Gość: Szalony Kucharz
IP: 213.77.27.*
24.11.02, 12:27
Kochani!
Chciałem co prawda założyć ten wątek jutro (coś weekendami Forum zamiera),
ale jutro mogę już zapomnieć, o czym chciałem napisać, nie mieć czasu, itp.
Do jutra pewnie wątek nie zniknie z Waszego pola widzenia.
Wczoraj kilka długich późnonocnych godzin spędziłem na buszowaniu po
Internecie – nie ma jak to stałe łącze! Rozbolała mnie nieco głowa od
przepychu i nadmiaru tego, co znalazłem, ale pewnie gdybym przejrzał kilkaset
fotografii doniczkowych roślin ozdobnych, czy sportowych samochodów, to też
nie czułbym się zbyt dobrze.
Ale z cierpienia tego, jak z każdego cerebralnego cierpienia, zrodziła się
myśl – myśl, którą muszę z siebie wyrzucić, niczym zatrute jadło z żołądka,
bo inaczej uschnie i przepadnie bezpowrotnie, a ja będę cierpieć dalej...
Zainspirowała mnie także urocza Kalina, którą interesują trochę klimaty s/m,
ale dla której „dziurawienie piersi”, jak to określiła, to zdecydowanie zbyt
wiele. Cóż, chyba rzeczywiście jestem Szalony, bo dla mnie play-piercing to
niezwykle estetyczna, medytacyjna prawie forma zabaw bdsm i nie tylko bdsm.
Czym w zasadzie jest perwersja, co dany akt czyni normalnym a inny znowu
chorobliwym? Już Emile Durkheim utrzymywał, że żadne ludzkie działanie samo w
sobie nie jest dewiacyjne, dewiacyjnym czyni je społeczna jego ocena. I
zdążyłem zaobserwować już na tym Forum przejawy owego
społecznego „dewializowania”, spychania na margines, czasem pozbawionymi
jakiejkolwiek racjonalności i przepełnione jedynie panicznym strachem przed
innością.
Jedną z witryn, które wczoraj odwiedziłem, Kalinko, była
www.torturegalaxy.com, prowadzona przez niezwykle profesjonalnego mastera i
poświęcona w całości wyrafinowanemu „znęcaniu” się nad submisywnymi
kobietami. I wiecie, co jest najbardziej w tym wszystkim urzekające? Wcale
nie same ekstrema, które pozwalają swoim pięknym ciałom uczynić te panie, nie
krew, nie gorący wosk, lekarskie igły, szpikulce do szaszłyków i inne
przerażające szacownych obywateli narzędzia tortur, lecz... ufne spojrzenia
tych dam, zagadkowe uśmiechy na ich ustach i połyskująca niekiedy między ich
nogami wilgoć, znamionujące, że coś w tym dla nich jest, że nie jest to
wyłącznie zgrywa, poświęcenie dla pieniędzy, jakieś mniej lub bardziej
koercyjne uwiedzenie, czy psychoseksualny dramat związany z traumatycznymi
przeżyciami z przeszłości. Podobnie jak pewna moja przyjaciółka nie mogę
przyjąć do wiadomości wyjaśnień na temat natury „zboczeńców” odnoszących się
do ich skrzywionego wychowania i przemożnego wpływu w pewnym okresie ich
życia ze strony innych zboków.
Wiem dobrze, że nie ma dewiantów doskonałych, którzy próbowali wszystkiego i
wszystkie odmiany cielesnej miłości były dla nich równie radosne. Pewnych
upodobań nie da się po prostu pogodzić. Nie wyobrażam sobie na przykład
ujeżdżającej monstrualne zabawki szczupłej Abby X jako zapalonej fanki
flagellacji. Istotą bowiem „wielkogabarytowych” penetracji jest totalna
relaksacja, podczas gdy przy chłoście chodzi raczej o wywołanie podwyższonego
napięcia, czegoś co fachowcy bdsm nazywają „adrenaline (albo endorphines)
rush”. Chodzi jednak o to, aby umysł (niekoniecznie ciało) mieć zawsze
otwarty na wszelkie odmienności seksualnej natury człowieka, z pominięciem
oczywiście tych, przy których do czynienia mamy z autentycznym pogwałceniem
człowieczeństwa drugiej osoby. Prawdziwe tortury - te przeprowadzane na
więźniach czy jeńcach gdzieś jeszcze w świecie - to wcale nie jest
sadomasochizm, to po prostu okrucieństwo i zbrodnia przeciw ludzkości.
A czego ja w tym wszystkim szukam? Szukam zatraconych w tym fascynującym
szaleństwie dusz ludzkich. Reszta myśli w trakcie dyskusji.
Wątek niniejszy poświęcam granicom ludzkiej seksualności,
Szalony Kucharz