modeko
09.07.07, 17:41
Jak wczesniej pisałam bóle zaczęły się w nocy z 30.06/01.07, pojechaliśmy do
szpitala, ale ktg nie wykazało skurczy. Jednak ja je czulam, lekarz chciał
mnie zostawi na sali przedporodowej, ale sie nie zgodziłam i wróciliśmy do domu.
około 10.00 01.07 odszedł mi czop.
Całą niedziele przechodziłam z bólami.
W nocy 02.07 pojechaliśmy o 4.00 do szpitala bo miałam juz silne bóle i bałam
się długo czekac.
Jednak ktg znów nie wykazało skurczy.
Tym razem zostałam na sali przedporodowej bo balam sie wracac do domu.
O 10.00 poszliśmy na salę porodową no się zaczęło.
Dostałam kroplówkę na wywołanie silniejszych skurczy.
Były silniejsze, ale dodatkowo bolał mnie też krzyż i to już było nie ciekawe.
Jak mi przebili pęcherz wodny to okazało się że wody są zielone i trzeba cały
czas badac tętno Filipka.
Około 14.00 miałam już 10 cm rozwarcia, no i się zaczeło parcie.
Niestety podczas parcia miałam za słabe skurcze by Filip wyszedł.
Mój mąż widział już główkę z czarnymi włoskami.
Za długo to trwało, no i że było pełne rozwarcie lekarze zdecydowali się na
próżnociąg.
Złapały mnie trzy bardzo silne skurcze i tak pojawil się nasz synuś.
Byłam tak wyczerpana ze było już mi wszystko jedno, chciałam tylko usłyszec ze
z małym wszystko ok.
Tak od godziny 13.00 mówiłam żeby go sobie wyjeli bo ja juz nic nie chcę i idę
do domu ( tak mi mówił mąż)
Wszystko to odbylo się tydzień temu więc juz duzo zapomniałam.
Gdyby nie moj mąż to mieli by bardzo duzy problem ze mną się dogadac.
Jestem szczęśliwa że ze mną był, wytrzymał wszystko dzielnie
i bardzo bardzo mi pomógł.
Zycze innym lipcówką lepszego porodu niż był mój.
Pozdrawiam i zapraszam do obejrzenia zdjec naszego skarba.
Dodam jeszcze ze po próżnociągu Filipkowi nic nie jest.
Jest zdrowiutki:)
www.bobasy.pl/kogosia