lila1974
11.10.07, 01:27
Znacie to zjawisko, gdy się ogół nauczycieli i rodziców przyczepi do
jakiegoś ucznia?
Odprowadzając córkę do szkoły prawie codziennie jestem świadkiem,
jak część rodziców pomstuje na zachowanie pewnego chłopca. Jedna z
pań już drugiego dnia szkoły musiała powiedzieć mu coś niemiłego, bo
chłopak wręcz "spłonął".
Owszem, chłopiec jest niesamowicie żwyiołowy, rozgadany, nieco
szalony w mowie i czynach, potrafi opluć, uderzyć, ale jak na niego
patrzę, to nie ma w oczach nic "dzikiego", wręcz odwrotnie, wydaje
się być sympatyczny tylko trudny do pohamowania.
I szkoda mi, że własciwie już w pierwszych dniach szkoły dostał
swoją "łatkę". Jemu przypisywane jest każde zło, które się w klasie
wydarzy, gdy tym czasem nie on jeden rozrabia i jest cięzki do
opanowania (byłam z klasą na wycieczce, więc widziałam).
Tak sobie myślę, czy my rodzice nie za łatwo szafujemy wyrokami? A
może warto zadać sobie trud poznania dziecka, które wg nas sprawia
problemy? Może jest jakas dorga dotarcia do niego i wcale nie musi
być to jadowity szept, czy wrzask i nastawianie swojego dziecka "Nie
baw sie z nim, bo on jest niegrzeczny"?
Może jedna jaskółka wiosny nie czyni ale ... Wiedząc o tym, że ten
chłopiec zaczepia Konstancję (zdarzyło mu się ją uderzyć), podeszłąm
dziś do niego i powiedziałam:
"Wiem, że jesteś kolegą Konstancji i siedzisz z nią przy jednym
stoliku. Pani powiedziała, ze dobrze sobie radzisz z różnymi
zadaniami, czy zechciałbyś czasami zaopiekowac się Konstancją i
pomóc jej w ćwiczeniach?" Odpowiedział: "Dobrze".
Po szkole zapytałam córkę, jak było. Powiedziała, że dziś kolega jej
nie zaczepiał, za to zapytał, czy jej pomóc.
Po raz kolejny udowodnił mi, że warto postarać się, by dziecko
poczuło się potrzebne i doceniane, niż je od razu skreślić.
Dlatego bardzo Was dziewczyny proszę, nie dajcie się wciągnąć w ten
zgodny chór pomstujących a wykarzcie inicjatywę, by pomóc własnemu i
temu "trudnemu" dziecku.