maniulka_25
07.01.09, 17:32
Cześć !
03.01.2009 przyszła na świat moja druga córka. Urodziła się o godzinie 18.15 (pomyliłam godzinę w smsie :-) )
Miałam cc ze względu na ryzyko pęknięcia macicy (pierwsze też cc). Gdyby nie ucisk Małej na jakiś nerw byłoby o.k. Ale od grudnia kuśtykałam, miałam "petardy" w biodrze, wręcz czułam jak wykręca mi prawą nogę. Zastrzyk w kręgosłup (przy pierwszym cc było o.k) był koszmarny ! Udało się za 3 razem. Posikałam się z bólu i chyba z wrażenia odeszły mi wody. Cały ból skumulował się w biodrze. W końcu jak udało się mnie znieczulić była miła powtórka z rozrywki. Po kilkunastu minutach ujrzałam wierną kopię Julki. I już było o.k. Potem puściło znieczulenie i zaczęła się jazda... Pyralgina, ketonal, dolargan... Nic nie pomogło a mi spadło ciśnienie. Sytuację opanowano i zostałam sama na całą noc. Wyłam z bólu, gryzłam poręcze łóżka i powtarzałam sobie że już jutro pójdę pod prysznic, zacznę chodzić i będzie lepiej. Na drugi dzień było już o.k.
Wyszłam dzisiaj ze szpitala. Jestem już w domu. Julka nie reagowała na Małą do puki ta nie zaczęła płakać. Więc Julka dała mi nieźle popalić. Położyłam ją już spać. Zasnęła dopiero po 2 butli. Jeszcze nie słyszałam żeby tak płakała a w zasadzie krzyczała. Cholernie ciężka sytuacja. Chciałam Lilkę trochę pokarmić, chociaż kilka tygodni ale widzę że raczej nie wyrobię. Wysłałam już m po mleko dla Małej :-( Nie wiem w co ręce wsadzić. Aż mi się płakać chce bo jestem rozdarta. Julka ma słuszny żal, bo mama zostawiła ją na 5 dni i wróciła z jakąś płaczącą konkurencją. A Lila potrzebuje przytulania, całowania. W szpitalu spała całymi dniami jak kangurek na moim brzuchu. No nic jakoś muszę to wszystko sobie poukładać.
Jedno jest pewne - kocham je jednakowo mocno ! A tak się stresowałam, że nie będę umiała. Jak tylko dojdę do siebie, to idę z Julką na sanki :-) Za oknem jest przepięknie.
Ściskam Was i dziękuję za gratulacje.
To były dylematy młodej matki część 1 :-)
Marysia