marianka_85
21.12.05, 00:04
Mam 20 lat i pewien problem. Nie wiem dlaczego, ale boję się bliskości. Lubię
się przytulać do faceta, ale nic poza tym. Nadal jestem dziewicą i długo tak
pewnie pozostanie. Nie wstydzę się tego. Chodzi o to, że na samą myśl o tym,
iż mogłabym uprawiać seks odczuwam strach, czasem obrzydzenie. Po prostu się
boję. Boję się pocałunków itp. Dodam, że nie zostałam zgwałcona. Nie mam
pojęcia z czego to wynika. Mam problem ze znalezieniem faceta, ale wcale to
mnie nie martwi. Bo nie muszę nic z nimi...Jednak czasem strasznie odczuwam
potrzebę bliskości. To jakis paradoks. Może to się bierze stąd, ze
nasłuchałam się tyle o facetach. Nie chcę być postrzegana jako mięso!!!Nie
chcę, aby miłość do mnie zależała tylko od tego czy dobra jestem w łóżku. Po
co te całe zabiegania o kobietę, całe te zaloty jak i tak chodzi tylko o
jedno. Mnie myśl o normalnym zwiazku paraliżuje. Żle mi z tym. Kiedyś jeden
facet powiedział mi, że czuje mój strach. Miałam nawet takie głupie myśli,
żeby mój facet był ze mną, ale kochał się z inną kobietą. Byle nie ze mną. To
chore. Wiem. Ale ja już nie mogę. To błędne koło się zamyka. Dodam też, że
wielu mężczyzn się mną interesowało. Ale ja zawsze miałam jakąś wymówkę, żeby
ich spławić. Co robić? Pomóżcie. A może ktoś ma podobny prtoblem jak ja?