05.01.06, 09:02
Właśnie na portalu o2 przeczytałem kolejną "rewelację" na temat śmierci
Kennedy'ego. Tym razem, tu cytuję :
"Morderca prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Kennedy'ego, Lee Harvey
Oswald nie był działającym na własną rękę psychopatą, lecz wykonawcą, jako
zdeklarowany komunista i zaciekły wróg amerykańskiego kapitalizmu, zadania
zleconego mu przez kubańskie służby specjalne.
Taką tezę zawiera film niemieckiego dokumentalisty Wilfrieda
Huismanna "Randka ze śmiercią", pokazanego w środę w Berlinie dziennikarzom.
Pierwszy program niemieckiej telewizji ARD wyemituje półtoragodzinny film w
najbliższy piątek o godz. 21.45."

Co o tym myślicie? Wiadomo przecież, że zabójców było dwóch. Pytań jeszcze
więcej. A smród po tym wszystkim jak widać ciągnie się do dzisiaj. I co wy na
to?
Obserwuj wątek
    • figo15 Re: JFK 05.01.06, 10:06
      Lektura opracowań internetowych, jak również to co zobaczyłem w telewizji
      (zapis filmowy śmiertelnego postrzału prezydenta) powoduje, że ni w ząb nie
      mogę uwierzyć w „rewelacje” szwabów. Chociaż wiadomo, że człowiek to bestia
      podejrzliwa i wszędzie węszy spiski.

      No więc zaczynajmy, niejaki Warren (prezes SN USA) w 1964 roku, wysmażył raport
      w którym stwierdzał, iż samotnym (to mnie właśnie rozbawiło) zamachowcem,
      który działał bez niczyjej rady ani pomocy był komunista Lee Harvey Oswald.
      Komisja pod jego kierownictwem (Warrena oczywiście a nie Oswalda) po
      przesłuchaniu 552 świadków na łamach raportu liczącego ćwierć miliona stron
      przyjęła, że śmierć JFK nie była żadnym spiskiem, czy to narodowym (mafia, FBI,
      CIA) czy też międzynarodowym. (Jakoś mi to przypomina jak żywo tzw. „Grupę
      trzymającą władzę” ).

      Dwaj naukowcy z Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego: dr Jerzy Kasprzak i
      prof. Bronisław Młodziejowski (czyli nie jakieś tam leszcze) zgodnie
      stwierdzili : to nie Lee Harvey Oswald zabił Kennedy'ego.

      Jako że z powodu klauzuli tajności najważniejsze materiały dowodowe nie są
      dostępne dla badaczy, dr Kasprzak i prof Młodziejowski musieli zadowolić się
      tym, co ogólnodostępne, ba - każdy po krótkich poszukiwaniach większość
      informacji znajdzie w Internecie.

      Więc pod lupkę wzięto :

      - Zapis filmowy, tzw. "film Zaprudera", nakręcony na kamerze 8mm (od nazwiska
      autora, który sfilmował cały moment zamachu), na którym widać klatka po klatce
      jak padają kolejne strzały
      - Policyjny zapis dźwiękowy momentu zamachu (na taśmie magnetofonowej), z
      którego dzięki specjalistycznej aparaturze wyłowiono z tła odgłosy wystrzałów.
      - Analiza zdjęć otworów po kulach.
      Analiza filmu Zaprudera, odgłosów strzelaniny i zdjęć otworów po kulach
      pozwoliła im postawić tezę, że strzelców było trzech, a strzałów pięć. Dzięki
      badaniom otworów po kulach ustalili pod jakimi kątami kule dosięgły celu, co z
      kolei pozwoliło ustalić lokalizację strzelców! Nazwali ich snajperami "X"
      i "Y", trzecim strzelcem był Oswald. Ważne jest także stwierdzenie Polaków, że
      wg nich "X" i "Y" byli profesjonalnie wyszkolonymi zawodowcami (Oswald miał być
      tylko przynętą, kozłem ofiarnym). Wojskowi snajperzy przechodzą specjalnie
      szkolenia, dzięki którym ich cel jest brany w krzyżowy ogień (co zwiększa
      pewność trafienia), potrafią "wstrzelić" się jednocześnie, odgłosy strzałów
      zlewają się w jeden, co utrudnia lokalizację miejsca, z którego oddano strzał.
      Właśnie taka sytuacja miała miejsce na Dealy Plaza. Oswald miał oddać strzały z
      szóstego piętra. Według polskich badaczy snajper "X" znajdował się w tym samym
      budynku co Oswald, na pierwszym lub drugim piętrze. Natomiast snajper "Y"
      faktycznie stał w krzakach przy wjeździe do tunelu.
      Zapis oscyloskopowy pozwolił stwierdzić niezbicie, że strzelano z trzech
      różnych rodzajów broni. Wszystkie strzały oddano w ciągu 8,72 sekundy. Oto jak
      się rozkładały:
      · I faza: 3 strzały w ciągu 3,12 sekundy
      · II faza: przerwa trwająca 3,93 sekundy
      · III faza: 2 strzały w przeciągu 1,96 sekundy
      Które strzały trafiły? Oto rekonstrukcja zdarzeń wg polskich naukowców:
      · Strzał 1 - Sygnałem dla snajperów mogło być otworzenie przez jednego z
      widzów czarnego parasola (widać to na filmie, powstała specjalna teoria na
      temat udziału "Człowieka z parasolem - Umbrella Man" w zamachu). Być może
      strzelać wspólnie z "X" miał Oswald, ale z jakichś powodów tego nie robi.
      Strzela snajper "X" (ze składnicy), trafiając prezydenta Kennedy'ego w plecy
      (widać to na filmie Zaprudera, prezydent łapie się za szyję) pod kątem 8-10
      stopni. Kula wychodzi krtanią i zostaje gdzieś w samochodzie.
      · Strzał 2 - Snajper "Y" czeka, cel chowa się na chwilę, w końcu pada
      strzał, który trafia w drogowskaz (widać to na filmie Zaprudera, nie zwrócono
      wcześniej na ten fakt uwagi).
      · Strzał 3 - Strzela Oswald, trafia gubernatora Connaly'ego (pocisk
      trafia pod kątem 40 stopni). Obala to teorię tzw. "magicznego pocisku", według
      której jedna kula miała trafić zarówno prezydenta, jak i gubernatora.
      · Strzał 4 - Snajper "Y" strzela z przodu do Kennedy'ego w czoło po
      prawej stronie, jest to strzał śmiertelny.
      · Strzał 5 - Strzela snajper "X", postrzał w tył głowy.
      Dr Kasprzak i prof Młodziejowski zakładają, że snajper "Y" strzelał z broni
      dużego kalibru: 12,7 mm, prawdopodobnie ze sztucera używanego do polowań na
      grubą zwierzynę (np. słonie, bawoły). Według doktora Kasprzaka użyta być mogła
      eksperymentalna amunicja, posiadająca w czubku ładunek wybuchowy.
      Wyniki tych badań jednoznacznie wskazują na kilka bardzo ważnych rzeczy: Oswald
      nie zabił Kennedy'ego, nie działał sam, a zamach był przygotowany niezwykle
      profesjonalnie. Strzały oddane do prezydenta były pod bardzo płaskim kątem, nie
      mógł ich więc oddać Oswald, znajdujący się na piątym piętrze.

      Jak również wiadomo, Lee Harvey Oswald został zastrzelony przed kamerami
      telewizyjnymi podczas wyprowadzania go z budynku. Zabójcą był Jack Rubinstein
      ksywa Ruby, podejrzewany o kontakty z mafią. Jak początkowo stwierdził, zabił
      Oswalda żeby "oszczędzić wdowie po prezydencie cierpień podczas jego procesu".
      Już sam fakt, że zamachowiec był w stanie się do niego zbliżyć i oddał strzał
      jest podejrzany. Podobno także w osobie Jacka Ruby’ego rozpoznano osobę, która
      odbywała wyrok w sowieckim więzieniu. Tu też trąci lekkim smrodkiem. A na
      koniec biedny Ryby „zatruł” się w więzieniu w wyniku czego zmarł, chociaż
      żadnej choroby nie stwierdzono i tak w ogóle nie wiadomo na co zmarł. Coś za
      dużo przypadków jak na jeden raz.

      w 1978 roku specjalna komisja stwierdziła z 98% prawdopobieństwem, że
      zamachowców było co najmniej dwóch. Faktyczne okoliczności śmierci J.
      Kennedy'ego pozostały niewyjaśnione - zaginął mózg prezydenta, na podstawie
      którego można było ustalić liczbę snajperów, a kilkudziesięciu świadków,
      których zeznania stały w sprzeczności z ustaleniami Komisji Warrena (około 60),
      zginęło w tajemniczych okolicznościach, 30 zeszło z tego świata przed drugą
      komisją.

      Kolejną zagadką jest to, co stało się z ciałem Johna Kennedy'ego w czasie
      transportu z Dallas do Waszyngtonu na pokladzie Air Force One (w czasie tego
      lotu w samolocie zaprzysiężono wiceprezydenta Johnsona na prezydenta). Otóż
      przy ładowaniu zwłok w Dallas na pokład samolotu, były one zawinięte w białe
      prześcieradła, natomiast po wylądowaniu w stolicy - były zapakowane w czarny
      foliowy worek. Ktoś więc w czasie lotu miał dostęp do zwłok. Na dodatek mówi
      się o tym ,iż rana głowy prezydenta PRZED odlotem samolotu była ZDECYDOWANIE
      MNIEJSZA, niż ta, którą ujrzano po przylocie ciała do Waszyngtonu.


      Żeby było śmieszniej przyjrzymy się również Abrahamowi Lincolnowi porównując go
      do Johna F. Kennedy’ ego. (To już dla zwolenników teorii super spiskowych).
      Okazuje się że historie ich życia i kulisy śmierci wykazują wiele podobieństw.
      Abraham Lincoln został wybrany do Kongresu w 1846 roku a w 1860 został
      prezydentem. John Fitzgerald Kennedy obydwie te funkcje objął dokładnie sto lat
      po swoim poprzedniku (1946 i 1960). Obaj prezydenci w szczególnym stopniu
      walczyli o prawa obywatelskie.
      Istnieją również podobieństwa miedzy osobami z otoczenia Lincolna i JFK.
      Sekretarka Lincolna miała na nazwisko Kennedy, a sekretarka Kennedy`ego...
      Lincoln. Następcy obu prezydentów nosili nazwisko Johnson. Andrew Johnson
      urodził się w 1808 roku, dokładnie sto lat wcześniej niż Lyndon Johnson. Obaj
      byli południowcami. Zarówno żona Lincolna jak i Kennedy’ego straciły dzieci w
      czasie pobytu w Białym Domu.
      Wiele również łączy zamachowców, którzy pozbawili życia szesnastego i
      trzydziestego piątego prezydenta. Morderca Lincolna, John Wilkes Booth, urodził
      się w 1839 roku, morderca Kennedy`ego, Lee Harvey Oswald w 1939
    • figo15 Re: JFK 05.01.06, 10:08
      dokończenie poprzedniego postu :
      . Booth uciekł z teatru do magazynu i został tam zatrzymany, Oswald uciekł z
      magazynu i został zatrzymany w teatrze. Obaj zabójcy byli mieszkańcami stanów
      południowych, obaj byli znani z pełnego nazwiska i obaj zostali zastrzeleni
      przed rozprawą sadową. Ponadto imiona i nazwiska obu morderców składają się z
      piętnastu liter. Ta zbieżność dotyczy także samych prezydentów, których
      nazwiska składają się z siedmiu liter. Podobieństwa wykazują też zamachy.
      Lincoln i Kennedy zostali zabici w piątek i obaj dostali postrzał w głowę.

      I wszystko to znalazłem w internecie.

      Pozostaje nam czekać do 2029 roku kiedy to zostanie odtajniona większość
      dokumentów związanych z zamachem na prezydenta. Chociaż jakoś nie wierzę, że
      odtajnią dokumenty, które będą mogły powiązać kogokolwiek z zabójstwem.
      Przecież to by zdyskwalifikowało „wolną” „wielką” i „demokratyczną” Amerykę.

      • figo15 Re: JFK 05.01.06, 10:10
        Znalazłem jeszcze to :
        John F. Kennedy, w przeciwieństwie do bezbarwnych elit z czasów Eisenhowera,
        był w latach 60. uosobieniem wszystkich aspiracji Amerykanów: młodości,
        prężności i dynamiki, a także poczucia, że znowu realna stała się realizacja
        legendarnego amerykańskiego snu. Jednak ta wizja to w istocie kompletna fikcja.
        Kennedy ukrywał tajemnicę, której ujawnienie mogło go pozbawić stanowiska
        prezydenta USA.

        Kennedy od ponad dziesięciu lat cierpiał na chorobę Addisona - niewydolność
        kory nadnerczy i niezdolność do wytwarzania hormonu stresu, kortyzolu, jednego
        z mechanizmów obronnych organizmu. Bez zapasów kortyzolu każda stresująca
        sytuacja lub wypadek mogły doprowadzić Kennedy'ego do fizycznej zapaści. Kiedy
        rywalka na stanowisko prezydenckie, India Edwards, publicznie ujawniła sekret o
        chorobie Kennedy'ego, ten stanowczo zaprzeczył. Wkrótce o całej sprawie
        zapomniano.

        Jeden ze skutków ubocznych choroby Addisona, ciemne przebarwienie skóry
        przypominające opaleniznę, stał się nieoczekiwanie istotnym politycznym atutem
        Kennedy'ego. Podczas telewizyjnej debaty JFK przyćmił republikańskiego rywala
        Nixona swą zdrową, opaloną twarzą i promiennym uśmiechem. Kennedy wygrał
        wybory. Jednak do wspinaczki na szczyty władzy pobudzała go codzienna dawka
        hydrokortyzonu (syntetycznego kortyzolu).

        Pod koniec lat 50. ten nowy, cudowny lek pobudzający energię był powszechnie
        dostępny. Ukryty w sejfach hydrokortyzon oczekiwał na JFK na całej trasie
        prezydenckiej kampanii wyborczej. Recepty pochodziły od trzech niezależnych
        lekarzy. Wydaje się więc całkiem możliwe, że JFK zażywał więcej niż zalecane
        dawki. Psychiczne skutki uboczne mogły objawiać się wzrostem napięcia,
        panicznym strachem, bezsennością i zwiększonym popędem płciowym. Być może
        właśnie ten lek był przyczyną nienasyconego popędu seksualnego Kennedy'ego.

        Kennedy'ego dręczyło również inne poważne schorzenie. JFK urodził się z jedną
        krótszą nogą. Z tego powodu cierpiał na chroniczne bóle kręgosłupa, które
        uśmierzały nie tylko bujane fotele i elektryczne poduszki, ale przede wszystkim
        silne zastrzyki przeciwbólowe. Max Jacobsen, znany pod przezwiskiem „Doktora
        Dobre Samopoczucie”, dostarczał JFK amfetaminę, która, jak twierdził, była
        zestawem witamin, hormonów i enzymów.

        Kiedy JFK odkrył prawdziwy skład zastrzyków, było za późno. Wpadł już w szpony
        nałogu. W październiku 1962 roku amerykańskie samoloty szpiegowskie odkryły na
        Kubie radzieckie pociski nuklearne. Zadanie utrzymania bezpieczeństwa Zachodu
        spoczęło na barkach nieopanowanego ryzykanta uzależnionego od sterydów i
        amfetaminy. Nawet podczas tej hazardowej nuklearnej rozgrywki dyplomatycznej
        Kennedy'ego odwiedzał podobno „doktor” Max Jacobsen. Na szczęście, mimo coraz
        bardziej lekkomyślnej taktyki amerykańskiego prezydenta, Chruszczow ustąpił.
        Widmo wojny zostało zażegnane.

        Skrywane przed opinią publiczną schorzenia prezydenta Kennedy'ego mogły
        przesądzić o sukcesie pamiętnego zamachu. Aparat ortopedyczny zamontowany w
        limuzynie utrzymał prezydenta w pionowej pozycji nawet po pierwszym strzale
        zamachowca. Druga kula trafiła prosto w głowę i zakończyła życie Kennedy'ego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka