luzer
09.03.05, 01:13
Ostatnio przydarzył mi się z mą osobistą żoną króciutki dialożek, wypisz
wymaluj jak z "Dialogów na cztery nogi" Kofty.
Miał miejsce, jak ten brunet - wieczorową porą i przebiegał następująco:
/didaskalia:
JA siedzę przed telewizorem i oglądam jakiś głupi program,
ŻONA siedzi obok, w fotelu, i czyta równie głupią gazetę/
JA: Kochanie, (nigdy tak do żony nie mawiam, ale w lyteraturze - niech będzie)
jestem taki głodny, że wprost czuję, jak mi żołądek pożera wątrobę, proszę
cię, zrób mi coś do jedzenia...
ŻONA: (znad gazety) A nie masz dwóch rączek??!!
JA: (z rozpaczą) I co?!! MAM JEDNĄ Z NICH ZJEŚĆ...???!!!
Z najlepszymi życzeniami dla wszystkich tutejszych Pań!!
(życzenia acz spóźnione, tym niemniej - szczere (do bólu) :)) )
Wawrzków Luziek