Perwersje i ekstrema

IP: 213.77.27.* 24.11.02, 12:27
Kochani!

Chciałem co prawda założyć ten wątek jutro (coś weekendami Forum zamiera),
ale jutro mogę już zapomnieć, o czym chciałem napisać, nie mieć czasu, itp.
Do jutra pewnie wątek nie zniknie z Waszego pola widzenia.

Wczoraj kilka długich późnonocnych godzin spędziłem na buszowaniu po
Internecie – nie ma jak to stałe łącze! Rozbolała mnie nieco głowa od
przepychu i nadmiaru tego, co znalazłem, ale pewnie gdybym przejrzał kilkaset
fotografii doniczkowych roślin ozdobnych, czy sportowych samochodów, to też
nie czułbym się zbyt dobrze.

Ale z cierpienia tego, jak z każdego cerebralnego cierpienia, zrodziła się
myśl – myśl, którą muszę z siebie wyrzucić, niczym zatrute jadło z żołądka,
bo inaczej uschnie i przepadnie bezpowrotnie, a ja będę cierpieć dalej...

Zainspirowała mnie także urocza Kalina, którą interesują trochę klimaty s/m,
ale dla której „dziurawienie piersi”, jak to określiła, to zdecydowanie zbyt
wiele. Cóż, chyba rzeczywiście jestem Szalony, bo dla mnie play-piercing to
niezwykle estetyczna, medytacyjna prawie forma zabaw bdsm i nie tylko bdsm.

Czym w zasadzie jest perwersja, co dany akt czyni normalnym a inny znowu
chorobliwym? Już Emile Durkheim utrzymywał, że żadne ludzkie działanie samo w
sobie nie jest dewiacyjne, dewiacyjnym czyni je społeczna jego ocena. I
zdążyłem zaobserwować już na tym Forum przejawy owego
społecznego „dewializowania”, spychania na margines, czasem pozbawionymi
jakiejkolwiek racjonalności i przepełnione jedynie panicznym strachem przed
innością.

Jedną z witryn, które wczoraj odwiedziłem, Kalinko, była
www.torturegalaxy.com, prowadzona przez niezwykle profesjonalnego mastera i
poświęcona w całości wyrafinowanemu „znęcaniu” się nad submisywnymi
kobietami. I wiecie, co jest najbardziej w tym wszystkim urzekające? Wcale
nie same ekstrema, które pozwalają swoim pięknym ciałom uczynić te panie, nie
krew, nie gorący wosk, lekarskie igły, szpikulce do szaszłyków i inne
przerażające szacownych obywateli narzędzia tortur, lecz... ufne spojrzenia
tych dam, zagadkowe uśmiechy na ich ustach i połyskująca niekiedy między ich
nogami wilgoć, znamionujące, że coś w tym dla nich jest, że nie jest to
wyłącznie zgrywa, poświęcenie dla pieniędzy, jakieś mniej lub bardziej
koercyjne uwiedzenie, czy psychoseksualny dramat związany z traumatycznymi
przeżyciami z przeszłości. Podobnie jak pewna moja przyjaciółka nie mogę
przyjąć do wiadomości wyjaśnień na temat natury „zboczeńców” odnoszących się
do ich skrzywionego wychowania i przemożnego wpływu w pewnym okresie ich
życia ze strony innych zboków.

Wiem dobrze, że nie ma dewiantów doskonałych, którzy próbowali wszystkiego i
wszystkie odmiany cielesnej miłości były dla nich równie radosne. Pewnych
upodobań nie da się po prostu pogodzić. Nie wyobrażam sobie na przykład
ujeżdżającej monstrualne zabawki szczupłej Abby X jako zapalonej fanki
flagellacji. Istotą bowiem „wielkogabarytowych” penetracji jest totalna
relaksacja, podczas gdy przy chłoście chodzi raczej o wywołanie podwyższonego
napięcia, czegoś co fachowcy bdsm nazywają „adrenaline (albo endorphines)
rush”. Chodzi jednak o to, aby umysł (niekoniecznie ciało) mieć zawsze
otwarty na wszelkie odmienności seksualnej natury człowieka, z pominięciem
oczywiście tych, przy których do czynienia mamy z autentycznym pogwałceniem
człowieczeństwa drugiej osoby. Prawdziwe tortury - te przeprowadzane na
więźniach czy jeńcach gdzieś jeszcze w świecie - to wcale nie jest
sadomasochizm, to po prostu okrucieństwo i zbrodnia przeciw ludzkości.

A czego ja w tym wszystkim szukam? Szukam zatraconych w tym fascynującym
szaleństwie dusz ludzkich. Reszta myśli w trakcie dyskusji.

Wątek niniejszy poświęcam granicom ludzkiej seksualności,

Szalony Kucharz
    • Gość: Szalony Kucharz A gdzie się podziali moi dyskutanci? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 08:36
      Chyba sobie zaraz stworzę partnerów do rozmowy, jak tak dalej pójdzie.
      • kalina79 moze sie przestraszyli? 25.11.02, 09:16
        Pojechałeś z grubej rury... przejrzałam podaną stronke i trochę się zdziwilam.
        Znów jak ta pensjonarka? :))) Piszesz, ze te kobiety mają podniecony,
        tajemniczy wyraz twarzy... W końcu za to im płacą. A rzeczywiście jest im
        dobrze będąc najeżoną igłami od strzykawek, mając tak skrępowane piersi, że
        grozi to zatamowaniem przepływu krwi, a w efekcie martwicą, ale mnie to nie
        bierze. Nie mam upodobania do przyjmowania fizycznych i psychicznych cierpien.
        Rajcuje mnie za to poczucie uległości, lekkiej dominacji kochanka, klapsy,
        związane łapki, zakryte oczy itp. Czyli "przedszkole" w porównaniu do tego, co
        zaserwowałeś.
        • Gość: Szalony Kucharz Może... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 09:42
          Droga Kalino,

          Wcale nie mówię, że miałoby się to wszystkim spodobać - rozumiem, że większości
          ludzkiej populacji rzeczy takie wydają się straszne. Ale...

          kalina79 napisała:

          > Piszesz, ze te kobiety mają podniecony,
          > tajemniczy wyraz twarzy... W końcu za to im płacą.

          Nie wiem, czy podkreślanie finansowego aspektu akurat tego przedsięwzięcia nie
          zaciemnia nieco istoty sprawy: tak dla świętego spokoju lepiej wierzyć, że
          panny te okaleczają się jedynie dla kasy, prawda? Przecież branża
          pornograficzna jest w Stanach tak potężna i bogata, że kobiety chcące
          sprzedawać swój seksualny wdzięk naprawdę nie muszą decydować się na tak
          desperacki czyn, jak wizyta u Pana Węża - bogactwem na pewno nie
          dorównają "zwykłym" hardcore'owym gwiazdom.

          > dobrze będąc najeżoną igłami od strzykawek, mając tak skrępowane piersi, że
          > grozi to zatamowaniem przepływu krwi, a w efekcie martwicą, ale mnie to nie
          > bierze.

          No bez przesady, bo to, z całym szacunkiem, argumentacja podobna tej
          twierdzącej, że seks analny niechybnie kończy się rakiem odbytnicy,
          nietrzymaniem stolca, a w najlepszym wypadku dolegliwościami hemoroidalnymi. O
          efekt wizualany przede wszystkim chodzi - to co wygląda tak przerażająco i
          boleśnie w gruncie rzeczy jest dobrze wyreżyserowanym spektaklem, co nie
          oznacza oczywiście, że mamy do czynienia z jakąś mistyfikacją.

          > Nie mam upodobania do przyjmowania fizycznych i psychicznych cierpien.
          > Rajcuje mnie za to poczucie uległości, lekkiej dominacji kochanka, klapsy,
          > związane łapki, zakryte oczy itp. Czyli "przedszkole" w porównaniu do tego,
          co
          > zaserwowałeś.

          To dobrze. Lecz wcale nie miałem zamiaru sprowadzić kogokolwiek z powrotem
          do "przedszkola": baby-adult to raczej nie moja bajka ;-)))

          Dlatego jeżeli ktokolwiek poczuł się onieśmielony czy śmiertelnie przerażony
          tym wątkiem, to bardzo mocno przepraszam i obiecuję na przyszłość nie
          przytaczać podobnych historii.

          Szalony Kucharz
          • kalina79 Re: Może... feministka 25.11.02, 09:59
            Daleko mi do feminizmu, a jeszcze dalej do sadyzmu, ale, gdy oglądałam tamte
            zdjęcia, to miałam ochotę powbijac igły w dupska facetów, co robili te zdjęcia
            (o ile to byli faceci,a tak przypuszczam) ;-)))

            Albo jak na przykład słysze, że czyjaś żona nie zgadza się na anal i jak ją
            namówić, a jeszcze finezyjny pisze ("sex ktorego lepiej nie pamietac") , że w
            bólu nie ma nic dziwnego, bo dziewicę też boli pierwszy raz, tak samo, jak boli
            kobietę przy dyspaurenii i ból przy analu trzeba poprostu przecierpieć byle
            zrealizowac fantazje partnera, to mam ochotę kazać takiemu finezyjnemu, czy
            innemu gamoniowi, żeby sobie usiadł na nodze od krzesła, albo sam wypiął zad do
            wydymania i niech zagryza palce z bólu.

            Cos się we mnie burzy, gdy widzę przemoc, tym bardziej zadawaną przez
            napalonych facetów "kochanym" przez nich kobietom. Mam wrażenie, że faceci
            naogladali się za dużo zdjęc i filmików w necie i teraz wszystko chcą
            wypróbowywać z żonami... kutasa w dupkę, rękę zapchać do cipy, kazać jej
            połykać członka i wykonywać przy tym ruchy ssące, a jak dziewczyna nie toleruje
            oralu, to się czyta kogos o nicku "załamany" -ona nie chce brac do buzi, czy
            mam iść do dziwki ("jak przekonac do loda")?

            Kobieta to nie sprzęt. Prosze o trochę szacunku! Jeśli ona tego nie chce robić,
            to jej nie zmuszajcie. Bo nikt nie ma obowiązku zgadzać się na ból dla
            przyjemności drugiej strony.
            • Gość: Szalony Kucharz Nie wściekaj się tak, proszę... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 10:54
              Doskonale Cię rozumiem, droga Kalino, że seksu w żadnym wypadku nie powinno
              łączyć się z przemocą i za jego pomocą wyrządzać krzywdę drugiemu człowiekowi.

              Wydaje mi się, że wciąż nie możesz uwierzyć, że jakakolwiek kobieta mogłaby z
              własnej nieprzymuszonej woli oddawać się praktykom sadomasochistycznym, czy
              przytoczonemu przez Ciebie seksowi analnemu albo fellatio. Jakoś nie miałabyś
              pewnie wątpliwości widząc ekstremalne zdjęcia cock&ball torture, że uwiecznieni
              na nich mężczyźni sami to sobie zrobili. Czy to nie przejaw seksizmu? Tak tylko
              niewinnie pytam.

              Czy feminizm nie walczył między innymi o to, aby wreszcie kobieta mogła
              uzyskać/odzyskać swoją seksualną tożsamość, aby nie była ciągle traktowana jako
              instrument zaspokojenia męskich żądz (bo przecież tylko mężczyźni mają żądze i
              nietypowe upodobania, prawda?), aby wreszcie stała się w pełni seksualną
              istotą, która także może mieć swoje odmienne seksualne gusta. Twoja wypowiedź
              zdaje mi się trącić taką lekką nutką tradycjonalizmu, polegającego na tym, że
              kobieta wcale aż tak bardzo seksu nie lubi (woli jakąś odrębną od spraw
              cielesnych miłość i czułość?), ulega jednak wciąż męskim zachciankom od
              pobudzania ustami penisa poczynając na jakichś straszliwych zbrodniach
              namiętności kończąc. I jak w tym wszystkim mają się odnaleźć te nieszczęsne
              damy, które zrządzeniem okrutnego losu pragną nietypowego seksu (jak to
              możliwe!), odczuwają przemożny pociąg do perwersji (tylko nie mów mi proszę, że
              takich kobiet nie ma, że to jedynie męskie fantazmaty)? Muszą zrezygnować ze
              swojej perwersyjnej tożsamości, wcisnąć ją komuś, zinterpretować swoje
              położenie starym wypróbowanym sposobem "on-mnie-do-tego-zmusił"? Czy to nie
              straszne?

              A ja się ogromnie cieszę, że znalazłem na tym właśnie Forum, w polskim necie
              damy, które mają swoje potrzeby, są ich świadome i potrafią nimi kierować, nie
              obarczając przy tym odpowiedzialnością za nie żadnych mężczyzn. Madame Olivvka
              nigdy chyba nie napisała, że do tego czy tamtego
              zmusił/przekonał/nakłonił/zwiódł ją ktoś inny poza nią samą. Być może
              uświadomiła sobie to, co wcześniej uświadomił sobie Jean-Paul Sartre: człowiek
              jest skazany na wolność. Może nie ma takich kobiet zbyt wiele, ale to tym
              bardziej czyni je drogocennymi.

              Wiesz, ogromne problemy związane z odbiorem ich życiowych postaw przez tak
              wąsko zorientowany feminizm mają m.in. masochistyczne kobiety. Poszperaj może
              trochę w necie, Kalino, i poszukaj witryny organizacji "Submissive Women
              Speak". Wczytaj się może trochę w to, co mają one do powiedzenia - może ich
              słowa bardziej do Ciebie przemówią niż moja nieszczera (bo nie-kobieca)
              wypowiedź.

              Życzę spokoju ducha każdego dnia,

              Szalony Kucharz
              • kalina79 Re: Nie wściekam sie tak 25.11.02, 14:48
                Gość portalu: Szalony Kucharz napisał:

                >
                > Wydaje mi się, że wciąż nie możesz uwierzyć, że jakakolwiek kobieta mogłaby z
                > własnej nieprzymuszonej woli oddawać się praktykom sadomasochistycznym, czy
                > przytoczonemu przez Ciebie seksowi analnemu albo fellatio.
                > niewinnie pytam.

                Owszem, mogę uwierzyć i wierzę, bo są na swiecie masochiści i masochistki, dla
                których cierpienie jest podniecające. Sex analny i oralny jest jak najbardziej
                podniecający także dla mnie, więc moja postawa nie ma nic z seksizmu.
                Problem jest dla mnie tylko wtedy, kiedy jedno z kochanków nie zgadza się na
                coś, a drugie, albo zmusza, albo grozi "to mam iść do dziwki"?
                Jak im się nie układa, to niech się rozstaną, a nie szantazują, czy zmuszają.
                • Gość: Szalony Kucharz Tylko temat był nieco inny... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 16:13
                  Też się z Tobą, Kalino, zgadzam co do tego, że seks nie może stanowić narzędzia
                  przemocy jednego człowieka wobec drugiego – podkreślałem to zresztą
                  wielokrotnie. A przemoc ta może mieć różnoraki charakter i płynąć w zasadzie z
                  każdej strony. Seksualną przemocą jest zmuszanie partnera do określonych
                  zachowań seksualnych niezgodnych z jego/jej wolą, ale seksualną przemocą jest
                  także szykanująca społeczna ocena czyjejś seksualności. Tylko, jak już
                  wspomniałem w tytule nie o to chodzi – możemy założyć wątek pt. „Przemoc
                  Seksualna” i wtedy rozważać będziemy wysunięte przez Ciebie kwestie. Naprawdę
                  rozumiem Twoje zdenerwowanie na męskie lekkomyślne wypowiedzi typu: „żona nie
                  chce mi zrobić loda, czy mam iść na dziwki?”. Tylko zastanówmy się, czy nie
                  występuje w takich drażliwych przypadkach przemoc także z drugiej strony.
                  Kategoryczna odmowa jakieś formy seksu jest przecież także zmuszaniem do
                  odpowiedniego zachowania seksualnego, zważywszy że obowiązuje zasada dochowania
                  wierności. Ale to temat na nowy wątek.
            • olivvka Re: Może... feministka 25.11.02, 11:14
              Hej kalinko :-)))

              kalina79 napisała:

              > Daleko mi do feminizmu, a jeszcze dalej do sadyzmu, ale, gdy oglądałam tamte
              > zdjęcia, to miałam ochotę powbijac igły w dupska facetów, co robili te
              zdjęcia
              > (o ile to byli faceci,a tak przypuszczam) ;-)))

              Wiesz, akurat w sieci jest też wiele zdjęć, na których to submisywni są
              mężczyzni. Więc jeśli chciałabyś pooglądać "cierpienie" mężczyzn, to wpisz do
              wyszukiwarki słowa "submissive man" :-)))


              >
              > Albo jak na przykład słysze, że czyjaś żona nie zgadza się na anal i jak ją
              > namówić, a jeszcze finezyjny pisze ("sex ktorego lepiej nie pamietac") , że w
              > bólu nie ma nic dziwnego, bo dziewicę też boli pierwszy raz, tak samo, jak
              boli
              >
              > kobietę przy dyspaurenii i ból przy analu trzeba poprostu przecierpieć byle
              > zrealizowac fantazje partnera, to mam ochotę kazać takiemu finezyjnemu, czy
              > innemu gamoniowi, żeby sobie usiadł na nodze od krzesła, albo sam wypiął zad
              do
              >
              > wydymania i niech zagryza palce z bólu.

              Hmmm, mój mąż jako biseksualista lubi seks analny, gdy on jest pasywny. I nie
              sprawia mu to żadnego bólu. Wprawdzie na nodze od krzesła nie siada:-))))


              >
              > Cos się we mnie burzy, gdy widzę przemoc, tym bardziej zadawaną przez
              > napalonych facetów "kochanym" przez nich kobietom. Mam wrażenie, że faceci
              > naogladali się za dużo zdjęc i filmików w necie i teraz wszystko chcą
              > wypróbowywać z żonami... kutasa w dupkę, rękę zapchać do cipy, kazać jej
              > połykać członka i wykonywać przy tym ruchy ssące, a jak dziewczyna nie
              toleruje
              >
              > oralu, to się czyta kogos o nicku "załamany" -ona nie chce brac do buzi, czy
              > mam iść do dziwki ("jak przekonac do loda")?
              >
              > Kobieta to nie sprzęt. Prosze o trochę szacunku! Jeśli ona tego nie chce
              robić,
              >
              > to jej nie zmuszajcie. Bo nikt nie ma obowiązku zgadzać się na ból dla
              > przyjemności drugiej strony.

              No wlasnie!!! :-))) Nikogo nie nalezy do niczego zmuszać. Ale nie można także
              wykazywać postawy zamknięcia się na nowe doznania (nie mam na myśli
              przekłuwania czy innych ekstremalnych zachowań). Jeśli partner proponuje np.
              seks analny, to wydaje mi się że warto spróbować takiej formy współżycia. Jeśli
              okaże się ona dla danej kobiety nieodpowiednia, to należy o tym poinformować
              parntera. I wówczas.... jeśli seks analny przesłoni mężczyznie zycie, to
              poszuka sobie innej parnterki, jesli natomiast będzie to zachowanie seksualne,
              które nie stanowi podstawy jego seksuanego menu, to odpuści sobie nagabywanie
              na taką formę współzycia. Jesli natomiast dana kobieta, zechce od czasu do
              czasu sprawic swojemu męzczyznie przyjemnosc to zgodzi się raz w roku :-))) na
              takie urozmaicenie pozycia, proszac jednoczesnie o zachowanie daleko idącej
              deliaktności.

              A zgadzanie sie na bol w imie przyjemnosci drugiej strony, co sama zauwazylas
              kalinko, jest niedopuszczalne, chyba ze....... jest sie masochistką :-)))


              pozdrawiam
              olivvka
              • kalina79 Re: Może... feministka 25.11.02, 14:53
                olivvka napisała:


                > Wiesz, akurat w sieci jest też wiele zdjęć, na których to submisywni są
                > mężczyzni. Więc jeśli chciałabyś pooglądać "cierpienie" mężczyzn, to wpisz do
                > wyszukiwarki słowa "submissive man" :-)))

                Olivvko! Oczywiście widzialam takie zdjecia, mam nawet takiego znajomego.
                Uwielbia, jak sie mu kaze kleczec w piwnicy, być wtedy związanym. Lubi pic mocz
                swojej Pani, byc deptany, przypalany drutem itp.... I wszytsko jest dobrze, bo
                on to lubi. Mnie bulwersują przypadki zmuszania kogoś.
                • edward401 Re: Może... feministka 25.11.02, 15:13
                  kalina79 napisała:

                  > olivvka napisała:
                  >
                  >
                  > > Wiesz, akurat w sieci jest też wiele zdjęć, na których to submisywni są
                  > > mężczyzni. Więc jeśli chciałabyś pooglądać "cierpienie" mężczyzn, to wpisz
                  > do
                  > > wyszukiwarki słowa "submissive man" :-)))
                  >
                  > Olivvko! Oczywiście widzialam takie zdjecia, mam nawet takiego znajomego.
                  > Uwielbia, jak sie mu kaze kleczec w piwnicy, być wtedy związanym. Lubi pic
                  mocz
                  >
                  > swojej Pani, byc deptany, przypalany drutem itp.... I wszytsko jest dobrze,
                  bo
                  > on to lubi. Mnie bulwersują przypadki zmuszania kogoś.

                  To co powiecie moje panie o przemyśle pornograficznym ? Czy to nie jest
                  zmuszanie ?
                  • kalina79 Re: Może... feministka 25.11.02, 15:29

                    > To co powiecie moje panie o przemyśle pornograficznym ? Czy to nie jest
                    > zmuszanie ?

                    To jest praca i każdy się na nią zgadza, lub nie zgadza. Nikt nikogo na plan
                    zdjęciowy nie zapędza siłą. Najwyżej taki człowiek sam sie do czegos zmusza,
                    ale to już jego wybór. Podobnie zmuszam się ja wstając rano na zajęcia.

                    Pozostają jeszcze wypadki przymuszania do nierządu (porwania, zastraszanie)
                    podobnie można przymusić kogoś do grania w porno... ale chyba nie o to chodziło
                    w pytaniu?

                    • edward401 Re: Może... feministka 26.11.02, 08:37
                      kalina79 napisała:

                      >
                      > > To co powiecie moje panie o przemyśle pornograficznym ? Czy to nie jest
                      > > zmuszanie ?
                      >
                      > To jest praca i każdy się na nią zgadza, lub nie zgadza. Nikt nikogo na plan
                      > zdjęciowy nie zapędza siłą. Najwyżej taki człowiek sam sie do czegos zmusza,
                      > ale to już jego wybór. Podobnie zmuszam się ja wstając rano na zajęcia.
                      >
                      > Pozostają jeszcze wypadki przymuszania do nierządu (porwania, zastraszanie)
                      > podobnie można przymusić kogoś do grania w porno... ale chyba nie o to
                      chodziło
                      >
                      > w pytaniu?

                      Wszystko pięknie, ale jesteś pewna, że to wszystko (zwłaszcza poza europą, choć
                      i tu nie byłbym do końca pewny) odbywa się całkiem dobrowolnie ?
                      >
                      • Gość: Szalony Kucharz O zbrodniczym sex-biznesie IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.02, 10:03
                        Choć nie powinieniem się na ten ten wypowiadać, ponieważ pytanie zostało
                        skierowane do Kaliny, która wykazała mi wczoraj niezbicie, jak mało wiem o
                        seksie, ale się wypowiem – młoda, gniewna Kalina i wszyscy pozostali mają mnie
                        już i tak za nic, więc to tak jakby niniejszego postu nie było w ogóle.

                        W prawie karnym obowiązuje taka złota zasada domniemania niewinności. Ty
                        edwardzie zdajesz się do niej nie stosować, kiedy chodzi o pornografię.

                        Czy nie możesz uwierzyć w to, że można z własnej nieprzymuszonej woli (oprócz
                        oczywiście przymusu ekonomicznego, który ciąży nad każdym ludzkim działaniem
                        mającym na celu uzyskanie środków egzystencji) oferować erotyczne usługi? Czy
                        naprawdę musi tzw. „sex work” napiętnowany być przez zacny odłam społeczeństwa
                        jako życiowe wykolejenie, psychiczne skrzywienie, a najlepiej przymus?

                        To takie łatwe, widząc ludzi robiących różne „rzeczy” w sposób, o który nawet
                        nie śmielibyśmy naszego partnera spytać, uspokajać się myślą, że to wszystko
                        złuda, wymuszenie, białe niewolnictwo, żądza pieniędzy – porządne dziewczyny i
                        pożyteczni chłopcy tego nie robią. Prostytucja zostaje przez panią seksuolog
                        zepchnięta gładko na margines, pornografia w oczach edwarda i kropki to
                        upozorowana zbrodnia dla naiwnych chłopczyków i zramolałych dziadków, itd. itp.
                        Tak naprawdę wszystko jest w jak najlepszym porządku w tym najlepszym z
                        możliwych światów: kobiety są cnotliwe, a mężczyźni wierni.

                        A kiedy coś od czasu do czasu pęka w tej monumentalnej konstrukcji, to szybko
                        zaszpachlowuje się to gipsem w odpowiednim kolorze. Mężczyzna zdradza – no cóż,
                        odbiło mu na starość, niektórzy faceci tak mają; kobieta się puszcza –
                        widocznie zaniedbywana przez męża, albo po prostu już ma taki kurewski
                        charakter; ktoś kręci pornografię – to mafia płucze brudne pieniądze, przy
                        okazji zaspokajając swoje zbrodnicze żądze dręczenia kobiet; ktoś pornografię
                        nabywa – ot, samotny nieśmiały, kaleka umysłowy lub fizyczny, albo staruch, co
                        już nie może.

                        Tylko co powiesz, edwardzie, na niezwykle prężnie rozwijający się ostatnio nurt
                        pornografii amatorskiej, gdzie mąż i żona w domowym zaciszu za pomocą cyfrowych
                        kamer i internetu pokazują całemu chętnemu światu swoje najprzeróżniejsze
                        łóżkowe i pozałóżkowe figle. Zaraz pewnie usłyszę argumentację w stylu „okrutny
                        mąż sadysta-zboczeniec prostytuuje swoją naiwną połowicę”, co?

                        Wyjdźcie kiedyś poza siebie, bardzo Was proszę, i postarajcie się dostrzec za
                        tym ciemnym dla Was światem seksu promieniejące istnienia ludzkie.

                        Szalony Kucharz
                        • edward401 Re: O zbrodniczym sex-biznesie - nie tak 26.11.02, 10:18
                          Widzisz, chyba mnie nie zrozumiałeś. Coż, sam lubię pornografię, ale : skoro to
                          ma być taki sam biznes jak inne, to chciałbym mieć choć minimum pewności, że
                          osoby które to robią kreują się tylko czynnikami ekonomicznymi lub (i) robią to
                          bo lubią. Niestety, jak wiesz, przemysł porno nie jest czysty. Tyle i tylko
                          tyle chciałem powiedzieć. Naprawdę nie potępiam osób tam pracujących, wręcz
                          preciwnie. Po prostu dostrzegam pewne nieprawidłowości i uważam, że należy o
                          nich pamiętać. W końcu (posłużę się przykładem legalizacji prostytucji w
                          niektórych państwach) tylko wiedza o brudach pozwala z nimi walczyć.
                          • Gość: Szalony Kucharz Ja też jestem zwolennikiem czystych intencji IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.02, 10:26
                            I zgadza się, że istnieją przypadki brudych porno-biznesów. Tylko czy należy
                            wylewać od razu dziecko z kąpielą, kwestionując uczciwość całej branży, nie
                            dysponując nawet pobieżnymi danymi na temat skali pewnych zjawisk? Tak samo
                            możnaby doczepić się do każdego innego przedsięwzięcia.

                            Jestem gorącym zwolennikiem legalizacji pornografii, prostytucji i całego rynku
                            usług erotycznych, tylko nie chciałbym, aby legalizacja miała stanowić oręż dla
                            krzyżowców wojujących z cielesnym diabłem, tak jak ma to miejsce obecnie we
                            Francji, gdzie konserwatywny rząd dopierdolił taki podatek (łącznie aż 93%!) od
                            produkcji pornograficznych, że spycha się z powrotem pornografię do podziemia.
                            A pod ziemią jest ciemno...

                            Szalony Kucharz
                            • edward401 Re: Ja też jestem zwolennikiem czystych intencji 26.11.02, 10:31
                              ja też, jesteśmy zgodni
    • olivvka Re: Perwersje i ekstrema 25.11.02, 11:06
      Kucharzu kochany,
      Stonę obejrzałam z niemałym zaciekawieniem. Przyznaję, iż jest ona nieco
      ekstremalna, choć..... oglądałam w swoim życiu już bardziej ekstremalne rzeczy.

      Moje stanowisko w tej sprawie jest następujące: dozwolone jest wszystko, co
      sprawia przyjemność wszystkim stronom uczestniczącym w seksualnym spektaklu.
      Jeśli są kobiety, które się rozmiłowują w okaleczaniu ich piersi poprzez
      przekluwanie sutków to nie widzę w tym niczego złego, jeśli znajdują sobie
      takich partnerów, którzy tego typu upodobania chcą wespół z nimi realizować.
      Jeśli są kobiety, które lubią być pasywne w scat-seksie, to nie widzę w tym nic
      zdrożnego, jeśli znajdują sobie partnerów, którzy lubią załatwiać potrzeby
      fizjologiczne na ich ciała czy nawet twarze (nota bene: czy oddawanie stolca na
      twarz partnera jest bardziej zwierzęce od lizania sobie nawzajem genitaliów? -
      od razu zaznaczam, nie jestem miłośniczką scat-seksu, pytanie jest tylko z
      czystej ciekawosci :-))) ).

      Powiem coś o sobie: mam pewne upodobanie, którego nie mogę zrealizować z moim
      mężem, ani z innymi mężczyznami, z którymi czasami się spotykamy. Jest to
      upodobanie może trochę podobne do tego, co było pokazane na stronie, którą
      Kucharzu poleciłeś. A mianowicie: lubię odrobine tzw. bloody-sex. Jedną z moich
      fantazji, która kilkakrotnie próbowałam zrealizować, jest uprawianie seksu
      i....... delikatne nacinanie moich piersi np. żyletką, tak by sączyła się
      malutka strużka krwi. Takie nacięcie zupełnie płyciutkie, nie pozostawiające po
      sobie żadnych blizn. Niesety nie znalazłam do tej pory ani w osobie mojego
      męża, ani w osobie innych partnerów odważnego, który chciałby taką moją
      fantazję zrealizować. Rozumiem esktremalność swojej prośby, gdyż partner może
      mieć obawy dotyczące uszkodzenia mojego ciała. Rozumiem także strach przed
      krwią, który u mężczyzn jest dużo wyraźniejszy niż u kobiet :-))) (oj Ci nasi
      bohaterowie :-)) ). Dlatego cierpliwie sobie czekam, aż może kiedyś w końcu mój
      mąż powie: "skocz no moja mała suczko do łazienki po żyletkę :-)))))".

      Jeśli chodzi o przekluwanie ciała: bardzo lubie piercing. Sama mam dokładnie 10
      kolczyków w swoim ciele. Ale piercingu nie traktuje jako zabawy seksualnej.
      Raczej jako upodobanie do upiekszania swojego ciała.


      pozdrawiam
      • edward401 Zgadzając się z Oliwką.... 25.11.02, 11:27
        Pozostaje mi tylko delikatnie jej zazdrościć, że jest szczęśliwa ;-)
      • Gość: Szalony Kucharz A już poczułem się zagubiony :-))) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 11:56
        Szanowna Olivvko,

        Już się bałem, że rzeczywiście wyjechałem ze zbyt grubej rury (przecież nie mam
        w końcu aż tak grubej, niczym sławetny grucha ;-)) i nie pozostanie mi nic
        innego jak gęste tłumaczenie się Kalinie ze swojego grzechu męskości oraz
        oczekiwanie na wjazd do mojego mieszkanka brygadki antyterrorystecznej,
        odbijającej więzione przeze mnie kobiece ofiary mojej nienasyconej żadzy ich
        bezlitosnego krzywdzenia (tutaj muszę postawić ;-))), bo rzeczywiście zaraz mi
        jakiś "kominiarz" wskoczy przez okno). A tu proszę, niezawodna jak zwykle,
        bezkompromisowa Signora Olivvka dzieli się z nami swoją
        niezrealizowaną "krwawą" fantazją.

        Może wypowiem się tutaj na temat poruszonego przez Panią, moja droga, tematu
        skatofilii. Otóż wydaje mi się, że jest (w wielu przypadkach, z wyjątkiem
        japońskich pornosów, zupełnie mentalnie odmiennych od naszych) to jeden z
        wielkomiejskich seksualnych mitów, podobnie jak "snuff-movies". Nie mogę po
        prostu uwierzyć, że z taką łatwością przychodzi na tych filmikach i obrazkach
        przepięknym nierzadko damom, elegankim i zadbanym, obcowanie z odchodami z taką
        lubością, jakby to były niesamowite słodkości (ten słynny "shit-eating grin").
        Wydaje mi się, że najczęściej jest to pic-na-wodę-fotomontaż - jako Szalony
        Kucharz mogę podać wam przepis na przepyszne ciasto do złudzenia wyglądem
        przypominające kupkę. Czytałem nawet kiedyś, że tak to się robi(ło), no ale
        czasy się zmieniają... Z medycznego punktu widzenia szczerze nie polecam tego
        typu zabaw: przebogata flora bakteryjna stanowi aż 20-30% masy stałych
        składników kału. Nie oznacza to oczywiście, że kał jest przez to śmiertelnie
        trujący i czyni to na przykład seks analny szczególnie ryzykownym (analizm i
        scat, wbrew pozorom, niewiele mają ze sobą wspólnego), ale to chyba gra
        niewarta świeczki.


        Wciąż czekam na ożywienie dyskusji,

        Moje uszanowanie,

        Szalony Kucharz

        PS. A małżonek naprawdę nie może się przełamać i sprawić żyletką odrobinę
        frajdy swojej dziewczynce??? A to łobuz! ;-)))
        • olivvka Re: A już poczułem się zagubiony :-))) 25.11.02, 12:41
          Kucharzu,


          Gość portalu: Szalony Kucharz napisał:

          > Szanowna Olivvko,
          >
          > Już się bałem, że rzeczywiście wyjechałem ze zbyt grubej rury (przecież nie
          mam
          >
          > w końcu aż tak grubej, niczym sławetny grucha ;-)) i nie pozostanie mi nic
          > innego jak gęste tłumaczenie się Kalinie ze swojego grzechu męskości oraz
          > oczekiwanie na wjazd do mojego mieszkanka brygadki antyterrorystecznej,
          > odbijającej więzione przeze mnie kobiece ofiary mojej nienasyconej żadzy ich
          > bezlitosnego krzywdzenia (tutaj muszę postawić ;-))), bo rzeczywiście zaraz
          mi
          > jakiś "kominiarz" wskoczy przez okno). A tu proszę, niezawodna jak zwykle,
          > bezkompromisowa Signora Olivvka dzieli się z nami swoją
          > niezrealizowaną "krwawą" fantazją.
          >

          Coż, mysle ze wiele osob ma jakies fantazje, które są nieprzyzwoitymi i do
          których boimy sie przyznac. Moja jest wlasnie nieco "krwawa", a skąd się
          wzieła? Nie wiem, moze po częsci z mojego upodobania do submisywnosci (choc ja
          jestem akurat li tylko submisywna, bo jestem switch) i lubosci do przezywania
          niewielkiego bólu.

          > Może wypowiem się tutaj na temat poruszonego przez Panią, moja droga, tematu
          > skatofilii. Otóż wydaje mi się, że jest (w wielu przypadkach, z wyjątkiem
          > japońskich pornosów, zupełnie mentalnie odmiennych od naszych) to jeden z
          > wielkomiejskich seksualnych mitów, podobnie jak "snuff-movies". Nie mogę po
          > prostu uwierzyć, że z taką łatwością przychodzi na tych filmikach i obrazkach
          > przepięknym nierzadko damom, elegankim i zadbanym, obcowanie z odchodami z
          taką
          >
          > lubością, jakby to były niesamowite słodkości (ten słynny "shit-eating
          grin").
          > Wydaje mi się, że najczęściej jest to pic-na-wodę-fotomontaż - jako Szalony
          > Kucharz mogę podać wam przepis na przepyszne ciasto do złudzenia wyglądem
          > przypominające kupkę. Czytałem nawet kiedyś, że tak to się robi(ło), no ale
          > czasy się zmieniają... Z medycznego punktu widzenia szczerze nie polecam tego
          > typu zabaw: przebogata flora bakteryjna stanowi aż 20-30% masy stałych
          > składników kału. Nie oznacza to oczywiście, że kał jest przez to śmiertelnie
          > trujący i czyni to na przykład seks analny szczególnie ryzykownym (analizm i
          > scat, wbrew pozorom, niewiele mają ze sobą wspólnego), ale to chyba gra
          > niewarta świeczki.
          >

          Co do filmów ze skatofilią: myśle podobnie jak Pan, co wiecej, jestem nawet o
          tym przekonana. Wiekszosc produkcji jest sprytną iluzją, w której tak naprawde
          nie dochodzi do kontaktu partnerki z kałem a jedynie z substancjami do
          zludzenia przypominającymi kał. Sprytne cięcia, odpowiednie ujęcia kamery no i
          w koncu........ wypelnianie uprzednio wyproznionego odbytu iluzorycznym
          substytutem stolca. A skąd to wiem? Ogladałam niegdyś na którejś z
          niemieckojezycznych stacji (chyba VOX) program poświęcony kręceniu filmów
          pornograficznych. Byl tam wątek dotyczący filmów poświęconych i torturom i
          m.in. scat-sexowi. Rezyser w kilku slowach przedstawial techniki krecenia tego
          typu materiałów.
          Ale......... przyznac musze, ze osobiscie znam osoby, które mają tego typu
          upodobania i nie są to jedynie fantazje, ale wiem ze tego typu upodobania były
          przez nie realizowane. I są to osoby obojga płci. Jeszcze nim byłam mężatką
          miałam przyjaciela (niestety kontakt sie urwal), tylko przyjaciela, z którym
          bylismy wzgledem siebie bardzo szczerzy jesli chodzi o zwierzenia dotyczace
          wlasnego zycia seksualnego. Otoz ten przyjaciel, któregos pieknego dnia (a
          mielismy wtedy nie wiecej niz po 20-lat) przybiegl do mnie i...... tymi o to
          slowy wyrazil to, co zaproponowala mu jego dziewczyna: "wiesz co, ona sie mnie
          zapytala, czy moze na mnie nasrac (takiego uzyl okreslenia)". Bylam bardzo
          zdziwiona wtedy taką propozycją, która wyszła zresztą z ust było nie było
          kobiety. Ale jeszcze bardziej zdziwiona byłam, gdy nie upłynęły dwa lata i mój
          przyjaciel po rozstaniu z tą dziewczyną, niechybnie wszedł w nowy związek
          i........ znowu do mnie któregoś dnia przybiegł i powiedział tymi oto
          słowy: "czy Wy wszystkie tak macie? ona też chce na mnie nasrac (znowu
          przepraszam za dosadnosc slow), wy jestescie jakies chore :-)))) ). I znowu
          byłam niezwykle zdziwiona, gdyz powtornie propozycja wyszła z ust kobiecych. Z
          tego co mi powiedzial, on sie nigdy na tego typu zachowanie seksualne nie
          odwazyl. Ale znamiennym bylo to, ze dwukrotnie propozycja wyszla od kobiety, a
          nie od mezczyzny. Ja ubaw miałam po pachy podczas jego drugiej wizyty z takim
          wyznaniem. I powiedziałam mu w żartach, że widać jest tyle wart, że wszyscy
          chcą na niego tylko sr.ć :-)))

          >
          > Wciąż czekam na ożywienie dyskusji,
          >
          > Moje uszanowanie,
          >
          > Szalony Kucharz
          >
          > PS. A małżonek naprawdę nie może się przełamać i sprawić żyletką odrobinę
          > frajdy swojej dziewczynce??? A to łobuz! ;-)))

          Ano nie chce, coż poradzic, przeboleje, ale mysle, że z czasem odwazy sie na
          takie zachowanie.

          pozdrawiam
          olivvka
          • kalina79 żyleta 25.11.02, 15:35
            Olivvko, a nie mozesz sama się pochlastać? Czy to nie to samo? A co Twój mąż (i
            Ty) na sex w czasie miesiączki?
            • olivvka Re: żyleta 25.11.02, 16:36
              kalina79 napisała:

              > Olivvko, a nie mozesz sama się pochlastać? Czy to nie to samo? A co Twój mąż
              (i
              >
              > Ty) na sex w czasie miesiączki?

              Hi,hi, sama nie mogę się "pochlastać". W zasadzie mogłabym zadać Ci podobne
              pytanie: czy nie mogłabyś zamiast uprawiać seksu cały czas się sama
              masturbować? W zasadzie co za różnica, kto Cie do tego orgazmu doprowadzi,
              prawda? :-)))

              A na seks w czasie miesiączki odpowiadam: nie mam ani ja ani mój mąż nic
              przeciwko tego typu zabawom. Powiem więcej, mój mąż bardzo sobie ceni doznania,
              gdy we wnętrzu mojej pochwy znajduje się tampon. Mówi, że wtedy tak przyjemnie
              go coś "kłuje" w penisa :-)))

              pozdrawiam
              olivvka
              • kalina79 Re: żyleta i tampon 25.11.02, 16:43
                olivvka napisała:

                > Hi,hi, sama nie mogę się "pochlastać". W zasadzie mogłabym zadać Ci podobne
                > pytanie: czy nie mogłabyś zamiast uprawiać seksu cały czas się sama
                > masturbować? W zasadzie co za różnica, kto Cie do tego orgazmu doprowadzi,
                > prawda? :-)))

                mój mąż bardzo sobie ceni doznania,
                > gdy we wnętrzu mojej pochwy znajduje się tampon. Mówi, że wtedy tak
                przyjemnie
                > go coś "kłuje" w penisa :-)))


                Z pochlastaniem chodziło mi o to, ze sama mogłabys się pokaleczyć i krwawiąca
                pójść do łóżka, czy to Cię nie satysfakcjonuje?

                Druga sprawa: Kochacie sie nie wyjmując tamponu??? Jestem szczerze zdziwiona! A
                co wtedy ze sznureczkiem? zostaje gdzieś w środku? Poza tym, czy Ty masz tak
                długą pochwe, czy mąż tak krótkiego penisa? Bo gdy kocham się z moim
                chłopakiem, czuje go przy szyjce macicy, więc nie zmieściliłby sie tam obaj na
                długość, z tamponem. Jestem w stanie jakoś pojąć, że Twojego męża cos
                przyjemnie kłuje w penisa, ale czy Ciebie za to coś nie kłuje NIEPRZYJEMNIE w
                macicę?
                • olivvka Re: żyleta i tampon 26.11.02, 09:50
                  kalina79 napisała:

                  >
                  >
                  > Z pochlastaniem chodziło mi o to, ze sama mogłabys się pokaleczyć i krwawiąca
                  > pójść do łóżka, czy to Cię nie satysfakcjonuje?

                  Wydaje mi się, ze w poprzednim moim poście udzieliłam Ci odpowiedzi, nawiązując
                  do masturbacji zamiast uprawiania seksu. Ale odpowiem z przyjemnoscią raz
                  jeszcze: nie satysfakcjonowałoby mnie to.

                  >
                  > Druga sprawa: Kochacie sie nie wyjmując tamponu???

                  tak, lubimy uprawiac seks nie wyjmując tamponu.


                  >Jestem szczerze zdziwiona!

                  Nie wiem czym, naprawde.


                  > A co wtedy ze sznureczkiem? zostaje gdzieś w środku?

                  Mój mąż, albo trzyma sznureczek, by nie "wpadł" do srodka, a gdy sie zdarzy ze
                  wpadnie, to.... robimy "operację" wyjmowania go ze srodka :-)))


                  >Poza tym, czy Ty masz tak
                  > długą pochwe, czy mąż tak krótkiego penisa?

                  Ja mam pochwe bardzo elastyczną.

                  >Bo gdy kocham się z moim
                  > chłopakiem, czuje go przy szyjce macicy, więc nie zmieściliłby sie tam obaj
                  na
                  > długość, z tamponem. Jestem w stanie jakoś pojąć, że Twojego męża cos
                  > przyjemnie kłuje w penisa, ale czy Ciebie za to coś nie kłuje NIEPRZYJEMNIE w
                  > macicę?

                  Ja też czuję kłucie w macicę, ale...... uwielbiam to uczucie. Wiele kobiet,
                  choćby ja, lubi uczucie dotykania, kłucia macicy. Odbieram to jako bardzo
                  przyjemne. Ale ja np. nie lubie dotykania punktu G. Nie sprawia mi to żadnej
                  przyjemności. Za to dotykanie macicy wielką.
                  Zmieszczenie tamponu i penisa w pochwie nie nastręcza żadnego problemu.
                  Przeciez pochwa rozciąga się także na boki, wiec gdzies ten tampon zawsze
                  się "wygodnie" w pochwie ulokuje :-)))

                  Pozdrawiam
                  olivvka
            • Gość: Szalony Kucharz Oj, Kalina, Kalina... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 16:38
              Kiedyś zdaje się pisałaś coś o masturbacji jako zastępczej formie seksu.
              Samookaleczenie byłoby przecież swoistą formą masturbacji. A seks jak wiesz nie
              znosi samotności - to przecież najbardziej posunięta bliskość, już bliżej być
              siebie nie można. Dlaczego więc proponujesz świadomej swych potrzeb kobiecie,
              aby samotnie zrealizowała swoją "ostrą" fantazję. Przecież nie chodzi wyłącznie
              o bólowe doznanie i napatrzenie się na krew - cięcia i przekłucia wbrew pozorom
              są dużo mniej bolesne od chłosty, a krew można sobie pooglądać, jak słusznie
              zauważyłaś, w czasie menstruacji. Nie liczy się przecież pojedynczy element
              danej miłosnej sytuacji, tylko cudowne złożenie w całość tego, co stanowi
              podnietę: zachmurzony wzrok mężczyzny, którego lędźwia z taką czułością
              kochają, a którego dłonie z takim niepokojącym oddaniem kaleczą do krwi pierś
              kobiety, która tego właśnie oczekiwała. Szczypiące uczucie nacinania skóry
              miesza się z doznaniami wywołanymi w innych miejscach tworząc synergetyczną
              masę krytyczną, uderzającą w końcu z impetem małej śmierci (mam nadzieję, że
              wiesz, co w języku francuskim oznacza termin "le petit mort") w ich intymny
              świat. Wszystko wokół gaśnie zredukowane do osobnych "ja", a "ja" to przecież,
              idąc tropem Hume'a, jedynie wiązka wrażeń.

              Uff, ale pojechałem....

              Prosił bym zatem Ciebie, droga Kalino, abyś wykazała odrobinę erotycznej
              wyobraźni i potrafiła za czynnościami seksualnymi dostrzec ludzi a nie tylko
              procedury, jakieś bezosobowe fetysze. Przecież z pewnością erotycznym doznaniem
              dla Senory Olivvki nie byłby upadek z roweru w czasie przejażdzki szutrową
              szosą i pokaleczenie się do krwi.

              Szalony Kucharz
              • kalina79 Re: Oj, Kalina, Kalina... 25.11.02, 16:52
                Gość portalu: Szalony Kucharz napisał:


                > Prosił bym zatem Ciebie, droga Kalino, abyś wykazała odrobinę erotycznej
                > wyobraźni i potrafiła za czynnościami seksualnymi dostrzec ludzi a nie tylko
                > procedury, jakieś bezosobowe fetysze.

                Przykro mi, że zarzucasz mi brak erotycznej wyobraźni. Moja wyobraźnia porusza
                sie jak dotąd po dość subtelnych obszarach sexu, a samookaleczania się do
                subtelności nie nalezy. Może i moje pytania dziwią Cie, ale ja chcę wiedziec.
                Dla mnie nacinanie sie żyletką nie nosi znamion sexu w ogóle, dlatego pytam
                Olivvkę, czy nie może zrobić sobie tego sama.




                Przecież z pewnością erotycznym doznaniem

                > dla Senory Olivvki nie byłby upadek z roweru w czasie przejażdzki szutrową
                > szosą i pokaleczenie się do krwi.

                A tego akurat nie możesz wiedzieć na 100%, a jedynie założyć z dużą dozą
                prawdopodobieństwa. Radzę Ci, wykaż następnym razem wyobraźnię erotyczną na
                tyle, by pojąc , że dla niektórych ludzi podniecający może byc nawet upadek z
                roweru.
                • Gość: Szalony Kucharz No tak, zagalopowałem się! IP: *.visp.energis.pl 25.11.02, 17:14
                  kalina79 napisała:

                  > Dla mnie nacinanie sie żyletką nie nosi znamion sexu w ogóle, dlatego pytam
                  > Olivvkę, czy nie może zrobić sobie tego sama.

                  Na jakiej zasadzie proponujesz komuś samotne nacinanie się żyletką, skoro blood-
                  play nie nosi dla Ciebie w ogóle znamion seksu? Nie potafię dostrzec logiki
                  Twojego rozumowania. Proszę o wyjaśnienia.

                  > Przecież z pewnością erotycznym doznaniem
                  >
                  > > dla Senory Olivvki nie byłby upadek z roweru w czasie przejażdzki szutrową
                  >
                  > > szosą i pokaleczenie się do krwi.
                  >
                  > A tego akurat nie możesz wiedzieć na 100%, a jedynie założyć z dużą dozą
                  > prawdopodobieństwa. Radzę Ci, wykaż następnym razem wyobraźnię erotyczną na
                  > tyle, by pojąc , że dla niektórych ludzi podniecający może byc nawet upadek z
                  > roweru.

                  To prawda, wszystko się może zdarzyć...

                  Szalony Kucharz
                  • kalina79 Re: No tak, zagalopowałeś się! 25.11.02, 18:27
                    Gość portalu: Szalony Kucharz napisał:


                    > Na jakiej zasadzie proponujesz komuś samotne nacinanie się żyletką, skoro
                    blood
                    > -
                    > play nie nosi dla Ciebie w ogóle znamion seksu? Nie potafię dostrzec logiki
                    > Twojego rozumowania. Proszę o wyjaśnienia.

                    Zgodnie z ustawą o języku polskim nazwijmy rzecz po imieniu- zabawy z krwią nie
                    mają dla mnie znamion sexu i kiedy słyszę, że dla kogoś jednak mają, staram się
                    dowiedzieć więcej. Między innymi tego, czy dla fetyszysty krwi jest jakaś
                    różnica między samookaleczaniem się, a okaleczaniem przez partnera. Rozumiesz
                    teraz? Czy mam Ci to narysować?
                    • Gość: Szalony Kucharz No nie irytuj się, Kalinko... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 18:36
                      Już dobrze, dobrze... A jak chcesz, to możesz mi coś od czasu do czasu
                      narysować. :-)

                      Szalony Kucharz
                • Gość: szalony Kucharz Wcale się nie zagalopowałem! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 17:59
                  kalina79 napisała:

                  >
                  > Radzę Ci, wykaż następnym razem wyobraźnię erotyczną na
                  > tyle, by pojąc , że dla niektórych ludzi podniecający może byc nawet upadek z
                  > roweru.

                  Wiesz co, Kalino, idąc dalej twoim tropem możnaby utrzymywać, że istnieją tacy
                  masochiści, którym niebywałych uniesień dostarcza złamanie otwarte nogi. I to
                  jest, moim zdaniem, niezrozumienie do końca istoty ludzkiej seksualności.

                  Zauważ przecież, że lwia (naprawdę lwia) część najróżnorodniejszych zachowań
                  seksualnych, nawet tych najbardziej wyuzdanych koncentruje się jeżeli nie
                  bezpośrednio na genitaliach (że użyję tu z braku lepszego tego określenia), to
                  na sferach erogennych ludzkiego ciała. Popatrz dobrze, te odpychające Ciebie
                  tortury nie dotyczyły przecież paznokci, twarzy, stóp (tak jak to ma miejsce
                  przecież w przypadku tych prawdziwie bolesnych, okrutnych tortur) tylko
                  jednoznacznie seksualnych atrybutów kobiecości. Lady Olivvka także pisała o
                  swoich drażniątkach, a nie o wyrzynaniu sznyt na przedramieniu, jak to się
                  niektórzy grypsujący popisują. A niby dlaczego? Dla większego okrucieństwa i
                  bólu? Ależ nie, te części ciała dużo lepiej (oczywiście z pewnymi
                  zastrzeżeniami) znoszą molestowanie niż pozostałe - uwierz mi. Chodzi o
                  erotyzację doznań, a najłatwiej tego dokonać pobudzając erogenne obszary.

                  Oczywiście przyjmując tezę o panseksualności kobiety stwierdzić musielibyśmy,
                  że cała ciało jej stanowi jedną wielką erotyczną mapę, ale bądźmy poważni - nie
                  ma chyba damy, która potrafiłaby osiągać seksualne spełnienie (nie raz i nie
                  dwa) w wyniku samej tylko stymulacji dajmy na to uszu (chociaż nie twierdzę, że
                  delikatne ich pobudzanie nie może być erotycznie obojętne), albo w wyniku
                  przytoczonego tutaj upadku z roweru. Chociaż zależy na co, i czym by upadła ;-)

                  Mam nadzieję, że ustosunkujesz się do tej wypowiedzi, Kalino,

                  Szalony Kucharz
                  • kalina79 ustosunkowuję się 25.11.02, 18:34

                    > Mam nadzieję, że ustosunkujesz się do tej wypowiedzi, Kalino,
                    >
                    > Szalony Kucharz

                    Ustosunkuję się jednym zdaniem... Mało wiesz o seksie- odpowiednia stymulacja
                    uszu doprowadza mnie do orgazmu.
                    • Gość: Szalony Kucharz A to ciekawe! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 19:03
                      Opowiedz coś o tym, jeśli możesz, bo chyba rzeczywiście za mało wiem o seksie.
                      Absolutnie sama stymulacja uszu doprowadza Cię do orgazmu? Chodzi o czułe
                      słówka, czy o dyszące lizanie??? To cudowne!!!

                      Tylko ja absolutnie nie wykluczam takiego scenariusza - uszy oczywiście
                      stanowią jeden z erogennych obszarów. Złym się przykładem posłużyłem. O ja w
                      torbę biedny, jedyna rzecz, którą się zawsze najbardziej interesowałem okazuje
                      się być ułudą, kpiną ze mnie samego, a to wszystko z winy orgazmicznych uszu
                      Kaliny!

                      Chyba czas już na mnie,

                      Szalony Kucharz
                      • kalina79 Re: A to ciekawe! 25.11.02, 19:13
                        Gość portalu: Szalony Kucharz napisał:

                        > Opowiedz coś o tym, jeśli możesz, bo chyba rzeczywiście za mało wiem o
                        seksie.
                        > Absolutnie sama stymulacja uszu doprowadza Cię do orgazmu? Chodzi o czułe
                        > słówka, czy o dyszące lizanie??? To cudowne!!!

                        Lizanie, dyszenie, chuchanie, pogryzanie i wkładanie języka głębokoooo i
                        jeszcze miłe, podniecające słowa, świństewka... Oszaleć można!

                        Kucharzu... nie przejmuj się! Nikt nie wie wszystkiego :-)
                        • Gość: Szalony Kucharz O uszkach raz jeszcze IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 19:58
                          Moje drogie rozmówczynie!

                          Oto (no pun intended) okazało się, że można zakończyć już poszukiwania drugiego
                          końca kobiecej łechtaczki. Zapomnijmy o mitycznym punkcie G – kobiece uszy to
                          tajemne wejście do jej ogrodu rozkoszy!

                          A teraz na poważniej, Kalino... Uważam, że za bardzo przyczepiłaś się do
                          pewnego małżowinowatego szczegółu mojej wypowiedzi, zaniedbując przy tym całą
                          resztę tego, co chciałem wyrazić i kwestionując przy tym mój „seksoepistem”.
                          Nie powiem, zrobiło mi się trochę przykro. A mógłbym wysunąć przecież
                          kontrargument przeciw Twoim słodziutkim uszkom, pisząc że moja dziewczyna
                          zaczyna niebezpiecznie chichrać, kiedy tylko czuje, że zbliżam się do tego
                          orgazmicznego dla Ciebie miejsca.

                          Oczywiście mogłabyś mnie wtedy przygwoździć na amen przykładem z „Ally McBeal”,
                          czyli fishowymi wattles i hamstrings.

                          Ale proszę Cię o odrobinę wyrozumiałości i szacunku dla mniej zorientowanych od
                          Ciebie w sprawach miłości samozwańczych kucharzy.

                          Kalina napisała:

                          > Lizanie, dyszenie, chuchanie, pogryzanie i wkładanie języka głębokoooo i
                          > jeszcze miłe, podniecające słowa, świństewka... Oszaleć można!

                          No widzisz sama, nie jest to oderwane od całej sytuacji mechaniczne pobudzanie
                          danej części ciała, tylko jakiś napewno niesamotny seans. Nie powiesz mi chyba,
                          że masturbujesz się w ten sposób, bo nie uwierzę! I o tym chciałem napisać -
                          żeby nie rozpatrywać upodobań seksualnych w jakimś oderwaniu, przedstawiać ich,
                          tak jak czyni to wielu, jako jakiś model wypranych z kontekstu czynności.
                          Dlatego czułem, że muszę odpowiedzieć jakoś na Twe posty zatytułowane "żyleta"
                          i "żyleta i tampon".

                          Szalony Kuchcik
    • Gość: Szalony Kucharz O osobliwościach skatofilli jeszcze trochę IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 16:15
      Disclaimer: Osoby o wrażliwych żołądkach proszę o powstrzymanie się od lektury.
      Autor nie ponosi żadnej odpowiedzialności za szkody wyrządzone w zarzyganym
      sprzęcie.

      Generalnie upodobania te jakoś dziwnie powiązane są z kobiecością. Stricte
      gejowskich materiałów scat jest w porównaniu z koprofilną pornografią damsko-
      męską, a przede wszystkim damsko-damską tyle, co kot napłakał. Właśnie
      zadziwiające jest owo łączenie klimatów lesbijskich z „shit-play”, tak jakby
      chodziło właśnie o wydobycie kontrastu między kobiecością-synonimem czystości,
      a najpełniejszą reifikacją brudu, jaką są odchody. Jakieś 95% skatologicznych
      fantazji zaklętych w erotyczne opowiadania to w gruncie rzeczy safońska
      literatura, napisana przez takie „autorki” (oczywiście nie wnikam w realową
      płeć twórców) jak Jennifer E., Durty Lady, Laura Ann Davis. Internetowe serwisy
      scatowe też prezentują w zasadzie same „brudaski”; zespół Apteka śpiewa „ta, co
      przyjechała w fiacie lubi kloca mieć na klacie”; teraz moja droga Olivvka
      przytoczyła anegdotkę... Ciekawe.

      Szalony Kucharz
    • Gość: kropka Re: Perwersje i ekstrema IP: *.dip.t-dialin.net 26.11.02, 00:30
      szalony kucharzu,

      ciekawie i ladnie piszesz, ale ubolewam, ze jestes po prostu zwyklym naiwnym
      konsumentem swiata sex biznesu. Ta wilgoc miedzy udami kobiet to taki specjalny
      zel, ktory jest ZAWSZE nakladany aby byl wlasnie efekt podniecenia. Bo, ze
      sutki specjalnie sa draznione, aby ladnie staly to chyba wiesz.
      W kazdym razie zycze dalszego powodzenia przy (jak dla mnie osobiscie zalosnym)
      ogladaniu fotek i biernym ogladaniu nagich wilgotnych kobiet jak i udzielaniu
      sie tutaj w wielkim stopniu na forum. Ja niestety juz twoich wywodow czytac nie
      zamierzam, zreszta jest powiedzenie "krowa co duzo ryczy malo mleka daje". Mam
      takie dziwne przeczucie.. ehh, a mnie przeczucia nie myla.. W kazdym razie wole
      mezczyzn ktorzy swoja cenna energie koncentruja na bardziej pozytecznych i
      wyzsszych celach niz na monologach o spermie i piercingach.
      • Gość: Szalony Kucharz O seksualnej przemocy IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.02, 08:22
        Szacowna Kropko,

        Z nicka wnoszę, że jesteś kobietą, ale mogę się mylić – przecież tylko Ciebie
        przeczucia nie mylą. Sposób w jaki zostałem przez Ciebie potraktowany jest
        przejawem tytułowej seksualnej przemocy wobec mojej osoby, czyli decydowania za
        mnie, co jest dla mnie właściwie oraz umniejszanie znaczenia tego, co dla mnie
        wartościowe. Oglądanie nagich fotek jest przecież żałosne (proszę mi zresztą
        wyjaśnić na czym polegać miałoby bierne, a na czym czynne oglądanie kobiet, bo
        jestem w... kropce), ja jestem naiwnym konsumentem świata sex-biznesu
        (oczywiście zabieg komercjalizacji ma tu na celu wykazanie nieczystości całego
        tego „bagna” – chodzi przecież wyłącznie o wydojenie takich jak ja naiwniaczków
        z ostatnich oszczędności), i w dodatku jeszcze krową małomleczną. Poza tym
        jestem mężczyzną nieużytecznym, ponieważ zajmuję się poślednimi sprawami świata
        tego, czyli o spermie i piercingach monologami, sugerując tym samym, że
        podszywam się pod własnych rozmówców.

        Kreujesz się przy tym na pornograficzną ekspertkę, która dobrze wie, że kobiety
        na zdjęciach ZAWSZE (podkr. kropka) smarowane są specjalnym żelem i mają
        specjalnie drażnione sutki (gwoli ścisłości: nie sutki, tylko brodawki sutkowe -
        sutek to cały gruczoł piersiowy). A akurat w omawianym przeze mnie przypadku
        smarowanie specjalnym żelem jest raczej niewskazane – igły się ślizgają i łatwo
        o wypadek. A drażnienie „sutków, aby ładnie stały” też jest bezcelowe – przy
        skrępowaniu cała pierś jest tak wydęta, że otoczka brodawkowa wraz z brodawką
        zaczyna zlewać się w jedną siniejącą całość z resztą masy drażniątek.

        Mam nadzieję, że na tyle jesteś profesjonalna, że zniosłaś jakoś bez większych
        mdłości moje wyjaśnienia.

        A swoją drogą może zdziwi to Twój nieomylny organ przeczucia, ale większość
        moich przyjaciółek i koleżanek (o kurczę blade, to ja mogę utrzymywać
        jakiekolwiek znajomości z kobietami?!?) akceptuje moje seksualne zapatrywania,
        niekoniecznie podzielając moje fascynacje (chociaż jestem ostatnio pozytywnie
        zaskakiwany, ale o tym sza...) i jeszcze ŻADNA (podkr. Sz.K.) nie udzieliła mi
        tak poniżającej lekcji, jak Ty.


        Koniec. Kropka.

        Szalony Kucharz
        • Gość: Z. Scat na prawdziwej kupce? IP: *.is.our.dark-world.net 27.11.02, 23:13
          Cześć
          Poruszyliście temat, który jest dobrze przedstawiony na stronie:
          www.scatinbrazil.com
          Moim zdaniem (ośmielam się wypowiedzieć po dogłębnej analizie) nie ma tutaj
          mowy o jakiś tam chwytach czy fotomontażach.
          Zwróćcie uwagę na pełną paletę konsystencji i barw jakie tam przybierają
          wydalane przez całkiem ładne kobiety substancje. Kto by się bawił w uzyskanie
          podobnych efektów i za jakie pieniądze. Po drugie na strone scatinbrazil.com
          wchodzi się z www.mfvideo.com.br. Jest to jedna "firma", która stworzyła dział
          scat-vomit właśnie na w/w stronie. Mają w ekipie ze 30 aktorek i tylko niektóre
          występują w dziale scat-vomit. Tak by nie było, gdyby był to wcześniej
          spreparowny budyń. W ogóle moczu i wymiocin spreparować się nie da.

          Pozdrawiam i życze miłego oglądania.
          Z.

          P.S. Pamiętajcie koprofagia i koprofilia to ciężkie zboczenia seksualne.
          • Gość: Szalony Kucharz Brazylijski scat IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 08:45
            Drogi Rafale,

            Nie napisałem oczywiście nigdzie, że nie istnieją prawdziwi miłośnicy odchodów
            i że nie znajdzie się w całym świecie autentycznych materiałów poświęconych
            takowym upodobaniom. Wspomniałem o powykręcanej dla nas mentalnie japońskiej
            pornografii - tam scat i vomit to zdaje się norma, zapomniałem jednak o
            Canarinhos, którzy chyba nie tylko w futbolu, ale także w podejściu do spraw
            seksu zdają się pochodzić z innej planety ;-)

            "Scat in Brazil" odwiedziłem już dawno temu, jednak większą od tej witryny
            uwagę przykuła strona brazylijskiej wytwórni "Lettitia Miller Videos",
            specjalizującej się w nieco brutalnym seksie lesbijskim, elementach
            asphyxofilii i skatofilii. Tylko właśnie - jak to możliwe, żeby aż tak
            oszałamiającej urody kobiety (naprawdę przepiękne dziewczyny), które spokojnie
            mogłyby robić karierę mainstreamowych fotomodelek, z taką ochotą sadzają sobie
            nawzajem na twarzach stolce tak dorodne, że mogłyby znaleźć się w "Księdze
            Rekordów Guinessa"? I dlaczego właśnie w tym wszystkim dominuje taki
            arcykobiecy klimat? To przecież generalnie damy mają większe od facetów
            zahamowania przed nietypowymi zachowaniami seksualnymi, a tu nagle filmy te
            pokazują nam, że im piękniesza i niedostępniejsza (les) niewiasta, tym większa
            z niej amatorka kupki.

            Rozumiem, że odpowiednia dieta może uczynić kał znośniejszym w zapachu,
            konsystencji i smaku, ale...

            Z napisał:

            > Moim zdaniem (ośmielam się wypowiedzieć po dogłębnej analizie) nie ma tutaj
            > mowy o jakiś tam chwytach czy fotomontażach.

            Dogłębna analiza wymagałaby elementu testu olfaktorycznego i smakowego. Chyba
            komputery jeszcze takiej możliwości nie oferują.

            > Zwróćcie uwagę na pełną paletę konsystencji i barw jakie tam przybierają
            > wydalane przez całkiem ładne kobiety substancje. Kto by się bawił w uzyskanie
            > podobnych efektów i za jakie pieniądze.

            Proszę zajrzeć do dobrze zaopatrzonej księgarni i w dziale artystycznym
            poprosić o album "Encyclopaedia of Poo". Jak widać niektórzy artyści-
            fotograficy poświęcają cały swój talent uwiecznianiu naprzeróżniejszych
            balasków.

            > Tak by nie było, gdyby był to wcześniej spreparowny budyń. W ogóle moczu i
            > wymiocin spreparować się nie da.

            Czy tylko budyń czekoladowy wchodzi w rachubę? Moczu i wymiocin rzeczywiście
            spreparować się nie da, ale można uczynić je znośnymi w obcowaniu: dużo wypitej
            wody rozrzedzi nawet najpardziej słono-gorzkie siuśki, a wymiot po dopiero co
            spożytym posiłku nie zdąży jeszcze dobrze skwaśnieć w żołądku.

            To tyle na ten niezbyt wdzięczny temat,

            Szalony Kucharz
            • olivvka Re: Drobne uzupełnienie 28.11.02, 09:17
              Gość portalu: Szalony Kucharz napisał:

              > > Tak by nie było, gdyby był to wcześniej spreparowny budyń. W ogóle moczu i
              >
              > > wymiocin spreparować się nie da.
              >
              > Czy tylko budyń czekoladowy wchodzi w rachubę? Moczu i wymiocin rzeczywiście
              > spreparować się nie da, ale można uczynić je znośnymi w obcowaniu: dużo
              wypitej
              >
              > wody rozrzedzi nawet najpardziej słono-gorzkie siuśki, a wymiot po dopiero co
              > spożytym posiłku nie zdąży jeszcze dobrze skwaśnieć w żołądku.
              >
              > To tyle na ten niezbyt wdzięczny temat,
              >
              > Szalony Kucharz

              Witajcie,
              Obejrzałam "scatinbrazil". No coż, robi wrażenie, ale....... i tak myślę, że
              większość zdjęć może być wyśmienitą mistyfikacją (zgodnie z tym co kiedyś
              obejrzałam na VOX-ie).

              Co do moczu i jego preparowania: myśle, że jest to możliwe do zrealizowania.
              Odpowiedni cewnik i przeprowadzenie lewatywy pęcherza moczowego, do którego
              można wlać zupełnie dowolną ciecz, a później podczas kręcenia zdjęć opróźnianie
              go z uprzednio dokonanego wlewu. Istnieje oczywiście ryzyko zainfekowania cewki
              moczowej, ale od czego jest np. Furaginum. Choć akurat myśle, że tematyka pee
              jest daleka od fotomontaży i tutaj wszystko odbywa się naturalnie. Mocz po
              wypiciu dużej ilości piwa jest zupełnie bezbarwny, bezwonny, a w smaku
              przypomina wodę z odrobiną oliwy (nie olivvki :-))) ).

              pozdrawiam
              olivvka
              • Gość: Szalony Kucharz Dzieńdoberek Olivvko! :-) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 10:06
                Szanowna Olivvko,

                Teraz wraz z Pani pojawieniem się na dobre rozpoczął się dzień na F.E. ;-)))

                Poruszyła Pani przy okazji kolejny temat osobliwych zabaw, mianowicie
                tzw. "urethral play". Pewnie mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale cewka
                moczowa może stanowić całkiem interesujące pole erotycznej gry, i to zarówno u
                kobiet jak i mężczyzn. Kalifornijska profesjonalna sadystka i 'body-artist' CM
                Hurt (www.cmhurt.com) zajmuje się między innymi tego typu zabawami (Tak w ogóle
                CM Hurt to niezwykle interesująca osoba i zainteresowanym mogę podesłać
                zamieszczony na www.bmezine.com wywiad z nią oraz porady dotyczące niektórych
                praktyk [mojej drogiej Olivvce delikatnie przypominam w tym miejscu, że ma
                jeszcze parę lektur do nadrobienia ;-)], a jedna z półamatorskich pornoaktorek,
                Amazing Ty, do tego stopnia rozciągnęła swoją cewkę, że... uprawią nią stosunki
                z nawet hojnie wyposażonymi mężczyznami!!! (szczegóły www.amazingty.com)

                Na koniec wyjaśniam, że nie jest moim zamiarem nakłanianie kogokolwiek do
                przedstawianych tutaj praktyk. Temat wątku brzmi "Perwersje i ekstrema",
                dlatego każda zaglądająca tu osoba powinna liczyć się z tym, że nie będę tu
                raczej pisać o ułożeniu nóg podczas stosunku na jeźdzca, choć to z pewnością
                niezwykle interesujące zagadnienie. Wszystkich szczerze obrzydzonych serdecznie
                przepraszam i broniąc się mogę jedynie stwierdzić, że są ludzie praktykujący
                takie formy erotyzmu, i to nie odosobnione przypadki, skoro istnieją gdzieś tam
                na świecie profesjonalne organizacje i przedsięwzięcia zaspokajające takie
                odmienne seksualne potrzeby. A nic, co ludzkie nie powinno być nam obce, prawda?

                Pozdrawiam ciepło,

                Szalony Kucharz
                • olivvka Re: Dzieńdoberek Kucharzu! :-) 28.11.02, 10:24
                  Witaj Kucharzu,
                  Kiedyś, gdy śp. Forum Seksuologia jeszcze tętniło życiem i dr Depko udzielał na
                  nim odpowiedzi (choć nieregularnie już), pozwoliłam sobie zapytać go o tzw.
                  coitus urethralis, a więc stosunek docewkowy. Zaciekawiło mnie to niezmiernie
                  przy przeglądaniu jednej z opasłych ksiąg dotyczących seksuologii, w której
                  wyczytałam tego typu hasło i znalazłam do niego opis (lakoniczny niestety). I
                  przyznam, że nie wierzyłam iż taki stosunek jest w ogóle możliwy. Dr Depko
                  także udzielił mi trochę wymijającej odpowiedzi na zadane pytanie twierdząc
                  jedynie, że do tej pory w swojej praktyce z podobnym przypadkiem nie spotkał
                  się i że rzeczywiście istnieje możliwość poszerzenia cewki moczowej do średnicy
                  penisa, lecz wymaga to po używania specjalnych rozszerzadeł i niesie za sobą
                  bardzo poważne ryzyko wystąpienia nieodwracalnych powikłań urologicznych.
                  Więcej szczegółów jednak nie udało mi się poznać.
                  Obrzucona poza tym zostałam błotem przez szacownych współuczestników
                  tamtejszego Forum za mój pęd do wiedzy, ale tym akurat niespecjalnie się
                  przejęłam :-)))
                  Tym bardziej dziękuje Kucharzu, za wskazanie strony, na której mogłam przyjrzeć
                  się (choć pobieżnie) że rzeczywiście tego typu stosunki są możliwe. Praktykować
                  nie zamierzam :-))), ale obejrzeć obejrzałam z niemałym zaciekawieniem.

                  pozdrawiam
                  olivvka
                  • Gość: Szalony Kucharz Zawsze do usług Mistress Olivvki :-) IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 14:00
                    Szanowna Olivvko,

                    Pani pęd do seksuologicznej wiedzy w połączeniu z nieocenioną praktyką nie
                    przestanie mi imponować. Żałuję bardzo, że nie zjawiłem się na Forum
                    Seksuologia, kiedy jeszcze istniało, szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że
                    znajdę tam chociaż jedną osobę, której poglądy na temat seksualności
                    człowieczej będą moim tak bliskie, a tu proszę jaka miła niespodzianka, w
                    dodatku jeszcze w moim ulubionym kolorze! :-)))



                    Podnóżek Waćpani,

                    Szalony Kucharz

                    PS. Już nie jestem kochanym kucharzem??? :-(((
    • rampampam_ Pytanie czysto techniczne... 28.11.02, 11:36
      Obejrzałem sobie stronę "torturegalaxy".
      Nie ukrywam, zrobiła na mnie wrażenie i wymyślnością perwersji i odpornością
      występujących na zdjęciach dziewczyn na ból. Bo trudno sobie wyobrazić, że
      wszsytko to jest mistyfikacją, a ich twarze bynajmniej nie są twarzami
      skatowanych kobiet, jakie można zobaczyć w Polsce, gdy uciekają z mieszkania
      przed pijanym małżonkiem.
      Ale nasuwa mi się jedno pytanie - większość dziewczyn ma przed występem całkiem
      jędrne piersi i nieźle sterczące sutki, nie widać blizn itp. A trudno uwierzyć,
      że robią to przed kamerą po raz pierwszy w życiu. Jak to się im udaje, że tak
      brutalnie traktowane ciała powracają do stanu pierwotnego, zapewne bez udziału
      pogotowia ratunkowego i chirurgii plastycznej?
      W swoich opowieściach Markiz de Sade wspomina coś o jakimś eliksirze, którym
      smarowano rany zadane ofiarom i po którego użyciu wszelkie ślady okaleczenia
      znikały bez sladu. Tak się jednak składa, że to, co pisał de Sade było fikcją,
      a to co widać na torturegalaxy wygląda na real.
      Czy ktoś to może wytłumaczyć?

      Ram pam pam.
      • Gość: Szalony Kucharz Odpowiedź czysto techniczna IP: *.visp.energis.pl 28.11.02, 13:31
        rampampam_ napisał:

        > Obejrzałem sobie stronę "torturegalaxy".
        > Nie ukrywam, zrobiła na mnie wrażenie i wymyślnością perwersji i odpornością
        > występujących na zdjęciach dziewczyn na ból. Bo trudno sobie wyobrazić, że
        > wszsytko to jest mistyfikacją, a ich twarze bynajmniej nie są twarzami
        > skatowanych kobiet, jakie można zobaczyć w Polsce, gdy uciekają z mieszkania
        > przed pijanym małżonkiem.

        Cieszę się, że dostrzegłeś w tym wszystkim jakiś erotyzm (chociaż wcale nie
        musisz go podzielać), a nie tylko żądzę pieniędzy, przemoc, itp. Zapewniam
        Ciebie i innych, że kobiety te przychodzą tam z własnej nieprzymuszonej woli i
        tak samo powracają na kolejne sesje.

        > Ale nasuwa mi się jedno pytanie - większość dziewczyn ma przed występem
        całkiem
        >
        > jędrne piersi i nieźle sterczące sutki, nie widać blizn itp. A trudno
        uwierzyć,
        >
        > że robią to przed kamerą po raz pierwszy w życiu. Jak to się im udaje, że tak
        > brutalnie traktowane ciała powracają do stanu pierwotnego, zapewne bez
        udziału
        > pogotowia ratunkowego i chirurgii plastycznej?

        A teraz zastanówmy się poważnie nad tą brutalnością traktowania. Jeżeli
        naprawdę dokładnie się przyjrzeć, to zabawy te jedynie z pozoru wydają się
        niebezpieczne i zagrażające zdrowiu oraz urodzie. Owe igły to przecież nie
        szewskie szydła, ale zwykłe lekarskie ósemki, z którymi każdy z nas niejeden
        raz miał z pewnością do czynienia. Czy masz jakieś szpecące blizny na tyłku,
        czy ramieniu od strzykawek (nie mówię tutaj o zbznowaconych odczynach skórnych
        po zawartości zastrzyku, czy szczepionki). Możecie mi nie wierzyć, jeżeli nie
        chcecie, ale ja sam czasem zabawiałem się w podobny sposób (tylko się nie
        śmiejcie!) i musielibyście mnie chyba pod mikroskopem przebadać, aby
        stwierdzić, w którym miejscu przekłuwałem się igłą, a w którym kapałem na
        siebie gorącym woskiem. Ciało ludzkie, podobnie jak każdy żywy organizm posiada
        zdolność regeneracji.

        I podobnież zgłębiając się w inne szczegóły techniczne dojdzie się do
        konkluzji, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Owszem, procedury są dość
        bolesne, ale nie na tyle, aby "ofiara" mdlała z bólu i nie czerpała z tego
        żadnej przyjemności. Dla laików oczywiście ból to ból, lecz ja już wspominałem,
        że erotyczny ból koncentruje się w zasadzie na erogennych strefach ciała i
        gdybyśmy na przykład którejś z zadeklarowanych masochistek złamali
        bezceremonialnie nogę, to z pewnością nie byłaby zadowolona. Wszystko odbywa
        się według iście medycznej procedurury i na przypływy miłosnego szaleństwa ze
        strony "kata" nie ma mowy.

        Warto więc czasem zapoznać się z takimi torturami od kuchni (pun intended). Czy
        wiecie na przykład, że intymna biżuteria większego kalibru jest dużo bardziej
        bezpieczna od tej mniejszej: obciążenie na jednostkę powierzchni otworu jest
        dużo mniejsze, maleje ryzyko migracji (przesunięcia się i wypadnięcia
        biżuterii), a poza tym wygląda dużo estetyczniej? Dlatego obecnie coraz
        modniejsze staje się przekłuwanie ciała nie igłami, lecz wykonywanie otworów
        skalpelem, albo punktakami kaletniczymi. Szczegóły patrz witryna Todda
        Bertranga www.toddbertrang.com. Ten awangardowy body-artist specjalizuje się w
        operowaniu skalpelem.

        I na koniec nieco filozoficzniej o śladach. Czy ciała nasze bez wyjątku nie
        stanowią płótna na którym odmalowywana jest cała nasza historia? Czy znajdziemy
        wśród dojrzałych ludzi osobę, której twarz jest tak gładka, że nie można
        powiedzieć o niej nic? Wszyscy się zużywamy, czy tego chcemy czy nie. Pozostaje
        jeszcze kwestia świadomego rzeźbienia samych siebie. Bo kto tu jest godniejszy
        szacunku: ktoś kogo niechciane życie zgarbiło, przycisnęło do ziemi,
        sprowadziło raka i zawał serca, czy ktoś kto na piersiach swych wyrył dyskretne
        ślady własnej namiętności?

        Zaniechajcie, zaklinam was, takiej punitywnej interpretacji naturalnych
        zjawisk, jakimi są choroba, starzenie i śmierć. Ludzie nie umierają na raka
        odbytnicy tylko dlatego, że byli zatwardziałymi sodomitami, zawału serca nie
        dostają tylko namiętni palacze i obżartuchy, mastektomia nie dotyczy wyłącznie
        masochistek lubujących się w dręczeniu własnych drażniątek. Przecież jeśli
        wierzyć reklamom, prawie połowa dorosłych Polaków cierpi z powodu hemoroidów -
        czyżby aż tylu było wśród nas analistów i analistek?



        Chętnie rozjaśnię dalsze wątpliwości,

        Szalony Kucharz
        • chaladia Co kraj, to obyczaj... 29.11.02, 11:41
          Witaj Szalony Kucharzu!

          Przypomniało mi się, jak podczas pobytu w Afryce widziałem dziewczyny, które w
          ciała miały powkręcane najdziwniejsze rzeczy jako "dowody miłości", co dla nich
          było po pierwsze biżuterią, po drugie rodzajem lokaty kapitału, a po trzecie
          potwierdzeniem atrakcyjności dla męszczyzn.
          Miałem okazję widzieć razy kilka, jak takie coś było zakładane i dziewczynom
          łzy ciekły z oczu niemal strumieniami, choć niewątpliwie żadna nie czyniła
          niczego, by się bronić i dzielnie to znosiły. Wręcz przeciwnie, po takiej
          operacji chenie obnosiły się z nową ozdobą.
          Inna sprawa, że używane narzedzia nie były cienkimi igłami - sutki przekłuwano
          tymi samymi szytftami od kolczyków, jakie przy nich były, a srebrna arabska
          biżuteria w Afryce jest z reguły mocno toporna.
          • Gość: Szalony Kucharz Re: Co kraj, to obyczaj... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 12:48
            Witaj Chaladia,

            Ja oczywiście nie miałem na myśli kulturowych rytuałów, z mocą tradycji
            obowiązujących w przeróżnych społecznościach wszystkich lub prawie wszystkich
            ich członków (choć to bardzo ciekawy temat, który może wkrótce na Forum
            podejmę), tylko dobrowolne akty oddawania się sadomasochistycznym praktykom
            (które choć uwzorowane przecież w jakieś subkulturowe normy, stanowią jednak w
            skali całego społeczeństwa margines), wypływające z jakiś głębszych bądź
            płytszych erotycznych potrzeb. Owszem, występuje w środowisku bdsm dość duża
            rytualizacja zachowań i nawiązania do obrzędów innych kultur (taki dodatkowy
            egzotyczny pieprzyk), ale koniec końców uczestnictwo w tej subkulturze (mówię
            oczywiście o czystym, bezpiecznym i konsensualnym SM) jest dla każdej osoby
            dobrowolne i tak samo dobrowolne jest poddawanie się różnym zabiegom i rytom.

            I czym innym jest metatomia/subinsykcja penisa u ludów Aborygeńskich, a czym
            innym w środowiskach body-mod. Czym innym jest klitoridektomia powszechnie
            praktykowana w północnej Afryce, a czym innym są te same zabiegi przeprowadzane
            na dobrowolnie zgłaszających się do Todda Bertranga kobietach. Czym innym były
            powszechnie obowiązujące dawnymi czasy gorsety, czy pasy cnoty, a czym innym są
            one dzisiaj dla ich fetyszystów. Upraszczając powiedzieć można, że tam mamy do
            czynienia ze społecznym konformizmem, a tutaj z jego zupełnym zaprzeczeniem.



            Na razie tyle, kłaniam się nisko,

            Szalony Kucharz
            • Gość: starszy_pan walka o granice IP: 217.153.44.* 29.11.02, 13:47
              Szalony!

              NJesteś dla mnie postacią zadziwiającą: z jednej strony funkcjonujesz tu jako
              subtelny guru (dzięki za wykłady o seksie oralnym, ale jeszcze większe dzieki
              za kawałek prozy poetyckiej nt. czy istnieje seks bez miłosci, gdzie pisałeś o
              romansie vs. "byciu w krótkotrwałym związku bez zobowiązań", o kochaniu się
              vs. "uprawianiu [brrr] seksu itp.) z drugiej strony z zadziwiającą (to nie jest
              ocena negatywną!) zaciekłoscią eksplorujesz różne ekstrema i ekskrementy.

              Wątek ten ma w tytule słowo "perwersje" tymczasem konsekwentnie piszesz o
              dewiacjach,a to nie to samo. Słownikowo (źródło encyklopedia Onetu)PERWERSJA to
              ekscentryczne zachowanie seksualne mieszczące się w - szeroko pojętej - normie.
              DEWIACJA zaś to zachowanie polegające na uzaleznieniu od zewnętrznych czynników
              NIE DO PRZYJĘCIA. Jeżeli więc jest sobie osoba, która lubi wtykać sobie w odbyt
              kij od miotły, to jest to (jeszcze) perwersja. Jeżeli czuje nieprzepartą
              potrzebę wtykania rzeczonego kija 4-letniemu dziecku - mamy do czynienia z
              dewiacją.

              Na początku postawiłeś pytanie o granice ludzkiej seksualności (cokolwiek by
              to miało znaczyć). MOIM prywatnym zdaniem granice te są tam, gdzie zaczyna się
              destrukcja i autodestrukcja. Panie dokonujące cięć swojego ciała to niestety
              dewiantki. Zastanawiam się, czy osoby robiące sobie kupy na głowę również nie
              pogrążają się w autodestrukcji - okaleczyć się można nie tylko fizycznie, ale
              również psychicznie. To moje zdanie niniejszym przedkładam Tobie i innym
              dyskutantom.

              Pozdrawiam
              Starszy


              • Gość: Szalony Kucharz Re: walka o granice IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 15:53
                Panie Starszy,

                Cieszę się, że zechciał Pan zabrać głos w niniejszej dyskusji i dziękuję
                szczerze za wyrażone pod moim adresem słowa uznania. Jednocześnie oznajmiam
                wszystkim, że nie jestem żadnym, subtelnym nawet, guru tego Forum. Po prostu
                robię to, co zawsze najbardziej chciałem robić: rozmawiam o "seksie" i jeżeli
                znajduję świadomych rozmówców, którzy pragną się do moich wypowiedzi
                ustosunkować, to bardzo dobrze. Nikomu niczego nie doradzam (no, może Kalinie,
                jak upiec sernik ;-)) i nie prowadzę żadnej agitacji. Moimi rozmówcami są
                dorośli (mam nadzieję) ludzie, którzy niestety muszą brać pełną
                odpowiedzialność za swoje życie, także (a może przede wszystkim) miłosne.

                Trochę nie rozumiem, wyznam, Pańskiego terminologicznego rozróżnienia
                pomiędzy "perwersją", a "dewiacją". Przez calutki semestr uczęszczałem jeszcze
                nie tak całkiem dawno na wykłady z socjologi dewiacji i norm społecznych, i z
                zaproponowaną przez Pana definicją DEWIACJI nie spotkałem się ani razu.
                Dosłowne znaczenie tego łacińskiego wyrazu odsyła nas w
                stronę "odchylenia", "zboczenia". Statystyczne odchylenie standardowe to po
                angielsku przecież "standard deviation", i termin ten nie ma nic wspólnego z
                seksuologią. Doprawdy nie widzę żadnego związku pomiędzy uzależnieniem od
                zewnętrznych czynników (Jakich czynników? Atmosferycznych, kulturowych,
                społecznych?), a dewiacją. Przykład osoby czującej nieprzepartą potrzebę
                wtykania rzeczonego kija 4-letniemu dziecku (a dlaczego nie 3-letniemu, albo 6-
                miesięcznemu?) jeszcze bardziej zaciemnia sprawę.

                Pozostaje jeszcze kwestia autodestruktywnych zachowań, które dla pana stanowią
                już dewiację. Tylko kiedy przekroczona zostaje granica autodestrukcji? Czy
                kobieta nosząca buty na wysokim obcasie i kolczyki w uchu już niszczy
                bezpowrotnie swoje ciało i duszę, czy dopiero kiedy wysokość obcasa przekroczy
                12 cm, a kolczyki ozdobią jej brodawki sutkowe, albo (o zgrozo!) srom z
                przyległościami? Czy uprawianie seksu więcej niż 3 razy w tygodniu, to już
                niszczenie ciała, czy tylko jego forsowna eksploatacja? Palenie papierosów to
                szkodliwy, ale niedewiacyjny nałóg, ale palenie trawki to już padanie w objęcia
                diabła? Problemów możnaby mnożyć, lecz Pańskie pojęcie dewiacji chyba nie
                wytrzymałoby z nimi konfrontacji.

                Uważam, że ludzkie ciało, to tak naprawdę jedyna autentyczna własność, której
                nie jest w stanie odebrać człowiekowi żadna siła nadprzyrodzona, żadne prawo
                naturalne ani stanowione, żadna druga osoba. Odebranie komuś jego własnego
                ciała równoznaczne jest bowiem z zadaniem mu śmierci. Nawet niewolnik posiada
                własne ciało, pozbawiony jest jedynie własnej siły roboczej. Dlaczegóż więc
                mielibyśmy decydować za kogoś, co lepsze dla jego ciała i duszy, dlaczegóż
                zamykać mielibyśmy w ośrodkach terapeutycznych osoby, które chcą robić ze swoim
                życiem, co im się żywnie podoba - przecież to ich życie, i nikt inny za nich go
                nie przeżyje...

                Wie Pan, na początku lat 90 brytyjską opinią publiczną wstrząsneła policyjna
                akcja pod kryptonimem "Operation Spanner". Dzielni londyńscy obrońcy porządku i
                moralności dokonali obławy na gejowski prywatny sadomasochistyczny klub, w
                którym odbywały się dobrowolne orgie z wykorzystaniem wszelkich bdsm-owskich
                parafenaliów. Złoczyńcy stanęli przed sądem. To była jedna z największych
                kompromitacji brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości w historii - nie było chyba
                żadnego opiniotwórczego autorytetu w całym Zjednoczonym Królestwie i poza jego
                granicami, który nie ująłby się za tymi nieszczęśnikami. Zresztą potem
                nastąpiła seria przedziwnych seksualnych wpadek w łonie partii konserwatywnej,
                ale to już inna historia...

                Warto więc zastanowić się czasem, czy nasze zamiłowanie do ładu i porządku nie
                stanowi dla kogoś piekła.

                Szalony Kucharz
                • Gość: starszy_pan Pan starszy IP: 217.153.44.* 29.11.02, 16:30
                  Gość portalu: Szalony Kucharz napisał(a):

                  > Panie Starszy,
                  >
                  > oznajmiam wszystkim, że nie jestem żadnym, subtelnym nawet, guru tego Forum

                  To była tylko forma pochwały; przy okazji, dzięki za kawałek o całowaniu dam w
                  podbrzusze.

                  Trochę nie rozumiem, wyznam, Pańskiego terminologicznego rozróżnienia
                  > pomiędzy "perwersją", a "dewiacją". Przez calutki semestr uczęszczałem
                  jeszcze
                  > nie tak całkiem dawno na wykłady z socjologi dewiacji i norm społecznych, i z
                  > zaproponowaną przez Pana definicją DEWIACJI nie spotkałem się ani razu.

                  Podałem źródło z którego zaczerpnąłem to rozróżnienie; Onet oferuje niestety
                  tylko "encyklopedię" nie zaś rzetelną encyklopedię. Ostatnio potrzebowałem
                  naukowej definicji sutka i w Onecie znalazłem obrazek, z którego wynikało, że
                  sutek to:
                  a) brodawka;
                  b) to_różowe_wokół_brodawki (pkt a. i b. zawsze dla mnie były sutkiem);
                  c) gruczoły mleczne;
                  c) tkanka łączna je otaczająca, a więc właściwie cała pierś;
                  d) mostek;
                  e) żebro (sic!)
                  Źródło jest więc nie zawsze wiarygodne, niemniej jednak w tym przypadku (tzn.
                  przypadku dewiacji i perwersji) oddawało moją intuicję.


                  > Pozostaje jeszcze kwestia autodestruktywnych zachowań, które dla pana
                  stanowią
                  > już dewiację. Tylko kiedy przekroczona zostaje granica autodestrukcji? Czy
                  > kobieta nosząca buty na wysokim obcasie i kolczyki w uchu już niszczy
                  > bezpowrotnie swoje ciało i duszę, czy dopiero kiedy wysokość obcasa
                  przekroczy
                  > 12 cm, a kolczyki ozdobią jej brodawki sutkowe, albo (o zgrozo!) srom z
                  > przyległościami? Czy uprawianie seksu więcej niż 3 razy w tygodniu, to już
                  > niszczenie ciała, czy tylko jego forsowna eksploatacja?

                  Znów odwołuję się li tylko do mojej intuicji: jeżeli ktoś potrzebuje gumowych
                  butów do erotycznego spełnienia, to zawsze może je zdjąć PO; jeżeli ktoś
                  dobrowolnie ucina sobie pół penisa dla erotycznego spełnienia, to nie ma juz
                  pół penisa. Proszę zauważyć, że to nie jest interpretacja, a jedynie
                  konstatacja. Dla mnie ów półpenisowiec to dewiant; człowiek od gumiaków to
                  jedynie perwers. W tym rozumieniu "perwersja" rzecz jasna nie ma żadnego
                  pejoratywnego odcienia - "dewiacja" jednak ma.

                  Rozróżnienie, jak słusznie Pan zauważył, jest jednak dość płynne; obawia się
                  Pan, że moje definicje rozsypią się w konfrontacji z konkretnymi przypadkami.
                  Ja z kolei obawiam się, że każde definicje (w sensie: szczegółowe wyznaczenie
                  granic dewiacji, perwersji itp.) spotka ten sam los; czy mamy więc nie stosować
                  rozróżnień? Czy w swojej imponującej maxitolerancyjności nie nazwie Pan
                  czubkiem kogoś, kto dla spełnienia będzie chciał np. okaleczyć Szalonego
                  Kucharza?


                  > Uważam, że ludzkie ciało, to tak naprawdę jedyna autentyczna własność, której
                  > nie jest w stanie odebrać człowiekowi żadna siła nadprzyrodzona, żadne prawo
                  > naturalne ani stanowione, żadna druga osoba. Odebranie komuś jego własnego
                  > ciała równoznaczne jest bowiem z zadaniem mu śmierci. Nawet niewolnik posiada
                  > własne ciało, pozbawiony jest jedynie własnej siły roboczej. Dlaczegóż więc
                  > mielibyśmy decydować za kogoś, co lepsze dla jego ciała i duszy, dlaczegóż
                  > zamykać mielibyśmy w ośrodkach terapeutycznych osoby, które chcą robić ze
                  swoim
                  >
                  > życiem, co im się żywnie podoba - przecież to ich życie, i nikt inny za nich
                  go
                  >
                  > nie przeżyje...

                  Jeżeli życie jest takim darem (a jest), to dlaczego mam umożliwić komuś
                  zrobienie ze swojego konkretnego życia piekła? Przecież ma on tylko jedno
                  zycie - nikt inny za niego go nie przeżyje...

                  > Warto więc zastanowić się czasem, czy nasze zamiłowanie do ładu i porządku
                  nie
                  > stanowi dla kogoś piekła.

                  Społeczeństwo nie jest chyba tylko sumą jednostek. Jeżeli jacyś ktosie
                  odmawiają społeczeństwu prawa do nadawania norm ICH życiu (np. wolą wykłuwać
                  sobie oczy lub wyrywać piersi), to fajnie. Gdzieś jednak jest granica
                  tolerancji. A przecież właśnie granicom Pan poświęcił ten wątek a ja poprzedni
                  wpis.

                  Podsumowując: wszystko, co dotyczy tak subtelnej części ludzkiego zycia, jak
                  np. seksualność opiera się na niejasnościach, niedopowiedzeniach i
                  subtelnościach. Zauważył Pan, że w zasadzie każde małżeństwo jest bytem
                  niedostępnym z zewnątrz? Opiera się nie tylko na seksie, ale również na
                  wspólnych wspomnieniach, słowach, które znaczą coś tylko dla tych dwojga,
                  wzajemnych maniach i - tak, tak - drobnych upierdliwościach nawet..

                  Proszę zwrócić uwagę: ja podpisuję się "starszy pan"; swój wpis zaadresował
                  Pan "panie starszy". Niby to samo, ale nie to samo :)

                  Pozdrawiam i życzę miłego weekendu. Może jeszcze potruję w poniedziałek -
                  jeżeli będzie Pan chciał ze mną gadać...
                  • Gość: Szalony Kucharz Starszy Pan IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 17:16
                    Starszy Pan raczył napisać:

                    > Podałem źródło z którego zaczerpnąłem to rozróżnienie; Onet oferuje niestety
                    > tylko "encyklopedię" nie zaś rzetelną encyklopedię. Ostatnio potrzebowałem
                    > naukowej definicji sutka i w Onecie znalazłem obrazek, z którego wynikało, że
                    > sutek to:
                    > a) brodawka;
                    > b) to_różowe_wokół_brodawki (pkt a. i b. zawsze dla mnie były sutkiem);
                    > c) gruczoły mleczne;
                    > c) tkanka łączna je otaczająca, a więc właściwie cała pierś;
                    > d) mostek;
                    > e) żebro (sic!)

                    Z encyklopediami tak właśnie jest: jedyny porządek jaki w nich panuje, to
                    porządek alfabetyczny. Czytając jedynie encyklopedie postępujemy niczym
                    sartre'owski Samouk, który pożerał całą bibliotekę Bouville od A do Z.

                    A sutek to inaczej gruczoł piersiowy. Potocznie mówi się tak o brodawkach, ale
                    w medycznej terminologii "sutek" to pierś. "Mastektomia" - odjęcie sutka.

                    > Znów odwołuję się li tylko do mojej intuicji: jeżeli ktoś potrzebuje gumowych
                    > butów do erotycznego spełnienia, to zawsze może je zdjąć PO; jeżeli ktoś
                    > dobrowolnie ucina sobie pół penisa dla erotycznego spełnienia, to nie ma juz
                    > pół penisa.

                    I nie wiem, czy intuicja znów Pana nie zwodzi: nieodwracalność danego procesu
                    nie decyduje przecież o dewiacyjności danego zachowania. Dlaczego młody
                    utalentowany piłkarsko chłopiec zapisując się do szkółki Ajaxu z pełną
                    świadomością, że jeżeli zostanie zawodowym piłkarzem, czy nawet wielką gwiazdą
                    futbolu, to do końca życia będzie "tylko" piłkarzem, nie jest traktowany jako
                    dewiant, choć proces kształtowania piłkarza jest nieodwaracalny: zachodzą nie
                    dające się cofnąć zmiany w ciele oraz na umyśle; a poddający się _dobrowolnie_
                    obustronnej orchietkomii mężczyzna, którego nikt z poza środowiska nie zna, i
                    który nikomu z porządnych obywateli nie wadzi, w Pańskich oczach uchodzi za
                    zboczonego eunucha?

                    > W tym rozumieniu "perwersja" rzecz jasna nie ma żadnego
                    > pejoratywnego odcienia - "dewiacja" jednak ma.

                    Wie Pan, dla mnie słowo "kurewka" brzmi jak najsłodsza melodia, dla innych jak
                    obelga - o niczym to jeszcze nie świadczy.

                    > Czy w swojej imponującej maxitolerancyjności nie nazwie Pan
                    > czubkiem kogoś, kto dla spełnienia będzie chciał np. okaleczyć Szalonego
                    > Kucharza?

                    Now hold your horses! Ja już w wielu innych wątkach postawiłem wyraźną granicę,
                    a jest nią uszanowanie woli drugiej osoby. Jest taki termin w radykalnej
                    seksuologii amerykańskiej "consenting adults".

                    A jeżeli kiedykolwiek moje pragnienie okaże się na tyle przemożne, że zdecyduję
                    się na to, aby jakaś osoba w celach miłosnych okaleczyła mnie, a ta osoba z
                    przyjemnością się tego zadania podejmie, to wcale nie nazwę jej czubkiem, tylko
                    wykrzykiwać będę jej imię pośród miłosnych zachwytów.

                    Proszę mnie dobrze zrozumieć.

                    > Jeżeli życie jest takim darem (a jest), to dlaczego mam umożliwić komuś
                    > zrobienie ze swojego konkretnego życia piekła? Przecież ma on tylko jedno
                    > zycie - nikt inny za niego go nie przeżyje...

                    No właśnie - więc niech nie próbuje Pan przeżywać je za kogoś! Ma Pan swoje,
                    wystarczy Panu.

                    > Społeczeństwo nie jest chyba tylko sumą jednostek.

                    Nie, społeczeństwo to układ powiązań między nimi. Zachowałem jeszcze tytuł? ;-)

                    Jeżeli jacyś ktosie
                    > odmawiają społeczeństwu prawa do nadawania norm ICH życiu (np. wolą wykłuwać
                    > sobie oczy lub wyrywać piersi), to fajnie.

                    Dlatego właśnie, że społeczeństwo nie jest sumą jednostek, lecz układem
                    wzajemnych między nimi relacji, to normy społeczne winny regulować nie
                    jednostek życie, lecz WSPÓŁŻYCIE. Kropka.

                    A jaka jest społeczna szkodliwość sadomasochistycznych praktyk, jeżeli odbywają
                    się one pomiędzy "consenting adults" i w niepublicznym miejscu. Dlaczego
                    jakakolwiek instytucja społeczna miałaby rościć sobie prawo do czyjegoś penisa,
                    oczu, piersi? Czy jesteśmy w jakiś sposób winni społeczeństwu nasze ciała,
                    żądze, dusze?

                    Problem polega na tym, że ów nienasycony Lewiatan przestaje odróżniać życie od
                    współżycia, sferę prywatną od publicznej i kontrolować zamierza wszystko, co
                    się dzieje wokół, nawet przyrodę (patrz: idea praw przyrody)

                    > Proszę zwrócić uwagę: ja podpisuję się "starszy pan"; swój wpis zaadresował
                    > Pan "panie starszy". Niby to samo, ale nie to samo :)

                    Lubię miętosić słowa. Przepraszam.


                    > Pozdrawiam i życzę miłego weekendu. Może jeszcze potruję w poniedziałek -
                    > jeżeli będzie Pan chciał ze mną gadać...

                    Nawzajem,

                    Szalony Kucharz
            • chaladia Re: Co kraj, to obyczaj... 29.11.02, 14:14
              Witaj, Szalony Kucharzu!

              Etnologia to ciekawa rzecz.
              Środowiska, jakie obserwowałem w Afryce, to nie były "stare" kultury żyjące
              trybem ustalonym od wieków. Tam rytualne okalecznia wykonywane są w ukryciu
              i "po cichu". Na pewno Chaładzia (obcy) nie ma szans, by coś podobnego zobaczyć.
              To zakładanie kolczyków na sutki, pępki, języki itp to nowa sub-kultura miejska
              wśród społeczeństw oderwanych od wiejskiej, plemiennej mentalności.
              Te dziewczyny przyjmują w ten sposób prezenty od swoich partnerów. Wielu
              Białych, którzy wiązali się z Czarnymi dziewczynami miało z tym kłopot, bo
              przekazanie prezentu "po naszemu" tzn. kolczyk w kopercie od jubilera uchodzi
              za spory nietakt i powątpiewanie w zdolność dziewczyny do zniesienia bólu jego
              założenia "na żywca". Ciekawe, że to, co w społeczeństwach wiejskich, żyjących
              w swoich chatach i skwapliwie ukrywających swoją prywatność przed otoczeniem
              było sprawą wstydliwą i tajemnicą przed sąsiadami, w społeczeństwach miejskich,
              w dużej części uchodźców, stało się sprawą niemal publiczną, zapewne dlatego,
              że mało kto ma własny kąt wyłącznie dla siebie. Takie "wręcznie" prezentów
              odbywało się na różnych imprezach. Krew przy takiej okazji lała się obficie,
              znacznie obficiej niż na fotografiach z torturegalaxy. Lepiej nie myśleć, jak
              się przy tym rozprzestrzeniał AIDS.
              • Gość: Szalony Kucharz Re: Co kraj, to obyczaj... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 13:31
                Effendi!

                To niesłychanie ciekawe, o czym piszesz! Wyznam, że przemiany kulturowe,
                narodziny nowych subkultur i obyczajów, związane z procesami urbanizacji, i
                generalnie zmianą społeczno-kulturowego środowiska, to jeden socjologicznych
                koników - pisałem nawet o tym magisterkę (oczywiście nie o nowych seksualnych
                obyczajach :-)). Dlatego było naprawdę miło, gdybyś zechciał podzielić się z
                nami, Chaladio, swą wiedzą na te tematy - postaram się w najbliższym czasie
                przygotować stosowny wątek.

                Szalony Kucharz
Pełna wersja