brzydka_kasia Re: ke?????? 20.03.05, 22:09 NIe, "ke" to w obcym języku znaczy "co", tylko pisze się nieco inaczej. Często tak mówiliśmy, gdy ktoś powiedział coś dziwnego... Nobo gdzie ta poezja się schowała? Odpowiedz Link Zgłoś
kochanica-francuza Re: ke?????? 20.03.05, 22:14 brzydka_kasia napisała: > NIe, "ke" to w obcym języku znaczy "co", tylko pisze się nieco inaczej. W którym??? Odpowiedz Link Zgłoś
grzespelc En Espanol, mi vida :) 21.03.05, 08:22 ...i chyba po portugalsku też... Odpowiedz Link Zgłoś
forumisko ten jest najlepszy: 20.03.05, 22:09 Widokówka z miasta socjalistycznego Adama Ważyka O świcie niecierpliwa, niesyta swojego piękna, syczała lokomotywa nad dziewczyną, która uklękła. Ktoś, kto przelotnie zobaczył pogański profil dziewczyny, opatrznie sobie tłumaczył, że modli się do maszyny. A jej tylko drgała warga, gdy ranną racją oliwy maściła, czuła kolejarka, tłoki lokomotywy. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 20.03.05, 22:10 * dla niedomyślnych - w poezji każdy odczytuje to, co chce, nawet jeśli wiersz jest białą kartką. A czasem bywa tak i z człowiekiem... Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 20.03.05, 22:13 Przypomniał mi się cytat z mojego ulubionego poety (Forumisko, nie zabijesz mnie?) A. Wata, popełniony, gdy miał on 18 lat(w 1918 roku): ABSOLUT-kurwa bezpłciowa o bronzowem czole, nieruchoma poprzez wibracje lat i kosmosów. Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 08:37 herbarium napisała: > Przypomniał mi się cytat z mojego ulubionego poety (Forumisko, nie zabijesz > mnie?) A. Wata, popełniony, gdy miał on 18 lat(w 1918 roku): > ABSOLUT-kurwa bezpłciowa o bronzowem czole, nieruchoma poprzez wibracje lat i > kosmosów. Czcigodna Herbarium, Już jestem pewny, że Cię lubię. A sam pozwolę sobie pociągnąć tego Kaczmarskiego, o wyprawie do piekła, koniec doytka sedna sprwy, tylko sedna czego? /Jacek Kaczmarski/ "... To moja droga z piekła do piekła, z wolna zapada nade mną mrok. Więc biesów szpaler szlak mi oświetla, bo w siódmy krąg kieruję krok. Tam milczą i siedzą i na moją twarz nie spojrzą - wszytko wiedzą. Siedzą, ale nie gadają, mętnie wzrok spod powiek lśni, Żują coś bo im wyadły dawno kły... Więc stoję, więc stoję, więc stoję, a przed nimi leży w teczce życie moje, Nie czytają, nie pytają, milczą, siedzą, kaszle ktoś, a za oknem werble grają, Znów parada, święto albo inne coś... I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu i za gardło porywa mnie strach! Koń mój zniknął, a wy siedmu kręgów tłum macie w uszach i oczach piach. Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk, mnie nie będą katować i strzyc, Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg, ósmy krąg w którym nie ma już NIC! ..." Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
lynx.rufus Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 09:00 diabollo napisał: > o wyprawie do piekła /.../ czy przypadkiem nie bylo to epitafium dla Wlodzimierza Wysockiego? ten do piekla podrozowac nie musial.. pozdrawiam lynx Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 16:17 lynx.rufus napisał: > diabollo napisał: > > o wyprawie do piekła > /.../ > > czy przypadkiem nie bylo to epitafium dla Wlodzimierza Wysockiego? ten do > piekla podrozowac nie musial.. > pozdrawiam > lynx Czcigodny Lynx, To rzeczywiście tekst z epitafium dla Włodzimierza Wysockiego. A czy do piekła podróżować musiał... może po prostu chciał? Wyobrażasz sobie Wysockiego w tak nudnym miejscu jak Niebo? Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
lynx.rufus Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 16:36 diabollo napisał: > lynx.rufus napisał: > > > diabollo napisał: > > > o wyprawie do piekła > > /.../ > > > > czy przypadkiem nie bylo to epitafium dla Wlodzimierza Wysockiego? ten do > > > piekla podrozowac nie musial.. > > pozdrawiam > > lynx > > Czcigodny Lynx, > To rzeczywiście tekst z epitafium dla Włodzimierza Wysockiego. > A czy do piekła podróżować musiał... może po prostu chciał? Wyobrażasz sobie > Wysockiego w tak nudnym miejscu jak Niebo? > > Kłaniam się nisko. a moze po prostu juz tam byl? pozdrawiam lynx Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 15:12 Tak mi się jakoś to dziwnie kojarzy z Kościołem, a i z tym forum także:) Ta pierwsza morska podróż do Australii Łotry przy burtach, prostytutki w kojach wszyscy się bali, łkali i rzygali w drodze do Raju, przewrotności Twoja Panie, coś w jeszcze nam nieznanych planach miał czarne diabły strzegące wybrzeży Edenu, który przeznaczyłeś dla nas a w który nikt - prawdę mówiąc - nie wierzył czymżeśmy, marni, zasłużyli na to? ten, co zawisnąć miał za kradzież płaszcza płakał nad swoją niechybną zatratą nie widział Ciebie w robaczywych masztach statku, co tylko był więzieniem nowym tej, co kupczyła ciałami swych dziatek ani przez mgnienie nie przyszło do głowy że to nadziei - nie rozpaczy - statek niejeden żołnierz z ponurej eskorty bo czym sie los ich od naszego różnił? wiedział, że nigdy, już nie ujrzy portu gdzie go podejmą karczmarze usłużni i płatne dziewki, że zabraknie rumu zanim do celu przygnasz okręt szparki z marynarzami pili więc na umór i wbrew zakazom grali o więźniarki prawda, nie wszyscy próby twe przetrwali ale też cięzkoś nas doświadczał, Panie nie oszczędzałeś nam wysokiej fali za którą mnogim przyszło w oceanie zakończyć żywot, innym dziąsła zgniły wypadły zęby, rozgorzały wrzody więc znaczył nasz zielony szlak mogiły szkorbutu, szału, francuskiej choroby nikt nie odnajdzie w ruchomych otchłaniach ciał nieszczęśników oprócz Ciebie, Boże ich żywot grzeszny epitafiów wzbrania lecz ukarani, więc wystarczy może żeś się posłużył straszliwym przykładem oni naprawdę doterli do piekieł a umierając, nie wierzył z nich żaden że w swym cierpieniu umiera człowiekiem ląd nam się wydał niegościnny, dziki, łotr bez honoru, kobieta sprzedajna z dnia na dzień jak się stać ma osadnikiem nieznanych światów, bo rozpoznać raj nam nie było łatwo, znaleźć w sobie siłę wbrew przeciwnościom, bez słowa zachęty by mimo wszystko żyć, nim nam odkryłeś kraj szczodry w zboże, złoto, i diamenty łajdacki pomiot, łotrowskie nasienie, czerpiąc ze spichrza Twoich dóbr wszelakich choć tyle wiemy własnym doświadczeniem w nas jest Raj, Piekło i do obu szlaki! Odpowiedz Link Zgłoś
gumpel Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 15:48 Z "religijnych" tekstów mistrza najbardziej lubię: Powrót (Raj) "Ścichł wrzask szczęk i śpiew Z ust wypluwam lepki piach Przez bezludny step Wieje zimny wiatr Tu i ówdzie strzęp Lub stopy ślad Przysypany Dokąd teraz pójdę kiedy nie istnieją już narody Zapomniany przez anioły porzucony w środku drogi Nie ma w kogo wierzyć nie ma kochać nienawidzić kogo I nie dbają o mnie światy martwy zmierzch nad moją drogą Gdzie mój ongiś raj Chcę wrócić tam Jak najprościej... Szukasz raju! Szukasz raju! Na rozstajach wypatrując śladu gór?! Szukasz raju! Szukasz raju! Opasuje ziemię tropów twoich sznur... Sam też mogę żyć Żyć dopiero mogę sam Niepokorna myśl Zyska nowy kształt Tu i ówdzie błysk Lub słowa ślad Odkrywany... Wszystkie drogi teraz moje kiedy wiem jak dojść do zgody Żadna burza cisza susza nie zakłóci mojej drogi Nie horyzont coraz nowy nowa wciąż fatamorgana Ale obraz świata sponad szczytu duszy oglądany Tam dziś wspiąłem się Znalazłem raj Raj bez granic Jesteś w raju Jesteś w raju Żaden tłum nie dotarł nigdy na twój szczyt Jesteś w raju Jesteś w raju Gdzie spokojny słyszysz krwi i myśli rytm... Jestem w raju Jestem w raju Żaden tłum nie dotarł nigdy na mój szczyt Jestem w raju Jestem w raju Gdzie spokojny słyszę krwi i myśli rytm..." Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 20:08 herbarium napisała: > Tak mi się jakoś to dziwnie kojarzy z Kościołem, a i z tym forum także:) > > Ta pierwsza morska podróż do Australii > Łotry przy burtach, prostytutki w kojach > wszyscy się bali, łkali i rzygali > w drodze do Raju, przewrotności Twoja > Panie, coś w jeszcze nam nieznanych planach > miał czarne diabły strzegące wybrzeży > Edenu, który przeznaczyłeś dla nas > a w który nikt - prawdę mówiąc - nie wierzył > > czymżeśmy, marni, zasłużyli na to? > ten, co zawisnąć miał za kradzież płaszcza > płakał nad swoją niechybną zatratą > nie widział Ciebie w robaczywych masztach > statku, co tylko był więzieniem nowym > tej, co kupczyła ciałami swych dziatek > ani przez mgnienie nie przyszło do głowy > że to nadziei - nie rozpaczy - statek > > niejeden żołnierz z ponurej eskorty > bo czym sie los ich od naszego różnił? > wiedział, że nigdy, już nie ujrzy portu > gdzie go podejmą karczmarze usłużni > i płatne dziewki, że zabraknie rumu > zanim do celu przygnasz okręt szparki > z marynarzami pili więc na umór > i wbrew zakazom grali o więźniarki > > prawda, nie wszyscy próby twe przetrwali > ale też cięzkoś nas doświadczał, Panie > nie oszczędzałeś nam wysokiej fali > za którą mnogim przyszło w oceanie > zakończyć żywot, innym dziąsła zgniły > wypadły zęby, rozgorzały wrzody > więc znaczył nasz zielony szlak mogiły > szkorbutu, szału, francuskiej choroby > > nikt nie odnajdzie w ruchomych otchłaniach > ciał nieszczęśników oprócz Ciebie, Boże > ich żywot grzeszny epitafiów wzbrania > lecz ukarani, więc wystarczy może > żeś się posłużył straszliwym przykładem > oni naprawdę doterli do piekieł > a umierając, nie wierzył z nich żaden > że w swym cierpieniu umiera człowiekiem > > ląd nam się wydał niegościnny, dziki, > łotr bez honoru, kobieta sprzedajna > z dnia na dzień jak się stać ma osadnikiem > nieznanych światów, bo rozpoznać raj nam > nie było łatwo, znaleźć w sobie siłę > wbrew przeciwnościom, bez słowa zachęty > by mimo wszystko żyć, nim nam odkryłeś > kraj szczodry w zboże, złoto, i diamenty > > łajdacki pomiot, łotrowskie nasienie, > czerpiąc ze spichrza Twoich dóbr wszelakich > choć tyle wiemy własnym doświadczeniem > w nas jest Raj, Piekło i do obu szlaki! Bardzo łądne, kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 19:56 Mnie jeszcze pasuje "Nadzieja śmiełowska" Rozpryskiem kropli, psiej sierści dreszczem, jak deszcz mijamy i bez nas dnieje Jaką tu żywić nadzieję jeszcze, jaką tu jeszcze żywić nadzieję Że przetrawieni krzywdą powstaną skruszą się ci, co na niej wyrośli Że można żrącą szyderstwa pianą otworzyć oczy sprawiedliwości Że pierwsza miłość będzie jedyną, że dobre chęci brukują niebo że woda może zmienić się w wino, kamień nie musi mylić się z chlebem że można jasno dostrzec w ciemności co złe, co dobre, co pył, co diament odrzucić pierwsze, drugie ugościć, w sercu gdzie włada ład a nie zamęt(...) Odpowiedz Link Zgłoś
gumpel Re: Poezji ciąg dalszy:) 23.03.05, 00:01 no to podrzucę jesze mojego mistrza nad mistrzami ... (z tomiku Hermes pies i gwiazda) "Siódmy anioł jest zupełnie inny nazywa się nawet inaczej Szemkel to nie co Gabriel złocisty podpora tronu i baldachim ani to co Rafael stroiciel chórów ani także Azrael kierowca planet geometra nieskończoności doskonały znawca fizyki teoretycznej Szemkel jest czarny i nerwowy i był wielokrotnie karany za przemyt grzeszników między otchłanią a niebem jego tupot nieustanny nic nie ceni swojej godności i utrzymują go w zastępie tylko ze względu na liczbę siedem ale nie jest taki jak inni nie to co hetman zastępów Michał cały w łuskach i pióropuszach ani to co Azrafael dekorator świata opiekun bujnej wegetacji ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące ani nawet to co Dedrael apologeta i kabalista Szemkel Szemkel - sarkają aniołowie dlaczego nie jesteś doskonały malarze bizantyńscy kiedy malują siedmiu odtwarzają Szemkela podobnego do tamtych sądzą bowiem że popadliby w herezję gdyby wymalowali go takim jak jest czarny nerwowy w starej wyleniałej aureoli" Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium A tak co do śmierci... 10.04.05, 14:00 J. Kaczmarski, "Sąd nad Goyą" Głuchy zdycha mało godnie stęka skarży się i gdera cuchnie jakby robił w spodnie balwierz żyłę mu otwiera cieknie siła upór pycha strach i miłość na poduchy ze starości głuchy zdycha osiemdziesiąt lat żył głuchy duchy zjawy i upiory kłócą się o krew pacjenta nie usłyszy kłótni chory ale widzi i pamięta: Nagiej Mai pierś dziewczęca księżnej Albi władczość warg słońce się nad Sierrą znęca błyskiem broczy byczy kark sępio wzrok królewski świeci nad jedwabnym łupem szat Saturn zżera własne dzieci szatan się w rokoko wkradł chłopski taniec dworskie łaski ciężar jąder plącze krok słońce się nad Sierrą pastwi much ucztuje rój wśród zwłok osioł człeczy los odmierza małpa się w zwierciadle gnie płoną stosy od pacierza ofiar bóg sadysta chce Głuchy zdycha mało godnie stęka skarży się i gdera cuchnie jakby robił w spodnie balwierz żyłę mu otwiera cieknie siła upór pycha strach i miłość na poduchy ze starości głuchy zdycha osiemdziesiąt lat żył głuchy duchy zjawy i upiory kłócą się o krew pacjenta nie usłyszy kłótni chory ale widzi i pamięta: Po pałacach i katedrach zdjęty strachem ludzki kał świeżym mięsem trzęsie febra osły dosiadają małp wachlarzami nietoperzy popiół z Sierry zmiata wiatr kat ofierze swej nie wierzy że i nad nim stoi kat Korsykanin zmywa z tronów zabobonów ciemną ciecz grzebie w trzewiach wyzwolonych lepki od wolności miecz słońce się nad Sierrą toczy i osusza czaszki z łez w nieme niebo wznosi oczy zakopany w piachu pies Głuchy zdechł i balwierz poszedł duchy trupa wezmą stąd i na sabat go poniosą gdzie się wiedźm odbędzie sąd co to ma być za malarstwo stylistycznej jaźni brak literackość efekciarstwo chorej wyobraźni smak szatan się ze śmiechu trzęsie zapluwają się staruchy Goya myśli: miałem szczęście żem i żył i umarł głuchy... Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium A tak co do forumowych problemów z islamem... 18.04.05, 16:29 Dodatki [ powieść | obraz | posłuchaj | nuty | wiadomości | Jacek o utworze | ranking ] Limeryki o narodach Był Anglik co przyjaźń nawiązał z Hindusem Z najczystszej sympatii, a nie pod przymusem. Do dzisiaj by trwała Ta przyjaźń wspaniała, Lecz Hindus nieświeży dał mu ser. Pretensje mieć trudno do tego Anglika, Gdy druh w narodowej go dumie dotyka. Więc wzgardził pariasem I przyjaźń swą z czasem Położył u stóp - Irlandczyka. Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Raz Francuz sąsiada miał, co był z Somalii, W Tuluzie mieszkali i pastis pijali. Lecz wnet się przekonał Potomek Dantona Że druh jego łeb ma ze stali. Nie mieli pretensji koledzy Francuza, Że przepić nie umiał czarnego łobuza. Lecz rzekli: Mon ami, Jak pić chcesz - to z nami! Bo nie dla przybłędów Tuluza! Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Raz Chińczyk w Japonce się tak zauroczył, Że wizje małżeństwa był przed nią roztoczył, Lecz Kwiat Kraju Wiśni Rzekł - ani się mi śni! Spójrz w lustro, wszak skośne masz oczy! Cóż z sercem złamanym uczynić na świecie? Więc poszedł do wojska i śnił o odwecie. Lecz - losu ironio! - Brak wojny z Japonią Do mnichów więc strzela w Tybecie! Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Sympatię Singalez raz czuł do Tamila, Choć wrogość dzieliła ich ludy na Sri-La- Nce - dawnym Cejlonie, Gdzie nawet są słonie W polityce mądre nad wyraz. Lecz słoń Singaleza - Tamilów sympatyk - Zwykł noc mu po nocy wykradać granaty, I pojął Singalez, Że musi, choć z żalem Sympatie swe spisać na straty. Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Był też Palestyńczyk, co z Żydem się bratał W przyjaźni tej widząc nadzieję dla świata, Strzelając do niego Powtarzał: Kolego, Ta krew nas połączy na lata. Lecz w takiej przyjaźni nie widział Żyd cnoty, Bo nie miał ochoty na nowe Golgoty, Więc rzekł - przyjacielu, My tu, w Izraelu Nie mamy dla ciebie roboty! Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Libijczyk, choć żony miał trzy, muzułmanki, Czadyjkę zaprosił do swojej lepianki I rzekł: Dla przykładu Dam ja z tobą czadu - I brał ją - wieczory i ranki. Choć miłość przeszkody pokonać potrafi - Nie zebrał za czyn swój Libijczyk ów braw i Dla dobra socjali- Zmu ją mu zabrali Ci, których wychował Kadafi. Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Bez tchu w herbaciarni wypiwszy pięć herbat Albańczyk zapałał miłością do Serba, Lecz Serb, po Śliwowi- Cy - Albańczykowi Na zębach wypisał swój herbarz. Szczerbaty Albańczyk - to pół Albańczyka, Niejeden polityk się na tym potyka, Choć jęczy duch Tity, Że zbędny polityk, Gdzie trzeba dentysty - praktyka. Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Na Cyprze był Turek, co druha miał - Greka, Obydwu zabrała rodzima bezpieka. Przy więźniów wymianie Spotkali się w bramie - Bez słowa minęli - człek człeka. Wnet Greczyn u Turków, u Greków zaś Turek O jednej godzinie stanęli pod murek. W czas potem niedługi Nad jednym i drugim Piaszczysty się wznosił pagórek. Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Rosjanin był, który - nie jego to wina - Za brata uważał pewnego Gruzina. Czas drużby był krótki, Bo ów nie pił wódki, Rosjanin nie pijał zaś wina. Napisał na niego gdzie trzeba więc donos I łzę nad przyjaźnią utoczył wzmocnioną. W obozie zaś Gruzin Odsiedział lat tuzin, Lecz przecież go w końcu zwolniono! Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Ci wszyscy o których tak długo tu mendzę Co dzień się widują na forum OeNZet I skarżą się wzajem Na ludy i kraje, Nie skarżąc się jednak na nędzę. Bo mają do siebie już te kuluary Gdzie naród z narodem się chwyta za bary, Że nie o to chodzi, Kto komu gdzie szkodzi, Lecz o to - po ile dolary. Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Był Polak-patriota, co przy wódki skrzynce Zawierał przyjaźni pakt z Ukraińcem. Od słowa do słowa Dotarli do Lwowa Ścierając się jak dwa odyńce. Gdy bić się skończyli, trafili za kraty Podarłszy w pamięci doniosłe traktaty: Bo gdy przyjdzie czas - Wy nas, a my was! Po brzuchach! - I: budem rezaty! Narody, narody! Po diabła narody Stojące na drodze do szczęścia i zgody? Historia nam daje dobitne dowody: Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody - Narody, narody, narody! Ach gdybyż narodów na świecie nie było, Jak nam by się wtedy szczęśliwie tu żyło! Dla dobra człowieka, dla szczęścia ludzkości Złączonej w potężnym uścisku miłości Aż z trzaskiem pękałyby kości Jacek Kaczmarski 3.10.1987 www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/l/limeryki.php Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 18.04.05, 23:07 /Jerzy Jurandot/ High Life Raz byli pan i pani Zbyt dobrze wychowani, Dystynkcja ich niezwykła Służyła za przykład. Wytworny mieli pałac, W garażu lancia stała, A po posadzkach lśniących Snuł się rój służących. Poza tym przez dzień cały W pałacu panowały: High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon. W współżyciu nawet bliskim O formy dbali wszystkie, Tak byli wychowani I pan ów, i pani. Gdy czasem sercem pana Targała siła znana, Mógł wkroczyć najlegalniej W próg pani sypialni. Miał jednak taktu tyle, Że wpierw posyłał bilet: High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon. Raz pan, nie bacząc na nic, Wszedł do sypialni pani I ujrzał w świetle ranka Przy pani kochanka. Nie znosił metod gminu, Brutalnych rękoczynów, I nie próbował wcale Wieść rozmów z rywalem. Spojrzeli - i po chwili W milczeniu się skłonili: High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon. Pod laskiem na Bielanach Pan stanął na wprost pana, Cylindry, monokl w oku I dystans sto kroków W obronie czci kobiety Podnieśli pistolety, Błysnęło, wystrzeliło, W niebie dziur przybyło. Na ziemi zaś pan z panem Szli oblać je szampanem: High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon. A w domu pan do pani Rzekł: - Po cóż serca ranić? Nie będę cię wstrzymywał, Bądź wolna, szczęśliwa. Szepnęła: - Tak, mój miły Sny nasze się przyśniły, On stanął na mej drodze, Skończone, odchodzę. Sam pomógł futro włożyć, Uprzejmie drzwi otworzył: High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon. Lecz gdy już w progu stała, W nim nagle krew zawrzała, Jak skoczy, jak nie wrzaśnie, Jak kopnie ją w... właśnie, Zachwiała się, zawyła I w mordę go strzeliła! A potem, półzemdlona, Upadła mu w ramiona. - Och, ty! - szepnęła - miły!... I odtąd powróciły: High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 19.04.05, 23:53 W tej wytwornym utworze przekazane jest powszechne wśród kobiet polskich przekonanie, że jak bije, to kocha:) Niemniej, należy zauważyć pewien postęp i dążenie do partnerstwa w tym zakresie. Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 20.04.05, 19:16 herbarium napisała: > W tej wytwornym utworze przekazane jest powszechne wśród kobiet polskich > przekonanie, że jak bije, to kocha:) > Niemniej, należy zauważyć pewien postęp i dążenie do partnerstwa w tym zakresie > . Czcigodna Herbarium, Bardzo odważna interpretacja. Moim zdaniem w zacytowanym utworze poetyckim podmiot liryczny wyraża odwieczne zmagania formy z temperamentem. Kulminację zmagań z całą pewnością opisują wersy: "Jak skoczy, jak nie wrzaśnie, Jak kopnie ją w... właśnie, Zachwiała się, zawyła I w mordę go strzeliła!" Zwycięstwo temperamentu jest jednak złudne, utrwala ono formę, czyni ją silniejszą. Podmiot liryczny pewnie spadłby z krzesła, gdyby się dowiedział, że jego liryka tyczy się przemocy domowej. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 20.04.05, 20:28 diabollo napisał: > Moim zdaniem w zacytowanym utworze poetyckim podmiot liryczny wyraża odwieczne > zmagania formy z temperamentem. Czcigodny Diabollo, Moim skromnym zdaniem zmagania formy z temperamentem są wymysłem dziewiętnasto, a najdalej osiemnastowiecznym, więc nie są takie znów odwieczne. Wcześniej ludzie nie zawracali sobie takimi kategoriami głowy. > Kulminację zmagań z całą pewnością opisują wersy: > > "Jak skoczy, jak nie wrzaśnie, > Jak kopnie ją w... właśnie, > Zachwiała się, zawyła > I w mordę go strzeliła!" > > Zwycięstwo temperamentu jest jednak złudne, utrwala ono formę, czyni ją silniej > szą. Jest to jedna z możliwych interpretacji, lecz nie jedynie słuszna :). Równie dobrze można potraktować ten utwór jako przedstawienie uzupełniających się dwóch instytucji: codziennej i świątecznej, utrwalających się nawzajem i koniecznych dla normalnego funkcjonowania. > Podmiot liryczny pewnie spadłby z krzesła, gdyby się dowiedział, że jego liryka > tyczy się przemocy domowej. Nie wątpię, że podmiot liryczny zapewne spadłby, a w każdym razie czułby się poruszony:) Niemniej prawem, a nawet obowiązkiem czytelnika jest wejście w dialog z utworem, nie zaś traktowanie go jak gotowego produktu z przekazem estetycznym i ideologicznym. Precz z konsumpcją wśród odbiorców! Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 20.04.05, 20:37 herbarium napisała: > diabollo napisał: > > > Moim zdaniem w zacytowanym utworze poetyckim podmiot liryczny wyraża odwi > eczne > > zmagania formy z temperamentem. > > Czcigodny Diabollo, > Moim skromnym zdaniem zmagania formy z temperamentem są wymysłem dziewiętnasto, > > a najdalej osiemnastowiecznym, więc nie są takie znów odwieczne. Wcześniej > ludzie nie zawracali sobie takimi kategoriami głowy. > > > Kulminację zmagań z całą pewnością opisują wersy: > > > > "Jak skoczy, jak nie wrzaśnie, > > Jak kopnie ją w... właśnie, > > Zachwiała się, zawyła > > I w mordę go strzeliła!" > > > > Zwycięstwo temperamentu jest jednak złudne, utrwala ono formę, czyni ją > silniej > > szą. > > Jest to jedna z możliwych interpretacji, lecz nie jedynie słuszna :). Równie > dobrze można potraktować ten utwór jako przedstawienie uzupełniających się > dwóch instytucji: codziennej i świątecznej, utrwalających się nawzajem i > koniecznych dla normalnego funkcjonowania. > > > Podmiot liryczny pewnie spadłby z krzesła, gdyby się dowiedział, że jego > liryka > > tyczy się przemocy domowej. > > Nie wątpię, że podmiot liryczny zapewne spadłby, a w każdym razie czułby się > poruszony:) Niemniej prawem, a nawet obowiązkiem czytelnika jest wejście w > dialog z utworem, nie zaś traktowanie go jak gotowego produktu z przekazem > estetycznym i ideologicznym. > Precz z konsumpcją wśród odbiorców! Precz, hej, precz! A swoją drogą to szkoda mi dzisiejszej młodzieży maturalniej - my takim laniem wody zdawaliśmy matury; a dzisiaj podobno maturę zdaje się rozwiązując testy i robiąc PREZENTACJĘ... Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium A tak co do habemus... 19.04.05, 23:55 Kociszewski Rany Boskie, co to tak świeci Wszyscy ludzie podnoszą głowy Patrzą dorośli, patrzą starcy To Walery, nasz dźwigowy Rany Boskie, a czymże on tak Ciemność rozjaśnia, że wszystko blednie Czy odbija, czy sam z siebie Wszak zjawisko to niepowszednie No, może mu się zapalił oddech I stąd jest ten blask niepojęty A może ten dźwig jest pod prądem Bo jakieś przewody pękły Jezus Maria, to blask nieziemski Krzyknął ktoś i na ziemi klęka Gdzie tam, to na pewno Walkowi Robota pali się w rękach Co to, sąsiad biegnie z nowiną Walek wczoraj przyznał się żonie Że przegrali współzawodnictwo No i teraz ze wstydu płonie A D E A www.republika.pl/spiewnik_turysty/kocisze.html Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Tym razem dla odmiany trochę prozy 24.04.05, 16:06 Wątek prawdzie o poezji, ale znalazłem doskonały frangment prozy (dramatu?), który ze wszech miar zasługuje tutaj na zacytowanie. Kłaniam się nisko. ************************** OSTATNIA WIECZERZA MICHAŁ ANIOŁ: - Dobry wieczór, Wasza Świątobliwość PAPIEŻ: - Dobry wieczór Michale Aniele. Chciałbym z tobą pogadać o tym twoim obrazie Ostatnia Wieczerza. Nie jestem zachwycony. MICHAŁ ANIOŁ: - O rany, kosztował mnie wiele pracy. PAPIEŻ: - Wcale nie jestem nim zachwycony. MICHAŁ ANIOŁ: - Nie podoba ci się galaretka? Dodaje trochę koloru. Aha, chodzi o kangura? PAPIEŻ: - Jakiego kangura? MICHAŁ ANIOŁ: - Żaden problem, zamaluję go. PAPIEŻ: - Nie widziałem żadnego kangura. MICHAŁ ANIOŁ: - Jest z tyłu. Nie ma sprawy, zamaluję go, zrobię z niego apostoła. Zgoda? PAPIEŻ: - W tym właśnie problem. MICHAŁ ANIOŁ: - Jaki? PAPIEŻ: - Apostołowie. MICHAŁ ANIOŁ: - Są za bardzo żydowscy? Judasza zrobiłem najbardziej żydowskiego. PAPIEŻ: - Nie o to chodzi. Jest ich tam dwudziestu ośmiu. MICHAŁ ANIOŁ: - No to jeszcze jeden nie zaszkodzi, zrobię go z kangura. PAPIEŻ: - Nie w tym rzecz. MICHAŁ ANIOŁ: - No to zamaluję kangura. Mówiąc szczerze, nie byłem z niego zadowolony. PAPIEŻ: - Nie o to chodzi. Tam jest dwudziestu ośmiu apostołów! MICHAŁ ANIOŁ: - Zbyt wielu? PAPIEŻ: - No jasne, że zbyt wielu! MICHAŁ ANIOŁ: - Chciałem oddać nastrój prawdziwej ostatniej wieczerzy, nie jakiejś tam ostatniej kolacyjki, ostatniego posiłku czy finałowej przekąski. Chciałem, żeby było, kurczę, z wykopem... PAPIEŻ: - Tylko dwunastu apostołów uczestniczyło w ostatniej wieczerzy. MICHAŁ ANIOŁ: - Może niektórzy przyszli z... PAPIEŻ: - Tylko dwunastu w sumie. MICHAŁ ANIOŁ: - Może wpadli ich przyjaciele? PAPIEŻ: - Posłuchaj. Tylko dwunastu apostołów i Pan uczestniczyło w Ostatniej Wieczerzy. W Biblii wyraźnie jest to napisane. MICHAŁ ANIOŁ: - Żadnych przyjaciół? PAPIEŻ: - Żadnych. MICHAŁ ANIOŁ: - Kelnerzy? PAPIEŻ: - Nie. MICHAŁ ANIOŁ: - Kabaret! PAPIEŻ: - Nie! MICHAŁ ANIOŁ: - Lubię sceny z dużym rozmachem. Mogę kilku zamalować, ale... PAPIEŻ: - Było tylko dwunastu apostołów. MICHAŁ ANIOŁ: - Mam! Mam. Nazwiemy obraz Przedostatnia Wieczerza. PAPIEŻ: - Co? MICHAŁ ANIOŁ: - Musiała być i taka. Skoro była ostatnia, musiała być i przedostatnia. Tak więc to będzie ta przednajwiększa wieczerza. Biblia chyba nie mówi, ilu ludzi tam było, prawda? PAPIEŻ: - Nie, ale... MICHAŁ ANIOŁ: - Właśnie! PAPIEŻ: - Słuchaj, Ostatnia Wieczerza to ważne wydarzenie w życiu naszego Pana, a przednajwiększa taką nie była. Nawet jeśli był na niej zaklinacz węży i zespół rockandrollowy. Zamówiłem u ciebie Ostatnią wieczerzę, i życzę sobie otrzymać Ostatnią Wieczerzę. Z dwunastoma apostołami i jednym Chrystusem. MICHAŁ ANIOŁ: - Jednym??? PAPIEŻ: - Tak. Jednym. Co cię opętało, że namalowałeś tam aż trzech Chrystusów? MICHAŁ ANIOŁ: - Bo to robi wrażenie, koleś. PAPIEŻ: - Wrażenie? MICHAŁ ANIOŁ: - Jasne! Wspaniale wygląda! Jeden gruby idealnie równoważy dwóch szczupłych. PAPIEŻ: - Był tylko jeden Odkupiciel! MICHAŁ ANIOŁ: - Wiem o tym. Wszyscy o tym wiemy, ale co z moją licencją artysty? PAPIEŻ: - Chcę jednego Mesjasza! MICHAŁ ANIOŁ: - Powiem ci, czego ty chcesz, koleś. Chcesz jakiegoś cholernego fotografa, ot co! Ja jestem artystą, do ciężkiej cholery! PAPIEŻ: - Zarac ci powiem, czego chcę. Chcę Ostatniej Wieczerzy z jednym Chrystusem, dwunastoma apostołami, bez kangurów, bez numerów na trampolinie, do południa w czawartek, albo ci nie zapłacę! MICHAŁ ANIOŁ: - Cholerny faszysta! PAPIEŻ: - Jestem cholernym papiezem. I może nie znam się na sztuce, ale wiem, co lubię! ***************** Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Poezji ciąg dalszy - tym razem znów Kaczmarski 26.04.05, 11:31 Polityka mi wisi Dorodnym kalafiorem. Błogosławieni cisi I ci, co pyszczą w porę. Historia mnie nie bierze, Literatura nudzi. Ja tam dziś w nic nie wierzę, A już na bank - nie w ludzi. Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć, Co tu mówić o ludziach, frajerzy! A jak sie urządzili Ci z władz i z opozycji? Ten bił, a tego bili - Obydwaj dziś w policji. Więc żaden mnie nie skusi Na byle ćmoje - boje. Błogosławieni głusi I ci, co słyszą swoje. Nawet drzewa, by przeżyć, korzenie Zapuszczają głęboko pod ziemię. Katabas kirchę wznosi Nie dla nas, a dla Pana Więc jakby sam sie prosił By z glana kapelana. Mnie tego nikt nie wkrzepi, Ja chcę mieć święty spokój. Błogosławieni ślepi I ci, co widzą w mroku. Nawet drzewa rosną w ciemnościach W dupie mają - na czyich kościach. Mnie nie rajcuje kasa, Kwatera i gablota. Jak trafię skóre - klasa - Pieroga wyłomotam. Wykaże test, żem HIV-nik, To w żyłę - i odjadę. Błogosławieni sztywni I ci, co żyją z czadem. Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie A przecież istnieją - bezgrzesznie. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium Re: Poezji ciąg dalszy - tym razem znów Kaczmarsk 26.04.05, 11:32 Zapomniałam wkleić tytułu - "Odpowiedź na ankietę <Twój system wartości>" Odpowiedz Link Zgłoś
pelengajew Re: Poezji ciąg dalszy - tym razem znów Kaczmarsk 26.04.05, 12:41 Jak Kaczmarski to Kaczmarski. Malutki fragmencik z płyty "Wojna postu z karnawałem" z kawałka "Marcin Luter": Grzechy Rzym za gotówkę odpuszcza Lecz w wojennej się nurza rozkoszy Papież w zbroi w ubóstwie tkwi tłuszcza Z której grosza katedry się wznosi W nawach katedr transakcje wszeteczne Ksiądz spowiednik rozgrzesza za bilon Tak jest, było i będzie zło i dobro jest wieczne Lecz nie może być wieczny Babilon Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Dobra, dalej Kaczmarski... 02.05.05, 22:54 /Jacek Kaczmarski/ Jeśli nas Matka Boska nie obroni, to co się stanie z tym narodem? Codzienne modły więc zanoszę do Niej, by ocaliła nas... przed głodem Przed głodem ust, którym zabrakło chleba, Przed głodem serc, w których nie mieszka miłość. Przed głodem zemsty, której nam nie trzeba, Przed głodem władzy, co jest tylko siłą. Jeśli nas Matka Boska nie obroni, to co się stanie z Polakami? Codzienne modły więc zanoszę do Niej, by ocaliła nas... przed nami Nami co toną, tonąc innych topią, Co marzą, innym odmawiając marzeń. Co z głową w pętli jeszcze nogą kopią, by ślad zostawić na kopniętej twarzy. Jeśli nas Matka Boska nie obroni, to co się stanie z Polakami. Codzienne modły więc zanoszę do Niej, by ocaliła nas przed NAMI. Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Coś lżejszego 14.05.05, 18:09 Tak dla przeciwwagi, tekst nieco luźniejszy, choć poetycki. Taki ładny wątek nie powinien zwiędnąć z nadmiaru patosu. ******* Pruszy śnieżek, pruszy, Zajączkowi marzną uszy, Może mu czapeczkę dać? ... kurwa jego mać! ******* Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium No to podbijam wątek:) 15.06.05, 12:30 Z innego barda tym razem - G.Brassens, "Śmierć za idee." Dla idei ponieść śmierć - któż zna ideę większą? Ja wszak wciąż żyję, bo na próżno szukam ich. Gdy nawet znajdę coś, to inni się tak śpieszą, Że na śmiertelny skok nie starcza mi już sił. Czasami myślę, że być może to i racja, Tak ogniem wiary płonąć, by podpalić stos. A jednak zanim spłonę, muszę dodać coś: Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz. Śmierć - tak, ale nie zaraz. Doradza przodków chór, by śpieszyć się powoli I wciąż do przodu prąc, odpocząć parę chwil. Bo jaki zysk jest w tym, że się wyciągnie nogi, Jeżeli jutro już nie będzie dokąd iść. Opóźniać każą zaś ten marsz taktyki prawa, Wykazujące, że nim Bogu duszę dasz, To najpierw stań i swą ideę dobrze sprawdź. Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz. Śmierć - tak, ale nie zaraz. Niejeden święty mąż, martyrologię głosząc, Sam długo zwleka, nim na szafot wdrapie się. Bo dobrze taki wie, że lepiej jeszcze pożyć, Z daleka patrząc w ten swój świątobliwy cel. Dlatego zanim się wypełnia ich ofiara, Nierzadko egzekucji dokonuje czas, Lecz widać oni teł wmawiają sobie tak: Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz. Śmierć - tak, ale nie zaraz. Idea, jasna rzecz, wymaga poświęcenia, Wyraźnie mówią to statuty wszystkich sekt. Jednego chciałbym wszak od ofiar wyjaśnienia: Jak wśród natłoku słów odnaleźć słuszną treść? Sztandarów łopot to już dla mnie tylko hałas, Więc prędko biegnę, gdy z oddali słyszę głos, To mędrzec widząc grób, czym prędzej skręcił w bok. Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz. Śmierć - tak, ale nie zaraz. Na próżno płynie krew i próżne hekatomby, A złoty cielec próżno przechodzi z rąk do rąk. Bo jeśliby tu mogły zaradzić ścięte głowy, To by na ziemi raj był już niejeden rok. Lecz Bóg nie syty wciąż i ciągle chce nas karać, Podsyca marzeń żar, na szańce każe iść, By śmierć spragniona krwi, krew naszą mogła pić. Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz. Śmierć - tak, ale nie zaraz. Mesjasze ofiar złych, apostołowie śmierci, Możecie pierwsi iść - błogosławimy wam Lecz nam nie każcie tej ofiary z wami dzielić, Niech najpierw każdy z was spróbuje tego sam. Nareszcie ten rozpędzić można dance macabre, Kostucha wreszcie chce wyznaczać sama los I byle komu swych nie daje ostrzyć kos Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz, Śmierć tak - ale nie zaraz. Ale nie zaraz. Odpowiedz Link Zgłoś
herbarium W kwestii głupoty i innych takich... 18.06.05, 18:55 Śmiech słowa M. Sieniawski, muzyka P. Gintrowski Bardzo śmiesznie jest umierać Kiedy żyć byś chciał Nosić miano Oliviera Kiedy jesteś Brown Jak zabawnie chcieć i nie móc Lub nie chcieć i móc Dziś Rumulus jutro Remus Jutro trup dziś wódz Chciałbyś lecieć za widnokrąg Miasto Ci się śni Czemu żyć chcesz Pinokio W korowodzie złych dni Bardzo śmiesznie wstawać rano Kiedy spać byś chciał I z twarzyczką zapłakaną Wychodzić na raut Jak zabawnie myśleć o czymś Kiedy braknie słów Prosto z pełni w sen wyskoczyć W roześmiany nów Chciałbyś słońca - musisz moknąć Myśląc - w to mi graj Nie umieraj Pinokio Jeszcze jedną noc trwaj spiewnik.harcerski.pl/piosenka,1327,s%C5%82owa,M.,Sieniawski,muzyka,P.,Gintrowski,%C5%9Amiech.html Odpowiedz Link Zgłoś