kamamama2
11.10.07, 21:31
Byliśmy na spacerze. Mój smyk szedł po murku od płotu jakiegoś domu,
zza domu wybiegł wilczur, wystawił ryj przez płot i ugryzł go w
nogę, właściwie bardziej zadrapał zębami. Dziecko przerażone,
właścicielka wyszła z domu, poinformowała mnie, że to moja wina, bo
dziecko szło po płocie, przecież wiadomo, że tu jest pies (nie ma
żadnej tabliczki), że widziała przez okno, że szedł przy płocie i że
pies zachowuje się tak dlatego, że dzieci go drażnią. Była
niegrzeczna i opryskliwa.
Wkurzyłam się, dzwoniłam na policję i 112, ale oczywiście nikt nie
odbierał. W końcu dałam za wygrana, płaczący syn, obudzona mała w
wózku i na dodatek właśnie mój mąż wracał tamtędy z pracy. na
szczęście bez swojej miłości życia, więc nie musiałam jej poznac. A,
bo nie wiem czy pisałam, ale zamieszkali w którymś z budynków obok
mnie...