Dodaj do ulubionych

Tu jest miejsce...

20.12.05, 12:50
gdzie wszyscy zmęczeni Świętami przed Świętami mogą sobie pomarudzić.
Ja na ten przykład spędziłam ostatnie 4 dni na przygotowaniach do Świąt.
Weekend sprzątanie, wczoraj i dziś zakupy. Jutro muszę jechać dokupić jeszcze
prezenty, dodatkowo jutro zacznie się pewnie gotowanie. Mam 5 dni na
napisanie pracy zaliczeniowej, z czego 3 wypadają w Święta, więc nie napiszę
niczego. Chyba zacznę znów zarywać noce. Przez tą cholerną chorobę wszystko
spadło mi na głowę na ostatni tydzień.
Na dodatek czekają mnie w tym roku dwie Wigilie, czyli podwójne obżarstwo
("jak to, nie zjesz rybki? całą noc robiłam...") i w ramach bonusu pytania z
serii "a kiedy się wreszcie pobierzecie i zaczniecie robić nam wnuki?" +
analogiczne życzenia świąteczne ("i życzę Ci, żebyście następne Święta
spędzili już jako przykładne małżeństwo"- jakby to były życzenia dla mnie, a
nie dla wyrażającego te życzenia). Pierwszy dzień Świąt to obżeranie się u
dziadków, od 10 lat tymi samymi daniami, a od 4 lat przy tych samych
rozmowach- polityka, polityka, pułapki poprzedniego systemu, czemu nie ma w
tym kraju porządnego kandydata na prezydenta itp.
A potem już tylko spotkanie z przyjaciółmi i wreszcie będzie można w spokoju
wyjechać na narty, bo będzie już PO ŚWIĘTACH!!!
Normalnie nie mogę się doczekać.
A teraz wy :)
Obserwuj wątek
    • dr.krisk Uff, można odpocząc... 20.12.05, 12:58
      Dzięki. Świąt nie lubie za bardzo - no chyba że spędzam je na obczyźnie
      samotnie (wtedy mam autentyczna frajdę!! A jeszcze ludzie mnie żałują, że taki
      sam!!!).
      Mnóstwo przygotowań, a efekt zawsze jakiś taki niezadowalający: siedzimy przy
      stole, źremy rybkę i prowadzimy drętwe rozmowy.
      Tylko lubie dostawać i dawać prezenty.
      • noida Re: Uff, można odpocząc... 20.12.05, 13:03
        No, ja też zazwyczaj nie za bardzo. Ale w tym roku to wyjątkowo mi się te
        Święta nie podobają. I jeszcze jutro na zajęcia muszę jechać! No szlag by to
        trafił, myślałam, że uczelnia już jutro nie działa :-(
        • marquis Re: Uff, można odpocząc... 20.12.05, 13:15
          Ja też ostatnimi czasy za Świętami nie przepadam, choć mimo wszystko jadę do
          rodziców, bo wiem, że dla nich to jest bardzo ważne. Jeszcze Wigilię znoszę
          dobrze, lubię uczestniczyć w przygotowaniach, zawsze przyrządzam własnoręcznie
          kutię i uszka, czasem też jakieś ciasto. Rozmowy przy stole są dość drętwe, ale
          da się znieść. Najbardziej lubię moment początkowy, kiedy na stole jest pełno
          pyszności a ja mam pusty żołądek (bo tradycyjnie nic nie jemy aż do kolacji). Po
          godzinie pekam w szwach, tego już nienawidzę, i ten satn utrzymuje się przez
          następne dwa dni :(
          Co do prezentów to planowałem załtwić to jeszcze na początku grudnia, po czym
          jakoś czas mi przepłynął między palcami, muszę odbyć ekspresową wycieczkę po
          sklepach i rodzince dalszej i bliższej jutro, bo w czwartek juz wyjeżdżam. I
          będę odcięty od cywilizacji (znaczy się bez internetu).
          A za oknem jest paskudnie, pada rzęsisty desz, a ja muszę zaraz iść do pracy i
          wcale mi się to w takich okolicznościach przyrody nie uśmiecha, ale cóż począć ;)
      • braineater Re: Uff, można odpocząc... 20.12.05, 13:10
        Ja się przed Świetami zaszywam w kątku cichutko, ze wzrokiem spuszczonym wbitym
        w podłogę, by sie jednym krzywym zdaniem nie narazić kobietom w amoku ściera-
        gary-zakupy bo jak raz próbowałem wystapić z propozycją pomocy, to skończyło
        się na tym, że zeżarłem 90% bakali, które kroiłem do keksu i był skandal:) Więc
        się kryję, kluczę po domu i nie rzucam się w oczy. Prezentowy temat mam już
        załatwiony - niech żyje brak zakazu handlu w niedzielę i puste sklepy o 11:00
        rano:)
        A same Świateczne nasiadówy tez lubię, bo generalnie jako człowiek
        ograniczający kontakty rodzinne do niezbędnych, tylko w sumie w święta moge
        sobie posiedzieć z Tesciami, rodzeństwem i tak dalej, najeść się jak dziki
        prosiak - bo potem przez cały rok znowu nam sie nie będzie chciało gotowac, a
        na proszone obiady, nikt nas nie prosi:) odebrac swoja porcję umoralniających
        pierdół na rok przyszły, ponabijac się z Teściem ze wszystkich pozostałych
        członków familii i miec to z głowy:) Na szczęscie do namnażania następnych
        pokoleń przestali nas namawiac juz pare lat temu. Chyba lubię Święta.

        P:)
    • blue.berry Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 13:25
      no to moze ja z innej strony sobie pojecze (bo swieta wlasnie nadchodzace lubie
      i od zawsze kojarza mi sie przemilo a zasluga jest to mojej cudownej rodziny)
      wiec wracajac do jeczenia - ja mili moi pracuje twardo do piatku (moj TZ
      rowniez). a siweta spedzam w innym miescie niz zyje na codzien:) tak wiec mam
      do wyboru podroz albo piatkowym wieczorem albo sobotnim porankiem. ja wolalabym
      sobotnim porankie ale moj TZ odmowil kategorycznie bardzo wczesnego sobotniego
      wstawania i stwierdzil ze tym razem pojedziemy w piatek. co oznacza ze do calej
      juz i tak nielatwej podrozy* dolozym jeszcze conajmniej 2 godziny na
      wydostanie sie z warszawy. moze uda nam sie wczesniej wyjsc z pracy (tz kolo
      15.00) i dojechac jakos do celu przed polnoca:)
      na ta okolicznosc ilosc rzeczy jakie musze zrobic przez trzy pozostale mi
      wieczory** zaczyna mnie przerazac. i to jest wlasnie chwila kiedy moja milosc
      do swiat gwaltownie topnieje. szczegolnie ze ja musze w tym tygodniu pracowac a
      przez goraczke swiateczna oraz opady sniegu coraz mniej rzeczy da sie normalnie
      zalatwic:((


      * podorz nielatwa bowiem na tarsie warszawa-wroclaw. skromne owe trzystailes
      kilomterow w kazdym innym cywilizowanym kraju przejechaloby sie w jakies 2-2,5
      godziny. w naszym kraju potrafi zajac to do 6 -7 godzin. obydwie trasy zarowno
      ta przez okolice łodzi jak i przez czestochowe sa w wielu miejscach wlasciwie
      nieprzejezdne, w wielu skladaja sie z dolow i gorek przez waskie wisowe drozki
      a w wielu pozbawione sa asfaltu. ostatnio udalo nam sie zmiescic w 6 godzinach
      a bylo to przy bardzo sprzyjajacej pogodzie. wlasciwie nie chce myslec jak
      bedzie teraz.

      ** poprac ciuchy, posprzatac mieszkanie, wyprac psa, zlozyc wizyte drugiej
      czesci rodziny ktorej nie zaszczycamy na swieta, zrobic jakies milion innych
      malych drobnych rzeczy ktore mam pozapisywane na kartkach
      • olahabe Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 14:15
        Święta lubię- wysprzątany wreszcie bez zarzutu dom, wyjątkowe smaki Wigilii nie
        do powtórzenia w żaden inny dzień i słodkie leniuchowanie w dwa dni Świąt. Są
        okazją do spotkania się z naszą małą rodziną- rodzice jedynacy, ja jedynaczka,
        nikogo nie mamy przy tym stole. Teściowie świętują w styczniu, więc odpadają.
        Ale lubię świętowanie. Nie znoszę natomiast Sylwestra, może dlatego, że nigdy
        mi się nie udawały i nigdy specjalnych planów nie miałam. Zabawa na siłę,
        choćby człowiek padał na twarz- musi się bawić. I jeszcze ten nastrój
        wyczekiwania na wielki bal. Zawsze wrażenie, że WSZYSCY dookoła się świetnie
        bawią i mają ekstra plany, tylko ja sierotka siedzę w domu i nie wiem co ze
        sobą zrobić.A w tym roku mam już wogóle z głowy, bo 1szego idę na dyżur.
    • aaneta Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 14:14
      noida napisała:
      > gdzie wszyscy zmęczeni Świętami przed Świętami mogą sobie pomarudzić.

      Zgodnie z powyższym właściwie to nie jest miejsce dla mnie, ponieważ nie jestem
      zmęczona Świętami, a to dlatego, że z założenia nie uczestniczę w tym zbiorowym
      szaleństwie i mam święty spokój, i dobrze mi z tym. Nie ubieram choinki, nie
      kupuję świątecznych prezentów, nie myję okien, nie piorę firanek i nie trzymam
      karpia w wannie. Oczywiście zrobię kluski z makiem i upiekę jakieś ciasto, ale
      nic poza tym. Nie będę się łamać opłatkiem i wysłuchiwać fałszywych życzeń, ani
      obżerać w Wigilię, bo tego nie znoszę i nie jest mi to do niczego potrzebne.
      Gdyby nie to, że daleko mam do przyjaciół, a nie cierpię podróżować, zwłaszcza
      zimą, to spotkałabym się z nimi, tak jak kiedyś bywało, ale i bez tego będzie mi
      lepiej niż wszystkim tym, którzy nie potrafią się przeciwstawić temu zbiorowemu
      szaleństwu i zakłamaniu.
    • kawa_malinowa Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 14:37
      świąt nie lubię. W ramach składania życzeń wysyłam blizszym znajomym smsa z
      cytatem pamietnym z Nietzschego i dopiskiem "P.S. Wesołych świat". Nie
      uczestnicze w wysylaniu lanczuszkow z zyczeniami... brr.. chociaz jak ta
      idiotka czekam w tym roku na zyczenia :)

      Zle reaguje na szalenstwo sprzatania, mycia okien (po co?), robienia porzadku w
      szafkach. Generalnie malo jem (od jakiegos czasu), wiec szalenstwo krojenia i
      szatkowania przyprawia mnie o mdlosci. dostaje noz do reki i polecenie
      pokrojenia tego, czy tamtego i zastanawiam sie, czy mdlec teraz, czy za moment.
      Najgorsze jest to, ze te rodzinne spotkania polegaja glownie na konsumpcji
      (aspekt religijno-mistyczny jest mi tak samo bliski jak problem kondycji
      spoleczenstwa XVIII wiecznego w Chinach), kiedy to my dearest babcia naklada
      wszystkim ogromne porcje.... i wszystkiego trzeba "sprobowac".

      Wigilia u jednej babci. Pierwszy dzien swiat u drugiej.
      Rozmowy przy stołach polegają na opowiadaniu sobie tych samych od lat historii.
      Czuje sie jak w kinie - moge mowic z aktorami. Potem zejdzie na polityke, moja
      ciotka bedzie opowaidac rasistowskie kawały ( wczasie ostatnich swiat
      odstawilam talerz z hukiem, chlapiąc na obrus i wyszlam), ewentualnie kawały o
      gejach, co doprowadzi do wypytywania o moich znajomych i ciagniecia za jezyk.
      Co dalsza rodzina znowu bedzie sie pytac, jak masz dziewczynko na imie, i
      powiedz nam dziewczynko czyim ty jestes dzieckiem.... a potem wspominana juz
      ciotka zapyta sie konspiracujnym szeptem mojej mamy - czy ona juz ma
      chlopaka....

      nieznosze swiat.
      • stella25b Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 14:51
        A ja lubie Swieta. Moze wlasnie dlatego, ze Niemcy nie znaja swiatecznego
        sprzatania. A ja widocznie sie juz zniemczylam i mycie okien czy wycieranie
        kurzy za szafa nie nalezy do swiatecznych rytualow. Lubie wystroic sobie dom na
        swieta, oplesc porecz schodow piekna girlanda, ubrac choinke, zapalic adwentowy
        wieniec- w tym roku mamy taki choinkowo- reniferowy. Juz w poczatkach adwentu
        pieke bozonarodzeniowe ciasteczka, ktore najczesciej zostaja zjedzone jeszcze
        przed Swietami. Na Swieta przyjezda zawsze do nas moj tato i dzieciaki sie
        ciesza z wizyty dziadka. W Swieta idziemy zawsze na koncert lub do teatru i
        jest tak przyjemnie odswietnie.
      • dr.krisk Znam ten ból.... 20.12.05, 14:55
        kawa_malinowa napisała:

        > Potem zejdzie na polityke, moja
        > ciotka bedzie opowaidac rasistowskie kawały
        Ja co prawda nie plamię obrusa przy takich okazjach (nic to nie da - moi biedni
        ogłupieni radyjem krewni są już starzy i raczej ich zidiocenie się pogłebi, niz
        da naprostować..). Ale doskonale cię rozumiem, bywają sytuacje, gdy jesteśmy
        bliscy wytrucia całej rodziny zupą muchomorową oraz karpiem z cykutą.....
        Proponuje niepostrzeżenie podpalić choinkę. Ileż radości oraz działań
        integracyjnych zostanie wyzwolone przy okazji zaimprowizowanej akcji
        gaśniczej!!!
        • kawa_malinowa Re: Znam ten ból.... 20.12.05, 15:04
          Ja w takich momentach mam ochote cos zrobic. sobie.
      • noida Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 14:56
        Też mnie zawsze zastanawiało, po co myć okna przed Wigilią. Przecież jest
        środek zimy i za dwa dni (jeśli mam szczęście i akurat nie pada) będą wyglądały
        dokładnie tak samo. Nie lubię syzyfowych prac. Okien nie myję.

        Smsów też nie wysyłam, bo co roku dostaję tego samego po 15 razy od różnych
        osób, których nie widziałam na przykład od półtora roku. Wysyłają chyba tylko
        dlatego, że treść życzeń im się podoba. Po co mam odpowiadać komuś, kto się
        nawet nie wysilił, żeby napisać coś od siebie tylko standartem leci?

        Ale najbardziej mnie chyba dobijają życzenia... zwłaszcza, jeśli muszę je
        składać komuś, kogo nie znam i nie lubię i na dodatek całować go w paszczę.
        Bleh.
        • kawa_malinowa Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 15:01
          > Ale najbardziej mnie chyba dobijają życzenia... zwłaszcza, jeśli muszę je
          > składać komuś, kogo nie znam i nie lubię i na dodatek całować go w paszczę.
          > Bleh.
          >

          I dlatego od lat zawsze omijałam klasowe wigilie. Trzydziesci w sumie obcych
          sobie osob - z niektorymi nie rozmawialam w zyciu nawet pol godziny (jak to w
          klasie, gdzie i najlepsza przyjaciolke znalazlam), a tu mamy sobie skladac
          zyczenia... i wielka milosc w kazdych. O nie....
          • noida Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 15:04
            I cmok w paszczę panią wychowawczynię, potwora jednego.
            A tu skończą się klasowe to zaczną się pracowe... chyba będę chora ;-)
        • dr.krisk Całowanie w paszczę :((( 20.12.05, 15:06
          noida napisała:

          > Ale najbardziej mnie chyba dobijają życzenia... zwłaszcza, jeśli muszę je
          > składać komuś, kogo nie znam i nie lubię i na dodatek całować go w paszczę.
          > Bleh.
          Zwyczaj to słowiański - raczej za granicą ludzie mniej rwą się do robienia
          niedźwiadka. I choć miło jest poobściskiwać się niewinnie z jakimis miłymi
          paniami, to jednak jakoś wolę bardziej zdalne sposoby komunikacji
          interpersonalnej. Niestety, u mnie na uczelni naród swojski, nasz w każdym
          calu - obejmujem sie tedy solennie, opłatkiem łamiemy i cmokamy po polikach.

          • stella25b Re: Całowanie w paszczę :((( 20.12.05, 15:16
            Wlasnie. Nie znaja i dobrze. Jedynie podaja sobie reke i skladaja zyczenia. A
            dzielenie sie oplatkiem to juz wogole nie znana tradycja. Nie wyobrazam sobie
            jak dziele sie oplatkiem z niektorymi ludzmi z mojego teamu, brrr.
            • dr.krisk Re: Całowanie w paszczę :((( 20.12.05, 15:20
              W ogóle nie lubię przenoszenia zwyczajów świątecznych do pracy. Że niby taka
              rodzina jesteśmy? Jeszcze na uczelni, gdzie znamy sie jak łyse konie od lat to
              może mieć sens - ale w typowej pracy, gdzie co rusz ktoś przychodzi i odchodzi?
              Na szczęście w tym roku zdecydowaliśmy w pracy zredukować obrzędowośc do kawki
              + ciasteczek. A jeszcze pamiętam choinkę z bombkami, śledzie w śmietanie i
              takie inne głupoty!!!
              • olahabe Re: Całowanie w paszczę :((( 20.12.05, 16:03
                I z tego też powodu szaleję ze szczęścia, że w tym roku w dniu opłatka
                pracowniczego miałam wolne.
    • blue.berry dalsze zale malo juz swiateczne 20.12.05, 14:50
      w zeszlym tygodniu zamowilam przesylke. miala przyjsc w piatek. nie przyszla.
      przyszla w poniedzialek. pod zly adres (fakturowa a nie korespondencyjny). bo
      ktos najwidoczniej ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem. dzis spedzilam rano
      godzine, GO DZI NE, na dodzownieniu sie do formy kurierskiej coby ustalic gdzie
      przesylka jest. ustalilam. wyslalam swojego kuriera. jak juz tam dojechal (po 2
      godzinach bo przesicez sa swieta i spadl snieg) dowiedzial sie ze przesylki tam
      nie ma. moze zginela a moze gdzies sobie jezdzi. wiec spedzilam ponownie
      godzine na telefonie aby dowiedziec sie o co ...rwa chodzi. nie ustalilam.
      i jesli dzis jeszcze choc raz uslysze 'bo wie pani, sa siwta i spadl snieg" to
      chywce najblizsza ustrojona choinke i przywale komus w leb.
      bo swieta lubie ale okresu przed nimi nienzwidze z calego serca.
      • dr.krisk Firmy kurierskie to świnie!!! 20.12.05, 14:59
        Nie za bardzo rozumiem sens ich działania - przesyłka pędzi z prędkością
        światła przez kraje rozmaite, aby potem zaginąć na kilka dni gdzieś w pobliżu
        miejsca docelowego ("kolega właśnie do pana wyjechał.. a gdzie pan jest?").
        Sądzę że jestem na jakiejś czarnej liście firm kurierskich, bo zawsze mam z
        tymi draniami kłopoty.
        • blue.berry Re: Firmy kurierskie to świnie!!! 20.12.05, 15:03
          nie jestes na zadnej czarnej liscia albo tez wszyscy sa na czarnej liscie.
          ostatnio walczylismy przez 3 dni zeby odnalesc przesylke. i nie ma znaczenia
          czy jedna firma czy druga. wszedzie ejst tak samo. mysle ze to syndrom polskiej
          syfnosci i olewactwa. ot co.
          • dr.krisk To prawda. 20.12.05, 15:11
            Najbardziej mnie śmieszy fakt niemożności osobistego odbioru przesyłki w
            siedzibie firmy. Najczęsciej scenariusz jest taki: w skrzynce pocztowej
            znajduję zawiadomienie że byli z przesyłką ale mnie nie zastali (a co to ja, do
            pracy nie chodzę, czy co?). I że będa jutro między 8 a 15 przed południem
            (kiedy ja w pracy, jak większośc czynnych zawodowo ludzi). Dzwonie do tych
            kanalii, że przyjadę i odbiorę osobiście - nie da rady, przesyłka jest w
            samochodzie, samochód w trasie, trasa nieznana, nikt-nic-nie-wie....
            Łączę sie w bólu.
    • kawa_malinowa zwolnienie ze swiat 20.12.05, 15:11
      Atmosfera popowrotnia i to czego musze wysluchiwac (to nie zrobione, tamto nie
      zrobione) i przymusowy areszt, kiedy ja musze zobaczyc przyjaciol, bo mam jazdę
      taką, ze nawet mam zwidy (niegrozne takie).... wszystko to sprawia, ze zaczynam
      sie zastanawiac, gdzie mozna zwolnienie na podstawie przekonan dostac....

      ratunku!
      • aaneta Re: zwolnienie ze swiat 20.12.05, 15:13
        Samemu trzeba sobie wystawić.
    • beatanu Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 15:14
      Hmm. Podobnie jak Aneta zastanawiam się, czy tu jest moje miejsce... Nie czuję
      się świętami zmęczona, bo nie daję się świętom zwariować. Chociaż stosunek do
      nich mam dość ambiwalentny...
      Z domowego świętowania wyniosłam jako dziecko poczucie bezpieczeństwa, dopiero
      jako dorosła osoba dostrzegłam zgrzyty, zakłamania, sztuczność tej całej
      szopki... Cieszę się, że od lat nie spędzam BN w kraju. Wiem, to dla wielu może
      zabrzmieć jak świętokradztwo, ale ja naprawdę wolę spędzać święta w mojej
      niewielkiej, tutejszej i najbliższej rodzinie. Wypracowaliśmy od parunastu lat
      kilka tradycji i trzymmy się ich i jesteśmy zadowoleni. Bardzo lubię
      świętowanie adwentu, jest w tym jakaś duchowa siła - to znów może zabrzmieć
      śmiesznie w ustach osoby niewierzącej... Wigilia z mężem, dziećmi i teściami
      (od kilku lat tylko z teściem), któryś dzień świąt z rodziną brata męża (w tym
      roku nic z tego, bo pracuję i w pierwszy i w drugi dzień świąt).

      Kiedy przyjechałam do Szwecji przed piętnastoma laty BN wydawało mi się tak
      potwornie skomercjalizowane i pozbawione wymiaru - już nie tyle religijnego (bo
      jak wspomniałam nie wierzę) co duchowego... najważniejszym wydarzeniem w
      Wigilię (oprócz prezentów w ilościch monstrualnych)okazało się być tradycyjne,
      bo od lat pięćdziesiątych chyba oglądanie (nomen omen) Kaczora Donalda i innych
      klasycznych, co roku tych samych disneyowskich kreskówek. Zgroza! Celebrowanie
      świąt sprowadziło się do unikania postaw charakterystycznych dla społeczeństwa
      konsumpcyjnego. Jeżeli prezenty - to rozsądnych ilościach, kupowane z namysłam,
      jeszcze w listopadzie. Zamiast tv - śpiewanie kolęd (dziewczyny nucą całkiem
      całkiem!), wspólne przygotowania do wieczerzy (ale nie wszystko na ostatnią
      minutę - np. uszka robimy o wiele wcześniej i zamrażamy) i wspólne gry i
      czytanie... Zero sprzątania. Nikt nie przekona mnie do mycia okien w zimie
      (robię to raz na parę lat w lecie), do zmiany firanek na specjalne
      bożonarodzeniowe (taki tutejszy zwyczaj:) Choinkę mieliśmy przez długie lata ze
      względu na dzieci, teraz, gdy mamy kota, który uwielbia ściągać choinkę do
      poziomu a dziewczyny są nastolatkani - z drzewka świątecznego zrezygnowaliśmy.

      No więc naprawdę nie mam powodu do zmęczenia....
      • noida Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 15:27
        Beato, to jest mój ideał świąt. Pamiętam jak kilka lat temu wyjechalismy tylko
        z rodzicami i rodzeństwem na narty. Najlepsze święta! Było nam razem miło,
        jeździliśmy sobie na nartach w Wigilię, kolację zjedliśmy w hotelu :-) W hotelu
        było pusto, byliśmy prawie sami.
        Zero stresu, zero urobienia się po łokcie- luz.
        • beatanu Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 15:33
          noida napisała:

          > Pamiętam jak kilka lat temu wyjechalismy tylko
          > z rodzicami i rodzeństwem na narty. Najlepsze święta! Było nam razem miło,
          > jeździliśmy sobie na nartach w Wigilię, kolację zjedliśmy w hotelu :-) W
          >hotelu było pusto, byliśmy prawie sami.
          > Zero stresu, zero urobienia się po łokcie- luz.

          Sporo Szwedów, między innymi w proteście przeciw histerii przedświątecznych
          przygotowań robi dokładnie tak jak Wy kilka lat temu. Pakuje walizki i
          wyjeżdża. A to w góry, a to na Kanary. Ale przecież można spędzić BN po swojemu
          nie wydając majątku na wyjazd, zwłaszcza jeżeli jest to wyjazd za granicę :)

          Pozdrawiam!
          • stella25b Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 16:53
            Ja i moj maz nie majac jeszcze dzieci zawsze spedzalismy Swieta w gorach, tzn.
            wigilie w domu a w pierwsze Swieto lub czesto w nocy w wigilie juz
            wyjezdzalismy. Teraz ze wzgledu na dzieci i mojego tate robimy Swieta w domu-
            ale nie narzekam. Tez ma to swoj urok.
            • noida Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 17:43
              Jak jesteśmy na miejscu to nie możemy się wykręcić od zjazdów rodzinnych.
              Jedyny sposób to uciec, a i wtedy wszyscy byli przez pół roku obrażeni ;-)
              • stella25b Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 19:18
                noida napisała:

                > Jak jesteśmy na miejscu to nie możemy się wykręcić od zjazdów rodzinnych.
                > Jedyny sposób to uciec, a i wtedy wszyscy byli przez pół roku obrażeni ;-)
                >
                >
                Znam ten bol. Tez troche mlodosci spedzilam w Polsce.
      • dr.krisk Prezenty i kaczor Donald... 20.12.05, 15:30
        Trochę broniłbym poczciwego kaczałka - za PRL święta były jedynym okresem kiedy
        wyświetlano owe imperialistyczne kreskówki.
        Prezenty w obfitości wielkiej też lubię. Dostawać i dawać. Przy czym nie uważam
        na przykład za prezent wykupienie komuś abonamentu na telefon komórkowy, wizyty
        u dentysty, itp. Prezent musi być osobisty i owiązany wstążeczką.
        • kawa_malinowa Re: Prezenty i kaczor Donald... 20.12.05, 15:32
          Robie jeden prezent w tym roku. Sobie. Idę kupić discmana. nie znam sie na tym,
          ale jesli nie bede miala na czym sluchac muzyki, a bede musiala siedziec w
          domu, wyjde po zapalki... chocby przez komin.
          • olahabe Re: Prezenty i kaczor Donald... 20.12.05, 15:35
            A nie wolałabyś odtwarzacza mp3? Więcej się mieści a i on sam malutki. Chyba,
            że więcej masz płyt niż mp3?Zgadłam?
            • kawa_malinowa Re: Prezenty i kaczor Donald... 20.12.05, 15:37
              Mam wiecej plyt. Zdecydowanie :) Brat, ktory jest technicznie uswiadomiony
              namiawa mnie na odtwarzacz, ale jakos nie potrafie sie przekonac.
              A chcialabym ich sluchac na starym sprzecie. Tych plyt :)
              Na razie wobec braku sprzetu, który zabrałam do miasta mego studiowania, jestem
              uwiazana do komputera... a w sluchawkach Coldplay.
          • braineater {OT}discmany 20.12.05, 15:41
            Polecam Thompsona - przezył ze mną 6 lat bez jednej awarii, sprawdził się w
            rowerowym miejskim hardkorze i nie zabił go zwyczaj porzucania gdzie popadnie.
            Jedynie obudowa się trochę zdarła, ale za to teraz lepiej wygląda:). Koszt
            około 350 złotych, specyfikacji modelu ci nie podam, ale jest srebrzysty, z
            zielonymi, wytłoczonymi literkami Thompson.
            I pytanie nr 2 - a moze lepiej dołozyć 50 zet i nabyć mp3plajera - MuVO 1GB
            kosztuje w granicach 400PLN i jest moim aktualnym fetyszem:)

            P:)
            • kawa_malinowa Re: {OT}discmany 20.12.05, 15:42
              A dziekuje za rady :)
              Napisze, co kupię - pewnie cos z troche nizszej półki, ale jeszcze popytam, co.
              Nie wiem z czego wynika moja niechec do jakis takich wymyslow? Moze z tego, ze
              jednak płyt tyle wokół....
              • dr.krisk A nie można przegrać płyt na mp3? 20.12.05, 15:46
                Bo coś słyszalem.... że można sobie skopiowac pliki audio na mp3.
                Sam się zastanawiam czy by tego mp3 nie kupić, bo przy bieganiu wszystkie
                walkmany/discmany okropnie zawadzaja. Ale na razie sprawiłem sobie nowe koła do
                roweru. 400 zł!!
                • kawa_malinowa Re: A nie można przegrać płyt na mp3? 20.12.05, 15:48
                  Pewnie mozna.... ale ja jestem prosty człowiek, a bycie zależną od uprzejmych
                  ludzi, którzy to za mnie zrobią jakoś nie bardzo mi pasuje :) Poza tym nie
                  zawsze wygodnie jest byc uwiazanym do sluchawek - wiec stary sprzęt tez chce
                  byc w uzywaniu :)
                  • braineater Re: A nie można przegrać płyt na mp3? 20.12.05, 16:03
                    Kawuś & KrisK-u - to już jest ortodoksyjne lenistwo, bo cały zabieg przegrania
                    płyty na mp3 zajmuje jakies 10 minut i wymaga dwóch( słownie 2) kliknięć:) I
                    zdecydowanie plajerka lepiej się sprawdza przy sportach niż disc/walkmany, a
                    jak dottore dobrze poszuka, to znajdzie i taki sprzęt, z którym mozna pływactwo
                    uprawiać:)

                    P:)
                    • dr.krisk No właśnie. 20.12.05, 16:08
                      Nic tak nie psuje przyjemności sportowych jak ciągle zsuwajacy sie walkman, co
                      d..ę obija. Toteż się przymierzam do owego mp3, ale na razie jestem za krótki.
                • beatanu o kołach do roweru 20.12.05, 15:51
                  A co się stało starym kołom? Tak z ciekawości zapytam...
                  • dr.krisk Stare koła... 20.12.05, 15:57
                    Zużyły się. Klocki hamulcowe przetarły na wylot boki obręczy, i w pewnym
                    momencie przednie koło się wygięło. Na szczęscie bez skutków ubocznych dla
                    rowerzysty (czyli mnie).
                    Bo ja dużo jeżdżę..... :)
                    • beatanu Re: Stare koła... 20.12.05, 16:04
                      No proszę, a mnie się też wydawało, że dużo jeżdżę:) Ale dużo to nie to samo co
                      DUZO! Ja musiałam wymieniać tylko klocki hamulcowe i opony... A kiedyś
                      wymieniłam cały rower, bo ten przywieziony z Polski został mniej lub bardziej
                      zżarty przez rdzę :(

            • 3promile Re: {OT}discmany 20.12.05, 19:26
              W kwestii fetysza - dobre MuVo nie jest złe, ale prawdziwym fetyszem jest
              czterogigowy iPod upchnięty sprytnie w żółtą obudowę od walkmana a'la vintage
              '80 z kawałkiem! Cudo!
              ;-)
              • braineater Re: {OT}discmany 20.12.05, 19:30
                fak IPod - lanserska zabawka dla domorosłych onanistów:)
                Za żadną kasę, żadne nano, żadne shufle - tylko Creativy:)

                {"_
                • 3promile Re: {OT}discmany 20.12.05, 19:37
                  Dlatego napisałem o tym upchniętym w plastikową obudowę od walkmana, gópku ;-)))
                  A do creative'a mam feblik poparty zakupami - karta muzyczna, głośniki,
                  słuchawki...
                  A teraz się wytłumacz z tego:
                  {"_
                  W kategorii bad click się nie mieści...
                  • braineater Re: {OT}discmany 20.12.05, 19:42
                    { <- pocałuj mnie
                    " <- dwa razy
                    w -> _

                    :P
                    • 3promile Re: {OT}discmany 20.12.05, 19:43
                      Cholera, ty naprawdę nieśmiałe misio gogo jesteś - szyfrem do promila?
                      ;-)))
                      • braineater Re: {OT}discmany 20.12.05, 19:45
                        jak już Macław stwierdził moje emoty maja tendencje do abstrakcji uzaleznionej
                        głównie od tego w co trafie palcem:)
                        • 3promile Re: {OT}discmany 20.12.05, 20:25
                          No to looz. A tak w ogóle to mieliśmy tu pomarudzić, nieprawdaż?! No to marudzę
                          - nienawidzę wszelkich świąt, uroczystości, oficjalnych buzi-buzi-a-co-słychać
                          itd. Na szczęście wprost uwielbiam gotować i mam satysfachę
                          zwykłą-prostą-bez-den-drugich, jak widzę gości zażerających się moimi wynalazkami.
                          • kawa_malinowa wynalazki 3promilowe 20.12.05, 21:21
                            Wynalazkami, czyli czym? :)
                            • braineater NIE PROWOKUJ GO!!!! 20.12.05, 21:29
                              Błagam:)
                              Już na jednym forum zmuszony jestem obserwować jak dobija ludzi przepisami na
                              cynaderki w sosach chrzanowo-jabłkowych, lub powieścią w milionie postów
                              pt 'Bigos i dlaczego tylko mój jest najlepszy" i tak dalej.
                              Nie dałabyś chyba piromanowi zapałek?:)

                              P:)
                              • kawa_malinowa Re: NIE PROWOKUJ GO!!!! 20.12.05, 21:39
                                Dalabym, dalabym... uwielbiam ryzykowac :)
                                A poza tym jak sie nie je, to czytanie o jedzeniu ma funkcje kompensacyjną.
                                Serio.
                              • 3promile Re: NIE PROWOKUJ GO!!!! 20.12.05, 21:46
                                Zapomniałeś o wątku reedukacyjnym dotyczącym zup wszelakich... A w ogóle to nie
                                będą żadne madafaka cynaderki, tylko autentyczna dzicza szynka, własnoręcznie
                                przez mojego przyjaciela - myśliwegoczylimordercęniewinnychzwerzątek sprawiona!
                            • 3promile Re: wynalazki 3promilowe 20.12.05, 21:34
                              Brajnu ma rację, niestety! Nie możemy sprowadzać zwiewnego, sublimującego TWA do
                              poziomu "masa substratów równa się masie produktów, ale czasami można mieć z
                              tego przyjemność" ;-)))
        • beatanu Re: Prezenty i kaczor Donald... 20.12.05, 15:39
          dr.krisk napisał:

          > Trochę broniłbym poczciwego kaczałka - za PRL święta były jedynym okresem
          kiedy
          >
          > wyświetlano owe imperialistyczne kreskówki.

          Jasne, ja też oglądałm Kaczora Donalda i Myszkę Miki. Ale nie w WIGILIę! Tylko
          chyba w drugi dzień świąt. To duża różnica...

          No i wyszła ze mnie jędza tradycjonalistka do kwadratu ;)

          A wyciąg z konta, z którego wynika, że rodziciele fundują dziewczynom dowolny
          festiwal rockowy w przyszłym roku, zapakowany ładnie w kopertę też można
          obwiązać wstążeczką :)))

          Pozdrawiam!
          • kawa_malinowa Re: Prezenty i kaczor Donald... 20.12.05, 15:41
            Dla mnie w ogole oglądanie telewizji w czasie świąt/imienin to jest jakaś
            patologia. albo jakieś kuriozum... Spotkanie rodzinne, a tu nagle panowie
            żądają Małysza....
          • dr.krisk Pewnie, że można! 20.12.05, 15:47
            Jeżeli marzą o tych komcertach, jeżeli się z tego prezentu ucieszą, to pewnie
            że można. Ale wstązeczka jest konieczna!!!!!
            • beatanu Re: Pewnie, że można! 20.12.05, 15:54
              dr.krisk napisał:

              > Jeżeli marzą o tych komcertach, jeżeli się z tego prezentu ucieszą, to pewnie
              > że można. Ale wstązeczka jest konieczna!!!!!

              Marzą, marzą, właśnie zaczęto sprzedaż biletów na festiwal w Arvika (niedaleko
              granicy z Norwegią)i... mam nadzieję, że się ucieszą. Dostaną też parę
              drobiazgów, ale o tym sza! o WSTążECZCE NIE ZAPOMNę :)))
              • dr.krisk A to takie drogie jest? 20.12.05, 15:59
                Bo ja nigdy na żadnym festiwalu rockowym nie byłem. To spory wydatek?
                • beatanu Re: A to takie drogie jest? 20.12.05, 16:09
                  Eee, nie taki znów spory (600 - 800 koron za bilet, dochodzi jeszcze prawie
                  drugie tyle za transport i żywność) ale jak się nie ma własnych dochodów,
                  oprócz kieszonkowego, to są duże pieniędze... Obie córki starały się o pracę w
                  ubiegłe wakacje, ale nic nie znalazły. Nie jest łatwo dorobić sobie
                  nastolatkom :(
                  • dr.krisk A no tak... 20.12.05, 16:15
                    Fakt - trzeba dojechać i jakieś kanapki kupić. No to będzie fajny prezent!

                    Ja młodzieńcem będąc dorabiałem korepetycjami z matematyki, najemna pracą jako
                    pomoc kuchenna oraz wszelka na obozach młodzieżowych jak też pare razy przy
                    rozładowywaniu wagonów. Ale wydatki tez były niewielkie - bo na co było wtedy
                    wydawać?
    • blue.berry Re: Tu jest miejsce... 20.12.05, 16:24
      no dobra. dzisiejszy dizen mnie przerosl.
      a czekaja mnie 3 takie nastepne.
      mozna obstawiac kiedy urwie mi glowe.
      bo mam wrazenie ze jej na swieta nie dowioze.
      • monikate Teraz... 21.12.05, 17:24
        ...ja sobie pomarudzę na siebie samą. Otóż szanowna Telekomunikacja Polska S.A.
        przysłała mi pismo będące w sprzeczności z wcześniejszymi ustaleniami. Toteż
        wykręciłam nr Błękitnej Linii i pani konsultantce powiedziałam, co o tym myślę.
        Sedna sprawy nie przedstawiam (no, chyba że ktoś zechce), ale merytorycznie
        rację mam. Ino podczas rozmowy z konsultantką 9393, powtarzającą swe kwestie,
        jakby była androidem jakowymś, poniosły mnie nerwy, co zaowocowało
        podniesieniem głosu i kilkoma przekleństwami, tak, tak. Modus operandi nie
        bardzo... W związku z czym gryzą mnie:
        1. Kac moralny; cóż winna bidna dziewczyna, że musi się trzymać wytycznych
        przedziwnej firmy, jaką jest niewątpliwie Telekomunikacja Polska S.A.; przecież
        nie robi się takich rzeczy ludziom, przecież ja dobry człowiek zasadniczo
        jestem, a oto sama przed sobą sponiewierałam swój wizerunek...
        2. Jednak totalna wściekłość na w/w firmę; aha reklamację stosowną wysłałam,
        wściekając się przy tym, iż przed świętami musze się takimi rzeczami zajmować...
        3. I jest mi na duszy tak ble... albo ja jestem niezbyt wrażliwa, albo
        przewrażliwiona i za nerwowa...
        • noida Re: Teraz... 21.12.05, 18:10
          To ja Cię pocieszę- nie ma ludzi, którzy w zetknięciu w TPSA nie zaczynają być
          agresywni. Dopóki wszystko działa to działa. Jak coś się psuje to zaczyna się
          coś w rodzaju Procesu Kafki, albo jakiegoś sennego koszmaru- okazuje się, że
          twoje działania nijak nie przekładają się na efekt.
          A tą panienką się nie przejmuj. Po pierwsze- wiedziała, do jakiej firmy idzie
          pracować i co jej grozi w związku z tym. Po drugie- jeśli zadzwonisz wkurzona i
          ją opieprzysz, to większe prawdopodobieństwo, że ona sprawę pchnie gdzieś do
          góry- powie, że klienci się skarżą, że takie a takie niedopatrzenie. Po trzecie-
          jeśli pracuje w TPSA to pewnie ma około 100 wpienionych klientów dziennie i
          już się zdążyła przyzwyczaić...
          • monikate :)) Noido! 21.12.05, 18:43
            Dzięki, sprowadziłaś mnie trochę do pionu!
            Hihi, pozostaje mieć tylko nadzieję, że moje działanie (vide pisemna
            reklamacja) przyniesie zamierzony efekt, a nie stanie się wersją "Procesu"
            Kafki; coś podobnego przerabiałam z inną firmą, swoje wywalczyłam (po 1,5
            roku!), ale co nerwów zjadłam, to moje!
            I tym optymistycznym akcentem serdecznie pozdrawiam! :))
    • kawa_malinowa Re: Tu jest miejsce... 21.12.05, 18:21
      od rana walczę dzisiaj z własnym pokojem... wyrzucam co sie da, oddaje. i
      żałuję, że tak samo nie mozna zrobic z myslami na przyklad.... ale cóz...

      Zakupilam discman.

      i w ogole dzisiaj usmiecham sie do wszystkich, bo tak :)
      • noida Re: Tu jest miejsce... 21.12.05, 18:25
        A ja kupiłam już prawie wszystkie prezenty i czuję się tak, jakby wraz
        wyrzuceniem myśli odnośnie prezentów nie zostało mi nic innego. Mózg przestał
        produkować myśli pozaświąteczne.
        Jingle bells, jingle bells...
        Last christmas I gave you my heart...
        Itp.
        • kawa_malinowa Re: Tu jest miejsce... 21.12.05, 18:28
          A ja mam malo mysli swiatecznych. duzo rozklejania sie w czasie scierania kurzy
          i poprawianie makijazu srednio co godzine... bo pamietanie to oszukiwanie
          siebie, ze jest sie gdzie indziej.
          ALE i tak jest dobry dzien dzisiaj. bo... :)
    • kawa_malinowa jeszcze bardziej... 22.12.05, 10:47
      I nawet nie drażnią mnie te przygotowania... wszystko mi jedno. prawie wszystko
      w kazdym razie. A juz najbardziej czy podlogi będą umyte i jakie robimy
      ciasto...
      Dostałam takie życzenia świąteczne, że więcej nie chcę. dziękuję. postoję.
      dzięki Bogu za moich przyjaciół...
      • aaneta Re: jeszcze bardziej... 22.12.05, 12:51
        A ja właśnie przeczytałam w dzisiejszej "Rzepie" rozmowę z o. Oszajcą, naczelnym
        "Tygodnika Powszechnego", której fragment poruszył mnie do głębi. Oto on:

        Rz: Bardzo często najlepsze wspomnienia Bożego Narodzenia mamy z dzieciństwa.
        Gdy jesteśmy dorośli, święta, zamiast cieszyć, zaczynają nas raczej męczyć -
        krzątanina, pogoń za prezentami, tłumy w sklepach. Dlaczego tak jest?

        O. Wacław Oszajca: Rzeczywiście, niektórzy się skarżą, że nie lubią świąt.
        Jeżeli ich zapytać dlaczego, mówią: to wszystko jest strasznie sztuczne.
        Opłatki, składanie sobie życzeń, wspólna wieczerza - to tak naprawdę jedno
        wielkie oszustwo, bo na co dzień przecież jesteśmy inni, a w święta udajemy
        niemal aniołów. Podejrzewam, że z ludźmi, którzy tak mówią, jest coś nie w
        porządku. Coś również może być nie tak w rodzinie, w relacjach z przyjaciółmi,
        skoro nie potrafią się cieszyć z tego, co dla wielu jest bardzo ważne. Nie
        oznacza to, że ci ludzie są źli, najczęściej po prostu nie umieją nawiązać
        głębszego kontaktu z innymi.

        No więc już teraz wiem, że ze mną jest coś nie w porządku. Niektórzy mi to
        mówili, ale w to nie wierzyłam, teraz jednak nie mogę mieć co do tego żadnych
        wątpliwości. Ale nie jestem zła, to pocieszające. Tylko zupełnie nie wiem, jak
        wytłumaczyć fakt, że mimo to mam świetne relacje z dziećmi i całkiem liczne
        grono przyjaciół - szczerych, bezinteresownych i kochających. Przecież moje
        poglądy na temat zakłamania i sztuczności powszechnie obowiązujących zwyczajów
        świątecznych dowodzą czegoś zupełnie innego, o czym wie doskonale o. Oszajca,
        tylko ja, ciemna, tego nie rozumiem. Czy może ktoś mnie oświecić?
        • kawa_malinowa Re: jeszcze bardziej... 22.12.05, 12:58
          Ja mam taki pogląd, jaki mam... bo uważam, ze swieta powinny byc dla ludzi
          wierzących, a nie obowiązkowe dla całego narodu. stad sie bierze moja niechec.

          a poza tym....


          A kontakt z przyjaciółmi mam z każdym kryzysem lepszy. I mam andzieje, ze po
          swoich problemach oni odbierają to tak samo.
        • noida Re: jeszcze bardziej... 22.12.05, 13:27
          Pewnie, że jest z Tobą coś nie w porządku. Jak to ktoś powiedział "nie umiesz
          świętować". Powinnaś zapomnieć wszelakie urazy i po chrześcijańsku pokochać
          cały świat na tę jedną noc. Wybaczyć krzywdy. Polubić rozmowy o polityce i
          wścibskie pytania dotyczące Twojego życia osobistego. Nawiązać głębsze kontakty
          z rasistowską ciocią. Nie potrafisz się cieszyć z tego, że masz wielką rodzinę,
          której na codzień nic nie obchodzi, że masz jakies problemy, chyba, że Ci się
          noga powinie, to wtedy jest o czym rozmawiać. I tak dalej.
          Ale nie przejmuj się- ze mną też jest coś nie tak.
          Jesteśmy skazane na śmierć w zapomnieniu, ze względu na nasz brak umiejętności
          nawiązywania głębszego kontaktu z innymi.
          I znajdą nas, na wpół zjedzone przez owczarka alzackiego.
          Noida Zgryźliwa.
          • kawa_malinowa Re: jeszcze bardziej... 22.12.05, 13:30
            o tym owczarku to jest ulubiony tekst mojego kumpla.
            siedzimy w knajpie, on do mnie:
            - chcę faceta.
            - ja też.
            - ty masz lepiej, bo chcesz konkretnego, a ja chcę w ogóle
            - no nie wiem
            - oboje skonczymy jako stare panny... i dalej. WERSJA DRUGA: za pieć lat bede
            przedstawial sie: nazywam sie d. i jestem anonimowym alkoholikiem
            - jak sie ciesze, ze nie dozyje
            - uhm, ty bedziesz siedziala na przeciwko mnie.
    • griszah Wigilie firmowe 22.12.05, 13:00
      Czy Wasze firmy/zakłady pracy też wpadły na „znakomity” pomysł obchodzenia
      wigilii w gronie pracowniczym? Ja właśnie wczoraj się dowiedziałem, że z tego
      powodu nie dostanę urlopu na piątek i będę misiał jechać do teściów na święta
      przez pół Polski w samą wigilię. Niedobrze mi się robi na samą myśl o tej
      obłudnej atmosferze w firmie kiedy niby wszyscy łamią się opłatkiem a w duszy
      marzą aby to się jak najszybciej skończyło i można było pójść do domu.
      :(((((((((((
      • noida Re: Wigilie firmowe 22.12.05, 13:20
        Och, integracja z firmą to jeden z moich ulubionych tematów ;-) Ja jeszcze nie
        pracuję, więc moja firma nie wpadła na żaden taki "znakomity" pomysł, ale
        współczuję. Poczytaj wyżej, tam niektórzy się skarżą na firmowe Wigilie- może
        Ci się polepszy...
        • blue.berry Re: Wigilie firmowe 22.12.05, 13:27
          oto przepis na udana firmowa wigile:)))
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3079742.html
          jestem jak najbardziej za!
        • griszah Re: Wigilie firmowe 22.12.05, 13:40
          O faktycznie nie doczytałem :). Ale wcale mi się nie polepszyło. I jeszcze to
          ma być o godz. 14, że niby tak trochę wcześniej skończymy pracę - szczyt obłudy
          bo o różnych pierdołach będziemy gadać przez 2 godziny: a jak się dziecko
          chowa, a jakie to świetlane perspektywy na przyszłość ma firma, a co zrobił kot
          szefowej ostatnio, a co kot szefa (a nikt poza nimi nie ma kotów), a co już
          robi wnusio szefa a co szefowej. Brrrrr. Aż człowiek żałuje, że nie jest
          obłożnie chory. Byle do soboty.
          Pozdrawiam.
    • itek1 Re: Tu jest miejsce... 22.12.05, 22:01
      z okresu przedswiatecznego nienawidze ogladac kolejek za zywymi karpiami
      upychanymi w torebki foliowe. To czyste barbarzynstwo.
      • schabomil Re: Tu jest miejsce... 22.12.05, 22:25
        itek1 napisał:
        > To czyste barbarzynstwo.

        Podobnie jak stosowanie DDT, używanie antybiotyków, fermy kur, świń i krów, że
        o takich torturach jak testowanie specyfików przeciwnowotworowych na myszach,
        małpach i innych nie wspomnę.

        Podmiotowe używanie innych organizmów przez Człowieka rozumnego jest wpisane w
        jego historię, drogi kolego Itku. Cierpienie nad ich losem może i mówi coś o
        jego (Człowieka) wrażliwości, choć mi trąci lekko (eufemizm) kabotyństwem, bądź-
        i tu jest sprawa poważniejsza, sporą dozą ignorancji (wielki eufemizm) w
        temacie egzystencji naszego gatunku.
        Nie Ty jeden, Itku drogi, idziesz tym szlakiem- Twym chalebnym poprzednikiem
        był m.in. Gombrowicz, który z jednej strony rozpaczał i biczował swą duszę
        cierpieniem żuczków, a z drugiej żywił widoczą pogardę dla ludzi wyrosłych nie-
        z-kręgu-kultury-europejskiej. Jedno tuż obok drugiego.
        Bym zapomniał, to Ty byłeś pomysłodawcą ogranicznia praw (a zatem godności) w
        internecie ludziom uznanych przez "lepszych" za niegodnych tych praw posiadania?
        Historia, koło, toczenie, staczanie.
        Wesołych Świąt: Schabomił.
        • schabomil Re: Tu jest miejsce... 22.12.05, 22:30
          Rzecz jasna, powyższym postem chciałem wyrazić co mnie drażni (zgodnie z
          założeniami wątku), nie atakować kolegę Itka, który mi tylko o owym drażnieniu
          przypomniał.
          Jeśli to wygladało na agresję (nie miało, choć mogło), to przepraszam.
          Schabomił
    • kwiecienka1 Re: Tu jest miejsce... 22.12.05, 23:11
      firmowe wigilie:
      w perspektywach były trzy: na uczelni zignorowałam (chyba nawet nie zauważyli),
      a pywatnych firmach (do których wpadam po dwa razy w tygdoniu) nie zaproszono
      mnie na "przyjęcia" (hurrra!), ale pamiętano o mnie przy rozdzielaniu prezentów
      (hurrra hurrra!) - fajnie, ucieszyłam się :)))

      święta właściwe: w Wigilię ok.14 jadę do babci, nie wiem co będziemy jeść
      (karpia raczej nie bo babcia boi się zabijać, ale będą makówki i kompot z
      suszu, i bigos i włoska babka Panettone, którą dziś dostałam), sprzątać też nie
      będziemy (bo i tak nikt nie zobaczy), spać u babci mogę ile chcę, do kościoła
      nie muszę chodzić, pod choinką prezentu raczej nie będzie, ale jakoś
      przeżyję :)))
      takie święta to chyba lubię
      ale dokładniej zamelduję jak już będzie po
      pozdrawiam
      Kwiecienka z Ptasim Mleczkiem
      • daria13 Re: Tu jest miejsce... 23.12.05, 12:43
        A ja muszę sie pochwalić, że odważyłam się wczoraj zainiciować i przeprowadzić
        bojkot dzielenia się opłatkiem podczas firmowej kolacji w knajpie (40 osób + 20
        stałych współpracowników). Na myśl o takim gremialnym całowaniu się z osobami,
        za którymi niekoniecznie muszę przepadać robiło mi się słabo, więc zrobiłam
        wstępną sondę wśród wybranych pracowników, po czym poinformowałam szefa, że
        opłatka nie będzie i żeby się nie wychylał. Wszyscy byli i są mi do tej pory
        wdzięczni.
        Jedynie kolega, który się dowiedział, że na wigiliach w szkołach dzieci
        musiałam przeżyć opłatek, nazwał mnie konformistką, bo twierdzi, że tam też
        mogłam zaprotestować. A ja uważam, że nie mogę robić własnemu potomstwu tyłów w
        szkołach, bo kilka lat tam jeszcze muszą spędzić, a ja zęby zacisnę i jakoś to
        przetrzymam. Czy Wy też uważacie, że to konformizm z mojej strony?
        • aaneta Re: Tu jest miejsce... 23.12.05, 13:56
          Przykro mi, Dario, ale ja też tak uważam.
          Wychodzę z założenia, że trzeba się przeciwstawiać wszystkim idiotycznym
          zwyczajom panującym w szkole, a jak ktoś będzie chciał moje dzieci za to udupić,
          to niech tylko spróbuje. Mój Młody na przykład nie był na zielonej szkole i
          żyje, pomimo że to było na samym początku liceum i wszyscy twierdzili, że
          przechlapie sobie w ten sposób od razu na starcie. Cezar z kolei nie był na
          studniówce, a maturę jakoś zdał. U Młodego w gimnazjum zrobiłam kiedyś rozróbę o
          kretyński konkurs, u Cezara o plan sześcioletni na przedsiębiorczości w
          maturalnej klasie, i jakoś nic się nie stało.
          • daria13 Re: Tu jest miejsce... 23.12.05, 15:54
            Kiedy pisałam poprzedni post, myślałam o Tobie Anetko i dokładnie takiej
            odpowiedzi się od Ciebie spodziewałam:) No cóż, może ja naprawdę zacznę się
            powoli uczyć tej asertywności. Dojrzewam do tego, a dowodem jest moja udana
            akcja w pracy.
            Ściskam mocno:)
            • aaneta Re: Tu jest miejsce... 23.12.05, 16:15
              daria13 napisała:
              > No cóż, może ja naprawdę zacznę się
              > powoli uczyć tej asertywności.

              Brawo, tak trzymać! :)

              > Dojrzewam do tego, a dowodem jest moja udana
              > akcja w pracy.

              Otóż to.
              Dodam, że obawiając się konsekwencji swoich poczynań w szkołach swoich dzieci,
              je również uczysz konformizmu. To nie jest zarzut, tylko argument przeciwko
              takiej postawie, jaką przedstawiłaś w poprzednim poście.
              Powodzenia! :)
    • noida wrr... 23.12.05, 18:02
      I na dodatek nie umiem pakować prezentów!!!
      • olahabe Re: wrr... 23.12.05, 22:02
        Do pakowania prezentów też jestem straszny lewus, tak jak do wszystkich robótek
        ręcznych i zręcznych- mam dwie lewe ręce. W tym roku wymieniłyśmy się z
        przyjaciółką podarkami: ona mi przecudnej urody paczuszkę, szary papier pakowy
        ozdobiony filigranowym koronkowym listkiem, to wszystko owinięte folią
        przezroczystą i przewiązane drutem. To było dzieło, że aż żal rozpakowywać. Ja
        natomiast jej wręczyłam podarty, krzywo zawinięty pakunek w wyciągniętym z
        pawlacza papierze w koślawe mikołaje, który pod wpływem twardych okładek w nim
        zawartych podarł się szkaradnie. Dobrze, że zawartość się liczy, bo
        uszczęśliwiłyśmy się prezentami ogromnie.
        Marudzić będę o czym innym. Pod moim oknem zdychają choinki. Jest punkt
        sprzedaży i jak co roku podaż przerasta popyt w takim stopniu, że znowu setki
        pięknych drzewek się zmarnują. Co ci handlarze z nimi robią? Chyba nie ma
        sensowniejszego rozwiązania, jak tylko zniszczyć kawał wyciętego bezmyślnie
        lasu. I to mnie wkurza. Wkurza mnie ekologia wokół nas, a raczej kompletny jej
        brak.Niech organizują wyjazdy do prywatnych szkółek, niech każdy chętny weźmie
        siekierkę, wybierze sobie drzewko i załaduje na transport. Będzie jeszcze
        większa frajda z kupowania choinki. Pamiętacie pomysł z segregacją odpadów? Te
        kolorowe kosze na papier, szkło i plastik? Czy ktoś z Was jest z miasta w
        którym korzysta się z tego na skalę masową? Bo mnie trafia cholera za każdym
        razem, jak wyrzucam stare gazety, albo szkło do zsypu, ponieważ w W-wie pomysł
        nie wypalił i myślę, że niestety z powodu braku odzewu społ.
        No, ale na te tematy to się na pewno Beata doskonale wypowie, bo ma szczęście
        mieszkać w najlepiej zorganizowanym kraju na tym kontynencie. I na pewno, jak
        to wszystko opisze, jak to u niej jest, to mnie cholera weźmie na miejscu.
        Co do Świąt- zostały mi tylko ryby, smażenie. Jestem dumna, blada i zrzędliwa z
        przepracowania. Buziaki. O. z nowymi, czerwonymi paznokciami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka