Nie jestem matką lecz wolontariuszką, znaną tu z opisywania problemów
niejakiej Emilki

.
No wiec wysłaliśmy 3 najstarszych dzieci na kolonie Caritasu, dziś wróciły,
baaardzo szczęsliwe i zadowolone.
Ponieważ dziewczynka wyjeżdża niedługo do mojej znajomej a matka się zpraniem
zawartości trzech plecaków nie wyrobi bo u nich wody nie ma i trzeba nosić,
wzięłam do prania zawartosc torby Emilki i jej brata.
Brat (lat prawie 8) był na koloniach pierwszy raz. W jego plecaku było pół
słoika piachu, pół kilo muszelek, torba papierków po słodyczach i torebka
paluszków rozkruszonych na miazgę wsypanych luzem do kiesoznki kosmtykowej - a
w tym wszystkim były ubrania, w tym połowa mokrych.
Emilka nieco lepiej bo bez piachu, poza tym to samo

.
Dzieci mają rodziców nieudolnych wychoiwawczo generalnie z higieną ciezkawo u
nich ale ja ich uczę i przed koloniami specjalnie instruowałam je żeby brudy
oddzielać do innej torby, zeby ubrania suszyć, ze zginje wszystko i bedzie
śmierdzieć jak włoża do suchych ubrań... ale jakoś moje nuaki pod wływem
wrazen poszły w las...
czy wy też u swocih dzieci takie niespodzianki odkrywacie?
pamietam że mój brat też wracał z koloni śmierdzący i brudny choć my zwykła
rodzina a nie patologia