Dodaj do ulubionych

Mogę popłakać?

05.12.07, 03:11
Ryczeć mi się chce już od dłuższego czasu:(((Przyśnił mi się
niedawno mój kochany śp.kumpel,którego nie ma już od dawna a ja
przeżywam taką żałobę jakby zmarł całkiem niedawno.Nie po raz
pierwszy zresztą,już miałam nieraz takie nawroty bólu duszy, bo
zawsze byłam wrażliwa i sentymentalna.Teraz mnie znów dopadło,
chodzę i rozmyślam,zadaję sobie ciągle te same pytania bez
odpowiedzi:dlaczego,czemu akurat On,czy On gdzieś jest, czy Go
kiedyś spotkam? itd.a ponieważ jestem niedowierzającą realistką więc
mam do tego tematu sceptyczne podejście a mój dół się przez to
jeszcze bardziej pogłębia...Tak mi Go cholernie brakuje,że nie
jestem w stanie tego opisać.Co dwa dni jeżdżę na cmentarz,siedzę
tam,gapię się w palący znicz i chwilami czuję,że mi lżej,ale tylko
chwilami...Wiem,że kiedyś mi to przejdzie,ale wiem też,że kiedyś
znów mnie najdzie,bo tak już mam...Napiszcie mi coś miłego,bo ja w
realu nawet nie mam z kim o tym pogadać((((:
Obserwuj wątek
    • boo-boo Re: Mogę popłakać? 05.12.07, 09:49
      Płacz ile wlezie jeśli tak czujesz. A napiszę Ci z własnego-takiego samego
      doświadczenia-że mnie jak nachodzi to sobie zawszę mówię,że on by nie chciał
      żebym płakała. Ja bym nie chciała,żeby ktoś za mną w takiej sytuacji płakał.
      Wspominaj dobre chwile i ciesz się,że kogoś takiego miałaś. Trudno powiedzieć
      gorzej zrobić, ja na początku ryczałam, koszmarne sny i jeszcze gorzej-bo
      pamiętam ostatnie chwile i te nieruchome źrenice, ale wiesz czas leczy rany i
      czasu trzeba, przede wszystkim czasu. Pomalutku ale lepiej będzie-wierz mi.
      • oleila Re: Mogę popłakać? 05.12.07, 18:46
        Dzięki serdeczne za odzew boo-boo:)Tego mi było trzeba,już przez sam
        fakt,że ktoś to przeczytał zrobiło mi się nieco lżej.To prawda,co
        mówisz,że On by napewno nie chciał,żebym się tak czuła i sama wiele
        razy tak to sobie tłumaczyłam,ale to jest momentami silniejsze ode
        mnie.A co do upływu czasu..hm..kiedyś wierzyłam,że czas leczy
        rany,ale te powroty potwornego żalu utwierdziły mnie w
        przekonaniu,że tak nie jest.Od śmierci mojego kumpla minęło
        kilkanaście lat a ja myślę o Nim więcej i częściej niż rok,dwa czy
        pięć lat po Jego śmierci.To w dużej mierze kwestia tego,że przez te
        pierwsze lata wiele w moim życiu się działo,złego i dobrego,skupiona
        byłam maksymalnie na tym co się na co dzień dzieje i nie
        rozpatrywałam przeszłości.Pamiętałam o rocznicach,imieninach,ale
        zawsze szybko wracałam do rzeczywistości,bez takiego żalu..Teraz to
        się zmieniło,odnawiam stare znajomości,słucham staroci itd.więc siłą
        rzeczy On mi sam ciągle przychodzi na myśl.Coraz bardziej realna
        staje się możliwość spotkania klasowego,ale ja sobie bez Niego
        czegoś takiego w ogóle nie wyobrażam (siedzieliśmy w jednej ławce
        kilka lat)I to jest najgorsze.Wiem,że powiennam się cieszyć ze
        spotkania po latach ale nie umiem i boję się,że będę ryczeć zamiast
        dobrze się bawić:(((Nie chce mi się o tym myśleć nawet...Pozdrawiam
        i jeszcze raz dzięki za dobre słowo.
        • antygen Re: Mogę popłakać? 05.12.07, 21:09
          rozumiem cię doskonale, oleila. Jak w wypadku samochodowym zginął
          mój narzeczony świat mi sie zawalił. To było prawie 16 lat temu...
          czas jednak leczy rany, zycie na przekór wszystkiemu toczy sie dalej.
          Ale płacz, to działa oczyszczajaco na duszę. zauważyłam, ze jak
          powstrzymywałam sie od łez bolało jeszcze bardziej...
          Ale też ie rezygnuj z życia. Ja odciełam się od ludzi, rozrywek.
          Zaskorupiłam sie w swojej rozpaczy i zgryzocie, to było niemądre.
          Wiele przez to przegapiłam i straciłam bezpowrotnie. On wraca w
          snach...
          • oleila Re: Mogę popłakać? 05.12.07, 23:29
            Dzięki Ci antygen:)Płaczę ile wlezie,tak jak mi tu
            radzicie.Dobrze,że trafiłam na to forum,dzięki temu jest mi lżej,bo
            mogę się wygadać a tego mi strasznie brakowało.To okropne dusić w
            sobie coś,czego nie można nikomu powiedzieć.W moim otoczeniu nikt
            nie przeżył takiej tragedii,dlatego od nikogo nawet nie oczekuję
            zrozumienia.A co do rezygnacji z życia,antygen nie wyrzucaj sobie
            teraz,że niemądre było odcięcie od świata,bo to było jaknajbardziej
            naturalne.Żałobę trzeba przeżyć z całym tym bólem,trzeba mu się po
            prostu poddać,nie można zmuszać się do uśmiechu i udawać,że jest
            lepiej,bo będzie to tylko zaleczenie na jakiś czas bólu,który i tak
            powróci.Ja po śmierci Krzyśka próbowałam żyć jak dawniej i w
            przeciwieństwie do Ciebie dawałam się namówić na
            spotkania,imprezy,wyjazdy.Chwilami zapominałam,ale potrafiłam się
            też nagle rozpłakać,wystarczyło że coś mie się z Nim
            skojarzyło,np.piosenka i ból powracał.Po Jego smierci przez pół roku
            mówiłam sobie,że muszę być twarda i nagle po upływie tego czasu
            kompletnie się rozsypałam,tak więc jak widzisz nie da się przejść
            żałoby udając,że jej nie ma,bo jeśli jej nie przeżyjesz to powróci z
            podwójną siłą.Ja teraz wiem,że powinnam leżeć wtedy w domu i ryczeć
            zamiast udawać,że sobie z tym radzę.Wiem,że niewiele bym przez to
            straciła,bo i tak w głębi duszy myślałam tylko o Nim.Ten czas,mimo
            bywania między ludźmi i tak z perspektywy czasu kojaży mi się jako
            jeden wielki półmrok.Teraz też tak właśnie się czuję tyle,że dziś
            mam już siłę na udzielanie się towarzysko,gorzej jeśli zostaję sama
            ze swoimi wspomnieniami.Wtedy jest mi ciężko,choć On również
            odwiedza mnie w snach,przynajmniej wtedy mogę się z Nim spotkać i
            poczuć ulgę... Dzięki raz jeszcze za słowa pocieszenia i pozdrawiam
            serdecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka