arioso1
04.04.08, 13:46
witam - nie wiem jak wybrnąc z sytuacji bo jest dosc trudna.
MOja córka chodzi do 4 klasy , lekcje wfu maja łączone z klasą inną-
i córka bardzo częst mówiła ze komus zgineła komórka, a to
pieniadze a to buty , niejednokrotnie sprawa trafiała do
wychowawcy, do nauczycielki wfu czy w końcu do dyrektorki- nic sie
nie zmieniło. Wczoraj dałam corce je tygodniówkę 20 zł 10 wzieła ze
soba -wydała w sklepiku 1zł a resztę schowała-poszła na przerwe po
powrocie pieniązków nie było- powiadomiona pani od wf powiedziała ze
ona nic nieporadzi a wychowawczyni powiedziała zeby sie nie
przejmowała i że ona jej odda te 9 zł z własnej kieszeni. a jakby
córce zgineły 2000zł to tez by oddała?przecież tak nie można - nikt
nie robi z tego powodu afery i złodzieje sie czuja bezkarni, a jak
mój syn nie trafił do klozetu o obsikał podłoge to byłam wzywana
natychmiast , a ztym sie nie kończy bo non stop ktos cos komus
kradnie- ja rozumiem ze problem jest nie tylko w jednej szkole ale
przeciez nauczyciele nie moga biernie sie temu przyglądac -
poradzcie cos bo nerwa mam i nie panuje na dsobą jestem gotowa
pójsć na policję -tylko nic mi to nie da