malenkie7
28.05.08, 10:24
Taki oto dialog mialam z moim ojcem w niedziele: zapinam mlodego w
fotelik, bo wybieramy sie z moimi rodzicami na zakupy, wiadomo,
zapiecie dziecka w fotelik kilka chwil zajmuje, a to zapiac,
wyregulowac pasy, poprawic koszulke bo sie sciaga etc. Ojciec stal
obok i obserwowal ten rytual i w pewnym momencie rzucil taki
test: "wymyślili te foteliki, nie wiadomo po co"...
No cos sie we mnie zagotowalo. Mówię mu:"No chyba lepiej zapiac
dziecko w fotelik niz ma sie mały poturbowac podczas wypadku...". A
moj ojciec ze kiedys takich fotelikow nie trzeba bylo miec, i
tragedii nie bylo. No rece mi opadly. Odpalilam tylko, ze kiedys nie
bylo na drogach tylu samochodow i debili co teraz. No i powiem Wam,
ze z moimi rodzicami to ja ciagle mam takie utarczki slowne, a to
odnosnie zywienia (kiedys karmilo sie inaczej... i dziecko zylo),
ubierania, transportowania. Czasem nie mam juz sil. Pomimo tego ze
jestem mega zadowolona z obecnego wozka Peg Perego, to od matki juz
kilkakrotnie uslyszalam uwage, co to za wozek, gdzie dziecko nie
jedzie przodem do matki... No zesz niewazne ze mi i mlodemu
odpowiada.
Tak mi sie jakos zebralo po wątku maadgy i fikołka jej dziecka na
kostce brukowej. Wczoraj odebralam przesyłkę z kaskiem dla młodego
(znalazlam to cudo na stronie z rzeczami dla dzieci, do ktorej link
w stopce ma lilka.k): www.happybaby.pl/?
p=productsMore&iProduct=182&sName=Okbaby-Czapeczka-Kask-Ochronny-No-
Shock
fajna sprawa, lekki, a ja jestem troche spokojniejsza.
Jest takie durne powiedzenie, ze nadgorliwosc jest gorsza od
faszyzmu... ja tam uwazam ze przezornosci nigdy za wiele. I jestem
wdzieczna za takie wynalazki jak foteliki, pasy, kaski, paląki w
wozkach etc...