Dodaj do ulubionych

gazetki scienne czytam:)

26.07.05, 13:56
CZY BĘDZIE JESZCZE GORZEJ?
Cieszmy się. Opiniotwórczy dziennik opublikował tekst ku czci Dnia bez
Samochodu, autorstwa "wojującego" ekologa. Nie mógł jednak oprzeć się pokusie
i nie opatrzyć tegoż tekstu "słusznym" komentarzem.1)

"Ewangelia ohydnego utylitaryzmu", tak najkrócej można scharakteryzować to
zjawisko, dominuje w przekazach rodzimych mass mediów. W imię poprawności,
jak i dla reprezentowania oświeconego nurtu dopuszczone zostają, czasami, na
publiczne forum odmienne opinie, jednak nie jako głos samoistny, lecz raczej
jako wybryk natury, który należy poddać ścisłej kontroli i opatrzyć stosownym
komentarzem.

"Ohydny utylitaryzm", opierający się w swej argumentacji na ideologii
nieustannego wzrostu na każdym szczeblu i w każdych warunkach, prowadzi do
powielania wzorów, które już zbankrutowały lub są temu bliskie. Bez oglądania
się na szkody wyrządzane podczas ich realizacji. Przykłady można mnożyć. Od
globalnych przez krajowe, regionalne i lokalne. Te ostatnie, choć może o
najmniejszej skali, jednak sprawiają wrażenie najbardziej uciążliwych i
społecznie najgro1/4niejszych.

Takie spokojne przyzwalanie na wszystko, cokolwiek się wokół nas dzieje. W
imię Bóg wie czego i za czyimkolwiek błogosławieństwem. Cichuteńkie
wspieranie ideologii sukcesu i rozwoju z telewizora, pod dyktando
takich "oszkliwych" tekstów. To z tego przyzwolenia bierze się
bezrefleksyjne, automatyczne sięganie po jednorazowy towar w jednorazowych
opakowaniach. To przecież takie wygodne.

O sile tej tendencji przekonują mnie dyskusje, jakie toczą elity polityczne o
skutkach powodzi, czyli szkodach wyrządzonych przez wodę w dobrach
materialnych wielu ludzi. I tak, propozycja rządu nosi nazwę Program odbudowy
i modernizacji... Nieważne, ile partii i ugrupowań podpisze się pod
przedstawionymi rozwiązaniami, ponieważ alternatywne pomysły nie wykraczają
poza myślenie w kategoriach "odbudowy i modernizacji". Jakoś mniej, albo
jeśli już, to w tonie uspokajającym, mówi się o zniszczeniu środowiska i
wynikających z tego na przyszłość zagrożeniach, a najmniej o płynącej z tej
katastrofy nauce.

Klęska ekologiczna, z jaką mamy do czynienia na terenach dotkniętych
powodzią, powinna uświadomić, że konieczne są działania wykraczające poza
przywrócenie stanu poprzedniego. Dlatego broniłbym się przed tak chwytliwym
rozwiązaniem problemu: odbudować, co się da, a na dokładkę zmodernizować. I
będzie fajnie. To znaczy: wybetonować, zaasfaltować i gdzieniegdzie
odmalować. Tu komuś domek wybudować, tam fabryczkę czy warsztacik, a może
autostradę. A co z połaciami gruntu, które odpłynęły, z zalanym wodą, breją,
szlamem, a może płynącą tablicą Mendelejewa dobytkiem, który utracili
powodzianie? A co z podtopionymi lasami? Czy ktoś jest w stanie odpowiedzieć
na pytanie o to, co naprawdę wypłynęło z zalanych i zatopionych zakładów
produkcyjnych i usługowych, wysypisk śmieci przemysłowych i komunalnych,
szamb i stacji paliw, samochodów i czego tam jeszcze? Gdzie to osiądzie, jaki
obszar zostanie skażony? Komu, kiedy i jak długo będzie szkodzić? Problem
jest o tyle palący, że według oficjalnych informacji2) z firmy "Tytan" w
Raciborzu nastąpiła emisja około 15 t freonu3), co stanowi podobno 15-20%
emisji z obszaru Polski. Ile jeszcze rewelacji kryją sporządzane raporty? Być
może warto również przypomnieć, że w sierpniu '92, w trójkącie Racibórz -
Kędzierzyn Ko1/4le - Rybnik spłonęło ok. 10 tys. ha lasów. Lasy te stanowiły
naturalną barierę i filtr powstrzymujący napływ na obszar Górnego Śląska
zanieczyszczeń znad Ostrawy, Karwiny i Bohumina. Czy należy wiązać ze sobą
obie te katastrofy, których skutki jeszcze długo będziemy odczuwać?

Przebieg toczącej się dyskusji nie napawa zbytnim optymizmem. Dominuje
filozofia zabezpieczania, a nie przeciwdziałania. Jakoś sporo miejsca
poświęca się dobrodziejstwu zbiornika w Czorsztynie, a mniej uwagi poświęca
się niekorzystnemu wpływowi pozbawionych lasów połaciom Karkonoszy.
Działania, które w przekonaniu dyskutantów, mają uchronić nas w przyszłości
przed podobnymi klęskami, czyli budowanie zbiorników retencyjnych, sypanie
wałów są, w moim przekonaniu, jedynie zabezpieczaniem się. I kto wie, czy w
efekcie nie wyrządzą jeszcze większych szkód. Przeciwdziałając powinniśmy
skierować się w stronę odnowienia naturalnych form, lasów, cieków i bagien,
które zostały zniszczone, wycięte lub uregulowane. Odstąpić od
zagospodarowywania terenów narażonych na zalania i podtopienia. Ci, którym
rzeka zabrała domy, być może nie zechcą wrócić nad jej brzegi, ale czy w
ramach "odbudowy" pomyślimy dalej niż do następnej powodzi? Nie jestem
przekonany, czy wnioski i wynikające z nich działania pójdą w tym kierunku.
Bo o tym, jakże prawdziwe są te słowa, nie trzeba przekonywać obserwatorów
naszego życia społecznego: Przejście do fazy "trwałego rozwoju" uniemożliwia
nam egoizm społeczeństw chronionych kanonami liberalnej ekonomii i systemem
parlamentarnej demokracji, co może wydawać się paradoksem, jako że są to
największe osiągnięcia naszej cywilizacji. Systemy te są jednak sterowane, w
podstawowym stopniu, krótkookresowymi celami i konsumpcyjnymi motywacjami
wyborców, których głosy decydują o losach politycznych elit. (...)
Żaden "pragmatyczny" polityk europejski nie może zaproponować dziś swym
wyborcom podwyższenia podatków dla walki z desertyfikacją czy zagładą lasów w
Malezji lub Brazylii, które przynieść mogą, już w perspektywie kilkunastu
lat, katastrofy ekologiczne, również w jego okręgu wyborczym. Taka propozycja
byłaby samobójstwem politycznym, gdyż przeciętny wyborca nie jest tych
zagrożeń świadomy. 4)

Wystarczy kilka przykładów. Jednym z nich jest chora w założeniach idea
realizacji "zbiornika wielofunkcyjnego" na niewielkim cieku w gminie
Kobiór.5) Ta inwestycja to przykład typowego, gazetowo-telewizyjnego
koniunkturalizmu. Próba wprowadzenia w życie pewnej wizji, a nie rozwiązania
problemu. Być może nawet próba wymuszenia jakichś potrzeb u mieszkańców. W
tym wypadku rekreacyjnych.

Podjęcie się realizacji zamierzenia w miejscu, które nie nadaje się do
takiego przedsięwzięcia, choćby ze względu na jego geomorfologię, nie
wspominając o innych aspektach, świadczy o niskiej jakościowo świadomości
ekologicznej polskiego społeczeństwa. Jest to najczęściej dawanie wyrazu
dbałości o piękno krajobrazu, bez wnikania w całą sferę założeń
filozoficznych, a tym samym bez dążenia do autentycznej zmiany jakości życia,
próby odejścia od plastykowych substytutów na rzecz prawdziwie wartościowych
wyznaczników: pożywienia, powietrza i miejsca. Fakt ten był już wielokrotnie
podnoszony przez działaczy i naukowców zajmujących się problemem.

Administracja lokalna swoje zainteresowanie" czy też "troskę" o stan
środowiska naturalnego wyraża najczęściej przy okazji wykreowanych przez
media akcji, gdy pożądana jest poprawna postawa i tak miło jest się pokazać.
Funkcjonująca na uboczu, pozbawiona autentycznych lokalnych działaczy -
takich, którym nie w głowie dobijanie się do salonów wielkiej polityki czy
też wolnych od pokus uprawiania "biznesu na posadzie", ulega wpływom
bałamutnej frazeologii. Z tej uległości rodzą się idiotycznie szkodliwe
pomysły. Szczególnie gro1/4nie są efekty poczynań lokalnych władców w takich
podmiejskich osadach, jak Kobiór właśnie. Ulokowane na skrzyżowaniu
dróg "przelotowych'' próbują "nowocześnie" bronić swej tradycji.
Tak "korzystne" usytuowanie zapewnia tym miejscowościom, co najwyżej, wysoki
poziom "skażeń" pochodzących z tranzytu. W myśl uchwalonego modelu
tzw. "rozwoju społeczno-ekonomicznego gminy" możliwe jest puszczanie knotów,
o jakich strach myśleć. W miejscu, gdzie wylądowały opony, zostanie
poprowadzony chodnik, założony trawnik i problem, zgodnie ze wska1/4nikiem,
można będzie uznać za rozwiązany. "Posłusznie melduję, że
re
Obserwuj wątek
    • kardiolog Re: gazetki scienne czytam:) 26.07.05, 13:57
      "Posłusznie melduję, że realizacja "programu odbudowy i modernizacji"przebiega
      bez zarzutu." Czy warto się kłopotać problemem, którego nie widać. A że
      przypomina to ładnie opalonego osobnika chorującego na raka, to już historia z
      innej bajki.

      Jeszcze gro1/4niejsza niż celowe działania jest bierna postawa mieszkańców,
      którzy milcząc, godzą się na każde posunięcie. Poniekąd to sprawa wygody. O
      niechęci do ponoszenia kosztów własnego śmiecenia już wielokrotnie pisano.
      Ostatnio prasa doniosła, że mieszkańcy jednej z dzielnic Katowic, ze względów
      oszczędnościowych, podjęli decyzję o rezygnacji z segregacji śmieci.6) Jak
      widać, z tym problemem spotykamy się na poziomie działalności wielkiej
      korporacji, małego przedsiębiorstwa, poczynań administracji i w życiu
      codziennym każdego z nas. Czy powszechnie przyzwalająca, obywatelska bierność
      jest przejawem obojętności czy strachu? A może niewiedzy? Dopiero ona umożliwia
      i sankcjonuje realizację najkoszmarniejszych pomysłów. Taki niewinny,
      wydawałoby się, konkurs plastyczny tematycznie związany ze zbiornikiem i
      przestrzenią wokół niego, zorganizowany dla dzieci szkolnych. Jakie to miłe,
      gdy dzieci coś tam sobie namalują, i jakie twórcze.

      Nie potrafię, a może nie chcę, zrozumieć powodu, dla którego prezentacja
      alternatywnego sposobu życia i zaspokajania swoich potrzeb tak, by nie narażać
      otoczenia na nadmierne szkody, na łamach opiniotwórczego dziennika musi spotkać
      się z pozbawioną merytorycznych racji "kontrą", będącą jedynie wyrazem
      zaślepionej wiary we własne wizje. Poziom dyskursu trzeba ocenić jako żenujący.
      Za nim zaś podąża, równie żenujący, poziom rozwiązywania problemów społecznych.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka