chloe30
17.05.06, 11:09
Wczoraj zarządziłam zakupy obiadowe. Jak zwykle podałam konkubentowi :PP
dokładna listę (kończy wcześniej, to kupi).
Wracam do domu, pełna zapału wkraczam do kuchni. Zaglądam do lodówki i......
czy wg was ćwikła z chrzanem to to samo co buraczki???? Bo wg konkubenta
tak!!!!!
Normalnie by powiedziała "Kochanie, ależ tego sie nie da jesć, kochanie no
niestety musisz zejśc do sklepu" i kochanie by poszło.
Ale ja akurat mam PMSa więc zamiast kochanie wstawiłam kurwa. No i afera sie
zrobiła wielka, w efekcie której sama do sklepu poleicałam (co mi się prawie
nie zdarza, z reguły udaje mi się M. wyekspediować :))
Wracam - patrzę...... konkubent myje balkon.
ROTFL :DDDDDDDDD
Mycie balkonu było w planach, ale jak to zobaczyłam to powstrzymałam śmiech.
Czyżbym była tak okropna, że się bał, że obiadu nie dostanie???
Uwierzcie mi, to było tak komiczne, niby obrażony, ale wiedziałam, że ten
balkon to ręka na zgodę.
No kocham konkubenta :DDDDDDDD