Dodaj do ulubionych

I wzieła sia rzuciuła z brzega wysokego

27.10.07, 20:45
A tu bandziewa zamnieszczośc psieśni epickie. Łuż trocha am poznali dzianki
Annie Kuczke z Najdymowa. Maryna sia z nió trasiuła i tak przbadły do sia.
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Rybacy na Dadaju 27.10.07, 20:48
      Rybacy na Dadaju
      sieci zakładali,
      aby ryby nafitać
      w jyzioro rzucali.

      Do dziewczyny przyniósł ktoś
      taką nowinę,
      że jej Jasiek przebzity
      w wodę rzucony.

      Rybacy , rybacy,
      sieci zakładajcie
      i mojego Jasieńka
      na brzeg wyciągajcie !

      Wiec chodziuła przy brzegu,
      żałośnie płakała:
      Żebym jo cię, Jaśku mój,
      jeszcze roz ujrzała !

      I wzieła sia rzuciuła
      z brzega wysokiego,
      bo łodnaleź ni mogła
      Jaśka zabzitego.
      • rita100 Re: A za Dąbrównem na polu 29.10.07, 21:08
        A za Dąbrównem na polu
        wizijoł Jasiek na koniu.

        Wójtówna za niam chodziuła,
        małe dziecióntko nosiuła.

        Rybacy ryby fitali
        małego dzieciuka złapali.

        Cóż to dziecióntko zrobziuło,
        że noma tu wódke zmónciuło ?

        Matula mnie tu cisnuła,
        sama za panne chodziuła.

        Wszistke panienki we wziankach,
        tilo wójtówna w kajdankach.

        Wszistke panienki w łogrodzie,
        tilo wójtówna w powrozie.
        • rita100 Re: Przyszła kryska na Matyska 30.10.07, 21:43
          Buł Matysek, buł przed laty,
          jek drugygo nie nojdziecie,
          i szczajścliwy, i bogaty,
          i radosny na tym śwecie.

          Krasawica cud - dziywczyna,
          zachowała mu się skrycie:
          Moj Matysku, bande twoja,
          banda twoja cołe życie.

          Lecz Matysek psił, nieboże,
          i bez wszistkich buł wyklanty,
          pomerł jeko cołkan bziedny
          goły jek turecki śwanty.

          Przy kapelce popod ścianą,
          tam pod płotam, zajął mniejsce
          i na krziżu napsisano:
          Przyszła kryska na Matyska.
          • rita100 Re: Chodziłeś do mnie, luby 31.10.07, 21:33
            Chodziłeś do mnie, luby, chodziłeś,
            przez całe noce tuliłeś się,
            a teraz do innej dziewczyny chodzisz
            i z mojego losu naśmiewasz się.

            Miałaś być moją pierwszą żoneczką,
            a teraz w druhny proszę cię,
            na mym weselu dość kawalerów,
            wybierzesz sobie, jakiego chcesz.

            Na twym weselu ja być nie mogę,
            bobym płakała przez cały ślub,
            jak bym wiedziała, ze z inną siedzisz,
            serce bym miała zimne jak lód.

            Poszła do domu, suknię włożyła
            i w biały welon stroiła się,
            i do kościoła prędko pobiegła,
            by przed ołtarzem pomodlić się.

            Marsza zagrali, jam usłyszała,
            na pewno idzie kochanek mój,
            stanęłam zaraz przy jego boku,
            z żalu krzyknęłam: Ach, luby mój !

            Ksiądz na to patrzy, młodego pyta:
            Co ja wam na to poradzić mam ?
            Widzę przy tobie dwie młode panny,
            z którą ja teraz ślub ci dam ?

            Młody na to nie łodpowiada,
            serce z żalu umiera już
            i skłonił głowę do piersi lubej,
            śmiercią się skończył ten dziwny ślub.
            • rita100 Re: Cztery Jasio konie miał 02.11.07, 21:11
              Cztery Jasio konie miał,
              wszystkie cztery okuć dał,
              konie z góry stąpają,
              ślebrem, złotem brzakają.

              A w Krakowie nowina,
              pani pana zabiła,
              w ogrodzie schowała,
              drobną rutkę zasiała.

              Jak ta rutka schodziuła
              pani dumna chodziuła,
              jak ta rutka zakściała,
              pani męża zachciała.

              "Wyjdź no, dziewczę, hen pod las,
              czy nie jedzie kto do nas."
              "Jadą, jadą panowie,
              nieboszczyka bratowie."

              "Po czym też ich poznałaś,
              że ich braćmi nazwałaś ?"
              "Po konikach, po bronnych,
              po siodełkach czerwonych."

              "Dobry wieczór, pani masz,
              a gdzie brata podziałaś ?"
              "Ach, już pan mój nie żyje,
              bo on leży w mogile."

              "Coś ty, pani, zrobiła,
              żeś w mogiłę go skryła ?"
              "Cztery lata chorował,
              nawet grób swój zbudował."

              "Coś ty, pani, zrobiła,
              krew ci bucik splamiła ?"
              "Dziewczę kurę rzezało,
              krew dokoła kapała."

              "Gdzieś ty piórka podziała,
              miła pani, kochana ?"
              "Ja w poduszki wsypałam,
              żebym większe je miała."

              "A gdzie mięso podziałaś,
              miła pani, kochana ?"
              "U mnie goscie bywali,
              całe mięso zjadali."

              "Siadaj z nami, bratowo,
              nieboszczyka katowo!
              Tyś nam brata zabiła,
              tyś i Bogu niemiła."
              • rita100 Re: Dawno, przed laty 02.11.07, 21:15
                Dawno, przed laty, żył górnik uczciwy,
                pobożny, młody i sprawiedliwy
                i kochał dziewczynkę umysłu wdzięcznego,
                miluchną, cnotliwą i serca dobrego.
                I ona go także niezmiernie kochała,
                i wielką miłością ku niemu pałała.

                A czasu jednego, gdy z sobą gadali
                i jedno drugiemu rączeczki ściskali,
                rzekł górnik miluchno: "Ach, moje kochanie,
                radość nam chyba nigdy nie ustanie,
                bo za trzy niedziele we świętym kościele
                ksiądz stułą nas zwiąże i będzie wesele."
                I rzekła do niego: "Najmilszy, u ciebie
                będę szczęśliwa jak u Boga w niebie."
                I zaraz mu piękną chusteczkę uszyła,
                i na dzień ich ślubu w kuferek włożyła.
                Lecz tydzień przed ślubem straszna rzecz się stała,
                bo się nad nim ziemia w kopalni zarwała
                i między gruzami zawarł swe powieki,
                opuścił najmilszą i zasnął na wieki.

                Pięćdziesiąt bolesnych już latek się było
                od śmierci onego górnika skończyło,
                a ona siedemdziesiąt lat już liczyła,
                schylona i słaba i kiju chodziła.
                W tym czasie w kopalni rzecz dziwna się stała,
                albowiem górnicy znaleźli tam ciało,
                sto sążni pod ziemią człowieka młodego
                prześlicznej piękności, jakoby żywego,
                bo w koperwasowej winności leżało
                głęboko pod ziemią i gruzem to ciało,
                i z tejże przyczyny to wcale nie gniło,
                i na nim żadnej odmiany nie było.
                A gdy dopiero spod ziemskiej ciemności
                wynieśli do góry, do lubej światłości,
                to nikt go nie poznał z tych, którzy tam stali,
                nic o nim nie wiedząc ni wielcy, ni mali.

                Lecz skoro go jego najmilsza ujrzała,
                w tym samym momencie go zaraz poznała
                i padła na niego w największej radości,
                ściskała go mocno z gorącej miłości
                i rzekła do ludzi:
                "On ci jest mym lubym,
                co nagle mi zginął tydzionek przed ślubem."
                I wtedy do domu go zanieść kazała,
                a chustę przed laty, co była uszyta,
                na szyję miłego górnika włożyła
                i rzekła do gości, a było ich wiele:
                "Dziś jego jest pogrzeb - i nasze wesele."
                • rita100 Re:Dobranoc, dziewczyno kochana 02.11.07, 21:16
                  Dobranoc, dziewczyno kochana,
                  nie zapomnij swojego ułana.

                  Chybaby w mieście miał wielki dom runąć,
                  niż mnie, ułanie, o tobie zapomnieć.

                  Wraca po latach, a tu zła nowina,
                  za innego idzie juz jego dziewczyna.

                  Już i nie pamięta, jak muzyka grała,
                  ile na mym ręku nocy spoczywała.

                  Dziewczyno, dziewczyno, ostatniej to nocy,
                  ile łez wylały twoje modre oczy.

                  Rękę mu podała, do serca ścisnęła
                  i w jego objęciu życie zakończyła.
                  • rita100 Re:Ech, kiedy ja byłam 03.11.07, 21:54
                    Ech, kiedy ja byłam
                    u ojca, u matki,
                    zakściali mnie liczka
                    jak rózowe kwiatki.

                    A teraz mnie zbladły
                    jak modra lelija,
                    wyjdę na poleczko,
                    wiaterek mnie powiewa.

                    Wyjdę na poleczko,
                    spojrzę na słoneczko.
                    Słoneczko wysoczko,
                    do domu daleczko.

                    Pamietaj, hultaju,
                    na mojej matki płacz:
                    albo mi wianek wróć,
                    albo mi go zapłać.

                    Wracać ci nie mogę,
                    płacić ci nie myślę,
                    obsiodłam konika,
                    wyjadę za Wisłę.

                    Wyjeżdzaj, wyjeżdzaj,
                    żebyś szczęścia nie miał,
                    żeby ci twój konik padł,
                    żebyś kości złamał !

                    Jeszcze nie ujechał za góry ni mili,
                    juz ci nadobnemu w miasteczku dzwonili.
                    Więc mu zadzwonili, bo ja tego chciałam,
                    żeby druga, szelma, pociechy nie miała.
                    • rita100 Re:Jasio służył siedem lat 03.11.07, 21:59
                      Jasio służył siedem lat,
                      dostał Kasię jako kwiat.
                      Jedną nockę z Kasią spał,
                      król na wojnę rozkaz dał.

                      Jaś na wojnie wojuje,
                      Kasia w domu choruje,
                      Jeden tydzień chorzała,
                      a na drugi skonała.

                      Kasi grobik budują,
                      srebrem, złotem haftują,
                      Kasię w grobik wkładają,
                      do Jasieczka znać dają.

                      Jak się Jasiek dowiedział,
                      sto mil nocą ujechał.
                      Wyszła matka w żałobie:
                      "Twoja Kasia już w grobie."

                      Wyszła siostra w zieleni:
                      "Twoja Kasia juz w ziemi."
                      Dzwonił Jasio w wielki dzwon
                      na Kasieńki biednej skon.
                      • rita100 Re:Jedzie, jedzie pan przez litewski łan 03.11.07, 22:03
                        Jedzie, jedzie pan przez litewski łan,
                        za nim, za nim jego cugi, w zlocie w ślebrze jego sługi,
                        w swaty jadą wraz !

                        Przyjechali w dwór, do matki dwu cór.
                        Matko, matko, masz dwie róże, obie piękne, obie hoże,
                        daj mnie jedną z nich !

                        Matka prosi siąśc, każe córką wejść,
                        ale panicz równo kocha: i tę, i tamtą trocha,
                        ktorą, którą wziąść ?

                        Dajcie, matko, dzban, niechaj idą w gaj,
                        która więcej malin zbierze, tę panicz za żonę weźmie,
                        będzie mu panią.

                        Poszły obie w las, nie masz ich, nie masz,
                        starsza siostra wróciła się, młodsza sistra zginęła się
                        i nie ma jej !

                        A na starszej brwi była kropla krwi.
                        A jakiej, z jakiej to przyczyny ? Czy z maliny ? Czy z kaliny ?
                        Boć to nie krew !

                        A jak przyszedł maj, syn ich poszedł w gaj,
                        zżynał rózgi, kręcił witki, z krzykiem wielkim biegł do matki:
                        Mamo, rózga gar !

                        "Gdzie jest maż i pan ? Otóż mu zagram,
                        starsza siostra mnie zabiła, pod maliny kierszyk skryła
                        tam w cieniu gaju..."

                        Pani pobiegła i trupem padła.
                        Tak sie stało, a pan młody i wieś wielka, tyle szkody,
                        a syn nieletni !

                        kierszyk - krzak
                        • rita100 Re:Jedzie rybak po wodzie 03.11.07, 22:22
                          Jedzie rybak po wodzie,
                          ujrzał dzieciątko maleńkie
                          na wodzie.

                          Coś ty, dziecię zrobiło
                          ześ nam wodeczkę zmąciło ?

                          Mnie matula wrzuciła,
                          więc ja wodę zmąciłam.

                          Wywieźcie mnie do boru,
                          spalcie mnie na popioły.

                          Rozsiejzie mnie po polu,
                          wyrosnę kwiatem kąkolu.

                          Wyrosnę ja róży kwiatem,
                          zapłacze po mnie pół świata.

                          Wyrośnie ze mnie leluja,
                          moze zapłacze matula.
                          • rita100 Re:Matysek z Magdalenką długo w miłości 03.11.07, 22:23
                            Matysek z Magdalenką długo w miłości trwają,
                            choć wesela nie bedzie, oni się kochają.
                            Matysek ubogi, wcale nie bogaty,
                            nie dla Magdalenki, dla zasobnej chaty.
                            Jak ogień i woda z sobą się nie złączy,
                            tak tej ich miłosci ślub już nie połączy.
                            Męczy i dreczy nieszczęjsne kochanie,
                            Umykaj, Matysku, nim sia co złe stanie.

                            A w niedzielę rano o pierwszej godzinie
                            wołał: "Magdalenko, przyjdź, odprowadż ty mnie !"
                            Magdalenka przyszła, odprowadzić chciała,
                            jedwabnym sznaptuszkiem oczki wycierała.
                            I odprowadziła go aż na rozstaje:
                            "Idź z Bogiem, Matysku, idź moje kochanie."
                            "Ja cię nie dostanę, drugiemu cię nie dam,
                            ja cię tu zabiję, i cię tu pochowam."

                            Rano Magdalenkę wołają, szukają
                            i przy drodze świeży grób jej odkrywają.
                            Nieszczęsny Matysku, cóześ ty to zrobił,
                            tyś to młynarzową Magdalenkę zabił.
                            Matyska złapali, kują i prowadzą,
                            zaraz pod straszliwe sądy go oddadzą.
                            Oj, ty hultaju, oj, ty psie, gałganie,
                            na twoje rozszarpanie juz gotowe konie !
                            • rita100 Re:Nie wszystkie sady kscą 03.11.07, 22:25
                              Nie wszystkie sady kscą,
                              choć się rozwijają,
                              nie każdą parę ksiądz zwiąże,
                              chociaż się kochają.

                              Prawdę wróbel gada,
                              co na dachu siada,
                              do niczego kawaler,
                              co ze trzema gada.

                              Słodko mnie powiada,
                              na drugą spogląda,
                              a tej trzeciej, najmilszej,
                              serce się rozpada.

                              Poszła na mosteczek,
                              z żalu myśląc sobie:
                              Czy utopić mam się,
                              czy chodzić w żałobie ?

                              Z mostu się rzuciła,
                              z mostu wysokiego,
                              i ujrzała Jasia
                              mieczem przebitego.

                              Miecz z niego wydarła,
                              sama sie przebiła,
                              jego serce ze swym sercem
                              na wodę puściła.
                              • rita100 Re:Nie wszystkie sady kscą 03.11.07, 22:28
                                A to je druga wersja tej samej piosenki, łoj zaczynam sia gubzić
                                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=38446&w=39945221&a=39991509
                                • rita100 Re:Na wzgóreczku poza siołem 03.11.07, 22:32
                                  Na wzgóreczku poza siołem,
                                  gdzie stał kiedyś słup,
                                  wyszło dziecię upłakane
                                  na swojej matki grób.

                                  Popytało się grabarzy,
                                  czy mogiła na cmentarzu
                                  usypana już.

                                  Wykończona, usypana,
                                  kwiateczkami ozdobiona,
                                  a najwięcej róż.

                                  Słońce zaszło juz za chmury,
                                  dziecię oczy wzniosło w górę
                                  i do domu szło.

                                  Przyszło, biedne, we drzwi puka,
                                  a macocha kija szuka:
                                  "Gdzieś, niedojdo, był ?!"

                                  "Chodziłem ja na grób matki,
                                  opowiadać niedostatki,
                                  bo sierota ja."

                                  Ojciec słyszy syna żale
                                  i macochę kijem łaje.
                                  "Przebacz" - woła wciąż.

                                  "Nie przebaczę, nie przebaczę,
                                  aż na tobie krew zobaczę,
                                  nie przebaczę ci."
                                  • rita100 Re:Mój Karolu, cóżeś począł 05.11.07, 21:55
                                    "Mój Karolu, cóżeś począł,
                                    żeś swą rękę krwią zabroczył !?"
                                    "Zabiłem Węgiereczkę,
                                    moją kochaneczkę."

                                    W niedziele bardzo rano
                                    Już Karola przyłapano,
                                    prowadzą go w puste pole:
                                    "Patrz, Karolu, co tam stoi ?"
                                    "Cóż, stoi tam kamienica,
                                    a obok niej szubienica.
                                    Żebym wiedział, ze to dla mnie,
                                    kazałbym ją pomalować,
                                    malowałbym srebrem, złotem,
                                    popodbijałbym brokatem,
                                    pomalował w złote gałki,
                                    tracąc życie dla kochanki."
                                    • rita100 Re:Pojechał pan na łowy 05.11.07, 21:56
                                      Pojechał pan na łowy
                                      do zielonej dąbrowy
                                      i uwiązał konika
                                      u małego klonika,
                                      białe ręce umywał,
                                      lód się pod nim obrywał.

                                      We wsi dzwony zadzwonią,
                                      pan w Dondaju zatonął.
                                      Wiosną ptaki śpiewały,
                                      panna gorzko płakała
                                      i nad Dadaj chodziuła
                                      aż sia w niam utopsiuła.
                                      • rita100 Re:Ptaszku w lasku, co wszystko 05.11.07, 21:57
                                        Ptaszku w lasku, co wszystko spokoisz,
                                        a mnie, nedznego, goryczami poisz,
                                        że tu największa moja pierwsza boleść,
                                        którą mi matka w zyciu uczyniła,
                                        że mi się z lubą żenić zabroniła.

                                        Ślijcie po sługi, kopcie dół głęboki,
                                        cztery łokcie długi, dwa łokcie szeroki,
                                        i pochowajcie mnie w zielonym ogrodzie
                                        pod pomarańczami, w rozchodowym chłodzie.

                                        Na mojej głowie krzyżyk postawcie,
                                        na moich nogach białą różę wsadźcie,
                                        a będą ludzie mówić: Tu dusza nieszcześliwa,
                                        której się matka z lubą żenic zabroniła.
                                        • rita100 Re:O młynarzu, o karczmarzu 05.11.07, 21:58
                                          O młynarzu, o karczmarzu,
                                          o Kamieńskim - gospodarzu,
                                          jak to mu się szkoda stała,
                                          dziw, ze karczma nie zgorzała.

                                          Miał on konia niezdrowego,
                                          miał doktora, szwagra swego,
                                          on to miał go wykurować,
                                          mało miało to kosztować.

                                          Miał on syna jedynego,
                                          ze świeczką stał wedle niego,
                                          odwrócił się, nie dał baczenia,
                                          spalił karczmę w oku mgnienia.

                                          Tak, jak mogli, ratowali,
                                          karczma się jak siano pali.
                                          Kartoflami ciskali, piaskiem sypali,
                                          a karczma sie dalej, dalej pali.

                                          Aż wpadł diabeł miedzy szklanki
                                          i zabrząkał jak we dzwonki,
                                          zaraz diabli sie zjawili,
                                          ogień w karczmie zagasili.
                                          • rita100 Re:Nadobna dziewczyna 05.11.07, 21:59
                                            Nadobna dziewczyna
                                            we świat wędrowała,
                                            w galilowym lesie
                                            nockę przespała.

                                            A jak ją przespała,
                                            piękniejsza wstała,
                                            przyszła nad jeziorko,
                                            przewozu żądała.

                                            Przewież mnie moj miły
                                            przewoźniku mlody,
                                            zapłacę ja tobie
                                            z tamtej strony wody.

                                            Przewoźnik ją przewiózł.
                                            Nie wie, czym zapłacić,
                                            czy mu talar dać,
                                            czy wianuszek stracić.

                                            Nie trać, dziewczę , wianka,
                                            nie trac rucianego,
                                            zapłaci mi Pan Bóg
                                            z nieba wysokiego.
                                            • rita100 Re:Skąd powracasz, luba 06.11.07, 21:13
                                              Skąd powracasz, luba, droga,
                                              że już idziesz o północy ?
                                              Ja ci mówię, idź do domu,
                                              bo niedługo koniec nocy.

                                              Ja do domu iść nie pójdę,
                                              na lubego czekać będę,
                                              jak słoneczko rano zejdzie,
                                              to mój luby do mnie przyjdzie.

                                              Bo mam domek, mam ja ciasny,
                                              choć maluśki, ale własny,
                                              drzewa, kwiaty dookoła,
                                              komu smutno - mnie wesoło.

                                              A na polu wiatry świszczą,
                                              na cmentarzu krzyże błyszczą,
                                              a im dalej się wędruje,
                                              strach przejmuje, trupa czuję.

                                              Ona bierze go w ramiona,
                                              on ucieka, ona pędzi.
                                              Ach, dziewczyno moja droga,
                                              nie bierz ty mnie w grób ze sobą !

                                              Wy, chłopacy, co kochacie,
                                              młodych dziewcząt nie zdradzajcie,
                                              kochać trzeba, kochać wiecznie,
                                              bo i zdradzać niebezpiecznie.
                                              • rita100 Re:W lesie ciemnym, kalinowym 06.11.07, 21:14
                                                W lesie ciemnym, kalinowym
                                                tam zabity krakowiaczek młody,
                                                zabity.

                                                Pozostała po nim młoda wdowa
                                                i nie skoszona zielona dąbrowa,
                                                nie skoszona.

                                                Najmę koników sto dwadzieścia cztery
                                                i będę kosić góry, doliny
                                                będę kosić.

                                                Kosiarze koszą, a wiatr powiewa
                                                i trawę zieloną w dolinie rozwiewa,
                                                rozwiewa.

                                                Najmę grabiarzy sto dwadzieścia cztery
                                                będą mi grabić góry, doliny,
                                                góry, doliny.

                                                I nagrabili trzy kopy siana,
                                                a ja zostałam, nieszczęsna, sama,
                                                zostałam sama.
                                                • rita100 Re:Wyjeżdżaj, furmanie 06.11.07, 21:15
                                                  Wyjeżdżaj, furmanie,
                                                  bo już na cię czas,
                                                  później nie przejedziesz
                                                  przez ten gęsty las.

                                                  Jak furman wyjechał,
                                                  wóz mu się potoczył,
                                                  a z tego lasu
                                                  zbójca wyskoczył.

                                                  Zbójcy, hej, zbójcowie,
                                                  Boga się bojcie,
                                                  bierzcie wóz i konie,
                                                  życie darujcie.

                                                  Życia nie daruję,
                                                  bobyś nas zdradził,
                                                  oddał nas katowi,
                                                  ten by nas zgładził.

                                                  Kuje kowal na kowadle
                                                  kajdany dla nas,
                                                  szubienica jest wysoka
                                                  jako stary las.

                                                  Choćby kowal wykuł
                                                  złote łańcuszki,
                                                  zbójca kochać będzie
                                                  swoją dziewuszkę.
                                                  • rita100 Re:Wyprawiły siostry brata 06.11.07, 21:16
                                                    Wyprawiły siostry brata
                                                    na wojenkę na trzy lata.
                                                    Jedna siostra wyprawiła,
                                                    druga siostra miecz podała,
                                                    trzecia nad nim zapłakała:
                                                    "Brata już nie będę miała!"

                                                    Przyszedł do niej młodzieniec:
                                                    "Podolanko, daj mi wieniec."
                                                    "Ja bym tobie i dwa dała,
                                                    żebym brata się nie bała!"
                                                    "Otruj, siostro, brata swego,
                                                    będziesz miała mnie młodego."

                                                    "Jak ja mam struć brata swego,
                                                    nie mam ziela trującego."
                                                    "Idź do sadu wiśniowego,
                                                    znajdziesz węża zabitego,
                                                    i ugotuj w czarnym piwie
                                                    witaj brata niezdradliwie."

                                                    Brat już jedzie z wojeneczki,
                                                    wiezie siostrze podareczki
                                                    i o zdrowie siostry pyta,
                                                    ona jego piwem wita.
                                                    Brat się napił, z konia leci:
                                                    "Siostro, pilnuj moich dzieci!"

                                                    Oba brata pochowała,
                                                    do tamtego list pisała.
                                                    A młody jej odpowiada:
                                                    "Podolanko, trudna rada,
                                                    jak otrułaś brata swego,
                                                    możesz otruć mnie, młodego."

                                                    I została sama w sadzie,
                                                    za żebraka wyjśc się godzi,
                                                    żebrak będzie chleba prosić,
                                                    ona za nim torby nosić.

                                                    Mamy w innej wersji tą piosenkę.
                                                  • rita100 Re:Z poniedziałku na wtorek 06.11.07, 21:17
                                                    Z poniedziałku na wtorek
                                                    przywędrował pachołek
                                                    i zaszedł do tej wsi
                                                    do karczmarki tutejszej.

                                                    Wlej, karczmarko, piwa dzban,
                                                    zapłacę ci jako pan.

                                                    Ona piwko toczyła,
                                                    ręka jej się świeciła.
                                                    A od czego takiego ?
                                                    Od pieścionka złotego.

                                                    Wlej, karczmarko, piwa dzban,
                                                    zapłacę ci jako pan,
                                                    zapłacę ci jako kniaź,
                                                    a pokochaj chociaż raz.
                                                  • rita100 Re:Wędrowali krawczycy 06.11.07, 21:18
                                                    Wędrowali krawczycy
                                                    do tureckiej granicy.
                                                    A tam w borze kaczmarka,
                                                    w karczmie piwo, gorzałka.

                                                    "Wlej mi, piwa dzban,
                                                    zapłacę ci jako pan."

                                                    Ona piwa nalała,
                                                    na dziewczynę wskazała.
                                                    Dziewczę piwko toczyło,
                                                    ręka jej się świeciła.
                                                    A od czego takiego ?
                                                    Od pierścionka złotego.

                                                    "Ile też miałbym dać,
                                                    by z dziewczyną nockę spać ?"
                                                    "Rzuć, pacholę, groszy sześć,
                                                    weź dziewczynę, idź, gdzie chcesz.
                                                    A ty, dziewczę, ściel łoże
                                                    w tamtej czarnej komorze."

                                                    Ona łoże posłała, ale zaraz omdlała.
                                                    Była z rodu dobrego, z Krakowa wójtowego,
                                                    Stamtąd także mój rodzic,
                                                    bom ja wójta synowic.

                                                    W pierscień siostra patrzyła
                                                    i się bratem cieszyła.
                                                    Sprawiedliwie się stanie,
                                                    że kaczmarkę - w kajdany.
                                                  • rita100 Re:Wygnała Kasia bydło na pole 07.11.07, 22:08
                                                    Wygnała Kasia bydło na pole,
                                                    na zielone pasidło,
                                                    przekwitały dla niej modre kwaity,
                                                    jej się spodobał Jasiek bogaty,
                                                    który orał dolinę.

                                                    Dolinę orał, Kasieńkę wołał:
                                                    "Kasiu, chodź do mnie !
                                                    Siądziemy na murawie,
                                                    trochę cię zabawie,
                                                    mówiąc o kochaniu."

                                                    Tak miluchno gadali,
                                                    aż sie dorozmawiali
                                                    do małej dzieciny.
                                                    Wyszła na góreczkę, znalazła córeczkę,
                                                    nie ma czym owinąć.
                                                    "Zdejmuj, Jasiu, koszulę, niech ja dziecko otulę
                                                    i pójdę do mamy."

                                                    Przychodzi do mamy, do okna puka:
                                                    "Otwórz, moja mamo."
                                                    Matka wrota otworzyła, serce żalem napełniła:

                                                    "Córko, coś zrobiła ?!"
                                                    "Matko, nie krzyczcie, ojcze, nie bijcie,
                                                    u was długo nie bedę.
                                                    Tylko nockę przenocuję, w drugą córeczkę otulę,
                                                    pójdę do Jasia."

                                                    Przyszła do Jasia, na ławie usiadła,
                                                    on inną ma.
                                                    "Po cóżeś mnie zwodził, po cóżeś mnie skrzywdził,
                                                    gdyś nie myślał brać ?"

                                                    Poszła nad jezioro, nad bystrą wodę.
                                                    Żal Jaśkowi teraz, zal jej urody,
                                                    córeczki żal.
                                                  • rita100 Re:Żegnał Janko swoją lubą 07.11.07, 22:08
                                                    Żegnał Janko swoją lubą
                                                    jadąc w kraj daleki.
                                                    "Kochaj - mówił - mnie, dziewczyno,
                                                    kochaj mnie na wieki.
                                                    Ja za rok, za półtora
                                                    powrócę do sioła,
                                                    zaprowadzę cię, najdroższa,
                                                    na ślub do koscioła."

                                                    Przeszedł rok, półtora,
                                                    lecz nie widać Janka.
                                                    Zapomniała, nie pamięta
                                                    jego słów kochanka.

                                                    Wrócił Jaś po latach,
                                                    ogląda się wszędzie,
                                                    ludzie mu powiadają:
                                                    "Ślub w kosciele bedzie."

                                                    Inni mu gadają:
                                                    "Prawda, ślub w kosciele,
                                                    twoja luba za mąż idzie,
                                                    dzisiaj jej wesele."

                                                    Poszedł Janek w bory, lasy,
                                                    w daleką krainę
                                                    bagnet ostro wbił w piersi,
                                                    taką śmiercią zginął.
                                                  • rita100 Re:W Restenborku na zamku 07.11.07, 22:09
                                                    W Restenborku na zamku,
                                                    na wysokim zamku,
                                                    czerwony pas, modry atłas
                                                    na moim kochanku.

                                                    Czekaj, Jaśku, potem
                                                    wyszyję go zlotem,
                                                    nie bezie ojciec ani matka
                                                    wiedzieli co o tem.

                                                    Ojciec, matka nie wiedzą,
                                                    ale ludzie wiedzą:
                                                    w Rastenborku na zamku
                                                    kochankowie siedzą.

                                                    Cichuteńko siedzą
                                                    i nic nie gadają,
                                                    tylko sobie potajemnie
                                                    rączeczki ściskają.
                                                  • rita100 Re:Jak się cesarz zestarzał 07.11.07, 22:10
                                                    Jak się cesarz zestarzał,
                                                    siadł za stołem i płakał:
                                                    Kogo na wojnę dam,
                                                    kiedy syna nie mam ?

                                                    Tylko córki mam trzy,
                                                    te się boją wojny,
                                                    te wojować nie pójdą,
                                                    bić się przecież nie umią.

                                                    Ale wołał tę pierwszą,
                                                    którą miał za najlepszą:
                                                    Pójdź, cólulu, pódź do mnie,
                                                    wędruj za mnie na wojnę.

                                                    Jestem serca miękkiego,
                                                    nie zwojuję niczego.
                                                    Ja, tatulu, nie pójdę,
                                                    bo wojować nie umiem.
                                                    Tam ze strachu umrę.
                                                    Nie ! wojować nie pojde !

                                                    I zawołał tę drugą,
                                                    którą miał za podlejszą:
                                                    Pójdź, córulu, pódź do mnie,
                                                    wędruj za mnie na wojnę.

                                                    Jestem serca miękkiego,
                                                    nie zwojuję niczego.
                                                    Ja, tatulu, nie pójdę,
                                                    bo wojować nie umiem.
                                                    Tam ze strachu umrę.
                                                    Nie ! wojować nie pojde !

                                                    Wiec zawołał tę trzecią,
                                                    którą miał za najlichszą:
                                                    Pójdź, córulu, pódź do mnie,
                                                    wędruj za mnie na wojnę.

                                                    Dobrzem tato! Ja pójdę.
                                                    Takie rzeczy to lubię.
                                                    Jestem serca twardego
                                                    i dam radę każdemu.

                                                    Gdy do wojska przybyła,
                                                    trzysta chłopów zabiła,
                                                    drugie trzysta zwiazała.
                                                    Radę dobrze im dała.

                                                    Gdy do ojca wracała,
                                                    pieśni o niej śpiewali.
                                                    Gdy do ojca wróciła,
                                                    gwiazdy dla niej świeciły.
                                                  • rita100 Re:Pieśni epickie 07.11.07, 22:11
                                                    Kóniec psiesniczek z działu - pieśń episkich - "I wzieła sia rzuciuła z brzegu
                                                    wysokego".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka