witam
Jak wiekszosc rodzicow mam dylemat - 1 klasa czy przedszkole.
Wlasciwie bylam juz zdecydowana dac syna (konczy 6 lat w czerwcu) do
1 klasy. wybralam szkole i klase. Czekalam tylko na rozmowe z
wychowawczynia z przedszkola i na rozmowe z psychologiem.
Pod wzgledem rozwoju umyslowego, a wiec znajomosci czytania,
pisania, liczenia, komunikacji jezykowej syn ma bardzo duze
umiejetnosci. wlasciwie w tym wzgledzie spokojnie moglby isc do
szkoly.
Przy decyzji zatrzymuje mnie jednak jego rozwoj emocji, kontaktow
spolecznych.
syn nawiazuje relacje z innymi dziecmi bardzo szybko, jest smialy,
zainteresowany nowosciami ale jego rowzoj emocji pozostawia wiele do
zyczenia.
Pani wychowawczymi zasugerowala zeby zostawic go w przedszkolu
poniewaz
1. ma jeszcze problemy ze skupieniem uwagi na zajeciach. jesli temat
zajec go interesuje to bierze w nich udzial, jest aktywny. Natomiast
gdy temat go nie interesuje lub wymaga od niego duzego wysilku to
syn sie rozprasza, wstaje od stolika, rozmawia itp. syn jest w
grupie przedskzolnej z dziecmi rocznik wyzej i wiem ze panie raczej
pracuja tak aby dzieci z rocznika 2003 przygotowac jak najlepiej do
szkoly. Syn czasem mowi ze pani robi z nimi trudne rzeczy ale nie
precyzuje co to znaczy "trudne".
2. po duzym wysilku umyslowym moj syn potrzebuje rozladowania w
postaci zabawy, biegania itp
3. syn reaguje nieadekwatnie do bodzca. najpierw bedzie plakal,
krzyczal, tupal, rzucal zabawkami (a nawet popchnie kogos) a potem
bedzie sie zastanawial o co wlasciwie poszlo.
Z tego wlasnie powodu zdaniem pani powinien zostac w przedszkolu.
Zgadzam sie jej obserwacjami bo sama ma te same.
Z drugiej jednak strony tak sobie mysle, ze bardzo czesto te wybuchy
zlosci, szalenstwo w postaci wyglupow itp biora sie z nudow. widze
takie zachowanie np w domu gdy jest chory i nie moze isc do
przedszkola. niestety moj syn nie umie sie sam bawic. wymaga od nas
prawie nieustannego zainteresowania. gramy wiec w gry planszowe,
roznego rodzaju ukladanki, duzo syn maluje, pisze, rysuje. gdy ma
czas zorganizowany potrafi byc grzeczny, dlugo sie skupic na zajeciu
np rysowaniu szlaczkow, kolorowaniu, rozwiazywaniu lamiglowek itp
Wystarczy go jednak zostawic tak zeby sam sie zajal czyms a od razu
zaczyna sie szalenstwo.
W przedskzolu wiecej oczywiscie maja tego czasu wolnego, gdzie sami
sie bawia wiec po jakims czasie zaczyna sie wariactwo.
Syn najlepiej czuje sie w ruchu wiec znalazlam mu klase sportowa.
Tak sobie mysle ze moze w szkole gdzie obowiazuja zasady, jest
wiecej zorganizowanych zajec, zagospodarowany czas, moze wtedy nie
bedzie mial czasu na przeszkadzanie. boje sie ze kolejny rok moze
wcale nie poprawic sytuacji. Moj syn jest nadpobudliwy ale nie ma
ADHD.
A moze ktos z Was mial podobny problem/ dylemat?
Prosze podzielcie sie doswiadczeniem