mikosz8
28.11.06, 11:56
Po twarzy starego Jurgały przesuwają się ogniskowe cienie.Jego jasne oczy
patrzą na mnie spod skórzanego
kapelusza bieszczadzkiego zakapiora. Przymruża je gdy wielki kostur zanurza w
ognisku wyzwalając miliony skier ,
z których po chwili wyskakuje ogień , oświetlając nasze postacie z drgającymi
długimi cieniami na leśnej polanie.
Ty Miki to dziwny jesteś - ochrypły głos Jurgały - wyrywa mnie z zadumy nad
pełzającym do góry ogniem.
Już Ci godołem że Ci z telewizora to nie dla Ciebie. Twój świat jest tutaj.
Popatrz naokoło - smreki , zapach żywicy,
dym z retortów, las i połoniny. Przecież są Twoje a Ty ich....po co Ci ten
telewizor w walizce? .
Panie Jurgała - przerwałem mu ...widział Pan czarnego konia?
Sylwetka Jurgały znieruchomiała , po jego twarzy przebiegł grożny cień a
pobruźdzone policzki stężały. Być może to sprawiły
ogniskowe blaskocienie , jednak czułem ze moje pytanie wywarło na nim silne
wrażenie.
Ja wczoraj byłem na " czarciej skałce '' - ciągnąłem dalej - fotografowałem
bukowe korzenie oplatające
skały. Tak byłem zaabsorbowany pracą, że zanim się spostrzegłem słońce
chyliło się ku zachodowi. Strumienie
zachodzącego słońca dawały niespotykaną fetę barw i strug świetlnych
pomiędzy wielkimi bukami. Istny festyn barw
światła i cieni.Robiąć zdjęcia - doszedłem do uroczyska - popatrzyłem na
Jurgałę. Ani drgnął. Siedział jak posąg - wiesz którego?
Tam gdzie diabeł łamie światło i zdjecia nijak nie wychodzą. Minąłem
uroczysko i przeszedłem potok. Usłyszałem rżenie konia. Pewno to dzikie stado
hucułów -pomyślałem. Z głebokiego wąwozu wyszedłem na gliniastą skośną
polanę . Zobaczyłem Go.
Piękny czarny rumak , stał przy rozłożystej jabłoni i wyciągaąc szyję chwytał
pyskiem małe rajskie jabłuszka.
Obraz wydał mi się surrealistyczny. Oto koń na polanie bez trawy ,obgryazący
jabłka z rajskiej samotnej jabłoni.
Wycofałem się bezszelestnie . Widział Pan tego konia?
Masz wiele szczęścia Miki - Jurgała dorzucił dwa bukowe metry do ogniska i
zaczął opowiadac.
Pojawił się ten koń w Bieszczadach zaraz jak rozbili sotnię Hrynia .Jeden z
katów Hrynia uciekł na karym koniu Basun.
Basun miał na imię.Nie wiadomo co się stało z jezdzcem ale koń pojawia się
zgubionym turystom na bieszczadzkich bezdrożach.Podbiega do człowieka , a gdy
wyciagniesz dłoń to odbiega i rży, tupie kopytem i znowu podbiega - ja gdyby
zapraszał by iść za nim.I ludzie idą w śmiertelną mgłę, i już nigdy nie
wracają...uciął ponuro opowieść Jurgała...pociągnął z butelki łyk bimbru.
Panie Garguła - czy takie demony jak ten kary koń Basun moga mieszkać w tej
skrzyńce?
Garguła spojrzał z obrzydzeniem na mojego laptopa. To dom demonów - Miki.
Ognisko paliło się leniwie a dwie postacie siedzace przy nim, popijały bimber
Jarguły i długo jeszcze gadały o demonach i aniołach.