Dodaj do ulubionych

bahaterstwo polakow

IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 14:50
morgenpost.berlin1.de/archiv2003/031108/politik/story640069.html
Obserwuj wątek
    • Gość: mesco Re: bahaterstwo polakow IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 14:59
      polska.indymedia.org/pl/2003/11/3005.shtml
    • Gość: silesius88 Re: bahaterstwo polakow IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 15:08
      www.se.com.pl/iso/stale/irak/2003-08-01/irak_1.shtml
    • Gość: mesco Re: bahaterstwo polakow IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 15:25
      Wieczorem do wioski wjechały cztery pojazdy wojskowe i zatrzymały się koło
      kliniki, tuż obok szkoły. Choć tylko pierwszy wóz miał zapalone światła, nie
      było ciemno, bo okolicę oświetlała lampa z sąsiedniego domu. Nie
      było "zgromadzenia uzbrojonych ludzi". Przed kliniką stał Faek Hamid, 37-letni
      stróż, ze starym dziesięciostrzałowym karabinem. Nikt nie widział chwili, w
      której żołnierze nawiązali z nim jakiś kontakt. Znienacka rozległa się
      kanonada. - Polacy zaczęli strzelać na prawo i lewo, zeskoczyli z wozów,
      rozbiegli się po ulicach, czołgali się, wbiegli na farmę - opowiada Muhammed
      Dżasim Ali, zamieszkały naprzeciwko kuzyn stróża Faeka i główny świadek. - Nie
      wiedzieliśmy, o co im chodzi. Nikt się nie bronił, wszyscy się pochowaliśmy.

      Zajście trwało dwie lub trzy minuty. Ranni zostali Faek Hamid oraz stróż z
      sąsiedniego gospodarstwa, 22-letni Majhem Karim Kadum. Polacy wciągnęli ich do
      wozów i odjechali. Kiedy strzały ucichły i ludzie wyszli na zewnątrz, po
      stróżu został tylko klapek, klucze, paczka papierosów i inhalator astmatyka. -
      Nie było śladów krwi - dziwi się Muhammed.

      Dlaczego zginął Faek?

      Malowniczo położona pośród palm, parę kilometrów od miasta al Hilla i polskiej
      bazy w Babilonie wioska jest czysta. Właśnie skończyły się lekcje, ze szkoły
      wychodzą dzieci ubrane w schludne mundurki.

      Siedzimy w domu rodziny Faeka wśród jego braci i kuzynów. Zewnętrzna ściana
      jest podziurawiona kulami, podobne ślady widać na murze położonej tuż obok
      kliniki oraz sąsiednich budynkach. - Zebraliśmy całe torby łusek po pociskach -
      kręci głową Ali, jeden z kuzynów.

      Rodzina stara się nie okazywać emocji. Tylko Muhammed z gniewu aż podskakuje
      na kanapie. - Żołnierze przyszli jak złodzieje, po ciemku, bez świateł! A
      myśleliśmy, że będą nas chronić! - krzyczy.

      Następnego dnia o świcie Polacy z Babilonu zadzwonili na policję, by
      zawiadomiła rodzinę, iż Faek zmarł. Drugiego aresztowanego, Majhema, zabrano
      na przesłuchanie. Jego ojciec dowiedział się, że syna trzymają w więzieniu w
      mieście Diwanija, a potem - że został przeniesiony do miasta Umm Kasr
      oddalonego od rodzinnej wsi o jakieś 500 km.

      Faek Hamid od 16 lat stróżował w klinice. Jego siostrzeniec z odstającymi
      uszami i zaróżowionymi policzkami przynosi zdjęcie wuja, uśmiechniętego
      wąsacza. Pracodawca Faeka i zarazem kierownik kliniki Dżasim Mohammed: - To
      był bardzo spokojny człowiek.

      Próbujemy ustalić, co się stało. - Być może usłyszeli strzały i spanikowali -
      sugeruje dr Dżasim. W Iraku teraz jest sezon wesel. Wkrótce zacznie się święto
      ramadanu, a wtedy przez dwa miesiące nie można się żenić. Dlatego teraz
      uroczystości odbywają się prawie codziennie. - Na weselach strzelamy w
      powietrze z radości - mówi Dżasim. - Jednak wesele, które miało miejsce
      tamtego feralnego dnia, odbywało się z dala od kliniki.

      To chyba zły trop. A może Faek nie zrozumiał, czego od niego chcą,
      przestraszył się i zaczął uciekać? - Nie, to bez sensu - uważa jego brat
      Szihab Hamid. - Faek miał broń, którą dostał legalnie od władz, żeby strzec
      kliniki. Dlaczego, zamiast wylegitymować się, miałby uciekać?

      Nocni Polacy

      - To już trzeci incydent z Polakami w naszej wiosce - wzdycha dr Dżasim. -
      Pierwszy: weszli do meczetu, zabrali broń, którą ludzie przynieśli ze sobą, i
      położyli przy wejściu. Drugi: w nocy zabrali karabiny dwóm mężczyznom -
      wylicza. Czy wie, że zgodnie z rozkazem władz koalicyjnych broń wolno mieć w
      domu, ale nie można jej nosić na zewnątrz? Nie, nie wie.

      - Z Amerykanami nie było problemu - mówi Dżasim. - Patrole przejeżdżały przez
      wioskę rano i po południu. Żołnierze machali do nas, uśmiechali się,
      dzieciakom dali nawet piłkę. Polacy przyjeżdżają w nocy, Bóg jeden wie po co.

      Mieszkańcy wioski zapewniają, że nie są antyamerykańscy ani antypolscy. - W
      tym rejonie nigdy nie było ataku na żołnierza koalicji - mówią. -
      Oczekiwaliśmy, że Polacy będą nas chronić. Ale kiedy zabijają człowieka, to
      nie są już "siły pokojowe".

      Liczący dwa tysiące osób klan Abu al Wan nie chce, jak mówią
      wieśniacy, "puścić tego wybryku płazem". - Za jednego zabitego my zabijemy
      stu - mówi Razak, kuzyn Faeka. - Jeszcze nie teraz. Na razie czekamy. Na razie
      jesteśmy spokojni.

      Mówią, że mają broń - lekką i ciężką. Mimo nalegań nie chcą jej pokazać. Jeden
      z kuzynów chwali się, że ma "skrzynię granatów". Czy mają też granatniki,
      które powodują spore straty wśród Amerykanów w najbardziej zapalnym rejonie
      Iraku, między Bagdadem a Tikritem? - Mamy wszystko.

      Co myśli policjant

      Szef policji irackiej w tej okolicy (nie chce podać nazwiska z obawy przed
      pretensjami polskich żołnierzy) potwierdza - w wiosce Abu al Wan jest dużo
      broni. Unika odpowiedzi na pytanie, która wersja zdarzeń wydaje mu się
      bardziej prawdopodobna. "Prywatnie" mówi tak: - Chyba niemożliwe, by późno w
      nocy w środku wsi, koło szkoły i kliniki, odbywało się jakieś zgromadzenie
      uzbrojonych mężczyzn. Ludzie mają tu broń, bo taka jest tradycja i potrzeba
      ochrony przed bandytami. Ale jeśli ktoś niesie karabin i widzi nadjeżdżające
      wojsko, to raczej będzie uciekał, a nie atakował.

      Policjant potwierdza słowa rzecznika polskiego kontyngentu w jednej kwestii -
      klan zabitego ma złą opinię, bo kolaborował z reżimem Saddama Husajna. W 1991
      r. podczas powstania szyickiego przeciw reżimowi, gdy al Hilla wpadła w ręce
      powstańców, lokalne kierownictwo partii Baas schroniło się w wiosce Abu al
      Wan. Szef klanu Mohamed Dżawad Ehefas (wuj zabitego Faeka) za lojalność dostał
      od Saddama dużo ziemi. Po wojnie na jego terenie odkryto zbiorowy grób.
      Powstało zatem podejrzenie, że członkowie klanu mordowali. Mohammed Dżawad
      został aresztowany przez Amerykanów, ale ponoć im uciekł.

      - Ludzie nie lubią tych z Abu al Wan. Oni z kolei boją się sąsiadów i wojska.
      Ale to wieśniacy, nie partyzanci - tłumaczy szef policji. O samym Faeku ma
      dobre zdanie. Stróż nie był notowany. A o polskich żołnierzach? - Amerykanie
      byli bardziej otwarci, przyjaźniejsi - uśmiecha się z zakłopotaniem. - Polacy
      są tacy... konserwatywni.

      Chodzi o 10 tys. dol.?

      Brat ofiary Szihab Hamid i kuzyn Muhammed Dżasim Ali w poniedziałek i we
      wtorek byli przesłuchiwani przez Polaków w Obozie Babilon. - Kazali nam
      przynieść zaświadczenie, że Faek pracował w klinice, i jego świadectwo zgonu -
      relacjonuje Szihab Hamid. Najpierw zabrali ich do departamentu prawnego, potem
      do policji wojskowej. Oficerowie tylko zadawali pytania, nie udzielali
      wyjaśnień. Obiecali, że jutro przyjadą do wioski na wizję lokalną.

      Klan Abu al Wan domaga się "negocjacji" i "satysfakcji". Zgodnie z tradycją
      zabójca wypłaca rodzinie zabitego odszkodowanie. Ile? Szihab Hamid mówi, że
      Amerykanie zapłacili 10 tys. dol. rodzinie mieszkańca miasteczka Mahawil,
      który zmarł w ich więzieniu.

      - Jeśli Polacy nie załatwią sprawy w dwa dni, dwa tysiące ludzi powstanie
      przeciw nim - grozi Szihab. Ultimatum nie należy traktować dosłownie. Tydzień
      temu w rozmowie z dziennikarzem irackim Szihab również mówił o dwóch dniach.

      Karim Kadum Obais, ojciec Majhema, rannego i uwięzionego stróża z farmy, jest
      sceptyczny. - Nie sądzę, by Polacy podjęli z nami negocjacje - mówi. -
      Gdybyśmy nie podnieśli rabanu, to nawet by na nas nie spojrzeli. Nie chcemy
      wojny. Wierzymy, że ten incydent mógł zdarzyć się przypadkiem. Wróćmy do
      normalności. Dlaczego koniecznie chcą zrobić z nas wrogów?
    • Gość: mesco Re: bahaterstwo polakow IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 18:42
      info.onet.pl/1,15,10,3542531,10622606,80786,forum.html
    • Gość: Edek Re: bahaterstwo Polakow wprost proporcionalne IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 22:09
      do biedy Polakow.Pozal sie Boze,jak wy zyjecie!!!!
      • Gość: ken Edek ,oj edek IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 22:49
        Gość portalu: Edek napisał(a):

        > do biedy Polakow.Pozal sie Boze,jak wy zyjecie!!!!

        widac niezle skoro tylu przypalow niemieckich tak sie nami interesuje ze
        pisuja wylacznie na polskich forach .

        Podasz mi strone z choc jednym twoim postem na niemieckim forum ?
        • Gość: mesco Re: Edek ,oj edek IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 22:56
          www.schlesierland.de/forum/
          • Gość: ken Re: Edek ,oj edek IP: *.dip.t-dialin.net 18.11.03, 23:04

            mam na mysli "normalne" forum a nie odskocznie für "Gleichgesinnte"
            na takich brukowych to jestescie wsrod swoich .

            Kazda gazeta w Niemczech ma swoje forum gdzie "publika "jest mieszana .
            Ciekawi mnie czy tam tez tak uporczywie jakies banaly wypisujesz?
    • mesco Re: bahaterstwo polakow 21.11.03, 18:05
      podszyl sie pode mnie znowu jakis "niemiecko-slaski bohater narodowy"







      Gość portalu: mesco napisał(a):

      > morgenpost.berlin1.de/archiv2003/031108/politik/story640069.htmla

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka