Dodaj do ulubionych

Wiecznie narzekający sąsiedzi

03.03.03, 22:28
Mieszkamy w bloku na drugim piętrze na osiedlu ludzi bardzo młodych z
mnóstwem dzieci. Wszystko zaczęło się tego sylwestra. Ponieważ mamy 2 dzieci
i niebardzo było je z kim zostawić sylwestra spędzaliśmy w czwórkę w domu.
Jedna córka ma niecałe 1,5 roku, druga 6 latek. Ok. godziny 17, kiedy
kończyłam przygotowywać jedzenie mąż zaczął z córkami tańczyć. Po ok. 30
minutach sąsiad z dołu zadzwonił do drzwi z prośbą czy moglibyśmy przestać
tak skakać, bo żona jest w ciąży zagrożonej i jej to przeszkadza. Do końca
sylwestra upominaliśmy więc córkę, by tak nie szalała (obie panny tańczyły w
samych rajstopach, bez kapci, czy butów). Po jakimś miesiącu starsza córka
pokazywała mi przedstawienie teatralne, owszem skakała trochę przy tym i
tańczyła, ale jaki hałas może wyrządzić bosa 6-latka na klepce i wykładzinie?
I znowu dzwonek do drzwi i prośba o uciszenie dzieci. Znowu się ugięliśmy i
córka przedstawienie pokazywała na paluszkach (przy moim częstym upominaniu).
Wczoraj sąsiad groził nam wezwaniem policji, kiedy o godzinie 16 obie córki
tańczyły, a 'jemu i jego dziecku oczy przewracały się z jednej strony na
drugą'. Może ja już nie potrafię na to spojrzeć obiektywnie, ale ktoś tu
chyba przesadza. Przecież nie moge trzymać dzieci uwiązanych do kaloryfera
cały dzień i tak w większości czasu starsza córka maluje, czyta, pisze, albo
jest w przedszkolu. Już nie wiem jak tłumaczyć sąsiadowi nasze racje.
Obserwuj wątek
    • procesor Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 03.03.03, 22:37
      Szczerze wspólczuje!!
      Rady na to nie ma - to ne wy jestesci enienormalni - tylko sąsiad nadwrazliwy!
      Następnym razem powiedz by wezwał policję. smile) Wątpie by przyjechali
      do "zakłócenia spokoju" prze bosą sześciolatke tańcząca na dywanie. smile)

      Możesz też powiedzieć że niestety ale jesli mu to przeszkadza to musi chyba
      poszukać DOMU najlepiej za miastem na odludziu, bo znając takich to dzieci
      sasiada za płotem tez by mu przeszkadzały.
      On ma już jedno dziecko? Spytaj tych z parteru czy tak cichutko tam jest.

      Moje dziecię tupie nad klatka schodową. Ale tym zza ściany szczerze współczuje
      bo ona umie dużo i na wysokich czestotliwosciach nadawac.. sad
      Z tym że oni jakos nie lataja ze skarga. A jak robili imprezę do óźna z muzyka
      to przyszli i uprzedzili przepraszając z góry. Fajni są. smile Choć sami jeszcze
      dzieci nie mają.

      Nie daj sie zastraszyć.
      pozdrawiam
      p.
      • mam-darynka Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 04.03.03, 02:13
        Poskromilam sasiadke opiekujac sie Jej kotem, gdy
        odwiedzala rodzine za miastem. Nie miala komu tego
        biedaka zostawic a wziac go tez nie mogla i mimo, ze
        wczesniej wiele razy do mnie pukala, ze dzieci za glosne,
        to sie przemogla i przyszla prosic o opieke nad
        zwierzakiem. Nie bardzo mi to pasowalo, bo jedno dziecko
        mam uczulone na koty ale uznalam, ze to jakas szansa na
        lepsze stosunki sasiedzkie. I faktycznie, juz Jej nie
        przeszkadza kolejka elektryczna syna ani moja corka
        cwiczaca palcowki na pianinie. Nawet raz nas wieczorem
        ratowala jako baby sitter jak bylo trzeba. A i my sie
        odwdzieczamy - zakupy maz Jej podwiezie, dzieci gazete
        przyniosa itd.
        Moze pogadaj z tymi sasiadami jak ludzmi, ja wiem, ze nie
        z kazdym mozna ale a nuz z Nimi sie jednak da. Przeciez
        jak maja takiego bobasa w domu a u Ciebie 1,5 roczna
        panienka, to moze sie nawet i przy piaskownicy gdzies
        spotkacie.
    • kulka_ Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 04.03.03, 20:34
      Współczuję ci serdecznie, ja też przez to przeszłam. Pod nami mieszka młode
      małżeństwo bez dzieci, którzy mieszkali wcześniej w domku. Przeszkadzało im
      wszystko, głównie dzieci. Miałam to samo co ty - ciągłe upominanie córki: cicho
      bądź, nie tup, nie skacz itp. a w końcu powiedziałam, że nie będę niewolnikiem
      we własnym domu, jak chcą niech się wyniosą do domku, w blokach tak się żyje.
      Pomogła w końcu moja koleżanka, która okazała sie też ich znajomą. Wytłumaczyła
      im na przykładzie własnego dziecka, że NIE DA się przywiązac dziecka do
      kaloryfera. Oni nigdy wcześniej nie mieli kontaktu z żadnymi dziećmi i tego po
      prostu nie wiedzieli. Może dziecko twoich sąsiadów gdy wyrośnie też "pokaże" im
      co to jest maluch w domu. Nie ma dzieci, które siedziałyby cały czas na
      miejscu, może oni tego jeszcze nie wiedzą. Nasi przestali już przychodzić, ale
      nie wiem co będzie później, bo wiem, że palnują dziecko, jak zniesie to
      wrażliwa księżniczka w ciąży?
      A tak na marginesie to gdy moja (nasza wspólna) koleżanka powiedziała mi o tym,
      że jest zaproszona do nich na parapetówę i żebym to jakoś zniosła, wściekłam
      się. Powiedziałam ostro i stanowczo, że na pewno wezwę policję, że jak im
      przeszkadzają moje dzieci o 16 godz. to niech tylko spróbują zrobić imprezę.
      Oczywiście nie wezwałabym policji, ale parapetówy nie było (hahaha).
    • pieskuba Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 04.03.03, 21:17
      No cóż, w moim bloku to ja robię za narzekającą smile Doprowadzałam do pionu
      moralnego następujących delikwentów:
      - gościa z wiertarką udarową o 7.00 (rano)
      - wariata z piłą i deskami o 6.00 (rano)
      - szalejącego młotkowego o 22.30
      - przeprowadzających się w niedzielę o 23.05
      - montujących meble o 1.00, bynajmniej nie po południu, jeno w nocy
      - ekipę remontową walącą rurami o balustrady klatki schodowej o północy
      - piekarnię, która otworzyła produkcję nocną w budynku mieszkalnym, w lokalu
      usługowym pod moim mieszkaniem (tutaj szło najbardziej opornie)

      Mam zszargane nerwy. Ale córeczki sąsiadów, latające jak słoniki po domu wcale
      mi nie przeszkadzają. Naprawdę. Nie daj się, niech małe latają w skarpetkach
      ale nie rób w domu psychozy.

      Pozdrowionka,
      Pieskuba
    • ariana_ Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 04.03.03, 22:00
      Jak jego żona urodzi, zawsze mozesz się odgryźć i
      chodzić do nich na skargę ,że wezwiesz policję z powodu
      płaczu dziecka smile))
    • insomnia1 Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 05.03.03, 12:38
      Serdeczne dzięki dziewczyny! Dzidzia sąsiadów jest jeszcze malutka więc problem
      z jej bieganiem odpada póki co. Ale faktycznie jak dorośnie to może w końcu
      szanowni rodzice przekonają się na własnej skórze, że nie można być
      niewolnikiem we własnym domu i zabraniać dzieciom wszystkiego. Podsunąłyście mi
      kilka pomysłów więc przy nastepnej wizycie będę wiedziała jak zareagować. A i
      moja starsza córa będzie Wam ogromnie wdzięczna, że nie będzie już co chwila
      upominana, żeby broń Boże nie przeszkodzić tańcem sąsiadomsmile) Dzięki jeszcze
      raz.
      • Gość: zizi Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi IP: *.acn.waw.pl 05.03.03, 15:09
        A ja znalazłam doskonały sposób na sąsiadów z gromadą biegających nad nami
        bękartów.Kupiliśmy z mężem zestaw kina domowego z pięcioma mocnymi
        kolumnami,które napieprzają od 7 rano (gdy wstajemy)do 18 (gdy wracamy do
        domu).Po 18 też napieprzają, tyle że ciut ciszej,ale główną kolumnę-głośnik
        niskotonowy zwany subwooferem,który wspaniale przenosi bardzo silne drgawki
        zanosimy do innego pokoju w którym w tym czasie nie przebywamy .Wydaliśmy kilka
        ładnych tysięcy złotych na ten zestaw,może nawet nie pojedziemy przez to na
        urlop, ale k....mać ,4 lata próśb o trochę spokoju we własnym domu,nic nie
        pomagało,ja rozumiem- DZIECI-nie przywiążesz do kaloryfera,ale drodzy rodzice
        to nie jest wytłumaczenie,uczcie dzieci żyć tak ,aby nie przeszkadzały
        innym.....Mnie tak rodzice nauczyli,ale coż niestety musieliśmy się zacząć
        bronić również przeszkadzając bo inne metody nie skutkowały.Efekt jest taki że
        nic nam nie mogą zrobić, tak samo jak my im nic nie mogliśmy przetłumaczyć (no
        bo przecież oni mają dzieci..).Z satysfakcją obserwujemy z mężem miny naszych
        wielodzietnych sąsiadów po zakupie przez nas sprzętu,i uwierzcie mi że ich
        wyraz twarzy zdradza żal za błędy w przeszłości,za to że posługiwali się
        dziećmi po to żeby nam dołożyć.Ha HA.Wszystko do czasu,oj do czasu dzban wodę
        nosi. Pozdrawiam wszystkich rodziców,a tym którzy są w podobnej
        sytuacji jak ja z mężem jeszcze parę tygodni temu,radzę zakup silnego sprętu
        audio,to jest jedyna receptasmile
        • Gość: ania Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi IP: *.k.mcnet.pl 10.03.03, 08:48
          Gość portalu: zizi napisał(a):

          > A ja znalazłam doskonały sposób na sąsiadów z gromadą biegających nad nami
          > bękartów.Kupiliśmy z mężem zestaw kina domowego z pięcioma mocnymi
          > kolumnami,które napieprzają od 7 rano (gdy wstajemy)do 18 (gdy wracamy do
          > domu).Po 18 też napieprzają, tyle że ciut ciszej,ale główną kolumnę-głośnik
          > niskotonowy zwany subwooferem,który wspaniale przenosi bardzo silne drgawki
          > zanosimy do innego pokoju w którym w tym czasie nie przebywamy .Wydaliśmy
          kilka
          >
          > ładnych tysięcy złotych na ten zestaw,może nawet nie pojedziemy przez to na
          > urlop, ale k....mać ,4 lata próśb o trochę spokoju we własnym domu,nic nie
          > pomagało,ja rozumiem- DZIECI-nie przywiążesz do kaloryfera,ale drodzy rodzice
          > to nie jest wytłumaczenie,uczcie dzieci żyć tak ,aby nie przeszkadzały
          > innym.....Mnie tak rodzice nauczyli,ale coż niestety musieliśmy się zacząć
          > bronić również przeszkadzając bo inne metody nie skutkowały.Efekt jest taki
          że
          > nic nam nie mogą zrobić, tak samo jak my im nic nie mogliśmy przetłumaczyć
          (no
          > bo przecież oni mają dzieci..).Z satysfakcją obserwujemy z mężem miny naszych
          > wielodzietnych sąsiadów po zakupie przez nas sprzętu,i uwierzcie mi że ich
          > wyraz twarzy zdradza żal za błędy w przeszłości,za to że posługiwali się
          > dziećmi po to żeby nam dołożyć.Ha HA.Wszystko do czasu,oj do czasu dzban wodę
          > nosi. Pozdrawiam wszystkich rodziców,a tym którzy są w
          podobnej
          >
          > sytuacji jak ja z mężem jeszcze parę tygodni temu,radzę zakup silnego sprętu
          > audio,to jest jedyna receptasmile

          Ha, ha ten się śmieje kto się śmieje ostatni. Ja mam sąsiadów pokroju zizi, ale
          po pierwsze mam górny poziom i jak włączą swoją muzykę głośno to zupełnie mi to
          nie przeszkadza, po drugie nad nimi stoją dwie kolumny (każda po 30kg) i jak na
          razie nie skorzystałam z możliwości dokopania im w ten sposób (ale nie powiem
          myślę o tym), po trzecie rozumiem, że wszystkie te osoby, które mają taki sam
          tok myślenia jak zizi będąc dziećmi nie skakały, nie tańczyły tylko siedziały
          przywiązane do kaloryfera przez rodziców i dlatego też im poziom umysłowy
          stanał tam gdzie stanął. Nie dajmy się zwariować, w rozsądnych godzinach
          skakanie czy tańczenie dziecka nikomu nie powinno przeszkadzać.

          Ania
    • insomnia1 Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 06.03.03, 13:16
      Post zizi jeszcze raz mi uzmysłowił, że wszelkie skrajności są bezsensowne. Ani
      to dobrze gdy ma się za sąsiadów nadwrażliwych ludzi, którym przeszkadza
      brzęczaca mucha za oknem czy tańcząca bosa 6-latka. Ani tym bardziej to miłe
      gdy trafi się na takich złośliwych sąsiadów, którzy dla własnej satysfakcji
      gotowi są torturować wszystkich sąsiadów dookoła (nie tylko tych wstrętnych z
      góry z 'bękartami' ale i innych Bogu ducha winnych). Jest różnica między
      dziećmi nawet żywotnymi, a sprzętem puszczanym na cały regulator. Mam nadzieję,
      że sąsiadka zizi nie okaże się wredną i mściwą babą i gdy zizi zajdzie w ciążę,
      dopiero co uśpi dziecko, które od godziny miało kolkę, lub po prostu zachoruje
      i będzie potrzebować spokoju owa kobieta z podrośniętymi już dziećmi nie da jej
      popalić w ten sam sposób.
    • Gość: kirii Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi IP: *.acn.waw.pl 06.03.03, 16:14
      też mam nadzieje, że zizi dostanie w dupsko w swoim czasie, o ile juz nie
      dostała i tupot dziecięcych nóżek wkurwiaja ją z nieco innego, powążniejszego
      powodu...
    • pieskuba Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi - do zizi 06.03.03, 17:26
      Jest jeszcze jedna rada, i to dla Ciebie. Idź do psychiatry!

      Pieskuba
      • Gość: AGA Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi - do zizi IP: *.piasta.pl 09.03.03, 17:47
        Do zizi.
        Kobieto Ty chyba jesteś nie poważna!!!Czy Ty wiesz co znaczy sLowo bękart?
        Współczuję Twoim sąsiadom - trafić na taką sztukę to trudno o kulturę!A Ty i
        Twój mąż pomyśleliście ,że też może kiedyś będziecie mieli dzieci (po to chyba
        zakochani ludzie się pobierają , żeby wsześniej czy później mieć potomstwo)i
        co - też będziesz włączała głośną muzykę?Chyba rację ma poprzedni
        formułowicz...Powodzenia w leczeniu.
        • Gość: hot_dog Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi IP: 212.78.226.* 09.03.03, 18:34
          Jest takie piekne slowo "tolerancja". Nie oznacza ono jednak godzenia sie na
          wszystko tylko zastanowienia sie "dlaczego tak sie dzieje" i "co ja bym zrobila
          w takiej sytuacji". To naprawde ulatwia wiele spraw.Mam nadzieje, ze twoje tez
          sie uloza bo masz duzo dobrej woli i moze sasiedzi to docenia.A tacy ludzie jak
          zizi sa z gatunku tych co zawsze chca zeby innym "szczeka opadla" i zrobia to
          za wszelka cene.Ale "Pan Bog nierychliwy, ale sprawiedliwy".Tez moze ich dopasc
          posiadanie potomstwa i beda je sobie mogli zagluszac wlasnym sprzetem...
    • Gość: rebecca Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi IP: *.chello.pl 11.03.03, 21:36
      insomnia smile
      mialam kiedys sasiadke, ktora naral mi na sekretarke informacje, ze mam
      natychmiats przestac tupac. nagrala ja, bo nikogo nie bylo w domu. tupaly
      chyba moje sukeinki w szafie... raz obudzila mnie o 2 w nocy pytaniem, czy to
      u mnie gra ta perkusja. nie u mnie grala, oj nie u mnie. mnie to strasznie
      dolowalo, stresowalam sie rozkladajac kanape i upuszczajac lyzeczke do kawy.
      bylam pelna poczucia winy i uprzejmosci, bo mama wprintowala we mnie impeatyw
      grzecznosci dla sasiadow. ktoregos razu baba zadzwonila, jak mialam 38 st.
      goraczki i zly humor. nawrzeszczalam w sluchawke, bo stracilam panowanie nad
      soba.
      i wiesz co? jak reka odjal. nagle przestalam tupac.
      strasznie mi przykr z powodu tej historii, bo wolalabym, zeby ludzie kierowali
      sie czym innym. ale na moja sasiadke podzialalo to, ze pokazalam pazurki.
      zycze powodzenia
      p.s. w ostatecznosci: mozna jakos wyciszyc mieszkanie, cos sie kladzie pod
      podlogi, czytalam o tym w apogeum pretensji o tupanie.
      • pieskuba Re: Wiecznie narzekający sąsiedzi 11.03.03, 22:07
        Gość portalu: rebecca napisał(a):

        > insomnia smile
        > mialam kiedys sasiadke, ktora naral mi na sekretarke informacje, ze mam
        > natychmiats przestac tupac. nagrala ja, bo nikogo nie bylo w domu. tupaly
        > chyba moje sukeinki w szafie...

        Mieszkaliśmy w kawalerce na 9 piętrze. Tupać się nie dało, bo nie było jak
        podbiec. O co były awantury? O wodę, która wypływała z wanny!!! Babcia z dołu
        przybiegała do mnie i robiła mojej rodzinie pobudkę o 1 w nocy (wiele, wiele
        razy), bo sąsiadka na 10 piętrze robiła sobie późną kąpiel... Kiedyś wiedźma z
        dołu przyszła w sobotę o 15, bo uznała, że muszę wyłączyć pralkę, bo jej
        przeszkadza! Sama roztaczała takie wonie, jakby kąpała się raz na miesiąc, i to
        niedokładnie, o praniu nie wspominając. Stąd chyba ten brak zrozumienia.
        Dobrze, że już tam nie mieszkamy, bo kiedyś darła się, że "pozabija te
        bachory", cokolwiek to miało znaczyć..

        Pieskuba

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka