Dodaj do ulubionych

"Wiara sobie, moralność sobie"

05.05.04, 19:22
Znalazłam w dzisiejszej Rzepie ciekawy artykuł na temat naszej polskiej
religijności.Polecam.
Pozdrawiam
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040505/publicystyka/publicystyka_a_2.html
Obserwuj wątek
    • sion2 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 19:32
      nie bardzo wierzę w jakiekolwiek statystyki sad
      ale z tych wynika jedno:
      - wcale NIE WIĘKSZOŚĆ społeczeństwa akceptuje aborcję, eutanazję, seks bez
      ograniczeń itp., ale MNIEJSZOŚĆ i to w wielu przykładach zdecydowana

      i to jest pocieszające
      zawsze są bardziej wierzący i mniej wierzący i według mnie to nie jest wcale
      hipokryzja, ze ktoś np. wierzy w Boga, chodzi na Msze a np. jest za aborcją w
      pewnych przypadkach, według mnie to niedojrzalośc wiary, słabość, brak "pójscia
      na całość" za Chrystusem a nie od razu hipokryzja, choć oczywiście i ta się
      zdarza

      o ile te statystki są obiektywne...
      • ogolone_jajka Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 20:02
        Ale większość akceptuje środki antykoncepcyjne, seks przed ślubem (kościelnym), życie na kocią łapę, a nawet rozwód.

        Tylko nieznacznie mniej jest zwolenników wolnej miłości niż jej przeciwników.

        Za to przeciwników aborcji i eutanazji jest dwa razy więcej niż zwolenników.

        Generalnie nie zawiodłem się. Choć za aborcją i eutanazją mogłoby być więcej ludzi. Poczekamy, zobaczymy.
        • adzia_a No ale zdefiniujcie mi... 05.05.04, 20:21
          ...co to znaczy "akceptuje".
          Np. z tymi rozwodami - ja rozwody akceptuję w wykonaniu innych, nie swoim.
          Czy "akceptować" to znaczy pozwilić innym na wolność w pewnym zakresie, czy
          ssamemu korzystać z tej wolności, bo to jest róznica.
          • kulinka3 Re: No ale zdefiniujcie mi... 05.05.04, 20:55
            adzia_a napisała:

            > ...co to znaczy "akceptuje".
            > Np. z tymi rozwodami - ja rozwody akceptuję w wykonaniu innych, nie swoim.
            > Czy "akceptować" to znaczy pozwilić innym na wolność w pewnym zakresie, czy
            > ssamemu korzystać z tej wolności, bo to jest róznica.
            >
            Akceptować to znaczy wyrażać zgodę na coś.Ale takiego wyrażenia użyła autorka
            artykułu w podsumowaniu badań.W samym badaniu jest mowa o "dopuszczeniu".Moim
            zdaniem jest to słabsza forma niż akceptuję.
            Też jestem ciekawa metodologii tych badań, bo zgadzam się,że co innego
            dopuszczać w ogóle rozwody a co innego dopuszczać je w swoim życiu. A może
            jakiś socjolog by nam to wyjaśnił?
                    • 18lipiec Re: ale... 06.05.04, 10:24
                      no właśnie i co dalej z takim małżeństwem?

                      Jak już wszelkie konferencje nie pomogą to co dalej?

                      Trwamy w nieszczęśliwym związku w imię sakramentu?
                          • addria Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:45
                            Zdrada jednego z małżonków jest jednym z powodów do pełnoprawnego unieważnienia
                            małżeństwa chyba w każdej denominacji. Są też inne uregulowania, w zależności
                            od indywidualnych przypadków i od przynalezności do danego Kościoła pary
                            małżeńskiej.
                            Rozwody jako takie nie są akceptowane, jednak wiele zalezy od okoliczności.
                                    • isma Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:38
                                      A nie, nie mialam takiej intencji.
                                      Ino, ze w KK to w ogole nie ma czegos takiego jak uniewaznienie malzenstwa,
                                      post factum. Jest tylko stwierdzenie niewaznosci, czyli stwierdzenie tego, ze
                                      cos istotnego PRZED slubem bylo nie tak.
                                      Wlasnie z tym mial klopot niejaki Heniek VIII, skutkiem czego musial sobie
                                      wlasny kosciol zalozyc wink))
                                      • addria Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:41
                                        No, ale skądinąd mi wiadomo, że jak jedno z małżonków przyzna się, że zdradziło
                                        w trakcie trwania małżeństwa, to to drugie będzie mogło starać się o
                                        unieważnienie (nie znam się dokładnie na terminologii, sorry), a następnie
                                        będzie mogło wziąć ślub kościelny z inną osobą.
                                        • isma Re: A nie jest????? 06.05.04, 12:52
                                          Nie z tego powodu. To moze byc jedna z informacji uzyskiwana w postepowaniu,
                                          ale na pewno nie decydujaca.
                                          Hipotetycznie mozna sobie wyobrazic sytuacje, ze, dajmy na to, ktos przed
                                          slubem byl w innym zwiazku, byl w ten zwiazek mocno zaangazowany, nastepnie
                                          zawarl slub np. z tzw. wada woli, pod presja rodziny - z kim innym, po czym
                                          zdradzil, "wracajac" do "pierwszej milosci". Wtedy zdrada moze byc jedna z
                                          przeslanek swiadczacych o wadzie woli. Ale zawsze musza byc ustalone decydujace
                                          fakty W MOMENCIE zawierania zwiazku.
                                          Identico jest z chorobami psychicznymi, alkoholizmem itd. Jak sie rozpil albo
                                          zwariowal po slubie - klops. Jak pil przed slubem i zatail - mozna skutecznie
                                          wnosic o stwierdzenie niewaznosci.
                                          • addria Re: A nie jest????? 06.05.04, 13:10
                                            Wiesz, bo ja znam taka sytację, gdzie jeden z byłych małżonków (po rozwodzie
                                            cywilnym) namawiał intensywnie drugiego, żeby złożył takie oświadczenie, że
                                            zdradził. Z racji tego, że ten pierwszy był już w zwiazku z inna osobą, z którą
                                            chciał wziąść ślub kościelny, no a nie mógł z oczywistych powodów. No i
                                            powoływał sie na jakieś przepisy kościelne, że tak niby mozna.
                                            Hmm... a moze to było na tej zasadzie, że jak zdrada nastąpi w dniu ślubu, czy
                                            w jakimś okresie po nim, to też małżeństwo można uniewaznić?
                                            • isma Re: Uniewaznienie 06.05.04, 13:25
                                              No, wiesz, pieniaczyc sie przed sadem, nawet koscielnym, mozna zawsze, pytanie
                                              tylko, na ile skutecznie.

                                              Generalnie to jest nawet bardziej skomplikowane, niz w normalnym sadzie
                                              rodzinnym, bo nie dosc, ze jest strona powodowa (w Twoim przykladzie, rozumiem,
                                              ta strona, ktorej zalezalo na uzyskaniu orzeczenia o niewaznosci), strona
                                              pozwana (w Twoim przykladzie ta, ktora miala zlozyc oswiadczenie o zdradzie),
                                              to jeszcze jest tzw. obronca wezla malzenskiego, ktory ma za zadanie znajdowac
                                              argumenty na rzecz tego, ze malzenstwo bylo jednak waznie zawarte (to na
                                              wypadek, gdyby strony sie zmowily wink)).
                                              Tak, ze obawiam sie, ze sam fakt zdrady, nawet w dniu slubu ;-((( by nie
                                              wystarczyl. Musialby, powiedzmy, dowodzic, ze zdradzajacy w ogole nie mial
                                              zamiaru dochowywac wiernosci malzenskiej, biorac slub. Ale w dzisiejszych
                                              czasach sie raczej rutynowo pobiera stosowane oswiadczenie na te okolicznosc
                                              przy okazji spisywania tzw. protokolu przedslubnego, wiec w razie czego dowody
                                              przeciwko istnieniu takiej intencji sa na pismie.

                                              Chociaz, a'propos watku o homoseksualistach, znam przypadek dziewczecia,
                                              ktorego malzonek wymknal sie z wlasnego wesela w celu spedzenia tego
                                              traumatycznego wieczoru ze swoim przyjacielem ;-O. Reszte zycia zreszta tez
                                              zamierzal dzielic miedzy nich oboje ;-(((. Dziewczyna uzyskala stwierdzenie
                                              niewaznosci, ale udowodniono sklonnosci homoseksualne przed slubem.
                                              • addria Re: Uniewaznienie 06.05.04, 13:30
                                                No cóż, dzięki. Powiem Ci tylko, że ta osoba, która miała składać oświadczenie,
                                                nie wyraziła na to zgody, więc wszystko rozeszło się po kościach. Choć pewnie
                                                nie do końca...
                                                • mader1 Re: Uniewaznienie 06.05.04, 16:26
                                                  Dziewczyny - zdrada nie jest w KK powodem do stwierdzenia niewaznosci
                                                  zwiazku sad Chyba, ze jest jednym z dodatkowych dowodow na zaistnienie
                                                  innego powodu . Natomiast zdrada moze byc przyczynkiem do separacji, ale
                                                  takze pod pewnymi warunkami. W separacji nie mozna zawrzec innego
                                                  malzenstwa.
                                                • isma Re: Paka 06.05.04, 13:59
                                                  18 lipiec, proponuje udac sie do pierwszego lepszego sadu, i zapytac, kto jest
                                                  sedzia w sprawach rozwodowych i z jakiej paki ;-O
                                                  Mozesz tez zasiegnac jezyka, z jakiej paki sa adwokaci z urzedu w sprawach
                                                  karnych, ze o prokuratorach nie wspomne. Ma to cos wspolnego ze slowem paka,
                                                  dla ulatwienia dodam.
                                                  • 18lipiec Re: Paka 06.05.04, 14:04
                                                    ale kim jest do jasnej ciasnej ten OBROŃCA? Niby po co on tam jest, co wnosi do
                                                    sprawy i na ile zna ludzi którym nie pozwoli się uwolnić????
                                                  • orvokki Re: Paka 06.05.04, 14:13
                                                    Czemu Ty się tak ciskasz? Dzisiaj odkryłaś, że KK nie uznaje rozwodów i
                                                    wszystkim musisz powiedzieć, jakie to złe Twoim zdaniem? Przecież nikt Ci nie
                                                    każe brać ślubu kościelnego ani być katoliczką...
                                                  • isma Re: KK, i nie chodzi o Kosciol Katolicki ;-))) 06.05.04, 15:16
                                                    O matko, Marta, sprawy kanoniczne prowadzi sie na gruncie prawa kanonicznego,
                                                    podobnie jak sprawy karne na gruncie prawa karnego, i tak dalej i tym podobne.

                                                    Jak w KK i KPK masz okreslone instytucje, to sie nie pytasz po co, tylko masz w
                                                    sadzie nimi do czynienia. I co gorsza, nie masz wyboru, bo bezpanstwowcem jest
                                                    trudniej zostac niz wypisac sie z KK, wbrew temu, co sie niektorym wydaje wink))
                          • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:55
                            Rozwodów Kościoł nie akceptuje ,bo sam Jezus na to nie pozwalał. Małżeństwo to
                            sakrament i nie da sie go "zmyć" ,podobnie jak chrztu, spoeiwdzi itd. Może być
                            tylko sakrament małżeństwa niewaznie zawarty np. przy wymuszeniu, ukrytej
                            chorobie psych, ukrytym nałogu itd. Wtedy sie małżeństwo uniewaznia. Oprócz
                            rozwodów jest cos takiego jak seperacja. W przypadkach jakie wymieniacie:
                            zdradach, przemocy fiz, czy psychicznej, kiedy szkodzi to wychowaniu dzieci
                            itd. mozna to przeprowadzić tzn. małżenstwo nadal pozostaje małzeństwem, ale
                            nie zyje razem, nie mieszka razem itd. Prawnie to się zalatwia podobnie jak
                            rozwód,ale szczegółów nie znam.
                            Pozdrosmile))
                              • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:08
                                18lipiec napisała:

                                > Aha czyli do końca życia jesteś żoną danego pana i nawet jak masz nowego pana
                                i
                                >
                                > kochasz go ślubu z nim nie weźmiesz? Gdzie tu logika?

                                To logika miłosci. Nie miłości jako przelotnego uczucia , sympatii czy
                                pożadania, ale wyboru, decyzji na całe zycie. No ale do tego trzeba byc
                                dojrzałym, odpowiedzialnym...
                                "Co Bóg złaczył człowiek niech nie rozdziela"
                                • 18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:16
                                  No ale ludzie się zmieniają, czasy się zmieniają, życie różne nam niespodzianki
                                  codziennie sprawia. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie. Nawet
                                  dojrzała decyzja może być zła i co wtedy ?
                                  Mąż Cię zdradzi, oszuka, zrobi dziecko innej - co wtedy? Tego przecież nie da
                                  się przewidziec?
                                  • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:29
                                    18lipiec napisała:

                                    > No ale ludzie się zmieniają, czasy się zmieniają, życie różne nam
                                    niespodzianki
                                    >
                                    > codziennie sprawia. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie. Nawet
                                    > dojrzała decyzja może być zła i co wtedy ?
                                    > Mąż Cię zdradzi, oszuka, zrobi dziecko innej - co wtedy? Tego przecież nie
                                    da
                                    > się przewidziec?

                                    Ale mówimy o postawie ludzi wierzacych ,czyli takich,co sa blisko Boga i zyja
                                    Jego miłościa ,tak? Takich ,którzy wzorują swoja miłośc na milości Boga?
                                    A jak kocha Bóg? Ty Go odrzuciłas, odrzuciłas wiarę, Kościół czyli wspólnote
                                    wierzacych, jestes przeciwko Jego przykazaniom a On nadal tak samo Cię kocha i
                                    nigdy nie odrzuci. Nawet jak Ty to wszytsko uznasz za bzdury, to On bedzie Cię
                                    kochał tak samo jak mnie. Bez róznicy. Miłośc chrzescijanina jest stała i
                                    wierna,jest jego wyborem. Oczywiscie zawsze może nawalic druga strona: zaczac
                                    pic ,zdradzac, bic itd. ale to opisałam w poście o separacji powyzej (nie wiem
                                    czy przeczytałas) Oczywiście ta druga srona może wymusic rozwód(chociaz nie
                                    wiem czy to prawnie mozliwe),albo uzyc szantazu itd. Wtedy rozwod jest pewnie
                                    mozliwy ,ale skoro jedna strona go nie chciała to pozostaje bez grzechu i jest
                                    pełnoprawnym członkiem Kościoła, może przyjmowac sakramenty itd. jesli
                                    oczywiście nie zyje w grzechu cięzkim tzn. nie zyje z kims na kocia łape itd.
                                    Mimo tego wszystkiego człowiek wierzący zawsze bedzie kochał swojego
                                    wspólmalzonka,nie taka szczenięca uczuciowoscią, ale pewnym wyborem, swoja
                                    postawą, zyczeniem dobra drugiej stronie, pomocy w razie czeo, modlitwa itd.
                                    Oczywiście to wszytsko bez laski Bożej,zycia blisko Boga i "czerpania" z Jego
                                    źródła jest niemozliwe...
                                    • ogolone_jajka Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:35
                                      > Mimo tego wszystkiego człowiek wierzący zawsze bedzie kochał swojego
                                      > wspólmalzonka,nie taka szczenięca uczuciowoscią, ale pewnym wyborem, swoja
                                      > postawą, zyczeniem dobra drugiej stronie, pomocy w razie czeo, modlitwa itd.

                                      Czy ja dobrze rozumiem? Twierdzisz, że jako człowiek (kobieta) wierzący będziesz zawsze kochała swego męża, nawet jak regularnie będzie cie obijał za zostawienie zapalonego światła w lodówce????
                                      Chyba nie wiesz co mówisz.
                                      • 18lipiec Re: jajek 06.05.04, 11:38
                                        Powiem Ci że mi ręce opadają jak to czytam.
                                        Po pierwsze pytam się CO w sytuacjach ekstremalnych będzie z małżeństwem ,jak
                                        się nie uda czy coś, a ona mi pisze że bóg mnie kocha nawet jeśli go odrzucam.
                                        Co do reszty czyli kochania małżonka ZAWSZE i pomocy modlitwy w tym - po prostu
                                        powaliło mnie.
                                        • mika74 Re: jajek 06.05.04, 11:58
                                          18lipiec napisała:

                                          > Co do reszty czyli kochania małżonka ZAWSZE i pomocy modlitwy w tym - po
                                          prostu
                                          >
                                          > powaliło mnie.

                                          To dobrze.
                                          I czytaj dokładnie, a nie miedzy zdaniami,bo nie będe wałkowac ciagle tego
                                          samego kilka razy.
                                      • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 11:53
                                        ogolone_jajka napisał:

                                        > > Mimo tego wszystkiego człowiek wierzący zawsze bedzie kochał swojego
                                        > > wspólmalzonka,nie taka szczenięca uczuciowoscią, ale pewnym wyborem, swoja
                                        >
                                        > > postawą, zyczeniem dobra drugiej stronie, pomocy w razie czeo, modlitwa it
                                        > d.
                                        >
                                        > Czy ja dobrze rozumiem? Twierdzisz, że jako człowiek (kobieta) wierzący
                                        będzies
                                        > z zawsze kochała swego męża, nawet jak regularnie będzie cie obijał za
                                        zostawie
                                        > nie zapalonego światła w lodówce????
                                        > Chyba nie wiesz co mówisz.

                                        A widzisz. To moze jednak ten Bóg istnieje ,skoro daje siłe do TAKIEJ
                                        miłości??
                                        A myslisz,ze On nie kochał swoich oprawców? Przeciez oddal za nich zycie.
                                            • ogolone_jajka Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:05
                                              Na to nie ma dowodu. Chyba, że przyjmiemy zdanie większości, jako obowiązującą wykładnię. I założę się, że większość uzna trwanie przy oprawcy za głupotę, słabość, tchórzostwo, a nie wyraz miłości i łaski boskiej.

                                              Kocha się kogoś za coś, za to jaki jest, za to że jest, za to że jest nam dobrze. A jak ktoś wybija mi jeden ząb tygodniowo to musiałbym być masochistą żeby go pokochać.
                                              • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:07
                                                ogolone_jajka napisał:

                                                > Na to nie ma dowodu. Chyba, że przyjmiemy zdanie większości, jako
                                                obowiązującą
                                                > wykładnię. I założę się, że większość uzna trwanie przy oprawcy za głupotę,
                                                sła
                                                > bość, tchórzostwo, a nie wyraz miłości i łaski boskiej.
                                                >
                                                > Kocha się kogoś za coś, za to jaki jest, za to że jest, za to że jest nam
                                                dobrz
                                                > e. A jak ktoś wybija mi jeden ząb tygodniowo to musiałbym być masochistą żeby
                                                g
                                                > o pokochać.

                                                JAJEK. Z Toba się rozmawia jak z dzieckiem. Chce cukierka i tyle ,nie da sie
                                                mu nic wytłumaczyc, bo ono wie swoje.
                                                Czy przeczytałes mój post o separacji???Proste pytanie:przeczytałes czy nie?

                                                Kochanie drugiego a bycie z nim to dwie zupełnie rózne sprawy. Czsem trzeba
                                                kogos opuscic własnie z miłości,dla dobra drugiego człowieka.
                                              • isma Re: wymiana modelu 06.05.04, 12:24
                                                ogolone_jajka napisał:

                                                >>
                                                > Kocha się kogoś za coś, za to jaki jest, za to że jest, za to że jest nam
                                                dobrz
                                                > e.

                                                Rewelacyjne! Znaczy, jak maz zachoruje na Alzheimera i nie bedzie taki jaki
                                                byl, i juz nie bedzie z nim dobrze, to moge goscia rzucic? Swietny, Jajek,
                                                pomysl ;-(((
                                                • addria Re: wymiana modelu 06.05.04, 12:34
                                                  Ja nie wiem co Jajek miał na myśli, ale ja właśnie męża pokochałam za coś. To
                                                  nie było takie zwyczajne zauroczenie, że popatrzyłam i już koniec. Pokochałam
                                                  go za to jaki był (jest): dobry, ciepły, mądry, miał w 90% zbieżne poglądy z
                                                  moimi itp. Co nie zmienia faktu, że decydując się na małżeństwo z nim,
                                                  świadomie podjęłam jakieś zobowiązanie. Zawsze zdawałam sobie sprawę, że może
                                                  sie rozchorować, czy może mieć jakis inny kryzys i to wcale nie byłby (nie
                                                  będzie) powód do rozwodu. No i vice versa.
                                                • ogolone_jajka Re: wymiana modelu 06.05.04, 23:28
                                                  Pewnie to zniknie w gąszczu wypowiedzi....

                                                  > Znaczy, jak maz zachoruje na Alzheimera i nie bedzie taki jaki
                                                  > byl, i juz nie bedzie z nim dobrze, to moge goscia rzucic?

                                                  To już jest twój pomysł, nie mój. Choroba jest zwykle niezależna od nas i nie mamy wpływu na to czy zachorujemy czy nie. Zwykle. Jak ktoś będzie chodził na dziwki przydrożne i nie używał gumki (no bo to GRZECH), to HIVa może szybko złapać. Wtedy fora ze dwora. Ale większość chorób spada na nas nieoczekiwanie (podziękowania należą się oczywiście temu na górze). I nie namawiam do porzucania partnera w chorobie. Ale jak złoty narzeczony zmieni sie po ślubie i zacznie obijac małżonkę regularnie po pijaku i na trzeźwo (a to wszystko zależy wyłącznie od niego, no chyba, że to tez sprawka tego z góry) to tylko kop mu się należy.
                                          • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:04
                                            18lipiec napisała:

                                            > Sorry ale dla mnie to nie miłość, pozwalanie na poniżanie i szmacenie mnie
                                            > przez kogolwiek nie jest wyrazem wiary czy miłości a jedynie małego szacunku
                                            do
                                            >
                                            > siebie...
                                            Dla mnie tez. Dlatego istaniej separacja. Chyba juz to pisałam czy nie????????
                                            Nie bede sie powtarzac, litości. A milośc to ogromna siła, trzeba byc herosem
                                            duchowym ,zeby znaleźc w sobie szacunek, wspólczucie, troske o drugiego
                                            czlowieka, nawet jesli on się "zepsuł". Nienawiśc, obrazanie się, robienie
                                            krzywdy drugiemu, to wyraz niedojrzałości, słobości chrakteru,
                                            niewyksztłacobnej osobowosci i nieokreslonych postaw, de
                                              • adzia_a No to mówię... 06.05.04, 12:13
                                                ... ze na 100 procent nie siedziałabym z facetem, który mnie tłucze. gdzieście
                                                to wyczytali? Jest instytucja separacji, prawda?

                                                A tak poza tym, to dzięki serdeczne. Zadałam, jak mi się wydaje, dość ważne
                                                pytanie o granice akceptacji, a Wyście mi je rozwalili. nie śmiem
                                                przypuszczać, że to dlatego, że nie zrozumieliście pytania wink)))))
                                                • 18lipiec Re: do adzi 06.05.04, 12:19
                                                  juz zadałam to pytanie ale zadam raz jeszcze.
                                                  Jesteś w separacji-przypuścmy.
                                                  Chcesz zalegalizować zwiazek z nową osobą ktorą kochasz. Nie możesz bo nie masz
                                                  rozwodu. Źyjesz na kocią łapę, masz nieślubne dzieci - to przecież grzech?

                                                  Czy moze do konca życia jestes juz samotna???
                                                  • adzia_a Re: do adzi 06.05.04, 12:52
                                                    Moja odpowiedź brzmi "nie wiem".
                                                    Rozwlekać się nie będę, boście się czepili tych rozwodów jak rzep psiego
                                                    ogona wink)) a mnie to zupełnie nie interesuje. i o co innego pytałam na
                                                    początku. Ale nikt nie zrozumiał...albo nie chciał zrozumieć...
                                                  • 18lipiec Re: do adzi 06.05.04, 13:10
                                                    nie wiesz...

                                                    hmmm no właśnie , może zanim zaczniesz propagować separację zastanowisz się nad
                                                    tym co napisałam właśnie, a czego Ty nie wiesz...
                                                    Wlasnie wiele katolickich poglądów można łatwo obalić.
                                                  • mika74 Re: do adzi 06.05.04, 13:41
                                                    18lipiec napisała:

                                                    > juz zadałam to pytanie ale zadam raz jeszcze.
                                                    > Jesteś w separacji-przypuścmy.
                                                    > Chcesz zalegalizować zwiazek z nową osobą ktorą kochasz. Nie możesz bo nie
                                                    masz
                                                    >
                                                    > rozwodu. Źyjesz na kocią łapę, masz nieślubne dzieci - to przecież grzech?
                                                    >
                                                    > Czy moze do konca życia jestes juz samotna???

                                                    Do końca zycia jestem samotna. No chyba ,ze sie żonkis opamięta. A wiara cuda
                                                    czyni....oj nie raz...
                                                  • 18lipiec Re: do adzi 06.05.04, 13:51
                                                    Do końca zycia jestem samotna.

                                                    Żartujesz chyba????



                                                    No chyba ,ze sie żonkis opamięta. A wiara cuda
                                                    > czyni....oj nie raz...

                                                    No własnie widzę jakie CUDA czyni wiara...
                                                  • isma Re: do 18lipiec 06.05.04, 13:56
                                                    Nie kocham "nowej osoby", proste. Ergo nie mam zadnego zwiazku
                                                    do "legalizowania", proste. Nie zyje na kocia lape, nie mam nieslubnych dzieci,
                                                    proste. A wiem, co mowie ;-O

                                                    Wyobraz sobie, Marto, ze sens zycia kobiety niekoniecznie polega tylko na byciu
                                                    z facetem wink)).
                                                    Przy czym, chi, chi, nie mam na mysli tego, ze moze polegac akurat na byciu z
                                                    druga kobieta wink))
                                                  • 18lipiec Re: do 18lipiec 06.05.04, 14:12
                                                    Nie kocham "nowej osoby", proste. Ergo nie mam zadnego zwiazku
                                                    do "legalizowania", proste. Nie zyje na kocia lape, nie mam nieslubnych dzieci,
                                                    proste. A wiem, co mowie ;-O

                                                    Przypuścmy, bierzesz ślub mając lat 25. Nie układa się, mąż jest niedobry, nie
                                                    szanuje Cię, ma Cię gdzieś, zdradza, znika z domu na całe dnie i noce. Nie
                                                    wytrzymujesz.
                                                    Masz lat 30, sąd orzeka separację, taak?
                                                    Nadal jesteś młodą kobietą, masz prawo do szczęścia, masz prawo być kochana,
                                                    mieć dzieci. Spotykasz mężczyznę, kocha Cię, ty jego. Dochodzi do Ciebie że to
                                                    ten. Chcecie zalegalizowac wasz związek - NIE MOŻECIE. Dzieci - NIE MOŻECIE.

                                                    Druga opcja. Jesteś w separacji,masz 30 lat. Żyjesz do 70, czyli pozostałe 40
                                                    lat spędzasz samotnie, bez rodziny,bez dzieci, bez mężczyzny....

                                                    Czy to tak ma wyglądac?




                                                    Wyobraz sobie, Marto, ze sens zycia kobiety niekoniecznie polega tylko na byciu
                                                    z facetem wink)).
                                                    Przy czym, chi, chi, nie mam na mysli tego, ze moze polegac akurat na byciu z
                                                    druga kobieta wink))


                                                    Poza tym, ja jako nowoczesna młoda kobieta doskonale wiem że sens zycia kobiety
                                                    nie polega tylko na byciu z facetem. Nie on jest miernikiem wartości kobiety.
                                                    Wiem bo nie miałam i żyłam. Teraz mam bo kocham i już.Ale w koncu na tym polega
                                                    głownie życie, chcesz kochać i być kochana, mieć rodzinę i kogoś do kogo mozesz
                                                    wrócić...czy nie?
                                                  • orvokki Re: do 18lipiec 06.05.04, 14:19
                                                    Zalegalizować zawsze możesz - w prawie cywilnym. To dotyczy nas wszystkich.
                                                    Nie możesz się rozwieść ani wziąć ślubu wg prawa kościelnego. To dotyczy tych,
                                                    którzy wybrali katolicyzm.
                                                    Przy czym nawet w odniesieniu do tych drugich nie ma żadnego prawa obligującego
                                                    ich do mieszkania, dzielenia łoża i stołu z osobą, która je zdradza, poniża,
                                                    wykorzystuje, bije i tak dalej.
                                                  • isma Re: do 18lipiec 06.05.04, 15:10
                                                    Marta, jasna sprawa, nie moge wiedziec, jak to wyglada, byc samotna przez 40
                                                    lat. Ty zreszta tez wink)). Ale naprawde, w zyciu jest sporo do roboty wink))

                                                    Aha, jeszcze co do przyczyn tego hipotetycznego rozwodu: ja nie bardzo wierze
                                                    w "cudowne" metamorfozy: przed slubem bylo OK, a potem nagle (po pieciu
                                                    latach, jak w Twoim przykladzie) zaczal zdradzac, bic, itp. itd. Owszem, jest
                                                    moment newralgiczny dla faceta przy wkraczaniu, chi, chi, w "smuge cienia", ale
                                                    czlowiek nie zwierz, i rozumem winien umiec sie w takich sytuacjach poslugiwac.

                                                    Natomiast doskonale wiem, jak to wyglada, poznac faceta, myslec "ze to ten",
                                                    tyle tylko, ze ten facet ongis, w czasach studenckich byl sie ozenil, a
                                                    nastepnie zostal przez zone zostawiony (nie wchodzac w szczegoly). Lekko nie
                                                    jest, obojgu nie jest lekko, fakt.

                                                    Ale czasem zycie plata niespodzianki wink))
                                            • 18lipiec Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:16
                                              A milośc to ogromna siła, trzeba byc herosem
                                              duchowym ,zeby znaleźc w sobie szacunek, wspólczucie, troske o drugiego
                                              czlowieka, nawet jesli on się "zepsuł".


                                              Z miłości i dla miłości mogę zrobić wiele ale nie będę szanowała kogoś kto by
                                              zrobił ze mnie worek trenigowy !
                                            • mika74 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 12:17
                                              mika74 napisała:

                                              > 18lipiec napisała:
                                              >
                                              > > Sorry ale dla mnie to nie miłość, pozwalanie na poniżanie i szmacenie mnie
                                              >
                                              > > przez kogolwiek nie jest wyrazem wiary czy miłości a jedynie małego szacun
                                              > ku
                                              > do
                                              > >
                                              > > siebie...
                                              > Dla mnie tez. Dlatego istaniej separacja. Chyba juz to pisałam czy
                                              nie????????
                                              >
                                              > Nie bede sie powtarzac, litości. A milośc to ogromna siła, trzeba byc herosem
                                              > duchowym ,zeby znaleźc w sobie szacunek, wspólczucie, troske o drugiego
                                              > czlowieka, nawet jesli on się "zepsuł". Nienawiśc, obrazanie się, robienie
                                              > krzywdy drugiemu, to wyraz niedojrzałości, słobości chrakteru,
                                              > niewyksztłacobnej osobowosci i nieokreslonych postaw, po prostu SŁABOŚCI!
                                              Wygoda, brak walki o malzeństwo, danie sobie luzu jest raczej wyrazem słabości
                                              a nie siły człowieka. No i braku milości tak naprawde,bo jesli pójdziemy ta
                                              droga to rozwieśc sie mozna i z powodu niewyrzucenia smieci.
                                              Ale bycie ze soba a miłośc do drugiego człowieka to nie to samo. Nie trzeba zyc
                                              z drugim czlowiekiem ,zeby go nadal kochac: zyczyc mu dobrze,starać przebaczyć,
                                              pomóc w razie potzreby, modlic się za niego, Zdaje sie dla Ciebie kochac
                                              drugiego to znaczy "posiadac go na wlasnośc" aby tańczył jak mu zagram???
                                  • elwinga hi hi... 06.05.04, 18:03
                                    > No ale ludzie się zmieniają, czasy się zmieniają, życie różne nam
                                    niespodzianki
                                    >
                                    > codziennie sprawia. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie. Nawet
                                    > dojrzała decyzja może być zła i co wtedy ?

                                    Ciekawe, że tak dojrzałe sformułowanie pada z ust osoby, która w innym wątku
                                    zapierała się, że na pewno NIGDY nie stanie się osobą wierzącą (może nie cytuję
                                    dokładnie, ale taki był sens). smile)))
                        • darcia73 Re: ciekawe czy ktoś "wierzący" odpowie b/t 06.05.04, 10:38
                          W przypadku cudzołowstwa można się rozwieść, tak jest przyjęte w większosci
                          zborów protestanckich. Tak było u mnie. Moj mąz mnie zdradzał, nie widziałąm
                          możliowści poprawy jego zachowania i zycia dalej razem (bo raz dałam mu szanse
                          ale on dalej brnął w kłamstwa i zdradę)i rozwiodłam się z nim. Teraz zamierzam
                          ponownie wyjśc za mąż.
                          poczytaj sobie o rozodzie np w kosciele zielonoświatkowym, zresztą był juz
                          kiedys taki temat na forum:
                          www.kz.pl/index.php?p=04&w=3
              • sion2 Re: ale... 06.05.04, 12:07
                jeżeli mąż dręczy żonę lub rodzinę to w Kk jest dopuszczane a nawet zalecane
                rozwiązanie polagające na separacji
                jezeli np, ukrył przed żoną przed slubem że jest alkoholikiem albo chorym
                psychicznie to można stwierdzić niewazność zawarcia związku małżeńskiego i
                oboje są wtedy wolni - takie orzeczenia wydaje sie coraz częściej
                • 18lipiec Re: ale... 06.05.04, 12:22
                  a jeśli mąż zdradza żone, albo ma kochanki i dzieci z nimi, albo przepija dom,
                  albo przegrywa w kasynie, albo wyzywa żone, albo bije, albo nie szanuje, nie
                  chce się modlić to co ???
                  • mika74 Re: ale... 06.05.04, 13:44
                    18lipiec napisała:

                    > a jeśli mąż zdradza żone, albo ma kochanki i dzieci z nimi, albo przepija
                    dom,
                    > albo przegrywa w kasynie, albo wyzywa żone, albo bije, albo nie szanuje, nie
                    > chce się modlić to co ???

                    Lipic ,czy Ty w ogóle czytasz to co my piszemy? Chyba nie....
                    SEPARACJA- mówi Ci to coś czy nie?
                    • 18lipiec Re: ale... 06.05.04, 13:53
                      Nadal się pytam jak to się ma do rzeczywistego rozstania?
                      Separacja to nie rozwód?
                      A jak małżeństwa nie da się naprawić, co wtedy?
                      Separacja na całe życie?
                      I już z nikim sobie życia nie wolno sobie ułożyć?
                      • mika74 Re: ale... 06.05.04, 14:29
                        18lipiec napisała:

                        > Nadal się pytam jak to się ma do rzeczywistego rozstania?
                        > Separacja to nie rozwód?
                        > A jak małżeństwa nie da się naprawić, co wtedy?
                        > Separacja na całe życie?
                        > I już z nikim sobie życia nie wolno sobie ułożyć?

                        Separacja prawnie zdaje się dziala tak samo jak rozwód, ale do końca nie wiem.
                        Zawsze jest szansa ,że małżenstwo da sie naprawić. Jesli nie, to zyjemy
                        sami...nie ,nie sami.... Chrześcijanin nigdy nie jest sam, bo jest z
                        Bogiem,REALNA OSOBĄ, która Cię kocha. A jak myslisz jak radza sobie
                        celibariusze bez rodzin? Ja znam kilku celibariuszy swieckich, to bardzo
                        szczęsliwi ludzie,żyjacy w bliskości Boga.
                        Prawdziwie szczęśliwym mozna byc tylko z Bogiem i dopiero na tym fundamencie
                        budować rodzine i małzenstwo. Inaczej bedzie ono wygladało raczej na zabawe
                        uczuciwą, jak mi sie zabawka znudzi albo zepsuje to ja chce inna zabawkę.
                        Dlatego coraz mniej ludzi decyduje sie na malzeństwo, bo rzeczywiscie w takim
                        przypadku jak Twój to wychodzi sie za mąz tylko po to aby byc prawnie
                        zabezpieczonym:dziedziczenie, wspólnota majatkowa itd...No bo po co, skoro
                        zaraz może być kryzys( a przyjdzie do kazdego małżenstwa predzej czy później)i
                        co dalej? Jak sobie wyobrażasz trwałośc Twojego małżeństwa? Bo ja sobie nie
                        wyobrażam szczerze mówiąc...
                        • kulinka3 Re: ale... 06.05.04, 15:45
                          Widzę,że dyskusja poszła w stronę rozwodów, ich dopuszczalności. A ja powiem
                          tak.Małżeństwo w KK to bardzo poważna sprawa, dwoje ludzi przyrzeka sobie
                          miłość,wierność i uczciwość małżeńską oraz że siebie nie opuszczą aż do
                          śmierci.To są bardzo poważne zobowiążania wobec siebie i wobec Pana Boga.Mam
                          takie wrażenie,że decyzje małżeńskie w sporej części przypadków są podejmowane
                          w sposób chyba nie do końca świadomy, bez prawdziwej znajomości drugiego
                          człowieka.18 lipiec pisze a co jak zacznie pić, bić, zdradzać? No to ja się w
                          tym miejscu pytam dziewczyno/chłopcze gdzie miałaś oczy przed ślubem.W ogromnej
                          większości przypadków sympotomy tych złych rzeczy widać gołym okiem.Przecież
                          nikt dzień po ślubie nie zaczyna nagle pić, bić i zdradzać.I w takich
                          przypadkach można powiedzieć, kochani zdecydowaliście się na takiego męża,żonę
                          i takim ślubowaliście.Trochę konsekwencji.
                          Ludzie którzy się szanują i kochają będą jak najdalej od pijaństwa, zdrad i
                          bicia( brrr) w swoim małżeństwie.Jeżeli jednak coś się w życiu przydarzy to
                          wiele zależy od tego czy są to przypadki jednostkowe( np.jednorazowa zdrada),
                          wynikające z ludzkiej "słabości" czy coś permanentnego z czego druga strona nie
                          chce rezygnować.Prawdziwa miłość nie gaśnie przecież w ciągu jednego
                          dnia,potrafi walczyć o kochaną osobę.Jeżeli jednak ktoś decyduje się na rozwód,
                          a jest katolikiem, musi liczyć się z koniecznością życia w czystości.
                          Nikt przecież nie zmusza do bycia katolikiem, do zawierania małżeństwa w KK.
                          Szanuję osoby, które zdając sobie sprawę z tych wysokich wymagań, poprzestają
                          na ślubie cywilnym, który ma opcję -rozwód- w razie, jak druga strona
                          przestanie spełniać moje oczekiwania.
                      • mader1 Re: ale... 06.05.04, 18:44
                        ulozyc zycie... mysle, ze gdyby maz postepowal ze mna tak drastycznie,
                        jak to przedstawiasz istotnie wzielabym separacje i... zostala sama.
                        Pewnie nie mialabym ochoty na nowy zwiazek.
                        Istnieje tez pare powaznych teorii psychologicznych o tym, ze czesto
                        wybiera sie sobie okreslonego partnera na wlasne zyczenie. ( Nie pisze
                        tu o tobie Darcia ). Czesto po prostu jeden maz bije, potem drugi
                        bije, potem juz niemaz bije, dzieciaki nie swoje tez - a mamie ciagle
                        wydaje sie, ze nastepny bedzie lepszy.Mialam okazje widziec takie
                        sytuacje na wlasne oczy sad((
                • ogolone_jajka popieram sion2 06.05.04, 23:48
                  Zgadza się. W KK coraz częściej orzeka się nieważność małżeństwa. Szczerze mówiąc nie wiem czy możliwe jest ponowne małżeństwo kościelne - wydaje mi się że nie. Mam znajomych, którzy tak zrobili. Oboje byli dewotami. On wydawał jakąś gazetkę prokościelną, ona 3 razy w tygodniu biegała do kościoła, chodziła na jakieś spotkania modlitewne itd. itp. Ona miała męża. Żyli sobie w małżeństwie przez jakieś 20 lat. Ale mąż zaczął pić. Tak! Przez pierwsze kilkanaście lat wszystko było OK!!! CZŁOWIEK MOŻE SIE ZMIENIĆ, wbrew temu co bredzą niektórzy. Po iluśtam latach znoszenia pijaństwa, burd i rękoczynów doszło do separacji. Ale babka poznała owego wydawcę pisemek dla grzecznych katolików. I oboje się zakochali. Gość po rozwodzie (to może dlatego nie mogli wziąć nowego ślubu kościelnego, a nie w związku z unieważnieniem jej małżeństwa?). Wtedy babka wystąpiła do KK o unieważnienie małżeństwa. No i spece z KK stwierdzili, że małżeństwo było nieważne, bo mąż zataił przed żoną skłonności do alkoholu, wszczynania burd i rękoczynów (które to skłonności pojawiły sie kilkanaście lat po ślubie!!! ale on to ZATAIŁ!!!). No i małżeństwo unieważniono. Wtedy nowo zakochani wzięli zwykły ślub państwowy. Od tego czasu nie są już zresztą takimi dewotami. Nie mają czasu na dyrdymały. Raz na tydzień starają sie odbębnić swoje w kościele.
                  Dziękuję.
                  • kulinka3 Re: popieram sion2 07.05.04, 09:23
                    Sion oczywiście ma rację,że w przypadkach zatajenia dochodzi do unieważnienia
                    małzeństwa.Tylko, że aby zataić trzeba mieć CO zataić, trzeba zdawać sobie z
                    tego sprawę.Nie można zatajać czegoś, o czym się nie wie.Prawda?
                    A ludzie oczywiście mogą się zmieniać i na lepsze i na gorsze.W wielu jednak
                    przypadkach, ani nie muszą nic taić, ani się specjalnie zmieniać tylko druga
                    strona trochę późno "odzyskuje wzrok".Niestety.
              • neogobbo Re: ale... 06.05.04, 21:50
                Tak, i to jest włąśnie chrześcijaństwo. Nie żadna tam teoryjka, że Jezus umarł
                na krzyżu a potem zmartwychwstał. On był niewinny, a jednak Go powiesili, i
                wcale się nie bronił. Raz tylko zapytał: dlaczego mnie bijesz? Bo miał prawo
                wiedzieć.
                Dlatego chrześcijanin nie strajkuje, nawet jeśli to pracodawca go oszukał. Nie
                rozwodzi się, nawet jeśli żona zdradza go notorycznie a mąż codziennie pijany
                wraca do domu. Nie skarży, nie sądzi... Zbyt trudne? Jasne, ale chrześcijaństwo
                nie jest dla każdego. Jezus powiedział, żebyśmy byli solą ziemii. A przecież
                soli nie potrzeba zbyt wiele. Gdy będzie jej za dużo, to świat ją wyżyga.
    • anek.anek Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 05.05.04, 23:27
      Pytanie, które mi się nasuwa brzmi: czy człowieka, który mówi, że wierzy w Boga
      i Jezusa, ale jednocześnie nie "uprawia" tej wiary, wyłamując się się z zasad
      przyjętych przez kościół (msze, akceptacja eutanazji, wolnych związków, aborcji
      itd) można faktycznie uznać za wierzącego w Boga chrześcijańskiego? Przecież
      nie można wierzyć połowicznie, czy częściowo! ci ludzie wierzą po prostu w
      jakąś siłę nadprzyrodzoną, ale nie należą tak naprawdę do kościoła!
      No i oczywiście znowu w takiej statystyce wkurza mnie to,że jestem w niej ujęta
      jako wierząca, bo ochrzczona. Bo wątpię żeby badanie było robione na podstawie
      czegoś innego niż statystyki kościelne. Nie wyobrażam sobie zresztą
      reprezentatywnej grupy społeczeństwa w takiej kwestii Szkoda, że przy okazji
      spisu poszechnego nie było (bo nie było o ile pamięć mnie nie myli) anonimowego
      pytania o wiarę - technicznie to możliwe. wtedy tak naprawdę wiedzielibyśmy
      jaki jest stan polskiej wiary/niewiary i w co ci ludzie tak naprawdę wierzą.
      • addria Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 08:21
        > Pytanie, które mi się nasuwa brzmi: czy człowieka, który mówi, że wierzy w
        Boga
        >
        > i Jezusa, ale jednocześnie nie "uprawia" tej wiary, wyłamując się się z zasad
        > przyjętych przez kościół (msze, akceptacja eutanazji, wolnych związków,
        aborcji
        >
        > itd) można faktycznie uznać za wierzącego w Boga chrześcijańskiego?

        Można uznać. Choć nie zawsze. Są pewne uniwersalne (opatre na nauczaniu Pisma
        Św.) dla wszystkich chrzescijan wartości, niezależnie od denominacji. Będzie to
        np. sprzeciw wobec aborcji, współżycia przed ślubem, rozwodów. Będą też sprawy,
        które mogą być różnie postrzegane przez chrześcijan, np. kwestia antykoncepcji -
        u katolików jest to ewidentnie grzech, a protestantów wcale nie.
        Można też nie czuć się członkiem żadnego Koscioła chrześcijańskiego, a czuć się
        chrześcijaninem, ale co ważne - przestrzegać tych uniwersalnych zasad -
        przynajmniej. Nie mniej kontakt ze wspólnotą innych wierzących nie jest
        zupełnie bez znaczenia i warto takiej osobie poszukać miejsca, w którym jej
        wiara może wzrastać i rozwijać się we właściwym kierunku.
        • darcia73 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 09:29
          >Można też nie czuć się członkiem żadnego Koscioła chrześcijańskiego, a czuć się
          >
          > chrześcijaninem, ale co ważne - przestrzegać tych uniwersalnych zasad -
          > przynajmniej. Nie mniej kontakt ze wspólnotą innych wierzących nie jest
          > zupełnie bez znaczenia i warto takiej osobie poszukać miejsca, w którym jej
          > wiara może wzrastać i rozwijać się we właściwym kierunku.

          Tak jest i w moim przypadku. Czuję się chrzescijanką, w moim życiu był moment
          nawrócenia i przynależności do zboru baptystycznego. Tym, co uwarunkowałao
          zabranie członkowstwa była właśnie podwójna moralność. nie mogę być w jakimś
          kosciele, kiedy nie czuję sie tam dobrze, nie chce przesiąkać atmosferą pustyni
          duchowej. Njabardziej brakuje mi jakiejs charyzmatycznej społecznosci, w której
          mogłabym być i wychowywac moje dzieko. cięzko zyć w oddzieleniu od chrzescijan.
          Chciałabym poznac społeczność ludzi, którzy autentycznie wierzą w Boga, gdzie
          podstawą wiary jest Pismo Św. Na razie wole byc wolnym strzelcem niz patrzec
          na to co sie dzieje w kosciołach...
      • sion2 Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 12:14
        nie znalazłam tam stwierdzenia, ze te ankiety są robione na podstawie ksiąg
        chrzcielnych
        to były pytania zadawane dorosłym ludziom, którzy mogli odpowiedzieć "tak,
        jestem wierzący" lub "nie"

        przecież pytania odnosiły sie do mieszkańców Europy a nie tylko Polski, a w
        krahajch protestanckich nie chrzci się niemowląt!

        tak więc myslę, ze nie chodzi tu o ochrzczonych ale o tych, którzy
        odpowiedzieli twierdzącą na pytanie czy wierzą
        inna sprawa to taka, że nie praktykują albo niesumiennie praktykują

        to byłoby niemiarodajne gdyby ktoś tylko Polski ściągał dane o wierzących na
        podstawie chrztów a z innych krajów przez zadanie pytania osobom dorosłym
          • sion2 Re: acha... 06.05.04, 13:20
            bo ja zrozumiałam, ze to o procencie wierzących do praktykujących to jest ze
            źródła niekatolickiego, w każdym razie niepolskiego, a to o postawach moralnych
            jest przez KK, ale nie wiem...
            mówię, że dla mnie wszelkie statystyki, zwłaszcza te o "granicach w ludzkich
            sercach" są mało miarodajne i szczerze wątpie w ich obiektywność
    • orvokki Re: "Wiara sobie, moralność sobie" 06.05.04, 13:40

      Że "wiara sobie, moralność sobie" to żadne odkrycie, zawsze takie postawy
      istniały. Myślący człowiek powinien się starać, żeby to w co wierzy, to w co
      mówi i to co robi wreszcie było jednym. Ja odpowiadam za siebie, inny za
      siebie, nie bardzo widzę możliwość ocenienia, czy ktoś tam naprawdę jest w
      zgodzie sam ze sobą, czy też jest obłudnikiem, hipokrytą i faryzeuszkiem.

      A Marta to już w ogóle otwarte drzwi wyważa, jakby właśnie odkryła, że KK nie
      uznaje rozwodów i musiała wszystkim powiedzieć, jak bardzo niewłaściwe jej się
      to wydaje. Przecież nikt nikomu nie każe być katolikiem, nikt nikomu nie każe
      brać ślubu kościelnego etc.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka