Dodaj do ulubionych

FOLKLOR warmińsko-mazurski

28.08.05, 20:47
Zaczynamy z Tralalalą biesiadę związaną z baśniami , legendami, pieśniami,
tańcami i muzyką, wątek , ktory mam nadzieje pokaże jak wspaniale potrafili
się bawić Warmiacy, jaka w tym jest orginalność i specyficzny klimat
odrózniający nas od innych regionów.

"Kiedy Pan Bóg ludziom rozdawał gadki i rozdał już wszystkie - polską ,
niemiecką, ruską, francuską - to wtedy dopiero przybiegli po pracy zadyszani
Warmiacy po swoją mowę. Ale, żeby zadowolić spóźnialskich, których wielce
lubił, rzekł im:
- No, to godojta cało gambą !
Od tego czasu tak właśnie Warmiacy mowią."
I.Newerly

Tralala, czy spotkałaś sie kiedyś z wicami, kawałami czy dowcipami
warmińskimi ?
Obserwuj wątek
    • Gość: tralala Re: FOLKLOR warmińsko-mazurski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 21:01
      Oj, jeszcze odpoczywam po kiermasowym obiedzie, ale jedną anegdotkę znalazłam w
      księdza Barczewskiego Kiermasach - o pewnym panu Gąsiorowskim co z Garncowa
      przeniósł się do Torbowa. Otóż 'Dziad, jakich wielu, chodził po żebraniu,
      zbierał szperki i mąkę. Było to podczas żniw, gospodyni sama w domu gotowała na
      obiad gęsie mięso. Kiedy dla dziada poszła 'na górę' po mąkę, dziad wyjął mięso
      z garnka do torby. Gospodyni wracając z mąką pyta się: Dziadku, co też tam
      nowego słychać? - Nic tak, pani, jeno Gąsiorowski z Garncowa przeniósł się do
      Torbowa.
      I poszedł. Za chwilę zajrzała gospodyni, czy gęsie mięso się już uwarzyło i
      zrozumiała dopiero sens nowiny dziadowskiej. Ale dziad już był w mili.'
      Gospodyni pewnie do śmiechu nie było, ale żart o panu Gąsiorowskim rozbawił
      wielu.
        • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 29.08.05, 20:18
          Dobra, ja dokładam legende o królu sielaw w Mikołajkach.

          Rybacy łozili na tych wodach i nie mogli ryby złapać. As jeden raz w sieci sie
          znalazł król ryb i uoni go chcieli z wody brać, wyciągnąc i on ich proszuu,
          coby nie zabzili go, to on im prziprowadzi inszy gatunek ryb, i tedy rybaki go
          nie puścili, nie zabzili, tylko na łańcuch do mostu przimocowali go. I od tej
          pory, jak oni złapali króla, to jest sielawa mikołajska - w smaku nojlepsa. Od
          tamtych czasów herbem Mikołajek jest krol sielaw.
          M.Znamierowska-Prufferowa

          Graj muzyka, bo cłek bryka !
          A teraz zaśpiewajmy fajną pieśń pasterską, pieśń ludową:

          Ora, ora,
          pasturz wigonioł bidło ze
          dwora,
          wigonioł krowy i cielynta,
          dla paturza nima niedzieli
          i świynta.
          Ora, ora....
          • Gość: tralala Re: Graj muzyka, bo cłek bryka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 20:49
            FELIX SUM
            Było to w dawnych czasach. Wioska Bartąg, chociaż położona niedaleko Olsztyna,
            niczym się nie róźniła od innych osad, ukrytych wśród lasów i jezior. W wiosce
            był kościół. Nad wejściem do plebanii widniał dziwny i z daleka widoczny napis:
            FELIX SUM
            VIVO SINE CURIS
            Kuba, który służył u proboszca, zaczął sylabizować ten napis – ‘Felix sum’ –
            przecież jegomościowi na imię Walenty, a nie Feliks – rozumował – A do tego
            sum ... zeszłego roku wydobyli rybacy z jeziora dużego suma, ale żeby człowiek
            nazywał się Sum, tom jeszcze nie słyszał.
            -Co tak kręcisz głową? – spytał jegomość.
            - Wiecie, jegomościu, nic z tego nie rozumiem, co tu napisane.
            -Bo to jest po łacinie, mój Kubolku. Po naszemu by było: ‘Jestem szczęśliwy,
            żyję bez kłopotów’.
            -Ojej! – dziwował się Kuba. – Lepiej to pismo umieścić w izbie nad drzwiami.
            Przez głupią zazdrość jeszcze kto narobi jegomościowi biedy.
            -Nie martw się, mój drogi – odpwiedział proboszcz – Jakoś damy sobie we dwóch
            radę.
            Tego samego wieczora Kuba, który lubił gromadzić różne powiedzonka i sam je
            tworzyć, wypisał kredą na drzwiach stodoły:
            FELIKS SUM BEZ GRANIC
            KŁOPOTY MAM ZA NIC.

            Tak zaczyna się bajka spisana przez Władysława Gębika. Oczywiście, wkrótce
            napis ściągnął na głowę jegomościa poważne kłopoty, ale sprytny Kuba potrafił
            im zaradzić, bo, jak to sam napisał, kłopoty miał za nic. Czy napis nadal
            widnieje nad drzwiami bartąskiej parafii? Może warto sprawdzić.
            • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 29.08.05, 21:30
              ach, Ci Warmiacy mieli fajna gatke, ale też świetne opowieści. Bardzo duzo mam
              ich , nawet vice , tylko muszę mieć czas je przepisywać , bo warto. Jednak nie
              powtarzamy się w opowieściach. Tego nie czytałam. Jutro tez coś ciekawego
              napisze.
              • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 20:02
                Pieśń ludowa

                Matczyna kurlantka

                Odżyły Twe pieśni , Matulku,
                Twoje warmińskie kurlantki,
                Coś nam śpiewała wieczorem
                Gdy komin pachniał jałowcem.
                I sypał iskry jak gwiazdy,
                by spleść ci z nich aureolę.
                Spod serca złotego wyrosły
                Zgrzebne kurlantki jak kwiaty,
                Co wsiom malują okienka
                Tyś w pięciolini swych dłoni
                Ukryła urok melodii,
                By nie umilkła piosenka...

                M.Zientara-Malewska
                • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 22:17
                  O Warmio moja...?
                  Kedajś po wojnie rzóndzili noma take co jych do noju w torbach z Warszawy
                  przyzieźli i łóni noma zakazuwali po naszamu godać, bo mózili co to nie je po
                  polskamu. Tero mniało być jenaczy, ale bogać tam. Pewno sia eszcze taki jedan
                  łostoł przygupsi abo stare znowój rzóndzić chce. Bez Śwanta am w gazycie
                  wycytoł co sia takamu jenamu nimkoziu łuzidziało nasz psiankno warnijsko
                  spsiywnio przejenaczyć. Aż ma strzójsło. Sióng am gazyta pod pacha im chućko
                  polecioł z nió do szołtysa. Bazyl aż gamba roztworzuł i mózi: ziysz Klyjmens
                  jekbyś z tam do mnie psiyrszygo apryla przyszed to bym sia sprowdy łuśnioł, ale
                  tero? To ło czam do psioruna morowygo mowam tero spsiywać! Jó mózia, mosz
                  prowda Bazyl. Nie ziam tlo co tamu gupkoziu w ty spsiywni nie w smaka. Toc
                  muzyka napsisoł człoziek co w Wotamborku na śwat przyszed i je nosz, z Warniji.
                  Cołan noród go zno. A to łoczam sia w ty spsiywni spsiywo je tyż psiankne. To
                  tero dzieciuki bandu brukowali znowój czygo nowygo sia łuczyć? I ło czam? Mowam
                  w tam naszam warnijskam hymnie spsiywać co w Łolstynie jek byś chcioł co zezryć
                  to do Mekdónolda, abo byle co kupsić to nolepsi w Ryjalu? Tedy łuradzilim z
                  Bazylam co zrobziwam taki kómityt no tych co chcó coby ło dwanosty z rotusza
                  łuż zawdy buło słuchać "O Warnijo mojo mniło". I kożdan coby chcioł coby łuż na
                  zawdy tak sia łostało, mo do gazyty psisać do Klyjmensa. A jek gwołt takych
                  bandzie, to pewno i ta torba nojdziewam esczcze, zapakujewam w nió tego
                  zomniona i łodeślewam nazod do Warszawy jek mu Warnijo nie je mniło.

                  Edward Cyfus, Po naszamu. Gawędy warmińskie
                  • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 30.08.05, 22:30

                    "Z kamnienia na kamnień skowronecek skace, tak i moje serce, tak i moje serce,
                    zawse we mne płacze. Ojczulek z mateczką pod ziemną sie skryli, a mne
                    sieroteckę, a mne sieroteckę, na świecie zostawili". - stara pieśń warmińska
                    • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 31.08.05, 21:15
                      Pieśni odzwierciedlały całokształt życia ludności wiejskiej, ich repertuar był
                      niezmiernie szeroki. Wyróznia sie wśród niech pewne grupy tematyczne dotyczące
                      pracy, niedoli, zalotów i miłości. Powstały również piesni obrzędowe i
                      rodzinne, żartobliwe, żołmierskie, balladowe i taneczne.

                      "Kurlanka"

                      Rozlega się pieśń,
                      Przez warmińską wieś,
                      Co spiewała moja miła,
                      Gdy nosiła jeść.

                      Nosiła co dnia,
                      Ta najmilsza ma,
                      Kiedym kosił, kiedym orał,
                      Kiedym żyto siał.

                      Srebrny miała głos,
                      Jak ten w polu kłos,
                      A jam słuchał i z nią nusił,
                      Szczęśliwy mój los.

                      M.Zientara-Malewska
                      • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka 01.09.05, 21:34
                        Czas na tańce ludowe
                        Na Warmii tańczono dawniej polki zwane drobnymi, i walce: wolniejsze, czyli
                        równe oraz szybsze - podcinacze. Oprócz nich do starych tańców należał :
                        poloneiz, zilk, baran, szot, pofajdok, kosejder, baba, puszczany, szewc,
                        kłaniany, polka-mazurka, oraz zabawy taneczne - A nogami drap, drap, drap ,
                        hejduk i żabka.

                        Na Mazurach tańczono polki skoczki i walczyki - podcinacze i poszustacze, oraz
                        te warmińskie tańce. Były też tańce-zabawy - jak ja glinę deptać mam, owczarka,
                        hej-duk, zajączek i żabka.
                        • rita100 Re: Niech kapela rozwesela 02.09.05, 21:55
                          Skrzypki moje skrzypki do serca zagrajcie,
                          A wy też Mazurzy, chętnie posłuchajcie.

                          T.Lenartowicz

                          Do tańca grała wtedy kapela , złożona najczęściej ze skrzypiec, klarnetu, basu
                          i bębenka. Kapela grała dla każdego co zaplacił, a temu co zapłacił kapela
                          grała któtka fanfarę na jego cześć czyli "biwat".

                          Na zakończenie zabawy kapela grała "Wygnianca", jeden z szybkich tańców,
                          powtarzając go wielekroć, często przy tym śpewając:

                          Idźta, baby, do domu,
                          sobie jo gram, nie komu,
                          bo tu nie trza po babach,
                          nie siadajta na ławach

                          I tak zabawnicy sie rozchodzili po domach padając ze zmęczenia.
                          Ale nie my , my dopiero zaczynamy się bawić ;)
                          • Gość: Ed Re: Niech kapela rozwesela IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 03.09.05, 00:53
                            Naprzód rosół z nudlami, potam groch z marchsió, i bratklopsami o dali łuż
                            różniste mniaso z kartoflami. Smakowite zółsty jak ech to som eszcze nie jod.
                            I wszystko to przy występach muzykontów zespołu regionalnego "Warmia" ze
                            przytańcówką i potupajem. Jek am nazo przyśli, na stołach łuż stojeli nowe
                            talyrze i goróńce jydzanie. Kożdan sia dziwował i na kuchy i na torty. A mnie
                            nolepsi do gorzołeczki ryby smakowali.

                            A gdzie to może tak być :))

                            Pozdrawiam
                            • rita100 Re: Niech kapela rozwesela 03.09.05, 21:16
                              Ed - ależ biesiadujemy
                              Teraz Ci zaśpiewam coś z pieśni milosnych ;)

                              Nie chce starego,
                              choć mo wór psieniendzy,
                              wolo jo młodygo,
                              choć użyje nędzy.
                              Bo ten stary leży potem,
                              śmierdzi jako pies pod
                              płotem,
                              młody jest psiórecko,
                              grzeje jak słoneczko.

                              A Ty odśpiewujesz :

                              Oj, nie wybzieroj,
                              Byś nie wybrała,
                              Byś za kanarka
                              Wróbla nie dostała. ;)

                              A ja odśpiewwuje do Ciebie:

                              Siwa gąska , siwa,
                              Po staweczku pływa.
                              Z tęgiego kochania
                              Nigdy nic nie bywa. ;)

                              No widzisz co Ci przyszło Ed ?
                              Wpadłeś w biesade warmińską i spiewy otrzymałes ;)))
                              I bardzo dobrze, bo Tralala by się zdziwiła gdybym tak do niej spiewała. Jak
                              narazie to pioseneczka o flaszeczkach ma u mnie pierwsze miejsce.

                              Idzie flaska piersa,
                              Idzie flaska sersa,
                              Wiwat nam,
                              Toto pan.
                              Bo gorzauki dau!
                              • Gość: Ed Re: ... od źródeł rzeki Łyny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 23:08
                                "Źródła Łyny"
                                Wśród bagien i jarów,
                                Gdzie rosną olszyny,
                                Pod ogromnym wzgórzem
                                Bije serce Łyny.
                                Z oczu Matki Ziemi
                                Płyną łzy rzęsiste,
                                Lśniące jak brylanty,
                                Jak kryształy czyste.
                                Diamentowe strugi,
                                Niczym włos dziewczyny,
                                Splatają się w srebrny
                                Warkocz rzeki Łyny.
                                I płyną spacerkiem,
                                Patrząc w nieba lazur,
                                Przez jeziora knieje,
                                I Warmii i Mazur
                                Przez granicę państwa,
                                Królewieckie doły,
                                Po to, aby ujrzeć
                                Nurt siostry Pregoły.
                                (Władysław Dzięgała)
    • Gość: tralala Zamiast kazania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:02
      Na niedzielny wieczór 4 września przeczytajmy wiersz napisany niemal 150 lat
      temu przez pastora Michała Pogorzelskiego, urodzonego też 4 września, lecz 1737
      roku, we wsi Lepaki Wielkie (czy jeszcze istnieje?), o milę na zachód od Ełku i
      dwie mile od Kalinowa, gdzie spędził 18 lat jako proboszcz, i gdzie zmarł 29
      kiwetnia 1798 roku.

      Siedziałem ja w ciemności,
      myślałem o wieczności,
      gdy pluskwa okazała
      po ścianie się spuszczała.
      Przed mą facjatą stanie,
      stąd o niej rymowanie.

      Człowiek jak pluskwa bywa,
      raz tchórz, raz lis przechera,
      choć łeb zakuty miewa,
      nosa w górę zadziera.
      Chętnie puszy się jak paw,
      jakby był od wyższych spraw.
      Lepiej by nic nie gadał
      i bzdurstw nie opowiadał.

      Szlachetny niby, górny,
      tak z dumą się nadyma,
      a w gruncie rzeczy durny,
      cnót śladu też w nim nie ma.
      Robaczkiem świętojańskim
      być chciałby. Ale raczej
      pluskwa z niego wyłazi,
      jak bliżej przypatrzeć.

      Dlatego niech was nigdy
      nie mami taka gloria;
      czekajcie, aż sie skończy
      wreszcie ta historia.
      Człek szybko podupada,
      bo życie wartka rzeka,
      dziś rześki, wesół gada,
      a jutro co go czeka?

      Kiedy nadejdzie wieczność,
      i śmierć cię już zabierze,
      masz ludziom pięknie pachnieć,
      a nie jak pluskwy śmierdzieć.
      • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:19
        Świetnie pisał pastor Michał Pogorzelski, taki zyciowy.
        Tymczasem zobacz jakie jeszcze pieśni milosne śpiewano:
        Puść konia do stajni,
        Kiedy się depce.
        Nie kochaj dziewczyny
        Kiedy cię nie chce.

        Kukułeczka kuka,
        Serce we mnie puka.
        Szelma ten kawaler,
        Co bogatej szuka.

        Uwiodłeś ci ty mnie
        jak rybkę na węde:
        skarze ciebie Pan Bóg,
        jak go prosić będę.

        Karczma w Gitrzwałdzie kultywuje tradycje - byłas tam Tralala ?
        Wiesz, że chiałam zamówić sobie dostawę Edwarda Cyfusa - Gawędy warmińskie lecz
        podany telefon do Olsztyna o zamówienie przesylki jest głuchy.
        Szukam też piesni starych warmińskich i nic.
        • rita100 Re: jak się leczyć ? 04.09.05, 21:25
          oto fajny przepis na lekarstwo, Ślązacy tym się leczą i przetrwali ;))))

          KURAMIN co dziauo na szlag, KURAMIN co dziauo tak:
          na wancki szwoby i wszelake choroby.

          Najnowsze jes to dzisiej odkrycie
          zapewnie pan´stwo otym jusz wiycie
          Dzis´ kiedy mamy wszelake braki
          ino KURAMIN kupisz bes draki

          Bo nasz KURAMIN ,KURAMIN byczy
          wszystko zastompi wszystko wylyczy.
          I bes kolejki i bes stonio
          u nas KURAMIN je do dostanio

          Nasz stary Otton umi go robic´,
          on wiy codoloc´ a co nadrobic´.
          Wiync powiym pan´stwu jak sie go robi,
          co sie dolywo a co sie drobi.

          Jak sama nazwa na to wskazuje
          KURAMIN s kury sie produkuje:
          Ze kurzy lapy namiela kitu
          po tym do tego dodom karbitu

          Wszystko to potym brynom zaleja
          i jusz KURAMIN do flaszek leja,
          pyrskpotym te fropy zalywom woskym,
          flaszki naciyrom s´mierdzoncym czosnkym.

          Rous moja zonka jadua mielonka
          i zaros potym miaua biegonka.
          Niy byuo wtedy proszku w aptyce.
          Co jom zatkauo no pszeca wiycie

          Na pszikuad maluch niyrobi kupki
          wtedy KURAMIN wkapnonc´ do dupki.
          To ´jak zakuoci to jak zawieje
          Mamusia ksziczy co sie to dzieje.

          Jezeli brak jest takigo lyku
          co czeba wszczyknonc´starymu byku
          Zeby pozytek s byka byu taki,
          no i w oborze niy byuo draki

          A zeby krowka sie don´lajala
          i zeby mondre cielynta daua
          Bo dzis´ cielokow momy na kopy
          Lecz bes porzytku same kuopoty.

          Bo nasz KURAMIN zastompi wszysko
          najlepsze lyki te s Ameryki
          On nawet pros´ci sksziwione kos´ci,
          A jak poczeba wyrzuco gos´ci

          Tyn niyproszony co wkrynco wkrynty
          Siedzom do nocy jak te natrynty
          Zeby psziniys´li choc´ staro c´wiara
          to ci psziniesom swyj gymby miara!!!!!!

          Byle pic´ byle zyc´a za darmo.....................
          ..................................................

        • Gość: tralala Re: Zamiast kazania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:28
          Skoro pieśń miłosna, to może jeszcze jeden wiersz Pogorzelskiego (a propos
          wątku o weselach w Ziomecce). Otóż w kronice kościelnej w Kalinowie, przy
          rejestrach ślubów, wpisał takie napomnienie:

          Najpierw człek robi, a potem myśli -
          Niejedną skargę się na to słyszy.
          Więc bez pośpiechu, rozważ człowieku.
          Jeśli już idziesz, to pomyśl sobie,
          zali jest czysta miłość w tobie?
          I gdy jest - 'tak' z radością powiedz!

          (Do karczmy w Gietrzwałdzie zaglądałam, ale muszę kiedyś się wybrać na biesiadę
          warmińską, podobno też warto pojechac tam w czasie Wielkanocy - można wziąć
          udział w tradycyjnych przygotowaniach do świąt).
          • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:34
            www.karczma.pl/biesiada_warminska.htm
            Popatrz, ta karczma jest najbardziej znana z kultywowania tradycji i jak widze
            ich menu i kapele to chyba się nastawiają na tradycję i dobrze, bo to takie
            inne i wyróznia sie ta karczma tym.
            A slyszałas o mieście Ornat - 50 kilometrów od Olsztyna ? Tam też odbywają sie
            biesiady warmińskie
            • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:37
              www.orneta.net/
              Zobacz, tu tez maja tradycje warmińskie , pisze na dole i piękne jest
              sanktuarium , wystarczy kliknąć na panorame Krzysztofa Sklodowskiego.
              • Gość: tralala Re: Zamiast kazania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.09.05, 21:51
                O tak, Orneta i Reszel to chyba jedyna dwa warmińskie miasta, które nie
                zostały 'wyzwolone' przez Armię czerwona w takim stylu, jak na przykład
                Olsztyn. Dzięki temu w Ornecie zachował się urokliwy ryneczek, ratusz i
                kamieniczki, trzeba jednak dużych funduszy, żeby to wszystko rozsądnie odnowić
                i wtedy bedzie to prawdziwa perełka. A i sanktuarium w Krośnie (byłam,
                potwierdzam - śliczne), daleko mniej znane niż Święta Lipka, ale ten sam styl,
                krużganki, i tylko wnętrze skromniutkie - co też się może podobać. Dwa lata
                temu kościół był odnawiany, nie wiem, czy prace nadal trwają.
                • rita100 Re: Zamiast kazania 04.09.05, 21:58
                  zobacz, jak znalazłamtą stronkę zaraz mi się spodobała
                  www.sklodowski.shost.pl/panoramix/krosno.html
                  Przepiekne to Sanktuarium.
                  A czytałas wcześniej wpis o zmianach nazwisk i wysiedleniach Warmiaków ?
                  Jesli chodzi o Olsztyn , to tak Olsztyn nie został bardzo zbombardowany jak
                  to , że żołmierze Armii Radzieckiej pladrowali wszystko i rozniecili ogień ,
                  ktory spalił cały Olsztyn - to dadatkowa tragedia miasta.
                  • rita100 Re: Grajta grace, bo ja skace - szot 05.09.05, 20:43
                    Biesiada warmińska , jak i każda biesiada nie może się obejśc bez tańców.
                    Bardzo popularny taniec na Warmii był Szot. Dostał się do nas za pośrednictwem
                    Niemców aż ze Szkocji, stąd nazwa. Szota nazywano pieknym tańcem, bo pary
                    tańczyły go równo i powoli. Młodzież tańczyła szota, nie żałując butów, i w jej
                    wykonaniu był to taniec żwawy. W czasie tańca przytupowano obcasem. Do muzyki
                    śpiewano:

                    Zagrajcież mi szota, szota,
                    to otrząsnę nogi z błota,
                    by się panna nie brzydziła,
                    ze mną wokół potańczyła.

                    Raz w lewo, raz w prawo,
                    potem pokręć sie żwawo,
                    Raz w lewo, raz w prawo,
                    potem pokręć sie żwawo.

                    I jeszcze raz, to się nazywa taneczny poniedziałek ;)))
      • Gość: Ed Re: Magiczna Łyna IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 23:01
        Czy jest w życiu coś piękniejszego niż narodziny?
        Powstanie no-wego życia. Jeśli udacie się ze mną do tej krainy czarów,
        zobaczycie - jak z niczego powstaje coś pięknego. Jak rodzi się rzeka Łyna.
        Drogę rozpoczynam w Nidzicy od XIV w. zamku. Tu przed drogą można odpo-cząć, a
        gdy wejdzie się do sali wystawienniczej z jej krużganków obejrzy się miejscowość
        i okolice.

        Potem jadę w kierunku Napiwody, której lasy łączą się z Puszczą Piską. Okolice
        Nidzicy tworzą unikalny krajobraz przez rozfalowaną, pagórko-watą rzeźbę
        morenową i głęboko wcięte rynny polodowcowe wykorzy-stane obecnie przez rzeki i
        jeziora. Z rozległych równin sandrowych i pa-górków rozciąga się przepiękny
        widok na morze lasów napiwodzkich. Dalej jedziemy do Orłowa. Tutaj choć na
        chwilę muszę się zatrzymać nad jeziorem Orłowo Małe, gdzie jest rezerwat żółwia
        błotnego. Powia-dam Wam, mało jest tak urokliwych miejsc. Jadę dalej, docieram
        do wio-ski Łyna i źródeł rzeki o tej nazwie. Ta rzeka, która tutaj budzi się do
        ży-cia, stanowi oś całej krainy Pojezierza Olsztyńskiego. Idę już pieszo przez
        piękne lasy mieszane.

        Dwudziestometrowe urwiska, liczne głazy, sosny, świerki, brzozy, osiki, dęby,
        graby, stare olsze czarne często wsparte na szczudłowatych ko-rzeniach. W tej
        pięknej scenerii "rodzi się " nasza Łyna.

        Tutejszy teren jest rozległą doliną z licznymi bocznymi pagórkami, doli-nami o
        stromych i wysokich zboczach. Właśnie z tych zboczy wypływają dziesiątki
        strumyków. Tworzą się przepiękne kaskady, a w zboczach do-liny liczne półkoliste
        tzw. cyrki dolinowe. Źródła mają charakter erozyjny - cofają się.

        Piękna Łyna bierze swój początek na wschodnich stokach Garbu Lubawskiego, w
        lasach napiwodzkich, a uchodzi do Pregoły w Rosji. Ta mała rzeczka przebija się
        przez morenowe wzgórza, tworząc malowni-cze przełomy, a w swej drodze przepływa
        przez Jezioro Łańskie, zamek olsztyński bierze w swe ramiona, jak matka ukochane
        dziecię, na jej tra-sie jest Dobre Miasto, Lidzbark Warmiński, Bartoszyce,
        Sępopol i ucho-dzi do Pregoły na terenie Rosji. Czy jest coś piękniejszego jak
        narodze-nie rzeki Łyny?! Odpowiedz sam, przyjedź, zobacz. Powiadam wam, urok
        tego miejsca zachwyci was.

        Maria Jaraczewska
        29-08-2002
    • Gość: tralala Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:15
      Z tamtej strony jeziora
      Stoi lipka zielona,
      Z na tej lipce, na tej zieleniuchnej,
      Trzy ptaskowie śpiewali.

      Nie byli to ptaskowie,
      Eno byli rajkowie*;
      Ci rajeli do jednej dziéwcyny,
      Co ją z sobo wziąć mieli.

      Jeden mówi: to moja!
      A ten drugi: jak Bóg da!
      A ten trzeci: moja namilejsa,
      Cemuześ mi tak smętna?

      Jak ja nie mam smetna być?
      Do starego musę iść!
      Oj ten stary, ten strych opłeśniały,
      Nie mam woli do niego.

      Rajelić mię młodego,
      Mam ja wolo do niego:
      Oj ten młody, ten ślicny urody,
      Mam ja wolo do niego!

      (piosenka spisana we wsi Burkarty, pow. niborski)
      *dla niewtajemniczonych (lub nie czytających Ziomecki) rajkowie to swaci;
      rajeli - swatali
      • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 05.09.05, 21:24
        haha, to się nawet fajnie spiewa - wymyślam muzyke i czytam i jest fajnie.
        Wiesz co , powiem Ci w tajemnicy, że jak byłam młodziteńka to z koleżanką
        uciekaliśmy w pole , w łaki tak odbywałyśmy koncert, śpiewałysmy piosenki takie
        ludowe. Bylo to w Wieliczce, teraz na tych polach stoja bloki, bloki i jest
        osiedle. Jak patrze czasmi na te tereny to smutno czlowiekowi , że czas tak
        leci, leci i kurcze leci tak jak w pewnym wicu - w lesniczówce , leśnik w domu
        slyszy jakieś kroki za oknem, wychodzi z domu i patrzy , a tu ścieżka biegnie
        przez las ;))))))

        I jak pamiętam to byly to spiewy z tańcami - znasz to ?
        Nie chcę cie, nie chcę cie znać
        choć do mnie , choć do mnie
        rękę mi dasz
        prawą mi dasz, lewą mi dasz
        i już się na mnie nie gniewasz 2x

        Też jakąś piosenke o nosku, ile bym dała , żeby sobie ją przypomnieć , bo taka
        smieszna była z pokazywaniem na swój nos ;))))
        • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 21:35
          Lądem, dziewczę, lądem, ja za tobą wodą:
          Jeśli masz talarki, ożenie się z tobą!
          Nie mam ja talarków, ni śrebra, ni złota,
          Aleć ja jestem uboga sierota.
          Jesteś dziewczę piękne tak jak anioł z nieba,
          Lecz ja cię nie wezmę, talarków mi trzeba.
          Ach, prawego szczęścia nie dają pieniądze,
          Lecz serce miłości pełne, tak ja sądzę.
          Młodzi ludzie, wiem ja, najlepiej się mają.
          Tam, gdzie się z miłością pieniądze złączają.
          Kiedy będziesz śpiewał tak wysokie tony,
          Nie zabacz me słowo – zostaniesz bez żony.
          (Kruklanki, pow. węgoborski)
          No i chyba nici z wesela, jak myślisz Rito?
          (ostatnia piosenka z tańcami, jaką pamiętam to 'Mam chusteczkę haftowaną', z
          noskiem, niestety nie. Za to pamietam, jak śpiewałyśmy do 'mikrofonu' ze
          skakanki).
          • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 05.09.05, 21:56
            Popatrz Tralala, w tamtych czasach powstawały piesni nie dla pieniędzy tylko
            takie z serca i z potrzeby i dla zabawy , by poprawić sobie nastrój -
            spiewając, tańcząc , opowiadając wszyscy się relaksowali.
            jutro cos nowego wyszukam :)
            • rita100 Re: Bez smyka - nie muzyka ! Baran 06.09.05, 20:56
              Na WiM tańczono stare tańce "ze śpiewem", na własne melodie. Były one pełne
              życia i werby. Wiekszość z nich miała dość szybki rytm i tańczono je
              na "okrąglo" czyli parami w obrotach po okręgu koła i "drobno", czyli krokiem
              polkowym, charakterystycznie po warmińsku wytupywanym.
              "Baran" - taniec tańczony przez cztery trójki, po dwie dziewczyny i jeden
              chlopak w środku.
              W podskokach przewijali się pod złączonymi rękoma, dziewczyny - raz jedna, raz
              druga - obiegały chlopca, nie zwalniając uchwytu rąk. Do tańca śpiewano:

              Pódź, baranie, do chlewa,
              dostaniesz ozieska.
              Ja nie przyda, nie moga,
              bo tam w kuble jest woda."

              Ha, ha , Tralala, jak to chlopcy wytrzymywali tego barana ? ;))) Jak mu tak
              dziewczęta śpiewały ;)))

            • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.05, 21:06
              Ale zdarzały się też piosenki na czarną nutę, jak ta:

              Siedzie stary przy kominie,
              Trząsa brodą ku dziewcynie;
              A ty, stary, nie trzęś brodą,
              Nie będzies ty legał z młodą!

              I przyjechał cudzoziemiec:
              Siostro złota, daj mi wieniec!
              ‘Jaćbym tobie wianek dała,
              Bym się brata nie bojała!’

              Otruj brata ty swojego,
              Będziesz miała mię samego!
              ‘Cem go otruć bym wiedziała,
              Otrułam cić bym go zaraz!’

              Idź do sadu wiśniowego,
              Znajdzies węza zielonego,
              I uwarz go w gorzkiem piwie,
              Daj to bratu, niech wypije!

              ‘Pij, bracisku, pij nieboze,
              Niech ci pan Bóg dopomoze!’
              Braciś pije, z konia leci:
              Dbajze, siostro, o me dzieci!

              ‘Nie pleć, bracie, napiułeś się,
              Układź w łózko, przespijze się!’
              Trudne to jest przesypianie
              Dusa z ciałem się rozstanie.

              Bratu dzwonią, siostrę wiodą,
              Chociaz bardzo tylko młodą;
              Brata pięknie pochowali,
              Siostrę we Łku okowali. (Ełku)
              (Ogródek, pow. lecki)

              I tyle w niej zagadek: skąd przyjechał cudzoziemiec? Dlaczego chciał zabić
              brata dziewczyny? Kto wykrył zbrodnię i wydał trucicielkę?
              • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:15
                Oj muszę się pokajać, i to podwójnie. Zgubiłam poprzednio początek tej smętnej
                piosenki, więc jeszcze raz zaśpiewam:

                Carna rola, siwy kamień,
                Siedziałać tam panna na niem,
                Oj siedziała i płakała,
                Na rodzice narzekała.

                Oj rodzice, coz cynicie,
                Za starego mię zenicie!
                U starego siwa broda,
                Ja dziewcyna jak jagoda.

                Siedzie stary przy kominie,
                Trząsa brodą ku dziewcynie;
                A ty, stary, nie trzęś brodą,
                Nie będzies ty legał z młodą!

                I przyjechał cudzoziemiec:
                Siostro złota, daj mi wieniec!
                ‘Jaćbym tobie wianek dała,
                Bym się brata nie bojała!’

                Otruj brata ty swojego,
                Będziesz miała mię samego!
                ‘Cem go otruć bym wiedziała,
                Otrułam cić bym go zaraz!’

                Idź do sadu wiśniowego,
                Znajdzies węza zielonego,
                I uwarz go w gorzkiem piwie,
                Daj to bratu, niech wypije!

                ‘Pij, bracisku, pij nieboze,
                Niech ci pan Bóg dopomoze!’
                Braciś pije, z konia leci:
                Dbajze, siostro, o me dzieci!

                ‘Nie pleć, bracie, napiułeś się,
                Układź w łózko, przespijze się!’
                Trudne to jest przesypianie
                Dusa z ciałem się rozstanie.

                Bratu dzwonią, siostrę wiodą,
                Chociaz bardzo tylko młodą;
                Brata pięknie pochowali,
                Siostrę we Łku okowali.
                (Ogródek, pow. lecki)
                A to drugie kajanie - no cóż, przeczytałam dokładniej i już wiem, czemu siostra
                brata otruła (‘Jaćbym tobie wianek dała,Bym się brata nie bojała!’). Nadal
                jednak nie wiem, skąd ten cudzoziemiec (może z Warmii) no i jak się zbrodnia
                wydała?
                • rita100 Re: Będzie wesele - albo i nie 07.09.05, 21:34
                  (‘Jaćbym tobie wianek dała,Bym się brata nie bojała!’).
                  Jak to rozumieć ?
                  Jakbym tobie wianek dała, tobym sie brata nie bała

                  To jest zagdaka, ciezko zrozumieć ten wiersz - zbrodnia to nie słychana, ale
                  dlaczego tego brata zabijała ?
                  Tralala, wytłumacz mi go :)
                  • Gość: tralala Re: Będzie wesele - albo i nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.05, 21:44
                    Ach, bo w tych pieśniach ludowych to nie można było tak kawę na ławę, ale
                    symbolicznie, niby o wianku, a tak naprawdę o cnocie. Panna śpiewa, że by
                    porzuciła starego, niechcianego narzeczonego i oddałaby się cudzoziemcowi (ja
                    bym tobie wianek dała), ale boi się brata (gdybym się brata nie bała)(widać jej
                    ojciec już nie żył i była pod opieką brata). Dlatego jej niedoszły kochanek
                    namawia ją do zbrodni. Ciekawe, czy też trafił za to do wieży, czy zdążył
                    uciec?
                        • rita100 Re: Kosejder - taniec dla nas ;) 08.09.05, 20:40
                          Kosejder
                          To popularny dawny warmiński taniec, który tańczono w kole. Nazwa kosejder
                          wywodzi się od słów "kosić nogami", gdyż tańcerze na ukos wysuwają nogi w
                          tańcu. Taniec skoczny, składa sie z dwóch części. W pierwszej śpiewanej,
                          tańczący podają sobie ręce, tworząc jedno wspólne kolo i posuwają się po jego
                          okręgu, w drugiej części w rytmie poleczki szybko, krokiem mocno wytupywanym,
                          podczas tańca śpiewano piosenkę:

                          Jodbym kluski, nie mom mąki,
                          obłapsiołbym, nie mom żonki.
                          To wej mosz, to wej mosz,
                          czymuś pryndzyj nie przyloz!

                          Tralala, myślę , że ten taniec jest w sam raz dla nas.
                          No więc chwytamy się za ręce i w kole tańcząc śpiewamy:

                          Jodbym kluski, nie mom mąki,
                          obłapsiołbym, nie mom żonki.
                          To wej mosz, to wej mosz,
                          czymuś pryndzyj nie przyloz!

                          a poniżej moja twórczość ;)

                          Nie przylozłeś pryndzyj
                          To żałuj czym pryndzyj
                          Bo kółeczko zamkniete
                          Twój kwiateczek więdnie
                          Żałuj , żałuj nieboraku
                          Ty mój biedny kosejdaku


                                • rita100 Re: Mazur 08.09.05, 21:47
                                  pl.wikipedia.org/wiki/Mazur_%28taniec%29
                                  To prawdopodobnie taniec polski, dworsko-szlachecki
                                  Ale cięzko cos znaleź:)
                                  • rita100 Re: Mazur 08.09.05, 21:53
                                    "Jeszcze jeden mazur dzisiaj
                                    Choć poranek świta,
                                    Czy pozwoli panna Krysia?"
                                    Młody ułan pyta

                                    I nie długo błaga, prosi,
                                    Bo to w polskiej ziemi,
                                    W pierwszą parę ją unosi,
                                    A sto par za nimi

                                    On jej czule szepce w uszko,
                                    Ostrogami dzwoni,
                                    W pannie tłucze się serduszko
                                    I liczko się płoni.

                                    Cyt, serduszko, nie płoń liczka,
                                    Bo ułan nie stały
                                    O pół mili wre potyczka,
                                    Słychać pierwsze strzały.

                                    Słychać strzały głos pobudki,
                                    Dalej na koń, hura!
                                    Lubę dziewczę, porzuć smutki,
                                    Zatańczym mazura!

                                    Jeszcze jeden krąg dokoła,
                                    Jeszcze uścisk bratni,
                                    Trąbka budzi, na koń woła,
                                    Mazur to ostatni.

                                    Pamiętamy melodie, mozemy pośpiewać
                                  • Gość: tralala Re: Mazur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 21:55
                                    Na dobry początek musi wystarczyć, a jutro będę szukac dalej. Dziekuję, i
                                    dorzucam jeszcze jedną piosenkę, w przeciwieństwie do mazura, jak najbardziej
                                    mazurską.

                                    Przy dolinie wodka płynie,
                                    Seroki liść na kalinie,
                                    Jesce sersy na jeworze,
                                    Mój najmilsy drygą biorze.
                                    Niechaj biorze, którą racy,
                                    Mię sam Pan Bóg nie zabacy!
                                    (Ogródek, pow. łecki)
                                    Jednym słowem - wesele było ale z inną :(
                                      • rita100 Re: Graj muzyka, bo cłek bryka - Pofajdok 09.09.05, 20:24
                                        Pofajdok - inaczej sowizdrzał, postrzelony kawaler. Taniec rozpowszechniony
                                        najbardziej na Warmii. Zwykle tańczono go na zakończenie zabawy jako tzw.
                                        wygnaniec. Powtarzano go wiele razy aby zadowolić gości. Taniec szybki i pełen
                                        werwy. Tańczono go tak żywo i z zapałem, że przy 'tompaniu' aż obcasy odpadały.
                                        Pofajdoka tańczono ze śpiewem:

                                        Mniała baba pofajdoka raz, dwa, trzy,
                                        wsadziuła go na prosioka raz , dwa, trzy,
                                        Prosiok leci jak wścieklony,
                                        bo ma ogon zakręcony, raz dwa , trzy

                                        lub
                                        Idźta, baby do domu,
                                        sobie ja gram, nie komu,
                                        bo tu nie trza po babach,
                                        nie siadajta na ławach.

                                      • Gość: tralala Re: Mazur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 21:43
                                        Coś mi się mocna zdaje, że jednak mazur i mazurek to tańce polskie, nie
                                        mazurskie, a nazwa pewnie odnosi się do Mazowsza (mieszkanców Mazowsza też
                                        nazywano Mazurami, a Mazurów - Mazurami pruskimi). No, ale pozostaje jeszcze
                                        mazurek - ciasto i mazurek - wróbel? Też mazowieckie, czy może choć trochę
                                        mazurskie?
                                        • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 21:52
                                          "Dla mnie, i to nie tylko z przekory, kluczową rolę odgrywa również panna
                                          Gottliba Wiśniewska z Kraplewa. Dziewczyna nadobna, bardzo młoda i bardzo
                                          zalotna. Chłopcy garnęli się do niej jak pszczoły do miodu. Pod niektórymi jej
                                          przekazami Gizewiusz pisał: Wiśniewszczanka. Ona przekazała mu ponad 30 pieśni.
                                          Najważniejsze jest to, że Gottliba stała się wkrótce bohaterką ośmiu
                                          uszczypliwych i zgrabnych przyśpiewek. Niektóre z nich śpiewała, a może i
                                          układała Bączka. Z przyśpiewek o Gottlibie można wysnuć wniosek, że chłopcy
                                          garnęli się do niej, a i Wiśniewscy nie widzieli w tym nic zdrożnego. Jedynie
                                          sąsiad Jaskółka jakby nie aprobował tego, w jaki sposób dochodzi do tych
                                          spotkań:
                                          " U Wiśniewskiego na tyle
                                          Wyleciały tam dwa dyle.
                                          Wiśniewski o nich nie wiedział,
                                          Aż mu Jaskółka powiedział.
                                          - A ty Wiśniewski, nieboże,
                                          Trzymaj Gottlibę w komorze.
                                          - Choćbym ją trzymał na kecie,
                                          Michał się do niej przywlecie.
                                          Michał ci lezie po słupie,
                                          Wiśniewska go łopatą po dupie.
                                          - Nie tędy, Michale, nie tędy
                                          Do mej Gottliby w oględy.
                                          Dźwierzami, Michale, dźwierzami,
                                          Będziesz ty mój zięć kochany."
                                          Po tej lekturze tekstów, co było do przywidzenia, Ogrodziński stwierdził, że
                                          Gottliba to "frywolna dziewczyna". Napisane to zostało skrótowo. A mnie
                                          zamarzyło się, aby nie dać wiary wiejskim językom i napisać rozprawę pod
                                          tytułem "Utracona cześć Gottliby Wiśniewszczanki". Choćby po to, by ukazać,
                                          ileż to dzieki tej pannie wiemy dziś o tamtym o Kraplewie, o tamtych zalotach i
                                          mieszkańcach. Naprawdę, można sobie wyobrazić nawet współczesne widowisko
                                          sceniczne z Gottlibą Wiśniewską w roli głównej. A bez piosenek o Gottlibie -
                                          czyż Kraplewo miałoby jakąkolwiek żywą i własną barwę?
                                          Jak zapowiadają olsztyńscy współwydawcy (Towarzystwo Naukowe i Ośrodek Badań
                                          Naukowych im. W. Kętrzyńskiego), po tym reprograficznym wydaniu
                                          rękopisu "Pieśni ludu znad górnej Drwęcy" czeka nas jeszcze ciąg dalszy. Ten
                                          ciąg dalszy (już obecnie opublikowany) obliczony jest na zwykłego czytelnika,
                                          miłośnika dawnego folkloru muzycznego Mazur. Wydaje się, że tacy ludzie jeszcze
                                          są. Otóż druga część zbioru obejmuje drukowany zapis słowny, natomiast część
                                          trzecia - zapis muzyczny. Warto się pytać u wydawcy i warto te części zamówić,
                                          aby się przekonać, jak bogate były dawne źródła mazurskiej pieśni nad górną
                                          Drwęcą."
                                          • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 21:54
                                            Musze to ksiązkę znaleź , zapowiada się bardzo ciekawie - Ciekawe czy gdzies
                                            ona jest, oczywiście ta książka ?
                                            A co do Mazura , to taniec polski, ale jakoś więcej nas uczono o czeskiej Polce
                                            niż o Mazurze. Dobrze, że jest taka sławna piosenka Mazowsza.
                                                • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 09.09.05, 23:06
                                                  Gość portalu: tralala napisał(a):

                                                  > Wybiorę się w tamte okolice Olsztyna po niedzieli i zajrzę do OBN-u (to w
                                                  Domu
                                                  > Polskim, na rogu Partyzantów i 1 Maja) - może dowiem się, co to książka i czy
                                                  > pojawiło się to następne wydanie 'dla ludu'. Dobrej nocy i miłego weekendu.

                                                  Tralla, ta Partyzantów ulica to jest moja ulica, a na rogu Partyzantów i 1-Maja
                                                  stał Kiosk Ruchu do którego latałam po sporty (papierosy) dla mamy. Ho, ho , a
                                                  ile razy był tam rabunek :)
                                                  Zapytaj sie czy nie prowadzą tam księgarni wysyłkowej i weź adres .
                                          • Gość: tralala Re: Utracona cześc Gottliby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 20:44
                                            I ukazały się wszystkie trzy części pracy Gustawa Gizewiusza, niestety
                                            już 'wyszły' :( Wybrałam się do OBN-u - można zamiawiać ich książki listownie
                                            (Ośrodek Badań Naukowych im. Wojciecha Kętrzyńskiego), telefonicznie (0-89)
                                            5276618, faksem (0-89) 5276619, lub mailem sekretariat@obn.olsztyn.pl , ale
                                            tych książek już nie mają. Inne można znaleźć na ich stronie internetowej.
                                            Potem jeszcze zajrzałam do jednej ze swoich ulubionych księgrani i tam, choć
                                            nieco zakurzony i schowany pod półką, leżał ostatni egzemplarz Pieśni ludu znad
                                            górnej Drwęcy! Teraz już leży przede mną - szkoda, że nie mogę podać nutek, ale
                                            teksty będę tu wklejać. (a kiosk nadal jest, na rogu Partyzantów i Linki).
                                            • rita100 Re: Utracona cześc Gottliby 13.09.05, 20:52
                                              jak sie ciesze, dobrze, że ją masz i będziesz wklejać teksty - będę z wieką
                                              przyjemnością czytać i napewno inni, a jak nie to kiedys znajdą to własnie u
                                              nas i na Olsztynie gdzie znajdzie sie kącik dla takiej uczty.
                                              Zajrze na tą stronkę . Dzis będę krócej, bo wyszukuje zdjęcia z Olsztyna do
                                              galerii, lubie tez patrzec na Olsztyn.
                                              To możemy powiedziec , że wielkie szczęście mamy 13-ego z tą ksiązka. Bo nie
                                              wazne kto ma , wazne , że razem będziemy czytać :)
                                              Jesli masz coś fajnego na zdjęciach to też mozesz tam wlozyć i nie trzeba sie
                                              logowac nawet.
                                              • Gość: tralala Re: Utracona cześc Gottliby IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.05, 22:37
                                                No to od jutra biorę się do pracy - piosenek jest ze dwa tuziny, są i nuty i
                                                płyta CD, ale tego nie uda mi się tu 'wkleić'. Muszę też przeskoczyć
                                                pewne 'zapóźnienie informatyczne', żeby poradzić sobie z wysłaniem zdjęć. na
                                                razie tylko zaglądam do galerii z wielkim ukontentowaniem. Na dobranoc
                                                przyklejam piosenkę, o której zapomniałam w podwątku weselnym. No jo, tak tedy
                                                aż drugi roz.

                                                Zalecałem się Podolancce,
                                                Przepiułem woły na gorzałecce,
                                                Przepiułem woły, przepiułem konia,
                                                Podolancka nie bédzie moja.

                                                Zalecałem się trzy ćwierci roku,
                                                Zganilic mi ją sąsiedzi z boku;
                                                Drugie dziewcyny majo pierzyny,
                                                A ty se swojo na grochowiny!

                                                Dalic mi zonę i posag nie mały,
                                                Starego kozucha ctery kawały
                                                I przywiedlic mi też kobylisko,
                                                Wprowadziłem je na zapłocysko.

                                                A wzilk już tamój siedział za płotem,
                                                Lec ja raz wcale nie wziedział o tem;
                                                Jesce to dobrze, że pan Bóg racył,
                                                Ze on mię tamój raz nie zobacył.

                                                Przyjdę do kobyły, kobyła niezywa,
                                                Na wujowym ogon, na stryjowym grzywa.

                                                Dalic mi żonę, ona gadać nie chce,
                                                Dalic mi i krowę, krowa wstawać nie chce;
                                                Ja krowę podnosę, ona mię się wali,
                                                Bodajze cię razem diabli z posagiem porwali.
                                                (Burkarty, pow. niborski)
    • Gość: Ed Re: Łyna "Córka Króla" IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 09.09.05, 22:58
      Łyna to córka króla Tysiąca Jezior. W pewnej wsi żył Jaśko, sierota, który
      pięknie śpiewał. Uczyły go śpiewu: szum lasu i odgłos fal jeziora bijących o
      brzeg. Każda dziewczyna chciałaby mieć takiego męża, lecz Jaśko nie byt
      zainteresowany romansami. Pewnego dnia Mateusz, stryj Jaśka, zarzucił sieć do
      wody i wyłowił dziwne stworzenie z łbem ni to człowieka, ni to ryby. To dziwne
      stworzenie miało na głowie koronę wysadzane drogimi kamieniami szlachetnymi. Był
      to król Tysiąca Jezior. Jak to w bajkach bywa, król ofiarował rybakowi wszelkie
      skarby w zamian za wolność. Jednak stryj Mateusz zażądał od króla znalezienia
      żony dla Jaśka. Król obiecał spełnić to życzenie. Jaśko wieczorem wyszedł nad
      brzeg jeziora i nagle usłyszał cudny śpiew. Z wody wynurzyła się wodnica,
      dziewczyna o długich włosach z wiankiem z wodnych lilii. Była to Łyna,
      najmłodsza córka króla. Zamieszkała we wsi jak zwykła warmińska dziewczyna.
      Jaśko z Łyną żyli szczęśliwie, gdy pewnego dnia drzewo przywaliło Jaśka. Łyna
      postanowiła uratować męża, kradnąc z ogrodu ojca życiodajny kwiat. Dziewczyna
      uratowała życie Jaśka, ale za swój czyn została ukarana. Ten, kto raz opuścił
      świat wody, nie miał prawa tam wrócić, a Łyna złamała tę zasadę kradnąc kwiat.
      Król zamienił Łynę w rzekę. Jaśko, który kochał Łynę, poprosił żeby i jego
      ukarać. Jaśko został zamieniony w wielką wierzbę płaczącą zanurzającą gałązki w
      nurcie rzeki.

      Według "Legendy o Łynie",
      spisanej przez Irenę Kwinto

      • rita100 Re: Łyna "Córka Króla" 09.09.05, 23:11
        Piękna legenda - no popatrzcie , jak inaczej mozna widziec Olsztyn, całkiem
        inaczej. A łyna sobie spokojnie płynie..........Czy ona jest zagrożeniem dla
        Olsztyna w czasie ulewów ?
        dobranoc wszystkim
        miłego weekendu
            • rita100 Re: kazanie na niedziele 10.09.05, 22:17
              Bądź pozdrowiona Święta Warmio
              i Kraino Mazurskich Jezior.
              O Warmio moja miła,
              rodzinna ziemio ma.
              Tyś mnie do snu tuliła
              radością pierś ma drga.
              Zdradziecko byłaś wzięta,
              bo chytry był nasz wróg.
              Niewoli srogie pęta
              rozerwał dziś sam Bóg (z Warmii).

              www.mateusz.pl/bpjz/homilie/2005-08-15.htm
              zaczytałam sie w tej stronce

              Tak , tak Tralala , będziemy plon nieść i nieść :)
              To rolnicza kraina ...
              • rita100 Re: piesniczka 10.09.05, 22:20
                Dzieweczka

                Nadobna dzieweczka
                w świat powędrowała;
                w kalinowym lesie
                pierwszą nockę spała.

                Idzie dalej, idzie
                i do rzeki doszła;
                nie ma tam mosteczka,
                coby po nim przeszła.

                Przewieźże mnie, przewieź,
                przewoźniku młody,
                zapłacę ja tobie
                z tamtej strony wody.

                Przewoźnik ją przewiózł,
                nie ma mu czym płacić;
                przyjdzie mi, przyjdzie
                wianuszek utracić.

                Nie płacz dziewczę, nie płacz
                dla przewozu mego;
                zapłaci mi Pan Bóg
                z nieba wysokiego.

                Bo wianuszek stracisz,
                już go nie nabędziesz,
                a dasz mi swą gębę,
                to ci nie ubędzie.

                dobrej niedzieli Tralala :)
                • rita100 Re: Baśń warmińska - Pasłęka 11.09.05, 20:34
                  Płomienie nad Pasłęką.
                  Dawno, dano temu na wzgórzu Kuka przy jeziorze Plusznym stał zamek, a w zamku
                  żyła złotowłosa królewna. Była prześliczna ale serce miała twarde jak kamień.
                  Nie wzruszały ją niedola i nędza ludzka.
                  Na łąkach nad jeziorem pasła bydło i owce uboga sierotka. A ponieważ nie miała
                  żadnego nazwiska, nazywano ją Pasłeką. Chodziła Pasłęka po łąkach za bydłem,
                  brodząc bosymi nózkami po zimnej wodzie i nuciła sobie piosenkę. Czasami
                  siadała na kamieniu, patrzyła na jezioro, a łzy tesknoty i opuszczenia kapały
                  jej na fartuszek.
                  Pewnego dnia Pasłęka podzieliła sie z pielgrzymem chlebem i przyniosła mu z
                  jeziora kubek wody. Mile rozmawiając tak sobie siedzieli do wieczora. Zanim
                  nieznajomy się pożegnał, dał dziewczynie garść kamyczków, ktore lśniły
                  wszystkimi kolorami tęczy. Kazał je dobrze schować i nie oddawać nikomu, bo
                  miały cudowną moc : skoro upadną na ziemię tak długo się toczą, aż wskażą
                  miejsce gdzie znajduje się zloto. Pasłeka ślicznie podziękowała, zawiązała
                  kamyczki w róg fartuszka i pognała trzodę do domu. Obserwowała ją z zamku
                  krolewna i chciała sie przekonać , co tak pięknie błyszczy w fartuszku Pasłęki.
                  Pewnego dnia królewna podeszła do Pasłęki - Musisz oddać te kamyki ! -
                  rozkazała. Pasłeka natychmiast włożyła kamyczki do ust i połkneła.
                  Przestraszona tym co zrobiła biegła przed siebie płacząc głośno. Nagle
                  zauważyła , że z jej łez powstaje złotawa strózka, a ona sama jakby roztapiała
                  sie w lśniącej wodzie. Biegnie , dalej, dalej pod Woryty i dalej, coraz
                  weselsza, beztroska... Zeszli się ludzie, a widząc, co się stało, od imienia
                  małej pasterki nazwali tę strużkę Pasłęką.
                  Odtąd Pasłeka przepływa w lśniących skrętach między zielonymi łąkami,
                  rozrzucając to tu to tam kolorowe kamyczki, może wskazuje ludziom miejsce ,
                  gdzie znajduje się złoto....
                  Karol Małłek

                  • Gość: tralala Re: Baśń mazurska - o Złotych Górach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.05, 23:44
                    Były piekne baśnie warmińskie o rzekach, a na późną dobranoc baśń mazurska o
                    Złotych Górach koło Nidzicy:
                    Na najwyższym szczycie Złotych Gór stoi kilkusetletnia sosna. Dawniej pod tą
                    sosną pojawiała się prześliczna panna, która, czekając na swe wybawienie,
                    wyłaniała się z podziemneggo pałacu. Promieniejąc urokiem i drogimi klejnotami,
                    siadała na pniu sosny, by złotym grzebieniem czesać długie włosy. Jej piękność
                    wprawiała w drżenie każdego, kto ją ujrzał, i nikt nie śmiał się zbliżyć do
                    niej.
                    Pewien młodzieniec, wędrując zamyślony, nie zauważył, kiedy podszedł do niej
                    zupełnie blisko, a gdy ją ujrzał, padł przed nią na kolana. Ona rzekła: ‘Jeśli
                    mnie wybawisz z mojej samotności, możesz zażądać, czego tylko chcesz’. Dawał mu
                    klejnoty, dawał też cudowne dary ze swego podziemnego pałacu, wreszcie obiecała
                    mu i własną rekę. Młodzieniec wziął pannę na plecy i che ją stamtąd zabrać.
                    Lecz w tym momencie otaczają go wszystkie zwierzęta ze Złotej Góry. Panna
                    poucza go: ‘Uda ci się mnie uwolnić, gdy bez strachu pocałujesz każde ze
                    zgromadzonych to zwierząt’. Młodzieniec wykonuje polecenie, zbiera się na
                    odwagę i całuje zwierzeta, tak jak do niego się zbliżają – sarny, zające,
                    wiewiórki, sowy, dzięcioły, jastrzębie, żmije, zaskrońce, szczury, salamandry,
                    robaki, chrabąszcze, itd. Gdy już sądził, że wykonał swą pracę, podpełzła ku
                    niemu jeszcze obrzydliwa ropuch, cała pokryta strupami i krostami, z lśniącymi
                    czerwienią oczyma. Zamiast ją pocałować, zawołał: ‘A ieszizes to i ciebie diali
                    maią?’ Panna zapadła się w głębinę, lamentujac: ‘Teraz i ty przekląłeś mnie na
                    wieki wieków, i już nie mogę mieć nadziei, że ktoś mnie kiedyś uwolni’.
                    Próba uwolnienia odbyła się w sobotę i nie powiodła się, a nazajutrz w
                    niedzielę w tym miejscu pokazali się trzej czarni młodzieńcy, którzy wypędzali
                    każdego z góry. Panny od tej pory nikt już nie widział. (spisał Max Toeppen)
                      • Gość: tralala Re: Baśń mazurska - o Złotych Górach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 21:36
                        Tak, masz rację Rito, ta baśń jest bardzo podobna do Niewybawionej Księżniczki,
                        ale czy Księzniczka była z Nidzicy? Tego nie wiem. Złotego Góry - sama nazwa
                        pobudzała wyobraźnię. Mam tu kolejne podanie, tym razem z elementami horroru:
                        Inna baśń o Złotych Górach koło Nidzicy
                        W Złotej Górze widać dół, który sięga podobno niezmiernie głęboko jak jaskinia.
                        Starz ludzie mówią, że kiedyś z takich jam wydobywano siarkę. Pastuszkowie z
                        ciekawości spuszczali do tych dołów i jam powrozy i drągi; kiedy je wyciągali z
                        powrotem na powierzchnię, zawsze koniec był oderwany.
                        Inni twierdzą, że w takich przypadkach do ich drągów lub powrozów były
                        przywiązane złote monety. Dlatego któregoś razu spuścili na powrozie czapkę i
                        ją również wyciągnęli wypełnioną sztukami złota. Wtedy jeden z nich -
                        najodważniejszy - kazał się towarzyszom spuścić w dół na powrozie; ale nie
                        wyszło mu to na dobre. Kiedy towarzysze go wyciągneli, znaleźli wprawdzie jego
                        czapkę pełną złota, lecz on sam nie miał głowy!
                        Można by rzec, że odważny czasem traci głowę, i to dosłownie.
                        • rita100 Re: Baśń o Warmii 12.09.05, 21:51
                          hehe, bajka z morałem - a ja taką mam
                          www.poganin.most.org.pl/perkuns4/14.htm
                          napewno znasz, a ja pierwszy raz ją przeczytałam.
                          Warmia to piękna kobieta i dobra - milo sie czyta takie basnie.
                          Ciekawe co ocnacza slowo Warmia w ich gwarze ?
                          Czy tak jak Łyna oznacza Łanię
                          • Gość: tralala Re: Baśń o Warmii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.05, 22:12
                            A nie, tej baśni o Warmii nie znałam, więc za nią dziękuję. A samo słowo Warmia
                            pochodzi od nazwy pruskiego plemienia Warmów. Za to skąd wzięła się ta nazwa -
                            cóż, są dwie teorie: albo od słowa 'trzmiel' (litewskie warmai, a Prusowie to
                            tak jak Litwini ludy bałtyckie), albo od koloru czerwonego (pruskie wormyan),
                            bo takiego koloru była ziemia, którą Warmowie zamieszkiwali - okolice
                            dzisiejszego Braniewa. Niemiecka nazwa Warmii, Ermland, kojarzy mi się ze
                            szmaragdową krainą (angielskie emerald), ale pewnie nie mam racji.
                              • rita100 Re: Bez smyka - nie muzyka ! Baba 13.09.05, 20:32
                                Baba - taniec

                                To był chyba najbardziej znany taniec . Tańczono go na wszystkich zabawach.
                                Tańczono ją cięzko i niezbyt szybko. Krko był taki "kulawy z bukaniem". Krokom
                                towarzyszyły przesadne kiwanie się z boku na bok. Taka parodia niezdarnego
                                chodu wiejskiego. Dlatego taniec ten nazwano babą lub babuleńką. Idzie baba
                                drogą i tupie ;)

                                Na Warmii śpiewano:
                                Miała baba łysa krowa,
                                Wygnała jo do wongroda,
                                To wej mosz, to wej mosz,
                                Czemu prędzej nie przyliz.
                                Idzie Maciek sobie drogą.
                                A Maćkowa tup, tup nogą:
                                Maćku stój, Maćku stój,
                                Niech obaczę loncek twój.

                                Na Mazurach śpiewano:

                                Miała baba łysa krowa,
                                Wygnała ją do wongroda;
                                A ty Jaśku, paś że mi ją,
                                Dam ci jajko na ziliją.

    • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.05, 21:10
      Wywodzący się z mazurskiego Pisza Gustaw Gizewiusz (1810-1848) związał swoje
      dojrzałe, krótkie życie z polską parafią ewangelicką w Ostródzie. Pracował tam
      zaledwie 13 lat, ale był to okres niezmiernie twórczy. Młody kaznodzieja bardzo
      szybko zyskał zaufanie swoich parafian, co ułatwiło mu zbieranie pieśni
      ludowych. W latach 1836-1840 dokonał zapisów terenowych w okolicy Ostródy.
      Zebrany materiał słowny, a w niewielkim zakresie także muzyczny (Gizewiusz
      spisywał melodie pieśni ze słuchu), zawarł w rękopisie Pieśni ludu znad górnej
      Drwęcy w parafiach Ostródzkiej i Kraplewskiej zbierane w 1836 do 1840-go roku
      przez X. G.G. Dziś pierwsza z nich:

      'Spod boru borowin jedzie'

      Spod boru borowin jedzie,
      Sznorowane drzewko wiezie,
      Oj wieźeć go nie wieźący
      Swym koniczkom folgujący.

      I przyjechał do miasteczka,
      I ustał ci śród ryneczka.
      Obejrzał się po słoneczku,
      Ujrzał dziewczę w okieneczku.

      Ach mój Boże dajże mi ją,
      Tę dziewczynę, tę jedyną.
      [A chceszże mę Kasileczku]
      Dałbym za nią cztery konie
      Sto talarków, sto czerwone.

      Ona rada usłyszała,
      Na kucharza zawołała:
      Wstań kucharzu, szykuj obiad!
      Będzie u nos borowin jadł!
      • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 14.09.05, 21:22
        Ks, Gizewiusz - to wielka postać.
        Dlatego też badacze podkreślają, że jego zbieractwo było świadomą działalnością
        kulturalną, a wynikało z szacunku dla autentyzmu i walorów twórczości ludowej.
        Wiele pieśni, które zebrał Gizewiusz, od lat są znane i śpiewane w różnych
        regionach. Sądząc zaś po tym, iż są w nich odwołania do Krakowa, Gdańska,
        Torunia, itp., można założyć, że z różnych miejsc i regionów na Mazury pruskie
        przywędrowały. Rzeczą istotną jest, że w latach trzydziestych XIX wieku były
        znane i śpiewane w okolicach Ostródy! Że zapisane zostały w Kraplewie! Żaden
        miłośnik folkloru polskiego w pierwszej połowie XIX wieku w taki sposób jak
        Gizewiusz nie podchodził do pieśni. Może jeszcze Józef Lompa na Śląsku, z
        którym ostródzki pastor utrzymywał zresztą kontakty.

        A mowią : z kim sie zadajesz takim sie stajesz, dzieki tym zapisom i współpracy
        mamy ciągłość kultury i folkloru.
        Jeszcze jakby bylo mp3 to i wysłuchac moznaby bylo :)
        Tak Gizewiszowi nalezy sie specjalny wpis za taką twórczość.
        www.luteranie.pl/diec.mazurska/pl/biuletyn/Gizewiusz.htm
        • rita100 Re: Nie sadajta na ławach :) 15.09.05, 21:10
          Jeszcze potańcujmy. A wiesz Tralala, że wymyślano też pieśni ośmieszające
          sąsiadów, mieszkańców innej wioski czy regionu. Warmiacy ośmieszali Mazurów,
          śpiewając pieśń - A jestem ci ja Mazur bogaty - stanowiącą drwinę z nedzy
          Mazurów. Podobnie żartowano z mieszkańców warmińskiej wioski Gryźliny:

          Na gryźlińskim polu
          stoi kierz kąkolu,
          gryźlińskie chlopaki
          świniom tylko golą.
          • rita100 Re: Oj, biedaż nam :) 16.09.05, 19:45
            Na Warmii i Mazurach zachowały się też sporo pieśni o zdecydowanie
            antyniemieckiej wymowie, chociaż napewno były też pieśni o antypolskiej
            wymowie, niestety tych napewno nie znajdziemy, a przecież powinny należeć do
            dziedzictwa kulturowego, bo taki był nasz region.
            To raczej były pieśni osmieszające Niemców i ich chareakter i mowę jak z
            odwrotnej strony podobny styl.

            Jedną taką pieśń przytoczę, bo i takie były :)

            Oj, biedaż nam, Mazury, jako nigdy nie było,
            Niemcze drą nasz ze skóry, o czym nam się nie szniło.
            Bo któż by się spodziewał albo się o to starał,
            Jak się Bóg tak rozgniewał, aż nas Niemcem ukarał.

            Ni rozumu, ni sprawy, bo co z Niemczem za mowa,
            Ni z nim żadnej zabawy, bo sam siedzi jak sowa.
            Tylko dybie na człeka, gdyby jastrząb na kury,
            Niemiecka to opieka, odrzeć człeka ze skóry. :)

            Tralala, czy znasz jakiś utwór osmieszający Polaków - powinniśmy być
            sprawidliwi ;)))


            • Gość: tralala Re: Oj, biedaż nam :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 20:49
              Oj nie przypuszczam, żeby wierszyki ośmieszające Polaków zostały przetłumaczone
              na język polski. Nie chcę wywoływać wilka z lasu i zastanawiać się głośno kto
              mógłby takie wierszyki lub piosenki przytoczyć. Za to z wielu przekazów wynika,
              że Niemcy przyjeżdżający do Prus Wschodnich często traktowali z wyższością
              Mazurów - znane jest powiedzenie 'gdzie kończy się kultura, tam znajdziesz
              Mazura'. Raził ich nawet tradycyjny kożuch mazurskiego chłopa:
              'Mieszkaniec Prus Wschodnich z serca i z ducha
              Do Wniebowstąpienia nie zdejmie kożucha,
              A jeśli mu jeszcze większa mądrość dana
              Włoży go z powrotem na świętego Jana.'
        • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 20:52
          Urodzony w Piszu Gizewiusz, gimnazjum ukończył w Ełku, gdzie opanował literacki
          jezyk polski. Naukę kontynuował na uniwersytecie w Królewcu i w seminarium
          polskim w tym samym mieście. Swoboda, z jaką operował jezykiem polskim
          sprawiła, że po wygłoszeniu kazania wygrał konkurs na stanowisko kaznodziei w
          ewangelickiej parafii w Ostródzie. (Ze wstępu do Pieśni ludu znad górnej
          Drwęcy, Z. Rondomańska)



          Na ostródzkim polu koscioł murowany

          Na ostródzkim polu
          Koscioł murowany,
          A któż go murował?
          Jasieczek kochany.
          A w tym kosciołecku
          Zaksciały nałyki. (zakwitły goździki)
          Zaprzągaj, zakładaj
          Te gniade koniki.
          Jakże ja zaprządz mam,
          Kiedy targają.
          Cieżki zal dziewczynie,
          Kiedy jej slub dają.
          Poszła do kosciołka,
          Ustała za drzwiami,
          Co spojrzy po pannach,
          Zaleje się łzami.
          Dobrze wam panienki
          W tych wiankach będący,
          A mnie źle, niedobrze,
          Na was patrzący.
          Wyszła z kosciołeczka,
          Juźci nie dzieweczka.
          Ze złota, ze śrebra
          Na głowie myceczka.
          • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 16.09.05, 21:02
            cos takiego też znalazłam, napisał ktoś z Ełku

            Fryderyk Karol August Dewischeit (1805 - 1884) był nauczycielem w gimnazjum w
            Ełku, a później dyrektorem progimnazjum w Olsztynku. Jego tytułem do chwały
            jest poezja, a konkretnie zbiór wierszy "Wild flutet der see", skad pochodzi
            wiersz "Pieśń mazurska", traktowany przez wiele lat jako hymn mazurski. W
            okresie międzywojennym pieśń została przetłumaczona na język polski:
            Wśród modrych fal
            łódka rybaka pomyka się w dal
            i pruje wody czystą toń
            mazurska krzepka dłoń.
            Gdy jednak burzy rozhuczy się grzmot
            przyspiesza łódka, szybuje jak grot
            przez rozszalałych fali splot.
            Ojczyzna to nasza, te wody i las
            Niech żyją Mazury, ten kraj pełen kras!
            itp.
            Tłumaczenie nie jest najlepsze, ale jedyne jak dotąd. Dewischeit został prawie
            kompletnie zapomniany. Jedynie w Giżycku (zdaje się, że z inicjatywy Gerssa)
            postawiono mu ów kamień pamiątkowy. Zresztą rybacy mazurscy, którzy nie bardzo
            wiedzieli kto to jest zacz, traktowali pomniczek jako kamień ku pamięci tych,
            których pochłonęły Mamry i kiedy przepływali obok zdejmowali zawsze czapki.
            • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.05, 21:15
              Bardzo ładna była ta tradycja giżyckich rybaków. Ciekawe, czy ten pomniczek
              uchował się do dziś? Ja natomiast znalazłam hymn niemieckojęzycznych Warmiaków.
              Polscy śpiewali 'O Warmio moja miła' a niemieccy 'Moją Warmię pragnę czcić, jak
              długo będę żyć' Po niemiecku: 'Mein Ermland will ich ehren, so lang ich leb und
              bin'. Tak samo jednak zaczynała się pieśń mieszkańców dzielnicy Westfalii -
              Emsland. Nie wiadomo, kto był pierwszy.
              • rita100 Re: relaks :) 16.09.05, 21:45
                media.putfile.com/kulali_bala

                to też biesiada, biesiada ślaska - , a piosenka o obaleniu flaszeczki z
                gorzałeczką - to tak , dla relaksu , bo wiesz Tralala, Ty mi wlozyłas dużo
                wiedzy, bardzo dużo i jestem taka dumna.
                Posłuchaj i posmiej się trochę , należy nam się to za prace.

                Ale te Baby pruskie to stają się mi oczkiem w glowie :)
            • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.05, 22:02
              Tak mi się zdawało, że już tę mazurską pieśń widziałam, i proszę - znalazłam, w
              dodatku po niemiecku. Ci, którzy znają ten język będą mogli porównać ja z
              tłumaczniem. Ja mogę tylko z pewnym zdumieniem spojrzeć na ostatnie linijki -
              Masovialand to Mazury? W takim razie Mazowsze to jak?

              aus Ostpreußen, Friedrich Dewischeit

              Wild flutet der See
              Drauf schaukelt der Fischer den schwankenden Kahn.
              Schaum wälzt er wie Schnee
              Von grausiger Mitte zum Ufer hinan.
              Wild fluten die Wogen auf Vaterlands Seen,
              Wie schön o tragt mich auf Spiegeln zu Hügeln, Masovias Seen!
              Masovialand, mein Heimatland,
              Masovia lebe, mein Vaterland!
              Masovialand, mein Heimatland,
              Masovia lebe, mein Vaterland!
                  • rita100 Re: Friedrich Dewischeit 19.09.05, 20:55
                    Oj, ja tez musze sie zglosić do okulisty, za dużo czytam jak nie w realu to
                    przed monitorem - powiem Ci w sekrescie, że chyba najwazniejszy jest wzrok, a
                    ja tak zaniedbuję i ciągle nie mam czasu.
                    Teraz niespodzinka , sliczna legenda.
                    • rita100 Re: Baśń mazurska "Titelitury" 19.09.05, 20:56
                      Baśń mazurska "Titelitury"
                      Tralala , znalazłam baśń Karola Małłka , tak mi się spodobała, że w biesiadzie
                      musi sobie znaleź miejsce - czytaj :)Świetnie napisana.
                      Dawno nad psieknym jeziorem, niedzy borami, na duzy górze stojał psiękny zamek.
                      W tem zamku siedział psiękny ksioze. Ocy niał duze, włosy złote, a gębulka to
                      jek scerne kszesite mleko. Smutny on był zawdy, bo ni mogł znaleźć psiękny
                      zony. Jednego razu wyjechał ksioze na psięknym bronaku w okolice boru. Tam
                      stojała mała uboga chatka. Dźwierze były otworzone, a w sieni siedziała
                      ślicniuchna dziewecka i przędła na kolowrotku. Macocha ji bardzo nie lubziła.
                      Jek macocha poniarkowała, że ksioze ji sie tak przygląda, poceła mu jo
                      wychwalać, ze ona ze słomy złoto przędzie. Ksioze posłuchał staro macoche i
                      ozeniuł się z dziewecko. Młoda esce lepsi wypsiękniała, jek została ksiezno, bo
                      tez kzioze jo bardzo najrzał. Pewnego razu przybacyło sie księciu o złoty
                      przędzy. Kazał zawołać na zamek wsystkie prządki, zeby jech księzna złota
                      prząść naucyła.
                      Poceła się ksiezna martsieć. Ale od razu ukazał się mały potworek zza komina i
                      pyta sie: "Cemuś taka smętna, ślicna pani". I opoziedziała mu o wsistkiem.
                      Potworek, chtórego nas lud nazywa kołobogiem albo kobutem, odpoziedział
                      ji: "Nie martw sie, ja ci pomogę. Dam ci cudowne rękaicki. Jek przość będzies,
                      to złote nici snuć będzies. Eno jedno mi przyrzeknies. Jek jutro do ciebzie
                      przyńde, a mojego imnienia nie zgodnies, to zostaniesz mojo zona." Księzna ze
                      smutkiem zgodziła sie. Pani ze smutkiem zasiadła do kołowrotka, wdziała złote
                      rękaicki, a z pod ji palców wychodziły nitki scerozłote. Ksioze temcasem buł w
                      lesie na polowaniu. Od razu wsłysał prześlicny śpsiew ptaska.

                      Niechaj zadźwienco ptasiąt kapele,
                      toć ci to jutro moje wesele.
                      W tym oto starym zamcystym dworze,
                      tus przy okienku w mrocnej komorze.
                      Moja tam siedzi obluzienica,
                      swym kunstem wsystkie prządki zachwyca.
                      Ze słomy nić snuje scerozłoto,
                      prządki wtórujo i baśnie ploto.
                      Lec serce pani krwawzi rana,
                      boć nie wie przecie, jekie me mniano.
                      Titelitury, Titelitury,
                      słuchajcie lasy, jeziora , góry.
                      Wsak nie odgadnie tego ma pani,
                      i bziało rącke odda mi w dani.
                      Niech wzięc zadźwięco ptasiąt kapele,
                      boć jutro, jutro moje wesele.

                      Ksioze zdziwiuł sie mocno i zapanientał dobrze cało psiosenke. A jek wróciuł do
                      domu, to opoziedział wsystko swoji zonie. A jek zobacuł tyle złota, kazał
                      zrobzić wielki bal. Nazajutrz przysed mały potworek i pyta sie ksiezny o jego
                      imnie. A ona na to:"Titelitury ty sie nazywas" i jekby psiorun trzas, kobut
                      uciekł przez konin, zerwał cały dach zamkowy i uciekł. Od tego casu juz go
                      ksiezna nie zidziała, ale przez całe życie przędła złoto, a ksionze jo esce
                      lepsiej najrzał niz przedtem.

                      • Gość: tralala Re: Baśń mazurska "Titelitury" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 21:20
                        O co ja widzę, to Titelitury był kłobukiem )) A ja zawsze myślałam, że to baśń
                        angielska. Ale to nic, baśnie należą do wszystkich i nie potrzebują paszportów,
                        a Karol Małłek bardzo pięknie podał ją po naszamu. Dziś już się nie pomylę,
                        przetarłam okulary i zaraz wkleję kolejną pieśń znad Drwęcy - zaczyna się ciąg
                        piosenek o wojence. To też, niestety, częsty wątek ludowej twórczości. Może
                        trzeba o tym wspomnieć w Ziomecce?
                        • rita100 Re: Baśń mazurska "Titelitury" 19.09.05, 21:25
                          a o której wojence ?
                          Wiesz , ze od Średniowiecza te wojenki ze sobą wojowały :)
                          Ta I wojna była ciekawa , szczególnie w Olsztynie. Ale piesni o wojence jeszcze
                          nie spotkalam . Milo bedzie posłuchać :)
                          • Gość: tralala O wtargnięciu Tatarskiem do Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 20:10
                            Z wielu wojen i wojenek, chyba najdłużej zapadł w ludowej najazd Tatarów w
                            drugiej poł. XVIIw. Przykładem niezwykle długa pieśń (41 zwrotek - ale bez
                            obaw, nie wkleję całej!), a także wiele nazw i legend, np. o Tatarskim Kamieniu
                            koło zamku w Nidzicy. A kto tych Tatarów tu nasłał? Kto wie?

                            O wtargnięciu Tatrskiem do Prus w roku 1676
                            1. Ojczyzno tęskliwa, zalewaj się łzami – wspomnijcie, Prusacy! Co się działo z
                            wami – w roku tysiąc sześćset pięćdziesiątym szóstym – kiedy różne wojska
                            leżały jak mostem.
                            2. Naród nieznajomy jak orzeł przyleciał – z pogańskich krain, wszystko poźrzeć
                            zechciał: - w niewinne granice niespodzianie wkroczył – bystrym koniem na nie
                            gromadnie przyskoczył.
                            3. Tam wsie, domy, zboża i gumna palili – poniekąd kościoły w popiół obrócili:
                            szaty, koni sobie i pieniądze zbiwszy – tylko szczerą nędzę w Prusiech
                            zostawiwszy.
                            4. Okrutnie na ten czas Tatar postępował – będzie się temu świat potomny
                            dziwował – bo tego od wieku nie było słuchano – owa się tych czasów nigdy nie
                            spodziano.
                            5. Ach, niestetyż! Teraz synowie doznali – o czem ich przodkowie nigdy nie
                            słychali; - przed strachem niezmiernym serce im drętwiało – okrutniki widzący
                            zgoła się pękało.
                            6. Tatar lud mizerny jak szalony gonił – że przed okrutnikiem rzadko się kto
                            schronił – wszystkie pola, chrusty, lasy spiegowali – kryjących się wszędzie w
                            jadzie swym szukali.

                            Coś jakby w konwencji pieśni dziadów proszalnych z Częstochowy. Muszę teraz
                            znikać, bo jak nie skończę pracy na jutro, to spotka mnie los nie lepszy niż
                            Mazurów wziętych w jasyr. Dobranoc, Rito.
                              • Gość: tralala Re: O wtargnięciu Tatarskiem do Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 20:54
                                A necroskop88 przypadkiem (o ile w życiu zdarzają się przypadki) podsunął
                                podpowiedź na stronie o pałacu Branickich w Białymstoku. To czasy Potopu,
                                romatycznej historii Andrzeja Kmicica vel Babinicza i Oleńki i okrutnej
                                wojenki. A elektor pruski, nawet jeśli nie w formalnym sojuszu, wspierał wojska
                                Szwedów. Hmm, no to kto mógł tak spustoszyć mazurskie ziemie ;)
                                • Gość: tralala Re: O wtargnięciu Tatarskiem do Prus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:24
                                  Masz ci los - sama zadałam pytanie i sama muszę na nie odpowiedzieć:
                                  W połowie XVII w. Prusy Książęce przeżyły najazd tatarski. Rzeczpospolita,
                                  będąca w stanie wojny ze Szwecją, chcąc ukarać brandenburskiego lennika,
                                  wspomagającego wojska Karola X Gustawa, wysłała w kierunku Prus Książęcych
                                  odddziały polsko-litewsko-tatarskie, dowodzone przez hetmana Wincentego
                                  Gosiewskiego. Po rozbiciu pod Prostkami wojsk brandenburskich Tatarzy uderzyli
                                  na bezbronne mazurskie miasteczka i wsie. W latach 1656 i 1657 dwukrotnie
                                  najechali Mazury, spalili dziewięć miast i ponad dwieście wsi, 34 tysiące ludzi
                                  wzięli w jasyr, tysiące zabili. Prawie równocześnie z najazdem Tatarów
                                  mieszkańców Prus Książęcych dotknęły zaraza i głód; podobno na Mazurach zmarło
                                  ponad 80 000 ludzi, a wiele wsi na zawsze zniknęło z powierzchni ziemi.
                                  Takie to były czasy, że nie sposób powiedzieć - a którzy to nasi?
          • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.05, 21:25
            Młody Gustaw Gizewiusz chętnie sięgał po polską literaturę romantyczną, po
            wiersze Adama Mickiewicza. Przesiąknięty ideą romantyczną, w ludzie mazurskim
            widział jedynego opiekuna przeszłego dorobku kulturowego, strażnika mowy i
            obyczaju polskiego. Postanowił zatem stanąc w jego obronie (Ze wstępu do Pieśni
            ludu znad górnej Drwęcy, Z. Rondomańska)

            Za oną góreczką

            Za oną góreczką zaszło tam słoneczko,
            Gdzie ja się rozstawam ze swą kochaneczką.

            O mój kochaneczku, kochaj ty mie szczerze,
            Niźli cię zabierzą na wojnę żołnierze.

            Abo czę zabiją, albo czę powieszą.
            Albo cię te ptaszki po polu rozniosą.

            Dudni woda, dudni, spod dębowej studni.
            Zakochać się łatwiej, ale rozstać trudniej.

            Dudni woda, dudni, spod dębowego mostu.
            Mam ci ja kochanka niedużego wzrostu.

            (Dlaczego 'Mam ja ci kochanka niedużego wzrostu'? Nie pójdzie na wojnę, czy co?
            A może, co nie daj Bóg, spoczywa już w mogiłce?)
            • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 20.09.05, 21:27
              Za oną góreczką

              Za oną góreczką zaszło tam słoneczko,
              Gdzie ja się rozstawam ze swą kochaneczką.

              O mój kochaneczku, kochaj ty mie szczerze,
              Niźli cię zabierzą na wojnę żołnierze.

              Abo czę zabiją, albo czę powieszą.
              Albo cię te ptaszki po polu rozniosą.

              Dudni woda, dudni, spod dębowej studni.
              Zakochać się łatwiej, ale rozstać trudniej.

              Dudni woda, dudni, spod dębowego mostu.
              Mam ci ja kochanka niedużego wzrostu.

              (Dlaczego 'Mam ja ci kochanka niedużego wzrostu'? Nie pójdzie na wojnę, czy co?
              A może, co nie daj Bóg, spoczywa już w mogiłce?)

              Popatrz Tralala - na poczatku pisze , ze muszą sie rozstać - czyli idzie na
              wojne, chyba chodzi o to , że jednak krotko trwała ta milość i kochaneczek jest
              już malutki, bo wiesz jak po smierci jest - czlowieka ubywa , więc o to chyba
              chodzi, że już go nie ma. Biedne te Warmianki były , ciagle wojny, a one
              samiutkie.Dlatego te Baby pruskie maja smutne miny. Ciekawe czy jest jakaś
              legenda , że kobiety obroniły miasto Olsztyn jak na Ślasku i to miejsce jest do
              dziś swięte.
              • rita100 Re: Legenda o starym ojcu i trzech córkach. 21.09.05, 20:32
                Legenda o starym ojcu i trzech córkach.

                Mnioł jeden 'ojciec trzi córy.
                Nie ziedział, co mnioł dać który.
                Jek ta phierszo wydawoł,
                Trzi tysiące jej dawoł.
                "Tu mosz, córulu, daje ci,
                Nie zabocz ty mnie do śnierci".
                Jek ta drugo wydawoł,
                Dwa tysiące jej dawoł.
                Jek ta trzecio wydawoł,
                Zielony zionek (wianek) jej dawoł.
                Jek ten 'ojciec buł stary,
                Trzimał przy pchiecu swe bary.
                Poszed do ty pehierszy i płakoł,
                Smutnie, żałośnie narzekoł.
                "Kiedy nie możecie nic robzić,
                Idźcie sie lepsi poziesić".
                Poszed do ty drugi i płakoł,
                Smutnie, żałosnie narzekoł.
                Jek córka 'ojca 'ujrzała
                Zaraz mu kija podała.
                "Kiedy ni możecie nic robzić,
                Idźcie sie lepsi z psami bzić".
                Poszed do ty trzeci i płakoł,
                Smutnie, żałośnie narzekoł.
                Jek córka 'ojca 'ujrzała,
                Zaroz mu chleba podała.
                "Tu mocie, 'ojcze, i jedzcie,
                I moje dzieci kołyszcie.
                Naszo matula w grobzie spsi,
                Naszego głosu nie słyszy,
                A nasz 'ojczulek staruchny,
                Jek gołąbeczek siziuchny".

                Tralala, ładny ten wiersz, bardzo mi sie podoba. Wydeklamował go Dybowski z wsi
                Arżyny. pow. Szczytno w roku 1950, kiedy to spisywali studenci twórczość tej
                ziemi. Bardzo szkoda, że w tych czasach tego tematu nie mogli rozwinąć głebiej,
                bo wiesz, oni napewno tylko zdobywali tą polską twórczość, zapominając o
                twórczosci wcześniejszej czyli wielokulturowej. W tym czasie mogli zamieścić
                tylko to co mogli. Szkoda. Teraz to jest o 50 lat za późno, teraz to można je
                tylko szukać na innych terenach.

                • Gość: tralala Re: Legenda o starym ojcu i trzech córkach. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 21:56
                  Ciekawe, że tak czesto w baśniach spotyka się trzy siostry albo trzech braci. I
                  w dodatku zwykle to najmłodszy brat lub najmłodsza siostra okazują się dobrzy,
                  albo spotyka ich szczęście, albo jedno i drugie. Co na to starsze rodzeństwo?
                  Czytałam taką bajkę, w której najstarsza córka nie chciała pomóc starej matce,
                  bo zajęta była tkaniem - zamieniła się w pająka; średnia odmówiła bo właśnie
                  myła misy - zamieniła się w żółwia; a najmłodsza, choć właśnie robiła słodkie
                  ciasto, od razu pobiegła z pomocą, nie wycierając nawet rąk. Żyła potem długie
                  lata, a kiedy zmarła - zamieniła się w pszczołę, i już zawsze miała na rękach
                  słodki miód. Dobrej nocy :)
              • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.05, 21:57
                Gizewiusz jest przykładem działacza regionalnego, który osamotniony z powodu
                braku polskiej inteligencji zwiał na swoje barki różnorodne działania. Zajmował
                się działalnością społezną, literacką, translatorską, redakcyjną, wydawniczą,
                twórczą oraz zbieractwem folkloru mazurskiego. Domagając się utrzymania języka
                polskiego w szkole, wydając polskie książki, badając stan języka polskiego na
                Mazurach, Gizewiusz sprzeciwiał się germanizacji. Wywoływało to oostre napaści
                ze strony germanofilów, a nawet procesy dyscyplinarne wytaczane przez władze
                kościelne. Nie poddawał się jednak i realizował kolejne zadania.
                (Ze wstępu do Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, Z. Rondomańska)

                Powiadają ludzie, co wojna bedzie

                Powiadają ludzie, co wojna będzie.
                Nie jedna matka, nie jedna matka, syna pozbędzie.

                Nie płacz matko, nie płacz, na wojnę go trzeba.
                Nie będzie nic robił, nie będzie nic robił, będzie miał dość chleba.

                Na konika siada, nóżka we strzemieniu,
                O mój najmilejszy, o mój najmilejszy, bacz o mem imieniu.

                Na ostrodzkim polu stoi biały łabędź
                O mój najmileszy, o mój najmilejszy, miejze o mnie pamięć.
                • rita100 Re: Ziuśkaj, dziecię do wieczora 23.09.05, 20:23
                  Gizewiusz ma duże zasługi, ale mimo wszystko nie powinni jego imieniem nazywać
                  miasto o tradycjach warmińskich i na dodatek z własną odwieczną nazwą.
                  Nie wiem czy sam Gizewisz byłby z tego zadowolony .
                  Zobacz co jeszcze znalazłam :)

                  W procesie "upaidialnienia" postaci Smętka i kłobuka i wprowadzenia ich w
                  dziecięcą tradycję bajkowo- baśniową dalej jeszcze niż dotąd omówieni autorzy
                  poszedł Józef Jacek Rojek w Baśni o kłobuku psotniku77. Autor świadomie odwołał
                  się do tradycji literackiej, o czym świadczy dedykacja:

                  Kto czytał o skrzatach,
                  Krasnalach i elfach;
                  Kto słuchał koncertu
                  Świerszcza za kominem -
                  Niech pozna baśniowe
                  Swawole Kłobuka.

                  Koci-koci -łapki,
                  Pojédziam do babki,
                  Bábka da twáróżek,
                  A dziádek batóżek
                  I tubaczki różek (Olsztyn)
                  Z reguły notował Steffen kilka wariantów tego samego tekstu z różnych
                  miejscowości:

                  Koci-koci-łapki,
                  Pudziewa do bábki,
                  A łod bábki do grózka,
                  Dostaniewa twáróżka. (Butryny)

                  Powszechna w całej Polsce jest zabawa w podrzucanie dziecka na kolanach, ale na
                  Warmii towarzyszą jej oryginalne, chociaż wykazujące pewne podobieństwa
                  metryczne, rymowanki:

                  Jek pán jedzie po bruku
                  W łodrapanam kożuchu,
                  Sługa za niam, jek za panam:
                  Tak sugá, tak sugá, tak sugá. (Gietrzwałd)
                  lub:

                  Hopsa - wrona,
                  Hopsa - wrona,
                  Co po polu skacze,
                  Szurkom nic,
                  Szurkom nic,
                  Dziewczynom kołacze (Sząbruk)
                  Teksty dziecięcych piosenek nie weszły do antologii Maryny Okęckiej-Bromkowej
                  Śpiewa wiatr od jezior (1966), chociaż znalazły się w nim cztery kołysanki, ale
                  tylko dwie z nich można uznać za odpowiednie dla dzieci: Ziuśkaj, dziecię do
                  wieczora i Lulaj, lulaj do wieczora89, które są zresztą wariantami tej samej
                  kołysanki.

                  Gdzie byłem,
                  Zanim się urodziłem?
                  Gdzie jestem, gdy śnię?
                  Jak robi się cień?
                  (...)
                  Skąd przychodzą myśli?
                  W jakim celu serce stuka?
                  Co to jest sztuka?
                  (...)
                  Bóg istnieje, czy wymyślili go ludzie? -
                  Dlaczego moje pytania są głupie?
                  (Mam pytanie)
                  Mam pytanie - tytułowy wiersz zbioru to zarazem jego przesłanie. Czyż bowiem
                  pytania zadawane przez dzieci o sens i porządek świata zewnętrznego i
                  wewnętrznego są głupie? Czy też stawiane zarówno przez dziecko, jak i
                  dorosłych, od pierwszych lat życia aż do śmierci, nie wyrażają naturalnej
                  ludzkiej potrzeby (o której pisał znakomity polski psychiatra, Antoni
                  Kępiński)? Czy zatem zawarte w zbiorku wiersze przeznaczone są dla dzieci, a
                  raczej: czy tylko dla dzieci? Wprawdzie w większości utworów dziecięcy podmiot
                  liryczny wypowiada się w pierwszej osobie, jak w nawiązującym do formuły
                  wyliczanki Rzeźbiarzu czy Misiu, to inne wiersze skonstruowane są na zasadzie
                  odpowiedzi dorosłego podmiotu (ojca-poety) na pytania dziecka bądź na sytuacje
                  rodzinno-wychowawcze (Narzekał raz nudziarz, Nierycerz i rycerz) lub też
                  wypowiedzi skierowane wprost do dziecka, jak w wierszu Przedzimie:

                  Chodź tu
                  Zobacz, usłysz:
                  Na gałęziach świerków dwóch
                  Rośnie cisza - zimowy puch.
                  www.wbp.olsztyn.pl/bwm/3-4_04-ie/lit1.htm
                  • Gość: tralala Re: Ziuśkaj, dziecię do wieczora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 21:31
                    O, Gizewiusz byłby ostani, który by się zgodził na zmienianie nazw
                    miejscowości - przecież dla niego tradycja była bardzo ważna.
                    A te wierszyki 'podrzucanki' z Gietrzwałdu i Sząbruka bardzo fejne - jak ktoś
                    ma małe dzieci, to może wykorzystać. Ja pamiętam taką wersję, dziś może
                    politycznie niepoprawną:
                    Jedzie, jedzie pan, pan,
                    na koniku sam, sam,
                    a za panem chłop, chłop,
                    na koniku hop, hop,
                    a za chłopem Żyd, Żyd,
                    na koniku hyc, hyc,
                    a ze Żydem Żydóweczka,
                    pogubiła ??? - no i właśnie, nie pamiętam co, powinny być buciki, ale się nie
                    rymują :(
                    • rita100 Re: Ziuśkaj, dziecię do wieczora 24.09.05, 22:04
                      Jedzie, jedzie pan, pan,
                      na koniku sam, sam,
                      a za panem chłop, chłop,
                      na koniku hop, hop!

                      A za chłopem żyd, żyd,

                      na koniku hyc, hyc!

                      to jest wylicznka i tylko do tego momentu się ją wylicza ;)))
                      a jak jest dalej ?
                        • rita100 Re: Przekleństwa Mazurów 26.09.05, 20:56
                          Przekleństwa Mazurów

                          Bodajeś zgnił !
                          Bodaj cie gnijoła napudła !
                          Bodaj cie sto tyszięcy myszów pojadło !
                          Ty pokrako !
                          Ty krzywoniu !
                          Ty psiorunie !
                          Ty brzydaku !
                          Ty powsinogo !
                          Ty kracało !
                          Ty gramajdo !
                          Ty psiawełno !
                          Z ciebie je chłop jek z marchwi góźdź.

                          Karol Małłek

                          Jutro Tralala będzie legenda w/g Rymkiewicza, zobaczysz jaka fajna :)
                          • rita100 Re: Ledenda w/g Rymkiewicza 27.09.05, 21:32
                            Mam nadzieje , że przekleństwami mazurskimi się nie przejełas Tralala ? ;)

                            Ledenda w/g Rymkiewicza
                            Przed trzystu laty - tak mówi jedna z nadwigierskich legend- kucharz z
                            klasztoru kamedułów, tego, który stoi na cyplu nad jeziorem i w którym
                            mieszkają latem jacyś prominenci przysłani tu przez Ministerstwo Kultury -
                            więc ten kucharz, imieniem bodajże Barnaba, zapragnął uczestować braciszków
                            sieją, rybą niezwykle smaczną, ktora stąd, znad Wigier, wożono potem na carski
                            stół. Ale siei w Polsce wówczas nie było, więc kucharz zawarł z diabłem taki
                            oto pakt: sprzeda mu duszę i przez całą wieczność będzie się smażył na patelni
                            w piekle, za co diabeł dostarczy mu z Włoch żywą sieję.
                            - Prosze bardzo, dla mnie to drobiazg, już tam lecę.
                            A że jako diabeł istnieję nie tylko w czasie i przestrzeni, zatem będziesz miał
                            tę rybę nie jutro, nie za godzinę i nie za pięć minut, lecz w tej oto chwili,
                            zaraz wracam, arrivederci, mój miły Barnabo, głupia ofiaro diabelskich
                            podstępów.
                            - Wraca więc diabeł, leci nad Wigrami, niesie sieję w pysku, macha skrzydłami,
                            steruje ogonem. Ale sprytny kucharz wcale nie zamierzał piec się na patelni.
                            Wdrapał sie szybciutko na kościelną wieżę, chwycił za sznury i bach bach w
                            dzwony, dum dum i bach bum, poniosło sie nad jeziorem aż do Gawrychrydy.
                            Diabeł, tym bach bum przerażony, wypuścił sieję z pyska i uciekł w wieczne
                            teraz, żeby tylko nie słyszeć, jak pięknie dzwoni poświęcany metal.
                            No i stąd właśnie sieja jest w jeziorze, a kucharz, w nagrodę za oszustwo,
                            poszedł wprost do nieba. Diabeł jednak, wściekły, mści się teraz na ludziach i
                            co pewnien czas zaczyna w głębi jeziora wywracać koziołki, mąci i burzy wodę,
                            przewraca żaglówki i kajaki.
                            Ale kucharz jest w niebie, więc wszystko w porządku.
              • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 22:17
                Zaniedbałam ostatnio Gizewiusza, tak pracowitego. Wstyd, doprawdy. Dlatego dziś
                najdłuższa ze spisanych przez niego piosenek, z przesłaniem do rodziców
                dorosłych dzieci.


                Wszystkim ludziom jest świadomo,
                Innym bratom oznamiono,
                Zem dla siebie brutki pozbył, (brutka = panna młoda)
                A ktoż temu przypczyną był?

                Rodzice mnie to zrobili,
                Co mi ją brać zabronili,
                A my sobie przyślubili,
                Abym się nie opuscili.

                Ach, moj synu, tyś nasz jeden,
                Dlatego ty się z nią nie żeń,
                Boc ty możesz inszą dostać,
                A to się przy nas nie ma stać.

                Patrzaj synu, patrz w dobrości,
                Póki się nam złość nie wroci,
                Bym cię panom nie podali,
                Do więzienia wsadzić dali.

                Och, cóż ja mam więcej gadać?
                Do więzienia mię chcą wsadzać.
                Ach, cóz ja mam więcej mówić,
                Wolałbym był brutki nie mieć.

                Juz mię więcej nie frasujcie
                A tłomoczek mnie wyszykującie,
                Bo ja muszę w świat wędrować,
                Cudze strony przeświadować.

                I poszedł się z nią pożegnać,
                Że nie może z nią swoj ślub brać.
                Jak jej wziął ręce całować,
                Ona już nie mogła więcej gadać.

                Wy rodzice przykład bierzcie,
                A w tych sprawach nie zbraniajcie,
                Boć się dla was szkoda stanie,
                Widzysz ty sam, cha mój Panie.

                  • rita100 Re: Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa 28.09.05, 20:22
                    Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa - najciekawsza z tych legend, które
                    opowiada w swojej książce Aleksander Połujański - jest taka.
                    Nad jeziorem Szurpiły stał niegdyś zamek księcia litewskiego, zwany Surpiły,
                    Surpile albo Sunenpille. Książe miał czworo dzieci, trzech synów oraz córkę
                    imieniem Egle. Kim był ten ksiąze, nie wiadomo, ale przypuszcza się, że zamek
                    Surpile módł należeć niegdyś do księcia Erdziwiła. Wydaje się to jednak mało
                    prawdopodobne, bowiem Erdziwiłem lub Edywidem - był bratankiem Mendoga i w
                    połowie XIII wieku, po najeździe Batu-chana, odbudował zamek w Nowogródku.
                    Pewnego dnia córka, niech będzie Erdwiła kąpała się w jeziorze Szurpiły. Z
                    głębiny wynurzył się wtedy wielki, czarny wąż i zażądał - mówił ludzkim głosem -
                    by księzniczka została jego żoną. Egle popłyneła szybko do brzegu, ale wąż
                    dogonił ją, oplątał się wokół jej rąk i nóg, i powiedział :
                    - W moim pałacu, który jest o tu, pod nenufarami, szczupaki i sumy ścielą już
                    nasze małżeńskie łoże.
                    Lękając się, że wąż ją utopi, księżniczka zgodziła się na małżeństwo. Po kilku
                    dniach odbył się w zamki Erwiła ślub tej paty. Wąż na czas zaślubin przybrał
                    postać ludzką i okazał sie bardzo bardzo przystojnym młodzieńcem. Erdwił,
                    ojciec Egle nie wiedział. że ten przystojny mlodzieniec ma pokrewieństwo z
                    bogami Litwy.
                    Ten przystojny mlodzieniec był bogiem tutejszych jezior i nazywał się Żaltis.
                    Po ślubie młoda para dokądś odjechała, a dokąd tego Erdwił i jego synowie nie
                    wiedzieli. Przez piętnaście lat mieszkańy zamku nie mieli od Egle żadnej
                    wiadomości.
                    Po piętnastu latach Egle nagle zjawia się w zamku, przyprowadzając ze sobą
                    troje dzieci: dwóch synów i córkę. Erdwił już nie żył, zamek należał do jego
                    trzech synów. Księzniczka - a teraz już bogini litewskich jezior - przez te
                    piętnaście lat mieszkała, jak się okazało, w sąsiedzwie braci, na dnie jeziora
                    Szurpiły, w pałacu pod nenufarami. Święty wąż obdarzył ją nieśmiertelnością,
                    ale w zamian zażądał przyrzeczenia, że żona nigdy go nie opuści. Egle, choć
                    niesmiertelna, tęskniła jednak za śmiertelnymi ludźmi i przez piętnaście lat
                    każdego dnia błagała męża, aby pozwolił jej odwiedzić braci. Żaltis wreszcie
                    się na to zgodził. Wiedział zresztą , że żona go kocha, nie obawiał się więc,
                    że nie zechce wrócić do pałacu na dnie jeziora. Musiał jednak mieć złe
                    przeczucia, bowiem, kiedy się rozstawali, polecił jej, aby - gdy będzie wracała
                    i stanie na brzegu jeziora - wypowiedziała słowa :
                    - "Mężu mój, żona cię woła; jeśliś żywy, wypłyń w pianie mleczne; jeśli nie
                    żyjesz, pokaż się krwią na wodzie".
                    cdn
                    • rita100 Re: Legenda o wielkiej miłości Egle i Żaltisa 28.09.05, 20:24
                      Trzej bracia Egle nie uważali jednak związku siostry z boskim wężem za
                      korzystny dla siebie. Dlatego, to też nie jest jasne. Może uważali, że dobrze
                      by było wydać siostrę za jakiegoś innego, potężniejszego boga ?
                      No więc, kiedy Egle zaczeła sie nudzić między śmiertelnymi ludźmi i postanowiła
                      wrócić do nieśmiertelnego męża, bracia zdecydowali ,że zabiją Żaltisa, a
                      siostrę zatrzymają w zamku. Egle nie powiedziała i nie zdradziła tajemnicy
                      wywołania świętego węża, ale córeczka Egle postraszona przez siostrzeńców
                      zdradziła słowa, ktore miała wypowiedzieć matka wracając do pałacu na dnie
                      jeziora.
                      Bracia Egle poszli nad wodę, wezwali Żaltisa - " jeśliś żyw, wypłyń w pianie
                      mlecznej" - a kiedy boski wąż wynurzył się z wody, pocieli go na kawałki
                      kosami. Legenda kończy sie sie tym. że Egle, nie wiedząc, że Żaitis już nie
                      żyje, staje na brzegu jeziora i wypowiada zaklęcie, a wtedy woda burzy się i na
                      powierzchni ukazują się krwawe bąble. Starszy syn Egle i Żalttisa zostaje przez
                      bogów zamieniony w dąb, młodszy w jesion, a córka w osikę. Egle zaś bogowie
                      zamieniają w świerk, bowiem Litwini na świerk mówią egle.

                      Trochę długa , ale to ostatnia jaka podaje Rymkiewicz i na tym chyba jego
                      ksiązke skończyliśmy :)
                          • rita100 Re: Reklama Żydów Olsztynie 29.09.05, 20:31
                            "Gdzie to mieszka ten tani kupiec, co ma taki piękny towar nie tylko dla
                            żywych, ale i dla umarłych ?

                            Na soboty, do roboty,
                            Na niedziele na wesele,
                            Chustki po trzy trojaki
                            Kupią Niemce i Polaki,
                            Żydy i babtyści
                            Gospodarze , koloniści.

                            Nie potrzebujecie go daleko szukać, bo mieszka on w trzecim domu od starego
                            Lajbe, Rynek nr 30 i nazywa się Herrmann Frankenstein "

                            Gazeta Olsztyńska 1891 taką reklamę zamieszczała :)
                            • Gość: tralala Re: Reklama Żydów Olsztynie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 21:12
                              Świetna reklama, ale i bez reklamy Warmiacy lubili kupować u swoich żydowskich
                              kupców, bo można było się z nimi targować. A że po targowaniu cena bywał i tak
                              wyższa niż u innych kupców, to nic. I tak każdy był zadowolony - jak z
                              dzisiejszych promocji!
                              A co powiesz Rito o takim ogłoszeniu z Gazety Olsztyńskiej z 3 kwietnia 1895
                              'Jako stręczycielka poleca się panom gospodarzom teresa Grandzińska,
                              mieszkająca przy ulicy Młyńskiej nr 3.' Czy dzisiejsza Gazeta zamieściłaby taką
                              reklamę?
                              • rita100 Re: Reklama Żydów Olsztynie 30.09.05, 21:43
                                Gazety Olsztyńskiej z 3 kwietnia 1895
                                'Jako stręczycielka poleca się panom gospodarzom teresa Grandzińska,
                                mieszkająca przy ulicy Młyńskiej nr 3.' Czy dzisiejsza Gazeta zamieściłaby taką
                                reklamę?

                                hehe, myślisz , że wtenczas była większa wolność i wyrozumiałość ? ;)))
                                • Gość: tralala Re: Reklama Żydów Olsztynie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 22:06
                                  Tak też i sobie pomyślałam, dopóki nie doczytałam ogłoszenia do końca -
                                  'Chlebodawcom nastręczy parobków, dziewek służebnych, pasterzy, itd.' Nie
                                  tylko pomniki, ale i słowa mają swoje losy.
                                  jeszcze jedna reklama - bardzo na czasie, bo jesień już wchodzi drzwiami i
                                  oknami:
                                  M. Conitzer i Synowie, Olsztyn, Rynek 7. Wielki skład nowości na sezon jesienno-
                                  zimowy. Materyje na suknie każdego rodzaju, jedwabie, aksamity, pół-płaszcze,
                                  konfekcya damska dla dzieci, konfekcyja męzka, kapelusze i czapki, alzackie
                                  towary łokciowe, wyroby lniane, firany, dywany, kortyny, kołdry i pledy, kołdry
                                  stegnowane, rękawicki, krawaty, paski, gorsety, trykoty, spódniczki, halki,
                                  obuwie, szycie eleganckich ubrań męzkich podług miary pod przewodnictwem mego
                                  znakomitego przykrawacza (Gazeta Olsztyńska, 23 listopada 1907).
                                  Na jesienne smutki warto kupić sobie coś nowego - może pół-płaszcz aksamitny?
                                  • rita100 Re: Reklama Żydów Olsztynie 30.09.05, 22:22
                                    Widać jak na dłoni, że handelek w Olsztynie kwitł i miasto się rozwijało. Jest
                                    handelek są pieniądze. Była praca, no i te targi, jarmarki, zycie kwitło.
                                    Wtenczas to długie ogłoszenia zamieszczano - nie to co dziś - pamiętasz
                                    reklamę - Media Mark nie dla idiotów ;))))hehe
                  • Gość: tralala Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 20:56
                    Zaletki moje - tej piosenki chyba jeszcze nie było:
                    ‘Zaletki moje’ są jedną z siedmiu zaledwie piosenek, które Gizewiuszowi udało
                    się wydać drukiem za życia. Pojawiły się w 1839r. w leszczyńskim
                    czasopiśmie ‘Przyjaciel Ludu’, poprzedzone takim wstępem: ‘W Prusach Wsch.,
                    zwanych dawniej Książęcymi, na znacznej przestrzeni, mianowicie zaś w tych
                    okolicach, które z Mazowszem graniczą, przechował się dotąd język polski
                    pomiędzy ludem w całej swej czystości. Mówią tu i nawet piszą nim tu i ówdzie
                    wyższe stany, a duchowni nie mogą z ambony do ludu innym przemawiać językiem,
                    gdyżby nie byli zrozumiani.’ (Ze wstępu do Pieśni ludu znad górnej Drwęcy, Z.
                    Rondomańska)


                    Zaletki moje, na cóż mi wyszły

                    Zaletki moje, na cóz mi wyszły
                    Opuscił mnie mój najmilejszy,
                    A do innej myśli.

                    Choćci mię opuścił, ale we cnocie
                    Rozestalim się z mym
                    Najmilejszym jeszcze w pomiłości.

                    A ja nic nie dbam, bo inszego mam,
                    Jeno mi tego jeszcze z serca żal,
                    Co do mnie przymawiał.

                    Przychodził do mnie i namawiał mnie:
                    A ty moja najmilejza
                    Spuszczaj ty się na mnie.

                    Jam się spuszczała, bo on mnie kochał
                    W zycium tego bym nie myślała
                    Coby mę poniechał.

                    • rita100 Re: Pieśni znad Drwęcy - Gizewiusz 29.09.05, 21:09
                      Ta piosenka to zawsze jest aktualna i w dzisiejszych czasach. Te stare pieśni
                      mają swoją dusze i wdzięk, sa takie inne. A czy zauważyłaś Tralala, że
                      dziewczęta warmińskie mają smutne piesni i najczęście słowa o rozstaniu, o
                      tym , że chlopak albo nie może , albo porzuca dziewczynę i dziewczyny
                      warmińskie są smutne. Dlaczego ?
                      Ale teraz musze uciekać , wróciła córka z wakacji i dziś wyjątkowo wcześniej
                      wchodzi na komputer.
                      spokojnych snów
                      • rita100 Re: O to, córeńko, dziękuję, rynce i nogi całuje 30.09.05, 21:41
                        Buł jeden ojciec na świecie,
                        niał troje córy jak kwiecie.
                        A jek najstarsu wydawał,
                        to za ji wzianek trzysta dał.

                        A jek tu średniu wydawał,
                        to za ji wzianek dwasta dał.
                        A jek najmłodsu wydawał,
                        to za jej wzianek nic nie dał.

                        Wziuł ojciec jaske, sed po wsi
                        i pezysed do tyj najstarszy:
                        "O tu córeńko, tu mnie mas,
                        tu mnie do snirci dochowas".

                        Posła córeńka do młyna,
                        przyniosła ojcu kaninia.
                        "O nacie , sie tu utopcie,
                        a po moich progach nie chodźcie".

                        A na to ojciec zapłakał:
                        "Cego ja bzidny docekał".

                        Wziuł ojciec laske, sed po wsi
                        i zased do tyj średnijsy.
                        "O tu córeńko, tu mnie mas,
                        tu mnie do snirci dochowas".

                        Posła córeńka do woza,
                        przyniosła ojcu prowoza.
                        "Nacie , sie ojce powieście,
                        po mojich progach nie chodźcie".

                        Wziuł ojciec laske, sed po wsi
                        i zased do ty namłodsy.
                        "O tu córeńko, tu mnie mas,
                        tu mnie do snirci dochowas".

                        Posła córeńka do skrzyni,
                        psyniosła ojcu psiecyni:
                        "Nacie, sie 'ojce posilcie,
                        a moje dzieci kołysce".

                        "O to, córeńko, dziękuję,
                        rynce i nogi całuje".

                        Opowiedziała L.Wiśniewska, wieś Wiśniewo, pow. Ełk.


                        • rita100 Re: Tralala - pytanie :) 01.10.05, 20:26
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=708&w=29830675
                          zobacz, przyjeżdza osoba , ktora może znać trochę historii i folkloru. Czy może
                          dać znać komuś , kto tym się interesuje i chciałby spisać wspomnienia i
                          wrażenia. Jestem ciekawa jak Olsztyn odbierze ?
                          • Gość: tralala Re: Tralala - pytanie :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 21:14
                            Mało fortunny czas na zwiedzanie Olsztyna, który już odpoczywa po sezonie (((
                            Koncerty organowe w Katedrze skończyły się we wrześniu. Na zwiedzanie w ciągu
                            dnia, oprócz muzeum zamkowego, warto wybrać Domu Gazety Olsztyńskiej - dużo
                            zdjęć i pamiątek także z przedwojennego Olsztyna (ul. Targ Rybny 1). Miłe jest
                            także Muzeum Przyrody, ciągle mało znane. Mieści się w odremontowanym pałacyku
                            dawnego majątku na Nagórkach (ul Metalowa 5). Tyle za dnia. W piatek 11
                            października wieczorem jest koncert w filharmonii
                            www.filharmonia.olsztyn.pl/index1.php?id=4&idd=35
                            Nie wiem, czy nasza olsztynianka miałaby czas i ochotę na wspominkowe
                            spotkania. Ciekawe mogłoby być spotkanie ze studentami germanistyki - zawsze to
                            dobrze mieć kontakt z żywym językiem. Jednak w sobotę i niedzielę trudno by
                            było coś zorganizować, nie wiem czy jest też germanistyka zaoczna (Sekretariat
                            Filologii Germańskiej tel. (89) 524-63-45, tel./fax (89) 523-59-66,
                            e-mail: izam@human.uwm.edu.pl). Historią Prus bardzo intensywnie zajmuje się
                            Stowarzyszenie Borussia (Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa "Borussia"
                            PL-10-106 Olsztyn, ul. Wyzwolenia 2/7 tel./fax: +48 (89) 534 00 26). Myślę, że
                            nawet spisane wspomnienia, nie wspominając o zdjęciach i dokumentach, chętnie
                            by przyjeli. W Olsztynie działa też Olsztyńskie Stowarzyszenie Mniejszości
                            Niemieckiej (ul. Partyzantów 3, 10-522 Olsztyn). Tyle na gorąco - może później
                            jeszcze coś mi przyjdzie do głowy.