stary rower z ramą, chyba należący do wójka, który był dla
      mnie nieco za duży i ledwo dosięgałam do pedałów. Rozpędziłam się na
      nim bardzo a jak zobaczyłam, że przede mną jest jakaś przeszkoda a
      hamulce w moim rowerze nie działają to szybko z tego roweru
      zeskoczyłam ... na tę nieszczęsną ramę. Zapomniałam, że ta rama w
      ogóle tam jest. Krocze bolało mnie tak bardzo, że z trudem
      doczłapałam się do domu i do łazienki by zrobić tam w samotności
      oględziny mojego kontuzjowanego krocza. Zaznaczam, ze ból był tak
      ogromny, że myślałam że umrę. W łazience z przerażeniem zobaczyłam,
      że od tego pechowego uderzenia zaczęła mi lekko lecieć krew i małam
      trochę pobrudzone majtki.
      Wstydziłam się tych brudnych majtek, więc zdjęłam je i zaczęłam
      zapierać w uwywalce. W tym momencie do łazienki wlazła ciotka i jak
      zobaczyła mnie ze łzami w oczach, piorącą te majtki z krwi to się
      wydarła na cały regulator, żeby powiadomić moją matkę: Zosia, córka
      Ci miesiączkę dostała!!!
      Wszyscy, łącznie z dziadkami zlecieli sie do tej łazienki a ja przez
      ten ból, zamieszanie i wstyd przez 10 minut nie mogłam wydusić z
      siebie słowa a tym bardziej wyjaśnić im, że ta krew to nie
      miesiączka. Oni zaś myśleli, że ja płaczę bo się wstydzę... Zaczęli
      pocieszać i mówić, że jestem już kobietą. Masakra!
      • Gość: kobietka Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.toya.net.pl 05.08.09, 19:26
        oczywiście "wujka" miało być
        • Gość: imp Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.krosno.vectranet.pl 09.08.09, 16:00
          a ja nienstety mialem ciezka przygode - jezdzac po "gorkach" - strzelila mi
          linka od tylnego - nie zrazony jade i ta potezna gorka i zjazd z niej ok 500m ze
          spadem ze 30stopni.. i wyobrazcie sobie ze na zakrecie wyskakuje mi kombajn tak
          KOMBAJN!! i dalej nie potraficie sobie tego wyobrazic

          .
          • sammler Re: Zabawne przypadki na rowerze 09.08.09, 20:31
            He he... :) Potrafimy :) Mam jednak nadzieję, że moja wyobraźnia płata mi figla ;)

            S.
          • Gość: Edysia Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.polkomtel.com.pl 08.09.09, 22:14
            "wyskakuje mi kombajn". WYSKAKUJE. KOMBAJN.
            niewiaryodne - a jednak prawdziwe :))
    • luksusowy_yacht Re: Zabawne przypadki na rowerze 09.08.09, 16:21
      ech te wypadki na rowerach,

      kiedys wtargalem mojego BMX,a na slizgawke na placu zabaw i chcialem
      z niej zjechac, ale pech chcial, ze stracilem rownowage na samej
      gorze jeszcze i spadlem na ziemie na bok razem z rowerem i tak sobie
      lezalem przez 5 minut bo nie bylem w stanie sie ze smiechu podniesc.

      innym razem w lesie rozpedzilem sie i wyskoczylem na hopce, ale po
      wyladowaniu stracilem rownowage i wjechalem prosto w drzewo, rower w
      sumie byl caly tylko tarcze hamulca musialem zdjeac bo sie tak
      wykrzywila, ze nie moglem jechac :]

      jeszcze innym razem chcialem na lakach przeskoczyc na rowem
      oczywiscie skonczylem w rowie,

      kolega dostal gorala, byl to czas kiedy te rowery dopiero wchodzily
      do Polski i kazdy chcial sie przejechac bo byl to pierwszy taki
      rower na podworku, wykorzystalem wiec chwile jego nieuwagi,
      wskoczylem na rower i zaczalem uciekac patrzac do tylu i smiejac sie
      i trzasnalem w lawke, tak skonczylem ten rajd
    • grzechu902 hopka 09.08.09, 17:09
      Ja kiedyś na swoim poczciwym Jubilacie mocno się rozpędziłem i upatrzyłem sobie
      górkę z ktorej wyskocze. Górka nie była wysoka miala zaledwie może 40 cm (taka
      typowa, idealna hopka) i pokryta była gęstą trawą.
      Niestety okazało się że to nie była górka, a zarosnieta wysoką trawą betonowa
      donica jakich kiedyś było wiele na wielkopłtowych osiedlach np ursynów.
      Przywaliłem w donice, przeleciałem przez ster i sie troche poobijałem.
      Tak to mniej wiecej bylo.
      • Gość: No to tak Chronologicznie IP: *.adsl.inetia.pl 09.08.09, 18:03
        1. Gdy byłem o 10 lat głupszy, zjeżdżałem z góry (Beskid Wyspowy). Na wirażu
        straciłem panowanie nad rowerem i siła, z której istnienia nigdy wcześniej nie
        zdawałem sobie sprawy, wyrzuciła mnie z niego. Wylądowałem na grubym pniu buku -
        piekielnie mocno weń uderzyłem bokiem klatki piersiowej, ale jakoś się
        pozbierałem, bo przecież musiałem wyjść z tego z twarzą (w końcu nie jechałem sam).
        Gorzej z rowerem: obie linki hamulcowe zerwane, oba koła w ósemkę.

        Od tamtej pory nie zapuszczam się w góry na tanim rowerze.

        2.Parę lat temu na przejeździe dla rowerów przez ulicę Górczewską w Warszawie
        zaliczyłem OTB (dla niewtajemniczonych: przelot przez kierownicę). Ja wyjątkowo
        jechałem stojąc na pedałach, kierowca wyjątkowo późno zareagował na moją
        obecność na przejeździe (niechybnie uderzyłby we mnie). Nie mogłem odbić w lewo
        bo rozjechałbym pieszych, więc trzeba było ostro hamować. No a potem #*#!@!!*!!.
        Wylądowałem na cztery łapy jednak.

        Jak zwykle nikt nie zareagował.

        3.Gdy przed rondem Zesłańców kończy się ścieżka rowerowa biegnąca wzdłuż Prymasa
        Tysiąclecia, zaczynają się schodki, po których zawsze zjeżdżam. Tamtym razem
        udało mi się zjechać z pierwszej części schodków, ale na progu straciłem
        równowagę i zeskoczyłem z roweru, resztę schodów rower przemierzył sam,
        rozbijając się z przerażającym hukiem. Ale że był to już lepszy rower nic mu sie
        nie stało.

        Ciekawe, co by było, gdyby ktoś tamtędy przechodził. Na szczęście nie prowokuję
        takich sytuacji - zawsze nasłuchuje czy nikt się nie zbliża.

        4.Kilka miesięcy temu jechałem wzdłuż Wisły w rejonie BUWu, budują tam Centrum
        Nauki Kopernika. Teren budowy jest ogrodzony. Ale miałem okazję przyjrzeć się
        budowie z bliska. Wystarczyło staranować ogrodzenie. Na sekundę przed przed
        uderzeniem w ogrodzenie miałem 42km/h na liczniku (wiem, bo właśnie na niego
        patrzyłem). Na swoje usprawiedliwienie mogę dodać tylko, że było ciemno, a ja
        miałem jedynie lampkę sygnalizacyjną i to, że parę dni wcześniej ogrodzenia nie
        było.
        • joanka-r Re: Chronologicznie 09.08.09, 20:06
          ''rozbijając się z przerażającym hukiem. Ale że był to już lepszy rower nic mu sie
          nie stało.''
          to się rozbił, czy nic mu sie nie stało? Zdecyduj sie.
        • sammler Re: Chronologicznie 09.08.09, 20:30
          Jeździmy częściowo po tych samych trasach :) Ja jednak nie zjeżdżam po tych
          schodkach...

          Mnie nie przytrafiło się (jeszcze) nic szczególnego podczas jazdy rowerem,
          oprócz standardowych w Warszawie przypadków permanentnego "niezauważania"
          rowerzystów (jadących po drodze dla rowerów) przez kierowców. Dziś np.
          zatrzymałem się prawie na karoserii samochodu pewnej pani, która wielce była
          zdziwiona, skąd się wziąłem (skręcała na zielonej strzałce)...

          Nad Wisłą z kolei mam ciągły problem z rolkarzami, którzy wtykają w uszy
          słuchawki i świata poza sobą nie widzą. Jeżdżą od krawężnika do krawężnika,
          wymachując przy tym rękoma... Dzwonek nie pomaga...

          Na Polu Mokotowskim z kolei wielokrotnie przejechałbym gołębia. One mają chyba
          jakieś problemy z orientacją, bo zawsze, ale to zawsze pchają mi się centralnie
          pod koła... Boję się, że kiedyś nie wyhamuję... albo wjadę przez nie to tego
          okropnego, betonowego stawu i wykąpię się z psami :)

          S.
          • jembezmamy ech gołębie 10.08.09, 01:29
            > Na Polu Mokotowskim z kolei wielokrotnie przejechałbym gołębia. One mają chyba
            > jakieś problemy z orientacją, bo zawsze, ale to zawsze pchają mi się centralnie
            > pod koła...

            Ja raz przejechałem gołębia. Zdaje się, że nie śmiertelnie (w sumie szkoda).
            Tylko ogon mu się wyrwał.
            Ale teraz już umiem gołębie omijać. Sęk w tym, żeby mijać je od ogona, a nie od
            dzioba - spłoszony gołąb startuje do przodu.
          • lolek_do_kfadratu Re: Chronologicznie 10.08.09, 09:35
            A ja przy tej okazji chciałbym pozdrowaić wszystkich rodziców
            pociech, które się kąpią w owym "stawie". Jak to jest pozwalać
            dziecku kąpać się w wodzie, w której jest pełno psich kup, a kaczymi
            to pewnie jest całe dno na 5 cm usłane.
            • zoofka Re: Chronologicznie 06.09.09, 16:05
              To psy robią kupę do stawu?
              uprzedzam nie jestem jedna z tych mamusiek, ciekawość mnie tylko
              bierze
    • asica74 Re: Zabawne przypadki na rowerze 09.08.09, 20:50
      Bedac mala dziewczynka, ktora dopiero co opanowala jazde na rowerze
      bez koleczek wspierajacych, radosnie jezdzilam sobie rowerkiem na
      podworzu mojej babci. Dzien byl upalny sloneczny, ja w samych
      gatkach, jako ze byl to jeszcze wiek bardzo cielecy. Z owej radosci,
      ze juz umiem sama jezdzic, rozpedzilam sie... i wyladowalam jak
      dluga w pokrzywach rosnacych przy plocie. Cudny wrzask odstawilam:)
      • Gość: lorl Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.centrum.gliwice.pl 10.08.09, 11:53
        Ja odstawiłem coś podobnego z moją córką.
        Uczyła się jeździć na rowerze, ale już bez pomocniczych kółek po bokach.
        Jako, że dziecko się często wywalało zaopatrzyłem je w kask, moje stare rolkowe nakolanniki i nałokietniki.
        W ten sposób wychodziła z wszystkich upadków zupełnie bezboleśnie i nawet przestała się ich obawiać. Do czasu jak nie umiejąc opanować prędkości wjechała w pokrzywy. Ale było wrzasku. Nie wiem tylko kto krzyczał głośniej. Moja córka na pokrzywy czy moja żona na mnie.
    • Gość: Anka Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.chello.pl 09.08.09, 21:45
      Może nie na rowerze, ale na wrotkach.

      Mialam wtedy moze z 12 lat. I bylam na niewielkim wzniesieniu.
      oczywiscie chodnik krzywy. na koncu górki stała latarnia, przystanek
      i zaraz za słupem ruchliwa ulica.
      Stanelam naprzeciw latarni niczym John Wayne w "w samo poludnie" i
      sobie tak mysle: Anka, łap się słupa! (co by nie wjechac na ulice,
      bo z hamowaniem u mnie bylo kiepsko). Oczywiscie obmyslilam sobie,
      ze obkręce się najzwyczajniej wokól niego.
      I jak pomyslalam, tak zrobilam :D. Jazda, kontakt wzrokowy- ja -słup-
      słup ja...i bum! zamiast obkręcić się, objęłam rękami i nogami ten
      słup i przydzwoniłam głową. Z boku musiało to wyglądać naprawde
      kretyńsko, bo ludzie na przystanku się smiali do rozpuku. Dosłownie
      scena jak z klasycznej komedii.
      Guza miałam konkretnego, ale nic poza tym mi sie nie stało- tak
      myśle. Może są jakieś skutki, o których nie wiem. ;)
      • Gość: blabla Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.upc-a.chello.nl 09.08.09, 23:03
        !. Jade z kumpela na sciezce, gadamy o randce, ktora mnie czeka wieczorem. Ona
        po prawej, ja po lewej stronie. Slysze titniecie skutera za plecami, ok, znaczy
        mam zwolnic, ustawic sie za kolezanka i przepuscic skuter. Zaczynamy manewr i w
        tym momencie zauwazam, ze pasek od jej torby, ktora miala przewieszona, zahaczyl
        sie o moja dzwignie hamulca. Czyli zalicze wywrotke. Jedyne nad czym w tym
        momencie sie zastanowilam, to czy mam padac na lewo (prosto pod skuter), czy na
        prawo (ciagnac za soba kumpele i spadajac na pelen przystanek autobusowy).
        Wybralam prawa strone. Upadek to nic, najwieksza konsekwencja bylo zdarte
        kolano, czyli na randke musialam isc w dzinsach, zamiast seksownej mini ;)
        2. Jade i wysylam esa. Stara nokia, ta granatowa. Nie wiem, co mnie podkusilo,
        by czekac na raport. Przez to nie zauwazylam wysepki na srodku skrzyzowania. Lot
        byl piekny, z "podkladem muzycznym" wydobywajacym sie z nokii, ze es dotarl.
    • Gość: kami Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.brig.cable.ntl.com 09.08.09, 22:49
      o rety...ale sie ubawilam:) najlepsze forum jakie ostatnio czytalam:)))
      z zabawnych przypadkow pamietam jak siedzialam z kolezanka na malym mostku a
      obok na rowerze jezdzil sobie moj kuzyn i odstawial popisy. W pewnym momencie
      chcial sie zatrzymac i oprzec noga o mostek (taki niski wiejski mosteczek ale z
      2 metry nad woda) no i tak sie oparl , ze szmyrnal tymi nogami w powietrzu i
      tyle go widzialam...nie moglysmy sie przestac smiac...nawet po to by sprawdzic
      czy wszystko z nim ok... po chwili sam wstal, wygrzebal sie z bajorka... caly
      mokry i ublocony, i wielce obrazony ze nikt mu z pomoca nie przyszedl:) mielismy
      wtedy po 10-11 lat:)
      • Gość: jane doe Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.centertel.pl 09.08.09, 23:50
        Miałam 5-6 lat i uwielbiałam jeździć na rowerze. Mój starszy kuzyn dał mi się przejechać kolarzówą (sami rozumiecie - jak w Wyścigu Pokoju, Uwe Ampler, Uwe Raab...;)). Rowerami z ramą jeździłam, ale pod ramą, bo byłam za mała, no ale on mnie na ten rower wsadził i wystartował.
        To pojechałam...
        pedałowało się średnio, ale jak chciałam sie zatrzymać pojawił się problem - do ziemi daleko. Pomyślałam, że może kuzyn mnie złapie.
        On nie pomyślał, że jest problem. Ja głosu z siebie nie wydałam.
        Podjechałam dość blisko, łagodnie się zatrzymałam...

        I pie*rdolnęłam w glebę.


        Do dziś chichoczę na wspomnienie bezbrzeżnego zdumienia w jego oczach.:)

        ftb-janedoe.blogspot.com/
    • Gość: arfer Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.238.64.18.ip.abpl.pl 10.08.09, 00:56
      :)

      Ja jakieś sto lat temu, w głębokim PRL, na - jak to w tamtych czasach - nie pierwszej młodości "składaku" po przejściach - po szkole postanowiłem podjechać po piłę, by pograć do wieczora na szkolnym boisku. Szkoła była na sporej górce, prowadziła do niej podporządkowana droga dochodząca do innej, już wówczas bardzo ruchliwej.

      No i w trakcie jazdy spadł łańcuch, czy zorientowałem się, że nie mam hamulców. W każdym razie - jadąc w II klasie SP z przyzwoitą prędkością po półsekundowej analizie jak wolę umrzeć, postanowiłem zeskoczyć z roweru i spróbować osiągnąć te 30-40 km/h na własnych nogach. Udać się nie udało, rower wjechał na skrzyżowanie, ja szczęśliwie zmasakrowałem tylko kolana i łokcie :))

      Co oczywiście nie przeszkodziło w ową piłę do nocy pograć :)))
      • Gość: arfer Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.238.64.18.ip.abpl.pl 10.08.09, 01:01
        Innym razem ;) - dom rodziców był podpiwniczony, jak to na wsi - czasami dziadek lub tata coś dłubali w warsztacie w piwnicy, a babcia / mama prosiły, by zawołać na posiłek lub coś przekazać.

        Kiedy byłem mały nieraz zdarzało się wjeżdżać na rowerku (jakkolwiek to zabrzmiało) po schodkach. Tyle, że kiedyś okazało się, że tego roku urosłem za bardzo - w okolicach początku podstawówki rowerek pojechał, ja pozostałem jak w kreskówkach na stropie z wielką szramą na głowie :)
    • Gość: Jacek Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.cs.ubc.ca 10.08.09, 08:32
      Mialem lat 4-5. W parku w okolicach pomnika sapera bylem na spacerze z tata i
      bratem. Oni pieszo, ja na rowerze z bocznymi koleczkami. Dzieki koleczkom nie
      musialem spejalnie zwracac uwagi na jazde, wiec jechalem powolutku, patrzylem
      caly czas w bok na tate i brata i przysluchiwalem sie ich rozmowie. W pewnym
      momencie zrobilo mi sie ciemno przed oczami... bynajmniej nie od uderzenia, oczy
      zaslonilo mi palto staruszki w ktora wjechalem swoim rowerkiem. Staruszka wpadla
      w histerie, zaczela opowiadac, ze zmarl juz jej maz i syn, a ze teraz na nia
      kolej itd. Trwalo to chwile, staruszka siedziala z tata na laweczce, ja dostalem
      polecenia jezdzenia w kolko wokol ktoregos skwerka, ktos wezwal pogotowie i ono
      te staruszke zabralo.

      Na drugi dzien brat oczywiscie zrobil mi kawal i powiedzial, ze w gazecie
      napisali, ze staruszka zmarla.
    • Gość: Karolek Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.ds.pg.gda.pl 10.08.09, 09:42
      pojechałyśmy kiedyś na wycieczunie rowerową z moją koleżanka, która miała małe problemy z koordynacją jadąc rowerem. wjeżdżając na wąską ścieżkę nad rzeką, prosiłam żeby zeszła z bicykla, ale nie... zrobiła to po swojemu, nie minęło 5 sekund a moja koleżanka wraz z rowerem leżała w wodzie:P dodam tylko, że było to w październiku wiec było zimno... ja nie wiedziałam czy się śmiac i robic zdjecie, czy ratowac nieszczęśniczke... ostatecznie zdjec nie ma, a szkoda:)
    • kaspaz Re: Zabawne przypadki na rowerze 10.08.09, 10:09
      Początki jazdy z SPD - trzeci dzień chyba :)
      po zakończeniu pokazowego hamowania przed sklepem przypomiałem sobie że nie mam
      wypiętych zatrzasków :D ze zrezygnowaną miną i pełną gracją wylądowałem na
      ziemi, przy gromkim aplauzie podsklepowych rezydentów.
    • Gość: ernesta Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.cdma.centertel.pl 10.08.09, 11:03
      Jak miałam może z 7 lat urządziłam sobie zabawę na rowerze
      polegającą na balansowaniu na skraju murka nad bardzo głębokim rowem
      (jakieś 2 metry) z wodą na dnie. Oczywiście efekt był znakomity...
      ja wraz z rowerem w tymże rowie, ubłocona, ale o dziwo cała i rower
      też. Tyle, że wydostać się nie mogłam...
    • alabama8 Re: Zabawne przypadki na rowerze 10.08.09, 11:09
      Jadę ja kiedyś kolarką przez park - wracając z pracy. Z tyłu
      bagażnik, na bagażniku koszyk a w koszyku graniturek pracowy. Nagle
      słyszę za sobą łup, jeb, brzdęk i coś charkocze. Oglądam się a to
      złamał się bagażnik w miejscu gdzie pod siodełkiem łączy się z ramą,
      więc całość łącznie z koszykiem i jego zawartością po prostu zsunęła
      się do tyłu i uderzyła w ziemię.
      Potrzeba matką wynalazków - więc cały ten majdan przekręciłam z
      powrotem i przywiązałam do ramy sznurowadłem. I jeżdziłam tak chyba
      kolejne 2 lata :-)
    • Gość: mieciu Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.09, 11:19
      Jechałem leśną ścieżką za szwagierką z prędkością 3 km/h. w pewnym momencie
      zagapiłem się i nie przyuważyłem że hamujemy a zjeżdżaliśmy akurat z małego
      wzniesienia. żeby nie wpaść na plecy szwagierki przyhamowałem w ostatnim
      momencie, niestety za późno i przeleciałem przez kierownicę. Lewa noga
      zablokowała mi się między przednie koło i ramę więc mój lot został zakończony
      nagłym szarpnięciem w tył i wywrotką na bok. w efekcie przeszedłem operację
      kolana i zerwanych ścięgien, nerwów i czegoś tam jeszcze i nie chodziłem przez 4
      miesiące. to było baaaaardzo głupie.
    • Gość: gość Re: Zabawne przypadki na rowerze IP: *.ihar.edu.pl 10.08.09, 11:38
      Jadę kolarką z Zaborowa w kierunku Warszawy. Droga wąska, samochody w obu kierunkach. Nagle przede mną z prawej strony, z bocznej szutrowej drogi przy sklepie wyjeżdża do połowy jezdni mały fiat, chcący skręcać w lewo. Jestem jakieś 5-10 m od niego, hamulce nie mają szans, i błyskawiczna praca myślowa: jak ominę go z lewej, to rozjadą mnie ci z przeciwka; jak nie zrobię nic - zostawię rower na jego masce a sam przelecę na asfalt przez kierownicę. Jedyna decyzja - skręcać przed fiatem w prawo, w szutrówke i próbować go omijać z tyłu. Robię to, i w tym momencie kierowca wrzuca wsteczny, i cofa się o dwa metry, tarasując mi drogę, tym razem z tyłu. Hamulce, położenie się z rowerem na prawym boku i ślizg po szutrze pod drzwi fiata. Kierowca obserwował to wszystko z kompletnie bezmyślną miną i po jakichś trzech sekundach (wieczność w tamtych warunkach) otworzył w końcu drzwi, popatrzył, jak wstaję i próbuję siebie i rower doprowadzić do porządku (zgięta kierownica, przekrzywione siodełko, prawa połowa ciała w śliczne czerwone pręgi), a potem zamknął drzwi i spokojnie włączył się do ruchu. A ja nawet nie miałem ochoty mu uświadamiać, jak mogłoby się to zakończyć. I tak by nie zrozumiał. Oczywiście czyta się to kilka razy dłużej, niż trwało całe zdarzenie.
    • renip Re: Zabawne przypadki na rowerze 10.08.09, 11:50
      osobiście nie miałam tak zabawnych przypadków na rowerze :-) jeszcze
      Pamietam jak w liceum latem siedziałam w otwartym oknie i czytałam
      książkę.
      Pod okno podjechał na rowerze moj kolega z klasy, pogadalismy
      chwilę, po czym od odjechal. Chciał sie popisać swoimi zdolnościami,
      wjechał z zakręt w impetem i niestety przekoziłokował, poleciał
      przed siebie rozciągniety jak żaba. Najgorsze było to, że ulica
      wysypana była żwirem... Dłonie, kolana, nogi, broda były zdarte,
      miał problem z wyjęciem tego spod skóry i nastepnego dnia wydlądał
      koszmarnie..
      Było mu głupio, a ja udawałam, ze tego nie widziałam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka