Dodaj do ulubionych

nigdy się to nie zmieni

12.11.12, 13:46
odprowadziłam dziś rano świeżutko ozdrowiałą, nafaszerowaną probiotykami i wypieszczoną tygodniowym pobytem w domu Hankę do zerówki
powitał mnie jeden wielki kaszel trzęsący salą, gromada obsmarkanych po pas dzieci, niektórych z wyraźnie złym samopoczuciem
niby nie pierwszyzna ale qurwica mną zatelepała od progu
czy naprawdę tak musi być? dlaczego ludzie to takie bezmóżdża? i dlaczego mają w dupie swoje dzieci? tak wiem pytania retoryczne
ps. Hanka już w domu i zaczyna pokasływać
Obserwuj wątek
    • amalota Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 15:31
      Bo katar to nie choroba (kaszel od spływającego kataru)? Bo gdyby dziecko przy każdym katarze miało zostawać w domu, to by nie chodziło do szkoły/przedszkola od jesieni do wiosny?
      • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 16:05
        nie mówię o pokasływaniu i błyszczącej kropelce svarovskiego pod noskiem
        mówię o duszącym kaszlu, zielonych glutach itp
        nawet nauczycielka była dziś zdegustowana tym co się dzieje
        naprawdę trzeba z uprzejmym uśmiechem przyjmować do wiadomości fakt, że co najmniej połowa z tych dzieciaków kawlifikowała się do leczenia i siedzania w domu?
        Osobiście nie posyłam do szkoły dziecka które dusi się kaszlem a nad katarem nie jest w stanie zapanować. I kilku takich dziwolągów jak ja też się znajdzie na szczęście
        Reszta uważa, że choroby nie istnieją dopóki dziecko nie podgrzeje temperatury ciała do 40 kresek. I nie ma na nich siły, więc sobie bezsilnej złości daję upust.
        Tak katar to nie choroba, tylko jest katar i katar.
        • alcea3 Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 16:41
          Kaze przedszkole ma swoje ustalenia dotyczace przyjmowania takich dzieci.
          Znam przypadki gdzie Panie nie przyjęły dzieci, bo były chore. Moze porozmawiaj z nauczycielką/dyrektorką, bo o ile wiadomo katar i lekkie pokasływanie moze byc ok, bo nie musi być chorobowe, tak juz objawy które opisujesz wskaują na grubą infekcję ;/
    • maadga Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 16:56
      W różnym czasie różne organizmy dochodzą do siebie, niestety często kaszel pozostaje nawet do 3 miesięcy. Katar nie zawsze jest infekcją.
      • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 17:07
        To jest szkoła nie przedszkole, więc chyba nie może nauczyciel odmówić przyjęcia dziecka. Dziś za to nauczycielka Hani mówiła mi, że tuż przed naszym przyjściem jedna mamunia usilnie wciskała jej antybiotyk w kroplach bo dziecku oczy ropą zalało. Pani odmówiła, ale dziecko zostało. No masakra tam była dziś jakaś. Zawsze jest marnie pod tym względem ale dziś to była gruba przesada. I co niektóre mamy dziwiły się bardzo, że Hanka taka odporna, że w zeszłym roku nie zaliczyła jedną infekcję? Jedną. Może dlatego że nie wykopuję jej z domu jak gorączka spadnie na 3 godziny??? Ale w tym roku widzę, że odporność poszła się kochać. Już druga infekcja za nami i jestem dziwnie pewna, że przy tym co się dzieje nie doczeka końca tygodnia.
      • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 17:09
        Tak wiem mi pediatra mówił o kaszlu poinfekcyjnym nawet do 6 tyg. ale kaszel poinfekcyjny nie wygląda tak, że dziecku oczy wychodzą z orbit i robi się bordowe na twarzy a przez mój pobyt przez niecałe 10 minut w szatni naliczyłam co najmniej 4 dzieci która kaszlała tak, że zdania nie była w stanie sklecić. I oczywiście cała czwórka bardzo wylewnie witała Hankę - uściski itp ;) Płakałam do środka ;)
        • aga_junior Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 18:14
          paris piszesz o tym czego ja właśnie nie znoszę!!!!
          Mój syn ma przewlekły katar a przy tym występuje i kaszel ale jak go zaprowadzam do przedszkola to zanoszę zaświadczenie od lekarza, że dziecko może chodzić.
          Dzieci przychodzą do placówek (do szkół również) po prostu chore.

          Myślę, że w większości rodzice po prostu nie maja co zrobić z chorym dzieckiem.
    • smolineczka Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 18:11
      jak wiadomo, moja Marysia w lipcu przeszła zapalenie płuc - to się stało po szczepieniu, bo niemądrze wysłałam ją do przedszkola i w ten sposób naraziłam jej osłabiony przez szczepienie organizm na niebezpieczeństwo zarazków przechodzących od innych dzieci. po tygodniowym pobycie w szpitalu zwróciłam się do pań z naszej grupy z zapytaniem czy nikt oprócz mojej córki nie był chory i usłyszałam, że, najprawdopodobniej, Marysia zaraziła się od chłopca, który chodził do przedszkola z bardzo brzydkim kaszlem, ale tata, który go przyprowadzał, nie reagował na uwagi wychowawczyń :( w tamtym tygodniu moja córka złapała infekcję, która rozwijała się powoli, prawie bezobjawowo, bez gorączki, jedynie po nocach dusił ją kaszel. z duszą na ramieniu wysyłałam ją do przedszkola, a odbierając pytałam pań czy Marysia w ciągu dnia miała kaszel. w czwartek usłyszałam: "tak, kaszlała raz czy dwa, ale to taki kaszel krtaniowy". niestety, krtaniowy czy nie, ale skończyło się i tak na gorączce, antybiotyku, inhalacjach i, jak sądzę, do przedszkola nie prędko Marysię przeprowadzę :( a panie nauczycielki kończyły pedagogikę, a nie medycynę, jak i większość z nas, rodziców, i jedynie jakieś rygorystyczne przepisy mogą zmienić to, że chore dzieciaczki przebywają w jednym miejscu ze zdrowymi. z drugiej zaś strony wiadomo, że wszyscy boimy się stracić pracę i pędzimy do niej, wysyłając do szkół i przedszkoli dzieci z początkami infekcji lub niedoleczone. już nie wspomnę o tym, że w piątek pan doktor z mojej przychodni zalecił Marysi inhalacje, nurofen i flegaminę i spokojne spacerki w parku przy ładnej pogodzie wcale nie troszcząc się o to, że nie mam L-4 - może, jestem naiwna, ale uważam, że to jednak lekarz powinien decydować o tym czy rodzic ma dostać opiekę nad dzieckiem
      • ankas4 Paris ja sie podpisuje pod kazdym slowem! 12.11.12, 18:37
        wybaczcie za brak polskich literek, a teraz do rzeczy:) ja sie podpisuje pod Paris ,ja nawet posprzeczalam sie z pania przedszkolanka ,ktora kiedy kolejny raz zwrocilam uwage na kaszlaca dziewczynke Pani powiedziala do mnie;' ale sie pani uparla na to dziecko' co najgorsze powiedziala to rowniez -co jak dla mnie jest szczytem - do mamy tej dziewczynki, ze Pani... wymienila moje nazwisko - nie zyczy sobie aby Pani corka byla w przedszkolu' ,jak sie o tym dowiedzialam myslalam, ze to nie jest mozliwe aby przedszkolanka nie dosyc, ze nie pilnuje takich spraw , to jeszcze szczuje jednego rodzica na drugiego, a ja nie mam nic do tego dziecka, ale nie chce aby moj syn ciagle zarazal sie od jakiegos chorego dziecka...
        • ridibunda Re: Paris ja sie podpisuje pod kazdym slowem! 12.11.12, 20:05
          Zgadzam się z Wami, dziewczyny, to całkiem nieodpowiedzialne prowadzać chore dzieci do przedszkola. Samą mnie czasem przeraża dźwięk kaszlu dochodzący z przedszkolnych sal.
          Ale - moja córka też tak czasem kaszle. Ma astmę i przy zaostrzeniu choroby kaszle tak, że strach słuchać. Nasza pediatra twierdzi, że jeśli nic poza tym się nie dzieje, nie ma duszności itp. może chodzić do szkoły, i nie da mi zwolnienia na nią. Nauczycielka poinformowana, wie że to nie jest infekcyjne, wie, czego ewentualnie wtedy małej robić nie wolno (biegi, ćwiczenia wysiłkowe itp.), a i tak ostatnio sprawdzała co chwilę czy mała nie ma temperatury i wahała się, czy po mnie nie zadzwonić.
          I tak oto prowadzę kaszlące dziecko do zerówki, i może mnie tez czasem niektóre mamy osądzają od czci i wiary, a nie ma ku temu powodów.
          • ankas4 Re: Paris ja sie podpisuje pod kazdym slowem! 12.11.12, 20:42
            nie moglam wtedy dokonczyc,więc ta dziewczynka nie jest chora na astmę,ani nie ma alergii,wiemy o tym ,bo przedszkole jest male rodzice sie znają, dziecko jest zwyczajnie często chore i jak dla mnie zawsze niedoleczone przez co ciągle jest chore, jesli dziecko kaszle ,bo jest to powod alergii czy tez astmy wlasnie ,to ja bardzo proszę o zaswiadczenie od lekarza,ze stan dzieckav pozwala mu na pobyt w placowce, wiem,ze lekarz moze wystawic takie oswiadczenie,bo sama wkurzona na zlosliwa wybitnie uwage przedszkolanki na temat kataru tymka,ktoregode facto nie bylo,bo tymek posmarkal sie przy kichnieciu poszlam do pediatryktory po przebadaniu dziecka wystawil mi wlasnie takie oswiadczenie. I ja oczywiscie nie oczekuje aby pani informowala mnie na jakie dokladnie choroby cierpi dane dziecko, ale jesli jazwracam uwagę na zasmarkane kolejny dzien dziecko,a pani ma wiedze,ze to nie wynik infekcji,ale alergia ,to moze chyba powiadomic o tym innych rodzicow,ja wtedy jestem spokojna ale jesli ja widzę,ze dziewczynka wymiotuje z kaszlu, a na moją uwagę,ze moze dziecko powinno byc w domu pani odpowiada mi,ze nie kazdy ma tak dobrze,aby zostac z dzieckiem w domu,to mnie trafia, bo nie rozumiem jak mogą być rowni i rowniejsi, ja pomimo,ze pracuję w domu to muszę swoje wypracować i nikogo nie powinno interesować czy dany rodzic jestw domu czy nie, ja chcę aby wszystkie dzieci byly rowno traktowane.
            • ridibunda Re: Paris ja sie podpisuje pod kazdym slowem! 12.11.12, 21:14
              Ja Cie świetnie rozumiem, to ogromnie wkurzające, że ktoś cały czas prowadzi chore dziecko do przedszkola i zaraża innych.
              Ale gdyby do mnie przyszła jakaś mama i zażądała pokazania zaświadczenia od lekarza, że dziecko może chodzić do przedszkola (co wcale nie jest, w naszym przypadku, takie niemożliwe) to w bardzo grzecznych słowach posłałabym ją na drzewo banany prostować. O stanie zdrowia mojego dziecka są poinformowani nauczyciele, żaden obcy rodzic nie ma prawa żądać żadnych wyjaśnień lub zaświadczeń, i ja osobiście bym nikomu niczego takiego nie pokazała ani też nie udzieliła informacji o stanie zdrowia mojego dziecka.
              Tak że niestety chyba jesteśmy bezsilni, nic się nie da z tym zrobić, dopóki rodzice będą lekkomyślni i dopóki z pracą będzie u nas tak kiepsko, jak jest, to chore dzieci będą w przedszkolach, trudno. Najbardziej dzieci szkoda, i tych zarażających , i tych zarażanych.
              A nawiasem mówiąc - poczytajcie sobie forum "Małe dziecko" - tam panuje swoista moda na posyłanie dzieci z katarem i kaszlem do placówek ,wychodzenie na spacer podczas chorób i jak najlżejsze ubieranie dziecka, które dzięki temu rozwija swoja fantastyczną odporność - zadziwiające to. Czasem czytam wypowiedzi tych mam i czuje się jak z innej planety.
              • smolineczka Re: Paris ja sie podpisuje pod kazdym slowem! 12.11.12, 22:02
                jednak argument odnośnie rodzica pracującego w domu ("pomimo,ze pracuję w domu to muszę swoje wypracować i nikogo nie powinno interesować czy dany rodzic jest w domu czy nie") jest słaby - nie w tym sensie nawet, że jednak większość, jak na razie, pracuje poza domem, a ze względu na warunki wykonywania pracy. "czepiam się" tylko i wyłącznie dlatego, że mam w domu przykład, jak może dysponować swoim czasem przedstawiciel zawodu nie wymagającego codziennego stawiania się do pracy "od" i "do" - w odróżnieniu od większości rodziców, taki tatuś/mamusia może - w ostateczności! - pracując równolegle opiekować się chorym dzieciaczkiem, natomiast praca w biurze absolutnie wyklucza pobyt z maluchem, tym bardziej jeśli ma katar i kaszel
                inna sprawa, że przedszkole/szkoła to są jednostki edukacyjne, a jako taką opiekę nad dzieckiem można zlecić opiekunce. no ale znów nie przy zarobkach 2000 zł, które dostają ci, którzy nie mają czasu by porządnie wyleczyć dziecko :/
                • ankas4 a ja sie smolineczko nie zgadzam 12.11.12, 22:42
                  Uwazam,ze nikt nie ma prawa traktowac bardziej ulgowo dziecka,ktorych rodzice pracują poza domem, zresztą nikogo to nie powinno obchodzic jaki zawod wykonuje rodzic,bo doszlibysmy do absurdow typu rozliczanie przez przedszkolanke z czasu pracy rodzicow:-)sama przyznaj,ze nikomu nic do tego kto,gdzie i ile pracuje,standardy zawsze powinny byc takie same dla kazdego dziecka bez wyjątku,bo ja tez moglabym zacząć uzywac argumentu,ze wiem,iz ta dziewczynka ma bardzo dyspozycyjna babcie ,ktora nie pracuje i moze zająć się małą,ale do glowy mi nie przyszlo ,aby wtykac nos w takie osobiste sprawy. Więc sorry,nie kupuje takich infornacji,jesli moje dziecko jest chore zostaje w domu, aby zwyczajnie nie szkodzic innym i sobie jeszcze bardziej.
                  • smolineczka Re: a ja sie smolineczko nie zgadzam 13.11.12, 06:38
                    ja, ankas, też zostaję w domu, jeśli Marysia jest chora: jak już pisałam, ze względu na jej kaszel mam od dzisiaj urlop, wczoraj koleżanka zgodziła się zamienić ze mną dyżurami poniedziałkowymi, czyli odpracuję ten dzień w przyszłą sobotę, a w zeszły piątek napisałam do kierownika podanie o opiekę nad dzieckiem zdrowym, bo w tym dniu Marysia była jeszcze osłuchowo czysta i nie dostałam od lekarza L-4, choć już popołudniu tego samego dnia pulmonolog, która przyjechała prywatnie wypisała antybiotyk, bo dziecko podczas jej wizyty już było ospałe i gorączkowało (wieczorem temperatura doszła do 39). to wszystko napisałam, żebyś mogła sobie wyobrazić jak w praktyce wygląda sytuacja rodzica, który jest uzależniony od szefa, koleżanek biurowych i przepisów dotyczących pracy. a ja i tak należę do grupy osób, można powiedzieć, uprzywilejowywanych pod wieloma względami, i nawet nie chcę myśleć o tym jak muszą czasami kombinować inni, którzy albo boją się o utratę pracy, albo mają ją bardziej odpowiedzialną, albo dojeżdżają do niej daleko. więc, nie dziwię się, że czasami przemykają oko na to, że dziecko poszło do przedszkola z początkiem (lub końcówką) infekcji - zrozum, nie POPIERAM tych rodziców, a ROZUMIEM ich problem
                    pozdrawiam
                    • ridibunda Re: a ja sie smolineczko nie zgadzam 13.11.12, 09:14
                      Smolineczko, popieram Twoją wypowiedź w 100%.
                      Dodam jeszcze, że przy ostatnim zaostrzeniu choroby szukałam wśród znajomych osoby, która zostałaby z moim dzieckiem u mnie w domu za podwójną stawkę godzinową, żeby jej już z tym kaszlem nie ciągnąc miedzy dzieci - nikt, absolutnie nikt się nie zgodził, pomimo że przy każdym spotkaniu słyszę, jak to bardzo ciężko bez pracy i że wszyscy chcieliby pracować i ze my mamy tak fajnie bo pracujemy oboje. Padł m.in. argument - bo ja sobie nic w domu nie zrobię jak będę u ciebie siedzieć. Śmiech na sali. Przez łzy.
                      Gdybym pracowała w domu, dylemat - wysłać czy nie wysłać cherlające dziecko do szkoły by mi odpadł.
                      Nie jest łatwo zapewnić opiekę dziecku na czas naszej nieobecności w domu . I ja tak jak Smolineczka - nie popieram rodziców wysyłających niezdrowe dzieci do placówek, jest to mi nie na rękę, bo wtedy moja astmatyczka jest podwójnie zagrożona - zwykła infekcją i zaostrzeniem choroby przewlekłej - ale ich rozumiem.
    • monikaj21 Re: nigdy się to nie zmieni 12.11.12, 22:03
      Znam ten ból... Ostatnio Franek po 2 tygodniach pobytu w domu (tydzień prawdziwej choroby, drugi kaszlu - lekarz powiedział, że ze względu na inne dzieci może chodzić ale sam ma obniżoną odporność więc go zostawiliśmy) spotkał na dzień dobry dójkę dzieci kaszlących tak, jak on w najgorszym momenci nie kasłał. Słabo mi się zrobiło na wejściu...
      Ale.. No właśnie - ja rozumiem takie sytuacje, że przychodzi taki dzień kiedy okazuje się rano, że dziecko niewyraźne, żadne z rodziców nie może zostać i nie ma nikogo do pomocy. Moja przyjaciółka, jak była samotną matką bez pomocy, wysyłała tak dzieci w niektóre dni. Płakała potem ale wysyłała...
      No i druga sprawa, że każdy zna swoje dziecko - Franek potrafi mieć tygodniami lejący katar - we wrześniu poszedł do przedszkola, w przedszkolu spędził dokładnie połowę czasu przedszkolenego, resztę w domu, w tym 2 tygodnie z powodu tego kataru. No i narazie kombinowaliśmy z opieką, ale nie wiem czy nie przyjdzie taki dzień, że się poddamy w końcu... A Janek potrafi tak kasłać po chorobie przez 3 tygodnie jakby gruźlicę miał i kilka razy się bałam czy mnie ktoś nie zabije, że chore dziecko przyprowadzam, a on naprawdę chory już nie był.
      • ankas4 ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 09:42
        I ja doskonale rozumiem ten problem,przeciez mam wyobraźnię oraz kolezanki,ktore muszą dojeżdżać do pracy,ale my nie mowimy o katarku, ja pisalam o dziewczynce,mtora notorycznie jest zanosząco-kaszlaca, dziewczynka,ktora wymiotuje podczas ataku kaszlu(sama bylam tego swiadkiem), no i jeszcze wracając do tematu rodzicow pracujacych dzieci...piszcie co chcecie,ale uzywanie w stosunku do mnie argumentu przez przedszkolanke,"bo pani pracuje w domu" jest ponizej pasa, ciekawe jakiego uzylaby argumentu nie wiedząc jaki mam zawod... albo są zasady albo wolna amerykanka, tzn.ze ja mam swoje przeziebione dziecko zostawiac w domu, aby nie zarażało innych-a mama pracujaca wbiurze moze chore dziecko przyprowadzic do placowki...bo co? Bo moje bardziej zaraża niz inne dziecko? No wiadomo,ze nie...wiec odpowiedz jest prosta wszystkiechore dzieci powinny zostawac w domu, a jesli nie - to proszę nie wymagac ode mnie innych zasad tylko dlatego, ze mam taki zawod jaki mam.
        • paris4 Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 09:45
          Ankas zgadzam się. Wiem, że to dość niepopularne stwierdzenie, ale wali mnie kto ma jaką sytuację zawodową. Dzieci chorych nie przyprowadza sie do placówek. Kropka.
          skoro ja sobie radzę (a nie mam zycia różami usłanego) w takich sytuacjach niech inni też się postarają.
          • monikaj21 Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 09:59
            A ja się Wam dziewczyny dziwię, że macie takie twarde stanowisko w tej kwestii. Ja mam możliwość pracowania w domu (oczywiście jak nie pracuję na full w ciągu dnia to potem muszę to odpracować w nocy i w weekend) i wymagam od siebie więcej niż od rodziców, którzy nie mają takiej możliwości. Nie wiem co mnie kiedyś spotka - może zostanę kiedyś samotną matką, która nie będzie miała pomocy i od tego czy pójdę do pracy czy nie, bedzie zależało to czy tę pracę będę miała w następnym miesiącu.
            • ridibunda Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 10:09
              Monika - lejesz mi miód na serce i wracasz wiarę w ludzi. Jedna osoba której inni kompletnie nie walą. Miło przeczytać.
            • paris4 Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 10:09
              ale piszesz o jakichś dramatycznych sytuacjach, które nie mają miejsca na co dzień
              ja też jestem samotną matką pragnę podkreślić ;)
              poza tym to małe środowisko - ludzie się znają i wierz mi te chore dzieci na sali to nie są dzieci pracujących w pocie czoła samotnych matek. Co tylko złości mnie jeszcze bardziej
              Naprawdę jesteś taka wyrozumiała? Ja jakoś nie potrafię przejść do porządku dziennego tym, że ktoś z lenistwa bądź przez niezaradność powoduje chorobę mojego dziecka. Bo moje dziecko jest dla mnie jakby najważniejsze ;) reszta świata dopiero później.
              • smolineczka Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 10:26
                wystarczy trochę uruchomić wyobraźnię, by dopuścić do świadomości, że ci, inni, niedobrzy rodzice, którzy "z lenistwa bądź przez niezaradność powodują chorobę twojego dziecka", też kochają swoje dzieci i wcale nie chcą nikogo skrzywdzić, a wręcz starają się jak potrafią (jestem pewna że statystycznie licząc, to dotyczy 80% tych, o których piszemy), tylko nie zawsze im wychodzi - przecież nikt nie jest idealny, - i dopiero po kilku przykrych doświadczeniach dochodzą do wniosku, że coś zrobili źle, próbują to zmienić, uczą się i stają bardziej doskonali. paris, nie jesteś empatyczna? ;-)
                • paris4 Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 11:55
                  w kwestiach tak zasadniczych jak zdrowie moich dzieci wykazuję empatię na poziomie zerowym
              • monikaj21 Re: ale my nie mowimy o katarku przeciez... 13.11.12, 18:40
                > Naprawdę jesteś taka wyrozumiała?

                Nie, jestem naiwna życiowo :) Po prostu nie przypisuję z góry złych intencji innym i jak słyszę o chorym dziecku w przedszkolu to pierwsze co mi przychodzi do głowy to to, że rodzic nie miał innego wyjścia. Bo sprawy często wyglądają inaczej niż nam się wydaje z zewnątrz (że niby ktoś ma babcię czy może sobie wynająć pomoc - często to bardziej skomplikowane).
                No i pewnie byłabym mniej empatyczna gdybym nie miała możliwości pracy w domu, bo po paru L4 by mnie wywalili z pracy :)
    • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 09:42
      szczerze? też jestem samotną matką nie korzystającą z pomocy babć, dziadków itp
      owszem lwia część mojej pracy odbywa się przy domowym komputerku, ale największa część moich dochodów to umowy o dzieło. I chore dziecko bardzo komplikuje mi zarobkowanie. Mimo to nie mieści mi się w głowie jak można chorego umęczonego dzieciaka wysłać do szkoły. I jakoś brak mi empatii.
      Wieści z frontu są takie, że dziś było mniej dzieci niż wczoraj. Niektóre obecne były chore. Pani zaś dostała informację, że dwójka dzieci jest w szpitalu - zapalenie płuc. Ciekawe qrna dlaczego? Szkoda mi tych dzieci bardzo - takie są efekty ułańskiej fantazji rodziców. Hanka trzyma się, ale tak ledwo - pokasłuje i założę się że nie dotrwa do końca tygodnia.
      • ridibunda Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 09:53
        To walenie działa w obie strony, Paris - tak jak Ciebie wali, co inni zrobią a dziećmi i jaką mają sytuację w pracy, tak innych wali, że Twoje dziecko się od chorego w przedszkolu zarazi.
        Dużo ogólnie tego walenia w naszej mentalności.
        Taki mój poboczny wniosek na kanwie tego wątku.
        • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 10:10
          ojojoj a tak dobrze potrafisz kogoś podsumować na podstawie kilku wirtualnych wypowiedzi? I jeszcze masz się za tą lepszą. Ciekawe.
          • ankas4 Re: paris ma świętą racje 13.11.12, 10:31
            Rodzice,ktorzy pracują w domu ,to nie są potwory -wierzcie mi, i często jestem o wiele wiele bardziej zmeczona niż rodzic ,ktory wychodzi do pracy od 7 do 15, bo jak jak zosttawie swoje dziecko w domu,to swoją pracę musze tak czy siak wykonać i zaczynam jak dziecko idzie spac,a koncze czasami o 3 w nocy...a rano muszę przecież wstać! Przeciez ani paris ani ja nie jestesmy bezuczuciowymi robotami, wiemy i rozumiemy,ale nie zgadzamy sie na inne traktowanie naszych dzieci. I akurat rozumiem doskonale stwierdzenieparis o "waleniu":-)bo ja wiem wiem na 100%,ze u wiekszosci chorych dzieci rodzicezwyczajnie mają w nosie i swoje dziecko i inne ,bo mają możliwość zostawienia go z babcią czy ciocia. Ciekawe czemu przedszkolanka nie proponuje takiej opcji tym rodzicom tylkko z wyrozumiałością pozwala takie chore dzieci zostawic w placowce.
            • smolineczka Re: paris ma świętą racje 13.11.12, 11:51
              myślę, że dlatego, że rodzicowi pracującemu w domu "chore dziecko bardzo to komplikuje" (jak się przyznała paris), ale rodzicowi pracującemu w biurze po prostu uniemożliwia (służę osobistym przykładem) - różnica jest zasadnicza
              • paris4 Re: paris ma świętą racje 13.11.12, 12:06
                komplikuje mi w sensie, że jak dziecko choruje a ja mam termin w którym muszę coś oddać - to odbiorcę wali czy moje dziecko ma 40st - mam się wyrobić i kropka. Nikt jakoś empatyczny wtedy nie jest ;) Dla mnie to jest jasne jak słońce. Czasem choroba uniemożliwia mi zarobkowanie bo nie jestem w stanie przyjąć zleceń bo wiem że się z nimi nie wyrobię. Miałam ten komfort że dzieci chorowały rzadko i były solidnie leczone. Teraz dzięki bardzo empatycznym i starającym_się_jak mogą rodzicom jest coraz gorzej ze zdrowiem moich dzieci na czym cierpią dzieci oczywiście, moja praca i budżet domowy. I ze stoickim spokojem oraz polityczną poprawnością należy to znosić.
                Jasne jest dla mnie (choć jestem w mniejszość) że chore dziecko = dziecko leczone i przebywające w domu. A od tego są dorośli żeby temu dziecku to zapewnić.
                Oczywiście jako samotna mama i jedyna żywicielka rodziny mogłabym też posyłać chore do przedszkola. Jest tyle empatycznych osób wokół na pewno by zrozumiały ;)
                Tylko jakoś nie potrafię i wykonuję akrobacje logistyczne oraz płacę np. opiekunkom
                • ridibunda Re: paris ma świętą racje 13.11.12, 13:25
                  Paris - w moim poście nie ma ani słowa podsumowującego Ciebie bezpośrednio. W ogóle nie odpowiedziałaś na temat, tylko obruszyłaś się personalnie. To był mój wniosek ogólny z wątku - nie unoś się niepotrzebnie, nie widzę powodów.
                  • paris4 Re: paris ma świętą racje 13.11.12, 13:52
                    Nie unoszę się. Jestem oazą spokoju;) Ale w tej kwestii nic mnie nie przekona. Ja wierzę, że zdarzają się jakies sytuacje ekstremalne. Sama parę sytuacji podbramkowych zaliczyłam. Ale po prostu to co widzę na co dzień sytuacją wyjątkową nie jest. Standardem jest, że póki dziecko nie leje się przez ręce to idzie do placówki. Bolą uszy - trudno? Sraczka - ojtamojatm. Lekka gorączka? - da radę! Bo teraz to pani takie "pogody" zdradliwe. wrrrrr I przykro mi ale to co obserwuję to nic więcej jak brak szacunku dla zdrowia, zaniedbanie a często oraz bywa, że zwykłe lenistwo.
                    Gdyby choć połowa tych rodziców postąpiła jak należy, to mielibyśmy sporo mniej dzieci które wiecznie są zakatarzone, kaszlące, zaropiałe itp.
                    A złoszczę się tak bo sytuacja robi się raczej nagminna. I coraz bardziej dotkliwa w skutkach dla Hanki i dla mnie. Zresztą w szkole w wyższych klasach nie jest wcale lepiej. Zero szacunku dla swojego i innych zdrowia.
        • myrtille chorzy dorośli:) 13.11.12, 10:22
          Ja kompletnie nie znam z autopsji takich sytuacji bo wiadomo, ale...wyobrażam sobie co mogłabym czuć.
          Ja z kolei boję się jak ognia chorych dorosłych (urzędy, sklepy etc), a ostatnio notorycznie zdarza mi się że jak już wyjdę raz na tydzień czy dwa z domu bo muszę coś kupić/załatwić to obsługuje mnie chora osoba.
          Sama mam osłabioną odporność ze względu na swoją przypadłość, a w domu Amelka wiadomo z jaką odpornością, więc mnie w sytuacji kontaktu z taką osobą zimny pot zalewa bo boję się, że coś do domu przeniosę (niektóre bakterie jak nas pan dr uświadamiał na ciuchach, włosach długo mogą posiedzieć sobie). To już jest paranoiczne, że zaraz się dezynfekuję, w domu ciuchy do przebrania a ja pod kran.
          Kompletnie nie wyobrażam sobie "powrotu do społeczeństwa" na zasadach jak opisane są powyżej. Amelka do 1 klasy w środowisko jawnie infekcyjnych dzieci? Nie, no nie wyobrażam sobie.
          Pomijam już, że Ci ludzie zdają się mieć w głębokim poważaniu inne dzieci, ale robią kuku swoim dzieciom osłabionym jakąś infekcją, a wrzuconym z musu w pełne kolorów i dźwięków żeby nie napisać wrzasków innych dzieci. Jak wtedy przecież cisza i spokój najważniejsze są by się zregenerować.
          • paris4 Re: chorzy dorośli:) 13.11.12, 12:10
            Tak Asiu dokładnie się zgadzam z tym co piszesz. Bardzo mi żal tych chorych zmęczonych dzieciaków. Pani mówi, że trudniej prowadzi się wtedy zajęcia itp. No i konsekwencje dla tych dzieci bywają przykre. Jak pisałam wyżej dziś okazało się dwójka od Hani z grupy jest w szpitalu z podejrzeniem zapalenia płuc.
            Ale w ogóle system nie wspiera ochrony zdrowia. Dorośli nie biorą zwolnień lekarskich bo boja sie konsekwencji. Ja podczas pracy w korporacji na l4 ku zgrozie innych chodziłam. I co? I nico. Świat się nie zawalił. Firma miała się dobrze. I jakoś nikt nie z roboty nie wyrzucił bo ośmieliłam się zachorować
      • smolineczka Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 10:27
        o, już doczytałam, że nie jesteś (empatyczna)
        a co do zapalenia płuc, polecam moją historię.....
        • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 12:15
          Tak jestem nawet obmierzłą lodowatą zołzą ;) bo chciałabym egzekwować tak oczywistą zasadę o przyprowadzaniu do placówek wychowawczych TYLKO zdrowych dzieci. I chciałabym żeby chore dziecko miało zapewnioną właściwą opiekę. Wstrząsające.
          A w sekrecie wyznam wam, że dwoje dzieci które są dziś chore i siedzą w szkole - są dziećmi mamuń nie pracujących zawodowo wcale. Fajnie co?
          • ridibunda Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 13:35
            A dlaczego siedzą chore - bo ich rodziców wali ich zdrowie i dobro innych dzieci.
            I dodam jeszcze, bo z moich wystąpień tu można wyciągnąć fałszywy wniosek - jestem absolutnie przeciw posyłaniu chorych dzieci do placówek. Moje dzieci - i to zdrowe, i to przewlekle chore - nigdy w życiu nie były w szkole w sytuacji, gdy źle się czuły, kaszlały, smarkały i miały gorączkę (wyjątek - niezaraźliwe dla nikogo zaostrzenia astmy). Załatwiam opiekę, biorę l4, mąż bierze urlop albo zamienia godziny pracy - różnie kombinujemy. Wkurza mnie niesamowicie posyłanie chorych, tym bardziej - jak już pisałam - że moja córka ze względu na chorobę przewlekłą cierpi na tym podwójnie.
            Ale wkurza mnie tez podejście - ja jestem najważniejsza/y, wszyscy maja się dostosować, ja robię tak to i ty też. Jeśli nie możesz- mnie to wali. I tym sposobem walimy się wszyscy wraz - bo ktoś inny ma inne racje i też powie, ze Twoje go walą. W ten sposób nigdy nic się dobrego nie da załatwić.
            Świetnie to ujęła Monikaj21.
            • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 13:39
              no ok - a widzisz w tej konkretnej sytuacji - czyli przyprowadzanie chorych dzieci do przedszkola- jakieś kompromisowe rozwiązanie? Bo ja nie bardzo.
              • ridibunda Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 14:11
                Paris, mam bardzo duże doświadczenie w rozmowach z rodzicami:) I niestety, czasem to doświadczenie powoduje, że zanim jeszcze zacznę rozmawiać, już przeżywam lekki załamanie nerwowe na myśl ,jakich argumentów będę musiała używać, żeby dotarło.
                W Waszym konkretnym przypadku spróbowałabym poruszyć sprawę na zebraniu ogólnie/ ewentualnie na rozmowie indywidualnej bez świadków z rodzicami którzy olewają zdrowie swoich dzieci i posyłają je chore do szkoły. Tylko zaznaczam - na zebraniu ogólnie (bardzo ważne, bez personaliów!), w cztery oczy bez świadków. Ważny jest też sposób rozmowy - bez zarzutów, utyskiwań. ataków - gdyby jakaś matka wyjechała mi z żądaniem okazania zaświadczenia o stanie zdrowia, zabiłabym ja śmiechem i dalej już napisałam wyżej, co - tylko z dokładnym wyłuszczeniem problemu i prośba o pomoc w rozwiązaniu tegoż. Dobrze w rozmowie w cztery oczy zacząć od pochwał - jakie dziecko ładnie/ładnie maluje/śpiewa/ grzeczne/samodzielne itp. To dobrze nastraja do rozmówcy i powoduje, że druga osoba chętniej nas wysłucha - tym bardziej, że dalej nie będzie już cukierkowo. I próbujemy się dogadać - bez żądań ,oświadczania o waleniu mnie przez to i owo itp (nie wątpię, że nie użyłabyś takich słów w rozmowie, ale też nie do końca o słowa tu chodzi, tylko o przekaz niewerbalny). Z doświadczenia wiem, że bardzo dużo rzeczy udaje się w ten sposób załatwić z wydawałoby się - betonowymi ludźmi. Niestety, często spotykam takich - i dlatego uczyłam się kiedyś sposobów rozmowy z psychologiem - bardzo pomógł.
                Oczywiście, nie osiągniesz wszystkiego - ale jeśli chociaż jedno by przestało przychodzić chore, to już będzie korzyść i dla Was, i dla niego.
                Dyplomacji trzeba ogromnie dużo -ale dużo więcej się załatwi niż żądaniami i postawą - ja chcę.
                Powodzenia - ale to dużo pracy, nie wiem czy będzie ci się chciało.
                Mnie się nie chce, na szczęście moje jakoś bardzo nie łapią chorób od kaszlaków szkolnych.
                Pozdrawiam.
                • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:26
                  dzięki!
                  Sama już nie wiem co robić i cokolwiek to da - skala problemu mnie przerasta - tu trzeba by zmian w ludzkim myśleniu, mentalności. Jest więcej rodziców takich jak ja - maksymalnie podkurzonych sytuacją, ale ci których znam na pewno nic nie powiedzą bo to typu "siedź cicho jak mysz pod miotłą"
                  Ehhhh chyba przyjdzie mi czekać na zwyżkę odporności u córki :/
          • e-ness Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 13:39
            Ale ja juz wiem z czego wynika ta cała sytuacja chorobowo przedszkolna, wiem bo przekonałam się na własnej skórze. Moja Karolka ma przewlekłe zapalenie uszu, wystarczy katar i juz jest antybiotyk, Mały nie choruje. Walczyłam jak lwica na każdym zebraniu o to aby egzekwować od rodziców "zdrowych" dziecio zaświadczenia lekarskie, Wychowawczynie były raczej z tych pilnujących zasad zdrowia publicznego. i nawet separowały dzieci chore w izolatkach, i co I rodzice owych dzieci robili taka awanturę ze głowa mała. Moja córka potrafiła przez 2 miesiące nie chodzić do przedszkola bo dopiero 3 antybiotyk przynosiła pożądany efekt.

            Pogodziłam się z tym ze nic nie zwojuje jak i zt ym ze jako często pracująca w domu mam możliwość zostania z dzieckiem i nie musze kombinować i stresować sie ze mnie z roboty wyleją. I zgadzam się z tym ze mam mamom pracującym w domu zdecydowanie łatwiej jest zostać z dzieckiem niż tym które żyja w ciągłym strachu i pod presją otoczenia. Bo nawet jak nie zrobię czegoś w ciągu dnia to moge posiedzieć wieczorem, w nocy, a wiadomo ze chore dziecko duzo śpi i wcześnie zasypia.

            W tym roku Karolka była tydz w domu, zaraz po tym jak brat zaraził ja opryszczką gardłową, i powiem szczerze ze mam d ..e czy rodzice przyprowadzaj chore dzieci do przedszkola, bo teraz ten problem mnie nie dotyczy i średnio sie nim interesuje. I w nosie mam dyskusje rodziców ubolewających nad faktem, iż chore dzieci przyprowadzane sa do placówek. Jak ja potrzebowałam wsparcia z ich strony, bo wiadomo to oni tylko głowami kiwali. Co nie zmienia faktu ze dziecka nawet z katarem nie posyłam do przedszkola, bo wiem ze nawet katar może powodowac osłabienie i gorsze samopoczucie.
            Pojedyncze jednostki ( jednostki których dzieci chorują) chcące uporać siez "chorobami" w przedszkolu nie są w stanie nic zrobić.
            • amalota Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 15:30
              A może pop prostu Twoje dziecko bierze trzeci antybiotyk i siedzi tak długo w domu, bo nie ma szans się uodpornić? Zabierając je przy lekkim przeziębieniu przesiedzi tydzień w domu i tyle samo by miało to lekkie przeziębienie w placówce.
              Poza tym może zmień lekarza, skoro przypisuje antybiotyki jak cukierki. Jeden za drugim tylko wyjaławia organizm i nie dziwne, że dziecko co chwilę coś łapie.

              Tak samo zatrzymywałam dziecko żłobkowe przy każdej infekcji w domu. Ale kiedy drugi sezon z rzędu wychodziło mi, że od października od kwietnia by siedział w domu, to zaczęłam posyłać przy infekcji. I co się stało? - jak poszedł do przedszkola, przestał chorować - w ciągu 2,5 roku miał 2x katar (oczywiście chodził do przedszkola, na basen też) i ospę (został w domu, choć wrócił po tygodniu wg zaleceń lekarki).

              Sorry, ja tez pracuje w domu, nieraz wieczorami i nadal uważam, że katar, a z nim pokasływanie, a nawet lekko podwyższona temperatura to nie choroba - to sygnał, że organizm walczy.

              • amalota Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 15:35
                Nie dokończłam zdania - i opczywiscie posyłam do placowki.
                • e-ness Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 15:45
                  To nie znaczy ze musi walczyć z gorączką w placówce i zarażać inne dzieci,!
                  U nas to nie jest kwestia odporności a problemów laryngologicznych, Mam lekarza cudownego,ale nawet on załamuje rece jak nie wie jaki antybiotyk przepisac bo Karola wszystkie skuteczniejsze brałą w ciagu ostatnich 6 miesięcy, a pozostałe jak się okazało nie radzą sobie./
                  Całe szczęście za pół roku mamy zabieg w Kajetanach i mam nadzieje ze nasze problemy z uszami to będzie tylko bolesne wspomnienie dla naszej córki, a na dzień dzisiejszy jest super bo juz 2,5 miesiąca w przedszkolu i nie było zapalenia ucha:)
                  • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:27
                    to fantastycznie, że tak dbasz o odporność u dziecka tylko dlaczego kosztem innych?
                    • e-ness Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:30
                      Paris chyba mnie nie zrozumiałaś?
                      • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:35
                        zrozumiałam :) to było do amaloty tylko się źle wkleiło
                    • amalota Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:54
                      Chyba czegoś nie doczytałaś - moje dziecko od kiedy poszło do przedszkola (a chodzi już 2,5 roku) miało 2x katar. I to tylko dlatego, że uodporniło się w żłobku. Nijak się to ma do tych zamykanych w domu dzieci przez 2 miesiące z trzema antybiotykami jeden po drugim. No, ale lepiej faszerować je lekami, obniżając tym samym odporność niż ją wzmocnić raz a dobrze i mieć spokój.

                      Najlepiej pozamykajmy na jesień, zimę i wczesną wiosnę wszystkie przedszkola, szkoły i miejsca pracy, bo co chwilę ktoś jest chory, więc po co w ogóle mają funkcjonować, jak wszyscy powinni w tym czasie zostać w domu.

                      • e-ness Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 18:12
                        Amalata, bzdur nie wygaduj bo mi cycki opadają.
                        Dumna z siebie jesteś ze dziecko z "małą" gorączką do przedszkola wysyłasz, a jeśli nie do przedszkola to praktykowałaś to w złobku!
                        Szok i skrajna nieodpowiedzialność!
                        Wiesz co to w ogóle jest zapalenie ucha? jak to się leczy i jakie są powikłania? dOWIEDZ SIĘ ZATEM A POTEM KRYTYKUJ! Nosz ku...a zdenerwowałam się.
                        Przepraszam, :)
                        • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 19:46
                          amalota! ratunku!
                          pisze przecież dziewczyna, że dziecko ma problem laryngologiczny .... po co jej dowalać?
                          ty zaś pochwaliłaś się, że w celu podnoszenia odporności twojego dziecka posyłasz je do przedszkola z gorączką. Niech się hartuje a cała grupa razem z nim :/
                          • ridibunda Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 20:25
                            Właśnie wpisy o takiej treści jak Amaloty królują na "Małym dziecku" jeśli chodzi o odporność małych dzieci. No skąd się takie przekonania biorą, to ja nie mogę w żaden sposób zrozumieć.
                            Jedyne, co mogę zrobić w takiej sytuacji, to przestać czytać "Małe dziecko" - co uczyniłam.
    • lipiec_2007 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 13:39
      Temat doskonale wszystkim znany:)

      Nie wiem, dlaczego ankas wysnula wniosek, ze matki pracujące w domu uważane mogłyby być za potwory:) ja mam prace na etacie, dwoje małych dzieci, jestem pól-samotna i nie mam nikogo do pomocy w postaci babć, czy ciotek. I ileż dałabym za możliwość zabrania pracy do domu, byle uniknąć tych wywalonych oczu, kiedy oznajmiam w pracy, ze biorę wolne. Mogłabym pracować nawet w nocy, albo w weekendy, ale niestety nie mogę. A jak mam w pracy, niektóre z was wiedza:)

      I zeby nie było, właśnie dopieszczam po chorobie swojego syna i siedzimy obydwoje w domu. Na szczęście moje maluchy nie często chorują. Inaczej pewnie musiałabym zrezygnować z pracy.
      • ankas4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 14:33
        Z tymi potworami,to dokladnie chodzilo mi o to,ze dziewczyny napisaly,ze mamy pracujące w domu nie rozumieją sytuacji rodzicow pracujacych na zewnątrz:-), a wydaje mi sie,ze rozumiemy,ale chcemy rownego traktowania, bo to ze pani przedszkolanka posiada wiedzę jak ja pracuję nie uprawnia jej do mowienia mi czy ja mam lepsze czy gorsze warunki,aby zostac z dzieckiem w domu. Co do komfortu pracy rodzica w domu przy dziecku,ktore jest chore ,to ja mam raczej inne wspomnienia,bo moje chore dziecko ,ktore zostaje w domu ze mną zazwyczaj chore sypia kilkarazy w ciągu dnia,co daje taki efekt, ze nie pojdzie spać na noc o 21 ale o 23 i wtedy dopiero mogę spokojnie zaczac pracowac., a drzemki w dzien są na tyle krótkie,ze tez sie nic sensownego nie da zrobic, poza tym sprawa najwazniejsza, ja jak tymek j est chory tez biore zwykle zwolnienie do pracy,bo zwyczajnie nie mogę się wtedy wyrobić z pracą , a jakbktos pracuje na wlasny rachunek ,to bytem swoje musi zrobic jak napisala paris,ma do zrealizowania projekt i zamawiający nie jest zainteresowany argumentem,ze dziecko bylo chore.
    • lee_a Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 15:47
      wiecie co, a mnie oburza nie tyle zachowanie rodziców co przyzwolenie na to ze strony przedszkola i szkoły. Jestem jak najbardziej za zaświadczeniami lekarskimi. Chociaż ostatnio otarło się to u nas o lekką paranoję, gdy w przedszkolu panowała ospa. Marcie wyskoczyły jakieś trzy krosty ospopodobne i mimo tego, że ospę przeszła w czerwcu to zaświadczenie musiałam przynieść. Ok, nie zrobiłam z tego powodu żadnej awantury - takie zasady. Ale jak pani mi powiedziała, że matka przyprowadziła w poniedziałek chłopca, który 5 dni wcześniej został odesłany z ospą do domu to mi się słabo zrobiło. Jeszcze miał krosty na buzi nie przyschnięte.Ale powiedziała, że przecież kto miał się zarazić to się już zaraził a ona nie ma z kim dziecka zostawić. Ja wszystko rozumiem, niech ludzie nie dbają o inne dzieci ale o swoje to już chyba powinni, ludzie chyba sobie nie zdają sprawy co to jest ospa i jakie moga byc powikłania. My mieliśmy 4 tygodnie wycięte z powodu ospy u moich córek, najpierw ja ja L4, potem ściągnęliśmy teściową (ponad 100km), dalej tydzień męża i w końcu tydzień u drugiej babci - 250 km od domu. Ale pewność, że doszły do siebie była bezcenna.
      A na te wszystkie kaszle i katary to ja już chyba się uodporniłam, na szczęście moje dzieci też... tfu, tfu... odpukać. większość rodziców zawsze jest w stanie skombinować zaświadczenie lekarskie i w ten sposób i tak dzieciaki trafiają z glutami do przedszkola. OK, święta nie jestem - z katarem moje dzieciaki tez chodzą do przedszkola, ale to jest zwykły wodnisty katar. Z kaszlem, po osłuchaniu przez lekarza, też mi się zdarza puszczać. Powiem szczerze, że gdybym z każdym kaszlem i katarem zostawiała je w domu to mam murowane 2 tygodnie w miesiącu a nawet nie chcę myśleć jak to wygląda przy większej ilości dzieci niż dwoje. Temat rzeka - ilu ludzi tyle racji...
      • lee_a Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 15:57
        acha i jeszcze mnie naszło - nigdy, przenigdy nie puszczam dziecka do przedszkola z podwyższoną gorączką. Zdarzało mi się nawet jechać wcześnie rano po laptopa do firmy i pracować w domu, jeśli młoda budziła się z gorączką. Jednak jak już walczyć z chorobą to w domu. Uważam, że termometr bezdotykowy powinien być normalnie na wejściu do przedszkola i tylko jak się pokaże temperatura 36,6 to drzwi by się otwierały ;)
        No i strasznie mnie wkurzają chorzy dorośli w pracy - katar, kaszel, szkliste oczy - ale po L4 nie pójdzie jeden z drugim a ja potem te zarazki do domu przynoszę.
        • amalota Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 18:02
          Przepraszam, a jeśli jedno z Twoich dzieci zachoruje, to zamykasz je w izolatce, bo nie ma 36,6?
          • lee_a Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 18:56
            a w życiu, nie zamykam w izolatce, ale trzymam w domu a nie puszczam do przedszkola. A nawet na spacer wychodzę jak ma nie więcej niż 37 stopni. Jak już pisałam ze zwykłym katarem i pokasływaniem do przedszkola chodzą ale z gorączki to już nie. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie w pracy w gorączką a wiec i dziecku przedszkola w takim stanie nie funduję. I to bynajmniej nie z troski o inne dzieci. A jeżeli chodzi ci o to, czy nie boję się to, że starsza zarazi młodszą lub odwrotnie - a owszem boję się, ale liczę się z tym mając dwoje dzieci. Na szczęście starsza porządnie uodporniona a mniejsza przy niej chyba odporności nabyła. W każdym bądź razie w tym roku szkolnym jeszcze przedszkola z powodu infekcji nie opuściły. No to teraz na pewno będą chore, zawsze tak jest jak się publicznie ich zdrowiem pochwalę. Na szczęście sa u teściowej, bo ja w delegacji więc w razie czego będa chorować u babci.
      • ridibunda Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 16:00
        Ależ Lee_a, to nie takie proste!
        Szkoły i przedszkola nie mają prawa wymagać żadnych zaświadczeń zdrowotnych, to wbrew prawu, wbrew wszystkim ustawom! Jeśli jakaś placówka wymaga, to tylko dotąd, aż któryś rodzic nie narobi dymu i wtedy okaże się, że robi to bezprawnie! Rodzic nie musi przedstawiać żadnych zaświadczeń, począwszy od zdrowotnych, po dotyczące nauki dziecka, nie musi informować o autyzmie, upośledzeniach, chorobach przewlekłych itp.
        Tu może pomóc tylko zdrowy rozsadek rodziców.
        W chwili obecnej nauczyciel, który publicznie stwierdzi ze dziecko XY jest chore, kaszle, kicha i zaraza, może iść na 2 lata do pudła!!! Nie ma prawa nie przyjąć dziecka do placówki, bo każdy ma konstytucyjny obowiązek i prawo do nauki!!! Jak wiec wyobrażasz sobie odesłanie chorego dziecka do domu?
        Paranoja, wiem, i co z tego ,oświata polska składa się głównie z paranoi.
        Nie możesz się o to czepiać placówek, one są bezsilne.
        • lee_a Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 16:05
          no to nie wiem, może nauczyciel powinien zgłaszac na policję albo do opieki społecznej, że rodzice nie dbają o zdrowie dziecka i z ospa albo katarem od którego wymiotuje puszczają do placówki zamiast leczyć? W umowie z przedskzolem mam zapisane, że przyjmowane są dzieci zdrowe - jasne, nie ma tam zapisu, że chore zostają pod drzwiami, ale jak my, rodzice chcemy egzekwować swoje prawa jeśli sami naginamy warunki umowy? Żeby tak zdrowy rozsądek dawali w komplecie do świeżo narodzonego dziecka to by było łatwiej.
          • paris4 Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:34
            oj rozmarzyłam się tą wizją "faszystowskich" przedszkoli :) z pomiarem temperatury przy wejściu ;)
            a to co pisze ridibunda to sama racja niestety - paranoja w drugą stronę - tłumaczyła mi to Hani wychowawczyni.
            Ale ogólnie zbiera mi się na mdłości jak przeanalizuję sytuację higieniczną szkoły - brudne ubikacje, często brak mydła i papieru toaletowego, zimna woda w kranach i tu chyba nie popuszczę - bo co z tego, że szkoła wybudowała piękną nowoczesną salę gimnastyczną skoro nie dba o elementarne zasady
            Ale Polscy ogólnie jesli chodzi o higienę i zdrowie to są hen hen za krajami cywilizowanymi. I to widać, słychać i czuć
            • lee_a Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 17:50
              o rany, paris, właśnie mi się przypomniało, że u nas w podstawówce chyba nigdy nie było ciepłej wody... Jednak rzeczywiście nic się nie zmienia...
        • zalasso Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 21:33
          Oj Ridibunda, czytam cały wątek i zapędzasz się coś- że niby jaka ustawa gwarantuje przyjmowanie infekcyjnego człowieka do placówki masowej?? podaj proszę artykuł.
          Jako nauczyciel- zawsze wzywałam rodzica dziecka ze złym samopoczuciem, względnie pogotowie.
          Jest jeszcze sanepid, opieka społeczna, policja już w mega skrajnych przypadkach.
          • ridibunda Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 21:56
            Zalasso - Konstytucja.
            Pogotowie do zasmarkanego dzieciaka? Odważysz się? A jeśli jest potrzebne gdzieś indziej? W czym pogotowie pomoże na katar i gorączkę 38? Przyjedzie w ogóle? U nas nie przyjedzie, sprawdzone (próbowałam kiedyś wezwać do córki z gorączka 40 stopni, nie przyjechali). Poza tym bez rodzica nie maja prawa zrobić nic, poza ratowaniem życia. Dziecku z katarem rzadko trzeba natychmiast ratować życie.
            Rodzica wzywaliśmy nie raz, żadna nowość. Nie zawsze przyjdzie.
            Sanepid, opieka społeczna, policja - to już chyba naprawdę skrajności. Na pewno nie w przypadku gdy dziecko kicha na lekcji.
            Jeszcze raz powtarzam - placówka oświatowa nie może nie przyjąć dziecka . Nie ma takiej prawnej możliwości. Można rozmawiać z rodzicem, w razie jego niezgody powiadamiać odpowiednie służby - ale nie masz żadnych prawnych środków zmuszających rodzica do zabrania do domu kaszlącego dzieciaka. I bynajmniej się nie zapędzam w swoich słowach ani na milimetr.
      • amalota Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 18:00
        I tu się z Tobą nie zgodzę - mnie po 5 dniach ospy, lekarka kazała puścić dziecko do przedszkola (akuratnie nie nasza, tylko pierwsza lepsza, do której poszliśmy po rozpoznanie w przychodni) dokładnie z takim samym tłumaczeniem, jak tej mamy. Kiedy zapytałam się, czy nei za szybko, to otrzymałam informacje, że takie są zalecenia odgórne (nie pamiętam, czy ministerstwa czy jakiejś innej instytucji).

        A co do wypowiadania się o tum, czy ludzie nie wiedzą, co to jest ospa, to jednak bardziej do mnie przemawia zdanie lekarza niż oburzonej matki.
        • smolineczka Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 18:40
          no, dokładnie, też tak uważam, że powinnyśmy mieć zaufanie do lekarzy (oczywiście, to, że tak powinno być, nie oznacza, że tak jest) - gdyby tak było, nie byłybyśmy tak zdezorientowane i nie mnożyłybyśmy przeróżnych poglądów, raz bardziej, raz mniej słusznych. trudno jest podjąć rozsądną decyzję w sytuacji, kiedy jest za dużo wątpliwości. ja osobiście nie wierzę w to, że na zebraniu w przedszkolu rodzice, wśród których procent znających się na medycynie jest znikomy, mogliby rozwiązać raz na zawsze problem z chorymi dziećmi, bo nie ma jednego wspólnego dla wszystkich kryterium oceny, a tylko lekarz może wziąć na siebie odpowiedzialność za ocenę "zdrowy" czy "chory". rodzic może jedynie się starać zrozumieć organizm swojego dziecko. a poza tym na zebraniach w przedszkolach - jak i wszędzie - wygrywają nie posiadający prawdziwą wiedzę i dobre chęci, a głośno krzyczący i uważający, że oni jedyni nie mają "zmian w mózgu", a pozostali są głupcami bojącymi się dźwięku własnego głosu
        • lee_a Re: nigdy się to nie zmieni 13.11.12, 19:02
          dobra, rozumiem tydzień po ospie przy łagodnym przebiegu, ale 5 dni od wyjścia pierwszej krosty? z niezaschniętymi innymi? Nie wiem, może dlatego, że moje dzieci przeszły hardcorowo tę chorobę, córeczka szwagierki po 2 miesiącach zaliczyła zapalenie płuc i wode w osierdziu jako powikłanie a synek mojej bliskiej koleżanki wirusowe zapalenie stawów to przewrażliwiona jestem.
    • f3f Ankas 14.11.12, 09:06
      Ankas - a czy nie było kiedyś tak, że na dzień babci i dziadka zaprowadziliście Tymka ze zbitą gorączką? czy też że dzień wcześniej gorączkował wieczorem? Jeśli się nie mylę to się na ten temat "kłóciłyśmy". Pisałaś, ze Tymek się nastawił, że ta gorączka nie wiadomo od czego etc.
      Nie kojarzę czy się później pochorował czy nie, no ale sama gorączka była.
      Chcesz zmian- zacznij od siebie ;)
      • cui A propos wypowiedzi Amaloty 14.11.12, 09:56
        Zgadzam się z Nią i jej wypowiedzią w 100%!

        Nie generalizuję, nie uogólniam, jestem dość empatyczna i wyrozumiała - tak wobec mam pracujących w domu jak i na etacie. Ale niestety nie ma innego sposobu na "wyrobienie" odporności u dziecka niż ten związany z kontaktem z zarazkami/bakteriami innych osób - w tym dzieci z przedszkola.

        Ja mam w domu podobny egzemplarz jak Amalota - czyli praktycznie niechorującego kawalera. Wychorował się jako niemowlę. I rozumiem mamy tych dzieci, które chorują non-stop lub często. Ale wg mnie większą krzywdę ich odporności wyrządzają przypadkowo spotkani ludzie/rodzina/pani w warzywniaku niż dzieciaki z przedszkola/szkoły. Wg mnie one są już tak zaznajomione z florą bakteryjną swoich kolegów, że wyrządzają sobie dużo mniej krzywdy.
        Mikołaj rozchorował nam się poważnie 1/5 roku temu, kiedy trafił na wakacyjny dyżur do innego przedszkola - wierzę, że w jego własnym nic by mu się nie trafiło.

        Więc - jestem daleka od obwiniana przedszkola za wszystkie choroby dziecięce i kiepską odporność naszych dzieci. I zdania, że nadmierne chuchanie nie przynosi nic dobrego. Przerobiłam ten temat z dzieckiem, które pomimo siedzenia w domu z nianią chorowało non-stop od listopada do marca - nie mając styczności z innymi dziećmi.
        • paris4 Re: A propos wypowiedzi Amaloty 14.11.12, 10:07
          Nie chucham i nie dmucham na dzieci. Wiem, że istnieją spadki i zwyżki odporności. Do tej pory Hanka chorowała niewiele. Teraz ma gorszy czas wyraźnie. Nie uważam, że katar to choroba. Jednak puszczanie gorączkującego dziecka do przedszkola i dorabianie do tego teorii o korzyściach z takiego postępowania uważam po prostu za głupie i szkodliwe. Delikatnie rzecz ujmując. I jakoś nie wierzę w modę na takie hartowanie. Zresztą w przypadku naszej zerówki o modzie raczej nie ma mowy ;)
        • aga_junior tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 10:18
          bo trzeba by było zmienić mentalność społeczeństwa.

          Mój Maciuś ma przewlekły katar często łączony z kaszle. Biorę zaświadczenia lekarskie nie dlatego, że muszę tylko dlatego, że chce i nie mam ochoty przed nikim się tłumaczyć dlaczego mój syn ciągle flika. la mniej samej ważne jest to jak fizycznie czuje się moje dziecko i czy nie zaraża innych.
          Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby dziecko z zielonymi gilami, biegunką, gorączką czy po prostu chore wysyłać do placówek. Niestety rodzice wysyłają chore dzieci, które zarażają i te wyleczone chorują znowu i dlatego mamy w kółko to samo.
          Ja niestety musiałam zrezygnować z pracy na etat kilka lat temu właśnie przez choroby dzieci. Nie miałam nikogo do pomocy a dyrektor powiedział mi wprost, że tu nie ma miejsca dla matek z takimi problemami i po dwóch L4 dostałam wymówienie.
          Mam dzieci, moje dzieci chorują ponoszę tego konsekwencję i muszę tak zorganizować swoje życie aby nie narażać innych.
          Niestety nie wszyscy mogą zrobić tak jak ja (niektórzy nie chcą) i przyprowadzają chore dzieci do placówek bo nie mają co zrobić z nimi a jechać do pracy muszą. Tyle, że ja wolę ewentualnie jeść "chleb ze smalcem" ale gorączkującemu dziecku zapewnić opiekę i odpoczynek a organizmowi pozwolić na tą walkę a później regenerację.
          amalota, ciu to co piszecie, posyłanie dziecka chorego bo musi się uodpornić to jest dla mnie chore!
          • paris4 Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 10:26
            Aga podpisuję sie obiema rękami. Zwłaszcza pod fragmentami o braniu odpowiedzialności oraz o zapewnianiu dziecku odpowiednich warunków kiedy choruje.
            • cui Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 10:35
              Moment - nigdzie nie napisałam, że posyłam chore dziecko do przedszkola - dzięki Bogu jeszcze mi się to nie zdarzyło. To chyba jednak lekka nadinterpretacja...

              Zwracam jednak uwagę na to, że nie zawsze to zaglucone i kaszlące jest winne kolejnej infekcji u Waszych dzieci. Może i one - podobnie jak Maciuś Agi ma przewlekły katar... A zaraża to, które nie kaszle, nie smara - bo infekcja rozwija się bezobjawowo.

              I dla jasności - wychowuję moje dziecko również bez pomocy kogokolwiek z rodziny. Mieszkam przeszło 100 km od moich rodzinnych stron, nianię miałam do ukończenia przez moje dziecko drugiego roku życia. Jak Mikołaj jest chory to muszę się porządnie nagimnastykować, żeby nie zawalić roboty i jednocześnie zapewnić mu opiekę.
              • aga_junior Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 11:08
                cui napisała:

                > Moment - nigdzie nie napisałam, że posyłam chore dziecko do przedszkola - dzięk
                > i Bogu jeszcze mi się to nie zdarzyło. To chyba jednak lekka nadinterpretacja..

                ale napisałaś że zgadzasz się z amalotą w 100% dla której katar, kaszel i lekka temperatura to nie choroba.
                A dla mnie każda podwyższona temperatura świadczy o tym, że coś się dzieje nawet jak trwa to jeden dzień.
                Po za tym twój synek z tego co się orientuje mało choruje :) gdyby był chorowitkiem z zaburzeniami odporności może byś miała na to inne zdanie.
                Każdy ma prawo do swojego :)
                Ja jestem przeciwnikiem aby puszczać dziecko do placówki (czy to szkoła, czy przedszkole) z gorączką i ewidentnymi oznakami choroby. Pomijam przypadki gdy już zarażamy a jeszcze nie wiemy, że jesteśmy chorzy jak np. ospa, czy robale których rodzice nie wykryli.
                Musimy pamiętać o tym, że do placówek uczęszczają dzieci o osłabionej odporności (po zabiegach, operacjach, po przewlekłych chorobach, czasem bardzo poważnych) i może ich rodzice nie chcieliby aby ich dziecko uodporniało się w sposób jaki amalota opisuje.

                Ja parę lat temu musiałam Andzelike w ogóle wypisać z przedszkola bo co ją zostawiłam w domu dłużej po chorobie to znowu od kogoś się czymś zaraziła. Pół roku wzmacnialiśmy jej odporność. Na szczęście jak poszła do zerówki rodzice nie przyprowadzali już tak chorych dzieci i z roku na rok wzmacniała się co raz bardziej.
                • cui Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 11:41
                  Aga - jasne, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :)

                  Ale ja właśnie piszę o tym, że moje dziecko chorowało (i to bardzo) siedząc z nianią w domu. Przez jeden sezon jesienno-zimowy przeszliśmy dwa zapalenia płuc, jedno zapalenie oskrzeli i kilka innych infekcji.
                  Gdyby chodził w tym czasie do żłobka - pewnie za wszystkie choroby i nawroty infekcji winiłabym inne dzieci. A jak na powyższym przykładzie widać nawet dziecko o ograniczonych kontaktach z rówieśnikami może chorować bardzo i wpadać z jednej infekcji w drugą.

                  I tak - uważam, że katar, kaszel oraz stan podgorączkowy to nie choroba. Pewnie nie wysłałabym Mikołaja wtedy do przedszkola, lojalnie uprzedziłabym o tym znajomych z innymi dziećmi - ale po wnikliwej obserwacji i braku dalszych objawów/spadku gorączki - powrócilibyśmy do normalnego funkcjonowania.

                  Zresztą - o odporności pisałyśmy tu wiele razy i bardzo dużo. Ja mam generalnie jeszcze jedną zasadę, której trzymam się od dawna. Nie chodzę do lekarza z dzieckiem, które nie ma innych - od opisanych powyżej objawów. Bo przychodnia lekarska to pierwsze miejsce, dzięki któremu niegroźna infekcja zamienia się w groźną chorobę. Ale to chyba temat na inny wątek...
                  • amalota Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 11:55
                    Cui, a propos Twojego chadzania do lekarza z dziećmi, to nie pamiętam, kiedy byłam z Jaśkiem (pomijając ospę), ale chciałam o czym innym...

                    Przypomniał mi się fragment "z pamiętnika młodej lekarki", jaki leciał jakiś czas temu w Trójce. Było to mniej więcej tak: przychodzi lekarka do przychodni i "widzę ludzi, kaszlących, smarkających itp. zanim doszłam do gabinetu, też byłam chora. Pomyślałam nic to, wezmę zwolnienie zostanę w domu, umyję okna, przecież i tak jestem już chora":))
                    • amalota Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 12:02
                      I tym optymistycznym akcentem chciałabym zakończyć dyskusję, bo przypomina ona rozważania nad wyższością Świąt Wielkiej Nocy i Bożego Narodzenia.

                      Chciałabym zwrócić jeszcze tylko uwagę, iż powoływanie się na ekstremalne argumenty dzieci z zaburzeniami odporności są w ogóle nie na miejscu, gdyż jest to wpadanie w skrajność. Mając dziecko nawet jedynie z katarem nie odwiedziłabym myrtylle z Amelką, ale w innych (nie tak skrajnych przypadkach), to rodzice powinni zadbać o odporność swojego dziecka - albo zostawić je w domu po antybiotyku jeszcze przez jakiś czas, bo ma słabą odporność albo liczyć się z tym, że może coś "złapać", ale w dalszej przyszłości je to uodporni.
                      • e-ness Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 12:07
                        W naszym przedszkolu jest chłopiec którego siostra ma białaczkę, dziecina ma 8 miesięcy. Czy wiedząc o tym tez tak beztrosko posyła bys swojego syna do placówki. To tak ap ropo Amelki i odwiedzin, nie trzeba kogos bezpośrednio spotkać aby mu zaszkodzić!
                        • amalota Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 12:25
                          To może ten chłopiec nie powinien nigdzie wychodzić, bo może zarazić się w sklepie, na poczcie, u przeziębionej babci czy w kościele? Sorry, ale to jest właśnie paranoja.

                          Z mojej strony EOT, bo nie widzę możliwości kontynuowania tej dyskusji.
                          • e-ness Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 12:38
                            Gdyby rodzice mieli paranoje to nie chodziłby do przedszkola.
                            Rodzice bardzo długo prosili o nie przyprowadzanie chorych dzieci do placówki, ale dopiero jak po kilku miesiacach wyznali dlaczego tak bardzo im na tym zalezy aby w przedszkolu były zdrowe dzieci, częśc rodziców uderzyła się w serce, i juz nie prowadza swoich pociech w celu "zdobywania" przez nie odpormośći czyli z goraczką!
                            Głodny sytego nigdy nie zrozumie.
                            • amalota Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 13:25
                              Hej, może czytaj ze zrozumieniem, bo dyskutujesz tylko dla samego pisania na przekór.
                              Powiedz mi, gdzie napisałam, że posyłam dziecko z gorączka do przedszkola. Pomijając to, że jest osobnikiem niechorobliwym (opisałam jego historię chorób wyżej), to wspomniałam o lekko podwyższonej temperaturze (stan podgorączkowy).

                              Za wikipedią:
                              "Podział gorączek w zależności od wysokości temperatury
                              37-38,0 °C (niektórzy podają do 38,2 °C) – stan podgorączkowy (status subfebrilis)
                              38,0-38,5 °C – gorączka nieznaczna
                              38,5-39,5 °C – gorączka umiarkowana
                              39,5-40,5 °C – gorączka znaczna
                              40,5-41,0 °C – gorączka wysoka
                              >41 °C – gorączka nadmierna".

                              A i pomyśl tylko, dlaczego wszyscy mają się dostosowywać do jednego osobnika, jeśli w takim przedszkolu jest ich pewnie koło 60-ciu?
                              Uważam, że rodzice, mając w domu dziecko z białaczką, sami obarczają ryzykiem swoje chore dziecko, posyłając to drugie do przedszkola i jeśli się na to zdecydowali, to muszą liczyć się z tym, że pojawią się jakieś infekcja i jest to ich własne ryzyko.

                              I kolejna rzecz - jaką rodzice mają gwarancję, że pani/pan na poczcie/w sklepie/kościele i innych tego typu miejscach nie mieli styczności z tymi, co są chorzy albo sami nie są przeziębieni. Może ten chłopczyk jeśli już wychodzi gdziekolwiek, powinien nosić maskę, aby przypadkiem jakiegoś zarazka nie przenieść na siostrę. Odwracając sytuację - może ja też nie powinnam posyłać zdrowego dziecka do przedszkola, bo drugie w domu mam chore, bo to zdrowe mogłoby przenieść zarazki z tego chorego na chłopczyka, który ma siostrę z białaczką?

                          • myrtille Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 13:26
                            Tak, taki chłopiec nie powinien chodzić do przedszkola bo może być bezpośrednim zagrożeniem dla siostry.
                            My też z M. nie chodzimy do kina, na koncert, do sklepów (w soboty w czasie weekendów rodzinnych bo ludzie zamiast spaceru w parku preferują ciągnąć dzieciaki po sklepach tylko zaraz po otwarciu gdy nie ma ludzi etc właśnie dlatego by ocalić własne dziecko, bo głupi katar może dla Niej sepsą się skończyć)
                            Paranoja czy nie, życie dziecka jest najważniejsze. A może zamiast paranoja lepsze będzie słowo "świadomość".
                            A przedszkolak bez wypraw do sklepów świetnie sobie poradzi. Nie jest to clou dnia codziennego.
                            My z M. nie chorujemy w ogóle. Też mnie straszono, że jak będzie młodsze rodzeństwo to będzie Jej infekcje sprzedawał, muszę podać szczepionkę raz dwa bo krztusiec na przykład ostatnio przeżywa reaktywację.
                            Jak nie targam niemowlaka po marketach to zarazy nie przyniosę.
                            Em jutro skończy 11 mc, nie miał nawet kataru.
                            • amalota Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 13:32
                              Dokładnie to chciałam powiedzieć.
                              • ridibunda Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 14:42
                                Ależ to niemożliwe, żeby nie chodził do przedszkola - musi, bo pięciolatki są już objęte obowiązkiem szkolnym. Nie ma od tego odwołania, nikt nie przyzna zdrowemu dziecku nauczania indywidualnego na podstawie choroby siostry ani nie załatwi na tej podstawie odroczenia obowiązku skzolnego. Nie do przeskoczenia. Wielu rzeczy być nie powinno, ale ze względu na przepisy muszą być, i nasze gdybanie nic w tym nie zmieni.
                                Chyba ze to dziecko nie ma jeszcze pięciu lat, to jak najbardziej nie musi chodzić do przedszkola.
                                • aga_junior Re: tak to nigdy się nie zmieni 14.11.12, 17:09
                                  a potem do szkoły też ma nie iść ???

                                  ja pisząc o odporności nie miałam na myśli aż tak poważnie chorych/zagrożonych dzieci ale po powyższych postach stwierdzam, że to właśnie przez takie myślenie twoje amalota np. mama Amelki nie chodzi do kina, marketów i miejsc publicznych. Bo mentalność Polaków jest w większości "aby tylko koło swojego ogródka"
                                  Na szczęście do naszego przedszkola nie można przyprowadzać dzieci z tym stanem podgorączkowym wyżej wklejonym. Jeśli dziecko natomiast dostanie temperatury w ciągu dnia jest rodzic o tym informowany telefonicznie zawsze z prośbą o zabranie dziecka z placówki.

                                  Za wikipedią:
                                  "Podział gorączek w zależności od wysokości temperatury
                                  37-38,0 °C (niektórzy podają do 38,2 °C) – stan podgorączkowy (status subfebrilis)
                                  38,0-38,5 °C – gorączka nieznaczna
                                  38,5-39,5 °C – gorączka umiarkowana
                                  39,5-40,5 °C – gorączka znaczna
                                  40,5-41,0 °C – gorączka wysoka
                                  >41 °C – gorączka nadmierna".

                                  chciałam jeszcze dodać, ze przy tej wymienionej znacznej gorączce to moja starsza córka zazwyczaj miała już omamy i była wkładana do wanny z wodą.
      • ankas4 Re: f3f 14.11.12, 19:42
        F3f, a czy czasem nie pamietasz:-),ze dokladnie po tej sytuacji napisalam,ze tymek dostal temperatury chyba z emocji,bo nic mu wiecej nie bylo! juz wyjasniam, to byla wlasnie taka wyjatkowa sy fundacja infekcja jedynie temperatura wystapila i jak sie okazalo zapewne byl to stres przed piewsza poważną imprezą dla niego w przedszkolu, a po drugie dziecko bylo tylko i wyłącznie na tej wlasnie imprezie czyli godzinę w sumie i poszlismy do domu. Bez przesady ,ja sama napisalam przeciez, ze nie jestem jakims potworem i wlasnie rozumiem sytuacje wyjątkową, a opisywana przeze mnie dziewczynka jest przewlekle chora i non stop w przedszkolu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka