Dodaj do ulubionych

Poezji ciąg dalszy:)

20.03.05, 21:51
Obserwuj wątek
    • brzydka_kasia ke?????? 20.03.05, 22:04
      • herbarium Re: ke?????? 20.03.05, 22:07
        Odbiło Ci się?
        • brzydka_kasia Re: ke?????? 20.03.05, 22:09
          NIe, "ke" to w obcym języku znaczy "co", tylko pisze się nieco inaczej. Często tak mówiliśmy, gdy ktoś powiedział coś dziwnego...

          Nobo gdzie ta poezja się schowała?
          • kochanica-francuza Re: ke?????? 20.03.05, 22:14
            brzydka_kasia napisała:

            > NIe, "ke" to w obcym języku znaczy "co", tylko pisze się nieco inaczej.
            W którym???
            • grzespelc En Espanol, mi vida :) 21.03.05, 08:22
              ...i chyba po portugalsku też...
        • forumisko ten jest najlepszy: 20.03.05, 22:09
          Widokówka z miasta socjalistycznego Adama Ważyka

          O świcie niecierpliwa,
          niesyta swojego piękna,
          syczała lokomotywa
          nad dziewczyną, która uklękła.

          Ktoś, kto przelotnie zobaczył
          pogański profil dziewczyny,
          opatrznie sobie tłumaczył,
          że modli się do maszyny.

          A jej tylko drgała warga,
          gdy ranną racją oliwy
          maściła, czuła kolejarka,
          tłoki lokomotywy.
    • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 20.03.05, 22:10
      * dla niedomyślnych - w poezji każdy odczytuje to, co chce, nawet jeśli wiersz
      jest białą kartką.
      A czasem bywa tak i z człowiekiem...
      • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 20.03.05, 22:13
        Przypomniał mi się cytat z mojego ulubionego poety (Forumisko, nie zabijesz
        mnie?) A. Wata, popełniony, gdy miał on 18 lat(w 1918 roku):
        ABSOLUT-kurwa bezpłciowa o bronzowem czole, nieruchoma poprzez wibracje lat i
        kosmosów.
        • diabollo Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 08:37
          herbarium napisała:

          > Przypomniał mi się cytat z mojego ulubionego poety (Forumisko, nie zabijesz
          > mnie?) A. Wata, popełniony, gdy miał on 18 lat(w 1918 roku):
          > ABSOLUT-kurwa bezpłciowa o bronzowem czole, nieruchoma poprzez wibracje lat i
          > kosmosów.

          Czcigodna Herbarium,
          Już jestem pewny, że Cię lubię.

          A sam pozwolę sobie pociągnąć tego Kaczmarskiego, o wyprawie do piekła, koniec
          doytka sedna sprwy, tylko sedna czego?

          /Jacek Kaczmarski/

          "... To moja droga z piekła do piekła, z wolna zapada nade mną mrok.
          Więc biesów szpaler szlak mi oświetla, bo w siódmy krąg kieruję krok.
          Tam milczą i siedzą i na moją twarz nie spojrzą - wszytko wiedzą.
          Siedzą, ale nie gadają, mętnie wzrok spod powiek lśni,
          Żują coś bo im wyadły dawno kły...

          Więc stoję, więc stoję, więc stoję, a przed nimi leży w teczce życie moje,
          Nie czytają, nie pytają, milczą, siedzą, kaszle ktoś, a za oknem werble grają,
          Znów parada, święto albo inne coś...

          I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu i za gardło porywa mnie strach!
          Koń mój zniknął, a wy siedmu kręgów tłum macie w uszach i oczach piach.
          Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk, mnie nie będą katować i strzyc,
          Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg, ósmy krąg w którym nie ma już NIC!
          ..."

          Kłaniam się nisko.
          • lynx.rufus Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 09:00
            diabollo napisał:
            > o wyprawie do piekła
            /.../

            czy przypadkiem nie bylo to epitafium dla Wlodzimierza Wysockiego? ten do
            piekla podrozowac nie musial..
            pozdrawiam
            lynx
            • diabollo Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 16:17
              lynx.rufus napisał:

              > diabollo napisał:
              > > o wyprawie do piekła
              > /.../
              >
              > czy przypadkiem nie bylo to epitafium dla Wlodzimierza Wysockiego? ten do
              > piekla podrozowac nie musial..
              > pozdrawiam
              > lynx

              Czcigodny Lynx,
              To rzeczywiście tekst z epitafium dla Włodzimierza Wysockiego.
              A czy do piekła podróżować musiał... może po prostu chciał? Wyobrażasz sobie
              Wysockiego w tak nudnym miejscu jak Niebo?

              Kłaniam się nisko.
              • lynx.rufus Re: Poezji ciąg dalszy:) 21.03.05, 16:36
                diabollo napisał:

                > lynx.rufus napisał:
                >
                > > diabollo napisał:
                > > > o wyprawie do piekła
                > > /.../
                > >
                > > czy przypadkiem nie bylo to epitafium dla Wlodzimierza Wysockiego? ten do
                >
                > > piekla podrozowac nie musial..
                > > pozdrawiam
                > > lynx
                >
                > Czcigodny Lynx,
                > To rzeczywiście tekst z epitafium dla Włodzimierza Wysockiego.
                > A czy do piekła podróżować musiał... może po prostu chciał? Wyobrażasz sobie
                > Wysockiego w tak nudnym miejscu jak Niebo?
                >
                > Kłaniam się nisko.

                a moze po prostu juz tam byl?
                pozdrawiam
                lynx
    • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 15:12
      Tak mi się jakoś to dziwnie kojarzy z Kościołem, a i z tym forum także:)

      Ta pierwsza morska podróż do Australii
      Łotry przy burtach, prostytutki w kojach
      wszyscy się bali, łkali i rzygali
      w drodze do Raju, przewrotności Twoja
      Panie, coś w jeszcze nam nieznanych planach
      miał czarne diabły strzegące wybrzeży
      Edenu, który przeznaczyłeś dla nas
      a w który nikt - prawdę mówiąc - nie wierzył

      czymżeśmy, marni, zasłużyli na to?
      ten, co zawisnąć miał za kradzież płaszcza
      płakał nad swoją niechybną zatratą
      nie widział Ciebie w robaczywych masztach
      statku, co tylko był więzieniem nowym
      tej, co kupczyła ciałami swych dziatek
      ani przez mgnienie nie przyszło do głowy
      że to nadziei - nie rozpaczy - statek

      niejeden żołnierz z ponurej eskorty
      bo czym sie los ich od naszego różnił?
      wiedział, że nigdy, już nie ujrzy portu
      gdzie go podejmą karczmarze usłużni
      i płatne dziewki, że zabraknie rumu
      zanim do celu przygnasz okręt szparki
      z marynarzami pili więc na umór
      i wbrew zakazom grali o więźniarki

      prawda, nie wszyscy próby twe przetrwali
      ale też cięzkoś nas doświadczał, Panie
      nie oszczędzałeś nam wysokiej fali
      za którą mnogim przyszło w oceanie
      zakończyć żywot, innym dziąsła zgniły
      wypadły zęby, rozgorzały wrzody
      więc znaczył nasz zielony szlak mogiły
      szkorbutu, szału, francuskiej choroby

      nikt nie odnajdzie w ruchomych otchłaniach
      ciał nieszczęśników oprócz Ciebie, Boże
      ich żywot grzeszny epitafiów wzbrania
      lecz ukarani, więc wystarczy może
      żeś się posłużył straszliwym przykładem
      oni naprawdę doterli do piekieł
      a umierając, nie wierzył z nich żaden
      że w swym cierpieniu umiera człowiekiem

      ląd nam się wydał niegościnny, dziki,
      łotr bez honoru, kobieta sprzedajna
      z dnia na dzień jak się stać ma osadnikiem
      nieznanych światów, bo rozpoznać raj nam
      nie było łatwo, znaleźć w sobie siłę
      wbrew przeciwnościom, bez słowa zachęty
      by mimo wszystko żyć, nim nam odkryłeś
      kraj szczodry w zboże, złoto, i diamenty

      łajdacki pomiot, łotrowskie nasienie,
      czerpiąc ze spichrza Twoich dóbr wszelakich
      choć tyle wiemy własnym doświadczeniem
      w nas jest Raj, Piekło i do obu szlaki!
      • gumpel Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 15:48
        Z "religijnych" tekstów mistrza najbardziej lubię:

        Powrót (Raj)

        "Ścichł wrzask szczęk i śpiew
        Z ust wypluwam lepki piach
        Przez bezludny step
        Wieje zimny wiatr
        Tu i ówdzie strzęp
        Lub stopy ślad
        Przysypany

        Dokąd teraz pójdę kiedy nie istnieją już narody
        Zapomniany przez anioły porzucony w środku drogi
        Nie ma w kogo wierzyć nie ma kochać nienawidzić kogo
        I nie dbają o mnie światy martwy zmierzch nad moją drogą
        Gdzie mój ongiś raj
        Chcę wrócić tam
        Jak najprościej...

        Szukasz raju!
        Szukasz raju!
        Na rozstajach wypatrując śladu gór?!
        Szukasz raju!
        Szukasz raju!
        Opasuje ziemię tropów twoich sznur...

        Sam też mogę żyć
        Żyć dopiero mogę sam
        Niepokorna myśl
        Zyska nowy kształt
        Tu i ówdzie błysk
        Lub słowa ślad
        Odkrywany...

        Wszystkie drogi teraz moje kiedy wiem jak dojść do zgody
        Żadna burza cisza susza nie zakłóci mojej drogi
        Nie horyzont coraz nowy nowa wciąż fatamorgana
        Ale obraz świata sponad szczytu duszy oglądany
        Tam dziś wspiąłem się
        Znalazłem raj
        Raj bez granic

        Jesteś w raju
        Jesteś w raju
        Żaden tłum nie dotarł nigdy na twój szczyt
        Jesteś w raju
        Jesteś w raju
        Gdzie spokojny słyszysz krwi i myśli rytm...

        Jestem w raju
        Jestem w raju
        Żaden tłum nie dotarł nigdy na mój szczyt
        Jestem w raju
        Jestem w raju
        Gdzie spokojny słyszę krwi i myśli rytm..."

      • diabollo Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 20:08
        herbarium napisała:

        > Tak mi się jakoś to dziwnie kojarzy z Kościołem, a i z tym forum także:)
        >
        > Ta pierwsza morska podróż do Australii
        > Łotry przy burtach, prostytutki w kojach
        > wszyscy się bali, łkali i rzygali
        > w drodze do Raju, przewrotności Twoja
        > Panie, coś w jeszcze nam nieznanych planach
        > miał czarne diabły strzegące wybrzeży
        > Edenu, który przeznaczyłeś dla nas
        > a w który nikt - prawdę mówiąc - nie wierzył
        >
        > czymżeśmy, marni, zasłużyli na to?
        > ten, co zawisnąć miał za kradzież płaszcza
        > płakał nad swoją niechybną zatratą
        > nie widział Ciebie w robaczywych masztach
        > statku, co tylko był więzieniem nowym
        > tej, co kupczyła ciałami swych dziatek
        > ani przez mgnienie nie przyszło do głowy
        > że to nadziei - nie rozpaczy - statek
        >
        > niejeden żołnierz z ponurej eskorty
        > bo czym sie los ich od naszego różnił?
        > wiedział, że nigdy, już nie ujrzy portu
        > gdzie go podejmą karczmarze usłużni
        > i płatne dziewki, że zabraknie rumu
        > zanim do celu przygnasz okręt szparki
        > z marynarzami pili więc na umór
        > i wbrew zakazom grali o więźniarki
        >
        > prawda, nie wszyscy próby twe przetrwali
        > ale też cięzkoś nas doświadczał, Panie
        > nie oszczędzałeś nam wysokiej fali
        > za którą mnogim przyszło w oceanie
        > zakończyć żywot, innym dziąsła zgniły
        > wypadły zęby, rozgorzały wrzody
        > więc znaczył nasz zielony szlak mogiły
        > szkorbutu, szału, francuskiej choroby
        >
        > nikt nie odnajdzie w ruchomych otchłaniach
        > ciał nieszczęśników oprócz Ciebie, Boże
        > ich żywot grzeszny epitafiów wzbrania
        > lecz ukarani, więc wystarczy może
        > żeś się posłużył straszliwym przykładem
        > oni naprawdę doterli do piekieł
        > a umierając, nie wierzył z nich żaden
        > że w swym cierpieniu umiera człowiekiem
        >
        > ląd nam się wydał niegościnny, dziki,
        > łotr bez honoru, kobieta sprzedajna
        > z dnia na dzień jak się stać ma osadnikiem
        > nieznanych światów, bo rozpoznać raj nam
        > nie było łatwo, znaleźć w sobie siłę
        > wbrew przeciwnościom, bez słowa zachęty
        > by mimo wszystko żyć, nim nam odkryłeś
        > kraj szczodry w zboże, złoto, i diamenty
        >
        > łajdacki pomiot, łotrowskie nasienie,
        > czerpiąc ze spichrza Twoich dóbr wszelakich
        > choć tyle wiemy własnym doświadczeniem
        > w nas jest Raj, Piekło i do obu szlaki!


        Bardzo łądne, kłaniam się nisko.
    • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy:) 22.03.05, 19:56
      Mnie jeszcze pasuje "Nadzieja śmiełowska"
      Rozpryskiem kropli, psiej sierści dreszczem, jak deszcz mijamy i bez nas dnieje
      Jaką tu żywić nadzieję jeszcze, jaką tu jeszcze żywić nadzieję
      Że przetrawieni krzywdą powstaną skruszą się ci, co na niej wyrośli
      Że można żrącą szyderstwa pianą otworzyć oczy sprawiedliwości
      Że pierwsza miłość będzie jedyną, że dobre chęci brukują niebo
      że woda może zmienić się w wino, kamień nie musi mylić się z chlebem
      że można jasno dostrzec w ciemności co złe, co dobre, co pył, co diament
      odrzucić pierwsze, drugie ugościć, w sercu gdzie włada ład a nie zamęt(...)
    • gumpel Re: Poezji ciąg dalszy:) 23.03.05, 00:01
      no to podrzucę jesze mojego mistrza nad mistrzami ...
      (z tomiku Hermes pies i gwiazda)

      "Siódmy anioł
      jest zupełnie inny
      nazywa się nawet inaczej
      Szemkel

      to nie co Gabriel
      złocisty
      podpora tronu
      i baldachim

      ani to co Rafael
      stroiciel chórów

      ani także Azrael
      kierowca planet
      geometra nieskończoności
      doskonały znawca fizyki teoretycznej

      Szemkel
      jest czarny i nerwowy
      i był wielokrotnie karany
      za przemyt grzeszników

      między otchłanią
      a niebem
      jego tupot nieustanny

      nic nie ceni swojej godności
      i utrzymują go w zastępie
      tylko ze względu na liczbę siedem

      ale nie jest taki jak inni

      nie to co hetman zastępów
      Michał
      cały w łuskach i pióropuszach

      ani to co Azrafael
      dekorator świata
      opiekun bujnej wegetacji
      ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące

      ani nawet to co
      Dedrael
      apologeta i kabalista

      Szemkel Szemkel - sarkają
      aniołowie dlaczego nie jesteś
      doskonały

      malarze bizantyńscy
      kiedy malują siedmiu
      odtwarzają Szemkela
      podobnego do tamtych

      sądzą bowiem
      że popadliby w herezję
      gdyby wymalowali go
      takim jak jest
      czarny nerwowy
      w starej wyleniałej aureoli"

    • herbarium A tak co do śmierci... 10.04.05, 14:00
      J. Kaczmarski, "Sąd nad Goyą"
      Głuchy zdycha mało godnie stęka skarży się i gdera
      cuchnie jakby robił w spodnie balwierz żyłę mu otwiera
      cieknie siła upór pycha strach i miłość na poduchy
      ze starości głuchy zdycha osiemdziesiąt lat żył głuchy
      duchy zjawy i upiory kłócą się o krew pacjenta
      nie usłyszy kłótni chory ale widzi i pamięta:

      Nagiej Mai pierś dziewczęca księżnej Albi władczość warg
      słońce się nad Sierrą znęca błyskiem broczy byczy kark
      sępio wzrok królewski świeci nad jedwabnym łupem szat
      Saturn zżera własne dzieci szatan się w rokoko wkradł
      chłopski taniec dworskie łaski ciężar jąder plącze krok
      słońce się nad Sierrą pastwi much ucztuje rój wśród zwłok
      osioł człeczy los odmierza małpa się w zwierciadle gnie
      płoną stosy od pacierza ofiar bóg sadysta chce

      Głuchy zdycha mało godnie stęka skarży się i gdera
      cuchnie jakby robił w spodnie balwierz żyłę mu otwiera
      cieknie siła upór pycha strach i miłość na poduchy
      ze starości głuchy zdycha osiemdziesiąt lat żył głuchy
      duchy zjawy i upiory kłócą się o krew pacjenta
      nie usłyszy kłótni chory ale widzi i pamięta:

      Po pałacach i katedrach zdjęty strachem ludzki kał
      świeżym mięsem trzęsie febra osły dosiadają małp
      wachlarzami nietoperzy popiół z Sierry zmiata wiatr
      kat ofierze swej nie wierzy że i nad nim stoi kat
      Korsykanin zmywa z tronów zabobonów ciemną ciecz
      grzebie w trzewiach wyzwolonych lepki od wolności miecz
      słońce się nad Sierrą toczy i osusza czaszki z łez
      w nieme niebo wznosi oczy zakopany w piachu pies

      Głuchy zdechł i balwierz poszedł duchy trupa wezmą stąd
      i na sabat go poniosą gdzie się wiedźm odbędzie sąd
      co to ma być za malarstwo stylistycznej jaźni brak
      literackość efekciarstwo chorej wyobraźni smak
      szatan się ze śmiechu trzęsie zapluwają się staruchy
      Goya myśli: miałem szczęście żem i żył i umarł głuchy...
    • herbarium A tak co do forumowych problemów z islamem... 18.04.05, 16:29
      Dodatki [ powieść | obraz | posłuchaj | nuty | wiadomości | Jacek o utworze |
      ranking ]
      Limeryki o narodach
      Był Anglik co przyjaźń nawiązał z Hindusem
      Z najczystszej sympatii, a nie pod przymusem.
      Do dzisiaj by trwała
      Ta przyjaźń wspaniała,
      Lecz Hindus nieświeży dał mu ser.
      Pretensje mieć trudno do tego Anglika,
      Gdy druh w narodowej go dumie dotyka.
      Więc wzgardził pariasem
      I przyjaźń swą z czasem
      Położył u stóp - Irlandczyka.
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Raz Francuz sąsiada miał, co był z Somalii,
      W Tuluzie mieszkali i pastis pijali.
      Lecz wnet się przekonał
      Potomek Dantona
      Że druh jego łeb ma ze stali.
      Nie mieli pretensji koledzy Francuza,
      Że przepić nie umiał czarnego łobuza.
      Lecz rzekli: Mon ami,
      Jak pić chcesz - to z nami!
      Bo nie dla przybłędów Tuluza!
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Raz Chińczyk w Japonce się tak zauroczył,
      Że wizje małżeństwa był przed nią roztoczył,
      Lecz Kwiat Kraju Wiśni
      Rzekł - ani się mi śni!
      Spójrz w lustro, wszak skośne masz oczy!
      Cóż z sercem złamanym uczynić na świecie?
      Więc poszedł do wojska i śnił o odwecie.
      Lecz - losu ironio! -
      Brak wojny z Japonią
      Do mnichów więc strzela w Tybecie!
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Sympatię Singalez raz czuł do Tamila,
      Choć wrogość dzieliła ich ludy na Sri-La-
      Nce - dawnym Cejlonie,
      Gdzie nawet są słonie
      W polityce mądre nad wyraz.
      Lecz słoń Singaleza - Tamilów sympatyk -
      Zwykł noc mu po nocy wykradać granaty,
      I pojął Singalez,
      Że musi, choć z żalem
      Sympatie swe spisać na straty.
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Był też Palestyńczyk, co z Żydem się bratał
      W przyjaźni tej widząc nadzieję dla świata,
      Strzelając do niego
      Powtarzał: Kolego,
      Ta krew nas połączy na lata.
      Lecz w takiej przyjaźni nie widział Żyd cnoty,
      Bo nie miał ochoty na nowe Golgoty,
      Więc rzekł - przyjacielu,
      My tu, w Izraelu
      Nie mamy dla ciebie roboty!
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Libijczyk, choć żony miał trzy, muzułmanki,
      Czadyjkę zaprosił do swojej lepianki
      I rzekł: Dla przykładu
      Dam ja z tobą czadu -
      I brał ją - wieczory i ranki.
      Choć miłość przeszkody pokonać potrafi -
      Nie zebrał za czyn swój Libijczyk ów braw i
      Dla dobra socjali-
      Zmu ją mu zabrali
      Ci, których wychował Kadafi.
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Bez tchu w herbaciarni wypiwszy pięć herbat
      Albańczyk zapałał miłością do Serba,
      Lecz Serb, po Śliwowi-
      Cy - Albańczykowi
      Na zębach wypisał swój herbarz.
      Szczerbaty Albańczyk - to pół Albańczyka,
      Niejeden polityk się na tym potyka,
      Choć jęczy duch Tity,
      Że zbędny polityk,
      Gdzie trzeba dentysty - praktyka.
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Na Cyprze był Turek, co druha miał - Greka,
      Obydwu zabrała rodzima bezpieka.
      Przy więźniów wymianie
      Spotkali się w bramie -
      Bez słowa minęli - człek człeka.
      Wnet Greczyn u Turków, u Greków zaś Turek
      O jednej godzinie stanęli pod murek.
      W czas potem niedługi
      Nad jednym i drugim
      Piaszczysty się wznosił pagórek.
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Rosjanin był, który - nie jego to wina -
      Za brata uważał pewnego Gruzina.
      Czas drużby był krótki,
      Bo ów nie pił wódki,
      Rosjanin nie pijał zaś wina.
      Napisał na niego gdzie trzeba więc donos
      I łzę nad przyjaźnią utoczył wzmocnioną.
      W obozie zaś Gruzin
      Odsiedział lat tuzin,
      Lecz przecież go w końcu zwolniono!
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Ci wszyscy o których tak długo tu mendzę
      Co dzień się widują na forum OeNZet
      I skarżą się wzajem
      Na ludy i kraje,
      Nie skarżąc się jednak na nędzę.
      Bo mają do siebie już te kuluary
      Gdzie naród z narodem się chwyta za bary,
      Że nie o to chodzi,
      Kto komu gdzie szkodzi,
      Lecz o to - po ile dolary.
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Był Polak-patriota, co przy wódki skrzynce
      Zawierał przyjaźni pakt z Ukraińcem.
      Od słowa do słowa
      Dotarli do Lwowa
      Ścierając się jak dwa odyńce.
      Gdy bić się skończyli, trafili za kraty
      Podarłszy w pamięci doniosłe traktaty:
      Bo gdy przyjdzie czas -
      Wy nas, a my was!
      Po brzuchach! - I: budem rezaty!
      Narody, narody! Po diabła narody
      Stojące na drodze do szczęścia i zgody?
      Historia nam daje dobitne dowody:
      Pragniecie pokoju? - Usuńcie przeszkody -
      Narody, narody, narody!
      Ach gdybyż narodów na świecie nie było,
      Jak nam by się wtedy szczęśliwie tu żyło!
      Dla dobra człowieka, dla szczęścia ludzkości
      Złączonej w potężnym uścisku miłości
      Aż z trzaskiem pękałyby kości
      Jacek Kaczmarski
      3.10.1987
      www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/l/limeryki.php

    • diabollo Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 18.04.05, 23:07
      /Jerzy Jurandot/

      High Life

      Raz byli pan i pani
      Zbyt dobrze wychowani,
      Dystynkcja ich niezwykła
      Służyła za przykład.
      Wytworny mieli pałac,
      W garażu lancia stała,
      A po posadzkach lśniących
      Snuł się rój służących.
      Poza tym przez dzień cały
      W pałacu panowały:
      High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon.

      W współżyciu nawet bliskim
      O formy dbali wszystkie,
      Tak byli wychowani
      I pan ów, i pani.
      Gdy czasem sercem pana
      Targała siła znana,
      Mógł wkroczyć najlegalniej
      W próg pani sypialni.
      Miał jednak taktu tyle,
      Że wpierw posyłał bilet:
      High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon.

      Raz pan, nie bacząc na nic,
      Wszedł do sypialni pani
      I ujrzał w świetle ranka
      Przy pani kochanka.
      Nie znosił metod gminu,
      Brutalnych rękoczynów,
      I nie próbował wcale
      Wieść rozmów z rywalem.
      Spojrzeli - i po chwili
      W milczeniu się skłonili:
      High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon.

      Pod laskiem na Bielanach
      Pan stanął na wprost pana,
      Cylindry, monokl w oku
      I dystans sto kroków
      W obronie czci kobiety
      Podnieśli pistolety,
      Błysnęło, wystrzeliło,
      W niebie dziur przybyło.
      Na ziemi zaś pan z panem
      Szli oblać je szampanem:
      High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon.

      A w domu pan do pani
      Rzekł: - Po cóż serca ranić?
      Nie będę cię wstrzymywał,
      Bądź wolna, szczęśliwa.
      Szepnęła: - Tak, mój miły
      Sny nasze się przyśniły,
      On stanął na mej drodze,
      Skończone, odchodzę.
      Sam pomógł futro włożyć,
      Uprzejmie drzwi otworzył:
      High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon.

      Lecz gdy już w progu stała,
      W nim nagle krew zawrzała,
      Jak skoczy, jak nie wrzaśnie,
      Jak kopnie ją w... właśnie,
      Zachwiała się, zawyła
      I w mordę go strzeliła!
      A potem, półzemdlona,
      Upadła mu w ramiona.
      - Och, ty! - szepnęła - miły!...
      I odtąd powróciły:
      High life, Bon ton, Savoir vivre, Pardon.
      • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 19.04.05, 23:53
        W tej wytwornym utworze przekazane jest powszechne wśród kobiet polskich
        przekonanie, że jak bije, to kocha:)
        Niemniej, należy zauważyć pewien postęp i dążenie do partnerstwa w tym zakresie.
        • diabollo Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 20.04.05, 19:16
          herbarium napisała:

          > W tej wytwornym utworze przekazane jest powszechne wśród kobiet polskich
          > przekonanie, że jak bije, to kocha:)
          > Niemniej, należy zauważyć pewien postęp i dążenie do partnerstwa w tym zakresie
          > .

          Czcigodna Herbarium,

          Bardzo odważna interpretacja.

          Moim zdaniem w zacytowanym utworze poetyckim podmiot liryczny wyraża odwieczne
          zmagania formy z temperamentem.
          Kulminację zmagań z całą pewnością opisują wersy:

          "Jak skoczy, jak nie wrzaśnie,
          Jak kopnie ją w... właśnie,
          Zachwiała się, zawyła
          I w mordę go strzeliła!"

          Zwycięstwo temperamentu jest jednak złudne, utrwala ono formę, czyni ją silniejszą.
          Podmiot liryczny pewnie spadłby z krzesła, gdyby się dowiedział, że jego liryka
          tyczy się przemocy domowej.

          Kłaniam się nisko.

          • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 20.04.05, 20:28
            diabollo napisał:

            > Moim zdaniem w zacytowanym utworze poetyckim podmiot liryczny wyraża odwieczne
            > zmagania formy z temperamentem.

            Czcigodny Diabollo,
            Moim skromnym zdaniem zmagania formy z temperamentem są wymysłem dziewiętnasto,
            a najdalej osiemnastowiecznym, więc nie są takie znów odwieczne. Wcześniej
            ludzie nie zawracali sobie takimi kategoriami głowy.

            > Kulminację zmagań z całą pewnością opisują wersy:
            >
            > "Jak skoczy, jak nie wrzaśnie,
            > Jak kopnie ją w... właśnie,
            > Zachwiała się, zawyła
            > I w mordę go strzeliła!"
            >
            > Zwycięstwo temperamentu jest jednak złudne, utrwala ono formę, czyni ją
            silniej
            > szą.

            Jest to jedna z możliwych interpretacji, lecz nie jedynie słuszna :). Równie
            dobrze można potraktować ten utwór jako przedstawienie uzupełniających się
            dwóch instytucji: codziennej i świątecznej, utrwalających się nawzajem i
            koniecznych dla normalnego funkcjonowania.

            > Podmiot liryczny pewnie spadłby z krzesła, gdyby się dowiedział, że jego
            liryka
            > tyczy się przemocy domowej.

            Nie wątpię, że podmiot liryczny zapewne spadłby, a w każdym razie czułby się
            poruszony:) Niemniej prawem, a nawet obowiązkiem czytelnika jest wejście w
            dialog z utworem, nie zaś traktowanie go jak gotowego produktu z przekazem
            estetycznym i ideologicznym.
            Precz z konsumpcją wśród odbiorców!
            • diabollo Re: Poezji ciąg dalszy... z innej beczki 20.04.05, 20:37
              herbarium napisała:

              > diabollo napisał:
              >
              > > Moim zdaniem w zacytowanym utworze poetyckim podmiot liryczny wyraża odwi
              > eczne
              > > zmagania formy z temperamentem.
              >
              > Czcigodny Diabollo,
              > Moim skromnym zdaniem zmagania formy z temperamentem są wymysłem dziewiętnasto,
              >
              > a najdalej osiemnastowiecznym, więc nie są takie znów odwieczne. Wcześniej
              > ludzie nie zawracali sobie takimi kategoriami głowy.
              >
              > > Kulminację zmagań z całą pewnością opisują wersy:
              > >
              > > "Jak skoczy, jak nie wrzaśnie,
              > > Jak kopnie ją w... właśnie,
              > > Zachwiała się, zawyła
              > > I w mordę go strzeliła!"
              > >
              > > Zwycięstwo temperamentu jest jednak złudne, utrwala ono formę, czyni ją
              > silniej
              > > szą.
              >
              > Jest to jedna z możliwych interpretacji, lecz nie jedynie słuszna :). Równie
              > dobrze można potraktować ten utwór jako przedstawienie uzupełniających się
              > dwóch instytucji: codziennej i świątecznej, utrwalających się nawzajem i
              > koniecznych dla normalnego funkcjonowania.
              >
              > > Podmiot liryczny pewnie spadłby z krzesła, gdyby się dowiedział, że jego
              > liryka
              > > tyczy się przemocy domowej.
              >
              > Nie wątpię, że podmiot liryczny zapewne spadłby, a w każdym razie czułby się
              > poruszony:) Niemniej prawem, a nawet obowiązkiem czytelnika jest wejście w
              > dialog z utworem, nie zaś traktowanie go jak gotowego produktu z przekazem
              > estetycznym i ideologicznym.
              > Precz z konsumpcją wśród odbiorców!

              Precz, hej, precz!

              A swoją drogą to szkoda mi dzisiejszej młodzieży maturalniej - my takim laniem
              wody zdawaliśmy matury; a dzisiaj podobno maturę zdaje się rozwiązując testy i
              robiąc PREZENTACJĘ...

              Kłaniam się nisko.
    • herbarium A tak co do habemus... 19.04.05, 23:55
      Kociszewski
      Rany Boskie, co to tak świeci
      Wszyscy ludzie podnoszą głowy
      Patrzą dorośli, patrzą starcy
      To Walery, nasz dźwigowy

      Rany Boskie, a czymże on tak
      Ciemność rozjaśnia, że wszystko blednie
      Czy odbija, czy sam z siebie
      Wszak zjawisko to niepowszednie

      No, może mu się zapalił oddech
      I stąd jest ten blask niepojęty
      A może ten dźwig jest pod prądem
      Bo jakieś przewody pękły

      Jezus Maria, to blask nieziemski
      Krzyknął ktoś i na ziemi klęka
      Gdzie tam, to na pewno Walkowi
      Robota pali się w rękach

      Co to, sąsiad biegnie z nowiną
      Walek wczoraj przyznał się żonie
      Że przegrali współzawodnictwo
      No i teraz ze wstydu płonie A
      D
      E
      A

      www.republika.pl/spiewnik_turysty/kocisze.html
    • diabollo Tym razem dla odmiany trochę prozy 24.04.05, 16:06
      Wątek prawdzie o poezji, ale znalazłem doskonały frangment prozy (dramatu?),
      który ze wszech miar zasługuje tutaj na zacytowanie.
      Kłaniam się nisko.

      **************************

      OSTATNIA WIECZERZA

      MICHAŁ ANIOŁ: - Dobry wieczór, Wasza Świątobliwość
      PAPIEŻ: - Dobry wieczór Michale Aniele. Chciałbym z tobą pogadać o tym twoim
      obrazie Ostatnia Wieczerza. Nie jestem zachwycony.
      MICHAŁ ANIOŁ: - O rany, kosztował mnie wiele pracy.
      PAPIEŻ: - Wcale nie jestem nim zachwycony.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Nie podoba ci się galaretka? Dodaje trochę koloru. Aha, chodzi o
      kangura?
      PAPIEŻ: - Jakiego kangura?
      MICHAŁ ANIOŁ: - Żaden problem, zamaluję go.
      PAPIEŻ: - Nie widziałem żadnego kangura.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Jest z tyłu. Nie ma sprawy, zamaluję go, zrobię z niego
      apostoła. Zgoda?
      PAPIEŻ: - W tym właśnie problem.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Jaki?
      PAPIEŻ: - Apostołowie.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Są za bardzo żydowscy? Judasza zrobiłem najbardziej żydowskiego.
      PAPIEŻ: - Nie o to chodzi. Jest ich tam dwudziestu ośmiu.
      MICHAŁ ANIOŁ: - No to jeszcze jeden nie zaszkodzi, zrobię go z kangura.
      PAPIEŻ: - Nie w tym rzecz.
      MICHAŁ ANIOŁ: - No to zamaluję kangura. Mówiąc szczerze, nie byłem z niego
      zadowolony.
      PAPIEŻ: - Nie o to chodzi. Tam jest dwudziestu ośmiu apostołów!
      MICHAŁ ANIOŁ: - Zbyt wielu?
      PAPIEŻ: - No jasne, że zbyt wielu!
      MICHAŁ ANIOŁ: - Chciałem oddać nastrój prawdziwej ostatniej wieczerzy, nie
      jakiejś tam ostatniej kolacyjki, ostatniego posiłku czy finałowej przekąski.
      Chciałem, żeby było, kurczę, z wykopem...
      PAPIEŻ: - Tylko dwunastu apostołów uczestniczyło w ostatniej wieczerzy.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Może niektórzy przyszli z...
      PAPIEŻ: - Tylko dwunastu w sumie.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Może wpadli ich przyjaciele?
      PAPIEŻ: - Posłuchaj. Tylko dwunastu apostołów i Pan uczestniczyło w Ostatniej
      Wieczerzy. W Biblii wyraźnie jest to napisane.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Żadnych przyjaciół?
      PAPIEŻ: - Żadnych.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Kelnerzy?
      PAPIEŻ: - Nie.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Kabaret!
      PAPIEŻ: - Nie!
      MICHAŁ ANIOŁ: - Lubię sceny z dużym rozmachem. Mogę kilku zamalować, ale...
      PAPIEŻ: - Było tylko dwunastu apostołów.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Mam! Mam. Nazwiemy obraz Przedostatnia Wieczerza.
      PAPIEŻ: - Co?
      MICHAŁ ANIOŁ: - Musiała być i taka. Skoro była ostatnia, musiała być i
      przedostatnia. Tak więc to będzie ta przednajwiększa wieczerza. Biblia chyba nie
      mówi, ilu ludzi tam było, prawda?
      PAPIEŻ: - Nie, ale...
      MICHAŁ ANIOŁ: - Właśnie!
      PAPIEŻ: - Słuchaj, Ostatnia Wieczerza to ważne wydarzenie w życiu naszego Pana,
      a przednajwiększa taką nie była. Nawet jeśli był na niej zaklinacz węży i zespół
      rockandrollowy. Zamówiłem u ciebie Ostatnią wieczerzę, i życzę sobie otrzymać
      Ostatnią Wieczerzę. Z dwunastoma apostołami i jednym Chrystusem.
      MICHAŁ ANIOŁ: - Jednym???
      PAPIEŻ: - Tak. Jednym. Co cię opętało, że namalowałeś tam aż trzech Chrystusów?
      MICHAŁ ANIOŁ: - Bo to robi wrażenie, koleś.
      PAPIEŻ: - Wrażenie?
      MICHAŁ ANIOŁ: - Jasne! Wspaniale wygląda! Jeden gruby idealnie równoważy dwóch
      szczupłych.
      PAPIEŻ: - Był tylko jeden Odkupiciel!
      MICHAŁ ANIOŁ: - Wiem o tym. Wszyscy o tym wiemy, ale co z moją licencją artysty?
      PAPIEŻ: - Chcę jednego Mesjasza!
      MICHAŁ ANIOŁ: - Powiem ci, czego ty chcesz, koleś. Chcesz jakiegoś cholernego
      fotografa, ot co! Ja jestem artystą, do ciężkiej cholery!
      PAPIEŻ: - Zarac ci powiem, czego chcę. Chcę Ostatniej Wieczerzy z jednym
      Chrystusem, dwunastoma apostołami, bez kangurów, bez numerów na trampolinie, do
      południa w czawartek, albo ci nie zapłacę!
      MICHAŁ ANIOŁ: - Cholerny faszysta!
      PAPIEŻ: - Jestem cholernym papiezem. I może nie znam się na sztuce, ale wiem, co
      lubię!
      *****************
    • herbarium Poezji ciąg dalszy - tym razem znów Kaczmarski 26.04.05, 11:31
      Polityka mi wisi
      Dorodnym kalafiorem.
      Błogosławieni cisi
      I ci, co pyszczą w porę.
      Historia mnie nie bierze,
      Literatura nudzi.
      Ja tam dziś w nic nie wierzę,
      A już na bank - nie w ludzi.
      Nawet drzewa twardnieją, by przeżyć,
      Co tu mówić o ludziach, frajerzy!

      A jak sie urządzili
      Ci z władz i z opozycji?
      Ten bił, a tego bili -
      Obydwaj dziś w policji.
      Więc żaden mnie nie skusi
      Na byle ćmoje - boje.
      Błogosławieni głusi
      I ci, co słyszą swoje.
      Nawet drzewa, by przeżyć, korzenie
      Zapuszczają głęboko pod ziemię.

      Katabas kirchę wznosi
      Nie dla nas, a dla Pana
      Więc jakby sam sie prosił
      By z glana kapelana.
      Mnie tego nikt nie wkrzepi,
      Ja chcę mieć święty spokój.
      Błogosławieni ślepi
      I ci, co widzą w mroku.
      Nawet drzewa rosną w ciemnościach
      W dupie mają - na czyich kościach.

      Mnie nie rajcuje kasa,
      Kwatera i gablota.
      Jak trafię skóre - klasa -
      Pieroga wyłomotam.
      Wykaże test, żem HIV-nik,
      To w żyłę - i odjadę.
      Błogosławieni sztywni
      I ci, co żyją z czadem.
      Nawet drzewa próchnieją przedwcześnie
      A przecież istnieją - bezgrzesznie.
      • herbarium Re: Poezji ciąg dalszy - tym razem znów Kaczmarsk 26.04.05, 11:32
        Zapomniałam wkleić tytułu - "Odpowiedź na ankietę <Twój system wartości>"
        • pelengajew Re: Poezji ciąg dalszy - tym razem znów Kaczmarsk 26.04.05, 12:41
          Jak Kaczmarski to Kaczmarski.
          Malutki fragmencik z płyty "Wojna postu z karnawałem"
          z kawałka "Marcin Luter":

          Grzechy Rzym za gotówkę odpuszcza
          Lecz w wojennej się nurza rozkoszy
          Papież w zbroi w ubóstwie tkwi tłuszcza
          Z której grosza katedry się wznosi
          W nawach katedr transakcje wszeteczne
          Ksiądz spowiednik rozgrzesza za bilon
          Tak jest, było i będzie zło i dobro jest wieczne
          Lecz nie może być wieczny Babilon

          Pozdr.
    • diabollo Dobra, dalej Kaczmarski... 02.05.05, 22:54
      /Jacek Kaczmarski/

      Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
      to co się stanie z tym narodem?

      Codzienne modły więc zanoszę do Niej,
      by ocaliła nas... przed głodem

      Przed głodem ust, którym zabrakło chleba,
      Przed głodem serc, w których nie mieszka miłość.
      Przed głodem zemsty, której nam nie trzeba,
      Przed głodem władzy, co jest tylko siłą.

      Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
      to co się stanie z Polakami?

      Codzienne modły więc zanoszę do Niej,
      by ocaliła nas... przed nami

      Nami co toną, tonąc innych topią,
      Co marzą, innym odmawiając marzeń.
      Co z głową w pętli jeszcze nogą kopią,
      by ślad zostawić na kopniętej twarzy.

      Jeśli nas Matka Boska nie obroni,
      to co się stanie z Polakami.

      Codzienne modły więc zanoszę do Niej,
      by ocaliła nas przed NAMI.
      • diabollo Coś lżejszego 14.05.05, 18:09

        Tak dla przeciwwagi, tekst nieco luźniejszy, choć poetycki.
        Taki ładny wątek nie powinien zwiędnąć z nadmiaru patosu.

        *******

        Pruszy śnieżek, pruszy,
        Zajączkowi marzną uszy,
        Może mu czapeczkę dać?
        ... kurwa jego mać!

        *******

        Kłaniam się nisko.
    • herbarium No to podbijam wątek:) 15.06.05, 12:30
      Z innego barda tym razem - G.Brassens, "Śmierć za idee."

      Dla idei ponieść śmierć - któż zna ideę większą?
      Ja wszak wciąż żyję, bo na próżno szukam ich.
      Gdy nawet znajdę coś, to inni się tak śpieszą,
      Że na śmiertelny skok nie starcza mi już sił.
      Czasami myślę, że być może to i racja,
      Tak ogniem wiary płonąć, by podpalić stos.
      A jednak zanim spłonę, muszę dodać coś:
      Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
      Śmierć - tak, ale nie zaraz.

      Doradza przodków chór, by śpieszyć się powoli
      I wciąż do przodu prąc, odpocząć parę chwil.
      Bo jaki zysk jest w tym, że się wyciągnie nogi,
      Jeżeli jutro już nie będzie dokąd iść.
      Opóźniać każą zaś ten marsz taktyki prawa,
      Wykazujące, że nim Bogu duszę dasz,
      To najpierw stań i swą ideę dobrze sprawdź.
      Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
      Śmierć - tak, ale nie zaraz.

      Niejeden święty mąż, martyrologię głosząc,
      Sam długo zwleka, nim na szafot wdrapie się.
      Bo dobrze taki wie, że lepiej jeszcze pożyć,
      Z daleka patrząc w ten swój świątobliwy cel.
      Dlatego zanim się wypełnia ich ofiara,
      Nierzadko egzekucji dokonuje czas,
      Lecz widać oni teł wmawiają sobie tak:
      Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
      Śmierć - tak, ale nie zaraz.

      Idea, jasna rzecz, wymaga poświęcenia,
      Wyraźnie mówią to statuty wszystkich sekt.
      Jednego chciałbym wszak od ofiar wyjaśnienia:
      Jak wśród natłoku słów odnaleźć słuszną treść?
      Sztandarów łopot to już dla mnie tylko hałas,
      Więc prędko biegnę, gdy z oddali słyszę głos,
      To mędrzec widząc grób, czym prędzej skręcił w bok.
      Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
      Śmierć - tak, ale nie zaraz.

      Na próżno płynie krew i próżne hekatomby,
      A złoty cielec próżno przechodzi z rąk do rąk.
      Bo jeśliby tu mogły zaradzić ścięte głowy,
      To by na ziemi raj był już niejeden rok.
      Lecz Bóg nie syty wciąż i ciągle chce nas karać,
      Podsyca marzeń żar, na szańce każe iść,
      By śmierć spragniona krwi, krew naszą mogła pić.
      Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz.
      Śmierć - tak, ale nie zaraz.

      Mesjasze ofiar złych, apostołowie śmierci,
      Możecie pierwsi iść - błogosławimy wam
      Lecz nam nie każcie tej ofiary z wami dzielić,
      Niech najpierw każdy z was spróbuje tego sam.
      Nareszcie ten rozpędzić można dance macabre,
      Kostucha wreszcie chce wyznaczać sama los
      I byle komu swych nie daje ostrzyć kos
      Ponieśmy za idee śmierć, ale nie zaraz,
      Śmierć tak - ale nie zaraz.
      Ale nie zaraz.
      • herbarium W kwestii głupoty i innych takich... 18.06.05, 18:55
        Śmiech

        słowa M. Sieniawski, muzyka P. Gintrowski

        Bardzo śmiesznie jest umierać
        Kiedy żyć byś chciał
        Nosić miano Oliviera
        Kiedy jesteś Brown

        Jak zabawnie chcieć i nie móc
        Lub nie chcieć i móc
        Dziś Rumulus jutro Remus
        Jutro trup dziś wódz

        Chciałbyś lecieć za widnokrąg
        Miasto Ci się śni
        Czemu żyć chcesz Pinokio
        W korowodzie złych dni

        Bardzo śmiesznie wstawać rano
        Kiedy spać byś chciał
        I z twarzyczką zapłakaną
        Wychodzić na raut

        Jak zabawnie myśleć o czymś
        Kiedy braknie słów
        Prosto z pełni w sen wyskoczyć
        W roześmiany nów

        Chciałbyś słońca - musisz moknąć
        Myśląc - w to mi graj
        Nie umieraj Pinokio
        Jeszcze jedną noc trwaj


        spiewnik.harcerski.pl/piosenka,1327,s%C5%82owa,M.,Sieniawski,muzyka,P.,Gintrowski,%C5%9Amiech.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka