Dodaj do ulubionych

Na Dzień Dziecka

01.06.06, 09:39
wierszyków parę, prawdy uniwersalne o dziecięcym swiecie udatnie
przekazujących, co spod pióra pana psychiatry znamienitego wyszły, pana
Heinricha Hoffmana, które straszyły naszych dziadów i oburzenie moralne w
poczatkach wieku XX wzbudzały.
Obserwuj wątek
    • braineater O upartym Michale co nie chciał jeść zupy 01.06.06, 09:40

      Michał był tłusty, zdrów najzupełniej,

      Z buzią okrągłą jak księżyc w pełni,

      Jędrna jak orzech, śliczną rumianą,

      Jadł i pił wszystko, co na stół dano.

      Raz gdy mu zupę stawia służąca,

      On stąd ni zowąd talerz odtrąca,

      Mama go łaje, a Michaś w sprzeczki:

      „Nie chce i nie chce ani łyżeczki!”

      Nazajutrz Michaś tak schudł nieboże,

      Że go nikt w domu poznać nie może,

      Dają do stołu, on znowu w sprzeczki,

      Nie chce jeść zupy ani łyżeczki.

      Nie słuchać starszych, rzecz bardzo brzydka,

      W czwartym dniu Michaś wychudł jak nitka,

      W piątym coś w piersiach i w gardle dusi,

      Kto nie je zupy, ten umrzeć musi.

      Tak też z Michasiem – był zdrów i tłusty,

      Pięć dni nic nie jadł – umarł na szósty..




      • braineater O Juleczku, co miał zwyczaj ssac palec 01.06.06, 09:41
        Ja wychodzę po ciasteczka”

        Rzekła mama do Juleczka.

        „Sprawiajże się tu przykładnie,

        Nie ssij palców, bo nieładnie.

        Bo kto palce w buzię tłoczy,

        Zaraz krawiec doń wyskoczy

        Z nożycami, zły okrutnie,

        I paluszki nimi utnie”

        Julek przyrzekł słuchać mamy,

        Lecz nie wyszła jeszcze z bramy,

        A już nieposłuszny malec

        Myk – do buzi duży palec!

        Wtem ktoś z trzaskiem drzwi otwiera,

        Wpada krawiec jak pantera

        I do Julka skoczy żwawo,

        Nożycami w lewo, w prawo -

        Uciął palec jeden, drugi!

        Aż krew pryska na dwie strugi!

        Julek w krzyk, a krawiec rzecze:

        „Tak z nieposłuszeństwa leczę!”

        Wraca mama – wielka bieda

        Juleczkowi ciastek nie da.

        Bo kto mamy nie usłucha,

        Temu dosyć bułka sucha!

        Płacze Julek w wielkiej trwodze

        A paluszki na podłodze...

        • braineater O Stefciu grymaśniku 01.06.06, 09:42
          Nikt ze Stefciem grymaśnikiem

          Nie mógł dojść do ładu:

          Jadłby chętnie konfiturki,

          Nie chciał jeść obiadu.

          Gdy mu dadzą smaczną zupę,

          Lub kawałek mięsa,

          Ani łyżki nie wypije,

          Ani nie zje kęsa.

          Biedna mama, widząc nieraz

          Jego kwaśną minkę

          Pyta: „Stefciu! Czyś ty chory?

          Zjedzże odrobinkę!

          Zjemy razem, dobrze synku?

          Ja przy tobie siędę...”

          Ale Stefcio krzyczy: „Nie chce!

          Nie chce jeść! Nie będę!”

          Kara w końcu go spotyka,

          Bo ot, co się dzieje:

          Pan Stefanek grymaśnicki

          W oczach mizernieje.

          Dzień nic nie jadł, nie jadł drugi,

          Osłabł tak na trzeci,

          Że zaledwie kroki stawia

          Jak maleńkie dzieci

          I nadziwić się nie mogą

          Znajome chłopczyki,

          Bo ma nogi pan grymaśnik

          Cienkie jak patyczki!

          Na dzień czwarty gdy z fotela

          Ruszyć się nie może,

          Począł Stefcio lamentować

          „Ratujcie! Ach, Boże!...”

          Jakieś leki obrzydliwe

          Łykać trzeba było,

          To też teraz pan Stefanek

          Zajada aż miło.
          • braineater O Cesi Cmokosi 01.06.06, 09:43
            Była jedna Cesi mała,

            Co paluszki ciągle ssała,

            I choć miała piąty rok,

            Jak niemowlę, wciąż: cmok! cmok!

            Mówi mama: „Brzydka wada!

            Ssać paluszka nie wypada!

            Moja Cesiu nie martw mnie

            Bo zobaczysz będzie źle!

            Przyjdzie krawiec, zły okrutnie

            I paluszki Cesi utnie...

            Ach! Już nikt by ich nie zszył

            Toż dopiero płacz by był!”

            Ale Cesia mysli sobie:

            „Ej toć złego nic nie robię!

            Mama tylko straszy mnie,

            Skąd by krawiec wziął stu się?

            Gdzież to zresztą krawców znają

            Co paluszki obcinają?

            O tem, choć mam piąty rok

            Nie słyszałam – i znów: „cmok!”

            Raz na miasto idąc mama

            Rzekła: „Cesiu! Będziesz sama,

            Grzeczną bądź! Przyniosę gruszek.

            A pamiętaj!... wiesz?... paluszek!”

            Ledwo się zamknęły drzwi,

            Cesia mówi: „Ej, co mi!

            Possę trochę... tak troszeczkę,

            Raz jedyny przez chwileczkę...”

            I paluszek w buzie chlup,

            Wtem ktoś biegnie: tup, tup, tup!

            Wpada krawiec, strasznie zły,

            „Palec – woła utnę ci”

            Zdjął okrutny Cesię strach!

            Słyszy groźne: Szach! Szach! Szach!

            Tnie zły krawiec nozycami,

            A sukienkę krew już plami.

            Skaleczywszy jak duch, znika.

            Biedna Cesia w płacz i w krzyk.

            Wchodzi mama: „Co ci to?”

            Cesia beczy: „Och! Och! O!

            I zaledwie wyrzec może:

            „Był tu krawiec... Ach, mój Boże!

            Mamo! Mamo!... rączka chora

            Bez paluszków... Po doktora!”

            A mamusia widzi: „Widzisz sama,

            Że radziła dobrze mama,

            Przestrzegałam! Jak to źle,

            Gdy panienka palec ssie!”

            Jak naprawdę było tam,

            Ja w sekrecie powiem wam:

            Ten zły krawiec to przebrany

            Cesi wujek był kochany

            Wielkie on nożyce wziął

            I paluszki nimi ciął,

            Lecz choć „utnę” groźnie wrzasnął,

            Ledwie Cesie trochę drasnął.

            Ta w przestrachu zaś myślała,

            Że bez palców już została.

            Tak to było! No i cóż?

            Cesia palca nie ssie już

            Nauczka ją poprawiła,

            I już panna jest z niej miła.
    • formaprzetrwalnikowa Re: Na Dzień Dziecka 01.06.06, 10:30
      bardzo przydatne wierszyki.
      dzieki nim cale pokolenia mlodszych kolegow po fachu autora maja za co te zupe,
      dzieki ktorej sie nie umiera kupic.
      i nie tylko zupe

      ;)
    • ash3 Dla dzieci 01.06.06, 10:36
      nie bójcie się dzieci
      wierszy
      nie bójcie się dzieci poetów
      poeci nie gryzą
      wiersze nie bodą
      a poezja
      jak święty Mikołaj
      zawsze ma coś

      [Zbigniew Rossa]

      ;-)
    • ash3 Hoffman OT 01.06.06, 11:21
      Ciekawe, ja mam tu napisane, że autorem (!) tych wierszyków jest Wacław
      Szymanowski... Czyżby autora spolszczenia wzięto za autora wierszy?
      • braineater Re: Hoffman OT 01.06.06, 11:37
        Tak - Szymanowski spiracil Hoffmana i wydał Der Struwwelpeter, jak Złotą
        Różdżkę. Po nim podbnego pirata zrobił Bełza - ten od Katechizmu Dziecka
        Polskiego, a prócz tego te wierszyki krążą w dziesiatkach anonimowych tłumaczeń
        (w tym moim, z angielskiej wersji, przerobionej przez Tiger Lillies:)
        Dobro wspólne po prostu:)

        P:)
        • stella25b Re: Hoffman OT 01.06.06, 15:18
          Od Dr Hoffmanna bardziej popularny jest " Max und Moritz" Wilhelma Busch'a,
          gdzie caly tytul brzmi: "Max und Moritz eine Bubengeschichte in sieben
          Streichen".

          A zaczyna sie tak:

          Ach, was muß man oft von bösen
          Kinder hören oder lesen!
          Wie zum Beispiel hier von diesen,
          welche Max und Moritz hießen.
    • braineater Alfabecik Pana Gorey'a dla tych wszystkich, którzy 01.06.06, 11:42
      maja zamiar nauczyć swe dzieciny rozpoznawania literków, w sposób może ciut
      drastyczny, ale skuteczny:

      users.aol.com/emarko/gorey.html
      P:)
      • sutekh1 Re: Alfabecik Pana Gorey'a dla tych wszystkich, k 01.06.06, 14:14
        ja mam zamiar uczyć braineatera mówienia wspak: kawk kawk, eeem, eeem

        jehehe podeślij mi pros bo nic nie dotawszy bardzo sie niepokoję czyżbys mnie
        nie zaignorował, jo?
    • nienietoperz Re: Na Dzień Dziecka - czyli slawny Maxwell... 01.06.06, 15:28
      Joan was quizzical, studied pataphysical
      Science in the home
      Late nights all alone with her a test tube
      Oh, oh, oh, oh
      Maxwell Edison, majoring in medicine
      Calls her on the phone
      "Can I take you out to the pictures Jo-o-o-oan?"
      But as she's getting ready to go
      A knock comes on the door

      Bang! Bang! Maxwell's silver hammer
      came down upon her head
      Clang! Clang! Maxwell's silver hammer
      made sure that she was dead

      Back in school again Maxwell plays the fool again
      Teacher gets annoyed
      Wishing to avoid and unpleasant scene-e-e-ene
      She tells Max to stay when the class has gone away
      So he waits behind
      Writing fifty times "I must not be so-o-o-o
      But when she turns her back on the boy
      He creeps up from behind

      Bang! Bang! Maxwell's silver hammer
      came down upon her head
      Clang! Clang! Maxwell's silver hammer
      made sure that she was dead

      P.C. thirty one said "we've caught a dirty one"
      Maxwell stands alone
      Painting testimonial pictures, oh, oh, oh, oh
      Rose and Valerie screaming from the gallery
      Say he must go free
      The judge does not agree, and he tells them so-o-o-o
      But, as the words are leaving his lips
      A noise comes form behind

      Bang! Bang! Maxwell's silver hammer
      came down upon her head
      Clang! Clang! Maxwell's silver hammer
      made sure that he was dead
      Silver hammer man
    • mamarcela Re: Na Dzień Dziecka 01.06.06, 15:38
      Nie może zabraknąć mojego ulubieńca Ogdena Nasha

      Dziecko

      Dziecko
      już się niczego nie musi uczyć
      jak wszyscy starzy,
      Dziecko wie,
      że lód nie ziębi, a ogień nie parzy.
      Dziecko wie,
      że można czytać po ciemku,
      ile się tylko chce
      i oczom nic się nie stanie;
      Wie, że można stanąć sobie na oparciu krzesła
      i krzesło nie przewróci się,
      i ręki się nie złamie.
      Wie, że pierwszego dnia
      od razu można leżeć sześć godzin na słońcu
      i nie dostanie się porażenia;
      Wie, ze można chodzić po rżysku
      bez najmniejszego wrażenia.
      Wie, że nie potrzebuje
      płaszcza nieprzemakalnego na deszcz
      ani kaloszy na błoto,
      Wie, jak się prowadzi łódź żaglową
      nie wsiadając nigdy przedtem w to to.
      I wie, że nie zepsuje sobie apetytu
      jedząc na kwadrans przed obiadem
      trzy tabliczki czekolady z orzechami.
      Poza tym większość dzieci jest zdania,
      że tylko inni przeziębiają się
      w przeciągu w mokrych ubraniach.

      P;_)
      jejku to mamarcela też chyba jest dzieckiem :) wszystkiego najlepszego zatem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka