Jestem przewrażliwiona jak cholera. Wojtek kaszlnie, kichnie, zrobi kupę nie
taką jak trzeba = moje załamanie. Zaraz wynajduję mu różne choróbska, a
internet jest w tym nieoceniony. Teraz znalazłam u niego objawy candidy i
chyba zwolnienie wezmę, bo głupiej kupy nie mam jak do laboratorium zawieźć.
Ale najgorsze jest niejedzenie

((
Po prostu brakuje mi cierpliwości jak przez półtorej godziny konsumuje
kanapkę, a i tak jej do końca nie zje. Moje weekendy to wieczne odwracanie
uwagi: jedzie fiat uno jaki ma dzidziuś - i smyk kawałek do gęby, i
zaklinanie żeby nie wypluł. Co to za ptaszek usiadł na balkonie? - i powtórka
z rozrywki. Posiłki, jakie moje dwuletnie chudziątko zjadło przy stole można
policzyć na palcach jednej ręki.
Dziś nie wytrzymałam i dwa razy go walnęłam, raz w dupę raz w głowę

Ryczałam razem z nim i teraz też łzy mi lecą.
Mam nadzieję, że nie będę mieć drugiego dziecka, bo nie zniosę drugi raz tego.
To mój post z innego forum, z niedzieli. Wczoraj lepiej z jedzeniem, dziś po
całym dniu szaleńst na dworze nie był głodny. Zjadł pół kanapki z szynką,
przez jakieś pół godziny. Niedawno zasnął, może jeszcze mleko wypije (bo
nadal pije w nocy)
Macie podobne problemy? I czy to kiedyś się skończy?