aurinko
26.03.09, 10:40
Od pewnego czasu borykamy się z problemem mieszkaniowym. Mieszkamy w wynajętym mieszkaniu, które lekko mówiąc za taką kasę jaką bulimy powinno być ogólnie w lepszym standarcie. Niedawno zaczęliśmy szukać lepszego (w sensie rozmieszczenia pokoi, nowszego, z ogrzewaniem centralnym) mieszkania i tu zaczęły się schody. Pomijam już koszt, bo tu co miesiąc płacimy 1200zł za wynajem plus 200 czynszu i kosmiczne rachunki za prąd (ogrzewanie elektryczne) więc mniej więcej w podobnej kwocie moglibyśmy się zmieścić w lepszym mieszkaniu ale nikt nie chce rodziny z dziećmi. To, że panuje powszechna opinia, że mieszkanie po dzieciach jest zdemolowane to raz, a dwa - w razie nie płacenia za wynajem, właściciel mieszkania nie może ot tak po prostu wywalić rodziny z dziećmi na bruk. Zaczęliśmy więc myśleć, czy nie lepiej byłoby kupić mieszkanie na kredyt, skoro i tak co miesiąc samego wynajmu musimy płacić 1200zł. To można już przeznaczyć na ratę. Nie dostalibyśmy większego kredytu niż 200-220 tys.zł bo 1. zarobki 2. wiek (mniejsza ilość rat = wyższa rata). Za tę kwotę można w Gdańsku kupić malutkie 2 pokoje na rynku wtórnym do remontu lub podobny metraż w stanie developerskim ale na obrzeżach Gdańska.
Co bardziej się opłaca - remontować stare mieszkanie, czy kupić "gołe" bez drzwi wewnętrznych, sanitariatów, podłóg? A może lepiej przeczekać kryzys i liczyć na to, że będą lepsze warunki dla kredytobiorców? Albo że mieszkania stanieją? Czas w tym wypadku działa na naszą niekorzyść, bo nie mamy po 25 lat. Może lepiej poszukać do wynajęcia i jeszcze się przemęczyć?
Oczywiście decyzję sami musimy podjąć, ale napiszcie, proszę, co sądzicie? Jak byście postąpiły w takiej sytuacji?