03.05.10, 21:40
Podróżnicy za jeden grosz
Agnieszka Niewińska 03-05-2010, ostatnia aktualizacja 03-05-2010 21:19
By zwiedzać świat, nie potrzebują wielkich pieniędzy. Bo miesiąc w
Skandynawii da się spędzić za 12 euro

źródło: archiwum prywatne
Piotr Strzeżysz (na zdjęciu w Boliwii) na razie łączy wyprawy z pracą
nauczyciela angielskiego w warszawskiej szkole. – Ale pewnie któregoś
dnia wszystko rzucę i wyruszę w podróż na dobre – zapowiada
+zobacz więcej
Dawid Kowal, z zamiłowania podróżnik, z wykształcenia elektrotechnik
bez stałej pracy, na co dzień w Kutnie żyje skromnie, ale liczby
odwiedzonych zakątków świata mógłby mu pozazdrościć niejeden milioner.
- Podczas miesiąca w Pirenejach wydałem 30 euro, droższa była
trzymiesięczna wyprawa do Afryki – ok. 800 zł. Ale kilka lat temu przez
miesiąc podróżowałem po Norwegii za 12 euro – wylicza.
Jak to możliwe – podróżować z takim budżetem? – To nic trudnego – uważa
Tomasz Świątek, pięćdziesięciokilkulatek z podkarpackiego Krosna. Świat
zwiedza na rowerze. Na liczniku ma już ponad 300 tys. km. W budżecie
wyprawy na każdy dzień ma około dwóch dolarów. Gdy wraca do Polski,
pracuje dorywczo, by zarobić na kolejną podróż.
– To zostając w domu, ponosi się większe koszty. Trzeba zapłacić za
prąd, wodę, ogrzewanie. A ja noclegi mam gratis, bo zabieram namiot, za
przejazd nie płacę, bo wszędzie poruszam się rowerem. Wydaję tylko na
żywność i wizy – opowiada Świątek.
Kowal transport też ma za darmo – przemieszcza się głównie autostopem.
Pierwszy łapie przy drodze wylotowej z Kutna.
Czekolada spod wiertarki
Minimalizuje też koszty wyżywienia. Zabiera garnek i sam gotuje. – Ryż,
kaszę, czasem fasolę – wylicza. Na długie górskie włóczęgi zabiera też
czekoladę własnej roboty. – Czasem robię jej dobre kilka kilogramów.
Miałem problem z wymieszaniem w garnku takiej ilości. Ale jak spaliłem
mikser, wpadłem na pomysł, żeby wykorzystać wiertarkę – opowiada. Piotr
Strzeżysz, nauczyciel angielskiego w jednej z warszawskich szkół,
uważa, że problemem jest raczej czas niż pieniądze na wyprawę. Na razie
udaje się mu się łączyć pasję podróżniczą z pracą zawodową.
Mimo obowiązków ma na koncie chociażby rowerowy przejazd przez Tybet
zimą, wyprawę po Kirgistanie. W tym roku wziął udział w sztafecie
śladami Kazimierza Nowaka – podróżnika i reportera, który w latach 30.
XX wieku przebył Afrykę, głównie rowerem. – Jeśli chodzi o terminy, nie
jestem elastyczny, ale nauczyciel ma sporo wolnego czasu. Dwa miesiące
wakacji, zimowe ferie – mówi. – W domu nie mogę usiedzieć. W mieście
potwornie się męczę. Pewnie któregoś dnia wszystko rzucę i wyruszę w
podróż na dobre.
Czas się nie liczy
Po co podróżują? – Po prostu ciekawi mnie, co tam gdzieś jest.
Siedzenie w jednym miejscu to straszna nuda – uważa Kowal.
Świątek: – Zanim na dobre zacząłem jeździć po świecie, pracowałem w
różnych miejscach. Trochę w budownictwie, trochę w rolnictwie. Ale
doszedłem do wniosku, że szkoda na to życia. Tyle jest pięknych miejsc
do zobaczenia.
Podróż to też czas, w którym nie trzeba się śpieszyć. – Zazwyczaj nie
mam żadnego terminu powrotu. Po prostu jadę – opowiada Świątek.
– Nie ma żadnego pośpiechu, nie ma bycia na czas, czego nie znoszę.
Czas się w ogóle nie liczy – potwierdza Piotr Strzeżysz.
Joanna Mostowska, absolwentka geografii, gdy skończyła 18 lat, przez
pięć tygodni jeździła autostopem po Skandynawii. W kieszeni miała tylko
400 zł. Tuż po studiach wyruszyła w dziewięciomiesięczną wyprawę po
Azji.
Przyznaje, że dla jednych podróże to ucieczka przed rzeczywistością,
inni boją się, że spędzą życie za biurkiem albo chcą poznawać obce
kultury.
– Ja chyba po prostu lubię wyzwania – mówi "Rz" Mostowska. – Kiedy
jestem w prawdziwych tarapatach, czuję, że żyję.
Dawid Kowal podczas wyjazdu do Syrii na trzy dni trafił do aresztu. –
Miałem niezłego stracha – przyznaje. Tajniacy zgarnęli go, gdy robił
zdjęcia na pustyni. – Myśleli, że jestem szpiegiem. Dopiero gdy
wywołali zdjęcia i przetłumaczyli mój dziennik z podróży, zmienili
zdanie – wspomina.
Joanna Mostowska o mało nie straciła w Indiach paszportu. – Starałam
się o chińską wizę. Urzędnikowi w mundurze zostawiłam paszport i
pieniądze – opowiada. Następnego dnia mężczyzny już nie było, okazało
się, że był tylko pośrednikiem w przebraniu. – Gdy wreszcie się zjawił,
miał wszystkie paszporty oprócz mojego. Byłam tak zdesperowana, że
przycisnęłam go do ściany – mówi. – Wykonał kilka telefonów i paszport
się znalazł.
Tylko za pieniądze
Mostowska zapewnia, że trudności jej nie zrażają: – Jakbym chciała
uniknąć takich przygód, pojechałabym na plażę z biurem podróży.
Podobnie jak inni zapaleni podróżnicy tradycyjnych wczasów unika jak
ognia.
Biuro podróży funduje miesiąc wakacji na słonecznej plaży? – Przecież
bym nie wytrzymał... – zżyma się Strzeżysz. – No może, gdyby dobrze
zapłacili. Wtedy potraktowałbym to jak pracę. A zarobione pieniądze
wykorzystał na ciekawą podróż.
Kowal: – Mnie chyba nawet pieniądze by nie przekonały.

Rzeczpospolita
Obserwuj wątek
    • beatrix13 Re: ... 03.05.10, 22:01
      fajni, pozytywnie zakręceni ludzie
      pozazdrościć odwagi i pomysłów
      • exman Re: ... 03.05.10, 22:12
        Pocałujcie się wreszcie w dupę !
        • beatrix13 Re: ... 03.05.10, 22:20
          nie wszyscy robią to co ty lubisz exiu
          • andreas.007 Re: ... 04.05.10, 02:25
            Oglądałem taki film, to gościu nie calowal się w dupę,
            ale robił sobie to co zazwyczaj normalnemu robi powiedzmy,
            żeby nikt mnie nie posadzil o brak tolerancji,
            to druga osoba robi, a on sam sobie...

            Można powiedzieć, ze tez pozytywnie zakrecony...
            wink

            Ex daje Tobie słowo, z w tym roku zalicze przechadzke z plecakiem!

            Będzie spokój przez miesiąc!
    • 0kto Re: ... 04.05.10, 11:58
      Nie umiałabym podróżować w pojedynkę. Za przysłowiowy grosz
      najeździłam się w czasach szkolno-studenckich, ale i wtedy zawsze
      byłam z kimś, z koleżanką lub chłopakiem. Mam potrzebę bieżącego
      dzielenia się spostrzeżeniami, podpatrywania reakcji, wspólnego
      planowania, odbioru wrażeń, etc... Dlatego też przez palce patrzę na
      relacje z samotnych zmagań, nie zazdroszczę, bo taki sposób na życie
      musi odbywać się kosztem czegoś, no musi, nie ma bata! Nie moja
      bajka...
      • alex-0_0 Re: ... 04.05.10, 14:04
        A ja tak pomiędzy .... Jeżdżę stadnie ale na każdym wypadzie
        wychodzę sama w teren.
        Muszę odpocząć od tłumaczenia, wykładania historii itp. ...
        no i te niektóre GIRLS moich kumpli ....
        • andreas.007 Re: ... 04.05.10, 17:32
          Mam podobnie jak Okto,
          ale wtedy jest problem z dobraniem partnera...
          bo najczęściej tempo niewielu wytrzymuje.

          Ale, ale Okto z tekstu nie wynika, ze podróżują samotnie.
          • exman Re: ... 04.05.10, 17:48
            Ja też nie umiem podróżować solo, a co do tempa, im wolniej tym lepiej, więcej
            się zobaczy.
            • andreas.007 Re: ... 04.05.10, 18:25
              zgadzam się, ze im wolniej tym wiecej zobaczy się,
              ale lubię wysiłek i zmęczenie!
              Wtedy większa satysfakcja i widoki piekniejsze...
              • konspirant.0 Re: ... 04.05.10, 20:02
                miło jest dzielić przyjemności z innymi w zgodnym tempie
                • piernicyna Re: ... 04.05.10, 22:05

                  "Dobry mistrz w takim tylko chórze śpiewać lubi,
                  Gdzie czuje, że głos własny w harmoniji gubi."
                  • tikki Re: ... 04.05.10, 22:20
                    Właściwie to chyba nie podóżuję - przenoszę się do innego kraju i
                    tam mieszkamwink.

                    Z kimś czy samotnie - i tak i tak jest dobrze. Ale zdecydowanie
                    wyrosłam z idei podróży za 12 euro. Zresztą nie wierzę w takie
                    podróże, to typowo polskie przypowieści typu " a na rynku w tamtej
                    dzielnicy to sprzedają banany po minus 3 euro...". Jak z namiotem
                    jeżdzi to go nic nie kosztuje? A za kamping nie płaci? Albo jak spi
                    u gospodarza na polu, to też nie płaci?? I jedzenia nie kupuje? Iiii
                    tam...

                    Lepiej mieć pieniądze niż ich nie mieć, i tyle w temacie.
                    • andreas.007 Re: ... 04.05.10, 23:05
                      Tikki masz racje, może jemu udaje się tam przenocowac jakoś,
                      ale mnie sie rozchodzi żeby nie z biurem do hotelu -
                      ale własnie tak bliżej kultury ichniejszej, a nie
                      w naszej oazie hotelowej...

                      Wiadomo, ze nie extrema, ale tez nie w szklanym akwarium.

                      Marze o tym - ake zdaje się musiałbym spotkać własnie
                      kogoś z kim chciał i kto by chciał ze mną iść na całość!
                      Sam nie pójdę, a kolegów mam leniwcow.

                      Na razie się szarpie.
                      • tikki Re: ... 04.05.10, 23:33
                        "musiałbym spotkać własnie kogoś z kim chciał i kto by chciał ze mną
                        iść na całość!
                        > Sam nie pójdę, a kolegów mam leniwcow."

                        Hm, to może - jak nie możesz znależć kogoś na całość - to znajdż
                        kogoś na część? Powiedzmy, umawiasz się, że na odcinku od Szczecina
                        do, nie wiem, Berlina dajmy na to, towarzyszy Ci kolega A, w
                        Berlinie się z nim żegnasz, a witasz za to kolegę/koleżankę B, z
                        którym/ą przemieszczasz się, przypuśćmy, do Paryża, gdzie się
                        żegnacie itd.

                        I tak kicając jak konik szachowy docierasz do celu w zmiennym
                        towarzystwie, co nie naraża Cię na uciążliwości spowodowane
                        kótniami, znudzeniem itd. Poza tym, zwróć uwagę, że jeszcze po
                        drodze możesz kogoś pasującego poznać i skaperować.
                      • 0kto Re: ... 05.05.10, 00:28
                        andreas.007 napisał:

                        > ale mnie sie rozchodzi żeby nie z biurem do hotelu -
                        > ale własnie tak bliżej kultury ichniejszej, a nie
                        > w naszej oazie hotelowej...
                        >
                        > Wiadomo, ze nie extrema, ale tez nie w szklanym akwarium.

                        Nie ma łatwiejszego sposobu niż 1./wersja dla zapobiegliwych/
                        zarezerwować sobie miejsce przez internet - w apartamentowcu,
                        pensjonacie, na kwaterze prywatnej,campingu itp, traktować to jako
                        bazę do
                        zwiedzania okolicy; 2./wersja dla niepoprawnych optymistów/ jechać w
                        ciemno z nadzieją, że miejsce w wymarzonym punkcie docelowym i tak
                        jakieś się znajdzie,a w razie czego zawsze można przekimać w
                        samochodzie i wznowić poszukiwania następnego dnia wink
                        Hotele wybieram wtedy, gdy zamierzam plażować i mieć wszystko
                        podstawione pod nos, łącznie z transferem z i na lotnisko a i wtedy
                        nie mam zamkniętej drogi do zwiedzania na własną rękę, bo
                        wypożyczalnie samochodów są wszędzie. Wybierając jako środek
                        transportu własne auto mam już nieograniczone możliwości
                        przemieszczania się absolutnie dowolnego. Noszzz, proste jak drut smile

                        Ze względu na dzieciaki muszę mieć pewność co do noclegu i w miarę
                        godnych warunków bytowania, więc wybieram opcję dla zapobiegliwych,
                        nigdy się nie rozczarowałam. Wielu moich znajomych tak robi i są
                        zadowoleni.

                        > Marze o tym - ake zdaje się musiałbym spotkać własnie
                        > kogoś z kim chciał i kto by chciał ze mną iść na całość!

                        Wystarczy rozpuścić wici wśród znajomych, jestem przekonana, że ktoś
                        odpowiedni i chętny się znajdzie zawsze smile
                        • gosia.43 Sama nie wyjeżdzam... 05.05.10, 08:26
                          ale podobnie jak Alex - już na "miejscu" lubię trochę odpocząć od
                          ludzi smile
                          W góry zaś - to chyba bym się bała , na szlaku nie musi się mówić -
                          ale ważne , ze ktoś drugi , czy trzeci jest ..
                          gosia
                      • alex-0_0 Re: ... 05.05.10, 09:55
                        andreas.007 napisał:

                        > Marze o tym - ake zdaje się musiałbym spotkać własnie
                        > kogoś z kim chciał i kto by chciał ze mną iść na całość!
                        > Sam nie pójdę, a kolegów mam leniwcow.


                        jeśli będzie to kierunek Marakesz, Cordoba lub nasze góry
                        to możesz mnie wpisac na listę rezerwową

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka