Gość: HerzDame
IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl
14.11.02, 22:41
Mam niewolnika. Na przykład oczy mam po ojcu, a jego ... nie wiem skąd? Byl
ze mną odkąd pamiętam. Jest dość wierny, oddany, choć juz od lat poddaję go
tresurze. Z niezłym skutkiem, muszę przyznać. Staram się wykorzenić z niego
niepotrzebne emocje. Nie podniecaj się tak - mówię gdy szaleje z rozpaczy
albo ze szczęścia. Bo dostaniesz palpitacji albo za kilka lat trzeba będzie
zafundować ci by-passy! Stara się wtedy opanować, ale widzę, że nie zawsze
przychodzi mu to łatwo. Właściwie to mnie na niego nie stać. Żartuję czasem,
że jest jedynym luksusem na jaki sobie pozwalam. W chwilach pijaństwa nazywam
go czule najszlachetniejszą częścią mojego czlowieczeństwa. Widzisz -
odpowiada - ty tez mni potrzebujesz. Ja? Skąd ten pomysł skarbie? Przecież
mogę cię w każdej chwili zastąpić. No, dobra, przyzwyczaiłam się do niego.
Wprawdzie potrafię go przekląć i odtrącić, nie odzywać się do niego przez
kilka dni, ale potem jednak cholera, jakoś tęsknię za nim i idę go szukać. I
przeważnie znajduję jak siedzi skulony w najdalszym kącie mego mieszkania.
Zdarza się, że nagle głupie i znika na jakiś czas. Włóczy się nie wiadomo
gdzie, ale zawsze wraca do mnie. Poobijany, zmęczony. Usmiecham się i mówię -
im jesteś starszy tym głupszy. I masz więcej zmarszczek. Mi nie przybywa lat -
przypomina mi - tylko blizn. Tak, tak, te twoje rany. Potem bardziej
troszczę się o niego. Jak najcenniejszy skarb chowam przed światem, niosę
ostrożnie jakby był ze szkła i mógł się potłuc. W końcu to moje całe
bogactwo. Mój niewolnik. Moje serce.