Dodaj do ulubionych

Grzyby..grzyby

13.09.08, 10:57
Grzyby,grzyby,grzyby....Któż ich nie zbierał?Nie ganiał po krzaczorach za
maślaczkiem?Często gęba usiana krwawymi krechami po gałęziach,jak wielkanocna
pisanka.Jest też dobra strona takiego wyglądu,zawsze po udanym seksie z
koleżanką można żonie wcisnąć ciemnotę(nie chodzi tu o murzyna)że z
poświęceniem ganialiśmy po chaszczach,żeby przytargać do domu łup w postaci
koszyczka np.kurek(zakupionego przezornie u kobieciny pod supermarketem),żona
nie jest chyba na tyle bystra żeby drążyć,czemu akurat robiliśmy to w
garniturze i krawacie.Po prostu skala naszego poświęcenia aby połowica mogła
udusić sobie kurki(hmm..dobrze że nie nas,jakby sie dowiedziała ,ho ho)nie zna
granic.Człowiek to jednak głupie stworzenie,pamiętam jak z ojcem jeździliśmy
rowerami na grzyby"bo tam jest ich więcej".Potem okazywało sie że po
przejechaniu pewnej ilości kilometrów odechciewało sie już zbierania,bo
przeszkadzały nam nasze wiszące ze zmęczenia jęzory,haczące co rusz o
krzaki.Grzybów nazbieraliśmy tyle co koło chałupy a często i mniej.
Za czasów jak to teraz sie mówi "jedynie słusznej" przeszłości,lasy wokół mnie
najeżdżały hordy dzikich Hunów.Z wojownikami Attyli mieli tyle wspólnego,że
zostawiali po sobie wodę a niebo.Las po przejściu takich "zbieraczy"ze Śląska
wyglądał jakby nie przyjeżdżali tu w poszukiwaniu grzybów,tylko jakby chcieli
ten las zdobyć i złupić.Czasem po przejściu takich wycieczkowiczów poszycie
było tak zdeptane,że nie widać było ani krzaczka jagód czy borowin.Ziemia była
tak zwalcowana ze szpadla nie można było wbićsmile"Zbieracze"często znaczyli
zdobyty teren,górą śmieci i butelek,,nooo wtedy to jeszcze było pół biedy,bo
butelka nie zdążyła jeszcze po konsumpcji ostygnąć a już byli chętni żeby ją
do skupu butelek zataszczyć.Teraz to mało dochodowy biznes,nikt zbieractwa sie
nie chwyta.
Czemu tak sie rozwodzę na temat grzybów?Otóż ja jestem zapalonym
zbieraczem,ale cóż,co roku mi coś wyskakuje i nie mogę sie tej pasji oddać
nawet połowicznie.Czasem jednak pracując,znajduję parę grzybków,tak jak i
przedwczoraj.W czasie przerwy śniadaniowej(tu wersja oficjalna dla
prasy)znalazłem kilkanaście Sów,czy jak to inni mówią Kań.Wielkie jak
talerze,zdrowiutkie mmmm...ambrozja.Wycierając potoki śliny już widziałem je
na patelni.Po powrocie do domu,szybko je oczyściłem,choć nie bardzo miałem z
czego,bo Kania jest czystym grzybem jak nie przymierzając łapy chirurga(rzecz
oczywiście nie tyczy się łapówek).Rozbiłem jajka,doprawiłem i zacząłem
smażyć.Liczyłem po cichu że zjem je sam,bo o ile pamiętałem,to główny
wymiatacz lodówki w domu,nie bardzo Kanie hołubił.Usmażyłem już połowę
,wytarłem podłogę,żeby nie ślizgać sie na tej ślinie,wpada do domu osobnik z
rodziny Sępowatych."Tata co tak pachnie?"drze dzioba już od progu,nie
zdejmując nawet tornistra z pleców."Yyyyy!nic,smażę sobie Sowy,ale ty ich nie
lubisz przecież" odrzekłem łamiącym sie i pełnym złudnych nadziei głosem."Ale
może spróbuję,jestem taka głodna"...nie zdążyłem zareagować,kiedy złapała
talerz z usmażonymi,chrupiącymi,złocistymi kawałkami i poleciała do
pokoju.Trzeba było widzieć moją minę,Matka rozpaczająca nad zabitym synem to
był pikuś w porównaniu z moimi uczuciami.Pełen obaw,schowałem kilka grzybków
na szafce w nadziei ze uda mi się coś uratować.Moje złe przeczucia sprawdziły
się,po upływie paru minut,padlinożerca stanął w progu z pustym talerzem"Masz
jeszcze?"zapytała i wyciągnęła resztę łupu ."Nie jadłaś obiadu w
szkole?"zapytałem z cichą nadzieją z góry skazaną na niepowodzenie "no
jadłam,ale to było tak dawno" i bez drgnięcia powieki,zabrała resztę z
talerza.Kuźwa dobrze że sobie chociaż sobie powdychałem przy smażeniu..ech.Na
drugi dzień wróciłem nieco wcześniej,licząc że córka lekcje ma do
16-tej.Szybko rozbiłem jajeczko,wyciągnąłem Kanie ze schowka i zacząłem
smażyć."Kurde,mam jeszcze tyle czasu,że zdążę jeszcze zapach wywietrzyć,zanim
ten kanibal wróci" Pogwizdując obracałem grzybki na patelni.Wreszcie
skończyłem...nałożyłem grzybki na talerz i....otwierają sie drzwi i staje w
nich,nie kto inny tylko Sępior"Oooo tata,fajnie że znów masz Kanie,pani
dzisiaj musiała wyjść wcześniej,jutro będę miała dłużej"..i tyle sobie
pojadłem.Niech diabli wezmą panią i jej dentystę.No chyba ze powinienem sie
cieszyć z samej przyjemności smażenia.Ech..teraz chyba już tych grzybów nie
zerwę,nawet jak mi będą same do samochodu właziły!
Niestety nie jestem ostatnią osobą w tym tygodniu która doznała przez nią
szoku..Nie dalej jak w niedzielę,dziadek chciał sprawdzic jak Dominika zna
tabliczkę mnożenia"wnusia,ile jest trzy razy siedem?"rzucił pierwsze działanie
jakie mu do głowy przyszło,córka popatrzała na niego dziwnie i
mówi"Dziadek,jaką ty szkołę kończyłeś że tego nie wiesz?"...Szczerze mówiąc,to
nie ma nawet co wspominać oplutego winem obrusa..i małego zakrztuszenia w
wykonaniu babci
No cóż,strach pomyśleć co będzie dalej...Bo to śmieszne już chyba nie jest..
Obserwuj wątek
    • gusia210 Re: Grzyby..grzyby 13.09.08, 18:15
      uwielbiam grzyby.Ale jakoś do tych kani to nie mam zaufania.
      • sarah_black38 Re: Grzyby..grzyby 13.09.08, 21:02
        Nie przepadam za grzybami, jem je od czasu do czasu.Zbierać też nie
        lubię, wolę jagody.O tym,że fajny tekścik pisać nie będę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka