Dodaj do ulubionych

tragedia w Gdańsku

27.10.06, 10:58
Dowiedziałam się późno po fakcie z racji wyjazdu, ciekawa byłam Waszych
komentarzy a tu cisza.

Mnie zastanawia jedno - Czy ktokolwiek z klasowego motłochu, będacego
świadkiem wydarzeń pojął po tej tragedii ogrom własnego upadku jako człowieka?
Matka dziewczyny chyba pojęła - skoro nie chce winić winnych tragedii jej
dziecka - przypuszczam, że widzi swoją winę.

Dlaczego boimy się głośno nazywać sukinsyństwo, tak jak na to zasługuje?
Żałosne pomysły ministra, by teraz zamykać gnojków w szkołach-sepearatkach,
nic nie dadzą. Tu trzeba niemożliweggo - zmiany w psychice całych pokoleń.
Nie tylko uczniów, ale i dorosłych.

www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3703376.html
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: tragedia w Gdańsku 27.10.06, 11:47
      tak się dzieje w całej Polsce. Mam w rodzinie gimnazjalistę, który po ojcu
      odziedziczył genetyczną skłonność do ginekomastii. Jest leczony, ale...niestety,
      pierwszorzędne żeńskie cechy płciowe są trudne do likwidacji i ma dość wyraźne
      piersi. W klasie obchodzono "dzień chłopaka" - dziewczęta wręczały chłopcom
      prezenty. Ten dostał.....biustonosz z bardzo zjadliwą i upokarzającą adnotacją.
      Czyli został wyśmiany i upokorzony.....z powodu swojej choroby - nauczycielka
      nie zareagowała. Rodzice też nie, z obawy o eskalację, gdyż dzieci są okrutne a
      nauczyciele....idą na łatwiznę.

      I powiedz mi Bija, czy którykolwiek z klasowego, rżącego z uciechy motłochu
      rozumie, że ten chłopak może mieć uraz do dziewcząt na resztę życia? A
      nauczycielka? Co wogóle rozumie taka nauczycielka?
      • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 27.10.06, 20:55
        A jeszcze niedawno stukano się w głowę gdy słyszano że nauczyciele chcą znać
        podstawy rozpoznawania przypadków opętań u uczniów:

        wiadomosci.wp.pl/kat,50316,wid,8550852,prasaWiadomosc.html
      • kora3 Re: tragedia w Gdańsku 28.10.06, 01:06
        Azercia .. a powiedz mi, czy z Twoich szkoknych zcasów, albo za moich nie było
        dokucznie w szkole. dzieciom rudym, chydym, grubym, klekim, brzydkim?
        Za moich czasóe pamiętamm, ze było dokuczanie .. Czy nauczyciele reagowali ?
        Róznie .. najczesciej taki delikwent sam nie chciał reakcji- bal sie opinii
        skarżypyty, czy tchorza i jeszxcze wiekszego ośmnieszzania i ostratyzmu ...

        Faktycznie teraz dzieci zachowują sie niektóre skandalicznie, ale czy przedtem
        było aztak rózowo, czy nam się tylko tak zdaje ?:)
        • maria421 Re: tragedia w Gdańsku 28.10.06, 10:03
          Masz raceje, Kora, przemoc w szkole istniala juz dawno, jeszcze kiedy ja sama
          chodzilam do szkoly. Pamietam ze w podstawowce bylo niewesolo, dziewczynki ze
          starszych klas chodzily we dwie -trzy razem, bo chlopcy dopadali w rogu i
          obmacywali.
          Nauczyciele nie reagowali. Rodzice niczego nie mogli sie dowiedziec.
          Moze tylko bariera hamulcow dzieciakow sie obnizyla. Za to naglasnianie takich
          faktow jest wieksze niz przedtem.
          • jurek_s A ja pamiętam, że jednak było inaczej. 28.10.06, 10:23
            Pamiętam, że reagowaliśmy czynnie na znęcanie się silniejszych nad słabszymi i
            starszych nad młodszymi. Sam tłukłem się nieraz z różnymi gamoniami w obronie
            młodszych i słabszych kolegów. Wracałem do domu poobijany, w podartym ubraniu,
            ale Rodzice nigdy nie karali mnie za udział w tego rodzaju bójkach (choć z
            zasady bójki potępiali). Tacy to już bywali wówczas rodzice...


            A propos, pamiętam wspomnienie Maćka Kuronia o swoim ojcu - Jacku. Otóż Jacek
            Kuroń zawsze wpajał synowi, że trzeba ujmować się za krzywdzonymi i bronić
            słabszych. Maciek, od dziecka - duży i silny, bez problemów wprowadzał w życie
            ojcowskie zalecenia. Któregoś dnia wracał ze szkoły w towarzystwie kolegi i
            zajęty rozmową, nie zauważył, że na podwórku znów duży znęca się nad małym.
            W pewnym momencie z trzaskiem otworzyło się okno w mieszkania Kuroniów, wychylił
            sie z niego Jacek i wskazując ręką na dryblasa, tłukącego mikrusa, krzyknął do
            syna: "Maciek!!! Jak ty mu nie wpier..lisz, to ja ci wpier..lę!!!" Ecce pater.

            Wracając do meritum, że się tak wyrażę - za moich szkolnych czasów, coś takiego,
            jak ów casus gedanensis, po prostu, nie mogłoby się zdarzyć, bo chętni do tego
            rodzaju rozrywek, nie wyszliby z klasy o własnych siłach. Nikt nie musiałby
            wzywać nauczycieli.
            • a000000 Re: A ja pamiętam, że jednak było inaczej. 29.10.06, 09:55
              jurek_s napisał:

              > Wracając do meritum, że się tak wyrażę - za moich szkolnych czasów, coś takiego
              > ,
              > jak ów casus gedanensis, po prostu, nie mogłoby się zdarzyć, bo chętni do tego
              > rodzaju rozrywek, nie wyszliby z klasy o własnych siłach. Nikt nie musiałby
              > wzywać nauczycieli.

              W mojej podstawówce był taki jeden prowodyr co łobuzował i ciągnął dziewczynki
              za warkocze (proponuję porównać stopień demoralizacji!!!) - mnie pociągnął tylko
              raz -pierwszy i ostatni. Jak go dopadłam, to mu się krew z nosa puściła. A
              kolesie osłupieli. Już nikt mnie od tego czasu nie zaczepiał... zresztą grałam
              na fortepianie i z tego powodu miałam wytrenowane ręce - żaden mnie nie "położył
              na rękę".
              Niestety, zwierzę zwane człowiekiem ugnie się tylko przed siłą. Jakie to smutne.

              • maika7 Re: A ja pamiętam, że jednak było inaczej. 29.10.06, 17:59
                > W mojej podstawówce był taki jeden prowodyr co łobuzował i ciągnął dziewczynki
                > za warkocze (proponuję porównać stopień demoralizacji!!!)

                W mojej podstawówce były uczennice, które chodziły na seksualne randki z
                zolnierzami z pobliskiej jednostki. Stopien demoralizacji zależy chyba w duzym
                stopniu od "dostepnych okoliczności".

                Ale nie o tym chcialam pisac. O tragedii w Gdansku wiemy malo. Poza szokiem (jak
                można było dopuscić, nie zareagowac, zrobic cos takiego, itd.), pozostaje
                mnóstwo znaków zapytania. Przede wszystkim - dlaczego skonczyło się to tak
                tragicznie?
                Ale i nie o tym chciałam - wyraźnie trudno mi dzisiaj zebrac mysli. Chcialam
                zapytać dlaczego, jak są zgłaszane przez nauczycieli kłopoty i trudnosci z
                dotarciem do młodziezy to trafiaja na mur.... "obojetności finansowej". Dlaczego
                brakuje pieniędzy na mniej liczne klasy, na lepiej wykwalifikowanych
                nauczycieli, na zajęcia pozalekcyjne, na doposazenie szkól, tak, zeby
                funkcjonowały jako ośrkodki kulturalne dla calej społeczniosci (szczegolnie na
                wsiach) itd, itp.... Nie ma forsy na wychowywanie mlodzieży, ale może znajdzie
                sie na jej zmykanie i izolowanie (poza ośrodkami juz istniejacymi..).

                Eh...

                M.
                • forumisko łatwo przyszło łatwo poszło 30.10.06, 00:46
                  maika7 napisała:
                  > wsiach) itd, itp.... Nie ma forsy na wychowywanie mlodzieży, ale może znajdzie
                  > sie na jej zmykanie i izolowanie (poza ośrodkami juz istniejacymi..).

                  Problem polega na tym że młodociani bandyci nie doceniają tego że szkoła jest
                  za darmo - traktują ją w całości jako opresję z którą walczą lub okazję do
                  wyżycia się na innych.
                  A jak coś jest za darmo to jest niedoceniane - "łatwo przyszło łatwo poszło".
                  • maika7 Re: łatwo przyszło łatwo poszło 30.10.06, 06:51
                    > Problem polega na tym że młodociani bandyci nie doceniają tego że szkoła jest
                    > za darmo - traktują ją w całości jako opresję z którą walczą lub okazję do
                    > wyżycia się na innych.
                    > A jak coś jest za darmo to jest niedoceniane - "łatwo przyszło łatwo poszło".

                    Młodociani bandyci być może nie doceniają niczego poza siłą. Ale mi chodzi o te
                    99% (??) niebandytów. O bandytów też - na resocjalizację też brakuje pieniędzy.

                    M.
          • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 28.10.06, 11:03
            Mario, a powiedz mi czy gdy chodziłaś do szkoły to były jeszcze mundurki czy
            już nie?
          • kora3 Re: tragedia w Gdańsku 28.10.06, 13:30
            nagłasnianie jest moim zdaniem potrzebne o tyle, zeby dzieci wiedzialay, ze
            takie zachowanie jest napiętnowane ..

            Zgadzam sie z tym co piszesz:( To nie jest tak, ze teraz ngle pewne rzeczy
            wyskoczyły na świat jk pajac z pudełka a wczesniej ich nie było wcale ..
            pamiętam u mnie w podstawówce zadyme z powodu wymuszani pieniedzy od młodszych
            dzieci, przez strszych chłopaku, obmcywacza tez pamiętam, choć tu nauczyciele
            zareagowali. Ale też bywało bli się :( Moze nie zaraz pobicia przez uczniów, le
            np. tatusia takiego ananasa mocno partynego ...Inne czasy były to i inny straszak :(

            Hamulce wobec nauczycieli na pewno sie obniżyły, le w relacjach wzajemnych chyba
            jedynie nbardziej ujawniło sie to co było od zwsze w szkołch : fala, przemoc ..
            Oczywiscie nie w każdej i nie w każdej na te samą skalę ...
            podobnie jest z przemoca domowa, pedofilią ... Dwaniej nie było ???
            BYŁO ! Ale trzeb było zamknac paszcze i robić propagande sukcesu kraju
            socjalistycznego bez "zaplutych, kapitalistycznych" problemów ...
            Moze dlatego teraz niektórym sie zdaje,z e oto objawiły sie u nas z nagla
            patologie ...
    • kochanica-francuza Wypowiedź matki źle zrozumiana moim zdaniem 28.10.06, 20:37
      Moim zdaniem dopadła/napadła ją prasa i gnębiła: a kto jest wg pani winien?
      Szkoła? Koledzy? Rodzice? A kto jest winien? Kto jest winien?

      Kobiecina - prosta - nie umiała się wysłowić i chciała powiedzieć : "Nie chcę
      mówić, kto jest winny".
    • gumpel Re: tragedia w Gdańsku 28.10.06, 22:26
      tak jest, było i będzie
      zło i dobro są wieczne
      możemy tylko ratować poszczególne dusze przed tym pierwszym
      i zawczasu ciąć koszule na bandaże

      ... ita ut montes transferam ...
    • diabollo Szkoła po śmierci Ani 29.10.06, 23:05

      Na zadany temat bardzo fajnie napisał pan Pacewicz.

      Kłaniam się nisko.

      *******************************************

      Takie zdarzenie jak śmierć Ani jest próbą dla każdej społeczności
      Zobacz powiekszenie
      Fot. Bartosz Bobkowski / AG
      Piotr Pacewicz, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej
      Dzięki mediom na dobre i na złe wszyscy mieszkamy w Kiełpinie i wszystkich nas
      dotyka tragedia.

      To nasze dzieci chodzą do Gimnazjum nr 2 w Gdańsku, polonistka i wychowawczyni
      Ani stały się nam bliskie. Dużo myślimy o tych pięciu chłopcach, sprawcach
      gwałtu, podobno po zatrzymaniu najpierw zachowywali się butnie, potem dużo
      płakali. Wyobrażamy sobie Anię, delikatną blondynkę, wzruszamy się, słuchając,
      jak jej nauczycielka z podstawówki opowiada - była pilna, zeszyty zawsze
      czyściutkie. Wyobrażamy sobie, jak codziennie gimbusem jechała z Kiełpina do
      Gdańska.

      Razem zresztą z piątką chłopców, tych chłopców, swoich sąsiadów.

      Odtwarzamy w myślach wydarzenia tamtego piątku i pozbawione sensu pytania chodzą
      nam po głowie. Dlaczego Iwona, przyjaciółka Ani, tylko płakała i nie wezwała
      pomocy, a potem nie powiedziała polonistce, co się stało? Dlaczego telefon od
      wychowawczyni odebrał brat Ani, a ona myślała, że rozmawia z jej ojcem?

      Kiedy Ania podjęła decyzję? Chyba po południu, skoro wtedy dała znać Iwonie, że
      do szkoły już nie wróci. Było jeszcze trochę czasu.

      Dlaczego klasa nie reagowała? Przez 20 minut pięciu chłopaków ganiało ją po
      klasie, zdzierało ubranie, Ania wciskała się pod ławkę, nerwowo śmiała, potem
      płakała. Klasa szalała, jacyś chłopcy grali w monety, tylko Iwona płakała.

      Jesteśmy tam, prawda? Nie można tego cofnąć? Nie można.

      Wszyscy mieszkamy dziś w Kiełpinie i wszyscy stajemy wobec próby - co z tym
      zrobić? Co zrobić z naszą szkołą?

      ***

      Naturalnym odruchem jest zemsta. Wyobrażam sobie, jak szarpię ich za ramiona:
      Czy zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś? Jak mogłeś? I wiele jeszcze słów
      wypowiadam w myślach, które zupełnie nie nadają się do "Gazety Świątecznej".

      Rodzi się pragnienie reakcji prostych, szybkich i skutecznych. Załatwić problem,
      żeby - skoro nie można cofnąć czasu - nigdy już nic takiego się nie zdarzyło.

      Polski Kiełpin, zgnębiony, zestresowany, pogrążony w żalu, staje się gotów do
      przyjęcia deklaracji i rozwiązań autorytarnych.

      I tu zjawia się Roman Giertych. Ma trzy pomysły, by uśmierzyć nasz ból.

      Szkoły specjalne - pomysł sprzed paru miesięcy - pracuje już nad nim
      ministerialny zespół. Wtedy bandyci będą pod kontrolą, a porządni uczniowie jak
      Ania będą się uczyć bez przeszkód.

      Premier Jarosław Kaczyński dodaje, że w takich szkołach specjalnych powinny
      pracować "osoby wcześniej zatrudnione zawodowo w wojsku". Nie jest to oryginalny
      wkład premiera, Giertych już wcześniej "dopuszczał możliwość, by takimi szkołami
      kierowali emerytowani wojskowi, którzy mają doświadczenie wojenne w Iraku czy
      Afganistanie".

      Likwidacja gimnazjów - tu Giertych podkreśla, że sam jeszcze się nad tym
      zastanawia. Bo przecież rzecz zdarzyła się w gimnazjum, więc likwidacja
      gimnazjum może oznaczać likwidację problemu.

      I wreszcie zaostrzenie prawa karnego dla młodych.

      Roman Giertych trafił nareszcie w czas?

      ***

      Powiada Giertych: - Osoby, które utrudniają prowadzenie lekcji, biją kolegów,
      szantażują lub wymuszają, powinny być eliminowane z normalnego procesu
      edukacyjnego. Jeżeli z powodu zbytniej troski o te 2 czy 3 proc. młodzieży
      trudnej, uniemożliwimy normalną edukację pozostałym będzie to błąd, za który
      zapłacimy. W każdym powiecie ma działać komisja psychologów i pedagogów. To ona
      - a nie sąd jak w przypadku kierowania do poprawczaka - ma decydować o losie
      dziecka. Wniosek będzie pisał dyrektor szkoły.

      Te ideę Giertycha najlepiej znamy ze spotu wyborczego LPR - bramy szkoły
      tysiąclatki zatrzaskują się przed niegrzeczną młodzieżą, co widać na pierwszy
      rzut oka: długie włosy, strój niedbały, jakieś bransoletki.

      Irena Dzierzgowska, współtwórca reformy oświatowej w rządzie AWS-UW, uważa, że
      zatrzaskiwanie drzwi jest najgorszym symbolem, bo oznacza podział, odcięcie,
      izolację.

      Rozbudowany model szkół specjalnych, owszem, działa w krajach postsowieckich,
      np. w Kirgistanie i Kazachstanie. Tam właśnie urzędnicze speckomisje do spraw
      nieletnich umieszczają "niegrzecznych" uczniów, m.in. wagarowiczów, w
      specjalnych szkołach. Tak było we wszystkich krajach zależnych od ZSRR. Polska
      była wyjątkiem - mieliśmy sąd rodzinny, czyli europejski standard.

      Czy pomysł min. Giertycha to krok wstecz - do czasów komunistycznych?

      Na prośbę ministerstwa o opinie o szkołach specjalnych Warmińsko-Mazurskie
      Kuratorium Oświaty przesłało już do Warszawy swoje propozycje. "Gazeta"
      rozmawiała z kuratorium.

      - Zacznijmy od profilaktyki, zatrudniania większej liczby psychologów w zwykłych
      szkołach, doskonalenia umiejętności wychowawczych u nauczycieli - mówi Alicja
      Stanek, starszy wizytator. - Uczyliby się lepszego słuchania uczniów, by umieć
      likwidować ich problemy już w zarodku. Tego nikt nie uczy na studiach.

      A jeśli uczniowie mimo wysiłku nauczycieli dalej byliby niezdyscyplinowani,
      trafialiby do tworzonej przy ich szkole małej, maksymalnie 10-osobowej klasy
      przejściowej. Zajęcia prowadziliby w nich specjaliści o najwyższych kwalifikacjach.

      Gdyby to pomogło, uczeń mógłby wrócić do swojej dawnej klasy. A gdyby nie,
      kuratorium na wniosek dyrektora umieszczałoby ucznia w ośrodku o specjalnym
      nadzorze.

      To brzmi rozsądniej, prawda? Szkoły specjalne stałyby się przedostatnią deską
      ratunku. Lepsza niż ostatnia, czyli poprawczaki, o których słusznie mówi się, że
      to więzienia dla młodzieży.

      ***

      Spójrzmy z perspektywy Kiełpina. Dyrektor i nauczyciele lekceważyli problem
      przemocy w szkole, co zresztą jest reakcją rozpowszechnioną. Założę się z min.
      Giertychem, że nie zgłosiliby pięciu dręczycieli Ani do szkoły specjalnej. Gdyby
      chcieli zauważyć, że dzieje się coś złego, to by przecież jakoś zareagowali,
      zwłaszcza że szkoła - o ironio - uczestniczyła w programie "Szkoła bez przemocy".

      Ale możemy sobie wyobrazić innego dyrektora, może następcę odwołanego teraz.
      Chciałby mieć dobre wyniki i nie mieć kłopotów (któż o tym nie marzy?) i uznał,
      że trzej uczniowie z silnym ADHD przeszkadzają innym w nauce (bo przeszkadzają).
      Albo nie spodoba mu się dziewczyna, która już zaczęła życie płciowe. Albo
      agresywny jąkała.

      W powiatowej komisji nowy dyrektor namówi kolegów psychologów, by popatrzyli
      przychylnie (czytaj - nieprzychylnie) na tę trójkę. I pojadą do szkolnego wojska.

      Tam na pewno oficerowie poradzą sobie z ADHD, nie takie problemy rozwiązywali w
      Afganistanie.

      Ironizuję, ale rzecz jest poważna.

      Myślenie premiera i wicepremiera jest nieskuteczne, groźne, może być fatalne w
      skutkach dla wielu uczniów. Zwłaszcza jeżeli minister nie posłuchałby mądrych
      rad olsztyńskiego kuratorium.

      Chciałabym obejrzeć ciąg dalszy filmu reklamowego LPR - mówi Irena Dzierzgowska.
      - Jak ta wyrzucona ze szkoły młodzież staje się jeszcze groźniejsza. Bo jeżeli
      się chce komuś pomóc wychowawczo, nie należy go izolować. Należy go najpierw
      zrozumieć, a potem pokazać, jak można postępować inaczej. Więcej pracy wymagają
      te trudne dzieci, nie te dobrze wychowane.

      A minister edukacji powinien być chyba ministrem wszystkich uczniów?

      Tu jest rzecz podstawowa. Szkoła jest dla wszystkich. I dla Ani, i dla Iwony, i
      także dla tej piątki.

      I proszę nie wyrzucać nikogo pod oficerską rękę. Przy okazji - grupowa przemoc w
      szkole, zwana bullying, to tylko pewna postać słynnej fali. Czy ktoś jeszcze
      pamięta, gdzie w Polsce narodziła się fala? Nie w szkole. W wojsku.

      Irena Dzierzgowska sięga po kalkulator. Załóżmy, że w każdym powiecie wytypowano
      by tylko po 30 uczniów do szkół specjalnych. Koszt pobytu dziecka w takim
      ośrodku to co najmniej 7 tys. zł rocznie. W skali kraju daje to jakieś 70-80
      mln. Za takie pieniądze można dać dodatkowe etaty pedagogiczne,
      • diabollo Re: Szkoła po śmierci Ani 29.10.06, 23:08
        cd.

        Irena Dzierzgowska sięga po kalkulator. Załóżmy, że w każdym powiecie
        wytypowano by tylko po 30 uczniów do szkół specjalnych. Koszt pobytu dziecka w
        takim ośrodku to co najmniej 7 tys. zł rocznie. W skali kraju daje to jakieś
        70-80 mln. Za takie pieniądze można dać dodatkowe etaty pedagogiczne, uruchomić
        programy dla nauczycieli, zrobić szkolenia.

        Gdyby tak jeszcze dorzucić te 11 mln na Narodowy Instytut Wychowania i 20 mln na
        patriotyczne wycieczki, zrobiłoby się 100 mln, do tego środki unijne i w dwa
        lata z oskarżonych teraz gimnazjów można by zrobić wychowawcze perełki.

        Bronię zasady, że każdym uczniem szkoła musi się zająć, o każdego zatroszczyć.
        Zgodnie z dewizą, przy pomocy której Bush wygrał wybory w USA: "Nie zostawiaj z
        tyłu żadnego dziecka".

        ***

        Gimnazjum, które zlikwidować chce Giertych, wprowadzono między podstawówkę a
        liceum, tak jak w prawie całej Europie.

        W nauce - sukces. Dzięki gimnazjum wydłużyliśmy o rok obowiązkową edukację
        ogólnokształcącą (z 8 do 9 lat). Polskie 15-latki znacznie poprawiły takie
        umiejętności jak czytanie ze zrozumieniem czy myślenie abstrakcyjne. Gimnazja
        wyrównują edukacyjne szanse! Różnice między wynikami krajowych testów na koniec
        podstawówki (po szóstej klasie) są większe niż na koniec gimnazjum. Dysproporcje
        wieś - miasto maleją.

        Z wychowaniem są natomiast problemy, których zresztą oczekiwano. Do gimnazjów
        trafiają dzieci w wieku 14-16 lat. Burza hormonów, słabe normy, pstro w głowie.
        Potrzeba im bodaj najwięcej uwagi wychowawczej, akceptacji, a zarazem mocnych
        norm i wymogów, bo ich zdolność samokontroli jest niska. I to wszystko trzeba
        osiągnąć wobec młodzieży w fazie chaotycznego buntu.

        W tym wieku dzieci są też szczególnie podatne na patologie w grupie. Bullying,
        prześladowanie wybranej przypadkowo ofiary przez nawet całą klasę, rozwija się
        właśnie wtedy.

        Gimnazjaliści są w głupim wieku. Nigdy nie wiadomo, czy rzucą ci się w ramiona,
        czy odepchną z przekleństwem na ustach. Gimnazjum to szkoła wysokiego ryzyka.

        To także wiek, gdy szczególnie mocne są eksperymenty z seksem, a z internetu
        seks wylewa się nastolatkom na biurka. Ale to nie gimnazjum budzi te upiory
        dojrzewania. Zapewniam ministra Giertycha, że likwidacja gimnazjum nie
        zlikwiduje libido.

        ***

        Bo co Roman Giertych proponuje w zamian? Ta nieopanowana młodzież miałaby wrócić
        do podstawówek i zmieszać się z siedmio-dziesięciolatkami? Pamiętam, jak parę
        lat temu w podstawówce mojego syna szalały bandy ośmioklasistów. Zaczęli od
        chowania pierwszakom tornistrów. Podstawiali nogi. Kiedyś wsadzili mego synka do
        kosza. Gdy komuś wcisnęli głowę do kibla, szkoła zareagowała.

        W 1995 roku w V klasie warszawskich podstawówek zapytano dzieci, co im w szkole
        doskwiera. Na pierwszym miejscu była agresja, ogromna większość skarżyła się, że
        prześladują ich uczniowie z VII i VIII klasy.

        ***

        Gimnazja trzeba poprawić, a nie likwidować. Byłoby wspaniale, gdyby udało się je
        zmniejszyć. 300-400 uczniów - to daje możliwość stworzenia szkoły ciepłej, z
        dobrą kontrolą. Na świecie dzieli się często szkoły, choć pozostają w tym samym
        budynku, i to działa. Zamiast inwestować w szkoły specjalne, można by więc
        wspomóc samorządy, które chcą rozgęścić szkoły.

        Potrzebne są szkolenia, wzmocnienie gimnazjów pedagogami. Dobre są takie
        inicjatywy jak lekcja wychowawcza, którą zaordynował na wczoraj minister
        Giertych, choć lepiej byłoby, gdyby specjaliści z Centralnego Ośrodka
        Doskonalenia Nauczycieli opracowali scenariusz takich zajęć, bo rzecz jest
        diablo trudna - rozmawiać po śmierci Ani z dziećmi o przemocy.

        Jeszcze lepiej byłoby, żeby pan, panie ministrze, nie skompromitował siebie i
        naszego kraju, wyrzucając dyrektora tego ośrodka Mirosława Sielatyckiego za
        rzekome promowanie homoseksualizmu, bo akurat Sielatycki na scenariuszach lekcji
        się zna.

        Dobry wychowawca wie, co zrobić, zanim dojdzie do czegoś złego. Zauważy, że
        chłopaki z Kiełpina prześladują Anię, że klasa idzie za tym. Będzie rozmawiał,
        budował normy, sprawiedliwie karał, tłumaczył, pracował nad relacjami w grupie.
        Będzie wykonywał zawód wychowawcy.

        A poza tym to nie są dekrety o stanie wojennym. Reformę edukacji robi się
        powoli. Minęło 12 lat od projektu nowej matury do wpisania jej w system, a i tak
        są z nią poważne kłopoty, które minister Giertych postanowił radykalnie wyleczyć
        z wiadomym skutkiem.

        ***

        Gdy Giertych obejmował urząd, pisałem: "Jego poglądy na edukację nie są znane z
        tego powodu, że nie istnieją. Ale znany jest ogólny duch moralnej krzepy i
        niegdysiejszego patriotyzmu skażonego nacjonalizmem. Deklaracja Giertycha, że
        szkoła powinna wychować nowe pokolenie Polaków, brzmi tyleż komicznie, co groźnie".

        Giertych stara się, niestety, sprostać tym prognozom.

        Jego podejście jest nie tylko niedemokratyczne, ale grozi wprowadzeniem
        rozwiązań szkodliwych z punktu widzenia celów szkoły. Opinia publiczna powinna
        się przed Giertychem bronić, a nie ulegać fascynacji jego twardymi pomysłami, bo
        tu idzie o uczenie dzieci, a nie wprowadzanie stanu wojennego.

        Tymczasem piątkowy "Dziennik" Giertycha chwali: "Może nic się nie da zrobić z
        młodymi zwyrodnialcami, może rzeczywiście zawsze będzie chuliganeria. Może
        faktycznie jedyną metodą jest pomoc psychologiczna" - zaczyna Michał Karnowski -
        ale od polityków oczekujemy czynu". I popiera pomysł szkół o zaostrzonym
        rygorze. "Że Giertych robi to pod publiczkę? Może. Ale to my i nasze dzieci
        jesteśmy publiczką".

        Proponowałbym, byśmy nigdy nie cofali się w rozwoju do etapu "publiczki", nawet
        kiedy nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z nieszczęściem. Musimy pozostać
        opinią publiczną, która myśli nawet wtedy, gdy cierpi.

        www.gazetawyborcza.pl/1,75515,3708064.html
        ***********************************
        • forumisko Re: Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 01:08
          > Dobry wychowawca wie, co zrobić, zanim dojdzie do czegoś złego. Zauważy, że
          > chłopaki z Kiełpina prześladują Anię, że klasa idzie za tym. Będzie rozmawiał,
          > budował normy, sprawiedliwie karał, tłumaczył, pracował nad relacjami w
          > grupie.
          > Będzie wykonywał zawód wychowawcy.

          No właśnie - ale jakie możliwości karania ma wychowawca? Może mi ktoś
          odpowiedzieć?
      • forumisko Re: Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 01:13
        > A jeśli uczniowie mimo wysiłku nauczycieli dalej byliby niezdyscyplinowani,
        > trafialiby do tworzonej przy ich szkole małej, maksymalnie 10-osobowej klasy
        > przejściowej. Zajęcia prowadziliby w nich specjaliści o najwyższych
        > kwalifikacjach.
        >
        Ale czy ci agresywni nie potraktowaliby tego jako swego rodzaju "nagrodę"?
        Zamiast uczyć się w trzydziestoosobowej klasie - taki luksus, najlepsi
        nauczyciele. To nie byłby dobry przykład dla ich rówieśników, którzy
        gnieździliby się obok.
    • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 30.10.06, 00:25
      Problem polega na tym że "mędrcy" znowu opowiadają swoje o tym że zbrodniarze
      mają przebywać w jednej klasie z bezbronnymi a nasze dzieci w tym czasie są
      gwałcone. Sami natomiast wysyłają swoje dzieci do prywatnych szkół w USA. Niech
      mądrale wypróbują swoje postmarxistowskie "teorie" na szczurach a nie na
      ludziach.
    • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 30.10.06, 00:41
      Ciąg dalszy

      > Żałosne pomysły ministra, by teraz zamykać gnojków w szkołach-sepearatkach,
      > nic nie dadzą. Tu trzeba niemożliweggo - zmiany w psychice całych pokoleń.
      > Nie tylko uczniów, ale i dorosłych.

      Widać że coś trzeba zrobić bo widoczne są symptomy kompletnego rozprzężenia
      moralnego, opisywanego w czasach przed upadkiem I Rzeczypospolitej już przez bp
      Krasickiego. Jest jednak chyba jedna różnica - na razie nikt nie powie "źle się
      bawicie" tylko jeszcze pokiwa ze zrozumieniem głową.
    • bja74 Za dużo milczenia 30.10.06, 08:23
      Zgadzam się z wszpomnianymi przez Was uwagami - zawsze były extrema,
      mnie uderzyła w tej całej sprawie wielka zmowa milczenia :-(
      i Mam wrażenie, że coraz mnie w ludziach gotowości do zabrania głosu w
      sytuacjach wymagających ingerencji.
      Gdy byłam buzującą hormanami nastolatka, sąsiadka z bloku zrobiła mi i mojemu
      towarzystwu solidną awanturę za berka po klatce schodowej.
      W moim obecnym bloku na klatce były już bójki, notoryczne libacje pijanej
      młodzieży - i tylko mnie to przeszkadzało - sąsiedzi zgodnie milczeli, ale w
      sumie trudno im się dziwić, skoro nawet wzywanej policji nie chciało się
      przyjeżdżać z interwencją.

      Niewtrącanie się w świat innych - niby idealna postawa...
    • diabollo Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 10:30

      Zawsze miałem ograniczone zaufanie do odwoływania się do "mądrości" opinii
      większości społeczeństwa w konkretnych sprawach (dlatego mamy demokrację
      przedstawicielską), z prostej przyczyny, że głupich chyba jednak jest więcej.

      Ale większość Polaków w sprawie pomysłów Giertycha po prostu mnie rozbroiło.
      Cieszę się, że moje dzieci nie będą chodzić do polskich szkół.
      Kiedy sam do nich chodziłem to normalnie nie było, a tu przychodzą jeszcze
      lepsze czasy.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3710102.html

      Kłaniam się nisko.
      • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 11:13
        Diabollo, a moze by tak po kolei rozpatrzyc te postulaty?

        1) Umieszczanie agresywnych uczniow w osobnych szkolach.
        Brak tu wyjasnienie o jaka agresywnosc chodzi, czy jest to pociaganie kolezanki
        za warkocz czy tez bicie kolegow. W kazdym razie pobicie kogos, zastraszanie go
        itd. powinno byc uznane za agresje i taki agresywny uczen powinien liczyc sie z
        kara przeniesienia go za to do szkoly o podwyzszonym rygorze.

        2) Obizenie progu karalnosci do 15 lat . Jestem PRZECIW

        3) Zwiekszenie dyscypliny- jestem ZA

        4) Zakaz wnoszenia komorek z kamerami, magnetofonow, aparatow fotograficznych
        czy kamer: jestem ZA.
        • maika7 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 11:44
          > 1) Umieszczanie agresywnych uczniow w osobnych szkolach.
          > Brak tu wyjasnienie o jaka agresywnosc chodzi, czy jest to pociaganie
          kolezanki> za warkocz czy tez bicie kolegow. W kazdym razie pobicie kogos,
          zastraszanie go

          szerzej o tym jest tu:
          www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3694199.html
          > 2) Obizenie progu karalnosci do 15 lat . Jestem PRZECIW

          Ja jeszcze nie wiem czy jestem za czy nie. Jestem natomiast absolutnie przeciw
          umieszczaniu mlodych przestepców z doroslymi.

          > 3) Zwiekszenie dyscypliny- jestem ZA

          Po ostatniej mojej wizycie w szkole syna, kiedy zostałam wezwana na rozmowe
          wychowawcza, bo "niegrzecznie odpowiedzial nauczycielce, wykazał sie postawą
          roszczeniową, obrazil ją"
          (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37249&w=49981208). Jestem przeciw
          zwiększaniu dyscypliny (przynajmniej w szkole syna - bo bedę musiała czesciej
          sie zwalniac z pracy). A powaznie to zalezy od tego co rozumiemy przez
          dyscyplinę. Pytanie typu "czy jesteś za zwiekszeniem dycypliny" jest zbyt
          ogolne, bo nie wiadomo w czym to zwiekszenie dyscypliny ma sie przejawiac.

          > 4) Zakaz wnoszenia komorek z kamerami, magnetofonow, aparatow fotograficznych
          > czy kamer: jestem ZA.

          Jestem przeciw - bo dlaczego maja byc to przedmioty zakazane?

          M.
          • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 10:07
            maika7 napisała:

            > > 4) Zakaz wnoszenia komorek z kamerami, magnetofonow, aparatow fotograficz
            > nych
            > > czy kamer: jestem ZA.
            >
            > Jestem przeciw - bo dlaczego maja byc to przedmioty zakazane?

            Z nastepujacych powodow:
            1) aby uniknac konkurencji wsrod mlodziezy, aby uniknac tego ze liczy sie ten,
            kto ma lepsza komorke i co za tym idzie aby uniknac nacisku dzieci na rodzicow
            aby mu taka komorke (aparat, kamere)kupili, czyli aby nie wychowywac dzieci w
            konsumizmie.
            2) przedmioty te sa uczniowi w szkole niepotrzebne.
            3) jak uczy zycie, przedmioty te sa wykorzystywane w celach nie majacych nic
            wspolnego z celem szkoly, jakim jest nauka.

            • maika7 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 10:28
              > Z nastepujacych powodow:
              > 1) aby uniknac konkurencji wsrod mlodziezy, aby uniknac tego ze liczy sie ten,
              > kto ma lepsza komorke i co za tym idzie aby uniknac nacisku dzieci na rodzicow
              > aby mu taka komorke (aparat, kamere)kupili, czyli aby nie wychowywac dzieci w
              > konsumizmie.
              > 2) przedmioty te sa uczniowi w szkole niepotrzebne.
              > 3) jak uczy zycie, przedmioty te sa wykorzystywane w celach nie majacych nic
              > wspolnego z celem szkoly, jakim jest nauka.

              Mario, to sa przedmioty normalnego, czesto codziennego użytku.

              Ad. 1. Konkurencji wśród młodzieży (i dorosłych...) sie nie uniknie. Dzieci nie
              spotykaja sie tylko w szkole - równiez na podwórku, odwiedzają sie - i co?
              Zakazać ludziom kupowania przedmiotów powyżej okreslonego odgornie standardu, bo
              konkurencja?
              Własnie wychowywanie w takich warunkach uczy realnego podejscia do zasobów
              finansowych rodzine i pokazuje, ze jednych stac na więcej (lub co innego
              wybierają) a innych na mniej. I to już moja głowa w tym, jak wytłumaczyc corce
              dlaczego jedni nie jeżdżą wcale na wakacje, tylko pracuja w polu, inni jeżdża na
              Karaiby, a inni - do Pcimia do gospodarstwa agroturystycznego itd...

              Ad. 2. Są potrzebne. Sama nosiłam do szkoły aparat fotograficzny i spędzałam
              wiekszośc popołudni w ciemni fotograficznej w szkole (lub w łazience w domu...).
              Magnetofony sie tez przydawały (szczególnie dyktafony). A w sytuacji obecnego
              zagrożenia różnymi niebezpieczeństwami i dojeżdzania kilka km do szkoły (moje
              dzieci) świadomośc moja, że mam znimi kontakt w razie potrzeby, i ich, że zawsze
              moga mnie zawiadomic np. o awarii autobusu jest dla mnie bardzo wazna. Natomiast
              oczywistością jest dla mnie, zetelefony poweinny byc na lekcjach wyłaczane.

              Ad. 3. Nie tylko nauka jest w szkole. szkoła to przede wszystkim miejsce
              ksztaltowania się postaw, uczenia sie współżycia w grupie, ksztaltowania sie
              relacji, zawiązywania przyjaźni, uczenia radzenia sobie w sytuacjach trudnych,
              konfliktowych itp, itd. nie sprowadzaj szkoły do miejsca, w ktorym tylko
              przekazuje sie pewną dawke wiedzy. A wymienione przez Ciebie przedmioty pomagają
              czasem zdobyc dowody na znęcanie się nad... uczniami - przez "pedagogów". Bo nie
              zapominaj i o tym, że do szkól czasem trafiaja osoby, ktore z dziecmi i
              młodzieżą nie powinny mieć kontaktu.

              M.
              • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 22:55
                maika7 napisała:


                > Mario, to sa przedmioty normalnego, czesto codziennego użytku.

                Maiko, czytajac to co napisalas zastanawiam sie jak ja w ogole moglam przejsc
                przez szkole bez tych "przedmiotow codziennego uzytku",a do tego jeszcze w
                fartuszku i z tarcza na ramieniu...

                Mam pytanie: od jakiego wieku komorka z kamera jest dla dziecka "przedmiotem
                codziennego uzytku"?
                • maika7 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 23:33
                  > Maiko, czytajac to co napisalas zastanawiam sie jak ja w ogole moglam przejsc
                  > przez szkole bez tych "przedmiotow codziennego uzytku",a do tego jeszcze w
                  > fartuszku i z tarcza na ramieniu...

                  Mario, ja tez bez nich przeszłam przez szkołę (oprócz aparatu) w fartuszku
                  (każda klasa miała inny kolor..)i z tarczą na ramieniu, a potem identyfikatorem
                  (liceum). Nasze szkoły dzieli zaledwie kilka lat.
                  Mario, czas idzie do przodu i tak, jak dla mojej teściowej przedmiotem
                  codziennego użytku była tara i żelazko z duszą w latach 40-50-tych, tak teraz
                  korzysta z pralki automatycznej... Trudno porownywac te dwa światy. Telefon moi
                  rodzice mieli założony (stacjonarny) jak ja już mieszkałam osobno. Ale teraz
                  jest inaczej i trudno nie korzystać z postępu technicznego. Dzisiaj komputer
                  jest moim podstawowym narzędziem w parcy (no, prawie), kiedyś nie myślałam, ze
                  cos takiego w ogóle wymyslą....

                  > Mam pytanie: od jakiego wieku komorka z kamera jest dla dziecka "przedmiotem
                  > codziennego uzytku"?

                  Nie wiem. Skoro operatorzy oferuja ją za złotówkę.... Nie wiem tez czy warto
                  arbitralnie ustalać wiek, od ktorego dziecko juz może mieć swój telefon.

                  M.
                  • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 23:58
                    maika7 napisała:

                    > Mario, czas idzie do przodu i tak, jak dla mojej teściowej przedmiotem
                    > codziennego użytku była tara i żelazko z duszą w latach 40-50-tych, tak teraz
                    > korzysta z pralki automatycznej... Trudno porownywac te dwa światy. Telefon
                    moi
                    > rodzice mieli założony (stacjonarny) jak ja już mieszkałam osobno. Ale teraz
                    > jest inaczej i trudno nie korzystać z postępu technicznego. Dzisiaj komputer
                    > jest moim podstawowym narzędziem w parcy (no, prawie), kiedyś nie myślałam, ze
                    > cos takiego w ogóle wymyslą....

                    > Nie wiem. Skoro operatorzy oferuja ją za złotówkę.... Nie wiem tez czy warto
                    > arbitralnie ustalać wiek, od ktorego dziecko juz może mieć swój telefon.

                    Majko, telefon komorkowy jest z pewnoscia rzecza bardzo przydatna, jezeli
                    dziecko nie staje sie jego niewolnikiem. Ale ja pisze o komorkach z kamera,
                    ktore dzieciaki traktuja jak zabawki. Zabawek, jak wiadomo, do szkoly sie nie
                    przynosilo nawet i za naszych czasow. Nie wiem wiec dlaczego teraz dzieci
                    mialyby przynosci zabawki do szkoly.

                    • forumisko Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 00:04
                      Mleko się już rozlało - wszyscy już znają programy reality show i wielu młodych
                      chciałoby w nich wystąpić to sobie robią takie "bez cenzury" w szkołach. Cóż,
                      ktoś musiał dać przykład.
                    • maika7 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 00:06
                      > Majko, telefon komorkowy jest z pewnoscia rzecza bardzo przydatna, jezeli
                      > dziecko nie staje sie jego niewolnikiem. Ale ja pisze o komorkach z kamera,
                      > ktore dzieciaki traktuja jak zabawki. Zabawek, jak wiadomo, do szkoly sie nie
                      > przynosilo nawet i za naszych czasow. Nie wiem wiec dlaczego teraz dzieci
                      > mialyby przynosci zabawki do szkoly.

                      Bo telefony przestały być już telefonami. I tego nie przeskoczymy. Mogą być
                      jednoczesnie bardzo użyteczne i bardzo szkodliwe (uzaleznienia, wykorzystywanie
                      w celach niecnych itd..). Tak jak... noże i widelce...

                      Ja tam kapsle do gry nosiłam zawsze do szkoły - odkąd pamiętam - do zabawy na
                      przerwach własnie. Teczki dziewczynek zazwyczaj maja w sobie pluszaki.
                      Pozabierać, pozabraniać? Bo szkoła to bardzo POWAZNA instytucja i DZIECI nie
                      powinny w niej mysleć o zabawie?? No coś Ty Mario???

                      M.
                      • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 11:14
                        maika7 napisała:


                        > Bo telefony przestały być już telefonami. I tego nie przeskoczymy. Mogą być
                        > jednoczesnie bardzo użyteczne i bardzo szkodliwe (uzaleznienia,
                        wykorzystywanie
                        > w celach niecnych itd..). Tak jak... noże i widelce...

                        To znaczy nie masz nic przeciw temu, aby dzieci do szkoly przynosily noze? Moga
                        przeciez nimi przekroic kanapke na pol , wykroic serce na lawce i tym podobne
                        nieszkodliwe rzeczy.

                        > Ja tam kapsle do gry nosiłam zawsze do szkoły - odkąd pamiętam - do zabawy na
                        > przerwach własnie. Teczki dziewczynek zazwyczaj maja w sobie pluszaki.
                        > Pozabierać, pozabraniać? Bo szkoła to bardzo POWAZNA instytucja i DZIECI nie
                        > powinny w niej mysleć o zabawie?? No coś Ty Mario???

                        Maiko, czy Ty dzieci posylasz do szkoly po to, zeby sie pobawily, czy zeby sie
                        czegos nauczyly?

                        • stephen_s Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 11:28
                          > Maiko, czy Ty dzieci posylasz do szkoly po to, zeby sie pobawily, czy zeby sie
                          > czegos nauczyly?

                          Nie rozumiem, czemu uważasz, że to jedno z drugim się wyklucza? Na lekcjach
                          dzieci się uczą, na przerwach - bawią... Zawsze tak było, nie zmienisz tego.

                          I nie rozumiem, czemu uważasz, że zakazanie telefonów, kamer itd. w szkołach w
                          czymkolwiek pomoże? To są tylko przedmioty - jak dziecko jest agresywne, to i
                          bez nich komuś zrobi krzywdę... Jak ja byłem w podstawówce, to nie mieliśmy
                          telefonów itd. - a dręczenie zachodziło tak samo.

                          BTW. Czy za "Waszych" czasów chłopcy przypadkiem nie nosili ze sobą scyzoryków?
                          • maria421 Stefan, Maika 01.11.06, 16:32
                            Nauczenie poprzez zabawe to fantastyczna rzecz dla dzieci z pierwszych klas
                            szkol podstawowych.
                            Ale taka zabawe organizuje nauczyciel i to on okresla jakie pomoce (zabawki)
                            maja byc uzyte w czasie lekcji.

                            W tym watku nie mowimy o dzieciach, lecz o mlodziezy gimnazjalnej, ktorej,
                            owszem, nauka musi byc przekazana tak, by ich zainteresowala, ale ktorej to
                            mlodziezy nalezy tez przekazac ze nauka to praca i ze na lekcjach sie pracuje a
                            na przerwach sie odpoczywa. W tym wieku nalezy nauczyc dziecko roznicy miedzy
                            praca a zabawa, bo jest to wiek w ktorym nalezy zaczac przygotowywac mlodego
                            czlowieka do doroslego zycia, ktore nie jest tylko zabawa.

                            Owszem, agresywne dziecko nie potrzebuje noza ani innej broni do tego, zeby
                            komus zrobic krzywde. Ale zauwazcie takie zjawisko- jak jeden uczen przyniesie
                            noz, to drugi tez uwaza ze musi, dla swej wlasnej obrony. I tak zaczyna sie
                            plaga. A bojka na noze ma zwykle tragiczniejsze skutki niz bojka na piesci.

                            A teraz powiedzcie mi do czego potrzebna gimnazjaliscie w szkole komorka z
                            kamera?
                            • maika7 Re: Stefan, Maika 01.11.06, 17:10
                              > W tym watku nie mowimy o dzieciach, lecz o mlodziezy gimnazjalnej, ktorej,
                              > owszem, nauka musi byc przekazana tak, by ich zainteresowala, ale ktorej to
                              > mlodziezy nalezy tez przekazac ze nauka to praca i ze na lekcjach sie pracuje a
                              > na przerwach sie odpoczywa. W tym wieku nalezy nauczyc dziecko roznicy miedzy
                              > praca a zabawa, bo jest to wiek w ktorym nalezy zaczac przygotowywac mlodego
                              > czlowieka do doroslego zycia, ktore nie jest tylko zabawa.

                              Mario, nauka to tez praca, ale nie tylko. Nauka to tez zabawa, zabawa w
                              poznawanie, w odkrywanie, w szukanie przyczyn, w szukanie rozwiązań,
                              najprostszych dróg rozwiązywania problemów, w poszukiwanie odpowiedzi itd..
                              Ucząc sie tez można traktowac to jak zabawę - i skutki takiego uczenia sie
                              zazwyczaj są lepsze niż mozolne uczenie się z poczucia obowiązku. W KAZDYM
                              WIEKU. Piszesz o róznicy między praca a zabawą. Tego sie nie da oddzielic, a
                              przynajmniej nie zawsze. Nie, nie chce powiedziec, że do pracy nalezy podchodzic
                              NIEPOWAZNIE. Chcę powiedziec, ze wiele jest zawodow, w ktorych element zabawy
                              odgrywa niebagatelną rolę.

                              > Owszem, agresywne dziecko nie potrzebuje noza ani innej broni do tego, zeby
                              > komus zrobic krzywde. Ale zauwazcie takie zjawisko- jak jeden uczen przyniesie
                              > noz, to drugi tez uwaza ze musi, dla swej wlasnej obrony. I tak zaczyna sie
                              > plaga. A bojka na noze ma zwykle tragiczniejsze skutki niz bojka na piesci.

                              Mario, nie rzecz w nieprzynoszeniu nozy tylko w NIENAPADANIU na drugiego
                              człowieka. Ja ciągle nosze przy sobie noże (taki zawód, ze zawsze musze miec noz
                              pod ręka - wszedzie - nawet na plazy), zawsze mam nóż przy sobie. I co ma z tego
                              wynikać? Nic. Jesli uczeń zachowuje sie agresywnie, to niezaleznie czego uzywa
                              do wyrażania agresji (mowy, narzedzi, nog, rąk)- powinien byc "pod szczegolnym
                              okiem nauczyciela".

                              > A teraz powiedzcie mi do czego potrzebna gimnazjaliscie w szkole komorka z
                              > kamera?

                              Znajdź komorke bez kamery.... Moze jeszcze są, ale skoro kamerka jest teraz
                              integralną częscią telefonu komórkowego, to co? ma ją wymontowywać przed
                              pójściem do szkoły???

                              Mario, czy uważasz, ze w sytuacji Ani z Gdanska istotna jest kamerka?? Istotna
                              jest agresja, głoupota i niewrazliwośc kolegów Ani i reszty klasy na krzywde
                              robiona drugiemu czlowiekowi. A NIE KAMERA!!!

                              M.
                              • stephen_s Re: Stefan, Maika 01.11.06, 18:31
                                > Ja ciągle nosze przy sobie noże (taki zawód, ze zawsze musze miec noz
                                > pod ręka - wszedzie - nawet na plazy), zawsze mam nóż przy sobie.

                                Z ciekawości: zdradzisz, co to za praca? ;))
                                • maika7 Re: Stefan, Maika 01.11.06, 18:40
                                  > Z ciekawości: zdradzisz, co to za praca? ;))

                                  Ogólnie tak - biolog.
                                  Szczegółowo - nie :-) Potrzebne mi są resztki anonimowości.
                                  Osób wykonujących mój zawód w Polsce jest około 20-30.
                                  I ponieważ moj zawód jest jednoczesnie moim hobby, to "ja zawsze jestem w pracy".

                                  :-))
                                  M
                                  • stephen_s Re: Stefan, Maika 01.11.06, 18:42
                                    Hobby wymagajace noszenia ze sobą wszędzie noży? To brzmi groźnie :)))

                                    Mam w tym momencie przed oczami Ciebie leżącą na plaży, od niechcenia wykonującą
                                    sekcję jakiegoś niewinnego organizmu znalezionego w morzu :)))
                                    • maika7 Re: Stefan, Maika 01.11.06, 18:55
                                      > Hobby wymagajace noszenia ze sobą wszędzie noży? To brzmi groźnie :)))
                                      > Mam w tym momencie przed oczami Ciebie leżącą na plaży, od niechcenia wykonującą
                                      > sekcję jakiegoś niewinnego organizmu znalezionego w morzu :)))

                                      A nie, nie, chyba nie można tego nazwac sekcją :-)))
                                      Cos w tym rodzaju robie potem (nie na swiezym powietrzu) żyletką (żyletki tez
                                      mam ciągle ze soba, ale "w terenie" używam tylko wyjątkowo :-))
                                      eee... może nie pytaj mnie o zawartośc mojej torebki (plecaka) ;-)))

                                      :-)
                                      M.
                                      • stephen_s Re: Stefan, Maika 01.11.06, 18:58
                                        > A nie, nie, chyba nie można tego nazwac sekcją :-)))
                                        > Cos w tym rodzaju robie potem (nie na swiezym powietrzu) żyletką (żyletki tez
                                        > mam ciągle ze soba, ale "w terenie" używam tylko wyjątkowo :-))

                                        Rozumiem. Ty nożami na spacerze, czy plaży, po prostu polujesz na faunę - a
                                        potem ją przynosisz pod pachą do domu i tam robisz sekcje żyletkami :)

                                        > eee... może nie pytaj mnie o zawartośc mojej torebki (plecaka) ;-)))

                                        Wolę nie myśleć, jakie jeszcze narzedzia zbrodni tam się kryją :))
                                        • maika7 Re: Stefan, Maika 01.11.06, 19:09
                                          > Rozumiem. Ty nożami na spacerze, czy plaży, po prostu polujesz na faunę - a
                                          > potem ją przynosisz pod pachą do domu i tam robisz sekcje żyletkami :)

                                          Niezupełnie :-)
                                          Niezupelnie poluje,
                                          niezupelnie na faunę,
                                          niezupelnie pod pachą - zbyt delikatne


                                          > Wolę nie myśleć, jakie jeszcze narzedzia zbrodni tam się kryją :))

                                          A nie, nie, chyba arsenał przedmiotów uznawanych za niebezpieczne juz
                                          wyczerpalam (bo chyba nożyczek i igiel nie można za takie uznac), ale i tak nie
                                          jest to zawartośc "typowa" :-)

                                          M.
                              • maria421 Re: Stefan, Maika 01.11.06, 22:48
                                maika7 napisała:


                                > Mario, nauka to tez praca, ale nie tylko. Nauka to tez zabawa, zabawa w
                                > poznawanie, w odkrywanie, w szukanie przyczyn, w szukanie rozwiązań,
                                > najprostszych dróg rozwiązywania problemów, w poszukiwanie odpowiedzi itd..
                                > Ucząc sie tez można traktowac to jak zabawę - i skutki takiego uczenia sie
                                > zazwyczaj są lepsze niż mozolne uczenie się z poczucia obowiązku. W KAZDYM
                                > WIEKU. Piszesz o róznicy między praca a zabawą. Tego sie nie da oddzielic, a
                                > przynajmniej nie zawsze. Nie, nie chce powiedziec, że do pracy nalezy
                                podchodzi
                                > c
                                > NIEPOWAZNIE. Chcę powiedziec, ze wiele jest zawodow, w ktorych element zabawy
                                > odgrywa niebagatelną rolę.

                                Maiko, nie myl znajdowania przyjemnosci (w przenosni "bawienia sie") w nauce z
                                nauczaniem poprzez zabawe, bo to sa dwie rozne rzeczy.

                                > Mario, nie rzecz w nieprzynoszeniu nozy tylko w NIENAPADANIU na drugiego
                                > człowieka. Ja ciągle nosze przy sobie noże (taki zawód, ze zawsze musze miec
                                no
                                > z
                                > pod ręka - wszedzie - nawet na plazy), zawsze mam nóż przy sobie. I co ma z
                                teg
                                > o
                                > wynikać? Nic. Jesli uczeń zachowuje sie agresywnie, to niezaleznie czego uzywa
                                > do wyrażania agresji (mowy, narzedzi, nog, rąk)- powinien byc "pod szczegolnym
                                > okiem nauczyciela".

                                To wobec tego jestes tez za nieograniczonym posiadaniem broni przez obywateli?
                                Przeciez mozna nosic ze soba pistolet i nie strzelac, prawda?

                                > Znajdź komorke bez kamery.... Moze jeszcze są, ale skoro kamerka jest teraz
                                > integralną częscią telefonu komórkowego, to co? ma ją wymontowywać przed
                                > pójściem do szkoły???

                                Sa ciagle jeszcze komorki bez kamery.

                                > Mario, czy uważasz, ze w sytuacji Ani z Gdanska istotna jest kamerka?? Istotna
                                > jest agresja, głoupota i niewrazliwośc kolegów Ani i reszty klasy na krzywde
                                > robiona drugiemu czlowiekowi. A NIE KAMERA!!!

                                Owszem, winni sa ludzie, nie kamera.
                                Ale czy nie uwazasz, ze stress Ani mogl byc spotegowany tym, ze jej upokorzenie
                                zostalo sfilmowane? Ze bala sie ze obejrzy je cala klasa?
                                > M.
                                • maika7 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 07:43
                                  > Maiko, nie myl znajdowania przyjemnosci (w przenosni "bawienia sie") w nauce z
                                  > nauczaniem poprzez zabawe, bo to sa dwie rozne rzeczy.

                                  Bardzo ze soba powiązane, Mario, od poczatku można w dziecku wzmacniać ciekawośc
                                  i cheć poznawania nowych rzeczy, lub skutecznie je do tego zniechecic. Nie widze
                                  sprzeczności w nauczaniu przez zabawę i wyksztalceniu w dziecku umiejetności
                                  znajdowania zabawy (nie tylko przyjemności) w poznawaniu. W każdym razie -
                                  uwazam, ze szkoła to miejsce i na zabawę i na prace, i na zabawę w pracy i na
                                  prace przez zabawę. I to reguluja juz nauczyciele uczacy w danej szkole.

                                  > To wobec tego jestes tez za nieograniczonym posiadaniem broni przez obywateli?
                                  > Przeciez mozna nosic ze soba pistolet i nie strzelac, prawda?

                                  Może nie za nieograniczonym... ale zostawmy temat pozwoleń na broń - ok?


                                  > Sa ciagle jeszcze komorki bez kamery.

                                  Tak, ale sa tez z kamerami - i staja sie coraz powszechniejsze. I nie widze
                                  powodu dla jakiego szkoła ma ingerować w to, jaki telefon kupuje sie dziecku.
                                  Nie widze tez powodu, dla jakiego wnoszenie 'urządzeń rejestrujacych" na teren
                                  szkoły ma byc zabronione. Rozumiem, żew mamy odmienne zdania na ten temat.
                                  Uważasz, ze taki zakaz zmiejszyłby rozmiar przemocy w szkołach? Z tego, co
                                  czytałam, to 14-latek, ktoremu nie udalo sie popelnic samobojstwa nie był
                                  nagrywany, tylko "normalnie dreczony". Dzieci z domu dziecka, o ktorym ostatnio
                                  pisze prasa, tez były gwalcone przez swych starszych kolegow - i to czy było to
                                  nagrywane czy nie nie ma tu chyba juz zadnego znaczenia.


                                  > Owszem, winni sa ludzie, nie kamera.
                                  > Ale czy nie uwazasz, ze stress Ani mogl byc spotegowany tym, ze jej upokorzenie
                                  > zostalo sfilmowane? Ze bala sie ze obejrzy je cala klasa?

                                  Tego żadna z nas nie wie.

                                  M.
                                  • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 08:56
                                    maika7 napisała:


                                    > Bardzo ze soba powiązane, Mario, od poczatku można w dziecku wzmacniać
                                    ciekawoś
                                    > c
                                    > i cheć poznawania nowych rzeczy, lub skutecznie je do tego zniechecic. Nie
                                    widz
                                    > e
                                    > sprzeczności w nauczaniu przez zabawę i wyksztalceniu w dziecku umiejetności
                                    > znajdowania zabawy (nie tylko przyjemności) w poznawaniu. W każdym razie -
                                    > uwazam, ze szkoła to miejsce i na zabawę i na prace, i na zabawę w pracy i na
                                    > prace przez zabawę. I to reguluja juz nauczyciele uczacy w danej szkole.

                                    Maiko, zgadzam sie z jednym- ze to powinni regulowac nauczyciele.
                                    Tylko, co nauczanie przez zabawe ma wspolnego z zabawami uczniow w czasie
                                    przerw?

                                    > Może nie za nieograniczonym... ale zostawmy temat pozwoleń na broń - ok?

                                    Dlaczego? Przeciez taki wniosek wynika z Twoich wywodow, ze sam przedmiot nie
                                    jest jeszcze niczemu winny.

                                    > Tak, ale sa tez z kamerami - i staja sie coraz powszechniejsze. I nie widze
                                    > powodu dla jakiego szkoła ma ingerować w to, jaki telefon kupuje sie dziecku.

                                    Szkola nie powinna ingerowac w to, jaki telefon kupuja rodzice dziecku, ale ma
                                    prawo do ingerowania w to, co wolno wniesc na teren szkoly.

                                    > Nie widze tez powodu, dla jakiego wnoszenie 'urządzeń rejestrujacych" na teren
                                    > szkoły ma byc zabronione. Rozumiem, żew mamy odmienne zdania na ten temat.
                                    > Uważasz, ze taki zakaz zmiejszyłby rozmiar przemocy w szkołach? Z tego, co
                                    > czytałam, to 14-latek, ktoremu nie udalo sie popelnic samobojstwa nie był
                                    > nagrywany, tylko "normalnie dreczony". Dzieci z domu dziecka, o ktorym
                                    ostatnio
                                    > pisze prasa, tez były gwalcone przez swych starszych kolegow - i to czy było
                                    to
                                    > nagrywane czy nie nie ma tu chyba juz zadnego znaczenia.

                                    Wiem, ze w Niemczech takie telefoniki sluza temu, ze sobie dzieciaki przesylaja
                                    video porno. To jest podobno jedna z ulubionych zabaw w niemieckich szkolach.
                                    Uwazasz, ze to tez jest niewinna zabawa?

                                    > > Ale czy nie uwazasz, ze stress Ani mogl byc spotegowany tym, ze jej upoko
                                    > rzenie
                                    > > zostalo sfilmowane? Ze bala sie ze obejrzy je cala klasa?
                                    >
                                    > Tego żadna z nas nie wie.

                                    Jasne. Ale tak mozna przypuszczac.
                                    > M.
                                    • maika7 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 09:13
                                      > Maiko, zgadzam sie z jednym- ze to powinni regulowac nauczyciele.
                                      > Tylko, co nauczanie przez zabawe ma wspolnego z zabawami uczniow w czasie
                                      > przerw?

                                      Dotyczy tych samych osób. Mario - według mnie nie da się oddzielić aktywności w
                                      szkole od zabawy. I zabawa jest jedną z form aktywności uczniów w szkole. Mam
                                      nadzieję, że nie jestes za zakazaem bawienia sie w szkole.

                                      > Dlaczego? Przeciez taki wniosek wynika z Twoich wywodow, ze sam przedmiot nie
                                      > jest jeszcze niczemu winny.

                                      Dlatego, ze to temat rzeka. I mocno "z boku" tego, o czym piszemy w tym wątku.

                                      > Szkola nie powinna ingerowac w to, jaki telefon kupuja rodzice dziecku, ale ma
                                      > prawo do ingerowania w to, co wolno wniesc na teren szkoly.

                                      Tak. I tu mamy po prostu odmienne zdanie. Ty jesteś za "szerszą" listą
                                      przedmiotow zakazanych, ja za "węższą".

                                      > Wiem, ze w Niemczech takie telefoniki sluza temu, ze sobie dzieciaki przesylaja
                                      > video porno. To jest podobno jedna z ulubionych zabaw w niemieckich szkolach.
                                      > Uwazasz, ze to tez jest niewinna zabawa?

                                      Nie, nie uważam, ale nie sadzę, żeby to przesyłanie ograniczało się tylko do
                                      czasu, kiedy uczniowie przebywają na terenie szkoły. Wiec co mi z tego, ze
                                      przed poludniem nie beda przesyłać, a po południu będa - skoro ja chcialabym,
                                      żeby w ogóle nie przesyłały?

                                      > Jasne. Ale tak mozna przypuszczac.

                                      Tak, jak można przypuszczać, ża samo ściągnięcie na siłę majtek w obecności
                                      reszty klasy wystarczyło. Nie do rozstrzygnięcia.

                                      M.
                                      • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 14:32
                                        maika7 napisała:

                                        > Dotyczy tych samych osób. Mario - według mnie nie da się oddzielić aktywności
                                        w
                                        > szkole od zabawy. I zabawa jest jedną z form aktywności uczniów w szkole. Mam
                                        > nadzieję, że nie jestes za zakazaem bawienia sie w szkole.

                                        Maiko, jezeli masz dzieci, to wiesz, ze nastolatek nie powie nigdy ze
                                        sie "bawi", bo "bawia sie" dzieci, a on nie chce byc uznawany za dziecko. On
                                        najwyzej "gra", a bawi sie tylko na prywatce lub na dyskotece.

                                        Poniewaz wiec nastolatek sam wlasnej aktywnosci w czasie przerw
                                        miedzylekcyjnych nie nazwie "bawieniem sie", wiec dlaczego chcesz mu wmowic, ze
                                        on sie na przerwach powinien bawic?

                                        > Dlatego, ze to temat rzeka. I mocno "z boku" tego, o czym piszemy w tym wątku.

                                        Tak, ale do tego prowadzi zalozenie (sluszne zreszta) ze przedmiot sam w sobie
                                        nie jest winny, bez dopelnienia tego zalozenia, ze do poslugiwanie sie pewnymi
                                        przedmiotami konieczna jest dojrzalosc, ktora wielu gimnazjalistow po prostu
                                        nie posiada.

                                        > Tak. I tu mamy po prostu odmienne zdanie. Ty jesteś za "szerszą" listą
                                        > przedmiotow zakazanych, ja za "węższą".

                                        Ja jestem za tym, zeby uczniowie mieli wlasne szafki w szatni, gdzie moglyby
                                        zdeponowac komorki i inne gadgety.

                                        > Nie, nie uważam, ale nie sadzę, żeby to przesyłanie ograniczało się tylko do
                                        > czasu, kiedy uczniowie przebywają na terenie szkoły. Wiec co mi z tego, ze
                                        > przed poludniem nie beda przesyłać, a po południu będa - skoro ja chcialabym,
                                        > żeby w ogóle nie przesyłały?

                                        Ale pokazywanie sobie takich video w szkole to nic innego jak propaganda porno
                                        filmikow na terenie szkoly. A my przeciez mamy prawo domagac sie, aby na
                                        terenie szkoly nie propagowano tresci niedozwolonych dla mlodziezy, prawda?
                                        • stephen_s Re: Stefan, Maika 02.11.06, 14:44
                                          > Tak, ale do tego prowadzi zalozenie (sluszne zreszta) ze przedmiot sam w sobie
                                          > nie jest winny, bez dopelnienia tego zalozenia, ze do poslugiwanie sie pewnymi
                                          > przedmiotami konieczna jest dojrzalosc, ktora wielu gimnazjalistow po prostu
                                          > nie posiada.

                                          Matko, to teraz telefon okazuje się być przedmiotem, do którego wykorzystywania
                                          potrzebna jest "dojrzałość"???
                                          • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 17:24
                                            stephen_s napisał:

                                            > Matko, to teraz telefon okazuje się być przedmiotem, do którego
                                            wykorzystywania
                                            > potrzebna jest "dojrzałość"???

                                            A i owszem...
                                            Dojrzalosc jest potrzebna chocby do tego, aby zapanowac nad kosztami
                                            telefonowania.
                                            Komorka na karte to tylko polowiczne wyjscie. Wielu mlodym ludziom limit
                                            starcza tylko na pare dni. Znam to z wlasnego, rodzinnego doswiadczenia. Moja
                                            corka teraz zuzywa o wiele mniej impulsow niz kiedy miala 16 lat :-)
                                        • maika7 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 18:45
                                          > Maiko, jezeli masz dzieci, to wiesz, ze nastolatek nie powie nigdy ze
                                          > sie "bawi", bo "bawia sie" dzieci, a on nie chce byc uznawany za dziecko. On
                                          > najwyzej "gra", a bawi sie tylko na prywatce lub na dyskotece.

                                          Mario, jedne dzieci mówią tak, a inne tak. Moja 15-letnia córka bawi się. Syn -
                                          niekoniecznie. Ale co to ma do rzeczy?

                                          >
                                          > Poniewaz wiec nastolatek sam wlasnej aktywnosci w czasie przerw
                                          > miedzylekcyjnych nie nazwie "bawieniem sie", wiec dlaczego chcesz mu wmowic,
                                          ze> on sie na przerwach powinien bawic?

                                          Nigdzie nie napisałam, że cokolwiek powinien - napisałam, że może, bo i na jest
                                          miejsce w szkole. Poza tym, jesli nastolatek nie nazywa swojej zabawy zabawą to
                                          nie znaczy, ze to nie jest zabawa...


                                          > Ale pokazywanie sobie takich video w szkole to nic innego jak propaganda porno
                                          > filmikow na terenie szkoly. A my przeciez mamy prawo domagac sie, aby na
                                          > terenie szkoly nie propagowano tresci niedozwolonych dla mlodziezy, prawda?

                                          Mamy. Więc, jesli zostane wezwana do szkoły z powodu rozpowszechniania przez
                                          mojego syna treści pornograficznych - zareaguję. Ale nie zabronię mu nosic do
                                          szkoły komórki "na wszelki wypadek, bo może jest potencjalnym rozpowszechniaczem
                                          pornografii".

                                          M.
                                          • forumisko Re: Stefan, Maika 03.11.06, 10:36
                                            maika7 napisała:

                                            > Mamy. Więc, jesli zostane wezwana do szkoły z powodu rozpowszechniania przez
                                            > mojego syna treści pornograficznych - zareaguję. Ale nie zabronię mu nosic do
                                            > szkoły komórki "na wszelki wypadek, bo może jest potencjalnym
                                            > rozpowszechniaczem pornografii".

                                            A co z kierującymi pod wpływem alkoholu? Jeśli nikogo nie przejechali to po co
                                            reagować?
                                            • maika7 Re: Stefan, Maika 03.11.06, 10:40
                                              > A co z kierującymi pod wpływem alkoholu? Jeśli nikogo nie przejechali to po co
                                              > reagować?

                                              Prawo okresla dopuszczalna zawartośc alkoholu we krwi u kierującego samochodem?
                                              Określa. Wiec dyskutować będziemy o tym, czy jest słuszne i je zmieniać? Czy
                                              zostawimy ten temat?

                                              M.
                              • forumisko broń w szkołach 03.11.06, 10:31
                                > Mario, nie rzecz w nieprzynoszeniu nozy tylko w NIENAPADANIU na drugiego
                                > człowieka. Ja ciągle nosze przy sobie noże (taki zawód, ze zawsze musze miec
                                > no z
                                > pod ręka - wszedzie - nawet na plazy), zawsze mam nóż przy sobie. I co ma z
                                > tego
                                > wynikać? Nic. Jesli uczeń zachowuje sie agresywnie, to niezaleznie czego uzywa
                                > do wyrażania agresji (mowy, narzedzi, nog, rąk)- powinien byc "pod szczegolnym
                                > okiem nauczyciela".

                                Hmm, to może uczniowie powinni mieć możliwość chodzenia do szkoły z bronią
                                palną - przecież na przerwie też mogą się pobawić - powiedzmy sobie postrzelać
                                na strzelnicy, na boisku ? Waltery, uzi, kałasznikowy? "I co ma z tego wynikać?
                                Nic. Nie rzecz w nieprzynoszeniu karabinów tylko w NIENAPADANIU na drugiego
                                człowieka." Prawda? ;)
                                • maika7 Re: broń w szkołach 03.11.06, 10:37
                                  > Hmm, to może uczniowie powinni mieć możliwość chodzenia do szkoły z bronią
                                  > palną - przecież na przerwie też mogą się pobawić - powiedzmy sobie postrzelać
                                  > na strzelnicy, na boisku ? Waltery, uzi, kałasznikowy? "I co ma z tego wynikać?
                                  >
                                  > Nic. Nie rzecz w nieprzynoszeniu karabinów tylko w NIENAPADANIU na drugiego
                                  > człowieka." Prawda? ;)

                                  Bardzo smieszne, Forumisko, bardzo smieszne...

                                  M.
                            • stephen_s Re: Stefan, Maika 01.11.06, 18:29
                              > W tym watku nie mowimy o dzieciach, lecz o mlodziezy gimnazjalnej, ktorej,
                              > owszem, nauka musi byc przekazana tak, by ich zainteresowala, ale ktorej to
                              > mlodziezy nalezy tez przekazac ze nauka to praca i ze na lekcjach sie pracuje
                              > a na przerwach sie odpoczywa.

                              A młodzież przepraszam, przez co odpoczywa? Przez zabawę!

                              Mario, co Ty tak negatywnie podchodzisz do zabawy? Młodzież na lekcjach się
                              stresuje (no nie powiesz, że zapomniałaś, jak stresujące może być "wyrwanie do
                              odpowiedzi" itd.?), koncentruje uwagę... Zabawa jest tego odreagowaniem - w tym
                              wieku to jest właśnie odpoczynek. Czego Ty oczekujesz, że młodzież gimnazjalna
                              będzie na przerwach siedzieć w ławkach i oglądać sufit?

                              > A teraz powiedzcie mi do czego potrzebna gimnazjaliscie w szkole komorka z
                              > kamera?

                              Złe pytanie Mario... Na zasadzie "a po gimnazjaliście jest potrzebne..?" to
                              można uznać, że dziecko powinno przynosić do szkoły jedynie zeszyty, książki i
                              długopis - a cała reszta jest be.

                              Właściwe pytanie to: "Czy jest coś konkretnie w komórce z kamerą, co wyzwala
                              agresję / głupie pomysły?". Moim zdaniem - nie ma! Naprawdę chcesz zakazać
                              komórek tylko dlatego, że parę głupich dzieciaków coś nimi złego zrobiły? A co,
                              jak - powołam się tu na Majkę - w innej szkole łobuzy kogoś skrępują szalikiem?
                              Szalików też trzeba będzie zakazać? U mnie w szkole mieliśmy łobuza, co raz tak
                              się wkurzył, że rzucił w ścianę jabłkiem z impetem niewielkiego pocisku... To
                              co, zakazać przynoszenia owoców do szkoły, bo ktoś może zacząć nimi rzucać?

                              Przecież przeciwdziałanie przemocy w szkole nie może polegać na zakazywaniu
                              wnoszenia do szkoły kolejnych przedmiotów, które gdzieś ktoś źle wykorzystał!
                              • maria421 Re: Stefan, Maika 01.11.06, 22:36
                                stephen_s napisał:

                                > A młodzież przepraszam, przez co odpoczywa? Przez zabawę!

                                Stefan jak nastolatkowi powiesz zeby sie na przerwach "pobawil", to Ci powie,
                                ze nie jest dzieckiem, bo tylko dzieci sie bawia.
                                Nastolatek moze Ci najwyzej powiedziec, ze przerwa jest po to, zeby sie
                                powyglupiac.

                                > Mario, co Ty tak negatywnie podchodzisz do zabawy? Młodzież na lekcjach się
                                > stresuje (no nie powiesz, że zapomniałaś, jak stresujące może być "wyrwanie do
                                > odpowiedzi" itd.?), koncentruje uwagę... Zabawa jest tego odreagowaniem - w
                                tym
                                > wieku to jest właśnie odpoczynek. Czego Ty oczekujesz, że młodzież gimnazjalna
                                > będzie na przerwach siedzieć w ławkach i oglądać sufit?

                                Nie. Ale nie oczekuje tez, ze bedzie sie "bawic" i to koniecznie przyniesionymi
                                z domu zabawkami.

                                > > A teraz powiedzcie mi do czego potrzebna gimnazjaliscie w szkole komorka
                                > z
                                > > kamera?
                                >
                                > Złe pytanie Mario... Na zasadzie "a po gimnazjaliście jest potrzebne..?" to
                                > można uznać, że dziecko powinno przynosić do szkoły jedynie zeszyty, książki i
                                > długopis - a cała reszta jest be.
                                >
                                > Właściwe pytanie to: "Czy jest coś konkretnie w komórce z kamerą, co wyzwala
                                > agresję / głupie pomysły?". Moim zdaniem - nie ma! Naprawdę chcesz zakazać
                                > komórek tylko dlatego, że parę głupich dzieciaków coś nimi złego zrobiły? A
                                co,
                                > jak - powołam się tu na Majkę - w innej szkole łobuzy kogoś skrępują
                                szalikiem?
                                > Szalików też trzeba będzie zakazać? U mnie w szkole mieliśmy łobuza, co raz
                                tak
                                > się wkurzył, że rzucił w ścianę jabłkiem z impetem niewielkiego pocisku... To
                                > co, zakazać przynoszenia owoców do szkoły, bo ktoś może zacząć nimi rzucać?
                                >
                                > Przecież przeciwdziałanie przemocy w szkole nie może polegać na zakazywaniu
                                > wnoszenia do szkoły kolejnych przedmiotów, które gdzieś ktoś źle wykorzystał!
                                >
                                Stafan , nie odpowiedziales mi na pytanie.
                                Owoce dostarczaja dziecku witamin, szalik chroni je przed zimnem. Rzucanie
                                jablkiem czy duszenie szalikiem jest uzyciem tych przedmiotow wbrew ich
                                przeznaczeniu.
                                Natomiast kamera w komorce sluzy do nagrywania krotkich filmikow. Robienie
                                filmikow jest wiec zgodne z przeznaczeniem komorki z kamera.
                                Pytam jeszcze raz: po co to jest potrzebne nastolatkowi w szkole?
                                • stephen_s Re: Stefan, Maika 01.11.06, 22:49
                                  > Stefan jak nastolatkowi powiesz zeby sie na przerwach "pobawil", to Ci powie,
                                  > ze nie jest dzieckiem, bo tylko dzieci sie bawia.

                                  Jasne, a jak zapytam 5-latka bawiacego się LEGO, to też mi powie, że buduje z
                                  tych klocków bardzo poważne rzeczy i że to nie jest żadna tam zabawa. I co z tego?

                                  > Nastolatek moze Ci najwyzej powiedziec, ze przerwa jest po to, zeby sie
                                  > powyglupiac.

                                  I jest to ZABAWA.

                                  > Nie. Ale nie oczekuje tez, ze bedzie sie "bawic" i to koniecznie
                                  > przyniesionymi z domu zabawkami.

                                  U nas w liceum na porzadku dziennym było, że na przerwach np. czytało się
                                  podręczniki do gier RPG, wymieniało kartami do "Magic: the Gathering", układało
                                  kostkę Rubika albo grało w brydża. To też sa w pewnym sensie "zabawki
                                  przyniesione z domu". Robiliśmy coś złego?

                                  I co wg Ciebie w takim razie dziecko powinno robić na przerwach?

                                  > Natomiast kamera w komorce sluzy do nagrywania krotkich filmikow. Robienie
                                  > filmikow jest wiec zgodne z przeznaczeniem komorki z kamera.
                                  > Pytam jeszcze raz: po co to jest potrzebne nastolatkowi w szkole?

                                  Do czego jest potrzebna nastolatkowi w szkole kostka Rubika?
                                  • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 08:58
                                    Stefan, jednak nie potrafisz dac odpowiedzi na pytanie po co gimnazjaliscie w
                                    szkole komorka z kamera.

                                    Czyli, sam nie wiesz po co.

                                    P.S. Kostka Rubika cwiczy zmysl geometryczno-przestrzenny.
                                    • stephen_s Re: Stefan, Maika 02.11.06, 11:11
                                      > Stefan, jednak nie potrafisz dac odpowiedzi na pytanie po co gimnazjaliscie w
                                      > szkole komorka z kamera.

                                      Mario, wydawało mi się, że odpowiedziałem, ale w takim razie powtórzę: komórka z
                                      kamerą gimnazjaliście w szkole jest "po nic". Na takiej samej zasadzie, jak
                                      naprawdę masa przedmiotów, jakie dziecko do szkoły przynosi.

                                      Powtarzam: za moich licealnych czasów przynosiliśmy do szkoły masę rzeczy,
                                      którymi bawiliśmy się na przerwach. Czy uważasz, że tych rzeczy też nam nie
                                      powinno być wolno przynosić do szkoły?

                                      Nie odpowiedziałaś też na moje pytanie, co według Ciebie dzieci powinny robić na
                                      przerwach, skoro nie mają się bawić.
                                      • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 13:57
                                        OK, Stefanie, jezeli komorka z kamera gimnazjaliscie w szkole jest "po nic", to
                                        o co wlasciwie chodzi? Jezeli jest mu "po nic", to nie odczuje jej braku.

                                        Ciekawa jestem skad sobie wykoncypowales, ze jestem przeciwna zabawom w czasie
                                        przerwy miedzylekcyjnej.
                                        Powiedzialam tylko, ze sami uczniowie od pewnego wieku nie nazywaja niczego co
                                        robia w czasie pauzy "zabawa". W wieku dojrzewania uczniowie przywiazuja duza
                                        wage do tego, zeby nie brac ich za dzieci.

                                        Co moga robic gimnazjalisci w czasie przerwy?
                                        -zjesc drugie sniadanie
                                        -pogadac, posmiac sie
                                        -pobiegac, pospacerowac
                                        -porzucac pilka do kosza lub pokopac pilke
                                        -zajrzec do ksiazki przed klasowka
                                        -dokonczyc prace domowa
                                        -oddac/wypozyczyc ksiazki z biblioteki
                                        itd.itp.

                                        A wedlug Ciebie, jak bawia sie gimnazjalisci? W kolko graniaste?
                                        • stephen_s Re: Stefan, Maika 02.11.06, 14:15
                                          > OK, Stefanie, jezeli komorka z kamera gimnazjaliscie w szkole jest "po nic", to
                                          >
                                          > o co wlasciwie chodzi? Jezeli jest mu "po nic", to nie odczuje jej braku.

                                          Mario, ale Ty to wszystko stawiasz na głowie! To nie gimnazjalista musi
                                          udowodnić, że jakiś przyniesiony do szkoły przedmiot jest mu potrzebny - ale to
                                          szkoła, wprowadzając restrykcje, musi wykazać, że dany przedmiot w szkole jest
                                          groźny!

                                          Powtarzam: u mnie w liceum na przerwach grało się w brydża, przygotowywało się
                                          do sesji RPG, wymieniało kartami CCG... to wszystko w sumie też było nam w
                                          szkole potrzebne "po nic". Według Ciebie nauczyciele powinni nam tego zabronić?

                                          > Ciekawa jestem skad sobie wykoncypowales, ze jestem przeciwna zabawom w czasie
                                          > przerwy miedzylekcyjnej.

                                          Stąd:

                                          "> > Czego Ty oczekujesz, że młodzież gimnazjalna
                                          > > będzie na przerwach siedzieć w ławkach i oglądać sufit?

                                          > Nie. Ale nie oczekuje tez, ze bedzie sie "bawic" i to koniecznie
                                          > przyniesionymi z domu zabawkami."

                                          > Co moga robic gimnazjalisci w czasie przerwy?
                                          > -pogadac, posmiac sie
                                          > -pobiegac, pospacerowac
                                          > -porzucac pilka do kosza lub pokopac pilke

                                          Bieganie, śmianie się itd. to ZABAWA. Tym bardziej kopanie piłki. BTW. piłkę do
                                          kopania zwykle przynosi się z domu... Wytłumacz mi zatem, czemu dopuszczasz
                                          przynoszenie do szkoły piłek, a nie komórek z kamerami? Przecież to piłką można
                                          prędzej zrobić krzywdę lub narobić szkód, niż komórką!

                                          I nie rozumiem, czemu np. nie dopuszczasz możliwości, że gimnazjalista może
                                          nieszkodliwie pobawić się tym robieniem zdjęć komórką?
                                          • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 15:08
                                            stephen_s napisał:

                                            > Mario, ale Ty to wszystko stawiasz na głowie! To nie gimnazjalista musi
                                            > udowodnić, że jakiś przyniesiony do szkoły przedmiot jest mu potrzebny - ale
                                            to
                                            > szkoła, wprowadzając restrykcje, musi wykazać, że dany przedmiot w szkole jest
                                            > groźny!

                                            Tak? Mozesz mi powiedziec jaki przepis to reguluje?
                                            I co z przedmiotami, ktore nie sa grozne, lecz zwyczajnie przeszkadzaja w
                                            lekcji lub na przerwie? Na rzyklad ulubiony dziecka kanarek w klatce, lub pies
                                            czy kot?

                                            > Powtarzam: u mnie w liceum na przerwach grało się w brydża, przygotowywało się
                                            > do sesji RPG, wymieniało kartami CCG... to wszystko w sumie też było nam w
                                            > szkole potrzebne "po nic". Według Ciebie nauczyciele powinni nam tego
                                            zabronić?

                                            Gdyby karty mialy tresci pornograficzne (jak filmiki przesylane przez komorki)
                                            to tak.

                                            > > Nie. Ale nie oczekuje tez, ze bedzie sie "bawic" i to koniecznie
                                            > > przyniesionymi z domu zabawkami."

                                            Stefan, bardziej wierzylam w Twoja zdolnosc rozumienia slow wzietych w
                                            cudzyslow.

                                            > Bieganie, śmianie się itd. to ZABAWA. Tym bardziej kopanie piłki. BTW. piłkę
                                            do
                                            > kopania zwykle przynosi się z domu... Wytłumacz mi zatem, czemu dopuszczasz
                                            > przynoszenie do szkoły piłek, a nie komórek z kamerami? Przecież to piłką
                                            można
                                            > prędzej zrobić krzywdę lub narobić szkód, niż komórką!

                                            Smiech sam w sobie nie jest zabawa. Moze byc reakcja na zabawe, czy na inne
                                            bodzce.
                                            Pilka do kopania, do kosza powinna byc w szkole, do dyspozycji uczniow.

                                            > I nie rozumiem, czemu np. nie dopuszczasz możliwości, że gimnazjalista może
                                            > nieszkodliwie pobawić się tym robieniem zdjęć komórką?

                                            Skad znowu wykoncypowales ze nie dopuszczam takiej mozliwosci????

                                            • stephen_s Re: Stefan, Maika 02.11.06, 15:25
                                              > Tak? Mozesz mi powiedziec jaki przepis to reguluje?

                                              Nie przepis. ZDROWY ROZSĄDEK!

                                              Ale OK, rozumiem - uważasz, ze szkoła może wprowadzać dowolne obostrzenia, zaś
                                              to uczniowie muszą wykazywać, które z nich są niepotrzebne. W porządku - zaraz
                                              dzwonię do mojego kumpla - nauczyciela i proszę, by na najbliższej radzie
                                              pedagogicznej w swojej szkole zaproponował nakaz przychodzenia do szkoły w
                                              czerwonych dżinsach. Rozumiem, że to poprzesz? Bo w sumie jeśli dzieciaki nie
                                              chcą przychodzić w czerwonych dżinsach, to niech udowodnią, że w innych
                                              spodniach im jest lepiej!

                                              > I co z przedmiotami, ktore nie sa grozne, lecz zwyczajnie przeszkadzaja w
                                              > lekcji lub na przerwie? Na rzyklad ulubiony dziecka kanarek w klatce, lub pies
                                              > czy kot?

                                              Świetnie, ale Ty właśnie pokazałaś, czemu np. kanarek jest niepożądany: bo
                                              przeszkadza. To jest UZASADNIENIE.

                                              Podaj zatem uzasadnienie, czemu ma nie być wolno przynosić do szkoły komórek z
                                              aparatami! Bo jak na razie to twierdzisz jedynie, że powinno się ich zakazać, bo
                                              w sumie "po co one potrzebne?"...

                                              > Gdyby karty mialy tresci pornograficzne (jak filmiki przesylane przez komorki)
                                              > to tak.

                                              Nie miały, ale nie były nam po nic potrzebne do nauki. Więc co - zakazać? Bo
                                              chcesz zakazania komórek z aparatami, bo nie są po nic potrzebne...

                                              > Pilka do kopania, do kosza powinna byc w szkole, do dyspozycji uczniow.

                                              Za moich czasów piłki często przynosiło się z domu. I nikt z tego nie robił
                                              problemu, choć piłką o wiele łatwiej narobić szkód, niż komórką!

                                              Powiedz - zakazałabyś przynoszenia własnych piłek?

                                              > Skad znowu wykoncypowales ze nie dopuszczam takiej mozliwosci????

                                              Skoro dopuszczasz, to czemu pytasz, po co dziecku komórka z aparatem w szkole.
                                              Masz odpowiedź: do konstruktywnej zabawy na przerwach. Przecież nie wszystkie
                                              dzieci filmiki porno nimi przesyłają!
                                              • a000000 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 16:26
                                                stef, abstrahując od polemiki - komórki są ANTENAMI NADAWCZYMI i jako takie są
                                                źródłem promieniowania elektromagnetycznego mającego bardzo szkodliwy wpływ na
                                                rozwój młodego organizmu. I choćby z tego względu powinny być w szkołach
                                                zakazane. Nie wspomnę już o opcji ściągania przez internet na klasówce.

                                                Komórki PRZESZKADZAJĄ i rozpraszają ucznia. Jedyny pozytyw to łączność RODZICA z
                                                dzieckiem. Ale do tego wcale nie muszą te komórki posiadać kamer, aparatów,
                                                opcji internetowych....i innych gadżetów służących do wykazania się bogactwem.
                                              • maria421 Re: Stefan, Maika 02.11.06, 17:51
                                                stephen_s napisał:

                                                > > Tak? Mozesz mi powiedziec jaki przepis to reguluje?
                                                >
                                                > Nie przepis. ZDROWY ROZSĄDEK!

                                                Zdrowy rozsadek mowi, ze to szkola ma UDOWODNIC dziecku, ze jakis przedmiot
                                                przez niego przyniesiony jest w szkole po prostu "nie na miejscu"???
                                                Czyli, rozumiem, wedlug zdrowego rozsadku, uczen moze przyniesc do szkoly co
                                                chce, tak dlugo, jak szkola mu udowodni, ze jest to niebezpieczne?

                                                > Ale OK, rozumiem - uważasz, ze szkoła może wprowadzać dowolne obostrzenia, zaś
                                                > to uczniowie muszą wykazywać, które z nich są niepotrzebne. W porządku - zaraz
                                                > dzwonię do mojego kumpla - nauczyciela i proszę, by na najbliższej radzie
                                                > pedagogicznej w swojej szkole zaproponował nakaz przychodzenia do szkoły w
                                                > czerwonych dżinsach. Rozumiem, że to poprzesz? Bo w sumie jeśli dzieciaki nie
                                                > chcą przychodzić w czerwonych dżinsach, to niech udowodnią, że w innych
                                                > spodniach im jest lepiej!

                                                Stafan, nie manipuluj!
                                                To Ty powiedziales, ze szkola ma obowiazek udowodnienia uczniowi, ze przedmiot
                                                przez niego przyniesiony jest niebezpieczny.
                                                Ja NIGDY nie twierdzilam, ze ktokolwiek, ani szkola, ani dziecko, maja
                                                obowiazek udowadniania ze jakis przyniesiony przez ucznia przedmiot jest
                                                bezpieczny albo nie.

                                                Swietnie, ale Ty właśnie pokazałaś, czemu np. kanarek jest niepożądany: bo
                                                > przeszkadza. To jest UZASADNIENIE.
                                                >
                                                > Podaj zatem uzasadnienie, czemu ma nie być wolno przynosić do szkoły komórek
                                                z
                                                > aparatami! Bo jak na razie to twierdzisz jedynie, że powinno się ich zakazać,
                                                b
                                                > o
                                                > w sumie "po co one potrzebne?"...

                                                Uzasadnialam juz Maice:
                                                -rodzi sie wsrod dzieci niezdrowa konkurencja, liczy sie ten, kto ma lepszy
                                                model komorki, to odbija sie zle na dzieciach gorzej sytuowanych rodzicow,
                                                ktore wywieraja presje na rodzicach
                                                -czesc mlodziezy przesyla sobie na komorki filmiki o tresciach ogolnie dla
                                                mlodziezy zakazanych (porno, przemoc). W ten sposob te tresci sa propagowane w
                                                szkole i podsuwane innym uczniom. Czy uwazasz, ze szkola jest miejscem do
                                                propagowania takich tresci? Czy maja sie z takimi tresciami spotkac mlodsze
                                                dzieci, lub mlodziez ktora nie chce ich ogladac?
                                                -komorki przeszkadzaja w lekcjach. Nawet jezeli jest zakaz ich wylaczenia, nie
                                                wszyscy sie do niego stosuja
                                                -dzieci nie musza byc osiagalne dla rodzicow w czasie zajec szkolnych.

                                                > Nie miały, ale nie były nam po nic potrzebne do nauki. Więc co - zakazać? Bo
                                                > chcesz zakazania komórek z aparatami, bo nie są po nic potrzebne...

                                                Stafan, jezeli juz piszesz o zdrowym rozsadku, to zacznij go sam uzywac, ok?
                                                Albo zainteresuj sie, do czego niektorym mlodym ludziom sluza komorki z
                                                kamerami. O tym juz nawet w prasie glosno. Przynajmniej w zachodniej prasie, bo
                                                tu tez komorki w szkolach stanowia problem, taki sam jak w Polsce. I tu tez
                                                postuluje sie ogolny zakaz przynoszenia ich do szkoly.
                                                >
                                                > Za moich czasów piłki często przynosiło się z domu. I nikt z tego nie robił
                                                > problemu, choć piłką o wiele łatwiej narobić szkód, niż komórką!

                                                To znaczy, ze nie wiesz, albo nie jestes w stanie wyobrazic sobie jakich szkod
                                                mozna narobic komorka z kamera.

                                                > Powiedz - zakazałabyś przynoszenia własnych piłek?

                                                Tak, bo po co? Przeciez sa w szkole, pan od w-f powinien udostepnic pilke na
                                                przerwe i potem ja odebrac. Tu tak to funkcjonuje.

                                                > > Skad znowu wykoncypowales ze nie dopuszczam takiej mozliwosci????
                                                >
                                                > Skoro dopuszczasz, to czemu pytasz, po co dziecku komórka z aparatem w szkole.
                                                > Masz odpowiedź: do konstruktywnej zabawy na przerwach. Przecież nie wszystkie
                                                > dzieci filmiki porno nimi przesyłają!

                                                Stefan, jestes rozbrajajacy!
                                                Po co wobec tego zakaz "Nie deptac trawy"? przeciez nie wszyscy depcza...

                                                Wystarczy ze znajdzie sie paru uczniow, ktorzy zaczna pokazywac takie filmiki
                                                innym, tym ktorzy uzywaja komorki tylko do fotografowania architektury szkoly i
                                                kwiatkow na rabatkach.
                                                Tylko tyle wystarczy, zeby w szkole mialo miejsce cos, co tam nie powinno wcale
                                                miec miejsca: szerzenie pornografii.
                                                • stephen_s Re: Stefan, Maika 02.11.06, 18:56
                                                  > Czyli, rozumiem, wedlug zdrowego rozsadku, uczen moze przyniesc do szkoly co
                                                  > chce, tak dlugo, jak szkola mu udowodni, ze jest to niebezpieczne?

                                                  W dużym uproszczeniu - tak. Szkoła nie może zakazywać czegoś, nie będąc w stanie
                                                  podać racjonalnego powodu dla takiego zakazu!

                                                  Tymczasem wedle tego, co pisałaś, wynikało, że szkoła może zakazać przynoszenia
                                                  czegokolwiek, a to uczeń musi udowadniać, że ten przedmiot jest mu potrzebny...

                                                  > Uzasadnialam juz Maice:
                                                  > -rodzi sie wsrod dzieci niezdrowa konkurencja, liczy sie ten, kto ma lepszy
                                                  > model komorki, to odbija sie zle na dzieciach gorzej sytuowanych rodzicow,

                                                  Tego typu konkurencja nie dotyczy jedynie komórek, ale też ubrań, zabawek, o
                                                  których dzieci sobie mogą opowiadać itd. Chcesz powstrzymać tę konkurencję? To
                                                  musisz nie tylko zakazać komórek, ale też wprowadzić mundurki, wszystkim
                                                  dzieciom korzystać z tych samych przyborów szkolnych oraz zakazać opowiadania w
                                                  szkole o statusie materialnym swoich rodzin...

                                                  I czemu miałoby to służyć? Ukrywania przed dziećmi, że istnieje coś takiego jak
                                                  pieniądz? Że różni ludzie są róznie sytuowani finansowo? A nie lepiej uczyć
                                                  dzieci wzajemnego szacunku pomimo różnic dzielących ich rodziny? Bo ja Ci
                                                  zaręczam, że możesz dzieciom zarekwirować wszystkie komórki, ubrać identycznie,
                                                  wręczyć dzieciom identyczne piórniki i tornistry... a i tak dzieci będa
                                                  wiedzieć, kto jest dzieckiem prezesa banku, a kto robotnika w fabryce. I będą
                                                  sobie z tego powodu dogryzać!

                                                  > -czesc mlodziezy przesyla sobie na komorki filmiki o tresciach ogolnie dla
                                                  > mlodziezy zakazanych (porno, przemoc).

                                                  Tego typu filmiki krążą nie tylko przez komórki... U mnie liceum rozbierane
                                                  obrazki krążyły na dyskietkach. Zakażesz komórek, to dzieciaki będa sobie to
                                                  przynosić na CD-ROMach albo przesyłać mailem. Ten problem jest stary, od lat
                                                  chłopcy w pewnym wieku wymieniają się świerszykami itd. Zakazując komórek w
                                                  szkole tego problemu nie rozwiażesz!

                                                  > -komorki przeszkadzaja w lekcjach. Nawet jezeli jest zakaz ich wylaczenia, nie
                                                  > wszyscy sie do niego stosuja

                                                  Nie sądzisz, ze wystarczyłoby ten zakaz zatem egzekwować, np. rekwirując komórki
                                                  uczniom, którzy się do niego nie stosują? A nie karać zbiorowo wszystkim
                                                  posiadaczy komórek?

                                                  > -dzieci nie musza byc osiagalne dla rodzicow w czasie zajec szkolnych.

                                                  Nie sądzisz, że tego typu decyzję powinno się pozostawić poszczególnym rodzicom?
                                                  Może niektórzy rodzice akurat wolą mieć kontakt z dzieckiem?

                                                  > Stafan, jezeli juz piszesz o zdrowym rozsadku, to zacznij go sam uzywac, ok?

                                                  Używam go, wyobraź sobie. I wiesz, na co mi on zwraca uwagę? Że chodziłem do
                                                  szkoły wtedy, kiedy nie było ani komórek, ani innych nowinek technicznych. I
                                                  wiesz co? TAK SAMO istniała u nas w szkole przemoc. TAK SAMO znęcano się nad
                                                  pewnymi uczniami. TAK SAMO dzieciaki paliły papierosy. TAK SAMO chłopcy
                                                  podniecali się skombinowanym skądś świerszczykiem...

                                                  Mnie i mojego przyjaciela ze szkoły notorycznie szkolni łebkowie bili, nawet na
                                                  oczach nauczycieli - nie potrzebowali do tego KOMÓRKI Z KAMERĄ. Chodziłem do
                                                  klasy z chłopakiem, który innego ucznia WYKASTROWAŁ za pomocą kopniaka w jądra.
                                                  I też nie potrzebował do tego KOMÓRKI. Na samym poczatku podstawówki (jeszcze za
                                                  komunistycznych, "nieliberalnych" czasów) zdarzyło się, że ojciec mnie i siostrę
                                                  musiał eskortować ze szkoły, bo zasadziła się na nas banda z kijami (kijami, nie
                                                  KOMÓRKAMI Z KAMERĄ)...

                                                  Dlatego, Mario, oświadczam Ci, że jeśli chodzi o zdrowy rozsądek, to dla mnie
                                                  właśnei OBRAZĄ zdrowego rozsądku jest twierdzenie, że zakazanie KOMÓREK Z KAMERĄ
                                                  rozwiąze problemy polskiej szkoły!

                                                  > To znaczy, ze nie wiesz, albo nie jestes w stanie wyobrazic sobie jakich szkod
                                                  > mozna narobic komorka z kamera.

                                                  Mario, ja w czasie nauki szkolnej (takze na własnej skórze) przeżyłem masę
                                                  "szkód". I zapewniam Cię, że KOMÓRKA Z KAMERĄ w żadnej z nich nie uczestniczyła...

                                                  > Tak, bo po co? Przeciez sa w szkole, pan od w-f powinien udostepnic pilke na
                                                  > przerwe i potem ja odebrac. Tu tak to funkcjonuje.

                                                  No proszę. A u nas w podstawówce przynoszono własne piłki. I - szok! Nie było to
                                                  wcale źródłem problemów!

                                                  > Tylko tyle wystarczy, zeby w szkole mialo miejsce cos, co tam nie powinno
                                                  > wcale miec miejsca: szerzenie pornografii.

                                                  Szerzenie pornografii w szkołach istniało na długo przed KOMÓRKAMI Z KAMERĄ...
                                                  Do tej pory pamiętam, jak kumple w liceum wymieniali się dyskietkami z
                                                  japońskimi obrazkami panienek z waginami na wierzchu...
                                                  • forumisko Re: Stefan, Maika 03.11.06, 10:47
                                                    Tak, myślę że obowiązkowe mundurki na terenie szkoły to nie jest zły pomysł. A
                                                    co, uczeń wstydzi się że jest uczniem, wstydzi się swojej szkoły?

                                                    > Mnie i mojego przyjaciela ze szkoły notorycznie szkolni łebkowie bili, nawet
                                                    > na
                                                    > oczach nauczycieli - nie potrzebowali do tego KOMÓRKI Z KAMERĄ. Chodziłem do
                                                    > klasy z chłopakiem, który innego ucznia WYKASTROWAŁ za pomocą kopniaka w
                                                    > jądra. I też nie potrzebował do tego KOMÓRKI. Na samym poczatku podstawówki
                                                    >(jeszcze z

                                                    Ale są tacy którzy żeby się odpowiednio mocno podniecić do czynienia zła, muszą
                                                    to zarejestrować żeby się pochwalić przed innymi. Bójka niezarejestrowana ma to
                                                    do siebie że przemija bezpowrotnie, a tych ludzi "kręci" tylko oglądanie i
                                                    pokazywanie wciąż tego samego. Filmują na przykład bójki pseudokibiców. To
                                                    oglądactwo.
                        • maika7 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 11:46
                          > To znaczy nie masz nic przeciw temu, aby dzieci do szkoly przynosily noze? Moga
                          > przeciez nimi przekroic kanapke na pol , wykroic serce na lawce i tym podobne
                          > nieszkodliwe rzeczy.

                          Mario, jesli ktoś chce zrobić komuś krzywde to znajdzie narzędzie - wsadzi w oko
                          długopis, cyrklem pokłuje, tornistrem w głowę zdzieli, albo zwyczajnie pięścią
                          nos rozwali, a jesli pozbawimy go wszystkiego (nawet szalika, ktorym może
                          udusić), to słownie może uopokorzyc dotkliwie. itd... Nie w zakazach rzecz.

                          Noże - chłopcy nosili - w mojej szkole - grali w noże na boisku - czesto po
                          prostu zaraz po lekcjach. Czasem dołączalam. Bo jak nie na boisku, to na
                          podwórku popołudniami.

                          > Maiko, czy Ty dzieci posylasz do szkoly po to, zeby sie pobawily, czy zeby sie
                          > czegos nauczyly?

                          :-)) posyłam , bo taki jest obowiązek w naszym kraju. Liczę oczywiście na to, że
                          przy tej okazji czegoś sie nauczą (w sensie zdobytej wiedzy i umiejętności), że
                          nauczą się współżycia w grupie itd..
                          Mario, wiesz, że najlepiej przyswaja się informacje i nabywa umiejętności wtedy,
                          gdy to uczenie i przyswajanie sprawia nam przyjemnośc - dlatego w klasach 1-3
                          uczy sie GŁÓWNIE przez ZABAWĘ. A i w starszych klasach metodyka nauczania
                          przewiduje elementy zabawy w prowadzeniu lekcji. Ludzie w wieku 7-15 lat - nie
                          są w stanie sie nie bawić. Starsi na szczęscie też... Chyba bardzo
                          marginalizujesz i lekceważysz rolę zabawy w rozwoju człowieka.

                          M.

        • diabollo Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 13:54
          maria421 napisała:

          > Diabollo, a moze by tak po kolei rozpatrzyc te postulaty?
          >
          > 1) Umieszczanie agresywnych uczniow w osobnych szkolach.
          > Brak tu wyjasnienie o jaka agresywnosc chodzi, czy jest to pociaganie kolezanki
          >
          > za warkocz czy tez bicie kolegow. W kazdym razie pobicie kogos, zastraszanie go
          >
          > itd. powinno byc uznane za agresje i taki agresywny uczen powinien liczyc sie z
          >
          > kara przeniesienia go za to do szkoly o podwyzszonym rygorze.
          >
          > 2) Obizenie progu karalnosci do 15 lat . Jestem PRZECIW
          >
          > 3) Zwiekszenie dyscypliny- jestem ZA
          >
          > 4) Zakaz wnoszenia komorek z kamerami, magnetofonow, aparatow fotograficznych
          > czy kamer: jestem ZA.


          Czcigodna Mario,

          Może nie masz za dużo kontaktu z Ojczyzną, więc pozwolę sobie wyjaśnić, że
          polski system edukacyjny należy do najbardziej restrykcyjnych w Europie.
          Jeżeli większość Polaków uważa, cytuję:

          "Liberalne metody wychowawcze skończyły się katastrofą polskiej szkoły -
          twierdzą Polacy przepytani przez TNS OBOP dla Dziennika".

          ...to oznacza, że większość Polaków jest głupia.
          Katastrofą skończyły się restrykcyjne metody wychowawcze, katastrofą zakończyła
          się religia w szkołach jako metoda wychowawcza, a nie jakieś metody liberalne,
          których nie było.

          Słyszałem dzisiaj ciekawą wypowiedź, że w europejskim rankingu szkolnym
          Finlandia ma największe osiągnięcia, więc może by tak nasi decydenci zobaczyli
          jak ta szkoła funkcjonuje w Finlandii i jak tam się rozwiązuje takie problemy
          jak omawiany.

          Minister Roman G. - jak można przeczytać u pana Pacewicza - ma jakieś pomysły
          rodem z Kirgistanu i Kazachstanu.
          "Tam właśnie urzędnicze speckomisje do spraw nieletnich umieszczają
          "niegrzecznych" uczniów, m.in. wagarowiczów, w specjalnych szkołach."
          Tylko, że tam to relikt stalinizmu, u nas Romek G. proponuje dopiero
          wprowadzenie stalinizmu, na razie próbę w systemie edukacyjnym.

          A publika klaszcze.

          No, ale od tego są populiści - aby schlebiać najniższym gustom publiki.

          Kłaniam się nisko.
          • diabollo Metody Giertycha - fiasko 30.10.06, 16:25
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3710604.html
            Kraków: 14-latek dręczony w szkole chciał się zabić

            14-letni Adrian chciał popełnić samobójstwo, nie mogąc znieść dręczenia
            psychicznego i fizycznego ze strony kolegów ze szkoły - poinformowała telewizja
            TVN 24.

            Chłopiec nie mógł znieść upokorzeń, których doświadczał ze strony kolegów ze
            szkoły, i postanowił odebrać sobie życie. Do nieszczęścia takiego jak w Gdańsku
            nie doszło tylko dlatego, że zerwała się lina, na której chłopiec próbował się
            powiesić.

            Dyrektor szkoły nie chciała rozmawiać z dziennikarką TVN 24, twierdząc, że nic
            złego się nie stało.

            Dręczenie chłopca trwało ponad rok - od września 2005 roku. Zaczęło się od
            wyśmiewania, potem doszło do popychanek i bicia Adriana, czego chłopiec nie mógł
            znieść i próbował odebrać sobie życie.

            W szkole zainstalowane są kamery wideo, jednak mimo monitoringu nikt nie
            zauważył tragedii, która od wielu miesięcy rozgrywała się w szkolnych murach.

            ****************************

            Jak donoszą media pan Romek, dla żartu zrobiony przez bliźnięta Kaczyńskie
            ministrem edukacji, do swojego urzędu przyszedł z dwoma rewolucyjnymi "reformami":
            - monitoringu w każdej szkole (permanentna inwigilacja, jak w "Seksmisji")
            - zablokowanie dzieciom dostępu do internetowej pornografii.

            Na podstawie ostatnich tragicznych doniesień pracowych, żadne dotychczasowe
            pomysły pana Romka nie okazały się skuteczne (a dalsze pomysły są wręcz groźne).

            Jak długo ten niekompetentny nacjonalista musi być ministrem edukacji?
            Czy pan Premier Ważnijeszy Bliźniak (ten bez kurzajek na nosie) jest tak pazerny
            na władzę, że pójdzie na każdy kompromis, nawet pana Romka na urzędzie ministra
            edukacji przez trzy kolejne lata, aby tylko przez te lata dalej rządzić, bawić
            się teczkami i sędziowanie "moralne"?
            Obawiam się, że odpowiedź na powyższe pytanie jest twierdząca.

            Kłaniam się nisko.
            • diabollo Re: Metody Giertycha - fiasko 31.10.06, 10:48
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3710604.html

              Aha, w tym przypadku dyrektorka szkoły oskarża media o to, że chłopak chciał się
              zabić, bo według niej w szkole nic złego się nie działo.

              Ale nie martwcie się, szef resortu edukacji, pan Romek, ma remedium - będzie
              zwiększenie dyscypliny w szkole (pewnie rzeczona dyrektorka podporządkuje się
              zarządzeniom MEN). Ksiądz zmówi modlitę i pobłogosławi.

              Kłaniam się nisko.
              • jurek_s Re: Metody Giertycha - fiasko 01.11.06, 16:03
                diabollo napisał:


                > Ale nie martwcie się, szef resortu edukacji, pan Romek, ma remedium - będzie
                > zwiększenie dyscypliny w szkole (pewnie rzeczona dyrektorka podporządkuje się
                > zarządzeniom MEN). Ksiądz zmówi modlitę i pobłogosławi.

                Aha. A egzorcysta uroki odczyni...
          • monikaannaj Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 16:59
            Widze diabollo ze jesteś zorientowany w obecnej sytuacji w polskich szkołach.
            Powiedz - jak sie karze uczniów? Jak w podstawówce a jak w gimnazjum czy
            liceum? Stawia sie ich do kąta? Kaze zostawac w kozie?

            A jakie kary sa w Finlandii? Czy tez tam nie zdazając sie krnąbrni, chamowaci
            nastolatkowie?
            • diabollo Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 18:37
              monikaannaj napisała:

              > Widze diabollo ze jesteś zorientowany w obecnej sytuacji w polskich szkołach.
              > Powiedz - jak sie karze uczniów? Jak w podstawówce a jak w gimnazjum czy
              > liceum? Stawia sie ich do kąta? Kaze zostawac w kozie?
              >
              > A jakie kary sa w Finlandii? Czy tez tam nie zdazając sie krnąbrni, chamowaci
              > nastolatkowie?

              Czcigodna Monikoannaj, pogadaj sobie z pedagogami czy psychologami, tam szukaj
              odpowiedzi na swoje pytania.
              Mnie przeraża, że jedyny wniosek z tych dwóch tragicznych przypadków to rozmowa
              o karach.
              Wnioski formułowane przez pana Romka, które cieszą publikę.

              Kłaniam się nisko.
              • forumisko Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 20:00
                > Mnie przeraża, że jedyny wniosek z tych dwóch tragicznych przypadków to
                > rozmowa o karach.
                Bezpośrednią przyczyną jest oczywiście brak kar, ale problem leży w całym
                stosunku do człowieka.

                > Wnioski formułowane przez pana Romka, które cieszą publikę.
                Co to ma do rzeczy? "Publika" by się też cieszyła gdyby wprowadzono np. aborcję
                na życzenie. Ale ludzie mają prawo do obrony przed niesprawiedliwym agresorem.
          • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 09:48
            Szanowny Diabollo, nie wiem jak wygladaja szkoly w Finlandii ani w roznych
            bylych republikach sowieckich. O tym jak wygladaja polskie szkoly wiem z prasy
            i od znajomych. Z podobnych zrodel czerpie wiedze o tym, co sie dzieje w
            niemieckich szkolach.
            Wiem jednak jedno: poziom nauczania w szkole jest zwiazany z poziomem
            dyscypliny szkolnej, choc oczywiscie nie tylko od niej zalezny.
            Dzieciaki ida do szkoly po nauke, i czas jaki spedzaja w szkole powinien byc
            wykorzystany wlasnie w tym celu, w celu przekazania dzieciom nauki, a nie
            rozwiazywania konfliktow miedzy uczniami czy miedzy uczniami a nauczycielami.
            Dyscyplina w szkole ma sluzyc jednemu: zapobieganiu konfliktow. Uczniowi
            powinno byc to jasno powiedziane, powinno mu sie jasno od poczatku wylozyc
            reguly gry na zasadach albo- albo. Albo sie do tych zasad dostosujesz, albo
            wyladujesz gdzie indziej.
            Bo od ucznia, drogi Diabollo, nalezy WYMAGAC.
        • stephen_s Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 18:46
          > 1) Umieszczanie agresywnych uczniow w osobnych szkolach.
          > Brak tu wyjasnienie o jaka agresywnosc chodzi, czy jest to pociaganie
          > kolezanki
          > za warkocz czy tez bicie kolegow. W kazdym razie pobicie kogos, zastraszanie
          > go itd. powinno byc uznane za agresje i taki agresywny uczen powinien liczyc
          > sie z kara przeniesienia go za to do szkoly o podwyzszonym rygorze.

          Ale co da rygor, Mario??? Ty liczysz, że rygorem da się kogoś zresocjalizować?

          Giertych proponuje zamykanie agresywnych uczniów w szkołach, gdzie wychowawcami
          mają być wojskowi... To jest chore, tą metodą jedynie stworzymy fabryki
          przyszłych przestępców! Wojskowy dryl na agresywną młodzież nie zadziała - co
          najwyżej osiągniemy to, że w szkole będa grzeczni... a po szkole będą to
          odreagowywać!
          • maria421 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 10:00
            stephen_s napisał:

            > Ale co da rygor, Mario??? Ty liczysz, że rygorem da się kogoś zresocjalizować?

            A czym? Glaskaniem dla sie zresocjalizowac?
            I czemu ma sluzyc szkola- resocjalizacji czy ksztalceniu?

            > Giertych proponuje zamykanie agresywnych uczniów w szkołach, gdzie
            wychowawcami
            > mają być wojskowi... To jest chore, tą metodą jedynie stworzymy fabryki
            > przyszłych przestępców! Wojskowy dryl na agresywną młodzież nie zadziała - co
            > najwyżej osiągniemy to, że w szkole będa grzeczni... a po szkole będą to
            > odreagowywać!

            Skad ta pewnosc?

            W Niemczech resocjalizacja w jedwabnych rekawiczkach nie daje zadnych
            rezultatow.
            A obozy resocjalizacyjne, o bardzo wysokim rygorze, dla mlodych
            przestepcow istnieja rowniez w USA.
            • stephen_s Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 12:01
              > A czym? Glaskaniem dla sie zresocjalizowac?

              Mario, jak sobie posłuchasz, co mówią ludzie zajmujący się pracą z trudną
              młodzieżą, to zobaczysz, że metodyka polega na wciąganiu takiej młodzieży do
              pozytywnych aktywności, dawaniu im zachęt, by nie brnęli w destrukcyjne
              zachowania, by nie tkwili w antyspołecznych środowiskach... A nie na tym, że na
              taką młodzież krzyczysz, stawiasz do szeregu i próbujesz siła "złamać". Musisz
              takim ludziom pokazać, że zachowanie w zgodzie z normami społecznymi ma sens -
              nie zmusisz ich siła do takiego zachowania!

              > I czemu ma sluzyc szkola- resocjalizacji czy ksztalceniu?

              "Ośrodki specjalne", które proponuje Giertych, mają służyć resocjalizacji
              trudnej młodzieży. Problem w tym, że nie da się resocjalizować wojskowym drylem!
              Tak jak np. od dawna wiadomo, że więźniów w więzieniach nie zresocjalizujesz
              jedynie poniżaniem ich... Wbrew temu, w co chciałoby wierzyc społeczeństwo,
              nikogo nie zresocjalizuje się, każąć mu tyrać 40 lat w kamieniołomie pod batem.

              > Skad ta pewnosc?

              No, liznęło sie trochę wiedzy o człowieku w czasie 5 lat studiów na psychologii :P

              Mario, przez analogię: wyobraź sobie, że masz przed sobą dzikiego, agresywnego
              psa. Czy naprawdę sądzisz, że oswoisz go, lejąc go codziennie kijem?
              • forumisko Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 02.11.06, 21:34
                Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha

                No - przynajmniej raz jestem w większości.

                W każdym razie trzeba przyznać, że Giertych przynajmniej zapowiada się jako
                najlepszy minister oświaty w czasach powojennych a Kaczyński z pewnością jest
                najlepszym premierem. Muszę przyznać że się tego nie spodziewałem. A że wielu
                bezradnie zazdrości, to już nie ich wina - trzeba było robić to samo i to
                lepiej.
            • stephen_s Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 01.11.06, 12:05
              > W Niemczech resocjalizacja w jedwabnych rekawiczkach nie daje zadnych
              > rezultatow.

              Mario, konkrety proszę. Czy to Ty sądzisz, że ona nie daje rezultatów, czy też
              są na ten temat konkretne dane? I jakie metody są stosowane?

              > A obozy resocjalizacyjne, o bardzo wysokim rygorze, dla mlodych
              > przestepcow istnieja rowniez w USA.

              Znowu: konkrety, Mario... Wiem, że te obozy istnieją - ale czy dają konkretne
              rezultaty?

              To, że "coś istnieje w USA", naprawde nie jest żadnym argumentem.
        • gumpel Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 19:41
          maria421 napisała:

          > 1) Umieszczanie agresywnych uczniow w osobnych szkolach.

          Bardzo zły pomysł. To będą szkoły przestępczości. Chłopak, który okrada plecaki
          kolegów dowie się tam jak wejść do domu ich rodziców, a taki, który napala się
          macając dziewczyny i zaglądając im pod spódnice spotka tam takich, któzy
          podpowiedzą mu jak naprawdę zaspokoić swą chuć.

          > 2) Obizenie progu karalnosci do 15 lat .

          Bardzo zły pomysł. W tym wieku należy wychowywać, a nie karać. Im (i ich
          rodzicom) potrzebna jest pomoc. Zresztą: jak karać ? Zamykać z fachowcami,
          którzy zafundują im wyższą szkołę przestępczości ? Patrz punkt wyżej.

          > 3) Zwiekszenie dyscypliny

          To banał. Co to niby ma znaczyć ? Raczej trzeba stworzyć system kiedy to ofiara
          nie będzie się bała zwrócić o pomoc i będzie wiedziała, gdzie się o taką pomoc
          zwrócić. I jeszcze będzie pewna, że taką pomoc otrzyma. Podobnie
          z "obserwatorami". Oni muszą mieć poczucie, że jak staną po stronie ofiary to
          za nimi będzie stał cały system (nauczyciel, szkoła, lokalna społeczność,
          państwo, itd.)

          > 4) Zakaz wnoszenia komorek z kamerami, magnetofonow, aparatow fotograficznych
          > czy kamer:

          Bzdura kompletna. Taki jest współczesny świat - nie ma co walczyć z rzeczami.
          To nie one są winne. Albo dotrze się do poszczególnych dzieciaków (każdego
          pojedynczo) i zdoła się udzielić mu pomocy (wyciągnąć go z bagna), albo
          pozostanie taki jaki jest.

          Nie mam złudzeń. Do wszystklich pomoc nie dotrze (oby w ogóle do kogokolwiek
          dotarła bo jestem sceptyczny i raczej spodziewam się, że skończy sie na
          wprowadzeniu tych giertychowskich wyższych szkół przestępczości). A to oznacza
          po mojemu, że musimy się przyzwyczaić do informacji takich ja te z Gdańska.

          G.
          • stephen_s Podpisuję się pod każdym słowem (n/t) 30.10.06, 19:48

          • forumisko Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 20:07
            gumpel napisał:

            > maria421 napisała:
            >
            > > 1) Umieszczanie agresywnych uczniow w osobnych szkolach.
            >
            > Bardzo zły pomysł. To będą szkoły przestępczości. Chłopak, który okrada
            > plecaki
            > kolegów dowie się tam jak wejść do domu ich rodziców, a taki, który napala

            Póki co to kandydat na zbrodniarza dowiaduje się SAM że to bezbronnych można
            bić i gwałcić bo mu nie oddadzą, są nieuzbrojeni.
            Poza tym bynajmniej nie jest odizolowany od bandytów - których zapewne
            podziwia. Oni też kiedyś wychodzą z więzienia i szkolą "narybek". Nie bądźmy
            naiwni. Młodociani złodzieje bynajmniej nie nauczyli się "fachu" w więzieniach
            i potrafią kraść (nauczy ich choćby rodzina i kumple z podwórka).

            > się macając dziewczyny i zaglądając im pod spódnice spotka tam takich, któzy
            > podpowiedzą mu jak naprawdę zaspokoić swą chuć.
            Ależ on doskonale wie jak zaspokoić chuć, bo się naoglądał porno a koledzy mu
            opowiedzieli dokładnie.
            • stephen_s Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 20:13
              Za przeproszeniem, ale bzdury opowiadasz, Forumisko. To są doskonale znane
              fakty, że przebywanie w więzieniu wystawia więźnia na ryzyko recydywy, dalsze
              wpadanie w środowisko przestępcze itd. Dlatego chociażby w więzieniach stosuje
              sie zasadę, by nie trzymać recydywistów z więźniami skazanymi po raz pierwszy -
              żeby ograniczać tego typu negatywny wpływ zawodowych przestępców na ludzi,
              którzy mają szansę jeszcze z tego wyjść...
              • forumisko Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 20:32
                Bzdury, powiadasz, opowiadam?
                To przeczytaj sobie to co potrafią chociażby trzynastolatki (przecież nie byli
                w więzieniu):

                "Niebezpieczne gimnazja"
                www.se.com.pl/se/index.jsp?place=mainLead&news_cat_id=1808&news_id=126188
                • stephen_s Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 20:54
                  To, co zalinkowałeś, nie ma NIC do rzeczy. Owszem, ludzie sami z siebie potrafią
                  być brutalni. I co z tego??? Zamykanie razem recydywistów z początkującymi
                  przestępcami sprzyja dalszej demoralizacji tych ostatnich, to są fakty!
                  • forumisko Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 30.10.06, 21:03
                    stephen_s napisał:

                    > To, co zalinkowałeś, nie ma NIC do rzeczy. Owszem, ludzie sami z siebie
                    > potrafią być brutalni. I co z tego???

                    Skąd trzynastolatek wie jak kopulować?

                    > Zamykanie razem recydywistów z początkującymi
                    > przestępcami sprzyja dalszej demoralizacji tych ostatnich, to są fakty!

                    Ale co to jest recydywa? Przecież zwykle najpierw są papierosy w szkole, potem
                    drobne kradzieże a potem dopiero gwałt.

                    Stefan, to jak przemówić do "początkującego przestępcy"? Masz jakiś pomysł?
                    • maika7 Re: Większość Polaków popiera pomysły Giertycha 31.10.06, 09:03
                      > Skąd trzynastolatek wie jak kopulować?

                      A skąd wszystkie organizmy (prawie) wiedzą jak kopulowac??

                      > Ale co to jest recydywa? Przecież zwykle najpierw są papierosy w szkole, potem
                      > drobne kradzieże a potem dopiero gwałt.

                      Forumisko - u mnie zaczęło się i skończyło na papierosach w szkole.. Jakoś nie
                      poszłam dalej. Nie wiemy kto to jest "początkujacy przestępca". Natomiast mozemy
                      reagowac na przejawy przemocy w szkole. I to tez nie wszystkie.
                      Juz pewnie kiedys pisalam - w szkole mojej córki (gimnazjum - 25 zwaśnionych -
                      głównie przez dorosłych - wiosek - bojki na porządku dziennym) bójki, w ktorych
                      ktos ucierpi (a nauczyciele nie zdażą zapobiec) zglasza sie na policje. Akty
                      przemocy (dręczenie slabszych) zglasza się nauczycielom, ktorzy zazwyczaj
                      reagują. Nie jest rózowo - bo jesli dręczyciele nie drecza na terenie szkoły, to
                      robia to poza szkołą. Za przyzwoleniem (lub biernym przygladaniem się - czyli
                      tez przyzwoleniem) dorosłych.
                      Nie tylko szkoła (nauczyciele) może reagować. Reagować powinni i rodzice i
                      koledzy i postronni świadkowie.

                      M.
    • grzespelc Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 10:10
      Mnie dziwi trochę przecenianie roli szkoły w tym zdarzeniu, bo:
      - równie dobrze mogło to się zdarzyć gdzieś na podwórku,
      - za dzieci odpowiadają głównie rodzice, a nie szkoła.

      A wymysły takie jak obniżenie karalności do 15 lat to już totalny debilizm.

      A jeżeli chodzi o agresję w szkole, to czytałem ostatnio w "Newsweeku" artykuł
      na temat wymwgań, jakie teraz stawia się małym dzieciom w szkole przy czynnym
      udziale rodziców, to wcale się nie dziwie, że odreagowują agresją i durnymi
      wygłupami, bo to był raczej wygłup, bo trudno po 14-latkach sięspodziewać, żeby
      rozumieli co robią tej dziewczynie (przy okazji kłania się brak edukacji
      seksualnej).
      • maika7 Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 10:36
        > Mnie dziwi trochę przecenianie roli szkoły w tym zdarzeniu, bo:
        > - równie dobrze mogło to się zdarzyć gdzieś na podwórku,
        > - za dzieci odpowiadają głównie rodzice, a nie szkoła.

        Mnie nie dziwi - bo w szkole często ogniskuja sie akty przemocy, konflikty itp..
        I rolą szkoły jest tez zapobiegać im i zapewniac uczniom BEZPIECZENSTWO. A
        szkoły (nauczyciele) czesto niewiele robia w tym względzie.

        > A jeżeli chodzi o agresję w szkole, to czytałem ostatnio w "Newsweeku" artykuł
        > na temat wymwgań, jakie teraz stawia się małym dzieciom w szkole przy czynnym
        > udziale rodziców, to wcale się nie dziwie, że odreagowują agresją i durnymi
        > wygłupami, bo to był raczej wygłup, bo trudno po 14-latkach sięspodziewać,
        żeby rozumieli co robią tej dziewczynie (przy okazji kłania się brak edukacji
        > seksualnej).

        Mysle, że za bardzo uogolniasz. Wymagania stawiane mlodzieży w większości szkół
        sa przecietne. A 14-latek powinien wiedzieć, ze rozbieranie kolezanek wbrew ich
        woli jest conajmniej naganne. Nawet jesli nie ma świadomości przestępstwa, jakie
        robi, to powinienien wiedzieć, ze TAKICH rzeczy się nie robi. Nie robi sie
        zabawki i zabawy z drugiej osoby. Nie sprowadzajmy 14-latków do nieswiadomych
        swoich czynów malych dzieci.

        M.
      • diabollo Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 10:42
        grzespelc napisał:

        > Mnie dziwi trochę przecenianie roli szkoły w tym zdarzeniu, bo:
        > - równie dobrze mogło to się zdarzyć gdzieś na podwórku,
        > - za dzieci odpowiadają głównie rodzice, a nie szkoła.
        >
        > A wymysły takie jak obniżenie karalności do 15 lat to już totalny debilizm.
        >
        > A jeżeli chodzi o agresję w szkole, to czytałem ostatnio w "Newsweeku" artykuł
        > na temat wymwgań, jakie teraz stawia się małym dzieciom w szkole przy czynnym
        > udziale rodziców, to wcale się nie dziwie, że odreagowują agresją i durnymi
        > wygłupami, bo to był raczej wygłup, bo trudno po 14-latkach sięspodziewać, żeby
        >
        > rozumieli co robią tej dziewczynie (przy okazji kłania się brak edukacji
        > seksualnej).

        Trudno się nie zgodzić w całej rozciągłości z czcigodnym Grzespelcem.
        Edukacji seksualnej brak - za to sprawców, czternastolaktów zamknęli w więzieniu
        dla dzieci. Pomysł edukacji seksualnej w wydaniu koalicji chamsko-warcholskiej
        na razie polega na zcweleniu winnych czternastolatków.

        Zgadzam się z czcigodnym Gumeplem, że "zwiększenie dyscypliny" - ostateczny
        rezultat "burzy móżdzków" w MEN, to banał jakich mało.
        Tak jakby wcześniej pan Romek zarządził zmniejszenie dyscypliny.

        Kłaniam się nisko.
        • maika7 Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 10:54
          > Trudno się nie zgodzić w całej rozciągłości z czcigodnym Grzespelcem.
          > Edukacji seksualnej brak - za to sprawców, czternastolaktów zamknęli w więzieni
          > u
          > dla dzieci. Pomysł edukacji seksualnej w wydaniu koalicji chamsko-warcholskiej
          > na razie polega na zcweleniu winnych czternastolatków.

          Akcentujecie tu Panowie aspekt seksualny. Według mnie ważniejsze od niego w tej
          sprawie jest samo upokorzenie dziewczyny - stalo się to akurat w taki sposób,
          ale sposobow upokarzania jest sporo. Gdyby zrobili to inaczej (bez akcentów
          seksualnych), choć równie tragicznie w skutkach - tez mowilibysmy o braku
          edukacji seksualnej? Gwałt psychiczny jest tez gwaltem.


          M.
          • monikaannaj Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 11:02
            Zgadzam sie z maiką. Problemem nie jest brak wychowania seksualnego tylko brak
            wychowania. Nie robi sie drugiemu człowiekowi rrzeczy na ktore on nie ma
            ochoty. I nie istotne jest czy to gwałt, pobicie, namalowanie wasów czy
            odebranie kieszonkowego.

            I jescze jedno - nie wnikając już co konkretnie było przyczyną tego zdarzenia -
            uwazacie (diabollo i grzespelc) że źle zrobiono zamykając sprawcó na 3 miechy
            w jakims schronisku. Co waszym zdaniem nalezało z nimi zrobić?
          • diabollo Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 11:37
            maika7 napisała:

            > > Trudno się nie zgodzić w całej rozciągłości z czcigodnym Grzespelcem.
            > > Edukacji seksualnej brak - za to sprawców, czternastolaktów zamknęli w wi
            > ęzieni
            > > u
            > > dla dzieci. Pomysł edukacji seksualnej w wydaniu koalicji chamsko-warchol
            > skiej
            > > na razie polega na zcweleniu winnych czternastolatków.
            >
            > Akcentujecie tu Panowie aspekt seksualny. Według mnie ważniejsze od niego w tej
            > sprawie jest samo upokorzenie dziewczyny - stalo się to akurat w taki sposób,
            > ale sposobow upokarzania jest sporo. Gdyby zrobili to inaczej (bez akcentów
            > seksualnych), choć równie tragicznie w skutkach - tez mowilibysmy o braku
            > edukacji seksualnej? Gwałt psychiczny jest tez gwaltem.

            Oczywiście, że tak.

            Edukacja seksualna jest potrzebna choćby tej dziewczynie, żeby wiedziała, że to
            co ją spotkało nie jest sytuacją normalną, że w takiej sytuacji powinna liczyć
            na pomoc innych.
            Ta dziewczyna już nie wierzyła, że ktokolwiek jej pomoże, ani klasa, ani szkoła,
            ani rodzice.
            I właściwie oceniła sytuację bardzo rozsądnie.

            Najlepszym dowodem drugi przykład dręczonego chłopaka z Krakowa, który próbował
            popełnić samobójstwo. Dyrektorka odpowiedzialność zrzuciła na media, bo w jej
            szkole przecież nic złego się nie dzieje (przecież mają monitoring, nie?).

            Kłaniam się nisko.

            • maika7 Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 11:47
              > Edukacja seksualna jest potrzebna choćby tej dziewczynie, żeby wiedziała, że to
              > co ją spotkało nie jest sytuacją normalną, że w takiej sytuacji powinna liczyć
              > na pomoc innych.
              > Ta dziewczyna już nie wierzyła, że ktokolwiek jej pomoże, ani klasa, ani
              szkoła, ani rodzice.
              > I właściwie oceniła sytuację bardzo rozsądnie.

              Edukacja seksualna jest potrzebna - to oczywiste.
              Natomiast w tych obu przypadkach potrzebna jest POMOC i wrażliwośc dorosłych. I
              danie ofiarom przemocy (czyli kazdemu z nas - bo każdy z nas może stac sie
              ofiara przemocy) poczucia, że pomoc uzyskają.


              > Najlepszym dowodem drugi przykład dręczonego chłopaka z Krakowa, który próbował
              > popełnić samobójstwo. Dyrektorka odpowiedzialność zrzuciła na media, bo w jej
              > szkole przecież nic złego się nie dzieje (przecież mają monitoring, nie?).

              A rodzice chlopca? Tez nic nie wiedzieli? Do licha, poruszyłabym niebo i ziemię,
              żeby zapewnić dziecku normalne funkcjonowanie w szkole. Szczegolnie wtedy, gdy
              szkoła nie reaguje - konieczna jest interwencja rodziców.

              M.
              • diabollo Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 11:52
                maika7 napisała:
                >
                > A rodzice chlopca? Tez nic nie wiedzieli? Do licha, poruszyłabym niebo i ziemię
                > ,
                > żeby zapewnić dziecku normalne funkcjonowanie w szkole. Szczegolnie wtedy, gdy
                > szkoła nie reaguje - konieczna jest interwencja rodziców.
                >
                > M.

                Wydaje mi się, że to oczywiste, że ofiarami padają jednostki słabe, z rodzin nie
                zapewniających wsparcia.

                Kłaniam się nisko.
                • maika7 Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 12:04
                  > Wydaje mi się, że to oczywiste, że ofiarami padają jednostki słabe, z rodzin nie
                  > zapewniających wsparcia.

                  Problem więc - co zrobić, żeby takie jednostki mogły znaleźć wsparcie poza
                  rodziną. Żeby nie zostawały same.

                  Poza tym ofiarami czasem padaja i twardziele, ktorzy maja wsparcie w rodzinie -
                  ot splot sytuacji. Wystarczy, że "ich" jest wiecej i masz rany kłute (i
                  wszelakie inne), bo jechales akurat tym pociągiem, co oni.

                  M.

                  • diabollo Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 12:47
                    maika7 napisała:

                    > > Wydaje mi się, że to oczywiste, że ofiarami padają jednostki słabe, z rod
                    > zin nie
                    > > zapewniających wsparcia.
                    >
                    > Problem więc - co zrobić, żeby takie jednostki mogły znaleźć wsparcie poza
                    > rodziną. Żeby nie zostawały same.

                    Czcigodna Maiko, zgadzamy się w stu procentach.
                    Powiedz mi tylko, czy słyszałaś, aby pan Romkek lub ktokolwiek z jego otoczenia
                    zastanawiał się jak rozwiązać ten problem, albo - a nie daj Boże - znalazł
                    rozwiązanie?

                    > Poza tym ofiarami czasem padaja i twardziele, ktorzy maja wsparcie w rodzinie -
                    > ot splot sytuacji. Wystarczy, że "ich" jest wiecej i masz rany kłute (i
                    > wszelakie inne), bo jechales akurat tym pociągiem, co oni.

                    Na to akurat nawet pan Romek nie ma wpływu, więc nie powinien się czymś takim
                    zajmować, od tego są inne resorty.

                    Kłaniam się nisko.
                    • maika7 Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 14:12
                      > zgadzamy się w stu procentach.
                      > Powiedz mi tylko, czy słyszałaś, aby pan Romkek lub ktokolwiek z jego otoczenia
                      > zastanawiał się jak rozwiązać ten problem, albo - a nie daj Boże - znalazł
                      > rozwiązanie?

                      Jeszcze nie, ale kto wie, jaki problem bedzie chcial rozwiązywac jutro?? Jest
                      nieprzewidywalny i dość bogaty w pomysły ;-)))

                      M.
            • monikaannaj Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 11:49
              Ta dziwczyna własnie dlatego popełniła smaobvójstwo że wiedziała iz to co ją
              spotkało było nmienormalne. Ludzie raczej sie nie wieszają z powody normalnych
              wydarzeń.

              Tak naprawdę to nie wiemy o tej dziwczynie NIC. Nie mamy zielonego pojecia czy
              tylko ten bandycki wybryk czy jakies wczesniejsze wydarzenia doprowadziły ja do
              samobojstwa. Wie.c o niej i jej uczuciach i motywach nie ma sensu za dużo pisać.

              Problem jest taki: to co wydarzyłos ie w tamtej klasie pod nieobecnośc
              nauczycielki nie powinno sie było wydarzyć. Nawet gdyby dziewczynka nie
              popełniła potem samobójstwa.
              • diabollo Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 12:00
                monikaannaj napisała:

                > Ta dziwczyna własnie dlatego popełniła smaobvójstwo że wiedziała iz to co ją
                > spotkało było nmienormalne. Ludzie raczej sie nie wieszają z powody normalnych
                > wydarzeń.

                Nie, uważała, że tak ma być i tak już będzie. Że to ona jest "pohańbiona", że
                taki jest świat, no i pomyślała sobie, że piepszy taki świat.
                Doszła do bardzo rozsądnych wniosków.


                > Tak naprawdę to nie wiemy o tej dziwczynie NIC. Nie mamy zielonego pojecia czy
                > tylko ten bandycki wybryk czy jakies wczesniejsze wydarzenia doprowadziły ja do
                >
                > samobojstwa. Wie.c o niej i jej uczuciach i motywach nie ma sensu za dużo pisać
                > .
                >
                > Problem jest taki: to co wydarzyłos ie w tamtej klasie pod nieobecnośc
                > nauczycielki nie powinno sie było wydarzyć. Nawet gdyby dziewczynka nie
                > popełniła potem samobójstwa.

                Oczywiście.

                Kłaniam się nisko.
            • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 12:32
              Widać jednak że zdecydowana postawa ministra Giertycha już zbiera owoce -
              wykrywane są kolejne przypadki molestowań a podejrzani są zatrzymywani.
              Wystarczy że władza da właściwy sygnał do społeczeństwa i ludzie przestają się
              bać. Opada ogólna niemoc.

              wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=35116&wid=8578456&rfbawp=1162293939.770

              Zaznaczam że na LPR nie głosuję, jakby ktoś się pytał. Po prostu nie mam
              uprzedzeń.
              • diabollo Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 13:01
                forumisko napisał:

                > Widać jednak że zdecydowana postawa ministra Giertycha już zbiera owoce -
                > wykrywane są kolejne przypadki molestowań a podejrzani są zatrzymywani.

                Tak, to ogromy sukces pana Romka. W placówkach podległych jego resortowi, dzieci
                gwałcą mniejsze dzieci. Pan Romek zatrzymuje sprawców. Doskonała robota.
                Można się spodziewać dalszych takich wiadomości.

                Może jednak kiedyś ekipa w MEN się zmieni i przyjdą ludzie, którzy zaproponują
                rozwiązania skutecznie zapobiegające takim patologiom.


                > Wystarczy że władza da właściwy sygnał do społeczeństwa i ludzie przestają się
                > bać. Opada ogólna niemoc.

                Tak? Wydawało mi się, że ludzie w Polsce zaczynają się bać. Władzy.
                Wracają zachowania jak za komuny. Dyrektorka nie wywiesza planszy o ewolucji, bo
                to może nie spodobać się władzy.

                Kłaniam się nisko.
                • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 14:01
                  diabollo napisał:

                  > forumisko napisał:
                  >
                  > > Widać jednak że zdecydowana postawa ministra Giertycha już zbiera owoce -
                  >
                  > > wykrywane są kolejne przypadki molestowań a podejrzani są zatrzymywani.
                  >
                  > Tak, to ogromy sukces pana Romka. W placówkach podległych jego resortowi,
                  > dzieci
                  > gwałcą mniejsze dzieci.

                  Od razu nie do wszystkich dociera przekaz. Poza tym stwarzało się atmosferę że
                  Giertych już już i nie będzie ministrem ... i nie każdy z nich prawidłowo
                  kalkulował że uniknie odpowiedzialności.

                  > Pan Romek zatrzymuje sprawców. Doskonała robota.

                  Ależ nie "Pan Romek" tylko policja.

                  > Można się spodziewać dalszych takich wiadomości.
                  >

                  Dobrze jeśli brudne sprawy wyjdą na jaw i zwyrodnialcy stracą okazje do
                  realizacji swoich upodobań. Wiadomo - każdy zwyrodnialec-prowodyr poza placówką
                  to mniej takich przypadków i na tym polega potrzeba zmian. Potem przyjdzie czas
                  na wychowywanie bardziej pokojowo nastawionych dzieciaków.

                  > Może jednak kiedyś ekipa w MEN się zmieni i przyjdą ludzie, którzy zaproponują
                  > rozwiązania skutecznie zapobiegające takim patologiom.

                  Wtedy (kiedy?) sam przyznam rację i pogratuluję (ja nie mam uprzedzeń). Wydaje
                  mi się jednak że ta inna pedagogika miał okazję już się "wykazać" ...
                  Chyba że mówimy że w przyszłości będzie miało miejsce zamiatanie pod dywan i
                  ukrywanie takich sytuacji przed mediami żeby "wskaźniki" poprawić.
                  Niewykluczone zresztą że zwyrodnialcy-prowodyrzy już będą poza systemem i
                  będzie łatwiej utrzymać porządek.

                  >
                  >
                  > > Wystarczy że władza da właściwy sygnał do społeczeństwa i ludzie przestaj
                  > ą się
                  > > bać. Opada ogólna niemoc.
                  >
                  > Tak? Wydawało mi się, że ludzie w Polsce zaczynają się bać. Władzy.

                  Nie sądzę.

                  > Wracają zachowania jak za komuny. Dyrektorka nie wywiesza planszy o ewolucji,
                  > bo to może nie spodobać się władzy.

                  Ludzkie zachowania w każdej sytuacji mogą być różne. A o jakim przypadku
                  piszesz i o którą planszę chodzi?
          • grzespelc Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 13:33
            Akcentujecie tu Panowie aspekt seksualny. Według mnie ważniejsze od niego w tej
            > sprawie jest samo upokorzenie dziewczyny - stalo się to akurat w taki sposób,
            > ale sposobow upokarzania jest sporo.

            Rzadko się zdarzają takie urazy psychiczne po pobiciach czy podobnych
            szykanach, jak po gwałtach i innych formach przemocy seksualnej. Nie słyszałem
            np. o przypadku intencjonalnego łamania ręki koledze, bo jednak tego typu małe
            łobuzy na ogół jeszcze jakieś hamulce mają, a gdyby wiedzieli, że coś takiego
            jest chyba nawet gorsze, to może by się powstrzymali, ale o tym sporo dorosłych
            nawet nie wie....

            Zresztą, powtarzam: szkoła szkołą, a gdzie rodzice?
            • maika7 Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 14:09
              > Zresztą, powtarzam: szkoła szkołą, a gdzie rodzice?

              Rodzice - swoja drogą. Ale... ale chociaz staram się jak mogę dać moim dzieciom
              poczucie, że w kazdej chwili moga liczyc na moje wsparcie, moją pomoc, moje
              towarzyszenie w wygrzebywaniu sie z dołków i dołów, to nie dam glowy za
              "rozpiętośc" ich reakcji w razie traumy.
              I chociaz uczę dzieci szacunku dla drugiego człowieka, to nie dam glowy, że te
              moje nauki sa zawsze i wszedzie stosowane.

              W szkole ogniskuja sie rózne problemy. Tak na prawdę rodzice zazwyczaj mało
              wiedzą o tym, jak ich dzieci funkcjonują w grupach rówieśniczych (szczególnie,
              gdy dzieci wiedzą, ze rodzica nie ma w poblizu). Szkoła (i nauczyciele) mają
              możliwość reagowania na sytuację, które są niedostępne dla rodziców.

              Posylajac moje dziecko do szkoły UFAM, że w razie spotkania jakiegoś drania KTOS
              zareaguje (nauczyciel? uczniowie?) i obroni moje dziecko. Ufam też, że w szkole
              dziecka nie zamiata sie problemów z agresją pod dywan. Ale ufam dlatego, że
              relacje moich dzieci dają mi do tego podstawy.

              M.
        • forumisko Re: tragedia w Gdańsku 31.10.06, 11:18
          > > A wymysły takie jak obniżenie karalności do 15 lat to już totalny debilizm.

          > Trudno się nie zgodzić w całej rozciągłości z czcigodnym Grzespelcem.

          Oczywiście z tym się się nie zgadzam.

          > Edukacji seksualnej brak - za to sprawców, czternastolaktów zamknęli w
          > więzieniu dla dzieci.

          Acha, ci co molestowali nie byli edukowani? Od kiedy przejście przez
          przedmiot "edukacja seksualna" zabezpiecza przed wyuzdaniem seksualnym?

          > Pomysł edukacji seksualnej w wydaniu koalicji chamsko-warcholskiej
          > na razie polega na zcweleniu winnych czternastolatków.

          Przesadzasz - kto ich "..."?
    • diabollo Giertych sieje zamęt - wywiad 31.10.06, 19:52
      www.gazetawyborcza.pl/1,75515,3711757.html
      Trzeba porzucić mrzonki, że szybkie akcje typu oddzielić, ukarać, kontrolować
      poskutkują. Jedyna rada to wychowywać - mówi Irena Dzierzgowska, wiceminister
      edukacji w rządzie Jerzego Buzka
      Dziś Roman Giertych wycofał się z ogłoszonych po gdańskiej tragedii zapowiedzi,
      że zlikwiduje gimnazja.

      - Pochwalę ministra, że zrezygnował z niemądrego pomysłu. Spowodowałby wyłącznie
      zamęt, przenoszenie nauczycieli, uczniów i mebli, to byłoby gorsze niż
      rewolucja, a dałoby efekt zerowy. Z Romanem Giertychem mamy w ogóle kłopot, bo
      wycofuje się albo po prostu zapomina o większości swoich pomysłów. Czegóż to już
      nie mieliśmy! Była i matura z religii, i oddzielenie nauczania historii Polski
      od historii powszechnej, i patriotyzm jako odrębny przedmiot zamiast wychowania
      obywatelskiego, i monitoring w każdej szkole, i tanie podręczniki centralnie
      zamawiane, i mundurki. Niestety, czasem minister nie zapomina - odrzucił
      edukację przedszkolną, wprowadził amnestię dla maturzystów. Ale za większością
      pomysłów, którymi nas dręczy, nie stoi nic: nie ma projektu, nie ma środków, nie
      ma przepisów. Nie ma nic poza autoreklamą.

      Po samobójstwie Ani podniosła się fala oburzenia wobec szkół, opinia publiczna
      żąda konkretów.

      - Konieczne wydaje się wyciszenie tych emocji, bo możemy nawet wywołać
      samosprawdzające się przepowiednie. Wyobrażam sobie przeciętnego ucznia, który w
      kółko słyszy, że oświata jest do niczego, że nauczyciele sobie nie radzą, że
      uczniowie się degenerują. On za chwilę w to uwierzy i w ogóle przestanie się
      starać. Gdy nauczyciele w jakiejś szkole powtarzają, że I b jest najgorsza, to
      mają jak w banku, że I b będzie najgorsza. Bardzo niewychowawcza spirala emocji.

      W sobotnim tekście "Szkoła po śmierci Ani" krytykowałem pomysł szkół pod
      specjalnym nadzorem. Krytykowano mnie, że to jakieś pięknoduchostwo, a szkoły są
      terroryzowane przez uczniów chuliganów i trzeba ich odseparować, by ci normalni
      uczniowie mogli się uczyć.

      - Trzeba porzucić mrzonki, że twarde, szybkie akcje typu oddzielić, ukarać,
      kontrolować poskutkują. Pamiętam szkołę w Chicago, gdzie był - w szkole! -
      posterunek policji, monitoring na każdym piętrze, uczniowie nie wychodzili na
      przerwę, a fala przemocy nie słabła. Jedyna rada to wychowywać. Nie jest to rada
      przyjemna, bo każe czekać na efekty, ale wszystko inne jest oszukiwaniem ludzi.
      Piątka napastników z Gdańska nie trafiłaby przecież do szkoły pod nadzorem, nim
      skrzywdziła koleżankę. A gdyby byli lepiej wychowywani, to może by tego nie zrobili

      To co by należało zrobić?

      - Trzeba rozrzedzić szkoły, zwłaszcza gimnazja, by miały po 400-500 uczniów,
      maksymalnie 600. Wprowadzić limit 26 uczniów w klasie, bo wciąż - mimo niżu
      demograficznego - bywa i po 36. Otoczyć szkoły pomocą psychologiczną, żeby na
      diagnozę problemów wychowawczych nauczyciel nie czekał miesiącami, a terapia
      prowadzona była szybko. Zmienić zasady zatrudniania wychowawców, powinni mieć
      większe obowiązki, ale i większą odpowiedzialność. I większe pieniądze. W
      Wielkiej Brytanii dodatek za wychowawstwo to aż połowa średniej płacy
      nauczycielskiej, ale wychowawca jest tam ze swoją klasą przez cały dzień, cały
      czas do dyspozycji dzieciaków i rodziców, często nawet wspomaga nauczyciela
      innego przedmiotu na jego lekcji. Trzeba zwiększyć uprawnienia rad rodziców...

      Czy to nie naiwne? Doświadczenia szkół społecznych pokazują, że rodzice są
      zwykle nie bardzo zainteresowani, nie mają czasu...

      - Ależ nie wszyscy muszą. Wystarczy mała grupa aktywnych rodziców, która
      reprezentuje wszystkich. Bez zaufania rodziców wszystko inne będzie
      nieskuteczne. Rodzice tych gdańskich chłopaków ustawili się w opozycji do
      szkoły, a przecież wyraźnie sobie z wychowaniem dzieci nie poradzili i to szkoła
      musi im pomóc. System pomocy pedagogicznej powinien służyć także rodzicom. Oni
      są często tak bezradni wobec własnych dzieci.

      Trzeba wreszcie dokształcić nauczycieli-wychowawców, żeby zrozumieli, że nie
      mogą sobie pozwolić nawet na słowne obrażanie przez uczniów, bo to już jest
      przemoc. I żeby wiedzieli, jak reagować.

      A jeżeli już rodzice i szkoła poniosą porażkę pedagogiczną, to dzieci powinny
      trafiać nie pod rozkazy byłych oficerów w szkołach pod specjalnym nadzorem, lecz
      do takich szkół jak warszawski "Kąt" - dla dzieci trudnych wychowawczo, gdzie
      jest dobra kadra i gdzie mają fantastyczne rezultaty.

      Tyle może zrobić minister, reszta jest w rękach każdej szkoły: dobór ludzi,
      praca zespołowa, ciekawe lekcje, bo jak są nudne, to rośnie złość, mądre
      ocenianie, a nie łapanie ucznia na każdym błędzie, jasne reguły oraz dyscyplina,
      ale jako jeden z elementów. I najważniejsze, czego uczył nas Jacek Kuroń,
      bezwzględna zasada ochrony słabszych, o niej musi pamiętać każdy uczeń i każdy
      nauczyciel. W Gdańsku tej zasady nie znali.

      Roman Giertych zarekomendował rozwiązanie klasy, do której chodziła Ania

      - Minister sieje zamęt. On nie może w to wnikać, to decyzja rady pedagogicznej i
      dyrektora. Może jest tak, że tym dzieciom trudno będzie współżyć ze sobą po tym,
      co zrobiły, ale niech to powie psycholog.

      Pani propozycje to środki na lata, czy coś można zrobić szybciej?

      - Każda szkoła może. W 1995 r. badaliśmy warszawskie podstawówki, pytaliśmy
      m.in. czego uczniowie się boją. Okazało się, że zwłaszcza chłopcy bali się
      uczniów klas VII i VIII. Badania były publicznie omawiane i wywołały ogromne
      poruszenie wśród rodziców i nauczycieli. I oni zaczęli sami szukać wyjścia z
      sytuacji, np. ustalili, że do agresji dochodzi głównie na boisku, więc
      zorganizowali dyżury rodziców. Wprowadzili też system "kontraktów wychowawczych"
      z niegrzecznymi uczniami, w ich ustalaniu brała udział cała klasa. Dyrekcja
      jasno powiedziała: zero agresji. Szkoła zamówiła szkolenia, pogadanki dla
      rodziców, wprowadzili krótkie wyjazdy klasy z wychowawcą i ciekawe zajęcia
      pozalekcyjne. Pomogło.

      Zamiast opowiadać banialuki, ministerstwo mogłoby poszukać środków dla szkół,
      które mają takie pomysły na zwiększenie bezpieczeństwa.
    • diabollo Ania nie jest ofiarą liberałów 02.11.06, 00:40
      Pani Milewicz:

      *********************************************
      Politycy rządzący, jak chcą znaleźć winnego, to długo nie szukają. Winne jest
      coś liberalnego. Ostatnio w związku z samobójstwem zaszczutego dziecka a to
      premier, a to Ministerstwo Edukacji stwierdziło, że to "liberalna pedagogika"
      albo "liberalny pseudomodel" szkoły są winne agresji uczniów. Ale równie
      uprawniony byłby pogląd, że winny jest tradycyjny model wychowania.


      Przecież i Ania z Kiełpina, i jej prześladowcy wychowali się w tradycyjnych,
      rozgałęzionych rodzinach. Wszyscy mieszkali w jednej miejscowości, tej samej, z
      której pochodzili. Sądząc po relacjach telewizyjnych, chłopcy wychowali się w
      rodzinach pełnych, a ich ojcowie wyglądali na stanowczych. Na takich, którzy
      potrafią synom przylać w tyłek - zgodnie z tradycyjną pedagogiką sławioną kilka
      miesięcy temu w Sejmie przez niektórych posłów koalicji rządzącej.

      Chłopcy, którzy dręczyli Anię, chodzili w szkole na religię, a ksiądz uważał ich
      za dobre dzieciaki. Pewnie więc mieli dobre stopnie z religii na świadectwach.
      Liberalna pedagogika z pewnością nie musiała mieć wpływu na wychowanie tych dzieci.

      Jeśli rodziny chłopców chciały stosować tradycyjne metody wychowawcze, mogły to
      robić. Ale z reportażu Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego ("Duży Format",
      magazyn "Gazety") dowiadujemy się, że chłopcy ze szkoły Ani mówili o
      dziewczynach "świnie". Autorzy cytują: "Poznałem zajebistą świnię". Tak podobno
      nastolatki mówią o dziewczynach. Także ci chłopcy, którzy pochodzą z tzw.
      tradycyjnych domów.

      To nie jest klęska liberalnej pedagogiki. To, co się stało w Kiełpinie, to
      kolejny dowód na często powtarzaną przez znawców tematu tezę o powierzchownym
      traktowaniu tego, czego uczy Kościół. Wiele wskazuje na to, że dużej części
      uczniów pozostaje z lekcji religii tylko poczucie, że na Pierwszą Komunię należy
      się od chrzestnych rower górski.

      Podobno w Polsce 95 proc. obywateli to katolicy. Aż trudno czasem uwierzyć. Bo
      jak to się dzieje, że tu, w Polsce, w ogóle istnieją domy dziecka-molochy? Gdzie
      nawet gdyby wychowawcy byli aniołami, to dzieci, znaczna ich część, musi się
      zmarnować?

      Ba, z najnowszych telewizyjnych relacji z domu dziecka w Kłobucku wiemy, że IV
      RP w kwietniu zlikwidowała pieniądze na nocne dyżury wychowawców w domach
      dziecka. I w nocy rozwydrzone nastolatki gwałcą ośmiolatków.

      Za to mamy podwójne becikowe.

      Czy to jest klęska liberalnej pedagogiki? Czy też klęska polityków, nauczycieli,
      rodziców, księży?
      *****************************

      www.gazetawyborcza.pl/1,75968,3714377.html
      • forumisko Re: Ania nie jest ofiarą liberałów 02.11.06, 21:27
        > Przecież i Ania z Kiełpina, i jej prześladowcy wychowali się w tradycyjnych,
        > rozgałęzionych rodzinach. Wszyscy mieszkali w jednej miejscowości, tej samej,
        > miesięcy temu w Sejmie przez niektórych posłów koalicji rządzącej.

        To jest właśnie najstraszniejsze - co wychowanie bezstresowe robi z dziećmi z
        normalnych rodzin.

        >
        > Chłopcy, którzy dręczyli Anię, chodzili w szkole na religię, a ksiądz uważał
        > ich za dobre dzieciaki. Pewnie więc mieli dobre stopnie z religii na
        > świadectwach.

        Ciekawi mnie czy uczyli się na religii o ogniu piekielnym dla grzeszników?

        > Liberalna pedagogika z pewnością nie musiała mieć wpływu na wychowanie tych
        > dzieci.

        Oczywiście nie chodzi tu o "liberalną" pedagogikę, bo liberalizm uwzględnia
        odpowiedzialność za swoje czyny tylko o zwykły permisywizm i POBŁAŻLIWOŚĆ dla
        złych uczynków.

        >
        > Jeśli rodziny chłopców chciały stosować tradycyjne metody wychowawcze, mogły
        > to robić.

        Chyba należałoby zacząć od wyłączenia telewizora.

        > Ale z reportażu Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego ("Duży
        > Format",magazyn "Gazety") dowiadujemy się, że chłopcy ze szkoły Ani mówili o
        > dziewczynach "świnie". Autorzy cytują: "Poznałem zajebistą świnię". Tak
        > podobno
        > nastolatki mówią o dziewczynach. Także ci chłopcy, którzy pochodzą z tzw.
        > tradycyjnych domów.

        Cóż, ciekawe czy oglądali Big Brothera. Warto sobie przypomnieć co to było.

        > To nie jest klęska liberalnej pedagogiki. To, co się stało w Kiełpinie, to
        > kolejny dowód na często powtarzaną przez znawców tematu tezę o powierzchownym
        > traktowaniu tego, czego uczy Kościół. Wiele wskazuje na to, że dużej części
        > uczniów pozostaje z lekcji religii tylko poczucie, że na Pierwszą Komunię
        > należy się od chrzestnych rower górski.

        To mnie interesuje: czy uczyli się na religii o ogniu piekielnym dla
        potępionych?
      • diabollo Wrogość i litość biskupa 04.11.06, 12:08
        Pani Milewicz:

        *********************

        Dwa dni temu zaprotestowałam przeciw obwinianiu przez rządzących polityków
        liberalnej pedagogiki za zaszczucie 14-letniej Ani. "Równie uprawniony byłby
        pogląd, że winny jest tradycyjny model wychowania" - napisałam
        Zobacz powiekszenie
        A to dlatego, że tragedia ta rozegrała się w nieliberalnym środowisku, że
        prześladowcy Ani wywodzą się z tradycyjnych rodzin, że zapewne mieli dobre
        stopnie z religii. Przytoczyłam powszechną opinię znawców katolicyzmu, że wierni
        powierzchownie traktują to, czego naucza Kościół. Ale nie wpadło mi do głowy, że
        winna temu jest "Gazeta".

        Tezę tę postawił abp Sławoj Leszek Głódź wczoraj w „Fakcie”: „By zrozumieć,
        czemu wierni nie słuchają dziś Kościoła, może trzeba się zastanowić, kto nim
        straszył przez całe lata? Kto przez lata podważał jego zaufanie społeczne?
        Właśnie »Gazeta Wyborcza «!”. I arcybiskup wini za to Adama Michnika, który
        twierdził, że „zagraża nam ksenofobia i nacjonalizm, a ze strony Kościoła
        fundamentalizm hierarchiczny”.

        Z wielkim szacunkiem dla arcybiskupa, ale czyżby słowa Michnika zawędrowały pod
        strzechy? Czyżby prześladowcy Ani i ich rodziny byli nimi zainfekowani? Czyżby
        siła mojego naczelnego była większa niż autorytet Kościoła?

        Żeby się trzymać szkoły. To w katolickiej Polsce część klasy nie jedzie na
        szkolną wycieczkę, bo rodzice są za biedni. To tutaj szkoły organizują bale
        maturalne w luksusowych knajpach, eliminując część maturzystów z tych
        przyjemności, bo ich rodzice są za biedni. To w Polsce bywa, że dzieci
        zamożniejsze dostają w szkolnej stołówce na obiad schabowego, a biedne -
        parówkę. I jest OK. Nie razi to zamożniejszych rodziców.

        To jest powierzchowny katolicyzm. I nie Michnik go spowodował.

        Słowa o szacunku dla abp. Głódzia nie są konwencjonalnym zwrotem. Zaimponował
        mi, kiedy, dostając z IPN status pokrzywdzonego, zrezygnował z poznania nazwisk
        kolegów, którzy na niego donosili. To postawa wielkoduszna w czasach, kiedy
        duchowni śpieszą ujawniać winnych, sprawiając wrażenie, że nie wierzą w Boską
        sprawiedliwość.

        Kiedy więc czytam słowa arcybiskupa, że "Gazeta" będzie się "teraz litować nad
        losem piątki zwyrodnialców, którzy siedzą w więzieniu, i szybko zapomni o
        zmarłej dziewczynce", to myślę, że to niemożliwe. Niemożliwe, żeby duchowny,
        żeby arcybiskup miał komuś za złe litość nad 14-letnimi dziećmi, które zaszczuły
        inne dziecko.

        www.gazetawyborcza.pl/1,75968,3718451.html

        ************************
    • diabollo Zero Tolerancji - zakaz komórek w szkołach 02.11.06, 10:32

      Bardzo rozsądne pociągnięcie pana Romka.
      Teraz dzieciaki nie bądą mogli nagrywać kamerami w telefonach komórkowych jakie
      patologie dzieją się w szkołach. Dzięki temu opinia publiczna nigdy się o nich
      nie dowie.
      "Co z oczu, to i z serca", jak mówi głupota narodowa.
      No, i w szkołach "skończy się" przemoc.

      Kłaniam się nisko.

      **********************************************

      PRZEGLĄD PRASY. "Dziennik" dotarł do szczegółów programu "Zero tolerancji",
      który minister Roman Giertych chce wprowadzić w polskiej oświacie.

      Program przewiduje możliwość nakazania przez dyrektora szkoły uczniowi prac
      społecznych jako kary za złe zachowanie lub łamanie regulaminu szkoły. Prace
      społeczne nie muszą odbywać się w szkole. Młodociani chuligani mogą być
      skierowani do prac w domu opieki społecznej lub w schronisku dla zwierząt.

      W szkolnych statutach mają się też pojawić zapisy o karach za agresywne lub
      wulgarne zachowanie, zakaz używania telefonów komórkowych w budynku szkoły i
      obowiązek przychodzenia na lekcje w schludnym ubraniu.

      Za przestrzeganie regulaminu mają być odpowiedzialni dyrektorzy i pedagodzy.
      Całość programu "Zero tolerancji" Roman Giertych ma przedstawić jutro w gdańskim
      Gimnazjum numer 2, gdzie dwa tygodnie temu pięciu nastolatków doprowadziło swoją
      koleżankę do samobójstwa - pisze "Dziennik".

      ************************************

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3714480.html
      • grzespelc Re: Zero Tolerancji - zakaz komórek w szkołach 02.11.06, 12:51
        > Bardzo rozsądne pociągnięcie pana Romka.
        > Teraz dzieciaki nie bądą mogli nagrywać kamerami w telefonach komórkowych
        jakie
        > patologie dzieją się w szkołach. Dzięki temu opinia publiczna nigdy się o nich
        > nie dowie.
        > "Co z oczu, to i z serca", jak mówi głupota narodowa.
        > No, i w szkołach "skończy się" przemoc.

        Drogi Diabollo,
        Bardzo trafne. Nie sposób się z tym nie zgodzić.
      • alkoo3 Re: Zero Tolerancji - zakaz komórek w szkołach 02.11.06, 13:03

        Rowniez jestem poruszony "przemianymi" zachodzacymi w szkole.
        Mysle ze Pan Roman troche myli ministerstwa, moze jego powolaniem jest teczka
        Pana Ziobro i przygotowuje sie do jej przejecia.
        Edukacja ma troche inne zadania.
        Edukacja dziala troszeczke pozniej niz natychmiast ale skuteczniej.
        A aspekty wychowania seksualnego w polsce sa zaniedbywane od dziesiatkow lat.
        W czasach komuny nie bylo tych problemow - harcerskie serce bilo tylko dla
        socjalizmu, w czasach przemian katolicka mlodzierz nie grzeszyla przeciez.
        Jesli tu nie ma edukacji to jest katastrofa a w gimnazjum "nielegalne" rzeczy
        kreca sie wokol tego.
        Sprobujcie pogadac z taka mlodzieza o seksie, oni nie potrafia bo nie znaja
        slownictwa. Cale znane slownicto to wulgaryzmy a wiec nawet ofiary nie potrafia
        sie wygadac. Mysle ze wyprowadzenie tej sfery zyci z podziemia nazwanie jej
        slowami sprawi ze ta agresywnosc i zasciankowosc zniknie z tej sfery zycia.
        Prosze posluchac rozmowy chlopakow o "dupach" i "pierdoleniu".
        Nastepnie zamienic to w normany jezyk ze chcialby wspolzyc seksualnie ze swoja
        dziewczyna - cala ta hamska agresywnosc wtedy zanika.
        Zamienmy wolanie dziewczyny "on mnje zlapal i chcial tego... tam... wsadzic"
        na slowa "probowal mnie zgwalcic wprowadzajac penisa do pochwy" - umiac mowic
        moze zwrocic sie o pomoc do doroslych nie uzywajac zabronionych slow.
        Ale to jest edukacja seksualna - w tym calym zamieszaniu takie propozycji od
        ministra edukacji nie uslyszalem - ach wiem tych zdeprawowanych ktorzy maja
        potrzeby seksualne zamknie sie do poprawczaka.
        Wiem ze jest to pewien start i efekty zobaczymy pozniej ale kiedys trzeba
        wystartowac...
        • alkoo3 Re: Zero Tolerancji - zakaz komórek w szkołach 02.11.06, 13:13

          celowo uzylem wulgarnego slownictwo - to odzwierciedla nam na jakim poziomie
          znajduje sie edukacja seksualna mlodziezy. Przeciez tak sie mowi na ulicy .....
          • a000000 Re: Zero Tolerancji - zakaz komórek w szkołach 02.11.06, 13:24
            alkoo3 napisał:

            >
            > celowo uzylem wulgarnego slownictwo - to odzwierciedla nam na jakim poziomie
            > znajduje sie edukacja seksualna mlodziezy. Przeciez tak sie mowi na ulicy .....

            no cóż. A ja dodam tezę, być może brawurową, iż nie tylko na ulicy.....nie tylko.
    • maika7 Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 02.11.06, 20:47
      Całośc tu:

      przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2321&Itemid=48
      Fragmenty:
      Przecież każda szkoła ma pedagoga, jest psycholog, czasem wspiera ich ksiądz...

      – I co z tego? Na moim oddziale mam trzech psychologów, dwóch sanitariuszy,
      dwóch wychowawców, dwóch terapeutów zajęciowych i dwóch albo trzech lekarzy.
      Taki sztab ludzi pracuje z 20 pacjentami.

      Mówi pani jednak nie o szkole, ale o szpitalu, takim dziecięcym piekle, gdzie
      trafiają dzieci z największymi problemami.

      – A pan myśli, że czasem w takim gimnazjum to jest dużo lepiej? Dzieci, które do
      nas przychodzą, trafiają właśnie z gimnazjów. Z tak zwanych normalnych szkół.
      Mam pełen oddział i kolejkę na ładnych parę miesięcy. Przyjmujemy tylko
      przypadki nagłe. Pierwszeństwo mają na przykład próby samobójcze albo
      schizofrenia, ostre natręctwa, czyli choroby psychiczne. A zaburzenia
      funkcjonowania, czyli wagary, pobicia, muszą czekać na konsultację.


      Czy pani czasem nie próbuje teraz czegoś ugrać dla kolegów psychologów?

      – Ugrać? Prawda o pomocy psychologicznej i psychiatrycznej dla polskich dzieci
      jest taka, że jeśli masz ze sobą problemy, a twoi rodzice są biedni, to masz
      pecha, bo na wizytę w poradni czeka się miesiącami. Prywatna wizyta to około
      100–120 złotych za godzinę terapii. Plus dojazdy. Jakieś 500 złotych
      miesięcznie. Ile osób na to stać? To jest dopiero lipa.

      To może jednak minister Giertych ma rację. Z braku innych środków trzeba
      izolować jednostki, które zagrażają innym?
      – Proszę pana, rozmawia pan z osobą, która cztery lata współpracowała z jedną z
      jednostek wychowawczych, o których tyle mówi pan Giertych. Przeczytam panu coś.
      „W trakcie rozmowy 10-letni Adaś żalił się, że pod wpływem podawanych leków
      usypiał szybciej od pozostałych dzieci, które wówczas podpalały mu włosy”.
      Czytać dalej?

      To jakie pani ma pomysły?
      – Najprostsze. Wspierajmy rodzinę. Ale nie becikowym, tylko wspierajmy ją
      realnie. Agresja dzieci bardzo często wynoszona jest z domu. Lecząc dziecko, a
      nie pracując z jego rodzicami, stoimy w miejscu. Nawet najmniejszy sygnał trzeba
      sprawdzić. Na miejsce wysłać fachowca. Dlaczego w Polsce odseparowuje się
      dziecko, a nie sprawcę zagrożenia, na przykład agresywnego ojca? Kiedy słyszę,
      jak Ela opowiada mi, że w ośrodku musiała jeść własną kupę i popijać sikami albo
      lizać pupę najsilniejszej dziewczyny, to coś we mnie krzyczy. W ośrodkach nie
      rozwiążemy problemów tych dzieci, bo kadry jest za mało i jest za słaba. Trzeba
      wspierać rodzinę. Chyba że się nie da, bo i takie przypadki się zdarzają.

      Czyli zero tolerancji?
      – Moi przyjaciele prowadzą pod Białymstokiem w Szepietowie szkołę. Stoi kilka
      lat, a wygląda jak nowa. Jak postawili nowe ławki, to każdy nauczyciel po swoich
      zajęciach sprawdzał, czy ławka jest w dobrym stanie. Jeśli była uszkodzona,
      prowadzono z uczniem spokojną, ale rzeczową rozmowę. Tam się pyta, szuka źródła,
      ale nie ma pobłażania. Jak zabrudził, to mył. Jak zniszczył, to musiał odkupić.
      Dzieci potrafią wykorzystać naszą słabość. Ale potrafią też odwdzięczyć się za
      naszą uwagę. To wszystko może być czasem takie proste.


      • forumisko Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 02.11.06, 22:00
        maika7 napisała:

        > Czyli zero tolerancji?
        > – Moi przyjaciele prowadzą pod Białymstokiem w Szepietowie szkołę. Stoi k
        > ilkalat, a wygląda jak nowa. Jak postawili nowe ławki, to każdy nauczyciel po
        > swoich zajęciach sprawdzał, czy ławka jest w dobrym stanie. Jeśli była
        > uszkodzona,
        > prowadzono z uczniem spokojną, ale rzeczową rozmowę. Tam się pyta, szuka
        > źródła,
        > ale nie ma pobłażania. Jak zabrudził, to mył. Jak zniszczył, to musiał
        > odkupić.
        > Dzieci potrafią wykorzystać naszą słabość. Ale potrafią też odwdzięczyć się za
        > naszą uwagę. To wszystko może być czasem takie proste.
        >
        Słusznie.

        ""Czwartkowy "Dziennik" napisał, że w szkolnych statutach mają pojawić się
        zapisy o karach za agresywne lub wulgarne zachowanie. Według gazety, dyrektor
        mógłby nakazać uczniowi odbycie prac społecznych np. w domu opieki społecznej.

        Zdaniem Orzechowskiego, ministerstwo edukacji wprowadza "przywracanie porządku
        w polskich szkołach". Wiceminister zapowiedział, że wprowadzone będą zmiany do
        regulaminów szkolnych.

        - Nauczyciel musi poczuć się jak prawdziwy wychowawca, przewodnik. Dlatego
        potrzebne są zmiany. Uczniowie muszą mieć świadomość, że każdy czyn, czy słowo
        ma swoje następstwa. Młody człowiek, który dopuściłby się wyzwisk w stosunku do
        swoich rówieśników bądź uczestniczyłby w bójce, mógłby na przykład czyścić
        toalety - powiedział Orzechowski."
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3714997.html
        • maika7 Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 02.11.06, 22:20
          > - Nauczyciel musi poczuć się jak prawdziwy wychowawca, przewodnik. Dlatego
          > potrzebne są zmiany. Uczniowie muszą mieć świadomość, że każdy czyn, czy słowo
          > ma swoje następstwa. Młody człowiek, który dopuściłby się wyzwisk w stosunku do
          >
          > swoich rówieśników bądź uczestniczyłby w bójce, mógłby na przykład czyścić
          > toalety - powiedział Orzechowski."


          Forumisko, pani Paruszkiewicz mówi o naprawie wyrządzonej szkody. Pan
          Orzechowski, o wychowywaniu przez czyszczenie toalet po agresywnym zachowaniu.
          To zupełnie dwa inne poglądy na wychowywanie.

          M.
          • forumisko Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 03.11.06, 00:16
            maika7 napisała:

            > > - Nauczyciel musi poczuć się jak prawdziwy wychowawca, przewodnik. Dlateg
            > o
            > > potrzebne są zmiany. Uczniowie muszą mieć świadomość, że każdy czyn, czy
            > słowo
            > > ma swoje następstwa. Młody człowiek, który dopuściłby się wyzwisk w stosu
            > nku do
            > >
            > > swoich rówieśników bądź uczestniczyłby w bójce, mógłby na przykład czyści
            > ć
            > > toalety - powiedział Orzechowski."
            >
            >
            > Forumisko, pani Paruszkiewicz mówi o naprawie wyrządzonej szkody. Pan
            O tym też, o ile pamiętam z doniesień medialnych była mowa.

            > Orzechowski, o wychowywaniu przez czyszczenie toalet po agresywnym zachowaniu.

            A jak, Twoim zdaniem, miałoby inaczej wyglądać odpokutowanie za poniżające
            zachowanie wobec nauczyciela, koleżanki czy kolegi w klasie?
            • maika7 Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 03.11.06, 07:21
              > A jak, Twoim zdaniem, miałoby inaczej wyglądać odpokutowanie za poniżające
              > zachowanie wobec nauczyciela, koleżanki czy kolegi w klasie?

              Nie wiem, Forumisko, bo nie ma "schematu kar za dany czyn". Ale dla mnie
              działanie wychowawcze ma sens wtedy, gdy w jego efekcie sprawca czegos wie, że
              konsekwencją jego czynu jest "zadośćcuczynienie". Np. umycie zabrudzonej sciany,
              opłacenie i POMOC w wstawieniu rozbitej szyby, itd..
              Trudniej z karaniem za obraźliwe słowa, bo? Bo dotknąc do żywego można po cichu
              i z usmiechem na ustach, zachowujac POZORY BARDZO dobrego wychowania.
              Moim zdaniem, do kazdego przypadku trzeba podchodzic INDYWIDUALNIE, a nie
              schematycznie typu 3x "kurwa" = umycie 3 kibli.

              M.

              • forumisko Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 03.11.06, 19:20
                maika7 napisała:

                > Moim zdaniem, do kazdego przypadku trzeba podchodzic INDYWIDUALNIE, a nie
                > schematycznie typu 3x "kurwa" = umycie 3 kibli.

                Ale spróbować można, nie? Przekonamy się czy taki delikwent będzie nadal kląć
                na głos.
                • maika7 Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 03.11.06, 20:20
                  > Ale spróbować można, nie? Przekonamy się czy taki delikwent będzie nadal kląć
                  > na głos.

                  Forumisko, ale nie chodzi, żeby nie klął na głos. Co z tego, że zamiast głosno,
                  pokaże za nauczycielem wymownie środkowy palec.... To to samo. A bez kibla...

                  M.
                  • forumisko Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 03.11.06, 21:32
                    Jak między innymi tym środkowym palcem wyczyści wychodek, to się opamięta. Po
                    prostu nie będzie się to opłacało, jeśli używa rozumu. Jeśli nie jest w stanie
                    zaobserwować takiej prostej zależności, to nie nadaje się po prostu do żadnej
                    szkoły.
                    • maika7 Re: Rozmowa z Jolantą Paruszkiewicz 03.11.06, 21:49
                      > Jak między innymi tym środkowym palcem wyczyści wychodek, to się opamięta. Po
                      > prostu nie będzie się to opłacało, jeśli używa rozumu. Jeśli nie jest w stanie
                      > zaobserwować takiej prostej zależności, to nie nadaje się po prostu do żadnej
                      > szkoły.

                      Forumisko - każdy człowiek nadaje sie do jakiejś szkoły.
                      A dzieci i młodzieży nie wychowuje sie przez wzmaganie restrykcji.

                      M.
    • maika7 Rozmowa z ks. A. Augustyńskim 03.11.06, 08:44
      www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3716685.html
      Rozmowa z ks. Andrzejem Augustyńskim*, wychowawcą, pełnomocnikiem prezydenta
      Krakowa ds. profilaktyki i przeciwdziałania przestępczości młodzieży

      Aleksandra Pezda: "Zero tolerancji" według ministra Giertycha: za wulgarne słowa
      czeka ucznia mycie toalet, za wywołanie bójki - grabienie trawnika, zepsutą
      ławkę musi naprawić własnoręcznie. Co Ksiądz na to?

      Ks. Andrzej Augustyński: Żałuję, że podając katalog kar, minister edukacji nie
      mówi nic o promowaniu postaw społecznych wśród uczniów i pomija całą pozytywną
      sferę wychowania. Co gorsza, musimy propozycje ministra umieścić w kontekście
      tragedii w Gdańsku, a także wyborów samorządowych. Niedobrze, że o tak ważnych
      sprawach mówi się na wysokich emocjach, w świetle kamer i w tonie
      populistycznym. Młodzież może odnieść wrażenie, że decyzje, które teraz
      zapadają, mają charakter odwetowy.

      Odwet na młodzieży?

      - Tak to może wyglądać. Oto wymyślony przez dorosłych program wymierzony w
      uczniów. Według zasady: wy tak, to my wam tak! Jak za okupacji. A przeciw
      każdemu okupantowi organizowało się w naszym kraju powstania. Możemy mieć w
      szkołach poważną konfrontację - młodzież kontra dorośli.

      To jak powinniśmy postępować wobec agresji w szkołach?

      - O problemach szkoły trzeba rozmawiać w sposób partnerski z nauczycielami,
      rodzicami i przede wszystkim z uczniami. Uczniowie też mają coś do powiedzenia.
      Mają zmysł krytyczny i może nawet potrafią poddać pomysł, jak zaradzić
      problemom, zwłaszcza że sami często chcą bronić honoru szkoły. Takich
      konsultacji najbardziej mi brakuje.

      Kary w postaci pracy społecznej wywołają bunt?

      - Dopuszczam to, by karać ucznia za określone występki pracą na rzecz szkoły.
      Pozostaje kwestia, jak ta praca zostanie wykonana i czy będzie z niej pożytek?
      Czy uczeń będzie miał poczucie, że to sprawiedliwe? Czy nie wyrobi sobie
      skojarzenia, że praca to czynność dolegliwa, nieciekawa i w dodatku za karę? Mam
      wrażenie, że MEN wikła się w zbyt szczegółowe rozwiązania. O tym, czy i jak
      karać uczniów, powinny decydować same szkoły. Żyjemy w już i tak przeregulowanym
      państwie, wśród nadmiaru przepisów.

      A zakaz ekstrawaganckich ubiorów? Zakaz przynoszenia komórek?

      - Potrafię wyobrazić sobie dobrą szkołę o surowych zasadach wychowania i równie
      dobrą, która daje uczniom duże pole kreatywności w zakresie stroju. Podobnie w
      rodzinach: dobrze wychowani ludzie wywodzą się zarówno z rodzin o surowym, jak i
      o liberalnym podejściu.

      A zakaz wnoszenia komórek? Po co?! Chodzi o filmiki? To zakażmy też aparatów
      fotograficznych. Chodzi o łączność? To mamy problem z laptopami. Owszem, możemy
      zakazać używania komórek w trakcie lekcji, to przeszkadza. Ale dlaczego dziecko
      nie może zadzwonić do rodziców na przerwie? Tego nie rozumiem.

      Szkoła nie powinna się radykalnie różnić od świata, który ją otacza. Nie możemy
      tworzyć wyspy otoczonej fosą, bo narazimy się na śmieszność. Zabronimy komórek?
      Gdzie uczniowie je zostawią? W kiosku przed szkołą? Jeśli zabronimy krótkich
      bluzek i kolczyków, to wychodząc ze szkoły młodzież bluzki podciągnie, a
      kolczyki założy z powrotem. Choć przyznaję, że sam jestem umiarkowanym
      zwolennikiem mundurków.

      Ale coś przecież trzeba zrobić z agresją w szkole!

      - To nie katar, nie ma szybkiego rozwiązania. Z agresją mamy problem we
      wszystkich środowiskach, nie tylko szkolnych. Gimnazjum jest miejscem
      newralgicznym ze względu na przełomowy wiek uczniów. Ale to nie znaczy, że mamy
      się skupiać tylko na gimnazjalistach, bo ich napiętnujemy. O bezpieczeństwie
      musimy myśleć inaczej. Szkoła musi ukazywać wartości społeczne: przyjaźń,
      akceptacja, bliskość. Żeby szkoła była dla ucznia miejscem, do którego chce
      przyjść. Młodym ludziom trzeba stwarzać okazje do realizacji ich pomysłów, do
      kreacji. I okazję, by się sprawdzali w sytuacjach trudnych. Wszystko mamy
      wyregulować przepisami, a im kazać siedzieć z rękoma do tyłu? Co z tego będzie?
      Nic dobrego, tylko sprowokujemy dodatkowe zagrożenia.

      *Dyrektor Centrum Młodzieży "U Siemachy" - Dziennego Ośrodka Socjoterapii w
      Krakowie; ekspert sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych,
      koordynator Miejskiego Programu Przeciwdziałania Przestępczości Młodzieży w
      Krakowie, przewodniczący Komisji ds. Charytatywnych Rady Duszpasterskiej
      Archidiecezji Krakowskiej. Ukończył Papieską Akademię Teologiczną. Pracę
      społeczną zaczynał w latach 1983-88 jako wolontariusz w domu dziecka. Interesuje
      się też sportem (szczególnie narty i sporty ekstremalne).

      :-)
      M.
      • diabollo Re: Rozmowa z ks. A. Augustyńskim 03.11.06, 10:13

        Bardzo dobry i rozsądny głos w zalewie populizmu i podgrzewaniu najniższych
        emocji przez polityków z MEN.

        Brawo pan Augustyński.

        Kłaniam się nisko.
        • forumisko Re: Rozmowa z ks. A. Augustyńskim 03.11.06, 20:13
          Giertych i tak ma rację - byle tylko sił starczyło na to co zamierza.
          Powodzenia, Panie ministrze!
          • diabollo Re: Rozmowa z ks. A. Augustyńskim 06.11.06, 07:50
            forumisko napisał:

            > Giertych i tak ma rację - byle tylko sił starczyło na to co zamierza.
            > Powodzenia, Panie ministrze!

            Alleluja i do-przodu.

            Kłaniam sie nisko.
    • diabollo Specjalnie dla Marii i Forumiska 03.11.06, 10:23

      Tak wygląda klasa polskiej szkoły, bardzo "laicko", "liberalnie", gdzie się
      promuje "permisywizm moralny", "promuje homoseksualizm", etc.

      Nie promuje się w tej klasie w ogóle ideologii katolickiej w wydaniu
      konserwatywno-nacjonalistycznym.

      bi.gazeta.pl/im/8/3716/z3716378X.jpg
      Dlatego pan Romek proponuje "powrót" do tradycyjnych wartości, dyscyplinę i nowy
      kodeks karny dla szkół.

      Kłaniam się nisko.
      • maria421 Re: Specjalnie dla Marii i Forumiska 07.11.06, 10:49
        O Matko Przenajswietsza!
        To klasa w gimazjum katolickim, gdzie chodzila moja corka tak nie wygladala,
        miala tylko jeden skromny krzyz nad tablica.....
    • maika7 Pacewicz o programie Giertycha 05.11.06, 10:50
      www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3716803.html
      Minister Giertych chce nas przekonać, że polska szkoła jest klęską i dlatego -
      wbrew protestom nauczycieli - robi konferencję tam, gdzie Ania została
      sponiewierana w obliczu obojętnej klasy. Obraża 6,5 miliona uczniów i pół
      miliona nauczycieli, gdy twierdzi, że tragedia w Gdańsku jest znakiem firmowym
      szkoły. To może wywołać bunt albo - co gorsza - strach.

      W konkretach jest lepiej. Minister ogranicza swe najbardziej szalone i nierealne
      pomysły. O likwidacji gimnazjów litościwie zapomniał. Zakaz komórek ma dotyczyć
      wyłącznie lekcji (słusznie). Mundurki zostały zredukowane do rozporządzenia, by
      w statucie szkoły znalazł się wymóg "schludnego stroju", ale to szkoła pisze
      swój statut i - mam nadzieję - nie będzie się ośmieszać wojną o kolczyk w uchu.

      Krytykowany, że w głowie mu tylko kary, zapowiada nagrodę MEN za solidarność dla
      uczniów, którzy pomogą ofiarom gnębienia. Dobry sygnał!

      Pomysł na godzinę policyjną dla nieletnich Giertych pozostawia władzom gminnym.
      Mam nadzieję, że obowiązek ustawowy nie przejdzie, a władze lokalne dobrze się
      zastanowią, czy i kiedy mogłoby to mieć sens.

      Wciąż mówi głównie o karach, ale odesłanie do szkoły pod specjalnym nadzorem
      jest już tylko ostatecznością, po serii działań wychowawczych, by trudnego
      ucznia pozostawić w społeczności. Zsyłka do ośrodków wsparcia wychowawczego,
      których zresztą nie ma i może wcale nie będzie, rodzi duże ryzyko, że wyhodujemy
      dorosłego bandytę.

      Mówiąc o pracy za karę, Giertych się zaplątał, że "przecież my wszyscy w latach
      80. chodziliśmy na prace społeczne i było to uznawane za normalne" (!).

      Pomogę ministrowi bronić tego pomysłu. Taka praca nie jest zemstą i poniżeniem,
      lecz zadośćuczynieniem. Złamałeś nasze krzesło, pomazałeś ścianę, obraziłeś
      czyjąś godność, musisz teraz dla naszej społeczności zrobić coś dobrego. Trzeba
      przy tym zadbać, by ukarany zrozumiał, że o to właśnie chodzi. I żeby został
      przez szkołę doceniony za umycie toalet czy zagrabienie liści. Wtedy kara może
      mieć skutek wychowawczy.

      Giertych powiada słusznie, że nie ma sprzeczności między miłością a dyscypliną,
      zapominając chyba, że nikt w nowoczesnej edukacji nie lekceważy norm i zasad.
      Rzecz w tym, że w przekazie Giertycha, choć złagodzonym, dyscyplina staje się
      tak dojmująca, że miłości już nie widać wcale. Jak zareaguje na to gimnazjalista
      w trudnym wieku dojrzewania?

      Giertych woła o "powrót do korzeni", za które uważa edukację w II RP, czyli
      jakiś mit, jakby nie czytał "Ferdydurke". Przekonuje, że tamta szkoła się
      sprawdziła, bo jej wychowankowie bohatersko walczyli za ojczyznę w czasie II
      wojny światowej. Cóż za argument! Jak z tym polemizować?

      Giertych apeluje o wspólną, ponadpartyjną i apolityczną walkę z przemocą w
      szkole i aż serce się wyrywa, by go posłuchać. Ale natychmiast dodaje, że klęska
      szkoły to wina złych reform AWS, SLD i UW. I cytuje maksymę "Róbcie, co chcecie"
      (w oryginale "Róbta, co chceta") jako sztandarowy przykład upadku wychowania.
      Obraża Jurka Owsiaka i miliony młodych ludzi, którzy w Wielkiej Orkiestrze
      Świątecznej Pomocy uczą się nowoczesnego patriotyzmu, współczucia, pełnego
      radości i zdyscyplinowanego działania.

      Jeśli jednak minister zapomni o jeszcze paru niemądrych pomysłach, Sejm zmiany
      ustawowe złagodzi, a dyrektorzy nie wpadną w amok LPR-owskiej rewolucji
      obyczajowej, to skutki tego wszystkiego mogą być lepsze, niż wcześniej
      wyglądało. Zostanie parę dobrych pomysłów wychowawczych i samo hasło "Zero
      tolerancji". Widząc, jak ktoś kogoś w szkole bije, poniża, obmacuje, uczniowie i
      nauczyciele nie odwrócą głowy ani - jak koledzy Ani - nie będą grali w monety.

      Jacek Kuroń powtarzał: "Twoim obowiązkiem jest zawsze być po stronie słabszego".
      Herbert pisał "A gniew twój bezsilny niech będzie jak morze, ilekroć usłyszysz
      głos poniżonych i bitych".

      Może Giertych nie zepsuje tego odruchu moralnego, jaki wywołała śmierć Ani?
      _______


      Myślę podobnie. Po ogłoszeniu tego, złagodzonego w swoim wyrazie programu,
      zostało tylko pytanie - przecież większośc z tych założen jest do zrealizowania
      w obecnych warunkach, o co więc tyle szumu?

      M.
      • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 05.11.06, 11:30
        co do edukacji w II RP.

        1. Stała na wysokim poziomie - matura dawała więcej wiedzy, niż niejeden
        dzisiejszy "uniwersytet".

        2. W szkole panowała dyscyplina - istniała funkcja "woźnego" który miał prawo do
        wymierzania kar cielesnych.

        3. Dzieciaki miały stroje jednolite.

        4. Nauczyciel to był KTOŚ (nawet jeśli nie był - słowo autorytet było przypisane
        funkcji, nie poszczególnym osobom).

        5. uczyła PATRIOTYZMU!!!! a to jest wielka wartość wychowawcza.

        6. jednocześnie była obarczona wadami niejako ustrojowymi. Które to wady w
        dzisiejszym świecie są niedopuszczalne - ale do pozytywów należałoby sięgnąć.

        Obecna szkoła też ma i pozytywy i negatywy - i temu należałoby się przyjrzeć.
        Nie twierdzę, że wszystkie szkoły to wylęgarnia patologii - ale jeśli
        natychmiast nie zareagujemy - wkrótce problem może nas przerosnąć.

        W moim mieście sporo jest szkół. Do niektórych chętnych nie ma - za to sława ich
        sięga daleko. Duża kolejka chętnych stoi przez bramami liceum jezuitów. Ciekawe
        dlaczego. Przed bramami słynnej "trójki" też kolejka - ale tam nie ma patologii:
        szanse na dostanie się mają wyłącznie ucznowie ze średnią ocen POWYŻEJ 5. Czyli
        ci, którzy chcą się uczyć. I ta młodzież jest wartościowa, lecz
        wyselekcjonowana. Cała pozostałość - to pokłosie tego oburzającego "róbta co
        chceta" rozumianego przez tysiące leni i nieuków literalnie.

        Myślę, że bój o kolczyki w różnych dziwnych miejscach nie jest ośmieszaniem się
        tylko doprowadzeniem tych dzieciaków do należnego im miejsca - do świata
        dzieciństwa właśnie. DZIECIŃSTWA - w którym uczą się dopiero co to oznacza
        odpowiedzialność za podejmowane decyzje - a na zewnątrz za ich czyny rodzice
        odpowiadają.

        Podoba mi się pomysł, aby za szkody (również moralne) wyrządzone przez dzieci -
        odszkodowanie finansowe płacili rodzice. Może wówczas bardziej będą się
        interesować tym, co robią ich genialne pociechy.
        • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 05.11.06, 11:32
          Minister Giertych chce nas przekonać, że polska szkoła jest klęską i dlatego -
          wbrew protestom nauczycieli - robi konferencję tam, gdzie Ania została
          sponiewierana w obliczu obojętnej klasy. Obraża 6,5 miliona uczniów i pół
          miliona nauczycieli, gdy twierdzi, że tragedia w Gdańsku jest znakiem firmowym
          szkoły. To może wywołać bunt albo - co gorsza - strach.


          STRACH???? gdzie??? w rzeczonym gimnazjum??? Widać autor tych słów nie widział
          reakcji uczniów i jednoznaczych "gestów" do kamery.
        • maika7 NIE!!! 05.11.06, 11:59
          Azerko, z dużą częścia Twojej wypowiedzi się zgadzam, ale tym, co niżej zacytuje
          STANOWCZO SIĘ NIE ZGADZAM:


          > Duża kolejka chętnych stoi przez bramami liceum jezuitów. Ciekawe
          > dlaczego. Przed bramami słynnej "trójki" też kolejka - ale tam nie ma
          > patologii :
          > szanse na dostanie się mają wyłącznie ucznowie ze średnią ocen POWYŻEJ 5. Czyli
          > ci, którzy chcą się uczyć. I ta młodzież jest wartościowa, lecz
          > wyselekcjonowana. Cała pozostałość - to pokłosie tego oburzającego "róbta co
          > chceta" rozumianego przez tysiące leni i nieuków literalnie.

          Szczególnie nie zgadzam sie z twierdzniem, że mlodziez ze średnią powyżej 5 jest
          wartościowa. BYc może jest, ale o wartości człowieka nie mówi jego średnia ocen
          w szkole!!!!! TO jakiś ASURD! A w "tej całej reszcie" poza stojacymi w kolejce
          do jezuitow i mających szanse dostać się do III-ki to nie ma sensownych młodych
          ludzi tylko wszyscy sa rozpasanymi chuliganami???
          PRZESADZIŁAS!

          O!
          M.
          • stephen_s Od siebie dodam... 05.11.06, 12:49
            ... że chodziłem do jednego z najlepszych liceów w Warszawie. W zasadzie wszyscy
            uczniowie tam w podstawówkach mieli średnią powyżej 5. Intelektualnie byliśmy
            bardzo mocną szkołą - i co z tego??? Myślisz, Azerko, że nie było u nas
            problemów? Powiem Ci, że np. pijanstwo w naszej szkole wręcz przysłowiowe...

            Absolutnie nie zgadzam się na stwierdzenie, że młodzież z dobrymi ocenami jest
            "wartościowa", a ta z gorszymi - to żuleria...
            • a000000 Maiko, Stefanie 05.11.06, 13:05
              a co rozumiecie pod określeniem "wartościowa młodzież"?
              • stephen_s Re: Maiko, Stefanie 05.11.06, 13:10
                A Ty co rozumiesz?

                Bo dla mnie wartość człowieka nie zamyka się w ocenach szkolnych... Ale też w
                podejściu do ludzi, świata...

                Wiesz, można być człowiekiem inteligentnym i amoralnym draniem jednocześnie.
              • maika7 Re: Maiko, Stefanie 05.11.06, 13:12
                Wartosciowa młodziez według maiki:

                Dojrzewający młodzi ludzie w wieku 10-18 lat (wiek dobrany arbitralnie przeze
                mnie, aczkolwiek granice jak najbardziej do przesunięcia).
                Podatni na pozytywne zabiegi wychowawcze doroslych.
                Majacy potencjal intelektualny i twórczy.

                Wartosciowa mlodziez według Azerki?

                M.

                • maika7 Czy istnieje pojecie "wartościowy obywatel" 05.11.06, 13:14
                  • maika7 enter za szybko... 05.11.06, 13:16
                    noe więc... czy istnieje pojecie wartościowy obywatel? Sa jakies kryteria??
                    Skala? Azerko czy my zmierzamy na własne życzenie w opary absurdu?


                    M.
                    • a000000 Re: enter za szybko... 05.11.06, 14:48
                      A oto dlaczego zapytałam.

                      Bo Wasza reakcja mnie zdumiała niemożebnie. NIGDZIE nie napisałam, że jedynymi
                      wartościowymi ludźmi są ci z ocenami powyżej 5,0. Napisałam, że do tej
                      konkretnej szkoły przyjmowani są ludzie wartościowi, wyselekcjonowani pod kątem
                      wyników w nauce. Nie napisałam, że tylko intelektualny orzeł to człowiek
                      wartościowy. Nie napisałam, że osoba o przeciętnym uzdolnieniu nie może być
                      wartościowa.

                      Rada: jeśli Cię jakaś wypowiedź wzburzy - policz do dziesięciu, przeczytaj
                      jeszcze raz, postaraj się zrozumieć, poproś o wyjaśnienia....i jeśli się
                      upewnisz, że autor celowo napisał kuriozalną bzdurę (jakkolwiek ma do niej
                      prawo!! - przypominam o tolerancji i wolności wypowiedzi) - wówczas ewentualnie
                      możesz go w łeb walnąć.
                      • maika7 Jak mam więc rozumieć TO zdanie? 05.11.06, 14:54
                        > Cała pozostałość - to pokłosie tego oburzającego "róbta co
                        > chceta" rozumianego przez tysiące leni i nieuków literalnie.

                        W kontekście tamtej wypowiedzi?
                        Mozesz mi wytłumaczyc? Co to jest CAŁA RESZTA, skoro przeciwstawiasz ją
                        wyselekcjonowanym pod kątem checi do uczenia się (hm.. sorry, do zdobywania
                        ocen, do dobre oceny nie zawsze idą w parze z chęcia do uczenia sie, ale np. ze
                        zdolnościami, ambicjami rodziców itp...)

                        M.
                        • a000000 Re: Jak mam więc rozumieć TO zdanie? 05.11.06, 15:26
                          świat się dzieli na tych, którzy rozumieją, że nie są sami we wszechświecie, że
                          mają obowiązki, że mają odpowiedzialność, że muszą się liczyć z obecnością i
                          uczuciami innych ludzi..... Oraz na tych, których nie interesuje to co dalej od
                          czubka własnego nosa...
                          Róbta co chceta powiada, że...nic nie musisz, zero obowiązku, zero
                          odpowiedzialności - żyj chwilą obecną, używaj, baw się bez ograniczeń - rób co
                          chcesz - odrzucaj normy, nakazy i zakazy - bylebyś TY był zadowolony.

                          Uczeń który się uczy rozumie, że tego wymaga szkoła, rodzice, troska o własną
                          przyszłość..... i podporządkowuje się wymogom.
                          Uczeń który za dewizę ma "róbta co chceta" - bierze komórkę i nagrywa.... film
                          pornograficzny z koleżanką w roli głównej. Im więcej przemocy tym większa chwała
                          dla niego....

                          Powód: niedowartościowanie, brak określonych norm moralnych, chęć zaistnienia w
                          grupie, samotność .... Nie ma zdolności do dobra? no to czyni zło. Byle tylko w
                          wyścigu szczurów do sukcesu (jakiegokolwiek) - zaistnieć, uzyskać poklask,
                          zdobyć mir, okazać władzę nad innym (nieważne, że słabszym).

                          Prośba do Maiki - nie przekładaj naszych rozmów na konkretną Twoją sytuację
                          rodzinną. To, że istnieje jakaś wyselekcjonowana pod jakimś kątem grupa
                          młodzieży wcale nie oznacza, że Twoi synowie są w czymkolwiek gorsi bo chodzą do
                          "zwykłych" szkół. Mój syn do tej renomowanej szkoły nie chodził - nie preferuję
                          wyścigu szczurów. Do jezuitów też nie. Chodził do zwykłej szkoły o profilu
                          mat-fiz. Ale w tej szkole nikt nie posuwał się do aż takiej podłości, jak
                          upokorzanie pornograficzne koleżanek. Nie chcę powiedzieć, że do TEJ szkoły
                          również odbyła się selekcja pod kątem zdolności do przyswajania wiedzy, bo znowu
                          na mnie naskoczysz.

                          Zauważ, że do szkół gimnazjalnych OBOWIĄZKOWYCH!!!! jest nabór z rejonizacji.
                          Czyli zero selekcji - jest to tygiel wszelkich postaw i dlatego tak ważne jest,
                          aby nie rozmydlać problemu pod kątem: pan Giertych jest brzydki, lub: azerka
                          wartościuje ludzi - tylko pomyśleć, jak ratować NASZE dzieci.
                          • maika7 Re: Jak mam więc rozumieć TO zdanie? 05.11.06, 16:41
                            Azerko - nie wytłumaczyłas mi, jak ma rozumieć "CAŁA RESZTA" z Twojej
                            poprzedniej wypowiedzi. Bardzo Cie prosze o konkretną odpowiedź - co to znaczyło
                            "cała reszta" w tamtym zadaniu.

                            Slogan "róbta co chceta" można rozumieć wielorako, w sposób ODPOWIEDZIALNY też.
                            I nie sądzę, żeby Owsiak lansując to hasło chciał propagować chuligaństwo i
                            nieodpowiedzialnośc.

                            AZerko, naszą rozmowę przekladam na ogólne moje patrzenie na młodzież i tę mi
                            znaną osobiście i tę z mediów, opowieści moich znajomych itd.. Masz rację, do
                            szkól rejonowych nie ma jakiejś specjalnej selekcji. Ale, żeby zostać
                            gimnazjalistą trzeba najpierw skończyc podstawówkę - czli trzeba byc w
                            konkretnej społeczności szkolnej - to czas na - jak to nazywasz - selekcję.
                            Wyłapanie problemów, próbe zaradzenia problemom. Przynajmniej teoretycznie - bo
                            preaktycznie brakuje WARUNKOW do tego - a TEGO własnie Giertych nie CHCE
                            zobaczyć. I w tym kierunku NIC nie robi.

                            Moje dzieci, dzieci moich znajomych chodza do takich tygli. I Co? I nic. Bo
                            gdzie mają chodzić?? MOże będą tymi, którzy ZAREAGUJA jak będzie się działa ich
                            kolegom krzywda!

                            M.
                            • a000000 Re: Jak mam więc rozumieć TO zdanie? 05.11.06, 23:46
                              >co to znaczyło "cała reszta" w tamtym zadaniu.

                              ci, którzy NIE CHCĄ się uczyć.

                              Trudno jest mi podejrzewać, aby Owsiak propagował chuligaństwo czy
                              nieodpowiedzialność - absolutnie, na to jest za mądry. Jednakże jego wypowiedź
                              zabrzmiała bardzo wieloznacznie. Zupełnie tak samo, jak słynna "gruba kreska" -
                              co innego miała oznaczać - a wadliwie zrozumiana i przeinaczona - narobiła szkód
                              nie do opisania.

                              Owszem, w szkole podstawowej przeważnie można już z duża dozą prawdopodobieństwa
                              okreslić poszczególne osobowości uczniów, JEDNAKŻE prawdziwy problem zaczyna się
                              w gimnazjum, gdy dziecko wchodzi w okres pokwitania. I to tam właśnie ma czekać
                              sposób na okiełznanie.

                              Na koniec - źródłem problemów jest rodzina. Szkoła jedynie jest miejscem w
                              którym bezkarnie problemy się uzewnętrzniają. I jeśli ktokolwiek chce skutecznie
                              temu zaradzić - niestety, musi się brać za pracę u podstaw.

                              A teraz Twoja kolej: proszę o pozytywną interpretację sloganu "róbta co chceta"
                              wypowiedzianego do młodych zgromadzonych na wielodniowym koncercie rockowym.
                              • maika7 Re: Jak mam więc rozumieć TO zdanie? 06.11.06, 07:51
                                > ci, którzy NIE CHCĄ się uczyć.

                                Azerko, młodziez w naszym kraju nie ma chciec sie uczyc, ona ma OBOWIĄZEK sie
                                uczyc, niezaleznie od tego czy chce czy nie. Tak, jak z zaszczytną służbą
                                wojskową. Ale to inna sprawa. Może nie warto łaczyc czynow przestepczych z
                                chęcia do nauki i to jeszcze w naszym, polskim wydaniu? Tak, jak juz wspominał
                                Stephen - chcęć do nauki nie gwarantuje bycia dobrym czlowiekiem. Tak, jak
                                szkolne olewactwo nie determinuje bycia przestepca - to byłoby za proste.

                                > Trudno jest mi podejrzewać, aby Owsiak propagował chuligaństwo czy
                                > nieodpowiedzialność - absolutnie, na to jest za mądry. Jednakże jego wypowiedź
                                > zabrzmiała bardzo wieloznacznie. Zupełnie tak samo, jak słynna "gruba kreska"
                                - co innego miała oznaczać - a wadliwie zrozumiana i przeinaczona - narobiła
                                szkód nie do opisania.

                                Z tym sie zgadzam. To hasło jest zbyt pojemne i każdy moze z nim zrobic co chce.

                                > Owszem, w szkole podstawowej przeważnie można już z duża dozą prawdopodobieństwa
                                > okreslić poszczególne osobowości uczniów, JEDNAKŻE prawdziwy problem zaczyna się
                                > w gimnazjum, gdy dziecko wchodzi w okres pokwitania. I to tam właśnie ma
                                czekać sposób na okiełznanie.

                                Okiełznanie??? Okres pokwitania to czas na szczególne, bardzo poważne podejście
                                do uczniow, bo to czas wyjatkowo trudny. I nie tyle w okiełznaniu tu problem ile
                                w POMOCY adaptacji do świata dorosłych. Zauważ, że to czas przejścia ze świata
                                dzieci do świata dorosłych. Masz racje, to czas, kiedy ogniskuja sie problemy.
                                Dlatego warto pomyslec i nad zasadami panujacymi w poszczególnych gimnazjach,
                                ale i nad ich organizacja wewnetrzną (mniejsze klasy, mniejsze szkoły - wtedy
                                łatwiej o kontakt z uczniami, łatwiej o wiedze, co tak na prawdę dzieje się w
                                szkole). W koncu - to tez dobry moment na pomyslenie jakie dac uczniom
                                propozycje na popołudnia... Widze, jak powoli zmienia sie oblicze polskiej
                                prowincji - szkoły wiejskie w dużej części nie maja sal gimnastycznych. W
                                ostatnich latach - w mojej okolicy powstaly i sale i basen z lodowiskiem w
                                miasteczku. I w koncu część dzieci ma wiekszy wybor - moga uaktywnić się nie
                                tylko ganiajac po trawie za piłką (że nie wspomne o mniej budujących czynnościach).


                                > Na koniec - źródłem problemów jest rodzina. Szkoła jedynie jest miejscem w
                                > którym bezkarnie problemy się uzewnętrzniają. I jeśli ktokolwiek chce
                                skutecznie> temu zaradzić - niestety, musi się brać za pracę u podstaw.

                                I tu sie zgadzam - przynajmniej częściowo. Bo nie wiem dlaczego w szkole
                                problemy maja sie bezkarnie uzewnetrzniać. Azerko - nauczyciele nie maja
                                związanych rąk. Mogą reagować. Pisalam wielokrotnie - w szkole corki, wybryki
                                chuligańskie (wobec, ktorych nauczyciele są bezradni) zgłaszane sa na policje -
                                KAZDY może to zrobic, nauczyciel tez, jesli perswazja nie pomaga.
                                Natomiast co do rodzin - moze warto pomysleć o pomocy rodzinie? Szczególnie tym
                                rodzinom, w ktorych dzieje sie żle, bo jeden z członkow jest oprawcą? Błędne
                                koło, z ktorego trudno wyjść.

                                > A teraz Twoja kolej: proszę o pozytywną interpretację sloganu "róbta co chceta"
                                > wypowiedzianego do młodych zgromadzonych na wielodniowym koncercie rockowym.

                                Azreko, interpretacja zalezy od odbiorcy.... Z tego Owsiak chyba nie zdawał
                                sobie sprawy. Dla jednych to hasło do totalnej olewki, dla innych to robienia
                                tego, co potrafią najlepiej w pozytywnym tego słowa znaczeniu :-) Pozytywnie? na
                                rokowym wielodniowym koncercie? proszę bardzo: "teraz jest czas zabawy, cieszcie
                                się, ładujcie akumulatury, bo po to sie tu zgromadziliśmy i niech wam tej
                                energii starczy na czas normalnej pracy".

                                M.
                                • a000000 Re: Jak mam więc rozumieć TO zdanie? 06.11.06, 10:23
                                  no właśnie - obowiązek. Pierwszy obowiązek z którym człowiekowi przychodzi się
                                  zmierzyć. Co można powiedzieć o osobie, która ten pierwszy obowiązek stanowczo
                                  odrzuca - wręcz manifestuje swoją "niezależność"? Która od początku swej drogi
                                  nie przyjmuje zasad obowiązujących w społeczeństwie? Pół biedy, jeśli ta
                                  "niezależność" dotyczy wyłącznie osobnika - ale jeśli to negatywnie wpływa na
                                  pozostałych? Jeśli taki uczeń rozwala klasę, psuje wysiłek nauczycieli, rodziców
                                  - negatywnie wpływa na inne dzieci? Przecież wiadomo, że zło, szczególnie w
                                  pewnym wieku, jest bardzo nośne i pada na podatny grunt.

                                  Dlaczego piszę o "chceniu" a nie obowiązku. Gdyż jeszcze nikt nikogo niczego na
                                  siłę nie nauczył. Młodzi ludzie ciekawi świata, ciekawi wiedzy - są otwarci na
                                  naukę, nowości, poznawanie.... I tacy nie zajmują się bandytyzmem.

                                  Po co wogóle istnieje szkoła? Czyż nie po to, aby człowieka przygotować do życia
                                  w społeczeństwie? A co robić z osobnikiem, który nie chce się dostosować?

                                  Nauczyciele mogą reagować. Ale czy chcą????? Czy przypadkiem nauczyciele nie są
                                  już tak zmęczeni, że aż zobojętnieli? Otoczyli się skorupą i dla WŁASNEGO
                                  świętego spokoju udają, że nie widzą?
                                  A co miał zrobić toruński nauczyciel angielskiego, któremu klasa kosz śmieci na
                                  głowę radośnie wkładała? Iść do dyrektora, który nie zająłby się problemami
                                  wychowawczymi, tylko stwierdziłby, że to nauczyciel sobie nie radzi i...posłał
                                  go na bezrobocie? Maiko, to jest chore środowisko, w którym mobbing,
                                  molestowanie, upokarzanie, przemoc jest na porządku dziennym... w którym powoli
                                  te zachowania stają się normą. Nauczyciel nie ma pomocy, znikąd. Od nauczyciela
                                  się tylko wymaga. A dzieciak ma same prawa - taka nietykalna święta krowa...
                                  któremu wszystko wolno, który jest niewinny złemu zachowaniu, no bo to nie on,
                                  tylko jego hormony...

                                  Wkurza mnie gadanie, że nauczyciel powinien być silny psychicznie, wypracowujący
                                  swój autorytet.... czy nauczyciel ma być nadzorcą? Nauczyciel ma się skupić na
                                  przekazywaniu wiedzy, a nie na walce z oporem środowiska. Dlatego byłabym za
                                  pomysłem, że ci którzy nie są zainteresowani wiedzą nie powinni przeszkadzać
                                  tym, którzy chcą się uczyć. I powinni znaleźć się w szkołach specjalnych -
                                  właśnie z rygorem i nauczycielami - nadzorcami. A pozostała większość powinna
                                  się rozwijać bez przeszkód.

                                  W IIRP autorytet miało stanowisko nauczyciela. Za tym szły finanse, poważanie
                                  społeczne - i zgodnie z selekcją POZYTYWNĄ do zawodu przychodzili ludzie
                                  spełniający obostrzone kryteria.

                                  Co się stało po wojnie? Kto się nie dostał na jakiekolwiek inne studia - szedł
                                  do szkoły pedagogicznej. To był początek upadku wychowania szkolnego. Teraz
                                  tamte dzieci są rodzicami - i przekazują swoim dzieciom negatywne zdanie o
                                  nauczycielskim świecie - z góry niejako programują upadek autorytetu. I dopóki
                                  ta sprawa nie będzie przywrócona właściwej pozycji - szkoła będzie miała
                                  problemy. Oczywiście mówię o ogólnym zarysie, bo i w tym bagnie zdarzają się
                                  piękne, godne naśladowania przykłady i mądrych rodziców, i wartościowych dzieci.
                                  Lecz ta część mająca wpływ negatywny z roku na rok jest coraz większa i coraz
                                  bezkarniejsza...


                                  To jest bardzo złożony i wielowątkowy temat. Oczywiście, Stef ma rację - sama
                                  chęć do nauki nie jest GWARANTEM stania się dobrym człowiekiem. Ale już NIECHĘĆ
                                  do nauki powolutku wciąga w świat ludzi złych.

                                  Pomoc rodzinie. Przede wszystkim PRACA z wynagrodzeniem gwarantującym
                                  przynajmniej przeżycie. Czy jest to na naszej rzeczywistowści realne? Wątpię.
                                  • maika7 obowiązki i chęci 06.11.06, 11:19
                                    łatwiej mi z cytowaniem :-)

                                    > no właśnie - obowiązek. Pierwszy obowiązek z którym człowiekowi przychodzi się
                                    > zmierzyć.

                                    Azerko, nie pierwszy. Pierwsze obowiazki ma sie w momencie, gdy zaczyna sie byc
                                    swiadomym... ok. 2 roku zycia... oczywiscie na miare i świadomosci i wieku...

                                    > Co można powiedzieć o osobie, która ten pierwszy obowiązek stanowczo
                                    > odrzuca - wręcz manifestuje swoją "niezależność"? [...] Jeśli taki uczeń
                                    > rozwala klasę, psuje wysiłek nauczycieli, rodziców
                                    > - negatywnie wpływa na inne dzieci? Przecież wiadomo, że zło, szczególnie w
                                    > pewnym wieku, jest bardzo nośne i pada na podatny grunt.

                                    Jesli sa kłopoty wychowawcze z uczniem - to sie powinno szukac przyczyn i
                                    indywidualnego rozwiazania tych kłopotów. Bo przyczyny agresji moga byc bardzo
                                    rózne i nie w hamowaniu rzecz, a w rozpoznaniu przyczyn. A o tym, ze dziecko
                                    reaguje agresja niewspólmierna do zdarzenia wiemy juz w przedszkolu, na podworku
                                    itp. Gimnazjum, to juz trochę późno na reagowanie.. Oczywiście nie chcę przez to
                                    powiedziec, że nie nalezy reagować, tylko według mnie konieczne jest
                                    WCZESNIEJSZE reagowanie.

                                    > jeszcze nikt nikogo niczego na
                                    > siłę nie nauczył. Młodzi ludzie ciekawi świata, ciekawi wiedzy - są otwarci na
                                    > naukę, nowości, poznawanie.... I tacy nie zajmują się bandytyzmem.

                                    Co najwyżej inteligentnymi przekretami .... nie zapominajmy o bardzo
                                    inteligentnych przestepcach, chłonnych, ciekawych swiata i wiedzy.. Azerko, sa
                                    osoby niechcace się uczyc z róznych przyczyn. np. o bardzo malych zdolnościach -
                                    (tak maja z'przyrodzenia"). Ale MUSZA. A przynajmniej musza chodzic do szkoły -
                                    do 18 roku zycia.

                                    > Po co wogóle istnieje szkoła? Czyż nie po to, aby człowieka przygotować do
                                    życia w społeczeństwie? A co robić z osobnikiem, który nie chce się dostosować?

                                    Po to. Ale na pytanie co zrobic z tymi, ktorzy mie chca (nie potrafią?) się
                                    dostosoawać - nie umiem odpowiedzieć? Eliminowac? zamykajac? Azerko - dla
                                    jasności - nie mówie tu o przestepcach - bo to osobny temat. I mniej więcej mamy
                                    wytyczone szlaki, co robic z przestępcami. Inna sprwa czy skuteczne i sensowne.

                                    > Nauczyciele mogą reagować. Ale czy chcą????? Czy przypadkiem nauczyciele nie
                                    > są już tak zmęczeni, że aż zobojętnieli? Otoczyli się skorupą i dla WŁASNEGO
                                    > świętego spokoju udają, że nie widzą?

                                    Oni MUSZA reagować. Po to sa nauczycielami!

                                    > A co miał zrobić toruński nauczyciel angielskiego, któremu klasa kosz śmieci
                                    na> głowę radośnie wkładała? Iść do dyrektora, który nie zająłby się problemami
                                    > wychowawczymi, tylko stwierdziłby, że to nauczyciel sobie nie radzi i...posłał
                                    > go na bezrobocie?

                                    Azerko, nie wszyscy nauczyciele powinni byc nauczycielami. Byc może ten
                                    nauczyciel nie powinien byc wychowawca mlodziezy skoro wobec niego pozwalano
                                    sobie na takie rzeczy!

                                    > Maiko, to jest chore środowisko, w którym mobbing,
                                    > molestowanie, upokarzanie, przemoc jest na porządku dziennym... w którym
                                    powoli> te zachowania stają się normą. Nauczyciel nie ma pomocy, znikąd. Od
                                    nauczyciela> się tylko wymaga. A dzieciak ma same prawa - taka nietykalna święta
                                    krowa...> któremu wszystko wolno, który jest niewinny złemu zachowaniu, no bo to
                                    nie on,> tylko jego hormony...

                                    No cos Ty! Są szkoły koszmarne, ale sa tez szkoły normalne. Nauczyciel ma pomoć
                                    (prawda, mógłby miec większa - ale Giertych ma to w nosie!).

                                    > Wkurza mnie gadanie, że nauczyciel powinien być silny psychicznie,
                                    wypracowujący > swój autorytet.... czy nauczyciel ma być nadzorcą? Nauczyciel ma
                                    się skupić na> przekazywaniu wiedzy, a nie na walce z oporem środowiska...

                                    Bo powinien być silny psychicznie, bo to jest BARDZO TRUDNY ZAWOD! Wymagajacy
                                    konkretnych predyspozycji! Bo nauczyciel to nie tylko przekaźnik wiedzy.

                                    > W IIRP autorytet miało stanowisko nauczyciela. Za tym szły finanse, poważanie
                                    > społeczne - i zgodnie z selekcją POZYTYWNĄ do zawodu przychodzili ludzie
                                    > spełniający obostrzone kryteria.

                                    Nie wiem czy nie masz wyidealizowanego obrazu nauczyciela z II RP :-)

                                    > Co się stało po wojnie? [...]

                                    Azerko, autorytet sie albo ma jako osoba, albo sie go nie ma - samo stanowisko
                                    nie wystarczy (nawet prezydenta RP). Pewnie i w twojej szkole i w mojej byli
                                    nauczyciele ktorych sie szanowało i tacy, ktorych się nie szanowało - na co sami
                                    zapracowywali...

                                    > Lecz ta część mająca wpływ negatywny z roku na rok jest coraz większa i coraz
                                    > bezkarniejsza...

                                    Mam nadzieje, że nie masz racji. I, że moje pozytywniejsze patrzenie na tę
                                    sprawę jest bliższe rzeczywistości. danych obiektywnych nie mam.

                                    :-)
                                    M.
                                    • a000000 Re: obowiązki i chęci 06.11.06, 11:42
                                      Maiko, a kto mówi, że dziecko sie wychowuje dopiero w gimnazjum???? Dziecko
                                      należy wychowywać od urodzenia. Tylko. Co zrobić z takim, które albo nie jest
                                      wychowane, albo jest wychowane źle? I w wieku gimnazjalnym bomba wybucha?

                                      Nie mieszałabym CHĘCI do zdobywania wiedzy z możliwościami mentalnymi. To są
                                      dwie odrębne sprawy.

                                      Owszem, o przestępcach mówimy. Młodocianych. Którzy zaszczuwają klasę i
                                      nauczycieli, którzy bezwzględnie realizują WŁASNE pomysły nie licząc się z nikim.

                                      Wolałabym nie mieć racji. Wolałabym, zdecydowanie.

                                      Koleżanka była nauczycielką. Idąc do zawodu była pełna wiary w młodego
                                      człowieka. Po kilku latach odeszła bo:::: bała się, że którego zabije. Z roku
                                      na rok coraz gorszy poziom MENTALNY i coraz więcej zdolności do niesubordynacji.

                                      Ale w wielu przypadkach - nawet trudno mieć do tych dzieciaków pretensję. Tatuś
                                      -pijak znęcający się nad rodziną, matka - często wystraszona bezrobotna, a
                                      często tatusiowa kompanka od kielicha, w domu głód i ziąb, na porządku dziennym
                                      wyzwiska i przemoc.... pochwała, gdy dziecko się naje w supermarkecie i jeszcze
                                      mamusi coś przyniesie... To dziecko nie zna innego świata. Jest takie, jakie
                                      zostało ukształtowane przez dorosły świat. Takie dziecko w klasie to wielki
                                      problem. A gdy takich dzieci większość? Który nauczyciel sprosta zadaniu? To
                                      jest praca dla całego zespołu - pod warunkiem odizolowania dziecka od zgubnego
                                      wpływu środowiska.

                                      Maiko, łatwo oceniać. Gorzej coś zaradzić.

                                      Nie lubię Giertycha. Ale nie jest to powód abym dyskredytowała jego wysiłki w
                                      zapanowaniu nad stajnią Augiasza, jaką przyszło mu odziedziczyć... Wątpię, czy
                                      działania jego zakończą się sukcesem. Może nie wiem jakie mądrości głosić -
                                      jeśli zewsząd dziecko słyszy tylko drwiny na temat osoby odpowiedzialnej za
                                      wprowadzenie porządku - to nie ma szans. Jeśli dziecko w DOMU a także w TV
                                      słyszy, że minister jest głupi, to uzna jego racje czy nie ????
                                      • maika7 Re: obowiązki i chęci 06.11.06, 12:14
                                        > Maiko, a kto mówi, że dziecko sie wychowuje dopiero w gimnazjum???? Dziecko
                                        > należy wychowywać od urodzenia. Tylko. Co zrobić z takim, które albo nie jest
                                        > wychowane, albo jest wychowane źle? I w wieku gimnazjalnym bomba wybucha?

                                        No Ty pisałaś cos o "poczatku drogi i pierwszych obowiązkach" :-)) Wiem,
                                        jestesmy podobnego zdania na temat wychowywania - od poczatku i w domu - przede
                                        wszystkim. Azerko, raczej nie jest tak, że "bomba" wybucha znienacka...

                                        > Nie mieszałabym CHĘCI do zdobywania wiedzy z możliwościami mentalnymi. To są
                                        > dwie odrębne sprawy.

                                        Ok, napisze tylko tyle - obecny system nauczania w Polsce może skutecznie
                                        zniechecić do zdobywania wiedzy. Cudnie punktuje, czego uczeń NIE UMIE. Stosuje
                                        mentalny kij, zamiast mentalnej marchewki.

                                        > Owszem, o przestępcach mówimy. Młodocianych. Którzy zaszczuwają klasę i
                                        > nauczycieli, którzy bezwzględnie realizują WŁASNE pomysły nie licząc się z nikim.

                                        Mowimy o propozycji systemu naprawczego, w ktorym przewazaja sankcje za "kurwa
                                        mac". Z mlodocianymi przestepcami wiemy co robic - problem, żeby ich WIDZIEC i
                                        REAGOWAC zanim posuna sie do gwaltu.

                                        > Koleżanka była nauczycielką. Idąc do zawodu była pełna wiary w młodego
                                        > człowieka. Po kilku latach odeszła bo:::: bała się, że którego zabije. Z roku
                                        > na rok coraz gorszy poziom MENTALNY i coraz więcej zdolności do niesubordynacji

                                        Kolezanka jest nauczycielka - od 20 lat. Uwielbia ten zawod. I "dzieciaki"
                                        (normalne, nierenomowane liseum w dużym miescie) tez ja lubią. F-g szedł do
                                        szkoły, nie z powolania, szedł, bo była okazja dorobic do podstawowego etatu.
                                        Szedl na rok, może dwa. W tym roku mija 12 lat. Kolejna kolezanka - tez 20 lat w
                                        zawodzie - lubi go! Malutka, drobniutka, 155cm. Zmeczona jedynie biurokracją.
                                        Kolejna - zona kolegi z pracy - uczy w podstawowce i gimnazjum (panstwowe
                                        molochy w miasteczku powiatowym)- nie zamienilaby uczenia na żaden inny zawod.
                                        Dyrektorka wiejskiej szkoły moich dzieci - ten zawod byl jej życiem - uczyła z
                                        pasja, porywcza, krzykliwa, ciepła, uwielbiana przez dzieci. Itd. pozytywnych
                                        przykladów mam w moim otoczeniu wiecej niż negatywnych (takie tez mam niestety).
                                        Jak widac rózne sa podejścia.

                                        > Ale w wielu przypadkach - nawet trudno mieć do tych dzieciaków pretensję.
                                        Tatuś> -pijak znęcający się nad rodziną, matka - często wystraszona bezrobotna,
                                        a> często tatusiowa kompanka od kielicha, w domu głód i ziąb, na porządku
                                        dziennym> wyzwiska i przemoc.... pochwała, gdy dziecko się naje w supermarkecie
                                        i jeszcze> mamusi coś przyniesie... To dziecko nie zna innego świata. Jest
                                        takie, jakie> zostało ukształtowane przez dorosły świat. Takie dziecko w klasie
                                        to wielki> problem.

                                        Azerko, dla takiego dziecka klasa to możliwie jedyny normalniejszy świat. Gdyby
                                        nie klasa.... i gdyby nie nauczyciele..

                                        > A gdy takich dzieci większość? Który nauczyciel sprosta zadaniu? To
                                        > jest praca dla całego zespołu - pod warunkiem odizolowania dziecka od zgubnego
                                        > wpływu środowiska.

                                        Mam jeszcze jeden przykład. Kiedys chyba o nim pisalam. Beznadziejna sytuacja
                                        dzieci. Głownie patologiczne rodziny, bezrobotni, wieś, bez perspektyw. Rodzice
                                        często z wyrokami. Nauczycielka - chyba jedyny człowiek, ktory daje tym dzieciom
                                        ciepło. Staje na uszach i przy pomocy ludzi dobrej woli organizuje dla nich, co
                                        tylko może, pokazuje inny świat. Nauczycielka, przed ktora chyle czolo. Nie wie,
                                        jakie będa efekty jej zabiegów, ale MA ADZIEJĘ, że zrobiła wszystko, co było w
                                        jej mocy, żeby trochę wyprostować to, co rodzina napsuła.
                                        czy nauczyciel sprosta zadaniu - własnie o tym piszę, gdy piszę, ze nauczyciel
                                        powinien miec większe wsparcie - np. możliwośc wpływu na liczbe dzieci w
                                        klasie, na wspólprace z psychologiem, który objąby pomoca cala rodzinę itd...) I
                                        wtedy mozna by pomyslec o restrykcjach za 'kurwa".

                                        > Maiko, łatwo oceniać. Gorzej coś zaradzić.
                                        > Nie lubię Giertycha. Ale nie jest to powód abym dyskredytowała jego wysiłki w
                                        > zapanowaniu nad stajnią Augiasza, jaką przyszło mu odziedziczyć... Wątpię, czy
                                        > działania jego zakończą się sukcesem. Może nie wiem jakie mądrości głosić -
                                        > jeśli zewsząd dziecko słyszy tylko drwiny na temat osoby odpowiedzialnej za
                                        > wprowadzenie porządku - to nie ma szans. Jeśli dziecko w DOMU a także w TV
                                        > słyszy, że minister jest głupi, to uzna jego racje czy nie ????

                                        Azerko, nie krytykuje RG ze szczetem. Widze tylko, ze jego wysiłki zmierzaja do
                                        nasilenia problemów. Bo nie widze dobrej drogi wyłacznie w nasileniu dyscypliny.
                                        Masz rację, że i od nastawienia do RG zalezy bardzo dużo.

                                        M.
        • grzespelc Re: Pacewicz o programie Giertycha 06.11.06, 10:39
          > 1. Stała na wysokim poziomie - matura dawała więcej wiedzy, niż niejeden
          > dzisiejszy "uniwersytet".

          Nieprawda. Takie przeświadczenie wynika wyłącznie z tego, że maturę zdawało
          zaledwie 5% Polaków, a wynikało to z zacofania społecznego kraju.
          • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 06.11.06, 11:12
            jest to możliwe, że matura była dostępna dla tylko 5 % obywateli - ale ja nie o
            ilości tylko o jakości. W porównaniu do poziomu dzisiejszych maturzystów.
            Niestety. Dziś już ci ludzie nie żyją, ale jeszcze ja pamiętam wiedzę ludzi
            starszych, kończących szkołę przed wojną. Co z tego, że nie znali systemu
            operacyjnego Windows? Za to potrafili rozpoznać rośliny, zwierzaki, wiedzieli
            dlaczego Rosjanie świętują 4 listopada...., jak żyją eskimosi, dlaczego Norwid
            był bezdomny... Mieli ogromą wiedzę ogólną. I to taką wiedzę, którą zapamiętali
            na wiele lat, nie tylko do dnia matury.
            • grzespelc Re: Pacewicz o programie Giertycha 06.11.06, 13:48
              Ano bo większość z nich to rzeczywiście była elita. Teraz kiedy nawet na
              studia, włącznie z zaocznymi, idzie co drugi młody człowiek, pojęcie "student"
              w żaden sposób nie nobilituje. A i student studentowi nierówny: pamiętam
              opowieści mojej nauczycielki francuskiego o studentach marketingu, tudzież
              różne historie o zaocznych studentach mojego kierunku...Normalnie jakiś inny
              gatunek ludzi chyba...
            • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 07.11.06, 07:54
              a000000 napisała:

              > jest to możliwe, że matura była dostępna dla tylko 5 % obywateli - ale ja nie o
              > ilości tylko o jakości. W porównaniu do poziomu dzisiejszych maturzystów.
              > Niestety. Dziś już ci ludzie nie żyją, ale jeszcze ja pamiętam wiedzę ludzi
              > starszych, kończących szkołę przed wojną. Co z tego, że nie znali systemu
              > operacyjnego Windows? Za to potrafili rozpoznać rośliny, zwierzaki, wiedzieli
              > dlaczego Rosjanie świętują 4 listopada...., jak żyją eskimosi, dlaczego Norwid
              > był bezdomny... Mieli ogromą wiedzę ogólną. I to taką wiedzę, którą zapamiętali
              > na wiele lat, nie tylko do dnia matury.

              Zmyślasz, czcigodna A000000, przed II wojną Rosjanie nie świętowali 4 listopada.
              Robisz z przedwojennych abiturientów jakiś omnibusów z rozległymi informacjami
              encyklopedycznymi.
              Tymczasem jak pokazuje Historia, II RP wyhodowała pokolenie bezmyślnych matołów,
              którzy na przykład w Warszawie na rozkaz kilku zbrodniarzy z KG AK dali się bez
              broni poprowadzić na barykady przeciw czołgom, a co za tym idzie dali się
              wyrżnąć jak barany.

              Ci co przeżyli okupację niemiecką nowa władza włączyła w budowę raju
              robotniczo-chłopskiego, z różnym skutkiem oczywiście dla przedwojennych
              abiturientów.

              Legenda XX lecia międzywojennego, ciągle żywa. Nawet szkoła była super i
              kształciła maturzystów lepiej wykształconych niż dzisiejsi absolwenci
              uniwersytetów.
              Strach pomyśleć jacy mądrzy byli przedwojenni magistrowie.

              Kłaniam się nisko.
              • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 07.11.06, 09:40
                ojojoj, coś małoczcigodny się robisz. Wiesz, kogo "matołami, którzy dali się
                wyrżnąc" nazywasz?
                Ja nie mówię, że Rosjanie przed wojną świętowali. Ja mówię, że ci którzy
                odebrali przedwojenne wykształcenie wiedzą jeszcze dziś o co chodzi w tym
                święcie. Choć już są starcami pogardzanymi przez swe własne wnuki.
                Nie przeżyłeś wojny, nie żyłeś nawet w czasach tej prawdziwej komuny (Stalin,
                Bierut, Gomułka - czyli czasy tworzenia socjalistycznego państwa)- Diabollo,
                powściągnij swe sądy, bo nie wiesz o czym mówisz. Nawet dziś jeszcze żyjesz w
                państwie bogatym z dala od problemów Polaków - a temat znasz tylko z prasy i to
                tej bardzo jednostronnej. Diabolciu, zejdź na ziemię.

                Owszem, szkoła kształciła zdecydowanie mądrzejszych ludzi. Którzy nigdy by się
                nie porwali na takie "brawurowe" osądy czasów, o których pojęcia nie mają.
                • maika7 Re: Pacewicz o programie Giertycha 07.11.06, 18:44
                  Poziom analfabetyzmu w Polsce w 1921 roku wynosił około 33% (wikipedia- więc nie
                  wiem czy te dane sa bardzo powazne).... Co po garstce tych z maturą?

                  M.



                • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 07.11.06, 20:18
                  a000000 napisała:

                  > ojojoj, coś małoczcigodny się robisz. Wiesz, kogo "matołami, którzy dali się
                  > wyrżnąc" nazywasz?
                  > Ja nie mówię, że Rosjanie przed wojną świętowali. Ja mówię, że ci którzy
                  > odebrali przedwojenne wykształcenie wiedzą jeszcze dziś o co chodzi w tym
                  > święcie. Choć już są starcami pogardzanymi przez swe własne wnuki.
                  > Nie przeżyłeś wojny, nie żyłeś nawet w czasach tej prawdziwej komuny (Stalin,
                  > Bierut, Gomułka - czyli czasy tworzenia socjalistycznego państwa)- Diabollo,
                  > powściągnij swe sądy, bo nie wiesz o czym mówisz. Nawet dziś jeszcze żyjesz w
                  > państwie bogatym z dala od problemów Polaków - a temat znasz tylko z prasy i to
                  > tej bardzo jednostronnej. Diabolciu, zejdź na ziemię.
                  >
                  > Owszem, szkoła kształciła zdecydowanie mądrzejszych ludzi. Którzy nigdy by się
                  > nie porwali na takie "brawurowe" osądy czasów, o których pojęcia nie mają.

                  Czcigodna A000000,

                  Może brawurowo opisałem kilka faktów, ale to są dalej fakty.
                  Polska okresu międzywojennego od dzisiejszej Polski dzieli przepaść
                  cywilizacyjna, również jeżeli chodzi o szkolnictwo.
                  Porównywanie tych dwóch epok i jeszcze wyciąganie wniosków, że ta przedwojenna
                  była lepsza zakrawa na absurd.

                  Nie twierdzę, że wtedy wszystko było do bani, ale akurat do szkolnictwa
                  przedwojennego (traktowango bardzo ogólnie) z karami fizycznymi, z naciskiem na
                  pamięciowe zakuwanie, z indoktrynacją nacjonalistyczną (często skrajną)
                  napraprawdę nie nie ma co tęsknić czy wygłaszać jakieś hymny pochwalne.
                  Nie wspominając już o tym, że szkolnictwo ponadpodstawowe było dostępne dla
                  nielicznych.

                  Najlepszym dowodem, że z tym szkolnictwem i tamtymi elitami było coś nie tak,
                  świadczy to, jak ta elita skończyła. Niektórzy mogą twierdzić, że pięknie.
                  Osobiście uważam, że wysyłanie dzieci z butelkami z benzyną na czołgi.

                  Oczywiście taka nacjonalistyczna była wtedy cała Europa, choć bracia Czesi
                  (stanowiący już wtedy przede wszystkim społeczeństwo mieszczańskie) potrafili w
                  analogicznych ekstremalnych sytuacjach zachowywać się dużo rozsądniej z
                  pożytkiem dla swojego kraju.

                  Kłaniam się nisko.
                  • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 07.11.06, 21:05
                    diabollo napisał:

                    >
                    > Najlepszym dowodem, że z tym szkolnictwem i tamtymi elitami było coś nie tak,
                    > świadczy to, jak ta elita skończyła. Niektórzy mogą twierdzić, że pięknie.
                    > Osobiście uważam, że wysyłanie dzieci z butelkami z benzyną na czołgi.
                    piekne nie było.


                    >
                    > Kłaniam się nisko.
                    • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 08.11.06, 10:49
                      dziwny jesteś diabollo. Dlaczego wmawiasz mi treści przez mnie nie
                      wypowiedziane? Czy ja gdziekolwiek chwaliłam czasy przedwojenne? Czy ja
                      chwaliłam SPOSÓB dochodzenia do określonych wyników w nauczaniu? Ja jedynie
                      powiedziałam, że matura przedwojenna dawała wyższy poziom wiedzy niż niejeden
                      dzisiejszy uniwersytet. A Ty zaraz ochoczo dorobiłeś do tego całą ideologię.
                      Nieładnie.

                      Co do nowego wątku. Zauważyłeś, że tam potepiany jest seksualizm, nie seksualność?
                      I chyba słusznie, bo nie można z jednej dziedziny życia zrobić sobie bożka i
                      jedynego celu.
                      A że autor artykułu uzywa dziwnych dla NAS słów? Taki to wówczas był świat,
                      wóczas nikogo nie dziwiły ani śmieszne stroje, ani podziały młodych na grupy
                      męskie czy żeńskie. Taki był model wychowania, takie fakty.

                      Gdybyś się cofnął o jakieś dalsze 200 lat - zobaczyłbyś, że nawet stroje
                      gimnastyczne były nie do pomyślenia. A jednak jakie wielkie umysły tamta epoka
                      wydała!!! Bez postępu, bez gołych pępków z kolczykiem, bez komórek....

                      Owszem, analfabetyzm istniał i ZAWSZE istnieć będzie. Ciekawe czy zdajesz sobie
                      sprawę ilu jest dziś wtórnych analfabetów, którzy posiadają świadectwa
                      ukończenia szkół. Dalczego? Moim zdaniem edukacja chce na siłę zrównać poziom
                      wykształcenia - tymczasem ludzie mają różne zdolności i poziom mentalny. I
                      powinny istnieć szkoły o zróżnicowanym poziomie nauczania. Aby jednym pozwolić
                      skrzydła rozwinąć, a innch nie niszczyć treściami kompletnie dla nich
                      nieprzyswajalnymi.

                      Co do ofiary wojennej to bardzo Cię proszę, nie wypowiadaj się, skoro nie
                      potrafisz uszanować pamięci przodków większości z czytających to forum. Wiesz
                      kto wyśmiewa uznanych bohaterów? A więc nie pogrążaj się, przynajmniej w moich
                      oczach.

                      Wiem, masz negatywny stosunek to patriotycznych zrywów. Wolno Ci. Ale wyzywanie
                      od matołów i zbrodniarzy to już dość duża przesada.
                      • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 09.11.06, 18:29
                        a000000 napisała:

                        > Co do ofiary wojennej to bardzo Cię proszę, nie wypowiadaj się, skoro nie
                        > potrafisz uszanować pamięci przodków większości z czytających to forum. Wiesz
                        > kto wyśmiewa uznanych bohaterów? A więc nie pogrążaj się, przynajmniej w moich
                        > oczach.
                        >
                        > Wiem, masz negatywny stosunek to patriotycznych zrywów. Wolno Ci. Ale wyzywanie
                        > od matołów i zbrodniarzy to już dość duża przesada.

                        Czcigodna A000000,

                        Szacunek do ofiar nakazuje wyciąganie właściwych wniosków.
                        Należy się uczyć na cudzych błędach, a nie gloryfikować te błędy.

                        Tych, którzy wydali rozkaz wybuchu powstania zbrodniarzami nazwał gen. Anders
                        (którego uważam za bardzo pozytywną postać historyczną).
                        A nazywanie "bezmyślnymi matołami" tych, którzy słuchają się zbrodniarzy jest
                        chyba bardzo wyważonym epitetem.

                        Kłaniam się nisko.
                        • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 09.11.06, 18:50
                          Diabollo, co innego wyciąganie wniosków i baczenie, aby błąd się nie powtórzył,
                          a co innego obrzucanie kalumniami ludzi, którzy zapłacili cenę najwyższą W
                          DOBREJ WIERZE. Zaznaczam: w dobrej wierze. To, czy byli okłamani, oszukani,
                          naiwni .... możemy ocenić dopiero dzisiaj... w tamtych czasach nie było
                          perspektywy - natomiast bomby leciały na głowę...na dywagacje nie było czasu.
                          Jak rozumiem - Ty Diabolciu byś nie walczył o niepodległość - nigdy zresztą w
                          tym względzie wątpliwości nie miałam - jesteś sybarytą, na męczennika zadatków
                          nie masz. Może dlatego nie doceniasz poświęcenia i determinacji tamtych ludzi.

                          Pamięci tamtych ludzi należy się cześć, zbrodniarzami można nazwać tych, którzy
                          świadomie wystawili na śmierć powstańców (takich dwóch z wąsami Diabolku),
                          natomiast co do matoła - nie chciałabym tu nikogo obrażać, ale nie wiem, jak
                          nazwać kogoś, kto z pozycji luksusowego fotela dyskredytuje tych, którzy dla
                          niego kark nadstawiali... Gdyby nie tamci zmarli - pisalibyśmy w tej chwili
                          gotykiem lub cyrylicą... Pomyślałeś o tym?
                          • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 09.11.06, 21:05
                            a000000 napisała:

                            > Diabollo, co innego wyciąganie wniosków i baczenie, aby błąd się nie powtórzył,
                            > a co innego obrzucanie kalumniami ludzi, którzy zapłacili cenę najwyższą W
                            > DOBREJ WIERZE. Zaznaczam: w dobrej wierze. To, czy byli okłamani, oszukani,
                            > naiwni .... możemy ocenić dopiero dzisiaj... w tamtych czasach nie było
                            > perspektywy - natomiast bomby leciały na głowę...na dywagacje nie było czasu.
                            > Jak rozumiem - Ty Diabolciu byś nie walczył o niepodległość - nigdy zresztą w
                            > tym względzie wątpliwości nie miałam - jesteś sybarytą, na męczennika zadatków
                            > nie masz. Może dlatego nie doceniasz poświęcenia i determinacji tamtych ludzi.

                            Nie doceniam głupoty, za Talleyrandem uważam, że to największy grzech, który
                            mogą ludzie popełnić.

                            Osobiście jednak w wieku 16 czy 17 lat byłbym takim samym bezmyślnym matołem,
                            który bardzo chciałby mieć szpanerską panterkę, posuwać sanitariuszki, mieć
                            stena, którym mógłbym zabijać wrogów i tym samym dałbym się zarżnąć jak baran.
                            Dlatego tutaj się mocno mylisz.

                            Choć rzeczywiście zadatków na męczennika nie mam. Większość młodych powstańców
                            też ich nie miała. Tak jak pewnie byłoby to i w moim przypadku, ich gubiła
                            głupota swoja i zbrodnarzy, którzy na śmierć ich wysłali.

                            Bór-Komorowski, jeden z dowódców Powstania, który wysyłał dzieci na barykady
                            przeciw czołgom z butelkami z benzyną. Dostał się do komfortowej niewoli
                            niemieckiej. Osiadł po wojnie w Wielkiej Brytanii.
                            Jego dzieci nie potrafią mówić po polsku.
                            Pamiętajcie o tym kiedy ktoś będzie wysyłał Wasze dzieci na śmierć za "Polskę",
                            "honor", "niepodległość", "Ojczyznę", "Naród" i tym podobne frazesy w ustach
                            tych wysyłaczy.

                            Kłaniam się nisko.
                  • monikaannaj Re: Pacewicz o programie Giertycha 08.11.06, 11:02
                    Jakiez to niby pożytki kraj mdłych braci Czechow osiągnął wskutek witania
                    Hitlera kwieciem? Masz na myśli zachowane zabytki Pragi? I pewnie nietknieta
                    fizycznie elite - o tylez lepiej wykształcona niż nasza! Co zauwazyc sie dało w
                    tym jak pięknie sobie bracia Czesi poradzili po wojnie... jakieś pokolenie
                    idiotów tylko probowało im namieszac i napsuc w 68, ale poza tym - piekny
                    przykład sensowanej edukacji...
                    • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 08.11.06, 18:23
                      monikaannaj napisała:

                      > Jakiez to niby pożytki kraj mdłych braci Czechow osiągnął wskutek witania
                      > Hitlera kwieciem? Masz na myśli zachowane zabytki Pragi? I pewnie nietknieta
                      > fizycznie elite - o tylez lepiej wykształcona niż nasza! Co zauwazyc sie dało w
                      >
                      > tym jak pięknie sobie bracia Czesi poradzili po wojnie... jakieś pokolenie
                      > idiotów tylko probowało im namieszac i napsuc w 68, ale poza tym - piekny
                      > przykład sensowanej edukacji...

                      Czcigodna Monikoannaj,

                      Po pierwsze bracia Czesi nie witali Hitlera kwieciem, co najwyżej robiła to
                      mniejszość niemiecka, wtedy liczna.
                      Pamiętajmy, że najwyższego rangą hitlerowskiego dygnitarza (Heidricha) w krajach
                      okupowanych udało się utłuc właśnie czeskiemu ruchowi oporu.
                      Rzeczywiście jednak nie wywołali żadnego bezsensownego zbrojnego oporu, który
                      pociągnąłby tylko niepotrzebne ofiary.

                      W efekcie bardzo rozsądnej polityki emigrantów czechosłowackich w Londynie, po
                      wojnie Czechosłowacja miała dużo lepszą pozycję niż Polska, bo miała przez kilka
                      lat miała nawet niepodległy rząd, do ok. 48 roku, kiedy Stalin zagarnął zupełnie
                      Czechosłowację.

                      Rok 68 to też była bardzo rozsądna polityka: reforma soc-realizmu przez rządzącą
                      partię komunistyczną, pamiętajmy, że Dupczek był I sekretarzem KPCS. Niestety
                      praska wiosna została rozjechana czołgami Układu Warszawskiego, ale znowu
                      Czechosłowacy nie wysłani na te czołgi bezbronnych dzieci.

                      Niepodległość odzyskali jak wszyscy w tzw. Bloku Wschodnim.

                      Co z tego wszystkiego ma dzisiaj Republika Czeska?
                      Są lepiej rozwinięci gospodarczo niż Polska, PKB na mieszkańca jest ponad 50%
                      wyższe niż u nas i przegonili już najbiedniejsze kraje "starej Unii", mają
                      autostrady, polityka wszędzie jest paranoiczna, ale Pissiaków-Leppera-Giertycha
                      nie mają.

                      Kłaniam się nisko.

                      • monikaannaj Re: Pacewicz o programie Giertycha 09.11.06, 19:00
                        Daj mi namiar na wspomnienia jakiegos swiadka wysyłani bezbronnych dzieci na
                        czołgi, chetnie poczytam.

                        Polacy mają wad bez liku. I( decyzji jako narod tez podjeli wiele głupich. nad
                        sensem obrony wrzesniowej mo żna sie zastanawiac. jednak sugestie że jestesmy
                        gorsi czy głupsi od Czechów - sa idiotyczne.

                        PS. czeski ruch oporu nie był zbrojny? To jak z\atłukł tego najwazniejszego
                        hitlerowca? Biernym oporem?
                        A możesz sobie wyobrazic, że tak jak ty mieszasz z błotem całe pokolenia
                        polakow za ich idiotyczne powstania i próby obrony - tak wielu
                        intelektualistów czeskich do dzis ma kaca za trzęsidupstwo swoich rodaków?
                        • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 09.11.06, 21:42
                          monikaannaj napisała:

                          > Daj mi namiar na wspomnienia jakiegos swiadka wysyłani bezbronnych dzieci na
                          > czołgi, chetnie poczytam.

                          Poczytaj sobie zatem o Powstaniu Warszawskim.

                          > Polacy mają wad bez liku. I( decyzji jako narod tez podjeli wiele głupich. nad
                          > sensem obrony wrzesniowej mo żna sie zastanawiac. jednak sugestie że jestesmy
                          > gorsi czy głupsi od Czechów - sa idiotyczne.

                          Nigdy niczego takiego nie twierdziłem.
                          W Czechach też napewno znaleźliby się bezmyślne matoły (wśród nastolatków to
                          bardzo łatwe), które chciałby sobie postrzelać.
                          Twierdziłem, że przedwojenne elity wykształcone w czechosłowackich szkołach były
                          mądrzejsze od elit polskich wykszałconych w polskich przedwojennych szkołach.
                          Bo zachowały się dużo mądrzej i z dużo większym pożytkiem dla swojego kraju.


                          > PS. czeski ruch oporu nie był zbrojny? To jak z\atłukł tego najwazniejszego
                          > hitlerowca? Biernym oporem?

                          Oczywiście, że Heidricha zatłukli wyszkoleni i dobrze uzbrojeni czescy bojownicy.
                          Problem polega tylko na tym, żeby nawet walkę zbrojną prowadzić z jakimś
                          rozsądkiem.
                          Nasz Kedyw prowadzony przez wyszkolonych ludzi był jeszcze lepszy i miał
                          sukcesy, ot, choćby udany zamach na Kutscherę.

                          > A możesz sobie wyobrazic, że tak jak ty mieszasz z błotem całe pokolenia
                          > polakow za ich idiotyczne powstania i próby obrony - tak wielu
                          > intelektualistów czeskich do dzis ma kaca za trzęsidupstwo swoich rodaków?

                          Tak? Jakieś przykłady? Jacy intekeltualiści? Jacyś "teoretycy bohaterstwa? Jakie
                          trzęsiodupstwo? Chodzi o II Wojnę czy o czasy komuny?
                          Porzuć polskie stereotypy o braciach Czechach.

                          W latach 70 czescy desydenci skumplowali się z naszą opozycją korowską.
                          Chyba uczyli się nawzajem od siebie z dobrym skutkiem dla wszystkich. Choć ta
                          nasza opozycja korowska to też nie była żadna polska
                          "średnia-szabelka-butelka-krajowa"

                          Niemniej efekty i porównanie długofalowej politykę elit XX wieku Czech i Polski
                          widać chyba nieźle dzisiaj.
                          To prównanie już przedstawiłem.

                          Kłaniam się nisko.
                          • monikaannaj Re: Pacewicz o programie Giertycha 10.11.06, 11:45
                            Czytałam. Widocznie nie trafiłam na własciwa lekturę.Dlatego prosż eo namiar -
                            po co mam czytac kolejną kisazkę a jakiegos idioty, który historii nie zbadał i
                            nic nie pisze o wypychaniu dzieci na czołgi?

                            Przykłady wkrótce. A dzisiejsze skutki długofalowej itd. - bez przesady.
                            Czechom wcale nie jest duzo lepiej niz polakom. Nie wiem jak czesto bywasz w
                            Polsce a jak często w Czechach - ale chyba nie za często.
                            • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 11.11.06, 00:09
                              monikaannaj napisała:

                              > Czytałam. Widocznie nie trafiłam na własciwa lekturę.Dlatego prosż eo namiar -
                              > po co mam czytac kolejną kisazkę a jakiegos idioty, który historii nie zbadał i
                              >
                              > nic nie pisze o wypychaniu dzieci na czołgi?

                              Czcigodna Monikoannaj,

                              Zadziwiasz mnie.

                              Ze strony Muzeum Powstania Warszawskiego:
                              ******************************************
                              W Powstaniu Warszawskim powszechnie uczestniczą dzieci. Chłopcy i dziewczęta
                              pomagają przy budowie barykad, wspierają służby sanitarne i aprowizacyjne, są
                              łącznikami walczących oddziałów, kolporterami powstańczej prasy, kurierami
                              poczty. Biorą udział w dyżurach przeciwpożarowych i gaszeniu pożarów. Są
                              ordynansami powstańczych dowódców. Czyszczą broń i noszą amunicję, a kiedy
                              trzeba – idą do boju. Nie ustępują odwagą dorosłym. Butelkami z benzyną atakują
                              niemieckie czołgi. Wielu młodocianych żołnierzy ginie w walce lub zastrzelonych
                              przez niemieckich strzelców wyborowych – „gołębiarzy”.
                              ******************************
                              Źródło:

                              www.1944.pl/index.php?a=site_text&id=12129&se_id=12291
                              Kilka zdjęć:

                              www.starwon.com.au/~korey/Pictures/Powstanie.jpg

                              www.polishnews.com/powstanie/img/Powstancy_Warszawscy.jpg

                              junior.blogtrotter.com/dwunasta/golik/powstanie1.jpg

                              www.um.warszawa.pl/news/powstanie/images/10.jpg

                              wrz1939.republika.pl/zdjecia/malipowstancy.jpg

                              wrz1939.republika.pl/zdjecia/przedstawienie.jpg

                              i61.photobucket.com/albums/h75/skycrapers/b575.jpg

                              www.zapiecek.com/malypowstaniec.jpg


                              > Przykłady wkrótce. A dzisiejsze skutki długofalowej itd. - bez przesady.
                              > Czechom wcale nie jest duzo lepiej niz polakom. Nie wiem jak czesto bywasz w
                              > Polsce a jak często w Czechach - ale chyba nie za często.

                              Republika Czeska:
                              przewodnik.onet.pl/1231,2,info.html
                              A tutaj można się sobie zobaczyć wszystkie kraje. Klikając na Czechy i Polskę
                              dowiesz się reszty.

                              www.cia.gov/cia/publications/factbook/rankorder/2004rank.html

                              Kłaniam się nisko.
                              • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 11.11.06, 00:47
                                Oczywiście na takimi zdjęciami nikt się nie wzruszy a wszyscy się oburzą:

                                news.bbc.co.uk/olmedia/1380000/images/_1383998_leone150.jpg
                                picturenet.africa.com/gallery/giacomo/co251.jpg
                                www.un.org/ecosocdev/geninfo/afrec/vol15no3/boywarr.jpg
                                www.child-soldier.org/sudan_child_soldier.jpg
                                www.wcc-coe.org/wcc/what/international/pics/6634-0.jpg
                                www.ryanquiel.com/albums/album14/Khmer_Rouge_Children_Soldiers.jpg
                                www.boring.ch/childsoldiers/ncrgua.jpg
                                etc, etc, etc...

                                Kłaniam się nisko.
                              • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 11.11.06, 19:57
                                Diabollo to, że w powstaniu warszawskim walczyły dzieci jest prawdą historyczną
                                znaną wszystkim od dawna. Ja bym jednakże chciała zadać Ci pytanie: czy
                                sugerujesz ,że te dzieci do boju były wysyłane wbrew swej woli? Że były
                                nieświadome zagrożenia. Że były okłamywane co do skutków "zabawy w żołnierzyki"????
                                • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 15.11.06, 19:40
                                  a000000 napisała:

                                  > Diabollo to, że w powstaniu warszawskim walczyły dzieci jest prawdą historyczną
                                  > znaną wszystkim od dawna.

                                  Okazuje się, że nie wszystkim.

                                  Ja bym jednakże chciała zadać Ci pytanie: czy
                                  > sugerujesz ,że te dzieci do boju były wysyłane wbrew swej woli? Że były
                                  > nieświadome zagrożenia. Że były okłamywane co do skutków "zabawy w żołnierzyki
                                  > "????

                                  Hmmm... Ale pytanie. Nigdy nic takiego nie sugerowałem.
                                  Choć można je odwrócić.
                                  Czy te dzieci też wysyłał do boju wbrew swojej dziecięcej woli:

                                  www.boring.ch/childsoldiers/ncrgua.jpg

                                  ????

                                  Kłaniam się nisko.
                                  • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 15.11.06, 22:26
                                    diabolciu, czy zwróciłeś uwagę na radosne twarze tych dzieci? Gdyby były
                                    zmuszane do brania karabinu w ręce - chyba inaczej by wyglądały, co nie? Nie
                                    przyszło Ci do głowy, że to są "dzieci wojny"? To nie są dzieci mające własne
                                    pokoje z komputerami, jedzenie na zawołanie, ciepło i beztrosko.... Te dzieci to
                                    są osoby bardziej niż dorosłe - ich rozwój przyspieszyła powszechna i okrutna
                                    śmierć i cierpienie. Te dzieci nie trzeba WYSYŁAĆ do boju. Same idą, z własnej i
                                    nieprzymuszonej. Możesz mieć pretensje do dowództwa powstania, że nie zmusiło
                                    tych dzieciaków do pozostania... gdzie? w domu? - nie było domu. W ruinach?
                                    upilnujesz? Te dzieci się rwały do powstania - nikt ich na siłę nie wysyłał.

                                    • diabollo Re: Pacewicz o programie Giertycha 18.11.06, 14:27
                                      a000000 napisała:

                                      > diabolciu, czy zwróciłeś uwagę na radosne twarze tych dzieci? Gdyby były
                                      > zmuszane do brania karabinu w ręce - chyba inaczej by wyglądały, co nie? Nie
                                      > przyszło Ci do głowy, że to są "dzieci wojny"? To nie są dzieci mające własne
                                      > pokoje z komputerami, jedzenie na zawołanie, ciepło i beztrosko.... Te dzieci t
                                      > o
                                      > są osoby bardziej niż dorosłe - ich rozwój przyspieszyła powszechna i okrutna
                                      > śmierć i cierpienie. Te dzieci nie trzeba WYSYŁAĆ do boju. Same idą, z własnej
                                      > i
                                      > nieprzymuszonej. Możesz mieć pretensje do dowództwa powstania, że nie zmusiło
                                      > tych dzieciaków do pozostania... gdzie? w domu? - nie było domu. W ruinach?
                                      > upilnujesz? Te dzieci się rwały do powstania - nikt ich na siłę nie wysyłał.
                                      >

                                      Nie zmienia to faktu, że dowódcy wysyłający do walki dzieciaki, które rwą się do
                                      wojenki, są zbrodniarzami.

                                      Kłaniam się nisko.
                                      • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 19.11.06, 10:01
                                        > Nie zmienia to faktu, że dowódcy wysyłający do walki dzieciaki, które rwą się
                                        do wojenki, są zbrodniarzami.


                                        W warunkach pokoju - tak.
                                        W warunkach wojny - gdy nie ma już dość dorosłych a dzieci-ochotnicy (podkreślam
                                        - ochotnicy 13 do 18lat !!) MOGĄ przechylić szalę - chyba nawet bym nie
                                        polemizowała. Wojna to nie dwie armie stojące naprzeciwko siebie i obrzucające
                                        się poprzez harcowników inwektywami, drogi Diabollo. Zwłaszcza taka wojna jak
                                        powstanie warszawskie czy walki w Afryce - tam wlaczy naród z narodem.
                                        Jak już pewnie się zorientowałeś - 13 latek i warunkach pokoju może zabić i
                                        zgwałcić. Tak więc szat nie rozdzieraj nad rozlanym mlekiem - nie tylko
                                        "zbrodniczy" dowódcy powstania warszawskiego korzystali (nie werbowali pod
                                        przymusem obowiązku!!!) z młodocianych ochotników. Ciekawe, że tych innych (np
                                        muzułmańskich dowódców w Sudanie, czy palestyńskich Hezbollachów -
                                        zbrodniarzami nie nazywasz. A przecież wysyłają dzieci na pewną śmierć i to, jak
                                        prasa donosi, często pod przymusem.
                          • forumisko Re: Pacewicz o programie Giertycha 15.11.06, 21:28
                            diabollo napisał:

                            > Niemniej efekty i porównanie długofalowej politykę elit XX wieku Czech i
                            > Polski
                            > widać chyba nieźle dzisiaj.
                            > To prównanie już przedstawiłem.

                            Tak - oni lustrację mają już za sobą.
                            • a000000 Re: Pacewicz o programie Giertycha 15.11.06, 22:30
                              forumisko napisał:

                              > Tak - oni lustrację mają już za sobą.

                              Ciekawe, według jakich kryteriów. Tam sąsiad na sąsiada donosił do organizacji
                              partyjnej. Nie zmyślam - miałam tam rodzinę i jeździłam na wakacje. Nasłuchałam
                              się, oj, nasłuchałam.
                            • monikaannaj Niemcy? 16.11.06, 08:44
                              Przeczytałam ostatnio notatke ze w telewizji ZDF było mnóstwo agentów stasi. I
                              co ciekawsze - ciągle tam sa. Kilkanascie lat po totalnej lustracji.
                      • forumisko DuBczek 15.11.06, 21:29
                        > Dupczek był I sekretarzem KPCS. Niestety

                        DuBczek
                        • diabollo Re: DuBczek 18.11.06, 14:24
                          forumisko napisał:

                          > > Dupczek był I sekretarzem KPCS. Niestety
                          >
                          > DuBczek

                          Racja! Choć przyznasz, czcigodny Forumisko, że Dupczek brzmi dużo ciekawiej.

                          Kłaniam się nisko.
                  • forumisko Re: Pacewicz o programie Giertycha 15.11.06, 21:42
                    diabollo napisał:

                    > Najlepszym dowodem, że z tym szkolnictwem i tamtymi elitami było coś nie tak,
                    > świadczy to, jak ta elita skończyła.
                    > Niektórzy mogą twierdzić, że pięknie.

                    Nie słyszałeś o planowych rozstrzeliwaniach?

                    > Osobiście uważam, że wysyłanie dzieci z butelkami z benzyną na czołgi.

                    Gdy zabrakło dorosłych, a nie zamiast dorosłych. Co zresztą miały robić gdy w
                    Warszawie grasował Dirlewanger ?


                    >
                    > Oczywiście taka nacjonalistyczna była wtedy cała Europa, choć bracia Czesi
                    > (stanowiący już wtedy przede wszystkim społeczeństwo mieszczańskie) potrafili
                    > w
                    > analogicznych ekstremalnych sytuacjach zachowywać się dużo rozsądniej z
                    > pożytkiem dla swojego kraju.

                    Polska nie dostała ultimatum typu bombardowanie i eksterminacja albo poddanie
                    się przed rozpoczęciem działań wojennych. Niemcy napadły na Polskę bez
                    wypowiedzenia wojny a plany ludobójstwa były tajne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka