balest2
28.12.03, 15:20
Thomas, młody taksówkarz z Monachium, próbuje tłumić irytację, siedząc w
barze przy szklance ulubionego pszenicznego piwa. - Zanim weszło euro,
płaciłem za szklaneczkę 5,8 marki. Teraz za to samo płacę w euro
równowartość 6,67 marki. Nawet gdyby zamiast piwa wybrał cappuccino,
zapłaciłby za filiżankę 50 fenigów więcej niż przed walutową rewolucją. Jest
przekonany, że podrożało wszystko - żywność, restauracje, usługi. Jego
niezadowolenie podziela zdecydowana większość Niemców, ale nie tylko oni. Na
wzrost cen skarżą się mieszkańcy wszystkich krajów, które 1 stycznia 2002
roku przystąpiły do strefy euro. - Wzrosły nawet opłaty za msze pogrzebowe -
martwią się mediolańczycy.
Wygląda na to, że spełniły się czarne scenariusze prawicowych polityków
niechętnych unii walutowej w 12 krajach UE. Wyniki sondażu opublikowane pod
koniec maja przez Komisję Europejską alarmują - aż dwie trzecie mieszkańców
strefy euro przekonanych jest o nieuczciwości handlowców. Sklepikarze, a
zwłaszcza firmy usługowe wykorzystali zmianę waluty do cichego podwyższania
cen. Prawdziwa histeria opanowała Niemcy, gdzie 75 proc. społeczeństwa
święcie wierzy, że ceny poszły w górę. Jak to możliwe - dziwią się
brukselscy politycy - skoro według najnowszych danych inflacja w strefie
euro systematycznie się obniża, w maju spadła do 2 procent. Zdaniem
ekonomistów z niemieckiego banku centralnego, mimo że staniały towary
przemysłowe, podrożała żywność, gastronomia i usługi, czyli to, na co ludzie
codziennie wydają pieniądze. Stąd wrażenie lawiny podwyżek.
Nastrojami społecznymi zaniepokojony jest zwłaszcza rząd niemiecki. Przed
kilkoma dniami ministerstwo ds. konsumenckich zorganizowało specjalną debatę
z organizacjami sprzedawców, by nakłonić ich do zmiany polityki cenowej.
Stawką jest sukces rządzącej koalicji w tegorocznych wyborach. Jeśli Niemcy
nie będą zadowoleni z euro, odstawią kanclerza z jego ekipą na boczny tor.
W Berlinie, gdzie nazwę nowej waluty już przechrzczono na "teuro" (od
niemieckiego słowa: teuer - drogi), część prasy nie zostawia suchej nitki na
handlowcach. Popularna gazeta "Bild" rozpoczęła specjalną kampanię tropienia
szczególnie drastycznych przypadków podnoszenia cen. Tygodnik "Focus" w
ubiegłym tygodniu poświęcił tej sprawie specjalny raport opatrzony
krzykliwym tytułem "Teuro - skandal!" na okładce pisma. Dziennikarze
sprawdzili, że ceny podstawowych produktów żywnościowych i usług wzrosły od
kilku aż do kilkudziesięciu procent. Na przykład taksówki zdrożały o 16
proc., spaghetti o 13 proc., ziemniaki o 38 proc., a pomidory aż o 62 proc.