Dodaj do ulubionych

Bergman nie żyje

30.07.07, 11:38
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4350320.html
RIP.
Obserwuj wątek
    • kubissimo Re: Bergman nie żyje 30.07.07, 13:42
      a ja sobie wlasnie uzupelniam braki w jego filmografii dzieki uprzejmosci kina
      Muranow, bo wiekszosc jego filmow znam wylacznie w formie scenariuszy masowo
      kiedys wydawanych przez WAiF.

      Zegnamy Wielkiego Artyste
    • dr.krisk No tak... 30.07.07, 14:03
      Tak byc musi. Dziś w ramach zaduszek obejrzę "Tam, gdzie rosną poziomki".
      Co nam zostało - Kwentin T. :(((
      • kubissimo Re: No tak... 30.07.07, 14:12
        nie histeryzuj z tym Kłentinem
        zreszta jakby co, jest jeszcze Zwiagincew ;)
        • dr.krisk Bez przesady. 31.07.07, 13:18
          Histeryzować to ja przestałem tak ze ćwierć wieku temu.
          Ot - skończyło się kino, które lubiłem i rozumiałem.
          I tyle.
          • kubissimo Re: Bez przesady. 31.07.07, 13:21
            no to chyba juz umierac czas ;)
            • dr.krisk Hmm.... 31.07.07, 13:42
              A ile masz lat?
              Chyba jednak niewiele, bo jekbys miał ich wystarczająco dużo, tobyś wiedział że
              przemijanie rzeczy które lubimy - to rzecz zwyczajna. Sądzisz, ze trzeba
              zawsze "iść z duchem czasu"?
              Ja tam wolę sobie iść gdzie mi się podoba.
    • aimarek Re: Bergman nie żyje 30.07.07, 15:03
      Przyznać się – kto myślał, że on już dawno umarł? Bo tak się jakoś składało, że
      jak w rozmowach ze znajomymi pojawiał się temat Bergmana, to często ludzie się
      dziwili, że on nadal żyje. No i w końcu umarł.

      Bergman to jest klasyczny przypadek reżysera obciążonego taką czcią i
      namaszczeniem, że zdałoby się, iż nie jest w stanie prawdziwie poruszyć serc
      młodzieży. Okazuje się, że jest inaczej. Opowiem teraz klasyczną, wzruszającą
      historię z cyklu „Stare kino wiecznie żywe”:

      Otóż prowadzę w Łodzi takie coś jak dkf i puszczałem tam 3 filmy tego twórcy.
      „Poziomki”, „Personę” i „Siódmą pieczęć”. Za każdym razem było sporo ludzi, bo
      wiadomo, dobrze jest się posnobować na bergmanofana, ale powiedziałbym, że do
      wielu osób te filmy autentycznie przemówiły, o czym świadczyły głośno spadające
      na podłogę kopary, a także świadectwa nawrócenia otrzymane w czasie dyskusji.
      „Poziomki” zachwycają, „Persona” z tej trójki wydaje się najbardziej świeża,
      najbardziej współczesna i jest klasycznym ciosem w jądra. Filmem boleśnie
      prawdziwym w drążeniu tajemnic ludzkiej natury i przerażającym w trafności
      swoich konkluzji. Ale nawet „Siódma pieczęć”, o której Alicja Helman już w
      latach 70-ych pisała, że to teatralna ramota, okazuje się oddziaływać z wielką
      siłą, bo w cudownie lekkiej przecież konstrukcji formalnej dźwiga ciężar pytań
      ostatecznych.

      Moje pytanie do Państwa brzmiałoby: czy tego rodzaju kino oddziałuje na Was
      jakoś istotnie, czy też raczej, unosząc brew, z przekąsem nakłuwacie balon
      podpisany „Wielki Artysta”?

      Ja, choć można by mnie uznawać za toksyczny pomiot postmodernizmu (lubię
      „Drużynę A” czy tam kino gore), to najpotężniejsze doznania filmowe swojego
      życia wiązałbym jednak z Metafizycznym Kinem Transcendencji Artystów Pisanych
      Wielką Literą, spośród których Bergman wydaje się być jednym z największych.

      No i przy tej okazji przemycę słówko o filmie, który obejrzałem dosłownie kilka
      dni temu i który zgniótł mnie tak jak bodaj żadne inne dzieło filmowe. Idzie o
      „Słowo” C.T. Dreyera z 1955 r. – film, który musiał być inspiracją dla Bergmana.
      Znowu, teoretycznie przegadany, teatralny staroć, ale w rzeczywistości – filmowy
      ekwiwalent jakichś objawień fatimskich czy chuj wie czego. Wstrząsa, niszczy,
      masakruje, zachwyca. Choć oczywiście tylko widzów, którzy nie puszczają pawia,
      słysząc o dylematach w rodzaju „czy Bóg istnieje?”, „wiara a religia” i
      „dlaczego cuda już się nie zdarzają?”. Aha, jakby ktoś nie wiedział, o czym to
      jest, to spieszę z wyjaśnieniem, że idzie o rodzinkę, w której jest sędziwy,
      gorliwy w protestanckich praktykach tatuś i trzech synków, z których jeden jest
      wierzący, drugiego można by nazwać agnostykiem,a trzeci studiował teologię i
      pod wpływem pism Kierkegaarda mu odjebało – zdaje mu się że jest Chrystusem.
      Dalsze streszczenia są zbędne i mocno odradzam ich czytanie, co by se
      ewentualnej przyjemności seansu nie popsuć.
      • staua Re: Bergman nie żyje 30.07.07, 20:50
        Moj maz wlasnie rak zareagaowl, gdy dzis w samochodzie sluchalismy radia i
        podana te smutna wiadomosc. "To on jeszcze zyl?"?
        Po czym ucielismy sobie mila pogawedke nt. "Siodmej pieczeci", "Poziomek"
        i "Fanny i Aleksandra" (to sa filmy B. ktore ogladalismy razem).
      • braineater Re: Bergman nie żyje 30.07.07, 21:20
        Odpowiadam na pytanie szczerze i z serca - nie przebrnąłem przez żaden film Bergmana. Wiem o jego filmach wszystko, co musiałem wiedzieć na zajęcia z historii kina, kilkakroć zabierałem się do samodzielnych szturmów na dorobek życia, nie udało się nigdy niczego zobaczyć do końca. Tyle, że ja w kinie nie szukam metafizyki, bo po mojemu jest to medium do niej niezdolne i średnio wchodzę w rzeczy traktatowo-filozoficzne, wydają mi się one w kinie zawsze sztuczne i nadęte bez potrzeby - tak własnie miałem z Bergmanem, tak mam z Kieslowskim i paroma innymi od transcendencji. Dla mnie kino ma zmusić do myślenia oczami, Bergman mnie nie zmusił, to samo mogłem sobie po prostu przeczytać.
        Co nie zamienia faktu, że i tak szkoda pana, mimo, że swoje już przezył.
        • aimarek Re: Bergman nie żyje 31.07.07, 11:31
          braineater napisał:

          > Tyle, że ja w kinie nie szukam metafizyki, bo po mojemu jest to medium do niej
          niezdolne

          Heh, mam dokładnie na odwrót. W sensie: właśnie metafizyki najbardziej poszukuję
          w kinie i uważam, że jest to medium najbardziej zdolne przekazywać to, co w inny
          sposób niewyrażalne. W najlepszych filmach tych wszystkich Bergmanów,
          Tarkowskich i Bressonów, to każdy listek poruszony na wietrze, każde
          pierdnięcie zdaje się zwiastować tchnienie absolutu.
          • butters77 Re: Bergman nie żyje 31.07.07, 12:32
            aimarek napisał:

            > W najlepszych filmach tych wszystkich Bergmanów,
            > Tarkowskich i Bressonów, to każdy listek poruszony na wietrze, każde
            > pierdnięcie zdaje się zwiastować tchnienie absolutu.

            Nie mogę powstrzymać uśmiechu:))
          • chihiro2 Re: Bergman nie żyje 31.07.07, 15:59
            Ja Bergmana traktuje niemal jak bratnia dusze (obok paru innych). Ogladalam
            niemal wszystkie jego filmy wydane w UK (a jest tego troche) i poza "Fanny i
            Aleksandrem" - koniecznie wersja 5-godzinna, krotsza zubaza film
            niesamowicie, "Siodma pieczecia" i "Sonata jesienna" do moich ulubionych
            naleza "Sceny z zycia malzenskiego" i "Saraband". Takze szukam w filmach
            metafizyki, a moze raczej nie szukam, ale sama mnie znajduje. Ciekawe, ze jeden
            z glownych aktorow Bergmana, Erland Josephson, zagral tez w prau filmach
            Tarkovskiego, m.in. w bardzo duchowej "Nostalgii".
            Uwielbiam tez Bergmana za jego czlowieczenstwo i jednoczesne zaprzeczanie temu,
            takze w zyciu prywatnym. Byl czlowiekiem wedlug mnie szczerym do bolu, ale w
            odpowiednim momencie nie potrafiacym poradzic sobie ze swoja szczeroscia i
            poszukujacym samotnosci - tu widze duzo podobienstw ze mna i przez to tez jest
            mi tak bliski.
    • butters77 A teraz dołączył do niego Antonioni... 31.07.07, 12:54
      Przykra seria...

      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4352997.html
      • aimarek Re: A teraz dołączył do niego Antonioni... 31.07.07, 13:11
        W sumie jest w tym coś absurdalnie śmiesznego. Wysłałem przed chwilą sms-a
        kumplowi: "Antonioni też umarł.". Odpisał: "No wiem. Ale myślałem że on umarł
        dawno".
        Łot de fak, że z piątki moich ulubionych reżyserów of all time, dwóch umiera
        niemal w tym samym momencie? Całe szczęście, że pozostali już nie żyją.
        • aimarek Re: A teraz dołączył do niego Antonioni... 31.07.07, 13:28
          Przy tej okazji polecam znakomitą stronkę:
          www.deadoraliveinfo.com/dead.nsf/pages-nf/main
          Widzę, że jeszcze nie zmienili statusu Antonioniemu. Ma uśmiechniętą buźkę. Ale
          Bergman ma już czachę.
          • sutekh1 Re: A teraz dołączył do niego Antonioni... 31.07.07, 13:35
            a dzis antonioni...
    • beatanu Re: Bergman nie żyje 31.07.07, 19:21
      Siedzę w środku kraju w żałobie i stwierdzam, z niemałym zdziwieniem, że śmierć
      Bergmana poruszyła mnie prawie tyle co nic... Nie dziwi mnie fakt, że umierają
      dziewięćdziesięcioletni ludzie... Nie rozumiem tej medialnej histerii
      (tutejszej) w związku z odejściem pana B. ... Przecież jego filmy, z których
      część poruszyła mnie kiedyś bardzo i do których chętnie powrócę, istnieją, nie
      odeszły razem z nim, mogą jeszcze zachwycić (albo znudzić) miliony ludzi...
      • dr.krisk Ano właśnie. 31.07.07, 22:00
        Drażni mnie taka histeria - pamiętam po śmierci JPII zrozpaczonych ludzi
        pytających "i jak mamy teraz żyć??". Jakoś żyją, tyją i mają się dobrze.

        Mnie śmierć Bergmana obeszła jednak mocno - bo umarł kawałek świata, który
        znałem, rozumiałem i dobrze się w nim czułem. To jednak nastraja melancholijnie
        nieco, takie stopniowe odchodzenie w niebyt naszych mistrzów. Ale tak być musi.
        Tak jest urządzony najlepszy ze światów.
      • paolo630 Szwedzki Papież. 01.08.07, 21:37
        ...No może jeden z kilku;-) Pani Beato Nu powinno być to takie oczywiste;-)
        Borg zdradził i zostawił ich dla Monako, Garbo też już nie ma, Kamprada tu się
        nie czci chyba zresztą to diabeł i Scrooge wcielony, a to najznańszy z tych,
        którzy widzieli Szwecję szczęśliwą i najbogatszą na świecie, przywódczynię
        kulturalną i polityczną... Zresztą raz na jakiś czas (dziesięć - dwadzieścia
        lat) każdy przyzwoity kraj ulega histerii żałobnej. I jest to przygrywka do
        politycznej zmiany, która niesie, a może jest niesiona przez społeczne poziomki

        Pozdrawiam Was lutry nasze niezrewindykowane, jeszcze sobie o Was PiS
        przypomni...
        • schabomil Re: ;-) 01.08.07, 21:49
          To ja zgodnie z nową świecką tradycją:

          ;-)

          Ukłony: Schabomił

          ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka