Dodaj do ulubionych

Budujemy kopiec Herkusa Montego !

06.05.06, 20:31
Z drogi , z drogi, bo taczki z pierwszą ziemią jadą wink)
Hej, w którym miejscu mam wysypać ? wink

Był taki pomysł i się zmył, kopiec pierwszego pogromcy Krzyżaków.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 06.05.06, 20:32
      "Herkus Monte uczynił więcej dla swojego ludu niż Robin Hood czy Wilhelm Tell
      dla swego - tak powiedział Józef Burniewicz, olsztyński dziennikarz i historyk,
      twórca idei usypania pod Olsztynem wielkiego kopca, ktory będzie sławić Herkusa
      Montego XIII- wiecznego pruskiego wojownika, bohatera walk z Krzyżakami.
      Przez kilka lat rozbijał duże armie i wodził za nos najlepszych rycerzy
      średniowiecznej Europy. Trzeba oddać sprawiedliwość Prusom, narodowi, który żył
      na tych ziemiach i który w haniebny sposób unicestwiono."
      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 06.05.06, 20:33
        Pomysł usypamia kopca ożywił legendę Herkusa Montego. Wojownik stał się
        patronem jednej z warmińskich szkół podstawowych, miłośnicy tradycji rycerskich
        urządzają biesiady jego imienia, powstał nawet zespół rokowy Herkus Monte.
        • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 06.05.06, 20:33
          Jak to bywa u nas , na każdy pomysł znajdzie się antypomysł i pomysł ucichł.
          Już nie słychać nawet echa pomysłu, a to dlatego , że kościół patrzy na Herkusa
          nieprzychylnym okiem. Chodzi tu o męczeńską śmierć św.Wojciecha. Kto bowiem
          zabił naszego męczennika ? Właśnie Prusowie. W świadomości przeciętnego Polaka
          Prusowie to ci, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa i tylko napadali na
          nasze ziemie. To po to, by przeciwstawić się ich ekspansji, Konrad Mazowiecki
          sprowadził Krzyżaków.
          • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 06.05.06, 20:34
            Tak więc pomysł usypania kopca Montego upadł sześć lat temu, dokładnie sześć
            lat temu , gdy taki pomysł zrodził się na przed obchodami millenium i upadł.
            Wielki pomysł, wielkie wzruszenie i wszystko zakończyło się na słowach.
            Niestety nie u nas - ten wątek bedzie ku czci wielkiego legendarnego Herkusa
            Montego.
            Czas teraz na poznanie dokładnej legendy wielkiego wodza Prusów, który wyparł
            ze swoich ziem krzyżackich najeźdżców.
            cdn
            • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 06.05.06, 21:05
              hallo, przywiozłam jeszcze jedną taczkę ziemi wink))
              • rita100 Re: Rycerz Henryk 07.05.06, 20:19
                Rycerz Henryk
                Wódz Plemienia Natangów.
                Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w
                1225r, a więc na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej
                Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię chełmińską. Herkus
                pochodził z zamożnego rodu Montemidów z plemienia Natangów.
                • rita100 Re: Rycerz Henryk 07.05.06, 20:20
                  Młodych Prusów porywano z ich wiosek i grodów, by służyli rycerzom zakonnym;
                  czasami ojcowie sami wydawali swoich synów najeźdzcom. Herkus trafił do braci
                  zakonnych w Magdenburgu, oddany pod ich 'opiekę' przez rodziców. Został
                  ochrzczony i nadano mu imię Henryk. Już wkrótce władał mieczem jak mało kto, co
                  szybko zwróciło uwagę Krzyżaków. Z łatwością nauczył się też niemieckiego i
                  łaciny.
                  Jako dwudziestoparoletni, już rycerz zakonny , wrócił w rodzinne strony
                  cdn
              • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 07.05.06, 20:20
                jadą , jadą taczki następne
                a na tych taczkach ziemia więdnie
                • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 07.05.06, 20:21
                  kopiec ogromny się nam buduje
                  i popatrzmy, kto jeszcze z ziemią dosuszuje wink
                  • rita100 Re: Herkus Monte 08.05.06, 20:41
                    Jako dwudziestoparolatek , już rycerz zakonny, wrócił w rodzinne strony. Mniej
                    więcej wtedy, w 1249r po wieloletnich zmaganiach z najeźdzcą przedstawiciele
                    pruskich plemion w obecności legata papieskiego podpisali z Krzyżakami w
                    Christburgu (dzisiejszym Dzierzgoniu) dekret pokojowy. Prusowie zobowiązali się
                    m.in. dp porzucenia pogańskich praktyk, wyrzeczenia się wielożeństwa i
                    odbudowania zniszczonych kościołów.
                    (Tu Tralala chyba mamy rozwiązaną zagadkę jednej 'Baby Pruskiej zamurowanej w
                    kamieniach kościelnych - tam ją Prusowie schowali, tak chyba trzeba tłumaczyć
                    tą odkrytą zamurowaną Babę Pruską )
                    • rita100 Re: Herkus Monte 08.05.06, 21:11
                      Zakon zaś miał ochraniać pruskich poddanych. To przyrzeczenie Krzyżacy jednak
                      notorycznie łamali. Zdaniem Jerzego Necia, historyka i autora monografii o
                      życiu Herkusa Montego, zakon sprowokował bunt, by dokonać fizycznej eliminacji
                      Prusów, gdyż układ dzierżgoński mógł się stać "zaczątkiem budowy
                      chrześcijańskiego państwa w Prusach, ale bez udziału rycerzy-mnichów".
                      W 1260 r wybuchło antykrzyżackie powstanie....
                      cdn
                    • fedar Re: Herkus Monte 18.05.06, 20:56
                      > (Tu Tralala chyba mamy rozwiązaną zagadkę jednej 'Baby Pruskiej zamurowanej w
                      > kamieniach kościelnych - tam ją Prusowie schowali, tak chyba trzeba tłumaczyć
                      > tą odkrytą zamurowaną Babę Pruską )

                      A Pruska Baba śpi sobie w najlepsze w murze kościoła w Prątnicy. Jak znajdę zdjęcie, to wrzucę do obrazkowego wątku smile
                      • tralala33 Re: Herkus Monte 18.05.06, 21:01
                        A to będzie 'własnoręczne' zdjęcie? Bo w internecie jakieś zdjęcia są, ale
                        przydałoby się takie autorskie, może z komentarzem - gdzie dokładnie jest ta
                        baba? Blisko wejścia czy gdzieś z boku? Widac ją od razu, czy trzeba poszukać?
                        • fedar Re: Herkus Monte 18.05.06, 22:17
                          Jeśli mnie pamięć nie myli, to po lewej stronie głównego wejścia do kościoła, dość łatwo odnaleźć.
                      • fedar Re: Herkus Monte 18.05.06, 22:14
                        Swojego zdjęcia nie znalazłem, ale złapałem koniec sznurka wiodącego do stron Pruthenii:
                        www.pruthenia.strefa.pl/c577.html
                  • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 08.05.06, 21:11
                    jadą, jadą kolejne taczki z ziemią
                    z drogi panowie i panie smile
                    • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 08.05.06, 22:51
                      Na dobranocke jeszcze trochę usypię kopca wink
    • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 09.05.06, 18:09
      Nie słyszałam o taki pomyśle, a ciekawy - tyle, że taki kopiec powinien stanąć
      tam, gdzie Herkus Monte prowadził zwycięską bitwę. Gdzie to było?
      Skończyło się na pomyśle - nie nie szkodzi, takich pruskich 'kopców' - grodzisk
      i kurhanów zostawili nam Prusowie sporo, tylko trzeba się za nimi rozejrzeć.
      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 09.05.06, 20:19
        Tralala, jo godała co zbzierałam artykuły ło Olsztynie i to buło we 'Wprost"
        por lot tamu. Łodszukałam i jest jek znolozł. Eszcze troche mom psisania i sia
        wszystko wyjaśni. Eszcze bandó łobrazki ze sławetnej bitwy.
        Tlo sia nie bójta tych łobrazków , bo to bitawa bandzie prawdziwa.
        Nie doczkał sia Herkus kopca, no ale łu noju bandzie to łogromny kopsiec, bo
        składający się z 2500 toczek ziamni.
        Może jeki matematyk łobliczy jakiej bandzie wysokości ten kposiec ?
        • rita100 Re: Henryk Merkus Monte 09.05.06, 21:24
          W 1260 roku wybuchło antykrzyżackie powstanie. Jego bezpośrednią przyczyną było
          podstępne wymordowanie członków pruskiej starszyzny, która przybyła negocjować
          z rycerzami zakonu. 13 lipca tego samego roku Żmudzini, pobratymcy Prusów,
          zadali rycerzom zakonnym druzgocącą klęskę nad jeziorem Durbe w Liwonii
          (Inflanty). Wtedy właśnie Henryk Merkus Monte przeszedł na stronę swoich
          rodaków.
          • rita100 Re: Merkus Monte - wódz Natangów 09.05.06, 21:25
            Na początku walki z zakonem nie zamierzał się jednak wyrzekać chrześcijaństwa.
            Wysłał petycję do papieża Urbana IV. Opisał bestialstwo Krzyżaków i prosił o
            poparcie dla swojego ludu, uroczyście oddając go pod opiekę papieską. Petycja
            pozostała bez odpowiedzi. Rozgoryczony Henryk Merkus zwrócił sie znów do swoich
            dawnych bogów. Stał się na powrót Merkusem - walecznym wodzem plemienia
            Natangów.
            cdn
            • gajowy555 Re: Merkus Monte - wódz Natangów 09.05.06, 22:26
              Śtrasznie noma sia podoba tan Herkus Monte, bo to
              i z Herkulesem sia kojarzy i z Hrabią MONTE Christo.
              Fejn rycerz z niego buł.
              A z Natangii i Barcji fotki moma w Atlantydzie Północy ...
              • rita100 Re: Merkus Monte - wódz Natangów 09.05.06, 22:28
                Gajowy to wkleisz linki do tego wątku ?
              • gajowy555 Re: Merkus Monte - wódz Natangów 09.05.06, 22:56
                Z przyjemnością wklejam kilka linków ze zdjęciami zabytków
                Natangi i Barcji, oraz Sambii - historycznych krain, gdzie wojował
                bohater naszego wątku Merkus Monte - wódz Natangów ...

                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=93&pos=10
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=93&pos=13
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=93&pos=14
                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=93&pos=11
                • rita100 Re: Merkus Monte - wódz Natangów 10.05.06, 20:54
                  Tak oto na zdjęciach wyglądała kraina Natangi Barcji, oraz Sambii , gdzie ślad
                  już zaniknął Montego, pierwszego i największego bohatera naszej ziamiczki. Tyle
                  wieków mineło , a jednak legenda ciągle jest żywa i są ludzie , ktorzy nie
                  pozwalają jej umrzeć jak zamiera dusza tej ziamiczki przekształcająć sie
                  wyłącznie w krajobraz który podziwiamy nie znając jej dziejów. Nawet
                  najpiękniejszy kwiat rośnie od korzeni za czym pokaże wszystkim swój urok.
                  Trzeba poznać jej rozwój by czasmi ten kwiat nie wyrwać razem z korzeniami jak
                  to już uczyniono w przeszłości.
                  • rita100 Re: Powstanie pruskie 10.05.06, 20:58
                    Powstanie pruskie
                    W pierwszej fazie powstania (nazywanego drugim powstaniem pruskim) Prusowie
                    niemal osiągneli zwycięstwo. 20 wrzesnia 1260r wszystkie plemiona pruskie
                    uderzyły jednocześnie, co całkowicie zaskoczyło Krzyżaków. Zanim zakonowi
                    udzielono pomocy z Zachodu, prawie cały kraj został wyzwolony. Oparły się
                    jedynie załogi zamków utrzymujący kontakt ze światem drogą morską - Królewca,
                    Bałgi, Elbląga oraz jedyna twierdza w głębi pruskiego terytorium - Bartenstein
                    (zamek bartoszycki padł w końcu po trzech latach).
                    Natangia była wolna !
                    • tralala33 Re: Powstanie pruskie 10.05.06, 21:05
                      No to możemy pisać historię alternatywną - jakby wyglądały dziś Warmia i
                      mazury, gdyby Krzyżacy musieli się wycofać z podbitych ziem? Czy dziś na północ
                      od Polski istniało by państwo Prusów? Czy należałoby już do Uniii Europejskiej?
                      Czy w polskich szkołach można by uczyć się języka pruskiego? Czy zamiast Łyny
                      przez Olsztyn płynęłaby Alna?
                      • rita100 Re: Natangia wolna! - zdjecia walki 10.05.06, 21:16
                        To fantastyczny temat na następny watek, a teraz Tralala chowaj sie będzie
                        bitwa na śmierć i zycie, a my bierzemy w tym udział. Do broni Tralala, chwyć za
                        miecz i ruszamy pomagać dzielnym pruskim wojownikom.
                        Natangia wolna!
                        Z uwagi na drastyczne sceny, zdjecia tylko dla dorosłych. To jest ostra bitwa.

                        schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=66
                        schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=68
                        schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=69
                        Zwyciężylismy !
                        • tralala33 Re: Natangia wolna! - zdjecia walki 10.05.06, 21:18
                          Natangia wolna! Na długo?
      • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 10.05.06, 21:21
        To i ja dołożę trochę wirtulanje ziemi na kopiec dla pruskiego bohatera.
        2300 smile
        • rita100 Re: Pobici Krzyżacy 10.05.06, 21:40
          O, to kopa ziemi wink)) dołożona dla Merkusa , nalezy mu się naprawdę smile
          Siedem lat Natangia była wolna, aż ......

          Pobici Krzyżacy zaczeli się uciekać do podstępów. Przekupywali niektórych
          Prusów nadaniami ziemi w zamian za wpuszczenie za bramy warowni. Henryk Monte
          nie pozostawał im dłużny. W stroju rycerza zakonu przybywał do twierdzy i
          siedzib krzyżackich i wyprowadzał braci na pewną śmierć albo do niewoli. Przez
          siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem
          sytuacja zaczeła się zmieniać.
          cdn jutro
          • gajowy555 Re: Pobici Krzyżacy 11.05.06, 20:44
            Straśnie noma sia tan Merkus zidzi.
            Łón na najzienkszy kopsiec zasłużył.
            Tak jo mu dosypie wszystka ziemnia z wykopu
            pod nowy dóm łod mojygo sójsiada.
            Bandzie pora ołtów - wywrotek...
            • rita100 Re: Na Natangów uderzyły nowe siły 11.05.06, 20:48
              To pewnie już sięgamy do kopca Krakusa.

              Na Natangów uderzyły nowe siły
              Przez siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale potem
              sytuacja zaczeła się zmieniać. Zakon zakonczył wojnę z księciem pomorskim
              Świętopełkiem, Krzyżaków zaczęli wspierać Polacy zaniepokojeni wdzieraniem się
              Prusów na ziemię chełmińską. Prusowie nadal jednak trzymali się mocno. Na
              Natangów uderzyły świetnie wyszkolone posiłki czeskie, ale nawet one nie
              poradziły sobie z wojownikami Herkusa.
              • rita100 Re: Powieszenie Herkusa 11.05.06, 20:50
                Powieszenie Herkusa
                Krzyżacy wiedzieli jedno: po śmierci wodza Prusowie wpadną w popłoch.
                Dowiedziawszy się przez szpiegów, gdzie zatrzymał się Herkus, porwali go, a
                potem publicznie powiesili (ten rodzaj śmierci był uznawany przez Prusów za
                szczególnie hańbiący).
                Po uduszeniu kat przebił jeszcze dla pewności serce Herkusa sztyletem.
                ----------------
                Rachuby okazały się słuszne: opór Natangów zaczął słabnąć Powstanie w Prusach
                trwało jeszcze ponad 10 lat, ostatnie siedliska oporu unicestwiono w 1283 r.

                Tak kończy się legenda o Wielkim Herkusie Monte - Konrada Wallenroda Prusów.
                • gajowy555 Re: Powieszenie Herkusa 11.05.06, 20:55
                  Łoj szkoda zielga tygo bohatyra Natangów .
                  Gwołt złygo te Krzyżaki Prusom i Polakom wyrządziły.
                  A jekby tak jeki łobrazek tygo Herkusa noleżć ?
                  A może łulice jakóś we Łolstynie jego imieniem nazwać?
                  Łulica Herkusa Monte - jek to psianknie brzmi i wycieczkom
                  można łopoziadać ło tam wojowniku ...
                  • tralala33 Re: Powieszenie Herkusa 11.05.06, 21:04
                    W Sopocie mają Monciak to i u nas mógłby być smile
                    A tak na serio - to dobry pomysł i łatwiej to zrobić niż kopiec usypać.
                    • rita100 Re: Powieszenie Herkusa 11.05.06, 21:35
                      No tak, Łolstyn nie zaboczó ło Herkulesie Monte. Jo sama sia doziedziałam
                      dopsiero z cejtungu. Bandzie łobrazek Herkusa - to taki pomnik gdzies przy
                      szkole jego imienia, gdzieś na wsi ta szkóła.
                      Trza by tego Herkusa wyglośnić bardziej.
                      No ale to eszcze nie kóniec.
                      • rita100 Re: Budujemy wirtualny kopiec 11.05.06, 21:36
                        Budujemy wirtualny kopiec, kopiec imienia Herkusa Monte, ale powinniśmy
                        wiedzieć, że pierwszy pomnik wystawił Herkusowi Monte Adam Mickiewicz.
                        O tym już jutro.
                        • rita100 Re: Budujemy wirtualny kopiec 11.05.06, 21:37
                          Może uda nam się usypać taki kopiec na 2500 wpisów, bedzie to na Warniji hołd
                          złożony waleczności Prusów i jego wodza.
                          • rita100 Re: Budujemy wirtualny kopiec 14.05.06, 20:47
                            jadą , jadą taczki z ziemią
                            że aż wszystkie dzwony bębną
                        • rita100 Re: Budujemy wirtualny kopiec 11.05.06, 21:38
                          Wystarczy tylko wjechać taczkami z ziemią i wyładowac je, a kopiec bedzie rósł
                          jak na drożdzach wink
                          Wywrotki z piaskiem też sa wskazane wink
                          • rita100 Re: Oto Herkus Monte - zdjęcie 12.05.06, 21:22
                            schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=94&pos=70
                            • rita100 Re: Pomnik wystawiony przez Mickiewicza 12.05.06, 21:23
                              Pomnik wystawiony przez Mickiewicza
                              "Pozbawieni wielu praw, którymi cieszyła się większość napływowej ludności,
                              Prusowie zostali zepchnięci na własnej ziemi na najniższy szczebel hierarchii
                              społecznej (za zabicie Prusa trzeba było na przykład zapłacić jedynie
                              stosunkową niewielką grzywnę) i zmuszeni do dźwigania wielkich ciężarów
                              ekonomicznych na rzecz nowych panów."

                              Czy ten urywek z życia Prusów nam coś nie przypomina ?
                              No zastanówmy się w jaki sposób zanikneli Warmiacy i Mazurzy ? Czyż nie widać w
                              ich losach historycznych podobieństwo ?
                              • rita100 Re: Pomnik wystawiony przez Mickiewicza 12.05.06, 21:23
                                Pod koniec trzeciej dekady XVI wieku Prusowie powstali raz jeszcze i ponieśli
                                druzgocącą klęskę. Potem de facto ulegli germanizacji. W XVII wieku ślad po tym
                                narodzie ostatecznie zaginął. Legenda Herkusa Montego po wiekach znalazła
                                miejsce w literaturze. Pisali o nim pisarze niemieccy i litewscy.
                                • rita100 Re: Pomnik wystawiony przez Mickiewicza 12.05.06, 21:24
                                  W przypisach do "Konrada Wallenroda" Adam Mickiewicz stwierdził:
                                  "Często się zdarzało, że Prusacy (tj.Prusowie) i Litwini, dziećmi porwani i
                                  wychowani w Niemczech, powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców
                                  nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach Zakonu Prusak Herkus Monte..."

                                  Dlatego można domniemywać, że jego postać zainspirowowała wieszcza do napisania
                                  dzieła i krzyżackim rycerzu, ktory zgubił swój zakon.
                                  • rita100 Re: Pomnik wystawiony przez Mickiewicza 12.05.06, 21:25
                                    Postaci wodza Natangów poświęcony jest film fabularny, zrealizowany w latach
                                    70. na Litwie. Imię Montego nosi uniwersytet w Kłajpedzie, a od 1994 r - szkoła
                                    w Kamińsku.

                                    napisał: Rafał Geremek.

                                    No skuczno, co Łolstyn takie zielgie mniasto nic nima co by można poziedzić ,
                                    że Łolstyn tyż pamnianta ło tam Sławnym Wodzu - Herkus Monte - piyrszy wojownik
                                    ło noju ziamnie.
                                    • rita100 Re: Winni zagłady Prusów są pośredni też Polacy 12.05.06, 21:37
                                      No a tero to sia przeniose do wątku Prusowie, bo trza poziedzieć co i Jan
                                      Długosz tyż ło nich wspomninoł.
                                      A co ziym to poziym smile
                                      Prosze, nie zaboczmy ło Herkusie Monte.

                                      Winni zagłady Prusów są pośredni też Polacy i o tym też musimy pamiętać.
                                      • rita100 Re: Wolni Prusowie 13.05.06, 20:22
                                        Wolni Prusowie
                                        Winni zagłay Prusów są pośrednio też Polacy, bo to polski książe ściągnął w
                                        1226 roku Krzyżaków na ziemię chełmińską. Polacy nie potrafili się skutecznie
                                        bronić przed najazdami pruskich wojowników. Niektórzy z nich zapuszczali się
                                        pod Łęczycę, a więc prawie w środek ówczesnej Polski. Polscy rycerze
                                        organizowali wyprawy odwetowe, ale grzęzły one w mazurskich bagnach, albo
                                        trzebione były w drodze powrotnej, bo Prusowie opanowali do perfekcji leśną
                                        partyzantkę. Trudno było zawrzeć pokój czy rozejm, bo każda wioska pruska miała
                                        swojego krola, niezależnego władcę, który organizował własne wyprawy.
                                        • rita100 Re: Wolni Prusowie 13.05.06, 20:24
                                          Prusowie to nazwa nadania kilkunastu plemionom żyjącym na terenie późniejszych
                                          Prus Wschodnich. Mówili podobnym językiem, potrafili się porozumieć z przodkami
                                          dzisiejszych Litwinów i Łotyszy, jak oni byli Bałtami, ktorzy przybyli w ten
                                          zakątek Europy na pączątku naszej ery. Żyli głównie z uprawy roli, ale wielu
                                          trudniło się handlem (w ziemi odnajdywano także miecze wykuwane w najlepszych
                                          fryzyjskich czy burgundzkich warsztatach).
                                          Jan Długosz napisał, że zarówno pruscy męzczyżni jak i kobiety chodzili
                                          codziennie do łaźni, aby 'wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia
                                          i przedłużyć życie'.
                                          Prusowie czcili naturę, funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje (za
                                          wtargnięcie do takiego gaju skazano św. Wojciecha na śmierć). Nosili amulety,
                                          czuli potrzebę nieustannego wróżenia. Przed walką składali bóstwom ofiary ze
                                          zwierząt i ludzi.
                                          Rafał Gieremek
                          • tralala33 Monte i inni 14.05.06, 20:57
                            Cobyśmy nie zaboczyli o innych wodzach pruskich:

                            Wielkie powstanie Prusów wybuchło we wrześniu 1260 roku i ogarnęło wszystkie
                            plemiona między Niemnem a Wisłą. Od udziału w powstaniu powstrzymała się
                            jedynie Pomezania i ziemia chełmińska. Każde plemię obrało własnego wodza.
                            Sambom przewodził Glande, Natangom – Monte, Bartom – Dziwan, Warmom – Glape,
                            Pogezanom – Autume. W pierwszym uderzeniu powstańcy zdołali nie tylko opanować
                            otwarte tereny, ale też zdobyć niektóre grody, jak Bartoszyce, Reszel, Lidzbark
                            Warmiński i Braniewo. W rękach Krzyżaków zostały tylko takie grody jak Welawa,
                            Królewiec, Bałga i Elbląg. (Dzieje zakonu krzyżackiego w Prusach. Marian Biskup
                            i Gerard Labuda)
                            • rita100 Re: Monte i inni 14.05.06, 21:01
                              Tak , właśnie każde plemię miało swojego wodza. Oni nie zwalczali się , a w
                              obliczu wroga jednoczyli się.
                              Tralala, a Syn Miodu to z jakiego pleminia był ? Chodzi o tą legendę i nie wiem
                              czy ona by to nie pasowała ?
                              • tralala33 Re: Monte i inni 14.05.06, 21:06
                                Z Bartów - dobrze pamiętam? Z Barcji? Zaraz sprawdzę. Z tym jednoczeniem to
                                właśnie był problem - to wielkie powstanie było wyjatkowe, bo ani wcześniej ani
                                później Prusowie nie wystąpili tak jednolicie. Walki między plemionami nie były
                                czymś wyjątkowym, a Puszcza Galindzka (Galindia, na skraju której leży
                                dzisiejszy Olsztyn) ponoć w dużej mierze opustoszała jeszcze przed przybyciem
                                Krzyżaków sad
                                • rita100 Re: Monte i inni 14.05.06, 21:08
                                  To co zaraza ich zniszczyła ? Jaka przyczyna może być tego ?
                                  • tralala33 Re: Monte i inni 14.05.06, 21:10
                                    Walki z sąsiednimi plemionami sad
                                    • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:33
                                      Legenda autorstwa Teresy Bratek:
                                      Syn Miodu
                                      Po obu stronach Łyny rozciągały się wieczyste lasy - puszcza niedostępna i
                                      straszna dla tych, którzy jej nie znali, ale dla zamieszkującego ją ludu matka-
                                      żywicielka. Po prawej stronie Łyny - Barcja, po lewej - Natangia, obie
                                      zamieszkane przez pruskie pokrewne plemiona. Lud byt to dorodny, chłopy na
                                      schował, a dziewczęta urodziwe. Te plemiona żyły z puszczy; kobiety
                                      zbierały ..jagody i grzyby, a uzbrojeni mężczyźni organizowali wyprawy
                                      łupieskie. Powszechnym zajęciem było też bartnictwo czyli podbieranie. miodu
                                      pszczołom, których w puszczy nie brakowało, miały tu bowiem świetne warunki.
                                      Wszędzie wokół kwitły drzewa, wszędzie wokół rosło mnóstwo miododajnych roślin
                                      na ukwieconych polanach. Być bartnikiem - nie lada to była sztuka, trzeba się
                                      było długo uczyć jej od ojca. Miodu nie podebrał byle kto. To znaczy podebrać
                                      mógł, ale tylko raz, bo gniazdo pszczół łatwo zniszczyć, ale co potem? Cierpią
                                      na tym rośliny i ludzie. Ktoś, kto tak robił był rabusiem, a nie bartnikiem;
                                      był powszechnie potępiany i mógł spodziewać się kary bogów.
                                      Barcja była najżyźniejszą pod słońcem krainą i dobrych bartników było wielu,
                                      ale chyba najlepszym był stary Runo, ojciec kilku synów i jednej urodziwej
                                      córki.
                                      Wśród synów ulubieńcom ojca był najmłodszy. On najchętniej, jak tylko trochę
                                      podrósł, pomagał ojcu przy barciach w borze, a miał do tego dar od bogów dany.
                                      Nie zdarzyło się, aby pszczoła go użądliła. Nie wiadomo po czym poznawał, kiedy
                                      w jakiej barci jest najwięcej miodu i kiedy go brać tak, aby pszczołom nie
                                      przeszkadzać i nie zaszkodzić, wiedział tez jak barcie chronić przed
                                      niedźwiedziem i jak najlepiej zabezpieczyć je na zimę. Nazywano go człowiekiem -
                                      pszczołą i niepostrzeżenie przylgnęło do niego imię Miligedo - Syn Miodu. l
                                      tak już zostało.
                                      Już wtedy Barcja, niestety, nie była krainą wolną. Życie takie jak opisane
                                      wyżej trwało jeszcze we wspomnieniach ojców. Teraz coraz częściej dochodziły
                                      słuchy, ze nawet tu w głąb puszczy wdzierają się oddziały zakutych w żelazo
                                      zbrojnych z czarnymi krzyżami na białych płaszczach. Ludzie ci niszczyli
                                      pruskie leśne osady, zabijali ich mieszkańców, a wziętych w niewolę żywych
                                      zmuszali do ciężkiej ponad ludzkie siły pracy, od której marli - źle żywieni i
                                      źle traktowani. Straszna to była rzecz dostać się do niewoli krzyżackiej. Już
                                      chyba stokroć lepsza była śmierć w walce z okrutnym, a przemożnym wrogiem.
                                      Takiego przynajmniej zdania byt jeden z braci Miligedo - zwinny Argo, któremu
                                      jakimś cudem udało się zbiec z krzyżackiej półtorarocznej niewoli w
                                      Bartoszycach.

                                      cdn
                                      • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:38
                                        Kiedy Miligedo byt młodzieńcem dziewiętnastoletnim, osadę, w której żył,
                                        spotkał los podobny, jak wiele innych w pobliżu Bartoszyc, gdzie od lat istniał
                                        zamek krzyżacki. Wśród ludu przetrwały legendy o wielkim powstaniu pruskim,
                                        kiedy to zamek zdobyty przez Prusów aż 9 lat byt pod ich panowaniem, ale były
                                        to już tylko legendy, bo jak można oprzeć się Krzyżakom o tyle lepiej
                                        uzbrojonym? Wielu Bartów zanosząc modły do Gromowładnego i składając mu ofiary
                                        z miodu i chleba, prosiło, by wszystkie jego pioruny spadły na bartoszycki
                                        Zamek to siedlisko krzyżackiej siły, by bogowie ocalili swój lud i wyzwolili od
                                        grożących mu rycerzy krzyżowych, ale zarówno modły, jak i ofiary były
                                        bezskuteczne Bogowie nie dawali się przebłagać.
                                        Ludność osady ostrzeżona na Czas zdołała ujść w głąb puszczy, niewiele można
                                        było wziąć dobytku, nie było na to czasu i wszystko czego Krzyżacy nie
                                        zrabowali poszło z dymem. Zima jaka nastąpiła po tej katastrofie była bardzo
                                        ciężka. Na nowym miejscu trzeba było zaczynać wszystko od początku, trochę
                                        pomogły im zapasy schowane przemyślnie w jamach ziemnych, trochę ludzie z
                                        sąsiednich lauksów czyli osad, ale i oni w ciężkiej byli sytuacji. Pogorzelcy
                                        trzymali się razem i ratowali wzajemnie, ale i tak przyplątała się jakaś
                                        zaraza, na którą nawet wędrowni kapłani - zigo nie umieli nic poradzić i
                                        kilkoro dzieci umarło z głodu, a wśród nich i ukochany trzyletni bratanek
                                        Miligedo.
                                        Wtedy Syn Miodu, podobnie jak i jego rówieśnicy, postanowił rzucić swoje
                                        uwielbiane pszczoły i walczyć z Krzyżakami. Zbyt słabo jeszcze władał bronią.
                                        Wprawdzie jak każdy chłopiec pruski był tego uczony od dzieciństwa, ale nie
                                        przywiązywał dotąd do tej sprawy należytej wagi. Teraz zrozumiał, że musi
                                        bronić swej osady i swej ziemi przed krzywdzicielami, bo i tu na nowym miejscu,
                                        mimo że o wiele dalej od Bartoszyc, nie czuli się bezpieczni. Podobnie myśleli
                                        sąsiedzi z innych lauksów i złączeni wspólnym celem oddali się pod dowództwo
                                        Argo, który jako syn starego Runo, a równocześnie człowiek znający zwyczaje
                                        Krzyżaków, mógł wiele zdziałać, bo zajęty dotąd czym innym pilnie uczył się od
                                        brata i z zapartym tchem słuchał jego opowiadań o grubych murach i wspaniałości
                                        bartoszyckiego Zamku, a także wielkości i bogactwie nienawistnego miasta
                                        (A jednak w tej legendzie pojawia się Gromowładny - czyli Perkun!!!)
                                        cdn

                                        • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:39
                                          Już dwa lata chronili osiedla i święte miejsca pruskie, gdy Argo zginął w
                                          czasie jednej z potyczek. Wtedy na wodza wybrano Miligedo.
                                          Bartowie wiedzieli, że na miejscu ich lauksów Krzyżacy zakładają nowe wsie. Nie
                                          zapuszczali się tam, było to zbyt niebezpieczne, ale teraz Miligedem zawładnęła
                                          tęsknota za znajomymi stronami i wielka równocześnie ciekawość, że postanowił w
                                          pojedynkę podkraść się do swej dawnej wsi i zobaczyć na własne oczy, co się tam
                                          dzieje. Był czas żniwny. Znanymi sobie ścieżkami leśnymi młodzieniec podszedł
                                          blisko terenów, gdzie dawniej był ich lauks. Prawie nie poznał okolicy. Ze
                                          ściśniętym sercem zauważył, że nie ma już Świętego Gaju! Biedne Duchy Ojców,
                                          gdzie one coraz mieszkają? Za to łan zboża jaki objął wzrokiem był o wiele
                                          rozleglejszy niż niewielkie poletka, do jakich jego oko przywykło. Była to
                                          dorodna pszenica. Domostwo, jakie zobaczył, też nie przypominało zagród
                                          pruskich - nie było obronne! Niedaleko od tego domu było jeszcze kilka innych.
                                          Czemu one stoją tak blisko siebie. Nie mógł zrozumieć Miligedo.
                                          Nadeszła straszna zima. Przyniosła ona zagładę świeżo założonej osadzie, w
                                          której żyła rodzina Miligedo. Zginęli wszyscy: ojciec, bracia i siostra. On sam
                                          ciężko ranny w walce i uznany przez Krzyżaków widać za zabitego, cudem tylko
                                          ocalał. Organizm miał żelazny i jakoś dowlókł się lasami do miejsca, z którego
                                          podglądał żniwującą mazurską dziewczynę. Ona też znalazła go na skraju lasu. Po
                                          stroju poznała, że to Prus. Wyglądał strasznie, należało udzielić mu pomocy,
                                          chociaż byt dzikim poganinem. Zdawała sobie sprawę, że naraża rodzinę. Krzyżacy
                                          nie lubili, aby ktokolwiek pomagał Prusom. Mazurzy jednak też nie uwielbiali
                                          Krzyżaków. Minęły już lata wolne i musieli dawać zakonowi coraz większe daniny.
                                          Ciągle walczący o zdobycie nowych ziem Zakon potrzebował żywności dla coraz
                                          liczniej przybywającej z zachodu rycerzy pomagających walczyć z poganami, więc
                                          mazurskim chłopom powodziło się coraz gorzej. Rodzice Kasi zgodzili się ukryć
                                          rannego przed Krzyżakami, bo choć grozili oni karą bożą za pomaganie poganom,
                                          rozumieli, że pomóc rannemu w tej sytuacji to uczynek chrześcijański, mieli też
                                          nadzieję, że poganina nawrócą i będą mieli nie lada zasługę w niebie.
                                          Sprowadzili nawet starego znachora, który opatrywał rany. Rannego ukryto w
                                          ziemiance, gdzie przynosiła mu jeść Kasia lub jej matka.
                                          (Po stroju poznała, że to Prus - ciekawe jak się ubierali Prusowie? Chyba
                                          jednak inaczej, niż ten Prus z herbu Nidzicy smile
                                          cdn
                                          • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:41
                                            Gość: tralala
                                            (dziś 'przykleję' się do innego ekranu, więc tylko dodam kolejny fragment baśni
                                            o pruskim wojowniku Miligedo - fragment romantyczny, nasz bohater zakochuje się
                                            w pieknej Kasi)
                                            Całą prawie resztę zimy Miligedo był nieprzytomny, lecz gdy oprzytomniał,
                                            pierwszą osobą jaką ujrzał była Kasia. Słabymi wargami zdołał wyszeptać jej
                                            imię. Niepomiernie zdziwiona nie rozumiała, skąd chory je zna, ale wytłumaczyła
                                            sobie, że musiał słyszeć, jak zwracała się do niej matka lub znachor i choć
                                            robił wrażenie nieprzytomnego, jednak już obserwował, co się dzieje wokół.
                                            Dopiero dużo, dużo później dowiedziała się jak było naprawdę. Miligedo wracał
                                            do zdrowia i równocześnie uczył się języka. Gdy już mógł mówić i powiedział, że
                                            nazywa się Miligedo, w oczach dziewczyny błysnęło niedowierzanie. Słyszano tu
                                            to imię wodza Bartów, ale Kasia nie wyobrażała sobie, że może on być taki
                                            młody. Widziała niemal chłopca, w dodatku wycieńczonego chorobą, miałby to być
                                            ów sławny wódz pruski, przed którym nawet Krzyżacy drżeli??? Nie mieściło się
                                            to jej w głowie i pomyślała że Milegedo to może częste wśród Prusów imię.
                                            Znachor znał nie tylko tajniki pruskiego zielarstwa, znał również język pruski,
                                            więc gdy rodzice Kasi zorientowali się z kim mają do czynienia-przestraszeni
                                            postanowili przetrzymać Milegedo jakiś czas i jak najprędzej wyprawić go za
                                            Łynę do Natangii, gdyż słyszeli, że tam Prusowie jeszcze wśród bagien i
                                            mokradeł trzymają. Tak też się stało. Lecz nim Miligedo opuścił kryjówkę,
                                            młodzi przywiązali się do siebie. Przed odejściem wódz Prusów, odwdzięczając
                                            się za opiekę, przyniósł z lasu miód i zboże, które Bartowie mieli ukryte w
                                            dzbanach glinianych w jamach ziemnych. Nie mogło się już przydać jego
                                            nieżyjącym bliskim, więc niech posłuży tym, którzy ratowali mu życie.
                                            Przy pożegnaniu Kasia łykała łzy. Nie wypadało płakać, rozstając się z obcym
                                            przecież człowiekiem, w dodatku poganinem i Prusem, ale serce się jej ściskało
                                            i gdyby to było możliwe, zalałaby się łzami. Miligedo zauważył jej rozterkę i
                                            zdołał szepnąć: "Nie płacz, jeszcze się zobaczymy, postaram się o to!" Te słowa
                                            dodały Kasi otuchy, choć doprawdy nie wiedziała na co mogłaby liczyć. Czyż
                                            mogła myśleć o wspólnej z nim przyszłości? Miligedo był jej tak bliski! W
                                            myślach nie nazywała go inaczej jak tylko Milikiem, a jednaki on nie odważył
                                            się rozmawiać z nią na ten temat. Widocznie zdawał sobie sprawę, że ich wspólne
                                            życie w małżeństwie jest tak trudne, że aż prawie niemożliwe. Dziewczyna tak
                                            piękna i pracowita, jak Kasia, na pewno znajdzie chłopca do żeniaczki w swojej
                                            wsi. Brak ziemi nie wchodzi w rachubę, dosyć było ziemi, którą można było
                                            wydrzeć puszczy. Krzyżacy przecież chętnie osadzali na prawie niemieckim
                                            każdego, licząc na przyszłe daniny, Miligedo jest Prusem, jako poganin nie może
                                            zostać osadnikiem, a coś ciągle odstręczało go od nowej wiary. Czyż niemiecki
                                            Bóg mógł być Bogiem Prusów? Przyszli wyrywać im ziemię i wszystko co rodziła,
                                            zagarniali ich mienie, nie oszczędzali nikogo. Nie, Miligedo nie umiałby
                                            uwierzyć, że bóstwo Niemców jest sprawiedliwe, choć łatwo było wierzyć, że jest
                                            to bóstwo potężne. Słyszał wprawdzie o osadzonych, ochrzczonych Prusach, byli
                                            już tacy, ale chyba nie umiałby tak żyć, wyrzec się swoich, choćby i zmarłych?
                                            Nie, tego nie mógł uczynić! Wiedział jednak, że nie umie wyrzec się też myśli o
                                            Kasi. Jak troskliwie go pielęgnowała w chorobie, nie może tak być, aby więcej
                                            jej nie zobaczył. Gnębiła go tez myśl, że swoim bliskim nie mógł urządzić
                                            uroczystego pogrzebu, jaki nakazują pruskie zwyczaje. Jeszcze jego brał miał
                                            laki pogrzeb, płomień oczyścił jego duszę, miał ze sobą i swego konia i broń,
                                            co gwarantowało, że szczęśliwy wśród zmarłych przodków, lecz co będzie z
                                            ukochanymi: ojcem, braćmi, siostrą? Nowa wiara, której próbowano go uczyć,
                                            wszystko przedstawiała całkiem inaczej, zmarłych należało grzebać! Jego bliscy
                                            też pewnie zostali pogrzebani, bo Krzyżacy obawialiby się wiosną jakiejś
                                            zarazy, a przecież na pewno zamierzali w spalonym pruskim lauksie osadzić wieś
                                            na prawie niemieckim. To była stała ich praktyka.
                                            (nie zanosi się na happy end w historri Miligedo i Kasi- ale do końca jeszcze
                                            bardzo daleko, więc kto wie)



                                            • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:42
                                              Gość: tralala
                                              Dziś wieczorem - proroczy sen Miligedo:
                                              Miligedo nie mógł uwolnić się od wspomnień . Przypominał sobie dziwny sen,
                                              który miał kiedyś, gdy zmęczony niespodziewanie położył się na chwilę na leśnej
                                              polanie po zabezpieczeniu barci przed niedźwiedziem. Śniło mu się, że nagle
                                              znalazł się w królestwie pszczół. Był mały jak pszczoła i jak równy z równym
                                              rozmawiał z królową. Królowa dziękowała mu za opiekę nad swymi podwładnymi i
                                              przyrzekła mu pomagać we wszelkich okolicznościach życiowych.
                                              Władczyni pszczół przepowiedziała, że na ród pszczeli przyszły ciężkie czasy
                                              walk z Krzyżakami, że on Miligedo odegra w tych walkach ważną rolę. Powinien
                                              bronić swego ludu. Pszczoły mu pomogą, jednak musi uważać aby nie narazić się
                                              na zmagania z potęgą krzyżacką zimą. Pszczoły wtedy śpią i nie będą mogły mu
                                              pomóc.
                                              Wtedy Miligedo nie wiedział, co ten sen mógłby oznaczać lecz teraz, gdy część
                                              przepowiedni królowej już się spełniła, przeczuwał jak trudna czeka go rola.
                                              Kochał pszczoły, ale cóż te pracowite jego ulubienice znaczyły wobec
                                              krzyżackiej potęgi? Czy w ogóle należy przejmować się przepowiedniami królowej
                                              pszczół. Przecież pszczoły są od ludzi zależne i nie wtrącają się do ich życia.
                                              Miligedo wątpił zresztą, czy on byłby zdolny stanąć do walki z całą z całą
                                              potęgą Zakonu.


                                              • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:44
                                                Gość: tralala
                                                Tak rozmyślając zdążał do Natangii. Przeprawa nie była trudna, znał miejsce,
                                                gdzie był bród i kilka takich, gdzie nie było wirów i można było pokonać rzekę
                                                wpław. Czul się źle bez konia. On, wódz Bartów nie miał teraz najnędzniejszego
                                                bodaj wierzchowca. Brak broni mniej go smucił, w końcu kręciło się trochę
                                                butnych Krzyżaków po puszczy i można było broń zdobyć, a konie krzyżackie rosłe
                                                i silne, ale nie przywykłe do trudnych warunków bytowania w puszczy nie na
                                                wiele mogły się przydać. Pruskie koniki, jakkolwiek mniejsze i nie takie
                                                urodziwe, były jednak niezastąpione w warunkach leśnego oddziału, jaki należało
                                                stworzyć, jeśli nie chciało się zaniechać obrony swej ziemi i wiary. Ziemi...
                                                Gdzież jego ziemia? Oto deptał leśne ścieżki Natangii. W całej już Barcji
                                                panowali Krzyżacy, a w tej jej części, która była najbliższa jego sercu, nie
                                                było już bezpiecznej od Zakonu ziemi. Jak jest w Natangii? Zmierzał do Głomna.
                                                Ten pruski lauks położony wśród bagien był, o ile wiedział, bezpieczną jeszcze
                                                od Krzyżaków przystanią. Broniły go nieprzebyte mokradła, gdzie tylko Prus
                                                wiedział, jak się prześlizgnąć, a Krzyżaków wciągały zdradzieckie dla nich
                                                moczary i bajora. Tu jeszcze istniały święte gaje i sławne romowe, gdzie nawet
                                                teraz bezpiecznie palono zwłoki zmarłych wraz z całym niemal dobytkiem, jaki
                                                zgromadzili za życia. Tu jeszcze Prus mógł czuć się w miarę swobodnie.

                                                Pruskie koniki, mniejsze i nie tak urodziwe, ale wytrwałe i niezastąpione w
                                                puszczy - być może wyglądały tak, jak koniki polskie z Popielna. Tu na pieknych
                                                zdjęciach Paolo Volponi smile
                                                ng.onet.pl/68,19799,2,galeria.html




                                                • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:45
                                                  Tak, kraj pszczół leśnych i zwierząt, zycie ich toczylo sie tak jak
                                                  opisywaliśmy, z pracy własnych rąk, a schronieniem ich lasy i bagna, gdzie
                                                  mogli się pochowac przed agresorami. Te legendy Pruskie sa najcześciej smutne,
                                                  mowiące o ich zanikaniu.
                                                  Dzięki Tralala
                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:47
                                                    Gość: tralala
                                                    Acha, pewnie myślałaś Rito, ze to już koniec baśni, ale nic z tego. Sama
                                                    jeszcze nie doczytałam jej do końca - poczytuję sobie po kawałeczku i dziś
                                                    wkleję dwa 'odcinki'. Pierwszy - Miligedo w gościnie u Natangów.
                                                    Natangowie przyjęli go serdecznie, nie próbował ukrywać swego imienia, zbyt
                                                    wielu go tu znało, aby co miało jakiś sens. Nastrój jednak, jaki tu został, nie
                                                    podnosił na duchu. Natangowie byli tak zgnębieni, że nie myśleli już o obronie.
                                                    Prawie wszyscy uznali ją za bezskuteczną wobec widocznej potęgi Zakonu. Nie
                                                    znaczy to, że zamierzali się wszyscy ochrzcić, ale na wiecu zapadły uchwały, że
                                                    należy uczynić to dla pozoru w okolicach bliższych Bartoszycom i nie
                                                    chronionych tak skutecznie przez bagna jak Głomno. Głomno pozostanie siedzibą
                                                    kapłanów i miejscem dla Krzyżaków niedostępnym, świętym. Biada temu Prusowi, co
                                                    zdradziłby tajne ścieżki Krzyżakom.
                                                    W sprawie Miligedo wiec postanowił, że będzie on gościem w Głomnie mile
                                                    widzianym, niech wraca tu do zdrowia i przebywa dokąd chce. Pamiętano jego
                                                    zasługi w walce z Krzyżakami, a jednak nie było teraz mowy, aby przygotować się
                                                    do jakiegoś oporu zbrojnego. Zmartwiło to bardzo Miligedo, ale nie był w stanie
                                                    wpłynąć na przebieg wiecu. Był tylko gościem, bardzo zresztą szanowanym, lecz
                                                    nie miał prawa decydować o przyszłych losach okolicznych lauksów i ich
                                                    mieszkańców. Wobec takiej sytuacji postanowił skorzystać z gościnności Natangów
                                                    i być tam do końca lata. Mógł zajmować się pszczelarstwem, szczególnie zaś
                                                    barciami stanowiącymi własność lauksu. Jego sława dobrego bartnika była nie
                                                    mniej głośna niż sława dobrego wodza. Nie mogąc ćwiczyć wojowników, Miligedo
                                                    miał tę pociechę, że ćwiczy chociaż młodych bartników i czuł, że ich trud służy
                                                    tej samej sprawie, jakiej służyła walka.




                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:47
                                                    A drugi dzisiejszy 'odcinek' - w końcu nieco szczęśliwszy - ślub Kasi i
                                                    Miligedo.
                                                    W ciągu reszty lata Miligedo dwa razy przekradał się na drugi brzeg Łyny i
                                                    spotykał się z Kasią w znanym im obojgu miejscu, na którym kiedyś znalazła go
                                                    na wpół żywego. Rodzice i rodzeństwo Kasi nie byli w to wtajemniczeni. Oboje
                                                    młodzi tęsknili za sobą, wiedzieli już, że chcą być razem, ale Miligedo miał
                                                    ciągle jeszcze opory przed przyjęciem nowej wiary, choć coraz jaśniej widział,
                                                    że jest to jedyny sposób, aby zaślubić Kasię. Potrzebował czasu, aby to
                                                    przemyśleć i dlatego jeszcze do mrozów przebywał wśród Natangów. Potem
                                                    oświadczył Kasi, że gotów jest przyjąć chrzest i zostać osadnikiem. Rodzice
                                                    Kasi początkowo nawet nie chcieli słyszeć o tym małżeństwie. Nawrócić poganina
                                                    to zasługa u Boga ale dać Prusowi własną córkę za żonę, podczas gdy było tylu
                                                    chętnych do żeniaczki z nią chłopców - swojaków, to zupełnie co innego.
                                                    Niespodziewanie Kasia okazała wiele sprytu. Poszła do księdza, zwierzyła mu się
                                                    z czego mogła, nie zdradzając kim jest właściwie Miligedo, zyskała w starym
                                                    kapłanie sojusznika, który pomógł jej przekonać rodziców.
                                                    Miligedo - nie rozpoznany -ochrzczony został z grupą Natangów po
                                                    kilkumiesięcznym przygotowaniu. Na chrzcie dano mu imię Michał. Imię to wybrała
                                                    Kasia jako trochę podobne w brzmieniu. Dzięki temu mogła nadal nazywać Miligedo
                                                    Milikiem. Ślub młodych odbył się w miesiąc po Bożym Narodzeniu zgodnie z wiarą
                                                    i obyczajami mazurskimi.
                                                    (Weselne zwyczaje mazurskie już znamy, więc na pewno było wesoło, a i miodu
                                                    pitnego pewnie nie zbrakło. Szkoda, że nie można skończyć 'i zyli długo i
                                                    szczęśliwie', ale o tym później)

                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:49
                                                    gość tralala napisała:
                                                    Dziś - o szczęśliwym życiu w rodzinie Miligedo i Kasi
                                                    Minęło kilka lat, wśród nich te, które były dla gospodarstwa Kasi i Miligedo
                                                    latami wolnymi. Miligedo ubierał się teraz i mówił po mazursku i nie każdy
                                                    wiedział, że jest Prusem. Kasia była młodą, szczęśliwą, choć bardzo zapracowaną
                                                    kobietą, bo w domu była już dwójka dzieci: córka i mały, dopiero półtoraroczny
                                                    chłopiec. Praca w gospodarstwie obciążonym daninami była nielekka, lecz dzięki
                                                    darom pola i puszczy oraz pracowitości i talentom obojga małżonków chleba,
                                                    miodu, mięsa i ryb nigdy im nie brakowało.


                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - legenda 14.05.06, 21:50
                                                    Szczęście nie trwało długo gdyż:
                                                    Do Bartoszyc przybył nowy namiestnik komtura z wieloma nowymi, oddanymi mu
                                                    rycerzami. Był to wróg tak Prusów, jak i Mazurów, wielki gwałtownik, ponadto
                                                    człowiek chciwy ponad miarę. Powinności na rzecz Zakonu stawały się coraz
                                                    większe i wkrótce zaczęły przerastać możliwości przeciętnych gospodarstw. Coraz
                                                    częściej te zabierano mężczyzn do świadczenia różnych prac i usług dla
                                                    Krzyżaków. Nowy namiestnik budził postrach i wkrótce nie pamiętano już nawet
                                                    jego imienia, a powszechny stał się jego przydomek Okrutny - Grausam.
                                                  • rita100 Re: Miligedo musi chronić się u Natangów 14.05.06, 21:51
                                                    No i stało się - Miligedo musi chronić się u Natangów:
                                                    W czasie jednej z wypraw karnych, jakie Grausam wysyłał do zalegających z
                                                    daniną, jego ludzie pobili wielu Mazurów, jak mówili "opornych", wśród nich i
                                                    ojca Kasi, który w kilka tygodni później zmarł. Gospodarstwo ojca i kilka
                                                    innych znajdujących się w podobnej sytuacji Krzyżacy zabrali i oddali osadnikom
                                                    niemieckim. Na Mazurów padł blady strach, ale Miligedo poczuł się
                                                    zagrożony.Pewnego dnia doszło do najgorszego: w obronie żony Miligedo rzucił
                                                    się na Krzyżaka z siekierą, zabił również dwóch jego towarzyszy zaatakowany
                                                    przez nich. Nie było innego wyjścia, pozostały znane tylko Miligedo ścieżki w
                                                    głąb puszczy.
                                                    W pośpiechu zabrali dzieci i trochę rzeczy najniezbędniejszych. Syn Miodu pałał
                                                    żądzą zemsty. Oto Krzyżacy zniszczyli cały dorobek jego życia. Odebrali mu dom.
                                                    Żyje żona, żyją dzieci, ale on jest bezradny, puszcza jest już znacznie
                                                    przetrzebiona, nie taka bezpieczna jak za czasów jego dzieciństwa. Jemu może
                                                    dałaby jeszcze schronienie i utrzymanie, ale nie ukryje w niej rodziny.
                                                    Pozostawało jedno bezpieczne miejsce - Głomno w Natangii i tam też skierowali
                                                    się uchodźcy.

                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - walczy 14.05.06, 21:54
                                                    Zaczyna się spełniać przeznaczenie Miligedo, który staje się przywódcą
                                                    zbuntowanych Prusów:
                                                    I znów minęły lata. O Miligedo, obrońcy biednych i krzywdzonych, który był tak
                                                    dzielny, jak jego patron Michał Archanioł, śpiewał pieśni lud pruski i
                                                    mazurski, a dla Krzyżaków imię to stało się straszne. Grausam nie był już taki
                                                    swobodny w swoim postępowaniu, musiał się liczyć z możliwością zemst Miligedo.
                                                    Wydawało się wręcz niewiarygodne, aby siły całej komturii nie dały rady
                                                    kilkunastu ludziom pruskiego mściciela. Nikt dokładnie nie wiedział, ile on ma
                                                    ludzi pod swoją komendę, ale był wszędzie tam, gdzie go najmniej się
                                                    spodziewano. Żaden Krzyżak nie czuł się teraz bezpieczny ni w Barcji, ni w
                                                    Natangii. Mówiono, że oprócz Prusów Miligedo ma pod swymi rozkazami także
                                                    Mazurów, lecz nikt niczego nie wiedział dokładnie. Grausam, którego podobno Syn
                                                    Miodu poprzysiągł ukarać, sypiał coraz gorzej, zrobił się też przesądny. Jakiś
                                                    wróżbita, którego potajemnie wezwał, wywróżył mu, że zginie od żądła, a
                                                    ponieważ imię Miligedo - Syna Miodu -było głośne, każdy rozumiał, iż tym żądłem
                                                    będzie jego miecz. Rozwścieczony namiestnik kazał służalcom wróżbitę powiesić,
                                                    ale od tego czasu miał sny coraz koszmarniejsze, wychudł i zrobił się tak
                                                    straszny, że jego dawni kompani i zausznicy drżeli przed nim chyba nie mniej
                                                    niż Prusowie i Mazurzy.
                                                    Dziewięć lat już trwały utarczki Syna Miodu z Zakonem. W tym okresie z Kasią i
                                                    podrastającymi dziećmi przebywającymi ciągle w Głomnie widywał się rzadko.
                                                    Przebywając raz w Barcji, raz w Natangii, Miligedo nigdy nie miał czasu na
                                                    cieszenie się rozkoszami domowego ogniska. Rozumiał, że te radości ma już za
                                                    sobą, teraz zaś jest tylko karzącym mieczem cierpiącego pruskiego ludu. Żaden
                                                    rycerz czy oddział zbrojny nie mógł teraz czuć się dobrze w komturii. Miligedo
                                                    czuwał bezustannie i zawsze wypatrzył jakiś błąd w postępowaniu Krzyżaków, za
                                                    który najczęściej płacili śmiercią.
                                                    (Koniec już bliski, i dla nikogo nie będzie to happy end)
                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - ginie 14.05.06, 21:56
                                                    Gość: tralala
                                                    Dziś smutny fragment baśni - śmierć naszego bohatera!
                                                    Prawdą jest jednak, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Namiestnik
                                                    ściągnął od komtura nowe posiłki z Bałgi i przyszedł czas, że Syn Miodu nie
                                                    zdołał się wyślizgnąć. Bohaterską postawą doprowadził do tego, że część jego
                                                    oddziału przebiła się przez krzyżackie szeregi, ale koń jego padł, ugodzony
                                                    przez zakonnych. Mimo że pozbawiony wierzchowca, Miligedo bronił się
                                                    skutecznie, zdając sobie sprawę, że nic mu już nie pozostało oprócz chwalebnej
                                                    śmierci. Ofiarował ludowi pruskiemu swoje życie, teraz musi mu ofiarować taką
                                                    śmierć, która mimo wszystko da jego ziomkom powód do dumy i pozwoli im
                                                    przetrwać gorycz upokorzeń, jakie ich czekają. Stos ciał wokół Miligeda rósł.
                                                    Krzyżacy, atakujący początkowo z wielkim impetem, musieli się cofnąć niepomni
                                                    nawet na hańbę padającą na sławę zakonu. Syn Miodu był jeden, a ich było tylu
                                                    świetnie uzbrojonych, lecz wobec siły i bohaterstwa Prusa zdawało się
                                                    bezradnych. Była to jednak chwilowa tylko przewaga wodza Prusów, bo oto znowu
                                                    napierały nadciągające szeregi wrogów. Miligedo osaczony, pozbawiony wsparcia
                                                    swoich ludzi, musiał paść w końcu z wyczerpania i licznych ran, których broniąc
                                                    się doznał. I oto Krzyżacy stali teraz zdumieni nad powaloną postacią wcale nie
                                                    nadludzkiego, jasnowłosego wodza Bartów i nie mogli uwierzyć w jego śmierć.




                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - pogrzeb 14.05.06, 22:04
                                                    Gość: tralala
                                                    A skoro śmierć, to i pogrzeb, bardzo pruski i bardzo przypominający tradycje, o
                                                    których tu pisałyśmy:
                                                    Syn Miodu musi mieć pogrzeb co najmniej tak piękny, jak Argo, według pruskich
                                                    starych zwyczajów. Nie bacząc na to, że był od wielu lat ochrzczony, na miejscu
                                                    do tego przeznaczonym - miejscu świętym, jakim było przenoszone z konieczności
                                                    wielokrotnie- ramowe Bartów- ułożono stos z odpowiedniego, dającego niewiele
                                                    dymu drewna, bo trzeba się było liczyć z krzyżackim niebezpieczeństwem i wbrew
                                                    zwyczajom, niestety, trzeba było się spieszyć. Pięknie ubrane zwłoki bohatera
                                                    zostały położone twarzą na wschód, a kapłani - ligasze i tulisze wychwalali
                                                    jego czyny, a było przecież o czym śpiewać! Wraz z zabitym palono jego broń,
                                                    grzebano też, jak każe zwyczaj, jego konia. Piękne stare dęby otaczające polanę
                                                    stanowiły tło uroczystości. Gdy stos zapłonął, najstarszy z tuliszów zaczął
                                                    mówić o swoich wizjach. Słuchano go nadzwyczaj uważnie, lecz nikt go nie
                                                    rozumiał.
                                                    Co niezwykłego mówił tulisz - już jutro.


                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - Bartek - Kam. Baba Prus 14.05.06, 22:06
                                                    Oto zamiast mówić jak zwykle, że bohater na swym wspaniałym rumaku wzlatuje
                                                    poprzez nieboskłon do szczęśliwej krainy przodków, tulisz twierdził, że kieruje
                                                    się on do Bartoszyc, że w mieście tym wędruje po ulicach, a nawet wstępuje na
                                                    dziedziniec krzyżackiego Zamku. Wreszcie oznajmił, że Miligedo będzie jedynym
                                                    Bartem - świadkiem upadku potęgi Zakonu i państwa niemieckiego na pruskiej
                                                    ziemi.
                                                    Zgromadzeni ludzie nie mogli się rozeznać w swoich uczuciach. Dlaczego tulisz
                                                    mówił tak od rzeczy? To nie dawało się zrozumieć! Stos dogorywał, a potężny
                                                    grzmot przetaczający się przez niebo, zwiastował letnią burzę. Lunęły potoki
                                                    deszczu i dogasiły stos. Czy bogowie się gniewają? Ludzie pod wpływem strachu
                                                    zaczęli domagać się od kapłanów, aby wytłumaczyli, co to znaczy; czy ta burza w
                                                    czasie tak uroczystego pożegnania bohatera jest wróżbą dobrą, czy złą?
                                                    Postanowiono złożyć Perkunowi ofiarę z czarnego byka, co zostało wkrótce
                                                    dokonane, a potem, gdy kapłani podeszli z urną, by pozbierać w nią prochy
                                                    bohatera, po rozgarnięciu resztek stosu, oczom zebranych ukazał się wśród
                                                    popiołów kamienny posąg z naszyjnikiem, rogiem do picia i mieczem u pasa.
                                                    Przeciągłe Ooo! wstrząsnęło dąbrową. Bez najmniejszych wątpliwości wszyscy
                                                    pojęli, że Miligedo zostaje wśród nich, aby ich bronić przed Krzyżakami, że
                                                    uznał, iż nie czas mu ulatywać do szczęśliwej krainy przodków, kiedy tu
                                                    pozostaje płaczący swych krzywd pruski lud. Wróżba starego tulisza zaczynała
                                                    nabierać sensu, stawała się doniosłym proroctwem.
                                                    (No i proszę - nasz Miligedo to Bartek, kamienna baba pruska, czyli chłop na
                                                    schwał i dzielny wojownik).
                                                  • rita100 Re: Miligedo - Syn Miodu - Bartek - Kam. Baba Pru 14.05.06, 22:07
                                                    W taki oto kamienny posąg zamienił się Miligedo, by już na wieki chronić lud
                                                    pruski: perkuns.fm.interia.pl/Galerie/bk09.html

                                                    Posąg pozostawiono w świętym Gaju z wiecznie płonącym ogniem. Skrzywdzeni przez
                                                    Krzyżaków Prusowie przychodzili tam, wierzono powszechnie, że gdy skrzywdzony
                                                    dotknie miecza . Miligedo, krzywdziciel zostanie ukarany. Wszyscy rozumieli, że
                                                    trzeba strzec przed Krzyżakami posągu i jego tajemnicy. Krzyżacy gotowi go
                                                    zniszczyć tak, jak niszczyli wszystko co pruskie.
                                                    A jak Miligedo - Bartek trafił do Bartoszyc wyjaśni się w dalszej części
                                                    legendy. I oczywiście zło zostanie ukarane, ale tym zajmą się już nie ludzie,
                                                    lecz pszczoły!
                                                  • rita100 Re: Bartek idzie do Bartoszyc 14.05.06, 22:09
                                                    O tym, co działo się z rodziną Miligedo - Bartka legenda milczy. Mam nadzieję,
                                                    że mimo wszystko jego dzieci dorosły, miały swoje dzieci, a potem wnuki i tak
                                                    dalej, i gdzieś jeszcze może żyją potomkowie Prusów. Za to wiemy, gdzie jest
                                                    kamienny Bartek, a legenda powie nam, jak trafił do Bartoszyc:
                                                    Jednak Krzyżacy dowiedzieli się, że Prusowie ukrywają jakiś posąg kamienny w
                                                    głębi lasu, że choć ochrzczeni, zamiast gromadzić się w kościołach, chodzą do
                                                    swoich świętych gajów. Grausam szybko zapomniał o zagrożeniu ze strony
                                                    Miligedo. Teraz ten znienawidzony wódz pruski już nie żył, a on, Grausam był
                                                    znowu niepodzielnym panem okolicy. Zorganizował więc wyprawę w głąb puszczy.
                                                    Pewien był sukcesu. Wiózł ze sobą pruskiego niewolnika, który od trzech
                                                    miesięcy pracował na zamku przy żarnach. Torturami i obietnicami zmusił go, aby
                                                    wyjawił, gdzie znajduje się romowe Bartów, tam spodziewano się znaleźć posąg.
                                                    Grausam chciał ten posąg odebrać poganom, aby w ten sposób położyć kres ich
                                                    grzesznym praktykom. Pojmowanemu Prusowi obiecał wolność, jeżeli wskaże
                                                    właściwą drogę Krzyżakom. Grausam śmiał się w duchu z naiwności Prusa. Wszystko
                                                    poszło gładko. Świętego miejsca nie pilnował teraz nikt zbrojny, więc po
                                                    zabiciu kapłanów podsycających ogień, silni pachołkowie władowali posąg na woź,
                                                    oddział zbrojnych rycerzy otoczył go i z pełną triumfu pieśnią ruszyli, przez
                                                    nikogo nie zatrzymywani, do Bartoszyc.
                                                  • rita100 Re: Bartoszyce miasto Miligeda 14.05.06, 22:10
                                                    No i czas ukarać zło, bo w każdej legendzie zło musi w końcu przegrać:
                                                    Był okres rojenia się pszczół. Krzyżacy jechali spokojnie drogą leśną, gdy
                                                    nagle jeden z rojów zaatakował konia namiestnika. Spłoszony, kłuty żądłami
                                                    wierzchowiec poniósł na oślep w puszczę. Grausamowi włosy zjeżyły się pod
                                                    hełmem, bo przypomniał sobie powieszonego wróżbitę i jego przepowiednię. Na
                                                    próżno czynił wysiłki, aby powstrzymać oszalałe zwierzę. Gdy ujrzał wysoki
                                                    brzeg Łyny, zrozumiał, że jego los jest przesądzony. Koń zawisł w powietrzu,
                                                    jeździec wyleciał z siodła i w ciężkiej zbroi runął w fale Łyny. Wkrótce woda
                                                    pochłonęła go. Koń walczył dłużej. Kilku Bartów i Natangów widziało tę scenę,
                                                    lecz Grausam był tak znienawidzony, że nie mógł liczyć na niczyją pomoc. Ciało
                                                    okrutnego wodza nigdy nie zostało odnalezione. Tak dopełniła się wróżba i tak
                                                    dopełniła się zemsta pszczół za zabicie Miligedo - Syna Miodu.
                                                    Kamienny posąg bohatera, zgodnie z rozkazami utopionego Grausama, dojechał do
                                                    Bartoszyc i stanął przy jednej z ulic miasta. Od tego czasu lud pruski pokochał
                                                    znienawidzone dotąd Bartoszyce, bowiem było to teraz miasto Miligeda - ich
                                                    bohatera, który, jak wierzyli, będzie świadkiem upadku potęgi obcego, wrogiego
                                                    tym ziemiom krzyżackiego państwa.
                                                    I to już jest naprawdę KONIEC smile))
        • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:57
          Z Kroniki Ziemi Pruskiej spisanej przez Piotra z Dusburga wybrałam fragmenty, w
          których pojawia się bohater tego wątku, Herkus Monte. Piotr z Dusburga,
          zakonnik, przybył na Prusy prawdopodobnie pod koniec XIII wieku, a więc
          kilkadziesiąt lat po powstaniu pruskim dowodzonym między innymi przez Herkusa
          Monte. Swoją Kronikę kończył pisać około roku 1326, prawdopodobnie na kilka lat
          przed swoją śmiercią. A teraz czas na jego relację.
          • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:58
            O drugim odstępstwie Prusów od wiary, które trwało 15 lat
            W tym samym roku [1260] w przeddzień święta świętego Mateusza Apostoła i
            Ewangelisty [21 IX] Prusowie (...) ponownie odstąpili od wiary i wiernych i
            powrócili do dawnych błędów; na wodzów i dowódców swojego wojska wybrali:
            Sambowie pewnego męża zwanego Glande, Natangowie Henryka Monte, Warmowie
            Glappa, Pogezanie Auttuma, Bartowie Diwana.
            • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:58
              O wielkim rozlewie krwi chrześcijańskiej
              Ci wodzowie i dowódcy wojsk wyznaczyli określony dzień, w którym mieli się
              wszyscy stawić pod bronią i wybić wszystkich głosicieli wiary chrześcijańskiej
              i doprowadzić do ich zagłady. I tego dokonali, ponieważ wszystkich chrześcijan,
              na których natykali się w Prusach poza miejscami obwarowanymi w sposób
              pożałowania godny częściowo mordowali, a pozostałych chwytali i uprowadzali w
              długotrwałą niewolę. Kościoły, domy modlitwy i kaplice Pańskie palili, z
              sakramentami Kościoła obchodzili się bez należnego szacunku, wyciągali szaty
              liturgiczne i naczynia, by użyć ich w sposób nieprzystojny, a kapłanów i innych
              pomocników Kościoła nikczemnie zabijali.
              • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:58
                O bitwie w Pokarwis, w której zginęło wielu chrześcijan
                W roku Pańskim 1261, kiedy wieść o tym prześladowaniu przeszła przez Niemcy,
                poruszyła ona książąt i baronów. Dlatego na pomoc wspomnianej ziemi przybili
                pan z Reyder i wiele szlachty z innych części Niemiec. Razem z braćmi i ich
                uzbrojonymi ludźmi wtargnęli do ziemi Natangów, zniszczyli ją ogniem i
                grabieżą, pojmali i zabili wielu wrogów, a następnie cofnęli się do tego
                miejsca, gdzie obecnie położony jest Brandenburg i tam rozbili obóz. Z kolei
                bracia i krzyżowcy postanowili, że jedna część wojska ponownie wróci do
                Natangii, aby ponownie ją spustoszyć, a druga część pozostanie we wspomnianej
                okolicy.
                • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:59
                  Po tym wydarzeniu Natangowie uważali, że tak nieliczny oddział nie odważy się
                  plądrować ich ziemi, zatem gromadnie natarli na pozostające w Pokarwis wojsko.
                  Krzyżowcy i bracia stawiali zacięty opór, a zwłaszcza jeden rycerz z Westfalii
                  zwany Stenckelem z Bentheim, który, gdy w pewnym kazaniu biskupim usłyszał, że
                  dusze zabitych w Prusach chrześcijan ulecą do nieba z pominięciem czyśćca,
                  wówczas spiął swojego wierzchowca ostrogami, wysunął zwyczajem rycerskim
                  włócznię do przodu i począł zabijać niewiernych z prawa i lewa, wrogowie zaś
                  padali jak muchy. Lecz w czasie nawrotu, kiedy wdzierał się w sam środek
                  nieprzyjaciela, zabito go.
                  • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:59
                    Pomiędzy przeciwnikami wywiązała się zacięta walka, po obu stronach wielu
                    odniosło śmiertelne rany i wielu poległo. W końcu stało się tak, jak spodobało
                    się Bogu, a mianowicie, że poległ sam pan z Reyder z wielką częścią wojska i z
                    braćmi, a pozostali rzucili się do ucieczki. Kiedy to się działo, bracia z
                    drugą częścią wojska zbliżali się do miejsca bitwy. I gdy zobaczyli, że wojsko
                    chrześcijańskie zostało rozbite, nie mogli z powodu ogromnej liczby wrogów
                    wybawić z opresji, i inną drogą powrócili do swoich siedzib.
                    • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 20:59
                      Po tej rzezi Natangowie chcieli złożyć ofiarę bogom, rzucili zatem los pomiędzy
                      Niemców wziętych tam do niewoli, a los dwukrotnie wskazał pewnego szlachetnego
                      i bogatego mieszczanina z Magdeburga zwanego Hirtzhals, który znalazłszy się w
                      trudnym położeniu prosił Henryka Monte, aby sobie przypomniał dobrodziejstwa,
                      jakie często mu wyświadczał w mieście Magdeburgu, i aby go wybawił z tego
                      nieszczęścia. Henryk, kiedy to usłyszał, współczuł mu i dwukrotnie go zwolnił.
                      Ale kiedy rzucony los po raz trzeci wskazał na niego, nie chciał, by mu
                      darowano, lecz w prawdziwym wyznaniu wiary oddał się dobrowolnie na ofiarę
                      Bogu; został przywiązany do konia i spalony.
                      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 22:03
                        Ciekawe z tym losem, ale też Prusowie walczyli. Ciągle walczyli, biedne te
                        kobiety były. Ciekawe jak kobiety były traktowane w Prusach ?
                        Herkus Monte groźnym wojownikiem był.
                        • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 17.05.06, 22:10
                          Nie wiem, czy Piotr z Dusburga pisał coś o losie kobiet pruskich, poza
                          wzmiankami o uprowadzaniu do niewoli, ale znalazłam zabawną historię o dwoch
                          wdowach (bo wdów wtedy z pewnością nie brakowało), które pokłóciły się o
                          jednego męża. Obiecuję jutro smile
                          • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 18.05.06, 08:52
                            Piotr z Dusburga był zakonnikiem i mocno wierzył, że walka z pogańskimi Prusami
                            jest służbą Bogu, dlatego chętnie przytaczał relacje o cudach, jakie miały
                            miejce w trakcie tej europejskiej wyprawy krzyżowej. Tak kończy się histria
                            niemieckiego mieszczanina z Magdeburga złożonego w ofierze pruskim bogom.

                            "Zapamiętaj tutaj czytelniku, że tenże Henryk Monte i wieu innych zapewniali
                            później pod przysięgą, że kiedy ów mieszczanin na koniu paił się i ducha
                            wyzionął, widzieli, jak z jego ust uleciała śnieżnobiała gołębica."
          • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 18.05.06, 08:53
            A teraz coś lżejszego smile
            Piotr z Dusburga 'Kronika Ziemi Pruskiej'
            "Gdy Biskup chełmiński zobaczył, że miasto Chełmno zostało pozbawione mężczyzn,
            wszyscy bowiem zginęli we wspomianej bitwie (z Prusami – bitwa pod Reuseen
            między Chełmen a Grudziądzem), nakazał wdowom, aby za mężów pojęły swoich
            służących, by trud szerzenia wiary w tym miejscu nie poszedł całkiem na marne.
            Z tego powodu zdarzył się, iż dwie kobiety, gdy szły do kościoła, ujrzały wśród
            grający na rynku w kości pewnego sługę silnego i pięknego z wyglądu, chociaż
            źle ubranego. Pierwsza z nich potajemnie powiedziała swojej służącej, aby
            przyprowadziła go do jej domu. Druga natomiast zauważyła to i w tajemnicy
            nakazała swojej służącej, aby przyprowadziła go do należącej do niej gospody i
            nie wypuszczała go, dopóki nie wróci. Po tym, gdy tak się stało, sama ubrała go
            w piękne szaty i zawarła z nim związek małżeński w obliczu Kościoła.
            Kiedy zobaczyła to pierwsza kobieta, przez długi czas nie kryła swego oburzenia
            wobec drugiej kobiety. Ów służący urodził się w Halle i był tak bardzo
            szlachetny i mądry, że pod względem cnót nie miał sobie równego w Prusach."
            • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 18.05.06, 22:30
              No popatrz, jaką ciężka sytuację miały kobiety w zdobywaniu mężczyzn. Czyli od
              średniowiecza kobiety były biedne , a największa krzywdę robiły im ciągłe
              potyczki i wojny wink
              To czekam na to drugie opowiadanie.
              • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 21.05.06, 14:44
                Dzięki Fedarowi możemy zobaczyć jak wygląda dziś ziemia, o którą walczył Herku
                Monte. Dziankujem Woju ze szczernego serca i bandziewam czkać na ziency.
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=42176251
                • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 21.05.06, 21:34
                  To jest bardzo mniłe.
                  Ciekawi mnie czy znajdziemy tam ślad Herkusa Monte ?
                  Bande bardzo szczegółowo łoglóndac łobrazki.
                  • fedar Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 22.05.06, 11:33
                    Nie zdążyłem uprzedzić. Sokole oko Tralali z szybkością Chucka Norrisa wyśledziło obrazkowy wątek smile
                    Aha, bym zapomniał: podjechałem "Starem" z przyczepą, ziemia mi się przez burty przesypuje. Gdzie zrzucić? wink
                    • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 22.05.06, 20:58
                      Sztery łoczy ma to ziency zidzi 8-)
                      Kopiec rośnie na potęgę. A czy oprócz zdjęć możemy liczyć na kilka słów o tej
                      wyprawie? Może jest opisana na stronie Pruthenii?
                      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 22.05.06, 21:11
                        Witamy w watku nawet z ziemią w butach - tego jeszcze nie było smile
                        Zdjęcia są imponujące, już je widziałam - ta przyroda jest urzekająca.
                        Nie dziwię się , że Monte tak bardzo jej bronił.
                      • fedar Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 22.05.06, 23:56
                        Niestety na stronie Pruthenii nie ma nic o tej wyprawie. Sprawdzałem pod adresem
                        www.pruthenia.strefa.pl/b4.html
                        i ten dział serwisu wygląda na niedokończony i porzucony, szkoda.
                        Wyprawa, o której mowa (właściwie rajd rowerowy) odbyła się w dniach od 23 do 27 lipca 2004 r. Jego celem było odnalezienie i potwierdzenie istnienia wybranych grodzisk i kurhanów w okolicach Pieniężna, Górowa i Bartoszyc. Bazą wypadową była szkoła podstawowa w Toprzynach. Ja brałem udział tylko w części rajdu, gościnnie. Dokumentację (dziennik?) wyprawy prowadził jeden z członków Pruthenii i to on mógłby najwięcej powiedzieć. Od siebie dodam tylko, że cel wyprawy (rajdu) został zrealizowany - większość (a może wszystkie, nie pamiętam) obiektów została odnaleziona. Oprócz dokumentacji na papierze były też trofea w postaci np. skorup z kurhanów. Największe wrażenie zrobiły na mnie: potężne grodzisko Pelten, dolina Wałszy (co za klimat), przygraniczne pustkowia, jez. Martwe i droga przez poligon k. Sigajn. Jeśli byliby zainteresowani, to mogę gdzieś podpiąć oficjalny program rajdu. W trakcie były co prawda pewne zmiany planów, ale lista obiektów do znalezienia/odwiedzenia ogólnie zgadza się. Myślę, że tam jeszcze kiedyś wrócę, ale to już w celach głównie turystycznych.
                        Pozdrawiam
                        • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 23.05.06, 20:57
                          Faktycznie pierwsza wyprawa, z 1999 roku, została spisana niezwykle rzetelnie
                          www.pruthenia.strefa.pl/b41.html
                          Szkoda, że na następne zabrakło zapału. Ale strona jest odświeżana, więc może
                          jeszcze ktoś wróci pod te puste linki i je uzupełni. Przydałaby się taka lista,
                          bo okiem laika czasem trudno odróżnić wzgorze morenowe od śladów grodziska czy
                          kurhanu.
                          • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 23.05.06, 21:17
                            To już wprawdzie dla znawców archeologi. Ale wspaniale wiedzieć co się zwiedza
                            i ogląda. Powinny być przy nich tabliczki z opisem. To jest tożsamośc ziemi, a
                            chyba na Warmii i Mazurach najwięcej jest kurchanów. Jest co zwiedzać i oglądać
                            i podziwiać. Ale i zapaleńców odkrywania jest też dużo.

                            To uwaga jadą taczki i następna kopka ziemi ku chwale Herkusa Monte
                            • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 24.05.06, 21:01
                              Ktoś tu kiedyś coś wspominał o grafomaństwie? Dziś przedstawiam fragment do
                              oceny - jest li to grafomaństwo czy nie jest? Jednoaktówka autorstwa Lecha
                              Brywczyńskiego pod tytułem Zemsta Perkuna:

                              Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna
                              www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/83.html
                              Kriwe: - (uspokajającym tonem, zdejmując kaptur) Jestem bez broni. Przyszedłem
                              was prosić o to, żebyście opuścili naszą ziemię. Wracajcie do krain, w których
                              się urodziliście, nie zakładajcie tu swoich miast! Dlaczego wycięliście
                              tutejszy święty gaj, poświęcony naszym bogom? To zbrodnia, która nie może ujść
                              bez kary!

                              Von Balk i Brat Zygfryd spoglądają na siebie w osłupieniu. Przerywają posiłek,
                              wstają i wycierają dłonie o swoje szaty.
                              von Balk: - Z czegoś musimy przecież budować nowe gmachy, starcze. A z czego,
                              jeśli nie z drewna? Zresztą, nie muszę ci się wcale tłumaczyć. Czy wydaje ci
                              się, że zwykły Prus, taki jak ty, ma prawo rozkazywać zakonnym rycerzom? Skąd
                              znasz niemiecką mowę?

                              Kriwe: - Waszego języka nauczył mnie człowiek, którego wy nazywacie Henryk
                              Monte. To mój ukochany uczeń - ja wprowadzałem go w tajniki naszej religii, gdy
                              powrócił w ojczyste strony. Wódz armii musi przecież, wedle naszych zwyczajów,
                              składać ofiary bogom, prosząc o pomyślny wynik bitwy. On, z wdzięczności,
                              nauczył mnie niemieckiej mowy, nauczył mnie nawet czytać i pisać. Dla mnie,
                              starego człowieka, nie było to łatwe. Chciałem jednak poznać waszą wiarę,
                              przeczytać wasze pisma. Dowiedzieć się, skąd w was tyle nienawiści, tyle pychy
                              i zamiłowania do wojny. Na jakiej podstawie rościcie sobie prawo do odbierania
                              nam ziemi ojców?
                              • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 24.05.06, 21:02
                                I jeszcze żałosna pieśń Prusów:

                                www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/92.html
                                Chór Prusów
                                (śpiewają na smutną, nostalgiczną nutę serbskiej pieśni "Tamo, daleko...")

                                Jesteśmy sami
                                Tak sami, jak kamień na dnie
                                Po wojnie tej z Krzyżakami
                                Nikt z nas nie pozostanie
                                Po wojnie tej z Krzyżakami
                                Nikt z nas nie pozostanie...

                                Prus I
                                (na ludową nutę)
                                Ciężka dola Prusa
                                Pogańskiego syna
                                Wyrok już nań zapadł
                                Choć nieznana wina

                                Prus II
                                Ciężka dola Prusa
                                Każdy jest mu wrogiem
                                A teraz krzyżacka
                                Śmierć stoi za progiem!

                                Prus III
                                Stoi, głową trzęsie:
                                - Czas na was, wojowie!
                                Czas na wieczną drzemkę
                                W cienistej dąbrowie!

                                Prus IV
                                Nasze święte gaje
                                Na podpałkę pójdą
                                To, w cośmy wierzyli
                                Zwane będzie bujdą

                                Prus V
                                Nawet grobom naszym
                                Nikt się nie pokłoni
                                Wiatr tylko zawyje,
                                Łzę chmurka uroni

                                • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 24.05.06, 21:13
                                  Chór Prusów (na smutną, nostalgiczną nutę)
                                  Jesteśmy sami,
                                  Tak sami, jak kamień na dnie
                                  Po wojnie tej z Krzyżakami
                                  Nikt z nas nie pozostanie
                                  Po wojnie tej z Krzyżakami
                                  Będziecie wy! (milkną na moment, pokazując palcami w stronę widowni)
                                  Nas już nie...
                                  Chór Prusów rozbiega się, jęcząc przeraźliwie. Melodię "Tamo, daleko..."
                                  słychać jeszcze przez pewien czas.

                                  Tralala, bardzo, bardzo ciekawe to jest i piekne, dotykamy już emocji.
                                  Fantastyczna stronka.
                                  • rita100 Re: Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna 26.05.06, 22:47
                                    DRAMAT
                                    Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna

                                    von Balk: - (nieobecnym tonem) A jakże, słucham. (z przejęciem) Bracie, miałem
                                    sen. Muszę ci go opowiedzieć...


                                    Brat Zygfryd: - Co tam sen, czcigodny mistrzu. Wybacz , ale muszę ci najpierw
                                    przekazać trzecią, najsmutniejszą wiadomość. Brat Teobald okazał się nikczemnym
                                    zdrajcą: po spotkaniu z Henrykiem Monte stał się przyjacielem i wspólnikiem
                                    pruskiego herszta! Teobald przyjął nawet pruskie imię: Autumme! (wstaje, chodzi
                                    po izbie nerwowym krokiem) To niepojęte: nasz brat, rycerz Bożej sprawy splamił
                                    się apostazją! Przystał do Prusów i stał się poganinem. Te słowa ranią moje
                                    usta, przechodząc przez nie! Co na to powie Europa! Trzeba będzie przygotować
                                    oficjalne wyjaśnienie, napisać, że Teobalda omamiły pruskie demony, że stracił
                                    rozum...


                                    von Balk: - (wygląda, jakby się ocknął z głębokiego snu. wstaje) Co powiadasz?
                                    Brat Teobald został poganinem? Poszedł więc do Prusów, jak mu poleciłem, a owi
                                    poganie nic złego mu nie zrobili. Wiem, że oni są gościnni, zabijają tylko
                                    wrogów... (przechadza się po izbie, po czym staje naprzeciw Brata Zygfryda) To
                                    się wiąże z moim snem. Bo musisz wiedzieć, bracie, że tej nocy śnił mi się
                                    świat, który będzie istniał po roku dwutysięcznym. Słyszysz dobrze: minie rok
                                    2000 i koniec świata nie nastąpi! Świat przyszłości, który widziałem, był
                                    dziwny i niepojęty, ale piękny. Widziałem miasto Elbląg, w którym nie było ani
                                    nas, braci zakonnych, ani Prusów. Czy możesz to sobie wyobrazić?

                                    cdnj
                                    • rita100 Re: Zemsta Perkuna -1- 27.05.06, 21:48
                                      Zemsta Perkuna - Tragifarsa ahistoryczna

                                      motto:
                                      Była wśród tego zbłąkanego pogaństwa miejscowość wielkiego znaczenia. Miasto to
                                      zwało się Romowe i wzięło nazwę od Rzymu, ponieważ tam mieszkał najważniejszy
                                      kapłan pruski; nazywał się on Kriwe.
                                      Piotr Dusburg, kronikarz krzyżacki
                                      OSOBY:
                                      Hermann von Balk - mistrz krajowy Zakonu Krzyżackiego, Brat Zygfryd, Brat
                                      Godfryd, Brat Horst, Brat Teobald, Wartownik, Chór Knechtów: Knecht I, Knecht
                                      II, Knecht III, Knecht IV, Pozostali bracia i knechci, Kriwe - kapłan pogański,
                                      Chór Prusów: Prus I, Prus II, Prus III, Prus IV, Prus V.


                                      SCENA PIERWSZA
                                      Leśna polana. Pośrodku stoi von Balk, trzymając w wyciągniętej dłoni miecz.
                                      Wokół niego, po obu stronach, zgromadziło się liczne grono rycerzy zakonnych i
                                      knechtów, wszyscy w zakonnych białych płaszczach z czarnym krzyżem. Większość w
                                      zbrojach i z bronią. Tuż obok mistrza stoją: Brat Zygfryd, Brat Godfryd, Brat
                                      Horst i Brat Teobald.


                                      von Balk: - Et in Arcadia ego. Oto ja, Hermann von Balk, mistrz krajowy naszego
                                      zakonu, znalazłem się w krainie pogańskich Prusów, mlekiem i miodem płynącej.
                                      Naiwni Polacy zaprosili nas tutaj, bo sami nie byli w stanie pokonać pogan. My
                                      tego dokonamy i wytępimy Prusów do szczętu. Przy okazji zostaniemy tu na dłużej
                                      i założymy własne państwo.


                                      Chór Knechtów: - Hura! Hura! Hura!


                                      von Balk: - (uciszając obecnych ruchem dłoni) Co w trakcie ostatnich kilkunastu
                                      lat zdobyliśmy, już jest nasze, a co dopiero zdobędziemy, będzie nasze w
                                      przyszłości! Sam wielki mistrz naszego zakonu - baczność! (wszyscy stają na
                                      baczność) - von Salza! - spocznij! (wszyscy wykonują komendę "spocznij") -
                                      wtajemniczył mnie w wielkie plany polityczne, których jest autorem. Podbijemy
                                      ziemię Prusów, niosąc tu prawdziwą wiarę i tępiąc zabobony!


                                      Chór knechtów: - Zawsze z Balkiem! Zawsze z Balkiem! Zawsze z Balkiem!

                                      von Balk: - Oby miasto Elbląg, które tu dzisiaj zakładamy, stało się filarem
                                      naszego panowania na Warmii! Ten gród będzie niczym młyński kamień, rzucony na
                                      pierś ziemi pruskiej. Oby rok tysiąc dwieście trzydziesty siódmy był z tego
                                      powodu wspominany przez wieki! Niech krzyżackie panowanie tkwi w tej ziemi tak
                                      mocno, jak ten miecz! (bierze potężny zamach i oburącz ciska miecz przed sobą
                                      na ziemię, ostrzem ku dołowi. ostrze miecza trafia w ziemię, ale nie wbija się
                                      w podłoże, tylko odskakuje od niego. miecz upada z brzękiem na ziemię)
                                      • rita100 Re: Zemsta Perkuna -1- scena 27.05.06, 21:49
                                        Chór Knechtów: - Oooooooch! (wydają z siebie donośny jęk)

                                        von Balk: - (zbity z tropu. podnosi miecz, spogląda na miejsce, w którym upadł)
                                        To czysty przypadek, to nic nie znaczy. Po prostu ostrze trafiło na kamień,
                                        umieszczony tu przez pruskie demony. Jest oczywiste, że Bóg jest z nami, a nie
                                        z Prusami, którzy w Niego nie wierzą i ubliżają Mu! Precz z pogaństwem i
                                        bałwochwalstwem! Do gruntu zniszczymy bezbożne praktyki! Następne pokolenia
                                        zakonnych braci będą tu mogły stworzyć świat wiary i chrześcijańskiej
                                        pobożności.

                                        Brat Horst: - (półgłosem, nachylając się w stronę Brata Godfryda) Co mistrz
                                        powiedział? Następne pokolenia? Myślałem, że nam, zakonnikom, nie wolno, takich
                                        rzeczy, no wiesz... (mruga znacząco)


                                        von Balk: - (patrzy karcącym wzrokiem na Brata Horsta, po czym kontynuuje
                                        przemowę) Elbląg to nasza przyszłość! To miasto powstało tylko dzięki nam i
                                        przez nas dzisiaj zostało założone. Umocnimy je i przekształcimy w warowny
                                        gród. To początek naszego przyszłego zwycięstwa.

                                        Chór knechtów: - (skandują, rytmicznie uderzając mieczaami o tarcze) Zwy-cię-
                                        stwo! Zwy-cię-stwo! Zwy-cię-stwo!

                                        von Balk: - Zadania, związane z podbojem Prus są tak ogromne, że będę
                                        potrzebował zastępcy i pomocnika. Jego zadaniem będzie obrona miasta przed
                                        wrogiem, budowa fortyfikacji, ratusza i kościoła pod wezwaniem Świętego
                                        Mikołaja. Moim zastępcą zostanie... (zawiesza głos. wszyscy wsłuchują się w
                                        napięciu w jego słowa) ...zostanie nim mój umiłowany uczeń, Brat Zygfryd,
                                        którego niniejszym mianuję komturem elbląskim!


                                        Wszyscy obecni przepychają się do Brata Zygfryda, żeby złożyć mu gratulacje.
                                        Trwa to dłuższą chwilę.

                                        von Balk: - (chowa miecz do pochwy) A teraz - do pracy! Zajmijcie się pracami
                                        fortyfikacyjnymi i budowlanymi. Zacznijcie od wycięcia drzew z tego gaju
                                        (pokazuje ręką w prawą stronę) i postawienia szopy, w której mógłbym założyć
                                        swoją kwaterę!


                                        Wszyscy rozbiegają się, przystępując do pracy.

                                    • tralala33 Re: Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna 27.05.06, 22:44
                                      "Oby miasto Elbląg, które tu dzisiaj zakładamy, stało się filarem
                                      naszego panowania na Warmii!" - to teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości skąd
                                      pochodzi autor tej sztuki, Lech Brywczyński. A tu historia psikusa spłatała, bo
                                      stolica Warmii jest łu noju smile
                                      • rita100 Re: Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna 27.05.06, 22:59
                                        tralala33 napisała:

                                        > "Oby miasto Elbląg, które tu dzisiaj zakładamy, stało się filarem
                                        > naszego panowania na Warmii!" - to teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości
                                        skąd
                                        >
                                        > pochodzi autor tej sztuki, Lech Brywczyński. A tu historia psikusa spłatała,
                                        bo
                                        >
                                        > stolica Warmii jest łu noju smile

                                        A kiedy Lech Brywczyński napisał ten dramat, że nie wiedział gdzie jest stolica
                                        Warmii ?
                                        • tralala33 Re: Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna 27.05.06, 23:06
                                          Wiedział i to go bolało. Przeżywał wtedy okres buntu i naporu, gdy Elbląg
                                          tragicznym zrządzeniem losu znalazł się w tym województwie bagienno-szuwarkowym
                                          (sam tak napisał!),jak, nie przymierzając, Natangia w niewoli krzyżackiej wink
                                          • rita100 Re: Lech BRYWCZYŃSKI: Zemsta Perkuna 27.05.06, 23:09
                                            tralala33 napisała:

                                            > Wiedział i to go bolało. Przeżywał wtedy okres buntu i naporu, gdy Elbląg
                                            > tragicznym zrządzeniem losu znalazł się w tym województwie bagienno-
                                            szuwarkowym
                                            >
                                            > (sam tak napisał!),jak, nie przymierzając, Natangia w niewoli krzyżackiej wink

                                            Bo tak po prawdzie to Elbląg powinien do Gdańska należeć. Tak bylo od wieków
                                            chyba.
                                            To uciekam, pa
    • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 27.05.06, 22:54
      Ja już nazwałam swój malutki kopiec w ogrodzie Herkusa Monte smile
      Może by tak w ogródkach zrobić takie kopce ? hehe

      "Ziemi jest u nas pod dostatkiem
      ale i tą przyjmę na cześć wielkiego wodza Herkusa Monte" wink
      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 27.05.06, 22:57
        schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?pos=-1086
        Tak wygląda smile
        • rita100 Re: Zemsta Perkuna -2- scena 30.05.06, 21:48

          SCENA DRUGA

          Wnętrze drewnianej szopy, urządzone w prostym, spartańskim stylu: drewniane
          ławy i stoły, po lewej stronie łoże, przykryte niedźwiedzią skórą. Po prawej
          stronie znajdują się drzwi wejściowe. W widocznym miejscu, na ścianie,
          znajduje się herb Elbląga. W centralnej części izby, po przeciwnych stronach
          stołu siedzą na ławach: von Balk oraz Brat Zygfryd. Jedzą mięso, trzymając je
          w palcach i co jakiś czas popijając wino z metalowych pucharów. Jedzą z
          apetytem, nie bacząc na to, że tłuszcz ubrudził im całe
          dłonie.

          von Balk: - Jak ci się podoba herb naszego miasta, komturze? (spogląda na herb)

          Brat Zygfryd: - (krojąc mięso wielkim nożem) Jest piękny. Krzyże, które są na
          nim umieszczone, przez wieki całe stanowić będą znamię potęgi naszego zakonu.

          von Balk: - Oby tak właśnie się stało. (podnosi do ust połeć mięsa i odgryza
          spory kęs) Jak przebiegają prace budowlane?

          Brat Zygfryd: - Widać już fundamenty ratusza, gotowe są też plany kościoła.
          Zbudowaliśmy bramy wjazdowe do miasta i postawiliśmy przy nich straże.
          Przydzieliliśmy parcele mieszczanom z Lubeki, którzy chcą zamieszkać w Elblągu.
          Niepokoi mnie za to stan fortyfikacji: niewiele zdołaliśmy dotąd zrobić, nasze
          wały są zbyt niskie i słabo umocnione. W razi e niespodziewanego ataku Prusów
          nie będę mógł zagwarantować miastu bezpieczeństwa.

          von Balk: - Ejże! Jest aż tak źle? Przecież Prusowie są słabo zorganizowani i
          nie będą w stanie wystawić licznej armii...

          Brat Zygfryd: - Wiem, u nich o wszystkim decyduje wiec pospólstwa, więc zawsze
          jedni są za, a drudzy przeciw. Stąd to bezgłowie. Ale ostatnio wiele się
          zmieniło. Wszystko za sprawą Henryka Monte.

          von Balk: - Któż to taki? To przecież nie jest pruskie nazwisko...

          Brat Zygfryd: - To Prus z Natangii, syn miejscowego szlachcica, kilkanaście lat
          temu wywieziony jako dziecko do Niemiec. Tam poznał nasz język i przyjął
          chrzest. Ale teraz wrócił tutaj i znów stał się poganinem. Przyjął nawet
          pruskie imię, ale nie wiem jak ono brzmi. Mam dowody na to, że przygo towuje
          wielkie powstanie. Chce zjednoczyć Prusów i ogłosić się ich księciem. Jest
          bardzo niebezpieczny, bo zna nasze obyczaje i sposoby walki.

          von Balk: - To rzeczywiście niepokojące. Czy w jego planach jest zdobycie
          Elbląga?

          Brat Zygfryd: - W to nie wątpię, on chce przejąć po kolei wszystkie nasze
          twierdze. Prusowie gromadzą się w lasach Lanzanii, szykując armię do ataku na
          Elbląg. Wczoraj udało nam się złapać trzech szpiegów, których Monte przysłał
          do miasta. Udawali wędrownych handlarzy. Zdradziła ich nieznajomość
          niemieckiego. Kazałem powiesić całą trójkę przy Bramie Targowej, ale nie
          ręczę, że Monte nie przysłał tu więcej szpiegów albo skrytobójców... (urywa,
          wskazując ręką na zakapturzoną postać, która niespodziewanie pojawiła się za
          jego plecami, w drzwiach. przybysz ma na sobie wąskie, długie spodnie, o
          nogawkach wpuszczonych w buty oraz wełnianą koszulę, długą aż do kolan) Kim
          jesteś? Kto cię tu wpuścił?
          cdn
          www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/82.html
          • rita100 Re: Zemsta Perkuna -2- scena 03.06.06, 22:23
            Kriwe: - (uspokajającym tonem, zdejmując kaptur) Jestem bez broni. Przyszedłem
            was prosić o to, żebyście opuścili naszą ziemię. Wracajcie do krain, w których
            się urodziliście, nie zakładajcie tu swoich miast! Dlaczego wycięliście
            tutejszy święty gaj, poświęcony naszym bogom? To zbrodnia, która nie może ujść
            bez kary!


            Von Balk i Brat Zygfryd spoglądają na siebie w osłupieniu. Przerywają posiłek,
            wstają i wycierają dłonie o swoje szaty.


            von Balk: - Z czegoś musimy przecież budować nowe gmachy, starcze. A z czego,
            jeśli nie z drewna? Zresztą, nie muszę ci się wcale tłumaczyć. Czy wydaje ci
            się, że zwykły Prus, taki jak ty, ma prawo rozkazywać zakonnym rycerzom? Skąd
            znasz niemiecką mowę?


            Kriwe: - Waszego języka nauczył mnie człowiek, którego wy nazywacie Henryk
            Monte. To mój ukochany uczeń - ja wprowadzałem go w tajniki naszej religii, gdy
            powrócił w ojczyste strony. Wódz armii musi przecież, wedle naszych zwyczajów,
            składać ofiary bogom, prosząc o pomyślny wynik bitwy. On, z wdzięczności,
            nauczył mnie niemieckiej mowy, nauczył mnie nawet czytać i pisać. Dla mnie,
            starego człowieka, nie było to łatwe. Chciałem jednak poznać waszą wiarę,
            przeczytać wasze pisma. Dowiedzieć się, skąd w was tyle nienawiści, tyle pychy
            i zamiłowania do wojny. Na jakiej podstawie rościcie sobie prawo do odbierania
            nam ziemi ojców?


            Obaj zakonni rycerze zbliżają się nieufnie do starca.


            von Balk: - Do rzeczy, starcze, do rzeczy! Kim właściwie jesteś? Jakie nosisz
            imię?


            Kriwe: - Nazywam się Kriwe, jestem głównym kapłanem Perkuna i innych pruskich
            bogów na całej Warmii i Pogezanii. Jestem najsłynniejszym wróżbitą, jakiego
            wydała ziemia Prusów. Mam siedzibę w osadzie Romowe. Musiałeś o mnie słyszeć.


            von Balk: - Nieszczęsny człowieku, jesteś więc pogańskim kapłanem! To dla
            takich jak ty przybyliśmy tutaj!


            Kriwe: - Jeśli przybyliście tu dla mnie, to niepotrzebnie. Ja was nie
            potrzebuję, wystarczy mi się wiara moich ojców.


            von Balk: - Porzuć swoje zbrodnicze wierzenia, przyjmij naszą wiarę, bo inaczej
            twoja dusza zostanie po śmierci potępiona! Zgorzeje w ogniu piekielnym!


            Kriwe: - Nie wiem, o czym mówisz. Jeśli moi bogowie istnieją, to na pewno
            zatroszczyli się o to, co stanie się po śmierci z duszami ludzi szlachetnych. A
            takim, mniej lub bardziej udolnie, staram się być.


            Brat Zygfryd: - A jeśli owe demony nie istnieją?
            www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/83.html
            • rita100 Re: Zemsta Perkuna -2- scena 04.06.06, 22:11
              Kriwe: - W takim przypadku życie jest niewiele warte, a po śmierci nic mnie nie
              czeka. Czego się mam zatem bać, jeśli po śmierci albo będę szczęśliwy, albo nie
              będę mógł być nieszczęśliwy?


              von Balk: - Co ty tu opowiadasz, nieszczęsny człowieku? Przecież istnieje tylko
              jeden Bóg, właśnie ten, którego wam przynosimy!


              Kriwe: - Tylko jeden? Skąd wiesz? Kiedy miałeś okazję policzyć bogów?


              von Balk: - (jest zakłopotany. przez chwilę milczy, spoglądając na Brata
              Zygfryda. odchrząkuje) A co powiesz nam na temat swoich wróżb? Przecież
              powinieneś wiedzieć, że wróżby to fikcja, że nie da się odczytać przyszłości z
              lotu ptaków czy z wnętrzności zwierząt ofiarnych...


              Kriwe: - Dziwne rzeczy gadacie, panie. Wierzycie w istnienie waszego jedynego
              Boga?


              von Balk: - Oczywiście!


              Kwire: - Wierzycie, że wasz wszechmocny Bóg jest w stanie wpływać na wasze losy
              i - jeśli tylko zechce - dawać wam znaki, dotyczące przyszłości?


              von Balk: - Tak! To oczywiste.


              Kriwe: - W takim razie zupełnie nie rozumiem, na jakiej zasadzie odrzucacie
              sztukę wróżbiarską. (rozkłada szeroko ręce) Zreszt ą, skoro wasz Bóg jest, jak
              powiadacie, wszechmocny, a ja istnieję, to znaczy, że On akceptuje moje
              istnienie. Inaczej by mnie nie było.


              Brat Zygfryd i von Balk spoglądają na siebie, skonsternowani. Zapada
              długotrwała cisza.


              Brat Zygfryd: - Co my tu będziemy tracić czas na jałowe dyskusje. Fakty są
              takie: nie macie żadnych szans na wygranie wojny z zakonem, bo za nami stoi
              cała, chrześcijańska Europa. Chyba temu nie będziesz miał odwagi zaprzeczyć?


              Kriwe: - (z rezygnacją w głosie) Temu jednemu zaprzeczyć nie mogę. Jestem już
              stary, a roztropność to roślina, późno wydająca owoce. Choć jest wśród nas
              wielu młodych ludzi, mających nadzieję na zwycięstwo. Zalicza się do nich
              Henryk Monte. Ja złudzeń nie mam. Człowiek mądry powinien się godzić z
              koniecznością. Ale czy to, że wygracie, odbiera słuszność naszej walce? Czy
              dzięki temu przybywa wam praw do palenia naszych osad, mordowania kobiet i
              dzieci?


              von Balk: - Starcze, oszczędź swoim ludziom dalszych cierpień! Niech się
              zdadzą na naszą łaskę i przyjmą chrzest. Przekonaj ich, by stali się
              poddanymi zakonu!
              www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/84.html
              • rita100 Re: Ciekawostka 27.06.06, 20:42
                28 lutego 1917 roku odbyła sie w Olsztynie premiera widowiska Maxa
                Worgitzkiego "Herkus Monte" osnuta na tle powstań Prusów przeciwko Krzyżakom.
                Przedstawienie nie spotkalo się z większym zainteresowaniem publicznosci.
                ---
                a Max Worgitzki - osiadł w Olsztynie ok.1893, kiedy jego ojciec objął
                kierownictwo miejscowej mleczarni, a w 1914 Max przejął ją po ojcu.
                • rita100 Re: Ciekawostka - Jerzy Niecio - ksiązka 29.06.06, 21:43
                  www.pruthenia.strefa.pl/e22.html

                  www.pruthenia.strefa.pl/e221.html
                  • rita100 Re: Ciekawostka - Jerzy Niecio - ksiązka 29.06.06, 21:43
                    www.pruthenia.strefa.pl/e222.html
                    • rita100 Re: Ciekawostka - Jerzy Niecio - ksiązka 29.06.06, 21:44
                      www.pruthenia.strefa.pl/e223.html
              • rita100 Re: Zemsta Perkuna -2- scena 28.06.06, 22:06
                Kriwe: - Nie potrafię przekonywać do tego, za czym nie stoi słuszność. I tak
                bym nie odmienił ich przekonań, oni wolą zginąć, niż pod przymusem przyjmować
                obce obyczaje. Przyszłości nie da się odwrócić: moje wróżby mówią jasno, że
                bogowie przeznaczyli naszemu ludowi zagładę. Ale i wy strzeżcie się zemsty
                pruskich bogów, zwłaszcza Perkuna, który jest patronem naszej walki.


                von Balk: - A czegóż my mielibyśmy się bać? Przecież wasi rzekomi bogowie są
                słabi, skoro nie są w stanie pomóc nawet wam, ich wyznawcom!


                Kriwe: - Za każde zwycięstwo trzeba prędzej czy później zapłacić. Dziś lub w
                przyszłości. Skąd wiesz, jak długo potrwają na tych ziemiach wasze rządy? Skąd
                wiesz, czy w przyszłości nie jest wam pisana straszliwa klęska w walce z innym
                przeciwnikiem? Pomyśl też, rycerzu, o grodzie, który tu założyłeś.


                von Balk: - O moim Elblągu?


                Kriwe: - Właśnie. Przy miejskiej bramie widziałem ciała powieszonych Prusów.
                Może karą za krew tych ludzi będzie dotknięte właśnie to miasto? Może przez
                długie wieki będą je prześladować siejące spustoszenia wojny i pożary, może
                stanie się ono zdobyczą licznych najeźdźców? Może za wasze (wyciąga rękę w
                kierunku obu Krzyżaków) zbrodnie płacić będą przez stulecia przyszli mieszkańcy
                tego miasta, żyjąc w biedzie i zapomnieniu? Może się nawet zdarzyć, że...


                von Balk: - (z niecierpliwością przerywa starcowi, odwracając się do niego
                tyłem. w tejże chwili Kriwe wychodzi z szopy, nie zauważony przez obu rycerzy)
                Co za wymysły! Pomyśl tylko (zwraca się do Brata Zygfryda) - zakonni rycerze,
                cieszący się łaską jedynego, wszechmocnego Boga, mieliby się lękać demonów! Czy
                naprawdę wierzysz w to, starcze? (odwraca się do pruskiego kapłana. ze
                zdumieniem stwierdza, że nigdzie go nie ma. rozgląda się po izbie) Co to ma
                znaczyć? Gdzie on się podział?


                Brat Zygfryd: - Nie mógł daleko uciec. Poszukam go. (wybiega z szopy)


                Von Balk raz jeszcze rozgląda się po izbie, po czym siada na ławie. Po chwili
                do szopy powraca Brat Zygfryd.


                Brat Zygfryd: - Dziwna historia - obaj wiemy, że stary tu był, a tymczasem
                wartownik, stojący za drzwiami, nikogo nie widział i nic nie słyszał.


                von Balk: - Może to i lepiej? Ta sprawa robi się bardzo podejrzana. Na Boga,
                przecież złożył nam wizytę pogański kapłan, przywódca ciemnych, piekielnych
                sił, a my pozwoliliśmy mu uciec. Cóż za kompromitacja! Gdyby ta wieść
                rozniosła się po europejskich dworach, moglibyśmy za to słono
                zapłacić...
                www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/85.html
                • rita100 Re: Zemsta Perkuna -2- scena 13.07.06, 20:29
                  Brat Zygfryd: - (wzdryga się) Lepiej nawet nie myśleć, co by się stało.
                  Podejrzewano by nas o konszachty z poganami. Poczekajmy kilka dni. Dam swoim
                  knechtom rozkaz, żeby pilnie nadstawiali ucha. Może któryś z naszych rycerzy
                  widział jednak tego starego, a wówczas trzeba będzie coś z tym zrobić.


                  von Balk: - Niech tak się stanie. (składa dłonie do modlitwy) Boże, bądź
                  miłościw mnie grzesznemu!
                  www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/86.html
                  • rita100 Re: Najwiekszy wojownik 15.07.06, 20:27
                    Bądźmy strażnikiem też legendy o Herkusie Monte - największym pogańskim
                    wojowniku, który wychował się u Krzyżaków, nauczył się walki i wrócił do swoich
                    by walczyć przeciw Krzyżakom. To był pierwszy największy wojownik z Zakonem
                    Krzyżackim. Nie doczekał się biedak ani swojego pomnika, ani chwały, żyje tylko
                    w legendzie. Był poganinem , może z tego powodu - ale czy nie zasługuje na
                    pamięć o doli i niedoli tej jego ziemi ?

                    "Płomień rozgrzeje malowane dzieje
                    Skarby mieczem spustoszą złodzieje
                    Pieśń ujdzie cało"

                    Adam Mickiewicz 'Konrad Wallenrod'

                    A dziś 15 lipiec 2006rok
                  • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 16.07.06, 19:38
                    SCENA TRZECIA

                    Von Balk siedzi na ławie, badawczo wpatrując się w leżące przed nim na stole
                    mapy i zwoje. Co jakiś czas rozwija któryś ze zwojów i czyta. Lekturę przerywa
                    mu pojawienie się w izbie Brata Zygfryda.


                    Brat Zygfryd: - Mistrzu, przynoszę bardzo niepokojące wieści!


                    von Balk: - Siadaj i opowiadaj. (przyjaznym gestem zaprasza go do wspólnego
                    oglądania map) Nasza sytuacja jest trudna, nie damy sobie rady bez wsparcia.
                    Papież powinien ogłosić krucjatę przeciwko Prusom i wezwać nam na pomoc rycerzy
                    z cesarstwa, Francji, Italii i Anglii.


                    Brat Zygfryd: - Może się zdarzyć, że zginiemy, zanim pomoc tu przybędzie.
                    Henryk Monte wygrywa jedną bitwę, po drugiej. Ostatnio wyciął w pień cały nasz
                    oddział opodal osady o nazwie Witke. Mówiąc o niepokojących wieściach, miałem
                    jednak na myśli co innego. Doniesiono mi, że trzej bracia zakonni widzieli
                    owego pruskiego kapłana, jak wychodził z tego budynku. (pokazuje na podłogę)


                    von Balk: - Którzy to bracia?


                    Brat Zygfryd: - Godfryd, Horst i Teobald. Rozmawiali o tym między sobą,
                    oskarżając nas obu o knowania z wrogiem i zdradę religii chrześcijańskiej.
                    Zamierzają wysłać do Rzymu list, opisujący to wydarzenie. (z przejęciem) Chcą o
                    tym pisać do samego papieża!


                    von Balk: - Absurd! Przecież Ojciec Święty w to nie uwierzy!


                    Brat Zygfryd: - Takie plotki rozchodzą się szybciej, niż morskie fale. Zapewne
                    nie uwierzy w to papież, nie uwierzą ci, którzy nas obu dobrze znają, ale
                    inni? Kardynałowie, królowie, książęta... Oni mogliby nam bardzo zaszkodzić.
                    Znalazłem jednak wyjście z tej sytuacji. (nachyla się do ucha von Balka i
                    przez dłuższą chwilę coś mu szeptem
                    wyjaśnia)
                    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/86.html
                    • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 21.07.06, 22:41
                      von Balk: - (zastanawia się) Sądzisz, że to jest dobre rozwiązanie? Może i masz
                      rację: my będziemy bezpieczni, bo się ich pozbędziemy, a i sam zakon też
                      skorzysta. Niech tak się stanie. Siądźmy. (siadają obok siebie na ławie, twarzą
                      do wejścia) Wartownik, do mnie!


                      Do izby wpada wartownik w zbroi, z halabardą w dłoniach.


                      Wartownik: - Czekam na twe rozkazy, mistrzu!


                      von Balk: - Wezwij tu Brata Horsta, Brata Godfryda i Brata Teobalda. Niech
                      wchodzą do mnie kolejno.


                      Wartownik: - Wedle rozkazu! (wybiega z izby)


                      Brat Zygfryd mówi coś szeptem na ucho von Balkowi, który co jakiś czas
                      potakuje. Po chwili w drzwiach pojawia się Brat Horst.


                      Brat Horst: - (uśmiechając się głupkowato) Czekam na twoje rozkazy, czcigodny
                      mistrzu.


                      von Balk: - Mam dla ciebie, bracie, odpowiedzialne zadanie. Odpowiedzialne i
                      zaszczytne.


                      Brat Horst: - Zawsze jestem gotów do walki o prawdziwą wiarę, gotów też do
                      śmierci, jeśli dobro zakonu będzie tego wymagało. Co mam uczynić?


                      von Balk: - Weź tylu ludzi, ilu ci trzeba i ruszaj na północ, żeby zdobyć
                      Bałgę. To potężny gród, który Prusowie zbudowali nad Bałtykiem. Blokuje on
                      dostęp do Warmii od strony morza.


                      Brat Horst: - Jestem zaszczycony tym, że powierzasz mi dowództwo w tak ważnej
                      wyprawie. Nigdy dotąd nie miałem okazji, żeby samodzielnie dowodzić. Kiedy mam
                      wyruszyć?


                      von Balk: - Jak najszybciej. Komtur da ci mapę tych terenów.


                      Brat Zygfryd wstaje, podchodzi do ławy i przegląda mapy. Wybiera jedną z nich i
                      podaje ją Bratu Horstowi.


                      von Balk: - Chciałbym ci jeszcze powiedzieć, Bracie Horście, że po zdobyciu
                      Bałgi zostaniesz mianowany komturem tego grodu.


                      Brat Horst: - (uradowany) Dzięki ci, mistrzu! Nie zawiodę twego zaufania!
                      (wybiega z
                      izby)
                      www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/87.html
                      • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 25.07.06, 21:41
                        von Balk: - (sam do siebie) Nieszczęsny Brat Horst! Przecież nie ma żadnych
                        szans na zdobycie Bałgi. Celem jego wyprawy jest tylko odciągnięcie części
                        wojsk pruskich spod Elbląga.


                        Brat Zygfryd: - (macha lekceważąco ręką) Brat Horst zawsze był półgłówkiem i
                        niewielki był z niego pożytek. Atakując Bałgę, po raz pierwszy i ostatni w
                        życiu przyda się Zakonowi.


                        von Balk: - (wzdycha ciężko) Rozumiem, że takie są prawa wojny, ale jakoś mi
                        ciężko.


                        Do izby wchodzi Brat Godfryd.


                        Brat Godfryd: - Mistrzu, stawiam się na wezwanie. Zanim wysłucham twego
                        rozkazu, chciałbym jednak wyrazić moje zdumienie faktem, iż powierzyłeś Bratu
                        Horstowi dowództwo wyprawy na Bałgę. To szaleństwo! On nie ma żadnych szans,
                        musi zginąć! Jeśli trzeba, ja pójdę tam za niego...


                        Brat Zygfryd: - (wciąż stoi obok stołu. bierze do ręki jedną z map) Bracie
                        Godfrydzie, jak śmiesz zwracać się tak gwałtownymi słowy do mistrza! To nie
                        jest godne zakonnego rycerza!


                        Brat Godfryd: - Błagam o wybaczenie. Ale żal mi Brata Horsta, który cieszy się,
                        jak dziecko, bo nie wie, że idzie na pewną śmierć.


                        von Balk: - Nie obawiaj się, Bracie Godfrydzie, tobie powierzam nie mniej
                        odpowiedzialne zadanie. (z naciskiem) Znacznie bardziej odpowiedz ialne. Musisz
                        jak najszybciej odnaleźć pruską osadę Romowe, zniszczyć miejsce pogańskiego
                        kultu i zabić najwyższego kapłana Prusów, Kriwego. Powinieneś wiedzieć, że
                        Romowe to parodia nazwy Rzym, ów kapłan jest więc antypapieżem i antychrystem.
                        Pomyśl tylko, jaką sławę pozyskasz, jeśli twoja wyprawa się powiedzie!


                        Brat Godfryd: - (przejęty i zachwycony) Mistrzu, to najpiękniejszy rozkaz, jaki
                        kiedykolwiek dostałem! Nie okryję hańbą mego rycerskiego imienia. Sprawię, że
                        będzie ono głośne w całej Europie i sławione w pieśniach! (patrzy z
                        wdzięcznością na von Balka) Mistrzu, przyznam, że niedawno zwątpiłem w twoją
                        prawość, miałem nawet czelność podejrzewać cię o zmowę z wrogiem. To wszystko
                        właśnie przez tego pruskiego kapłana, Kriwego. Podobno z nim rozmawiałeś i
                        puściłeś go wolno. Ale ten twój rozkaz wyjaśnia wszystko i przekreśla moje
                        podejrzenia. Czy wybaczysz mi, mistrzu i nauczycielu?


                        von Balk: - Jesteś dzielnym rycerzem i wiernym sługą Zakonu. Nie mam powodu
                        chować do ciebie urazy. Powiedz mi tylko, kto rozsiewał pogłoski o mojej
                        zmowie z
                        Prusami?

                        www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/88.html
                        • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 30.07.06, 21:42
                          to z ziemią przyjechałam , bo jest awaria stron linku
                          • rita100 Re: Zierszyk 02.08.06, 20:31
                            (...)
                            i ty, ostatnie książe żywe,
                            Herkasie Monte, zapalczywy,
                            wysoko prestoł twój, bo w łunach -
                            tyś, wierę, luby syn Peruna,
                            bo odkąd Perun skąpił gromu,
                            tobą, Herkasem kniaziem, ciskał
                            błyskawicami po szełomach,
                            wiatrołomami po zamczyskach
                            tych, co przybyli tu mordować...

                            Tadeusz Chrościelewski
                            Łódź
                          • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 20.08.06, 21:58
                            Brat Godfryd: - (z wahaniem) Brat Teobald widział na własne oczy tego pruskiego
                            kapłana, potajemnie wychodzącego z szopy...

                            Brat Zygfryd: - I ty dałeś mu wiarę? Zwątpiłeś w prawość swego mistrza? Jak
                            mogłeś!

                            von Balk: - (pojednawczo) Dość tych napomnień, Bracie Zygfrydzie. (do Brata
                            Godfryda) Weźmiesz z sobą tylko pięciu knechtów. To jest zadanie dla małej
                            grupy ludzi, zdecydowanych na wszystko. Musicie potajemnie, może nawet w
                            przebraniu przeniknąć na terytorium wroga i co jakiś czas brać jeńców, żeby od
                            nich dowiedzieć się, jak dojechać do Romowe. O ile wiem, ta osada jest położona
                            wśród bagien. Nie ma jej na żadnej mapie, (wskazuje na zwoje, leżące na stole)
                            dlatego musisz sobie radzić sam.

                            Brat Godfryd: - (rozpromieniony) Wyruszam nie zwlekając. Podczas wyprawy będę
                            sobie powtarzał słowa "Pieśni o Rolandzie". (recytuje z pamięci) "Wielkie są
                            wojska, hufce śmiałe, wszystkie chorągwie wdały się w bitwę. A poganie walą
                            krzepko, nad podziw..." (wychodzi z izby)

                            Brat Zygfryd: - (do von Balka) Teraz czeka nas najtrudniejsze zadanie. Brat
                            Teobald jest przebiegły i trudno go będzie omamić.

                            von Balk: - I on będzie jednak musiał wykonać moje rozkazy.

                            Do izby wchodzi Brat Teobald.

                            Brat Teobald: - Wiem, jakie rozkazy dostali bracia, którzy byli tu przede mną.
                            Nie podejrzewam cię już o zdradę, mistrzu, skoro wydałeś wyrok śmierci na
                            Kriwego, ale dziwię się, że tak szafujesz krwią zakonnych braci. Przecież obaj
                            nie powrócą żywi do Elbląga.

                            von Balk: - (wyniośle) Dałem im zadania, które są zgodne z interesami zakonu.
                            Jak możemy myśleć o całkowitym podboju Prus, jeśli nie zdobędziemy głównej
                            twierdzy tego kraju i nie zlikwidujemy najważniejszego ośrodka pogańskiego
                            kultu. Jeśli im obu się nie powiedzie, to wyślemy ich śladem następne oddziały.
                            Wkrótce mają tu przybyć świeże hufce rycerstwa z Saksonii, Flandrii i Burgundii.

                            Brat Teobald: - (zgryźliwie) Zapewne ja stanę na ich czele?

                            von Balk: - Masz bystry umysł, bracie, ale tym razem zawiódł cię on. Powierzam
                            ci bowiem zadanie zupełnie innego rodzaju.

                            Brat Teobald: - (zaskoczony) Innego rodzaju?

                            von Balk: - Tak. Ludzie nieprzychylni zakonowi, w tej liczbie polscy książęta,
                            a nawet niektórzy biskupi, rozsiewają plotki, jakoby nie zależało nam wcale
                            na nawracaniu pogan. Ich zdaniem, chodzi nam wyłącznie o zdobycie terytorium,
                            dlatego nie
                            www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/89.html
                            • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 31.08.06, 22:44
                              dosypię ziemi na kopiec, bo znów się stronka nie obraca.
                              • rita100 Re: Zemsta Perkuna -3- scena 03.10.06, 20:44
                                www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/89.html
                                W dalszym ciagu nie łobraca sia link na stronke 90.
                                • rita100 Re: Zemsta Perkuna -4- scena str 91 05.10.06, 20:47
                                  otworzyła sie:

                                  Knecht I (śpiewa na marszową nutę)
                                  Byliśmy, jesteśmy, będziemy!
                                  Gród każdy - zdobędziemy
                                  Weźmiemy Prusów pod nasz but...

                                  Knecht II
                                  I bardzo topsze. Jawol, ser gut!

                                  Knecht III
                                  Lud pruski nie da nam rady
                                  Kto wróg nasz - ten zejdzie na dziady
                                  Będzie tu (pokazują w stronę widowni) ordnung, że aż miło...

                                  Knecht II
                                  O jakim sze Prusom ne sznilo!

                                  Knecht IV
                                  Wiece wybijemy im z głowy
                                  Model rządów mamy gotowy
                                  Tu mistrz, tam komtur, dalej brat

                                  Knecht II
                                  To pikny i prosty szwiat!

                                  Chór Knechtów (maszerują, śpiewając na melodię "John Brown's body lies...")
                                  Oręż germański zawsze radość ludom niósł,
                                  Oręż germański zawsze radość ludom niósł,
                                  Oręż germański zawsze radość ludom niósł,
                                  A nasz zakon w siłę rósł!

                                  Glory, glory, alleluja,
                                  Glory, glory, alleluja,
                                  Glory, glory, alleluja,
                                  By nasz zakon w siłę rósł!

                                  Chór Knechtów odchodzi krokiem marszowym. Muzykę słychać jeszcze przez jakiś
                                  czas. Von Balk przewraca się na łożu, majaczy. Mówi przez sen, wsparty na
                                  łokciach.


                                  von Balk: - Boże, dokąd mnie zabierasz, gdzie mnie prowadzisz... Co za widoki
                                  stawiasz mi przed oczy? Jakie to dziwne miasto, dziwne stroje, ulice, domy ze
                                  szkła i kamienia... To wszystko piękne, ale i niepojęte... Te pojazdy
                                  przerażają... Czy tu nikt nie jeździ konno? Jakiż gwar tu panuje, jaki hałas,
                                  nawet nie słychać śpiewu ptaków... Jak nazywa się ten bajeczny gród? Co to za
                                  miasto... Zaraz, tam wisi jakiś herb... Ten herb! To przecież Elbląg! Nasze
                                  miasto, zakonne miasto! Ale gdzie podziali się bracia, rycerze, knechci? To
                                  jakiś inny świat, inne czasy... Boże mój, który tutaj jest rok,
                                  www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/91.html
                                  • rita100 Re: Zemsta Perkuna -4- scena str 92 05.10.06, 20:49
                                    który rok? Co??? Więc tak będzie w przyszłości? (krzyczy przez sen) Bracia-
                                    rycerze, minął rok dwutysięczny, a koniec świata nie nastąpił!!! (milknie,
                                    opadając bezwładnie na łoże. zapada w głęboki, spokojny sen)


                                    Do izby wbiega zaniepokojony Wartownik.


                                    Wartownik: - (półgłosem) Mistrzu, czy mnie wzywałeś? Co tu się działo?
                                    (rozgląda się z niepokojem po izbie, podchodzi do łoża, przygląda się von
                                    Balkowi) Wszystko dobrze, śpi. Pewnie mówił przez sen. Ostatnio dręczą go
                                    jakieś koszmary. Tfu! Na psa urok! To pewnie przez te pruskie demony. (wychodzi)


                                    Chór Prusów
                                    (śpiewają na smutną, nostalgiczną nutę serbskiej pieśni "Tamo, daleko...")

                                    Jesteśmy sami
                                    Tak sami, jak kamień na dnie
                                    Po wojnie tej z Krzyżakami
                                    Nikt z nas nie pozostanie
                                    Po wojnie tej z Krzyżakami
                                    Nikt z nas nie pozostanie...

                                    Prus I
                                    (na ludową nutę)
                                    Ciężka dola Prusa
                                    Pogańskiego syna
                                    Wyrok już nań zapadł
                                    Choć nieznana wina

                                    Prus II
                                    Ciężka dola Prusa
                                    Każdy jest mu wrogiem
                                    A teraz krzyżacka
                                    Śmierć stoi za progiem!

                                    Prus III
                                    Stoi, głową trzęsie:
                                    - Czas na was, wojowie!
                                    Czas na wieczną drzemkę
                                    W cienistej dąbrowie!

                                    Prus IV
                                    Nasze święte gaje
                                    Na podpałkę pójdą
                                    To, w cośmy wierzyli
                                    Zwane będzie bujdą
                                    www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/92.html
                                    • rita100 Re: Zemsta Perkuna -4- scena str 93 05.10.06, 20:50
                                      Prus V
                                      Nawet grobom naszym
                                      Nikt się nie pokłoni
                                      Wiatr tylko zawyje,
                                      Łzę chmurka uroni

                                      Chór Prusów (na smutną, nostalgiczną nutę)
                                      Jesteśmy sami,
                                      Tak sami, jak kamień na dnie
                                      Po wojnie tej z Krzyżakami
                                      Nikt z nas nie pozostanie
                                      Po wojnie tej z Krzyżakami
                                      Będziecie wy! (milkną na moment, pokazując palcami w stronę widowni)
                                      Nas już nie...
                                      Chór Prusów rozbiega się, jęcząc przeraźliwie. Melodię "Tamo, daleko..."
                                      słychać jeszcze przez pewien czas.

                                      • rita100 Re: Zemsta Perkuna -5- scena str 93 05.10.06, 20:51
                                        SCENA PIĄTA

                                        Von Balk siedzi przy stole. Pociera dłonią czoło jakby się mocno nad czymś
                                        zastanawiał. Podnosi wzrok na widok wchodzącego Brata Zygfryda, ale jest
                                        zaabsorbowany swoimi myślami.

                                        von Balk: - Dobrze, że już jesteś. Powziąłem ważne decyzje. Bracie, miałem
                                        sen ...

                                        Brat Zygfryd: - (wchodzi dziarskim krokiem, zaaferowany, ale zadowolony, siada
                                        po przeciwnej stronie stołu) Mistrzu, przynoszę wieści. Wielkie wieści...
                                        Pamiętasz, jak trzy miesiące temu wysłaliśmy Brata Horsta na podbój Bałgi?
                                        Doniesiono mi, że Horst poległ, a wszyscy jego ludzie zginęli. Trzeba jednak
                                        powiedzieć, że spisał się dzielnie i zadał wrogowi znaczne straty. Jego
                                        bohaterstwo przynosi sławę zakonowi. Trzeba będzie zorganizować uroczystości
                                        żałobne, by uczcić jego pamięć... Słuchasz mnie, mistrzu?

                                        von Balk: - (nie zwracając uwagi na słowa Brata Zygfryda) Bracie, miałem
                                        sen...

                                        Brat Zygfryd: - Nie to jest jednak najważniejsze. Jeszcze lepiej spisał się
                                        Brat Godfryd, który znalazł drogę do Romowe, przedarł się tam niepostrzeżenie
                                        i porwał Kriwego! Po drodze Godfryd kazał zgładzić piekielnego kapłana:
                                        rozcięto Kriwemu brzuch i tak długo wleczono go wokół drzewa, aż wypłynęły mu
                                        wszystkie wnętrzności. Słyszysz mnie, mistrzu? To wielka chwila, nasze wielkie
                                        zwycięstwo: nie żyje Kriwe, filar pogańskiej religii! Trzeba będzie ze
                                        szczegółami opisać to wydarzenie i rozesłać ten opis na europejskie dwory! (ze
                                        smutkiem) Niestety, pruski pościg następnego dnia dopadł Brata Godfryda i jego
                                        towarzyszy. Wszyscy zostali powieszeni. Niektórzy mówią, że w owej chwili Brat
                                        Godfryd został żywcem uniesiony do nieba... Mistrzu, czy mnie
                                        słuchasz?
                                        www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/93.html
                                        • rita100 Re: Zemsta Perkuna -5- scena str 94 05.10.06, 20:58
                                          von Balk: - (nieobecnym tonem) A jakże, słucham. (z przejęciem) Bracie, miałem
                                          sen. Muszę ci go opowiedzieć...


                                          Brat Zygfryd: - Co tam sen, czcigodny mistrzu. Wybacz , ale muszę ci najpierw
                                          przekazać trzecią, najsmutniejszą wiadomość. Brat Teobald okazał się nikczemnym
                                          zdrajcą: po spotkaniu z Henrykiem Monte stał się przyjacielem i wspólnikiem
                                          pruskiego herszta! Teobald przyjął nawet pruskie imię: Autumme! (wstaje, chodzi
                                          po izbie nerwowym krokiem) To niepojęte: nasz brat, rycerz Bożej sprawy splamił
                                          się apostazją! Przystał do Prusów i stał się poganinem. Te słowa ranią moje
                                          usta, przechodząc przez nie! Co na to powie Europa! Trzeba będzie przygotować
                                          oficjalne wyjaśnienie, napisać, że Teobalda omamiły pruskie demony, że stracił
                                          rozum...


                                          von Balk: - (wygląda, jakby się ocknął z głębokiego snu. wstaje) Co powiadasz?
                                          Brat Teobald został poganinem? Poszedł więc do Prusów, jak mu poleciłem, a owi
                                          poganie nic złego mu nie zrobili. Wiem, że oni są gościnni, zabijają tylko
                                          wrogów... (przechadza się po izbie, po czym staje naprzeciw Brata Zygfryda) To
                                          się wiąże z moim snem. Bo musisz wiedzieć, bracie, że tej nocy śnił mi się
                                          świat, który będzie istniał po roku dwutysięcznym. Słyszysz dobrze: minie rok
                                          2000 i koniec świata nie nastąpi! Świat przyszłości, który widziałem, był
                                          dziwny i niepojęty, ale piękny. Widziałem miasto Elbląg, w którym nie było ani
                                          nas, braci zakonnych, ani Prusów. Czy możesz to sobie wyobrazić?


                                          Brat Zygfryd: - Nie, nie mogę i nie chcę sobie tego wyobrażać. Chrześcijaninowi
                                          nie wolno wierzyć w sny, nie wolno mu wnikać w Boże plany, dotyczące
                                          przyszłości. Takie próby to pycha, która grozi zagładą!


                                          von Balk: - Po co mielibyśmy zabijać Prusów, po co z nimi wojować? Skoro
                                          przyszłość i tak nas pogodzi, to dlaczego nie miałaby nas pogodzić już
                                          teraźniejszość? (z przejęciem) Bracie, czy pamiętasz, jak trzy niedziele temu
                                          poprowadziłem zbrojną wyprawę w głąb Warmii? Chciałem zbadać teren pod przyszłą
                                          kolonizację, a przy okazji zniszczyć miejsca kultu pogańskiego. Jedno z takich
                                          miejsc odkryłem w pobliżu osady Ukapirmas. Była noc, dlatego święty ogień
                                          Prusów był widoczny z daleka. (chodzi po izbie, gestykulując) Kazałem knechtom
                                          podejść ukradkiem do tej polany i przyczaić się w zaroślach. Gdy sam tam
                                          dotarłem, ujrzałem tłum Prusów: mężczyzn, kobiet i dzieci. Siedzieli wokół
                                          ogniska, śpiewali, lepili z ciasta małe placuszki. Rzucali te placuszki do
                                          siebie, tak aby przelatywały przez ogień. Po wielu takich przelotach plac uszek
                                          był upieczony: można go było zjeść i wprowadzić do obiegu następny.
                                          Równocześnie krążyło tak nad ogniskiem po kilkanaście placków. Śmiechom i
                                          zabawom nie było końca!


                                          Brat Zygfryd: - (z niechęcią) To barbarzyński lud. Wiesz, mistrzu, w jaki
                                          sposób spowiadają się oni z grzechów? Gromada Prusów otacza kapłana i każdy
                                          daje mu szturchańca, popycha, trąca. To wszystko dla żartu, ale kapłan
                                          wrzeszczy na całe gardło, prosząc swoich bogów o pomoc. Bogowie, chcąc ratować
                                          swego sługę, darują szturchającym wszyst kie przewinienia. Tak przynajmniej
                                          uważają naiwni Prusowie. O ileż godniejszy i szlachetniejszy jest nasz
                                          sakrament spowiedzi!
                                          www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/94.html
                                          • rita100 Re: Zemsta Perkuna -5- scena str 95 05.10.06, 21:02
                                            von Balk: - (nie zwracając uwagi na słowa komtura) Rzucając placki, Prusowie
                                            przez cały czas śpiewali, a niektórzy grali na trąbach. Boże miłosierny, jak
                                            oni śpiewali! To najpiękniejsza pieśń, jaką w życiu moim słyszałem. Słuchając
                                            jej, zapomniałem o tym, kim jestem, co robię i po co tam przybyłem.
                                            Oprzytomniałem dopiero wtedy, gdy któryś z braci trącił mnie w ramię.
                                            Wiedziałem, że trzeba wydać rozkaz do ataku, zanim Prusowie nas spostrzegą, ale
                                            przez dłuższą chwilę nie mogłem się na to zdobyć. Gdy w końcu ten rozkaz
                                            wydałem, wolałem nie brać udziału w walce: przyklęknąłem, zamykając oczy i
                                            zatykając palcami uszy. Dzięki temu nie widziałem krwi i nie słyszałem jęków.
                                            Czułem się jak zbrodniarz, jak Piłat, jak najnikczemniejszy z faryzeuszy. (do
                                            Brata Zygfryda) Bracie, czas z tym skończyć! Dziś rano powiedziałem sobie, że
                                            nigdy więcej nie wydam rozkazu do przelewu krwi! Zawrzemy pokój z Prusami,
                                            zaniechamy podboju ich kraju, przyzwalając na ich pogańskie praktyki.


                                            Brat Zygfryd: - (zgorszony i oburzony) Mistrzu, co ja słyszę? To zdrada i
                                            herezja! Opamiętaj się! Nie możemy zaniechać naszej walki, musimy przybliżyć
                                            Prusom światło wiary!


                                            von Balk: - Jest także drugie wyjście: ładujemy nasz dobytek na statki i
                                            wracamy, skąd przybyliśmy. Może najlepiej byłoby powrócić do Ziemi Świętej,
                                            żeby strzec pielgrzymów przed Saracenami...


                                            Brat Zygfryd: - Mistrzu, twoje słowa przynoszą szkodę zakonowi. Gdyby
                                            ktokolwiek cię usłyszał... (rozgląda się z niepokojem) Pomyśl tylko o
                                            przybyszach z Niemiec, którzy osiedlili się tutaj, w naszych nowych miastach. W
                                            samym Elblągu naliczysz ich setki. Zakon ma obowiązek ich obrony przed
                                            poganami! Oni nie mają gdzie wracać: sprzedali cały swój majątek, żeby tu
                                            rozpocząć nowe życie!


                                            von Balk: - Niech dogadają się z Prusami, to gościnny lud. Niech nawzajem
                                            poznają swoje obyczaje i religie. Może w przyszłych wiekach powstanie z nich
                                            jeden, wspólny naród? Brat Teobald postąpił słusznie: trzeba się pojednać z
                                            Prusami.


                                            Brat Zygfryd: - Mistrzu, twoje słowa stawiają cię nie tylko poza naszym
                                            zakonem, ale także poza kościołem chrześcijańskim. Jeśli nie zamilkniesz, będę
                                            zmuszony cię zabić. (podchodzi do stołu i bierze do ręki leżący tam nóż. staje
                                            obok von Balka)


                                            von Balk: - Byłbyś w stanie to zrobić i skazać swoją duszę na wieczne
                                            potępienie? Nie sądzę, przecież tyle mi zawdzięczasz! Nic mnie nie powstrzyma
                                            od dokonania tego dzieła, które, jak uważam, miłe jest Bogu! (krzyczy głośno)
                                            Wartownik! Do mnie! Natych...


                                            Brat Zygfryd zatyka mistrzowi usta lewą dłonią, a równocześnie wbija mu w serce
                                            nóż.


                                            von Balk: - (z jękiem) Bracie, cóżeś uczynił... (osuwa się na podłogę. Chwilę
                                            później
                                            nieruchomieje)
                                            www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/95.html
                                            • tralala33 Re: Zemsta Perkuna -5- scena str 95 05.10.06, 21:04
                                              Ciekawe, czy autorowi udał się kiedykolwiek wystawić tę sztukę na scenie, czy
                                              też jedynie przez internet możemy ją poznać?
                                            • rita100 Re: Zemsta Perkuna -5- scena str 96 05.10.06, 21:04
                                              Brat Zygfryd: - (pochyla się, klęka, wyjmuje nóż z rany, po czym umieszcza
                                              rękojeść noża w prawej dłoni zamordowanego. wstaje, ze smutkiem patrzy na von
                                              Balka) Wybacz mi, bracie i nauczycielu, ale nie mogłem inaczej postąpić. Dzięki
                                              temu uchroniłem twoje dobre imię i ocaliłem zakon przed nieuchronną klęską.
                                              Zwątpiłeś w sens naszej walki, nie byłbyś już w stanie poprowadzić nas do
                                              zwycięstwa...


                                              Do izby wchodzi wartownik, z halabardą w dłoni. Staje nad ciałem mistrza,
                                              patrząc na nie w osłupieniu.


                                              Wartownik: - Co się tu stało, komturze? Czy byłem wzywany? Nasz mistrz...


                                              Brat Zygfryd: - Nasz mistrz nie żyje. Popełnił samobójstwo, na wieść o
                                              niepowodzeniach i zdradach, jakie dotknęły ostatnio nasz zakon. (do Wartownika)
                                              Idź teraz i zwołaj braci. Niech wszyscy zobaczą, co się wydarzyło.


                                              Wartownik: - Już biegnę. (wybiega z izby, wołając przeraźliwie) Bracia, mistrz
                                              nie żyje! Mistrz nie żyje! Komtur was wzywa!

                                              • rita100 Re: Zemsta Perkuna -6- scena str 96 05.10.06, 21:06
                                                SCENA SZÓSTA

                                                Bracia zakonni oraz knechci powoli i z lękiem wchodzą do izby. Każdy przystaje
                                                nad ciałem von Balka, po czym odchodzi i staje na swoim miejscu, zależnie od
                                                rangi. Najstarsi z braci stają pośrodku, obok komtura. Wszyscy milczą, w izbie
                                                panuje pełna napięcia cisza.


                                                Brat Zygfryd: - Wiecie wszyscy, jakie niepowodzenia spotkały ostatnio nasz
                                                zakon, ile klęsk ponieśliśmy. Nasz mistrz, do końca wierny swemu zakonowi, nie
                                                mógł tego przeboleć. Czuł się osobiście odpowiedzialny za te niefortunne
                                                wydarzenia i dlatego wolał popełnić samobójstwo, wolał wbić sobie nóż w serce.
                                                Miejmy nadzieję, że miłosierny Bóg wybaczy mu ten sam obójczy postępek,
                                                niegodny chrześcijanina.


                                                Chór Knechtów: - Amen!


                                                Brat Zygfryd: - Najmocniej zabolała mistrza najnowsza wieść, której jeszcze nie
                                                znacie, wieść o haniebnej zdradzie Teobalda. Musicie bowiem wiedzieć, szacowni
                                                bracia oraz knechci, że stała się rzecz o pomstę do nieba wołająca. Oto
                                                Teobald - niegdyś nasz brat, przyjaciel i rycerz sprawy Bożej, złamał śluby
                                                zakonne i pohańbił swoje imię apostazją!


                                                Wszyscy obecni zamarli w bezruchu, wydając z siebie okrzyk przerażenia.


                                                Brat Zygfryd: - Słowa zamierają mi na ustach, ale muszę to wam powiedzieć:
                                                Brat Teobald, bo tak go kiedyś nazywaliśmy, przystał do Prusów, przyjął ich
                                                pogańską wiarę i przybrał sobie nawet pruskie imię. Nazywa się teraz
                                                Autumme!
                                                www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/96.html
                                                • rita100 Re: Zemsta Perkuna -6- scena str 97 05.10.06, 21:08
                                                  Obecni raz jeszcze wydali z siebie okrzyk grozy.


                                                  Brat Zygfryd: - Jakby tego wszystkiego jeszcze nie było mało, ów padalec, ów
                                                  nikczemnik śmiał skierować swój oręż przeciwko zakonowi, który przygarnął go do
                                                  swego łona i dał szansę walki w obronie prawdziwej wiary! Ów Autumme, bo
                                                  inaczej go odtąd nie będę nazywał, stał się najbliższym współpracownikiem
                                                  herszta pruskiej bandy, Henryka Monte. Nie odstępuje go ani na krok i doradza w
                                                  walce z zakonem!


                                                  Wszyscy obecni po raz trzeci wydali z siebie okrzyk grozy.


                                                  Brat Zygfryd: - Sami więc widzicie, bracia, że nasz mistrz, Hermann von Balk,
                                                  miał powody do zgryzoty. Przyczyną jego samobójczej śmierci jest Autumme. To
                                                  zdrada tego nędznika przeważyła szalę. Mężny duch von Balka nie mógł znieść
                                                  postępku tak niegodnego, tak sprzecznego ze wszystkim, w co mistrz wierzył!
                                                  Mistrzu, możesz być pewny, że będziemy kontynuować twoją walkę, nie bacząc na
                                                  przeciwieństwa!


                                                  Chór Knechtów: - (z determinacją) Komtur! Komtur! Komtur!


                                                  Brat Zygfryd: - Wynieście stąd ciało mistrza, żeby przygotować je do pochówku!


                                                  Kilku knechtów zawija ciało w biały, zakonny płaszcz i wynoszą z izby.


                                                  Brat Zygfryd: - Teraz nadszedł czas na to, żeby... (przerywa, bo na zewnątrz
                                                  słychać gwar, okrzyki przerażenia, tupot koni)


                                                  Brat Zygfryd: - (zaniepokojony) Co tam się dzieje? Wartownik, do mnie!


                                                  Wartownik: - (wbiegając krzyczy donośnie i z przerażeniem) Alarm! Wróg atakuje!
                                                  Prusowie próbują wedrzeć się na wały. Prowadzi ich sam Henryk Monte!


                                                  Brat Zygfryd: - (do wszystkich obecnych) Na wały, do umocnień! Wszyscy na
                                                  stanowiska! Tylko w mieczu nadzieja! Odeprzemy atak wroga! Śmierć Henrykowi
                                                  Monte i temu zdrajcy, Autumme! Do boju! Za mną! (wyciąga miecz z pochwy i
                                                  wymachując nim nad głową, wybiega z szopy)


                                                  Wszyscy obecni wybiegają za Bratem Zygfrydem, szykując się do walki. Izba
                                                  pozostaje pusta. Słychać narastający zgiełk bitewny: bojowe okrzyki krzyżackich
                                                  knechtów "Christ!", wojenne zawołania Prusów "Perkun!", uderzenia mieczy o
                                                  tarcze. Z oddali coraz głośniejsze, jakby dochodzące z podziemi słowa Kriwego.


                                                  Kriwe: - ...wystarczy mi wiara ojców..., ...nie potrafię przekonywać do tego,
                                                  za czym nie stoi słuszność..., ...jestem już stary, a roztropność to roślina,
                                                  późno wydająca owoce..., ...trzeba godzić się z tym, co
                                                  nieuniknione.., ...przyszłości nie da się odwrócić..., ...wasz Bóg może wpływać
                                                  na wasze losy i dawać wam znaki...


                                                  KURTYNA

                                                  www.fabrica.civ.pl/czasopismo/www_ore_nr2/97.html
      • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 01.09.06, 21:20
        Kopczyk ziemni z Galindii i cała fura z Pruthenii
        www.pruthenia.strefa.pl/b8.html
        • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 01.09.06, 21:34
          To smutne , że chcą szkołę zamknąć - jedyna o imieniu wielkiego bohatera
          Herkusa Monte. Ale za czym zamkną powinni inną szkołe nazwać jego imieniem.
          Inaczej całkowicie zaginie pamięć. Ani biedak nie ma pomnika , ani kamienia,
          głazu, ani ulicy. Wstyd dla Olsztyna, wielki wstyd.
          • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 01.09.06, 21:41
            Wygląda na to, że szkoła w Kamińsku nadal jest i nadal nosi imię Hekusa
            Montego - przynajmniej do tej pory istnieje w wykazie szkół kuratorium. Tyle,
            że zmienił się adres - kiedyś była na ul. XXX-lecia PRL a teraz po prostu XXX-
            lecia smile
            • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 01.09.06, 21:48
              tralala33 napisała:

              > Wygląda na to, że szkoła w Kamińsku nadal jest i nadal nosi imię Hekusa
              > Montego - przynajmniej do tej pory istnieje w wykazie szkół kuratorium. Tyle,
              > że zmienił się adres - kiedyś była na ul. XXX-lecia PRL a teraz po prostu XXX-
              > lecia smile

              No ale chodzi tu o niż demograficzny - tego się najbardziej boi dyrektor.
          • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 01.09.06, 21:47
            www.pruthenia.strefa.pl/b8.html
            Bardzo ciekawa lektura.
            Ciekawe jak to wszystko się skończy. Czy będzie pogrzeb Herkusa Monte - może
            przy tej okazji , każdy kto wie kto to był Herkus Monte dolozy swój kamyk i tak
            powstanie nowy kopiec, kopiec naszego pokolenia ku pamięci innym pokoleń.
            Jeszcze parę lat, a powiedza , że Herkus Monte to bajeczka i włażymy miedzy
            czerwonym kapturkiem a wilkiem.
            Dobrze, że choć my tu mamy swój kopiec i go pilnujemy.
            Może by jakies świeto Herkusa ustanowić na naszym Forum - tylko jaka by to była
            data lub z jaka ja połaczyć ?
            • tralala33 Re: Śladami Herkusa Monte 01.09.06, 21:55
              Wyprawa odbyła się 2-4 maja, a nasz wątek o Herkusie Monte załozyłaś Rito 6
              maja - może któraś z tych dat? Ciekawe, kiedy szkoła w kamińsku obchodzi dzień
              patrona?
              • tralala33 Re: Śladami Herkusa Monte 01.09.06, 21:55
                Jerzy Necio – autor jedynej do tej pory książki w języku polskim o Herkusie
                Monte! Dwie strony z tej książki (wygląda, jakby ją napisał średniowieczny
                skryba) na stronie Pruthenii
                www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm2.jpg
                • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 27.09.06, 20:28
                  Oj, zaboczylim ło Herkusie Monte. Zara łobaczym co sia da zrobzić no niygo. Te
                  stroneczki Tralala, bandziem ciajsto łotwierać.
                  • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 03.10.06, 20:47
                    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                    zdarzeń odległych.
                    cdn
                    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                    • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 05.10.06, 20:41
                      > Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                      > zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                      kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                      województwa warmińsko-mazurskiego.
                      cdn
                      www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                      • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 08.10.06, 21:13
                        > > Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                        > > zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                        > kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                        > województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                        kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami.

                        www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                        • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 14.10.06, 22:07
                          Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                          zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                          kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                          województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                          kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                          a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                          ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasu.
                          www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                          • lokis1271 Dzień Henryka Monte z Natangii 16.10.06, 13:28
                            Szanowni Państwo !
                            Proponuję Święto Henryka Montego z Natangii ustanowić na 20 września , w
                            rocznicę wybuchu Drugiego Powstania Prusów przeciwko Krzyżakom.
                            Pozdrawiam
                            Leszek Bodio
                            • rita100 Re: Dzień Henryka Monte z Natangii 20 września 16.10.06, 20:22
                              Bardzo piekna inicjatywa. Razem w Wami, milosnikami Prus , będziemy w ten dzień
                              to na Forum świętować. Możemy zrobić Dzień Henryka Monte. Przygotujemy się.
                              Czasu mamy dużo. Widziałam , że macie materiały do świętowania , jest nawet
                              muzyka. Dzięki i gdybysmy zapomnieli, prosze nam przypomnieć.
                              Bardzo dziękuję za taką wiadomość.
                              Powinniśmy poznać bardziej szczegółowo te powstanie.
                              • lokis1271 Re: Dzień Henryka Monte z Natangii 20 września 17.10.06, 10:16
                                Witam !
                                Na początek proponuję artykuł z Wikipedii :
                                pl.wikipedia.org/wiki/II_powstanie_pruskie
                                potem można zajrzeć do prac prof. Gerarda Labudy oraz Jana Powierskiego.
                                Pozdrawiam
                                Leszek Bodio
                                • rita100 Re: Pierwsza faza powstania: 1260-1265 17.10.06, 22:01
                                  Dzieki Lokis, dzięki, pomalutku wdrozymy się w temat.

                                  Pierwsza faza powstania: 1260-1265

                                  Do powstania przyłączyły się niemal wszystkie plemiona pruskie oprócz Pomezanii
                                  i ziemi chełmińskiej.
                                  Każde plemię obrało sobie własnego wodza. Sambom dowodził Glande, Natangom:
                                  Monte, Bartom: Dziwan, Warmom: Glape, Pogezanom: Autume, Jaćwięgom: Skumond.
                                  Prusowie opanowali otwarte przestrzenie oraz zdobyli kilka grodów: Bartoszyce,
                                  Reszel, Heilsberg (Lidzbark), Braunsberg (Braniewo). Biskupi sambijski i
                                  warmiński zmuszeni zostali do opuszczenia swych diecezji. Ostatnimi bastionami
                                  Zakonu pozostały warownie położone nad rzekami i Zalewem Kurońskim: Welawa,
                                  Królewiec, Bałga i Elbląg. Krzyżakom pośpieszyli na pomoc krzyżowcy z Niemiec,
                                  m.in. Wilhelm, hr. Jülichu, Engelbert, hr. Mark
                                  Wsparcia powstańcom udzielił król Litwy (Aukszoty) Mendog, Żmudzini oraz
                                  Aleksander Newski.
                                  W 1263 r. Monte uderzył na ziemię chełmińską, pokonał mistrza krajowego Prus,
                                  Helmericha, pod Lubawą. Skumand podszedł aż pod mury Torunia, musiał jednak
                                  ustąpić. Zniszczono jednak zamek w Kwidzynie.
                                  W 1264 Krzyżacy pacyfikują Sambię, wznoszą nowy gród na granicy z Natangią, w
                                  Tapiawie.

                                  pl.wikipedia.org/wiki/II_powstanie_pruskie
                                  Czyli powstanie upadło, a Krzyżacy wznieśli następny gród.
                                  • lokis1271 Re: Pierwsza faza powstania: 1260-1265 18.10.06, 11:44
                                    Witam !
                                    Dobrze Rito 100 , spróbujmy :
                                    "Dwudziestego września 1260 roku , po kilkumiesięcznych przygotowaniach Pruso-
                                    wie rozpoczęli z Zakonem kolejną wojnę, której celem było odzyskanie wolności .
                                    Wystąpienie to, jak wszystkie inne zresztą bunty miejscowej ludności przeciwko
                                    Krzyżakom, Piotr z Dusburga nazwał apostazją, czyli odstępstwem od wiary
                                    chrześcijańskiej , aczkolwiek powody konfliktu nie leżały wyłącznie na
                                    płaszczyźnie religijnej. Oprócz uniwersalnego dla całej ludzkości dążenia do
                                    swobody, niewątpliwie poczucie krzywdy związane z łamaniem przez Zakon
                                    postanowień ugody dzierzgońskiej oraz traktowanie Prusów w sposób niezgodny z
                                    etyką chrześcijańską było pobudką do wystąpienia zbrojnego . Nie można przy
                                    tym wykluczyć przynajmniej częściowej inspiracji sąsiednich państw, niechętnie
                                    bądź wrogo usposobionych do Zakonu . Agresywne poczynania Krzyżaków w tym
                                    regionie zaczęły zagrażać żywotnym interesom coraz większej liczbie
                                    sąsiadujących z nimi krajów, które podejmowały przeciwdziałania stosownie do
                                    swych możliwości .
                                    Do powstania przystąpiły tylko niektóre ze znanych nam plemion pruskich,
                                    mianowicie: Bartowie, Natangowie, Pogezanowie, Sambowie i Warmowie, wspierane
                                    doraźnie przez Jaćwięgów i pobratymczych Litwinów . Co ważniejsze, wśród samych
                                    Prusów nie było jednomyślności i wielu z nich, zwłaszcza na terenie Sambii i
                                    Pogezanii, uchylili się od solidarnej walki z wrogiem, przechodząc na stronę
                                    Zakonu .
                                    Powstańcy po wybraniu plemiennych przywódców, przystąpili do równoczesnego
                                    ataku na zakonne punkty obrony . Wynik pierwszych walk nie był dla nich
                                    szczególnie pomyślny ponieważ Krzyżacy już od wiosny 1260 roku byli
                                    zorientowani o istnieniu wśród Prusów spisku i podjęli przygotowania do obrony.
                                    Powstańcy niemal wszędzie zastosowali tą samą taktykę wojenną. Najpierw
                                    niewielki oddziałek ostentacyjnie podjeżdżał pod zakonny zamek i starał się
                                    wywabić jego załogę poza umocnienia na otwarte pole. Kiedy Krzyżacy
                                    sprowokowani widokiem grasujących w pobliżu Prusów ruszali do ataku, oddziałek
                                    powstańców rzucał się do pozorowanej ucieczki wciągając przeciwników w zasadzkę
                                    przygotowaną przez główne siły, czekające w ukryciu. Gdy tylko wojska zakonne
                                    zbliżyły się na dogodną odległość, główne siły ruszały na Krzyżaków, starając
                                    się otoczyć wroga i doszczętnie wybić. Następnie powstańcy korzystając z
                                    osłabienia załogi i ogólnego zamieszania, szturmowali zamek. Jeżeli załoga nie
                                    dała się zaskoczyć, Prusowie przystępowali do regularnego oblężenia, budując
                                    wokół zamku wały i różnego rodzaju urządzenia oblężnicze, aby poprzez ciągłe
                                    ataki i odcięcie od dostaw żywności zmusić obsadę do kapitulacji .
                                    W opisany powyżej sposób rozegrały się wydarzenia pod Bałgą, gdzie Krzyżacy
                                    stracili trzech braci z konwentu i ponad czterdziestu zbrojnych , pod
                                    Prętławkami /Weistotepil/, tam straty wyniosły sześciu braci-rycerzy i wielu
                                    innych zbrojnych , nieopodal Wissemburga gdzie zginęło w zasadzce dwudziestu
                                    rycerzy zakonnych wraz z wieloma wojownikami . W tym samym,1260 roku, Prusowie
                                    z Pogezanii wspomagani przez inne plemiona uderzyli na Elbląg niszcząc
                                    podgrodzie oraz leżące w pobliżu gródki w Rogowie i Weklicach . Wszystko
                                    przemawia za tym, że również w tym czasie powstańcy zniszczyli rycerskie gródki
                                    znajdujące się w ziemi Wohnsdorf: Angetete, Gundow, Ochtolite i Unsatrapis,
                                    których właściciele bądź zginęli, albo uciekli do innych grodów zakonnych .
                                    Załogi niektórych ośrodków, nawet nieatakowane, widząc skalę rozruchów i nie
                                    czując się przy tym na siłach do walki, samodzielnie podejmowały decyzje o
                                    ucieczce i zniszczeniu powierzonych im grodów, nie czekając na atak powstańców.
                                    Tak postąpiły między innymi obsady w Spittenbergu (w ziemi chełmińskiej) i
                                    Reszlu (w Barcji) .
                                    Jak wspomnieliśmy wcześniej, tam gdzie zawiodły wojenne fortele Prusowie
                                    przystępowali do regularnego oblężenia. W roku 1260 otoczone zostały grody w
                                    Bałdze , Bartoszycach , Braniewie , Gierdawach , Królewcu , Krzyżborku ,
                                    Lidzbarku Warmińskim , Prętławkach (Weistotepil) , Wissemburgu i zapewne wielu
                                    innych, których nazwy nie zachowały się w źródłach.
                                    W tym też, 1260 roku, jakiś pruski oddział najechał ziemię chełmińską atakując
                                    Chełmżę , a bliżej nieokreślony gród został przekazany w ręce powstańców przez
                                    dwóch członków Zakonu, braci: Henryka i Gerarda, którzy spiskowali z Prusami,
                                    za co zostali spaleni w Elblągu na rozkaz mistrza krajowego Prus, Hartmuda de
                                    Grumbach . Szczupłość bazy źródłowej nie pozwala na identyfikację ani owych
                                    braci, ani lokalizacji grodu przekazanego Prusom, a cała sprawa z biegiem czasu
                                    przyniosła Krzyżakom nieoczekiwane reperkusje . Do końca 1260 roku powstanie
                                    objęło terytoria plemienne Pogezanów, Warmów, Natangów, Sambów i Bartów ."

                                    O ile są na forum osoby zainteresowane tym tematem , jestem gotów kontynuować.
                                    Serdecznie pozdrawiam
                                    Leszek Bodio
                                    • fedar Re: Pierwsza faza powstania: 1260-1265 18.10.06, 11:53
                                      Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.
                                      Pozdrawiam
                                    • lokis1271 Kolejne wydarzenia powstania: 1260-1265 18.10.06, 12:35
                                      Witam Fedar !
                                      "Kolejny rok upłynął pod znakiem powstańczych sukcesów. Przede wszystkim już w
                                      styczniu udało im się zniszczyć armie krzyżowców, które przybyły na odsiecz
                                      Krzyżakom. Jedna z nich, dowodzona przez komesa z Reyder została rozbita w
                                      Natangii, w bitwie pod Pocarvis (22 I 1261 r.) . Druga, którą kierował komes
                                      Walter von Barby, została rozbita w Sambii (21 I 1261 r.) . Nieliczni
                                      krzyżowcy, którzy ocaleli z pogromu, zdołali schronić się w Królewcu
                                      wzmacniając jego załogę .
                                      Wkrótce też w zasadzkę wpadła część załogi biskupiego Braniewa. Zginęło wówczas
                                      czterdziestu ludzi, pozostali przy życiu postanowili spalić miasto wraz z
                                      zamkiem i uciec do Elbląga . Również do Elbląga uciekła obsada grodu w
                                      Lidzbarku Warmińskim, gdy skończyła się żywność . Zapewne pod wrażeniem tych
                                      wydarzeń, biskup warmiński Anzelm w marcu 1261 roku przekazał w Toruniu
                                      mistrzowi krajowemu, Hartmudowi de Grumbach, zarząd diecezji warmińskiej i
                                      następnie opuścił Prusy . Podobnie postąpił biskup sambijski, Henryk
                                      Strittberg, który mimo apelu papieża Aleksandra IV o pozostanie na miejscu, aby
                                      osobistym autorytetem wesprzeć chrześcijan w walce z apostazją , przekazał
                                      zarząd swojej diecezji Zakonowi (funkcję pełnomocnika biskupa objął członek
                                      konwentu królewieckiego, Andrzej Piscis /Fisch/) po czym wyjechał do Niemiec
                                      nie pokazując się więcej w Sambii . W ten sposób na terenach tych na szereg
                                      lat przestała istnieć kościelna organizacja diecezjalna.
                                      Pogorszyła się również w tym czasie sytuacja międzynarodowa państwa
                                      krzyżackiego z powodu otwartego przystąpienia do wojny króla Litwy, Mendoga,
                                      który zaatakował księstwo mazowieckie oraz Zakon w Prusach i Inflantach .
                                      Moment rozpoczęcia działań wojennych przez Litwę, wobec sprzecznych informacji
                                      przekazanych przez źródła nie jest do końca jasny, ale najpóźniej nastąpiło to
                                      w 1261 roku .
                                      Jest rzeczą oczywistą, że władca Litwy udzielając poparcia militarnego pruskim
                                      powstańcom miał na względzie swoje własne, partykularne interesy, które w tym
                                      czasie były zbieżne z pruskimi. Celem i Prusów, i Litwinów była likwidacja
                                      władztwa krzyżackiego nad Bałtykiem
                                      Pomoc litewska była dla Prusów nieoceniona. Mendog ustawicznymi atakami na
                                      Inflanty, ziemię chełmińską i sprzymierzone z Krzyżakami Mazowsze, odcinał
                                      Zakon od wszelkiej pomocy, jaką mógł otrzymać drogą lądową z terenów Niemiec i
                                      Polski, zapewniając walczącym Prusom w miarę spokojne tyły. Izolacji tej
                                      sprzyjała postawa książąt polskich, Świętopełka z Pomorza i Kazimierza
                                      Konradowica z Kujaw , którzy chociaż nie zdecydowali się, z różnych zresztą
                                      przyczyn, na otwartą wojnę z Zakonem, konsekwentnie blokowali dopływ żywności i
                                      krzyżowców przez swoje terytoria do Prus .
                                      Trudności po stronie krzyżackiej pogłębiło zawieszenie w czynnościach mistrza
                                      krajowego Prus, Hartmuda de Grumbach, przez papieża Aleksandra IV w styczniu
                                      1261 roku , co było reakcją na wcześniejsze wydarzenia dotyczące spalenia dwóch
                                      zakonników w Elblągu."

                                      Dziękuję za cierpliwość
                                      Leszek Bodio
                                      • tralala33 Re: Kolejne wydarzenia powstania: 1260-1265 18.10.06, 20:48
                                        To ja dziękuję za tak szczegółowe informacje. Szukanie i zbieranie tych
                                        wszystkich szczegółów w książkach, które Pan poleca zabrałoby mnóstwo czasu.
                                        Ale to chyba jeszcze nie koniec tej historii - w tej chwili szala zwycięstwa
                                        przechyla się na stronę Prusów, a przecież wiemy, że ostatecznie powstanie
                                        upadło. Dlaczego tak się stało?
                                        I jeszcze parę pytań, nie wiem, czy możliwych do wyjaśnienia:

                                        ‘Prusowie przystępowali do regularnego oblężenia, budując
                                        wokół zamku wały i różnego rodzaju urządzenia oblężnicze, aby poprzez ciągłe
                                        ataki i odcięcie od dostaw żywności zmusić obsadę do kapitulacji .’
                                        Z tego wynika, że Prusowie znali się na sztuce wojennej. czy już wcześniej
                                        prowadzili takie oblężenia (np. grodów polskich) czy dopiero przybycie Zakonu
                                        Krzyżackiego zmusiło ich do opanowania umiejętności budowy urządzeń
                                        oblężniczych?

                                        Angetete, Gundow, Ochtolite i Unsatrapis - nazwy tych grodów brzmią prusko. Czy
                                        ich właściciele byli Prusami, którzy przeszli na chrześcijaństwo i stanęli po
                                        stronie Krzyżaków?

                                        ‘dwóch członków Zakonu, braci: Henryka i Gerarda, którzy spiskowali z Prusami,
                                        za co zostali spaleni w Elblągu na rozkaz mistrza krajowego Prus, Hartmuda de
                                        Grumbach .’
                                        Dlaczego spaleni a nie na przykład ścięci? Czy była to tylko kara za zdradę,
                                        czy też może za odstępstwo od wiary?
                                        • rita100 Re: Kolejne wydarzenia powstania: 1260-1265 18.10.06, 21:32
                                          Ja zgłaszam sie jako czytelnik tej ciekawej lektury. Aleś Tralala zadała
                                          interesujące pytania.
                                          Jó sia zapytom , dlacego 20 września obchodzimy Dzień Herkusa Montego i II
                                          powstania ? Cy to I powstanie nie należało by uczcić. Łod niygo zaczeły sie
                                          inne powstania.
                                          Prusowie to waleczny naród , tak mózili Niemcy - a czem to można udowodnić ?
                                        • lokis1271 Re: Kolejne wydarzenia powstania: 1260-1265 19.10.06, 08:45
                                          Szanowna Pani Tralala33 !
                                          Dziękuję za okazane zainteresowanie.
                                          Oczywiście nie jest to koniec tych wydarzeń. Przyczyny upadku powstania są
                                          bardzo złożone , tak jak ówczesna sytuacja polityczna w tym regionie. W
                                          kolejnych postach przedstawię mój punkt widzenia dotyczący tej kwestii , a na
                                          razie radujmy się sukcesami mężnych powstańców - dni wielkiej chwały i triumfu
                                          dopiero przed nimi.
                                          Co do pytań :
                                          1. "Z tego wynika, że Prusowie znali się na sztuce wojennej. czy już wcześniej
                                          > prowadzili takie oblężenia (np. grodów polskich) czy dopiero przybycie Zakonu
                                          > Krzyżackiego zmusiło ich do opanowania umiejętności budowy urządzeń
                                          > oblężniczych? "
                                          Sztuki oblegania umocnionych warowni Prusowie nauczyli się późno , właśnie w
                                          trakcie tego powstania , w pierwszym (1242-1249) walczyli niemal wyłącznie w
                                          otwartym polu , zdobywanie grodów było zadaniem wojsk księcia Świętopełka ,
                                          sojusznika Prusów.
                                          Zdaniem Piotra z Duisburga , krzyżackiego kronikarza , to właśnie Henryk Monte
                                          z Natangii przywiózł z Magdeburga te wojenne umiejętności i nauczył ich
                                          powstańców.
                                          2. "Angetete, Gundow, Ochtolite i Unsatrapis - nazwy tych grodów brzmią prusko.
                                          Czy
                                          > ich właściciele byli Prusami, którzy przeszli na chrześcijaństwo i stanęli po
                                          > stronie Krzyżaków? "

                                          Niestety, tak właśnie było :
                                          Angetete ( od ok.1255 r.) - gródek rycerski w ziemi Wohnsdorf (ob. Kurortnoje-
                                          Rosja), podległy komturowi królewieckiemu. Zapewne zniszczony w początku
                                          powstania i nie odbudowany. Szczegółowa lokalizacja nieznana.
                                          0chtolite (od ok. 1255 r.) - gródek rycerski w ziemi Wohnsdorf (ob. Kurortnoje-
                                          Rosja), podległy komturstwu królewieckiemu. Bliższa lokalizacja nie znana.
                                          Możliwe, że został zniszczony przez powstańców na początku działań wojennych i
                                          następnie porzucony.
                                          Unsatrapis (od ok.1255 r.) - gródek rycerski w ziemi Wohnsdorf (obecnie
                                          Kurortnoje-Rosja) zajęty przez komtura królewieckiego w czasie pierwszego pod-
                                          boju Sambii. Prawdopodobnie zniszczony przez powstańców na początku działań
                                          wojennych i nie odbudowany. Szczegółowa lokalizacja nieznana.
                                          3. "dwóch członków Zakonu, braci: Henryka i Gerarda, którzy spiskowali z Pru
                                          > sami,
                                          > za co zostali spaleni w Elblągu na rozkaz mistrza krajowego Prus, Hartmuda de
                                          > Grumbach .’
                                          > Dlaczego spaleni a nie na przykład ścięci? Czy była to tylko kara za zdradę,
                                          > czy też może za odstępstwo od wiary?"
                                          Paktowanie z Prusami uważane było przez Krzyżaków za apostazję i karane śmiecią
                                          przez ścięcie lub powieszenie , jednak spalenie zakonników żywcem nawet wówczas
                                          uznane zostało za nadużycie władzy przez Mistrza Krajowego Grumbacha , za co
                                          został odwołany ze stanowiska na wniosek Papieża - zob. : Dusb., l.III, cap.82;
                                          Pr.Ub., I.2, nr 130; szczupłość źródeł nie pozwala na dokonanie identyfikacji
                                          spiskowców jak i ustalenie, który z grodów został przez nich wydany powstańcom.
                                          Ponieważ zostali straceni w Elblągu jesienią 1260 roku ,całkiem możliwe, że
                                          Gerard i Henryk byli członkami konwentu elbląskiego i obsadzali gródki w
                                          Weklicach bądź Rogowie, które istotnie na początku powstania wpadły w ręce
                                          Prusów. Odnośnie pruskich stronników w szeregach krzyżackich por.: J. Po-
                                          wierski, Wybuch II powstania ..., s.309.
                                          HARTMUD de GRUMBACH - mistrz krajowy Prus (1259-1262), pozbawiony funkcji mis-
                                          trza krajowego za wydanie wyroku śmierci na członkach Zakonu, brat zakonny w
                                          Elblągu, przeniesiony do konwentu toruńskiego (1263), prawdopodobnie zginął w
                                          bitwie pod Lubawą (1263) .
                                          Serdecznie pozdrawiam
                                          Leszek Bodio

                                          • gajowy555 Re: Kolejne wydarzenia powstania: 1260-1265 19.10.06, 13:09
                                            Szanowny Pónie Lokis1271,
                                            jo tak sobzie mniarkuje, co ziency ludzisków na Warniji z ciekawośció czyta Waju
                                            łopozieści ło naszam bohatyrze Herkusie Monte, tlo łóni ciasu ni majó, coby
                                            dziankować, abo zawstydzóne só, czy jek. Gwołt nowygo i ciekawygo mym sia
                                            doziedzieli i za to Waju ze szczyrnego syrca dziankujem. Mym łuż troszka ło
                                            Herkusie psisali, tak po amatorsku, ale Waju ziadomości dodajó akademickiego
                                            blasku. To teroz psiankny kóntek je i czkamy na dalsze łopoziedania i ciekawostki.
                                            Pozdraziomy Waju z naszy Warniji.
                                            To tedy aż drugi roz...
                                          • tralala33 Re: Kolejne wydarzenia powstania: 1260-1265 19.10.06, 21:08
                                            Dziękuję za odpowiedzi i czekam na dalszy ciąg tak mało znanej historii.
                                            Nawiasem mówiąc, czy nie warto w którymś z dawnych krzyżackich zamków urządzić
                                            stałej wystawy poświęconej Prusom? Pamiętam świetną wystawę o Prusach i Truso
                                            wiele lat temu na zamku olsztyńskim. Niestety, to była czasowa ekspozycja i nie
                                            ma już po niej śladu.
                                    • gietpe Re: Pierwsza faza powstania: 1260-1265 18.10.06, 23:07
                                      Jak ciekawa jest historia tej ziemii.Dziekuje .
                                      • rita100 Re: Pierwsza faza powstania: 1260-1265 19.10.06, 21:21
                                        Jó tyż dołączam sia do czytelników, bardzo uważnie.
                                        • lokis1271 Drugie Powstanie Prusów - cd : 20.10.06, 09:05
                                          Witam !
                                          Serdecznie dziękuję za życzliwe recenzje i kontynuuję :

                                          "W tych warunkach akcja powstańcza nabrała rozmachu i nawet kontratak komtura
                                          dzierzgońskiego, Teodoryka de Rode, który ze stuosobowym oddziałem najechał
                                          Pogezanów , nie zdołał jej zahamować.
                                          Jeszcze tego samego roku Prusowie zaatakowali Chełmżę, napadając na mieszczan w
                                          czasie żniw , spalili miasta w Kwidzynie i Radzyniu .
                                          Według informacji zawartych w bullach papieskich z grudnia 1261 roku ,od
                                          wybuchu powstania Semigalów w Inflantach (1259 r.) do jesieni 1261 roku, w obu
                                          prowincjach zginęło łącznie ponad pięciuset członków Zakonu wraz z wielką
                                          liczbą chrześcijan. Można sądzić, że lwia część owych strat przypadała na gałąź
                                          pruską Zakonu.
                                          Pod wrażeniem krzyżackich klęsk i realnej groźby załamania się misji krzyżowej
                                          w krajach nadbałtyckich, papieże- Aleksander IV i jego następca na Stolicy
                                          Apostolskiej, Urban IV wystosowali szereg wezwań i zarządzeń dotyczących
                                          natychmiastowego wsparcia Zakonu, finansowego a przede wszystkim militarnego .
                                          Apele papieskie nie pozostały bez echa, bowiem już w styczniu 1262 roku do
                                          Królewca nadciągnęły posiłki w postaci armii krzyżowców pod wodzą hrabiów:
                                          Waltera z Jülich i Engelberta z Marchii . Wspólnymi siłami wojska zakonne i
                                          krzyżowcy rozbiły pod Sclunien (22 I 1262 r.) siły oblężnicze Sambów , zatopiły
                                          pruską flotyllę blokującą dostęp do portu ,zniszczyły most i barykadę na rzece
                                          Pregoła, przy pomocy których Prusowie usiłowali odciąć twierdzę królewiecką od
                                          strony morza , a następnie Krzyżacy korzystając z posiłków przystąpili do
                                          pacyfikacji Sambii . Niepokojący obrót wydarzeń w Sambii spowodował osobistą
                                          interwencję jednego z wybitniejszych przywódców powstańczych, Henryka Monte,
                                          który podjął próbę zaradzenia sytuacji .
                                          Próbował wywabić krzyżacką załogę na otwarte pole wyzywając ich na pojedynek,
                                          jednak podstęp nie udał się. Do walki stanął jedynie brat zakonny, Henryk
                                          Ulenbusch, reszta obsady, nauczona wcześniejszym doświadczeniem, przezornie
                                          pozostała pod osłoną murów. Kiedy Henryk Monte został ciężko ranny, Prusowie
                                          odstąpili od oblężenia . Pomimo zniszczenia przez Sambów jeszcze tego roku
                                          (1262) osady miejskiej koło zamku królewieckiego , powstanie w Sambii zaczęło
                                          tracić swój pierwotny rozmach. Krzyżacy po odstąpieniu spod Królewca oddziałów
                                          Henryka Montego, wzmocnieni krzyżowcami przejęli inicjatywę rozpoczynając serię
                                          ataków na powstańcze ośrodki w ziemi: Waldau, Kwedenau,Wargen i Pobeten .
                                          Nie mniej zaciekłe walki toczyły się w Barcji, wokół Bartoszyc, które były
                                          bronione przez liczną załogę, liczącą czterystu braci i żołnierzy .
                                          Duża liczebność garnizonu barckiego wypływała nie tylko z tego, że chronili się
                                          doń poplecznicy Zakonu z okolicznych terenów. Zgodnie z nakazami papieża
                                          Aleksandra IV, jeszcze z wiosny 1260 roku, na granicy krzyżacko- mazowieckiej
                                          gromadzili się uczestnicy antytatarskiej krucjaty pod dowództwem mistrza
                                          krajowego Prus , i tam zostali zaskoczeni przez powstanie. Uciekając przed
                                          powstańcami do krzyżackich grodów, wydatnie wzmocnili ich siłę obronną.
                                          Prusowie do zdobywania Bartoszyc użyli wież oblężniczych oraz innych urządzeń
                                          zaczepnych (katapult), które były przedmiotem krzyżackich wypadów. W trakcie
                                          jednego z nich, około 1262 roku, zginęli zakonni lennicy: Miligedo i Troppo .
                                          W tym też okresie powstańcy uderzyli na Pomezanię, ponownie niszcząc miasta w
                                          Radzynie i Kwidzyniu .
                                          Doniosłym wydarzeniem 1262 roku był najazd litewski na Mazowsze, w trakcie
                                          którego został zabity książę mazowiecki, Siemowit, a jego syn Konrad
                                          uprowadzony do niewoli(23 Vl 1262 r.) co ostatecznie eliminowało księstwo
                                          mazowieckie, jako aktywnego sojusznika militarnego Zakonu . Podobny najazd na
                                          Mazowsze urządzili w sierpniu Prusowie, którzy w bitwie pod Długosiodłem
                                          (5 VIII 1262 r.) pokonali rycerstwo mazowieckie . Całkiem możliwe, że niektórzy
                                          z Prusów zapędzili się też na Kujawy, co było jednym z zarzutów wysuwanym przez
                                          Kazimierza Konradowica, księcia Kujaw w stosunku do Krzyżaków na komisji
                                          arbitrażowej przeprowadzonej w lutym 1263 roku . Mogła być to ta sama grupa, o
                                          której wspominał Dusburg w rozdziale poświęconym walkom komturstwa
                                          radzyńskiego , zginęło wówczas kilku braci zakonnych z tegoż konwentu oraz
                                          siedemnastu żołnierzy.
                                          Pod koniec roku naczelne władze Zakonu, zaalarmowane w najwyższym stopniu
                                          sytuacją podjęły energiczne działania na arenie międzynarodowej oraz w samych
                                          Prusach celem powstrzymania powstańczych postępów.
                                          W pierwszym rzędzie zwrócili się do papieża Urbana IV o wystawienie bulli
                                          wzywających do krucjaty na rzecz Zakonu , oraz upomnienie Kazimierza
                                          Konradowica, księcia Kujaw o niewspomaganie pogan . Pod koniec roku do Prus
                                          zjechał osobiście wielki mistrz Zakonu Anno de Sangerhausen, który osobiście
                                          przystąpił do porządkowania spraw gałęzi pruskiej.
                                          Na początek ostatecznie pozbawił funkcji dotychczasowego mistrza krajowego,
                                          Hartmuda, powierzając ją Helmerichowi de Rechenberg . Następnie, w styczniu
                                          1263 roku, przystąpił do rokowań zarówno z biskupami pruskimi i polskimi w
                                          sprawach dotyczących podziału dóbr ziemskich między Zakonem a nimi , jak i
                                          księciem Kazimierzem Kujawskim w celu uregulowania wzajemnych stosunków na
                                          płaszczyźnie pokojowej . Po kilkumiesięcznych pertraktacjach udało się
                                          wielkiemu mistrzowi Anno dojść do porozumienia z biskupem sambijskim Henrykiem
                                          Strittbergiem, który w zamian za swój zamek biskupi i niektóre dobra w Sambii
                                          otrzymał rekompensatę w ziemi chełmińskiej oraz obietnicę pomocy Zakonu przy
                                          odbudowie grodów w diecezji sambijskiej . Podobnie zawarta została ugoda między
                                          biskupem chełmińskim Heidenrykiem, odnośnie podziału ziemi lubawskiej i
                                          sasińskiej , oraz z biskupem włocławskim odnośnie jego dóbr wokół Golubia i
                                          Ostrowitego . Pewnym zgrzytem było uchylenie się od rozmów biskupa
                                          pomezańskiego Alberta, który po opuszczeniu diecezji na początku powstania
                                          (zarząd objął poddany biskupa, Teodoryk Stango) , praktycznie nie pojawiał się
                                          w Prusach.
                                          Trwające równolegle rokowania z księciem kujawskim, Kazimierzem zakończyły się
                                          sukcesem Zakonu. Książę zobowiązał się do zaniechania wrogich wobec Krzyżaków
                                          kroków oraz unormowania wzajemnych stosunków handlowych ."
                                          Pozostaję z szacunkiem
                                          Leszek Bodio
                                          • tralala33 Miligedo? 20.10.06, 21:17
                                            Zobacz Rito -
                                            "Prusowie do zdobywania Bartoszyc użyli wież oblężniczych oraz innych urządzeń
                                            zaczepnych (katapult), które były przedmiotem krzyżackich wypadów. W trakcie
                                            jednego z nich, około 1262 roku, zginęli zakonni lennicy: Miligedo i Troppo".

                                            Czy to ma znaczyć, ze Miligedo zgninął z rąk Prusów? A co z naszą legendą o
                                            Synu Miodu?

                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=41383307&a=41811731


                                            • rita100 Re: Miligedo? 21.10.06, 22:01
                                              Powiem Ci Tralala, ze też zwróciłam uwage na tego bohaterskiego Miligedo i na
                                              legende. Czy to mozliwe ? Syn Miodu miałby zginąc z rak Prusaków - nie chce mi
                                              się wierzyć. Śledze sytuacje i podziwiam Prusów za technikę nawet zdobywania
                                              zamków krzyżackich.
                                              No i tak się zastanawiam , czy zamki krzyżackie tylko stanowiły warownię
                                              przeciw Prusakom ? No i oczywiście jak Prusacy znikli - czy to bylo
                                              systematyczne wynieszczanie , czy pouciekali w inne krainy, ale raczej by chyba
                                              nieuciekli ze swoje ziemi.
                                              • lokis1271 Prus Miligedo 23.10.06, 08:57
                                                Witam !
                                                Imię Miligedo było dość rozpowszechnione wśród Prusów , zapewne Miligedo - Syn
                                                Miodu , o którym Panie pisały wcześniej to nie ten sam Miligedo , który służył
                                                Krzyżakom i zginął pod Bartoszycami.

                                                ". MILIGEDO - żołnierz zakonny nieznanego pochodzenia (Prus ?), zginął w
                                                obronie Bartoszyc około 1262 roku .
                                                TROPPON - lennik zakonny pochodzenia pruskiego. Otrzymał w roku 1262 szereg
                                                dóbr ziemskich w Sambii i Natangii z rąk mistrza krajowego Prus, Helmericha de
                                                Rechenberg. Zginął w obronie Bartoszyc około 1262 roku ."

                                                Pozdrawiam
                                                Leszek Bodio
                                                • tralala33 Re: Prus Miligedo 23.10.06, 20:38
                                                  No to możemy odetchnąć z ulgą. Wiem, że to tylko legenda, ale już się
                                                  przywiązałam do bohaterskiej postaci Prusa Miligedo. Poza tym, dzięki tej
                                                  legendzie to, co w książkach historycznych czasem brzmi sucho i formalnie, tu
                                                  stało się żywe. To wielka zaleta takich podań, dzięki nim więcej ludzi będzie
                                                  pamiętać o dawnych mieszkańcach naszej ziomeczki.
                                        • lokis1271 Drugie Powstanie Prusów - cd 2 : 20.10.06, 09:12
                                          "Mniej korzystnie dla Zakonu wyglądała sytuacja na froncie walki. Przede
                                          wszystkim powstańcy zdobyli zamki: w Krzyżborku (w 1263 roku), gdzie wybili
                                          obsadę nieomal w całości oraz w Wissemburgu w Barcji (również w 1263 roku) .
                                          W tym samym roku na Prusy i Mazowsze ponownie uderzyły wojska litewskie
                                          wspomagane przez Jaćwięgów. Obległy one Welawę , zniszczyły grody w
                                          Lubawie ,Brodnicy , miasta w Toruniu i Chełmży , oraz gród w Bierzgłowie ,
                                          gdzie ocalała jedynie wieża.
                                          Dopełnieniem krzyżackich niepowodzeń w 1263 roku był najazd Henryka Monte na
                                          ziemię chełmińską, w czasie którego dokonał poważnych zniszczeń, a pod Lubawą
                                          rozgromił zakonną armię. Zginął wówczas nowo wybrany mistrz krajowy Prus,
                                          Helmerich, wraz z czterdziestoma rycerzami zakonnymi oraz nieokreśloną bliżej
                                          liczbą wojowników . W czasie tego najazdu mogło dojść do zniszczenia kaplicy i
                                          zabudowań poza murami Torunia oraz zniszczenia kasztelani łowickiej .
                                          W 1263 roku jakaś grupa Jaćwięgów spaliła gród w Barczewie (Wartemburg),
                                          wybijając zakonną załogę i uprowadzając ludność .
                                          W ten sposób do końca roku przestało istnieć w Prusach komturstwo natangijskie,
                                          a terytorium komturstwa królewieckiego, gdzie trwały bardzo ciężkie walki na
                                          całym terenie, ograniczało się w praktyce do najbliższych okolic Królewca oraz
                                          izolowanych ośrodków w Gierdawach , Welawie i Rybakach (Fischhausen).
                                          Organizacja kościelna przestała istnieć na wschód od rzeki Pasłęki.
                                          Nieco lepiej przedstawiała się sytuacja w Pomezanii i ziemi chełmińskiej,
                                          chociaż i tam wskutek ustawicznych najazdów pruskich i litewskich, szereg
                                          struktur kościelnych oraz zakonnych zostało poważnie nadwyrężonych. Na terenach
                                          pozostających jeszcze w rękach krzyżackich panował dotkliwy głód .
                                          Można przypuszczać, że w tych właśnie okolicznościach zapadła decyzja wielkiego
                                          mistrza Zakonu o utworzeniu nowego komturstwa w Grudziądzu, celem zagęszczenia
                                          sieci administracyjnej w ziemi chełmińskiej (być może decyzja dotyczyła również
                                          jednostki w Bierzgłowie), oraz zbudowaniu przeszkody dla pruskich najazdów na
                                          wspomniane tereny w postaci nowego grodu w Słupiu .
                                          Oceniając sytuację obu stron na koniec 1263 roku, można stwierdzić, że Krzyżacy
                                          znaleźli się w wyjątkowo trudnym położeniu i byli o krok od klęski. Z kolei
                                          Prusowie byli na najlepszej drodze do odzyskania niepodległości, mając
                                          wszystkie atuty militarne i gospodarcze za sobą. Jednak następny rok przyniósł
                                          całkowitą zmianę w ogólnym układzie politycznym, co w ostatecznym rachunku
                                          zaważyło na losach powstania i doprowadziło do jego upadku. s.50"

                                          Leszek Bodio
                                          • tralala33 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 2 : 20.10.06, 21:20
                                            "Oceniając sytuację obu stron na koniec 1263 roku, można stwierdzić, że
                                            Krzyżacy znaleźli się w wyjątkowo trudnym położeniu i byli o krok od klęski. Z
                                            kolei Prusowie byli na najlepszej drodze do odzyskania niepodległości, mając
                                            wszystkie atuty militarne i gospodarcze za sobą."
                                            Jak to się stało, że jednak Prusowie przegrali, pewnie wkrótce się dowiemy.
                                            Trudniej jest mi zrozumieć, że po tak skutecznym zrywie przeciwko obcemu
                                            Zakonowi Krzyżackiemu Prusowie nie zdołali zachować odrębności, nawet potem,
                                            gdy przegrali i żyli w państwie krzyżackim.
                                            • lokis1271 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 23.10.06, 09:06
                                              Witam !
                                              "Przede wszystkim jeszcze jesienią 1263 roku książę Trojnat ,współrządzący wraz
                                              z królem Mendogiem monarchią litewską, dokonał na niego zamachu, obejmując
                                              władzę na Litwie i Żmudzi . Czyn ten niósł za sobą zarzewie wojny domowej na
                                              sprzymierzonej z pruskimi powstańcami Litwie. Istotnie Trojnat nie cieszył się
                                              długo władzą, bowiem w 1264 roku został zabity przez synów Mendoga, Teofila i
                                              Wojsiełka , a na Litwie wybuchła wkrótce walka o władzę pomiędzy pretendentami
                                              do tronu wielkoksiążęcego.
                                              Odpadnięcie od powstańców tak potężnego sojusznika było początkiem ich klęski i
                                              nie mogła tej straty zrównoważyć rosnąca aktywność bojowa Jaćwięgów ze względu
                                              na niski stopień rozwoju społecznego i związany z tym brak centralnego ośrodka
                                              kierowniczego, który określałby cele polityczne plemion jaćwięskich w szerszej
                                              perspektywie politycznej i podejmował skuteczne działanie dla ich realizacji .
                                              Doraźne akcje prowadzone na oślep przez grupy wojowników zbieranych od wyprawy
                                              do wyprawy, nie mogły wiele zmienić.
                                              Co wiecej, od 1264 roku Jaćwięgowie sami stali się obiektem napaści ze strony
                                              książąt małopolskich .
                                              Jak zaznaczyliśmy powyżej rok 1264 był przełomowym w dziejach powstania. W pier-
                                              wszym rzędzie Bartom udało się zdobyć, po czteroletnim oblężeniu krzyżacki gród
                                              w Bartoszycach . Zginął tam między innymi marszałek pruski, Teodoryk de
                                              Dyrbic , część załogi zginęła w trakcie ucieczki, innym udało się przerwać do
                                              Królewca czy Elbląga . Zwycięscy Bartowie obsadzili gród własną załogą, a
                                              komturstwo barckie przestało istnieć na długie lata . Inny oddział Prusów
                                              zaatakował Pomezanię, ponownie niszcząc Kwidzyn i próbując zdobyć rycerski
                                              gródek wiernego Zakonowi Pomezańczyka, Jonisa, w Białachowie (Belichow) nad
                                              rzeczką Osą .
                                              Również w tym czasie mógł mieć miejsce kolejny atak na ziemię chełmińska, w
                                              czasie którego podczas oblężenia Chełmży Prusowie stracili wielu wojowników
                                              wraz z dowódcą . Przypuszczalnie w 1264 roku Krzyżacy przystąpili do budowy
                                              nowego grodu nad Osą, zwanego Starkenberg (Słup) , który następnie jak wynika z
                                              przekazu Dusburga, kilkakrotnie był niszczony przez Prusów, aż na koniec
                                              zakonnicy zrezygnowali z jego odbudowy, po latach przenosząc go w inne
                                              miejsce . Można się domyślać, że owymi uporczywymi napastnikami mogli być
                                              Bartowie lub Natangowie, którzy po oczyszczeniu swoich plemiennych terytoriów z
                                              krzyżackich załóg, mieli wolne ręce na innych kierunkach. Jednocześnie na
                                              terenie Sambii wypadki przebiegały dla powstańców mniej korzystnie. Krzyżacy
                                              korzystając z pomocy krzyżowców, ciągłymi atakami zmusili Sambów do poddania
                                              się władzy zakonnej, biorąc swym zwyczajem zakładników i ponownie obsadzając
                                              biskupi grodek w Rybakach (Fischhausen) .
                                              Wprawdzie wkrótce wybuchły nowe walki powstańcze na terenie Sambii, jak wynika
                                              z narracji Dusburga w roku 1264 bądź 1265 , ale do końca roku 1265 wojska
                                              zakonne zdołały się z nimi uporać. Kapitulacja Sambów była poważnym ciosem dla
                                              walczących Prusów, ponieważ nie tylko osłabiała ich ogólny potencjał wojenny,
                                              ale odsłaniała terytoria powstańcze od strony Królewca, narażając je na groźne
                                              w skutkach ataki krzyżackie (w późniejszym okresie Krzyżacy wystawili na
                                              pograniczu z Natangią gród w Brandenburgu /Pokarminie/ z którego rozpoczęli
                                              najazdy w głąb Prus, aż do Barcji).
                                              W 1264 roku uległa również zmianie ogólna sytuacja polityczna. Jak już wspomnie-
                                              liśmy powyżej, na Litwie po raz kolejny doszło do zmian na tronie
                                              wielkoksiążęcym. Po zabójstwie Trojnata, władcą państwa litewskiego został syn
                                              Mendoga, Wojsiełk , który będąc chrześcijaninem nie zamierzał wspierać
                                              pogańskich Prusów .
                                              Sytuację powstańców pogorszyło rozpoczęcie latem tego roku (w czerwcu) przez
                                              księcia małopolskiego, Bolesława Wstydliwego,kampanii wojennej przeciwko
                                              Jaćwięgom, przynosząca im dotkliwe straty .
                                              W stosunkach wewnętrznych państwa zakonnego również doszło do zmian
                                              korzystnych dla Krzyżaków. W lutym 1264 roku nastąpiła inkorporacja do Zakonu
                                              kapituły biskupstwa chełmińskiego, którą przeprowadził nowy biskup, Fryderyk de
                                              Husen . Na zmianę reguły wydał swoją zgodę legat papieski, biskup warmiński
                                              Anzelm . W ciągu lata Krzyżacy zdołali odbudować zniszczenia dokonane w Toruniu
                                              w czasie zimowych walk oraz lokować Nowy Toruń obok Starego Torunia , jak i też
                                              zawrzeć z biskupem sambijskim Henrykiem kolejną, korzystną dla Zakonu umowę, na
                                              mocy której objęli w wyłączne posiadanie cały półwysep Witland (w zachodniej
                                              części Sambii), dając w zamian biskupowi rekompensatę terytorialną w innej
                                              części Sambii . Na półwyspie tym w latach późniejszych (1270 r.) Krzyżacy
                                              wybudowali zamek w Lochstädt (Lochstete) kontrolujący szlak wodny, biegnący
                                              przez znajdujące się nieopodal przejście w Mierzei Wiślanej, łączące otwarte
                                              morze z Zalewem Wiślanym .
                                              Zakon uporządkował też sprawy związane z obsadą urzędów centralnych gałęzi
                                              pruskiej, wakujących po śmierci mistrza krajowego (1263 r.) i marszałka (1264
                                              r.). W zaistniałej podówczas sytuacji był to niezwykle istotny i palący
                                              problem. Bez wątpienia był on główną przyczyną kolejnej wizyty wielkiego
                                              mistrza, Anno de Sangerhausen w Prusach (luty-lipiec 1264 r.) , któremu oprócz
                                              stałego grona współpracowników (jak np. brat Poppo ) towarzyszyli w podróży
                                              również legat papieski i biskup warmiński, Anzelm oraz mistrz krajowy Niemiec,
                                              Konrad de Nürnberg .Urząd mistrza krajowego Prus objął Ludwig de Baldersheim
                                              (dowodnie od 1 III 1264 roku) , natomiast marszałkiem po śmierci Teodoryka
                                              został Fryderyk de Holdenstete (ok.1265 r.) .
                                              • rita100 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 23.10.06, 20:52
                                                Faktycznie musiała być jakaś zbieżnośc imion, bo nasz Miligedo buł legendarny,
                                                buł bohaterem Prusów prawie jak Herkus Monte.
                                                Tak, były powstania, ale też widać , ze walki między Prusakami a Krzyżakami
                                                były ciągłe, jak nie w tym miescu to w drugim, to znowu gdzie indziej. Ciągłe
                                                ze sobą starcia i potyczki. Tu zburzyli warownie , a tam Krzyżacy wybudowali i
                                                końca nie widać. Ani Krzyżacy nie czuli się pewnie, ani u siebie Prusacy nie
                                                czuli się. Kiedy wielka Litwa odłączyła się z poparcia , a nawet później
                                                atakowała Prusaków to prawie oznaka klęski.
                                                Więc jak się to skończyło ? Jak wyginęli Prusacy ?
                                              • rita100 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 23.10.06, 20:59
                                                Lokis, a możesz nam coś dołożyć do zwyczajów pogrzebowych Prusów ? Co robiono z
                                                zabitymi wojownikami ?
                                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=41339652&a=42675530
                                                A w zwiazku ze Świętem Zmarłych , chciałam sie zapytać czy ostał się jakiś
                                                grób, kopiec ostatniego Prusaka. Czy coś takiego istnieje ?
                                                Czy w jakiś sposób obchodzicie to świeto - Swięto Zmarłych ?
                                                Wiemy, że w zwyczaju Prusów bylo raczej świetowanie i uczta na grobie.
                                                Możesz nam w podanym watku coś o tym napisać ?
                                                • lokis1271 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 24.10.06, 14:59
                                                  Szanowna Pani Rito !
                                                  Zabitych wojowników palono na stosach i grzebano w kurhanach . Czy ostał się
                                                  gdzieś kurhan pruskiego wojownika ? Na pewno tak , należałoby się skontaktować
                                                  z jakąś pracownią archeologiczną np. przy :
                                                  Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich
                                                  Oddział w Olsztynie
                                                  ul. Zamkowa 2
                                                  10–047 Olsztyn
                                                  "> Czy w jakiś sposób obchodzicie to świeto - Swięto Zmarłych ?
                                                  > Wiemy, że w zwyczaju Prusów bylo raczej świetowanie i uczta na grobie.
                                                  > Możesz nam w podanym watku coś o tym napisać ?"

                                                  Trudno mi coś na ten temat napisać , nie mam pruskich korzeni , wiem to co
                                                  wyczytałem z prac prof. Łowmiańskiego czy prof. Okulicz-Kozaryn i innych
                                                  badaczy historii i obyczajów tego ludu.
                                                  Jednym z ciekawszych był zwyczaj urządzania w trakcie stypy zawodów
                                                  sprawnościowych , np. biegów czy wyścigów konnych . Zwycięscy otrzymywali w
                                                  nagrodę cały majątek zmarłego (z wyjątkiem tego co było złożone do grobu).
                                                  Zapobiegało to kumulacji majątku w rękach jednego rodu , ponieważ potomkowie
                                                  zmuszeni byli dorabiać się od nowa własnym sprytem i dzielnością .
                                                  Wszystko wskazuje na to , że niektórym , bardziej zaradnym i zapobiegliwym
                                                  członkom pruskiej społeczności , ten zwyczaj był nie w smak . Krzyżackie
                                                  urządzenie ustrojowe gwarantujące feudalną dziedziczność ziemi oraz majątków
                                                  dla wielu z nich okazało się bardziej atrakcyjne , aniżeli plemienna
                                                  solidarność. To był powód , dla którego wielu Prusów nie poparło powstańców.
                                                  Jest rzeczą oczywistą , iż zakonni lennicy nie mogli być poganami , a w miarę
                                                  upływu czasu alienowali się z pruskiej społeczności , ulegając szybkiej
                                                  germanizacji.
                                                  Po upadku powstań narodowych wielu Prusów przyjęło chrześcijaństwo , należy
                                                  pamiętać , że po takich walkach przy życiu zostawały często tylko kobiety i
                                                  dzieci , które były do tego zmuszone warunkami bytowymi . Oczywiście absolutnie
                                                  nie chroniło ich to przed wyzyskiem ze strony zakonników . Zresztą przyjęcie
                                                  chrześcijaństwa nikogo przed niczym nie chroniło ze strony Krzyżaków , niedługo
                                                  po stłumieniu powstań pruskich zaatakowali Polskę , kraj od dawna
                                                  chrześcijański twierdząc , że jesteśmy fałszywymi chrześcijanami .
                                                  Pozdrawiam
                                                  Leszek Bodio
                                                  • rita100 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 24.10.06, 20:59
                                                    No tak, sprawy majatkowe i dziedziczenie ich napeno było bardzo przekonywujące.
                                                    Ależ Ci Prusacy mieli sposoby. I pomysleć , że Prusacy mieli swoje Olimpiady
                                                    przy pogrzebach. Może i w ten sposób od dziecka uczyli się słynnej waleczności.

                                                    Napewno , w przeszlości żalowano decyzji sprowadzenia Krzyżaków, choć gdzies
                                                    czytałam , ze to podstepne też było. Pokojowa droga byłaby lepsza dla obywdóch
                                                    stron.
                                                    "Na soborze w Konstancji (1414 - 1418) święcił Kraków swoje zwycięstwo.
                                                    Sobór przyjął tezę, ze na pogaństwo wpływać należy drogą pokojową.
                                                    Ale od tego czasu dużo sie zmieniło"

                                                    Tralala, ale też nic nie słychać o grobach krzyżackich. Mieli oni swoje
                                                    cmentarze ?

                                                    Dziekujemy Lokis za ten wykład. Trochę wiedzy zdobyliśmy.
                                                  • tralala33 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 24.10.06, 21:04
                                                    Czy Krzyżacy mieli swoje cmentarze? Na pewno tak, wyczytałam o jednym - w
                                                    Malborku, między zamkiem a zewnętrznymi murami otaczającymi warownię. Tam
                                                    chowano braci zakonnych, bo rycerzy zapewne chowano w kościołach, a czasem
                                                    pewnie też przewożono ciała znaczniejszych rycerzy do rodzinnych miast, do
                                                    rodzinnych grobowców.
                                                  • rita100 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 24.10.06, 21:12
                                                    No tak , pewnie rodziny zabierali ciała do siebie.
                                              • tralala33 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 23.10.06, 21:05
                                                W 1264 roku na tronie litewskim zasiadł Wojsiełk, który był chrześcijaninem, a
                                                ponad sto lat później Jagiełło przybywając do Polski musiał się ochrzcić? To co
                                                stało się z chrześcijaństwem na Litwie przez to stulecie?
                                                Swoją drogą, Prusowie wytrąciliby miecz z ręki Krzyżaków, gdyby wtedy
                                                zdecydowali się przejść na wiarę chrześcijańską. Skończyłyby się pozory
                                                krucjaty przeciwko niewiernym.
                                                • rita100 Re: Drugie Powstanie Prusów - cd 3 : 23.10.06, 21:12
                                                  No właśnie , czy Prusowie mimo tej waleczności przeszli na chrześcijanizm ?
                                                  • rita100 Re: Drugie Powstanie Prusów i Wańkowicz 25.10.06, 20:48
                                                    Znalazłam wzmiankę o Prusach u nieocenionego Wańkowicza. Tak on oto wyjaśnia
                                                    historie powstań pruskich.
                                                    Wspomina o podstępnym zatruciu przywódców II powstania.
                                                    Czy sprzymierzeńcem Prus nie były Tatarzy z ktorymi się borykali także Krzyżacy.


                                                    "Jedziemy ziemiami starej Natangii, ktora była terenem głównych walk Prusaków z
                                                    Niemcami (tu Wańkowicz powinien napisać z Krzyżakami). Tu , pod Bałgą zostali
                                                    pobici Prusacy w 1238r, tu w rok potem wrócili z przeważajacymi siłami i
                                                    obsadzili garnizon. Po dwuletniej walce o Warmię - Prusowie zostają pobici.
                                                    W 1242 r. wybucha pierwsze powstanie pruskie i trwa pięć lat. Zdławione
                                                    bezlitośnie.
                                                    W 1260 wybucha drugie powstanie pruskie. W dniu 20 września zapalają się stosy
                                                    po wzgórzach Natangii, Warmii, Pogezanii, Sambii, Bartonii. (Co oznaczały
                                                    zapalające się stosy ?) Krzyżacy zostają odrzuceni na zachód. Na prózno błagają
                                                    o pomoc Carstwo Niemieckie. Niemcy są zaabserbowani napadami Tatarów.
                                                    Czternaście lat borykają sie Krzyżacy z tym drugim powstaniem. (teraz wiem
                                                    dlaczego Świeto Herkusa ustanowione jest na 20 września). Prusaków prowadzą
                                                    synowie pruscy, kształceni w szkołach krzyżackich. Pomagają im Jadźwingowie,
                                                    których wódz, Skumand, zapędza sie daleko na zachód. Wreszcie pada oblężona
                                                    przez Krzyżaków starożytna Honeda, tzn. Bałga, pod której ponurą basztą właśnie
                                                    stoimy (mówi Wańkowicz). Chytrością i podstępem, waśniąc i przekupując wodzów
                                                    upadającego powstania, odzyskują Krzyżacy swe posiadłości. Wreszcie krzyżacki
                                                    wójt tych ziem, Volrad Mirabilils, zaprasza co przedniejszych Prusaków na
                                                    przyjacielską ucztę i truje. O, może to z tych ambrazur sześćset sześćdziesiąt
                                                    lat temu zrzucano do fosy psom na pożarcie ciała niebacznych biesiadników."
                          • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 04.11.06, 21:49
                            Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                            zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                            kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                            województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                            kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                            a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                            ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                            Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                            W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                            www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                            • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 05.11.06, 21:44
                              Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                              zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                              kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                              województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                              kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                              a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                              ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                              Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                              W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                              Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                              pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                              www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                              • lokis1271 Dalsze walki Prusów cz. 4 06.11.06, 13:59
                                Witam !
                                " Kolejny,1265 rok przyniósł Zakonowi dalszą poprawę sytuacji. Do Prus,
                                zapewne w wyniku energicznych działań propagandowych mistrza krajowego Niemiec,
                                przybyły wyprawy krzyżowe pod wodzą księcia brunszwickiego, Alberta I, oraz
                                landgrafa turyńskiego, Alberta II . Z obecnością tych wojsk w Prusach należy
                                wiązać fakt ostatecznego pokonania Sambów na terytorium ziemi (pulko) Rinau (na
                                północny zachód od Królewca-centr. Sambia) jak i całkowitego poddania się
                                plemienia Zakonowi . Aby umocnić swoje panowanie na tym terenie, Krzyżacy w tym
                                samym roku (1265) zbudowali na pograniczu Sambii i Natangii, gród w Tapiawie
                                (Tapiau) , a w późniejszym okresie, w Lochstädt (1270). Jest wysoce
                                prawdopodobne, że właśnie wówczas doszło do bitwy morskiej (na miarę tamtych
                                czasów) w pobliżu Królewca pomiędzy flotyllami, krzyżacką i pruską, którą w
                                odrębnym rozdziale opisał Piotr z Dusburga w swojej kronice .
                                Również zdobycie przez powstańców rycerskiego gródka w Gierdawach, kronikarz
                                ściśle powiązał z informacją dotyczącą budowy Tapiawy , dlatego można
                                przypuszczać, iż fakt ten miał miejsce około 1265 roku.
                                W tym czasie tereny plemienne Barcji, Natangii i niemal całej Warmii (broniła
                                się jedynie Bałga) były oswobodzone od krzyżackich garnizonów. Od tej pory
                                powstańcze oddziały, nie związane oblężeniami na własnym terenie, mogły z pełną
                                siłą przenieść wojnę na terytoria zakonne. Zapewne w tych okolicznościach
                                doszło do gwałtownych walk wokół nowo zbudowanego grodu krzyżackiego w Słupiu
                                (Starkenberg) , który ostatecznie został przez Prusów całkowicie zniszczony, a
                                jego odbudowa nastąpiła, jak wynika z narracji Dusburga , dopiero po upadku
                                powstania .
                                Pomimo pewnych sukcesów w walce z Zakonem, sytuacja polityczna powstańców na
                                arenie międzynarodowej stopniowo pogarszała się. Krzyżakom udało się
                                zmobilizować do walki z nimi szerokie kręgi społeczne w Niemczech, Austrii i
                                Czechach , a w dodatku jedyny znaczący sojusznik Prusów, Litwa wycofał się ze
                                współpracy. Syn Mendoga, Wojsiełk, który był chrześcijaninem, po usunięciu z
                                tronu wielkoksiążęcego (1264 r.) Trojnata prowadził wobec Zakonu ugodową
                                politykę nie popierając pogańskich Prusów .
                                Rok 1266 rozpoczął się od ważnego wydarzenia jakim była śmierć nieugiętego
                                przeciwnika Zakonu, księcia pomorskiego Świętopełka II (11 I 1266 r.) .
                                Pozostawił on po sobie dwóch synów, starszego Mściwoja panującego w dzielnicy
                                świeckiej oraz młodszego, Warcisława (objął on po ojcu dzielnicę gdańską) .
                                Wkrótce po śmierci Świętopełka obaj jego synowie popadli w konflikt z Zakonem.
                                Według informacji przekazanych przez Dusburga działania wojenne rozpoczął
                                Mściwój już w roku 1266, atakując wraz z Prusami ziemię chełmińską i domenę
                                biskupa pomezańskiego . W pewnej mierze informacja ta koresponduje z następną
                                wzmianką kronikarza krzyżackiego dotyczącą oblężenia zamku dzierzgońskiego
                                przez Pogezan i całkowitym zniszczeniu przyległego doń miasta oraz gródka
                                Pomezańczyków, popleczników Zakonu . Powyższe walki prusko- krzyżackie na
                                terenie Pomezanii znalazły swoje odzwierciedlenie w kronice Jana Długosza, w
                                postaci niezbyt jasnego zapisu pod rokiem 1266, iż: >Fratres Cruciferi a
                                Prutenis barbaris <hostiliter> invasi,gravi cede confliguntur et dux exercitus
                                fratrum Henricus dictus Stange, commendator in Kirsburg, occiditur< .
                                Wzmiankowana przez kronikarza śmierć komtura dzierzgońskiego, Henryka Stango
                                jest ewidentną pomyłką co do osoby (jak wiadomo Stango zginął w Sambii w 1254
                                roku) , zapewne Długosz pomylił go z ówczesnym zarządcą dóbr biskupa
                                pomezańskiego, Teodorykiem Stango (seniorem) zasugerowany zbieżnością
                                przydomków, od siebie przypisując Teodorykowi pełnienie urzędu komtura
                                dzierzgońskiego. Istnieje też druga możliwość, Długosz nie znając nazwiska
                                zwierzchnika komturstwa w Dzierzgoniu (był nim w czasie drugiego powstania
                                Teodoryk Rode, który nie figuruje na żadnym ze znanych źródeł dokumentowo-
                                aktowych) , wykoncypował, że funkcję tę w 1266 roku sprawował Henryk Stango,
                                nie zwracając uwagi na to, iż zginął on dużo wcześniej. W chwili obecnej nie
                                sposób jednoznacznie stwierdzić, która z powyższych koncepcji jest bliższa
                                podówczas zaistniałym wydarzeniom. Sam Długosz nie ujawnił źródła swych infor-
                                macji, a zarówno Teodoryk Rode jak i Stango, obaj działali na terenie Pomezanii
                                i całkiem możliwe, że któryś z nich zginął w czasie najazdu Pogezan na
                                Dzierzgoń w roku 1266 .
                                Łącząc informacje z obu kronik (Długosza i Dusburga) wolno wnioskować, że w tym
                                właśnie roku na terenie Pomezanii toczyły się gwałtowne walki pomiędzy
                                powstańcami a Krzyżakami. Całkiem przy tym możliwe, że trudną sytuację Zakonu
                                wykorzystał książę Mściwoj II, i podjął działania wojenne wobec stryja, księcia
                                tczewskiego Sambora II, usuwając go z dzielnicy oraz wobec Krzyżaków, atakując
                                ich w okolicach Nowego . Wojna pomorsko- krzyżacka ciągnęła się przynajmniej do
                                sierpnia następnego (1267) roku i możliwe, że w tym czasie doszło do zawarcia
                                układu sojuszniczego Mściwoja i Warcisława z powstańcami . 0 takim rozwoju
                                wydarzeń świadczyłyby zarówno postanowienia późniejszych traktatów pokojowych
                                zawartych pomiędzy książętami pomorskimi a Zakonem (książęta pomorscy
                                zobowiązywali się do nieukrywanie zbiegów z Prus na swoim terytorium, oraz
                                mieli obowiązek udzielenia pomocy Krzyżakom na wypadek zajęcia przez książęcych
                                poddanych zakonnych grodów i miast) , jak i obecność na dworach Mściwoja i
                                Warcisława Prusów, którzy często dochodzili do wysokich godności, przy czym
                                niektórzy z nich (np. Wajsylewicze) rościli pretensje do posiadłości ziemskich
                                na Żuławach, leżących w granicach państwa zakonnego .
                                W tym czasie ponownie zaogniły się stosunki Zakonu z księciem kujawskim,
                                Kazimierzem Konradowicem. Wskazuje na to wyraźnie dokument z 1266 roku,
                                wystawiony przez księcia Kazimierza w Inowrocławiu, a dotyczący powołania mężów
                                zaufania do wspólnej, kujawsko- krzyżackiej komisji, której zadaniem było
                                rozwiązywanie spornych spraw pomiędzy obydwoma państwami . Niewątpliwie dawały
                                o sobie znać zadawnione pretensje związane z rywalizacją o misję krzyżową na
                                terenie Galindii i Jaćwięży jak i wzajemna niechęć wynikająca z konkurencji
                                gospodarczej na szlaku wiślanym . Ogólna słabość militarna władcy Kujaw, nie
                                pozwalała mu na bardziej aktywne wystąpienie wobec Zakonu aniżeli bojkot
                                gospodarczy i narzucanie wysokich ceł we wzajemnych kontaktach gospodarczych .
                                Jednak obawy Krzyżaków związane z możliwością powstania koalicji pomorsko-
                                kujawsko- pruskiej musiały bardzo niepokoić najwyższe władze Zakonu. Należy
                                sądzić, że był to główny powód kolejnej wizyty wielkiego mistrza Zakonu, Anno
                                de Sangerhausen w Prusach (14 II - III 1266 r.) . Jej efektem była wspomniana
                                ugoda z księciem Kazimierzem Konradowicem i rozerwanie tym samym potencjalnego
                                aliansu kujawsko- pomorskiego, przy okazji doszło do kolejnej ugody Zakonu z
                                biskupem sambijskim, Henrykiem Strittbergiem, dotyczącej zamknięcia wymiany
                                dóbr określonych w porozumieniu z poprzedniego roku .
                                Zakon nie próżnował również w zabieganiu o pomoc na dworze papieskim. Ich
                                starania odniosły skutek, w latach 1265-1266, papież Klemens IV wydał szereg
                                bulli nakazujących duchowieństwu na obszarze Niemiec, Polski, Czech, Moraw,
                                Austrii oraz Skandynawii głosić wyprawę krzyżową do Prus i Inflant . Duchownym
                                sekundowali kapłani krzyżaccy, którzy wędrując po Europie wzywali wiernych do
                                wsparcia Zakonu .
                                W efekcie tych działań propagandowych do Prus przybyła kolejna wyprawa krzyżowa
                                (1266) pod wodzą margrabiego Brandenburgii, Ottona III , który za radą mistrza
                                krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim i towarzyszących mu braci zakonnych,
                                wybudował w Pokarminie (ob. Uszakowo- Rosja) niedaleko Królewca nowy gród
                                nazwany Brandenburgiem . Taka lokalizacja była niewątpliwie podyktowana chęcią
                                reaktywowania komturstwa natangijskiego, zlikwidowanego przez
                                • rita100 Re: Dalsze walki Prusów cz. 4 06.11.06, 20:27
                                  to czekamy na dokończenie.
                                  Bardzo wnikliwa historia. Czyli tam na północy rónież był rzeczny szlak
                                  handlowy, tak bardzo ważny w tych czasach.
                                  Bardzo , bardzo sięgacie w głąb histori opierając się na róznych kronikarzach z
                                  tego okresu. To wygląda jak układanka zdarzeń.
                                • tralala33 Re: Dalsze walki Prusów cz. 4 19.11.06, 20:35
                                  zlikwidowanego przez ...
                                  I tu czekamy na ciąg dalszy smile
                              • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 12.11.06, 21:39
                                Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał.
                                www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                                • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 18.11.06, 20:54
                                  Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                  zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                  kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                  województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                  kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                  a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                  ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                  Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                  W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                  Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                  pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                  Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                  700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                  nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                  wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
                                  stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu.
                                  www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                                  • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 19.11.06, 21:14
                                    Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                    zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                    kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                    województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                    kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                    a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                    ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                    Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                    W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                    Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                    pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                    Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                    700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                    nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                    wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
                                    stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
                                    szlachetnego rycerza - Herkusa Monte.
                                    www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                                    • gajowy555 Re: Śladami Herkusa Monte 20.11.06, 11:28
                                      Druga strona opowieści o Herkusie Monte...


                                      www.pruthenia.strefa.pl/obrazki/e22_2d.jpg
                                      • gajowy555 Re: Śladami Herkusa Monte 20.11.06, 11:30
                                        Mapa - Plemiona Pruskie w XIII wieku.


                                        www.pruthenia.strefa.pl/obrazki/e22_3d.jpg
                                    • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 03.12.06, 21:34
                                      Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                      zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                      kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                      województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                      kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                      a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                      ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                      Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                      W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                      Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                      pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                      Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                      700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                      nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                      wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
                                      stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
                                      szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
                                      nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
                                      www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                                    • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 14.12.06, 22:33
                                      Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                      zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                      kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                      województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                      kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                      a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                      ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                      Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                      W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                      Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                      pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                      Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                      700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                      nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                      wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
                                      stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
                                      szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
                                      nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
                                      www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                                      • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 26.12.06, 17:56
                                        Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                        zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                        kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                        województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                        kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                        a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                        ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                        Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                        W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                        Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                        pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                        Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                        700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                        nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                        wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
                                        stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
                                        szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
                                        nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
                                        Rolę podstawowego źródła pełni "Chronikon terrae Prussiae" Krzyżackiego mnicha
                                        Piotra z Dusburga.
                                        www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
                                        • lokis1271 Re: Śladami Herkusa Monte 27.12.06, 10:24
                                          Witam !
                                          Pruscy powstańcy mieli wielu dzielnych wodzów. Jednym z nich był przywódca
                                          Bartów , Dziwan zwany też Klekine (Niedźwiedź). Wiemy onim tylko tyle , ile
                                          napisał w swojej kronice krzyżacki kapelan, Piotr z Duisburga. Dziwan zginął w
                                          czasie oblężenia Kowalewa około 1272 roku.
                                          Ponieważ Prusowie nie znali pisma , nie pozostawili po sobie żadnych kronik.
                                          Trudno wię orzec dokładnie jak Prusowie postrzegali otaczający ich świat , to
                                          co o nich wiemy znamy jedynie z relacji ich wrogów , co siłą rzeczy warunkuje
                                          pewną stronniczość.
                                          Pozdrawiam
                                          L. Bodio
                                          • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 02.01.07, 22:25
                                            Lokis - dziękuję smile
                                            Wiemy , że Prusowie nie znali pisma, dlatego sięganie tak daleko pamięcią jest
                                            niezwykle ciekawe i patrzenie jednostronnie. Inaczej na Prusów patrzył też św.
                                            Wojciech , a inaczej na niego Prusowie. Wiele tajemnic już nie odkryjemy ,
                                            możemy tylko przypuszczać. Dobrze, ze trzymacie palce na pulsie.
                                            Ale pomóż nam rozwikłać zagadkę 'Bab pruskich'. Tak malo się o nich wie i sa to
                                            przypuszczenia. Chcielibysmy jak Herkusa Monte , rozpropagowac i tajemniczą Babę
                                            Pruską. Jak do niej się odnosić ? Kto to jest. Nie chodzi mi o to by ją
                                            ironizować , wysmiewać. Chodzi o to , zeby ona przypominała Prusów i mówiła o
                                            nich i była ich symbolem - ale czy ona jest ?
                                            • lokis1271 Baby pruskie 05.01.07, 08:22
                                              Witam Rito !
                                              O ile dobrze pamiętam , owe słynne Baby Pruskie to są głazy kamienne z wyrytymi
                                              na nich różnymi symbolami. Często jest to motyw kobiecej twarzy. Niektóre z
                                              głazów zostały poddane częściowej obróbce , tak iż przypominają ludzką postać.
                                              Prawie na pewno , były to obiekty kultu religijnego Prusów. Kilka z tych Bab
                                              znajduje się przed Muzeum Archeologicznym w Gdańsku .
                                              Pozdrawiam
                                              L. Bodio
                                              • rita100 Re: Baby pruskie 05.01.07, 21:53
                                                Witaj Lokis
                                                Rozumie , że te 'Baby Pruskie'jak je symbolicznie nazwano są symbolem bożków
                                                Pruskich. Ale są tam mało znane i poznane, ze myślała, by dobrze by było by je
                                                propagować , jako jednyną swego rodzaju na świecie pamiątkę po Prusach.
                                                Jedna z nich znajduje się na dziedzińcu zamku w Olsztynie. Bije od niej pokora.
                                                Czy ona może być symbolem Prusów, historią tej ziemi,nawet chyba wcześniejszą od
                                                Herkusa Monte i tych wszystkich powstań ?
                                        • rita100 Re: Śladami Herkusa Monte 28.01.07, 21:22
                                          Mój Szanowny, Jaśnie Oswiecony Czytelniku. Pozwól , że zaprowadzę cie do
                                          zdarzeń odległych. Będę Twoim Cycerone. Zakładam , że jesteś mieszkancem
                                          kraju o nazwie "Polska", a dokładnie jej północno-wschodniego fragmentu tj.
                                          województwa warmińsko-mazurskiego. Wiesz , że Twoje okolice zamieszkiwali
                                          kiedyś Prusowie, byli oni tu pierwszymi mieszkańcami. Lud ów już nie istnieje,
                                          a jedyne, co po nim pozostało to nazwy - nie wyłączywszy nazwy głównej "Prusy" -
                                          ilekroć używa się jej w jakimkolwiek kontekście, odniesieniu lub czasie.
                                          Wychodzi na to, że jesteś spadkobiercą tych ziem.
                                          W historycznym następstwie Tobie przypadł fragment pruskiego krajobrazu.
                                          Mam przy tym nadzieję, że odróżniasz Prusów od Prusaków, aczkolwiek oba te
                                          pojęcia również pozostaja ze sobą w historycznym ucisku.
                                          Przyjmuje , że rozumiesz, że człowiek - obojetnie : współczesny , czy zyjący
                                          700 lat temu, jednakowo odczuwał głód, łaknienie, że trudno mu było zapanować
                                          nad wzruszeniami, że starał się racjonalizować swoje zachowania, że dziś czy
                                          wtedy, jednako miłował, cierpiał i doświadczał. Chce opowiedzieć Ci o postaci
                                          stąd się wywodzącej, mało znanej szerszemu światu. Chcę przedstawić Ci
                                          szlachetnego rycerza - Herkusa Monte. Uprzedzić wypada, że zawieruchy dziejowe
                                          nie pozwoliły przetrwać zbyt wielu informacjom na temat pruskiego bohatera.
                                          Rolę podstawowego źródła pełni "Chronikon terrae Prussiae" Krzyżackiego mnicha
                                          Piotra z Dusburga. Dziełóo podzielone na trzy księgi powstało około roku 1326 i
                                          zostało zadedykowane Wielkiemu Mistrzowi Wernerowi von Orselnowi.

                                          Koniec
                                          www.osd.vectranet.pl/~pawelf/obrazki/khm1.jpg
    • gietpe Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 28.11.06, 22:08
      Łobaczta com nalaz tlo nie ziem czy sie nada
      schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=314&pos=1
      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 28.11.06, 22:17
        Nada sia, tlo musi chto nam wyjaśnić co to je. Może nasi dzisiejsi Prusaki noma
        pomogą wyjaśnić.
        Gajowy dzianki, za link. Po Łandrzejkach zajme sia tym.
      • gajowy555 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 28.11.06, 22:19
        Toć sia nada. Ale zidza Gietpe, coś łuż jedan kopiec zbudowoł...
        schlesien.nwgw.de/foto/albums/userpics/thumb_PICT0485.jpg
        • gietpe Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 28.11.06, 22:25
          Jo na szczajście nie ale pomyślta wiela trzeba sie nałazić po polu aby tyle
          nazbierac toć te kamnianie szybci rosno jak kartochle tero wylaz tyn
          nozienkszy.Na szczajscie to je ze 100 km łod Gietka.Ale jek zidać i tam buła
          mgła wczoraj.
          • lokis1271 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 29.11.06, 15:28
            Witam !
            Przepraszam za dłuższą przerwę , kontynuuję:

            "Taka lokalizacja była niewątpliwie podyktowana chęcią reaktywowania komturstwa
            natangijskiego, zlikwidowanego przez Prusów w 1264 roku . Świadczyłaby o tym
            wzmianka w kronice Dusburga, w której przypisał marszałkowi pruskiemu,
            Fryderykowi de Holdenstete pełnienie urzędu komturskiego w Brandenburgu .
            Ostatecznie administracja krzyżacka na tych terenach została przywrócona po
            upadku powstania (ok.1273 roku), a gród brandenburski stał się celem ataków
            Warmów dowodzonych przez Glappona .
            Powyższy przykład dobitnie obrazuje, jak bardzo negatywne skutki dla Prusów
            przyniósł upadek powstania w Sambii w poprzednim roku (1265). Siły krzyżackie
            znajdujące się na terenie komturstwa królewieckiego, po rozprawieniu się z
            Sambami miały wolną rękę do dalszych działań. W oparciu o grody w Królewcu,
            Brandenburgu i Tapiawie mogły atakować powstańcze terytoria bez obawy o własne
            tyły, a w razie zagrożenia wystarczyło im cofnąć się za linię Pregoły i
            bezpiecznie poczekać na odsiecz.
            Krzyżakom sprzyjała postawa księcia litewskiego, Wojsiełka, który po objęciu
            władzy(w 1264) przerwał działania wojenne na terenie Prus, główną uwagę
            kierując na wschód i południe wszczynając tym samym serię wzajemnych najazdów
            litewsko- polsko- ruskich . Ofiarą jednego z nich po raz kolejny padło księstwo
            mazowieckie, zniszczone przez wspólną, litewsko-pruską, napaść przeprowadzoną w
            1266 roku . Zgodnie z informacjami przekazanymi przez źródła kronikarskie, na
            Mazowszu przetrwały jedynie większe grody bronione przez książąt mazowieckich,
            Bolesława i Konrada .
            Zapewne do tego okresu można odnieść zapiski w kronice Dusburga, dotyczące cięż-
            kich walk toczonych o krzyżacki gród w Słupiu (Starkenberg), na pograniczu
            Pomezanii i ziemi chełmińskiej , które w następnych latach zakończyły się
            zniszczeniem przez Prusów tego punktu oporu .
            Trudna sytuacja Zakonu na terytoriach położonych wzdłuż Wisły, zaostrzyła się w
            roku następnym (1267). Z pełną siłą trwała wojna z książętami pomorskimi,
            Mściwojem i Warci-sławem, w dodatku wypróbowany sprzymierzeniec Krzyżaków,
            książę tczewski Sambor II został wygnany ze swojej dziedziny . W tej groźnej
            dla Zakonu sytuacji, mistrz krajowy Prus, Ludwik de Baldersheim w miesiącach
            letnich (29 VI 1267 r.) rozpoczął udaną kontr-akcję na terytorium pomorskim
            zajmując szereg grodów i miast w ziemiach: nowskiej i tczewskiej . Pod
            wrażeniem klęsk oraz ze względu na najazd na Pomorze księcia szczecińskiego,
            Barnima I , Warcisław gdański przystąpił do rokowań z Zakonem. Przy pośred-
            nictwie komtura ziemi chełmińskiej, Bertolda de Northausen, między nim a
            Krzyżakami został zawarty pokój (1 VIII 1267 r.) . Na placu boju pozostał
            osamotniony Mściwoj, książę świecki.
            Nie mniej dramatyczny był przebieg wypadków we wschodniej części państwa
            krzyżackiego. Po wybudowaniu i obsadzeniu grodu w Brandenburgu, marszałek
            pruski, Fryderyk zaatakował Natangię (1267 r.) docierając do ziemi (pulko)
            Solidow w pobliżu Krzyżborka . W tym samym czasie Warmowie pod wodzą Glappona,
            korzystając z nieobecności głównych sił w Brandenburgu zaatakowali gród,
            niszcząc obwarowania i oblegając resztę załogi w drewnianej wieży. Gdy te
            wieści dotarły do marszałka,natychmiast zawrócił wojska z Natangii i drogą
            wodną ewakuował pozostałych przy życiu obrońców Brandenburga do Królewca
            pozostawiając gród na łasce Prusów . Jeszcze tego samego roku do Prus nadciąg-
            nęła nowa wyprawa krzyżowa wraz z margrafem Ottonem III, który ponownie
            odbudował Brandenburg w tym samym miejscu co uprzednio .
            W takich okolicznościach doszło do rozmów zakonników z królem Czech,
            Przemysła- wem II Ottokarem, dotyczących podziału stref podboju w Prusach i
            ziemi jaćwięskiej pomiędzy stronami . Owo niezwykłe wydarzenie (Zakon jak do
            tej pory skutecznie utrącał wszelkie misje krzyżowe na tym terenie uważając go
            za swoją strefę wpływów) można wytłumaczyć jedynie kolejnymi zawirowaniami
            politycznymi w państwie litewskim. Na zjeździe książąt ruskich i litewskich w
            Włodzimierzu (1267) zabity został chrześcijański władca Litwy, Wojsiełk Kraj
            ponownie wrócił do pogaństwa, rozpoczęła się też wojna domowa pomiędzy
            pretendentami do tronu wielkoksiążęcego, z której około 1268 roku zwycięsko
            wyszedł Trojden .
            Zakon z wielką obawą musiał śledzić powyższe wydarzenia. Upadek
            chrześcijańskiego (aczkolwiek w obrządku prawosławnym) władcy w sąsiednim
            państwie niósł groźbę odnowienia antykrzyżackiego przymierza litewsko-
            pruskiego, które istniało w nieodległych przecież czasach panowania króla
            Mendoga. Przyłączenie się do tego sojuszu wciąż walczącego księcia świeckiego,
            Mściwoja i ewentualnie Kazimierza Konradowica, postawiłoby Zakon w bardzo
            trudnym położeniu. W dodatku doszło w tym czasie do jakiegoś kryzysu wewnątrz
            społeczeństwa państwa zakonnego, zmęczonego długoletnią wojną na własnym
            terytorium. Wynika to z pisma mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim, z
            czerwca 1267 roku, w którym zobowiązał się wobec niemieckich lenników Zakonu,
            iż nie będzie pociągał ich do służby wojskowej dalej niż do linii Wisły .
            Powyższe zagrożenia zapewnie znacząco wpłynęły na niezwykłą ugodowość Krzyżaków
            wobec misyjnych planów króla Ottokara . Pozyskanie w tym momencie silnego
            sojusznika było ważniejsze aniżeli roszczenia do ziem galindzkich, jaćwięskich
            i litewskich, których i tak przecież Zakon nie miał wówczas w ręku . Zgodnie z
            zawartym porozumieniem król czeski w początku grudnia 1267 roku wyruszył do
            Prus, docierając w styczniu następnego roku do Chełmna . Współdziałanie
            Ottokara z Zakonem w dziele chrystianizacji Prusów zdaje się, że nie przebie-
            gało zbyt harmonijnie, gdyż wkrótce wrócił do Czech (w lutym 1268 r.) . W
            czasie pobytu w Prusach Ottokarowi udało się skonsolidować obóz prozakonny, a
            przede wszystkim doprowadzić do pokojowego zakończenia konfliktu pomorsko-
            krzyżackiego .
            Krzyżacy, dzięki inicjatywie króla czeskiego mając zapewniony spokój od strony
            Pomorza, oraz normując swoje stosunki z biskupem włocławskim, Wolimirem (ugodę
            dotyczącą statusu dóbr biskupich w ziemi chełmińskiej zawarto w marcu 1268r.) ,
            mogli skierować wszystkie siły do walki z powstańcami.
            Zakonnikom sprzyjało inne ważne wydarzenie tego roku, mianowicie zmarł kolejny
            przeciwnik Zakonu, książę kujawski Kazimierz Konradowic , zamykając pewną epokę
            we wzajemnych stosunkach kujawsko- krzyżackich. Ziemie, którymi władał
            Kazimierz w początkach swego panowania, podzielili pomiędzy siebie jego synowie
            w ten sposób, że dział obejmujący Kujawy, a przylegający do państwa zakonnego,
            objął Ziemiomysł, który prezentował wybitnie prokrzyżacką postawę . W ten
            sposób pierścień państw niechętnych wobec Zakonu został rozerwany.
            Tymczasem w sukurs Krzyżakom przybyła do Prus kolejna wyprawa krzyżowa dowodzo-
            na przez księcia Albrechta z Turyngii . Zapewne przy tej okazji został
            odbudowany gród biskupi w Rybakach (Fischhausen) , umacniając pozycję Zakonu na
            terytorium Sambii.
            Następny,1269 rok upłynął pod znakiem najazdów litewsko- pruskich na ziemie
            krzyżackie i polskie. Po krótkiej wojnie domowej na Litwie, władzę objął tam
            książę Trojden, który odrzucił chrześcijaństwo i wszedł w bliskie stosunki z
            Jaćwięgami, kierując politykę państwa litewskiego na tory antyzakonne . Jak
            wynika z przekazów zawartych w źródłach, działania wojenne Litwy od roku 1269
            wymierzane w obóz krzyżacki, prowadzone były z dużym rozmachem, obejmując
            tereny Prus ,Kujaw i Inflant .
            Z dużym prawdopodobieństwem do roku 1269 można odnieść informację Dusburga o na-
            jeździe Skumanda (przywódca Jaćwięgów) na Toruń, Chełmżę i Bierzgłowo, w
            trakcie którego Krzyżacy ponieśli ciężkie straty . Datację tego wydarzenia
            pośrednio potwierdza dokument mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim z
            dziewiętnastego czerwca 1269 roku, w którym zezwala on zakonowi predykantów w
            T
            • tralala33 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 29.11.06, 20:43
              Coraz bardziej przekonuję się, że Prusowie byli nie lada przeciwnikiem.
              Potrafili zagrozić tak silnym miastom jak Toruń. Mam tylko jedno pytanie - jak
              dzisiaj nazywają się Brandenburg i Tapiawa?
              • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 29.11.06, 21:03
                Ja też się zastanawiałam jakie to miejscowości ?
                Ale tez i Krzyżacy się wzmacniali przez nowe siły z Turyngii. Byli już coraz
                pewniejsi w walce. To były czasy walk. Ale w zimie chyba nie walczono ?
                • lokis1271 Grody krzyżackie 30.11.06, 08:18
                  Witam !
                  "Brandenburg (od 1266 r., Pokarmin, obecnie Uszakowo- Rosja) - zamek krzyżacki
                  zbudowany przez margrafa brandenburskiego, Ottona nad brzegiem Zalewu
                  Wiślanego. W czasie drugiego powstania wielokrotnie atakowany i zniszczony
                  przez Warmów. Od około 1284 roku mieściła się tam siedziba komturstwa
                  brandenburskiego (pokarmińskiego)
                  Tapiawa (od 1265 r., Tapiau, obecnie Gwardiejsk- Rosja) - zamek zakonny zbudowa-
                  ny na pograniczu Sambii i Natangii przez komtura królewieckiego. Powstał na
                  miejscu pruskiego gródka zwanego Surgubundi po stłumieniu powstania na terenie
                  Sambii. Jego zadaniem było utrzymywanie w posłuszeństwie pokonanych Prusów oraz
                  odcięcie Sambijczyków od wciąż walczących Natangów"
                  Pora zimowa była dogodna dla akcji wojennych , dlatego że zamarzały bagna oraz
                  inne przeszkody wodne (rzeki , fosy , jeziorka).
                  L. Bodio
                  • rita100 Re: Grody krzyżackie 01.12.06, 19:45
                    "Z dużym prawdopodobieństwem do roku 1269 można odnieść informację Dusburga o
                    na-
                    jeździe Skumanda (przywódca Jaćwięgów) na Toruń, Chełmżę i Bierzgłowo, w
                    trakcie którego Krzyżacy ponieśli ciężkie straty . Datację tego wydarzenia
                    pośrednio potwierdza dokument mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim z
                    dziewiętnastego czerwca 1269 roku, w którym zezwala on zakonowi predykantów w "

                    Dzianki Lokis , Prusowie , waleczni byli, bardzo. Walczyli o swoją wolność z
                    taką potęgą. A czy mozesz nam coś powiedzieć o pogańskich zwyczajach i
                    tradycjach - tak z okazji Andrzejkowania, bo słyszałam , ze z pogańskich
                    zwyczajów wzięty.
                    No i jeszcze mam prośbe, nie trudno zauważyć , ze Twoje opowiadanie jest
                    niezakończone , jakby urwane. Będzie dokończenie ?
                    pozdrawiamy równiez
                    • lokis1271 Schyłek Powstania 04.12.06, 08:32
                      Witam !
                      "Z dużym prawdopodobieństwem do roku 1269 można odnieść informację Dusburga o
                      najeździe Skumanda (przywódca Jaćwięgów) na Toruń, Chełmżę i Bierzgłowo, w
                      trakcie którego Krzyżacy ponieśli ciężkie straty . Datację tego wydarzenia
                      pośrednio potwierdza dokument mistrza krajowego Prus, Ludwika de Baldersheim z
                      dziewiętnastego czerwca 1269 roku, w którym zezwala on zakonowi predykantów w
                      Toruniu na poszerzenie powierzonej im bramy przy okazji wzmacniania murów
                      Nowego Torunia, tak aby: ...ab infidelibus seu aliis hostibus capi vel occupati
                      minimo presumatur ... .
                      Prawdopodobnie w tym czasie uległ całkowitemu zniszczeniu gród w Słupiu
                      (Starkenberg), leżący na pograniczu ziemi chełmińskiej i Pomezanii .
                      Dobra biskupa sambijskiego, Henryka zostały spustoszone do tego stopnia, że w
                      roku następnym (1270) odstąpił Krzyżakom dochody z diecezji na dwa lata i na
                      zawsze wyjechał z Prus . Przypuszczamy, że funkcję zarządcy domeny biskupstwa
                      sambijskiego z ramienia Zakonu ponownie objął brat zakonny z konwentu
                      królewieckiego, Andrzej Piscis (Fisch), który już raz pełnił ten urząd (w
                      latach 1261-1262) , a do roku 1278 przebywał w Królewcu . W ten sposób Zakon
                      przejął w pełni władzę na terenie Sambii, umacniając swoją pozycję poprzez
                      wybudowanie nowego zamku na półwyspie Witland, zwanego Lochstete (Lochstädt) w
                      roku 1270 . Ze względu na swoje położenie zamek ów kontrolował ruch statków w
                      leżącej nieopodal cieśninie (tak zwana Balga lub Alttieff) .
                      Natężenie walk nie słabło w następnych latach. Na początku 1271 roku plemiona
                      pruskie, Bartów pod wodzą Dziwana i Pogezanów dowodzonych przez Linka, uderzyły
                      na Pomezanię, ponownie niszcząc miasto Dzierzgoń wraz z podgrodziem i gródkiem
                      prozakonnych Pomezańczyków (ocalał jedynie zamek komturski), oblegając gródek
                      rycerski w Tropach Sztumskich (Tranpere) i pustosząc okolice dzisiejszego
                      Malborka (ziemia Aliem) . Sytuacji nie uratowały posiłki krzyżackie, które w
                      znacznej liczbie nadciągnęły z pobliskich grodów w Fiszewie i Żuławkach
                      Sztumskich (Pusilia). W krwawej bitwie nad rzeczką Dzierzgonką, w miejscu
                      zwanym Poganste, powstańcy rozgromili wojska zakonne. Na placu boju padło
                      dwunastu braci-rycerzy i kilkuset zbrojnych . Nieoczekiwana klęska najwy-
                      raźniej oszołomiła Krzyżaków. Komtur dzierzgoński, Hermann de Schonenberg
                      nakazał wiernym Zakonowi Pomezańczykom udać się w bezpieczne miejsce, natomiast
                      sam wraz z konwentem przeniósł się na jakiś czas do Elbląga .
                      Niedługo po tym, Bartowie zachęceni sukcesem urządzili kolejny najazd w okolice
                      Dzierzgonia i ziemi Aliem. Tym razem połączone siły komturstw w Elblągu i
                      Dzierzgoniu odparły atak i w odwecie zapuściły się głęboko na terytoria
                      powstańcze, aż do rzeczki Guber w Barcji, gdzie zginął krewniak Dziwana,
                      Dabor . W tym czasie (1271 r.) jakieś bliżej nie rozpoznane oddziały litewskie
                      i jaćwięskie wzięły udział w najeździe księcia małopolskiego, Bolesława
                      Wstydliwego i towarzyszących mu książąt mazowieckich, Bolesława i Konrada, na
                      ziemię śląską, grabiąc przy tej sposobności dobra biskupa wroc-ławskiego,
                      Tomasza .
                      Innym wydarzeniem tego roku było wygnanie z Kujaw poplecznika Zakonu, księcia
                      Ziemomysła przez własne rycerstwo. Ruch społeczny wymierzony przeciwko
                      Ziemomysłowi aktywnie poparł książę wielkopolski, Bolesław Pobożny . W czasie
                      tych walk przypadkowo zostały zniszczone krzyżackie posiadłości na Kujawach
                      (Nieszawa, Murzynno, 0rłowo), książę Bolesław wypłacił Zakonowi odszkodowanie
                      za poniesione straty . Prawdopodobnie do walk na terenie Kujaw włączyła się
                      jakaś grupka Prusów, która schroniła się przed Krzyżakami w dzielnicy księcia
                      Mściwoja i korzystając z ogólnego zamieszania zdewastowała zakonne
                      posiadłości . Jednak informacja ta nie jest zbyt pewna, całkiem możliwe, że był
                      to odprysk większej akcji przeprowadzonej przez uprzednio wspomnianych Bartów.
                      Nasilające się najazdy na ziemię chełmińską były przyczyną, dla której Krzyżacy
                      postanowili wzmocnić obronę tych terenów poprzez zagęszczenie sieci
                      administracyjno- wojskowej . W tym celu do grodu w Kowalewie został skierowany
                      uzdolniony administrator, Arnold Kropf , z zadaniem wykreowania tam nowego
                      komturstwa, którego zadaniem byłaby obrona ziemi chełmińskiej przed najazdami
                      od strony wschodniej.
                      Należy przyznać, że Kropf dobrze wywiązał się z powierzonej misji. Załoga
                      Kowalewa odparła atak Bartów, a Arnold Kropf, osobiście dowodzący obroną grodu,
                      zdołał zabić legendarnego wodza powstańców, Dziwana . Śmierć wybitnego dowódcy
                      była ciosem dla Prusów, Bartowie odstąpili od oblężenia Kowalewa, a nastroje
                      wśród powstańców wyraźnie się załamały . Powyższe wydarzenie można datować na
                      rok 1272 ze względu na kolejność ciągu zdarzeń opisywanych przez kronikarza
                      krzyżackiego, Piotra z Dusburga. Poprzedzający rozdział (capitel nr 164)
                      poświęcił on najazdowi Skumanda na ziemię chełmińską co mogło mieć miejsce
                      około 1269 roku , rozdział dotyczący śmierci Dziwana (capitel nr 165) zaczął
                      słowem: Demum (Na końcu- tłum. własne), co rozumiemy jako zapowiedź kronikarza
                      o zbliżającym się zakończeniu narracji dotyczącej przebiegu powstania na
                      terenie ziemi chełmińskiej, a zdaniem Dusburga ogólny upadek nastąpił w roku
                      1273 (capitel nr 170). Ponieważ jeszcze w 1271 Dziwan odbył szereg wypraw
                      wojennych przeciwko Zakonowi (opisanych powyżej), a następny rozdział w kronice
                      poświęcony najazdowi Skumanda na Chełmżę, Przesmo (Hemsot) i Czieplinek
                      (Cippel) mógł mieć miejsce w roku 1273 (Dusburg otwierając ten rozdział użył
                      określenia: Postremo- Ostatecznie), to datowanie oblężenia Kowalewa i śmierci
                      Dziwana na rok 1272 jest naszym zdaniem zasadne .
                      Dopełnieniem miary nieszczęść powstańców pruskich, był najazd margrafa
                      miśnieńskiego, Teodoryka II (1272 r.), na Natangię . Mimo poważnych strat
                      (około dwustu zbrojnych), wojska margrafa wspomagane przez Krzyżaków pokonały
                      powstańcze oddziały, spustoszyły cały kraj i zmusiły Natangów do kapitulacji w
                      następnym roku (1273) . Na rozkaz Teodoryka miśnieńskiego w szeregi Zakonu
                      wstąpiło dwudziestu czterech jego rycerzy wraz z towarzyszącymi im giermkami,
                      wydatnie wzmacniając potencjał militarny Krzyżaków .
                      Zachowane źródła nie podają do jakich konwentów zostali skierowani nowo
                      przyjęci bracia zakonni, można domyślać się, że niektórzy zasilili powstające
                      komturstwo kowalewskie w ziemi chełmińskiej i reaktywowane po długiej przerwie
                      komturstwo natangijskie ."
                      Pozdrawiam
                      LB
                      • rita100 Re: Schyłek Powstania 08.12.06, 21:32
                        Schyłek Powstania mamy , to możemy się spodziewać i zakończenia Powstania.
                        Ale przy okazji wspomniałeś Lokis o innym legendarntm wodzu powstańców,
                        Dziwanie. To znaczy, ze uchowały się legendy czy nie ?
                        Oprócz wielkiego Monte mamy też Dziwana.

                        A macie jakieś wiadomości o św. Wojciechu ale widzinym z oczami Prusaków ?
                        • rita100 Re: do Lokisa 02.01.07, 22:27
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=41383307&a=54811089
                          > A macie jakieś wiadomości o św. Wojciechu ale widzine z oczami Prusów ?
                          Przepraszam za pomylke
                      • lokis1271 Re: Schyłek Powstania , cd : 08.01.07, 12:02
                        Witam serdecznie !
                        "Przypuszczalnie w tym czasie (1272 r.) złożyli broń Pogezanowie , a na
                        przełomie lat 1272-1273 mogły toczyć się jakieś walki (możliwe, że z Warmami ?)
                        wokół Braniewa .
                        Rok 1273 był okresem krzyżackich triumfów. W wyniku zdrady w pruskich szeregach
                        został ujęty i powieszony w Królewcu wybitny przywódca Warmów, Glappon . W tym
                        samym roku poniósł śmierć kolejny przywódca, bohaterski Henryk Monte, który po
                        upadku powstania w Natangii schronił się z garstką towarzyszy w odstępach
                        leśnych w głębi kraju. Osaczony przez komtura dzierzgońskiego, Hermana de
                        Schönenberg, zginął przebity mieczem .
                        Śmierć znanych przywódców plemiennych kładła kres dalszej walce ,opór stawiali
                        jeszcze Bartowie w głębi lądu oraz nieznana bliżej grupa niepogodzonych z
                        losem Prusów (Warmów ? Pogezańczyków ?), skupiona wokół Lidzbarka Warmińskiego
                        (Heilsberg) .
                        Końcowym akordem powstania był ponowny zryw Pogezańczyków w 1273 roku .
                        Usiłowali zdobyć Elbląg stosując znany z pierwszych lat powstania fortel
                        wojenny, polegający na tym, że mała grupka harcowników dokonywała ostentacyjnej
                        demonstracji przed grodem, podczas gdy główne siły Prusów czekały nieopodal w
                        zasadzce. Jeżeli załoga grodu ruszała w pościg za oddziałkiem czyniącym
                        demonstrację, ten rzucał się do ucieczki wiodąc wroga w zasadzkę. Istotnie, jak
                        wynika z przekazu Dusburga , zamiar Pogezan częściowo się powiódł, gdyż oddział
                        złożony z mieszczan elbląskich, którzy puścili się w pogoń za Prusami, został
                        rozgromiony nieopodal miasta w młynie Liefarda, zginęło wówczas dwudziestu
                        pięciu elblążan , jednak twierdzy Pogezanom nie udało się zdobyć, a walki
                        przeciągnęły się do następnego roku .
                        W roku 1273 trwały walki na terenie ziemi chełmińskiej, którą najechał Skumand
                        z Jaćwięgami . Zniszczone zostały wówczas gródki w Czieplinku i Przesmo
                        (Hemsot) oraz częściowo Chełmża .
                        W tym też okresie doszło do konfliktu pomiędzy poddanymi Zakonu i księcia
                        kujawskiego, Władysława Łokietka, który załagodził opiekun Łokietka, książę
                        wielkopolski, Bolesław Pobożny . Niewymienienie na dokumencie ugody z Zakonem
                        książąt, kujawskiego Ziemomysła i tczewskiego Sambora, wskazywałoby na to, że
                        obydwaj sprzymierzeńcy Krzyżaków od dwóch lat przebywali na terenie państwa
                        zakonnego (w Elblągu ?) . Można przypuszczać, że na wypadek ataków
                        powstańczych, brali udział w walkach po stronie Krzyżaków.
                        Zdaniem Piotra z Dusburga, do roku 1273 zostały spacyfikowane cztery pruskie
                        plemiona: Sambów, Natangów, Bartów i Warmów . Nie była to do końca prawda, jak
                        wynika bowiem z dalszej narracji kronikarza (capitele nr 171 i 174) w dalszym
                        ciągu stawiały opór grupy powstańców w Barcji wokół Bartoszyc i w Warmii w
                        okolicach Lidzbarka. Powyższe grody zostały zdobyte przez Krzyżaków dopiero w
                        roku 1274 . W tym też roku ostatecznie zostali pokonani Pogezanowie. Ci spośród
                        nich, którzy nie pogodzili się z klęską, uciekli na Litwę, inni poddali się
                        Zakonowi .
                        Powstanie dobiegło kresu, a żadne następne wystąpienie ujarzmionych Prusów nie
                        miało takiego rozmachu i znaczenia, jak ówczesne. Kolejne bunty plemion
                        pruskich (1277 ?, 1286, 1295 rok) miały lokalne oddziaływanie i ze względu na
                        swoją krótkotrwałość nie wywołały specjalnych perturbacji w funkcjonowaniu
                        państwa zakonnego."
                        Pozdrawiam
                        L. Bodio
                        • rita100 Re: Schyłek Powstania , cd : 08.01.07, 21:58
                          Witaj Lokis
                          Z tego tekstu wynika , że to jest koniec powstań. Były jeszcze drobne ale już w
                          kronikach nie ujęte. Trudny to temat i zawiły, ale podstawy wiadomości mamy.
                          Teraz pamiętajmy o Dniu 20 września jako Dzień Herkusa Monte.
                          Czy macie jakieś plany związane z tym świętem ?
                          • fedar Re: Schyłek Powstania , cd : 09.01.07, 11:30
                            II dekada września to tradycyjny okres moich kilkudniowych rowerowych wypadów. Może by tak ponownie wybrać się do Natangii, poszukać jakichś śladów dawnych mieszkańców? Szkoda że Pruthenia porzuciła program Aestiorum Gentes sad
                            • rita100 Re: Schyłek Powstania , cd : 16.01.07, 21:44
                              Dobre wyzwanie sobzie postawiłes Fedar. śladami i tropami Herkusa Monte.
                              We wrześniu, w sam raz na święto , może i będa imprezy. Uważaj na Gaj świety smile
                              • lokis1271 Re: Schyłek Powstania , cd : 13.02.07, 14:13
                                Witam !
                                Serdecznie dziękuję za okazane zainteresowanie sprawom naszych dawnych ,
                                pruskich sąsiadów. Kończąć , pragnę przedstawić moją ocenę owych dramatycznych
                                wydarzeń :
                                "Pełne przedstawienie skutków drugiego powstania Prusów przeciwko Krzyżakom
                                przekracza ramy niniejszej pracy, do ważniejszych można zaliczyć zmiany
                                dokonane w podziale terytorialnym państwa zakonnego, w wyniku działań wojennych
                                przestało istnieć komturstwo barckie, natomiast w ziemi chełmińskiej powstały
                                trzy nowe (bierzgłowskie, grudziądzkie i kowalewskie). Szereg grodów i ośrodków
                                miejskich zostało zniszczonych i nie odbudowanych (np. Spittenberg), w tym
                                czasie założone zostały nowe (Brandenburg, Lochstädt, Nowy Toruń oraz inne),
                                które na trwale wpisały się w krajobraz ziemi pruskiej.
                                Kolejnym skutkiem drugiego powstania było poważne osłabienie pozycji biskupów
                                pruskich wobec Zakonu. Opuszczanie przez pasterzy na całe lata swoich diecezji
                                oraz powierzanie nad nimi zarządu krzyżackim urzędnikom było przyczyną
                                uzależniania się biskupstw wobec Zakonu.
                                W efekcie, do końca XIII wieku, trzy spośród nich (chełmińskie, pomezańskie i
                                sambijskie) zostały inkorporowane do Zakonu . Pewną niezależność zachowało
                                jedynie biskupstwo warmińskie, chociaż jego dominium zostało znacznie
                                uszczuplone w stosunku do postanowień układów z lat pięćdziesiątych XIII wieku .
                                Innym skutkiem powstania była depopulacja wielu obszarów Prus (w szczególności
                                Pogezanii) oraz zmiana statusu prawnego ludności pruskiej, uznanej odtąd przez
                                Krzyżaków za niewolną na tych terenach, które wzięły czynny udział w
                                wystąpieniu przeciwko Zakonowi. Jako apostaci Prusowie z Pogezanii, Warmii,
                                Natangii i Bracji utracili prawa przysługujące im dotąd na mocy porozumienia z
                                Dzierzgonia . Represje nie objęły całej populacji, ponieważ kiedy ważyły się
                                losy państwa zakonnego, Krzyżacy wielu Prusom, zwłaszcza możnym ( tzw. nobiles)
                                nadali dobra ziemskie z dużym zakresem swobód celem przeciągnięcia ich na swoją
                                stronę . Z biegiem czasu warstwa pruskich właścicieli ziemskich wyalienowała
                                się z masy swoich pobratymców i rozpłynęła w niemieckojęzycznym otoczeniu .
                                W wyniku działań wojennych Krzyżacy ponieśli ogromne straty osobowe (jeszcze
                                przed powstaniem w lipcu 1260 roku w bitwie pod Durbą zginęło stu
                                pięćdziesięciu braci-rycerzy) , co zmusiło władze zakonne do obniżenia wymogów
                                stawianych kandydatom na członków korporacji . Szeregi krzyżackie zaczęły się
                                zapełniać nierzadko przestępcami, którzy w czasie walk nie przebierali w
                                środkach. Niełatwo było utrzymać w ryzach takie indywidua jakim był chociażby
                                Martin Golin, nazwany przez krzyżackiego kronikarza "chrześcijańskim
                                łotrzykiem" , a postępki mistrza krajowego Prus, Hartmuda de Grumbach, czy
                                wójta Warmii i Natangii, Volrada Mirabilisa, którzy żywcem palili Prusów i ich
                                popleczników , szybko zostały przyjęte przez brać zakonną za normę postępowania
                                wobec przeciwników na następne lata , stanowiąc szczególny rozdźwięk pomiędzy
                                statutowymi zadaniami Zakonu S z p i t a l a Najświętszej Marii Panny Domu
                                Niemieckiego w Jerozolimie, a praktyczną działalnością. Jednak nie dylematy
                                związane z odejściem przez korporację od działalności szpitalnej, zaprzątały
                                umysły braci zakonnych. Wokół czynów niektórych rycerzy krzyżackich z okresu
                                wojny zaczęły rodzić się legendy, które przekazywane z pokolenia na pokolenie,
                                weszły do tradycji zakonnej, tworząc specyficzny etos mnichów-rycerzy obrońców
                                wiary chrześcijańskiej nad Bałtykiem ."

                                Serdecznie pozdrawiam
                                Leszek Bodio
                                • tralala33 Re: Schyłek Powstania , cd : 13.02.07, 22:11
                                  "Kończąc , pragnę przedstawić moją ocenę owych dramatycznych wydarzeń."
                                  Żal widzieć to słowo 'koncząc' - o powstaniach pruskich w szkołach nas nie
                                  uczyli, więc teraz mieliśmy okazję dowiedzieć sie wielu nowych rzeczy.
                                  Dziękuję. Bedą jeszcze pytania, ale to już nie dzisiaj.
                                  • gietpe Re: Schyłek Powstania , cd : 14.02.07, 12:46
                                    Dziękuje i proszę o więcej...
                                    • tralala33 Re: Schyłek Powstania , cd : 17.02.07, 21:06
                                      “Kolejnym skutkiem drugiego powstania było poważne osłabienie pozycji biskupów
                                      pruskich wobec Zakonu. Opuszczanie przez pasterzy na całe lata swoich diecezji
                                      oraz powierzanie nad nimi zarządu krzyżackim urzędnikom było przyczyną
                                      uzależniania się biskupstw wobec Zakonu.
                                      W efekcie, do końca XIII wieku, trzy spośród nich (chełmińskie, pomezańskie i
                                      sambijskie) zostały inkorporowane do Zakonu . Pewną niezależność zachowało
                                      jedynie biskupstwo warmińskie, chociaż jego dominium zostało znacznie
                                      uszczuplone w stosunku do postanowień układów z lat pięćdziesiątych XIII
                                      wieku “ – a ja do tej pory uwazałam, że biskupstwo warmińskie od samego
                                      początku, za sprawą biskupa Anzelma, odznaczało się większą niezależnością od
                                      pozostałych trzech. Skoro tak nie było, to czym można tłumaczyć fakt, że
                                      pozostałe trzy biskupstwa bardziej uzależniły się od Zakonu w porównaniu z
                                      Warmią?

                                      “Innym skutkiem powstania była depopulacja wielu obszarów Prus (w szczególności
                                      Pogezanii) oraz zmiana statusu prawnego ludności pruskiej, uznanej odtąd przez
                                      Krzyżaków za niewolną na tych terenach, które wzięły czynny udział w
                                      wystąpieniu przeciwko Zakonowi. Jako apostaci Prusowie z Pogezanii, Warmii,
                                      Natangii i Bracji utracili prawa przysługujące im dotąd na mocy porozumienia z
                                      Dzierzgonia .” czy można dowiedzieć się więcej na temat porozumienia z
                                      Dzierzgonia? Jak władze Zakonu i rycerze traktowali Prusów przed wybuchem
                                      powstania?
                                      • rita100 Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 20.02.07, 21:01
                                        Za czym się zapoznam z Waszymi tekstami, to cos takiego znalazłam.
                                        Czy będzie to dobre źródło poszukiwań ?
                                        wiadomosci.onet.pl/1489321,11,item.html
                                        Wszystkim Prusom z okazji zwycięstwa Słońca życzę dobrej zabawy. Takie chyba
                                        święto się dawniej obchodziło, bardzo , bardzo dawno.
                                        • fedar Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 20.02.07, 21:20
                                          Nie otwiera się sad
                                          • gajowy555 Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 21.02.07, 11:12
                                            fedar napisał:
                                            > Nie otwiera się sad

                                            A łu noju rychtycznie sia łotwiero. Noju sia zdaje co teroz IPN zarzóndzo taki
                                            facet, co chce poznać łodpoziedź na wszyćke pytania.
                                            Tak jo jemu napsisza cóś na czasie:
                                            "Tylko głupiec/dureń (niepotrzebne skreślić)
                                            zna odpowiedź na wszystkie pytania"

                                            Zaboczułem chto to napsisoł, ale łeb mnioł tęgi i to stwierdzenie gwołt sia noju
                                            lejduje. A Waju tyż???
                                            • tralala33 Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 21.02.07, 21:15
                                              To tylko rozgrywka pokerowa, żeby odzyskac archiwum. Ciekawa jestem, jak i
                                              kiedy trafiło do przedwojennej Warszawy. Fedar - jeśli link się nie otwiera to
                                              wkleję do kóntka z nowinami. Dziś godali ło tam też w nozinach w tylewizorze.
                                              • rita100 Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 21.02.07, 21:20
                                                I ło tam godali tyć w Faktach TVN. No jeśli Niemcy wziali całe archwa krzyżackie
                                                to jek poznać prowde ło Krzyżakach ?
                                                • fedar Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 21.02.07, 22:41
                                                  Udało się otworzyć link, a i TV coś mi przemknęło przed oczami. Z tego co przeczytałem i obejrzałem - zrozumiałem że o prestiż chodzi - o dysponowanie tym archiwum. Że skradzione Polsce - to inna sprawa. Czy odzyskanie archiwum wzbogaci wiedzę historyczną? Czy będąc w obecnym miejscu te materiały są niedostępne dla badaczy?
                                                  • rita100 Re: Schyłek Powstania + Zakon Krzyżacki 11.03.07, 22:03
                                                    Ja myśle , że to tylko gra polityczna z tym zwrotem archiwów.
                                                  • rita100 Re:Warnijski Medal Hercusa Monte 14.04.07, 21:20
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=396&w=60755069
                                                    Wylądował w oślej ławce. Ale ziecie co, przynajmniej sława Herkusa Monte jest
                                                    już ogólnopolska smile

                                                    Nie zapomnijmy o święcie. A ja mam taką słabą pamięć.
                                                  • tralala33 Re:Warnijski Medal Hercusa Monte 14.04.07, 21:57
                                                    Dziś Łostyn zdominował Oślą Ławkę, jedyne forum, na którym nie można samemu
                                                    założyć wątku, co za wyróżnienie wink
                                                  • rita100 Re:Warnijski Medal Hercusa Monte 14.04.07, 22:04
                                                    Mnie jydno dziwi, że nie można rozmawaiać w dójkę , bo zara trza kontrolować i
                                                    pilnować by rozmówcy dalszy ciąg rozmowy przenieśli na swoje prywatne łono.

                                                    Rozumiesz, nie mogę rozmawiać z jd , bo to jest prywatna rozmowa, a my przecież
                                                    możemy rozmawiać dyskusyjnie. Tak jak wycieli wątek Rita zalozony przez jd - a
                                                    ja jego przekonywałam, ze mogli by swoje forum rozbudować jak Warnije, bylo by
                                                    fajnie i ciekawie, a oni , trach i wycieli nagle
                                                  • tralala33 Re:Warnijski Medal Hercusa Monte 14.04.07, 22:10
                                                    He he - to taki stan wojenny na odwyrtkę. Wtedy, pamiętam, nauczyciele
                                                    pilnowali, żebysmy na korytarzu nie stali w zbyt licznych grupach. Dwie osoby
                                                    rozmawiajace ze sobą to było oki, ale więcej - to już zgromadzenie. A tu
                                                    proszę, dwie osoby do rozmowy nie wystarczą. Dziwne.
                                                  • rita100 Re: Akszugor 14.04.07, 22:22
                                                    Tralala, czyli medal Herkusa Monte możemy sobie zastrzec. Tylko co powiedzą
                                                    koledzy ?
                                                    Za wybitne bohaterstwo, za walecznośc o wolność.

                                                    A tak walczył jd. Gdyby nie on wszyscy byli by obojętni.

                                                    To chyba był stan wojenny. Ale widać , ze redakcja się zmieniła tam na górze i
                                                    nowe wchodziło, burząc stary porządek. Pamiętasz rozmowy kontrolowane, rozumie
                                                    ludzie rozmawiają , ale żeby taki rygor wstrzyknąć i to tylko na Forum Olsztyn.
                                                    Przeciez na Krakowie wątki mają po 2500 i najczęsciej jest to dialog dwojga
                                                    osób. Lepiej pilnować jeden watek niz mieszać we wszystkich.
                                                  • rita100 Re: Jak ziemia pruska dostała się Krzyżakom 30.04.07, 20:58
                                                    "Innocenty III, jeden z najwybitniejszych papieży, twórca królów, protektor
                                                    słabych narodów wobec przemocy cesarstwa, przez całe życie poświęcał sprawie
                                                    pruskiej wielką uwagę i troskliwie przygotowywał grunt pod dzieło emancypacji
                                                    tego dalekiego zakątka średniowiecznego świata. Program papieski na zdobycie
                                                    tych terenów był głęboko humanitarny, zbliżał się do pierwotnej polskiej idei
                                                    pokojowego podboju Prus dla cywilizacji i chrześcijaństwa.
                                                    Oparł się Innocenty nie o rycerstwo i władze świeckie. Dzieło jego miały
                                                    realizować doborowe kadry duchowieństwa, które znalazły odpowiedni grunt
                                                    pokojowego działania. Po akcji klasztoru w Łeknie, misjach cystersów i kanoników
                                                    regularnych, współdziałających z biskupem gnieźnieńskim, pod jego bezpośrednim
                                                    zwierzchnictwem, zainicjował Innocenty dzieło misyjne pierwszego biskupa
                                                    Chrystiana i stworzył dla niego finansowe i organizacyjne podstawy.
                                                    Podróż dwu książąt pruskich Surwabuna i Warpody do Rzymu, przyjęcie przez nich
                                                    chrztu i zwierzchności papieskiej, ilustrują powodzenie misji pruskiej. Gdyby
                                                    nic nie stanęło na przeszkodzie Prusy, jak niegdyś Polska, pod protekcją św.
                                                    Piotra uniknęła by ingerencji cesarza, który nawraca mieczem, a owoce polityczne
                                                    tego sukcesu zebrała by Polska.
                                                    Niestety, na szlaku Prus do wolności piętrzą sie przeszkody. Umiera Innocenty, a
                                                    z nim i misja misyjne dzieło. Następca jego Honoriusz, nie potrafił kontynuować
                                                    dzieła pokojowego podbicia Prus.
                                                    W krytycznym momencie, gdy u ujścia Dźwiny narasta niemiecka ekspansja bałtycka
                                                    zaczynają wikłać się konflikty i książęce ingerencje. Znów wojny krzyżowe.
                                                    W Prusach rośnie antagonizm między chrześcijanami a poganami podsycane
                                                    agitacjami krzyżowego rycerstwa.
                                                    Aby ratować dzieło Innocentego, Honoriusz ucieka się do środka, którego własnie
                                                    poprzednik tak się obawiał, do krucjat.
                                                    Jeszcze raz polska idea cywilizacyjna przemawia ustami Leszka Białego. Wezwany
                                                    do krucjaty, a równocześnie odpowiadając na projekt blokady gospodarczej Prus,
                                                    książe krakowski rozwija swe poglądy na misję w kraju pogan.
                                                    "Cały program kolonizacji miast rzucił Piast polski. Hasłem jego nie miecz
                                                    krzyżowców, który umie ścinać, ale z żelaza sandomierskiego wykuć trzeba dla
                                                    pracy kulturalnej pług, siekiery, młoty, obcęgi i piły i to mu sprzedawać, a
                                                    porzucą zacofane pogaństwo i przejdą do sytemu rolniczego i chrześcijaństwa.
                                                    Proponuje nie okrutną blokadę, ale własnie łagodne zwabienie ich do kultury
                                                    zachodniej przez te artykuły, których brak Prusakom. "
                                                  • rita100 Re: Jak ziemia pruska dostała się Krzyżakom 30.04.07, 21:00
                                                    " No i się okazuje , ze na realizację tego wspaniałego polskiego programu nie
                                                    stać papieża, a tym bardziej władców ówczesnej Polski. Najbliższy sąsiad pruski
                                                    Konrad, zachłannie zezuje na Prusy i Kraków, a resztę książąt, z wyrachowania i
                                                    ciasnoty horyzontów, również wierzy w perswazję miecza. Książęta polscy, sami
                                                    amatorzy zwady pracują nad niechęcią wobec pogan, urabiając im opinię okrutnych,
                                                    strasznie okrutnych i zamiłowanych w wojnach i rozboju (kiedy de fakto Prusowie
                                                    byli spokojni i goscinni) Nie przypuszczają nawet, że mają w tych praktykach
                                                    doświadczonego i bardziej swiadomego swego celu rywala, który po Słowianach
                                                    połabskich i nadodrzańskich od dawna zwrócił uwagę na Prusy.
                                                    (....)
                                                    Gdzie równać się było polskim Piastom z ultrachrześcijańską nacją, która od
                                                    dawna podniecała w sobie nienawiść do obrzydłych pogan i tylko czekała na realną
                                                    sposobność, kiedy apostolstwo i własna korzyść dadzą się jednocześnie zrealizować.
                                                    Jeszcze Krzyżacy nie stanęli na ziemi chełmńskiej, a już cesarz Fryderyk II
                                                    wydał manifest buntujący Prusów przeciw biskupowi Chrystianowi i oznajmił , ze
                                                    zwierzchność jego, wbrew wcześniejszym oświadczeniom papieskim, sięga także
                                                    tutaj. I to była jednocześnie przygrywka i celowa uzurpacja, na której w
                                                    przyszłości miały sie oprzeć tytuły niemieckie do ziemi pruskiej.
                                                    Bo to nieprawda, ze Krzyzacy postawili w Prusach nogę w wyniku jakoby krytycznej
                                                    sytuacji Konrada, po to, by go wybawić od grozy najazdów pruskich.
                                                    Jest to wersja historycznie późna, wynikająca z koniunktur przyszłości, tyle że
                                                    podbudowana mocno fałszerstwami i wytrwałą propagandą, jak choćby tą o
                                                    krwiożerczym ludzie "Burus"
                                                  • rita100 Re: Jak ziemia pruska dostała się Krzyżakom 30.04.07, 21:03
                                                    "I powstał plan 'Preussen' dojrzały już do realizacji, plan w środowisku
                                                    dworskim we Włoszech, gdzie zagrożony bezrobociem wielki mistrz
                                                    skompromitowanego, miezy innymi szowinizmem narodowym, zakon Najświętszej Panny
                                                    Mariii, równocześnie powiernik cesarski, Hermann von Salza. Oni to uknuli spisek.
                                                    "Należało wyzyskać słabość Polski i nie zniszczoną jeszcze przez przymusowe
                                                    wygnanie żywą siłę Zakonu. Hermann von Salza wyczuwał odpowiedni moment...
                                                    W roku 1228 wystawił Konrad w Bieczu pierwszy ze znanych dokumentów, nadający
                                                    Zakonowi ziemię chełmińską tytułem prawno-prywatnym za pomoc w podboju - nie w
                                                    obronie - Prus. Można powiedzieć, najął fachowców, by mu przygotowali grunt pod
                                                    własne polityczne plany. Kto mu naprawdę podsunął ten kondotierski na pozór
                                                    interes, jest właściwie zagadką, aczkolwiek ślady prowadzą do niemieckich
                                                    satelitów jego dworu.
                                                    W każdym razie moment ten stanowił w systemie Hermanowych planów bardzo ważne
                                                    ogniwo. Jedno jest pewne, Konrad nie przypuszczał, iż to nadanie ma czysto
                                                    formalne znaczenie i służy jedynie dla ratowania pozorów. Zakon wchodził na
                                                    pogranicze pruskie z jasno wytyczonymi celem stworzenia na terenie, z niemieckim
                                                    uzurpacji cesarskim, bastionu niemczyzny u jadra jej wpływów na wschodzie.
                                                    Skromne nadania Konrada blakły wobec tajnego na przeciągu pięćdziesięciu lat
                                                    dokumentu Fryderowskiego, który czynił Krzyżaków panami ziemi i wody oraz życia
                                                    i śmierci w podbitych okolicach pogańskich.
                                                    Znaczenie Konradowskich nadań było tym mniejsze, że już w roku 1230 dokonał
                                                    Herman dzieła pogodzenia cesarza z papieżem i takze w Rzymie stał się
                                                    rzecznikiem odpowiednio bogobojnie spreparowanych planów pruskich.
                                                    W ten sposób uzyskał dwustronną asekurację wobec przeciwników polskich.
                                                    Na głos papieża ruszyły tysiące krzyżowców, głównie z Polski, by otwierać drogę
                                                    zamysłom Hermana. Nawet biskup Chrystian, narzędzie Innocentego, musiał ugiąć
                                                    się przed przewagą dyplomacji zakonnej. Porzucony na pastwę Prusów, w niewoli
                                                    przeczekał okres grabieży przez Zakon swych dóbr i uprawnień. Na końcu nie
                                                    zostało mu nic innego, jak przyjąć dyktat podziału ról, po ktorym utracił do
                                                    reszty znaczenie i powagę."
                                                  • rita100 Re: Jak ziemia pruska dostała się Krzyżakom 30.04.07, 21:04
                                                    "Rok 1230 stanowi epokową datę w dziejach dzisiejszych Prus Wschodnich (pisany w
                                                    1935roku (...), z tą chwilą zakończył się w dziejach Prus okres, który by można
                                                    nazwać staropruskim, rozpoczął się nowy okres krzyżacko-niemiecki" (Zajączkowski
                                                    - Podbój Prus)

                                                    "Teraz nareszcie pojawił się argument Konradowego zagrożenia, a w pięćdziesiąt
                                                    lat po pamiętnym zamachu, gdy jego twórców nie było już wśród żyjących, Zakon
                                                    wydobył z tajemnych archiwów ów dokument Fryderykowski i przedłożył do
                                                    zatwierdzenia Rudolfowi z Habsburga. Było to już po pruskich powstaniach, a
                                                    przed uruchomieniem krzyżacko-luksembursko-brandenburskiego sprzysiężenia
                                                    przeciw Polsce, gdy Zakon wsparty o morze, wyzyskując Drang nach Osten z
                                                    Saksonii, napływ osadników z Zachodu, posługując się przy tym i polską siłą
                                                    osadniczą ze Ślaska i Mazowsza, umocnił zdobycze miecza i myślał o nowych ofiarach."
                                                    Władysław Ogrodziński "Ziemia odnalezionych przeznaczeń"

                                                    Po wiekach odwróciło się koło historii. Prysnął krąg wiekowych matactw i
                                                    sprzysiężeń, aby wreszcie tej ziemi dane było poznać zgubiony szlak odwiecznych
                                                    przeznaczeń."
                                                  • rita100 Re: Jak ziemia pruska dostała się Krzyżakom 05.05.07, 21:10
                                                    Jak już wiemy Konrada namówiła Jadwiga Sląska na sprowadzenie tego Zakonu, tak
                                                    strasznego w skutkach.
                                                  • rita100 Re: Jak ziemia pruska dostała się Krzyżakom 05.05.07, 21:11
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=64&w=61826371&a=61841382
                                                    Fajnie napisoł Akszugor, warto przytoczyc:

                                                    "Pomnik Piłsudskiemu można postawić (w końcu podobno z dziadów Jaćwięgów, a i
                                                    wielce zasłużony człowiek), można też postawić pomnik HERKUSOWI MONTE. Człowiek-
                                                    rycerz, Prus walczący z Krzyżakami o wolność swej ojczyzny. Podobny pomnik jest
                                                    na Litwie. Na podstawie jego życia Mickiewicz napisał przecież Konrada
                                                    Wallenroda. A Mickiewicz to wieszcz, jakby nie patrzeć.

                                                    Należy wciąż pamiętać o WIELOKULTUROWOŚCI tych ziem. Byli tu Niemcy, Polacy,
                                                    Mazurzy, Holendrzy, Francuzi, Rosjanie i... autochtoni - Prusowie. Prusowie,
                                                    którzy nie wyginęli jak to się pisuje w podręcznikach. Było by to nielogiczne,
                                                    3/4 ludności przeżyła, bowiem Krzyżacy nie byli głupcami i ktoś musiał uprawiać
                                                    dla nich ziemię i płacić podatki i budować kościoły, miasta. Ulegli
                                                    germanizacji.
                                                    Ktoś, kto patrzy na TĄ ziemię przez pryzmat polskości li tylko, traktuje ją jak
                                                    okupant, jak zdobywca. Zapomina, że to przejściowe bywają radości, jak historia
                                                    pokazała."
                                                  • rita100 Re:Mieli krzyżacy klątwą za mordowanie 16.05.07, 21:29
                                                    1257- Skarga elbląskich dominikanów do papieża na postępowanie Krzyżaków wobec
                                                    podbijanych Prusów. W odpowiedzi, po zbadaniu sprawy, Aleksander IV obłożył
                                                    Krzyżaków klątwą za mordowanie zamiast chrystianizację ludów.

                                                    To Krziżacy mnieli klątwę.
                                                  • rita100 Re:Pruski wojownik 25.05.07, 21:16
                                                    Pruski wojownik uzbrojony był w charakterystyczną maczugę, z którą podobnie
                                                    nigdy się nie rozstawał:
                                                    "używał Prusak maczug krótkich celem rzucania ich na nieprzyjaciela. Maczugi te,
                                                    często w środku wypełnione ołowiem, były bronią morderczą, bo druzgotały czaszki
                                                    i łamały kości w razie silnego a trafnego uderzenia."
                                                    "Święta Warmia".

                                                    Ciekawe czy taką bronią władali też wojownicy Herkusa Monte ?
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 27.05.07, 21:18
                                                    byłby wspaniałą dewizą regionu
                                                    Kraków ma tyle kopców, a kopiec Kraka to dawny kurchan.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 28.05.07, 21:56
                                                    Jak myślicie , gdzie powinien być usypany Kopiec Hrkusa Monte. Moja propozycja
                                                    jest, by gdzieś przy bardzo starym dębie, tam gdzie w czasach pogańskich było
                                                    miejscem kultu.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 09.06.07, 21:37
                                                    www.croatianhistory.net/gif/chrobat.jpg
                                                    łobaczta jek fejn na mapsie zidać plemiona pruskie.

                                                    Acha, jadó , jadó taczki z ziamniczkó
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 09.06.07, 22:14
                                                    Gdybyśmy chcieli zbudować taki kopiec to możemy sprowadzić Mistrza Rak, on już
                                                    wie jak się buduje i daje długą gwarancje na swoją pracę.

                                                    Jek podaje reporter Jakusz ze Stradowa , łobaczył łón po drugej stronie Wisły
                                                    intensywny ruch budowolany. Jyżdzó tamój sznurem wozy - kożdan zaprzężony w
                                                    sztyry woły - wyładowane po brzegi ziamnió. Na somym wierchu rośnie dziwna
                                                    budowla. Kopsiec ziamny. O przyczynach rozpoczęcia tej budowy w kancelarii
                                                    książęcej ni chiano siła (wiele) mózić. Ujawniono tlo, że ów kopsiec , bandzie
                                                    mnioł 16 - metrów wysokości oraz, że prace wykonywane só na koszt skarbu
                                                    książęcego. Nic ni ziymy, a może to bandzie łobiekt militaryjny ? Można sia
                                                    przecież spodziewać kolejnej fali najazdu Hunów lub Awarów. A może ten kopsiec
                                                    to hołd noju Kraka no bogów za odniesione w młodości zwycięstwa i ziele lot w
                                                    pokoju, którym sia tero lejdujewam ? A może na wierchu tygo kopca bandzie płonół
                                                    wieczny łogań, abo zasadzą tam śwanty Dąb. No chodźta bliżej, pogodowam z
                                                    ludziami co budujó.
                                                    Taki anonimowy człoziek goda co to bandzie kopa ziamni, taka góra ziamni i to
                                                    bandzie grób Kraka, kedy pomrze.
                                                    Zidzita mistrza Raka ze Szczaworyża ? Łón noma cosik ziancej pozie.
                                                    Tralala, łuż bziegnie do niygo i sia pyto:
                                                    - Co to za budowla powstaje pod Krakowem ?
                                                    - ??????
                                                    - Czamu Pan milczy ? Czy informacja jest utajniona ?
                                                    - Nic nie je utajnione. Nie odpowiadam, bo nie jestem do tego upoważniony. Moim
                                                    zadaniem jest budować, a nie godać.
                                                    - Ludzie godajó - pyto dalyj Tralala - że może to być obiekt militarny, a moze
                                                    kultowy ?
                                                    - A niych sobzie mózió !
                                                    - To daczemu do takiej budowy zaangażowano nolepszego fachowca, jakim jest
                                                    właśnie Pan ?
                                                    - Dziankuje za mniłe słowa, bardzo Pani Tralala dziankuje. Staram sia. Kopsiec
                                                    wznosimy partiami. Jego konstrukcję stanowią ściany kamienne ułożone w rzucie
                                                    rozety. Dzięki temu będzie on odporny na działanie złych warunków
                                                    atmosferycznych i niszczący wpływ czasu. Przeżyje mnie i panią. Nawet za tysiąc
                                                    trzysta lat będzie stał ! - poziedzioł mistrz Rak.
                                                    - Za tysiąc trzysta lot ? A boc co (po co) komu tak trwała budowla ? - dziwuja
                                                    sia Tralala.
                                                    - Za jyjzyk ma pani ciójgnie, ale nic ziancej nie poziam. Jeno dodam, że somemu
                                                    księziu Kraka dołam gwarancje na tysiąc pięćset lot.
                                                    - Czyżby princ chioł mnieszkać w tam kopcu za tysiąc pięćset lot ?
                                                    - Przykro mi, ale ni mom ziancej ciasu na godke. Robota czka.

                                                    Dziankujewam Mistrzu Rak za poziostke, tero Tralala i coła Warnija ziedzó jek
                                                    brok spatrzyć kopsiec no Herkusa Monte.

                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 10.06.07, 13:31
                                                    ano jadó , jadó taczuszki z ziamnó, tak rychtycznie budowali kopsiec Kraka, a
                                                    tero kopsiec Herkusa Monte. Abo dąb zasadzić ?
                                                    Nic ni mowam na cześć Herkusa Monte.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 11.06.07, 21:14
                                                    dziśioj ponydziołe, pozietrze fejn do pracy, tak jadó taczki ziamni prosto na
                                                    kopsiec
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 12.06.07, 22:02
                                                    dzisioj tyż mozna bulo wozic ziamnie, fejn pozietrze, tak jadó, jadó taczki
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 13.06.07, 21:06
                                                    wtorek 13-go, świetna pogoda na zwożenie ziemi, czasami burza przerwie, ale
                                                    pracujemy wytrwale
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 13.06.07, 22:15
                                                    a zieczorem to sia nojlepsiej pracuje, tak chlodno, to eszcze jednó bryczke
                                                    ziamni nawioze
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 14.06.07, 21:36
                                                    > Odsłonięcie kamienia na cześć Napoleona, to pomysł historyka profesora Janusza
                                                    > Jasińskiego z Polskiego Towarzystwa Historycznego. - Trzeba było wiele pism i
                                                    > artykułów napisać, by w końcu powstał pomnik upamiętniający pobyt Napoleona w
                                                    > Olsztynie - mówi Jasiński.

                                                    no to łuż mowam pretendenta do wirtualnego medalu Herkusa Monte smile

                                                    przybańczam co ma łuż 1.JD, a 2. prof JJ

                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 14.06.07, 21:37
                                                    dzisiaj odpowiednia była pogoda do pracy, przybyło ziemi na pamiątkowy kopiec
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 16.06.07, 16:20
                                                    dzisioj sobota, praca krócej trwa, ale przy takiej pieknej pogodzie trochę
                                                    taczek zostało wyrzuconych na kopiec Herkusa.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 19.06.07, 22:35
                                                    psiankna dzisioj pozietrze, bzierzem kele (taczki) i zio, zio na kopsiec. Eszcze
                                                    poziem woma dokladnie jek sia robzi kopsiec.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 20.06.07, 20:35
                                                    Jak budowano kopiec Grunwaldzki, tak zaskoczona sama jestem, ale taki jest w
                                                    Niepołomicach pod Krakowem, zaraz przy zamku. Zbudowany 1908 roku, dla uczczenia
                                                    pięćsetnej rocznicy Bitwy pod Grunwaldem. Na szczęście zachowała się
                                                    technologia budowy kopca.
                                                    Zaczynamy:

                                                    Własciwie w tym miejscu znajdował się jakiś kopiec, ale latem był rozdeptywany
                                                    przez pasące się bydło, a zimą rozjeżdzany na sankach przez dzieciarnię.
                                                    Postanowiono to miejsce go podwyższać.
                                                    Od czego zaczęli w następnym odcinku
                                                  • fedar Re:Kopiec Herkusa Monte 22.06.07, 09:00
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Jak myślicie , gdzie powinien być usypany Kopiec Hrkusa Monte. Moja propozycja
                                                    > jest, by gdzieś przy bardzo starym dębie, tam gdzie w czasach pogańskich było
                                                    > miejscem kultu.

                                                    Przy dębie czy nie, myślę że to byłoby dobre miejsce:
                                                    mapa.szukacz.pl/?&nc=54,26005&ec=20,23206&n=54,26072&e=20,27771&z=4&m=Pluty
                                                    Pluty to wieś między Pieniężnem i Górowem. Nie wiem czy to jeszcze Warmia czy
                                                    już Natangia, ale za wsią na wzgórzu znajduje się potężne grodzisko pruskie -
                                                    najpotężniejsze, jakie kiedykolwiek widziałem. Myślę, że to dobre miejsce dla
                                                    upamiętnienia największego pruskiego wojownika.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 22.06.07, 22:12
                                                    No jo! Ale Fedar to pewno je łuż zabytek archeologiczny i nic tam nie można
                                                    ruszać ani podwyższać. Choć nazwać takie grodzisko imieniem Herkusa można by było.

                                                    Ale też mozna zrobić kopiec przy zamku ze skarpy, dam taki pomysł Svolo, będzie
                                                    atrakcja smile
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 23.06.07, 20:54
                                                    To noczynowam budować kopsiec
                                                    Nosomprzód w środku małego pagórka wkopujemy wysoki słup i zawieszamy na nim flage.
                                                    Pytanie, jaką flage ?
                                                    Só propozycje jake ?
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 25.06.07, 22:04
                                                    Jak już wykopaliśmy wysoki słup i zawiesiliśmy flagę biało-czerwoną flagę, to
                                                    potem ponoć trzeba narysować wielki okrąg otaczający słup i zaznaczyć go rowkiem.

                                                    jutro dalej będziemy usypywac kopiec
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 26.06.07, 21:19
                                                    Jak już narysujecie okrąg i zaznaczycie go rowkiem, to z całego tego koła trzeba
                                                    zdjąć darń.
                                                    Trochę to potrwa, ale praca jest przyjemna i nawet pogoda dopisuje.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 29.06.07, 21:55
                                                    Jak już ściągniemy ten darń to musimy go ułożyć spadzisto jak lico - zewnętrzną
                                                    powierzchnią, a środek zasypujemy piaskiem kopanym na zewnątrz okręgu.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 01.07.07, 21:39
                                                    W taki sposób usypujemy kopiec do góry i przy dobrej i energicznej pracy będzie
                                                    nam się zdawało , ze sam wyrasta z ziemi.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 06.07.07, 21:41
                                                    6 lipca 1253- Książę Mendog został koronowany na władcę państwa litewskiego. Święto
                                                    narodowe Litwy, ustanowione przez parlament tego kraju w 1991 roku.

                                                    To je ciykawe, ciykawe czy był władcą pogańskim ?
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 26.07.07, 21:23
                                                    Od czego zaczęli w następnym odcinku
                                                    To noczynowam budować kopsiec

                                                    Najlepiej to pracować społecznie i zaparciem smile

                                                    Można też zaangażować do pracy turystów, wycieczkowiczów, tylko musimy
                                                    zaopatrzyć ludzi w łopaty i taczki
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 11.08.07, 20:41
                                                    Najlepiej by było gdyby ksiądz podczas kazań wezwał ludzi do takiej pracy i
                                                    zapewnił, ze taka praca, nie dla zarobku, nie jest grzechem - tak jak to zrobił
                                                    ksiądz w Niepołomicach , gdzie wspólnie ludzie tam usypali kopiec Grunwaldzki,
                                                    ku pamieci i z okazji 500-lecia bitwy.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Herkusa Monte 20.09.07, 22:51
                                                    "Największy opór Krzyżaków stawili Sudowie. Sudowowie ciągle najeżdzali państwo
                                                    zakonne i Polskę. Dopiero w walkach, które w latach 1277-1283 toczyli pod wodzą
                                                    ksiecia Skomanda, jako ostatnie pogańskie plemię Prus poddali się Krzyżakom. Z
                                                    tą chwilą cały obszar późniejszych Mazur znalazł sie pod panowaniem rycerzy
                                                    zakonnych.
                                                    Jako pierwsza baza krzyżacka na Mazurach wzmiankowane jest w latach 1314-1316
                                                    Dąbrówno (Gilgenburg).

                                                    To i brok kopsiec no ksiancia Skomanda łusypać.
                                                  • rita100 Re:Kopiec Grunwaldzki 23.09.07, 20:10
                                                    schlesien.nwgw.de/board/viewtopic.php?t=600
                                                    Wybaczta, fyler zrobziuła am, to je Kopiec Grunwaldzki w Niepołomicach.
                                                    Tak wyglónda usypany w cołej rozciągłości. A na Warniji dolej ni mowata żodnego
                                                    kopca. Tero kedy só fundusze łunijne, może cias pomyśleć ło kopcu Herkusa Monte.
                                                  • rita100 Re:Zbliżo sia 20 oktobra 03.10.07, 22:19
                                                    Dziań Herkusa Monte z Natangii smile
                                                  • rita100 Re:Zaboczuliśwa lo śwancie Herkusa Monte 03.10.07, 22:23
                                                    Buło 20 września, czyli septembra

                                                    NO, no szpetnie. Cykawe czi chtóś ło tam pamnientoł ?
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 04.10.07, 22:17
                                                    "Słowo Do Książąt Pruskich"
                                                    Ziyrsz napsisoł Tadeusz Chróścielowski

                                                    "W 1260 roku wybuchło wielkie powstanie Prusów przeciwko Krzyżakom. Po
                                                    poczatkowych sukcesach zostało one krwawo zdławione. Odtąd "chrystanizacja"
                                                    Prusów przebiegała już bez przeszkód. W wierszu mowa jest o przywódcach powstania."

                                                    I ty, Auktumas z Pogezanii,
                                                    czarny łabędziu wód Sirgune,
                                                    który dąb mogłeś - drzewo - krzemień
                                                    rozszczepiać pchnięciem rohatyny
                                                    i gdybyś zechciał, beltosiejco,
                                                    zgiąć łuk nad głową, to i księzyc
                                                    byś zmienił w drgającego jeża...
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 2 07.10.07, 10:58
                                                    i ty, o Glande, panie Sambii,
                                                    coś przedtem kupcom - kręcibrodom
                                                    kufą bursztynu złocił oczy,
                                                    belą soboli złocił oczy,
                                                    a sobieś za to miech posrebrzał
                                                    dobrym denarem cudzomorskim......
                                                    a potem tyś nie miech, nie oczy,
                                                    lecz pole srebrzył kolczugami,
                                                    nie tylko srebrzył, bo czerwienił,
                                                    ale nie czerwiem, car-purpurą
                                                    zaczerwienił pole, lecz siedmiokroć
                                                    krwią ludomorów, ziemiokradów....
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 3 09.10.07, 21:34
                                                    i tyżeś, Glapo, książe Warmii,
                                                    szpetny kosmaczu krechogęby,
                                                    którego oczy niby próchno
                                                    skroś mrok gorzały, a gdyś jeszcze
                                                    nacisnął uchem żyłę ziemi -
                                                    wiesz już - gdzie, jakie po Pregołę
                                                    od barmy Santor tętną konie....
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 4 15.10.07, 23:11
                                                    i ty Divanas, krasnolicu,
                                                    łapczywszy, słyszę, miodopijco,
                                                    co lekko kładłeś dłoń na gęśli,
                                                    a jeszcze lżej na babskim biodrze,
                                                    a cieżko na imadle miecza,
                                                    gdy przyszło wojów ci zwoływać
                                                    w okrutną noc o rogach łoszych....
                                                    cdn

                                                    Ale ciajzki tan ziarsz..... napisoł Chróścielewski
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 5 22.10.07, 22:41
                                                    i ty, ostatnie książę żywe,
                                                    Herkasie Monte, zapalczywy,
                                                    wysoko prestoł twój, bo w łunach -
                                                    tyś, wierę, luby syn Peruna,
                                                    bo odkąd Perun skąpił gromu,
                                                    tobą, Herkasem kniaziem, ciskał
                                                    błyskawicami po szełomach,
                                                    wiatrołomami po zamczyskach
                                                    tych, co przybyli tu mordować....
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 6 23.10.07, 21:00
                                                    ciemni książęta, nie znający
                                                    dźwięcznej syntaksis mowy Rzymian,
                                                    ni jakie listy wangielisty,
                                                    ni ile ran wycierpiał Pan,
                                                    ani potencji mniszej wody,
                                                    co żenie diabły z dusz i szpilek....
                                                    ni czemu kończtymi kłody
                                                    w głąb trzew wbijają wam pachwinę...
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 7 31.10.07, 21:18
                                                    wam, których nie masz pod darniną,
                                                    bo wiatry z nieba proch wywiały,
                                                    za święte wiary przyszło ginąć -
                                                    za świerczek dymu u powały,
                                                    co sunie w pląs na gości przyjście,
                                                    za węże, co to z jednej miski....
                                                    i spadające w mrok kołyski,
                                                    których już dłonią nie wsparliście...
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 8 08.11.07, 21:07
                                                    wam, których nie masz pod darniną,
                                                    bo wiatry z nieba proch wywiały,
                                                    za święte wiary przyszło ginąć -
                                                    za świerczek dymu u powały,
                                                    co sunie w pląs na gości przyjście,
                                                    za węże, co to z jednej miski....
                                                    i spadające w mrok kołyski,
                                                    których już dłonią nie wsparliście...
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:"Słowo Do Książąt Pruskich" 9 kónic 13.11.07, 21:45
                                                    wrzaskliwi, grubi, niepojęci,
                                                    śmiesznie wierzący w dąb i kamnień -
                                                    skądźe wam wiedzieć, zeście święci
                                                    w krwawej obręczy łun nad głową.

                                                    Tadeusz Chróścielewski
                                                    Łódź
                                                  • gajowy555 Re:Zaboczuliśwa lo śwancie Herkusa Monte 05.10.07, 14:37
                                                    rita100 napisała:

                                                    > Buło 20 września, czyli septembra
                                                    >
                                                    > NO, no szpetnie. Cykawe czi chtóś ło tam pamnientoł ?

                                                    No jó, zaboczyliśwa pospołu. Żal, co Tralali ni mo, łóna by noma na zycher
                                                    przybanczuła...
                                                  • rita100 Re:Zaboczuliśwa lo śwancie Herkusa Monte 05.10.07, 21:00
                                                    No ale nie tlo mym zaboczuli, bo łobacz w kalendarium tyż ło tam ni wspomnieli,
                                                    a jo codziannie śledze kalyndorz warnijski.
                                                    Zielgi żol co Tralali ni mo.
                                                  • rita100 Re:Pamnientawa ło Herkusie Monte 26.01.08, 21:11
                                                    Tlo tymatów brok.
                                                  • rita100 Re:Zitoj Herkusie Monte z Natangii 16.02.08, 19:43
                                                    Zitoj Herkusie Monte z Natangii, najdzielniejszy z pruskich przywódców jak
                                                    napisał Bernt Engelmann w swojej książce. Tak napisał Herkusie -
                                                    najdzielniejszy z pruskich przywódców.
                                                    Zidzita, nie zaboczajo (nie zapominają) ło Herkusie, choć to tyla tyla wzieków.
                                                  • rita100 Re:Prus - mądry, posiadający władzę 18.02.08, 20:07
                                                    "Aż do zawarcia w r.1660 pokoju w Oliwie, kiedy to Hohenzollerowie brandenburscy
                                                    zdobyli całkowitą władzę nad Prusami Wschodnimi spustoszonymi przez Szwedów,
                                                    Rosjan, Polaków i Tatarów, księstwo to należało do Polski. Pierwotnie był to
                                                    kraj Prusów czy Prusaków (co oznacza "mądrych, posiadających władzę"),
                                                    spokrewnionego z Litwinami ludu indoeuropejskiego, który zasiedlił Sambię oraz
                                                    wybrzeża Zalewu Kurońskiego, sięgając daleko w głąb lądu. W IV i V wieku po Chr.
                                                    obszar Prus obejmował okręgi: ziemię chełmską, Pomezanię nad Wisłą, Pogezanię,
                                                    Warmię, ziemię Natangów nad Zalewem Wiślanym, Sambię, ziemie Skalawów i Nadrowów
                                                    nad Zalewem Kurońskim oraz ziemię Bartów, Jaćwingów i Galindów w głąb kraju."
                                                    (Bernt Engelmann)
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Prus - mądry, posiadający władzę 25.02.08, 20:25
                                                    "Prusowie uchodzili za bardzo odważnych i dzielnych wojowników, strasznych dla
                                                    wrogów o bardzo gościnnych dla przyjaciół. Wszystkie próby nawrócenia ich na
                                                    chrześcijaństwo kończyły się do 1215 roku niepowodzeniem, a i w następnych
                                                    dziesięcioleciach, gdy Wielki Mistrz Zakonu Niemieckiego, Herman von Salza,
                                                    rozpoczął podbój i chrystanizację kraju, Prusowie stawiali zajadły opór.
                                                    Dopiero, gdy Kościół zawezwał rycerstwo w całej Europie do krucjaty przeciwko
                                                    tym 'opornym poganom', krzyżowcom zaś walczącym przeciwko Prusom obiecał takie
                                                    same łaski niebieskie (i skarby ziemskie) jak tym, którzy wyruszyli w celu
                                                    'wyzwolenia' Jerozolimy i Ziemi Swiętej, gdy do Prus ściągały tysiące rycerzy,
                                                    awanturników, kolonistów i handlarzy, aby tam znaleźć w taki czy inny sposób
                                                    szczeście, dopiero wówczas zdołano stopniowo podbić plemiona pruskie i
                                                    przymusowo je ochrzcić lub wyprzeć na nieprzystępne tereny."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Prus - mądry, posiadający władzę 28.02.08, 20:20
                                                    "Początkowo plemiona te walczyły pojedynczo o zagrożoną wolność, ale gdy
                                                    spostrzegły, że cały lud zostaje ujarzmiony bez reszty, zbuntowały się w 1242
                                                    roku raz jeszcze wspólnie przeciwko obcym ciemiężcom, którzy podczas próby
                                                    podbicia całej północnozachodniej Rusi zostali w środku zimy doszczętnie pobici
                                                    na lodach zamarznietego jeziora Pejpus (j. Czuckie) przez wojska ruskie pod
                                                    wodzą księcia Aleksandra Newskiego. Ta klęska niemieckich rycerzy zakonnych była
                                                    dla Prusów sygnałem do powszechnego powstania przeciwko obcym panom kolonialnym
                                                    z Rzeszy. Z pomocą przyszły im z zachodu Pomorzanie pod wodzą Światopełka."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Prus - mądry, posiadający władzę 02.03.08, 21:01
                                                    łoj, Herkusie, prandzej mi kaktus wyrośnie gdy choc chto pomysli ło kopcu Monte,
                                                    bo tak je, że dzisioj prawdziwych Prusów juz ni ma.
                                                    Poziam Ci chto je, abo i nie poziem, bo prowda w łoczy kole, a mnilczenie je złotem.
                                                  • rita100 Re:Czy Zakon Krziżacki eszcze je ? 03.03.08, 21:06
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=71047511
                                                  • rita100 Re:Miasto, które nazwano Królewcem 05.03.08, 21:17
                                                    "Powstanie plemion pruskich szalało przez jedenaście lat, aż w r 1253 udało się
                                                    Zakonowi Niemieckiemu i jego sojusznikom podbić ich ponownie.

                                                    Nieco później do Prus przybyła armia krzyżowców z Czech i Niemiec południowych,
                                                    licząca 60 000 ludzi, podbiła Sambię, zmusiła jej mieszkańców do chrztu i
                                                    wzniosła w lesie Twangste gród, a potem zbudowała obok niego miasto, które
                                                    nazwano Królewcem.
                                                    Nawiasem mówiąc, nazwano je tak ku zmartwieniu wszystkich późniejszych
                                                    niemieckonarodowych historyków - wcale nie ku czci jakiegoś Niemca, a tym
                                                    bardziej jakiegoś Hohenzollera, lecz dla uczczenia króla Czech, Otokara II,
                                                    ostatniego z rodu Przemyślidów i właściwego twórcy wolnego mieszczaństwa, ktory
                                                    w 1255 roku polecił przebudować gród schronieniowy Prusów nad Pregołą w
                                                    umocnione miasto. Jednakże gdy w 1260 roku niemieccy rycerze zakonni wraz z
                                                    krzyżowcami zostali przez Litwinów zwabieni w Inflantach w pułapkę i ponieśli
                                                    ciężką klęskę, doszło do nowego powszechnego powstania Prusów."
                                                    cdn
                                                  • rita100 Re:Najdzielniejszy z pruskich przywódców 06.03.08, 21:01
                                                    "Powstańcy walczyli pod dowództwem Glappo z Warmii, Herkusa Monte z Natangii,
                                                    Glandego z Sambii, Diwana z ziemi Bartów i Auktumo z Pogezanii. Początkowo
                                                    zdobyli przewagę, burzyli grody warowne, kościoły i miasta swoich ciemiężców. Na
                                                    dłuższą jednak metę nie mogli się ostać przed coraz to nowymi wojskami
                                                    krzyżowców z Rzeszy. Plemiona pruskie poniosły straszne straty. Ich przywódcy
                                                    padali kolejno w walce; w końcu w 1271 roku po siedmioletnich zmaganiach z
                                                    przeważającymi siłami wroga poległ także najdzielniejszy z pruskich przywódców
                                                    Herkus Monte."

                                                    "Prusy" Bernt Engelmann
                                                  • rita100 Re:Najdzielniejszy z pruskich przywódców 07.03.08, 21:55
                                                    "W następnych latach zostali podbici Nadrawowie i Skalawowie, a w końcu 1283
                                                    roku po sześcioletniej zajadłej obronie, ostatnie wolne jeszcze plemię pruskie -
                                                    Jaćwingowie.
                                                    Tylko niewielu z pozostałych przy życiu Prusów pozwoliło się ochrzcić. Wielu
                                                    zbiegło na Litwę lub zaszyło się w lasach i bagnach."
                                                  • rita100 Re:Najdzielniejszy z pruskich przywódców 16.03.08, 13:12
                                                    "Także ci, którzy się poddali i zostali ochrzczeni, trzymali się uparcie swojej
                                                    narodowości. Język pruski, który - w wyjątkiem wspólnych korzeni
                                                    indeeuropejskich - nie był spokrewniony ani z niemieckim, ani z polskim lub
                                                    rosyjskim - wymarł dopiero po upływie pięciuset lat, po całkowitym podboju
                                                    Prusów, w późniejszych latach XVII wieku."
                                                  • rita100 Re:Najdzielniejszy z pruskich przywódców 25.03.08, 20:46
                                                    "W ciągu stu pięćdziesięciu lat, które nastąpiły po definitywnym podboju plemion
                                                    pruskich, aż do drugiego pokoju toruńskiego w 1466r, Prusy pozostawały pod
                                                    władzą Zakonu Krzyżackiego. Początkowo rycerze zakonni zapewniali miastom
                                                    założonym przez niemieckich, holenderskich i innych kolonistów niemal całkowitą
                                                    samodzielność, liczne ułatwienia handlowe, jak również uwolnienie od ceł i
                                                    podatków, co doprowadziło do znacznego rozkwitu kraju."
                                                  • rita100 Re:Najdzielniejszy z pruskich przywódców 28.03.08, 20:56
                                                    "Ale gdy potem Litwa przyjęła chrześcijaństwo z Polski i została włączona do
                                                    Krolestwa Polskiego, Zakon już nie mógł wzywać krzyżowców do ochrony przed
                                                    przeważającym sąsiadem, lecz musiał korzystać z wojsk najemnych. Było to bardzo
                                                    kosztowne; podatki jakie Zakon nałożył wówczas na kraj, były ogromne, a rycerze
                                                    zakonni zaczęli rządzić twardą i bezwzględną ręką. Mieszkańcy miast i koloniści
                                                    wzdychali pod tym brzemieniem i zachęcali potajemnie Polaków i Litwinów do
                                                    podboju kraju Zakonu.
                                                    Tak więc w 1410 Polacy wkroczyli do Prus i pobili pod Grunwaldem wielką armię
                                                    rycerzy Zakonu Krzyżackiego."
                                                  • rita100 Re:Z drogi, z drogi 05.04.08, 21:51
                                                    bo taczki z ziemnio jado......
                                                  • rita100 Re:Z drogi, z drogi 14.04.08, 22:16
                                                    jadó, jadó kary z ziamniczko na kopsiec Herkusa Monte
                                                  • rita100 Re:Z drogi, z drogi bo jydzie lołna 17.04.08, 09:52
                                                    Tak napisał uczeń IV b
                                                    "Nasze plemiona przed przyjęciem chrztu zachowywały się jak normalni
                                                    ludzie"

                                                    Chyba, tak całkiem normalnie smile
                                                  • rita100 Re:Z drogi, z drogi bo jadó kary 13.05.08, 22:12
                                                    z ziamniczko na kopsiec smile
                                                  • rita100 Re:"Syn Jazdona" Kraszewskiego 28.05.08, 20:30
                                                    Ponieważ mamy taki wątek, który sławi najdzielniejszego z dzielnych wojowników
                                                    pruskich Herkusa Monte z wielką przyjemnością przytoczę jeden rozdział z książki
                                                    "Syn Jazdona" Kraszewskiego opisującego życie u pogan litewskich. Troche długasy
                                                    to bandzie rozdzioł, ale ciyrzpliwości rychtycznie noma starczy, dyć kuntek może
                                                    jiść aże do 2500 zaczam sia skóńczy.
                                                    Psiankny je to uopis, warto poczytoć bandzie.
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 29.05.08, 20:21
                                                    "Pustą a dziką i smutną a piękną, jak wszystko, co z rąk Bożych dopiero wyszło,
                                                    a ludzie jeszcze popsuć nie mieli czasu była Litwa za owych czasów. Milami lasów
                                                    trzeba bylo jechać do osady, do gródka, do chaty w ziemię zarytej i zagrody,
                                                    kamieńmi a gałęźmi obrzuconej.
                                                    Gdzieniegdzie u brzegów rzek, u spływu dwu wód, na cyplu szpiczastym, wznosił
                                                    się zameczek z olbrzymich kłód w zrąb zarzucony.... podobny do ofiarnego stosu.
                                                    W dolinie u rzeki wysuwał się szereg domków długi, niby obozowisko przyległe do
                                                    ziemi.
                                                    Mało gościńców biegło tym krajem, co się lasami i błoty, jakby twierdzą,
                                                    opasywał od napaści. Puszcze stały jeszcze tak, jak urosły, gdy ziemia osychała,
                                                    mnogie jeziora i stawy, jak je powódź przedwczesna uchodząc zostawiła, a po
                                                    polach i łąkach bryły kamieni, które niegdyś lody i morze z północy tu
                                                    przygnały, spoczywały na ziemi obcej smutne przybłędy."

                                                    Zidzita, co psiankny łopis Litwy. Fejn sia noczyna.
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 01.06.08, 21:24
                                                    "Pustynia ta wszakże żywą była i zamieszkaną, bo ją zapełniało tysiące zwierza,
                                                    na sosnach pszczoły w dziuplach składały miody, pod nimi w łomach gałęzi i liści
                                                    gnieździł się meszka, nad łbem jego biegały wiewiórki, pod nosem przemykał się
                                                    lis ostrożny. Nie było tu stopy ziemi, która by nie miała mieszkańca. W ciepłych
                                                    borach bylo im jak w chacie, na żer nie potrzebował iść daleko, sąsiad żywił się
                                                    tym, kogo miał pod bokiem." smile)))
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 09.06.08, 20:56
                                                    "Lata upływały tak w nieprzerwanym spokoju i chyba piorun las zapalił, a wiatr
                                                    pożar poniósł po nim, naówczas ruszyło się wszystko i strach było spojrzeć, jak
                                                    cała ta gromada leśnych gospodarzy razem przed ogniem uchodziła nie myśląc o
                                                    starych waśniach i zemście.
                                                    Płomień naówczas gnał razem żubry, łosie, stada kóz, niedźwiedzie i borsuki,
                                                    żbiki, lisy i zające w jedno stado zbite, oszalałe, ryczące, aż gdzieś w poprzek
                                                    ognia stanęła rzeka, wstrzymała pożar, a ocalała zbiegów, którzy na drugim
                                                    brzegu wracali do dawnych zatargów i wojny."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 11.06.08, 20:17
                                                    "Lasy! Czym były owe dawne lasy przy dzisiejszych skarlałych swych potomkach!
                                                    Sosny, ktorych wierzchołka trudno było dojrzeć, dęby, co strzelały jakby
                                                    kamiennym słupem ku niebu. Brzozy nawet, dziś rozpieszczone o płaczące, naówczas
                                                    jak strzały wyprostowane, z korą popadłą i sczerniałą, pięły się w górę dumnie,
                                                    aby drugim sprostać.
                                                    Wiatr, co wstrząsał wirchami tych olbrzymów, rzadko mogł sięgać do głębi puszcz.
                                                    Lecz jeśli wdarł się przemocą jeden z tych, co młyńcem idzie w powietrzu i wody
                                                    wypija, i pisaki zamiata w górę, wówczas wyłom zrobiwszy obalił obszary i całe
                                                    stosy układał jak góry."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 12.06.08, 20:23
                                                    "Puszczą była cała niemal Litwa ówczesna niedostępną i straszną, a starsze
                                                    drzewa, olbrzymy, stały za bogi, bo tu człowiek żył z drzewa. Ono dawało
                                                    wszystko: chatę, opał, schronienie pszczole, zwierzęciu pokarm, czlowiekowi
                                                    obuwie, wóz, pałkę.
                                                    Na skrajach od ziem cudzych, do Rusi, od Krzyżaków, co już mieczem i ogniem się
                                                    rozpościerali, inaczej wyglądały rubieże popalone, zniszczone i zgniecione, ale
                                                    czym dalej w głąb tym uroczyściej panowały pokój i cisza. Zakąty były, do
                                                    których żadne obce nie dosięgło oko, nie doszła stopa. Otworem one stały,
                                                    bezbronne, lecz w te ciemne, tajemnicze przepaście któż by się śmiał zapuścić !"
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 13.06.08, 20:41
                                                    "Pogańska jeszcze Litwa znała przecież swych sąsiadów i ich wiarę, z ruskimi
                                                    kniaziami się kumano chodząc do nich i ściągając ich ku sobie. Mazowieccy
                                                    książęta zaczynali też szukać przyjaźni litewskich kunigasów (książęta
                                                    litewscy). A bylo ich naówczas wielu na gródkach różnych, tak prawie jak w
                                                    Polsce, bo potęznej dłoni Mindowsa króla nie stało, a syn jego, mnich Wojsiełek,
                                                    już był zabity. Łupem ich podzielili się ci, co na działach siedzieli i tak jak
                                                    w Polsce jeden ziemię wydzierał drugiemu."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 26.06.08, 20:48
                                                    "Religia chrześcijańska i chrzest szedł tu od Rusi, bo miecze krzyżackie jeszcze
                                                    miały do czynienia z Prusami, które krwią nawracały.
                                                    Kunigasy litewskie to się potajemnie dawali oblekać w białą szatę chrześcijan,
                                                    to ją rzucali. Nad nimi wszystkimi stał jeszcze potężny Krywe - Krywejto,
                                                    arcykapłan, władca, ktory poza sobą miał lud wszystek, wajdelotów, jak wojsko i
                                                    wajdelotki. Jawnie krzyż się tu jeszcze nie śmiał ukazać, bo choćby go lud leśny
                                                    ścierpiał chwilę, przychodziła godzina szału, rzucił ktoś słowem strasznym,
                                                    burzono kaplice i zabijano ich sługi."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 27.06.08, 21:36
                                                    "Na tej płaszczyźnie ogromnej, przeciętej srebrnymi rzeki i jeziory,
                                                    błyszczącymi jak drogie kamienie w złotej oprawie piasków, tu i ówdzie wznosił
                                                    się prastary dąb Perkunasa, obwiedzony tynami (ogrodzeniami z gałęzi),
                                                    obwieszony oponami, z wiecznie dymiącym ołtarzem ognia niewygasłego i z białymi
                                                    kapłanki.
                                                    Ponad drogami stały kamienne dziwacznych kształtów, nieme bogi, słupy z
                                                    poobwijanymi bałwany, które dziwactwo przyrody splotło z gałęzi lub korzeni.
                                                    U strumieni zbierano się i modlono."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 07.07.08, 22:06
                                                    "Wielkie osady, całe przy ziemi, siedziały na kupkach kamieni, z barwion drzewa
                                                    sklecone. Ledwie gdzie kunigasowy gródek (książęca osada) miał kawał muru albo
                                                    bielszą ściankę.
                                                    Niepozorne te budy i szałasy w swych wnętrzach kryły jednak wszystko prawie, co
                                                    ów wiek miał najwytworniejszego. Przypływały do brzegów morza statki, które
                                                    niosły towar z daleka, gościńcami od Czarnego Morza chodziły od prawieków
                                                    karawany z kupią (towarem) na te wśród pustyni targowiska. Nie brakło tu ani
                                                    zbroi, ani żelaza, ni miedzi hartowanej, ni szat złotem przeszywanych."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 08.07.08, 20:52
                                                    "Lecz po chatach i między ludem gardzono tymi bogactwy, tak jak sie wzdrygano
                                                    wszystkiemu obcemu. Od obcych przyjść miała niewola, a tu panowała owa swoboda
                                                    wiekuista pustyni, którą dawały przestrzenie. Do głębin lasów ani ręka kunigasa,
                                                    ani dzieccy (urzędników książęcych) jego dosięgnąć nie mogli."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 09.07.08, 20:26
                                                    "Roli wydzierano mało; las dawał miód, mięso i grzyby, rzeka rybę. Nieżyzna
                                                    rola, gdy ją popiół spalonych drzew zasilił, rodziła rok czy dwa, a potem
                                                    jałowiała i zarastała lasem."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 14.07.08, 21:10
                                                    "Półdzikie to życie miało całkiem dzikich obrońców. W lasach siedzieli ludzie
                                                    ukołysani baśniami i podaniami odwiecznymi, pieśnią mitycznej ojczyzny, ze
                                                    wspomnieniami słonecznymi dawnej kolebki."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 15.07.08, 20:10
                                                    "W zapadłych ziemiankach życie się snuło patriachalnie, czyste opromieniowane
                                                    miłością rodzinną, związane ojcowską władzą, a przesuwało się jak marzenie,
                                                    jeżeli go wróg nie zakrwawił. W lasach brzmiała piosenka świeża, wonna, urocza,
                                                    śliczna, jak kwiatek dzikich pól, którą pokolenia tworzyły, do której każdy coś
                                                    dodawał, której wieszczem były piersi wszystkie, twórcą - wieki."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 31.07.08, 21:41
                                                    "Obcy ludzie widzieli z tej Litwy ukrytej , dla nich niedostępnej, tych tylko,
                                                    co szli jej bronić zajadle: brodatych ludzi w czapkach spiczastych z uszami, z
                                                    pałkami u pasa, z maczugami w ręku, z procami i łuki, kożuchami okrytych,
                                                    skórzniami obutych, krwi chciwych i oszalałych, bo domów i rodzin bronili.
                                                    Sięgnąć było potrzeba do głębi, aby.."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 08.08.08, 22:00
                                                    "Sięgnąć było potrzeba do głebi, aby zobaczyć prawdziwą Litwę, spokojną prządkę
                                                    życia, siedzącą u Niemna z piosnką na ustach. Tej nikt nie znał. Mówiono o
                                                    Litwie o Jaćwierzach, których wytępiono, gdy się w swym gnieździe rozpaczliwie
                                                    bronili: barbarzyńcy są !
                                                    Rzadko naówczas poważył się kto w tych puszcz wnętrza, a i posłom za życie
                                                    trudno ręczyć było, bo jak zwierz, co szczeniąt swych broni, Litwin, ktory
                                                    napaści wrogie pamiętał, zrywał się na dźwiek mowy nie swojej i rzucał się krwi
                                                    chciwy na tego, co mu wydrzeć miał odwieczną siedzibę."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 11.08.08, 20:36
                                                    "Przecież jednego poranku na początku zimy, w lasach, które stanowiły niedobrze
                                                    określoną granicę Litwy, ukazała się gromada zbrojnych ludzi, którzy choć byli
                                                    tak przybrani, że po kożuchach i kołpakach trudno poznać było, skąd ciągnęli,
                                                    bacznemu oku nie mogli się Litwinami wydawać. Było ich koni więcej niż pół kopy,
                                                    a w pośrodku jechał mąż już dobrze niemłody, silny jeszcze, dobrej tuszy, z
                                                    twarzą od chłodu zarumienioną. Oblicze jego dumne było a odwagą nacechowane, oko
                                                    patrzyło z góry i śmiało.
                                                    Choć w ubiorze nie miał na sobie nic, co by wodza oznaczało, widać było, ze on
                                                    miedzy nimi przewodził. Oglądali się nań wszyscy."
                                                  • rita100 Re:To jadziewa z to Litwo 26.01.09, 20:34
                                                    "Poczet ten konnych stanął u kopca wpośród lasu u starego dębu, na którym świeżo
                                                    znak był jakiś wycięty.
                                                    Temu granicznemu piętnu, wyrzezanemu głęboko w korze, wódz się przyglądał
                                                    ciekawie, bo było podobnym do krzyża; tylko ramiona jego, u góry zagięte,
                                                    pochylały się wszystkie na prawo i krzyż jakby przerywanym obwodziły kołem.
                                                    - Toż nasz znak !- zawołał starszy - Tu więc czeakać trzeba, póki się nie zjawią.
                                                    - Jużci, za pogan ręczyć nie można, czy zdrady nie knują. Nuż nas w pułapkę chcą
                                                    ściągnąć ? My się tu w pół kopy mieczów temu pogaństwu nie obronimy, gdy chmurą
                                                    dokoła opasze.
                                                    - A cóż by im z tego przyszło ? - opdarł pierwszy - Łupu by się na nas nie
                                                    dorobili wielkiego.
                                                    Upłynęło tak więcej niż godzinę i czekano na wodza poganów i coraz większa obawa
                                                    zdrady się rodziła aż utoczyli sobie napoju z baryłeczki, ktory jeden z ludzi
                                                    wiózł pod kożuchem.
                                                    Aż usłyszeli z daleka tętent.
                                                    - Jadą !
                                                    cdn
    • szwager_z_laband Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 02.06.08, 11:06
      www.pruthenia.strefa.pl/b8.html
      • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego !-link 03.06.08, 20:50
        Laband, masz u mnie piwo z pianką wink
        łobacz, dawno ni patrzyła am na tó stronke, a tamój cikawe rzeczy psiszo. Może
        kedy tan kopsiec wyrychtujo.

        "Rodzinne ziemie - swoją małą ojczyznę Montemidzi nazywali Stabis Lauks
        (Kamieniste Pole). Lauks ten stanowił ostatni bastion oporu przed naporem
        Krzyżaków. Zastanawiam się czy uda się z kamieni Stabis Lauks ułożyć kiedyś
        kopiec Herkusa Monte zanim miejsce to zniknie ostatecznie wśród zarastającego je
        lasu."

        Abo to:
        "Ale Herkus Monte wrócił do swojej małej ojczyzny do Stabis Lauken. Mała Szkoła
        w Kamińsku przyjęła jako własne imię bohatera, który zginął walcząc za ten
        właśnie kawałek ziemi. Ludzie, którzy dzisiaj tu mieszkają nie mają żadnej
        etnicznej więzi z pruskim wojownikiem, ale czyż nie łączy ich ta sama miłość do
        krajobrazu tego kamienistego pola? Czy jednak szkoła Herkusa Monte przetrwa
        trudne czasy demograficznego niżu, czy też ten sztandar, miecz i nowo powstająca
        tradycja znowu trafi na długie lata do archiwum."
        www.pruthenia.strefa.pl/b8.html
        • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego !-link 06.09.08, 22:29
          06.05.06, 20:31


          Z drogi , z drogi, bo taczki z pierwszą ziemią jadą wink)
          Hej, w którym miejscu mam wysypać ? wink

          Był taki pomysł i się zmył, kopiec pierwszego pogromcy Krzyżaków.

          To juz drugi roczek ciójgniwa kóncik
          • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 29.12.08, 21:15
            Choćwa Herkusie Monte w wiyrch, dali brok te kary taszczyć wyżej, wyżej i
            wyżej....... trocham zaboczuła ło kuntku
            • rita100 Re: Budujemy kopiec Herkusa Montego ! 22.02.09, 21:39
              Tak sia rychtowało dawni kopsiec

              www.youtube.com/watch?v=C1bbSDbaL8A&feature=channel
              • rita100 Re: A może choc jakiś las 23.03.09, 21:55
                nazwiemy Jego Imieniem ?
                • rita100 Re: A jekbyśwa tak zrobziuli 05.04.09, 20:39
                  co w swojich logrodach taki kopsec wyrychtowali ? Jo juz taki mom. Jek tlo na
                  niam ksiotki zakscio to łobrazecek knypsne.
                  • rita100 Re: Sztuka Teatralna 12.06.09, 22:56
                    herkus.scholaris.pl/akt%201.htm
                    z Krainy Bursztynu i Tysiąca Jezior
                    • rita100 Re: Sztuka Teatralna 30.08.09, 22:02
                      Nie ma jeszcze kopca. Tyle lat minęło..... a tyle turystów napłynęło
                      Herkus Monte przemilczany
                      • rita100 Re: Herkus Monte 04.01.10, 13:53
                        Dali rychtujewa kopiec, choć kolejny roczek leci, mym rychtujewa smile
                        • rita100 Re: Herkus Monte 19.01.10, 18:05
                          Łówam, mowam ło Herkucie Monte napsiane.

                          ofg.pl/zabytki-inne/atlantyda-polnocy-historia-plemion-pruskich-4519
                          • rita100 Re: Herkus Monte 30.01.10, 21:43
                            " Prusowie postanowili porzucić wewnętrzne waśnie i zjednoczyć się w walce
                            przeciwko Krzyżakom. 20 września 1260 r., na wieść o klęsce jaką zadały
                            Krzyżakom pod Durbą wojska litewsko-żmudzkie, na całym obszarze Prus, od Wisły
                            po Niemen, wybuchło wielkie powstanie. Plemiona porozumiały się i wybrały
                            wodzów. Sambom przewodził Glande, Natangom - Herkus Monte, wychowany i
                            wykształcony wśród Krzyżaków (to on mógłby być pierwowzorem Konrada Wallenroda),
                            Bartom - Dziwan Klekin, Warmom - Glape, Pogezanom - Autume, Jaćwięgom - Skumand.
                            Monte odniósł druzgocące zwycięstwo pod Lubawą. Oddziały Skumanda dotarły aż pod
                            Toruń. W krzyżackich rękach utrzymały się jedynie: Welawa, Królewiec, Bałga i
                            Elbląg. Piotr Dusburg w swojej kronice, a po nim Jan Długosz, opowiadają
                            romantyczną historię o przyjaźni wodza Prusów Henryka Montego z rycerzem
                            zakonnym Hirzhalsem z Magdeburga. Hirzhals dostał się do pruskiej niewoli w 1261
                            r. i losowo został przeznaczony na ofiarę - spalenie w pełnej zbroi na koniu w
                            tzw. "świętym ogniu". Dwukrotnie Monte uwalniał przyjaciela, ale losowanie
                            uparcie wskazywało znowu na niego. Za trzecim razem Hirzhals sam dobrowolnie
                            wstąpił w ogień.

                            Po roku 1265 szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę Krzyżaków. Znów
                            zakonowi przyszła z pomocą chrześcijańska Europa. Papież Klemens IV ogłosił nową
                            krucjatę do Prus, która wspomogła rozbite siły krzyżackie. Prusowie z reguły
                            odnosili zwycięstwa w otwartym polu, doznając klęsk przy obleganiu grodów.
                            Powstanie zaczęło się chylić ku upadkowi po śmierci podczas bitwy pod Kowalewem
                            w 1271 r. Dziwana Klekina oraz Glape i Montego, którzy zostali zdradziecko
                            porwani i powieszeni publicznie w 1273 r. Rok jeszcze trwały wygasające walki
                            podjazdowe."
                            • gietpe Re: Herkus Monte 25.11.10, 12:37
                              turystyka.wm.pl/25233,Herkus-Monte-superstar.html
                              • rita100 Re: Herkus Monte 25.11.10, 16:05
                                Dzianki Gietpe, sztery roczki jak te kary z ziamniczkó wozim na wirtualny kopsiec Herkusa Monte.

                                Zdaje mi sia , co ta szkóła łod dawna mo to miano.
                                • rita100 Re: Herkus Monte 28.11.12, 19:59
                                  „Lauksnan dangus kirsa maim, moralan tikre en mien”
                                  Immanuel Kant


                                  ps.
                                  Całkozicie am zaboczuła ło kopcu mianem Herkus Monte
                                  • gietpe Re: Herkus Monte 29.11.12, 20:13
                                    No jo trocha ciasiu Ciebzie nie buło zidac .pozdrawziam serdecznie.
                                    • rita100 Re: Herkus Monte 01.12.12, 18:53
                                      Pozdraziam Gietpe, góronco pozdraziam.
                                      To może szluczek potokniem ? smile))
                                      Znosz przeca takigo rychtycznego Prusa jek Hoffmanna, tan łod łorzechów, co wymyśloł taki eliksir zwany 'Kardynałem' czyli szampón wymajtany z zinem.
                                      Na zdrozie
                                      • gietpe Re: Herkus Monte 03.12.12, 09:28
                                        Po szluczku można tlo dla zdrowotnościwink ,coby nie trza buło za wziele psielgrzymowac ,abo na jensze spotkania chodzic.Pozdrawziam
                                        • rita100 Re: Herkus Monte 03.12.12, 20:52
                                          Ku zdrowotności przepsijam medikament na cisnienie i popsijam tijem smile

                                          Jek myślisz Gietpe, fejn by buło mianować w Łolsztynie sztrose Herkusa ?
                                          Czy kościół miałby cosik przeciw ? To stare dzieje, ale takiego walecznego Prusa warto by jakoś uhonorować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka