Dodaj do ulubionych

Miłość własna...

24.07.09, 23:08
jak z nią jest? W jakimś stopniu jest potrzebna, bo jeśli nie lubimy
siebie, to trudno wymagać tego od innych wink Ale co, jeśli ktoś myli
pojęcia i miłość własną z miłością do innych, można łatwo się
naciąć... Nadchodzi taki moment, że farbowany lis traci kolor i
linieje sad
................................................................
Koniec jednego, jest początkiem drugiego...
Obserwuj wątek
    • piernicyna Re: Miłość własna... 25.07.09, 00:19

      "Pamiętaj, myśl o sobie" - tak mi wczoraj powiedziała koleżanka, z którą spędziłam dzień (lubi mnie - sama nie wiem, czemu aż tak bardzo).
      Lubię siebie i mam zamiar lubić coraz bardziej. Wcześniej myślałam, że wystarczy lubić innych i oni odwzajemnią to uczucie. Rzeczywiście, Gini, możma się naciąć.

      P.s. Z tym lisem to nie wiem, o co chodzi.
      • ginger43 Re: Miłość własna... 25.07.09, 00:29
        ad. P.S. farbowany, liniejący lis = nacięcie
        Jak Cię znam wink to pewnie jutro zapodasz jakiś wiersz na temat smile
        wyrobiłaś we mnie już odruch Pawłowa smile Miłych snów.
        ................................................................
        Koniec jednego, jest początkiem drugiego...
        • exman Re: Miłość własna... 25.07.09, 06:14
          jak już się na ten temat mam katować poezją to poproszę E. Dickinson lub Cohena.
          Reszta wysiada nawet Asnyk.
          • bella1 Re: Miłość własna...-a milosc do innych..... 25.07.09, 10:03
            Gini....To tak ... -jak z kontem w dobrym,wzorcowym banku z tradycjami....smile Ty
            masz swoje - inni maja swoje...I... - <tworzycie ten bank >-zalezni jeden od
            drugiego...,choc - w relacjach indywidualnych - nie mozecie korzystac z kont
            innych posiadaczy....I tak przez lata.....
            Najgorszy scenariusz do "wyobrazenia sobie" dla takiego banku - to 'farbowany
            lis',ktory rujnuje cala strukture ...Posiadacze umykaja z gotowa do innych -
            juz nie tak dobrych bankow,ale raduje ich fakt ocalenia tego ....- co
            ocalili....wink....I nawet im do glowy nie przyjdzie pomyslenie o
            'dobrym,wzorcowym banku z tradycjami ' z sympatia wink....
          • piernicyna Re: Miłość własna... 26.07.09, 20:03

            exman napisał:
            > Reszta wysiada nawet Asnyk.

            Już zaszedł nad doliną
            Złocisty słońca krąg -
            Ciche odgłosy płyną
            Z zielonych pól i łąk.

            Dalekie ludzi głosy,
            Daleki słychać śpiew -
            I cichy szelest rosy
            Po drżących liściach drzew.

            Promieni gra różana
            Topnieje w sinej mgle -
            A świeży zapach siana
            Skoszona łąka śle.

            Wraz z wonią polnych kwiatów,
            Z gasnącym blaskiem zórz -
            Cicha poezja światów
            W głąb ludzkich spływa dusz.

            ... może jednak da się czytać tego Adasia ?

        • piernicyna Re: Miłość własna... 25.07.09, 23:26

          ginger43 napisała:
          > smile Miłych snów.

          Gini,
          Dobranoc...Niech ci się śni,
          że na łące stoisz pełnej kwiatów,
          a przy tobie ja na łące stoję
          i kwiat daję ci, biały kwiat szczęścia...
          • piernicyna Re: Miłość własna... 25.07.09, 23:29

            smile to Tetmajer od piernicyny dla Gini
            • ginger43 Re: Miłość własna... 26.07.09, 08:04
              Uśmiech rozpromienił moją mordkę z samego rana smile Dziękuję za ten
              piękny cytat kiss Nawet nie muszę zamykać oczu, żeby uruchomić
              wyobraźnię i jak to u Tetmajera, z pewnością jest to górska łąka, a
              to jeszcze bardziej czyni sytuację cudowną...
              Miłej niedzieli i uśmiechaj się tak, jako i ja się teraz uśmiecham smile
              ................................................................
              Koniec jednego, jest początkiem drugiego...
    • e-okto Re: Miłość własna... 25.07.09, 10:02
      ginger43 napisała:

      > jak z nią jest?
      Jeśli to jedyna miłość w życiu, to mię zalatuje emocjonalną
      patologią. Szerokim łukiem...
      • bella1 Re: Miłość własna... 25.07.09, 10:14
        No... to mozna dodac jeszcze milosc do Boga....i wtedy juz jestesmy rozgrzeszeni
        i mozemy spac spokojnie wink
    • andreas.007 Re: Miłość własna... 25.07.09, 10:35
      nasz mózg jest tak skonstruowany,
      żeby akceptowal siebie i swoje decyzje.
      Miłość własna jest wiec jak mruganie powiekami
      poza sfera naszej świadomości...

      Wszystko odbieramy i interpretujemy przez pryzmat nas,
      naszych doświadczeń i wrażliwości...
      Przenosimy to co myślimy o sobie i jak siebie kochamy
      na to co uważamy, ze inni myślą o nas.

      Nie ma tu nic farbowanego - to jest poza nami!
      Nie wyobrażam sobie osoby, której mózg nie akceptuje siebie.
      • ginger43 Re: Miłość własna... 25.07.09, 16:04
        Nie zaprzeczam, przecież napisałam, że jeśli sami siebie nie
        akceptujemy, to reszcie świata też byłoby trudno - to jakby podstawa
        pozostałych odmian miłości. U niektórych ta bazowa forma jest jakby
        jedyną, nawet jak im się wydaje, że nie i są sytuacje, kiedy to
        wychodzi czarno na białym.
        ................................................................
        Koniec jednego, jest początkiem drugiego...
        • bella1 Re: Miłość własna... 25.07.09, 18:08
          "Kochaj blizniego -jak siebie samego'.....
          Cos w tym jest.Ludzie o duzej samoakceptacji sa napedem nie tylko dla siebie,ale
          i dla tych,ktorych poziom samoakceptacji jest nizszy.......Co nie oznacza
          wcale,ze sa akceptowani przez innych.Przeciwienstwem 'milosci wlasnej' moze byc
          ' nienawisc wlasna', 'destrukcja wlasna',czy ' niechec do siebie'... -wedlug
          mnie wink....Wcale nie milosc do innych....To przyslowie biblijne - wcale nie jest
          'zwrotne'.....Bo inaczej - obowiazywalaby tez /albo tylko/ milosc 'cudza' wink
          "Wlasna'... zawiera nasza idee szczescia - wiec trudno o definiowanie
          'przegranego czy wygranego'....
          A,ze 'samoakceptacja' czasami drazni i kluje w oczy....To zwykly lek przed
          nieznanym...wink

          • e-okto Re: Miłość własna... 25.07.09, 18:46
            To nie lęk, to nazywa się "stracić przy bliższym poznaniu" smile
            • bella1 Re: Miłość własna... 25.07.09, 20:17
              Dalej sie bede upierala przy swoim...wink
              Cos czego nie znamy - na gruncie braku poczucia samoakceptacji - potrafi
              wywolac poczucie leku...Co poglebia 'dolek'...
              Osoba akceptujaca siebie - ma latwiej....,bo - rozumiejac u siebie taka
              potrzebe,daje innym mozliwosc ich samoakceptacji....I w tym wychodzi ta 'milosc
              do blizniego'....Choc wcale nie oznacza to "naszej akceptacji" dla postepowania
              innych.Bo inaczej - cala idea bylaby fikcja,a nie jest.
              Samoakceptacja to wcale nie egoizm,egocentryzm,zarozumialstwo,czy proznosc -
              wedlug mnie wink...To akceptowanie siebie ...,moze w mysl zasady -'drugiego zycia
              nie bedzie' i ciesze sie tym ,co mam ,a moze wskutek poczucia zwyklej
              'samowartosci',albo z potwierdzen innych o naszej wartosci....Niczego nie mozna
              wykluczyc ....Fenomen motywowania jest przeciez hitem naszych czasow....wink
              A kryteria oceniajacych nie sa wazne.....,choc sa.....
              Mozna chciec o tym podyskutowac,zastanowic sie nad tym,powiercic kijem ,poklocic
              sie 'o swoje'.... To normalne...
              Ale odrzucac za samoakceptacje?Zarzucic 'milosci wlasnej innej osoby' /nie nas/
              jakis wymiar?To oznacza bycie roszczeniowcem ....A to cecha degradujaca....
              Podobnie jak z godnoscia...Osoba samoakceptujaca sie - nawet przy blizszym
              poznaniu - nie jest w stanie stracic.....Moze tylko nie zyskac.... -ale nie ma
              sie czym przyjmowac wink

              • e-okto Re: Miłość własna... 25.07.09, 23:10
                > Osoba akceptujaca siebie - ma latwiej....,bo - rozumiejac u siebie
                taka
                > potrzebe,daje innym mozliwosc ich samoakceptacji....

                Założenie ogólne było takie, że każdy ma bardziej lub mniej
                rozwinięte poczucie samoakceptacji, ale ma. I ok. To jest potrzebne.
                Ja mam zaś na myśli przypadki ekstremalne, które zaczynają na tymże
                poczuciu i na nim kończą. Obce jest im dostrzeganie innych w innych.
                Empatia to jakiś kosmos. Jestem ja, pępek świata. Koniec. Są tacy
                ludzie, żyją wśród nas.
                Oczywiście, patrząc z wysokiej pozycji tolerancyjnego widza można
                łagodnie uśmiechać się i tłumaczyć znakiem czasów, wolnością,
                niezależnością itp... Ale np żyć w pobliżu, być w jakimś stopniu
                zależnym, powiązanym jest trudnym doświadczeniem.
                Koleżanka miała takiego ojca. Piszę miała, choć facet żyje i ma się
                dobrze. Wesoły gość, głowa pełna pomysłów, rozrywkowy tryb życia a z
                drugiej strony kompletna obojętność w stosunku do choroby w
                rodzinie, trudności, problemów. Itd, itp, nie chce mi się więcej
                pisać, mam nadzieję, że załapałaś o co /mi/ kaman wink
                • bella1 Re: Miłość własna... 26.07.09, 12:04
                  Ciezki temat :}....
                  Przychodzi mi na mysl inny przyklad /taki 'wyobrazony' /.....Gosc jest wolnego
                  zawodu , znanym podroznikiem i dzialaczem charytatywnym.....Od zawsze....od
                  czasow ,kiedy byl sam i mogl 'wybierac na swoje konto'....Znalezienie chleba w
                  Afryce -sprawia jemu mniej problemow,niz dojscie do piekarni na rogu 'swojej'
                  ulicy...Robi to - co lubi,do czego ma predyspozycje,pomaga innym,jest uznany za
                  zaslugi....Poznaje dziewczyne...,ktora co noc powtarza jemu,ze kocha go za to -
                  jaki jest i ze nie wyobraza sobie bycie z nikim innym....I blaga go,zeby sie
                  nigdy nie zmienial"....Zakladaja rodzine....I jest tak - jak sobie
                  wymarzyli.....winkOn wiekszosc czasu spedza poza domem -a w domu juz trojka
                  uroczych,ukochanych dzieci.....Czasami - o chorobach dzieci -dowiaduje sie przez
                  Skypa,ale ...przeciez sa w dobrych rekach. ......
                  Wiekszosc z tego ,co zarobi - idzie na cele spoleczne - tak jak
                  dawniej...Skromne pozostalosci 'ida' na konto rodziny..........
                  ......Wyobrazam sobie sytuacje - kiedy ,w pewnym momencie zona mowi
                  'dosc'....Chce zyc lepiej.Chce miec meza w domu,chce miec ojca moich dzieci w
                  domu,chce miec skorzana kanape i chce zamienic rower na samochod.....Chce jak
                  inni.....
                  "On' sie dziwi....Bo on chce jak 'on' chce i to na dodatek 'jak on zawsze
                  chcial'....i.... jak 'ona chciala,zeby on zawsze chcial'......
                  ...........
                  Ale mozna sobie wyobrazic inny scenariusz z radosnym zakonczeniem.....
                  smile
                  /Motto dnia:"Codziennie wrzucasz swoj glos do swojej urny...I to jedyne
                  sprawiedliwe wybory' wink
                  • ginger43 Re: Miłość własna... 26.07.09, 13:44
                    Rozwiązanie problemu wynikłego z takiego nagłego przebudzenia, to
                    jest dopiero wyzwanie. Czy rozstanie, czy wspólnie wypracowany złoty
                    środek - to pewnie zależy od podejścia obu stron, ten złoty środek
                    ma jakby większy sens, przynajmniej moim zdaniem.
                    ................................................................
                    Koniec jednego, jest początkiem drugiego...
                    • bella1 Re: Miłość własna... 26.07.09, 15:05
                      Pytanie jest - kto sie 'przebudzil'?wink
                      Kto milosc wlasna przedlozyl ponad milosc do innych?...Bo,przeciez - nawet
                      jezeli gostek jest 'strona' w sprawie - to i tak nie wyklucza go z tego,ze chce
                      byc kochany,rozumiany i wspierany.....
                      Latwiej sobie wyobrazic wyjscie z takiej sytuacji - kiedy nie ma dzieci...Bo one
                      - sa pojmowane /spolecznie wink/ - jako powod 'zlotego srodka'...I... - jezeli
                      zastosujemy to wyjscie - to co mamy w zamian?Dwoje doroslych,ktorzy pozostaja
                      nieszczesliwi...On - bo nie moze zyc tak - jak chcial,ona - bo nie taka
                      glupia,zeby nie widziec,ze jednak skrzywdzila..../chyba,ze faktycznie glupia wink/
                      Wieczne oklamywanie i kleska ...w imie milosci do 'innych'....
                      Moze bede niepopularna z pewna teoria,ale wedlug mnie - dzieci sa o wiele
                      madrzejsze ,niz barometry i termometry i polapuja sie w sytuacji bardzo
                      szybko.....I czasami - nosza poczucie winy nie ze swoich poczynan,a z
                      nieszczescia poswiecajacych sie dla nich rodzicow.....

                      • exman Re: Miłość własna... 26.07.09, 20:45
                        Panie zamówiły pomidorową ale, kurwa, żadna z szanownych Pań nie zapłaciła ...
              • beatrix13 Re: Miłość własna... 26.07.09, 22:58
                bella1 napisała:

                > Dalej sie bede upierala przy swoim...wink....Fenomen motywowania
                jest przeciez hitem naszych czasow....wink
                > A kryteria oceniajacych nie sa wazne.....,choc sa.....
                > Mozna chciec o tym podyskutowac,zastanowic sie nad tym,powiercic
                kijem ,poklocic
                > sie 'o swoje'.... To normalne...
                > Ale odrzucac za samoakceptacje?Zarzucic 'milosci wlasnej innej
                osoby' /nie nas/jakis wymiar?To oznacza bycie roszczeniowcem ....A
                to cecha degradujaca....
                > Podobnie jak z godnoscia...Osoba samoakceptujaca sie - nawet przy
                blizszym poznaniu - nie jest w stanie stracic.....Moze tylko nie
                zyskac.... -ale nie ma sie czym przyjmowac wink

                ...............................

                nawet nie wiesz jak bardzo myslisz się
                takie pępki świata z przerostem ego mogą odrzucić przy pierwszym i
                kolejnych poznaniach; takie przerosty formy nad treścią częściej
                spotykane u mężczyzn-szczególnie maminsynków wynoszonych na pidestał
                przez zakochane w nich mamusie rosną na takich Bogów w ich
                rozumieniu, bleeeh
                • bella1 Re: Miłość własna... 27.07.09, 11:58
                  Pewnie,ze moge sie mylic....Nigdy tego nie wykluczam....
                  wink
                  Ale pomyslec dalej mozna.....
                  To wezmy na tapete te mamusie.....I ta milosc....do innych....Czyli - mozna
                  zrobic krzywde tym 'narzedziem' tak samo - jak zrobienie krzywdy majac nadmiar
                  milosci do siebie.....
                  Zaraz drugie /w mojej glowie/ sie pojawia....Jezeli mamusie maja taki wplyw na
                  swoich synow -co dzieje sie z ich wplywem na swoje corki?
                  Czy mozna zalozyc,ze jezeli jakas matka wychowa syna na Boga - jak to ujelas,to
                  tak samo 'uda' sie jakiejs innej matce - wychowujacej corke?
                  A pozniej mozna sobie wyobrazic spotkanie 'dwoch boskich' i ich probe wspolnego
                  zycia.....wink
                  Ale mozna sobie wyobrazic zupelnie inny wzor,kiedy to dziala doskonale.....
                  Czyli dobor....,a wiec ...wybor....smile
                  Czemu winic 'innego',ze jest innym - kiedy mozna latwiej wyobrazic sobie,ze
                  winimy siebie,za nietrafna 'diagnoze' przyszlosci.....
                  Sobie krzywdy zazwyczaj nie robimy -wiec nie bedzie to bolesne tak - jak bysmy
                  zrobili to z innym wink
                  A z ta 'diagnoza' - to tez smiesznie jest.....Bo zawsze mozna wyciagnac
                  wymowke,ze 'pacjent',ktory do 'nas trafil' byl kiedys ' zdrowy'.....,dopiero
                  pozniej sie jakos oslabil......
                  To moze lepiej byloby - jezeli juz nie da rady "leczyc"- pomyslec ,dlaczego
                  'zachorowal'......Ot,tak sobie....W ramach cwiczen nad przyszlymi
                  zwiazkami.....Ale to znowu /czesto/ na nasza niekorzysc.....
                  'Niby'... najlepiej powiedziec,ze ludzie sie zmieniaja .....Ale -jezeli sie
                  zmieniaja - to nie mozna wykluczyc,ze zmieniaja sie tez na dobre.....
                  Fenomen 'bylejakich mezow naszych',ktorzy staja sie swietnymi ' mezami innych'
                  jest przeciez znany....
                  Ale i tu mozna sie pokusic o wytlumaczenie sytuacji na nasza korzysc.....'Ona'
                  ....,ta nowa - jest gorsza od nas...,a juz na pewno glupsza.....wink...Bo innego
                  wytlumaczenia byc nie moze.....Bo gdyby bylo - to juz....auc....boli....wink
                  W skrocie....
                  Najgorszy scenariusz - niech posluzy za motto dnia:"Maminsynek spotyka na swojej
                  drodze spiaca krolewne 'wink
                  • piernicyna Re: Miłość własna... 06.08.09, 23:06

                    Czasem trzeba powiedzieć nie
                    czasem trzeba z czegoś zrezygnować
                    czasem trzeba przełknąć gorycz porażek
                    czasem trzeba przystanąć
                    czasem trzeba ugryźć kwaśne jabłko
                    czasem trzeba znieść rozczarowania
                    czasem trzeba zawierać kompromisy
                    czasem...

                    CZASEM

                    czasem można powiedzieć tak
                    czasem można otrzymać coś w darze
                    czasem można awansować
                    czasem można zanotować postęp
                    czasem można zasmakować słodyczy życia
                    czasem można odnaleźć radość
                    czasem można postawić na swoim
                    czasem...
                    /Vera Simon/


                    • ziege77 Re: Miłość własna... 07.08.09, 09:37
                      "Kochać samego siebie - to początek romansu na całe życie."
                      Oscar Wilde
                      smile
                      moje motto od wielu lat
                      pzdr
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka